• Nie minęło zbyt wiele czasu od rozpoczęcia działalności AKSO, a po całej Otchłani rozniosła się wieść o tajemniczej mgle, w której znikają statki. Czytaj więcej...
  • Wstrząsy naruszyły spokój Morza Łez!
    Odczuwalne są na całym jego obszarze, a także na Herbacianych Łąkach i w Malinowym Lesie.
  • Karciana Szajka została przejęta. Nowa władza obiecuje wielkie zmiany i całkowitą reorganizację ugrupowania. Pilnie poszukiwani są nowi członkowie. Czytaj więcej...
  • Spectrofobia pilnie potrzebuje rąk do pracy! Możecie nam pomóc zgłaszając się na Mistrzów Gry oraz Moderatorów.
Trwające:
  • Skarb Pompei
  • Zmrożone Serce


    Zapisy:
  • Chwilowo brak

    Zawieszone:
  • Brak


  • Drodzy użytkownicy, oficjalnie przenieśliśmy się na nowy serwer! Dokładne informacje na fanpege'u Spectrofobii lub forumowym Discordzie (odnośniki po prawej)!



    Zapraszamy do zapoznania się z Uśrednionym Przelicznikiem Waluty. Mamy nadzieję, że przybliży on nieco realia Krainy Luster i Szkarłatnej Otchłani.

    Szykujcie się na słodkie Walentynki i Dziewannę!

    Zimowa Liga Wyzwań Fabularnych nadeszła. Ponownie zapraszamy też na Wieści z Trzech Światów - kanoniczne zdarzenia z okolic Lustra i Glasville. Strzeżcie się mrocznych kopuł Czarnodnia i nieznanego wirusa!

    W Kompendium pojawił się chronologiczny zapis przebiegu I wojny pomiędzy Ludźmi i KL. Zainteresowanych zapraszamy do lektury.

    Drodzy Gracze, uważajcie z nadawaniem swoim postaciom chorób psychicznych, takich jak schizofrenia czy rozdwojenie jaźni (i wiele innych). Pamiętajcie, że nie są one tylko ładnym dodatkiem ubarwiającym postać, a sporym obciążeniem i MG może wykorzystać je przeciwko Wam na fabule. Radzimy więc dwa razy się zastanowić, zanim zdecydujecie się na takie posunięcie.

    Pilnie poszukujemy Moderatorów i Mistrzów Gry. Jeżeli ktoś rozważa zgłoszenie się, niech czym prędzej napisze w odpowiednim temacie (linki podane w polu Warte uwagi).

    ***

    Drodzy użytkownicy z multikontami!
    Administracja prosi, by wszystkie postaci odwiedzać systematycznie. Jeżeli nie jest się w stanie pisać wszystkimi na fabule, to chociaż raz na parę dni posta w Hyde Park
    .
    Marionetki – otwarte
    Kapelusznicy – otwarte
    Cienie – otwarte
    Upiorna Arystokracja – otwarte
    Lunatycy – otwarte
    Ludzie – otwarte
    Opętańcy – otwarte
    Marionetkarze – otwarte
    Dachowcy – otwarte
    Cyrkowcy – otwarte
    Baśniopisarze – otwarte
    Szklani Ludzie – otwarte
    Strachy – otwarte
    Senne Zjawy – otwarte
    Postaci Specjalne – otwarte

    Ponieważ cierpimy na deficyt Ludzi, każda postać tej rasy otrzyma na start magiczny przedmiot. Jaki to będzie upominek, zależy od jakości Karty Postaci.



    » Kartoteka » Historie Postaci » Opowieść ostatniego Wildenheima.
    Poprzedni temat :: Następny temat
    Autor Wiadomość
     



    Arystokrata

    Godność: Ulrich, Siegfred von Wildenheim
    Wiek: 44 lata.
    Rasa: Człowiek.
    Lubi: Prawdomówność.
    Nie lubi: Chaosu.
    Wzrost / waga: 186cm / 92kg.
    Aktualny ubiór: Czarny, długi płaszcz materiałowy. Biały, szyty na miarę garnitur. Gładka, czarna koszula i biały krawat. Czarne mokasyny. Złoty zegarek Frederique Constant.
    Zawód: Prezes firmy ARËS.
    Pod ręką: Telefon komórkowy, portfel, kluczyki do auta, papierosy.
    Dołączył: 05 Sty 2019
    Posty: 3
    Wysłany: 9 Styczeń 2019, 15:54   Opowieść ostatniego Wildenheima.


    Szafa grająca - @up click!


