• Nie minęło zbyt wiele czasu od rozpoczęcia działalności AKSO, a po całej Otchłani rozniosła się wieść o tajemniczej mgle, w której znikają statki. Czytaj więcej...
  • Wstrząsy naruszyły spokój Morza Łez!
    Odczuwalne są na całym jego obszarze, a także na Herbacianych Łąkach i w Malinowym Lesie.
  • Karciana Szajka została przejęta. Nowa władza obiecuje wielkie zmiany i całkowitą reorganizację ugrupowania. Pilnie poszukiwani są nowi członkowie. Czytaj więcej...
  • Spectrofobia pilnie potrzebuje rąk do pracy! Możecie nam pomóc zgłaszając się na Mistrzów Gry oraz Moderatorów.
Trwające:
  • Skarb Pompei
  • Zmrożone Serce


    Zapisy:
  • Chwilowo brak

    Zawieszone:
  • Brak


  • Drodzy użytkownicy, oficjalnie przenieśliśmy się na nowy serwer! Dokładne informacje na fanpege'u Spectrofobii lub forumowym Discordzie (odnośniki po prawej)!



    Zapraszamy do zapoznania się z Uśrednionym Przelicznikiem Waluty. Mamy nadzieję, że przybliży on nieco realia Krainy Luster i Szkarłatnej Otchłani.

    Szykujcie się na słodkie Walentynki i Dziewannę!

    Zimowa Liga Wyzwań Fabularnych nadeszła. Ponownie zapraszamy też na Wieści z Trzech Światów - kanoniczne zdarzenia z okolic Lustra i Glasville. Strzeżcie się mrocznych kopuł Czarnodnia i nieznanego wirusa!

    W Kompendium pojawił się chronologiczny zapis przebiegu I wojny pomiędzy Ludźmi i KL. Zainteresowanych zapraszamy do lektury.

    Drodzy Gracze, uważajcie z nadawaniem swoim postaciom chorób psychicznych, takich jak schizofrenia czy rozdwojenie jaźni (i wiele innych). Pamiętajcie, że nie są one tylko ładnym dodatkiem ubarwiającym postać, a sporym obciążeniem i MG może wykorzystać je przeciwko Wam na fabule. Radzimy więc dwa razy się zastanowić, zanim zdecydujecie się na takie posunięcie.

    Pilnie poszukujemy Moderatorów i Mistrzów Gry. Jeżeli ktoś rozważa zgłoszenie się, niech czym prędzej napisze w odpowiednim temacie (linki podane w polu Warte uwagi).

    ***

    Drodzy użytkownicy z multikontami!
    Administracja prosi, by wszystkie postaci odwiedzać systematycznie. Jeżeli nie jest się w stanie pisać wszystkimi na fabule, to chociaż raz na parę dni posta w Hyde Park
    .
    Marionetki – otwarte
    Kapelusznicy – otwarte
    Cienie – otwarte
    Upiorna Arystokracja – otwarte
    Lunatycy – otwarte
    Ludzie – otwarte
    Opętańcy – otwarte
    Marionetkarze – otwarte
    Dachowcy – otwarte
    Cyrkowcy – otwarte
    Baśniopisarze – otwarte
    Szklani Ludzie – otwarte
    Strachy – otwarte
    Senne Zjawy – otwarte
    Postaci Specjalne – otwarte

    Ponieważ cierpimy na deficyt Ludzi, każda postać tej rasy otrzyma na start magiczny przedmiot. Jaki to będzie upominek, zależy od jakości Karty Postaci.



    » Miasto Lalek
    Poprzedni temat :: Następny temat
    Autor Wiadomość
     



    Zmarły

    Karciana Szajka: Walet
    Godność: Aaron (Aron) Wels alias Amon
    Wiek: 27
    Rasa: Lunatyk
    Lubi: nadmorskie zamki, latarnie, przyglądać się torturom, nazywać siebie Władcą Czasu
    Nie lubi: lekceważenia czasu
    Wzrost / waga: 190cm / 86kg
    Aktualny ubiór: Czarny frak z gustowną, grafitową koszulą w jasne prążki i zgrabny, acz wyrazisty w swojej formie, ciemny cylinder.
    Znaki szczególne: białe włosy, czarne oczy, obcowanie z kapeluszami i zegarami
    Zawód: Latarnik
    Pan / Sługa: - / Doll
    Pod ręką: 1/2 blaszki zmartwienia
    Dołączył: 21 Lip 2014
    Posty: 484
    Ostrzeżeń:
     1/3/3
    Wysłany: 10 Marzec 2016, 22:41   Karczma Lalek

    Jedna z wielu lokacji miasteczka lalek, w której te żywe istoty stanowią w całości zatrudniony personel. Nie jest to jednak zwyczajna piwna popijawa. W tym miejscu nic nie jest zwyczajne.
    Poczynając od wejścia - drzwi przypominają wielgachne, okrągłe tarcze, choć bardziej są to denka po beczce piwa (zważywszy na nadrukowane napisy), którym za zawiasy robią... również drewniane kończyny. Nikt jednak nie pociął w tym celu żywej marionetki - och nie! - to jedne z wielu ruchomych elementów, których budowa bazuje na mechanizmach marionetkarzy.
    Mechanika gości tu w wielu wymiarach, barman często dwoi się i troi (dosłownie) aby obsłużyć każdego klienta osobiście. Stoliki poruszają się po wielkiej tarczy zegara, pośrodku której znajduje się scena, gdzie co wieczór występują lokalni grajkowie. Beczki piwa turlają się pod nogami klientów, wynurzając się z zapadni i docierając do stolika, gdzie kelnerki-malutkie lalki nalewają trunek do kufli. Jest ich tyle, ze niemal każdy gość ma osobista kelnerkę, która przygotowuje jegomościowi zamówienie. Bogactwo piw zadziwia niejednego ich smakosza - większość z nich to lokalne specyfiki, ale nie brakuje też unikatów importowanych z całej Krainy Luster.
    Wnętrzu karczmy nie brakuje kolorów, a ściany zapełnione są licznymi malunkami. Jeśli ktoś szuka spokojniejszego miejsca, może wyjść z trunkiem na dziedziniec i pośród drzew spożyć swoje piwo. Tutaj też znajduje się palarnia, gdyż z oczywistych względów wewnątrz jest to absolutnie zabronione. Nikt nie chce przecież świeżo spalonej lalki bądź zatrutej dymem!
    Jeśli szukasz uśmiechniętych twarzyczek zarówno tych drobnych jak i wyższych lalek, chcesz wypić kufel bądź dwa dobrego piwa i zamierzasz nie oszczędzać każdej monety w kiermanie, z pewnością powinieneś się tu (koniecznie!) pojawić.
    Ważne jednak jest to, byś nie uległ sceptycyzmu na widok kufli i beczek piwa, których rozmiary są co najmniej po czterykroć zaniżone - kufel piwa rośnie do odpowiedniego rozmiaru wraz z zawartością jeśli tylko ręka wielkoluda go tknie. Uważaj więc gdzie stawiasz kroki, bo na beczce piwa możesz polecieć jak na skórce z banana! A wywinięcie orła będzie co najmniej bolesne.



    Aaron zjawił się w miasteczku lalek po kilkunastu minutach szybszego spaceru. Nie myślał ze ktoś go może śledzić, a tym bardziej chcieć zabić... Skierował się wprost do jednej z karczm, gdzie pojawił się akuratnie pierwszy raz. Przysiadł przy jednym ze stolików. Ludzi już trochę się zebrało, na scenie najwidoczniej miała niebawem rozbrzmieć muzyka. Tłum to nie jest jego sprzymierzeniec, ale najwyraźniej musi to jakoś ścierpieć. Wychwycił wyjście na ogród i tam zamierzał udać się z upragnionym piwem. Oczekiwał aż kelnerka do niego podejdzie (a raczej podleci) i poda odpowiednie piwo.
    I przyleciała, całkiem niespodziewanie, brzęcząc wróżkowymi skrzydełkami koło jego ucha. O mały włos nie zrzucił jej na ziemię!
    - Czy mogłabym przyjąć od jegomościa zamówienie?
    Zakłopotany, zapytał, co mają w ofercie, a otrzymawszy w zamian długą zwijaną listę trunków, wybrał "Rdzewiały pomiot Buszującego w zbożu". Nie czekał długo - po kilku chwilach beczułka piwa przeturlała się pod jego stolikiem i wróżko-marionetka nalała z niej piwo do malutkiego kufelka, zostawiając go sam na sam z naparstkiem piwa - tak prędko aby nie mógł zgłosić na nią skargi.
    Spojrzał zirytowany na otrzymany napój, w myślach wszelkimi przekleństwami obarczając swoją bezmyślność.
    Cóż innego mogła mu podać lalka niż wielkość odpowiednią pod siebie?!
    Najwyraźniej w tym miejscu malutkie kelnerki lubią być wrednymi.
    _________________


    x x x x
     



    Poskramiacz

    Stowarzyszenie Czarnej Róży: Różana Czarownica
    Godność: Erin Collins ale mów mi Seamair.
    Wiek: Już 17 lat gości mnie ten Świat.
    Rasa: Cyrkowcem się stałam lecz wcale nie chciałam...
    Lubi: Bestie, taniec, muzykę, widok tęczy, unikalne kreacje a przedewszystkim swobodę.
    Nie lubi: Lekarzy, aparatury medycznej, zakłamania, niewoli.
    Wzrost / waga: 166 cm /44kg
    Aktualny ubiór: https://i.pinimg.com/564x/8a/90/9d/8a909d9cda718c1058ce61a20311d833.jpg
    Znaki szczególne: Urocze acz ostre rogi na czubku głowy, drapieżne spojrznie o barwie szkarlatu, ozdoby w kształcie czterolisnej koniczyny.
    Zawód: Samozwańcza opiekunka wszelkich bestii (szczególnie tych zamieszkujących Malinowy Las).
    Pan / Sługa: -/ Sługę lub służkę chętnie zatrudnię!
    Pod ręką: Zestaw noży do rzucania, rubinowe serce, sakiewka ze złotem.
    Broń: Srebrny rapier oraz zestaw noży do rzucania.
    Bestia: Teti (Avi) Vitavi~ Vivi (Fliks)
    Nagrody: Rubinowe Serce, Zegarmistrzowski Przysmak (3 szt.), Animicus, Mortis Anulum, Bolerko-niewidko, Bezdenna Sakwa, Fliksy, Cukrowe berło
    Stan zdrowia: Czuję się dobrze, dzięki że pytasz.
    Dołączyła: 04 Sty 2015
    Posty: 305
    Wysłany: 10 Marzec 2016, 23:14   

    Szczęście musiało mi teraz sprzyjać, kto wie czy to nie zasługa mojego cennego amuletu, skrywanego w skórzanej sakiewce razem ze złotem i kilkoma ziemskimi monetami. Splamiona krwią czterolistna koniczyna towarzyszyła mi już od pewnego czasu a ja wierzyłam w jej moc, nawet, jeśli wydawało się to niedorzeczne. Ale jak inaczej tłumaczyć sobie, że Dorian przybył do Miasta Lalek a co więcej do Lokalu, o którym ja znałam, co najmniej kilka interesujących historii? Choćby tą, że Ci, którzy potrafią zachować dyskrecję mogą spotkać w tym lokalu marionetkę trudniącą się wyrobem nie całkiem legalnych i dobrze postrzeganych eliksirów oraz trucizn. Marionetkę rozpoznać można było po kruczo czarnych włosach oraz jednym kruczo czarnym skrzydle wyrastającym z pleców, nie jest wiadome, czemu drugiego brak, ale to tutaj mało istotne. Ale wracając do sedna sprawy jak nie uznać tych zbiegów okoliczności za przeznaczenie i zarazem miłą sugestię od losu względem sposobu, w jaki można uporać się z dawnym utrapieniem.

