To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Po drugiej stronie krzywego zwierciadła...

Misje - Rejs SKSO Maleficent

Aaron - 13 Grudzień 2015, 23:33

Zwrócił uwagę na rozbiegany wzrok Wiktora, szczególnie zajmujący się pobliskimi beczkami.
- Nie myśl, że brakuje mi rozsądku. Ale moja pomoc będzie tak znacząca, jak bardzo towarzyszyć będą mi ku temu przesłanki. - Odparł z wewnętrzna irytacją. Coraz więcej mówił mu od rzeczy, bez konkretów.
Nie leża cierpliwość Aronii po drodze do realizacji interesów i może właśnie dlatego tak mało ich posiadał? Choć z drugiej strony, ilość spoczywających na nim obowiązków ma prawo dawać upust nerwom. Ale spokojnie, bo jeszcze Pan Wiktor... ech, nie tyle odejdzie, co nawet rzuci beznadziejną zagadką.
- Niech będzie. - Rzucił niedbale, wiedząc, że poważnie musi się zastanowić nad słowami starca, jeśli chce do czegoś dojść. Choć znacznie chętniej poszukałby innego towarzystwa, bardziej charyzmatycznego.
Kiedy miał odejść, podszedł gwałtownie do beczek, mając nadzieje spotkać tam dzieciaka. Coś mu mówiło, ze to może być tamten, którego wcześniej widział i brał go za wujka. Jeśli nie było nikogo, próbowałby iść tak, by wpaść w kolizję z kimś niewidzialnym, ukrywającym się przy beczkach i sąsiednich ściankach. Nie od dziś wiedział, że niektórzy bywają w szpiegostwie niewidzialni, ale ciężko jest nadepnąć coś, czego nie widać, zwłaszcza gdy przestrzeń jest sporą, prawa?
Udał się wgłąb pokładu, poszukując swojej kajuty. Po drodze miał nadzieje spotkać kogoś z obsługi, kto spojrzawszy na jego bilet, pomoże wskazać mu odpowiedni kierunek. Rzeczy ze sobą wielu nie miał, właściwie tyle, co przy sobie. Mimo to, znalezienie trochę wody - jakiejś prowizorycznej umywalki - przemycie twarzy i położenie się na parę minut celem przemyślenia wszystkiego, było dobrym planem na najbliższy czas.
Gdy wyznaczona godzina miała już mijać, ruszył celem odnalezienia baru. Przemyśleń trochę się mu zebrało, ale wciąż nie układały się w spójną całość. Więcej pytań niż odpowiedzi. Więcej zachodu, niż zysku? Kroczył nieuważnie, będąc myślami gdzie indziej - możliwe, że na kogoś wpadł.

Czarnozęby - 20 Grudzień 2015, 17:19

Seamair

Strażnik był bardzo blisko drzwi. Nasz Cyrkowiec musiała działać bardzo szybko, żeby zdążyć nim ten zapuka i zacznie się niecierpliwić, kiedy pomimo wiedzy o obecności pasażera w pokoju, nie słyszy żadnego odzewu lub zbyt dług już czeka zwodzony krótkimi wymówkami. Kolejne sekundy mijały, a żadnego pukania do drzwi nie było. Nikt nie próbował dostać się do pokoju, nikt nie interesował się przemyconymi rzeczami.
Jeszcze do czasu, gdy nie otworzyła drzwi mogła łudzić się, że ujrzy za nimi gwardzistę patrzącego na nią z dezaprobatą w sposób, który zdaje się mówić "wszystko widziałem. Nic takiego się jednak nie stało. Korytarz był pusty. Nie było już śladu po dziadku czy ochronie. Przynajmniej nie było ich widocznych, bo wiemy, że wszystko zostawia jakieś ślady i trzeba tylko wiedzieć jak i gdzie ich szukać.
O ile szczęście uśmiechnęło się do Koniczyny chwilę wcześniej, tak teraz wydawało się z niej zakpić. Nie miała w końcu pojęcia gdzie się udać, a jak na złość blisko nie było nikogo. Mogła zejść schodami na dół, na niższe pokłady i tam poszukać, mogła też liczyć, że nie wszyscy opuścili górny pokład i zaczepi jakiegoś biednego chłopca, czy miłą staruszkę. O ile oczywiście znajdzie ich w legionie strażników. Nie były to oczywiście jedyny drogi. Była też trzecia, jak zwykle jednak bywa - patrzmy narodowy socjalizm - ta okazuje się gorsza niż wszystkie poprzednie. Przede wszystkim bowiem zaprowadzi ją na górę wieży, może spotka jakiegoś bogacza wychodzącego z pokoju, ostatecznie jednak szanse na odnalezienie jakiegoś baru czy restauracji są niskie. Chyba że w tym statku postanowiono tak zadbać o specjalnych pasażerów, że zapewniono im prywatne, oddzielone od reszty, rozrywki.