    =Historia została napisana mam nadzieję wystarczająco szczegółowo na potrzeby KP. Nie chcę rozpisywać prawdziwej biografii, opisując dokładnie każdy rok z życia Ulricha, bo bez ogródek powiem, że nie mam gotowych całych historii, które przeżył, trochę tego jest, dlatego zaznaczę, że w przypadku napadu weny i nudy mogą pojawiać się kolejne akapity zwane przeze mnie tutaj "fillerami" :D=

    - Jeżeli mam być całkowicie szczery, to oprócz mojego ojca Xavera von Wildenheima i matki Jaqueline von Wildenheim nie wiem zbyt wiele o swoim rodzie. Zostałem wychowany w sposób, aby się tym szczególnie nie interesować, a kiedy zadawałem jakiekolwiek pytania, dostawałem zbywające odpowiedzi. Pozwolę sobie jednak pominąć w opowieści nawet moich rodziców, bowiem nie jest to szczególnie ważne w historii, którą mam zamiar opowiedzieć.
    Śnieg z butów Ulricha zdążył już całkowicie stopnieć, aczkolwiek kałuża pod jego podeszwami i mokre nogawki świadczą o tym, że na dworze zapewne utrzymuje się jego spora warstwa. Mężczyzna siedział przy stole w swoim pokoju hotelowym, popijał brunatny trunek, zaś lewą ręką bawił się jeszcze nie odpalonym cygarem. Naprzeciwko niego siedział elegancko ubrany facet w średnim wieku. Również zajmował się opijaniem najwyraźniej tego samego alkoholu, którym raczył się Ulrich, jednak ten siedział w luźniejszej pozycji z lewą nogą położoną na prawej.
    - Skoro uznaje Pan to za stosowne, Panie Wildenheim, nie mogę mieć żadnych obiekcji. Nie ukrywam jednak, że z wielką niecierpliwością czekam przede wszystkim na tę część historii, w której poznaje Pan Sayuri, jak i tę, w której postanawia Pan rozszerzyć działalność swojej firmy do Wielkiej Brytanii, akurat w Glassville.
    Oddał szybkim i zdecydowanym tonem, po czym ułożył się na krześle jeszcze wygodniej, jednocześnie opróżniając swoją szklankę z whisky do dna. Ulrich również przyjął wygodniejszą pozycję, dając tym samym znać, że historia na pewno nie będzie krótka. O czym jednak obaj doskonale wiedzieli.


    __] Miałem wtedy bodajże trzynaście lat, była zima, jednak bardziej sroga od tej dzisiejszej. Pamiętam ten dzień doskonale, przynajmniej w jego przebiegu, bo był chyba pierwszym, w którym poznałem smak adrenaliny, chociaż może musnąłem ją jedynie językiem. Tego dnia w naszej willi wydawana była uczta dla bliskich współpracowników i przyjaciół ojca. Pozornie, wieczór zapowiadał się jak każdy inny tego typu. Kulturalna kolacja i spokojne rozmowy, póki podawane trunki nie zaćmiły umysłów wszystkich uczestników biesiady, oczywiście z wyjątkiem mojego, bowiem rodzice bardzo starannie pilnowali, bym nie sięgnął po alkohol zbyt szybko. Później tańce, na które zwykle nalegała matka, zbytnie upicie się paru gości i rozjazd wszystkich do swoich domów, czy tymczasowych noclegów. Tak... Lubiłem tę rutynę. Wyjątkowość tego wieczoru opierała się na obecności szczególnego gościa z Wielkiej Brytanii. Ze wstydem przyznam, że nie pamiętam o nim nic, prócz jego imienia i...Spojrzenia. Jacob, bo tak jegomość się zwał był prócz mnie drugą osobą, która nie chwyciła za żaden trunek przez cały wieczór, toteż najwyraźniej uznał, że będę dobrym kompanem do rozmowy, nie bacząc na mój młody wiek. Nasza rozmowa trwała jednak stosunkowo krótko. Zdążyłem opowiedzieć mu głównie o moich codziennych nawykach i o tym, jak bardzo się cieszę, kiedy w naszym domu znajduje się wielu zadowolonych gości. Od Jacoba zaś dowiedziałem się, że łączą go z moim ojcem interesy na całkowicie innej płaszczyźnie, niżeli z resztą gości obecnych tego wieczoru. Jak również tego, że pochodzi z Glassville. Pamiętam wzmiankę o kimś zwanym "Starym Mirasem" i jego szajce, jak to uznał mój rozmówca, popierdoleńców. Niedługo po rozpoczęciu opowiadań zagarnął go mój ojciec, gdzie wyraźnie zauważyłem, że zapewne chodzi o te "interesy na całkowicie innej płaszczyźnie".
    To był swoją drogą pierwszy dzień, kiedy matka zamiast kazać mi tańczyć i się bawić, kazała mi iść do swojego pokoju.
    To był pierwszy dzień, kiedy poczułem dyskomfort we własnym domu.
    To był pierwszy dzień, kiedy ojciec spojrzał na mnie w ten straszny sposób.




