• Nie minęło zbyt wiele czasu od rozpoczęcia działalności AKSO, a po całej Otchłani rozniosła się wieść o tajemniczej mgle, w której znikają statki. Czytaj więcej...
  • Wstrząsy naruszyły spokój Morza Łez!
    Odczuwalne są na całym jego obszarze, a także na Herbacianych Łąkach i w Malinowym Lesie.
  • Karciana Szajka została przejęta. Nowa władza obiecuje wielkie zmiany i całkowitą reorganizację ugrupowania. Pilnie poszukiwani są nowi członkowie. Czytaj więcej...
  • Spectrofobia pilnie potrzebuje rąk do pracy! Możecie nam pomóc zgłaszając się na Mistrzów Gry oraz Moderatorów.
Trwające:
  • Skarb Pompei
  • Zmrożone Serce


    Zapisy:
  • Chwilowo brak

    Zawieszone:
  • Brak


  • Drodzy użytkownicy, oficjalnie przenieśliśmy się na nowy serwer! Dokładne informacje na fanpege'u Spectrofobii lub forumowym Discordzie (odnośniki po prawej)!



    Zapraszamy do zapoznania się z Uśrednionym Przelicznikiem Waluty. Mamy nadzieję, że przybliży on nieco realia Krainy Luster i Szkarłatnej Otchłani.

    Szykujcie się na słodkie Walentynki i Dziewannę!

    Zimowa Liga Wyzwań Fabularnych nadeszła. Ponownie zapraszamy też na Wieści z Trzech Światów - kanoniczne zdarzenia z okolic Lustra i Glasville. Strzeżcie się mrocznych kopuł Czarnodnia i nieznanego wirusa!

    W Kompendium pojawił się chronologiczny zapis przebiegu I wojny pomiędzy Ludźmi i KL. Zainteresowanych zapraszamy do lektury.

    Drodzy Gracze, uważajcie z nadawaniem swoim postaciom chorób psychicznych, takich jak schizofrenia czy rozdwojenie jaźni (i wiele innych). Pamiętajcie, że nie są one tylko ładnym dodatkiem ubarwiającym postać, a sporym obciążeniem i MG może wykorzystać je przeciwko Wam na fabule. Radzimy więc dwa razy się zastanowić, zanim zdecydujecie się na takie posunięcie.

    Pilnie poszukujemy Moderatorów i Mistrzów Gry. Jeżeli ktoś rozważa zgłoszenie się, niech czym prędzej napisze w odpowiednim temacie (linki podane w polu Warte uwagi).

    ***

    Drodzy użytkownicy z multikontami!
    Administracja prosi, by wszystkie postaci odwiedzać systematycznie. Jeżeli nie jest się w stanie pisać wszystkimi na fabule, to chociaż raz na parę dni posta w Hyde Park
    .
    Marionetki – otwarte
    Kapelusznicy – otwarte
    Cienie – otwarte
    Upiorna Arystokracja – otwarte
    Lunatycy – otwarte
    Ludzie – otwarte
    Opętańcy – otwarte
    Marionetkarze – otwarte
    Dachowcy – otwarte
    Cyrkowcy – otwarte
    Baśniopisarze – otwarte
    Szklani Ludzie – otwarte
    Strachy – otwarte
    Senne Zjawy – otwarte
    Postaci Specjalne – otwarte

    Ponieważ cierpimy na deficyt Ludzi, każda postać tej rasy otrzyma na start magiczny przedmiot. Jaki to będzie upominek, zależy od jakości Karty Postaci.



    » Miasto Lalek » Silence dans l'eau
    Poprzedni temat :: Następny temat
    Autor Wiadomość
     



    Trucicielka Serc

    Godność: Jocelyn D'Voir
    Wiek: 22 lata
    Rasa: Opętaniec
    Lubi: Spokój, bawarke, kapeluszników
    Nie lubi: Węży, Rona i Słodkiego
    Wzrost / waga: 176/ 49
    Aktualny ubiór: https://imgur.com/a/IVLdD
    Znaki szczególne: bursztynowe oczy, tatuaz feniksa na całych plecach
    Zawód: Najemnik
    Pod ręką: Sakwa z pieniędzmi, pare zwoi pergaminu, pióro, katana, sztylet
    Broń: Katana, sztylet,
    Bestia: Rajski Ptak- Samael
    Nagrody: Czarodziejska Wstęga, Animicus
    Stan zdrowia: Ranna na umyśle, niedożywiona
    Dołączyła: 27 Maj 2016
    Posty: 370
    Wysłany: 18 Grudzień 2017, 20:16   

