• Nie minęło zbyt wiele czasu od rozpoczęcia działalności AKSO, a po całej Otchłani rozniosła się wieść o tajemniczej mgle, w której znikają statki. Czytaj więcej...
  • Wstrząsy naruszyły spokój Morza Łez!
    Odczuwalne są na całym jego obszarze, a także na Herbacianych Łąkach i w Malinowym Lesie.
  • Karciana Szajka została przejęta. Nowa władza obiecuje wielkie zmiany i całkowitą reorganizację ugrupowania. Pilnie poszukiwani są nowi członkowie. Czytaj więcej...
  • Spectrofobia pilnie potrzebuje rąk do pracy! Możecie nam pomóc zgłaszając się na Mistrzów Gry oraz Moderatorów.
Trwające:
  • Skarb Pompei
  • Zmrożone Serce


    Zapisy:
  • Chwilowo brak

    Zawieszone:
  • Brak


  • Drodzy użytkownicy, oficjalnie przenieśliśmy się na nowy serwer! Dokładne informacje na fanpege'u Spectrofobii lub forumowym Discordzie (odnośniki po prawej)!



    Zapraszamy do zapoznania się z Uśrednionym Przelicznikiem Waluty. Mamy nadzieję, że przybliży on nieco realia Krainy Luster i Szkarłatnej Otchłani.

    Szykujcie się na słodkie Walentynki i Dziewannę!

    Zimowa Liga Wyzwań Fabularnych nadeszła. Ponownie zapraszamy też na Wieści z Trzech Światów - kanoniczne zdarzenia z okolic Lustra i Glasville. Strzeżcie się mrocznych kopuł Czarnodnia i nieznanego wirusa!

    W Kompendium pojawił się chronologiczny zapis przebiegu I wojny pomiędzy Ludźmi i KL. Zainteresowanych zapraszamy do lektury.

    Drodzy Gracze, uważajcie z nadawaniem swoim postaciom chorób psychicznych, takich jak schizofrenia czy rozdwojenie jaźni (i wiele innych). Pamiętajcie, że nie są one tylko ładnym dodatkiem ubarwiającym postać, a sporym obciążeniem i MG może wykorzystać je przeciwko Wam na fabule. Radzimy więc dwa razy się zastanowić, zanim zdecydujecie się na takie posunięcie.

    Pilnie poszukujemy Moderatorów i Mistrzów Gry. Jeżeli ktoś rozważa zgłoszenie się, niech czym prędzej napisze w odpowiednim temacie (linki podane w polu Warte uwagi).

    ***

    Drodzy użytkownicy z multikontami!
    Administracja prosi, by wszystkie postaci odwiedzać systematycznie. Jeżeli nie jest się w stanie pisać wszystkimi na fabule, to chociaż raz na parę dni posta w Hyde Park
    .
    Marionetki – otwarte
    Kapelusznicy – otwarte
    Cienie – otwarte
    Upiorna Arystokracja – otwarte
    Lunatycy – otwarte
    Ludzie – otwarte
    Opętańcy – otwarte
    Marionetkarze – otwarte
    Dachowcy – otwarte
    Cyrkowcy – otwarte
    Baśniopisarze – otwarte
    Szklani Ludzie – otwarte
    Strachy – otwarte
    Senne Zjawy – otwarte
    Postaci Specjalne – otwarte

    Ponieważ cierpimy na deficyt Ludzi, każda postać tej rasy otrzyma na start magiczny przedmiot. Jaki to będzie upominek, zależy od jakości Karty Postaci.



    » Kryształowe Pustkowie » Kryształowy wąwóz
    Poprzedni temat :: Następny temat
    Autor Wiadomość




    Dręczyciel

    Karciana Szajka: Walet
    Godność: Enkil Elias Arantza
    Wiek: 36 lat choć wizualnie prezentuję się na jakieś 26-29.
    Rasa: Cień
    Lubi: Lucy. Piękno w najróżniejszych odsłonach, noc, drogi alhohol i tytoń. Senne zjawy (bo są bardzo pożywne).
    Nie lubi: Rosarium! Nudy, interesowanie się tym co moje, ostrego słońca.
    Wzrost / waga: 190 cm / 85 kg
    Aktualny ubiór: http://vlep.pl/img/vlenfs.jpg + czarne sportowe okulary lustrzanki
    Znaki szczególne: Drapieżne czerwone ślepia oraz długa blizna na wewnętrznej stronie lewej ręki.
    Zawód: Złodziej, włamywacz. Zależy, kogo aktualnie Ci trzeba?
    Pod ręką: Torba na ramię, telefon komórkowy, porfel, komplet fałszywych dokumentów, klucze, okulary przeciw słoneczne, nóż.
    Broń: Katana oraz zestaw trzech noży do rzucania.
    Bestia: Avi (Arios), Kapeluterek
    Nagrody: Zegarmistrzowski przysmak (2 szt.), Lustrzany Pierścień, Bursztynowy Kompas
    Stan zdrowia: Płytka rana cięta na lewej dłoni.
    Dołączył: 13 Wrz 2015
    Posty: 141
    Wysłany: 18 Październik 2018, 21:17   Kryształowy wąwóz

    Niegdyś wschodni pasmo Kryształowego Pustkowia przecinała potężna rzeka. Zwano ją Szafirową, gdyż właśnie taki odcień miała płynąca w niej woda. Rwąca i zdradziecka siła natury, przez wieki, wydrążyła się dla siebie krętą i długą drogę. Szafirowa rzeka nigdy nie była życzliwa, zarówno wędrowcom, jak i mieszkańcom Pustkowia. By dotrzeć do życiodajnej wody, trzeba było zmierzyć się ze stromymi zboczami otaczającego ją wąwozu. Przyroda jakby z rozmysłem chcąc bronić płynnego skarbu, uzbroiła się w zaporę, w postaci ostrych brył kryształów. Potknięcie się na wilgotnych kamieniach, było tutaj prostą drogą do tragedii. Szczęśliwcy lub co zwinniejsi potrafili skończyć na kilku zadrapaniach, pechowcy zaś stawali się ofiarą dla rzeki.

    Gdzieś w zapomnianych ruinach, miast niegdyś istniejących na obrzeżach Pustkowia, albo w antycznych kolekcjach Diabelskich bibliotekarzy, można by odnaleźć stare księgi w niech legendę dotycząca Szafirowej Rzeki. Czytelnik mógłby dowiedzieć się, iż ta posiadła plemię, czcicieli, którzy widzieli w niej coś znacznie „głębszego”... Podobno raz na dekadę, stawała się przejściem prowadzącym do innego świata. Jakiego? O tym księgi milczą.

    Czas oraz kataklizmy, jakie przetoczyły się, przez Krainę Luster sprawiły, iż potęga rzeki stała się jedynie wspomnieniem. Mówi się, iż rzeka wyschła, inni twierdzą, iż coś po prostu blokuje jej źródło. Jednak niezależnie od przyczyny niegdyś, nieposkromiony żywioł, przybrał formę płytkiego potoku, który w swych najgłębszych miejscach nie osiąga więcej niż pół metra. Czysty i żywy szafirowy kolor wód, zmętniał, mimo to nadal wabi do siebie każde spragnione stworzenie.