    __] Jakby nie spojrzeć, to kolejne trzy lata spędziłem prawie tak samo, jak dotychczas, różnica jednak polegała na tym, że zakres pytań, jakie mogłem zadawać ojcu i matce uległ diametralnemu zmniejszeniu. Na dodatek ilość moich wszelkich szkoleń, czy w ogóle zakres nauki przeciwnie do pytań, ogromnie wzrosły. Gdy skończyłem piętnaście lat ojciec zaczął przystosowywać mnie do przyszłego przejęcia rodzinnego majątku, w który wliczała się firma, którą założył jeszcze przed wojną mój dziadek. Nie ukrywam, że z całego mojego życia jako Wildenheim, najbardziej nie potrafiłem sobie wyobrazić siebie jako przedstawiciela zakładu produkującego wózki widłowe.
    Ojciec przykładał bardzo dużą wagę do tego, aby nauczyć mnie jak dobrze prowadzić rozmowy z inwestorami, czy też klientami. Dawał mi stanowczo do zrozumienia, że powiedzenie "wilk syty i owca cała" nie ma nic wspólnego z osiąganiem potężnego zysku. Cóż, życie nauczyło mnie jednak, że lepiej jak ten wilk owcą się nie pożywi, bowiem owca nie raz jeszcze wełny da, a jedzenia dla wilka wokoło mnóstwo.
    W dniu moich szesnastych urodzin ojciec był na delegacji, stąd tym razem zabrakło magicznego rytuału, w którym ojciec ściskał mi rękę mówiąc "jesteś kolejny krok bliżej, od zostania odpowiedzialnym Wildenheimem". Nie mogę powiedzieć, że mi tego nie brakowało, jednak moja matka stanęła na wysokości zadania i zrobiła coś, czego ojciec na pewno nie zrobiłby jeszcze przez bardzo długi czas. Przede wszystkim, nie zorganizowała z tej okazji żadnej biesiady, co wytłumaczyła tym, że musimy zobaczyć jak będę się sprawował. Z początku nie miałem bladego pojęcia, o co jej może chodzić, jednak w momencie, gdy wyciągnęła butelkę z brunatną cieczą i dwie szklanki wiedziałem co się święci. Tak, w moje szesnaste urodziny upiłem się razem z moją matką, po czym tańczyliśmy w naszej sali bankietowej przez pół nocy.
    To był ostatni dzień, kiedy moja matka była radosna.
    To był ostatni dzień, w którym była najjaśniejszą lampką.
    To był nasz ostatni wspólny taniec.




    __] Miała naprawdę piękny pogrzeb. O ile oczywiście pogrzeb można nazwać pięknym. Byłem już pełnoletni i ojciec pozwolił mi spojrzeć do trumny, przed jej zamknięciem. Wyglądała, jakby spokojnie spała, a ostatnie dwa lata nie były usłane narastającą agonią z powodu jej choroby. Bardzo mnie to ucieszyło, taką również starałem się ją zapamiętać, śliczną, pogodną, wirującą na parkiecie i cieszącą się każdą chwilą spędzoną ze mną i ojcem. Nie starą, wyniszczoną, nawołującą na cały dom o pomoc w rosnącym bólu, której nikt nie mógł jej już udzielić. Ojciec starał się grać przede mną silnego i niezbyt wzruszonego jej śmiercią. Otóż wiedziałem, że jedynie grał, bowiem słyszałem wieczorami jego szlochanie w gabinecie i nawoływanie do Boga, dlaczego mając wszystko, nie mogła mieć również zdrowia. Wciąż miałem w pokoju pamiątkę po moich szesnastych urodzinach, butelkę po bourbonie, którą razem z matką wypiłem. Całkowicie przypadkiem, kiedy chwyciłem ją tego dnia, żeby przypomnieć sobie nasz ostatni taniec zauważyłem, że jest na etykiecie wypisane drobnym drukiem "Pozdrawiam, Jacob".
    Podjąłem decyzję, że to jest dzień, w którym poproszę ojca o wytłumaczenie, dlaczego parę lat temu tak bardzo zmartwili się moją rozmową z Jacobem. Nie oczekiwałem żadnych szczególnie ciekawych wytłumaczeń, ot byłem pewien, że chodziło o to, iż lubił opowiadać straszne historyjki małym dzieciom, czy wprowadzać w młode umysły jakiegoś rodzaju propagandę. W żadnym wypadku nie spodziewałem się odpowiedzi "ruszamy do Glassville". Wyruszyliśmy jeszcze tego samego dnia, tylko ja i mój ojciec.
    To był kolejny dzień, kiedy spojrzał na mnie w ten straszny sposób.




    __] Byłem dwudziestosześciolatkiem, kiedy ojciec poinformował mnie, że od jakiegoś już czasu żyje ze świadomością, iż ma złośliwy nowotwór kości, a ja najprawdopodobniej w niedalekiej przyszłości zostanę spadkobiercą rodzinnego majątku i firmy.

