• Nie minęło zbyt wiele czasu od rozpoczęcia działalności AKSO, a po całej Otchłani rozniosła się wieść o tajemniczej mgle, w której znikają statki. Czytaj więcej...
  • Wstrząsy naruszyły spokój Morza Łez!
    Odczuwalne są na całym jego obszarze, a także na Herbacianych Łąkach i w Malinowym Lesie.
  • Karciana Szajka została przejęta. Nowa władza obiecuje wielkie zmiany i całkowitą reorganizację ugrupowania. Pilnie poszukiwani są nowi członkowie. Czytaj więcej...
  • Spectrofobia pilnie potrzebuje rąk do pracy! Możecie nam pomóc zgłaszając się na Mistrzów Gry oraz Moderatorów.
Trwające:
  • Skarb Pompei
  • Zmrożone Serce


    Zapisy:
  • Chwilowo brak

    Zawieszone:
  • Brak


  • Drodzy użytkownicy, oficjalnie przenieśliśmy się na nowy serwer! Dokładne informacje na fanpege'u Spectrofobii lub forumowym Discordzie (odnośniki po prawej)!



    Zapraszamy do zapoznania się z Uśrednionym Przelicznikiem Waluty. Mamy nadzieję, że przybliży on nieco realia Krainy Luster i Szkarłatnej Otchłani.

    Szykujcie się na słodkie Walentynki i Dziewannę!

    Zimowa Liga Wyzwań Fabularnych nadeszła. Ponownie zapraszamy też na Wieści z Trzech Światów - kanoniczne zdarzenia z okolic Lustra i Glasville. Strzeżcie się mrocznych kopuł Czarnodnia i nieznanego wirusa!

    W Kompendium pojawił się chronologiczny zapis przebiegu I wojny pomiędzy Ludźmi i KL. Zainteresowanych zapraszamy do lektury.

    Drodzy Gracze, uważajcie z nadawaniem swoim postaciom chorób psychicznych, takich jak schizofrenia czy rozdwojenie jaźni (i wiele innych). Pamiętajcie, że nie są one tylko ładnym dodatkiem ubarwiającym postać, a sporym obciążeniem i MG może wykorzystać je przeciwko Wam na fabule. Radzimy więc dwa razy się zastanowić, zanim zdecydujecie się na takie posunięcie.

    Pilnie poszukujemy Moderatorów i Mistrzów Gry. Jeżeli ktoś rozważa zgłoszenie się, niech czym prędzej napisze w odpowiednim temacie (linki podane w polu Warte uwagi).

    ***

    Drodzy użytkownicy z multikontami!
    Administracja prosi, by wszystkie postaci odwiedzać systematycznie. Jeżeli nie jest się w stanie pisać wszystkimi na fabule, to chociaż raz na parę dni posta w Hyde Park
    .
    Marionetki – otwarte
    Kapelusznicy – otwarte
    Cienie – otwarte
    Upiorna Arystokracja – otwarte
    Lunatycy – otwarte
    Ludzie – otwarte
    Opętańcy – otwarte
    Marionetkarze – otwarte
    Dachowcy – otwarte
    Cyrkowcy – otwarte
    Baśniopisarze – otwarte
    Szklani Ludzie – otwarte
    Strachy – otwarte
    Senne Zjawy – otwarte
    Postaci Specjalne – otwarte

    Ponieważ cierpimy na deficyt Ludzi, każda postać tej rasy otrzyma na start magiczny przedmiot. Jaki to będzie upominek, zależy od jakości Karty Postaci.



    » Miasto Lalek » Wielka Hala "wycieczkowa"
    Poprzedni temat :: Następny temat
    Autor Wiadomość
     



    Dręczyciel

    Stowarzyszenie Czarnej Róży: Członek
    Godność: Gawain Keer
    Wiek: Wygląda na około 30 lat.
    Rasa: Cień
    Lubi: Śliwkową nalewkę, fiolet
    Nie lubi: Gotować, ślimaków, niespodzianek
    Wzrost / waga: 183 cm / 76 kg
    Aktualny ubiór: Czarna koszula, czarne spodnie, czarne sztyblety, połówka Blaszki + medalion z puklem włosów Yako (w kieszeni): https://i.imgur.com/xOQrcNC.jpg//
    Znaki szczególne: Czarne twardówki oczu, bursztynowe tęczówki
    Zawód: Najemnik do prac wszelakich, zielarz
    Pod ręką: klucz do domu Yako i mieszkania, pieniądze
    Broń: Sztylet, kusza
    Bestia: Furor (Furbo), Kapeluterek
    Nagrody: Blaszka Zmartwienia
    Stan zdrowia: Zszargane nerwy
    SPECJALNE: Administrator Pomocniczy, Moderator
    Dołączyła: 09 Paź 2016
    Posty: 588
    Wysłany: 9 Lipiec 2018, 20:22   

    Odpowiedź Lisa nie podnosiła na duchu. Chyba już wolałby, żeby Yako był na niego zły. Krzyczał, rzucał czymś lub podpalał przypadkowe sprzęty domowe. Coś co lisie demony mają w zwyczaju robić, gdy są wściekłe. Przynajmniej mógłby go przeprosić, wynagrodzić krzywdy lub po prostu zejść mu z oczu. A tak? Białowłosy trzymał to wszystko sobie. - Nie musisz mierzyć się z tym sam. - szepnął niemalże czule i skierował swoją uwagę na dziecko. Nie chciał ciągnąć Yako za język, gdyż ani czas, ani miejsce temu nie sprzyjały.
    Cosiek chyba się zmęczył. Doskonale. Może będą mogli spać dziś spokojnie, nie martwiąc się, czy malec czegoś po cichaczu nie kombinuje. Nawet zamknął na moment jadaczkę! To historyczna chwila!
    - Sol. Jak słońce. Jest żółty jak ono, dlatego tak go nazywamy. - spieszył z wyjaśnieniami i wskazał płonącą kulę gazu na nieboskłonie. - Fajne, co? - zapytał podrzucając monetę i schował ją w kieszeni. - Nie przyzwyczajaj się. - mruknął żartobliwie, bardziej do Yako niż do Kogitune, bo nie liczył na zrozumienie dziecka.
    - Nie iść, bo się zgubić. - odpowiedział szorstko, zamykając tym wszelkie dyskusje. Cień zerknął na białowłosego, gdy ten poczochrał chłopczyka. Miał rację. Dzieciak rozpaczliwie potrzebował pomocy fryzjera. Miejscami włosy zbiły mu się w filc - łamacz grzebieni. Błoto, wilgoć, kawałki gałązek skutecznie w tym pomogły. - Dobra. Faktycznie trzeba zrobić mu coś z głową, ale Ty wymyślasz bajeczkę. - kiwnął na Yako. Keer miał już dość ogarniania wszystkiego za wszystkich. Nie wymagał podziękowań, ale chociaż uśmiech mógłby zobaczyć.
    Na co on, do cholery, liczył?
    Cosiek darł się trzymając się za głowę. Szkoda, że Yako nie kupił nauszników również dla niego, bo on nie mógł sobie zatkać uszu, chyba że upuściłby bachora tam gdzie stał. Piekielne larmo odrobinę zelżało, gdy puchate nauszniki osłoniły Kogisia przed hałasem. Przynajmniej chłopczyk nie wyrywał się, nie kopał i nie gryzł jak oszalały, więc dało się przeżyć.
    U krawca było tylko lepiej. Co prawda Cosiek wymacał właścicielowi brodę, ale nie wrednił się w tym względzie. Widocznie był po prostu ciekawy. Gawain zgromił małego wzrokiem, a sklepikarz tylko serdecznie się uśmiechnął niezrażony zachowaniem małego klienta.
    - Zdejmę miarę i dopasuję ubrania. Zapewniam, że nie zajmie to zbyt długo. - krawiec oznajmił dwornie. Jego spojrzenie skrzyło dumnie z jakiegoś nieznanego reszcie powodu. Począł mierzyć Kogitsunemaru i szybko spisywać wymiary. Był szybki, lecz delikatny. Dziecko ledwo mogło poczuć jego dotyk.
    - Polecałbym naturalne materiały. Bawełnę w szczególności. Odbarwia się z czasem, ale nie będzie drażnić skóry, zapewnia dobrą wymianę powietrza i jest w miarę wytrzymała. Z praniem jest, niestety, odrobinę gorzej. - mówił, nie ustając w swych wysiłkach. Zmierzył nawet uszy i ogony dziecka. Nadgorliwiec.
    - Dobrze. Możesz już zejść. Dziękuję. - pochylił się ku dziecku, po czym spojrzał na Keera. - A pana zapraszam do wyboru materiałów. - powiódł otwartą dłonią w głąb sklepu, a Gawain poczuł jak serce podchodzi mu do gardła. Nie! Tylko nie to. Znowu kolejny gaduła. Już to przeżywał, ale z drewnem, kaflami, farbami i tapetami. Nawet klamki i gałki mógł wybrać. Coś czuł, że będzie teraz będzie podobnie. Za nim ruszył za jegomościem w pelerynie spojrzał błagalnie na Lisa. - Wybierzcie buty. - wychrypiał jakby szedł na szafot, a nie oglądać guziki i macać bale materiału.
    _________________

     



    Poskramiacz

    Godność: Kogitsunemaru Foxkeer
    Wiek: Wygląda na 6 lat
    Rasa: Cyrkowiec
    Wzrost / waga: 110 cm/ 16 kg
    Aktualny ubiór: na głowie kaszkiet z wystającą parą lisich uszu, biała koszula wciśnięta w ciemne rybaczki z grubego materiału, wszystko w miarę luźne
    Znaki szczególne: Bursztynowe oczy z czarnymi twardówkami, rude lisie uszy i 3 takowe ogony
    Pod ręką: .
    Bestia: Magiczny Kapeluterek
    Dołączyła: 31 Gru 2017
    Posty: 95
    Wysłany: 11 Lipiec 2018, 20:19   