    Dotarłam do karczmy może jakieś pięć minut po samym lunatyku, musiałam być niezwykle czujna bowiem za żadne skarby nie chciałam być przez niego zauważona a na pewno nie teraz. Sama jednak musiałam mu się przyjrzeć lepiej, musiałam też znaleźć marionetkę o jednym skrzydle. Doriana i mnie dzieliła teraz spora odległość, jednak nawet przez panujący tu gwar dotarły do mnie dźwięki znienawidzonego głosu… To musiał być on… nawet jeśli postanowił ściąć włosy i zmienić uczesanie, nawet jeśli odszedł od zawsze tak sobie lubianych jasnych barw odzienia… to musiał być On!

    Oczy mi zabłysnęły kiedy nagle przy stoliku tuż obok dębowego fortepianu , który sądząc po wystających z niego drewnianych rękach widocznie grajka wcale nie potrzebował… dostrzegłam śliczną marionetkę o czarnych włosach i jednym ale za to bardzo pięknym skrzydle. Nie bardzo wiedziałam jak dyskretnie mam poprosić o to czego potrzebowałam, mówienie wprost o planowaniu morderstwa nie było najlepszym pomysłem, szczególnie że w Sali było sporo osób. Musiałam więc liczyć na domyślność i inteligencję marionetki, która widać spostrzegła że ją obserwuję bo sama geesem smukłej dłoni nakazała mi się zbliżyć.

    -Wyglądasz na jedną z tych, które pragną mojej pomocy.

    -Nie mylisz się. Czy można zamówić u Ciebie coś poza piwem?

    -To zależy czy kogo na to stać oraz czego chce. I mów, że ciszej Panienko…

    -Potrzebuję czegoś, co… pozwoli mi zatrzymać czyjeś serce. W dodatku na teraz…

    Wyszeptałam, po czym z kieszeni wyciągnęłam niewielki mieszek wypełniony złotymi monetami, miałam nadzieję, że taka suma zadowoli marionetkę, choć sadząc po jej minie zdaje się, że oczekiwała więcej. Czarnoskrzydła rozejrzała się pospiesznie po czym ściągnęła z szyi skórzana sakwę, kiedy bez problemu zanurzyła w niej rękę aż po samo ramie zdałam sobie sprawę że musi to być jedna z tych słynnych bezdennych sakw. Po chwili poszukiwań marionetka wręczyła mi niewielką fiolkę zawierającą czerwono- fioletowy płyn, nie było na niej jednak żadnej etykietki.

    -To powinno Ci pomóc, wystarczy kilka kropelek dodanych do napitku czy jadła. Teraz już idź i powodzenia moja droga, na tej ścieżce wszystkie fortele są dozwolone, pamiętaj o tym.

    Tak jak i mi nakazała tak szybko odeszłam z dala od niej, zaszywając się gdzieś w kacie karczmy i cały czas czujnym spojrzeniem wypatrując poczynań lunatyka o ile jeszcze w karczmie się znajdował. Kiedy podleciała do mnie jedna z kelnerek jedyne, o co poprosiłam to karta trunków. Poprosiłam o czas do namysłu, prawda była jednak taka że wszystkie pieniądze jakie chwilowo przy sobie miałam przeznaczyłam na fiolkę trucizny, którą dalej trzymałam kurczowo schowaną w wnętrzu dłoni.
    _________________



    ~ x ~ ~ x ~~ x ~ ~ x ~




    Aktualny ubiór jako Różana Czarownica:
    Maska – Podwójna para oczu o czarnych białkach i czerwonych tęczówkach otwiera się kiedy maska zostaje nałożona i zamykają z chwilą jej zdjęcia. „Oczy” są ruchome i dostosowują się ruchu gałek ocznych nosiciela. nr1 nr 2
    Kostium – Tak jak na załączonym obrazku
    Uczesanie – Włosy związane w wysoki kucyk, kilka luźnych pasm po bokach twarzy


    + - dialogi zrozumiałe tylko dla Poskramiaczy
     



    Zmarły

    Karciana Szajka: Walet
    Godność: Aaron (Aron) Wels alias Amon
    Wiek: 27
    Rasa: Lunatyk
    Lubi: nadmorskie zamki, latarnie, przyglądać się torturom, nazywać siebie Władcą Czasu
    Nie lubi: lekceważenia czasu
    Wzrost / waga: 190cm / 86kg
    Aktualny ubiór: Czarny frak z gustowną, grafitową koszulą w jasne prążki i zgrabny, acz wyrazisty w swojej formie, ciemny cylinder.
    Znaki szczególne: białe włosy, czarne oczy, obcowanie z kapeluszami i zegarami
    Zawód: Latarnik
    Pan / Sługa: - / Doll
    Pod ręką: 1/2 blaszki zmartwienia
    Dołączył: 21 Lip 2014
    Posty: 484
    Ostrzeżeń:
     1/3/3
    Wysłany: 10 Marzec 2016, 23:17   

    Obejrzał się za siebie jak tknięty prądem, kiedy niski dźwięk zatrudnił w jednym z dętych instrumentów. Odruchowo sięgnął po kufel, a ten momentalnie powiększył się do pół galona pojemności. Zdecydowanie duża porcja trunku, po której jego powrotna ścieżka z pewnością nie będzie prostą.
    Jego złość znalazła upust.
    Zobaczył jak przy sąsiednim stoliku lalko-wróżka, podobna do tej go przed momentem obsługującej, spisuje zamówienie od Pana w kapeluszu. Pan w kapeluszu to zwyczajowa nazwa Aarona na każdego cwaniaka, mogącego za Kapelusznika uchodzić. Ten pozbawiony był nakrycia głowy, ale swoim wyrazem twarzy mówił Aaronowi i jego klasyfikacji wiele niepoprawnego. Zwrócił się do kelnerki:
    - Chciałbym jeszcze prosić o słoną zagryzkę, jeśli Panienka łaskaw.
    Nie widział bowiem innej opcji wypicia takiego kufla piwa jak przymuszenie się czymś słonym.
    Powrócił do swojego stolika, przy którym może kilkanaście sekund nie zagościł swoim wzrokiem. Sięgnął pewnie po mocarne ramię i przechylił kilka łyków, które zostawiły trochę piany na jego ustach. Zdecydowanie gęsty obłok o głębokim, palonym aromacie. Gdy odstawiał kufel, zobaczył przez tłum niemal vis-a-vis znajomą sylwetkę o subtelnych rogach i różowych włosach...
    _________________


    x x x x
     



    Poskramiacz

    Stowarzyszenie Czarnej Róży: Różana Czarownica
    Godność: Erin Collins ale mów mi Seamair.
    Wiek: Już 17 lat gości mnie ten Świat.
    Rasa: Cyrkowcem się stałam lecz wcale nie chciałam...
    Lubi: Bestie, taniec, muzykę, widok tęczy, unikalne kreacje a przedewszystkim swobodę.
    Nie lubi: Lekarzy, aparatury medycznej, zakłamania, niewoli.
    Wzrost / waga: 166 cm /44kg
    Aktualny ubiór: https://i.pinimg.com/564x/8a/90/9d/8a909d9cda718c1058ce61a20311d833.jpg
    Znaki szczególne: Urocze acz ostre rogi na czubku głowy, drapieżne spojrznie o barwie szkarlatu, ozdoby w kształcie czterolisnej koniczyny.
    Zawód: Samozwańcza opiekunka wszelkich bestii (szczególnie tych zamieszkujących Malinowy Las).
    Pan / Sługa: -/ Sługę lub służkę chętnie zatrudnię!
    Pod ręką: Zestaw noży do rzucania, rubinowe serce, sakiewka ze złotem.
    Broń: Srebrny rapier oraz zestaw noży do rzucania.
    Bestia: Teti (Avi) Vitavi~ Vivi (Fliks)
    Nagrody: Rubinowe Serce, Zegarmistrzowski Przysmak (3 szt.), Animicus, Mortis Anulum, Bolerko-niewidko, Bezdenna Sakwa, Fliksy, Cukrowe berło
    Stan zdrowia: Czuję się dobrze, dzięki że pytasz.
    Dołączyła: 04 Sty 2015
    Posty: 305
    Wysłany: 10 Marzec 2016, 23:20   

    Cierpliwość to nic łatwego, jednak jest ona czymś absolutnie koniecznym zwłaszcza podczas łowów. Dokładna obserwacja również jest niezbędna, bez niej łatwo byłoby przegapić odpowiedni moment na rozpoczęcie ataku. Niestety moje polowanie nie mogło być szczególnie spektakularne, tu liczyła się dyskrecja, ale i pewne działanie. I właśnie przyszedł czas na działanie! Kiedy to lunatyk nagle podniósł się z swojego miejsca a kufel z jego trunkiem znalazł się w zasięgu mojego wzroku. Piękna okazja, trzeba jednak zadbać o nieco dłuższy moment uwagi białowłosego. Nie miałam wiele czasu do namysłu, uznałam jednak, że czasem proste rozwiązania są najlepsze, czasem też należy kogoś poświęcić, aby osiągnąć upragniony cel. Mężczyzna przy stoliku obok, prawdopodobnie to on poniesie konsekwencje tego, co stanie się za chwilę… A może będzie to raczej brunetka o kręconych włosach która nieznośnie niczym dziecko kręciła się na drewnianym stołku. Była jednak zwrócona do lunatyka plecami, ale może właśnie przez to nią padnie wina. Nie tracąc już cennego czasu rozciągnęłam na stoliku przed sobą kartę, tak, aby zyskać dodatkową zasłonę dla swych niecnych poczynań. Szybko otworzyłam flakonik z trucizną i postawiłam go na stoliku, zaraz potem przede mną otworzyły się równocześnie dwa bardzo niewielkie portale, jednak na tyle duże abym mogła swobodnie wsunąć w nie obie dłonie. Pierwszy portal swoje wyjście znalazł tuż za plecami lunatyka , szybko wsunęłam do niego dłoń równie szybko przeciągnęłam palce po materiale fraku tuż obok kieszeni. Niby nic, ale ten ruch, co czujniejszego ( a wiedziałam, że Dorian do tak owych należy) mógł zawiadomić o możliwości próby kradzieży kieszonkowej. Po szybkim geście jeśli dostrzegłam jakaś reakcję z strony mężczyzny to gwałtownie cofnęłam lewą dłoń która zniknęła w portalu zamykając go za sobą. Jednak znacznie ważniejsze zadanie do wykonania miała teraz prawa dłoń, drugi niewielki portal otworzył się tuż nad kuflem z trunkiem, do którego właśnie zostało upuszczone paręnaście kropel trucizny. Kiedy zadanie zostało wykonane i nie spotkałam się z żadnymi przeciwnościami, to portal zamknął się momentalnie a ja w napięciu śledziłam rozwój sytuacji. Rozejrzałam się też nerwowo wokół siebie wyszukując czy ktoś z gości nie zainteresował się zbytnio moimi działaniami. Dostrzegłam nagle wysokiego mężczyznę o kasztanowych rozczochranych włosach, znad których wznosiła się para kocich uszu. Zielone, lecz zamglone kocie oczy przypatrywały mi się, z co najmniej dwuznacznym uśmieszkiem. Nie podobało mi się to… obawiałam się, że ten kocur wiedział za dużo, uspokoiłam się jednak kiedy dostrzegłam ilość stojących koło niego pustych kufli, co więcej kocur bujał się nieco na boki, więc zdecydowanie przesadził z ilością alkoholu na dziś a nawet jeśli coś dostrzegł to kto uwierzy pijanemu?
    _________________



    ~ x ~ ~ x ~~ x ~ ~ x ~




    Aktualny ubiór jako Różana Czarownica:
    Maska – Podwójna para oczu o czarnych białkach i czerwonych tęczówkach otwiera się kiedy maska zostaje nałożona i zamykają z chwilą jej zdjęcia. „Oczy” są ruchome i dostosowują się ruchu gałek ocznych nosiciela. nr1 nr 2
    Kostium – Tak jak na załączonym obrazku
    Uczesanie – Włosy związane w wysoki kucyk, kilka luźnych pasm po bokach twarzy


