• Nie minęło zbyt wiele czasu od rozpoczęcia działalności AKSO, a po całej Otchłani rozniosła się wieść o tajemniczej mgle, w której znikają statki. Czytaj więcej...
  • Wstrząsy naruszyły spokój Morza Łez!
    Odczuwalne są na całym jego obszarze, a także na Herbacianych Łąkach i w Malinowym Lesie.
  • Karciana Szajka została przejęta. Nowa władza obiecuje wielkie zmiany i całkowitą reorganizację ugrupowania. Pilnie poszukiwani są nowi członkowie. Czytaj więcej...
  • Spectrofobia pilnie potrzebuje rąk do pracy! Możecie nam pomóc zgłaszając się na Mistrzów Gry oraz Moderatorów.
Trwające:
  • Skarb Pompei
  • Zmrożone Serce


    Zapisy:
  • Chwilowo brak

    Zawieszone:
  • Brak


  • Drodzy użytkownicy, oficjalnie przenieśliśmy się na nowy serwer! Dokładne informacje na fanpege'u Spectrofobii lub forumowym Discordzie (odnośniki po prawej)!



    Zapraszamy do zapoznania się z Uśrednionym Przelicznikiem Waluty. Mamy nadzieję, że przybliży on nieco realia Krainy Luster i Szkarłatnej Otchłani.

    Szykujcie się na słodkie Walentynki i Dziewannę!

    Zimowa Liga Wyzwań Fabularnych nadeszła. Ponownie zapraszamy też na Wieści z Trzech Światów - kanoniczne zdarzenia z okolic Lustra i Glasville. Strzeżcie się mrocznych kopuł Czarnodnia i nieznanego wirusa!

    W Kompendium pojawił się chronologiczny zapis przebiegu I wojny pomiędzy Ludźmi i KL. Zainteresowanych zapraszamy do lektury.

    Drodzy Gracze, uważajcie z nadawaniem swoim postaciom chorób psychicznych, takich jak schizofrenia czy rozdwojenie jaźni (i wiele innych). Pamiętajcie, że nie są one tylko ładnym dodatkiem ubarwiającym postać, a sporym obciążeniem i MG może wykorzystać je przeciwko Wam na fabule. Radzimy więc dwa razy się zastanowić, zanim zdecydujecie się na takie posunięcie.

    Pilnie poszukujemy Moderatorów i Mistrzów Gry. Jeżeli ktoś rozważa zgłoszenie się, niech czym prędzej napisze w odpowiednim temacie (linki podane w polu Warte uwagi).

    ***

    Drodzy użytkownicy z multikontami!
    Administracja prosi, by wszystkie postaci odwiedzać systematycznie. Jeżeli nie jest się w stanie pisać wszystkimi na fabule, to chociaż raz na parę dni posta w Hyde Park
    .
    Marionetki – otwarte
    Kapelusznicy – otwarte
    Cienie – otwarte
    Upiorna Arystokracja – otwarte
    Lunatycy – otwarte
    Ludzie – otwarte
    Opętańcy – otwarte
    Marionetkarze – otwarte
    Dachowcy – otwarte
    Cyrkowcy – otwarte
    Baśniopisarze – otwarte
    Szklani Ludzie – otwarte
    Strachy – otwarte
    Senne Zjawy – otwarte
    Postaci Specjalne – otwarte

    Ponieważ cierpimy na deficyt Ludzi, każda postać tej rasy otrzyma na start magiczny przedmiot. Jaki to będzie upominek, zależy od jakości Karty Postaci.



    » Lewitujące Osiedle » Kipiąca Chatka
    Poprzedni temat :: Następny temat
    Autor Wiadomość
     



    Zmarły

    Karciana Szajka: Walet
    Godność: Aaron (Aron) Wels alias Amon
    Wiek: 27
    Rasa: Lunatyk
    Lubi: nadmorskie zamki, latarnie, przyglądać się torturom, nazywać siebie Władcą Czasu
    Nie lubi: lekceważenia czasu
    Wzrost / waga: 190cm / 86kg
    Aktualny ubiór: Czarny frak z gustowną, grafitową koszulą w jasne prążki i zgrabny, acz wyrazisty w swojej formie, ciemny cylinder.
    Znaki szczególne: białe włosy, czarne oczy, obcowanie z kapeluszami i zegarami
    Zawód: Latarnik
    Pan / Sługa: - / Doll
    Pod ręką: 1/2 blaszki zmartwienia
    Dołączył: 21 Lip 2014
    Posty: 484
    Ostrzeżeń:
     1/3/3
    Wysłany: 5 Marzec 2015, 12:50   

    Domek, drugie piętro


    Aaron przyglądał się dokładnie spacerowi Sophie. Próbował wychwycić wzrokiem Sofię, ale nie miał pojęcia, gdzie się znajduje. Dopiero drobny szelest liści mógł ją zdradzić, ale czy tak łatwo było Aaronowi wziąć go za wiarę, zabraniając tym samym niezauważalnego przebrnięcia przed oczami? Oczywiście, że nie. Tyle tu roślin, że jakby każdy ruch liści dostrzegać na odległości kilkunastu metrów, to Zegarmistrz uznać musiałby, że duchów tu od groma mamy.
    Rośliny patrzą.
    Czas brnie.
    Duchy przybywają.
    Idzie cień.
    Sophie uniosła się w powietrzu, zakrywając się po części liśćmi i było ją trudniej obserwować. Wcześniej jednak zdawało się Aaronowi, ze z kimś rozmawia. Uznała zatem, że rozmówca także tam siedzi. Rozmówca, czyli ktoś, kto musiał Opal zainteresować. Zainteresować słowem. Ale z pewnością nie da się uśpić jej czujności, nie w tak banalny sposób. Aaron pokazał już, jak prędko może przybyć. Pytanie, ile znaczy każda sekunda zwłoki? Ile waży sekunda? Miliony czynów, miliony sytuacji. Każda sekunda ma w nich swój udział.
    Obserwował, nasłuchiwał. Okno było uchylone. Nieopodal rosło wysokie drzewo i jeśli nie straszne mu akrobacje, a upadku nie bierze pod uwagę, wydostać się tą drogą jest możliwe. Ale dla niego droga, jaką pokona, nie ma znaczenia, kiedy czas już stanie w miejscu.
    Jeden nadprogramowy ruch bądź dźwięk i przybędzie. Niemal z prędkością światła, a tyle tu bujnej roślinności, że można zadbać o byciu niezauważonym.
    A gdyby tak szpiegować Przywódczynie? A gdyby być na każdym jej ruchu? Zawód: szpieg. Często mylony z obserwatorem, czasem nazywany także detektywem. Aaron miał wrodzoną ciekawość, a takie coś nazywa się instynktem. Jeśli coś się dzieje, musi o tym wiedzieć.
    Idzie cień, idzie w krzewach. Cień myśli, cień przyszłości. Ale, póki co, nadal z okna okolice tamtego drzewa obserwuje. Gdy to ulegnie zmianie, cień przyszłości zdobędzie właściciela.
    _________________


    x x x x
     



    Sztukmistrz

    Anarchs: Przywódczyni Rebelii
    Godność: Sophie "Opal" Bugs / Esmé de Chardonnay
    Wiek: gdy ukrywa arogancję, wygląda na nastolatkę.
    Lubi: suszone owoce i nowe moce
    Nie lubi: niekompetencji i braku kontroli | czekolady i deszczu
    Wzrost / waga: 1,80m bez obcasów / 65kg
    Aktualny ubiór: Dopasowana burgundowa suknia o długich rękawach - spódnica opadająca do kostek składa się z szerokich, niemal prześwitujących pasów koronek. Na ramionach etola z futra lodowego lisa, dodatkowo rękawiczki, a na nich pierścienie. Pantofle na wysokim, masywnym obcasie widoczne są spod spódnicy. Kreska na oku, dopasowany do cery puder oraz koralowa szminka. Włosy splecione w koronę, nad karkiem szkarłatna brosza spinająca warkocze.
    Znaki szczególne: palce o czterech stawach; wytatuowane imię na miękkiej części prawego nadgarstka
    Zawód: oficjalnie sekretarz arcyksięcia
    Pod ręką: skórzana aktówka, parasolka oraz Artefakty
    Bestia: Likyus z rdzawą gwiazdą na pysku (Orem), jadowicie zielony Avi (Verde), Alam (Riehl) o grzbiecie pełnym czarnych magnolii
    Nagrody: Bolerko-niewidko, Krwawa Broszka, Cukrowe Berło, Maska Tysiąca Twarzy, Bursztynowy kompas
    Stan zdrowia: z tkliwą raną postrzałową w mięśniu dwugłowym lewego ramienia
    SPECJALNE: Administrator Pomocniczy, Mistrz Gry | Odkrywca Drugiej Strony Lustra
    Dołączyła: 28 Cze 2012
    Posty: 559
    Wysłany: 9 Marzec 2015, 14:41   

    Na zewnątrz

    Kobieta czekała cierpliwie na odpowiedź białowłosej. Znaczy, do czasu. Sophie okropnie nie lubiła przeciągania rozmów i dyskusji, jałowych dysput, perorowania o sprawach, które są tylko krążeniem wokół meritum; może właśnie dlatego Rosarium – który po prostu postanowił wpakować się jej w sam środek spotkania Anarchs! jak wynikało z listu, który znalazła w sypialni Kipiącej Chatki – tak niemożebnie ją denerwował.
    Powstrzymała się od westchnięcia i zmarszczyła brwi, patrząc w oczy – w oko – dziewczęcia. Nie znosiła, gdy ktoś bawił się rozmową. Z punktu widzenia Akrobatki należało załatwić to, co trzeba było załatwić i rozejść się do swoich zajęć. Przyjemność z rozmowy nie była Sophie obca, jednak cała ta polityczna otoczka, semantyczne kruczki, metafory w metaforach... nie znosiła tego. Nie to, że się nie znała – dziewczyna wychowana na dworze Upiornych nie mogła nie znać się na intrygach i knowaniach. Po prostu z natury była członem wykonawczym.