    - Sola, sol? Jak słońce? - Patrzył bez zrozumienia na nauczyciela z przypadku. - Słońce? - Wskazał ten sam obiekt co Gawain. - Przyzwyczajaj? - Co niby znowu zrobił nie tak?
    Pożegnał się z lisami, choć nadal nie do końca rozumiał dlaczego je zostawiają. Szansa na zgubienie się będzie większa jeśli się rozdzielą.
    Nadstawił bardziej głowę do głaskania, ale nic to nie zmieniło. Pieszczota trwała zaledwie chwilkę i nie wyglądało na to by miała być kontynuowana.
    Nauszniki poprawiły sytuację tylko trochę. Hałas co prawda prawie ustał, ale z zapachami nic nie potrafił zrobić. Kolory otaczały go z każdej strony. Nieważne czy miał otwarte czy zamknięte oczy. Wszystko było nadal tak samo jaskrawe i natarczywe. Dlaczego nie mogli po prostu stąd wyjść? Sam nie dałby sobie z tym rady, nawet gdyby nie był trzymany. Uznał, że lepiej będzie się nie rozdzielać i przylgnął do Cienia najmocniej jak tylko mógł.
    Broda okazała się trochę sztywniejsza niż włosy na głowie. Ale niedużo. Ciekawe czy to jakiś rodzaj wąsów czuciowych czy normalne futro. Sprawdził swoją twarz, nic na niej nie rosło. Może to kolejny gatunek dwunożnych? Ostatnio tyle się ich naroiło, że nie był pewien. Prawdopodobnie istniało ich wiele rodzajów zamieszkujących różne miejsca. A to tutaj było wyjątkowo niebezpiecznym środowiskiem. Może owłosienie na twarzy ułatwiało funkcjonowanie w takich warunkach? Blokowało zapachy? Chłopiec nie miał pojęcia jak jego opiekunowie sobie tutaj radzili.
    Grzecznie stał dając się dotykać nieznajomemu. To było lepsze niż wchodzenie w tłum, dlatego miał nadzieję, że nigdy się nie skończy. Włochaty przykładał do niego jakiś płaski paskowany sznurek, a potem bazgrał na papierze symbole. Ciekawe po co? - Litery? Cosiek dokumenty? - Wskazał zapisane wymiary. W końcu Cień obiecał mu, że je zdobędzie. Może po to tu przyszli? Skoro tak, to zniesie każde niewygody, byle tylko dowiedzieć się czym jest.
    Kiedy przestano go przestawiać co chwilę w celu przyłożenia sznurka chłopiec został puszczony wolno. Rozejrzał się po pokoju pełnym różnych ubrań... i butów. Tym ostatnim przyglądał się z wyjątkową niechęcią i podejrzliwością. Wiedział do czego służą, bo wszyscy dwunożni jakich spotkał takie nosili. Nie rozumiał po co ktokolwiek chciałby je zakładać. Skąd miałby wtedy wiedzieć po czym chodzi? Już skarpetki były okropne, ale te pudełka na stopy... Zdecydowanie nie!
    Jeśli został zmuszony do przyjrzenia się bliżej narzędziom tortur to wziął parę i powąchał. - Źle jedzenie! - Skomentował. Pod całą masą chemikaliów czuł zapach przetworzonej skóry. A mogła być taka pyszna! Zamiast tego ktoś przerobił ją na ustrojstwo do obcierania stóp.
    _________________




    Wysłannik Inari

    Wiek: Wyglada na ok 25
    Rasa: Lisi demon
    Lubi: Miłe towarzystwo
    Wzrost / waga: 190/85 // 175/60
    Aktualny ubiór: Czarne buty sportowe, ciemnie, potargane jeansy, biały T-shirt, czarna, skórzana kurtka. Na szyi medalion w kształcie kompasu, zawierający pukiel rudych włosów.
    Znaki szczególne: Oczy zmieniające kolor w zależności od głodu właściciela (błękit-fiolet-szkarłat)
    Zawód: Aktor/Aktorka
    Pod ręką: Klucz od domu, pieniądze, broń
    Broń: Naginata
    Bestia: Schnee [Yuuki], Kapeluterek
    Nagrody: Bursztynowy Kompas
    Stan zdrowia: Pocięty przez wybuchającego gluta.
    Dołączył: 19 Lis 2016
    Posty: 721
    Wysłany: 11 Lipiec 2018, 21:26   

    Westchnął ciężko - wiem...po prostu chyba dopada mnie starość. Ale dziękuję za troskę - uśmiechnął się do niego smutno i wrócił do oglądania widoków za oknem. Cieszył się, że ma tego rudzielca. Kochał go i bardzo się cieszył, że nie musi przez to wszystko przechodzić sam. Do tego to co musieli załatwić w Świecie Ludzi. Coś mu mówiło, że jego organizm będzie się mścił za to, że tak go teraz cisnął. Będzie musiał to jednak jakoś wytrzymać. Trochę go to jednak martwiło.
    Uśmiechnął się delikatnie, słysząc, że młody ma się nie przyzwyczajać. Co prawda obaj mieli sporo pieniędzy i nie musieli się jak na razie przejmować tym, żeby miało jej im braknąć. Ale jednak to prawda. Lepiej się nie przyzwyczajać, bo nie wiadomo co potem się wydarzy. W ogóle...czy jak jednak będą go wychowywać, to będą mu dawać kieszonkowe w zamian za wykonywanie jego obowiązków w domu? Czy w ten sposób będą go uczyć zarabiać uczciwie? Będzie musiał o tym porozmawiać z Cieniem. Ale to dopiero gdy będą sami, bez Cośka.
    Widząc jak Lisek się nastawia do głaskania. Zaśmiał się krótko i pogłaskał go jeszcze trochę - no dobrze, coś wymyślę - obiecał po czym znów poczochrał malca, trochę mocniej - to ma raczej po mnie - pokazał Cieniowi język. Ten nie lubił jak się go czochrało, a Cosiek jak widać wręcz przeciwnie. Dziwnie było myśleć o nim jak o potomku. Czy nawet jak o kimś o tych samych genach. Będzie jednak chyba musiał się z tym pogodzić.
    Młodemu coś bardzo nie pasowało w tym miejscu. I nie był to tylko hałas. Co więc? Zapach? Ale przecież to nie mogło go aż tak denerwować by się tak zachowywał. Lusian miał równie czuły nos, a tak nie reagował. A może przez setki lat życia w Świecie Ludzi po prostu się do tego przyzwyczaił na tyle, by mógł przebywać w takich miejscach. Raczej jednak nie było sensu pytać, bo w tym momencie Cosiek raczej nie dałby rady odpowiedzieć.
    W sklepie wszystko się uspokoiło. Przytakiwał sprzedawcy, słysząc o materiałach, z których powinny być ubrania. Mężczyzna miał rację. Szkoda, że nie można połączyć użytkowości z odpornością na plamy. Będą musieli coś wymyślić, albo zamówić jakieś środki czyszczące ze Świata Ludzi. Tam były takie specyfiki.
    Skrzyżował ręce na piersi i oparł się o ścianę za ławką. Zamknął oczy i zaczął po prostu dumać nad wszystkim i nad niczym. Ocknął się dopiero, gdy Dręczyciel powiedział, że mają wybrać jakieś buty. Zamrugał kilka razy i spojrzał na niego, nie rozumiejąc początkowo. Za bardzo się zamyślił i nie do końca do niego dotarło co się dzieje. Po chwili jednak mu przytaknął i wstał z westchnieniem. Starał się poruszać bez kuli. Było tu mało miejsca i nic nie powinno się stać.
    Zaczął oglądać obuwie i spoglądał na Cośka, by się upewnić, ze nic nie kombinuje - bo dwunożni nie tylko zjadają zwierzęta ale też robią z nich różne rzeczy - powiedział, oglądając buciki wyjściowe. Szukał w czarnych, bo te będą pasowały do wszystkiego - zabawki, buty, ubrania, jedzenie, ozdoby. Dużo rzeczy można zrobić na przykład z jednej krowy. Do tego daje mleko. Krowa to takie duże zwierze jak koń, ma rogi - wskazał na głowę starając się pokazać co to - i mówi muu - dodał jeszcze. Spojrzał na stopy Kogisia i wybrał dwie pary bucików. Nie był pewien rozmiaru.
    Następnie podszedł do bardziej sportowych butów. Przyglądał się im. Były w różnych kolorach i wzorach - Kogiś chodź tutaj - zawołał go - który kolor Ci się podoba? - zapytał, wskazując na obuwie - patrz te są takie jak ja mam - wskazał na swoje buty - ale są różne kolory, więc możesz wybrać - znów pogładził go po główce.
    Jeśli coś wybrali, posadził dzieciaka na ławie i zdjął mu skarpety i założył specjalne jednorazowe po czym przymierzał buty. Jeśli Lisek się buntował westchnął ciężko - Kogitsune. Buty są potrzebne. Jakby nie były to sam bym ich nie nosił. Ale tak jest bezpieczniej - uśmiechnął się delikatnie - Dzięki nim, nie będą Cię bolały stopy. Będziesz mógł biegać po lesie i nie będziesz musiał uważać na kamyki i patyki. I będzie Ci cieplej - dodał jeszcze. Miał nadzieję, że zrozumie - w Norce nie musisz. - Jeśli to przemówiło do dzieciaka, zawiązał mu buciki i pomógł wstać. Poprosił by się przeszedł i powiedział czy mu jakoś nie dokuczają, poza tym, że ma coś na stopach, co już pewnie nie było dla niego jak na razie zbyt fajne.
    _________________

    Lusian - #744AE8
    Luci - #AA2BB5

    Yako theme <3
     



    Dręczyciel

    Stowarzyszenie Czarnej Róży: Członek
    Godność: Gawain Keer
    Wiek: Wygląda na około 30 lat.
    Rasa: Cień
    Lubi: Śliwkową nalewkę, fiolet
    Nie lubi: Gotować, ślimaków, niespodzianek
    Wzrost / waga: 183 cm / 76 kg
    Aktualny ubiór: Czarna koszula, czarne spodnie, czarne sztyblety, połówka Blaszki + medalion z puklem włosów Yako (w kieszeni): https://i.imgur.com/xOQrcNC.jpg//
    Znaki szczególne: Czarne twardówki oczu, bursztynowe tęczówki
    Zawód: Najemnik do prac wszelakich, zielarz
    Pod ręką: klucz do domu Yako i mieszkania, pieniądze
    Broń: Sztylet, kusza
    Bestia: Furor (Furbo), Kapeluterek
    Nagrody: Blaszka Zmartwienia
    Stan zdrowia: Zszargane nerwy
    SPECJALNE: Administrator Pomocniczy, Moderator
    Dołączyła: 09 Paź 2016
    Posty: 588
    Wysłany: 12 Lipiec 2018, 19:36   

    Keer spojrzał na Yako z ukosa, po czym przewrócił oczami i spojrzał przez okno. Jednak w mig bursztyn znów spotkał się z przygasającym szkarłatem. - Nie gadaj głupot. Może lat masz tyle, ile wynosi średnia wieku dowolnych pięciu przypadkowych lustrzan, ale przebojowością bijesz ich na głowę. Dałbym sobie uciąć swoją za to, że za rok znów będzie Cię ciągnęło do podobnych przygód. - porozumiewawczo uniósł brwi. Lis jeszcze usłyszy słynne i niezmiernie denerwujące "a nie mówiłem". - Poza tym jesteś na chodzie. Dosłownie. - zmrużył oczy niczym zadowolony kocur.
    Cień był już znużony edukowaniem młodego. - Tak. - odparł mało elokwentnie i wyglądał jakby miał zaraz położyć się i zasnąć. Zamiast słów na języku wolałby posmakować goryczy kawy. Tej w termosie nie zostało wiele, jakieś pół kubka. Wolał ją zachować na podróż powrotną. - Żebyś nie myślał, że tak będzie zawsze. - "wytłumaczył". Zaczął podążać za przykładem Yako. Po prostu liczył, że któreś słowo trafi do Cośka i tyle.
    Kącik jego ust drgnął w skrywanym uśmiechu. Mały nadstawiał się do pieszczot niczym pies lub kot. Albo jak lis. Zwłaszcza ten tutaj, białowłosy i niepokorny. Rąk mi na nich nie starczy.