    _________________




    Dręczyciel

    Karciana Szajka: Walet
    Godność: Enkil Elias Arantza
    Wiek: 36 lat choć wizualnie prezentuję się na jakieś 26-29.
    Rasa: Cień
    Lubi: Lucy. Piękno w najróżniejszych odsłonach, noc, drogi alhohol i tytoń. Senne zjawy (bo są bardzo pożywne).
    Nie lubi: Rosarium! Nudy, interesowanie się tym co moje, ostrego słońca.
    Wzrost / waga: 190 cm / 85 kg
    Aktualny ubiór: http://vlep.pl/img/vlenfs.jpg + czarne sportowe okulary lustrzanki
    Znaki szczególne: Drapieżne czerwone ślepia oraz długa blizna na wewnętrznej stronie lewej ręki.
    Zawód: Złodziej, włamywacz. Zależy, kogo aktualnie Ci trzeba?
    Pod ręką: Torba na ramię, telefon komórkowy, porfel, komplet fałszywych dokumentów, klucze, okulary przeciw słoneczne, nóż.
    Broń: Katana oraz zestaw trzech noży do rzucania.
    Bestia: Avi (Arios), Kapeluterek
    Nagrody: Zegarmistrzowski przysmak (2 szt.), Lustrzany Pierścień, Bursztynowy Kompas
    Stan zdrowia: Płytka rana cięta na lewej dłoni.
    Dołączył: 13 Wrz 2015
    Posty: 141
    Wysłany: 18 Październik 2018, 23:21   

    Stopy zaszurały o kamienne podłoże, w końcu znajdując przeszkodę w postaci czegoś większego. Kolejne pół kroku, sprawiło, że poczułem jak, coś ostrego wbija mi się w plecy. Gdy spojrzałem przez ramie, tuż przed oczami miałem stertę, szpiczastych i połyskujących w słońcu kryształów. Szybkie oględziny po okolicy, potwierdziły nieprzyjemne przypuszczenia rodzące się gdzieś z tyłu głowy. Jedyne znane mi miejsce, w którym na metr kwadratowy występowanie szlachetnych i półszlachetnych minerałów było tak gęste to... Kryształowe Pustkowie.
    -Uprzedzając pytanie, które może paść... Nie miałem z tym nic wspólnego.
    Może nie licząc faktu, że wlazłem w jakiś cholerny grzybowy krąg... który jakoś teraz zaczął wydawać mi się podejrzany. Szczególnie jeśli porównać go sobie z fosforyzującym kształtem, który właśnie powoli dogasał na ziemi. Ale skąd na głębię otchłani... miałem wiedzieć, że pieprzone grzyby mogą nam zafundować wycieczkę gdzieś na drugi koniec krainy, w dodatku ten odludny koniec. Grzyby wydawały się najbardziej prawdopodobnym winowajcą, ponieważ zarówno ja, jak i moja towarzyszka, mieliśmy z nimi kontakt. Czyżby ktoś zastawił na plaży jakaś magiczną pułapkę? Portal to sensowna rzecz, jednak nie kiedy prowadzi w sam środek wielkiego niczego... Od Kryształowego Pustkowia większość istot wolała się trzymać z daleka. Te tereny były niebezpieczne, nie tylko dlatego, iż potykając się, można skończyć jako szisz kebab, ale również przez to, że w przeciwieństwie do lustrzanych, pustkowie umiłowało sobie wiele bestii oraz innych stworzeń. Ciężko było tu jednak spotkać taką Innocenze czy Reille, znacznie szybciej można za to wpaść w łapy Aureum. Nie bez powodu te ostatnie, niektórzy zwykli nazywać latającą grozą. Miałem to szczęście nasłuchać się tego i owego, właśnie o tych bestiach. Ich spryt i inteligencja mogły budzić podziw, jednocześnie sprawiały, iż ów stworzenie stanowiło nie lada wyzwanie, nawet dla tych, którzy jak nikt inny znali się na sztuce zadawania śmierci. A co gorsza... te gadziny, potrafiły zmieniać swój rozmiar. Zatem nigdy nie wiadomo czy szmer pośród kamieni, to aby na pewno tylko jaszczurka.
    Jakby na złość i potwierdzenie mych czarnych scenariuszy, coś poruszyło się na ziemi, wydając z siebie zimny przeciągły syk. Gdy jednak chciałem dokonać dokładniejszej obserwacji, ostre światło przez kilka chwil odebrało mojemu spojrzeniu wyrazistość. Miałem wrażenie, że gdzieś w pobliżu ktoś oddaje się popularnej zabawie w puszczanie świetlnych zajączków... i celuje prosto w moje oczy. Chcąc uchronić się przed atakiem ze strony skoncentrowanego światła, przechyliłem głowę, uciekając wzrokiem gdzieś w dal. Wówczas na mojej twarzy odmalowało się szczere zdziwienie, bowiem w oddali, na horyzoncie jawił się zamek.
    _________________




    Parasolnik

    Godność: Alissa Astra
    Wiek: 25 wiosen
    Rasa: Kapelusznik
    Lubi: Książki, lody, likiery, królika
    Nie lubi: Protekcjonalnych dupków
    Wzrost / waga: 151,5 cm, 154 cm w butach i jakieś 160 w kapeluszu. Waży ca 7,5 kamienia
    Aktualny ubiór: Wysokie szare buty na obcasie. https://i.pinimg.com/564x/96/4d/63/964d63d9efb890f0160c4e3ef329fe30.jpg Lazurowe pończochy z granatowym wykończeniem. Nieodłączny kapelusz - marengo z purpurową wstążką i parasol - biały z karminowymi akcentami i osobliwą palisandrową rękojeścią. Misja: Szmaragdowo zielony cheongsam ze smoczym wzroem; szmaragdowo zielone, długie rękawiczki wpadające leciutko w bursztynową pomarańcz przy ramionach; zielona smocza półmaska oraz proste czarne buckiki na płaskim obcasie.
    Znaki szczególne: heterochromia
    Pod ręką: Złoto i srebro do płacenia; bibeloty i
    Broń: Rapier w parasolu, sztylet trójzębny przy pasie i sztylet w bucie
    Nagrody: Kosmata Brosza
    Stan zdrowia: Częściowo zagojone i porządnie opatrzone rozorane udo.
    SPECJALNE: Mistrz Gry (okres próbny)
    Dołączył: 16 Lis 2017
    Posty: 242
    Wysłany: 24 Październik 2018, 20:11   