Aaron
Starzec odszedł a Aaron postanowił działać. Uznał zapewne, że skoro ktoś go podsłuchuje, to na pewno trzeba ten trop sprawdzić. Szczególnie jeżeli był to ten natrętny dzieciak, którego zostawił i który może okazać się jego koszmarem. Tym co będzie nękało go w nocy i pojawiało się za każdym rogiem, gdzie tylko Lunatyk się nie uda.
Nie udało mu się jednak nikogo nadepnąć, nie spostrzegł też nikogo nie widzialnego, a jedynie dziecko, czy bardzo niską osobę - może marionetkę - ukrytą pod leżącym obok workiem. Osoba miała na sobie zniszczony, szary płaszcz z kapturem sięgający aż za kolana, co mogło być nieco irytujące. Jedna rzecz, przez którą Aaron nie mógł powiedzieć niczego o chłopcu/dziewczynce? Wiedział tylko że to maleństwo zaczęło szybko uciekać, a biegło w stronę samego środka pokładu. Jeżeli Zegarmistrz chciał za nim podążyć musiał się śpieszyć. O ile dziecku zawsze wybaczy się bieganie po pokładzie, to jak on wyjaśni swoje zachowanie? Tylko czy tak naprawdę było warto przejmować się tym wszystkim? Biec za karłem?
Spotkanie się zbliżało, a mężczyzna miał coś do przemyślenia przed spotkaniem. Nikt też nie chciałby wypaść z pokładu w Otchłań, po której sunął Statek.

Seamair - 27 Grudzień 2015, 10:10

Natłok wydarzeń, jakie na mnie spłynęły nie sprzyjał szczególnie mej koncentracji, co chwilę uciekałam myślami a to do Stowarzyszenie Czarnej Róży a to do spraw rodzinnych, był jeszcze zagadkowy pierścień i tajemniczy list. Sama nie wiem gdzie nogi mnie poniosły i dlaczego znalazłam się na górnym pokładzie skoro moim zamiarem było znalezienie pomieszczenia restauracyjnego… Rozejrzałam się przez chwilę po otoczeniu, było tu cóż… pustawo z jednej strony miałabym tu ciszę i spokój, ale nie najwyżej wrócę tu później. Pokręciłam tylko głową, po czym zawróciłam udając się schodami w dół. Wsłuchałam się w stukot desek dźwięczący pod obcasami moich butów przy każdym kroku, jaki czyniłam. Biorąc pod uwagę rozmiary statku zwiedzenie go w całości zajęłoby szmat czasu, ja jednak nie miałam aż tak ambitnych planów. Jak na razie nie udało mi się napotkać nikogo kogo uznałabym godnego zaczepienia i spytania o drogę. Wypatrywałam za to znaków, tabliczek i strzałek, tak wielki statek powinien być chyba oznakowany prawda? Tym bardziej skoro do biletów nie dołączyli mini mapki z planem statku. Dodatkowo zdałam się też na swój nos, przecież jeśli gdzieś podają tutaj jedzenie to musi ono posiadać jakiś apetyczny aromat prawda.
Aaron - 28 Grudzień 2015, 01:36

Nie ma zakazu biegania, raczej, a niebezpieczeństwo wypadnięcia za burtę nie jest tak bardzo prawdopodobne. Bo chyba barierki nie są z cukru i... jakieś są, prawda? Prawda?
Nikt by nie chciał, aby charger kogoś zepchnął! Choć ja chciałbym kogoś zepchnąć, awww.
- Ech, i po co się tak kryjesz? - Zapytał marionetkę z nieukrywaną irytacją, lecz ta odpowiedziała mu ucieczką. Nie zamierzał jej gonić, przecież cokolwiek podsłuchała, cóż to ma za znaczenie? Plotki bywają różne, a jeśli pracuje na czyjeś zlecenie, to problemy i tak mieć Aaron będzie, niezależnie czy świadka dopadnie, czy też nie.
Gdyby bardzo Aronii zależało, użyłby zatrzymania czasu i złapał ją bez potrzeby biegania, ale po co używać siły?
- Chcę tylko porozmawiać! - rzucił w stronę marionetki, upominając siebie, że ma zagadkę do rozwiązania i może ta karłowata istotka mogłaby go w tym wspomóc, ale... najwyraźniej zdecydowała się uciekać, nie zważając na jakiekolwiek słowa.
Poza tym, szkoda, że rzucił tak prostym tekstem - przecież mordercy często go stosują wobec swych ofiar. Mógłby się czasem Zegarmistrz zdobyć na coś więcej!
Tak, mógłby - wiele rzeczy Aaron mógłby.

Udał się wgłąb pokładu, poszukując swojej kajuty. Po drodze miał nadzieje spotkać kogoś z obsługi, kto spojrzawszy na jego bilet, pomoże mu i wskaże odpowiedni kierunek. Rzeczy ze sobą wielu nie miał, właściwie tyle, co przy sobie. Mimo to, znalezienie trochę wody - jakiejś prowizorycznej umywalki - przemycie w niej twarzy i położenie się na parę minut celem przemyślenia wszystkiego, było dobrym planem na najbliższy czas.
Gdy wyznaczona godzina miała już mijać, ruszył celem odnalezienia baru. Przemyśleń trochę się mu zebrało, ale wciąż nie układały się w spójną całość. Więcej pytań niż odpowiedzi. Więcej zachodu, niż zysku? Kroczył nieuważnie, będąc myślami gdzie indziej - możliwe, że na kogoś wpadł.