    Gdy tylko poczułam jego pocałunek na policzku... Cóż. Naprawdę jestem głupia jeśli o niego chodzi. Najgorsze jest to że nic na to nie poradzę. Zaczerwieniłam się co niemiara, na chwilę zamilkłam. Miałam nadzieję że Gregory nie słyszy jak bardzo dudni mi serce i jak ciężko mi się oddycha. Tak jest kurcze zawsze. Zanim się rozstaliśmy na tak długo... Było podobnie ale nie aż tak... Intensywnie. A odkąd się zeszliśmy po tym wszystkim, czuje się kompletnie obezwładniona gdy on jest przy mnie. Czuję jednakowy strach, ekscytacje, jakaś mieszanine podniecenie i dzikiej euforii. Gdybym mu to wszystko okazała, obawiam się że by zwiał gdzie pieprz rośnie. Już i tak jestem wystarczająco walnięta. Staram się jak mogę by się hamować, co bywa momentami ciężkie.
    W cyrku spał? Zrobiła dość komiczną, naburmuszoną minę. Niczym dziecko.
    - Nie lepiej spać w domu? - odwróciła wzrok w bok, przyglądając się ścianom. Chwilę tak trwała by po chwili parsknac śmiechem. - Głupie pytanie. Wiadomo że tęskniłam. - przytuliłam sie do niego. Nie chciałam by znalazł w moich oczach to czego nie potrafię powiedzieć. Tego że nie umiem zasnąć gdy go nie ma, że zaczymam wariować gdy go nie ma dłużej i że się boje być sama. Zwierzęta są pewną uciechą ale nie zastąpią mi jego. Całą noc się budziłam. Co przysnelam, to za chwilę się budziłam, czując jak strach ściska mi gardlo i serce. Nikomu o tym nie powiedziałam. Nie było kiedy, ale czas anu jest dla mnie najgorszy. Boję się zasnąć, boję się że obudzę się jako nie ja i nawet nie poznam gdzie jestem. Boję się sama siebie i tego do czego jestem zdolna.
    Słysząc pytanie, wyprostowałam się i uciekłam wzrokiem. Nic nie jadłam. Nie byłam głodna. Mogłam skłamać ale nie było po co. Potrafi we mnie czytać jak z otwartej książki. Westchnęłam jak zbity pies.
    - Nie, nic nie jadłam. Czekałam tak w zasadzie na Ciebie z tym bo jak wstałam to nie byłam głodna. - przygryzłam mimowolnie warge. Nadal nie jestem głodna ale to nic. Zjemy razem to może będzie mi łatwiej. Znów parsknelam śmiechem, usłyszawszy ostrożny komplement.
    - Przedłużyłam włosy i trochę stonowałam ich kolor. Tamto mi nie pasowało. Miło że zwróciłeś uwagę. - uśmiechnęłam się i pocałowałam go w usta. Krótko ale ciepło.
    _________________
     



    Zwierzomachina

    Godność: Gregory
    Rasa: Cyrkowiec - sęk w tym, że nie wygląda
    Lubi: Wszystko, od czego mózg brzęczy a neurony skrzą
    Nie lubi: NICH, ludzi fałszywych, psów wszelkiej maści
    Wzrost / waga: 161 cm / 80 kg
    Aktualny ubiór: przyduże spodnie na szelkach, podkoszulek, gruba warstwa potu
    Znaki szczególne: Metalowe paznokcie, mechaniczne skrzydła
    Zawód: Performer cyrkowy, najemnik
    Pod ręką: trochę pieniędzy, paczka papierosów, telefon komorkowy bez karty SIM
    Broń: kastet
    Stan zdrowia: ciało zdrowe, zaś po mózgu stepuje depresja
    Dołączył: 27 Gru 2015
    Posty: 244
    Wysłany: 18 Grudzień 2017, 21:10   

