• Nie minęło zbyt wiele czasu od rozpoczęcia działalności AKSO, a po całej Otchłani rozniosła się wieść o tajemniczej mgle, w której znikają statki. Czytaj więcej...
  • Wstrząsy naruszyły spokój Morza Łez!
    Odczuwalne są na całym jego obszarze, a także na Herbacianych Łąkach i w Malinowym Lesie.
  • Karciana Szajka została przejęta. Nowa władza obiecuje wielkie zmiany i całkowitą reorganizację ugrupowania. Pilnie poszukiwani są nowi członkowie. Czytaj więcej...
  • Spectrofobia pilnie potrzebuje rąk do pracy! Możecie nam pomóc zgłaszając się na Mistrzów Gry oraz Moderatorów.
Trwające:
  • Skarb Pompei
  • Zmrożone Serce


    Zapisy:
  • Chwilowo brak

    Zawieszone:
  • Brak


  • Drodzy użytkownicy, oficjalnie przenieśliśmy się na nowy serwer! Dokładne informacje na fanpege'u Spectrofobii lub forumowym Discordzie (odnośniki po prawej)!



    Zapraszamy do zapoznania się z Uśrednionym Przelicznikiem Waluty. Mamy nadzieję, że przybliży on nieco realia Krainy Luster i Szkarłatnej Otchłani.

    Szykujcie się na słodkie Walentynki i Dziewannę!

    Zimowa Liga Wyzwań Fabularnych nadeszła. Ponownie zapraszamy też na Wieści z Trzech Światów - kanoniczne zdarzenia z okolic Lustra i Glasville. Strzeżcie się mrocznych kopuł Czarnodnia i nieznanego wirusa!

    W Kompendium pojawił się chronologiczny zapis przebiegu I wojny pomiędzy Ludźmi i KL. Zainteresowanych zapraszamy do lektury.

    Drodzy Gracze, uważajcie z nadawaniem swoim postaciom chorób psychicznych, takich jak schizofrenia czy rozdwojenie jaźni (i wiele innych). Pamiętajcie, że nie są one tylko ładnym dodatkiem ubarwiającym postać, a sporym obciążeniem i MG może wykorzystać je przeciwko Wam na fabule. Radzimy więc dwa razy się zastanowić, zanim zdecydujecie się na takie posunięcie.

    Pilnie poszukujemy Moderatorów i Mistrzów Gry. Jeżeli ktoś rozważa zgłoszenie się, niech czym prędzej napisze w odpowiednim temacie (linki podane w polu Warte uwagi).

    ***

    Drodzy użytkownicy z multikontami!
    Administracja prosi, by wszystkie postaci odwiedzać systematycznie. Jeżeli nie jest się w stanie pisać wszystkimi na fabule, to chociaż raz na parę dni posta w Hyde Park
    .
    Marionetki – otwarte
    Kapelusznicy – otwarte
    Cienie – otwarte
    Upiorna Arystokracja – otwarte
    Lunatycy – otwarte
    Ludzie – otwarte
    Opętańcy – otwarte
    Marionetkarze – otwarte
    Dachowcy – otwarte
    Cyrkowcy – otwarte
    Baśniopisarze – otwarte
    Szklani Ludzie – otwarte
    Strachy – otwarte
    Senne Zjawy – otwarte
    Postaci Specjalne – otwarte

    Ponieważ cierpimy na deficyt Ludzi, każda postać tej rasy otrzyma na start magiczny przedmiot. Jaki to będzie upominek, zależy od jakości Karty Postaci.