Czarnozęby - 28 Grudzień 2015, 18:30

Koniczyna

Seamair znalazła się na dolnym pokładzie, gdzie mogła się poczuć jak w naprawdę przyjemnym ogrodzie. Może poza tym, że nad głową zamiast błękitnego nieba, czy nieba gwiaździstego, które zyskało podziw samego Kanta, miała nad sobą deski, pomalowane jednak od tej strony na błękitny kolor i przyozdobione wymalowanymi, złotymi gwiazdami.
Jak się spodziewała znalazła tabliczki, jednak z nich nawet wskazywała jej miejsce, gdzie na pewno uda jej się znaleźć jakąś restaurację czy bar, oznaczono ją w końcu jako "Sektor gastronomiczny".
Nie było jej dane jednak spokojnie udać się w te miejsce, gdy ujrzała koło siebie troje szczurów. Właściwie to nie szczurów, lecz dzieci. Z początku ich peleryny z futra zakończone kapturem niczym szczurzy łeb mogły być mylące, lecz szybko mogła ujrzeć roześmiane twarzyczki no i fakt, że żaden szczur poza czterema łapami nie ma jeszcze rąk i nóg! Po ziemi ciągnęły się za nimi nagie ogonki zrobione z jakiegoś różowego sznura.
- Poddaj się rogata głowo! Jesteśmy straszliwymi korsarzami szczurzej nory! - Krzyknął najgrubszy z dzieci - zapewne będący czymś w rodzaju przywódcy tej bandy. Poza nim był jeszcze drobny, bardzo niski chłopiec w zdecydowanie za dużych okularach i dziewczyna długim warkoczem i nosem przypominającym nieco pudełko - w sensie bardzo kwadratowym.

Aaron
Dziecko nie zamierzało jednak czekać. Nie będąc przez nikogo gonione zniknęło z pola widzenia lunatyka. Aaron stracił szansę dowiedzieć się, czemu był podsłuchiwany. Postanowił jednak poszukać swojej kajuty i może było to słuszne rozwiązanie? Choć wcale nie tak naglące się, skoro do spotkania zostało dość dużo czasu.
Jednak jak teraz znaleźć swoją kajutę? Mógł bez żadnego planu spacerować i przyglądać się drzwiom oraz swojemu biletowi, szukając odpowiedniego miejsca. Jednak może lepiej było spytać strażnika? Jednak z nich nawet znalazł, odbył z nim całkiem krótką rozmowę. Ostatecznie żołnierz okazał się być nawet miły i choć nie zaprowadził Aarona, to pokierował go jak dojdzie do miejsca, gdzie mieści się jego kajuta. Droga była całkiem prosta. Dwa pokłady przejść tymi schodami, które miał tuż za plecami, a potem w prawo i patrzeć na drzwi, aż znajdzie odpowiedni numer. Co mogłoby pójść nie tak? NIC! Właśnie i nic nie poszło.
Zaskoczeniem było dopiero, gdy zobaczył, że w jego kajucie drzwi są otwarte - przez co prawie ją ominął - a na jednym z łóżek siedziała kobieta, z której ciała wyrastało milion kolców. Prawdziwy jeż! Co gorsze, gdy jeż zobaczył, że do pokoju wchodzi Zegarmistrz, od razu poderwał się z łóżka, na którym siedział - i które było teraz całe podziurawione. Rozkładając ramiona dziewczyna rzuciła się ramiona Aarona, nie zważając na to, że ten wcale może tego nie chcieć. Proszę więc o opisanie reakcji na jej atak, czy ją utulisz do snu, czy się odsuniesz, czy będziesz starał się trzasnąć jej drzwiami przed nosem? Wybór jest twój.

