• Nie minęło zbyt wiele czasu od rozpoczęcia działalności AKSO, a po całej Otchłani rozniosła się wieść o tajemniczej mgle, w której znikają statki. Czytaj więcej...
  • Wstrząsy naruszyły spokój Morza Łez!
    Odczuwalne są na całym jego obszarze, a także na Herbacianych Łąkach i w Malinowym Lesie.
  • Karciana Szajka została przejęta. Nowa władza obiecuje wielkie zmiany i całkowitą reorganizację ugrupowania. Pilnie poszukiwani są nowi członkowie. Czytaj więcej...
  • Spectrofobia pilnie potrzebuje rąk do pracy! Możecie nam pomóc zgłaszając się na Mistrzów Gry oraz Moderatorów.
Trwające:
  • Skarb Pompei
  • Zmrożone Serce


    Zapisy:
  • Chwilowo brak

    Zawieszone:
  • Brak


  • Drodzy użytkownicy, oficjalnie przenieśliśmy się na nowy serwer! Dokładne informacje na fanpege'u Spectrofobii lub forumowym Discordzie (odnośniki po prawej)!



    Zapraszamy do zapoznania się z Uśrednionym Przelicznikiem Waluty. Mamy nadzieję, że przybliży on nieco realia Krainy Luster i Szkarłatnej Otchłani.

    Szykujcie się na słodkie Walentynki i Dziewannę!

    Zimowa Liga Wyzwań Fabularnych nadeszła. Ponownie zapraszamy też na Wieści z Trzech Światów - kanoniczne zdarzenia z okolic Lustra i Glasville. Strzeżcie się mrocznych kopuł Czarnodnia i nieznanego wirusa!

    W Kompendium pojawił się chronologiczny zapis przebiegu I wojny pomiędzy Ludźmi i KL. Zainteresowanych zapraszamy do lektury.

    Drodzy Gracze, uważajcie z nadawaniem swoim postaciom chorób psychicznych, takich jak schizofrenia czy rozdwojenie jaźni (i wiele innych). Pamiętajcie, że nie są one tylko ładnym dodatkiem ubarwiającym postać, a sporym obciążeniem i MG może wykorzystać je przeciwko Wam na fabule. Radzimy więc dwa razy się zastanowić, zanim zdecydujecie się na takie posunięcie.

    Pilnie poszukujemy Moderatorów i Mistrzów Gry. Jeżeli ktoś rozważa zgłoszenie się, niech czym prędzej napisze w odpowiednim temacie (linki podane w polu Warte uwagi).

    ***

    Drodzy użytkownicy z multikontami!
    Administracja prosi, by wszystkie postaci odwiedzać systematycznie. Jeżeli nie jest się w stanie pisać wszystkimi na fabule, to chociaż raz na parę dni posta w Hyde Park
    .
    Marionetki – otwarte
    Kapelusznicy – otwarte
    Cienie – otwarte
    Upiorna Arystokracja – otwarte
    Lunatycy – otwarte
    Ludzie – otwarte
    Opętańcy – otwarte
    Marionetkarze – otwarte
    Dachowcy – otwarte
    Cyrkowcy – otwarte
    Baśniopisarze – otwarte
    Szklani Ludzie – otwarte
    Strachy – otwarte
    Senne Zjawy – otwarte
    Postaci Specjalne – otwarte

    Ponieważ cierpimy na deficyt Ludzi, każda postać tej rasy otrzyma na start magiczny przedmiot. Jaki to będzie upominek, zależy od jakości Karty Postaci.



    » Miasto Lalek » Obrzeża Miasta
    Poprzedni temat :: Następny temat
    Autor Wiadomość




    Blaszany Żołnierzyk

    Stowarzyszenie Czarnej Róży: Członek
    Wiek: 27 lat
    Rasa: Marionetka
    Lubi: Zabijać
    Nie lubi: Nie zabijać
    Wzrost / waga: 181cm 144kg
    Aktualny ubiór: Poszarpany płaszcz i strzępy materiału
    Znaki szczególne: Całość to znak szczególny
    Zawód: Zabójca, Morderca, Egzekutor, Kat, Oprawca
    Pod ręką: Stalowa linka
    Broń: to ja
    Dołączył: 19 Lip 2017
    Posty: 100
    Wysłany: 18 Kwiecień 2018, 17:16   Obrzeża Miasta

    Typowy miejski krajobraz. Brukowane ulice, kamienicy, podwórka. Okazjonalne trawniki i drzewa. Na niektórych parapetach widać kwiaty, na innych nie. Jedne budynki są bardziej zadbane inne mniej. Widać tu życie, ale z tego rodzaju gdzie w zasadzie nikt nie przejmuje się pozorami i robi to co może lub lubi.
    W okolicy jest wiele ulicznych straganów i sklepów z używanymi przedmiotami.
    Nie jest to biedna okolica, ale nie jest też przesadnie zamożna, a pieniądze można lepiej spożytkować niż na nowy płaszcz jak używany jest w dobrym stanie, a kosztuje wyraźnie mniej.
    _________________
    Były dwie siostry: Noc i Śmierć,
    Noc była piękna jak sen; a Śmierć,
    Śmierć była jeszcze piękniejsza -




    Blaszany Żołnierzyk

    Stowarzyszenie Czarnej Róży: Członek
    Wiek: 27 lat
    Rasa: Marionetka
    Lubi: Zabijać
    Nie lubi: Nie zabijać
    Wzrost / waga: 181cm 144kg
    Aktualny ubiór: Poszarpany płaszcz i strzępy materiału
    Znaki szczególne: Całość to znak szczególny
    Zawód: Zabójca, Morderca, Egzekutor, Kat, Oprawca
    Pod ręką: Stalowa linka
    Broń: to ja
    Dołączył: 19 Lip 2017
    Posty: 100
    Wysłany: 18 Kwiecień 2018, 17:27   

    Jej brak strachu zniknął chyba bezpowrotnie. Nawet on zauważył, że oczyszczanie jej pleców musiało być dla niej z jakiegoś powodu traumatyczne. Z powodu innego niż ból. Nie potrafił jednak zrozumieć dlaczego.
    Prowadził ją spokojnie. Miał czas, a dziewczyna była wyraźnie nieobecna. Gubiła tempo, które wcale nie było jakieś szybkie i gdyby nie zwracał na nią uwagę kilka razy by weszła w wyłożone warzywa lub rozmawiających mieszkańców.
    Po chwili marszu pojawił się w końcu straganik, który przedstawiał dla niego jakąkolwiek wartość w obecnej chwili. Stragan z żarciem.
    Kupił solidną zapiekaną bułę z grillowanym mięsem, serem i warzywami i czymś tam jeszcze. Nie interesował się specjalnie, ale potrafił stwierdzić dwie rzeczy. Było kaloryczne i miało całkiem sporo białka. Dobry posiłek dla wygłodzonej i rannej osoby.
    Zapłacił srebrem i nie żegnając się odszedł. Na resztę też nie czekał, bo to było tylko kilka miedziaków, a sprzedawca był irytująco gadatliwy.
    Podał dziewczynie jedzenie ze słowami:
    - Masz. Jedz. Teraz będziemy szli po ubrania dla ciebie. Niedaleko jest sklep gdzie mają przyzwoity wybór i wiedzą by nie wtykać nosa w nieswoje sprawy. Jak potem będziesz nadal głodna mów.
    I powoli ruszył w kierunku tego sklepu spoglądając raz na jakiś czas na jedzącą dziewczynę. Będzie musiał ją doprowadzić do użytku. W takim stanie jest dla niego bezużyteczna i nadaje się tylko na zabawkę. Gdyby jednak wróciła jej postawa z samego początku w połączeniu ze swoją mocą mogła być użyteczna.
    _________________
    Były dwie siostry: Noc i Śmierć,
    Noc była piękna jak sen; a Śmierć,
    Śmierć była jeszcze piękniejsza -