    Wyprostowała się i wygięła blade wargi w lekkim, lekceważącym uśmieszku.
    – Jeśli nie chcesz ze mną gadać, to radź sobie ze swoją zemstą sama.
    A potem pchnęła prawą stopą w konar, ześlizgnęła się z gałęzi i zaczęła spadać.
    W połowie drogi obróciła oczywiście ciało i wylądowała stabilnie – po co komu kot spadający na cztery łapy, skoro można mieć Akrobatę? Teraz już spokojnie można było ją dojrzeć między pogiętymi pniami drzew. Jeszcze raz zerknęła do góry, na Cyrkową? i powoli odwróciła się, zbierając do odejścia. Wierzyła, że ruch powietrza, jej domena, pierwej poinformuje ją o niebezpieczeństwie niż faktycznie poczuje na ciele atak dziewczyny.
    Jeszcze kilka kroków wgłąb parceli i będzie już w stanie zobaczyć zbliżającą się, zakapturzoną postać. Tymczasem sama Cleaver powinna być świadoma kręcącego się wzdłuż ogrodzenia ze sztachetek, patrolującego ogród Peste, który wcale się ze swoją obecnością zbytnio nie krył.
    _________________



    Inspiracje ubraniowe: 🌾 + 🌹 + 🌿

    Lisek
    [Usunięty]




    Wzrost / waga: /
    Wysłany: 11 Marzec 2015, 22:26   

    Niektórzy poczuliby się urażeni zachowaniem panny Bugs. Albo pomyśleli sobie – „Czy ja coś mam na twarzy, że tak mi się przypatruje?”. Anna się tym nie przejęła z bardzo prostego powodu. Rozumiała ją, ona – niedorobiony obiekt badawczy, niedokończona żywa machina śmierci. Tu żelastwo, tam inne anomalie związane z pigmentem w różnych częściach ciała. Żyć, nie umierać i starać się dziwnie nie wyglądać! W jej przypadku trochę nie wyszło. Za to wręcz bezczelnie odwzajemniała spojrzenia panny Opal, oceniając także jej sylwetkę. Pogardliwy uśmiech i zadziorne iskry w oczach Anny mogły zniechęcić przywódczynię co do jej osoby.
    - Panno Opal – odpowiedziała kurtuazyjnie, oczywiście z nutką ironii – O ile podopieczni nie stwarzają sytuacji niekorzystnych dla naszego skromnego duetu, nie wtrącam się w ich położenie! – parsknęła śmiechem, wiedząc już, że musi uważać – to było całkiem logiczne, że Sophie wystawiła obserwatorów. Kolor korali się nie zmienił, więc do tej pory nie musiała się niczego obawiać ze strony anarchistów.
    Jednak zmiana położenia ich przywódczyni usunął nieprzyjemny uśmieszek z twarzy Anny. Nie wiadomo co nastąpiło szybciej – zmiana jej mimiki, czy ogólnego położenia? W momencie, w którym Sophie użyła aerokinezy i już się unosiła, Anna wstała i odskoczyła na gałąź, zwiększając dystans pomiędzy nimi – reakcja naturalna chodzącego żelastwa na niezaufane jednostki. Oczywiście, w sercach ludzi obserwujących to drzewo mogło wkraść się ostrzeżenie – nagły, szybki ruch liści i opuszczenie korony drzewa przez siedzące tam ptaszydła mogło oznaczać nieoczekiwaną zmianę sytuacji – niekorzystnej dla przywódczyni. Dla Anny zmiana pozycji oznaczało ograniczenie zasięgu wzroku. Jej twarz wyrażała ostrzeżenie i gotowość do obrony, a lewą ręką oparła się o pień. Bacznie obserwowała Sophie unoszącą się w powietrzu.
    - Nie o taką selekcję mi chodzi – odparła, zaciskając zęby, chcąc ograniczyć wylew gniewu – chodzi mi o Selekcję przez duże „S”, która wisi nad Naszymi głowami – istotami magicznymi. Paradoksalnie pochodzi z tej plugawej krainy, którą nazywasz „Światem Ludzi”. Jaka piękna nazwa! – tutaj splunęła, chcąc pozbyć się jakichkolwiek śladów wypowiedzianych słów - Ocieka wysokim standardem, ucywilizowaniem, wysoką technologią i wiedzą!
    Wskazała kciukiem za swoje plecy, mając na myśli żelazną konstrukcję, wystającą z pleców. Szyderczo uśmiechnęła się.
    - Ludzie charakteryzują się też wysokim poziomem kultury! Popatrz, dali mi nawet pamiątkę! – lewa ręka zamieniła się w pięść, która uderzyła w pień – Chcę ich zniszczyć – to co z nimi jest związane. Pewne laboratoria… zapewne wiesz co mam na myśli.
    Wzrok Anny diametralnie się zmienił – zrobił się pusty. Sophie mogła odebrać to jako kompletny reset. Jakby ktoś nacisnął jeden przycisk i ją wyłączył. W rzeczywistości Anna widziała obrazy z przeszłości – głównie te laboratoryjne, ale na końcu zobaczyła coś innego – piękną kobietę o czarnych, normalnych skrzydłach. To była ona sama. W tym czasie Sophie mogła się zniecierpliwić. Całkowite przebudzenie nastąpiło wraz ze słowami „radź sobie ze swoją zemstą sama”. Nie do końca obudzona z chwilowego amoku, przykucnęła na swojej gałęzi, próbując nie stracić równowagi.
    - Czekaj! Dobijmy targu… Usługa za wiedzę. Chcesz przepuścić taką okazję?
    Anna nadchodzącej Cleaver jeszcze nie zauważyła.
    Cleaver
    [Usunięty]




    Wzrost / waga: /
    Wysłany: 13 Marzec 2015, 19:53   

    W drodze do bramy, niedaleko Sophie i Anny

    Cleaver nie miała pojęcia ile osób jest obecnych na przyjęciu, ale wyobrażała sobie ich wielokrotne ilości. Oczywiście w jej wyobraźni, tak jak podpowiadały jej najszczersze marzenia, były to same kobietki. Niestety, nawet nie wiedziała jak bardzo się myliła. Gdyby wiedziała, że jest tam przynajmniej trzech mężczyzn zaczęłaby rozważać zawrócenie do domu. Jeszcze do tego była tam Marionetkarka… A przecie ona wstąpiła tam by walczyć z Marionetkarzami i wszystkimi osobami nie szanującymi istot niżej usadowionych w hierarchii społecznej. Takie niedobrości! Co więcej! Osoba będąca tak blisko Sophie to członkini SCR. Co jeszcze mogłoby ją odwieść od przyjścia tam? A no tak! Oczywiście peste, którego teraz dobrze już widziała, a nawet szedł on wzdłuż ogrodzenia wraz z dziewczyną. Krok w krok. O Boże, czemu?

    Jednak nie, panienka Cleaver obiecała sobie, że będzie silna i mniej strachliwa. Z resztą z połowy zagrożeń nie zdawała sobie sprawy. Wiedziała tylko, że jacyś mężczyźni lub marionetkarze mogą tam być. Oczywiście widziała też peste. Im bardziej zbliżała się do wejścia, tym bardziej zwalniała, a jej oddech stawał się coraz bardziej płytki, szybki, niepewny i nerwowy. Nim zauważyła, jak przystało na płaczliwą panienkę zaczęła płakać, a ponieważ się bała i wyczuwała zagrożenie życia ze strony bestii jej łzy coraz silniej przybierały barwę granatową, jak tak dalej pójdzie zamienią się na czarną. Tego bała się jeszcze bardziej, nie chciała przecież nikogo otruć!

    Gdy Sophie się uniosła widziała ją i nieznajomą bardzo słabo, wśród liści, a teraz gdy płakała nie widziała ich już wcale. Wszystko przed jej oczami zaczęło się rozmazywać. I nagle zauważyła, że kobieta wraca. Czy tak szybko się rozmówiły, czy po prostu Opal nie miała chęci na pogaduchy? Przecież ta rozmowa trwała tak krótko… O ile to w ogóle była rozmowa!
    Wtem, w geście rozpaczy dziewczyna zaczęła(nie uwierzycie!) biec w stronę przywódczyni. Peste ją przerażał, bała się, że jak kobieta odejdzie ona zostanie tu na pastwę nieznanej jej bestii. Gdy była już według niej dość blisko zawołała:

    - Pani ma! Przepraszam za spóźnienie!