    "Nie podejrzewałam. Twoje zachowanie mówiło samo za siebie." Gdyby zaś go podejrzewała takie wytłumaczenie i tak by jej nie starczyło. O tym jednak nie musiał wiedzieć - nie miało to znaczenia w obecnej sytuacji.
    W dłoni nadal trzymała dwa grzyby. Sięgnęła do kapelusza po płócienny woreczek i starannie go zawiązała. Będzie musiała później się dokładniej im przyjrzeć. Może tych felernych kręgów jest więcej.
    Mimo wielu opowieści o tej okolicy o wiele bardziej martwiła się o warunki pogodowe niż zostanie zaatakowaną przez kogokolwiek lub cokolwiek. Znaczna część okolicy była jak sama nazwa wskazywała pustkowiami. Pustkowiami, na których nic nie było w stanie żyć. Dobrze, że jej towarzysz był Cieniem. Miała żelazne racje, ale samo dojście - bezpieczne dojście - trochę zajmie. Ona zaś pracowała w zasadzie zawsze sama co odzwierciedlało się w jej ekwipunku. Samo jedzenie by jeszcze nie było takim problemem, ale woda już tak.
    W sumie ciekawe czy będzie próbował zwiać przez jej sny przy pierwszej lepszej okazji. Nie żeby ufała mu na tyle by spokojnie zasnąć. Przynajmniej jeszcze nie. To co im się przytrafiło będzie dobrym testem charakteru.
    Spojrzała gdzie patrzy z zdziwieniem na twarzy. Rozpoznała szybko co widzi. Doskonały punkt obserwacyjny robił "Zamek Himmelhof. Tylko arystokraci by się zdecydowali zamieszkać w takim miejscu. Może i ziemia jest bogata w zasoby, ale też jałowa."
    Rozejrzała się dookoła. Zamek nie był pomiędzy górami, a nimi lecz przynajmniej nie był po przeciwnej stronie z ich perspektywy. Oznaczało to, że byli gdzieś na wschód od niego. Mogło być gorzej. Zamek nie był aż tak bardzo daleko w linii prostej od choćby Herbacianych Łąk. Jednak sam teren zdecydowanie ich spowolni. Do zamku prowadziła droga, tu nie było żadnej, a swoje kontakty z arystokracją wolała ograniczać do minimum - oznaczało to też nie kierowanie się na zamek.
    Ruszyła powoli starając się utrzymać zamek w prawej przedniej ćwiartce swojego pola widzenia. W ten sposób będzie się stale zbliżać do bardziej żywej okolicy i być może jeszcze trafi na drogę.
    Odwróciła się do Ena i spytała "Idziesz? Czeka nas długi spacer."
    Wtedy sobie też o czymś przypomniała "Jak solidna była tamta stajnia. Koń tam został zamknięty."
    _________________




    Dręczyciel

    Karciana Szajka: Walet
    Godność: Enkil Elias Arantza
    Wiek: 36 lat choć wizualnie prezentuję się na jakieś 26-29.
    Rasa: Cień
    Lubi: Lucy. Piękno w najróżniejszych odsłonach, noc, drogi alhohol i tytoń. Senne zjawy (bo są bardzo pożywne).
    Nie lubi: Rosarium! Nudy, interesowanie się tym co moje, ostrego słońca.
    Wzrost / waga: 190 cm / 85 kg
    Aktualny ubiór: http://vlep.pl/img/vlenfs.jpg + czarne sportowe okulary lustrzanki
    Znaki szczególne: Drapieżne czerwone ślepia oraz długa blizna na wewnętrznej stronie lewej ręki.
    Zawód: Złodziej, włamywacz. Zależy, kogo aktualnie Ci trzeba?
    Pod ręką: Torba na ramię, telefon komórkowy, porfel, komplet fałszywych dokumentów, klucze, okulary przeciw słoneczne, nóż.
    Broń: Katana oraz zestaw trzech noży do rzucania.
    Bestia: Avi (Arios), Kapeluterek
    Nagrody: Zegarmistrzowski przysmak (2 szt.), Lustrzany Pierścień, Bursztynowy Kompas
    Stan zdrowia: Płytka rana cięta na lewej dłoni.
    Dołączył: 13 Wrz 2015
    Posty: 141
    Wysłany: 31 Październik 2018, 03:54   

    Gdybym jednak miał z tym coś wspólnego, właśnie tak zachowywałbym się, gdybym chciał odsunąć od siebie podejrzenia. Słowa te pozostały niewypowiedziane, gdyż stałby się siłą napędową dla młyna podejrzliwości. A przecież nasze wzajemne zaufanie było jedynie kwestia umową, jak to bywało między nieznajomymi. Zbyt mało czasu upłynęło, a nazbyt wiele alkoholu przyćmiewało mój umysł, by mogło być inaczej. Teraz jednak najpopularniejszy środek znieczulający, stosowany na wszelakie bolączki istot magicznych i niemagicznych przestawał już działać. Co za tym szło, wracała ostrość umysłu, lecz pogarszał się humor...

    Wsunąłem dłonie do kieszeni spodni, dyskretnie upewniając się, czy po magicznej podróży ich zawartość jest na swoim miejscu. Szycie to umiejętność, której podstawy powinien znać każdy dobry złodziej. Była przydatna choćby po to, by wzbogacić garderobę o parę dodatkowych czy podwójnych kieszeni i schowków. Zawsze można było też zlecić to jakiemuś krawcowi, jednak za gaszenie nieprzychylnych spojrzeń, zawsze trzeba było sypnąć dodatkową monetą. Zapalniczka tkwiła na swoim miejscu, lecz to nie ona była teraz obiektem mego zainteresowania. Palce przesunęły się po materiale, zataczając niewielki okrąg, czując również drobny łańcuszek, do którego przytwierdzony był przedmiot. Bursztynowy Kompas, zdobyty przed laty, stanowił zabezpieczenie, jednocześnie posiadał dla mnie swoistą wartość sentymentalną. Był pierwszym poważnym łupem, na jaki otrzymałem zlecenie. Chcąc zaś by pierwszy skok, utkwił mi w pamięci, ukradłem kompas ponownie, już z rąk swego zleceniodawcy. Szczeniacka ambicja? Być może. Teraz jednak miło było poczuć przy sobie znajomy ciężar, który sprawiał, iż na dobrą sprawę nic nie trzymało mnie w tej wylęgarni minerałów. Moje spojrzenie na moment utkwiło w niemej kobiecie. Nic...

    Przekrzywiłem głowę niczym kruk oceniający znalezioną padlinę. Moje brwi zmarszczyły się, ponownie odczytując wiadomość, która pojawiła się na magicznej tabliczce. Byliśmy daleko, część zamku widniała w oddali, co więcej trudno było określić położenie, w jakim się znaleźliśmy. Kraina Luster, jak i samo Kryształowe Pustkowie było mówiąc delikatnie... rozległe.
    -Skąd wiesz, że to akurat ich posiadłość? W końcu nie tylko jeden ród mógł wpaść na równie ekscentryczny pomysł.
    Po chwili w skali zaskoczenia, niezwykła biegłość w orientacji w terenie spadła na drugie miejsce. Dziewczyna nie ruszyła w stronę zamku, co w naszym aktualnym położeniu wydawało się najbardziej logicznym wyjściem. Nie, Ona zaczęła kroczyć w kierunku zupełnie przeciwnym, co mimowolnie sprawiło, iż moją twarz zaszczycił przelotny uśmieszek.
    Czyżbyś nie przepadała za rogaczami?
    Spytałem, starając się, by do mego głosu nie przenikała złośliwość. Niespiesznie ruszyłem w kierunku obranym przez mą towarzyszkę. Coś nadal nie dawało mi spokoju, błyski, które przed chwilą starały się mnie oślepić, teraz ponowiły próbę, lecz z gorszą skutecznością. Biorąc pod uwagę, rozciągający się zewsząd krajobraz, nie trudno było o wytłumaczenie, iż słońce odbiło się od któregoś z kryształu... lecz nie było mowy by te nagle dostały nóg, by móc nadać odblaskom takiej dynamiki. Chociaż ? W końcu to kraina dziwów.
    -Nie na tyle solidna, by utrzymać stworzenie, desperacko chcące trzymać się życia.
    _________________