    Greg poczuł, że musi się przed Jocelyn wytłumaczyć, mimo iż wydawała się nie być zła:
    - Daleko było, wiesz przecież, pociągi nie jeżdżą tak późno, a na piechtę to szedłbym kilka dni. - dodał, jednak z zawadiackim błyskiem w oku sugerującym, że przejście kilku dni bez jedzenia i snu to on tam mógłby załatwić od ręki i nawet by się nie spocił.
    Na jej słowa uśmiech całkiem zniknął, zmieniając się w minę surową i twardą. No naprawdę. Co ona sobie wyobraża? Nie była głodna? To nie jest wymówka! Każdy jest rankiem głodny choć trochę. Nie mógł patrzeć, do jakiego stanu się doprowadzała. Jednak nie mógł być dla niej zbyt surowy. Nie krzyczeć. Spokojnie. Ona i tak zrozumie, jest dorosłą kobietą, tak jak ty jesteś dorosłym mężczyzną. Odetchnął więc, dając niejako upust pary - i to dosłownie: z jego ust wyleciało kilka kłębków gęstego, mlecznego dymu. Przejechał krótkimi palcami po czole, próbując zebrać myśli i nie brzmieć jak dorosły, strofujący dziecko:
    - Nie powinnaś była z tym na mnie czekać. Która już jest? Dziesiąta? - ustalenie w Lustrze dokładnej godziny było równie trafne co przewidywanie stanu kota Schroeningera. Każdy zegar wskazywał czas wedle własnego widzimisię, nie wspominając nawet o tych z całym zestawem niezrozumiałych wskazówek, wskazujących niezrozumiałe symbole. - Nic się nie stało. Zjemy razem, dobrze? Jeszcze coś w siebie wepchnę... - dodał, już trochę weselej. Nie chodziło tutaj już o jedzenie samo w sobie, a o dotrzymanie jej towarzystwa. Z pewnością byłoby jej milej, a Greg mógłby dłużej cieszyć się jej uroczym uśmiechem. Naprawdę, jego serce na ten widok wchodziło na wyższe obroty.
    Przy śmiechu to już w ogóle. Cudowny dźwięk, który chciałby słyszeć już zawsze i na zawsze.* Po prostu muzyka dla uszu, do której również się uśmiechnął, szeroko i głupawo, jak to tylko on potrafił:
    - Och, to te, takie eleganckie, magiczne grzebyki na przedłużenie włosów? - zaraz potem zdał sobie sprawę, że wiedza ta była bardzo, ale to prze potwornie niemęska, zreflektował się więc - Miałem taki okres, kiedy bywałem często u fryzjera, w związku z moimi niezmienialnymi włosami, wiesz. Nie da się niczego nie nauczyć. - burknął pod nosem, oblizując delikatnie usta po pocałunku. Smakowały... po prostu nią. Wysokiej jakości smak. Jego też chciałby mieć zawsze przy sobie.
    Zaraz podreptał do spiżarki, aby zobaczyć, co natura dała. A dała nad wyraz sporo: jaja, szynke, pieczywo, ziemniaki, mąkę, mleko, dżemy, różne przetwory, wszystko wzięte chyba z Krainy Luster, bo żaden ze słoików nie miał takich współczesnych naklejek z firmami.
    - Masz ochotę naaaa... Yorkshire Pudding może? - zaryzykował. Było to chyba jedyne "obiadowe" danie jakie mniej więcej potrafił zrobić oprócz naleśników, od których się specjalnie nie różniło. A Joce potrzebowała obiadowych porcji.

    * https://www.youtube.com/watch?v=mO3IEDRsP2Q
    _________________

    Gregory theme
    Psychika Grzesia w skrócie
     



    Trucicielka Serc

    Godność: Jocelyn D'Voir
    Wiek: 22 lata
    Rasa: Opętaniec
    Lubi: Spokój, bawarke, kapeluszników
    Nie lubi: Węży, Rona i Słodkiego
    Wzrost / waga: 176/ 49
    Aktualny ubiór: https://imgur.com/a/IVLdD
    Znaki szczególne: bursztynowe oczy, tatuaz feniksa na całych plecach
    Zawód: Najemnik
    Pod ręką: Sakwa z pieniędzmi, pare zwoi pergaminu, pióro, katana, sztylet
    Broń: Katana, sztylet,
    Bestia: Rajski Ptak- Samael
    Nagrody: Czarodziejska Wstęga, Animicus
    Stan zdrowia: Ranna na umyśle, niedożywiona
    Dołączyła: 27 Maj 2016
    Posty: 370
    Wysłany: 23 Grudzień 2017, 01:28   