    - Najmocniej Pana przepraszam, że przerywam, ale nie opowie Pan, co się wtedy stało na wyjeździe do Glassville?
    Słuchacza Ulricha zdecydowanie zdziwił fakt pominięcia tej części historii, bowiem położył drugą nogę na ziemi i zaczął uważniej wpatrywać się w mężczyznę naprzeciwko. Czekając na odpowiedź napełnił sobie szklankę alkoholem i ponownie osiadł wygodniej na krześle.
    - Cóż, stało się tam wiele, jak zarazem nie wiele. Zależnie od tego, ile ktoś posiada informacji o Glassville, oraz "Starym Mirasie". Jeżeli sobie Pan tego życzy, mogę wrócić do tamtych wydarzeń i opowiedzieć również o nich.
    Ulrich poczynił to samo ze swoją już pustą szklanką. W żaden sposób nie zmienił podejścia po pytaniu od rozmówcy, nie uszło mu zapewne, iż spodziewał się on takiego pytania. Słońce za oknem już zachodziło, przez co w słabo oświetlonym pokoju robiło się przytulniej, ciepłe barwy paru lampek dawały wystarczająco światła, aby obaj mężczyźni mogli wciąż patrzeć sobie badawczo prosto w oczy.
    - Będę szczerze zobowiązany. Swoją drogą, z całym szacunkiem, ale zapewne jest Pan świadomy, jakiego rodzaju szczegóły mnie interesują. Stąd uprzejmie proszę, o więcej konkretów właśnie w tej kwestii. Owszem, Pańska biografia zapewne jest bardzo ciekawa, jednak spotkaliśmy się tu dzisiaj w innym celu. W jaki sposób zasłużył Pan na takie przydomki, jak Yunīkuna Shōnin.
    Nie można rzecz, iż ta prośba nie ruszyła Ulricha. Nie zdenerwowała, czy chociaż zirytowała, jednak zdecydowanie dało się poznać, iż porządnie przemyślał to, co zamierzał odpowiedzieć mężczyźnie.
    - Proszę wybaczyć, bowiem to pierwszy raz, kiedy opowiadam tego typu historię i nie miałem pojęcia, jak ją poprowadzić. Jak już powiedziałem Panu telefonicznie, Pańska prośba była bardzo...Wyjątkowa. Między innymi dlatego na nią przystałem. Jak najbardziej wezmę teraz poprawkę na większą liczbę konkretnych i mam nadzieję, interesujących Pana informacji.
    Rzeczywiście było tak, jak powiedział. Prośba nieznajomego była dla niego na tyle dziwna i nietypowa, że nie zastanawiał się długo nad tym, czy podejmie się jej spełnienia.




    __] Droga do Glassville sama w sobie nie była specjalnie interesująca, stąd nie wiele z niej pamiętam. Może to również przez to, że nie zamieniliśmy z ojcem ani słowa przez całą podróż. Bałem się nawet na niego spojrzeć, wiedząc o tym, że może mi odpowiedzieć tym strasznym wzrokiem, którego nawet jako dziewiętnastolatek nadal się bałem.
    Pamiętam dom Jacoba, był malutki, co prawda posiadał dwa piętra i ogród, ale sprawiał wrażenie, jakoby był strasznie ciasny. Nie mieliśmy czasu na spakowanie wielu rzeczy, dlatego nie wyglądaliśmy na wielkich podróżników, mając przy sobie jedynie lekki bagaż. Po chwilowym dobijaniu się dzwonkiem drzwi otworzyła nam młoda kobieta, nie wiele starsza ode mnie i przedstawiła się jako córka Jacoba, po wstępnej rozmowie z ojcem zaprosiła nas do środka.
    Ojciec nie ukrywał zdziwienia, jak i również niezadowolenia z faktu, iż Jacob od dwóch miesięcy jest uznany za zaginionego. Do tej pory przyjąłem już od niego wiele nauk o "zajmowaniu się klientem", w co również wliczały się takie rzeczy jak manipulacja drugim człowiekiem, czy pochodna od tego, zwykła maska, którą zmieniało się zależnie od rozmówcy. Nie inaczej było w tym momencie, gdzie pod kondolencjami i łączeniem się w bólu z racji straty widać było zwykłe dążenie do zdobycia jak największej ilości informacji. Mała ilość tych informacji strasznie frustrowała mojego ojca, bałem się nawet, czy zaraz nie wybuchnie na biedną dziewczynę, która była już jakby w żałobie, bowiem wyglądała na taką, która już straciła nadzieję na znalezienie Jacoba. Dziewczyna była strasznie miła, gdyż zaoferowała nam nawet nocleg, którego jednak ojciec odmówił, powołując się na hotel w środku miasta.