    Żelazna Melodia

    Organizacja MORIA: Członek
    Godność: Zoya Voronov
    Wiek: 20
    Rasa: Opętaniec
    Wzrost / waga: 153/40
    Aktualny ubiór: Biała, lniana koszula, brązowy sweter, brązowe spodnie, czarne, skórzane, sznurowane buty z wysoką cholewą.
    Znaki szczególne: Oczy: czarne twardówki i lazurowe tęczówki. Dwie blizny przechodzące od oka do lini szczęki.
    Pan / Sługa: Mavet
    Pod ręką: Scyzoryk.
    Stan zdrowia: Poturbowana, obolała, kilka opatrzonych ran.
    Dołączył: 29 Mar 2018
    Posty: 69
    Wysłany: 18 Kwiecień 2018, 19:48   

    Weszli w bardziej zamieszkaną dzielnicę Miasta co sprawiło, że dziewczyna jednocześnie poczuła się lepiej ale i mnie pewnie. Odkąd uciekła z Laboratorium miała wrażenie, że Mieszkańcy przyglądali się jej i oceniali na każdym kroku. Wiedziała, że tu nie pasuje. Przez to jak wygląda, przez to co musiała robić by przeżyć. Niektórzy kojarzyli ją z kradzieży mimo tego, że starała się robić to pod inną postacią. Wstydziła się tych czynów, ale czy miała wybór? Wojska Krainy Luster zniszczyły jej świat w momencie w którym wkroczyły do jej Domu. Jej rodzina zginęła... Jurij zginął. Gdyby mogła cofnęłaby czas. Za to co się stało nienawidziła tego świata lecz gdyby miała wybór, nie okradałaby niewinnych, szarych Mieszkańców. Nie oni zawinili i nawet ona potrafiła to pojąć.
    Szła z Mavetem patrząc przed siebie. Była jak mały, ledwo nakręcony robocik. Jej ruchy były mechaniczne, czasem wpadała na kogoś i mężczyzna musiał ją odciągać. Bardzo starała się pozostać niezauważoną, ale przez to co się stało w tamtym opuszczonym domu...
    Podeszli do straganu z jedzeniem i czując zapachy, dziewczynie aż zakręciło się w głowie. Wszystko tutaj pachniało tak cudownie...
    Mavet kupił jej ogromną bułkę z mięsem i gdy ją jej wręczył, jej oczy zaświeciły się, wpompowując w twarz życie. Na policzkach nawet wykwitły rumieńce. Momentalnie zapomniała o tym, że ten typ najpewniej ją zgwałcił zaraz po tym jak straciła przytomność!
    Była mu wdzięczna, nawet mimo tego, że wcześniej sprawił jej ogromny ból. Zjadła wszystko ze smakiem, powoli, uważając by się nie zakrztusić. Ojciec uczył ją w dzieciństwie by nie pochłaniała łapczywie jedzenia nawet jeśli jest okropnie głodna, bo ryzykuje bólem brzucha albo wręcz zwróceniem wszystkiego zaraz po zjedzeniu. Dlatego starała się jeść kulturalnie, powoli, przeżuwając wszystko dokładnie.
    Ta bułka... Była fantastyczna. Toy prawie piszczała z radości gdy wgryzała się w ciepłe pieczywo, gdy czuła na podniebieniu smak pieczonego mięsa. Tak niewiele było trzeba by sprawić jej radość.
    W czasie jej jedzenia posuwali się dalej. Szła grzecznie, pałaszując zakupione jedzenie. Znowu Mavet był dla niej dobry i to jej się podobało. Dotrzymał obietnicy i nawet kupił jej coś pysznego a nie na przykład na wpół spleśniały chleb. A przecież mógł to zrobić.
    Mało tego, powiedział, że jeśli będzie nadal głodna ma zwrócić się do niego. W tej jednej chwili poczuła do niego sympatię. Ostatecznie oprócz pleców nic ją nie bolało, może więc faktycznie był delikatny, jak prosiła. Może nawet mogłaby polubić seks z tym dziwakiem dla takich buł i nowych ubrań? Cóż za materialistyczne podejście do życia... Zoya niestety w tej chwili nie mogła myśleć inaczej.
    Zapchała się jedzeniem jak nigdy. Aż żałowała, że nie skorzysta z jego dobroci i nie poprosi o więcej, lecz niestety była już pełna. Wytarła ręce o bluzę, usta o rękaw i podbiegła do niego by się z nim zrównać. Podniosła głowę i posłała mu szeroki, rozbrajający uśmiech. Cóż, wciąż gdzieś tam, wewnętrznie, była dzieckiem które za szybko dorosło.
    Pewnie wiele ryzykowała, ale gdy się zatrzymał przed kolejnym straganem, podeszła jeszcze bliżej i objęła go, przytulając policzek do jego szerokiej klatki piersiowej. Była o wiele niższa i tylko tam sięgała, ale postarała się by ten ruch był wolny, by się nie przestraszył.
    - Dziękuję, Maviet. - powiedziała cicho i uśmiechnęła się pogodnie. Najedzony człowiek, to szczęśliwy człowiek.




    Blaszany Żołnierzyk

    Stowarzyszenie Czarnej Róży: Członek
    Wiek: 27 lat
    Rasa: Marionetka
    Lubi: Zabijać
    Nie lubi: Nie zabijać
    Wzrost / waga: 181cm 144kg
    Aktualny ubiór: Poszarpany płaszcz i strzępy materiału
    Znaki szczególne: Całość to znak szczególny
    Zawód: Zabójca, Morderca, Egzekutor, Kat, Oprawca
    Pod ręką: Stalowa linka
    Broń: to ja
    Dołączył: 19 Lip 2017
    Posty: 100
    Wysłany: 18 Kwiecień 2018, 22:39   