    Nie było to konieczne ale i tak mi wyjaśnił. Było to miłe więc mimowolnie się uśmiechnęłam. Nie oczekiwałam przecież że będzie tutaj każdej nocy. Było to niewykonalne, patrząc na to gdzie on pracuje i że do jazdy konno niespecjalnie się pali. Widząc ten jego błysk w oku, pokręciłam głową podśmiechując sobie pod nosem. Na co mi jakieś tabletki, jak wystarczy by ten głupek przy mnie był a ja od razu jestem spokojna i wesoła?
    Widziałam jasno że moja odpowiedź mu się nie spodobała. Ta jego mina i para z ust, nie wróżyły nic dobrego.
    Wiem doskonale że powinnam jeść i nie potrzebuje by mi ktokolwiek to wypominał. Co jednak mam poradzić na to że nie chce mi się jeść a jak na siłę w siebie coś wpycham to to zaraz wraca?
    Gregory chyba doszedł do podobnych wniosków bo wyraz twarzy mu złagodniał i nie zaczął żadnego wywodu.
    - Mało czasu razem spędzamy to uznałam że będzie miło, a która jest to nie mam pojęcia. W tym świecie czas to pojęcie względne a w tym mieście to już ogólnie "czarna magia" - parsknelam pod koniec. W zasadzie rzadko kiedy przejmowałam się tutaj czasem. Wypadałoby chyba jednak kupić jakiś zegar do domu. A więc Gregory robi dziś śniadanie. W sumie nigdy sie nie zastanawiałam nad tym czy on potrafi cokolwiek w kuchni. Jak tak się teraz zastanowić to który dzisiaj jest?
    Zmarszczylam brwi, licząc dni w myślach. Mamy jakąś połowę grudnia.
    Roześmiałam się, zauważywszy ten jego uśmiech. Grzebyki do przedłużenia włosów? Jedna brew powędrowała mi w górę. Nie wiedziałam że coś takiego jest, a tym bardziej dziwiło mnie to że on o czymś takim wie. Jego usprawiedliwienia było dość...urocze.
    - Akurat tak się składa że nie mam pojęcia o czym mówisz. Byłam u fryzjerki w mieście. Ma moc wpływania na wygląd innych. Ale to dość ciekawy przedmiot, ten grzebień. Będę musiała się dowiedzieć czegoś więcej. - posłałam mu ciepły uśmiech. Słysząc nietypową nazwę jakiegoś dania, aż usiadłam na blacie w kuchni.
    - Nie wiem co to ale do odważnych świat należy. Chętnie spróbuję tego co mi upichcisz - podświadomie szukałam z nim kontaktu. Gdy tylko pojawił się w moim zasięgu, złapałam go nogami i przyciągnęłam do siebie. Przytuliłam sie do niego, wdychajac jego zapach. Dopiero teraz czułam się jak w domu.
    _________________
     



    Zwierzomachina

    Godność: Gregory
    Rasa: Cyrkowiec - sęk w tym, że nie wygląda
    Lubi: Wszystko, od czego mózg brzęczy a neurony skrzą
    Nie lubi: NICH, ludzi fałszywych, psów wszelkiej maści
    Wzrost / waga: 161 cm / 80 kg
    Aktualny ubiór: przyduże spodnie na szelkach, podkoszulek, gruba warstwa potu
    Znaki szczególne: Metalowe paznokcie, mechaniczne skrzydła
    Zawód: Performer cyrkowy, najemnik
    Pod ręką: trochę pieniędzy, paczka papierosów, telefon komorkowy bez karty SIM
    Broń: kastet
    Stan zdrowia: ciało zdrowe, zaś po mózgu stepuje depresja
    Dołączył: 27 Gru 2015
    Posty: 244
    Wysłany: 26 Grudzień 2017, 20:21   