    + - dialogi zrozumiałe tylko dla Poskramiaczy
     



    Zmarły

    Karciana Szajka: Walet
    Godność: Aaron (Aron) Wels alias Amon
    Wiek: 27
    Rasa: Lunatyk
    Lubi: nadmorskie zamki, latarnie, przyglądać się torturom, nazywać siebie Władcą Czasu
    Nie lubi: lekceważenia czasu
    Wzrost / waga: 190cm / 86kg
    Aktualny ubiór: Czarny frak z gustowną, grafitową koszulą w jasne prążki i zgrabny, acz wyrazisty w swojej formie, ciemny cylinder.
    Znaki szczególne: białe włosy, czarne oczy, obcowanie z kapeluszami i zegarami
    Zawód: Latarnik
    Pan / Sługa: - / Doll
    Pod ręką: 1/2 blaszki zmartwienia
    Dołączył: 21 Lip 2014
    Posty: 484
    Ostrzeżeń:
     1/3/3
    Wysłany: 10 Marzec 2016, 23:24   

    Nie bardzo potrafił się skupić na zasłyszanej od kelnerki odpowiedzi. Popatrzył w kierunku, z którego doszedł go dziwny acz delikatny dotyk po kieszeniach, a nie było tu chyba nawet żywej duszy! Machnął ręką, kiedy zrozumiał po zachowaniu kelnerki, że już nic od niego nie chce, więc pewnie i słone paluszki albo inne elementy (niekoniecznie kończyn) dostarczy do jego stolika.
    Powiódł wzrokiem, usiadł, sięgnął za kufel, jak wspomniane było poprzednio. Na myśl mu nie przyszło, że ktoś mógłby jego trunek wzbogacić.
    I ZOBACZYŁ JĄ.
    Jeden moment, jedna chwila.
    A serca w oczach jak dwie gwiazdy, a ogień we wnętrznościach jak chmara motyli. I oddech się zabłąkał, i serce z piersi chciało się wynurzyć. I pędzi przez choćby moczary ten wzrok, omija wchodzące mu postacie w obiektyw. Chce poruszyć się, wstać, podejść bliżej - nie potrafi - czar go sięgnął, już nie zazna wolności...
    Aaron posiadał ogromny szacunek do rogowatych istot. Lecz tylko tych pięknej płci. Ta była więcej niż piękna. Gdyby mu ten nagły strzał Amora nie zawrócił w głowie, opamiętałby się, zachował zimną krew, rozwagę, nie szalał z czynami... Ale on tylko wziął jeszcze parę łyków piwa, powstał i zaplątał się we tłumie, chcąc zastać Rogatą Pannę niepostrzeżenie dla niej samej. I tak też się najpewniej koło niej zjawił, kiedy to w tym czasie prawdopodobnie próbowała odnaleźć go w tłumie. Przemówił zza jej pleców:
    - Witaj, Piękna. Może usiądziesz zamiast tak wybiórczo błądzić po tłumie wzrokiem i skosztujesz dobrego piwa? Tak naważonego, przyznam szczerze, dawno już nie piłem - szczerze polecam. Choć warta znacznie większego polecenia jest pogodność Twojej twarzy i przykro byłoby ci podarować nieodpowiedni smak piwa tudzież jego barwę! Ach, czyż nie powinno przestać bić już serce?! I zabłądzić, albo ugrząźć jakby we wnykach! Toć czas z trudem odważyłby się zatrzymać, bo każda mijająca chwila zbyt wiele budzi w nim pragnienia, by ciąg dalszy czym prędzej doglądać!
    Się rozgadał, ale czy była mu w stanie zabronić? Czyż nie mówił jak ofiara, która jest świadoma końca swojego losu? A słowa swoje z wdziękiem zawijał w ten potok romantyzmu...

    Miłości ma - post nr 1
    _________________


    x x x x
     



    Poskramiacz

    Stowarzyszenie Czarnej Róży: Różana Czarownica
    Godność: Erin Collins ale mów mi Seamair.
    Wiek: Już 17 lat gości mnie ten Świat.
    Rasa: Cyrkowcem się stałam lecz wcale nie chciałam...
    Lubi: Bestie, taniec, muzykę, widok tęczy, unikalne kreacje a przedewszystkim swobodę.
    Nie lubi: Lekarzy, aparatury medycznej, zakłamania, niewoli.
    Wzrost / waga: 166 cm /44kg
    Aktualny ubiór: https://i.pinimg.com/564x/8a/90/9d/8a909d9cda718c1058ce61a20311d833.jpg
    Znaki szczególne: Urocze acz ostre rogi na czubku głowy, drapieżne spojrznie o barwie szkarlatu, ozdoby w kształcie czterolisnej koniczyny.
    Zawód: Samozwańcza opiekunka wszelkich bestii (szczególnie tych zamieszkujących Malinowy Las).
    Pan / Sługa: -/ Sługę lub służkę chętnie zatrudnię!
    Pod ręką: Zestaw noży do rzucania, rubinowe serce, sakiewka ze złotem.
    Broń: Srebrny rapier oraz zestaw noży do rzucania.
    Bestia: Teti (Avi) Vitavi~ Vivi (Fliks)
    Nagrody: Rubinowe Serce, Zegarmistrzowski Przysmak (3 szt.), Animicus, Mortis Anulum, Bolerko-niewidko, Bezdenna Sakwa, Fliksy, Cukrowe berło
    Stan zdrowia: Czuję się dobrze, dzięki że pytasz.
    Dołączyła: 04 Sty 2015
    Posty: 305
    Wysłany: 10 Marzec 2016, 23:31   

    Tak!Tak! Wszystko szło zgodnie z moim planem! I powtarzam po raz wtóry jak tu nie wierzyć w szczęśliwy traf? Równie przebiegły, co tajemniczy uśmiech pojawił się na mojej twarzy, kiedy widziałam jak lunatyk sięga po swój kufel a potem z niego pije! Nigdy bym się nie spodziewała, że przyglądanie się czemuś pozornie tak trywialnemu może dać tyle emocji, ale w końcu tylko ja wiedziałam, że poza piwem w naczyniu kryło się coś jeszcze… Tak oto los mego wroga został przesądzony! Z tego, co było mi wiadomym trucizna powinna zadziałać niemal natychmiast, to też miałam niewiele czasu. Chciałam podejść do Doriana posłać mu ostatnie nienawistne spojrzenie ostatni słodki, ale i okrutny uśmiech zanim ciemne oczy lunatyka zamkną się już na zawsze. Chciałam by wiedział że to moja zemsta, tylko moja! Podniosłam się z miejsca i już miałam ruszyć do stolika mężczyzny lecz w tej samej chwili w karczmie poderwał się gwar ponieważ kapela właśnie rozpoczęła swój występ. Goście z należytą kulturą postanowili powitać artystów owacjami na stojąco, to też nagle przez powstałe zamieszanie zniknęła mi z oczu sylwetka Doriana. Zdenerwowana już miałam przedzierać się przez tłumek gromadzący się miedzy stolikami, kiedy za plecami dobiegł mnie znajomy głos… Nie spodziewałam się tego zupełnie… czyżby moja ofiara jakimś sposobem odkryła moje zamiary? Czyżby zakpił sobie ze mnie i teraz… Zdawało mi się że nagła gonitwa myśli wytrąciła mnie z równowagi, jednak to nie tu było przyczyną zaś sama utrata równowagi okazała się całkiem realną. Nagle posłyszany głos i idące za tym zaskoczenie spowodowało automatyczną reakcję, jaką było nagłe cofnięcie się w stronę przeciwną źródła głosu. Niestety na drodze wycofanej do tyłu stopy znalazło się coś, zdaje się owalnego? Gdyby nie od lat wyćwiczona zwinność i poczucie równowagi to też niewiele brakowałoby aby to zdarzenie zakończyło się nieprzyjemnym spotkaniem z podłogą. W ostateczności znajdując ratunek w pobliskiej drewnianej kolumnie udało mi się uchronić przed upadkiem i szybko powrócić do pionu aby stanąć twarzą w twarz z……… !

    Oniemiała, nie mogąc ruszyć się nawet o milimetr jak gdyby czas nagle się dla mnie zatrzymał wpatrywałam się nierozumiejącym spojrzeniem w białowłosego mężczyznę, o ciemnych oczach i kuszącym uśmiechu, który jednak, choć niezwykle podobny to wcale nie był tym, kogo oczekiwałam! Jak to możliwe, że mogłam się tak pomylić? Czy chęć zemsty aż tak mnie zaślepiła, że nie spostrzegłam wcześniej, że wygląd jak i nawet sam głos, choć niezwykle mylące to nie należały jednak do mego śmiertelnego wroga. Docierać zaczęła do mnie świadomość, że prawdopodobnie właśnie uśmierciłam niewinnego faceta… Ale zaraz, zaraz? Skoro ten tutaj wcale nie był Dorianem… to, czemu nagle znalazł się tu przy mnie? Przecież On też nie mógł mnie znać. Chwileczkę… co on właściwie do mnie mówił?! Zaczęłam analizować przynajmniej sześć słów, jakie udało mi się posłyszeć, nim zaczęła się moja walka z zachwianą równowagą. To naprawdę musiała być jakaś kpina albo głupi sen, bo z jego sów można by wywnioskować, że białowłosy próbował się do mnie zalecać? Ale między jego słowami było coś jeszcze, coś niepokojącego… „Ach, czyż nie powinno przestać bić już serce?!” czy on wiedział o truciźnie ?!

    -Istotnie już dawno powinno przestać bić…

    Powiedziałam nagle pół szeptem, dalej przypatrując się mężczyźnie i nie bardzo wiedząc, co mam teraz zrobić… Czy to możliwe, że trucizna nie podziałała? A może potrzeba było jeszcze trochę czas? Czy można to jeszcze odkręcić? W zasadzie… moją pomyłkę mężczyzna lada moment mógł przypłacić życiem. Tylko, czemu mam wrażenie, że on wie, co się dzieje? Że wie, co zrobiłam, że sobie z tego kpi… A może planuje odwet, nim zabije jego ostatnia godzina? Byłam rozdarta i zupełnie nie wiedziałam, jaką strategię mam objąć… wolałam jednak myśleć, że nieznajomy o niczym nie wie a ta sytuacja, jaka właśnie miała miejsce to zaledwie dziwny zbieg okoliczności. Jedno jest pewne musiałam się opanować, zbyt wielki dałam już upust emocją, zbyt durze zmieszanie tym samym okazując. To też moja postawa nagle się zmieniła, wyprostowałam się i podniosłam na białowłosego ciekawskie spojrzenie szkarłatnych oczu. Uśmiechnęłam się do mężczyzny dość zadziornie.

    -Skoro tak mile zachwala Pan tutejsze trunki to może wróci Pan i dokończy własny? Właścicieli tego przybytku musi cieszyć fakt posiadania tak oddanego klienta, który to porzuca nawet własny trunek, aby pośpieszyć z rekomendacją innym jeszcze niezdecydowanym gościom.

    Liczyłam na to, że wyraźne nutki złośliwości zawarte w moich wypowiedziach szybko zniechęcą białowłosego, zignorowałam zwyczajnie komplementy pod moim adresem. Ciągle jednak zastanawiało mnie ile w tym wszystkim przypadku i jak wiele wie ów jegomość.