    Jadła. O tyle dobrze. Nie miał najmniejszego zamiaru karmić jej siłą, bez jedzenia by opadła sił i była bezużyteczna. I miała na tyle koordynacji, że mogła jeść idąc.
    - Co ty robisz? - spytał zdziwiony kiedy objęła go z siła niewystarczającą na połamanie żeber czy nawet wypchnięcie powietrza z płuc jakiemuś cherlakowi. Fakt, że w międzyczasie mu dziękowała sugerował, że to nawet nie była próba ataku. Ludzie są dziwni.
    - I nie dziękuj za coś co nie jest za darmo, a w tym świecie nic nie jest za darmo. - nie kupił jej jedzenia z dobroci serca, którego nie miał. Po prostu zauważył w niej potencjał użyteczności i chciał sprawdzić czy się nie myli.
    Prowadził nadal. Wtem wkręcił pociągając dziewczynę za ramię i wszedł przez otwarte drzwi do pomieszczenia pełnego ubrań.
    - Gdzie są jakieś mniejsze ubrania? - spytał Mavet wchodząc i od razu przechodząc do rzeczy pomijając takie pierdoły jak powitanie.
    Właścicielka nie odzywając się wskazała w róg pomieszczenia i wróciła do dłubania w paznokciach. Znała, nie to złe słowo. Widywała już tego dziwaka tu nie raz, nie dwa. Zawsze sam, zawsze w masce, zawsze mało się odzywał i w zasadzie zawsze kupował tylko płaszcze. Czasem koce. Płacił i wychodził nie czekając na resztę, której nie było może jakoś specjalnie dużo za każdym razem, ale w sumie to zostawił jej całkiem ładny bonus. Jego szponiaste ręce i nogi oraz ogólna aura zniechęcały od interesowania się nim bardziej - na przykład dlaczego tym razem był z kimś. I od odmawiania.
    Popchnął dziewczynę w tamtą stronę, a sam podszedł do wieszaka z płaszczami w swoim rozmiarze. Wziął jeden solidny, ciężko wyglądający i ciemny. Zrzucił swój pocięty wcześniej wyciągając pieniądze i ubrał ten ze sklepu.
    Podszedł do Toy i powiedział tylko:
    - Rozbieraj się. - nie było tu przymierzalni. Nie było jednak też nikogo poza nimi i właścicielką. Jakby nie chciała to by po prostu rozciął na niej ubrania. Musiał się jej jeszcze raz dokładnie przyjrzeć.
    Wziął obrócił ją kilka razy po czym bez słowa zostawił i zaczął przeglądać rzeczy raz po raz coś jej rzucając wciąż milcząc. Była chuda i raczej młoda na ile potrafił to ocenić. Z porządną dietą nabierze pewnie trochę ciała więc ubrania nie mogą być zbyt dopasowane, bo szybko nie będą się nadawały do użytku.
    Rzucił jej: prostą, białą, lnianą koszulę; bury, szorstki, wełniany pulower w jodełkę, jakieś gacie; długie, blado niebieskie, wełniane skarpety i brązowe spodnie, które będą pewnie dość dopasowane jak zacznie porządniej jeść. Pod koniec zaś dał jej krótki, ciemnoszary płaszczyk z kapturem.
    Miał gdzieś czy będzie się ubierać na bieżąco czy stać jak kołek. Jedynie butów nie wybrał.
    - Idź zobaczyć jakie solidne, skórzane buty na ciebie pasują i to będzie wszystko tutaj.
    _________________
    Były dwie siostry: Noc i Śmierć,
    Noc była piękna jak sen; a Śmierć,
    Śmierć była jeszcze piękniejsza -




    Żelazna Melodia

    Organizacja MORIA: Członek
    Godność: Zoya Voronov
    Wiek: 20
    Rasa: Opętaniec
    Wzrost / waga: 153/40
    Aktualny ubiór: Biała, lniana koszula, brązowy sweter, brązowe spodnie, czarne, skórzane, sznurowane buty z wysoką cholewą.
    Znaki szczególne: Oczy: czarne twardówki i lazurowe tęczówki. Dwie blizny przechodzące od oka do lini szczęki.
    Pan / Sługa: Mavet
    Pod ręką: Scyzoryk.
    Stan zdrowia: Poturbowana, obolała, kilka opatrzonych ran.
    Dołączył: 29 Mar 2018
    Posty: 69
    Wysłany: 22 Kwiecień 2018, 16:40   

    Zmieszała się gdy zadał jej tak bezpośrednie pytanie. Mina jej zrzedła i momentalnie puściła mężczyznę. Odsunęła się od niego zawstydzona i opuściła głowę, uciekając wzrokiem swoich czarno-lazurowych oczu.
    - Przytulam... - bąknęła cicho. Jak mogła nie wpaść na to, że mógł nie lubić takich pieszczot? Może nawet źle mu się kojarzyły. Albo ich nie znał. Różne istoty chodziły po tym świecie. Przecież nie każdy mógł mieć kochającą rodzinę. Co prawda rodzina Zoyi składała się z Naukowców MORII w większości płci męskiej, ale kochali ją jak ich małą córeczkę. Nie tylko ojciec ją przytulał, nie tylko on ją chwalił. I nie tylko on głaskał po obcięciu skrzydeł, kiedy potrzebowała największej dozy czułości.
    Miała nie dziękować za coś, co nie jest za darmo. Ale... czy on kupił jej jedzenie w ramach zapłaty? Czy może jednak będzie jeszcze czegoś oczekiwał...
    A już myślała, że będzie fajnie. Że może porozmawiają sobie jakoś luźniej. Strach mijał, nadal się go obawiała, ale gdyby chciał ją zabić, nie inwestowałby w karmienie jej. Nawet ona to pojęła, chociaż uchodziła za niegłupią. Może trochę mniej doświadczoną.
    Poczłapała za nim do następnego sklepu. Kiedy weszli do środka, rozglądnęła się po pomieszczeniu. Panował tu półmrok więc musiała przyzwyczaić wzrok do innego natężenia światła. Po chwili widziała już lepiej.
    Mavet od razu zwrócił się do Ekspedientki ale ta nie wykazywała większego zainteresowania. Wskazała półki i wieszaki, po czym wróciła do swoich zajęć. O ile w ogóle robiła coś poza siedzeniem i wpatrywaniem się we własne paznokcie.
    Popchnięta Toy z trudem utrzymała równowagę bo nie spodziewała się, że mężczyzna w tak bezpośredni sposób każe jej skierować się we wskazanym kierunku. Przestępując szybko z nogi na nogę utrzymała jednak pozycję i nie wywróciła się. Miała już więcej sił niż przed jedzeniem no i była w lepszym humorze, dlatego mogła wybaczyć mu nieco brutalne zachowania. Może miał powody. A może nie potrafił inaczej.
    I znowu poprosił by się rozebrała. Nachmurzyła się. Ile razy będzie chciał by zrzuciła ubrania? Tym razem jednak był ku temu powód - chciał jej kupić ubrania. Nie marudząc więc, zdjęła swoje zniszczone ciuchy. Robiła to powoli, bo nie chciała naruszyć opatrunków. Jeszcze tego brakowało, żeby zahaczyła materiałem o świeżo zabandażowane kikuty skrzydeł.
    Miała nadzieję, że nie zauważył czym są metalowe zalążki wystające z ran.
    Dobrze, że Ekspedientka nie patrzyła w ich stronę, bo Toy nie zniosłaby kolejnej pary oczu wgapiających się w jej nagie ciało. Mavet nie przyglądał jej się długo bo odwrócił się i zaczął rzucać w jej stronę części garderoby.
    Starała się łapać wszystko w dłonie. Szybko oglądała je przed założeniem. Rzeczy które wybierał były ładne i praktyczne. I wyglądały na solidne. Bez gadania ubrała na siebie wszystko.
    Teraz wyglądała o niebo lepiej. Ciuchy trochę wisiały, bo miała figurę wieszaka, ale dzięki nadmiarowi materiału mogła się wtulić w mięciutkie tworzywo. Było naprawdę przyjemnie.
    Sweter szorował o opatrunki dlatego dziewczyna momentami drżała, ale starała się nie pokazać po sobie niczego. Darowanemu wierzchowcowi nie zagląda się w zęby, czyż nie?
    Skinęła głową na polecenie. Poszła do działu z butami i przez chwilę przyglądała im się krytycznie. Wiele par naprawdę jej się podobało, ale nie miała zamiaru ich mierzyć - w obcasikach czy koturnach nie biega się łatwo. Jej wzrok skierował się na czarne, skórzane buty z cholewą sięgającą kolana. Sznurowane - to dobrze, bo łatwo będzie wymienić sznurowadła gdy się zerwą.
    Zmierzyła kilka par wybierając najlepszy rozmiar i gdy wreszcie trafiła, zawiązała je ciasno. Przeszła w nich parę kroków i odkryła, że są zadziwiająco wygodne. Sądziła, że nowe buty będą nierozchodzone i będą ocierały jej kostki, a tu taka niespodzianka. Co prawda zakryły ładne skarpety które wybrał dla niej Mavet...
    Gdy był gotowa wróciła do mężczyzny. Nie założyła kaptura na głowę bo chciała pokazać mu się jak wygląda. Może to głupie, ale gdzieś wewnątrz czuła potrzebę by ktoś powiedział jej coś miłego.
    - I jak, Maviet? Ładnie? - okręciła się przed nim, uśmiechając się nieśmiało. Czuła się naprawdę dobrze.