    Krawiec spojrzał na małego rudzielca znad okularów. - Nie, drogie dziecko. Zapisuję wymiary, by dobrze uszyć ubrania. - odpowiedział mu miły, ciepły głos mężczyzny, który zaraz pochylił się i zaczął grzebać w ogromnym przyborniku. Coś, co zdawało się być litą, sosnową kolumną w rzeczywistości składało się z wielu malutkich szuflad. Sięgała od fundamentów aż po strop malutkiego domku. Krawiec zamęczał Gawaina wyborem niezbędnych dodatków. Lamówki, guziki, zamki, haftki, nici. Rudzielec w kółko powtarzał słowa niepewności i nikłej decyzyjności. Chyba, zdam się na pana, skoro tak pan uważa. Skąd u licha miał się na tym znać? Jedyne co potrafił zrobić, to nie dać się naciągnąć na wymysły w postaci masy perłowej, pereł, koronek i piekielnie drogich podszewek z atłasu. Już wolał Nailsów i ich listwy przypodłogowe. Oni przynajmniej poczęstowali go świeżą kawą.
    Gdy w końcu Cień dokonał koniecznych wyborów kazano mu się usunąć. - Gdzie ja to mam... - mężczyzna mamrotał do siebie, szukając swych narzędzi, widocznie tracąc cierpliwość. - Jak zwykle niczego nie odkłada na miejsce. - powiedział tak cicho, że tylko Cosiek i Yako mogli to usłyszeć. Naciskał na kolejne szufladki coraz szybciej i z większą werwą, by w końcu zdjąć pelerynę odkrywając wszystkie ramiona. Bo miał ich aż trzy pary, niczym krzyżówka człowieka z insektem. Keer może i był zaskoczony, lecz nie ilością rąk, a podzielnością uwagi. Krawiec nawet nie spoglądał w niektóre szufladki. Po prostu obmacywał ich zawartość, by zaraz zamknąć je z cichym trzaskiem.
    Cień postanowił się wycofać. Przebywanie w bezpośrednim otoczeniu dystyngowanego pana zaczęło być niebezpieczne. Kurna, zaraz mnie będzie trzeba szyć, a nie ubrania. - przeszło mu przez myśl, patrząc na trzymającego igły, nici i nożyce, i śmiało wymachującego tym wszystkim, krawca. Rzemieślnik zupełnie pogrążył się w pracy i tylko zerknął w kierunku swych klientów.
    Dziwnooki podszedł do Yako i Cośka i nonszalancko oparł się o framugę. - A jak robią lisy? Wa-pa-pa-pa-pa-pa-pow! - wciął się w rozmowę i zaśmiał pod nosem. - No, Kogiś, już znasz dużo kolorów, więc dasz radę. - lekkim pchnięciem skierował chłopczyka ku regałom. Posłał Yako przeciągłe spojrzenie, gdy ten tłumaczył małemu, czemu buty są tak ważnym elementem garderoby, po czym przykucnął przy Kogitsune. - Wiesz co to potwór? Jeden nazywa się Krzywozgryz. Okropny, zły stwór. Robi boli w stopy. Je stopy, jak nie ma buty, więc wybierz, dobrze? - odezwał się w Cośkowym dialekcie z drapieżnym uśmiechem. - Nigdy nie wiesz, kiedy Krzywozgryz iść do ciebie. A jak być, to zjeść nogi, jeśli nie ma buty. - mówił nachylając się ku dziecku. - Ale nie martw się. W Norce jest bezpiecznie. W Norce potwór nie być. - pogłaskał go uspokajająco, mając nadzieję, że ta bajeczka podziała. Nie tylko w kwestii kupna butów, ale i na wyobraźnię. Bo robił się już głodny.
    _________________

     



    Poskramiacz

    Godność: Kogitsunemaru Foxkeer
    Wiek: Wygląda na 6 lat
    Rasa: Cyrkowiec
    Wzrost / waga: 110 cm/ 16 kg
    Aktualny ubiór: na głowie kaszkiet z wystającą parą lisich uszu, biała koszula wciśnięta w ciemne rybaczki z grubego materiału, wszystko w miarę luźne
    Znaki szczególne: Bursztynowe oczy z czarnymi twardówkami, rude lisie uszy i 3 takowe ogony
    Pod ręką: .
    Bestia: Magiczny Kapeluterek
    Dołączyła: 31 Gru 2017
    Posty: 95
    Wysłany: 15 Lipiec 2018, 02:20   

    - Wymiary? Uszyć - Nie widział powodu, żeby nie zasypywać obcego pytaniami. Nic złego się nie działo, nic nie bolało, co najwyżej czuł trochę dyskomfort przy pomiarach ogonów. Dopiero po chwili skojarzył o czym mówi mierzący. - Ubrania nie! Cosiek nie chce! - Zaprotestował gwałtownie, ale trochę za późno. Mężczyzna już zebrał wszystkie dane jakich potrzebował od chłopca i zaczął męczyć Cienia.
    Rozdziawił buzię kiedy kudłaty ściągnął pelerynę. Nogi co prawda miał tylko dwie, ale żeby policzyć ramiona Cosiek potrzebował obu swoich rąk. Wytwórca ubrań miał ich prawie tyle co dni w tygodniu i dwa razy więcej niż lisek ogonów. To musiało być przydatne! Wszyscy Ludzi tak mieli?
    - Ozdoby? - Naprawdę aż tyle rzeczy dało się zrobić z upolowanej zdobyczy? Jedzenie nie wystarczy? - Krowy? - Zapytał, ale zaraz i tak dostał odpowiedź. Koń z rogami wydawał się o wiele bardziej prawdopodobny niż gruby ptak pokryty łuskami.
    Zawołany niechętnie podszedł. Wszystkie kolory były ładne, ale miały jedną wadę - dotyczyły butów. - Cosie nie chce! - Nie przekonał go fakt, że białowłosy miał podobne. Tak bardzo denerwowało go, że chcą zmusić go noszenia butów, że uchylił się przed głaskaniem. Nie da się tak łatwo namówić. W ogóle się nie da! Nie ma mowy! - Cosiek biegać po lesie i nie boli! - Nie zgodził się. - Buty boli! - Przypomniał sobie jak porywacz próbował mu je założyć. Ani trochę nie podobało mu się to wspomnienie. - Buty głośno, nie móc polować! - Wytoczył własny argument. Nie podobały mu się pomysły z ubieraniem go, ale to jeszcze jako tako mógł przeżyć. Butów nie i koniec! Odsunął się poza zasięg rąk Dużego Lisa.
    Na pytanie Cienia odpowiedział - pffff - po lisiemu. Nigdy nie słyszał, żeby ktoś z jego stada wydawał takie odgłosy ja Gawain. - Potwór? Nie. - Naprawdę nie wiedział, ale nie brzmiało to jak coś przyjemnego. - Krzywozgryz? Okropny? Stwór? - Może jeśli zada odpowiednio dużo pytań, to się zmęczą i od niego odczepią? - Cosiek nigdy nie mieć buty i mieć nogi! - Znowu próbował go okłamać! Chłopiec już wcześniej był zły na próbę wciśnięcia mu obuwia, ale teraz zaczął tracić nad sobą kontrolę. Nie za bardzo wiedział co ma powiedzieć, nie przychodziło mu to naturalnie. Zareagował tak jak wcześniej na jednego z robotników: obnażył zęby i przygotował szpony do ataku, a z jego gardła dobyło się warczenie. Nie zamierzał iść na ustępstwa! Zwłaszcza wobec kłamcy! Jednocześnie starał się nie wyobrażać sobie opisanego monstrum. Trudno, jak będzie trzeba to je pogryzie! I odgryzie mu wszystkie nogi!
    _________________




    Wysłannik Inari

    Wiek: Wyglada na ok 25
    Rasa: Lisi demon
    Lubi: Miłe towarzystwo
    Wzrost / waga: 190/85 // 175/60
    Aktualny ubiór: Czarne buty sportowe, ciemnie, potargane jeansy, biały T-shirt, czarna, skórzana kurtka. Na szyi medalion w kształcie kompasu, zawierający pukiel rudych włosów.
    Znaki szczególne: Oczy zmieniające kolor w zależności od głodu właściciela (błękit-fiolet-szkarłat)
    Zawód: Aktor/Aktorka
    Pod ręką: Klucz od domu, pieniądze, broń
    Broń: Naginata
    Bestia: Schnee [Yuuki], Kapeluterek
    Nagrody: Bursztynowy Kompas
    Stan zdrowia: Pocięty przez wybuchającego gluta.
    Dołączył: 19 Lis 2016
    Posty: 721
    Wysłany: 19 Lipiec 2018, 07:49   

    Westchnął ciężko, słysząc jak młody znów się buntuje. Nie miał jednak siły by mu tłumaczyć po co mu ubrania. Skoro ma z nimi jak na razie mieszkać to nie będą łazić z golasem, który nawet nie umiał usiedzieć na miejscu o ile nie był zbyt zmęczony na to. Co z tego malucha wyrośnie. Jak na razie nie wróży mu jakiejkolwiek przyszłości. Był co prawda inteligentny i uczył się szybko, ale gorzej z rozumieniem oraz przystosowaniem się do nowych warunków. To może mu bardzo utrudnić życie. Niestety nie można wszystkiego ustawiać pod siebie. Trzeba się też przystosowywać bo inaczej nie przeżyje tutaj zbyt długo. W szczególności w tym świecie.
    - Tak, ozdoby - przytaknął - na przykład to - pokazał na swoją obrożę. W końcu ona też była ze skóry.
    Przeczesał dłonią swoje białe włosy. Jak mu to miał wyjaśnić? Na szczęście na ratunek przyszedł Cień. Ale niestety okazało się, że to też nie do końca podziałało na młodego. Westchnął ciężko - wcześniej Cosiek był tylko liskiem. Teraz jesteś liskiem, który umie się zmieniać w dwunożnego - starał się to jakoś wyjaśnić - Krzywozgryz zawsze czuje czy pod dwunożna postacią nosisz buty czy nie. I teraz będzie Cię gryzł nawet jeśli jesteś pod postacią liska - Miał nadzieję, że to do niego dotrze.
    _________________

    Lusian - #744AE8
    Luci - #AA2BB5

    Yako theme <3
     



    Dręczyciel

    Stowarzyszenie Czarnej Róży: Członek
    Godność: Gawain Keer
    Wiek: Wygląda na około 30 lat.
    Rasa: Cień
    Lubi: Śliwkową nalewkę, fiolet
    Nie lubi: Gotować, ślimaków, niespodzianek
    Wzrost / waga: 183 cm / 76 kg
    Aktualny ubiór: Czarna koszula, czarne spodnie, czarne sztyblety, połówka Blaszki + medalion z puklem włosów Yako (w kieszeni): https://i.imgur.com/xOQrcNC.jpg//
    Znaki szczególne: Czarne twardówki oczu, bursztynowe tęczówki
    Zawód: Najemnik do prac wszelakich, zielarz
    Pod ręką: klucz do domu Yako i mieszkania, pieniądze
    Broń: Sztylet, kusza
    Bestia: Furor (Furbo), Kapeluterek
    Nagrody: Blaszka Zmartwienia
    Stan zdrowia: Zszargane nerwy
    SPECJALNE: Administrator Pomocniczy, Moderator
    Dołączyła: 09 Paź 2016
    Posty: 588
    Wysłany: 21 Lipiec 2018, 17:57   