    Greg czuł się już spokojnie. Zaraz zjedzą i będzie odpowiednio, tak jak powinno być. Nie chciał jej zostawiać samemu. Nie lubił tego, czuł wtedy, jakby znów porzucał ją na zawsze. Złośliwe głosiki nie dawały mu wtedy spokoju. Nie, nie był chory. To tylko cynizm. I sporo lęków. Oraz żalu.
    - Chyba, że jesteś Zegarmistrzem - dodał ciszej, a w jego głosie dało się wyczuć odrobinę smutku. No tak, Eliot. I ta szybko wygasła nadzieja, że zabierze go przez te wszystkie błędy i zmarnowane dni, do początku, kiedy jeszcze jego życie miało więcej perspektyw. Niestety, pijany Lunatyk okazał się być tylko pijanym Lunatykiem sodomitą. Ale mimo wszystko sympatycznym. Być może nie był takim złotym sukinsynem jak Bane, ale przynajmniej był na tyle cyniczny, aby dało się go lubić. Powinien z nim pogadać wcześniej, jeszcze w klubie, choć nie było za bardzo okazji - on za ladą,, Greg przed drzwiami. Mogliby razem palić jakieś naprawdę ciężkie od smoły papierosy, gapić się w kolejną ulewę, jaka nawiedziłaby Glassville i narzekać, długo narzekać jakie to życie nie jest okropnie chujowe.
    - Jak przyjdzie twoja kolej na gotowanie, to porobisz mi te żaby czy inne fuagra - odparł ze spokojnym westchnieniem, przeszukując szafki. Trochę głupia sprawa, że nie za bardzo znał się na kulturze Francji. A szkoda. Może wtedy Joce traktowałaby go jak rodaka? Francuzki nie mógł być taki trudny. Wystarczy charczeć i jęczeć jak wygłodzony pudel, a potem wszystko jakoś wychodzi.
    Zaraz zaraz zaraz... czego mi tu... mąka tortowa, mleko, jajka są... olej rzepakowy? No jest olej rzepakowy, w głębi. No i sól. Zaraz. Woda gazowana... no nie ma. Ale jest sód, rozrobi się w zwykłej wodzie, powinno styknąć. A na farsz? Jakieś mięsko. Może być mielone. Jest mielone? Jest. I cacy. Do tego walnie się jakieś ziółka.
    Odprawił Joce gestem na krzesło. Nie chciał, aby ktokolwiek przeszkadzał mu podczas pracy. Jocelyn może patrzeć i pochłaniać wiedzę. Ciasto ubić w misce, do pieca włożyć blaszkę na muffinki... cholera. Nikt w Krainie nie wymyślił, że do pieca kuchennego przydałby się termometr. I jak teraz w takim czymś nastawić 200*C? Po prostu będzie musiał wygrzać tą blaszkę na czuja. Jakby Jocelyn próbowała w czymś mu pomóc, tylko grzecznie odprowadzałby ją na miejsce skrzydłem, pozwalając jej jedynie na rozmowę. Niech da mu się wykazać. Gotował rzadko, praca najemnika pozwalała mu się stołować na mieście. Ale, Bóg mu światkiem, pudding upiec potrafił.
    Po parunastu minutach na stole pojawiły się małe miseczki z chrupiącego ciasta, wypełnione mięsnym farszem. Może trochę czarne na brzegach, ale nadal wyglądały apetycznie. Jocelyn mogła zauważyć, że jej porcja była o kilka miseczek większa niż porcja Grega, zaś porcja Cyrkowca sama w sobie była dość spora. Blondyn uśmiechnął się tylko do niej szeroko, od ucha do ucha:
    - Smacznego! - i począł wcinać.
    _________________

    Gregory theme
    Psychika Grzesia w skrócie
     



    Trucicielka Serc

    Godność: Jocelyn D'Voir
    Wiek: 22 lata
    Rasa: Opętaniec
    Lubi: Spokój, bawarke, kapeluszników
    Nie lubi: Węży, Rona i Słodkiego
    Wzrost / waga: 176/ 49
    Aktualny ubiór: https://imgur.com/a/IVLdD
    Znaki szczególne: bursztynowe oczy, tatuaz feniksa na całych plecach
    Zawód: Najemnik
    Pod ręką: Sakwa z pieniędzmi, pare zwoi pergaminu, pióro, katana, sztylet
    Broń: Katana, sztylet,
    Bestia: Rajski Ptak- Samael
    Nagrody: Czarodziejska Wstęga, Animicus
    Stan zdrowia: Ranna na umyśle, niedożywiona
    Dołączyła: 27 Maj 2016
    Posty: 370
    Wysłany: 2 Styczeń 2018, 18:29   