Seamair - 4 Styczeń 2016, 02:08

Błąkając się wśród krętych korytarzy natrafiłam w końcu na całkiem intrygujące miejsce. Piękny i całkiem okazały ogród ukryty wewnątrz statku. Wchodząc głębiej wśród bujną roślinność rozglądałam się wokół z podziwem, przez dłuższą chwilę zastygłam w bezruchu zatapiając czerwień swego spojrzenia w złote gwiazdy namalowane na sklepieniu. Mimo iż widziałam, że to miejsce niewiele ma wspólnego z naturalnością (tą dziką i nieokiełznaną, którą zwykle tak bardzo podziwiałam) to podobało mi się a nawet mogłabym rzec, iż zdołało mnie zauroczyć.
Poza podziwiania miłego dla oka otoczenie nie zapomniałam jednak o swoim bieżącym celu, jakim było poszukiwanie restauracji oraz baru. Tak poza szukaniem spokoju w substancji zwanej alkoholem czułam również, że i mój żołądek z czasem zaczął dawać znać o tym, że ostatni posiłek nie był jednak tak obfity jak się wydawał. Ciekawe, czym tutejsza kuchnia może uraczyć swych gości.
Kiedy w zamyśleniu nad kwestiami kulinarnymi zaczęłam kierować swe kroki w stronę wyznaczoną przez tabliczkę z napisem "Sektor gastronomiczny" coś nagle ośmieliło się stanąć mi na drodze. Z niemałą konsternacją przyjrzałam się trzem biegającym wokół mnie kształtom i z początku nawet w mojej głowie pojawiła się myśl typu „Niemożliwe by na statku były Rawnary a już w dodatku takie wielkie!” . Okazało się jednak, że mam do czynienia z istotami jeszcze bardziej dla mnie zagadkowymi niż wspomniane wcześniej bestie a dokładniej z dziećmi…
Tak przez całe swoje życie z dziećmi miałam naprawdę niewiele wspólnego by nie rzec, że nic, bo przecież zdarzało mi się jakieś widzieć, czy mijać, ale nigdy nie były to interakcje dłuższe niż kilkanaście minut. Tak, więc w stosunku do dzieci zwyczajnie nie wiedziałam jak powinnam się zachowywać, nikt nigdy mnie tego nie uczył. Przez chwilę poczułam się zmieszana, dopóki jedna z niskich istot odziana w pokraczne przebranie, odezwała się do mnie w dodatku niezbyt uprzejmie. Z drwiącym uśmiechem i skrzyżowanymi na klatce piersiowej rękami stałam niewzruszona wpatrując się w rozbawione towarzystwo i zastanawiając, czemu to akurat mi zdecydowali się uprzykrzyć życie. W końcu zaśmiałam się teatralnie w swym szerokim uśmiechu obnażając błyszczące bielą zaostrzone kiełki.
-Poddać się? Ja nigdy nie poddaję się bez walki!
Nagle zrobiłam krok w stronę osobnika, który to wysnuł wobec mnie ów żądanie kapitulacji i pochyliłam się nad nim mierząc go szkarłatem swych czerwonych tęczówek.
-Z resztą czemu to niby miałabym się korzyć przed szczurzym piractwem, czy jak to się tam wasza banda zwie.. ?

Aaron - 14 Styczeń 2016, 02:28

Trzaśnięcie drzwiami to idealna czynność, która wyklarowała się w mojej wizji zanim jeszcze mi ją zdążono zaproponować. Pomimo tego, że mogłoby to być najgorsze wyjście z sytuacji, dalej będę ustawał przy tym, że to najodpowiedniejsze zachowanie dla Aaroni. A zatem, kiedy już jego upragniona kajuta miała być na jego własność, kiedy w jej ścianach miał zamiar pogrzebać wszystkie dręczące go myśli, tak oto w zaskoczenie wprawiła go Pani Intruz, której kopniakiem postawił przeszkodę w postaci zamykających się z impetem drzwi wejściowych.
- To jest niedorzeczne! - rzucił przez dzielącą ich barierę, mając na myśli oczywiście włamanie się do jego własności. Nie, żeby sam nie zareagował równie agresywnie, ale tak jak przemoc rodzi przemoc, tak i aronie mają do zaoferowania tylko gorycz.
Co zamierzał dalej poczynić? Przede wszystkim miał nadzieję na to, że kolce przez skrzydło go nie sięgną. A jeśli nieproszony gość nie przejawiałby aktu dalszej dewastacji, spróbowałby otwarcia drzwi i przyjrzenia się Pani Jeż. Przyzwolenie na wpadnięcie w jej ramiona to ostatnia rzecz, no, może jedna z wielu ostatnich rzeczy, jakie pokład tego statku mógłby z jego łaski zaznać. Dlatego też starał się o zachowywanie dystansu. Nie marzy mu się zostać nadzianym na tysiące kolców, nie tak się powinno przyrządzać Aronię!

Tyk - 9 Luty 2016, 18:49

Seamair
Chłopiec cofnął się o krok, po czym krzyknął:
- Łapać ją!
I tak się zaczęła scena wyjątkowo dziwna, ponieważ dzieci zamiast rzucić się na dziewczynę zgodnie z rozkazami swojego przywódcy, a zaczęły tańczyć hopsając z jednej nogi na drugą i wykrzykując coś w stylu "Uaaa u aaa u u aaa u" i właściwie nawet nie wyglądało to jak taniec plemienny, a bardziej jak skakanie małp. Zresztą i przywódca szczurzych piratów wkrótce dołączył, przy czym jego pieśń brzmiała inaczej, jakoś tak: Tu tuu tu ut uuu tu uuut uuuut uuu tu to". Co to miało znaczyć? Trudno powiedzieć, jednak okoliczne osoby zaczęły się przypatrywać biednej Koniczynie. Ona jednak mogła sobie pójść... stop, właśnie nie mogła. Gdy tylko spróbowała się ruszyć okazało się, że jest unieruchomiona.