    » Namalowana Pustynia » Las Czterech Pór Roku
    Poprzedni temat :: Następny temat
    Autor Wiadomość




    Wysłannik Inari

    Wiek: Wyglada na ok 25
    Rasa: Lisi demon
    Lubi: Miłe towarzystwo
    Wzrost / waga: 190/85 // 175/60
    Aktualny ubiór: Czarne buty sportowe, ciemnie, potargane jeansy, biały T-shirt, czarna, skórzana kurtka. Na szyi medalion w kształcie kompasu, zawierający pukiel rudych włosów.
    Znaki szczególne: Oczy zmieniające kolor w zależności od głodu właściciela (błękit-fiolet-szkarłat)
    Zawód: Aktor/Aktorka
    Pod ręką: Klucz od domu, pieniądze, broń
    Broń: Naginata
    Bestia: Schnee [Yuuki], Kapeluterek
    Nagrody: Bursztynowy Kompas
    Stan zdrowia: Pocięty przez wybuchającego gluta.
    Dołączył: 19 Lis 2016
    Posty: 721
    Wysłany: 11 Luty 2017, 15:01   

    - Gaw może i nie jesteś dobry ale zły też nie - uśmiechnął się do niego miło.
    Ucieszył się bardzo widząc, że Cień jest chętny na polowanie. Widać trafił ze sposobem na to jak mu poprawić humor. Mimo iż rudzielec się nie uśmiechał, Lusian widział, że jest gotowy do działania. Poruszył parę razy ogonem i zamienił się w przerośniętego czarnego futrzaka. W tej formie przeciągnął się mocno oraz otrzepał.
    - W tym lesie jest pełno zwierzyny, jednak myślę, że jako iż jest to pierwszy egzamin nowego sprzętu to myślę, że powinniśmy zapolować na coś specjalnego.
    Mówiąc to wszedł w gąszcz, węsząc uważnie. Jednak jak na razie nie szukał zdobyczy. Wiedział, że te lasy zamieszkuje kociak, który nie lubi intruzów, a do tego raczej nie byłby miłym zakończeniem tego dnia. Węszył zarówno w powietrzu jak i po ziemi. Reagował na każdy szelest czy trzaskanie gałązki.
    Gawain mógł co jakiś czas zauważyć, ze mijali jakąś sarnę czy dzika. Jednak jeśli wtedy przystawał, by zapolować Lusian tylko cicho na niego warknął lub pociągnął lekko za poły płaszcza by pokazać, że jeszcze nie dotarli do celu.
    Prawidłowo tropić zaczął dopiero, gdy doszli do zimowej części lasu. Po prostu nagle weszli na teren, na którym drzewa nie miały liści, a wszystko pokryte było śniegiem. Tutaj strój Cienia nie pomoże, ale czy w ten sposób nie będzie ciekawiej?
    Lusian węszył trzymając brzuch blisko ziemi. Jego zadaniem była wytropienie, a nie samo polowanie. Nagle zatrzymał się i zerknął na Gawaina, po czym pokazał łbem w stronę polanki. Gdyby Cień spojrzał w tamtą stronę, zobaczyłby piękne jelenie. Jednak różniły się one od tych, które można spotkać w Świecie Ludzi. Ich sierść była śnieżnobiała, przyozdobiona czerwonymi cętkami. Kark i głowę skrywała szkarłatna grzywa, z której wystawało wielkie, czarne, mieniące się w słońcu poroże, powykręcane i pokryte jakby czerwonymi nitkami, które zwisały luźno i powiewały na wietrze. Nie były to jednak stworzenia magiczne. Ot zwykłe jelenie, tylko, że o nietypowym wyglądzie. To co je jeszcze wyróżniało od zwykłych przedstawicieli jeleniowatych, była sierść. Nie wyglądała na szorstką. Raczej na miękką i puchatą jak u jakiegoś kota.
    Lusian upewnił się, że nie ma w pobliżu innego drapieżnika oraz że ich zdobycz nie wyczuje ich zapachu, po czym lekko się wycofał, wykonując głową zachęcający ruch w stronę jeleni. On wykonał swoje zadanie, teraz kolej na Cienia, chyba, że będzie chciał, żeby Kitsune pogonił zdobycz. Był na to gotowy, jednak wolał by polowanie odbyło się w sposób, którego sobie życzy rudowłosy mężczyzna.
    _________________