    -Nie mniej jednak, nawet bez kosztowania tutejszych wyrobów, wiem już, że muszą być wyjątkowo mocne… Skoro po zaledwie jednym kuflu piwa, daje Pan dziwnej plątaninie myśli przerodzić się w słowa…

    Zdałam sobie sprawę że moimi słowami nieświadomie dałam mu informację o tym że był przeze zemnie obserwowany… Miałam ochotę ugryźć się w język, jednak było już na to za późno.
    _________________



    ~ x ~ ~ x ~~ x ~ ~ x ~




    Aktualny ubiór jako Różana Czarownica:
    Maska – Podwójna para oczu o czarnych białkach i czerwonych tęczówkach otwiera się kiedy maska zostaje nałożona i zamykają z chwilą jej zdjęcia. „Oczy” są ruchome i dostosowują się ruchu gałek ocznych nosiciela. nr1 nr 2
    Kostium – Tak jak na załączonym obrazku
    Uczesanie – Włosy związane w wysoki kucyk, kilka luźnych pasm po bokach twarzy


    + - dialogi zrozumiałe tylko dla Poskramiaczy
     



    Zmarły

    Karciana Szajka: Walet
    Godność: Aaron (Aron) Wels alias Amon
    Wiek: 27
    Rasa: Lunatyk
    Lubi: nadmorskie zamki, latarnie, przyglądać się torturom, nazywać siebie Władcą Czasu
    Nie lubi: lekceważenia czasu
    Wzrost / waga: 190cm / 86kg
    Aktualny ubiór: Czarny frak z gustowną, grafitową koszulą w jasne prążki i zgrabny, acz wyrazisty w swojej formie, ciemny cylinder.
    Znaki szczególne: białe włosy, czarne oczy, obcowanie z kapeluszami i zegarami
    Zawód: Latarnik
    Pan / Sługa: - / Doll
    Pod ręką: 1/2 blaszki zmartwienia
    Dołączył: 21 Lip 2014
    Posty: 484
    Ostrzeżeń:
     1/3/3
    Wysłany: 10 Marzec 2016, 23:32   

    Weź mu ktoś powiedź, że zachowuje się niepoczytalnie. Pewnie już przeklina w niedalekiej przyszłości po dziesięciokroć autora tego eliksiru. Zdecydowanie, stanowczo!, jest bardziej niż zauroczonym - bardziej niźli byłby to jego pierwszy raz. Sztucznie wymodelowane pragnienie do rogowatej to dla Wertera byłaby autodestrukcja. A i wcale niewykluczonym, że to samo nie spotka Aaronii.
    Przepuścił bez większej uwagi wzmiankę o zatrzymaniu akcji serca. Nie nazbyt radząca sobie w tej sytuacji i bez wyraźnie zaznaczonego sprzeciwu wobec jego osoby, była wodą na młyn, a tej niezliczona rzeka płynęła od Lunatyka. Nawet jeśli głupi spostrzegłby tę rozgrywającą się ignorancję, Aaron tylko tłumaczył to sobie beztrosko jako zaproszenie do dalszej rozgrywki.
    To straszne, co wymuszona miłość robi z Zegarmistrzem. Jeszcze rok czy dwa lata temu pociąłby w obawie przed taką przyszłością i miał za omen jego ostatniej godziny. A teraz? Teraz niezbadane są nawet ścieżki tej bujnej magii, trudno więc myśleć, co będzie potem.
    A tymczasem...
    - Nie chciałbym wracać do trunku bez opieki. Kto wie, czy nie znalazł sobie już innego właściciela, prawda?
    Kolejne, trafnie pasująca do sytuacji wypowiedź, choć przecież w logiczny sposób wyjawił tylko tę prostą zasadę: co niepilnowane, nowego właściciela nabędzie. A Koniczyna pięknie brnęła w nieprzemyślaną gamę słów, przywodząc na myśl Aaronii jedną z wersji wydarzeń. Nie ma jednak mowy by spostrzegł, że został do miłości zmuszony.
    - Ach, wiele wie Pani o moim kuflu i jego zawartości! Pozwoli jednak Pani, że w zamian ja zainteresuję się czymś innym.
    Zbliżył się do Rogowatej i uchylił kosmyk włosów z jej twarzy, po czym przyłożył wskazujący palec do jej ust - choć właściwie na milimetry dzielił go dystans od dotyku - na znak ciszy i braku protestów. Wydawało się, że wcale nie chwycił uprzednio jej włosów między palce, a podmuch wiatru to uczynił - tak bardzo zdawał się być w swoim romantyzmie czarującym.
    Wolną dłonią chwycił ją za rękę i próbował skierować w stronę wyjścia na dziedziniec, na ogrody.
    - To nie są warunki w tym hałasie, ażeby tak wielkie sprawy poruszać. Wszakże kto o Sercu mówi, nie powinien mówić głośno, a jednocześnie winien do słuchacza głosem w wielu wymiarach docierać. Ach, sztuka! Sztuka szuka! Serca poruszyć nam trzeba, serca zatrzymane!
    Cierpka Aronia słodkość prezentowała, choć niewątpliwie się tym narzucała. "Kto nie zazna smaku goryszy, nie zazna smaku zwycięstwa!"

    Miłości ma - post nr 2
    _________________


    x x x x
     



    Poskramiacz

    Stowarzyszenie Czarnej Róży: Różana Czarownica
    Godność: Erin Collins ale mów mi Seamair.
    Wiek: Już 17 lat gości mnie ten Świat.
    Rasa: Cyrkowcem się stałam lecz wcale nie chciałam...
    Lubi: Bestie, taniec, muzykę, widok tęczy, unikalne kreacje a przedewszystkim swobodę.
    Nie lubi: Lekarzy, aparatury medycznej, zakłamania, niewoli.
    Wzrost / waga: 166 cm /44kg
    Aktualny ubiór: https://i.pinimg.com/564x/8a/90/9d/8a909d9cda718c1058ce61a20311d833.jpg
    Znaki szczególne: Urocze acz ostre rogi na czubku głowy, drapieżne spojrznie o barwie szkarlatu, ozdoby w kształcie czterolisnej koniczyny.
    Zawód: Samozwańcza opiekunka wszelkich bestii (szczególnie tych zamieszkujących Malinowy Las).
    Pan / Sługa: -/ Sługę lub służkę chętnie zatrudnię!
    Pod ręką: Zestaw noży do rzucania, rubinowe serce, sakiewka ze złotem.
    Broń: Srebrny rapier oraz zestaw noży do rzucania.
    Bestia: Teti (Avi) Vitavi~ Vivi (Fliks)
    Nagrody: Rubinowe Serce, Zegarmistrzowski Przysmak (3 szt.), Animicus, Mortis Anulum, Bolerko-niewidko, Bezdenna Sakwa, Fliksy, Cukrowe berło
    Stan zdrowia: Czuję się dobrze, dzięki że pytasz.
    Dołączyła: 04 Sty 2015
    Posty: 305
    Wysłany: 11 Marzec 2016, 02:25   

    Coś było nie tak z tym dniem… szczęście, na które jeszcze niedawno dziękowałam losowi najwyraźniej się ode mnie odwróciło. Choćby sytuacja z krateru… jak ja mogłam tak postąpić? Nie miałam pojęcia, co mnie wtedy opętało i na same wspomnienie ów zdarzenia na moich policzkach pojawiły się rumieńce a wargi zapiekły mnie nieznośnie. Szybko jednak starałam się odgonić te myśli w obawie, że moje zachowanie zostanie mylnie zinterpretowane przez białowłosego. Najwyraźniej to dziwne szaleństwo, które przecież i mnie samą opętało musiało być czymś zaraźliwym…, Bo zdawało mi się, że właśnie podobne postradanie zmysłów przypadło teraz stojącemu naprzeciw mnie mężczyźnie, niebędącemu wcale Dorianem… Z drugiej strony może to jednak tylko wina alkoholu albo jakiś dziwny efekt uboczny trucizny? Co mnie w ogóle pokusiłoby kupować truciznę? Gdybym tylko miała nieco więcej czasu to sama bym ją przygotowała wtedy miałabym pewność, że zadziała jak należy. Teraz natomiast musiałam zmagać się z prześcigającymi się w kółko myślami takimi jak: Czy to możliwe, że jest odporny na truciznę? Czy może dostrzegł, że dolałam mu coś do kufla i podmienił go, kiedy nie widziałam? A może to wina trucizny? Ile On może wiedzieć… Z jego słów można by myśleć że doskonale wie co zrobiłam. A co jeśli On czyta mi w myślach!
    Ostatnia z tych myśli dość mnie przeraziła… I właśnie w tej chwili, kiedy podniosłam na niego niepewne spojrzenie, on zdarzył już nadmienić o zainteresowaniu się czymś. Nagle wyciągnął ku mnie rękę, a nie znając jego zamiarów postanowiłam odskoczyć do tyłu. Tak byłby to bardzo dobry ruch, gdyby tylko nie fakt, iż zapomniałam o drewnianej kolumnie mieszczącej się za moimi plecami, tak, więc ostatecznie udało mi się jedynie cofnąć o pół kroku. Potem już poczułam za plecami twarde drewno zdobione różnorodnymi ornamentami. W tym czasie dłoń mężczyzny najpewniej zdarzyła już dosięgnąć celu, jakim okazał się kosmyk moich włosów… Źrenice zwęziły mi się nieznacznie, kiedy z niedowierzaniem wpatrywałam się w czarne jak smoła oczy mężczyzny. Bezskutecznie płożyłam dłoń do uda, przy którym zwykle nosiłam swój rapier, którego to miałam coraz większą ochotę użyć na ów jegomościu… Broni jednak przy sobie nie miałam a nie mogłam z resztą w tym miejscu wymachiwanie rapierem mogłoby się dla mnie źle skończyć. To też na razie jedynym, na co mogłam sobie pozwolić było posłanie mężczyźnie złowrogiego spojrzenia w odpowiedzi na bezczelną próbę uciszenia mnie.
    Kolejne słowa oraz zachowania mężczyzny tylko utwierdziły mnie w przekonaniu, że coś było z nim najwyraźniej nie tak… Pijak? Wariat? Telepata, który rozgryzł mą intrygę i teraz próbuje mnie zwodzić? Tyle możliwości… Pochwycona i pociągnięta nagle za rękę już miałam zamiar wyszarpać ją energicznie i zaprotestować, do czasu aż nie zorientowałam się gdzie też kieruje swe kroki białowłosy. Ogród? Tak.. tu przyznać mu trzeba rację to nie był głupi pomysł, aby tam rozegrać dalszą część tej komedii, która szybko mogła się przerodzić w dramat… Właściwie już dawno powinna była. Powinnam złożyć reklamację do czarnoskrzydłej! Choć mogło się okazać, że to nie wina samej trucizny, lecz odporny na nią organizm bądź sam spryt mojej niedoszłej a może i przyszłej ofiary. W każdym razie może mężczyzna sam wyjawi mi prawdę? To chyba naiwne myśleć w ten sposób… mimo wszystko pozwoliłam na to by dać się wyprowadzić na dziedziniec, na którym to rozkwitał dość niezwykły ogród. Drzewa były tu potężne i można było wsłuchać się w szum liści opierającym się smaganiom wiatru, powietrze było przyjemne dało się w nim wyczuć woń dębu i czegoś jeszcze… czego nawet posiadając dość czuły nos nie byłam w stanie określić była to jednak słodko- cierpka nuta. Rozłożyste gałęzie wysokich drzew sprowadzały przyjemny cień, na mieszczące się na dziedzińcu drewniane ławy i stoliki. Tak było to znacznie ciekawsze miejsce, zwłaszcza, że jak na razie poza naszą dwójką nikogo innego tu nie było.
    Gdy tylko się tu znaleźliśmy a drzwi do karczmy zamknęły się już z głuchym skrzypieniem, momentalnie wyrwałam dłoń z uścisku ciepłych męskich palców i odsunęłam się od białowłosego.
    -A, zatem skoro już znaleźliśmy się w miejscu bardziej dogodnym do rozmowy… Jakież to ważne tematy chciał Pan z moją osobą rozwinąć?
    _________________