    A więc mały wybrał wieczny bunt, tupanie małymi stópkami oraz krzyczenie na wszystkich. Dobrze, że krawiec zdążył pobrać wszystkie wymiary nim Cosiek kapnął się, co się święci. Z drugiej strony źle, bo teraz cała uwaga chłopca przeniosła się na niego. Super.
    - Możesz nie chcieć, ale nosisz będziesz. - odparł nieporuszony wybuchem dziecka. - Przynajmniej będziesz miał wygodne i pasujące ubrania. Nie każde dziecko ma tak dobrze. - dodał i zaczął poważnie zastanawiać się nad odwiedzeniem którejś z mniej pokazowych dzielnic. Jeśli już widziano tam trupa, to często pozbawionego butów, a nawet w samej bieliźnie. Niczemu nie pozwalano się zmarnować.
    Prócz Pardona i Yako, Cosiek również go martwił. Jego podejście do nowości. Nawet jeśli rozumiał, to nie akceptował, czy choćby tolerował tego czego się dowiadywał. I na siłę szukał we wszystkim zależności i logiki, przez co Cień zastanawiał się, czy jego przyszywany syn nie jest zbyt normalny, by żyć po tej stronie lustra. A może każde dziecko tak miało i w końcu zaczynało rozumieć, że zasady wszędzie są inne? Skąd miał wiedzieć? Nie znał się na dzieciach lustrzan.
    - Buty znikną, gdy z dwunoga staniesz się lisem. Tak samo ubrania. Będziesz mógł dobrze polować. - dołączył się do wyjaśnień Demona. Do tego bajeczka nie podziałała. Świetnie. - Lusian? Czy.. co to było? To teraz? - zapytał wskazując dłonią na Cośka. - Właśnie mnie ofuczał? - dodał podenerwowany, ignorując wypowiadane przez chłopczyka kolejne pytania. Odpowiedział by na nie, ale ton w jakim były wypowiadane był dość pogardliwy.
    Dalsze utyskiwanie jeszcze by wytrzymał, ale nie miał zamiaru znosić warkotów! Złapał Kogitsune za rękę i mocno pociągnął go w górę, tak, że mały musiał stanąć na palcach by utrzymać równowagę. - Co ty sobie wyobrażasz?! - syknął i potrząsnął nim lekko. - Że będziesz na mnie warczał i mówił, co mam robić? Jesz nasze jedzenie, śpisz w naszej norce, na naszym terenie. Chcesz dokumenty? Wiedzieć skąd się wziąłeś? To przestań na mnie warczeć. - cedził wściekły i zawiedziony, grożąc mu palcem, po czym puścił dziecko- Niewdzięczny gnojek... - szepnął i odwrócił się na pięcie, by odejść parę kroków. Sprawię, że w butach nawet spać będziesz!
    Chwilę patrzył na tłum, gniewnie kręcąc głową i szurając podeszwą w pyle, by się czymś zająć i pozwolić sobie ochłonąć. W końcu odetchnął, lecz był okropnie zmęczony. Nie mógł nikomu powiedzieć o tym, co go dręczy i martwi. Yako miał wystarczająco dużo na głowie, a nie chciał mu dodatkowo dokładać. Musiał być silny za wszystkich, by postawić go na nogi. Tym razem w przenośni. Zaczął oglądać te cholerne buty i wrócił do Kogitsune z kilkunastoma parami do przymiarki. - Łap go i trzymaj, ja będę wkładał. - rzucił do Yako, odkładając buty na bok.
    _________________

     



    Poskramiacz

    Godność: Kogitsunemaru Foxkeer
    Wiek: Wygląda na 6 lat
    Rasa: Cyrkowiec
    Wzrost / waga: 110 cm/ 16 kg
    Aktualny ubiór: na głowie kaszkiet z wystającą parą lisich uszu, biała koszula wciśnięta w ciemne rybaczki z grubego materiału, wszystko w miarę luźne
    Znaki szczególne: Bursztynowe oczy z czarnymi twardówkami, rude lisie uszy i 3 takowe ogony
    Pod ręką: .
    Bestia: Magiczny Kapeluterek
    Dołączyła: 31 Gru 2017
    Posty: 95
    Wysłany: 24 Lipiec 2018, 21:18   

    - Ubrania źle. - Czuł, że przegra tę walkę, ale dalej próbował stawiać opór. Co innego mu zostało?
    Z zainteresowaniem przyglądał się obroży. - Dlaczego Lusian ozdoby? - Nie zrozumiał słowa, ale nawet gdyby je znał to koncepcja ozdabiania ciała była mu zupełnie obca.
    Taktyka z zadawaniem pytań się nie sprawdziła. Mężczyźni albo się wcześniej zmówili, albo potwór był prawdziwy. Tak czy inaczej chłopiec nie miał zamiaru dać się zastraszyć. - Krzywozgryz nie być wszędzie! - Monstrum nie mogło przecież być wszechmocne i znajdować się jednocześnie wszędzie. Prawda? Musi tylko jakoś wymyślić jak sprawdzić czy nogożerca jest w pobliżu. Jak tylko zrobi się niebezpiecznie to położy się i będzie udawał, że śpi. Nie żeby zaczął wierzyć, ale lepiej być przygotowanym.
    Zaaferowany własnym nieszczęściem nie zauważył zmiany nastroju w domku. Gawain wcale nie przestraszył się warkotu i bojowej postawy, a chłopiec został nagle pociągnięty za rękę do góry. - Gawain nie! Boli! Źle! - Zamiast słuchać zaczął się wydzierać. Próbował dosięgnąć dłoni napastnika pazurami, ale w tej pozycji nie był w stanie. W efekcie rozpłakał się i zaczął krzyczeć jeszcze głośniej, ale mniej zrozumiale.
    Rozmasował bolącą rękę, ale nie przestał płakać. Bez nadziei spoglądał na tłum. Nikt mu nie pomoże, a sam nie da rady uciec. Usiadł ciężko na podłodze. Był uwięziony z tymi maniakami butów i nic na to nie mógł poradzić.
    Jeśli został złapany próbował się wyswobodzić szarpiąc jak szalony i znów krzycząc na całe gardło.
    _________________




    Wysłannik Inari

    Wiek: Wyglada na ok 25
    Rasa: Lisi demon
    Lubi: Miłe towarzystwo
    Wzrost / waga: 190/85 // 175/60
    Aktualny ubiór: Czarne buty sportowe, ciemnie, potargane jeansy, biały T-shirt, czarna, skórzana kurtka. Na szyi medalion w kształcie kompasu, zawierający pukiel rudych włosów.
    Znaki szczególne: Oczy zmieniające kolor w zależności od głodu właściciela (błękit-fiolet-szkarłat)
    Zawód: Aktor/Aktorka
    Pod ręką: Klucz od domu, pieniądze, broń
    Broń: Naginata
    Bestia: Schnee [Yuuki], Kapeluterek
    Nagrody: Bursztynowy Kompas
    Stan zdrowia: Pocięty przez wybuchającego gluta.
    Dołączył: 19 Lis 2016
    Posty: 721
    Wysłany: 25 Lipiec 2018, 21:45   

    Musiał się trochę namyślić, co powinien młodemu odpowiedzieć na to pytanie. W końcu...po co nosi się ozdoby? - żeby się podobać samicom i łatwiej jakąś znaleźć - odpowiedział. Co prawda nie do końca była to prawda, bo nie potrzebował żadnej samicy. W końcu po co takowych się szukało? Oczywiście po to by mieć potomstwo, a Yako i tak nie mógł żadnego spłodzić. Jemu wystarczał jego szalony Cień, którego nie chciał wypuścić ze swoich szponów.
    - A kto Ci powiedział, że krzywozgryz jest tylko jeden? - zapytał, patrząc uważnie na Cośka, z góry. Mówił tak, jakby to nie było jakieś zmyślone stworzenie - są wszędzie i polują na stopy bez butów - a Gawain poluje w budach i nie umie się zmieniać i świetnie poluje, więc nie marudź - wywrócił oczami - a jak buty Ci przeszkadzają w polowaniu, to raczej niezbyt dobry z ciebie myśliwy - spojrzał na niego z góry. Naprawdę tak się przejmował taką głupotą? Może on nie uciekł, a go po prostu wyrzuciły inne lisy ze stada, ponieważ nie przynosił żadnego pożytku? Kto go tam wie.
    Przeniósł swój znudzony, zmęczony, fioletowy wzrok na kochanka - chyba tak - odpowiedział. Czuł, że Gaw coraz bardziej się denerwuje, ale teraz sam nie miał humoru na to by go pocieszać, czy uspokajać. Sam by młodego wziął ogłuszył, ubrał i zaniósł do willi by załatwić już sprawę z Pardonem. Był zdenerwowany i chciał mieć to za sobą, a ten smark tylko im przeszkadzał w tym.
    Zawarczał groźnie i dość głośnie, słysząc jak młody się wydziera - zamknij się, bo za chwilę nie będziesz musiał się martwić o żadne stado zaraz - zagroził mu. Może i nie było to mądre, ale miał już dość. Do tego bolał go łeb. Złapał go za szelki i podniósł bez większego problemu. Trzymał Cośka jak niegrzecznego szczeniaka. Tylko, że nie trzymał go za skórę. Patrzył na niego groźnie, swoimi zwężonymi źrenicami.
    Spojrzał na wkurzonego kochanka. Chcieli dobrze dla młodego. Dawali mu dobre jedzenie, chcieli mu dać dom, nowe stado. A ten jak za to dziękuje? Gryzie, warczy i wrzeszczy jakby nie wiadomo co mu robili. Już pies, któremu zakłada się buty po raz pierwszy jest grzeczniejszy, nawet jak w pobliżu nie ma jego właścicieli i nie jest specjalnie tresowany.
    Przytaknął głową i objął wrzaszczka w pasie, by go podnieść i usiąść na ławce, tak, że lisek musiał mu usiąść na kolanach. Trzymał go mocno - lepiej bądź grzeczny, bo zachowujesz się gorzej niż Yuki, który jest głupim szczeniakiem - warknął mu w ucho. Nie zatykał mu ust, bo nie chciał być pogryziony. Ale cały czas dawał młodemu znać, żeby lepiej nie próbował żadnych sztuczek.
    _________________

    Lusian - #744AE8
    Luci - #AA2BB5

    Yako theme <3




    Zatrute Jabłko

    Godność: Bane
    Lubi: Alkohol.
    Wzrost / waga: 190 cm /83 kg
    Aktualny ubiór: http://imgur.com/NFU9rBd + skórzane, brązowe rękawiczki.
    Znaki szczególne: Nietypowe oczy, białe włosy, szarawy odcień skóry, potrójna szrama przechodząca przez prawe oko, blizna na szyi.
    Zawód: Chirurg // Ordynator Nadmijdupa, Moczymorda, Furfant i Zbereźnik
    Pan / Sługa: Kurator: Jasiek Sebek.
    Pod ręką: Klucze do mieszkania, klucze do Kliniki, pieniądze.
    Nagrody: Animicus, Prezentełko, Kula Pomocna, Tęczowa Różdżka, Bursztynowy Kompas
    SPECJALNE: Administrator Pomocniczy, Mistrz Gry
    Dołączył: 07 Lip 2016
    Posty: 640
    Ostrzeżeń:
     1/3/3
    Wysłany: 27 Lipiec 2018, 09:14   