    Lusian - #744AE8
    Luci - #AA2BB5

    Yako theme <3
     



    Dręczyciel

    Stowarzyszenie Czarnej Róży: Członek
    Godność: Gawain Keer
    Wiek: Wygląda na około 30 lat.
    Rasa: Cień
    Lubi: Śliwkową nalewkę, fiolet
    Nie lubi: Gotować, ślimaków, niespodzianek
    Wzrost / waga: 183 cm / 76 kg
    Aktualny ubiór: Czarna koszula, czarne spodnie, czarne sztyblety, połówka Blaszki + medalion z puklem włosów Yako (w kieszeni): https://i.imgur.com/xOQrcNC.jpg//
    Znaki szczególne: Czarne twardówki oczu, bursztynowe tęczówki
    Zawód: Najemnik do prac wszelakich, zielarz
    Pod ręką: klucz do domu Yako i mieszkania, pieniądze
    Broń: Sztylet, kusza
    Bestia: Furor (Furbo), Kapeluterek
    Nagrody: Blaszka Zmartwienia
    Stan zdrowia: Zszargane nerwy
    SPECJALNE: Administrator Pomocniczy, Moderator
    Dołączyła: 09 Paź 2016
    Posty: 588
    Wysłany: 11 Luty 2017, 19:44   