Aaron
Zamknięcie przed jeżycą drzwi byłoby może i dobrym posunięciem. Może nawet umożliwiłoby mu odizolowanie się od zagrożenia, gdyby tylko nie okazało się, że pani jeżowa jest znacznie silniejsza niż mogłoby się na to wydawać. Drzwi wyrwane zostały z nawiasów i runęły, a wraz z nimi i sama jeżowa na niczego niespodziewającego się i w gruncie rzeczy niewinnego przecież Aarona. Nie było więc mowy o otwieraniu drzwi, a raczej o próbie zrzucenia współlokatora z siebie. To jednak już takie trudne zapewne nie będzie, gdyż jeżyca choć silna, nie należy do najcięższych, a na pewno jest lżejsza od Aarona.

Seamair - 10 Luty 2016, 03:01

Mimo iż niewiele miałam do czynienia z dziećmi to zdążyłam już nie raz usłyszeć opinię na ich temat, najczęściej powtarzały się dwie. Pierwsza to „ Dzieci są takie kochane…” druga natomiast to „Dzieci są takie nieznośne…”. Teraz z całą pewnością mogę stwierdzić, że prawdziwa jest ta druga! Wyprostowałam się nagle i z dezaprobatą przyglądałam poczynaniom całej tej trójki. Ich krzyki i bieganina jak na razie doprowadziły jedynie do tego, że wzbierała we mnie fala irytacji… Zacisnęłam mocniej zęby a wyraz mojej twarzy stał się już mniej życzliwy, o ile ten będący na niej poprzednio dało się ów określeniem opisać. W każdym razie pożałowałam swojej decyzji o odezwaniu się do zaczepiających mnie sznurków, widocznie trzeba było ich zignorować, zwyczajnie pójść dalej i skwitować to wszystko głuchym westchnięciem. Niestety… tak się nie stało, jednak miarka się przebrała i przyszła pora, aby zepsuć szczurkom ich zabawę… niech poszukają sobie innej ofiary, nawet, jeśli szczególnie zależało im na rogatej to i z tym nie powinno być problemu, ponieważ z całą pewnością widziałam tu jakiś innych rogatych pasażerów.
-Koniec tej zabawy… a w każdym razie ja nie mam zamiaru brać w niej udziału.
Oznajmiłam zdeterminowana, podnosząc głos na tyle by moje słowa mogły zostać usłyszane pośród dziwnych mantr? A jednocześnie, aby nie stanowił on jeszcze krzyku… i tak inni pasażerowie się już nami zainteresowali, nie lubiłam czuć na sobie ciekawskich skojarzeń a już szczególnie nie tak wielu.
-Uspokoicie się albo zajmą się wami Ci, którzy winni rozprawiać się z piractwem.
Zagroziłam jeszcze nim spróbowałam wydostać się z hałaśliwego okręgu. Nawet, jeśli to były tylko dzieciaki, to uczucie osaczenia dalej wzmagało irytację. Nagle otworzyłam oczy szeroko ze zdziwienia a dolna szczęka uchyliła się nieznacznie, kiedy zdałam sobie sprawę, że nie mogę poruszyć nogami… Natychmiast rzuciłam rozgniewane spojrzenie w stronę herszta bandy i przez zaciśnięte zęby warknęłam tylko.
-Co to ma znaczyć?!

Aaron - 14 Luty 2016, 02:19

Mógł się spodziewać, że drzwi wylecą z zawiasów. Tyle tylko, ze jeżowa kobieta nie miałaby raczej aż takich pokładów siły w sobie, by uznawać taką okoliczność za realną. A może po prostu przecenił trwałość tego skrzydła? Może ono równie słabe jak stolik z Ikei?
Kiedy więc został tak zgoła niesprawiedliwie, bezczelnie, bezpodstawnie, niespodziewanie i, przede wszystkim, trochę boleśnie przygnieciony, rozgoryczenie się w nim kumulujące osiągnęło swój zenit.
- Złaz ze mnie, kobieto!
Przy czym nie czekał nawet na reakcje, a równocześnie z tym krzykiem próbował przerzucić drzwi i jeżu-jędzę - jak ją w myślach raczył nazwać - na bok, samemu zaś wyślizgnąć się spod drzwi i powstać.
- Zwariowałaś?! Co Ty robisz, co cię napadło, w mojej kajucie! - Tym razem nie darł się tak, by go w promieniu kilkunastu metrów można było słyszeć, niemniej, ton przyjął równie ostry.
A jeśli chodzi o mającą tu miejsce dewastację... Jakoś wypłaci ze swoich nielichych drobniaków tę szkodę, jeśli tak postanowi załoga. To nie był dla niego problem - gorzej, jeśli ktoś zechce z tego uczynić.... duży problem. W gruncie rzeczy, nie zrobił nic, ale cały jego pobyt na statku bogaty był w liczne nieprzyjemności. Chciał dać szansę tym statkom, a co go spotyka? Kolejne potwierdzenie tego, że nie ma to jak stare, poczciwe przelunatykowanie się!