    ~ x ~ ~ x ~~ x ~ ~ x ~




    Aktualny ubiór jako Różana Czarownica:
    Maska – Podwójna para oczu o czarnych białkach i czerwonych tęczówkach otwiera się kiedy maska zostaje nałożona i zamykają z chwilą jej zdjęcia. „Oczy” są ruchome i dostosowują się ruchu gałek ocznych nosiciela. nr1 nr 2
    Kostium – Tak jak na załączonym obrazku
    Uczesanie – Włosy związane w wysoki kucyk, kilka luźnych pasm po bokach twarzy


    + - dialogi zrozumiałe tylko dla Poskramiaczy
     



    Zmarły

    Karciana Szajka: Walet
    Godność: Aaron (Aron) Wels alias Amon
    Wiek: 27
    Rasa: Lunatyk
    Lubi: nadmorskie zamki, latarnie, przyglądać się torturom, nazywać siebie Władcą Czasu
    Nie lubi: lekceważenia czasu
    Wzrost / waga: 190cm / 86kg
    Aktualny ubiór: Czarny frak z gustowną, grafitową koszulą w jasne prążki i zgrabny, acz wyrazisty w swojej formie, ciemny cylinder.
    Znaki szczególne: białe włosy, czarne oczy, obcowanie z kapeluszami i zegarami
    Zawód: Latarnik
    Pan / Sługa: - / Doll
    Pod ręką: 1/2 blaszki zmartwienia
    Dołączył: 21 Lip 2014
    Posty: 484
    Ostrzeżeń:
     1/3/3
    Wysłany: 11 Marzec 2016, 20:31   

    Każda zgoda była podbudową tego wielkiego uczucia. Każdy inaczej zrozumiany gest, dopowiedziane słowo i puszczone mimo oczu niezrozumienie - skutkiem. Narastające lawinowo, silnie ciągnące ku jednemu. I wprzódy, i na całą szerokość - wszerz, w dół i po przekątnej - a nie ma znaczenia, co mogłoby być, nie istnieje żadna alternatywa.
    Odmowa nie jest akceptowana.
    Tylko jedna ścieżka, a gdy z niej zejdziesz - nic, walnij sobie strzał prosto w łeb. A dla miłości zabij i ją, choćby była Anielicą. I nie ma konsekwencji, nie istnieje ciężar zbrodni - zabijasz i odchodzisz. Bez ratunku, bo to już jest ratunkiem.
    Nie zakochuj się, głupcze. Marnie kończy wyrzucony na śmietnik owoc. Pożywką dla robactwa się staje, nawozem dla tych, co przyjdą po nim. Nic bardziej bezmyślnego niż innym przetrzeć ścieżki! Nie wspomną cię w swojej historii, nie zostaniesz zapamiętany. Oni będą mieli swoją miłość i swoją wersję zdarzeń.
    Możesz być tym jednym jedynym lub nikim.

    Nie zdążył zaprowadzić jej do najbliższej ławki - puściła się jego dłoni. Wskazał na najbliższą pozostawioną bezpieki ręką, wciąż przyjmując twarz tajemnego romantyka.
    - Ważne to tematy, bo o sens istnienia dopytują. Raz spojrzałem, na wieki nie zapomnę. Twej osoby mi trzeba - trzeba, choćbym gór brzeg musiał zwalić i głębię morską przebyć, aby powtórnie cię odnaleźć. Nic bowiem nie ma znaczenia, kiedy Upiorna takim wdziękiem się objawia.
    Wprost zachwalił na wysokości jej osobę, samemu przy tym czując jak na wyżyny wzlatuje.
    - Wiedzieć więc trzeba, że nie odejdę stąd żywy. Nikt z osobna nie odejdzie żywy. Twój brak martwicą się we mnie objawi i to nieuniknione, ma Pani.
    Skinął w jej kierunku, padł na jedno z kolan i w wyciągniętej ku niej dłoni ukazał srebrzyście połyskujący zegar kieszonkowy, a tarcza jego serce miała wyrysowane.
    - Weź mój czas pod rękę, a będzie ci drogowskazem. Każda wskazówka na Twoje skinienie, każdy jej ruch - rozkazem.
    Oszalał! Swój własny, najcenniejszy czas za miłość i bycie prawą ręką chce sprzedać. Wszystkiego pozwoli się wyzbyć, byle tylko za miłość i pod rękę swoją wybrankę móc wziąć. Na zawsze wziąć.

    Miłości ma - post nr 3
    _________________


    x x x x
     



    Poskramiacz

    Stowarzyszenie Czarnej Róży: Różana Czarownica
    Godność: Erin Collins ale mów mi Seamair.
    Wiek: Już 17 lat gości mnie ten Świat.
    Rasa: Cyrkowcem się stałam lecz wcale nie chciałam...
    Lubi: Bestie, taniec, muzykę, widok tęczy, unikalne kreacje a przedewszystkim swobodę.
    Nie lubi: Lekarzy, aparatury medycznej, zakłamania, niewoli.
    Wzrost / waga: 166 cm /44kg
    Aktualny ubiór: https://i.pinimg.com/564x/8a/90/9d/8a909d9cda718c1058ce61a20311d833.jpg
    Znaki szczególne: Urocze acz ostre rogi na czubku głowy, drapieżne spojrznie o barwie szkarlatu, ozdoby w kształcie czterolisnej koniczyny.
    Zawód: Samozwańcza opiekunka wszelkich bestii (szczególnie tych zamieszkujących Malinowy Las).
    Pan / Sługa: -/ Sługę lub służkę chętnie zatrudnię!
    Pod ręką: Zestaw noży do rzucania, rubinowe serce, sakiewka ze złotem.
    Broń: Srebrny rapier oraz zestaw noży do rzucania.
    Bestia: Teti (Avi) Vitavi~ Vivi (Fliks)
    Nagrody: Rubinowe Serce, Zegarmistrzowski Przysmak (3 szt.), Animicus, Mortis Anulum, Bolerko-niewidko, Bezdenna Sakwa, Fliksy, Cukrowe berło
    Stan zdrowia: Czuję się dobrze, dzięki że pytasz.
    Dołączyła: 04 Sty 2015
    Posty: 305
    Wysłany: 12 Marzec 2016, 03:34   

    Czy tak wygląda szaleństwo? Zadawałam sobie to pytanie wpatrując się w białowłosego, który jednocześnie coraz bardziej swym zachowaniem mnie niepokoił jak i wytrącał z równowagi… Z drugiej jednak strony widać było, że w tym swoim zatraceniu zmysłów dalej stara się trzymać klasę. Było to lepsze niżeli bezczelne i bardzo bezpośrednie zaczepki, jakie niekiedy już słyszałam pod swoim adresem, a których autorzy w zależności od mego aktualnego humoru zostawali ignorowani, bądź w niedługim czasie spotykał ich mały pech… Bo to przecież pech musiał ich popchnąć w przypadkiem otwierający się przy nich portal przez który później trafiali albo w sam środek cierniowiska albo gdzieś na niewielką mieliznę na brzegu morza łez. Czy i temu Panu powinnam zafundować podobną wycieczkę? Nie… czułam wyraźnie, że z nim było coś nie tak i choć go nie znałam to nie mogłam dopuścić do siebie świadomości, że jest to normalny rodzaj jego zachowania. Ta myśl ponownie zaczęła mnie skłaniać do namysłu nad efektami ubocznymi trucizny… Dyskretnie przyjrzałam się dalej trzymanej w dłoni buteleczce i niespodziewanie po tym jak ubyło nieco jej zawartości dostrzegłam skrawek liter o koloru czerwieni, co też tłumaczyło, czemu wcześniej nie ujrzałam ich na tle substancji o niemal identycznym odcieniu. Przechyliłam butelkę tak, aby powstały w niej pęcherzyk powietrza przemieścił się i pozwolił mi na odczytanie napisu, który głosił „Serca obezwładnienie ” Otworzyłam oczy szerzej ze zdziwienia i przez moment nie mogłam pojąć tego, co się stało, podniosłam z powrotem wzrok na mężczyznę potem znowu na butelkę i wszystko zaczynało malować się w zupełnie innym świetle. Ogarnęła mnie złość jednak nie na białowłosego, lecz czarnoskrzydłą, ale i samą siebie… To nie była żadna trucizna to był przeklęty eliksir miłosny! Jak ta podła marionetka mogła tak mylnie zinterpretować moje intencje?! Czy ja wyglądam na jakaś biedną nieszczęśliwie zakochaną panienkę… ja chciałam zabić, uśmiercić, unicestwić miast tego dostałam coś, co… odebrało zdrowe zmysły białowłosemu. Już chciałam pobiec z powrotem do lokalu i powiedzieć czarnoskrzydłej, co też myślę o tej całej farsie… Powstrzymały mnie przed tym jednak dalsze czyny nieznanego mi mężczyzny, którego oblicze ciągle przywodziło mi na myśl jedynie swego wroga. Jak to możliwe, że byli tak podobni? A może… A może to rodzinne podobieństwo? Być może mężczyzna, który właśnie przede mną klęczał był jednak jakoś powiązany z moim Nemezis? Iskierka nadziei na myśl o zdobyciu choćby informacji wywołała uśmiech na moich ustach.
    Teraz jednak przyszło mi się mierzyć z bieżącą sytuacją, moje nastawienie względem mężczyzny uległo pewnej zmianie, ponieważ teraz zdawałam sobie sprawę, że jest on we władaniu eliksiru. Swoją drogą białowłosy miał niezwykłe szczęście, przecież mógł już leżeć martwy, miast klękać teraz przede mną i zasypując mnie lawiną pochlebstw. Niektórych nawet miło się słuchało, przyznać trzeba, że potrafił ładnie dobierać słowa. Nie mniej jednak kierowane do mnie uczucia nie robiły na mnie wrażenia zapewne nie czyniłyby go również nawet gdyby nie były tylko kierowane magicznym przymusem. Może jednak ten cały cyrk, jaki powstał i jego stan dało się jakoś wykorzystać?
    Na swą myśl dostałam nawet zapewnienie, kiedy to mężczyzna zapragnął mi oddać do dyspozycji swój czas. Ale coś jeszcze nagle zastanowiło mnie w jego wcześniejszej wypowiedzi… czy On nie sugerował… Nagle pewny siebie uśmiech rozciągnął się na moich ustach, robiąc krok na przód zmniejszyłam dość znacząco dzielący nas dystans. Niespiesznie wysunęłam rękę w stronę twarzy mężczyzny, który o ile w porę się nie cofną mógł poczuć jak moje palce delikatnie przesuwają się w dół wzdłuż jego policzka, po to tylko, aby zatrzymać się na podbródku, ująć go by krótkim acz stanowczym ruchem zmusić mężczyznę do zadarcia głowy wyżej.
    -„Nikt z osobna nie odejdzie żywy” brzmi niemal jak groźba mój drogi… I w innych okolicznościach za taką zgotowałabym Ci niezłe piekło, jednak zdaje się że sam już się w nim pogrążasz…
    Szkarłat mojego spojrzenia przeniósł się z bezkresu czarnych źrenic mężczyzny, na jego zawieszoną w powietrzu dłoń, w której to widniał kieszonkowy zegarek. Przedmiot zaciekawił mnie, detale i zdobienia bardzo wzbogacały jego urodę, o tego typu rzeczach można było mówić śmiało, że posiadają duszę, takie też drobiazgi stanowią zwykle osobiste skarby. Puściłam podbródek białowłosego i wyciągnęłam dłoń nad zegarek, chciałam przyjrzeć mu się dokładniej, moja dłoń zatrzymała się jednak w powietrzu, kiedy place dzieliło zaledwie kilka centymetrów przed dotykiem ów skarbu. Nie… On jeszcze odebrałby to zbyt dosłownie. Przeklęty eliksir, pytanie jak długo będzie działał? Nie dotknęłam zegarka ale nie cofnęłam też ręki, zamiast tego podłożyłam ją pod dłoń swego nieszczęsnego adoratora i zaciskając własną, sprawiłam że jego palce przykryły zegarek. Podczas wykonywania tego gestu posłałam mu dość tajemniczy uśmiech.
    -To niezwykle szczodra oferta z Twojej strony. Nie aż nazbyt szczodra dla kogoś, o kim nie wiesz praktycznie nic? Więc może najpierw niech to czas nam pokaże jak trwałe są te uczucia, Panie…?
    Przeciągnęłam ostatni wyraz, starając się tym zasugerować swej nieszczęsnej ofierze aby tez wyjawiła mi swe miano.
    _________________