    Niezależna interwencja Mistrza Gry

    Wizyta u krawca i zarazem szewca była miłą odmianą w życiu zarówno Cienia, jak i Demona, nie wspominając już o małym Cyrkowcu, chociaż w jego przypadku nie miała nic wspólnego z mile spędzonym czasem. Pobyt przebiegał w akompaniamencie krzyków i protestów dziecka, co niekoniecznie podobało się jego Opiekunom. Rzemieślnik nie komentował zachowania chłopca, chociaż gdyby miał możliwość, zatkałby mu gębę. W ciszy pracuje się o wiele efektywniej.
    Czy zabranie Cośka na targ było dobrądecyzją? Cóż, ciężko orzec bowiem ani Cień, ani Demon nie mieli innego wyboru. Jeśli chcieli dobrze zajmować się Cyrkowcem, musieli wziąć na barki wszystkie obowiązki Rodziców. Nawet jeśli nie mieli ochoty być Rodzicami nazywani.
    O ile zachowanie dziecka dało się przewidzieć (wszak jeszcze nie tak dawno biegał po lesie w postaci Lisa, i tylko w takiej postaci) tak nadejścia dwóch, wysokich mężczyzn nikt się nie spodziewał. Ani Krawiec, który wydał się być zaskoczony ich przybyciem, ani tym bardziej Kochankowie. I chociaż Demon mógł spokojnie zignorować przybyłych, jego Luby już nie. Mało tego, jego serce, o ile jakieś miał, prawdopodobnie znajdowało się w tej chwili w przełyku, gotowe do wyskoczenia i czmychnięcia gdzieś daleko... Byle najdalej od tych, którzy nadeszli.
    Do kramu wolnym krokiem zbliżyła się osobliwa para - dwóch mężczyzn, bardzo wysokich lecz kontrastujących ze sobą wyglądem niczym ogień i woda. Postawny, barczysty Gwardzista w mundurze wojsk arcyksiążęcych przyglądał się ze znudzeniem towarom ułożonym na kramie. Miał duże, zakręcone jak u barana rogi w kolorze czekoladowego brązu a jego twarz... Wyglądał zupełnie jak Nishant. Cień z pewnością zauważył przerażające podobieństwo.
    Mężczyzna trzymał w talii partnera który wyglądał bardzo kobieco,nie będąc jednocześnie kobietą. Był smukły, skórę miał jasną a białe ubranie ze złotymi dodatkami przywodzące na myśl eleganckie, zdobne fraki Kapeluszników, tylko dodawało mu uroku. Włosy miał spięte w wysoki kuc, jednak przy uszach pozostawiono luźne pasma, które opadały łagodnie na klapy marynarki.
    Ktoś mógłby powiedzieć - ot, zwykła para jakich tu wiele, Gwardzista z Kochankiem. Ale nie Gawain Keer. Nie rudowłosy Cień z którego czarno-bursztynowymi oczami spotkało się spojrzenie blondyna. Początkowo lekko zaskoczone, lecz już po chwili okraszone drwiną i w parze z kpiącym uśmieszkiem.
    Kaevan. Nie było mowy o pomyłce.
    Uśmiechnięty Przybysz zbliżył się do swojego partnera i złapał go za ramię,wtulając się w bok Gwardzisty. Ten nawet nie mrugnął, jego twarz była spokojna i znudzona.
    - Ach, cóż to za krzyki? - zagadnął Kaevan fałszywie zatroskanym głosem - Ojej, jaki śliczny chłopiec! - spojrzał na Cyrkowca, w tej chwili zaaferowanego zakładaniem mu butów - Nie godzi się tak szarpać takiego Okruszka. - dodał blondyn, cmokając z dezaprobatą.
    Gwardzista tylko westchnął nawet nie patrząc w kierunku dziecka. Rozglądał się na boki jakby oglądał towar, ale w rzeczywistości miał gdzieś te wszystkie fatałaszki. Przyszedł tu z Kaevanem tylko na jego prośbę, a zrobił to bo wiedział jaki Kochanek potrafi być marudny kiedy coś nie idzie po jego myśli.
    - Cóż za spotkanie, panie Keer. - Kaevan posłał Cieniowi tak przesłodzony uśmiech, że aż ciężko było to wytrzymać - Ostatnio dużo o panu myślałem. - zmrużył oczy i przeniósł wzrok na Demona, na jego obrożę i znowu na rudzielca - Stęskniłem się za panem. Baaardzo. - westchnął tęsknie.
    Upiorny Arystokrata zainteresował się jego słowami i spojrzał badawczo na Keera. Jego spojrzenie było twarde, nieustępliwe i nie pomagał fakt, że wyglądał zupełnie jak Nishant. Różniły go od prawdziwego Nishanta jedynie rogi.
    To spotkanie, choć przypadkowe, nie mogło zostać zignorowane. Wiedział o tym i Keer, i Kaevan. I ten ostatni, w tej chwili będąc pod opieką Gwardzisty, mógł sobie pozwolić prawie na wszystko. Do czego jednak posunie się każda ze stron?
    _________________
     



    Dręczyciel

    Stowarzyszenie Czarnej Róży: Członek
    Godność: Gawain Keer
    Wiek: Wygląda na około 30 lat.
    Rasa: Cień
    Lubi: Śliwkową nalewkę, fiolet
    Nie lubi: Gotować, ślimaków, niespodzianek
    Wzrost / waga: 183 cm / 76 kg
    Aktualny ubiór: Czarna koszula, czarne spodnie, czarne sztyblety, połówka Blaszki + medalion z puklem włosów Yako (w kieszeni): https://i.imgur.com/xOQrcNC.jpg//
    Znaki szczególne: Czarne twardówki oczu, bursztynowe tęczówki
    Zawód: Najemnik do prac wszelakich, zielarz
    Pod ręką: klucz do domu Yako i mieszkania, pieniądze
    Broń: Sztylet, kusza
    Bestia: Furor (Furbo), Kapeluterek
    Nagrody: Blaszka Zmartwienia
    Stan zdrowia: Zszargane nerwy
    SPECJALNE: Administrator Pomocniczy, Moderator
    Dołączyła: 09 Paź 2016
    Posty: 588
    Wysłany: 28 Lipiec 2018, 11:49   

    Yako nadal sprzeczał się z chłopcem w kwestii występowania oraz szacowanej populacji wymyślonych na poczekaniu Krzywozgryzów. Gawain nie miał ochoty włączać się do tej rozmowy. Nadal boczył się na chłopca. - Tsss... kopnął mnie! Trzymaj go porządnie! - syknął do Lisa, gdy od szamotaniny odciągnął go znajomy głos, który ozwał się w tłumie przechodniów.
    Dłonie z małym bucikiem między palcami zatrzymały się gdzieś w połowie drogi do stopy przytrzymywanej silną, szponiastą dłonią Demona. Początkowo Cień spojrzał ponownie na Kogitsune, lecz zaraz obrócił się do nadchodzących mężczyzn ponownie, by potwierdzić tę straszną wizję. Chyba już wolałby zwariować, mieć omamy słuchowe, lecz rzeczywistość gorzko i boleśnie odmówiła mu takiego wyjaśnienia. Zaskoczony i przerażony odrzucił buta jak poparzony i powoli, odrobinę chwiejnie wstał.
    Niczym koszmarny sen, Kaevan i ktoś, kto początkowo do złudzenia przypominał Nishanta, objawili się jakby znikąd. To był jakiś popierdolony żart całkowicie skrzywionej osoby. Keer nie wiedział już, czy jego serce przestało bić, czy zaczęło tak szybko, że nerwowy stukot przemienił się w werble. Tak czy siak, zrobiło mu się nieprzyjemnie słabo. W jednej chwili dotarło do niego w jak kiepskim położeniu się znalazł. Oni wszyscy. Przerypane.
    Kaevan tu był. Zapewne miał w rękawie kolejny wór magicznych sztuczek, a na języku swoje kłamstwa i oszczerstwa. Jego uśmiech słodki niczym zatruty miód. Z kolei Gwardzista z przylepioną twarzą Nishanta obejmował jego byłego zleceniodawcę jakby nigdy nic. Był Upiornym, więc Keer musiał schować groźby do kieszeni.
    Nie miał przy sobie broni, bo przecież szli tylko do Kliniki i na zakupy. Blaszka na obroży Yako lśniła teraz zimnym blaskiem ostrza wołającego o krew i pomstę, a którą Kaevan kojarzył aż za dobrze. Natomiast wygląd Cośka nie pozostawiał wątpliwości w kwestii ojcostwa Cienia. Oczywiste słabości Gawaina, które można z łatwością wykorzystać i grać na kobzie jego emocji. Do tego rogaty sobowtór Nishanta zwrócił swoją uwagę na niego, gdy padło jego nazwisko. Albo się bawi, albo właśnie mnie wskazuje. "To ten, ten zabił. A ty wiesz co robić."
    Gawain podszedł do nich, zasłaniając sobą Yako i Kogitsunemaru i lekko skłonił się na powitanie. Musiał grać, zachować twarz i zimną krew. Dla nich. Miał nadzieję, że jego wybranek czuje jego strach i rozpacz i wyciągnie z tego właściwe wnioski, które poskutkują zamknięciem mordy na kłódkę. Gdyby był sam, mógłby uciec. Ale nie z nimi. Cosiek sobie nie poradzi, a Yako dopiero co wyszedł spod skalpela i wrócił z Kliniki odmieniony. Trzeba było siedzieć w domu po zleceniu i nie wyściubiać nosa... tak, jak zawsze to robiłem. - pomyślał, wściekły na siebie i swoją głupotę oraz zestresowany do granic możliwości.
    - Pan vi Rimm. - stwierdził oczywisty fakt, choć równie dobrze, mógł się tylko bardziej pogrążać. Nie wiedział, czy go śledzili ani ile wie Arystokrata przed nim. Mogli ustalić wszystko wcześniej. "Ten, który nazwie mnie vi Rimm, to ten właściwy." Jak z kiepskiego filmu szpiegowskiego... ale jakże prawdziwe. - Mam nadzieję, że życzliwie. A tęsknotę zawsze wzmaga upływ czasu. - starał się uspokoić Rogatego, który właśnie przyszpilał go wzrokiem do ściany w sali tortur, sugerując, że to stare dzieje. Jemu jednemu nie potrafił spojrzeć w oczy. Oby uznał to za strach i szacunek, w których Arystokracja tak się lubowała. W umyśle Cienia na nowo rozbrzmiały przedśmiertne słowa Nishanta. Jego przekleństwo, życzenie wypowiedziane w złej wierze. Keer chciałby przymknąć oczy, lecz bał się swojej wyobraźni. Widział mnóstwo brutalnych scen w swoim życiu i wizja zmuszania go, by patrzył jak Yako i Cosiek giną nie wydawała się zbyt odległa.
    - Może i śliczny, lecz wielce nieposłuszny. - dodał, wracając do tematu Cośka. Oczywiste dla Yako i Rogatego, lecz między nim a Kaevanem gra trwała w najlepsze. Bo vi Rimm również był jak z obrazka i miał swoje za uszami. Cienia również można było pod to podpiąć. Być może spodobał się blondynowi, ale pociągnął za spust celując prosto w jego zgniłe serce.
    Cień odnosił wrażenie, że jakiekolwiek ciała niebieskie nie znajdowały się nad ich głowami, to Klątwa Lisa ustąpiła innej. Klątwie Rogaczy i zbytnio zainteresowanych Cieniami spedalonych socjopatów. I już tęsknił za Furorem. Bardzo. Choć minęła zaledwie godzina.
    _________________