    Przy okazji prawie się wywróciła hacząc stopą o gałąź, ale jakoś utrzymała równowagę. Nie akceptowała władzy nikogo prócz Opal, widziała w niej możliwość wyzwolenia. Nie wiedziała, że Anna jeszcze coś mówi do kobiety, myślała, że teraz już może powiedzieć to co chciała.
    Sofia
    [Usunięty]




    Wzrost / waga: /
    Wysłany: 21 Marzec 2015, 10:04   

    Na drzewku

    Dopiero po dłuższej chwili zorientowała się, że tak właściwie to nie za bardzo wie, jak przekazać informacje Sophie, gdyby coś do przekazania było. Taaaak, logika poszła w krzaki. Albo na krzak. Taki duży krzak, zwany drzewem i zasiadła tuż za Sofią drwiąc z niej paskudnie. I ona faktycznie była taka stara i powinna tyle wiedzieć?
    Mentalność nastolatki coraz bardziej jej przeszkadzała. To nie było to, czego w tej chwili potrzebowała. Potrzebowała mentalności osoby co najmniej ogarniętej. Nie dorosłej, bo "dorośli" też bywają tragiczni w myśleniu logicznym, ale mentalności osoby, która potrafi korzystać z mózgu przed działaniem.
    Czy jest na sali obnośny sprzedawca osobowości? Z chęcią by z niego skorzystała. Ale, oh, no tak, przecież nawet jeśli to jej nie stać.
    Dlaczego tyle potrzeb bez szybkiej możliwości na spełnienie nałożyło się właśnie teraz, właśnie w tym miejscu, właśnie o tej godzinie? Przecież mogły się ujawnić o wiele wcześniej, i w takim wypadku już co najmniej część byłaby spełniona.
    Z zachmurzoną miną przyglądała się całemu wydarzeniu, żałując, że zostawiła Lori w tymczasowym domku by go pilnowała. W teorii. W praktyce to - powiedzmy sobie szczerze - znów ją zawiodło myślenie i pozbawiła się dobrego towarzysza, bo pomyślała, że lepiej go będzie nie brać na to całe spotkanie. Znaczy z drugiej strony nie pokazywanie od razu wszystkich swoich kart to dobra myśl... Ale jeszcze z kolejnej strony Lori byłaby oczywista, że jest jej, za to krążący wokół Peste na pewno wydaje się należeć do Sophie lub kogoś w tym stylu. Znaczy w stylu Potęgi i Władzy. Albo choć Strachu. Czy też Logiki. Tak, ostatnio "logika" jest słowem-kluczem.

    Zauważyła biegnącą marionetkę, jeszcze nie wiedząc, że to marionetka, ale Peste był jeszcze szybszy. Zagrodził dziewczynie drogę, święcie przekonany, że to zagrożenie, jednak nie atakował. Bez rozkazu nie zaatakuje, jednak bez przyzwolenie nie przepuści. Szczególnie zapłakanej, biegnącej, brzmiącej jak jedno wielkie zagrożenie dziewczyny. Kto by się przejmował wyglądem, czy czymkolwiek innym, gdy jak na dłoni widać, że coś tu jest nie tak. Potwór zaczął głośno warczeć, ostrzegawczo zarówno względem biegnącej, jak i do osoby, w kierunku której biegnięto.

    Przy tej okazji Sofia postanowiła też się z drzewa zdjąć, bowiem wręcz czuła się, jakby ją tam ktoś powiesił niczym pranie. Tylko pranie nie ma zazwyczaj tego kłopotu, że zaczepia się wszystkim czym można się zaczepić o mniejsze i większe gałązki. Serio, musi sobie załatwić lepsze ciuchy. Znów się pojawia myśl o dobrym krawcu... W sumie fryzjer też nie byłby zły. Ale najpierw ubrania.
    Jako, iż nie była na dużej wysokości to dość zgrabnie udało jej się zeskoczyć z drzewa, aż tak bardzo nie rozdzierając sukienki. Zaledwie jedno większe rozdarcie, tak trochę bardziej na lewo, i kilka zadrapań na tych wszystkich falbankach.
    Od dzisiaj prowadzimy akcję "stop falbankom"...
    A żeby było jeszcze lepiej to wyciszyła swoje wyczyny i schowała się za drzewem. To tak na wypadek gdyby przestała być nagle niewidzialna. Ale wciąż niewidzialna była, więc nic się nie stało. I właśnie stamtąd obserwowała całą sytuację, gotowa wrócić wraz z Sophie do chatki, lub działać, gdyby to było potrzebne.
     



    Zmarły

    Karciana Szajka: Walet
    Godność: Aaron (Aron) Wels alias Amon
    Wiek: 27
    Rasa: Lunatyk
    Lubi: nadmorskie zamki, latarnie, przyglądać się torturom, nazywać siebie Władcą Czasu
    Nie lubi: lekceważenia czasu
    Wzrost / waga: 190cm / 86kg
    Aktualny ubiór: Czarny frak z gustowną, grafitową koszulą w jasne prążki i zgrabny, acz wyrazisty w swojej formie, ciemny cylinder.
    Znaki szczególne: białe włosy, czarne oczy, obcowanie z kapeluszami i zegarami
    Zawód: Latarnik
    Pan / Sługa: - / Doll
    Pod ręką: 1/2 blaszki zmartwienia
    Dołączył: 21 Lip 2014
    Posty: 484
    Ostrzeżeń:
     1/3/3
    Wysłany: 22 Marzec 2015, 15:30   

    Pierwsze piętro domku

    Ujrzał zbliżającą się postać w czarnej sukni. Nie wiedział, czy to sojusznik czy wróg; czy Przywódczyni ją widzi, czy nie. Rozmowa na drzewie nabierała tempa - rozmowa, której istnienia dopiero teraz był pewien - słyszał pogłosy przez nieszczelne okna, ale na zrozumienie ich to jeszcze nie wystarczyło. I Opal ponownie znalazła się pod drzewem, będąc w zasięgu wzroku Aarona. Nie miał zaufania do tej pozornie bezbronnej, niskiej i szczupłej osóbki, która nie wyglądała zbyt pewnie. I ku zdziwieniu Lunatyka, popędziła prosto w stronę Przywódczyni, a gdy się spodziewał ataku... ujrzał jak bliska była upadku. Czyli to tylko jakieś niezdarne maleństwo, niegroźne dla kogokolwiek poza sobą, wołające swoją Panią.
    Odetchnął zrezygnowany. Bo już myślał, że nadarzy się okazja by wkroczyć do akcji, a to tylko przesłodkie spotkanie dwóch panienek. Wciąż jednak starał się być milczącym i niewidzialnym obserwatorem.
    A takim obserwatorem nie była w pełni Sofia, którą teraz już zlokalizował. Bo dostrzegał nienaturalne ruchy gałęzi jednego z drzew. A więc w jakiś sposób potrafi być niewidzialna, a i hałasu też nie narobiła. Ale co na to wszystko tajemniczy rozmówca na drzewie oraz Opal?
    Chyba to samo co zwykle: stanowcze stanowisko stanowiące o stanowczym stanowisku Przywódczyni wobec nawet najbardziej zadziwiającej sytuacji zadziwiającej zadziwienie. I nawet niech nie próbuje zadziałać inaczej, bo się Aaron na niej zawiedzie i wyzwanie szpiegowania nie będzie już takim ciekawym wyzwaniem.
    _________________


    x x x x
     



    Sztukmistrz

    Anarchs: Przywódczyni Rebelii
    Godność: Sophie "Opal" Bugs / Esmé de Chardonnay
    Wiek: gdy ukrywa arogancję, wygląda na nastolatkę.
    Lubi: suszone owoce i nowe moce
    Nie lubi: niekompetencji i braku kontroli | czekolady i deszczu
    Wzrost / waga: 1,80m bez obcasów / 65kg
    Aktualny ubiór: Dopasowana burgundowa suknia o długich rękawach - spódnica opadająca do kostek składa się z szerokich, niemal prześwitujących pasów koronek. Na ramionach etola z futra lodowego lisa, dodatkowo rękawiczki, a na nich pierścienie. Pantofle na wysokim, masywnym obcasie widoczne są spod spódnicy. Kreska na oku, dopasowany do cery puder oraz koralowa szminka. Włosy splecione w koronę, nad karkiem szkarłatna brosza spinająca warkocze.
    Znaki szczególne: palce o czterech stawach; wytatuowane imię na miękkiej części prawego nadgarstka
    Zawód: oficjalnie sekretarz arcyksięcia
    Pod ręką: skórzana aktówka, parasolka oraz Artefakty
    Bestia: Likyus z rdzawą gwiazdą na pysku (Orem), jadowicie zielony Avi (Verde), Alam (Riehl) o grzbiecie pełnym czarnych magnolii
    Nagrody: Bolerko-niewidko, Krwawa Broszka, Cukrowe Berło, Maska Tysiąca Twarzy, Bursztynowy kompas
    Stan zdrowia: z tkliwą raną postrzałową w mięśniu dwugłowym lewego ramienia
    SPECJALNE: Administrator Pomocniczy, Mistrz Gry | Odkrywca Drugiej Strony Lustra
    Dołączyła: 28 Cze 2012
    Posty: 559
    Wysłany: 26 Marzec 2015, 14:26   