Tyk - 16 Luty 2016, 17:27

Seamair
Dzieci śpiewały - o ile śpiewem można nazwać zdające się cechować losowością zawodzenie - tak głośno, że słowa Seamair z ledwością przebiły się i dotarły do innych uszu. W ich stronę obróciła się nawet para marionetek niosących ciężką skrzynię. Jednakże ich balast wleczony niemal po ziemi okazał się być znacznie bardziej palący, a kobieta otoczona przez troje dzieci w szczurzych przebraniach niewarte uwagi. Poszli dalej. W tym jednak czasie nasz Cyrkowiec odkrył prawdę tak straszną, jak wieść o pruskich pułkach nadciągających w okolice miasteczka Waterloo w czasie, gdy elitarne oddziały Gwardii Cesarskiej zgnieść miały zagonionych w róg Anglików, Szkotów i wszystkich sojuszników Londynu. Nie mogła się ruszyć. Nie była zdolna oderwać nogi od podłogi, a przy tym fizycznie przerwać szczurzych harców, bowiem ręce jej zbyt były krótkie, by dosięgnąć otaczający ją trójkąt, który ze względu na niewyjaśnione zjawiska nazwać można bermudzkim, choć geograf każdy za głowę się złapię, widząc taką nomenklaturę.
W głowie Koniczyny kłębić się pewnie zaczęły myśli jak wyjść z tej sytuacji. Można to przyrównać do szachów, w których król błaznów dostał się w szach pionków z kanału. Dziewczyna jednak nie miała dość czasu, by wykonać swój ruch. Nim jakkolwiek zdążyła zareagować zza rogu wyszedł strażnik, który ujrzał tańczących urwisów. Ruszył w ich stronę, a Ci słysząc stukot żołnierskich butów, najpierw się odwrócili. Gdy jednak tylko poświęcili jedną, może dwie sekundy na ocenę sytuacji i zrozumieli w jak lichej znaleźli się sytuacji - ruszyli do ucieczki. Gdy tylko przerwali taniec, a tupot ich małych nóżek wypełnił korytarz, Koniczyna mogła poczuć, że nic już nie trzyma jej nóg. Zrozumiała wtedy, że jest wolna. Ma na dodatek przed sobą strażnika, który lada chwila ją minie. Tym samym straciłaby szansę na dowiedzenie się gdzie znaleźć bar.
Można krytykować tych, którzy miast ofiarę opieką otoczyć i upewnić się, że niewinny nie dozna uszczerbku, a już powstałemu zaradzić, bądź chociaż umniejszyć, lecz pamięta trzeba, że sprawcy póki złapani nie zostaną mogą raz jeszcze uderzyć. Kolejnego niewinnego wciągnąć w swe gry i kto wie jakich niegodziwości się nań dopuścić. Stąd też miejmy nieco wyrozumiałości dla tego, który zmusza byłą arystokratkę do szybkiego działania.

Aaron
Jeżyca leżała na Aaronie. Scena ta mogłaby się wprawdzie nie nadawać dla dzieci, gdyby tylko pominąć jeden, drobny, acz istotny szczegół. Drzwi. Kawałek ciężkiego drewna znajdował się pomiędzy nimi i sprawiwszy Lunatykowi nieco bólu wcale nie zamierzał zniknąć. Taka już jest bowiem nieszczęsna materii przypadłość, że rzadko znika, czasem tylko ukryć się ją dobrze udaje. W końcu jednak, po kilku sekundach siłowania się z Panią Jeż Zegarmistrzowi udało się zrzucić z siebie drzwi, a przy okazji i tę, która z takim entuzjazmem go powitała. Tę, która potoczyła się teraz po ziemi na trzy metry dalej i wstała powoli. Upiornie zaprawdę wyglądała z początku, gdy jej włosy zasłaniały oczy, gdy powoli - niczym w horrorze - z ziemi się podnosiła, a następnie z wolna ruszyła w stronę Aarona.
Mrok opadł jednak, gdy tylko Lunatyk twarz jej ujrzał. Płynące po policzkach łzy mogły wzbudzić współczucie. W granicach jednak rozsądku, przypominamy, że przytulanie nie jest wskazane. Nawet niekoniecznie dlatego, że jeże potrafią warczeć, lecz raczej z powodu wszechobecnych kolców. No chyba że ukrytym marzeniem Zegarmistrza jest zostać sitkiem. Wtedy polecam.
- Nie jesteś Anią! Obiecała, że przyjdzie. Jak mogła przyprowadzić jakiegoś impertynenta! Dlaczego nie przyszła? - Głos drżał kobiecie, a ona wyciągnęła dłonie, które o dziwo nie były pokryte kolcami, w stronę mężczyzny zaciskając drobne palce na jego ubraniu i - o ile tylko Aaron nie zaprotestował - potrząsając Lunatykiem.