     



    Poskramiacz

    Godność: Kogitsunemaru Foxkeer
    Wiek: Wygląda na 6 lat
    Rasa: Cyrkowiec
    Wzrost / waga: 110 cm/ 16 kg
    Aktualny ubiór: na głowie kaszkiet z wystającą parą lisich uszu, biała koszula wciśnięta w ciemne rybaczki z grubego materiału, wszystko w miarę luźne
    Znaki szczególne: Bursztynowe oczy z czarnymi twardówkami, rude lisie uszy i 3 takowe ogony
    Pod ręką: .
    Bestia: Magiczny Kapeluterek
    Dołączyła: 31 Gru 2017
    Posty: 95
    Wysłany: 28 Lipiec 2018, 18:02   

    - Samice mało? Dlatego być z Gawain? - Strasznie go dziwiło, że tak trudno znaleźć samicę, w lesie nie było z tym problemu. Zupełnie inną sprawą było to czy samica cię zechce czy nie, ale na pewno nie zależało to od samego wyglądu. Ozdoby nie wydawały się chłopcu specjalnie przydatne.
    - Krzywozgryz dużo? - Przestraszył się na chwilę. - Dużo i tak nie wszędzie! - Kolejny argument mężczyzny może by i zadziałał gdyby chłopiec nie odkrył już dziwnych umiejętności Cienia. Czy to możliwe, że Duży Lis o nich nie wiedział? Już otwierał usta by uświadomić białowłosego, ale w porę się powstrzymał. Może Gawain nie chciał by ktokolwiek się dowiedział i nie wiadomo co by zrobił gdyby Cosiek zaczął o tym opowiadać. Może lepiej nie ryzykować aż tyle? - Cosiek polować dobrze! - Coś musiał odpowiedzieć. Nie da się ot tak obrażać.
    Nie zrozumiał słów, ale groźba wydawała się przerażająca. Wyrywanie się po cichu było niewykonalne, więc nie udało mu się całkiem umilknąć, ale nie wywoływał już aż tak bolesnego hałasu. Mimo użycia całej swojej siły i wszystkich sztuczek jakie przyszły mu do głowy nie udało mu się wyrwać i już po chwili siedział na kolanach mężczyzny, a drugi próbował założyć mu buty. Wierzgał nogami tak długo, aż nie usłyszał przerażającego szeptu. Tak jak poprzednio słowa jakoś do niego nie dotarły, ale ich sens tak. Znieruchomiał stając się zupełnie pasywny. Jeszcze będzie miał szansę się uwolnić, ale teraz musi się zgadzać na wszystko.
    Patrzył przerażony jak Cień zbliża narzędzie tortur do jego bezbronnej stopy. Ustrojstwo było coraz bliżej i bliżej, a chłopiec nie mógł zrobić nic. Trząsł się tylko od powstrzymywanego płaczu i zaciskał swoje rączki na ramionach Lusiana. Nie chciał tego zakładać. But już na pierwszy rzut oka wyglądał na niewygodny i był tuż tuż. Kiedy już miało nastąpić najgorsze Gawain nagle odrzucił go gdzieś w bok. Zaskoczony chłopiec zgłupiał. Nie wiedział co takiego się stało ratując go od opresji. Krzywozgryzy wymarły? Mimo, że chwilowo nic strasznego się nie działo siedział dalej jak sparaliżowany starając się uspokoić oddech.
    Zaaferowany brutalną próbą założenia mu obuwia nie zauważył, że ktoś wszedł do sklepu. W stronę wejścia spojrzał dopiero kiedy usłyszał jak Cień rozmawia z kimś obcym. Nowoprzybyli nie wydawali się wrogo nastawieni, więc chłopiec postanowił się nimi na razie nie przejmować.
    Spróbował jeszcze raz wyswobodzić się z uścisku. Jeśli mu się udało to puścił się biegiem do półek z zamiarem schowania się między ubraniami i udawania, że wcale nie istnieje. Jeśli się nie udało to dalej siedział cicho okazyjnie szarpiąc opiekuna za rękawy by ten go puścił.
    _________________




    Wysłannik Inari

    Wiek: Wyglada na ok 25
    Rasa: Lisi demon
    Lubi: Miłe towarzystwo
    Wzrost / waga: 190/85 // 175/60
    Aktualny ubiór: Czarne buty sportowe, ciemnie, potargane jeansy, biały T-shirt, czarna, skórzana kurtka. Na szyi medalion w kształcie kompasu, zawierający pukiel rudych włosów.
    Znaki szczególne: Oczy zmieniające kolor w zależności od głodu właściciela (błękit-fiolet-szkarłat)
    Zawód: Aktor/Aktorka
    Pod ręką: Klucz od domu, pieniądze, broń
    Broń: Naginata
    Bestia: Schnee [Yuuki], Kapeluterek
    Nagrody: Bursztynowy Kompas
    Stan zdrowia: Pocięty przez wybuchającego gluta.
    Dołączył: 19 Lis 2016
    Posty: 721
    Wysłany: 28 Lipiec 2018, 22:18   

    - Ozdoba sprawia, że ktoś łatwiej Cię zauważa. Czy to samiec czy samica. Poza tym...lubię to - wzruszył ramionami. Westchnął ciężko, słysząc kolejny argument dziecka. Już miał ich coraz bardziej dość - krzywozgryz znajduje ofiarę po czym łazi za nią, czekając na odpowiedni moment by zaatakować. Więc nie wiesz czy czasem jakiś nie ma ochoty na twoje nogi - powiedział obojętnie. Skoro dzieciak mu nie wierzy to jego problem. Sam nosił buty, więc nie musiał się tym przejmować. Będzie musiał coś wymyślić, by mały lisek uwierzył w tego krzywozgryza, jeśli nie uda im się w żaden sposób przekonać go do noszenia obuwia w jakiejkolwiek postaci.
    - Widać nie do końca dobrze, skoro boisz się, że buty robią hałas - skontrował przekonanie dziecka. Dobry myśliwy sam stwarza sobie sytuację i dobre warunki, a nie polega tylko na takich głupotach jak obuwie, które sprawia, że robi trochę więcej hałasu niż powinien. Poza tym mogli spokojnie zainwestować w buty na gumowej podeszwie, które nie robiły aż tyle hałasu, jak te, które podeszwę mają twardą. Może to by przekonało młodego.
    Chwycił go mocniej, żeby się tak nie wyrywał. Jego groźba trochę zadziałała, choć jeszcze nie do końca. Ale cóż...to już było coś.
    Zerknął na przybyłych, gdy Ci weszli. Ale jakoś nie przejął się tym zbytnio. Co go będą obchodzić jacyś pedzie, co nie szanują munduru i służby i postanawiają pokazać wszystkim jaką to są piękną parą. Bleh.
    Poruszył jednym uchem, czując nagłą zmianę w nastroju ukochanego. Zerknął na niego i na nowo przybyłych. Nie podobał mu się ton głosu tego blondasa, który skradł mu fryzurę, ale cóż. Keer był strasznie zestresowany, więc postanowił nie interweniować. W szczególności iż widział, jak rudzielec ich zasłania. Postanowił po prostu kontynuować to co robił. Chwycił Cośka trochę mocniej i rozejrzał się po butach. Sięgnął po jedne i pokazał dziecku - Kogiś, a co powiesz na takie? Mają miękką podeszwę i nie robią hałasu jak chodzisz - powiedział, wskazując na opisywany element. Chciał już stąd wyjść, ale nie zostawi kochanka samego z tymi typami, w szczególności, że jeden z nich był Upiornym Gwardzistą. Połączenie, którego Gaw nie lubił chyba najbardziej. Nie pokazywał jednak, że sam się zaczyna denerwować ich obecnością. Przeszkadzali i do tego Cień się ich wyraźnie bał. Coś było nie tak i miał nadzieję, że Dręczyciel zdaje sobie sprawę z tego, że będzie musiał się wytłumaczyć z zaistniałej sytuacji, jak już zostaną sami.
    - Dziękuję pani za troskę i wiem, że wygląda to nie ciekawie - powiedział do blondyna, nie odrywając się od swojego zajęcia, jakim była próba założenia buta na stópkę dziecka - zostaliśmy jednak zaproszeni na obiad do bogatego znajomego i nie wypada, żeby młody szedł na bosaka i do tego goły, a tak lubi najbardziej. Jego matka niestety go niezbyt pilnowała - wzruszył ramionami i przeniósł wzrok na rozmówców - więc jeśli nie chce nam pani pomóc, to uprzejmie proszę, by nam nie przeszkadzać, bo trochę nam się spieszy, a najlepiej by zajęła się pani własnymi maluchami, bo wątpię, że wstąpiła tu pani z ukochanym, odrywając go od ważnej pracy tylko po to by pozachwycać się jak uroczo wyglądają małe ubranka na wieszakach i buciki na półeczkach - nie wyglądał jakby żartował. Zdawał sobie sprawę z tego, że rozmawia z dwoma facetami, ale nie lubił pedziów. A ten na takiego wyglądał. Był zbyt kobiecy jak dla niego i naprawdę im przeszkadzał. W sumie to Yako nawet nie do końca kłamał, w końcu mieli iść kiedyś na obiad do Ciernia, ale tego nie musieli już wiedzieć.
    _________________

    Lusian - #744AE8
    Luci - #AA2BB5

    Yako theme <3




    Zatrute Jabłko

    Godność: Bane
    Lubi: Alkohol.
    Wzrost / waga: 190 cm /83 kg
    Aktualny ubiór: http://imgur.com/NFU9rBd + skórzane, brązowe rękawiczki.
    Znaki szczególne: Nietypowe oczy, białe włosy, szarawy odcień skóry, potrójna szrama przechodząca przez prawe oko, blizna na szyi.
    Zawód: Chirurg // Ordynator Nadmijdupa, Moczymorda, Furfant i Zbereźnik
    Pan / Sługa: Kurator: Jasiek Sebek.
    Pod ręką: Klucze do mieszkania, klucze do Kliniki, pieniądze.
    Nagrody: Animicus, Prezentełko, Kula Pomocna, Tęczowa Różdżka, Bursztynowy Kompas
    SPECJALNE: Administrator Pomocniczy, Mistrz Gry
    Dołączył: 07 Lip 2016
    Posty: 640
    Ostrzeżeń:
     1/3/3
    Wysłany: 29 Lipiec 2018, 18:52   