    ~ x ~ ~ x ~~ x ~ ~ x ~




    Aktualny ubiór jako Różana Czarownica:
    Maska – Podwójna para oczu o czarnych białkach i czerwonych tęczówkach otwiera się kiedy maska zostaje nałożona i zamykają z chwilą jej zdjęcia. „Oczy” są ruchome i dostosowują się ruchu gałek ocznych nosiciela. nr1 nr 2
    Kostium – Tak jak na załączonym obrazku
    Uczesanie – Włosy związane w wysoki kucyk, kilka luźnych pasm po bokach twarzy


    + - dialogi zrozumiałe tylko dla Poskramiaczy
     



    Zmarły

    Karciana Szajka: Walet
    Godność: Aaron (Aron) Wels alias Amon
    Wiek: 27
    Rasa: Lunatyk
    Lubi: nadmorskie zamki, latarnie, przyglądać się torturom, nazywać siebie Władcą Czasu
    Nie lubi: lekceważenia czasu
    Wzrost / waga: 190cm / 86kg
    Aktualny ubiór: Czarny frak z gustowną, grafitową koszulą w jasne prążki i zgrabny, acz wyrazisty w swojej formie, ciemny cylinder.
    Znaki szczególne: białe włosy, czarne oczy, obcowanie z kapeluszami i zegarami
    Zawód: Latarnik
    Pan / Sługa: - / Doll
    Pod ręką: 1/2 blaszki zmartwienia
    Dołączył: 21 Lip 2014
    Posty: 484
    Ostrzeżeń:
     1/3/3
    Wysłany: 13 Marzec 2016, 23:34   

    Groźby nie były na miejscu, nie powinien ich tutaj używać, ale czyż w romantyzmie nie zyskują one na znaczeniu? Kiedy ktoś mówi o śmierci z Miłości zazwyczaj należy doszukiwać się metafor... Chyba ze ten osobnik to ktoś, kto jest jedynie metamorfozą.... jak pewien Straszek.
    Pozwolił się jej dotknąć, nie miał nic przeciwko podniesieniu na nią jeszcze bardziej swojego wzroku. Mogłaby go nawet udusić, a on, zdaje się, by nie zareagował! Ach, cóż potrafisz nieświadomemu człowiekowi zrobić, jesteś morderczynią w kusej, czerwonej sukni, a nie najwspanialszą siłą!
    Zdradliwa twa natura, na co dzień ze śmiercią przebywasz.
    Nie miał jednak nic przeciwko słowom porwanej przez siebie Rogatej, bo i nie był w stanie myśleć o konsekwencjach. Takie zapobiegawcze myślenie zabiłoby cały urok, jaki na niego padł i bez pojęcia pochłonął.
    Już sądził, że jego ofertę przyjmie, weźmie coś, za co nie może właściwie poświadczyć, choć... kto wie, czy magia nie sprawiłaby, że już na zawsze oddałby jeden ze swoich zegarów? Pewnie bywa równie nienawistna co Miłość i Śmierć. Zwłaszcza w przykrym wydaniu, jakie od dłuższego czasu na Aronii się mści.
    Czarne scenariusze obecna epoka mu pisze.
    - Wiedza czasem może być przeszkodą, lecz w tym wypadku wiem dość dużo... Ach, niech czas stanie i zatrzyma tę chwilę! Bo Twoja obecność powinna trwać jak najdłużej.
    I w drugiej dłoni drugi zegar się zmaterializował, a czas stanął w miejscu. Zastygł w bezruchu jak miliardy gwiazd na niebie, umieszczone na jednej fotografii.
    Powstał i podszedł do domniemanej Upiornej. Miał ją na własność. To, czego dokona, najpewniej byłoby dla niego niechlubnym, szkoda jednak, że nie może się przebudzić i być autorem czynów dla siebie właściwych.
    Biedak, chyba już na dłuższy czas nie zaufa Miłości.
    Wsunął zegary do rękawów, mając zaplecione ich łańcuszki na kciukach. Zgarnął kosmyki włosów z jej czoła, popatrzył z góry na jej rogi, których nie śmiał tknąć. Obszedł ją dookoła jakby podziwiał rzeźbę - bo i tak właśnie była nieruchomą. I jeszcze piękniejszą, bo żywą.
    Pochylił się ku niej, odsunął od szyi postawny kołnierz bolerka, w tym celu zapewne odpinając jeden bądź dwa z guzików (tudzież korzystając z zamka błyskawicznego?). Odkrył jej szyję, przyłożył do niej na milimetry swe usta, lecz nie złożył pocałunku. Kolejno chwyci między dłonie jej twarz i spojrzał w jej oczy, odnajdując w nich odbicie swoich własnych.
    - Jesteś jedną z najpiękniejszych Upiornych, nie zasługujesz na kradzież pocałunków.
    Sięgnął guzików i powtórnie je zapiął, dbając przy tym o idealne ułożenie tej części ubioru. Chwycił jedną z jej dłoni między swoje i dokładnie przyjrzał się nadgarstkowi. przejechał opuszkami palców po cienkich żyłkach, pozbył się rękawiczki i jakby dokonywał wróżby, tak wytrwale i dokładnie śledził linie zgięć.
    Niby chirurg, dokładnie lustrujący swojego pacjenta przed operacją plastyczną. Niby morderca, spędzający ostatnie chwile ze swoją ofiarą. A jednak wciąż na twarzy miał wypisane ogromne uczucie do osoby, która poznawał, której się uczył. By zniwelować to, co mu zarzuciła - niewiedzę.
    - Czas wszystko znaczy, każdy najdrobniejszy szczegół jego jest dziełem. Ta dłoń doprawdy nie powinna, niepotrzebnie, bratać się z byle powietrzem!
    I to powiedziawszy, ponownie nałożył rękawiczkę na palce. Delikatnie, ażeby jakiegokolwiek bólu nie zadać. Tak był w tym czynie subtelnym gdyby od zbyt dotkliwego ruchu dłoń miała się w pył posypać!
    I skierował palce na jej powieki i po prostu je zamknął. Swoje dłonie ponownie umieścił na jej ciele, tym razem na obu ramionach, a ich skórę delikatnie gładząc.
    - Jestem Władcą Czasu. Władam nim bezgranicznie. Mając go w garści, mogę uczynić wszystko, czego tylko zapragnę. I jak wiele Upiornych widziałem, tak Ty jesteś tą Jedyną, Najwspanialszą. Tak bardzo mnie chwytasz za serce, że aż z trudem opieram się pokusie, by Cię skosztować. Mogę tego jednak dokonać w każdej chwili, lecz miejmy nadzieję, ze mnie tak nie zawiedziesz.
    Zaplótł pierwszy z zegarów na jej szyi jak gdyby miał być medalionem. Z chwilą, kiedy puścił łańcuch, odsunął się w tył o krok, a czas wznowił swój dalszy bieg.
    Wszystko, czego była świadkiem, wydarzyło się jak gdyby w ułamku sekund, a mimo to dobrze pamiętała. To paradoks podobny do snu, tyle że odwrotny, bo tam za kilka godzin mijają jakby tylko minuty.
    - Aaron, Władca Czasu, pragnący być na Pani rozkazy w marszu nam sprzyjającej Miłości.
    _________________


    x x x x
     



    Poskramiacz

    Stowarzyszenie Czarnej Róży: Różana Czarownica
    Godność: Erin Collins ale mów mi Seamair.
    Wiek: Już 17 lat gości mnie ten Świat.
    Rasa: Cyrkowcem się stałam lecz wcale nie chciałam...
    Lubi: Bestie, taniec, muzykę, widok tęczy, unikalne kreacje a przedewszystkim swobodę.
    Nie lubi: Lekarzy, aparatury medycznej, zakłamania, niewoli.
    Wzrost / waga: 166 cm /44kg
    Aktualny ubiór: https://i.pinimg.com/564x/8a/90/9d/8a909d9cda718c1058ce61a20311d833.jpg
    Znaki szczególne: Urocze acz ostre rogi na czubku głowy, drapieżne spojrznie o barwie szkarlatu, ozdoby w kształcie czterolisnej koniczyny.
    Zawód: Samozwańcza opiekunka wszelkich bestii (szczególnie tych zamieszkujących Malinowy Las).
    Pan / Sługa: -/ Sługę lub służkę chętnie zatrudnię!
    Pod ręką: Zestaw noży do rzucania, rubinowe serce, sakiewka ze złotem.
    Broń: Srebrny rapier oraz zestaw noży do rzucania.
    Bestia: Teti (Avi) Vitavi~ Vivi (Fliks)
    Nagrody: Rubinowe Serce, Zegarmistrzowski Przysmak (3 szt.), Animicus, Mortis Anulum, Bolerko-niewidko, Bezdenna Sakwa, Fliksy, Cukrowe berło
    Stan zdrowia: Czuję się dobrze, dzięki że pytasz.
    Dołączyła: 04 Sty 2015
    Posty: 305
    Wysłany: 14 Marzec 2016, 14:31   