    Usłyszałam jak delikatnie jego głos się zmienił, przy wzmiance o Zegarmistrzach. Zmarszczyłam brwi, bardziej skupiając się na jego osobie, a nie odpływaniu myślami Bóg jeden wie gdzie.
    Zastanawiało mnie skąd ten smutek się wziął. Chyba nie znał żadnego zegarmistrza? Chociaż... Nie mnie to oceniać. To co czuje do tego mężczyzny, nie zmienia tego że praktycznie go nie znam. Chyba nie tylko ja w tym związku, nie umiem rozmawiać o sobie i swoich uczuciach. Gregory nie należał i chyba nadal nie należy do wylewnych osób. Przynajmniej względem mnie. Jakos nie dostrzegłam by był tak ostrożny. Jakbym była jakimś generałem który miałby go rozstrzelać za coś co mu sie nie spodoba. Z drugiej strony rozumiałam to aż za dobrze. Sama przecież taka jestem, tylko że nie ogranicza się to tylko do jego osoby. Z nikim nie umiem porozmawiać otwarcie. Z resztą, z kim bym miała? Moja prawdopodobna siostra nie chce mnie znać, ogólnie personel kliniki raczej nie jest przyjaźnie do mnie nastawiony po tym wszystkim. A poza tymi ludźmi... nie znam praktycznie nikogo. Osób powiązanych z nieudaną próbą wykonania misji nie liczę nawet. Było to tak dawno i krótko...Parsknęłam słysząc o żabach i Foie Gras. To delikatne słowo w ustach Grega zabrzmiało zabawnie.
    - Nie sądziłam że jesteś fanem podrobów. A tym bardziej kaczej wątróbki. Ponadto kucharz ze mnie marny ale Boeuf Bourguignon robię akurat świetnie - w moich ustach francuski zwrot brzmiał płynnie i miał typowy akcent francuski. Nie dał się przytulić więc niczym obrażone dziecko, wróciłam do jadalni i usiadłam na krześle. O dziwo Gregory poruszał się sprawnie po kuchni i równie sprawnie wykonywał kolejne czynności. Mina obrażonego dziecka szybko znikła mi z twarzy, ustępując podziwowi. Kto by się spodziewał że mój Gryfek to taka kuchareczka. Z uśmiechem na ustach obserwowałam, nie przeszkadzając mu.
    Mina jednak mi zrzedła gdy zobaczyłam jaką ilość nałożył mi. paręnaście leciutko czarnych na brzegach miseczek z ciasta, leżało przede mną parując.
    - Jestem naprawdę pod wrażeniem twoich umiejętności mon chéri, ale chyba przeceniasz moją pojemność - próbowałam się uśmiechnąć. Ta porcja mnie wręcz przerażała. Również życzyłam mu smacznego. Chwyciłam nóz i widelec i rozkroiłam jedną miseczkę. Mięsny farsz wyglądał zachęcająco, ale czułam że nie zjem dużo. Cudem będą dwa. Mam nadzieję że Gregory się nie obrazi.
    jakimś cudem zmieściłam w sobie dwie miseczki i jakąś 1/3 trzeciej. Westchnęłam, lekko drżącym głosem. Czułam jak cholernie mi ciężko i jak jedzenie buntuje się chcąc wrócić. Mimo to uśmiechnęłam się szeroko do Grega.
    color=#D9A55D]- Dziękuję, było naprawdę dobre. Więcej nie jestem w stanie zjeść niestety -[/color] posłałam mu przepraszający uśmiech.
    _________________
     



    Zwierzomachina

    Godność: Gregory
    Rasa: Cyrkowiec - sęk w tym, że nie wygląda
    Lubi: Wszystko, od czego mózg brzęczy a neurony skrzą
    Nie lubi: NICH, ludzi fałszywych, psów wszelkiej maści
    Wzrost / waga: 161 cm / 80 kg
    Aktualny ubiór: przyduże spodnie na szelkach, podkoszulek, gruba warstwa potu
    Znaki szczególne: Metalowe paznokcie, mechaniczne skrzydła
    Zawód: Performer cyrkowy, najemnik
    Pod ręką: trochę pieniędzy, paczka papierosów, telefon komorkowy bez karty SIM
    Broń: kastet
    Stan zdrowia: ciało zdrowe, zaś po mózgu stepuje depresja
    Dołączył: 27 Gru 2015
    Posty: 244
    Wysłany: 7 Styczeń 2018, 19:44   