    Skrzywił się na to co powiedział Lusian. Fakt, że sam kiedyś zabijał nie czynił Gawaina kimś lepszym. Nie potrzebował moralnego wsparcia, za to oczekiwał większego pomyślunku od innych.
    Mimo iż Kapelusznik go rozzłościł, musiał przyznać, że wykazał się odwagą. Nawet jeśli postąpił głupio, to w głębi serca był szlachetny. Rose z pewnością dałaby radę obronić się przed Cieniem sama, ale Gopnik postanowił "pomóc". Poprzedniego wieczora wciskał się w miękkie oparcie z całej siły, gdy Gawain okazał choć odrobinę niezadowolenia, a dziś cały ten strach uleciał w mgnieniu oka.
    - No to dla ciebie nie jestem - szepnął cicho, brnąc przez gęstwinę chaszczy i splątanych badyli. Lusian zmienił się w lisa.
    - Nie inaczej - odparł mimowolnie gładząc grawer na kuszy. Ruszył za biało-czarną kitą. Wiele zwierząt im umykało, ale Yako ciągał go za płaszcz, gdy tylko przystanął, by wycelować. Po paru razach zrezygnował z dalszych prób. Lis był uparty i wyraźnie miał jasno określony cel.
    Zieleń nagle ustąpiła oślepiającej bieli. Śnieg błyszczał i migotał w złotych promieniach słońca. No właśnie. Te dwie piękne rzeczy były również tymi najbardziej zdradzieckimi. Nocną porą mógłby podejść na bliską odległość bez problemu, ale teraz był nazbyt widoczny.
    Skierował wzrok w stronę wskazaną przez Yako. Majestatyczne jelenie pasły się na skrawku wolnej od śniegu polany. Ich sierść wyglądała jakby ktoś postanowił wymalować zwierzęta krwią. Czarne poroże błyskało groźnie przy każdym ruchu, a karminowe sznury lekko bujały się do rytmu ich oddechów i parsknięć.
    Dalej nie miał tłumika. Niech to szlag. Jeden strzał i polecą tam, gdzie pieprz rośnie. Muszę być bliżej - skrzywił się lekko i uklęknął w śniegu. Założył rękawice, jednocześnie skupiając się mocy, po czym całkiem przyległ do ziemi.
    Bezdźwięcznie turlał się chwilę w lodowatym puchu. W łaty będzie mniej widoczny, a większość kopytnych roślinożerców jest ślepa, jeśli chodzi o postrzeganie czerwieni. Jego ruda czupryna nie będzie aż takim problemem.
    Równie powoli i głucho zaczął czołgać się w kierunku rosłego samca, którego sobie upatrzył. Zachowywał się normalnie, odruchy miał prawidłowe. Był już dorosły, ale nadal młody, silny i zdrowy. Stał najbliżej, więc Gawain starał się nie trząść wszystkim dookoła, by go nie spłoszyć.
    Trwało to niemiłosiernie długo, ale w końcu zajął odpowiednią pozycję. Linia strzału była czysta, on i lis osłonięci od zmiennego wiatru przez dwie duże zaspy, a krzewy skutecznie kryły ich przed czujnym wzrokiem jeleni. Wygodnie się ułożył i wycelował w zwierzę.
    Serce waliło mu w piersi. Wyrównał oddech i czekał na odpowiedni moment. Nacisnął spust. Ugiął się pod jego palcem z zaskakującą i wręcz przerażającą łatwością, pozwalając bełtowi przeciąć powietrze, skórę i mięśnie samca przed nim. Trzask poniósł się po lesie płosząc resztę stada, a zaraz po nim dało się słyszeć ryk rannego jelenia. Wyskoczył w górę, po czym zaczął uciekać unosząc przy tym całe tumany sypkiego, świeżego śniegu. Po kilku metrach biegu ciężko upadł i zamarł.
    Gawain założył kuszę na plecy i poderwał się z ziemi. Krocząc przez biały puch wyciągnął sztylet. Podrzucił go w dłoni zmieniając uchwyt. Nie towarzyszył temu żaden dźwięk.
    Keer podszedł do jelenia i poklepał ciepłe truchło po mocnym karku. Strzał był ładny i czysty. Komorowy, co zapewniło zwierzęciu szybką i pozbawioną męczarni śmierć. Bełt ugrzązł głęboko.
    Stał nad zwierzyną, ale nie wiedział co ma z nią teraz zrobić. Musieli jakoś przetransportować zdobycz. To bydle na oko ważyło jakieś sto osiemdziesiąt kilo. Jakoś dadzą radę. Mam nadzieję, że nie boisz się ubrudzić - pomyślał patrząc na lisa.
    Zdjął płaszcz i rękawice, podwinął rękawy. Kuszę ułożył na odrzuconych na bok ubraniach. Obrócił jelenia na grzbiet i zaczął go patroszyć. Zręcznie zabezpieczył tuszę przed zabrudzeniem, oddzielał patrochy od narogów. Uważnie przyglądał się organom, ale sztuka nie cierpiała na żadne schorzenia.
    Wyglądał jak szalony rzeźnik. Umorusany od śniegu i krwi stał nad parującymi wnętrznościami. Zaciskając zęby uniósł przód patroszonej sztuki, by pozbyć się krwi. Musiał się spieszyć, gdyż zapach wkrótce zwabi w ich okolicę wygłodniałe drapieżniki.
    Gdy skończył, obmył ręce śniegiem. Mrużył oczy w zadowoleniu.
    - Nieźle się dziś obłowiliśmy - powiedział do demona. Porządnie umył sztylet i wsadził go do pochwy. - Ale teraz musimy tego jelonka stąd zabrać - cmoknął w zakłopotaniu i przestąpił z nogi na nogę.

    Głucha cisza - 4/4
    _________________





    Wysłannik Inari

    Wiek: Wyglada na ok 25
    Rasa: Lisi demon
    Lubi: Miłe towarzystwo
    Wzrost / waga: 190/85 // 175/60
    Aktualny ubiór: Czarne buty sportowe, ciemnie, potargane jeansy, biały T-shirt, czarna, skórzana kurtka. Na szyi medalion w kształcie kompasu, zawierający pukiel rudych włosów.
    Znaki szczególne: Oczy zmieniające kolor w zależności od głodu właściciela (błękit-fiolet-szkarłat)
    Zawód: Aktor/Aktorka
    Pod ręką: Klucz od domu, pieniądze, broń
    Broń: Naginata
    Bestia: Schnee [Yuuki], Kapeluterek
    Nagrody: Bursztynowy Kompas
    Stan zdrowia: Pocięty przez wybuchającego gluta.
    Dołączył: 19 Lis 2016
    Posty: 721
    Wysłany: 11 Luty 2017, 20:35   