    - Ponownie muszę Pana przeprosić za wejście w słowo.
    Zerwał się nagle mężczyzna, odłożył swoją, na wpół wypitą szklankę z whisky i oparł łokcie o blat stołu. Wyrzucił wysoko prawą brew w pytającym geście.
    - Nie ma żadnego problemu, proszę mówić.
    Oddał szybko Ulrich, nie ukazując przy tym zbyt wielu emocji. Był bardziej zadowolony, niżeli zły, bowiem teraz jego pewność, że jegomość, któremu opowiada historię jest aktywny, potwierdziła się.
    - Bez wątpienia jesteśmy świadomi tego, jaki rodzaj interesów ma połączyć nasze ścieżki, w innym wypadku, nie kontaktowałby się Pan akurat ze mną. Czy miałby Pan coś przeciwko, jeżeli spróbowałbym w pewien sposób ukierunkować Pańską opowieść ku informacjom, które mnie interesują?
    Konkretne pytanie, konkretna odpowiedź, pomyślał Ulrich i również zbliżył się lekko do stołu. Owszem, sam Ulrich, jak i jego rozmówca dobrze wiedzieli w jaki sposób będą współpracować. Dolał whisky mężczyźnie na przeciwko, oraz sobie, po czym przeszedł do odpowiedzi.
    - Nie ukrywam, że by mi to bardzo pomogło w dalszej opowieści. Rzeczywiście nie chcę Pana zanudzać całą biografią, lecz nie jestem do końca świadomy wszystkich rzeczy, które chce Pan wiedzieć. Proszę w takim razie mówić.
    Mężczyzna zbliżył się do Ulricha jeszcze bardziej, spoglądając mu prosto w oczy wyszeptał pewne zdanie, które brzmiało "Czy mówi Ci coś Szkarłatna Brama?". Po tym pytaniu zapadła chwilowa cisza, która nie była na tyle chwilowa, bowiem trwała całą minutę. Ulricha przeszedł dreszcz, co zapewne nie umknęło jego rozmówcy. On wie, powtarzał przez tę minutę w myślach Ulrich.
    - Panie Theo, moglibyśmy przejść na ty?
    Zadając to pytanie mechanicznie wstał i uważnie zaczął wyciągać dłoń w kierunku mężczyzny.
    - Oczywiście, sam miałem zamiar to zaproponować. Theo, Theo Ra's.
    Theo również wstał i z lekkim uśmieszkiem na ustach podał rękę przedstawiającemu się również Ulrichowi, zaś ten dopiero teraz poczuł jak silny jest jego gość. Obaj usiedli, po czym jeszcze przez chwilę patrzyli na siebie bardzo badawczo, by przejść do poprzednich, bardzo swobodnych pozycji. Ulrich już miał zamiar odpowiedzieć na poprzednie pytanie rozmówcy, został jednak przez niego uprzedzony.
    - Wiem kim był Jacob, a przynajmniej wiem, kim był dla Twojego ojca, dlatego zdecydowałem się wysunąć to pytanie o Szkarłatną Bramę. Wiem również, że straciłeś swojego dotychczasowego "przemytnika". Sam przez pewien okres pracowałem z grupą, która posiadała Twój towar spod lady. Głównie interesuje mnie, co zmusiło Cię do podjęcia tak radykalnych kroków, by założyć filię firmy akurat tutaj. Nie jestem znawcą, ale przerobienie starych hal, na standardy do produkcji technologii ARËS zapewne nie jest tanim i od razu zwracającym się przedsięwzięciem. Nie wspominając o reszcie nieruchomości, które zakupiłeś. W moim fachu pierwszą do zrobienia i zarazem najważniejszą rzeczą jest zdobycie informacji, nie o celu, a o pracodawcy. Stać byłoby Cię na to wszystko nawet bez obrotu wszystkim, od czego uznajmy, że zwyczajnie nie płacisz podatku, trudno się z tym nie zgodzić. A sprawa z Sayuri, to akurat kwestia czystej ciekawości.
    Zakończył, dodając szyderczy uśmiech i rozsiadając się porządnie na krześle ze szklanką w ręce. Jego wzrok w kierunku Ulricha nie był już taki mroźny, raczej wciąż z nutą ciekawości, która zaczęła Theo niezmiernie rozpierać, w oczekiwaniu na odpowiedź.
    - Widzę, że nie została na mnie sucha nitka. Przyznaję, że to i lepiej. Również postarałem się o zdobycie informacji, choć nie powiem, że było to łatwe. Zapewne wiesz, że nie jesteś szczególnie sławny Theo, co jest dla mnie naprawdę dużym atutem. Ale wymiana znanych nam faktów nie jest celem dzisiejszego spotkania.
    Ulrich się nie rozpędzał, nie pozwolił sobie reagować tak na prowokację, o którą pokusił się jego rozmówca. Nie wiedział, czy był sprawdzany, za to pewnym tego, iż było to celowe zagranie.




    __] Ojciec był zafascynowany światem zza lustra. Jacob pomagał mu zapoznawać się z tym miejscem. Ponoć, nawet tam był, co niestety mi dane nie było. Nie bardzo mnie to obchodziło, bowiem zdawałem sobie sprawę, jak bardzo coś takiego może być niebezpieczne. Przed śmiercią, ojciec zdążył mi opowiedzieć o historii tej krainy, napomknął nawet coś, że tamtejsze istoty były, bądź nadal są w konflikcie z ludźmi. Miałem dwadzieścia-sześć lat i byłem pod wielką presją. Przejęcie firmy, ostatni członek rodu, bowiem do dziś nie dorobiłem się potomka. Pierwsze dwa lata, jako prezes ARËS były naprawdę ciężkie. Chociaż ojciec mnie do tego przygotowywał, to nie zdawałem sobie sprawy, jak wiele ktoś na takim stanowisku ma naprawdę do zrobienia. Przez te dwa, trzy lata niemal całkowicie zapomniałem o "drugim świecie". Codzienna, spokojna rutyna zmieniła się w ciągły bieg i doganianie doby, przez co ledwo się wysypiałem. Nie było to zresztą wtedy ważne, marzeniem ojca było dowiedzieć się jak najwięcej o tamtym świecie i jego mieszkańcach, a nawet mając takie marzenie dowiedział się o tym wszystkim tak naprawdę niczego, prócz samego ich istnienia. Nie chciałem sobie wtedy zawracać głowy czymś, co jak wspomniałem mogło być strasznie niebezpieczne. Zwłaszcza, że miałem do dopięcia ostatnią rzecz, którą ojciec zaczął w firmie, podpisanie umowy na wyłączność z dwoma firmami w Japonii, co dawało nam świetne podłoże, by rozszerzyć działalność firmy również w tamtych stronach.
    Tak naprawdę, to wtedy wszystko się zaczęło.