Seamair - 25 Luty 2016, 21:57

Paskudne małe szczurki! Gdybym tylko mogła ich dorwać w swoje ręce to pourywałabym im te ogony! Przeklęte dzieciaki… Na dodatek zamieszanie robiło się coraz większe, mimo że coraz więcej ludzi obserwowało ten cyrk to nikt nie raczył się zainteresować czy pewna różowo włosa nie potrzebuje pomocy… Szkoda że nikt taki się nie znalazł, ponieważ ja sama nie miałam w zwyczaju prosić się o pomoc. Było to jednak żenujące, że nie mogłam poradzić sobie z bandą szczeniaków. Zaczęłam się poważnie zastanawiać nad wykorzystaniem którejś z swoich mocy. Gdyby nie ten głupi zakaz dotyczący wprowadzania bestii to mogłabym liczyć na to żę gdzieś na pokładzie tego ogromnego statku znajduje się jakiś Gatto, Dracula, Anceu albo Ténebres, jedna z tych bestii byłaby idealna do zabawy z takimi szczurkami, zwłaszcza Dracula byłby miło widziany. Uśmiech sam pojawiał się na ustach na tą myśl. Niestety nie mogłam liczyć na takie szczęście… została, więc teleportacja albo bańki, zastanawiałam się, która z tych dwóch opcji narobi mniejszego zamieszania.
Kiedy już miałam zamiar przystąpić do konkretniejszych działań niespodziewanie nadeszło wybawienie w postaci strażnika. No proszę ktoś, kogo trzeba nagle zjawia się, kiedy trzeba! Mało prawdopodobne a jednak się zdarza. Nie spodziewałam się, że ucieszy mnie widok jakiegokolwiek strażnika, nawet gdyby ten okazał się przystojny to mimo wszystko miałam jakiś niesmak względem służbistów. Teraz jednak ten służbista okazał się całkiem przydatny, ponieważ za jego sprawą młokosy zwiały a ja odzyskałam pełną władzę nad swoim ciałem. Miałam już chęć pognać za tymi trzema małymi gnidami szybko jednak zdałam sobie sprawę, że cała historia może się łatwo powtórzyć a co więcej to nie musiała być jedyna sztuczka, jaką te małe paskudy dysponowały. Inne rozwiązanie przyszło mi jednak do głowy… bo po co sama mam sobie brudzić ręce? Skoro to piractwo to niech zajmą się nim odpowiednie służby.
Odczekałam chwilę, aby moja twarz z maski wściekłości mogła przejść w miły uśmiech. Z takim to właśnie miłym uśmiechem zastąpiłam drogę strażnikowi.
-Przepraszam bardzo….
Zaczęłam uprzejmie zatrzymując się kilka kroków przed Panem w mundurze. Podniosłam na niego czerwień spojrzenia spod kosmyków różowej grzywki.
-Nie chcę zajmować Pana cennego czasu jednak… Po pokładzie kręcą się niejacy szczurzy piraci… Dzieci jednak znają uciążliwe sztuczki i mogą naprzykrzać się pasażerom. Gdyby była taka możliwość to proszę mieć to na uwadze.
Powiedziałam spokojnie, rozejrzałam się jednak wokół chcąc sprawdzić czy dzieciaki może znowu się tu nie pojawiły. Czy strażnik zrobi coś z otrzymaną ode mnie informacją? Jeśli nie to sama będę musiała się postarać by przy pierwszej nadążającej się sposobności odprawić szczurki do nory…
-Ach i jeszcze jedna sprawa… Czy wie Pan może gdzie powinnam się udać, aby odnaleźć bar? Ten statek jest taki wielki, że mimo tych wszystkich tabliczek łatwo się tu zgubić.

Aaron - 26 Luty 2016, 13:53

Chętnie zamknąłby się teraz w opustoszałej kajucie, lecz, niestety, tak trochę nie miał czym. Jakby się nie starał, nie zamknie drzwi tak, by jeż ich nie otworzył. Ba, one chyba do niczego się nie nadają!
- Wypraszam sobie! - burknął zarówno na obelgę jak i na próbę chwycenia jego ubrania, którą tym bardziej uniemożliwił przez cofnięcie się o pół kroku. - Idź szukać w innych kajutach, nie mojej! - podjął po krótkiej pauzie.
Łzy - nie to, że wcale na nim nie robią wrażenia - zwyczajnie w tym przypadku do tego się nie nadawały. A że jak postać w horrorze, jakby bez widocznej twarzy - kto pokroju Aaronii przejmowałby się takimi strachami?
Chyba tylko nosiciel fobii-od-ringowych-dziewczynek-ze-studni.
Nie, Aaron takich się nie boi, ma inne paskudztwa, dziewczynki i rzeczy w osobistym worku grozy.