    Parasolnik

    Godność: Alissa Astra
    Wiek: 25 wiosen
    Rasa: Kapelusznik
    Lubi: Książki, lody, likiery, królika
    Nie lubi: Protekcjonalnych dupków
    Wzrost / waga: 151,5 cm, 154 cm w butach i jakieś 160 w kapeluszu. Waży ca 7,5 kamienia
    Aktualny ubiór: Wysokie szare buty na obcasie. https://i.pinimg.com/564x/96/4d/63/964d63d9efb890f0160c4e3ef329fe30.jpg Lazurowe pończochy z granatowym wykończeniem. Nieodłączny kapelusz - marengo z purpurową wstążką i parasol - biały z karminowymi akcentami i osobliwą palisandrową rękojeścią. Misja: Szmaragdowo zielony cheongsam ze smoczym wzroem; szmaragdowo zielone, długie rękawiczki wpadające leciutko w bursztynową pomarańcz przy ramionach; zielona smocza półmaska oraz proste czarne buckiki na płaskim obcasie.
    Znaki szczególne: heterochromia
    Pod ręką: Złoto i srebro do płacenia; bibeloty i
    Broń: Rapier w parasolu, sztylet trójzębny przy pasie i sztylet w bucie
    Nagrody: Kosmata Brosza
    Stan zdrowia: Częściowo zagojone i porządnie opatrzone rozorane udo.
    SPECJALNE: Mistrz Gry (okres próbny)
    Dołączył: 16 Lis 2017
    Posty: 242
    Wysłany: 4 Listopad 2018, 22:03   

    Przewróciła oczami słysząc pytanie. Była odwrócona do niego plecami więc nie miał możliwości tego zobaczyć. Niby miał rację odnośnie ekscentryzmu lub czym jest to w rzeczywistości - dziwactw podpartych pieniędzmi wśród arystokracji, ale pokazał tym, że nie jest takim profesjonalistą na jakiego się kreuje. Ewentualnie ją podpuszcza. Nie znała go na tyle by mogła to teraz jednoznacznie stwierdzić.
    Ostatecznie w ich profesjach warto znać wielkich graczy nawet jeśli nie będzie się miało z nimi nigdy do czynienia. Upiorni byli takimi graczami. Osobiście wolała unikać bezpośredniego kontaktu z nimi. Powszechna opinia o nich to jedno, a rzeczywistość to drugie. Pewien pogląd na rzeczywistość miała dzięki wujowi. Jednak nie o tym było pytanie. Nie odwracając się dała nad ramieniem odpowiedź "Gdyż Upiorni to terytorialne bestije i nie lubią zbyt bliskiego towarzystwa swych pobratymców." Była to prawda. Wszyscy wszystkich próbowali cały czas przechytrzyć, a los "plebsu" ich nie obchodził. Chyba, że mogli coś na nim zyskać. Zresztą poza odległymi górami to Pustkowia nie miały wielu większych szczytów. Szczytów z zamkami? Nie znała żadnego innego.
    Następne pytanie zatrzymało ją niemal w półkroku. Odwróciła się i uważnie przyjrzała Enowi.
    Cień. Ktoś kto nie zawahał się zabić nie wywiązującego się z umowy pracodawcy. Nic nadzwyczajnego jak dotąd. Nieostrożny. Przynajmniej kilkudniowa libacja dzięki, której podeszła go z łatwością. On nie był świadom ryzyka czy był na tyle bezczelny, że uważał, iż go ono nie dotyczy?
    "A ty jesteś z nimi w tak dobrej komitywie?" odpowiedziała pytaniem na pytanie. Stała i przypatrywała się mu oczekując odpowiedzi. I nie tyle co nie przepadała, ale wolała unikać zbędnego ryzyka i kosztów. Z dobroduszności to oni nie słyną.
    Odwracając się zauważyła kątem oka ruch. Nie wiedziała co to, bo nie widziała tego na tyle dokładnie, ale ruch w tej okolicy raczej nie oznacza niczego niewinnego. Kiwnęła lekko głową na potwierdzenie, że usłyszała.
    Wzięła też parasol w jedną rękę, a drugą oparła na rękojeści. W ten sposób mogła szybko wyciągnąć rapier.
    Miała nadzieję, że nie jest coś co ma zamiar ich zjeść. Nie miała ochoty walczyć. Już sam fakt, że walnęło ją na drugi koniec Krainy, a cel został uprzątnięty zanim dotarła już ją wystarczająco poirytował.
    _________________




    Dręczyciel

    Karciana Szajka: Walet
    Godność: Enkil Elias Arantza
    Wiek: 36 lat choć wizualnie prezentuję się na jakieś 26-29.
    Rasa: Cień
    Lubi: Lucy. Piękno w najróżniejszych odsłonach, noc, drogi alhohol i tytoń. Senne zjawy (bo są bardzo pożywne).
    Nie lubi: Rosarium! Nudy, interesowanie się tym co moje, ostrego słońca.
    Wzrost / waga: 190 cm / 85 kg
    Aktualny ubiór: http://vlep.pl/img/vlenfs.jpg + czarne sportowe okulary lustrzanki
    Znaki szczególne: Drapieżne czerwone ślepia oraz długa blizna na wewnętrznej stronie lewej ręki.
    Zawód: Złodziej, włamywacz. Zależy, kogo aktualnie Ci trzeba?
    Pod ręką: Torba na ramię, telefon komórkowy, porfel, komplet fałszywych dokumentów, klucze, okulary przeciw słoneczne, nóż.
    Broń: Katana oraz zestaw trzech noży do rzucania.
    Bestia: Avi (Arios), Kapeluterek
    Nagrody: Zegarmistrzowski przysmak (2 szt.), Lustrzany Pierścień, Bursztynowy Kompas
    Stan zdrowia: Płytka rana cięta na lewej dłoni.
    Dołączył: 13 Wrz 2015
    Posty: 141
    Wysłany: 14 Listopad 2018, 23:03   

    Świat oraz jego problemy z coraz większą pewnością, zaczęły przebijać się przez mur, w którego wzniesienie zabrało mi cały ostatni tydzień. Czułem teraz, jak pojedyncze cegły osuwają się, zaś niechciane myśli z godną zapamiętania determinacją, starają się skorzystać z każdej powstałej szczeliny. Znałem istoty, które na całe lata, popadały w letarg, mający niewiele wspólnego z życiem. Sam niejednokrotnie próbowałem tej sztuki, a jednak mój rekord nigdy nie przekroczył okresu kilku miesięcy. Niestety ta powolna forma wykańczania się, na dłuższą metę stawała się nudna i coraz mniej efektywna. A mimo to nadal próbowałem, choć takie znieczulanie się, było gówno warte. A jeszcze bardziej parszywy był powód, przez który wpędzałem się w podobne stany. Niezmienny, choć prześladujący mnie ciągle pod inną postacią. One...