    I w tym momencie światopogląd Grega rozwalił się na kawałki i mógł tylko trwać w niemym zadumieniu:
    - Zaraz zaraz zaraz zaraz zaraz... Fuagra to podroby? A brzmiało tak egzotycznie... - powiedział ze zdziwieniem i udawanym zawodem. Boff Burginion nawet nie próbował powtórzyć na głos, pewnie by się tylko zbłaźnił. Coraz bardziej frustrowało go jak niewiele wie i w jak niewielu dziedzinach może jej... no może nawet nie zaimponować. Po prostu porozmawiać. O czym miałby z nią gadać? O Watergate? O jaśnie panującej Królowej będącej Reptilianką? O lotnisku w Denver? Nawet ten New Agowy bełkot, który zdarzał się między artykułami, zdawał się być najgorszym możliwym z tematów. Nie wyobrażał sobie też, aby móc porozmawiać z nią o rugby.
    Mimo wszystko, jego humor nie psuł się wcale, kiedy skupiał się na gotowaniu. Dobrze mu było od czasu do czasu odsunąć natarczywe myśli i po prostu robić to, co wypada.
    - Może oboje jesteśmy marnymi kucharzami, ale dość że się nie otrujemy, nie? - powiedział po chwili, jakby kontynuując zdanie Jocelyn, o którym zapomniał wcześniej. W sumie tuż przed podaniem obiadu. Teraz zaś było już po obiedzie. Nie zjadła prawie nic. Nie zmuszaj jej do niczego. Sama do tego dojdzie. Musi z tego wyjść. Sam wychodzisz z morfinypotrzebujęmorfinydajmijądajmijądajdajdajdajdaj. Wiesz jak to jest. Ziołowe leki od doktora Gada mogły działać albo nie. Jeśli dowie się, że wrzuca je pod łóżko lub coś w ten deseń, czeka ich ciężka rozmowa. Wziął więc niedokończony posiłek i delikatnie strząsnął go do miski, z której jadł Samael. Pewnie się ucieszy, cholera pstrokata, o ile Ejty z Banshee nie wyżrą mu wszystkiego wcześniej.
    - Zechcesz... zechcesz napisać ze mną list? W końcu już trochę czasu minęło. Trochę sporo. Zdaję mi się, że w Anglii obchodzili już Boże Narodzenie. - powiedział ciszej, wiedząc, że stąpa teraz po cienkim lodzie. Nie wiedział czy się zgodzi. Nie zgodzi się. Na pewno. Może. Ale wypadało. I tak wie, o co chodzi, nie musiał tego uściślać. - Jeśli nie, wystarczy powiedzieć. Napiszę go sam. - dodał spokojnie, patrząc jej prosto w oczy. - A potem może zajmiemy się czymś... milszym? - a z tą sugestią liczył na przekazanie jej, że tym razem jest w stanie zająć się ją jak trzeba.
    _________________

    Gregory theme
    Psychika Grzesia w skrócie
     



    Trucicielka Serc

    Godność: Jocelyn D'Voir
    Wiek: 22 lata
    Rasa: Opętaniec
    Lubi: Spokój, bawarke, kapeluszników
    Nie lubi: Węży, Rona i Słodkiego
    Wzrost / waga: 176/ 49
    Aktualny ubiór: https://imgur.com/a/IVLdD
    Znaki szczególne: bursztynowe oczy, tatuaz feniksa na całych plecach
    Zawód: Najemnik
    Pod ręką: Sakwa z pieniędzmi, pare zwoi pergaminu, pióro, katana, sztylet
    Broń: Katana, sztylet,
    Bestia: Rajski Ptak- Samael
    Nagrody: Czarodziejska Wstęga, Animicus
    Stan zdrowia: Ranna na umyśle, niedożywiona
    Dołączyła: 27 Maj 2016
    Posty: 370
    Wysłany: 9 Styczeń 2018, 22:08   