    Na zewnątrz

    Lekceważenie jej osoby nie było dla Akrobatki rzadkością. Czy to z powodu młodego wieku, nieidealnej budowy ciała czy faktu, ze dotychczas w Krainie Luster uchodziła za służącą – bez głębszego zrozumienia czym Stróż dokładnie jest – przed czy po Irvette, Sophie bardzo często doświadczała pomniejszania jej osoby lub istoty podczas pierwszego kontaktu. Bez różnicy było, czy przedstawiała się jak teraz przed Amonem jako rebeliantka czy po prostu jako Cyrkowiec, chude ciało i młodziutka twarz nie pozwalały większości spotkanych osób traktować jej poważnie. Było i jest to użyteczne i pozwala na wiele, bo jakie zagrożenie może stanowić dziewczynka w koronkowej sukience i z wachlarzem? Anna mogła zauważyć nikły uśmiech na twarzy Akrobatki, uśmiech, który zupełnie nie przystawał do obecnej sytuacji. Ano nie przystawał – Sophie po prostu właśnie przypomniała sobie, czym owy wachlarz z przeszłości naprawdę był.
    Po chwili jednak zarówno uśmiech, jak i dobre zamiary Bugs umarły śmiercią naturalną wraz z zawiechą skrzydlatej. Nawet Korale miałyby prawo na chwilę zmienić barwę, bo między zwykłe, ekonomiczne planowanie niebieskookiej wkradły się myśli, coby białowłosą ździebko przestraszyć. Choćby dla udowodnienia jej, że nadal powinna nad swoją samokontrolą popracować, bo byle głupstwo sprawia, że zupełnie się odsłania. Jak teraz.
    Niemniej skończyło się to jak następuje: Bugs, coraz bardziej świadoma znudzonej obecności Folly w myślach, zeskoczyła z powrotem na ziemię, zaś paciorki powinny w tym czasie być już podstawowego koloru.

    Chęć poszydzenia z Cyrkowej przeszła Sophie jeszcze przed zeskoczeniem z drzewa, więc Anna – która jeszcze nie raczyła się przedstawić – nie miała prawa zauważyć zmiany koloru naszyjnika, skoro wyłączyła się z otoczenia na dłuższą chwilę.
    A w chwili, gdy albinoska zawołała za Akrobatką, wszystko wskoczyło na swoje miejsca i to była ta chwila, w której białowłosa przegrała.
    Od tego momentu mogła się uśmiechać z pogardą godną bogów, mogła rzucać prowokacyjne komentarze – Bugs i tak już będzie patrzeć na nią z góry. Nie dlatego, że okazała słabość, ale dlatego, iż z jej powodu Przywódczyni orzekła, że jest od nieznajomej silniejsza. Co zaś oznaczało to, że Sophie patrzyła na tę dziewczynę jak na ofiarę?
    ...Że zaczynała się w niej rodzić irracjonalna chęć chronienia tego Cyrkowego dziewczątka.
    Jesteś durną idiotką, Pożogo.
    Dlatego też zarzuciła pierwotny pomysł „dostraszenia” jeszcze trzęsącego się na gałęzi nieopodal wypłosza i nie mówiła nic o swoich powiązaniach z MORIĄ, które ostatnio przed nią odkryto, i nie wskazywała przyczajonego niemal bezpośrednio nad białowłosą Orema. Likyus położył się płasko na konarze, dziś przybrany w ciemnobrązowe pióra – wyglądał jak jakiś przerośnięty kruk rozciągnięty bez ruchu na gałęzi. Oczywiście to sama Anna gwałtownym odskokiem od osoby Akrobatki przybliżyła się do zwierzęcia. Nie bez powodu jakiś czas temu zimnooka patrzyła ponad ramieniem kobiety.
    Nie należało jednak pozwolić, by te nieszczęsne korale pozostały tak jak teraz, w całej swojej niebieskiej okazałości, Akrobatka zdusiła więc wszystkie ochronne uczucia względem towarzyszki i miała nadzieję, że barwa wróci do normalności. Uśmiechnęła się więc naprawdę powoli i szeroko, otwierając usta, by odpowiedzieć paskudnie na zadane pytanie, gdy z przeciwnej strony dobiegł ją kolejny krzyk.

    Peste machnął ogonem i zagrodził dziewczynce drogę, a ta niemal upadła. Więcej – to, co wcześniej wołała powinno pewnie coś Akrobatce mówić. Prawidłową, zdrową reakcją byłoby: „Dziecko, ale ja cię pierwszy raz na oczy widzę”, no ale. I skoro ruszyła ku z niej z „Pani” na ustach, to pewnie jest kolejną anarchistką. Powstrzymanie westchnienia kosztowało Sophie zbyt wiele jak na jej gust.
    Odwróciła jeszcze głowę ku białowłosej i dopowiedziała z uniesioną brwią:
    – Na razie się zastanów, czy jesteś usługą czy wiedzą – i podeszła dwa kroki bliżej nowoprzybyłej. Wyglądało, jakby nie dbała, że właśnie zdradziła miejsce przebywania Anny przed Marionetką – i tak w istocie było. Przecież pomiędzy byłą Opętaną i małą blondyneczką znajdowała się ona i dwie Bestie. Nic nie miało prawa się stać, szczególnie, że ruchy skrzydlatej kontrolował z góry Orem. Sophie zaś musiała ponownie sprawić wrażenie, że panuje nad anarchistami.

    ...Na żywe skały, co za bajzel. Nic dziwnego, że Viper spieprzył.
    Mówiłam Ci, śliczna, że przyjmując ofertę tego ryżego agencika nie będziemy się nudzić!
    ...Ty nie będziesz się nudzić, Foll.
    Niuanse, niuanse.

    Zlustrowała dziewczątko niebieskim spojrzeniem, z konsternacją zauważając, że już całe było we łzach. Jakichś dziko ciemnych łzach. Jak jeszcze zaraz uderzy w ryk, przysięgam, Foll, wywalę ją za krawędź Osiedla. Jedyną oznaką irytacji Akrobatki było jednak tylko przeczesanie palcami niesfornej grzywki. Show must go on.
    Blondyneczka była niska i drobna. Twarzyczkę miało potłuczoną, wyciągnięte ręce całe w szwach i z charakterystycznymi, okrągłymi stawami. Nawet gdyby nie buzia – która nie miała charakterystycznej dla Szklanek cery – i tak z pewnością zaklasyfikowałaby ją jako Marionetkę. Niemniej, normalna laleczka już dawno znalazłby jakiegoś Marionetkarza, który by ją ładnie poskładał, dlatego też...
    Spojrzała jeszcze raz i sarknęła:
    – Za kolejne spóźnienie! Ile można na ciebie czekać? – Położyła ręce na biodrach, a Peste nie ruszył się nawet o krok. – Włączże myślenie!
    Domyśl się. Lepiej się domyśl, bo cię nie znam, nie mam twoich akt, choć każdy rebeliant był zobligowany do wysłania takiej wiadomości, a jednostki niebezpieczne i nieznane zasługują na specjalne traktowanie.
    Amonie, mam nadzieję, że twoje „przyjdę z pomocą” działa w ułamek sekundy, bo mam paskudne przeczucie, że może się niedługo przydać.
    _________________



    Inspiracje ubraniowe: 🌾 + 🌹 + 🌿

    Lisek
    [Usunięty]




    Wzrost / waga: /
    Wysłany: 7 Kwiecień 2015, 22:33   

    Na zewnątrz

    Niestety, wynikło tutaj nieporozumienie, a główną przyczyną jest głowa Anny. Owa ignorancja była spowodowana niczym innym jak samowolką powracających wspomnień byłego Opętańca, które dało wrażenie "zawieszenia". Anna mogła chować urazę wyłącznie przed samą sobą, gdyż nie poskromiła okazyjnych strzałów powracającej pamięci o jej nieznanej przeszłości.
    Aktualnie próbowała poskromić swój gniew z kilku powodów.
    A o to pierwszy! Sytuacja wymykała się jej spod kontroli. Miała tego wielką świadomość. Traciła zainteresowanie panny Opal. A zależało jej przecież na tym, żeby dobić targu, na którego szanse miała bardzo duże - jako przywódczyni organizacji MUSIAŁA coś o nich wiedzieć lub niekoniecznie o nich. Może sposób na powrót jej wspomnień? Wtedy nie musiałaby wchodzić w łaski innych osób za garść niepewnych informacji.
    A o to drugi! Ta warcząca hiena doprowadzała ją do szału. Jedyną zaletą tego szkaradztwa było to, że zabawnie wyglądało. Żeby tylko zamilkło... Jej prawa ręką już powoli sięgała po sztylecik, znajdujący się pod warstwą sukienki... Powstrzymała się. To nie ta chwila.
    No i przyszedł na trzeci. Tutaj już z czystym sumieniem mogła wyciągnąć ten sztylet. Umowa została złamana. Anna została świadomie ZLEKCEWAŻONA (No ona przecież nie chciała sprawić "przykrości" pannie Bugs...) przez odkrycie jej pozycji jakiemuś dzieciakowi. Samo przybycie tego bachora sprawiło zamknięcie drzwi na jakikolwiek targ. Przynajmniej na ten moment. Nie ufała nawet takiej zdezelowanej kruszynie - w tej krainie każdy mógł ją skrzywdzić - nikomu nie ufała.
    Decyzja zapadła szybko. Anna była świadoma, że przywódczyni ma obserwatorów (Nie zauważyła obecności Sofii). Dałaby sobie rękę uciąć. Jednak nie mogła pozostać dłużej na tym drzewie. Zbyt dużo ryzykowała, ponieważ sytuacja zaczęła wymykać się z normalnych ram, jakie chciała zachować. Przyszła chwila, w której ona znika.
    - Cadit quaestio... I w sumie to i to.
    Nie była świadoma obecności zwierzaka nad jej głową. W sumie to już za nią. Anna zeskoczyła z drzewa i biegła najszybciej jak się da - gdzie? Nieważne, jak najdalej od tego roju os.
    "I w sumie to i to" jest odpowiedzią na to, czy Anna jest usługą czy wiedzą. Wiedzę posiadała, tylko - trzeba ją wyciągnąć z czeluści pamięci.
    Cleaver
    [Usunięty]