    Przyglądał się uważnie poczynaniom Cienia. Leżał na śniegu, w razie czego gotów do skoku. Nie ruszał się jednak. Wolał nie stwarzać dodatkowego hałasu, bo jeszcze puchate jelonki uciekną. Zastanawiało go jednak jedno. Czemu nie słyszy Gawaina. Czyżby to była kolejna jego umiejętność? Dość przydatna, to musiał przyznać.
    Cały czas nasłuchiwał czy nie nadchodzą jakieś inne drapieżniki. Trochę zdziwiło go, że nie czuje tu zapachu tego wielkiego kota, który był tu bardzo wyraźny ostatnim razem. Czyżby zmieniła teren łowiecki? Cóż...nie pora się teraz tym przejmować. Póki nie ma jej nigdzie w pobliżu mogą czuć się w miarę bezpieczni.
    Nagle usłyszał odgłos wystrzału z kuszy. Skulił się na ułamek sekundy, po czym widząc, że bełt trafił celu, wystrzelił jak z procy i rzucił się do szyi jelenia, powalając go prawie natychmiast i miażdżąc jego tchawicę. Trzymał jeszcze chwilę ofiarę, czekając aż wyda ostatnie tchnienie. Dzięki temu nie musieli daleko biec za zranionym zwierzęciem. Mimo iż strzał Gawaina był idealny Yako wolał dopilnować by ofiara Cienia nie uciekła zbyt daleko.
    Gdy rudzielec podszedł do truchła, Kitsune odsunął się, oblizując pysk, na którym można było zobaczyć kropelki krwi. Uścisk jego szczęk musiał być naprawdę imponujący. Przyglądał się cierpliwie aż Gawain wypatroszy jelenia, cały czas czuwając czy nie mają towarzystwa. Nie pomagał mu. Jednak nie robił tego z lenistwa czy strachu przed wybrudzeniem się. Po prostu najprawdopodobniej by przeszkadzał. Gdy Cień zaczął spuszczać ze zwierzeń krew lis podszedł do niego i zaczął chłeptać czerwoną posokę. Krew była ciepła, a śnieg zimny. Kita jednak leżała trochę na białym puchu nim Gawain w końcu wystrzelił ze swojej kuszy.
    Gdy rudowłosy skończył oporządzać zwierza, Yako odsunął się, jednak z jego pyska nadal kapała krew. Zamyślił się chwilę, słysząc o przetransportowaniu jelenia, po czym złapał zębami za rękojeść sztyletu mówiąc - konfiskuję na moment - i pobiegł w gąszcz, zielonych drzew.
    Niedługo potem wrócił. Już w swojej lisołaczej postaci. Ubrania miał pobrudzone, ale na jego ustach gościł uśmiech. Na jego brodzie nadal widać było krew zwierzęcia, mimo iż zmienił formę, co mogło sprawiać, że wyglądał dość upiornie.
    Oddał Gawainowi jego sztylet po czym położył na ziemię dość długą, w miarę prostą gałąź oraz liany.
    - To teraz pomóż mi to jakoś przymocować - powiedział wskazując na zwierze i przyniesione przedmioty, po czym zajął się związywaniem nóg jelenia, tak by można była między nimi umieścić kij po czym podnieść truchło i w miarę sprawnie przenieść je do domu demona. Poroże również delikatnie obwiązał i przymocował do kija, by nie zawadziło o ziemię w trakcie transportu, po czym chwycił jeden koniec kija - no to zabieramy trofeum i wracamy do domu, zanim się tu jakieś inne drapieżniki zbiorą - powiedział z uśmiechem. Na swoją poplamioną krwią twarz w ogóle nie zwracał uwagi.
    _________________