    __] Nie spodziewałem się żadnych rewelacji. Lot minął spokojnie, mój dość nieudolny tłumacz dawał sobie radę na tyle, by cała nasza delegacja bezpiecznie dotarła do hotelu, gdzie miał czekać na nas również profesjonalny tłumacz, który specjalizował się w języku między innymi niemieckim. Sayuri Sadako, tak nazywała się tłumaczka, która miała mi towarzyszyć przez cały pobyt w Japonii i rozmowy z dwoma firmami. Półtorej głowy niższa ode mnie, strasznie śliczna, o cudownym i głębokim spojrzeniu Pani tłumacz od razu wpadła mi w oko. Muszę przyznać, że od śmierci matki moje życie towarzyskie dość mocno podupadło, nie miałem już takich chęci na tańce, czy nawet jakiekolwiek bankiety. Tylko, kiedy było to konieczne. W momencie, w którym zobaczyłem Sayuri poczułem się, jakby moja matka pchała mnie w jej stronę mówiąc "no już Ulrich, zatańcz z Nią!", jak to kiedyś robiła. Ale to już nie były te same lata, nie byłem młodocianym synem zamożnej rodziny, byłem poważnym biznesmenem, posiadałem bardzo duży majątek w skali Europy i musiałem zachowywać się profesjonalnie, stąd zaloty do tłumaczki były strasznie nie na miejscu. Cóż, co prawda były nie na miejscu, jednak nie powstrzymało mnie to od prób zapoznania się z osobą, z którą spędzę kolejne półtorej tygodnia. Mało tego, pozostałe dwie osoby z naszej delegacji nie były moimi ulubieńcami, co innego ojca, po czym zauważyłem, że mamy całkowicie inny gust do ludzi. Chciałem jakoś zabić czas, bowiem starałem się najbardziej jak to możliwe oddelegować do moich obowiązków na miejscu, w Berlinie moich zastępców, co dało naprawdę zaskakująco pozytywny efekt, bowiem w porównaniu do ostatnich trzech lat posiadałem tyle wolnego czasu, że było to wręcz przerażające! Udało mi się nawet przed ostatnią rozmową w drugiej firmie zaprosić Sayuri na obiad, z czego byłem ogromnie zadowolony.


    - Nie przynudzam, Theo?
    Rzucił mogłoby się wydawać pogardliwie do mężczyzny naprzeciwko, jednak w obecnej sytuacji dobrze wiedział, że takie pytanie jest jak najbardziej na miejscu.
    - Ależ nie, akurat Twoja znajomość z Sayuri, jak i jej bratem jest sprawą, o której jak wspomniałem, z wielką chęcią posłucham.
    Oddał Ulrichowi szybko, po czym dopił i dolał sobie whisky do szklanki. Butelka była na tyle duża, że zostało jeszcze na jedną, porządną szklankę. Ulrich zaczynał być zaskoczony ilością informacji, które posiadał o nim Theo.


    __] Sayuri była rok młodsza ode mnie. Ta informacja w dziwny sposób spowodowała u mnie wewnętrzną radość. Dziwny, bowiem lada dzień wszystkie rozmowy się kończyły i miałem wracać do Niemiec, do swojej zabieganej rutyny, do kontynuowania dzieła mojej rodziny. Co prawda, radziła sobie śpiewająco z językiem niemieckim, angielskim, a nawet francuskim, jednak profesjonalną tłumaczką, to Ona nie była. Wszystko było częścią większej akcji, jej brat, Ikeda, był szefem lokalnej yakuzy i to On zaplanował wszystko tak, aby dowiedzieć się o mnie i firmie jak najwięcej, by później móc mnie lepiej podejść. Firmy, z którymi mieliśmy zawiązać współprace były strasznie zadowolone z warunków, jakie im przedstawiliśmy. Każde ze spotkań kończyło się serdecznym podaniem sobie rąk wiedząc, że szykuje się mobilizacja, ku owocnej współpracy. Szkoda tylko, że rozmowy z bratem Sayuri nie wyglądały chociaż trochę podobnie, jak tamte. Całe szczęście obyło się bez porwań, czy innych tego typu zagrywek. Podczas naszego wspólnego obiadu Ikeda po prostu się do nas dosiadł, dając mi jasno do zrozumienia, że zostanę na swoim miejscu tak długo, jak on sobie tego życzy. Sayuri była naszą tłumaczką, dzięki czemu po paru wymianach zdań zrozumiałem, że jej brat całkowicie nie zna się na moim ojczystym języku. Próbowałem wyprosić Sayuri o jakąkolwiek pomoc między zdaniami, ta jednak całkowicie nie zwracała na to uwagi, mało tego, najprawdopodobniej powiedziała o tym Ikedzie, który zażądał, abyśmy rozmawiali po angielsku, który szedł mu na pewno lepiej od niemieckiego. Sprawa była prosta, miałem pomóc organizacji Ikedy w transportowaniu narkotyków i broni, pod przykrywką mojej firmy. Nie pamiętam, co mną wtedy kierowało na tyle, by powiedzieć to, co powiedziałem.
    Zapytałem, co będę z tego miał.