    Blaszany Żołnierzyk

    Stowarzyszenie Czarnej Róży: Członek
    Wiek: 27 lat
    Rasa: Marionetka
    Lubi: Zabijać
    Nie lubi: Nie zabijać
    Wzrost / waga: 181cm 144kg
    Aktualny ubiór: Poszarpany płaszcz i strzępy materiału
    Znaki szczególne: Całość to znak szczególny
    Zawód: Zabójca, Morderca, Egzekutor, Kat, Oprawca
    Pod ręką: Stalowa linka
    Broń: to ja
    Dołączył: 19 Lip 2017
    Posty: 100
    Wysłany: 22 Kwiecień 2018, 22:27   

    Odsunęła się momentalnie po jego słowach. Znowu nie wiedział z jakiego powodu. Co on takiego powiedział? Tylko się spytał co robi...
    Przytulanie - o ile go pamięć nie myliła był to akt czułości poprzez kontakt fizyczny wśród przyjaciół i rodziny. Oznaczał on objęcie kogoś ramionami i dociśnięcie do siebie. Wiele osób uważa to za coś przyjemnego.
    Hmm, czy ona go jakimś cudem polubiła lub zaczęła traktować jak przyjaciela lub rodzinę? Nie rozumiał jej. Szczególnie kiedy do gry wchodziły emocje. Emocje inne niż strach i gniew. Te rozumiał całkiem dobrze. Były dla niego użyteczne.
    - Rozumiem. Po prostu nie wiedziałem co robisz. Nikt mnie nigdy nie przytulał.
    Rozebrała się bez większych oporów i sprawnie ubrała. Wybranie butów też jej długo nie zajęło. Jej wybór był dobry. Wysokie i sznurowane. Będzie w nich dużo czasu spędzać.
    Kolejne pytanie, na które nie jest w stanie odpowiedzieć. Znał pojęcie estetyki, ale niespecjalnie rozumiał. Najgorsze było to, że nie miało jednej konkretnej definicji.
    Widział, że wracała jej pewność siebie. Coś co będzie jej potrzebne jeśli ma być użyteczna. Jak to pociągnąć?
    - A jak sądzisz? - spytał licząc, że sama odpowie na swoje pytanie, a on będzie mógł jej po prostu przytaknąć.
    - Będzie jeszcze jeden przystanek zanim będziesz mogła siąść i dowiedzieć się jak zmieni się twoje życie. - powiedział lekko nachylając się nad dziewczyną. Po czym pchnął ją delikatnie w stronę wyjścia.
    Sam podszedł do lady i spytał się o cenę. Zapłacił zaokrąglając w górę. Miedziaki miały za małą wartość by chciało mu się je nosić ze sobą.
    Następny przystanek będzie w zasadzie wstępem do przygotowania ją do pracy.
    _________________
    Były dwie siostry: Noc i Śmierć,
    Noc była piękna jak sen; a Śmierć,
    Śmierć była jeszcze piękniejsza -




    Żelazna Melodia

    Organizacja MORIA: Członek
    Godność: Zoya Voronov
    Wiek: 20
    Rasa: Opętaniec
    Wzrost / waga: 153/40
    Aktualny ubiór: Biała, lniana koszula, brązowy sweter, brązowe spodnie, czarne, skórzane, sznurowane buty z wysoką cholewą.
    Znaki szczególne: Oczy: czarne twardówki i lazurowe tęczówki. Dwie blizny przechodzące od oka do lini szczęki.
    Pan / Sługa: Mavet
    Pod ręką: Scyzoryk.
    Stan zdrowia: Poturbowana, obolała, kilka opatrzonych ran.
    Dołączył: 29 Mar 2018
    Posty: 69
    Wysłany: 24 Kwiecień 2018, 09:20   

    Jego odpowiedź wyjaśniła wszystko. Nikt go nie przytulał dlatego nie wiedział jak na to reagować. Zrozumiałe. Szkoda, że nie zapytała czy mu się to podoba, bo jeśli tak, będzie robić to częściej. Każdy potrzebuje odrobinę czułości, nawet jeśli całe życie nikt mu jej nie okazywał.
    A ona poczuła więź z tym dziwnym typem. Nie dlatego, że kupił jej jedzenie czy ubranie. Był milczący i bezpośredni, przypominał jej...
    Szybko odgoniła przykre myśli. Jurij nie żył, widziała jego ciało. Pochowała go przecież.
    Kiedy była już gotowa i okręciła się przed nim pytając o jego zdanie, odpowiedział pytaniem. Zamyśliła się. Prawdę mówiąc wolałaby poznać jego opinię, ale jeśli już pytał...
    - Chyba ładnie. Prakticheskoye ubranie. - powiedziała oglądając sweter i buty. Lubiła taką odzież, chociaż gdyby miała wybór, wzięłaby coś ciemniejszego. Całość dopełniał płaszczyk z kapturem który chyba podobał jej się najbardziej. Sięgnęła go niego i założyła na głowę, zakrywając swoje jasne włosy. Był obszerny, przez co można było mocniej naciągnąć go na twarz i z powodzeniem ukryłby oczy dziewczyny.
    Uśmiechnęła się do niego promiennie. Teraz kiedy była najedzona i ubrana w ciepłe rzeczy, czuła się wreszcie jak człowiek a nie jak szczur kanałowy. Stała się też śmielsza.
    Poczekała aż ten zapłaci. Nie chciała widzieć ile zostawia złota, będzie zdrowsza bez tej wiedzy, zwłaszcza jeśli faktycznie miała to odpracować.
    Kiedy wyszli przed sklep i Mavet zakomunikował jej, że ich wycieczka jeszcze nie dobiegła końca, Toy skinęła głową. Zanim ruszyli, spojrzała na swoją rękę, następnie na rękę mężczyzny i podeszła do niego. Bez zastanowienia wsunęła swoją drobną dłoń w jego i zacisnęła delikatnie.
    Gdyby ktoś zapytał ją po co to zrobiła, odpowiedziałaby szczerze, że bez konkretnego celu. Może zrobiło jej się go żal albo uznała, że odrobina czułych gestów udobrucha go na tyle, by przestał być taki... oschły? Sama nie znała swoich motywów ale wiedziała, że polubiła tego typa. Był specyficzny i odstraszający, ale w jakiś sposób przyciągał ją jak magnes.