    Strach zapanował nade mną w chwili, kiedy niczym posąg zastygłam w bezruchu nie mogąc drgnąć choćby powieką… Nie rozumiałam, co się stało, wiedziała jednak doskonale czyją było to winą! Strach jednak nie pozostał bez towarzystwa, szybko dołączyła do niego również złość. Bo jak On też śmiał mnie zniewolić! Nie mogłam się ruszyć, nie mogłam wykrzyczeć swej złości nie mogłam zaprotestować, kiedy wyciągnął mu mnie ręce. Nie wiedziałam, co zamierzał… Zwodził mnie? Może to wszystko było jedynie farsą, którą miał zamiar teraz zakończyć? Czułam niepokój, kiedy przyglądał mi się w ten sposób, jeszcze większy, gdy nagle zniknął mi z oczu… Nie mogłam zrobić nic, ale przynajmniej widziałam, co zamierza, choć tyle mi pozostało.
    Zamarłam… i to jeszcze bardziej niż dotychczas, kiedy palce mężczyzny zaczęły rozpinać guziki przy moim bolerku. Poza oczywistym przerażeniem opanowała mnie niewyobrażalna wściekłość i jedne myśli, jakie kłębiły się w mojej głowie, kiedy białowłosy nachylił się nade mną to ochota, aby wbić mu nóż w sam środek gardła. Strach podsycał wrogie uczucia, byłam, bowiem przerażona swą bezsilnością i tym, że cokolwiek zamierzał to nie byłabym go w stanie powstrzymać. Czułam na szyi jego gorący oddech, kosmyki białych włosów łaskotały mnie w szyję… Zaczęłam się zastanawiać czy nie lepiej byłoby czuć teraz na szyi zimny i okrutny chłód metalu wówczas koniec byłby bardzo łatwy do przewidzenia. Ta cholerna niepewność i niemoc! Już miałam wysnuć wobec mężczyzny wiązankę wszystkich znanych sobie przekleństw i klątw, kiedy ten niespodziewanie zatrzymał się a zaraz po tym na powrót zaczął zapinać guziki, z którymi jeszcze chwilę temu się zmagał. Czyżby czyjeś pojawienie się go spłoszyło? Nie, to nie to wszak słyszałam wszystko doskonale, a nie doszły mnie niczyje kroki ani też skrzypienie drzwi. Co więc stało za przyczyną powstrzymania się w wcześniejszych zamiarach? Czyżby wyrzuty sumienia nagle zaczęły nękać białowłosego? Ulga, jaką odczułam nie trwała jednak długo, zmuszona do wpatrzenia się w czarne niczym bezgwiezdne niebo oczy, z których nie dało się ni jak wyczytać dalszych zamiarów. Dało się jednak dostrzec coś innego… uczucie, przeklęte zakochanie a może nawet niezrozumiałe uwielbienie, które w obecnej chwili zdawałby mi się groźniejsze niż gdyby mężczyzna miał żywić do mnie nienawiść. W tej chwili właśnie miłość wydawała mi się czymś strasznym…, bo skoro tak działała ta sztuczna i spreparowana to co stałoby się gdyby o prawdziwym uczuciu była mowa?
    Ponownie fala niepokoju zawładnęła mną, kiedy mężczyzna zamknął mi oczy. Zdana na pozostałe zmysły starałam się je jak najbardziej wytężyć. W efekcie tego nad wyraz intensywnym zdawał mi się jego dotyki, kiedy to tak pieczołowicie bawił się moją dłonią. Czułam się jak lalka, niemogąca się sprzeciwić temu, co robił z nią właściciel. Co właśnie starał się osiągnąć czarnooki? On chciał pokazać, że właśnie nie, kto inny jak On może kontrolować sytuację, że w jego to rękach leży władza i że ów potęgi, jaką włada nie powinno się ignorować. Wszak wcześniej jasno dał do zrozumienia, że moja odmowa źle skończyć się może dla naszej dwójki… Z całą pewnością chciał mi teraz zaimponować, ale i zapewne dać ostrzeżenie.
    Władca czasu mogący mieć wszystko, czego zażąda? Władza nad czasem naprawdę brzmiała imponująco… jednak czy aż tak silny był jak sam twierdził? Jeśli tak to jakimże sposobem dał się tak łatwo podejść, nie dostrzegł, że wpada w nieumyślnie zastawione sidła, kiedy to raczył się piwem z domieszką trefnej trucizny? A zatem nasz Pan Władca Czasu nawet, jeśli potężny to dalej ma słabości! Za to, co właśnie mi zrobił (nawet, jeśli i po części moją jest to winą) to zasługiwał na karę. Skoro tak właśnie chcesz grać czarnooki to zagrajmy! Niech miłość, której teraz tak pragniesz stanie Ci się zgubą ja zaś twą trucizną! I nie, nie myśl sobie, że łatwy koniec ci przyniosę! Będę trucizną, która niesie śmierć długą i bolesną…
    Kiedy w mojej głowie radził się plan zemsty, mężczyzna głodził właśnie me ramiona a po chwili zawiesił na mojej szyi zegarek. Kiedy to dowód miłości zawisł już na mej szyi stało się coś ważnego, czas znowu zaczął płynąć a przede mną nastało piekielnie trudne zadanie, czyli powstrzymanie chęci rozszarpania białowłosego… Czułam wówczas jak wszystkie emocje i reakcje na nie ogarniają moje ciało przed czym nie dałam rady się obronić. Nie mogłam pokazać swej słabości, musiałam to wszystko przekuć na swoją korzyść, wedle mych dalszych zamiarów. Błyskawicznie opuściłam głowę tak by mężczyzna nie mógł widzieć jak oczy zaszkliły mi się łzami. Momentalnie i bez słowa zmniejszyłam dzielący nas dystans do zera. Moje ręce zaciśnięte w pięści oparły się o klatkę piersiową białowłosego, również twarz ukryłam w ten sposób, przyciskając ją do męskiej piersi.
    Moje ciało drżało, zęby miałam mocno zaciśnięte, po policzkach spływały nieszczęsne łzy. Potrzebowałam chwili, aby się uspokoić, aby nie dać się ponieść emocjom, które mogłyby zniweczyć mój plan. Nie potrzebowałam na to wiele czasu, łzy starłam szybo i równie prędko jak i gwałtownie odsunęłam się od Aarona posyłając mu wówczas oskarżające spojrzenie.
    -Nie waż się nigdy więcej pozbawiać mnie wolności zamykając w tym więzieniu! Chyba, że tym, czego naprawdę chcesz jest moja nienawiść, a spada ona na każdego, kto na mą swobodę nastaje. Wiedzieć Ci trzeba, że to, co siłą wyrwane nigdy smaku prawdziwego mieć nie będzie. Nie bądź, więc złodziejem, bo z takimi przystawać nie chcę.
    Odsunęłam się od niego jeszcze o krok do tyłu i ponownie wzrok spuściłam, aby łatwiej było mi opanować swe emocje. Podniosłam dłoń i ujęłam w nią zegarek, który nadal wisiał na mojej szyi, przyglądałam się drgnięciom srebrnych wskazówek.
    -Nie chcę być zmuszana do ucieczek, które to nie są zgodne ani z mą naturą ani też z wcześniejszymi zamiarami. I nie oczekuj ode mnie żadnych rozkazów. Jak miałabym pokochać, kiedy nie wiem czy mogę choćby zaufać?
    Przez chwile zastanawiałam się czy nie zerwać z szyi łańcuszka wraz z zegarkiem, ostatecznie jednak odegnałam od siebie tę myśl, aby powrócić do swej gry. Doprawdy zaczynało mi się robić żal czarnookiego, miałby prostsze życie gdybym nie dostrzegła go tam w kraterze.
    -Skoro jesteś Panem czasu to chyba nie nękają Cię obawy, że Ci go zabraknie? A może, czego innego się lękasz, Aaronie? Czas może i potrafisz okiełznać…, ale serca już nie.
    Starałam się zaakcentować swą ostatnią wypowiedź, co więcej chciałam, aby zabrzmiała niczym wyzwanie, kiedy to już wcześniej nakreśliłam reguły gry. To nie On będzie tutaj Panem….
    _________________



    ~ x ~ ~ x ~~ x ~ ~ x ~




    Aktualny ubiór jako Różana Czarownica:
    Maska – Podwójna para oczu o czarnych białkach i czerwonych tęczówkach otwiera się kiedy maska zostaje nałożona i zamykają z chwilą jej zdjęcia. „Oczy” są ruchome i dostosowują się ruchu gałek ocznych nosiciela. nr1 nr 2
    Kostium – Tak jak na załączonym obrazku
    Uczesanie – Włosy związane w wysoki kucyk, kilka luźnych pasm po bokach twarzy


    + - dialogi zrozumiałe tylko dla Poskramiaczy
     



    Zmarły

    Karciana Szajka: Walet
    Godność: Aaron (Aron) Wels alias Amon
    Wiek: 27
    Rasa: Lunatyk
    Lubi: nadmorskie zamki, latarnie, przyglądać się torturom, nazywać siebie Władcą Czasu
    Nie lubi: lekceważenia czasu
    Wzrost / waga: 190cm / 86kg
    Aktualny ubiór: Czarny frak z gustowną, grafitową koszulą w jasne prążki i zgrabny, acz wyrazisty w swojej formie, ciemny cylinder.
    Znaki szczególne: białe włosy, czarne oczy, obcowanie z kapeluszami i zegarami
    Zawód: Latarnik
    Pan / Sługa: - / Doll
    Pod ręką: 1/2 blaszki zmartwienia
    Dołączył: 21 Lip 2014
    Posty: 484
    Ostrzeżeń:
     1/3/3
    Wysłany: 17 Marzec 2016, 02:27   

    To prawda, dał się łatwo podejść z trucizną umieszczoną w piwie, jednakże... czyż jego wcześniejsza mowa nie sugerowała tego, że o wszystkim wie? I czy magia wykluczała możliwość posiadania mocy neutralizacji takich trucizn? Przyjmując taki scenariusz, można wciąż podtrzymywać jego pełną kontrolę nad sytuacją. Fakt, nie jest to prawdą. Ale nawet wówczas trudno zignorować siłę zatrzymywania czasu, czego konsekwencje mogą być straszne... Ta jednak ma swoje ograniczenia.
    Pierwsza część odzewu przeszła połowicznie przez uwagę Aaronii. Siła sztucznie wykreowanej miłości, która podburzała już jego silne zamiłowanie do Upiornych Arystokratek, zaczynała słabnąć, jednocześnie dając większą swobodę formułowania rozważnych myśli, a te z kolei hamowały popęd do tak nadmiernego angażowania się w sprawę.
    Odległość stale powiększana, ślady po łzach, zamglone wspomnienie o niekomfortowych dla niego słowach. Wszystko składało się na złe skutki zatrzymania czasu, którego akcja nie uciekła z pamięci Zegarmistrza - była jednak częściowo przerzedzoną tak, jakby miało to miejsce kilka dni temu.
    Słuchał, analizował, próbował zrozumieć.
    Zrozumiał.
    I nie darował sobie wpadnięcia w tak banalną pułapkę, która tknęła tak czułe, a zarazem lodowate serce. Czułe, bo miał w nim miejsce dla Revi jak i dla tej jednej-jedynej-jeszcze-niepoznanej. Lodowate, bo nie było szans, aby miejsca starczyło na kogokolwiek innego; lodowatego, bo on sam cechuje się egocentryzmem.
    - Lękam się... To, co mi uczyniono nie zasługuje na pochwałę. Nie do mej natury należy tak niewolnicze narzucanie się. Wiedzieć trzeba, że choć wielkim urokiem łapią mnie Upiorne Arystokratki, nie takim sposobem dane mi podążać.
    Owszem, zdolny byłby kogokolwiek tak unieruchomić, lecz potrzebowałby do tego konkretnego powodu, a szaleństwo serca nie mieści się w ich zakresie.
    - Muszę jednak przyznać, że komplementy nie były na wiatr rzuconymi. Bardzo ładnie się Pani prezentuje. Myślę też, że nie bez powodu zostałem obdarowany większa uwagą... A to każe przypuszczać, że te sprawy się łączą. Mam rację?
    Odnajdywania się w skomplikowanych czy niepewnych sytuacjach nie jest dla Aronii wielkim problemem, choć ciężko posądzać go o geniusz w tej dziedzinie. Z doświadczenia jednak wie, że swoim zachowaniem bardzo niewiele kobiet by zainteresował. Ta jednak zdecydowała się pozostać. Z ciekawości czy z ambitnych planów? O tym mógł tylko gdybać,
    A jego sposób mowy był najzwyklejszym, pozbawionym jakiejkolwiek próby upodobania się. Sam wzrok także był mniej wybiórczym i nie opierał się tak często o Upiorną. Wrócił do swojego standardu: głodny wiedzy obserwator; ale czy ktoś mu uwierzy?
    Różne maski różne osobniki przywdziewają w niekomfortowych dla siebie sytuacjach bądź w próbach dokonania wyzysku.
    _________________


    x x x x
     



    Poskramiacz

    Stowarzyszenie Czarnej Róży: Różana Czarownica
    Godność: Erin Collins ale mów mi Seamair.
    Wiek: Już 17 lat gości mnie ten Świat.
    Rasa: Cyrkowcem się stałam lecz wcale nie chciałam...
    Lubi: Bestie, taniec, muzykę, widok tęczy, unikalne kreacje a przedewszystkim swobodę.
    Nie lubi: Lekarzy, aparatury medycznej, zakłamania, niewoli.
    Wzrost / waga: 166 cm /44kg
    Aktualny ubiór: https://i.pinimg.com/564x/8a/90/9d/8a909d9cda718c1058ce61a20311d833.jpg
    Znaki szczególne: Urocze acz ostre rogi na czubku głowy, drapieżne spojrznie o barwie szkarlatu, ozdoby w kształcie czterolisnej koniczyny.
    Zawód: Samozwańcza opiekunka wszelkich bestii (szczególnie tych zamieszkujących Malinowy Las).
    Pan / Sługa: -/ Sługę lub służkę chętnie zatrudnię!
    Pod ręką: Zestaw noży do rzucania, rubinowe serce, sakiewka ze złotem.
    Broń: Srebrny rapier oraz zestaw noży do rzucania.
    Bestia: Teti (Avi) Vitavi~ Vivi (Fliks)
    Nagrody: Rubinowe Serce, Zegarmistrzowski Przysmak (3 szt.), Animicus, Mortis Anulum, Bolerko-niewidko, Bezdenna Sakwa, Fliksy, Cukrowe berło
    Stan zdrowia: Czuję się dobrze, dzięki że pytasz.
    Dołączyła: 04 Sty 2015
    Posty: 305
    Wysłany: 18 Marzec 2016, 23:42   