    Lusian - #744AE8
    Luci - #AA2BB5

    Yako theme <3
     



    Dręczyciel

    Stowarzyszenie Czarnej Róży: Członek
    Godność: Gawain Keer
    Wiek: Wygląda na około 30 lat.
    Rasa: Cień
    Lubi: Śliwkową nalewkę, fiolet
    Nie lubi: Gotować, ślimaków, niespodzianek
    Wzrost / waga: 183 cm / 76 kg
    Aktualny ubiór: Czarna koszula, czarne spodnie, czarne sztyblety, połówka Blaszki + medalion z puklem włosów Yako (w kieszeni): https://i.imgur.com/xOQrcNC.jpg//
    Znaki szczególne: Czarne twardówki oczu, bursztynowe tęczówki
    Zawód: Najemnik do prac wszelakich, zielarz
    Pod ręką: klucz do domu Yako i mieszkania, pieniądze
    Broń: Sztylet, kusza
    Bestia: Furor (Furbo), Kapeluterek
    Nagrody: Blaszka Zmartwienia
    Stan zdrowia: Zszargane nerwy
    SPECJALNE: Administrator Pomocniczy, Moderator
    Dołączyła: 09 Paź 2016
    Posty: 588
    Wysłany: 11 Luty 2017, 23:08   

    Dieta oparta na mięsie i krwi chyba spasowała demonowi. Chciwie zlizywał i chłeptał zwierzęcą posokę. Cóż, przynajmniej się nie zmarnuje, chociaż Gawain zamarł na moment. Wystraszył się, że Yako się od tego pochoruje, ale po paru sekundach zorientował się, że ten drań jest odporny prawie na wszystko.
    Nie sprzeciwił się, gdy lis porwał jego sztylet i gdzieś z nim odbiegł. Wykorzystał ten czas na to, by w spokoju się ubrać, zebrać i uporządkować swój ekwipunek. Lis wrócił po parunastu minutach, ale przyjął już humanoidalną postać. Cały był w jeleniej krwi. Wyglądał jakby postanowił grać wampira w filmach dla nastolatek. Może nawet miał kiedyś taką rolę.
    - Ty flejo! Nikt cię nie nauczył manier? - oparł dłonie na biodrach i uśmiechnął się szelmowsko. Następnie pochylił się i paroma ruchami dłoni ulepił śnieżkę. Rzucił nią w Lusiana. Celował w brudne miejsce.
    - Jesteś z krwi. O tutaj - wskazał palcem na brodę - Nie możesz tak spacerować środkiem gościńca. Jeszcze nas ktoś zatrzyma - wytłumaczył wskazując na niego otwartą dłonią.
    Otrzepał rękawiczki ze śniegu, wziął od niego swój sztylet i zabrał się za przywiązywanie jelenia do gałęzi. Gdy skończyli złapał drugi koniec kija. Porozumiewawczo spojrzał na Lusiana i policzył do trzech, by łatwiej im było zarzucić gałąź na ramiona.
    Parujący i porozcinany jeleń smętnie wisiał na badylu. Ostra woń krwi i sierści drażniła nozdrza. Ciekawie jak mocno takie zapachy działały na Yako. Gdy oprawiał upolowaną sztukę, demon wyglądał jakby nie mógł się opanować, by nie zlizać choćby odrobiny juchy.
    - W domu też jest taki jeden. Ponoć dziki i niebezpieczny - uśmiechnął się tajemniczo, gdy ruszyli w kierunku Malinowego Lasu.

    Z/T x2
    _________________

     



    Zwierzomachina

    Godność: Alkis
    Wiek: Około 30 lat
    Rasa: Mało zabawny Cyrkowiec
    Lubi: Surowe mięso, szum wiatru, latać, polować, ścigać uciekające ofiary, obserwować, naśladować dźwięki
    Nie lubi: MORII i wszystkiego co z nią związane
    Wzrost / waga: 195 cm / 109 kg (na czczo)
    Aktualny ubiór: Przepaska biodrowa, karwasze i nagolenniki (z grubej skóry). Głowę i plecy osłania stalowy hełm specjalnej konstrukcji. Wzmocnienie na brzegach skrzydeł.
    Znaki szczególne: Ptasi łeb, wielkie i mocne skrzydła, blizny na całym ciele po stoczonych walkach o pożywienie i postrzałach
    Zawód: Drapieżnik
    Pod ręką: Tęczowy kamyk na sznurku
    Broń: Szpony i dziób
    Stan zdrowia: Konający
    Dołączył: 23 Kwi 2016
    Posty: 66
    Wysłany: 13 Czerwiec 2017, 00:02   