    Powrót do rzeczywistości był jak zwykle przykry... lecz tym razem nie byłem osamotniony, zmagając się z tym etapem. Ciężko było mi jeszcze wyrokować, czy to zmiana na lepsze. Moja uwaga miała jednak, jakiś punkt odniesienia co zdawało się przydatne. Na rudowłosą zaczęło padać teraz całkiem inne światło... Nie było jednak wskazane, by moja droga towarzyszka wyczuła ową zmianę. Zatem wzruszyłem jedynie ramionami.
    -A przynajmniej zdecydowana większość z nich.
    Jak określiłbym swoje relacje z rogaczami? Cóż, nie miałem większych oporów, by pobierać od nich zlecenia. A co zabawne, większość tak owych polegała na wzajemnym psuciu sobie krwi między przedstawicielami tych samych rodów. Jednym spieszno było do przejęcia rodzinnych interesów, inni mieli żal, iż majątek został przepisany tak, a nie inaczej, a Ci najbardziej zasłużeni byli wtedy zwykle również tymi najbardziej pokrzywdzonymi. Jak zatem mógłbym żywić niechęć do istot, który bardzo hojnie, potrafiły odwdzięczyć się, za wyręczenie ich w brudnych interesach. Zaś gdy zagrało się jeszcze kilkoma istotnymi argumentami, można było pozyskać znacznie więcej. Lecz oczywiście od każdej reguły był wyjątek, tak też i w mojej liście, znajdował się ród, do którego pałałem czystą i niezmąconą odrazą.
    -Z niektórymi zdarzało się wchodzić w niezobowiązujące znajomości.
    Pewien fakt skłonił mnie jednak do ponownego przemyślenia jej pytania. Bo czy i moja nowa zabaweczka nie należała właśnie do Upiornego grona? Cóż pod względem rasowym, i owszem... lecz do mentalnego poziomu, brakowało jej więcej, niż można by się tego spodziewać. Jak na razie Rim, utwierdzała mnie w przekonaniu, iż to, kim jesteśmy, bynajmniej nie wynika z tego, co płynie w naszych żyłach. Ta zabiedzona i strachliwa dziewczyna stanowiła świetny materiał na śniącą, a dodatkowo mącenie spokoju w jej rogatej główce, dawało mi dziwną satysfakcję. I musiałem przyznać, sam przed sobą, iż cieszyłem się na nasze kolejne spotkanie, może tym razem już poza granicą Krainy Snów. To jednak musiało jeszcze zaczekać, jakiś czas.

    A zatem jeszcze nie paranoja, skoro i rudowłosa coś wyczuła. Myśl całkiem pocieszająca albo wręcz przeciwnie. W końcu majaki nie są w stanie wyrządzić fizycznej krzywdy, zaś przykładowo bestia czy inne licho zamieszkujące ów tereny, owszem. Nie miałem przy sobie broni, ale i nie potrzebowałem jej nosić, o ile tylko w pobliżu znajdowały się rzeczy rzucające cień. Moja barwno oka towarzyszka mogła spostrzec, jak okoliczne cienie zaczynają się kłębić, wokół mojej osoby, nie przybierając jednak żadnego konkretnego kształtu. Nie miałem zamiaru ruszać dalej, nie wiedząc co mam za plecami. Dlatego ruszyłem w stronę miejsca, z którego rozległ się kolejny szmer i z którego rozchodziły się błyski. Tacy jak ja, gdy tylko tego chcą, potrafią zachowywać się naprawdę cicho. Bo często jeden szmer, jeden zbyt głośno zaczerpnięty oddech, może stać się gwoździem do trumny.
    Kolejny krok zbliżył mnie do kilku większych głazów, za których nagle wychynęło smukłe białe stworzenie. Wąż, właśnie tą gadzinę przypominało, do czasu, aż nie rozłożyło płetw... czy może raczej skrzydeł, za których pomocą stwór wybił się nad ziemię. Odskoczyłem do tyłu, mrużąc oczy, pojmując jednocześnie, co było źródłem błysków. Łuski stworzenia, to one mieniły się niczym tanie cyrkonie, co zdecydowanie nie przeszkadzało samej gadzinie. Gdy zwierze rozwarło paszczę, ukazały się długie i cienkie jak igły zęby, o barwie krwawego różu. Spodziewałem się złowieszczego syczenia, lecz miast niego oboje mogliśmy usłyszeć dźwięk łudząco podobny do dziecięcego kwilenia.
    Bestyjka ponownie rzuciła się ku mnie, jak na tak niewielkie rozmiary, trzeba było przyznać, iż miała w sobie spore pokłady uporu. Nie wiedziałem, czemu jeszcze nie spróbowałem zabić tego czegoś... zamiast tego, po moim umyśle kłębiła się dość dziwna myśl.
    -Nie widziałem jeszcze czegoś, podobnego A Ty? Może warto złapać to diabelstwo. Hm?
    Istotka, nie była zbyt bystra albo też nie było stać jej na nic więcej poza straszeniem... bo jak na razie przypominało to zabawę w berka. Mimo wszystko kierowałem swe kroki, tak by oddalić się od rudowłosej.
    _________________




    Parasolnik

    Godność: Alissa Astra
    Wiek: 25 wiosen
    Rasa: Kapelusznik
    Lubi: Książki, lody, likiery, królika
    Nie lubi: Protekcjonalnych dupków
    Wzrost / waga: 151,5 cm, 154 cm w butach i jakieś 160 w kapeluszu. Waży ca 7,5 kamienia
    Aktualny ubiór: Wysokie szare buty na obcasie. https://i.pinimg.com/564x/96/4d/63/964d63d9efb890f0160c4e3ef329fe30.jpg Lazurowe pończochy z granatowym wykończeniem. Nieodłączny kapelusz - marengo z purpurową wstążką i parasol - biały z karminowymi akcentami i osobliwą palisandrową rękojeścią. Misja: Szmaragdowo zielony cheongsam ze smoczym wzroem; szmaragdowo zielone, długie rękawiczki wpadające leciutko w bursztynową pomarańcz przy ramionach; zielona smocza półmaska oraz proste czarne buckiki na płaskim obcasie.
    Znaki szczególne: heterochromia
    Pod ręką: Złoto i srebro do płacenia; bibeloty i
    Broń: Rapier w parasolu, sztylet trójzębny przy pasie i sztylet w bucie
    Nagrody: Kosmata Brosza
    Stan zdrowia: Częściowo zagojone i porządnie opatrzone rozorane udo.
    SPECJALNE: Mistrz Gry (okres próbny)
    Dołączył: 16 Lis 2017
    Posty: 242
    Wysłany: 21 Listopad 2018, 00:04   

    Na korektę tylko wzruszyła ramionami. Oczywiście, że większość. Nawet wszystkie kamienie nie są takie same. Wyjątki będą wszędzie - szczególnie u istot żyjących.
    Jednak wyjątki zawsze pozostaną wyjątkami, a Upiorni w większości to egoistyczne, zdradzieckie dupki. Nie żeby byli pod tym względem wyjątkowi, ale przez ich pieniądze i wpływy nawet najbezczelniejsze bezeceństwa uchodziły im na sucho. W sumie to im tego zazdrościła. Potem sobie przypominała, że znaczna część tych bezeceństw jest skierowana na innych Upiornych. Coś za coś najwidoczniej.
    Podniosła pytająco brew. Niezobowiązująca znajomość z arystokratami? Ciekawe. Oraz dość niejednoznaczne. Jedyna rzecz w jej wypadku pasująca do tego opisu miała miejsce gdy miała jakieś siedem lat. Była wtedy u wujka i wpadł pogadać i pochwalić się jeden z jego byłych uczniów. Niby nie musiał, ale Quentin był czarującym i charyzmatycznym skurczybykiem. Jeśli nie próbował cię właśnie zabić to ciężko go było nie lubić.