    Blaszany Żołnierzyk

    Stowarzyszenie Czarnej Róży: Członek
    Wiek: 27 lat
    Rasa: Marionetka
    Lubi: Zabijać
    Nie lubi: Nie zabijać
    Wzrost / waga: 181cm 144kg
    Aktualny ubiór: Poszarpany płaszcz i strzępy materiału
    Znaki szczególne: Całość to znak szczególny
    Zawód: Zabójca, Morderca, Egzekutor, Kat, Oprawca
    Pod ręką: Stalowa linka
    Broń: to ja
    Dołączył: 19 Lip 2017
    Posty: 100
    Wysłany: 24 Kwiecień 2018, 17:02   

    Skoro zakupy ubrań były już zakończone można było iść do następnej lokacji.
    Wsadziła mu rękę w dłoń i lekko zacisnęła. Nie zareagował. Gdyby sam zacisnął dłoń mógłby bezproblemowo przerobić jej delikatną rączkę w mielonkę.
    Był jednak zadowolony z faktu, że odzyskała pewność siebie i chyba co było akurat dla niego zupełnie niezrozumiałe polubiła go lub z jakiegoś innego dziwnego dla niego powodu przywiązała się do niego. Było mu to na rękę jeśli chciał ją wykorzystać w przyszłości.
    Nie odtrącił więc jej ręki ani nic w tym rodzaju. Dla niego było to dość obojętne.
    Obecnym celem był kaletnik. Zaś dziewczyna wzbogaci się o uprząż.
    - Ściągaj płaszcz i daj się zmierzyć. - powiedział do dziewczyny, którą zostawił na chwilę gdy tłumaczył czego będzie potrzebował. Były to w zasadzie skórzane szelki stabilizowane dodatkowo w pasie umożliwiające noszenie czegoś pod płaszczem i wygodnym do tego dostępem.
    Za niedługo dowie się po co jej to będzie. To nie była jakaś makabrycznie skomplikowana robota więc uznał, że mogą poczekać. Dziewczyna w międzyczasie mogła sobie przysiąść na ławeczce lub oglądać inne produkty rzemieślnika.
    _________________
    Były dwie siostry: Noc i Śmierć,
    Noc była piękna jak sen; a Śmierć,
    Śmierć była jeszcze piękniejsza -




    Żelazna Melodia

    Organizacja MORIA: Członek
    Godność: Zoya Voronov
    Wiek: 20
    Rasa: Opętaniec
    Wzrost / waga: 153/40
    Aktualny ubiór: Biała, lniana koszula, brązowy sweter, brązowe spodnie, czarne, skórzane, sznurowane buty z wysoką cholewą.
    Znaki szczególne: Oczy: czarne twardówki i lazurowe tęczówki. Dwie blizny przechodzące od oka do lini szczęki.
    Pan / Sługa: Mavet
    Pod ręką: Scyzoryk.
    Stan zdrowia: Poturbowana, obolała, kilka opatrzonych ran.
    Dołączył: 29 Mar 2018
    Posty: 69
    Wysłany: 25 Kwiecień 2018, 16:56   

    Nie odtrącił jej ręki! Była zachwycona tym faktem tak bardzo, że najchętniej pisnęłaby z radości. Skoro więc nie miał nic przeciw trzymaniu go za dłoń, zacisnęła swoją jeszcze troszkę mocniej i uśmiechnęła się promiennie. Idąc z nim za rękę czuła się naprawdę dobrze! Była zadowolona i dzięki temu droga do następnego miejsca była naprawdę miłym spacerkiem.
    Szkoda tylko, że nie szli daleko bo najchętniej nie puszczałaby go wcale. To był jedyny moment kiedy bliskość nie przeszkadzała mu, kiedy Zoya mogła bez problemu go dotykać. Wcześniej zadał dość krępujące pytanie. Niby nie zabronił jej przytulania... A może mu się podobało ale nie wiedział jak zareagować? Postanowiła przy następnej okazji ponownie go przytulić.
    Weszli do następnego sklepu a raczej warsztatu rzemieślniczego. Nad drzwiami widniał powykręcany w finezyjne sploty napis "Kaletnik". Po co tu przybyli? Była bardzo ciekawa dlatego bez oporów weszła do środka i zaczęła oglądać asortyment. Niczego nie dotykała, zwyczajnie przyglądała się rzeczom, czasami z bliska ale trzymała ręce przy sobie.
    Nigdy nie była przesadnie rozgadana. Wręcz przeciwnie, była milczkiem. Korzystała głównie ze zmysłu wzroku - może nie był świetny, ale gdy miała wybór między rozmową a przyglądaniem się z daleka, wybierała drugą opcję.
    Słuchała też rozmowy Maveta ze Sprzedawcą. Nie wiedziała jednak po co zamaskowany zamawiał uprząż. Kiedy nakazał jej zdjąć płaszcz, pojęła, że uprząż ma być dla niej.
    Zawahała się. Dla niej? A co ona miałaby w niej robić? Czy Mavet chce... trzymać ją na smyczy?
    Opuściła głowę unikając wzroku któregokolwiek z mężczyzn. Jednocześnie podeszła bliżej tego w masce, tego którego już znała. Instynktownie szukała jego bliskości bo wydawał się jej być jedynym który w razie czego ją obroni. Choćby po to by odebrać zapłatę za jedzenie i ubranie.
    Zdjęła płaszczyk i położyła go na ladzie, żeby nie przeszkadzał. Skrzywiła się lekko przy zdejmowaniu bo poruszyła opatrunki na plecach.
    Kiedy była gotowa, podniosła wzrok na Maveta i utkwiła swoje oczy w jego masce.
    Kto wie, może kiedyś pokaże jej swoją prawdziwą twarz?




    Blaszany Żołnierzyk

    Stowarzyszenie Czarnej Róży: Członek
    Wiek: 27 lat
    Rasa: Marionetka
    Lubi: Zabijać
    Nie lubi: Nie zabijać
    Wzrost / waga: 181cm 144kg
    Aktualny ubiór: Poszarpany płaszcz i strzępy materiału
    Znaki szczególne: Całość to znak szczególny
    Zawód: Zabójca, Morderca, Egzekutor, Kat, Oprawca
    Pod ręką: Stalowa linka
    Broń: to ja
    Dołączył: 19 Lip 2017
    Posty: 100
    Wysłany: 25 Kwiecień 2018, 17:15   

    Dziewczyna cieszyła się z faktu, że może go trzymać za rękę jak z wygranej na loterii lub ujścia bez szwanku z poważnego wypadku. Nie rozumiał tego ani trochę.
    Bez szemrania wykonała polecenia. Po nie tak długim czasie rzemieślnik wrócił trzymając połączone ze sobą skórzane paski i dopełniające całości sprzączki.
    - Pomóż jej to ubrać. - powiedział zwracając się do mężczyzny - A ty powiedz czy jest wygodne dla ciebie. - powiedział Toy.
    Facet wiedział, że mimo, iż nie należało to do jego obowiązków to odmowa nie byłaby najrozsądniejszą decyzją. Pomógł więc w założeniu i dopasowaniu uprzęży. Była robiona na miarę, ale i tak dał możliwość regulacji. Ostatecznie postura tak młodej osoby może się zmienić lub choćby będzie mieć grubsze ubrania pod nią i już by była niewygodna.
    Jakby wszystko było w porządku zapłaciłby i zaprowadził dziewczynę na drugą stronę ulicy. Ostatniego przystanku przed ustalaniem jej przyszłości.
    Tam by kupił prosty, ale solidny niemal dwudziestocentymetrowy nóż i pomógł jej go zamocować pod lewą pachą rękojeścią w dół.
    - I nawet nie myśl o walce. To jest po prostu ostateczna deska ratunku.
    Poszliby potem do lokalu "Mephisto". Wnętrze miało przyjemną, klubową atmosferę i było bardzo zadbane.
    Tu by zaczęło się omawianie jej przyszłości.
    _________________
    Były dwie siostry: Noc i Śmierć,
    Noc była piękna jak sen; a Śmierć,
    Śmierć była jeszcze piękniejsza -