    Wzrost / waga: /
    Wysłany: 12 Kwiecień 2015, 18:56   

    Marionetka nie pomyślała o tym, że może wywołać jakiekolwiek zamieszanie. Pamiętała jak została przyjęta do Anarchs mimo wielkich wahań większości osób z tego ruchu i wiecznego ukrywania się przez Viperem ze strachu przed mężczyznami. Jej niechęć do osób nadużywających władzy i dobre, oddane światu serduszko sprawiło, że nikt jej nie wygnał. Kto wie, może zmieni się to przy nowej liderce? Może tym razem mężczyzna okazał się bardziej wyrozumiały niż można by się spodziewać? Z resztą przez jej strachliwość i nieśmiałość zawsze trzymała się na uboczu i możliwe, że nikt jej nie zna. Co jak ją zabiją myśląc, że planuje zamach?
    Tak, bardzo prędko o tym pomyślałaś, Tasaczku! W momencie w którym przed sobą masz wielką, złą bestię, liderkę Anarchs, a niedaleko Ciebie znajduje się dziewczyna prawdopodobnie mającej do wcześniej wspomnianej jakiś interes. Tak się wpakowałaś w chwilę, że po prostu fanfary… A kierowca wstał i zaczął klaskać.

    W momencie, w którym Cleaver ujrzała przed sobą Peste stanęła w miejscu jak wryta i patrzyła na niego oddychając miarowo, łzy niemal natychmiast przestały płynąć po jej policzkach. Teraz zerkała niespokojnie to na bestię, to na Opal, to na Annę znajdująca się na drzewie, którą teraz już lepiej widziała po tym co zrobiła jej Liderka. Usłyszała jak kobieta wyraża swoje zdanie na temat jej spojrzenia i na jej policzkach pojawiły się delikatne rumieńce. Zastanowiła się chwilę po czym padła na kolana ze spuszczoną głową i powiedziała ledwo słyszalne:
    - Przepraszam.
    I wtem do je uszu dotarł odgłos stóp uderzających o podłogę. Zerknęła w tamtą stronę i zobaczyła jak nieznajoma ucieka. Szybko zerwała się na nogi i spytała niemalże błyskawicznie:
    - Łapać ją?
    Była w stanie dogonić kobietę dzięki karminowym trzewikom i uwiązać ją przy pomocy swej mocy. Nagle wydawała się zdecydowana. Nie wiedziała czy jej szefowa nie potrzebuje pomocy, a gdy chodziło o pomoc komukolwiek strach od niej odchodził. Nawet przestała zwracać uwagę na Peste, którego oddech mogłaby poczuć na swej skórze, gdyby nie była tak skupiona, że aż większość świata zewnętrznego, prócz Sophie i Anny nie była teraz istotna.
     



    Zmarły

    Karciana Szajka: Walet
    Godność: Aaron (Aron) Wels alias Amon
    Wiek: 27
    Rasa: Lunatyk
    Lubi: nadmorskie zamki, latarnie, przyglądać się torturom, nazywać siebie Władcą Czasu
    Nie lubi: lekceważenia czasu
    Wzrost / waga: 190cm / 86kg
    Aktualny ubiór: Czarny frak z gustowną, grafitową koszulą w jasne prążki i zgrabny, acz wyrazisty w swojej formie, ciemny cylinder.
    Znaki szczególne: białe włosy, czarne oczy, obcowanie z kapeluszami i zegarami
    Zawód: Latarnik
    Pan / Sługa: - / Doll
    Pod ręką: 1/2 blaszki zmartwienia
    Dołączył: 21 Lip 2014
    Posty: 484
    Ostrzeżeń:
     1/3/3
    Wysłany: 19 Kwiecień 2015, 14:22   

    Wewnątrz -> Na zewnątrz

    Aaron miał dość tej obserwacji. Gdy tylko uznał, że nowa osóbka jest nikłym zagrożeniem, zbiegł ze strychu po schodach i wyszedł tylnymi drzwiami na ogrody za domem. Szybkim krokiem przeszedł przez ścieżki ogrodowe i od flanki wyszedł ku dziewczynom. Ominęła go niemal cała atrakcja w postaci dyscypliny według Sophie, stosowanej na marionetce. Widział ostatnie momenty tego zajścia - domniemane przeprosiny na klęczkach - gdy był na ostatniej prostej; prostej przemierzanej już truchtem, bo mignęła mu w dali uciekająca, domniemana rozmówczyni z drzewa. A wówczas nabrała dynamizmu postawa Cleaver i przerodziła się w stanowczą: gotowość do pościgu.
    Zatrzymał się przy ich dwójce.
    - Czas mi powiedział, że już pora. - Zwrócił się do Opal, sugerując gonitwę za dziewczyną, lustrując spojrzeniem tę nową. Nie miał pewności, że jest godna zaufania, dlatego wolał zostawić przedstawianie się i inne takie rzeczy na później. Nie trudno było doszukać się na jego twarzy śladów zadziwienia zachowaniem Cleaver, choć nie były one wylewnymi. Ciężko, aby oduczył się w jeden dzień stawiania wszystkich niżej od siebie, a gdy ktoś jeszcze dodatkowo okazuje swoją słabość... cóż, jego ego pragnie osiągnąć niebotyczne rozmiary.
    W dłoni trzymał dwa zegary kieszonkowe, zawieszone na łańcuchach, oplatające się wokoło siebie za sprawą owalnych ruchów nadgarstka. Wyjął drugą dłonią materiałową, kremową i czystą chustę z kieszeni fraku i podał zapłakanej dziewczynie.
    _________________


    x x x x
      
     



    Sztukmistrz

    Anarchs: Przywódczyni Rebelii
    Godność: Sophie "Opal" Bugs / Esmé de Chardonnay
    Wiek: gdy ukrywa arogancję, wygląda na nastolatkę.
    Lubi: suszone owoce i nowe moce
    Nie lubi: niekompetencji i braku kontroli | czekolady i deszczu
    Wzrost / waga: 1,80m bez obcasów / 65kg
    Aktualny ubiór: Dopasowana burgundowa suknia o długich rękawach - spódnica opadająca do kostek składa się z szerokich, niemal prześwitujących pasów koronek. Na ramionach etola z futra lodowego lisa, dodatkowo rękawiczki, a na nich pierścienie. Pantofle na wysokim, masywnym obcasie widoczne są spod spódnicy. Kreska na oku, dopasowany do cery puder oraz koralowa szminka. Włosy splecione w koronę, nad karkiem szkarłatna brosza spinająca warkocze.
    Znaki szczególne: palce o czterech stawach; wytatuowane imię na miękkiej części prawego nadgarstka
    Zawód: oficjalnie sekretarz arcyksięcia
    Pod ręką: skórzana aktówka, parasolka oraz Artefakty
    Bestia: Likyus z rdzawą gwiazdą na pysku (Orem), jadowicie zielony Avi (Verde), Alam (Riehl) o grzbiecie pełnym czarnych magnolii
    Nagrody: Bolerko-niewidko, Krwawa Broszka, Cukrowe Berło, Maska Tysiąca Twarzy, Bursztynowy kompas
    Stan zdrowia: z tkliwą raną postrzałową w mięśniu dwugłowym lewego ramienia
    SPECJALNE: Administrator Pomocniczy, Mistrz Gry | Odkrywca Drugiej Strony Lustra
    Dołączyła: 28 Cze 2012
    Posty: 559
    Wysłany: 23 Kwiecień 2015, 00:21   