    Niezależna interwencja Mistrza Gry

    Cel został osiągnięty. Przerażony nagłym pojawieniem się Kaevana i Gwardzisty wyglądającego jak Nishant Keer, stał jak sparaliżowany i początkowo tylko przyglądał się dwóm mężczyznom.
    Kaevan był w siódmym niebie i nie zamierzał kryć się z zadowoleniem. Szeroki uśmiech o kpiącym zabarwieniu nie schodził mu z twarzy. Blondyn zerkał to na Gawaina, to na dziecko, bez wątpienia owoc jego lędźwi. Podobieństwo było bowiem zbyt duże - układ twarzy, ten ciekawy kolor oczu, rude włosy... Maluch wiercił się niespokojnie, ale przecież takie są dzieci. Wiele się im wybacza, a już na pewno to, że nie mogą usiedzieć w miejscu.
    Kaevan zmrużył oczy kiedy jego spojrzenie powędrowało w stronę uszatego jegomościa. Siłą woli powstrzymał grymas obrzydzenia który cisnął mu się na twarz. Keer dupczy się z Dachowcem? To co najmniej obrzydliwe. Nie od dziś wiadomo, że rasa ta słynie z szeroko rozwartych ud, gotowych na przyjęcia każdego a będących istną wylęgarnią wszelakich chorób wenerycznych. Cóż, gusta są różne, ale blondyn nigdy nie zdecydowałby się na spółkowanie z przedstawicielem tej brudnej, leniwej i bezproduktywnej rasy.
    Wyraz jego twarzy nie zmienił się, nadal pozostawał na niej życzliwy uśmiech. W jego oczach pojawił się jednak niebezpieczny błysk kiedy dojrzał na szyi białowłosego znajomą błyskotkę. Poczuł narastającą w nim ekscytację - nie sądził, że dzisiejszego dnia uda mu się upiec tyle pieczeni na jednym ogniu! Najpierw namówił swojego kochanka na spacer w czasie jego przerwy, potem zauważył Keera i postanowił go zgnębić a teraz... Poznał jego największą słabość. Osobę dla której Blaszka zdobyta przed rudowłosego była wyrazem najgłębszego uczucia. Jaka szkoda, że uszaty nie wiedział, że nosi na szyi dowód na to, że Keer jest mordercą. Najgorszym typem mordercy, który dla śmiesznej błyskotki odebrał życie niewinnej istocie.
    Gawain zachował się zaskakująco... spokojnie. Jego opanowanie świadczyło jednak o tym, że mężczyzna odczuł pierwsze spotkanie z Kaevanem i kolejne, dzisiaj, rozdrapało świeżo zagojone rany. Blondyn to czuł. Był też usatysfakcjonowany tym, że Cień próbował zachować twarz. Gdyby uciekł z krzykiem albo co gorsza, rzucił się na niego z łapami, zabawa zakończyłaby się zaskakująco szybko. Krawiec musiałby przez resztę dnia szorować swój towar w celu pozbycia się krwi.
    - Ależ oczywiście, że życzliwie! - podjął po chwili mężczyzna, a stojący obok niego Upiorny jeszcze bardziej zmrużył oczy i ledwo zauważalnym ruchem wyprostował plecy i wypiął lekko pierś - Dzięki panu rozpocząłem nowe życie zostawiając przeszłość daleko, daleko ...pod sobą. - zachichotał wskazując podłoże. Tylko idiota nie zrozumiałby znaczenia słów blondyna.
    Gwardzista ewidentnie oceniał sylwetkę rudowłosego. W jego głowie odtwarzany był teraz film w którym główną rolę odgrywał on sam, zaatakowany przez Keera. Facet wyglądał na nie do końca stabilnego emocjonalnie, zdenerwowanie dało się wyczuć w powietrzu. Doświadczenie i lata praktyki pozwalały Upiornemu na ocenę potencjalnego przeciwnika i właśnie to w tej chwili robił.
    Kaevan przechylił lekko głowę, chcąc przyjrzeć się dziecku. Jego uśmiech był słodki, zbyt słodki by nie świadczyć o trudnych relacjach jakie łączyły Keera i pięknego vi Rimma.
    - Dzieci często nie potrafią znaleźć kanału który pozwoli im rozładować nadmiar energii. - powiedział łagodnie, patrząc z uczuciem na małego - A najwidoczniej ta sytuacja jest dla niego bardzo stresująca... tym bardziej trzeba mu wybaczyć, że działa impulsywnie. - dodał i podniósł oczy na rudowłosego - Każdemu zdarzy się zrobić coś, bez ówczesnego przemyślenia konsekwencji. - zmrużył lekko oczy, zęby błysnęły w złośliwym uśmiechu.
    Czy Kaevan po prostu się droczył, czy właśnie przekazywał Gwardziście bardzo ważne informacje? Któż to może wiedzieć. Działania blondyna były przemyślane, ale nieznane były jego zamiary.
    Wyglądający jak Nishant Upiorny nagle stracił zainteresowanie Cieniem i wbił chłodne spojrzenie w Demona. Nie odzywał się, jego twarz wyglądała na znudzoną, ale co tak naprawdę sobie w tej chwili myślał - tego nie wie nikt.
    Białowłosy zaczął mówić, ale chyba określenie 'zaczął wylewać z siebie potok źle dobranych słów' byłoby lepszym. Vi Rimm spojrzał na niego i na czas jego mowy, uśmiech zniknął z jego ust. Zamiast tego twarz zdradzała zainteresowanie. Uprzejme, chociaż sztuczne.
    Zaproszeni do bogatego znajomego? Cóż za niefortunne określenie. Jeśli wybierali się na obiad do jednego z arystokratów, jakiejkolwiek rasy, nie powinni określać go takim mianem. Brzmiało to plebejsko... ale czegóż innego Kaevan mógłby się spodziewać po Dachowcu? Wyszukanego słownictwa? Pff, nieśmieszny żart.
    Do tego Dachowiec był albo ślepy, albo lubił igrać z ogniem, określając vi Rimma mianem 'pani'. Tak po prawdzie, bardzo mu to schlebiało, bo przecież całe życie rywalizował z siostrą w temacie wyglądu... ale skąd Futrzak miałby o tym wiedzieć? Chciał go obrazić, ale niestety mu nie wyszło.
    Rozpromienił się, po zakończeniu długiego monologu mężczyzny i posłał mu szeroki uśmiech.
    - Piękny naszyjnik! - pochwalił, wskazując obrożę Demona - Mógłbym przysiąc, że moja zmarła siostra miała podobny... nie rozstawała się z nim... - spojrzał na swojego kochanka, stukając palcem o usta w zamyśleniu.
    - Mówiłeś, że została pochowana w swojej ulubionej sukni i biżuterii. - odezwał się nagle Upiorny. Jego głos był... twardy, bardzo męski i głęboki. Bardzo pasował do jego aparycji i powagi jaka malowała się na jego twarzy. Zdradzał jednak znudzenie.
    Kaevan udał głębokie zamyślenie ale kątem oka zerknął na Keera. Jeśli uchwycił jego spojrzenie, przez jego lico przetoczył się cień złośliwego uśmiechu.
    - Tak! Oczywiście. - pstryknął palcami jakby przypomniał sobie wygląd swojej siostry w dniu pogrzebu - Została z nim pochowana. Niemożliwe, by to był ten sam. - mężczyzna zaśmiał się lekko i poklepał towarzysza po szerokiej klatce piersiowej. Rogaty westchnął tylko cicho i przymknął oczy. Chyba nie miał ochoty brać udziału w tej rozmowie i najchętniej zniknąłby w Koszarach i resztę dnia spędził na grze w karty z kumplami. Ale skoro obiecał temu błaznowi spacer... musiał dotrzymać obietnicy. Nie tylko ze względu na honor... vi Rimm był bowiem bardzo hojnym adoratorem. Wypatrzył sobie Gwardzistę i zaczął swoje przedziwne zaloty. Arystokrata miałby je gdzieś gdyby nie wygody jakie przy okazji serwował mu Kaevan. No i, co tu dużo gadać, Gwardziści są często mocno... sfrustrowani a vi Rimm był wyjątkowo chętny by zawsze pomóc ową frustrację wyładować.
    - Och, bardzo chciałbym mieć własne maluchy. - podjął z tęsknotą w głosie blondyn, patrząc na chłopca. Westchnął przeciągle na co Gwardzista wywrócił oczami.
    Trwali chwilę w ciszy. Chwila ta minęła na obserwowaniu protestów Cyrkowca. Nagle jednak Kaevan zachichotał, chcąc rozładować napięcie i spojrzał z rumieńcem na kochanka. Upiorny opuścił głowę by napotkać jego spojrzenie, ale wyraz jego twarzy nie zmienił się ani trochę.
    - Niestety, mimo bardzo częstych, usilnych prób i niewątpliwie ogromnej płodności mojego towarzysza, jest to niemożliwe. - powiedział słodko mężczyzna, opierając dłoń na piersi towarzysza - Chwilowo.
    Gwardzista nagle spłonął rumieńcem a jego spojrzenie stało się ostre i karcące. Vi Rimm przegiął, nie powinien mówić czegoś takiego w obecności... swoich znajomych? Jeszcze brakowało, by poklepał go po kroczu. Cóż za upokorzenie. Blondyn grał nieczysto, trzeba będzie go ukarać mocną chłostą, jak tylko znajdą się sami. I tym razem Kaevan będzie miał mocne powody do jęków, ale bynajmniej nie rozkosznych.
    - A pan? - zaczepił uszatego - Ma pan maluchy? Natura bywa brutalna w kwestii płodzenia potomstwa, ale dopuszcza wyjątki. - posłał mu niewinny uśmieszek i zerknął bez żenady na jego krocze.
    Rogaty wyswobodził się z objęć Kaevana, przeprosił na chwilę i odszedł w kierunku bali z ciemnym materiałem. Chciał po prostu zniknąć, ukryć zażenowanie i złość.
    Vi Rimm przyglądał się Demonowi z życzliwym uśmiechem. Zerkał co chwilę na Keera i dziecko.
    - Z rozkoszą pomogę. - powiedział powoli, jakby właśnie osiągnął najważniejszy cel i spojrzał w oczy Cieniowi, nie kryjąc się z satysfakcją jaka wywołała propozycja Dachowca - Nie co dzień ma się do czynienia z tak rozkosznym malcem, trzeba więc korzystać! - zatarł ręce - Zwłaszcza, że chłopiec wygląda zupełnie jak pan, panie Keer. Na samą myśl, że pomogę poskromić miniaturę pana, raduje się moje serce. - uniósł ręce i poprawił wysokiego kuca. Skierował się ku dziecku, wyciągając przyjaźnie ręce i uśmiechając się do niego.
    Z pomiędzy stosów bali z materiałami i wieszaków z gotowymi ubraniami wyzierały zimne oczy Upiornego, tak straszliwie podobne do oczu Nishanta. Ale czy i te zwiastowały męki, jeśli tylko spróbowało się w nie spojrzeć? Czy Keer odważy się w nie spojrzeć, by przekonać się na własnej skórze, czy ma do czynienia z wrogiem czy może sojusznikiem?
    _________________
     