Czarnozęby - 28 Luty 2016, 02:18

Aaron

Spostrzegawczość połączona z indukcyjnym myśleniem to cechy, których trudno jest doszukiwać się w naszym Zegarmistrzu. Z niewzruszonym uporem powtarza on jakoby kajuta była jego, tylko jego. Gdyby tylko miał działo roszczeniami strzelającymi to wystrzeliłby nie jeden, lecz setkę pocisków negatoryjnych w ramach ochrony petytoryjnej. Zapomniał jednak, że kajuta nie jest jego wyłączną własnością, nie jest nią wcale. W zasadzie można mówić o najmowaniu kajuty na czas rejsu, który to najem połączony jest z umową przewozu. Istotne jest jednak to, że prawo to nie ma cechy przypisywanej prawu własności, a więc korzystania z WYŁĄCZENIEM innych osób. Owszem, zgadza się, że kajuty są sferą prywatną i jako takie korzystają z ochrony przed osobami, które nie mają do nich tytułu prawnego. Jednakże czemu Aaron nie potrafił do swojej głowy dopuścić rozwiązania najbardziej trafnego, najbardziej oczywistego i nasuwającego się z samej istoty okoliczności - że Jeżyca jest jego współlokatorką. Gdyby pojął ten fakt może rozmowa byłaby o wiele prostsza, a tak?
- TO JEST MOJA KAJUTA! - Krzyknęło dziewczę, tym razem już nie głosem pełnym rozpaczy, lecz wściekłości. Choć na jej twarzy widać było jeszcze ślady łez przejmować się należało dłonią, która skierowała się w stronę brzucha Lunatyka. Na jej ciele pojawiły się jeszcze dodatkowe kolce, a dziewczyna wyraźnie była zirytowana. Aaron w swoim poście proszony jest o opisanie obrony, a także potencjalnego ataku. Przypomina się jednak, że cios zadać można nie tylko mieczem, ale również słowem i tym samym Aaron powinien wybrać najskuteczniejszy sposób.

Seamair
Strażnik zatrzymał się, gdy tylko usłyszał słowa Seamair. Przez chwilę jednak wahał się, czy nie ruszyć w dalszy pościg. Wiedział, że zwłoka może kosztować go zgubienie tych urwisów. Jednak cóż... ofiarom należy pomagać, czasem nawet za cenę utrudnienia sobie pracy. Wtedy też obrócił się w stronę dziewczyny. Już miał ją skrytykować. Wygarnąć jej co ona sobie wyobraża, żeby zatrzymywać go w trakcie pościgu tylko po to, by powiedzieć mu o dzieciakach, których właśnie gonił! Szczyt bezczelności. Nim jednak - oniemiały absurdem tej sytuacji - zdążył przemówić padło drugie, znacznie konkretniejsze pytanie.
- Musi pani pójść prosto, następnie skręcić w lewo za schodami. Nie schodami, to ważne. Za schodami. Później już korytarzem i następnie w górę schodami - innej drogi nie będzie. I dalej już prosto, jest wielki szyld z delfinem. Teraz przepraszam, muszę złapać nasze szkodniki.
Po tych słowach ruszył schodami w górę, w stronę w której kilka chwil wcześniej zniknęły dzieciaki.

Aaron - 2 Marzec 2016, 01:14

Gdyby bilet posiadał jakieś oznakowanie, a ponadto Aaron wiedział, że sprzedawca tej wejściówki tak go puści z torbami, fundując kajutę dzieloną z kimkolwiek... Nie szukałby tej izbetki na pokładzie. I kij z drobniakami na nią wydanymi, przecież to się odrobi, mała to strata.
Ale, cholera, jak sobie Zegarmistrz coś umyśli to nie popuści - nie zgodzi się, ażeby ta dziołcha takie rzeczy wyprawiała z jego własnością!
Przecież za ten napsuty stan rzeczy odpowiada.
- Heh, tego jeszcze nie grali... - parsknął wobec tych do niczego niezmierzających przechwałek pt. "moje - twoje". - Mam na bilecie wpisane, ten numer jest na nim! Bym ci pokazał, ale, kurwa mać, wszystko dziurawisz! Co za skurwysyn ci w ogóle pozwolił na pokład wejść!
Wulgarna Aaronia czyli apogeum goryczy osiągnęło swój zenit. Oczekiwał, że jakaś pierdoła strażnicza zwróci uwagę na okrzyki, ujrzy groźnie wyglądającą dziewuchę i obezwładni ją zanim do reszty rozwali resztę pokładu. Przecież ona jest niezrównoważona psychicznie!
- Chcesz kajuty, chcesz?! Wpierdzielaj do środka i nie waż mi się stamtąd wychodzić ani ruszać! - chciał ją pchnąć do środka, ale zawczasu zauważył, że to... co najmniej niewykonalny pomysł.
Najeżona łapa? Jakoś uniknęła jego uwadze. Chyba ze wyjątkowo dawała się we znaki jego wzrokowi - który skupiony był na wwiercaniu się w twarz kobiety tak, jakoby miał w nich rażące pociski - wówczas odskoczyłby w tył, co było raczej najprostszym rozwiązaniem w tej sytuacji.
- Pierdolone statki! - puściłby w eter w przypadku, gdyby doszło do zranienia, próbując przy tym okiełznać ranę uciskaniem jej za pomocą dłoni.



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group