    Na zewnątrz

    Dobra, że tak się to skończy, Sophie zupełnie nie podejrzewała. W myślach cały czas mając, że Amon obserwuje je z domu, zaś Sofia kryje się gdzieś niedaleko, zupełnie zapomniała, że nieznajoma kobieta wymagała spotkania w cztery oczy i jedno małe zakłócenie w osobie dziewczynki może spowodować zerwanie umowy.
    Nim zdążyła dokończyć „łajanie” Marionetki, białowłosa rzuciła parę słów (dobrze, że nie na wiatr) i już po chwili zmykała. Z kolei błyskawiczna przemiana blondyneczki z płaczki w osobę gotową do pościgu nieco Akrobatkę zastanowiło, jednak niebieskooka położyła tylko dłoń na jasnych puklach jakby w ramach pocieszenia.
    – Nie trzeba, dziecko – westchnęła. – Nie była więźniem. – Przeszukała spojrzeniem okoliczne gałęzie i zawołała cicho: – O-rem! – jakoś tak z akcentem na drugą sylabę, a potem wskazała ręką w kierunku, w którym już znikała Anna. – Trzymaj trop!
    I spory, opierzony wilkor wyskoczył ponad korony drzew i rozłożył ciemne skrzydła, podążając za uciekinierką w tak dalekiej odległości, jak tylko było to możliwe bez tracenia nitki zapachu ciągnącej się za białowłosą.
    Sophie na koniec odgarnęła jeszcze blond włosy z twarzyczki dziewczyny, a potem zwróciła do Amona, który przybył chwilę temu.
    – Ruszysz za nią? – spytała, splatając ręce na piersi. – Z twoimi zdolnościami dogonienie jej nie będzie bardzo trudne. Likyus wskaże ci drogę. – Kobieta przeniosła ciężar ciała z nogi na nogę. – Może chciała coś konkretnego? Spróbuj się dowiedzieć, bo ostatnie co mi powiedziała, to że jest i usługą, i wiedzą. To prawdopodobnie ocalony Cyrkowiec, była Opętana. Robiła mgliste metafory w kierunku Wielkiej Selekcji Naturalnej. – Akrobatka jeszcze raz spojrzała w kierunku, gdzie zniknęli Anna i Orem i dodała: - Zbajeruj ją jakoś, bo jak na razie informacji o Anarchs nie posiadasz – uśmiechnęła się cierpko. – Liczę na ciebie, Zegarmistrzu.
    A tak, wielka-i-potężna ranga naszego Lunatyka została wyjawiona celowo.

    Wtedy też Sophie odwróciła się ponownie do Marionetki i przyklękła, by ich oczy znalazły się na jednym poziomie.
    – Jak masz na imię? Ja jestem Opal. – Chwila namysłu, jakby dla dobrania odpowiednich słów. – Nie wolno ci na więcej razy wpadać z takim impetem, bo możesz, jak na przykład przed chwilą, pokrzyżować mi plany. Musisz być bardziej roztropna – spojrzała w oczy dziewczynki, ale ton choć oznajmiający, niemal beznamiętny, nie był rozdrażniony lub karcący, zaś smukła, niemal karykaturalna dłoń Cyrkowej spoczęła na ramionku Cleaver. – Straszenie zwierząt, które zazwyczaj towarzyszą mnie lub mojej prawej ręce, też nie jest najlepszym pomysłem – żartobliwe zmrużenie oczu. – Kiedy cię poznają, osóbko nie-wiadomo-skąd, będzie łatwiej. I po trzecie, przy mnie musisz się nauczyć szybko kojarzyć fakty. Jesteś Szmacianką, prawda? Poznałam niemal od razu, bo moim poprzednim zajęciem było między innymi klasyfikowanie i ewentualne unieszkodliwianie innych istot. – Zabrała rękę i położyła ją obok drugiej, na kolanie. – Więc kiedy nakazałam „włącz myślenie”, jak myślisz, co miałam na myśli?
    Po odpowiedzi blondynki – takiej jak się spodziewała lub innej – wstała i machnęła na Cleaver, by szła za nią. Ruszyła w kierunku Chatki, wołając przy okazji „Różyczkę”, by wyszła i jej pomogła. Nie, nie w zginięciu ciał zalegających w salonie, choć Akrobatka bardzo by chciała. Pokazała Sofii Marionetkę licząc, że duch lalkarza obudzi w różowej współczucie lub litość lub co tam odczuwa się na widok takiej bidulki i niebieskooka będzie ją miała z głowy, bo jakoś nie czuła się na siłach, by stanowić emocjonalne wsparcie.
    Zapytała jeszcze dziewczynkę pro forma – trochę idiotycznie, biorąc pod uwagę, że Cleaver prawdopodobnie jest Szmacianką – czy nie ma nic przeciwko Marionetkarzom, i że ta tutaj jest akurat absolutnie wyjątkowa.
    Podczas krótkiego spaceru przez naprawdę krótki trawnik Sophie zdążyła ze trzy razy pomyśleć, że chyba przydałby się jej ktoś, kto zrobiłby jej wykład na temat odpowiedniego odczuwania uczuć i emocji.

    Machnęła ręką, by dziewczęta weszły do salonu pierwsze – naprawdę trzeba zrobić coś z tymi ciałami na sofie – mówiąc, że musi coś jeszcze dokończyć i zaraz dołączy. A potem, już w samotności, na samym środku ganku, wysłuchała zjadliwej tyrady Folly o jej stanie umysłu oraz pojemności czaszki w stosunku do objętości i stanu pofałdowania mózgu. Na co komu Pokerowe Lustereczko gdy ma się w głowie drugą jaźń?
    A teraz jeszcze będzie się musiała użerać z tym albinosem. Nikt nie potrafił wyprowadzić Sophie z równowagi równie sprawnie co stoik.
    Przeniosła glinianą doniczkę, w której na razie nie miała czasu i ochoty by cokolwiek sadzić, na drugą stronę ganku i teraz mieliśmy nierówność, o którą w liście prosił Upiorny: cztery naczynia po tamtej stronie przejścia do drzwi oraz dwie po stronie naszej Akrobatki. Właśnie wskoczyła na balustradę, by uniknąć ponownych hec z otwieraniem drzwi i postanowiła zaczekać na zewnątrz.
    Aż jestem ciekawa, co bielak wydziwi, żeby dostać się tu incognito.
    – Ja chyba nawet też, Foll – odmruknęła na głos, rozkładając list od Rosarium, by go ponownie przeczytać.
    _________________



    Inspiracje ubraniowe: 🌾 + 🌹 + 🌿

     



    Upiorny Arystokrata

    Godność: Jego Wysokość Arcyksiążę Rosarium, Lord Protektor Krainy Luster
    Wiek: Niektórzy czynami starają się dowieść, że zbyt długo już Rosarium żyje na tym świecie, choć on sam jest odmiennego zdania.
    Rasa: Upiorny Arystokrata
    Lubi: Równy krok marszowy arcyksiążęcych legionów, które białą i czerwoną różę niosą do najdalszych zakątków krainy luster; zapach kwiatów w ogrodach Różanego Pałacu i spokojny szum fontann.
    Nie lubi: Nieposłuszeństwa i fałszywych idei, niszczących piękno niewinnych oczu, niegdyś szczęścia tylko pragnących.
    Wzrost / waga: 178 / 70
    Aktualny ubiór: .
    Znaki szczególne: Tykowość
    Pod ręką: Złoty zegarek kieszonkowy
    Bestia: Alphard (Rubeol), Forets (Tenebrae)
    Nagrody: Lustrzany Pierścień, Zegarmistrzowski Przysmak, Nić Opętania, Lodowy Klejnot, Kamień Duszy, Umbraculum
    SPECJALNE: Administrator, Mistrz Gry | Mister Spectrofobii 2011, Najlepszy Pisarz 2012
    Dołączył: 28 Gru 2010
    Posty: 1342
    Wysłany: 24 Kwiecień 2015, 12:11   