    Żelazna Melodia

    Organizacja MORIA: Członek
    Godność: Zoya Voronov
    Wiek: 20
    Rasa: Opętaniec
    Wzrost / waga: 153/40
    Aktualny ubiór: Biała, lniana koszula, brązowy sweter, brązowe spodnie, czarne, skórzane, sznurowane buty z wysoką cholewą.
    Znaki szczególne: Oczy: czarne twardówki i lazurowe tęczówki. Dwie blizny przechodzące od oka do lini szczęki.
    Pan / Sługa: Mavet
    Pod ręką: Scyzoryk.
    Stan zdrowia: Poturbowana, obolała, kilka opatrzonych ran.
    Dołączył: 29 Mar 2018
    Posty: 69
    Wysłany: 25 Kwiecień 2018, 19:39   

    Nie odezwała się póki jej o to nie poproszono. Sklepikarz raczej nie był delikatny w trakcie zapinania uprzęży, co tylko zirytowało dziewczynę. To, że była drobna i małomówna nie dawało mu prawa do traktowania jej jak przybłędy. Nawet jeśli faktycznie nią była. Dobrze, że nie miała skrzydeł, bo pewnie traktowałby ją jeszcze gorzej. Naukowcy mówili jej, że Skrzydlaci mają naprawdę ciężkie życie w Krainie Luster. I chociaż widziała na ulicy kilku posiadaczy puchatych, dodatkowych kończyn, sama postanowiła ukrywać, że je ma. Mavet jeszcze się nie domyślił. Chyba.
    Zrobiła naburmuszoną minę gdy Sklepikarz szarpał za paski, regulując je w ten sposób i sprawdzając czy zaczepy dobrze trzymają. Pewnie w normalnych okolicznościach zaczęłaby pyskować, ale był z nią Mavet. Nie chciała wyjść na niegrzeczną. Był na swój sposób przerażający i nie chciała zobaczyć jego gniewu. Wolała jego miłą stronę.
    - Jest okiej. - powiedziała krótko, obrzucając Kaletnika niemiłym spojrzeniem. Trochę ją wytarmosił, to dlatego. Może gdyby dopinał pasy nieco delikatniej, nie krzywiłaby się teraz do niego.
    Przeniosła wzrok na Maveta i czekała na dalszy rozwój wypadków. Zamaskowany zapłacił i wyszli. Najwidoczniej jeszcze musieli gdzieś zajść, bo poprowadził ją bez słowa w wybranym przez siebie kierunku. Nie marudziła, ale pozwoliła sobie ponownie złapać go za rękę. Polubiła dotyk jego szponów. Te protezy były dziwne ale ich chłód działał kojąco. No i dzięki trzymaniu go nie gubiła tempa. Miała krótsze nóżki i momentami drobiła, ale ostatecznie szła obok niego nie zwalniając ani odrobinę.
    Tym razem nie szli długo i niestety musiała go puścić, bo następny przystanek znajdował się po drugiej stronie ulicy. Weszli do kolejnego sklepu.
    Stała oniemiała i wpatrywała się w nóż który kupił jej Mavet. Nie mogła uwierzyć, że dał jej...broń! Zamrugała długimi rzęsami gapiąc się na niego. Nie wiedziała co powiedzieć więc gdy powiedział po co jej ten nóż, skinęła tylko głową.
    Kupił jej jedzenie. Kupił ubrania. Uzbroił ją... Poczuła się zauważona i... może to głupie, ale poczuła się kochana. Wiedziała, że ten dziwny typ w masce nie czuje do niej nic, ale przecież mogła przynajmniej udawać, że tak jest, prawda? Tak będzie łatwiej.
    Jej rodzina została zabita. Tato nie żył. Jurij również... Była sama i dotąd czuła się porzucona. A Mavet zajął się nią. Nawet jeśli w szorstki sposób, to jednak zwrócił na nią swoje oczy ukryte za maską. Może dlatego, że próbowała dźwignąć go z błota?
    Wyszli a ona znowu przylgnęła do jego dłoni tym razem pozwalając sobie na więcej. Chciała bliskości, nawet jeśli mężczyzna miałby ją znosić wbrew swojej woli. Dodatkowo testowała go - chciała wiedzieć gdzie jest granica. Dlatego przycisnęła jego protezę na wysokości łokcia do swojego policzka i jeśli na nią spojrzał, uśmiechnęła się nieśmiało. Jej policzki o raz pierwszy były zdrowo zaróżowione.
    Jeśli pozwolił, trzymała go tak aż do następnego przystanku. Jeśli odgonił ją, zaprzestała prób zbliżenia się i po prostu potulnie szła obok niego.
    Gdy weszli do nowego miejsca, rozejrzała się po pomieszczeniu. Było to coś na kształt...klubu. Kameralna restauracja? Musiał ją pchnąć by poszła dalej, bo nagle dziewczyna skurczyła się w sobie. Nie przepadała za dużymi skupiskami ludzi... Mimo, że w klubie nie było wielu Klientów, miała wrażenie, że oczy bywalców skierowały się w jej stronę i kilka par rozpoznało w niej małą złodziejkę z ulicy.




    Blaszany Żołnierzyk

    Stowarzyszenie Czarnej Róży: Członek
    Wiek: 27 lat
    Rasa: Marionetka
    Lubi: Zabijać
    Nie lubi: Nie zabijać
    Wzrost / waga: 181cm 144kg
    Aktualny ubiór: Poszarpany płaszcz i strzępy materiału
    Znaki szczególne: Całość to znak szczególny
    Zawód: Zabójca, Morderca, Egzekutor, Kat, Oprawca
    Pod ręką: Stalowa linka
    Broń: to ja
    Dołączył: 19 Lip 2017
    Posty: 100
    Wysłany: 25 Kwiecień 2018, 23:01   

    Dziewczyna znów przykleiła mu się do ręki. Jak jej to pomaga niech se to robi. Gdyby chciał to i tak mógł ją bez większego problemu podnieść jedną ręką.
    Zastanawiał się czy ona w ogóle pomyślała co mogłaby zrobić jego szponiasta dłoń z jej drobną gdyby się zacisnęła.
    Mavet zamówił miejsce w bardziej ustronnej części już i tak spokojnego lokalu. Dzielnica pamiętała lepsze czasy, ale sam lokal był najlepszy w niej, a według wielu był jednym z lepszych w całym mieście.
    Wiedział, że ktoś się dowie o jego tu wizycie z tą dziewczyną, ale to i tak było to najlepsze miejsce na ich rozmowę. To, że rozmawiali sprzedadzą bez oporu jeżeli ktoś się zainteresuje, ale tego o czym już nie. Taka swoista umowa między lokalem a bardziej szemranymi klientami. Pasowała obu stronom i nikt jej nie naruszał.
    - Jeśli chcesz coś jeść lub pić to mi powiedz.
    Jasna maska wyraźnie się odcinała w cieniu w jakim siedział. Wyglądała dziwnie nierealnie i nie na miejscu. W pewnym sensie tak było.
    - Zacznijmy od tego, że to wcale nie będzie bezpieczne. Nie będziesz walczyć. Jesteś mała i słaba. To jest coś do czego jestem dosłownie stworzony, ale jednak się dość wyróżniam. Tu zaczyna się twoja rola. Będziesz moimi oczami i uszami. W tym mieście. Na wsi. Wśród wyższych sfer. Wszędzie tam gdzie będę cię potrzebował.
    Tu podniósł prawą rękę i poklepał się lekko po torsie pod lewą ręką.
    - Ten nóż to twoja ostatnia deska ratunku. Jak zostaniesz przyparta do muru użyj go. Zabij. Napastnika lub siebie. Uwierz mi, są rzeczy gorsze od śmierci.
    Jego celem nie było nastraszenie dziewczyny. To była po prostu prawda. Rzeczywistość w jakiej może się znaleźć. Oczywiście nie wszystko było tu nieprzyjemne.
    - Jednak jeżeli nie popełnisz żadnego błędu to nic takiego nie będzie miało miejsca. Fakt, że potrafisz zmieniać formę działa tylko na twoją korzyść. Będziesz nierozpoznawalna. Będzie mogła dosłownie zniknąć w tłumie.
    Jak długo będziesz użyteczna nie będziesz głodna, zmarznięta ani źle ubrana. Poza wyjątkiem sytuacji gdy będziesz musiała zinflirtować jakieś slumsy. Raczej mało prawdopodobne, ale możliwe.