    No i sytuacja się zmieniła… A skoro zmienia się ona, muszę również dokonać przemodelowania swoich poczynań. Wyglądało na to, że pierwotny plan będzie musiał zaczekać… Właściwie nie było to konieczne, jednak ciekawość dochodziła do głosu. Nagle zaczęło mnie nurtować jak też zachowuje się Pan i Władca Czasu nie będąc otumaniony eliksirem miłości. Czy istotnie na tyle był ciekawy, aby wypadało go żałować gdyby rzeczywiście skosztował trucizny miast eliksiru? Doprawdy za bardzo daję się ponosić ciekawości zamiast przystąpić do konkretnych działań, ale cóż w końcu, kiedy jej nie ulegać, jeśli nie w młodości właśnie? A plan pierwotny? Cóż mogłam sobie pozwolić na to by odwlec go w czasie, choć wszystko zależało od tego jak rozegram tą sytuację i jaki odwet da mi białowłosy.
    Ryzyko, aż nazbyt polubiłam jego smak… czy to już nie stało się nałogiem? Nie, oczywiście, że nie! Nasza gra właśnie zyskuje nowy start.
    Słuchałam uważnie słów mężczyzny równie wiele energii poświęcając na obserwację jego postawy i zachowani. Cóż za nagła zmiana. Trzeba przyznać, że trucizna była z tego mizerna… jednak, jako eliksir miłości, (którym to istotnie był) sprawdzał się niezwykle skutecznie. Delikatnie przechyliłam głowę nie spuszczając spojrzenia z mężczyzny, zrobiłam pół kroku w przód i uśmiechnęłam się z wyraźnym zadowoleniem.
    -A, więc już się „przebudziłeś”. Cieszę się.
    Komplement tym razem taki który mogłam zaakceptować jako szczery spotkał się z odpowiedzią w postaci delikatnego uśmiechu. Westchnęłam cicho i wyminęłam mężczyznę kierując swe kroki do jednej z drewnianych ław mieszczącej się w cieniu drzew, słońce jedynie w małym stopniu zdołało się tam przedrzeć poprzez gęste liście. Po tym jak już rozsiadłam się wygodnie na drewnianym siedzisku zadałam Aaronowi kluczowe pytanie, które brzmiało:
    -Gorzka prawda czy słodka nieświadomość? Co wybierasz?
    Nie zdziwiłam się szczególnie, kiedy to wybrał pierwszą z propozycji, od tego momentu musiałam być bardzo czujna. Wsunęłam dłoń do kieszeni i wyciągnęłam z niej fiolkę z eliksirem, po czym rzuciłam ją ( lub podałam jeśli był już wystarczająco blisko) lunatykowi.
    -Masz rację, że to, co Ci uczyniono nie zasługuje na pochwałę i zapewne interesuje Cię, kto też tak haniebnych czynów się dopuścił. Otóż tak się niefortunnie składa, że wina tego zamieszania na mnie spada. Pozwól jednak, że się wytłumaczę…
    Jeśli białowłosy uzbroił się w odrobinę cierpliwości mógł usłyszeć jak to się cała ta sprawa potoczyła. Co mnie pokusiło aby się przyznać? Ciekawość… byłam niezmiernie zaintrygowana jak też może się zachować człowiek, który dowie się jak bliski był śmierci.
    -Otóż drogi Aaronie, musisz wiedzieć, że urodziłeś się pod szczęśliwą gwiazdą… ponieważ flakon który to trzymasz w dłoni w pierwotnym zamyśle miał być trucizną, którą to dolałam Ci do piwa i uważnie obserwowałam jak tym trunkiem się wówczas raczysz. Na szczęście okazało się, że sprzedano mi nie to, czego oczekiwałam, dzięki czemu dalej rozmawiamy. Jednak w tej całej sprawie jest jeszcze jeden szkopuł…
    Zamilkłam na krótką chwilę, aby lepiej przyjrzeć się reakcjom Władcy Czasu, ciekawe, o czym myślał po usłyszeniu czegoś takiego. Czy już mnie znienawidziłeś białowosy? Wyjątkowo masz ku temu prawo.
    -Widzisz… jesteś do kogoś bardzo podobny, na Twoje nieszczęście do kogoś kto w przeszłości bardzo mnie skrzywdził i na kim szukam teraz odwetu. To podobieństwo i moja chęć zemsty niemal kosztowała Cię życie… Ale żyjesz nadal, moglibyśmy nawet wznieść toast za twe zdrowie lecz ja wydałam wszystko na felerną truciznę a i wątpię byś Ty sam miał jeszcze ochotę cokolwiek pić w moim towarzystwie.
    Uśmiechnęłam się do mężczyzny, który mógł teraz ujrzeć moje złowrogo zaostrzone kiełki. I o czym to ja jeszcze nie wspomniałam? Zdaje się, że przedstawiła już wszystkie istotniejsze kwestie, ach nie… zostało coś jeszcze.
    -Dopiero, kiedy stanąłeś przede mną twarzą w twarz doszło do mnie, że nie jesteś tym na kogo polowałam, za to o eliksirze dowiedziałam się dopiero kiedy mnie tutaj przyprowadziłeś. Nie wiedziałam jak mam wytłumaczyć to wszystko… No a potem przyszły subtelne groźby i zatrzymywanie czasu…
    _________________



    ~ x ~ ~ x ~~ x ~ ~ x ~




    Aktualny ubiór jako Różana Czarownica:
    Maska – Podwójna para oczu o czarnych białkach i czerwonych tęczówkach otwiera się kiedy maska zostaje nałożona i zamykają z chwilą jej zdjęcia. „Oczy” są ruchome i dostosowują się ruchu gałek ocznych nosiciela. nr1 nr 2
    Kostium – Tak jak na załączonym obrazku
    Uczesanie – Włosy związane w wysoki kucyk, kilka luźnych pasm po bokach twarzy


    + - dialogi zrozumiałe tylko dla Poskramiaczy
     



    Zmarły

    Karciana Szajka: Walet
    Godność: Aaron (Aron) Wels alias Amon
    Wiek: 27
    Rasa: Lunatyk
    Lubi: nadmorskie zamki, latarnie, przyglądać się torturom, nazywać siebie Władcą Czasu
    Nie lubi: lekceważenia czasu
    Wzrost / waga: 190cm / 86kg
    Aktualny ubiór: Czarny frak z gustowną, grafitową koszulą w jasne prążki i zgrabny, acz wyrazisty w swojej formie, ciemny cylinder.
    Znaki szczególne: białe włosy, czarne oczy, obcowanie z kapeluszami i zegarami
    Zawód: Latarnik
    Pan / Sługa: - / Doll
    Pod ręką: 1/2 blaszki zmartwienia
    Dołączył: 21 Lip 2014
    Posty: 484
    Ostrzeżeń:
     1/3/3
    Wysłany: 21 Marzec 2016, 11:59   

    Podążył śladem Rogatej pomiędzy gęstwiną liści. Usiadła i zadała zbytnio niekomfortowe pytanie, bo przywodzące na myśl, że o kłamstwo w jej wykonaniu łatwo; że trudno w cokolwiek wierzyć od teraz. Kto wie, czy gorzkie nie będzie kłamstwo, a słodką prawda?
    - Prawda ma tylko klucz do wiedzy, a zatem na nią się zdecyduję.
    Złapał flakonik, przyglądając się mu dokładnie. Pozwolił sobie zająć miejsce po drugiej stronie ławki. I słuchał, zdanie za zdaniem, kreując w swoich myślach pełen obraz zachowania Seamir. Niejednokrotnie wpadał w poirytowanie tym, z jaką łatwością przychodziło jej o tym mówić. Owszem, swoją niewinność kwitowała głupotą i chęcią zemsty, niemniej... Choć gorzka prawda to także i nieokiełznane oblicze. Na złe wychodzi Aaronowi, że czym bardziej niedostępna osóbka, a wpadająca mu w oko, tym mniej pozwala sobie na przemyślane działania. W efekcie niejednokrotnie już popadał w nieprzyjemny marazm, choć dotąd nie spotykał się z próbą zabójstwa.
    Zabić za coś łatwiej od zabicia przypadkowej ofiary.
    A to kolejny impuls pchający go do działania, które zbyt namiętnie i deprawująco rozpoczął.

    Już w pierwszej chwili jego przypuszczenia znalazły potwierdzenie. Zwyczajnym "słucham zatem" pozwolił na wytłumaczenie się jej. "Nie byłoby dopuszczalnym, by Władca Czasu zginął tak banalnie" - odparł na zapewnienia o szczęśliwej gwieździe. Nienawiść? Nie, bardziej chęć odegrania się, zamiany ról... Ale to nie pasuje, bo już swoje niecierpiące sprzeciwu oblicze ukazał zatrzymaniem czasu. Potrzebował czegoś lepszego w to miejsce, niekoniecznie mniej okrutnego. Skamieniałą twarzą potraktował bycie o krok przez głupotę rogatej do tamtego świata. Ale w tej całej istocie nie sposób dostrzec mu podobizny do samego siebie - bo kiedy to on myślał o skutkach swoich działań, o niewinnych?
    Ha, nigdy.
    A więc pomyłka. Na to sobie jednak nie zwykł pozwalać. Już myślał, że poznał świadomego jego osoby wroga, a to tylko cholerna pomyłka! Zawiódł się, choć nie trudno zauważyć w tym lepszej dla siebie pozycji: wszakże wzajemna wrogość nie jest wpisana w ich osoby. Jeszcze.
    - Kto wie, jak bardzo dobre masz metody, że przebywając na dystans potrafisz niezauważenie mnie otruć? Ale chyba te metody równie skuteczne, co moje prawo zatrzymania czasu. Czyż oboje nie jesteśmy siebie warci kiedy powiem, że sam podjąłbym się podobnych działań wobec paru osób?
    Przyjrzał się fiolce ponownie, upatrując w niej skrupulatnym wzrokiem jeszcze trochę zawartości.
    - Możemy skosztować piwa, to dobry mimo wszystko pomysł, wart realizacji. Ale nie sądzisz, że tym razem Ty powinnaś dostać tę zawartość do skosztowania? Przecież to tylko parę kropel... Nie mogłyby wielkiej wyrządzić krzywdy!
    Podał jej wolną dłoń w geście zaproszenia do wypicia za ich zdrowie... I swoje własne życie. A flakonik wciąż pozostawał w drugiej.
    W teorii mógłby ją zatrzymaniem czasu zmusić do wypicia, ale... nie tędy droga do serca.
    _________________


    x x x x
    Wyświetl posty z ostatnich:   
    Po drugiej stronie krzywego zwierciadła... Strona Główna
    Odpowiedz do tematu
    Nie możesz pisać nowych tematów
    Nie możesz odpowiadać w tematach
    Nie możesz zmieniać swoich postów
    Nie możesz usuwać swoich postów
    Nie możesz głosować w ankietach
    Możesz załączać pliki na tym forum
    Możesz ściągać załączniki na tym forum
    Dodaj temat do Ulubionych
    Wersja do druku

    Skocz do:  



    Copyrights © by Spectrofobia Team
    Wygląd projektu Oleandra. Bardzo dziękujemy Noritoshiemu za pomoc przy kodowaniu.

    Forum chronione jest prawami autorskimi!
    Zakaz kopiowania i rozpowszechniania całości bądź części forum bez zgody jego twórców. Dotyczy także kodów graficznych!

    Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
    Template AdInfinitum
    Strona wygenerowana w 0,14 sekundy. Zapytań do SQL: 11