    Negocjacje przed Kipiącą chatką od jakiegoś czasu były uważnie obserwowane przez parę złotych oczu schowanych wśród liści najwyższych gałęzi okolicznego drzewa. Spojrzenie to było świadkiem ogromnych dziwactw jak nagła ucieczka, sprowokowana pojawieniem się dość niegroźnej osoby, która ponadto wyraźnie współpracowała z przywódczynią Anarchs - co mogłoby zostać zakwalifikowane jako sławetne już culpa in contrahendo, czy też przesadnie wodospadooczne dziecko, które choć jeszcze chwilę temu wydawało się przerażone obecnością zwierzęcych strażników, teraz niczym lis gończy pyta tylko, czy gonić.
    Zresztą pewnie nie tylko te oczy obserwowały całą sytuację, nie wolno zapomnieć o innych zwierzątkach, jak okoliczne ptaki, pająki wijące sieci pośród gałęzi drzew, czy choćby maleńkie futerkowce sprawdzające co to za krzyki. Kto wie, może nawet mamy w okolicy jakiegoś Fenka? Dlaczego więc to jedno stworzenie jest na tyle istotne? Gdyż nie interesuje go sprzeczka pomiędzy SCR i Anarchs, nie przejmuje się wcale wypowiadanymi słowami, pojawiającymi się coraz to nowymi osobami, a czeka. Cierpliwie i wytrwale wyczekuje zaistnienia dość konkretnego zdarzenia, tego jedynego, które ją interesuje, a które ziszcza warunek zgody na pojawienie się w Kipiącej dodatkowej jeszcze osoby.
    W końcu nikt nie chce przychodzić na tak ważne przyjęcie niezaproszony, a już szczególnie jeżeli połączone jest to z uznawaniem go za persona non grata. Z tego właśnie powodu, żeby samemu nie niepokoić zbyt wcześnie swoją obecnością Cyrkowca, a jednocześnie dać jej szansę wyboru, musiał wysłać swoistego zwiadowcę - alpharda Rubeola.
    Gdy tylko przed chatką zrobiło się już pusto, w pościg ruszył, kto do pogoni był wyznaczony, uciekający już dawno zniknęli gdzieś w odmętach okolicy, a pozostali - z jednym, dość istotnym wyjątkiem - weszli do chatki, by tam kontynuować posiedzenie, sowa rozwinęła skrzydła, widząc zaburzanie symetrii ganku - umówiony wcześniej sygnał, świadczący z jednej strony o zgodzie na przybycie tutaj nieoczekiwanego sojusznika Anarchistów, z drugiej zaś o zakończeniu ustaleń merytorycznych, w których nie powinien brać udziału nikt spoza ścisłego grona członków organizacji. Sophie mogła zobaczyć jak różowa plamka zlatuje z drzewa i znika gdzieś w okolicznych krzakach, by po chwili na ścieżce pojawił się wspomniany wcześniej gość.
    Szedł krokiem szybkim, nie zajmując się zbytnio zważaniem na tutejszych strażników, ufny, że Esme będąc poinformowana o jego przybyciu nie rzuci na niego swych pupili. Miał ponadto jeszcze jednego gwaranta. Skąd natomiast może wiedzieć, że to właśnie on, skoro wcześniej nie wiedziała, że jest właścicielem Alpharda? Oczywiście ze względu na pojawienie się go tuż po przestawieniu donic. Trudniej byłoby rozpoznać go po ubiorze, zwykle przystrojony pięknymi barwami, dziś w wypłowiałym błękicie i dominującej szarości. Wypadałoby jednak opisać co miał na sobie - była to przede wszystkim szeroka peleryna podróżna, lekko przybrudzona na końcu - co jednak nie jest dziwne, biorąc pod uwagę jej długość, Miał na sobie także szarą, wełnianą, niebieską marynarkę z zbyt długimi rękawami, które przysłaniały mankiet białej koszuli, której ostatni guzik, przy kołnierzu był rozpięty. Dodać należy jeszcze grafitowe spodnie oraz buty. Buty, właśnie... Nie mam na nie pomysłu, więc zakończę jedynie lakonicznym stwierdzeniem, że są. Nie wolno nam jednak zapomnieć o popielatym homburgu z dziwnie dużym rondem, jak na ten rodzaj kapeluszy, a także rzecz najistotniejsza - maska. Musiał w końcu ukryć swoją twarz, a liczył, że Sophie nie będzie chciała tak szybko i pochopnie ujawniać z kim współpracuje Anarchs, by móc najpierw przygotować ich na to. Maska odsłaniała usta, na potrzeby przebrania przyozdobione całkiem gęstą, choć krótką brodą i wąsy. Oczywiście sztuczne, bo Rosarium nie zdążyłby - w ukryciu przed swoją żoną - w ciągu kilku ledwie godzin wyhodować prawdziwej. Wracając jednak do tej nieszczęsnej, bo porzuconej w opisie maski, należy dodać, że jest ona koloru białego, z czarnym obramowaniem. U góry kończy się na wysokości ronda kapelusza, a na dole na żuchwie. Jego spojrzenie skierowane było w stronę przywódczyni Anarchs.
    Gdy tylko znalazł się bliżej niej podniósł dłonie nieosłonięte tym razem przez rękawiczki i dotknął palcami lewej ręki pierścienia, poprawiając go na palcu. Nic nie znaczący gest, po którym dłonie znów opadły, chowając się pod szarym materiałem.
    - Mam nadzieję, że wybaczysz mi tę niedogodność. Po prostu mam niezwykle zatroskaną żonę. - Mówiąc to jego dłoń powędrowała w górę, a palce dotknęły maski, w miejscu, w którym skrywała jego policzek.
    - Skoro mamy współpracować - Powoli chwycił rękę Sophie, a chwilę później położył na jej dłoni maleńką kartkę, oczywiście o ile anarchistka mu w tym nie przeszkodziła. - Uznałem, że wypadałoby pozwolić Ci zachować kontrolę nad spotkaniem.
    Kiedy Bugs rozwinęła list, mogła przeczytać krótkie, ponumerowane zdania, które po krótkim ledwie rzucie okiem, można było scharakteryzować jako zagadnienia, które Rosarium miał zamiar poruszyć. Mówiąc prościej pozwolił jej dokonać swoistego rodzaju cenzury, wybierając co jej ludzie mają usłyszeć.
    Właściwie wypadałoby już wejść do środka, jednak postanowił, że poczeka aż Sophie spokojnie przejrzy tematy i sama zaprosi go do swoich kompanów. Czemu więc, skoro nie zależy mu wcale na czasie, postanowił jej przekazać to w formie pisemnej? Żeby nikt przypadkiem nie dosłyszał o czym rozmawiają. W końcu po to były numerki, by Sophie mogła mu jedynie przez liczby wskazać jakich tematów sobie nie życzy. Sam spis tematów pozwolę sobie jednak ustalić prywatnie z samą zainteresowaną. Nie chcemy przecież spoilerów.
    _________________

    *****
    Lisek
    [Usunięty]




    Wzrost / waga: /
    Wysłany: 1 Maj 2015, 12:41   

    Była świadoma dwóch wariantów rozwoju sytuacji. Jeżeli wzbudziła wystarczające zainteresowanie u przywódczyni anarchistów, zapewne ktoś ruszy za nią w pościg, by ściągnąć ją z powrotem do miejsca ich spotkania. Jeśli jednak nie - dadzą jej uciec, nie przeszkadzając jej w żaden sposób. W przypadku pierwszej możliwości, była mała szansa, żeby coś cokolwiek ugrać, nawet za cenę walki z potencjalnym "ogonem". W takim razie niekorzystnie byłoby ślepo biec do krawędzi i skoczyć na nadlatującą skałę, która zabrałaby ją w inne miejsce. W miejsce, w którym nie wiedziałaby co robić dalej. Przecież nie będzie zaczepiać każdego napotkanego stworzenia, pytając się o MORIĘ i czy jest ktoś kto byłby zdolny do odblokowania swego rodzaju bariery w jej głowie. W przypadku drugiej opcji byłaby już zupełnie niezależna i mogłaby działać na własną rękę.
    Zatrzymała się. Nadal otaczało ją królestwo drzew i krzewów. Od tego kolorowego i bajkowego krajobrazu robiło jej się nie dobrze. To nie był jej klimat. Czemu nie wybrali sobie innego miejsca? Na przykład ruiny zamku? To byłoby bardziej adekwatne do charakteru ich organizacji.
    Nawet jeśli otoczenie wprawiało ją o mdłości, nie zamierzała stąd odejść. Podjęła decyzję - poczeka na ogon i podejmie się koniecznej walki. Żelaznoskrzydlata przegryzła wargę z niezadowolenia. Była świadoma, że jeżeli dojdzie do bitwy to będzie musiała przegrać. Chyba że pojawi się zagrożenie życia - zmieni decyzję. Jeżeli nic się nie pojawi w przeciągu kilku minut, to będzie stąd zmykać. Nad dalszymi procedurami jeszcze się zastanowi.
    Zboczyła ze ścieżki i ruszyła w gąszcz krzaków. Mniej więcej po minucie marszu napotkała na godne jej drzewo - wysokie, z gęstą koroną, pień jak i gałęzie były nienaturalne grube. Uśmiechnęła się szyderczo i wspięła się do połowy wysokości jej kryjówki.
    Ale jestem monotonna...
    Przykucnęła na gałęzi, ujęła w dłoń sztylet i oczekiwała... Obserwowała otoczenie, obierając głównie kierunek, z którego ona przyszła. Skupiła się też na kwestii dźwiękowej - znajdowała się w takim miejscu, gdzie o wywołanie hałasu nietrudno. Usłyszała szelest. Możliwe, że był to wysłany za nią Orem - czy faktycznie tak było, niech zdecyduje właścicielka zwierza.
    Anna była w gotowości.
     