    Na razie dość ogólnie to omawiał. Nie potrzebowała znać szczegółów. Będzie musiał ją jeszcze przetestować w praktyce.
    Niemal zapomniał o pewnym drobnym szczególe. Tak na wypadek gdyby stała się zbyt pewna.
    - Ah. I nawet nie próbuj uciekać ode mnie. Znajdę i powolutku zabiję. Znam się na tym. - mówił odnośnie zabijania jak i wyszukiwania swoich celów. Nie wszystkie były łatwe do osiągnięcia.
    - Zrozumiałaś wszystko? Jakieś pytania?
    Powiedział tak samo beznamiętnie jak całą resztę. To nie były pytania retoryczne choć mogły na takie wyglądać.
    _________________
    Były dwie siostry: Noc i Śmierć,
    Noc była piękna jak sen; a Śmierć,
    Śmierć była jeszcze piękniejsza -




    Żelazna Melodia

    Organizacja MORIA: Członek
    Godność: Zoya Voronov
    Wiek: 20
    Rasa: Opętaniec
    Wzrost / waga: 153/40
    Aktualny ubiór: Biała, lniana koszula, brązowy sweter, brązowe spodnie, czarne, skórzane, sznurowane buty z wysoką cholewą.
    Znaki szczególne: Oczy: czarne twardówki i lazurowe tęczówki. Dwie blizny przechodzące od oka do lini szczęki.
    Pan / Sługa: Mavet
    Pod ręką: Scyzoryk.
    Stan zdrowia: Poturbowana, obolała, kilka opatrzonych ran.
    Dołączył: 29 Mar 2018
    Posty: 69
    Wysłany: 28 Kwiecień 2018, 21:20   

    Rozglądała się po pomieszczeniu gdy prowadził ją do stolika. Nie odrzucił jej ręki co bardzo jej się podobało, bo mogła przynajmniej udawać, że mu na niej zależy. Okłamywać samą siebie, że ją polubił i łączy ich coś więcej niż kurz na ubraniach.
    - Hmm... Czy ya mogu dostać coś do picia? - zapytała grzecznie - Cokolwiek. Ty wybierz, Maviet, ya proshu vas. - uśmiechnęła się do niego. Z rumieńcami wyglądała naprawdę ładnie.
    Była czysta, miała nowe ubrania i była najedzona. Spędzała czas z Mavetem a nie sama, gdzieś w ciemnych zaułkach. Czego chcieć więcej? Nawet pozwalał jej się do siebie przytulać!
    Nagle mężczyzna zaczął mówić bardzo dużo. Musiała się skupić, żeby wyłapać sens bo nie wszystkie słowa w tym języku rozumiała. Zmrużyła przy tym oczy i z jej twarzy zniknął uśmiech.
    Jego propozycja była kusząca, ale mało wiedziała. A nie była głupia. Wiedziała, że nie może pozwolić sobie na negocjacje bo Mavet był niebezpieczny, ale nie chciała też być jego niewolnikiem.
    Kiedy skończył mówić i dał jej czas na pytania, dziewczyna uśmiechnęła się do niego. Jej zachowanie diametralnie się zmieniło a spojrzenie stało się ostre.
    - Chcesz, żebym dla ciebie szpiegowała, da? - uniosła nieco wyżej swoją twarzyczkę i zdjęła kaptur - Po co? Kim jesteś, Maviet? - przechyliła nieco głowę, ciekawa odpowiedzi.
    Jeśli dostała coś do picia, w tej chwili upiła łyk. Jeśli nie, obyła się smakiem.
    - Są gorsze rzeczy od śmierci... - powtórzyła opuszczając wzrok i wbijając go w stół - Wiem o tym. - dodała cicho. Wpadła w dziwne odrętwienie a jej umysł zalała fala wspomnień. Był w nich jej ojciec, wszyscy Naukowcy... jej rodzina. Oczami wyobraźni widziała ich uśmiechnięte twarze by w kolejnej sekundzie widzieć ich martwe, matowe tęczówki.
    Pamiętała ból obcinania skrzydeł ale kochała ich nawet w tamtych momentach. Kochała gdy sprawiali ból i kochała gdy polewali jej wódkę, nie zważając, że jest jeszcze taka młoda.
    Pamiętała oczy Jurija... Lodowaty wzrok i zagadkowy uśmiech. Słyszała wybuch i dźwięk upadającego ciała. I jego słowa które wypowiedział gdy umierał.
    Objęła ramionami swoje ciało kuląc się pod naporem wspomnień. Tęskniła za rodziną. Za ich ciepłem. Chciała po prostu do kogoś się przytulić.
    Po chwili jednak wytarła rękawem twarz mimo, że nie uroniła ani jednej łzy, i spojrzała na niego. W jej oczach odbijał się smutek, tęsknota i niema prośba.
    Był na swój sposób pociągający. Wyglądał przerażająco, groził jej i straszył ją słowami, ale przyciągał jak magnes. Szkoda tylko, że widział w niej narzędzie. A przynajmniej tak to wszystko przedstawiał.
    Zrobiło jej się nagle głupio. Może i była dobrze ubrana, ale czuła płynący od niego chłód. I nie było jej z tym dobrze. Tylko jak... sprowokować go do bardziej empatycznych gestów? Jak poprosić, by dał jej przynajmniej złudzenie ciepła?
    - Maviet... - bąknęła cicho, zwracając na siebie uwagę - Ya... nie mam domu. Nie mam gdzie się podziać. - ostatnie dwa zdania wypowiedziała szeptem, nie patrząc na jego twarz ukrytą za maską.