    __] Minęły trzy lata, od kiedy ARËS zaczęło prężnie działać w kwestii produkcyjnej, jak i serwisowej w Japonii, a ja stałem się przemytnikiem broni, narkotyków i innych czarnorynkowych dóbr. Ikeda, na moje szczęście, był gangsterem, który najwyraźniej lubił szaleńców. Zamiast oczywistej dla mnie wtedy odpowiedzi gatunku "zachowasz życie", dostałem komunikat, że wszystko okaże się w miarę rozwoju "współpracy", tak, użył tego stwierdzenia. Może i nie miał innego wyjścia i strata takiej szansy była dla niego niedopuszczalna. Najważniejszym jednak, iż nie byłem szantażowanym przemytnikiem, miałem z tego swój mały procent. W ten procent wliczało się również to, że widywałem się z Sayuri, która to zaoferowała się jako osoba, która będzie miała oko na to, czy dobrze wywiązuję się z umowy zawartej z jej bratem. Sayuri, czego się dowiedziałem, na początku strasznie mną gardziła. Uważała, że jak każdy Niemiec, jestem słaby i jedynie ukrywam swoją słabość pod kurtyną dóbr materialnych, czy siły militarnej. Dla niej właśnie ARËS i moje nazwisko były tą kurtyną.
    Przez bardzo długi czas starałem się ją podejść, nie dawałem łatwo za wygraną. Chciałem spełnić zachciankę matki i zatańczyć właśnie z Sayuri. Wiedziałem, że matka, tam u góry będzie strasznie zadowolona. Byłem już dość starym, bowiem trzydziestoczteroletnim kawalerem, kiedy się do mnie przekonała. Pod pretekstem rozwijania handlu towarami Ikedy przeprowadziła się do Berlina, dzięki czemu zaczęliśmy się regularnie spotykać. Wszystko szło naprawdę świetnie, do momentu, w którym dowiedzieliśmy się, że jej brat został zabity w strzelaninie. Podobnie, jak ja w przypadku ARËS, Sayuri musiała przejąć "rodzinny interes". Szczerze mówiąc, to nie wiedziałem, jak to się dalej potoczy. Spodziewałem się, że wróci Ona do Japonii i od teraz jedyny kontakt, jaki się między nami utrzyma, to telefoniczny i mailowy w kwestii interesów. Poniekąd, rzeczywiście tak się stało, bowiem wróciła do Japonii na trzy miesiące, jednak jej późniejsza niezapowiedziana wizyta była dla mnie nie małym zaskoczeniem. Z racji, iż tak naprawdę jedynie Ona i jej brat darzyli mnie w jakichkolwiek kwestiach zaufaniem, zaproponowała mi małżeństwo, bym mógł "oficjalnie" wraz z Nią zająć się obrotem nielegalnymi towarami. Zdążyłem do tamtego czasu zebrać naprawdę sporo informacji o czarnej strefie rynkowej, głównie z racji tego, jak w przypadku wpadki wyplątać się z tego bagna, ale również, jak do owej wpadki w ogóle nie dopuścić.
    Zaręczyliśmy się, a zaraz po tym zaczęliśmy przygotowania do ślubu. W końcu, byłem prezesem międzynarodowej firmy i trzeba było zachować wszelkie pozory tego, że naprawdę się kochamy. Tak, pozory, albowiem czułem, że dla Sayuri to nadal tylko interesy. Ja jednak, darzyłem ją sporą sympatią i uznałem, że teraz nadarzyła mi się idealna okazja do tego, by rzeczywiście ją do tego przekonać, a sukces zakończyć naszym wspólnym, weselnym tańcem.




    __] Byliśmy naprawdę szczęśliwym małżeństwem. Trudno w to uwierzyć, ale Sayuri naprawdę mnie pokochała, gdzie ja ją tylko jeszcze bardziej. W latach mojej młodości nie byłbym w stanie jakkolwiek przewidzieć tego, jak będzie wyglądało moje życie po trzydziestce. Moja firma rozrosła się, na naprawdę potężną skalę. Miałem cudowną żonę pochodzącą z innego kontynentu. I na dodatek, coraz bardziej zatapiałem się w magii czarnego rynku. Dlaczego magii? Owszem, ARËS jest świetnym dochodem, ale sprzedaż broni, czy też alkoholu bez akcyzy mało tego, że była dochodowym interesem, to w dodatku adrenalina i kontakty, jakich nabywałem podczas tej zabawy nie mieściły się w głowie. Swoją drogą, mając takie podłoże logistyczne, jak moja firma, to wszystko mogło iść tylko lepiej. Miałem czterdzieści-dwa lata i zdążyłem poznać naprawdę wiele z naszego małego świata. Zdarzyło mi się nawet raz, czy dwa razy dostarczyć broń dla Ligi Cudzoziemskiej. Chociaż byłem już tak naprawdę dość stary, aby mówić takie rzeczy, to wraz z żoną uważaliśmy, że nasze życie dopiero nabiera tempa. Zdążyłem się już odzwyczaić od tego, iż zawsze, gdy wszystko zmierzało w dobrym kierunku, to coś złego musiało mieć miejsce. Nie inaczej było i tym razem. Sayuri spieszyła się na spotkanie biznesowe firmy, gdyż mianowałem ją wspólniczką. Spieszyła się tak bardzo, że nie zwróciła uwagi na auto, przed którym wymusiła pierwszeństwo.