    Zmarły

    Karciana Szajka: Walet
    Godność: Aaron (Aron) Wels alias Amon
    Wiek: 27
    Rasa: Lunatyk
    Lubi: nadmorskie zamki, latarnie, przyglądać się torturom, nazywać siebie Władcą Czasu
    Nie lubi: lekceważenia czasu
    Wzrost / waga: 190cm / 86kg
    Aktualny ubiór: Czarny frak z gustowną, grafitową koszulą w jasne prążki i zgrabny, acz wyrazisty w swojej formie, ciemny cylinder.
    Znaki szczególne: białe włosy, czarne oczy, obcowanie z kapeluszami i zegarami
    Zawód: Latarnik
    Pan / Sługa: - / Doll
    Pod ręką: 1/2 blaszki zmartwienia
    Dołączył: 21 Lip 2014
    Posty: 484
    Ostrzeżeń:
     1/3/3
    Wysłany: 6 Maj 2015, 22:15   

    LAS


    Z chustą bądź nie, wyruszył na pościg za stworzeniem Opal. Tak, oczywiście - odparł… towarzyszce w zarządzaniu czasem? Wysłuchał co jeszcze miała do powiedzenia, analizując te informacje w drodze. Otulone w epitetach metafory, nie napawały klarownością umysłu Amona. Nadal to, co było celem Opętanej, pozostawało w kwestii domysłów. I niechaj Aaron ma domysły w opiece, niech nie ulecą z jego dłoni i nie przyjmą postaci "rozbitego szkła".
    A jednak rozległ się trzask, oznaczający po prostu błędne domysły:
    Chciałaby powiedzieć coś o MORII, sugerując przy tym, że jest na jej usługach, w co Opal nie chciała wierzyć. Zwiastowała koniec słabym rasom w świetle nadchodzących zagrożeń, ale to także było wątpliwe. Bo nic z tego nie zainteresowało Opal na tyle, by się bliżej temu przyjrzała. Albo głupia, albo sprytniejsza od niej. Ale i sprytniejszy czasem może się zgubić w swojej chytrości. Dlatego, dla bezpieczeństwa, wysłała mnie na pościgi.
    Oj, chciałbyś apokalipsy zasmakować, prawda? Móc zatrzymać świat w ostatniej jego sekundzie – czy istnieje coś bardziej wartościowego od zatrzymania końca?
    Wypowiedzenie jego rangi zignorował. Teraz zignorował. W przyszłości powie dziwopalczastej, że woli samodzielnie rozgłaszać swoją wielkość, ale bardzo jej podziękuje, że dostrzega w nim te wyjątkowość.


    A tak właściwie to co Amon wyprawia? On od paru dobrych lat unika szerszych kontaktów z istotkami. Stał się trochę aspołeczny, myślący o sobie i kim nie jest, a reszta nieważna. Więc ma prawo mylić się w osądach, rozumieć coś wspak. A że spotkanie z Revi wymusiło na nim zmianę, które tym większe są, że jeszcze mu się zapoznać z Anarchs zachciało, to wszystko go trochę przytłacza i nie odnajduje się w tym poprawnie. Choć myśli, że nadal wszystko jest w porządku, bo zadufania w sobie nie sposób na półkę odstawić w trymiga. Błędne myślenie, niepoprawne wnioski, przebarwienie faktów? Tylko skutki uboczne, może z czasem mu przeminą.


    Przemierzał pojedyncze zarośla, goniąc za posturą wilczego, skrzydlatego stworzenia, sunącego w powietrzu, zbaczając od głównej ścieżki. Gonił za nim, aż ten zatrzymał się parę metrów od drzewa rosnącego w gąszczu krzaków i w towarzystwie wielu innych.
    - Doskonale. - złożył dłonie przy ustach na znak powodzenia.
    Trzymane w dłoniach zegary zatrzymały czas, a Lunatyk rozglądał się dookoła, poszukując poszukiwanej. Wdrapał się na drzewo i tutaj ją też zastał. Przysiadł za nią, delikatnie chwycił jej dłoń i wydobył z niej sztylet, trzymany przez nią w całkiem inny sposób niż on to zwykł robić. Cóż, każdy ma swoje sposoby, niektóre zapewne przystosowane pod specyficzne warunki konstrukcji dłoni. - tak wspomniał o możliwościach jakie może sprawiać odpowiednie ostrze w bardziej giętkich dłoniach - takich jak dłonie Opal. I moment podpadnięcia niej stał się jeszcze bardziej pożądany.
    Aaronie, od ubytku egoizmu stałeś się masochistą!
    Przeniósł się na gałąź naprzeciwko Liska. Sztylet wbił w gałąź, w połowie odległości między nimi. przystawił palec do swoich ust w geście milczenia, a przynajmniej nie krzyczenia, i przemówił dobrotliwym głosem:
    - Cyrkowcu, przyszedłem porozmawiać. O tym, co miałaś do powiedzenia, a czego Dziwnopalczasta nie chciała słuchać, znudzona nadmiernym wysiłkiem takich akcji.
    Odczekał sekundę i zatrzymany czas ruszył w przód.
    Co Anna mogła poczuć? Jak w jednym momencie straciła sztylet, Nieznajomy się jej ukazał, przemieścił i wypowiedział do niej powyższe słowa. Wszystko w ułamku sekundy, bo tylko dla Aarona powyższe czynności, wraz z poszukiwaniem poszukiwanej, zajęły parę minut – dla reszty właściwie nic. Siła zatrzymania czasu jest niewątpliwie ogromna.
    _________________


    x x x x
    Sofia
    [Usunięty]




    Wzrost / waga: /
    Wysłany: 29 Maj 2015, 21:21   

    Przed domkiem -> domek


    Gotowa do działania, ale w sumie nie było jej działanie potrzebne. Tak, zazwyczaj nie jest, bo i ona średnio jest gdziekolwiek potrzebna... To trochę smutne, jak bardzo niepotrzebną istotą się stała... Ha, i to marionetki ponoć często miały takie odczucia. Zabawne, nie sądzicie?
    Ale, ale, ale! Plus jest taki, że pojawiła się właśnie marionetka. Którą kazano się Sofii zająć. Tak, to jest ten moment, w którym okazuje się, że różowa jednak czasami jest przydatna. Ba, wręcz niezastąpiona w tym towarzystwie. Jaki inny marionetkarz postanowiłby dołączyć do Anarchs? Do tego, jak by na to nie patrzeć, Sofia nie była jakimś tam marionetkarzem - była jedną z najlepszych. Prawdopodobnie właściwie to najlepszą, jak już wcześniej zdążyło jej zaświtać w głowie.
    Więc nie może tego zepsuć.

    Peleryna przestała działać więc i już nie kryjąc się wyszła zza drzewa jednocześnie ściągając kaptur z głowy. Podeszła do marionetki spokojnie, uśmiechając się i będąc dosłownie wcieleniem różowej cukierkowatości. Do tego wręcz promieniowała radością i chęcią niesienia pomocy o ile można tak to ująć. Po prostu cieszyła się, że spotyka kolejną, jakże niezwykłą marionetkę. Nie piękną klasycznie, ale piękną swym osobliwym innym pięknem szmacianki. Doskonała w swej ułomności. Wiedziała, że wiele osób cierpi na kompleksy bo są inni ale absolutnie tego nie rozumiała.
    Marionetka nie była o wiele od niej mniejsza, więc nawet nie musiała się schylać ani aż tak nie odczuła faktu, że dziewczątko jest niewielkie (choć to faktycznie specyficzny spotkać kogoś od siebie niższego przy jej wzroście).
    - Cześć, jestem Róża – przywitała się na wstępie już zmieniając delikatnie formę. Bądź co bądź Różyczka brzmi maksymalnie dziecinnie. Ona AŻ TAK dziecinna nie jest. – Marionetkarka. Pomóc ci z czymś? – dodała.

    Faktycznie Sophie nie musiała się już za bardzo przejmować Clever. Sofia zaprowadziła ją do domku idąc za Sophie. Tam podała jej herbaty i może coś jeszcze jeśli marionetka chciała i o ile Sofia to znalazła. Oczywiście, że Sofia wiedziała, że marionetka nic nie musi, ale to nie oznacza że trzeba ją traktować jako kogoś gorszego tudzież innego. No chyba, że chciała by traktować ją jako inną. Na traktowanie jako gorszą Sofia by się nie zgodziła. I byłoby to co najmniej dziwne, gdyby marionetka z takim podejściem postanowiła należeć do Anarchs.
    Pozwoliła marionetce wybrać sobie miejsce. Sama wciąż stała i patrzyła z zafascynowaniem na marionetkę aż w końcu spytała:
    Nie potrzebujesz przypadkiem… naprawy?
    W końcu w tym była najlepsza i to by mogła z łatwością zrobić. Ale z drugiej strony nieco obawiała się, że tym pytaniem zepsuła sprawę. Dlatego szybko dodała:
    Nie żebym uważała, że koniecznie coś w tobie trzeba poprawić, ale jeśli cokolwiek by ci dolegało czy nie odpowiadało to możesz mi powiedzieć…
    Czy nie zepsuła jeszcze bardziej? Cóż… To się okaże.
    Z roztargnieniem poprawiła włosy i sama oklapła na krzesło naprzeciw marionetki.
    Wyświetl posty z ostatnich:   
    Po drugiej stronie krzywego zwierciadła... Strona Główna
    Odpowiedz do tematu
    Nie możesz pisać nowych tematów
    Nie możesz odpowiadać w tematach
    Nie możesz zmieniać swoich postów
    Nie możesz usuwać swoich postów
    Nie możesz głosować w ankietach
    Możesz załączać pliki na tym forum
    Możesz ściągać załączniki na tym forum
    Dodaj temat do Ulubionych
    Wersja do druku

    Skocz do:  



    Copyrights © by Spectrofobia Team
    Wygląd projektu Oleandra. Bardzo dziękujemy Noritoshiemu za pomoc przy kodowaniu.

    Forum chronione jest prawami autorskimi!
    Zakaz kopiowania i rozpowszechniania całości bądź części forum bez zgody jego twórców. Dotyczy także kodów graficznych!

    Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
    Template AdInfinitum
    Strona wygenerowana w 0,39 sekundy. Zapytań do SQL: 9