    Blaszany Żołnierzyk

    Stowarzyszenie Czarnej Róży: Członek
    Wiek: 27 lat
    Rasa: Marionetka
    Lubi: Zabijać
    Nie lubi: Nie zabijać
    Wzrost / waga: 181cm 144kg
    Aktualny ubiór: Poszarpany płaszcz i strzępy materiału
    Znaki szczególne: Całość to znak szczególny
    Zawód: Zabójca, Morderca, Egzekutor, Kat, Oprawca
    Pod ręką: Stalowa linka
    Broń: to ja
    Dołączył: 19 Lip 2017
    Posty: 100
    Wysłany: 28 Kwiecień 2018, 23:05   

    Nie miał pojęcia co mogłaby chcieć pić. Poszedł trochę na kompromis i przypadek wybierając pierwszą pozycję spośród lekkich alkoholi jaką okazał się cydr.
    Przyglądał jej się przez chwilę uważnie. Wyglądała jakby miała gorączkę, ale jednocześnie wcale nie wydawała się chora. Co mogło spowodować takie zaczerwienienie twarzy?
    To nie było też rozszerzenie naczyń krwionośnych spowodowane alkoholem.
    - Mniej więcej. - przytaknął jej. Nie było to może dokładnie szpiegowanie, ale było to na tyle bliskie stanu faktycznego, że nie chciało mu się jej poprawiać. Różnica była naprawdę niewielka.
    - Jestem zaś tym co widzisz. Narzędziem stworzonym w jednym celu. Niepełnosprawnym aniołem zemsty. Czym jesteś ty?
    Napiła się. Czyli przynajmniej nie trafił z tym fatalnie.
    - Wątpię byśmy myśleli w podobnej skali. - powiedział gdy wspomniała o tym, że wie o rzeczach gorszych od śmierci, a sposób w jaki to powiedziała sugerował, że mówiła z doświadczenia.
    - Mówiłem. Zapewnię ci to wszystko jak będziesz dla mnie pracować. Nie ma nic za darmo. Oczywiście najpierw będzie trzeba cię przygotować, bo zły informator jest gorszy niż żaden. - to była prawda. Mogła się podobać lub nie, ale rzeczywistości nie obchodziły opinie.
    Po chwili dodał:
    - Możesz więc oczekiwać jakiegoś miesiąca gdzie będziesz musiała się głównie uczyć.
    _________________
    Były dwie siostry: Noc i Śmierć,
    Noc była piękna jak sen; a Śmierć,
    Śmierć była jeszcze piękniejsza -




    Żelazna Melodia

    Organizacja MORIA: Członek
    Godność: Zoya Voronov
    Wiek: 20
    Rasa: Opętaniec
    Wzrost / waga: 153/40
    Aktualny ubiór: Biała, lniana koszula, brązowy sweter, brązowe spodnie, czarne, skórzane, sznurowane buty z wysoką cholewą.
    Znaki szczególne: Oczy: czarne twardówki i lazurowe tęczówki. Dwie blizny przechodzące od oka do lini szczęki.
    Pan / Sługa: Mavet
    Pod ręką: Scyzoryk.
    Stan zdrowia: Poturbowana, obolała, kilka opatrzonych ran.
    Dołączył: 29 Mar 2018
    Posty: 69
    Wysłany: 28 Kwiecień 2018, 23:28   

    Zadał jej bardzo ważne pytanie ale ona poczekała z odpowiedzią na sam koniec. Wysłuchała co miał do powiedzenia. To nie tak, że chciała wymusić na nim załatwienie jej jakiegoś lokum. Po prostu jeśli ma być skutecznym informatorem, musi mieć Azyl. Jakieś miejsce do którego będzie wracała po dniu pracy i gdzie będzie mogła zasnąć bez obawy o własne życie. Czy Mavet to rozumiał? Musiał, jeśli faktycznie zna się na tym co robi. A coś podpowiadało jej, że jest profesjonalistą.
    Jednocześnie poczuła jeszcze większy pociąg. Przy nim nie zginie. Nawet jeśli ich relacja ma być chłodna jak lód, była najlepszym rozwiązaniem dla Zoyi. Człowieka który nie wie o tym świecie prawie nic, jedynie jakieś ogólne informacje z opowieści zasłyszanych w Laboratorium.
    Piła swój cydr. Był tak słabym alkoholem, że sączyła go jak soczek. Rosjanie są przyzwyczajeni do czystego spirytusu, ona również. Naukowcy nie zabraniali jej pić, nawet sami chętnie polewali kiedy nadchodził czas odpoczynku. A ojciec nie bronił, bo po co? Prędzej czy później dziecko spróbuje wódki, lepiej żeby zrobiło to pod nosem ojca.
    - Kim ja jestem? - zapytała podnosząc głowę i patrząc mu w oczy. W jej lazurowych tęczówkach pojawił się błysk a usta wykrzywiły się w uśmiechu. A raczej uśmieszku.
    Jej twarz owionęła mgiełka rozmywając rysy. Zaczęły się zmieniać, wyginać i kształtować na nowo. Nabrały innego koloru, naśladując barwy jej rozmówcy.
    Mgnienie oka później na przeciw Maveta siedział... Mavet. Nie tak dokładny jak pierwowzór bo Zoya nie znała dokładnej budowy jego maski i protez, ale to tylko kwestia czasu.
    - Niepełnosprawnym aniołem. - powiedziała głosem tak mocno zbliżonym do głosu Maveta, że tylko mężczyzna mógł rozpoznać, że to ktoś zupełnie inny.
    Celowo nie powiedziała o zemście. Miała za co się mścić, ale nie chciała by zamaskowany wiedział o niej wszystko.
    Nie skłamała nazywając się niepełnosprawnym aniołem. Jej skrzydła były odcięte ale to tylko kwestia czasu nim urosną. Czy tym razem postara się je usunąć? A może pozwoli im wyrosnąć? Jeszcze nie podjęła decyzji. Jeszcze miała czas.
    Przysunęła się bliżej niego, poruszając głową jak przypatrujący się ofierze drapieżnik. Jej twarz była obecnie twarzą Maveta. Różniła się tylko niewielkimi szczegółami.
    Postanowiła sprawdzić, gdzie jest granica.
    Spod maski jaką przybrała wyłoniła się jej twarz, jasne włosy ponownie zagościły na jej głowie. Zoya pochyliła się ku niemu, jeszcze bliżej. Tylko jej lico było jej prawdziwym, nieudawanym. Reszta ciała była zgapiona od Maveta.
    Dziewczyna uśmiechnęła się delikatnie. Oczy miała półprzymknięte i była coraz bliżej. Jej usta były lekko otwarte.
    - Gdzie twoje skrzydła, Aniele? - zapytała cicho, zmysłowym tonem. Swe czarno-lazurowe oczy utkwiła w miejscu gdzie powinien mieć oczy.
    Każdy mężczyzna w jakimś stopniu jest czuły na wdzięki zalecającego się rozmówcy. Czy Mavet i tym razem pozostanie irytująco bierny?
    Wyświetl posty z ostatnich:   
    Po drugiej stronie krzywego zwierciadła... Strona Główna
    Odpowiedz do tematu
    Nie możesz pisać nowych tematów
    Nie możesz odpowiadać w tematach
    Nie możesz zmieniać swoich postów
    Nie możesz usuwać swoich postów
    Nie możesz głosować w ankietach
    Możesz załączać pliki na tym forum
    Możesz ściągać załączniki na tym forum
    Dodaj temat do Ulubionych
    Wersja do druku

    Skocz do:  



    Copyrights © by Spectrofobia Team
    Wygląd projektu Oleandra. Bardzo dziękujemy Noritoshiemu za pomoc przy kodowaniu.

    Forum chronione jest prawami autorskimi!
    Zakaz kopiowania i rozpowszechniania całości bądź części forum bez zgody jego twórców. Dotyczy także kodów graficznych!

    Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
    Template AdInfinitum
    Strona wygenerowana w 0,09 sekundy. Zapytań do SQL: 9