    - Kobieta, która jakby nie patrzeć, wprowadziła faceta w sprzedaż broni, wielka szkoda.
    Przerwał Ulrichowi, przy czym naprawdę wyglądał na naprawdę zmartwionego.
    - Co prawda, osobiście postrzegam to inaczej, ale trudno się nie zgodzić, iż wielka szkoda.
    Po jego twarzy widać było, że wrócił wspomnieniami do tamtego okresu. Również jego pozycja, gdzie bardziej się zgarbił i zaczął kręcić szklanką, uważnie przyglądając się jej zawartości.
    - Nie będę składał kondolencji, czy mówił jak mi przykro. Pewnie usłyszałeś tego aż zanadto. Wiem już o tym wystarczająco, możesz przejść do części, w której postanowiłeś przeprowadzić się do Glassville.
    Mężczyźni widać bardzo płynnie z oficjalnego tonu rozmowy przeszli do luźnej pogawędki. Żadnemu z nich nie sprawiało to jednak najmniejszego problemu, można by nawet rzec, że czuli się o wiele lepiej prowadząc taki typ rozmowy.
    - W ten dzień, w szpitalu. Zanim na zawsze zamknęła oczy zdążyła mi powiedzieć, abym spróbował pójść krok dalej i spróbować odkryć to, czego nie odkrył mój ojciec.
    Dopił resztę alkoholu ze szklanki i odłożył ją na stół. Zwrócił głowę ku Theo, nie ukazując przy tym żadnych negatywnych emocji. Jego twarz wyglądała zwyczajnie, a jego spojrzenie nie było pełne smutku. Widać było tylko po nim, że mocno się nad tym zastanawia.
    - Przez tyle lat żyłeś, jakbyś całkowicie zapomniał o istnieniu drugiego świata, a tylko tyle wystarczyło, abyś założył tutaj filię firmy?
    Theo tym razem nie ukrywał zdziwienia. Najwyraźniej informacje jakie posiadał były tylko ogólnikami, bądź nie trudno dostępnymi wiadomościami. Dopił swoją najwyraźniej ostatnią porcję alkoholu, bowiem butelka stała już na stole pusta. W tym czasie Ulrich podsunął w jego stronę kopertę.
    - Tak, tyle wystarczyło. - zatrzymał się na chwilę - Tutaj znajdziesz wszystko na temat wynagrodzenia, kontaktowania się i inne potrzebne informacje, nie wliczając w to mojej biografii, bo tę zdążyłeś już pokrótce usłyszeć.
    Mężczyzna wziął kopertę do ręki i nie otwierając jej wstał, po czym udał się w stronę wyjścia. Założył na głowę swój kapelusz i wyszedł.

    Ulrich siedział jeszcze przez chwilę wpatrując się w pustą butelkę po whisky, kiedy nagle usłyszał jakby głos Theo w swojej własnej głowie "Liczę na udaną współpracę, Ulrichu von Wildenheim". Sposób, w jaki Theo wygłosił tę kwestię wyrzucił na twarz Ulricha nie mały uśmiech.
    - Tyle razy miałem wrażenie, że wszystko się zaczyna, a coś mi mówi, jakby prawdziwy początek zaistniał dopiero dzisiaj.

    To był pierwszy dzień...
    _________________

    Wyświetl posty z ostatnich:   
    Po drugiej stronie krzywego zwierciadła... Strona Główna
    Odpowiedz do tematu
    Nie możesz pisać nowych tematów
    Nie możesz odpowiadać w tematach
    Nie możesz zmieniać swoich postów
    Nie możesz usuwać swoich postów
    Nie możesz głosować w ankietach
    Możesz załączać pliki na tym forum
    Możesz ściągać załączniki na tym forum
    Dodaj temat do Ulubionych
    Wersja do druku

    Skocz do:  



    Copyrights © by Spectrofobia Team
    Wygląd projektu Oleandra. Bardzo dziękujemy Noritoshiemu za pomoc przy kodowaniu.

    Forum chronione jest prawami autorskimi!
    Zakaz kopiowania i rozpowszechniania całości bądź części forum bez zgody jego twórców. Dotyczy także kodów graficznych!

    Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
    Template AdInfinitum
    Strona wygenerowana w 0,11 sekundy. Zapytań do SQL: 9