    To co robił jej towarzysz nie uszło niezauważone. Ostatecznie zwracało uwagę. Wyglądał trochę jak zły charakter z bajek. Uśmiechnęła się lekko na tę myśl.
    Szła równolegle do niego. Starając się zajść miejsce gdzie zauważyła ruch z boku.
    Na Ena wyskoczyło migotliwe i latające wężowidło. Nie wiedziała jak się nazywa - ostatecznie bliżej jej było do botanika niż zoologa. Długie i cienkie zęby. Nadawałyby się świetnie do łapania ryb. Niby nie tak daleko była rzeka. Mogły w niej być ryby. To by zapewniało i źródło wody, i pożywienia dla wężowidła. Pustkowie zaś ma tę zaletę, że konkurencja jest mała.
    Popukała rękojeść parasola. Nie miała zamiaru polecieć, ale już jakiś czas temu odkryła, że robi on także za świetny stabilizator na niepewnym terenie.
    Ruszyła więc biegiem by zajść wężowidło od tyłu. Wyglądało na drapieżnika - oznaczało to, że jej pole widzenia powinno mieć martwe strefy z boków i tyłu. Ostre widzenie z przodu. Da się załatwić. Szczególnie, że obecnie była raczej skupiona na mężczyźnie.
    Niemal nie dotykała ziemi. Gdy znalazła się za migotliwym stworzeniem chwyciła je za ogon, okręciła się jak fryga i zaczęła nim machać. Tak samo jak z wężem. Budowa ciała była podobna. W ten sposób nie mogło się odwinąć i ją ugryźć. Niby mogła być w mgnieniu oka porosnąć futrem (miała złe wspomnienia z pozoru niegroźnymi obrażeniami), ale wolała nie zdradzać wszystkich swoich sztuczek przed kimś komu do końca nie ufała.
    Po chwili trzasnęła nim o ziemię, nie jakoś przesadnie mocno, wypuściła parasol, który pozostał w miejscu i chwyciła stworzenie tuż za głową. Było całkiem silne jak na swój rozmiar, ale szermierze mają silne ręce.
    Chciał je łapać to ma. Niech zrobi mu z cienia klatkę, smycz czy co on tam chce. Dla niej nie miało pożytku. Chyba, że jego ślina miała jakieś ciekawe właściwości, ale nie miała teraz czasu ani możliwości tego sprawdzić.
    _________________




    Dręczyciel

    Karciana Szajka: Walet
    Godność: Enkil Elias Arantza
    Wiek: 36 lat choć wizualnie prezentuję się na jakieś 26-29.
    Rasa: Cień
    Lubi: Lucy. Piękno w najróżniejszych odsłonach, noc, drogi alhohol i tytoń. Senne zjawy (bo są bardzo pożywne).
    Nie lubi: Rosarium! Nudy, interesowanie się tym co moje, ostrego słońca.
    Wzrost / waga: 190 cm / 85 kg
    Aktualny ubiór: http://vlep.pl/img/vlenfs.jpg + czarne sportowe okulary lustrzanki
    Znaki szczególne: Drapieżne czerwone ślepia oraz długa blizna na wewnętrznej stronie lewej ręki.
    Zawód: Złodziej, włamywacz. Zależy, kogo aktualnie Ci trzeba?
    Pod ręką: Torba na ramię, telefon komórkowy, porfel, komplet fałszywych dokumentów, klucze, okulary przeciw słoneczne, nóż.
    Broń: Katana oraz zestaw trzech noży do rzucania.
    Bestia: Avi (Arios), Kapeluterek
    Nagrody: Zegarmistrzowski przysmak (2 szt.), Lustrzany Pierścień, Bursztynowy Kompas
    Stan zdrowia: Płytka rana cięta na lewej dłoni.
    Dołączył: 13 Wrz 2015
    Posty: 141
    Wysłany: 28 Listopad 2018, 22:02   

    Tego dnia, zdziwienie po raz kolejny odmalowało się na mojej twarzy. Na krótko, lecz jego przebłysków można było doszukać się na dnie szkarłatnych zwierciadeł duszy. I nie chodziło to o umiejętności dziewczyny, bo trzeba oddać, iż całkiem elegancko poradziła sobie z łuskowatym diabelstwem. Ale nie w tym tkwił szkopuł. Najzwyczajniej zdziwiło mnie, że dziewczyna, chciała brudzić sobie ręce, w dodatku przy perspektywie, iż jej wysiłki wcale nie muszą przynieść szczególnych korzyści. Przez chwilę zastanawiałem się, czy stwór za chwile nie zniknie gdzieś w magicznym wnętrzu kapelusza... z drugiej jednak strony zadawał się to dość ryzykowny pomysł. Choć prawda była taka, że nie znałem się szczególnie na Kapeluszniczych artefaktach, ba nawet niektórzy z przedstawicieli tej obłąkanej rasy, nie do końca wiedzieli, na czym polega ów magia. Usłyszałem kiedyś, że każdy kapelusz rządził się własnymi prawami, które rozgryźć mógł tylko jego prawowity właściciel. Magiczne nakrycie głowy stawało się bezużyteczne (pomijając względy estetyczne) w rękach innej istoty czy nawet innego kapelusznika. Było to bardzo irytujące, zwłaszcza kiedy dostawało się zlecenie na coś należącego do amatorów herbat, podwieczorków i co tam jeszcze lubią, Kapelusznicy. Była to jedna z nielicznych barier, z którymi nawet najbardziej utalentowany złodziej nie mógł sobie poradzić. Ale nie ma przecież sytuacji bez wyjścia, zaś nóż przytknięty do gardła potrafił skłonić do współpracy nawet najbardziej zapalczywe jednostki.

    Lecz nie, kolejny scenariusz pozostał niespełniony, z kolei na mnie padło wyczekujące spojrzenie. Zbliżyłem się do zamroczonego stworzenia, wysuwając przed siebie rękę, po której spłynęła cienista materia. Im bliżej ziemi się znajdowała, tym więcej zyskiwała realności. Z czasem, mogła przywodzić na myśl rozlaną, smołę, żyjącą własnym życiem. Białą, łuskowatą kreaturę, spowił mrok, który wił się, by w końcu przybrać formę, nowoczesnego i niemającego wiele wspólnego z tym światem, transportera dla zwierząt. Wykonanie różniło się tym iż moja wersja była nieco bardziej toporna, zaś materiał, w jaki przekułem cień, był znacznie mocniejszy niż zwykły plastik. Tak bywałem w sklepach zoologicznych, ciężko o kupienie obroży czy 40-kilogramowego zapasu karmy w innym miejscu. A psy same o siebie nie zadbają. Niestety, tak zdolne jeszcze nie były. Jeszcze.