    Dręczyciel

    Stowarzyszenie Czarnej Róży: Członek
    Godność: Gawain Keer
    Wiek: Wygląda na około 30 lat.
    Rasa: Cień
    Lubi: Śliwkową nalewkę, fiolet
    Nie lubi: Gotować, ślimaków, niespodzianek
    Wzrost / waga: 183 cm / 76 kg
    Aktualny ubiór: Czarna koszula, czarne spodnie, czarne sztyblety, połówka Blaszki + medalion z puklem włosów Yako (w kieszeni): https://i.imgur.com/xOQrcNC.jpg//
    Znaki szczególne: Czarne twardówki oczu, bursztynowe tęczówki
    Zawód: Najemnik do prac wszelakich, zielarz
    Pod ręką: klucz do domu Yako i mieszkania, pieniądze
    Broń: Sztylet, kusza
    Bestia: Furor (Furbo), Kapeluterek
    Nagrody: Blaszka Zmartwienia
    Stan zdrowia: Zszargane nerwy
    SPECJALNE: Administrator Pomocniczy, Moderator
    Dołączyła: 09 Paź 2016
    Posty: 588
    Wysłany: 30 Lipiec 2018, 22:38   

    Kaevan nie chciał dać mu spokoju. Chyba nie zdawał sobie z tego sprawy, ale jego uśmiech ratował Gawaina przed daniem mu w pysk. Czemu? Bo ten tylko wyszczerzyłby się jeszcze bardziej, co byłoby zupełną porażką. Coś czuł, że skończyłoby się tak jak ostatnio - przejściem jego ramienia przez eteryczną formę blondyna.
    - Pewnie teraz panu lżej. - zagadnął, lecz nie brnął dalej. Podobny ruch byłby zwyczajnie głupi. Zresztą nigdy nie był osobą wielu słów. Ciekawiło go jednak to, czy vi Rimm faktycznie ukrył ciała, czy też pozwolił im gnić na deskach podłogi i być podjadanymi przez spasione, miejskie szczurzyska. Nie zamierzał jednak sprawdzać, choć wielce go korciło. Tak samo jak nagłówki gazet. Alarmowe dzwony i ciężki krok Gwardzistów również wytrącały go z równowagi. Zbrodnia ciążyła niesamowicie, ale nie mógł wrócić na miejsce zbrodni.
    I kto to mówi? Co za dupek... - pomyślał, gdy blondyn wspomniał o nieprzemyślanych decyzjach. Czy ktoś go tam wtedy prosił? Czy zamawiał teatr na żywo? Nie. To po chuja tam wtedy przylazł? Nie byłoby całej tej szopki. Mógł go chociaż uprzedzić, "sprecyzować prośbę". - Przyzwyczai się, to przestanie panikować. - odgryzł się, lecz pomysł z wystawieniem go nadal majaczył się na horyzoncie wyobrażeń. Gwardzista wyglądał jednak na dość znużonego, lecz wprawne oko dostrzegło gotowość do skoku w każdym momencie. A może każdy żołdak taki był? Cały czas spięty, a jednak uciekający myślami z dala od obowiązków?
    Kogitsune się uciszył. Tylko co z tego, skoro Yako otworzył swoją jadaczkę, by wypowiedzieć parę słów za dużo? Keavanowi udało się go zaskakująco łatwo sprowokować. A to o nim, o rudzielcu, mówiło się, że ma gorącą głowę. Niedoczekanie.
    Lis zdradzał ich plany. Bogaczy w Krainie Luster i Otchłani nie było wielu. Kim innym był zamożny kupiec, a kim innym krezus z tytułem szlacheckim. Większość zaproszeń nie była długo trzymana w tajemnicy, głównie z powodu renomy jaką można było zdobyć jedząc obiadki i udając się na przejażdżki z możnymi. Ich było ciche i kameralne. Dobrze, że Gwardzista nie zapytał do kogo idą. Zrobiłby się kwas, jeśli akurat tych dwóch Upiornych żywiłoby do siebie zapiekłą nienawiść. A myślał, że już to z Demonem przerobił w klubie.
    Keer nie przejąłby się zniewagami, gdyby to nie na Demonie zależało mu najbardziej. Dzieciak mógł drzeć ryja i zwracać na siebie uwagę, ale jego żywiciel? Serio, kiedyś założy mu kaganiec. Cień tylko obejrzał się przez ramię, by posłać mu jedno ze swych najbardziej zabójczych spojrzeń. Bursztyn płonął od złości, a jednocześnie nikł zakryty czernią rozszerzonej w stresie i niedowierzaniu źrenicy. Gawain uśmiechnął się kwaśno i sztywno, po czym wstrzymał oddech. Słyszał mocne bicie swego serca. Był na granicy. Letarg go wołał, oferując zbawienne nic. Ciemność, ciszę i chłód. Niezmienne, tak dobrze znane, bezbolesne. Dopiero słowa Upiornego przyniosły nieoczekiwaną ulgę. Keer zamrugał szybko parokrotnie i przeczesał włosy dłonią. Nieco nerwowo, lecz wyraźnie poczuł się lepiej. Szybko prześledził ostatnie wypowiedzi, bo prawie ich nie słyszał, myśląc, że skończy na stosie. Albo w lochach. Cholera wie, co by z nim zrobili.
    A więc vi Rimm był nałogowym kłamcą. Okłamywał innych i zapewne również siebie w niektórych kwestiach. Do tego zaczynał się w tych kłamstwach gubić. - Stworzono ich więcej. Były dość popularne za czasów wojny. Moi rodzice mieli takie. - dodał nagle, za to całkowicie szczerze. Szkoda, że Blaszki na niewiele się zdały. Masz! Łap ten ochłap, fircyku. W zasadzie mu pomagał. Nienawidził się za to z całego serca, ale inaczej pójdzie na dno i to niekoniecznie razem z vi Rimmem.
    Ta odrobina prawdy w szambie kłamstwa okazała się być lekiem. A raczej używką, bo pozwoliła Cieniowi odzyskać odrobinę pewności siebie. Strasznie sztucznej, ale chwytał się jej jak tonący brzytwy. Nawet uśmiechnął się przelotnie, gdy Gwardzista zarumienił się jakby mu kto spódnicę zadarł do góry. Jeszcze bardziej podobało mu się to, że Keavanowi nie wszystko wychodzi.
    - Nie da się ukryć, prawda? - Keer spojrzał vi Rimmowi prosto w oczy, jakby chciał powiedzieć, że narządy wzroku ma trochę wyżej. Odchrząknął znacząco i wymagająco, gdy Gwardzista opuścił swojego towarzysza. Cień wyraźnie się rozluźnił i odzyskał rezon. Teraz był wśród swoich. Najgorszych z najgorszych. W loży morderców i zwyrodnialców. Nie licząc Cośka. On był jeszcze za głupi na takie określenia. - Nie polegam na wyjątkach i cudach. To chyba oczywiste, że on - wskazał ruchem głowy na Yako. - do tego procesu się nie przyczynił. Blaszki dziecku nie dam, bo ją zgubi, a jeśli wszyć ją pod skórę, to sobie ją wydrapie. - przestąpił z nogi na nogę. - Zdecydowanie wolę to, co do zaoferowania mężczyźnie ma natura. - dodał, pamiętając słowa Nishanta. Żeby ktoś był tak zazdrosny o swoją własną siostrę. A ponoć te wszystkie gendery to nie ważne są. I masz! Potem lata taki, zabija i może jeszcze ubiera się w skórę zdartą z kobiet.
    Bruzda między brwiami Cienia pogłębiła się, gdy vi Rimm ot tak postanowił podejść do dziecka. Keer pozwolił mu przejść i odszukał wzrokiem Gwardzistę. Chciał mu pokazać, że nie ma złych zamiarów. Doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że jest obserwowany, a Keavan, nie ważne jak nudny, ordynarny lub potłuczony, był bezpieczny. Po za tym Rogaty wyglądał jakby miał dość ekscesów na dziś. Nagle tak pokochał te półki pełne materiału. Hmmm. Tak. Podszewki są szalenie zajmujące!
    Cień położył dłoń na ramieniu vi Rimma. Nie zaciskał jej. Co innego gdyby trzymał jego szyję. Dusiłby go jak indora .- Nie radzę. Mały gryzie, drapie i kopie. Właśnie dlatego potrzeba Dachowca. Jest na poziomie... powiedzmy stadnym. Jego owszem, trzeba poskramiać, to część jego lisiej natury. - wytłumaczył i zabrał dłoń. Przypomniał sobie jak zaczął z Lusianem. Pierwszy i podstępny pocałunek. On też mógłby wskazać Demonowi Keavana za cel. Wystarczyło go objąć, przesunąć palcami po delikatnych obszyciach, by związać losy Kaevana i Yako. Wiedział, że Demon o nie wahałby się, tylko zatarł ręce na widok obiadku. Dopiero wtedy blondyn poznałby, co znaczy ogromna płodność... lub rozszarpanie żywcem. Z białowłosym nigdy nic nie było wiadomo, jeśli chodziło o akt zemsty. - Szkoda zdobień i zdrowej skóry. Chyba, że ponownie użyłby pan swojej wyśmienitej magii. - dodał już ciszej i chłodniej. Przyłożył palce do nosa. Pachniały mocno perfumami. Zdecydowanie zbyt słodkimi, jak na jego gust. Coś takiego nie pasowałoby nawet do Luci.
    - Ale przywitać się nie zaszkodzi, prawda? - zapytał dziecka. Nie mógł przyjąć całkowicie defensywnej postawy. Wydałoby się to zbyt podejrzane i nienaturalne. - Pamiętasz jak się przedstawić? - dodał, po czym posłał Yako ostrzegawcze spojrzenie. Niech stąd uciekają! Na siku, bo malec głodny, bo ulubiona zabawka została w powozie. Ten gaduła mógłby wymyślić cokolwiek, byleby stąd spieprzać.
    _________________

    Wyświetl posty z ostatnich:   
    Po drugiej stronie krzywego zwierciadła... Strona Główna
    Odpowiedz do tematu
    Nie możesz pisać nowych tematów
    Nie możesz odpowiadać w tematach
    Nie możesz zmieniać swoich postów
    Nie możesz usuwać swoich postów
    Nie możesz głosować w ankietach
    Możesz załączać pliki na tym forum
    Możesz ściągać załączniki na tym forum
    Dodaj temat do Ulubionych
    Wersja do druku

    Skocz do:  



    Copyrights © by Spectrofobia Team
    Wygląd projektu Oleandra. Bardzo dziękujemy Noritoshiemu za pomoc przy kodowaniu.

    Forum chronione jest prawami autorskimi!
    Zakaz kopiowania i rozpowszechniania całości bądź części forum bez zgody jego twórców. Dotyczy także kodów graficznych!

    Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
    Template AdInfinitum
    Strona wygenerowana w 0,29 sekundy. Zapytań do SQL: 9