    Ucztował na truchle wielkiego kota przez dłuższy czas. Ściśle rzecz biorąc, do chwili, aż to nie zaczynało porządnie cuchnąć i zamieniać się w budyniopodobną masę pełną larw wszelkiej maści, koloru i kształt. Fakt, lekko przegniłe mięso łatwiej było pożerać i trawić ale jego pozostałe walory były zdecydowanie mniejsze. Poza tym, cuchnące szczątki mogły zwabić inne ofiary zaciekawione ich zapachem. Umościł sobie zatem prowizoryczne legowisko z gałęzi, mchu i traw na pobliskim, rozłożystym drzewie. To była doskonała czatownia.
    Upolował w ten sposób kilka ofiar, których szczątki porozwieszał po drzewach. W końcu zapewnienie sobie zapasów pożywienia jest najważniejsze.
    W okolicy już dawno zatarł się zapach samicy-ofiary. Szkoda, trzeba było ruszyć jej śladem bez zbędnej zwłoki. Teraz szanse na dopadnięcie jej były niewielkie. Nie zaprzątał sobie tym jednak specjalnie głowy. Uznał, że pora chwilowo opuścić spokojny las i poszukać nowego leża, albowiem stara jak świat zasada mówiła, że im więcej legowisk tym lepiej.
    Wyrwał szponami kawał mięsa z jednego z zasuszonych udźców, należących wcześniej zapewne do jakiegoś jeleniowatego, po czym, używając kawałka pnącza przywiązał go sobie przy pasie. Mały zapas na czarną godzinę.
    Rozłożył szeroko skrzydła i w ciszy wzbił się w powietrze. Odlatując spojrzał na miejsce, które przez ten dłuższy czas było jego domem. Będzie usiał tu wrócić, gdy będzie głodny. W końcu pozostawił w tym lesie tak wiele zapasowego, zmagazynowanego pożywienia. Wszystko to pieczołowicie ulokował w trudno dostępnych lub niemal niedostępnych dla istot nieposiadających skrzydeł miejscach, wśród koron drzew.
    Przez chwilę szybował na wietrze i oddychał głęboko starając się wyczuć jakieś nowe zapach. Jednakże jego zmysły nie wykryły żadnej potencjalnej istoty-ofiary.
    Kilkukrotnie uderzył skrzydłami bo rozpoznać ruch mas powietrza, a następnie ustawiwszy się w prądzie kierował się ku wschodzącemu słońcu, lub też w miejsce, z którego ono zazwyczaj wschodzi.
    Iście zwierzęca ciekawość połączona w ludzką determinacją pchały go do przodu, ku nowemu i nieznanemu.

    ZT
    _________________


    Wyświetl posty z ostatnich:   
    Po drugiej stronie krzywego zwierciadła... Strona Główna
    Odpowiedz do tematu
    Nie możesz pisać nowych tematów
    Nie możesz odpowiadać w tematach
    Nie możesz zmieniać swoich postów
    Nie możesz usuwać swoich postów
    Nie możesz głosować w ankietach
    Możesz załączać pliki na tym forum
    Możesz ściągać załączniki na tym forum
    Dodaj temat do Ulubionych
    Wersja do druku

    Skocz do:  



    Copyrights © by Spectrofobia Team
    Wygląd projektu Oleandra. Bardzo dziękujemy Noritoshiemu za pomoc przy kodowaniu.

    Forum chronione jest prawami autorskimi!
    Zakaz kopiowania i rozpowszechniania całości bądź części forum bez zgody jego twórców. Dotyczy także kodów graficznych!

    Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
    Template AdInfinitum
    Strona wygenerowana w 0,21 sekundy. Zapytań do SQL: 10