    -Ładnie. Znam co najmniej trzy osoby, które zainteresują się tym czymś. Niezależnie od tego, czy będzie żywe, czy martwe. Choć za żywy towar cena zawsze jest korzystniejsza.
    Oznajmiłem, przewieszając torbę-transporter przez ramię. Czułem jak istota uwięziona wewnątrz, szamocze się, desperacko poszukując drogi ucieczki.
    -Mimo tej całej nieplanowanej wycieczki, nadal tkwi we mnie jeszcze niezdrowy pokład entuzjazmu... zatem trzydzieści procent.
    Nie, żebym nagle odczuł przemożną chęć, pozbawienia się części zysku. Ale górę wzięła ciekawość.

    Jednocześnie zacząłem nieco wnikliwiej zastanawiać się nad naszym położeniem. Fakt, że w pobliżu znajdował się zamek, oznaczał, że musi prowadzić do niego droga. Można zatem było liczyć, że na trasie zamek – cywilizacja, prędzej czy później pojawi się choćby byle posłaniec, albo też wóz wraz ze służbą. Mieszkając na odludziu, trzeba się liczyć z pewnymi niedogodnościami, jak na przykład zdobywanie zaopatrzenia. Ziemia na pustkowiu była jałowa, więc ogrodnicy naprawdę musieliby być cudotwórcami, by doczekać się upraw, godnych arystokratycznego podniebienia. Taki wóz, czy nawet pojedynczego wierzchowca... nie trudno będzie przejąć. Oczywiście o ile nie byłby to powóz samego gospodarza. Perspektywa długiego spaceru przez te niegościnne tereny, jakoś nie mogła zaskarbić sobie mojego uznania. Mimo to nie uciekałem się jeszcze do najprostszych i najskuteczniejszych rozwiązań.
    _________________




    Parasolnik

    Godność: Alissa Astra
    Wiek: 25 wiosen
    Rasa: Kapelusznik
    Lubi: Książki, lody, likiery, królika
    Nie lubi: Protekcjonalnych dupków
    Wzrost / waga: 151,5 cm, 154 cm w butach i jakieś 160 w kapeluszu. Waży ca 7,5 kamienia
    Aktualny ubiór: Wysokie szare buty na obcasie. https://i.pinimg.com/564x/96/4d/63/964d63d9efb890f0160c4e3ef329fe30.jpg Lazurowe pończochy z granatowym wykończeniem. Nieodłączny kapelusz - marengo z purpurową wstążką i parasol - biały z karminowymi akcentami i osobliwą palisandrową rękojeścią. Misja: Szmaragdowo zielony cheongsam ze smoczym wzroem; szmaragdowo zielone, długie rękawiczki wpadające leciutko w bursztynową pomarańcz przy ramionach; zielona smocza półmaska oraz proste czarne buckiki na płaskim obcasie.
    Znaki szczególne: heterochromia
    Pod ręką: Złoto i srebro do płacenia; bibeloty i
    Broń: Rapier w parasolu, sztylet trójzębny przy pasie i sztylet w bucie
    Nagrody: Kosmata Brosza
    Stan zdrowia: Częściowo zagojone i porządnie opatrzone rozorane udo.
    SPECJALNE: Mistrz Gry (okres próbny)
    Dołączył: 16 Lis 2017
    Posty: 242
    Wysłany: 16 Grudzień 2018, 02:06   

    Puściła wężowidło gdy było obleczone w jeszcze nie do końca foremną cienistą masę. Wolała by jej ręka w tym nie utknęła jak już stężej czy tam zmaterialnieje.

    Uniosła jedną brew. Po krótkiej chwili dołączyła do niej tabliczka oznajmująca "Hojna oferta."
    Gdyż w istocie taka była. Na chwilę obecną ta istota jawiła się jej jako źródło potencjalnych i nieokreślonych zysków oraz pewne źródło także niesprecyzowanych kłopotów. Dostanie 30% za złapanie od w zasadzie obcej osoby? Hojne. Nie ma co ukrywać.
    Skinęła po tym głową w niewerbalnym odpowiedniku dziękuję.
    Było to o tyle ciekawe, że ludzie ich pokroju (ich, bo wiedziała, że pracują w może nie tym samym, ale podobnym obszarze) raczej niechętnie dzielą się zyskami. A na pewno bez konkretnego powodu.
    Wątpiła by sama mu coś takiego zaoferowała w odwrotnej sytuacji.
    Nie wiedziała co planował. Wiedziała jednak, że jeśli chce naprawdę jej zapłacić to będzie się musiał z nią skontaktować. Adresu domowego zaś mu na pewno nie poda.
    Sięgnęła do kapelusza i chwilę w nim pogrzebała. Wyciągnęła notatnik, który na oko nie miał już połowy kartek. Wyrwała kolejną i mu ją podała. Był na niej nakreślony równym i zgrabnym pismem adres jej roboczej skrzynki pocztowej. Wystarczająco blisko by była praktyczna. Wystarczająco daleko by wymagało pewnego wysiłku określenie gdzie dokładnie mieszka.
    Schowała uszczuplony o kolejną kartkę notes i spojrzała do przodu. Za jakieś dziesięć minut powinni dojść do drogi. Doszli by pewnie w mniej niż pięć, ale wcale łatwo się tu nie maszerowało. Przeklęta, jałowa, migotliwa okolica.
    Nagle wpadła na pewien pomysł. Jej towarzysz był Cieniem. Cieniem o pewnym specyficznym profilu zawodowym. Kto lepiej niż ktoś taki jak on mógłby się nadawać do zapolowania na pewną, irytującą Senną Zjawę?
    "Przyjąłbyś ode mnie zlecenie? Sama bym to zrobiła, ale masz po prostu większe szanse sukcesu niż ja."
    _________________




    Dręczyciel

    Karciana Szajka: Walet
    Godność: Enkil Elias Arantza
    Wiek: 36 lat choć wizualnie prezentuję się na jakieś 26-29.
    Rasa: Cień
    Lubi: Lucy. Piękno w najróżniejszych odsłonach, noc, drogi alhohol i tytoń. Senne zjawy (bo są bardzo pożywne).
    Nie lubi: Rosarium! Nudy, interesowanie się tym co moje, ostrego słońca.
    Wzrost / waga: 190 cm / 85 kg
    Aktualny ubiór: http://vlep.pl/img/vlenfs.jpg + czarne sportowe okulary lustrzanki
    Znaki szczególne: Drapieżne czerwone ślepia oraz długa blizna na wewnętrznej stronie lewej ręki.
    Zawód: Złodziej, włamywacz. Zależy, kogo aktualnie Ci trzeba?
    Pod ręką: Torba na ramię, telefon komórkowy, porfel, komplet fałszywych dokumentów, klucze, okulary przeciw słoneczne, nóż.
    Broń: Katana oraz zestaw trzech noży do rzucania.
    Bestia: Avi (Arios), Kapeluterek
    Nagrody: Zegarmistrzowski przysmak (2 szt.), Lustrzany Pierścień, Bursztynowy Kompas
    Stan zdrowia: Płytka rana cięta na lewej dłoni.
    Dołączył: 13 Wrz 2015
    Posty: 141
    Wysłany: 17 Grudzień 2018, 22:55   

    Cym było te trzydzieści procent? Niczym innym jak inwestycją, poczynioną z myślą o nadchodzących wydarzeniach. Już niedługo będę potrzebował osób pokroju Kapeluszniczki. Co więcej, w jej wypadku, warto było postawić więcej, ponieważ znała zasady świata, o którym wielu wolało milczeć. Porównaniem dla tej sytuacji, mogłoby stać się całkiem przypadkowe natknięcie się na szlachetny klejnot. Taki nad którym rozpoczęto już konkretną obróbkę. Nic nie stało na przeszkodzie, aby kolejne szlify wydobyły zeń pełnię blasku.
    Niedługo każdy taki klejnot czy nawet kamień będzie mieć znaczenie, dlatego grzechem byłoby zmarnować podobną okazję.

    Stałem się bardziej oszczędny z okazywaniem emocji, co znaczyło, że szum cichł. Wracała chłodna powierzchowność, którą zwykle przedstawiałem światu. Na luksus swobodny można pozwolić sobie rzadko, a ja aż nazbyt pofolgowałem w tej kwestii. Skinąłem głową, odczytująca adres, zapisany na kartce, która zginęła we wnętrzu mojej kieszeni. To wiele ułatwiało. Nie musiałem proponować spotkania w Skrzydłach nocy albo też prosić Shiveina o pośrednictwo w transakcji. Łachudra jak zwykle chciałby wtedy uszczknąć coś dla siebie, nawet jeśli jego jedynym zadanie miałby być przekazanie kilku słów.

    Po chwili milczenia, w której słychać było odgłos naszych kroków, oraz jadowite syki stworzenia, łaknącego na powrót ujrzeć słońce, padła propozycja. Przechyliłem głowę, z zaciekawieniem przyglądając się kolejnej tabliczce, później zaś jej twórczyni.
    -Mów dalej.
    Nie przejąłem się tym czy moje słowa zabrzmiały niezręcznie, przecież dziewczyna wiedziała o co mi chodziło. Chciałem poznać więcej szczegółów dotyczących rzekomego zlecenia.
    Mieliśmy aż nazbyt wiele czasu, by omówić szczegóły, oczekiwania oraz potargować się w kwestii ceny. Moja towarzyszka oraz klientka musiała zdać sobie sprawę z tego, iż natura Krainy snów była mniej oczywista, niż zakładała spora część istot. Miała w sobie więcej chaosu niż cała kraina Luster i Szkarłatna Otchłań razem wzięte. Szukanie kogoś na obszarze nie trzech, lecz czterech światów było niemałym wyzwaniem. Zaś mój czas był cenny. Ale cóż byłby ze mnie za Cień, gdybym odmówił czegoś tak naturalnego dla mej rasy. Co więcej, jeśli pociągnąć za parę sznurków i przypomnieć o starych długach, cała ta zabawa mogła mieć nawet jakieś szanse powodzenia. A nawet jeśli nie, był to kolejny pretekst, pomocny w utrzymaniu przy życiu tej znajomości, do czasu aż ta zyska więcej na przydatności.

    Nim nasze drogi się rozeszły, dobiłem targu z rudowłosa. Również i ona weszła w posiadanie kontaktu do mojej służbowej skrzynki pocztowej. Trochę nawet pożałowałem, iż elegancie wizytówki, nabyte dzięki szczodrości ludzkiej technologii, zostały w kieszeni płaszcza, zapewne koło paczki papierosów. Cholerny głód... zajęło mi chwilę, nim zorientowałem się, że to nie głód nikotynowy, zaczyna mnie nękać. Nadszedł czas by złożyć obiecaną wizytę pewnej rogatej pannicy.
    ZT.
    _________________




    Parasolnik

    Godność: Alissa Astra
    Wiek: 25 wiosen
    Rasa: Kapelusznik
    Lubi: Książki, lody, likiery, królika
    Nie lubi: Protekcjonalnych dupków
    Wzrost / waga: 151,5 cm, 154 cm w butach i jakieś 160 w kapeluszu. Waży ca 7,5 kamienia
    Aktualny ubiór: Wysokie szare buty na obcasie. https://i.pinimg.com/564x/96/4d/63/964d63d9efb890f0160c4e3ef329fe30.jpg Lazurowe pończochy z granatowym wykończeniem. Nieodłączny kapelusz - marengo z purpurową wstążką i parasol - biały z karminowymi akcentami i osobliwą palisandrową rękojeścią. Misja: Szmaragdowo zielony cheongsam ze smoczym wzroem; szmaragdowo zielone, długie rękawiczki wpadające leciutko w bursztynową pomarańcz przy ramionach; zielona smocza półmaska oraz proste czarne buckiki na płaskim obcasie.
    Znaki szczególne: heterochromia
    Pod ręką: Złoto i srebro do płacenia; bibeloty i
    Broń: Rapier w parasolu, sztylet trójzębny przy pasie i sztylet w bucie
    Nagrody: Kosmata Brosza
    Stan zdrowia: Częściowo zagojone i porządnie opatrzone rozorane udo.
    SPECJALNE: Mistrz Gry (okres próbny)
    Dołączył: 16 Lis 2017
    Posty: 242
    Wysłany: 17 Grudzień 2018, 23:17   

    Facet wyraźnie trzeźwiał. Zniknęła to otwartość - raczej niebezpieczna w ich fachu. Teraz nie było co się głowić co się za tym kryło. Za mało o nim wiedziała. Jeżeli jest dobry to powinna coś o nim znaleźć. Jednak nie za dużo. Za dużo świadczy równie źle jak nic.
    Nawet nie mrugnęła słysząc "Mów dalej.". Sama używała zwrotów o mówieniu w odniesieniu do siebie z czystej wygody. To były naturalniejsze formy językowe.
    Warunki były proste. Ma zabić Otome.
    Dała mu oczywiście jej opis i te niewiele informacji o niej jakie miała. Targowanie było krótkie. Zbiła tylko pierwszą cenę, która była zdecydowanie za wysoka i łapali się na nią tylko bogaci idioci.
    Stawka za wykonanie. Bonusy za problemy. Sama tak robiła. Nie trzeba się potem wykłócać o końcową kwotę. Wszystkiego się tym nie obejmie, ale daje to przynajmniej punkt odniesienia.
    Na pożegnanie tylko uniosła rękę.
    Poszli w swoje strony.

    /zt
    _________________
    Wyświetl posty z ostatnich:   
    Po drugiej stronie krzywego zwierciadła... Strona Główna
    Odpowiedz do tematu
    Nie możesz pisać nowych tematów
    Nie możesz odpowiadać w tematach
    Nie możesz zmieniać swoich postów
    Nie możesz usuwać swoich postów
    Nie możesz głosować w ankietach
    Możesz załączać pliki na tym forum
    Możesz ściągać załączniki na tym forum
    Dodaj temat do Ulubionych
    Wersja do druku

    Skocz do:  



    Copyrights © by Spectrofobia Team
    Wygląd projektu Oleandra. Bardzo dziękujemy Noritoshiemu za pomoc przy kodowaniu.

    Forum chronione jest prawami autorskimi!
    Zakaz kopiowania i rozpowszechniania całości bądź części forum bez zgody jego twórców. Dotyczy także kodów graficznych!

    Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
    Template AdInfinitum
    Strona wygenerowana w 0,09 sekundy. Zapytań do SQL: 10