    Egzotycznie? Parsknęłam, zanosząc się śmiechem. Tylko Gregory potrafił mnie tak rozśmieszać. W zasadzie… tylko dzięki niemu potrafiłam się śmiać. Wytarłam pojedynczą łzę z kącika lewego oka.
    - Oj tam. Nie oczekuję od nikogo by znał czy rozumiał Francję i Francuski. Wiesz, czasem jak siedzę sama, to mówię do siebie po francusku. Brakuje mi mojego kraju, mojego języka i mojej rodziny. Pogodziłam się już z tym wszystkim, ale czasami… Czasami bywają takie dni… Chyba rozumiesz mnie Greg co? - Zapytałam z nieskrywana nadzieją, Przecież jest cyrkowcem, jemu życie też wywróciło się o 360 stopni. Też musiał wiele zostawić za sobą.
    - Chciałabym kiedyś zobaczyć ten twój cyrk. Zobaczyć jak pracujesz. Myślisz że jest to możliwe?- Absolutnie nie naciskałam. Nie chciałam go przeto do niczego zmuszać. Chciałam go po prostu, najzwyczajniej w świecie poznać, Moje serce i umysł chciały wszystkiego co z nim związane. Czasem mi ciężko nad tym panować… Nie jestem w stanie nic poradzić na ten stan rzeczy. Wiecznie czuję niedosyt. Poza tym… wiem o nim tyle co nic. Mimo więzi emocjonalnej jaka między nami jest… spędziliśmy ze sobą tyle czasu co nic, i wiemy o sobie tyle co nic.
    - Kto wie, może na starość będziemy jedną z tych par co się próbują pozabijać? Jak myślisz skarbie?- ostatnie słowo prawie wymruczałam, mrużąc oczy. Uwielbiam się z nim droczyć. To się chyba nigdy nie zmieni. Przy nim jednym moge być tak naprawdę sobą.
    Cóż, Samael nie był zainteresowany ludzkim jedzeniem. Niechniurki wręcz przeciwnie. Rzuciły się jakby nie jadły nic od paru dni, mimo że jedli zaledwie dwie godziny temu. Wiedziała że nie powinno się zwierzakom dawać nic w tym stylu, ale ten jeden raz niech mają.
    Cóż. Wiedziała że ten temat w końcu padnie. W końcu minęły już jakieś dwa tygodnie? Tylko co ja niby mam im napisać w liście? Na samą myśl mnie mdli.
    – Nie chcę o tym rozmawiać. Jeszcze nie. Napisz go a ja pójdę się wykąpać przez ten czas. Jak skończysz a ja jeszcze nie wyjdę to jeśli będziesz chciał możesz do mnie dołączyć - Pocałowałam go w policzek, zebrałam naczynia i je pozmywałam. Nie ma nic gorszego od piętrzących się naczyń w zlewie. Ruszyłam na górę i w drodze do pokoju, nalałam lawendowego płynu do kąpieli i puściłam gorącą ale nie parzącą wodę. W pokoju się rozebrałam, wzięłam dwa ręczniki i nic więcej. Włosy związałam w kok by nie myć ich drugi raz tego samego dnia. Położyłam ręczniki na zlewie i weszłam do wanny. Rozkoszowałam się ciepłem wody i jej zapachem myśląc o… niczym.
    _________________
     



    Zwierzomachina

    Godność: Gregory
    Rasa: Cyrkowiec - sęk w tym, że nie wygląda
    Lubi: Wszystko, od czego mózg brzęczy a neurony skrzą
    Nie lubi: NICH, ludzi fałszywych, psów wszelkiej maści
    Wzrost / waga: 161 cm / 80 kg
    Aktualny ubiór: przyduże spodnie na szelkach, podkoszulek, gruba warstwa potu
    Znaki szczególne: Metalowe paznokcie, mechaniczne skrzydła
    Zawód: Performer cyrkowy, najemnik
    Pod ręką: trochę pieniędzy, paczka papierosów, telefon komorkowy bez karty SIM
    Broń: kastet
    Stan zdrowia: ciało zdrowe, zaś po mózgu stepuje depresja
    Dołączył: 27 Gru 2015
    Posty: 244
    Wysłany: 7 Luty 2018, 20:15   

    - W sumie to tak... wiesz, nie pamiętam dobrze Walii... ale i tak tam czasami tęsknię. Mam takie wrażenia. Pomieszane. Bardziej smak niż wygląd. No wiesz. Nie wiesz. Nie wiem... - mruknął, tracąc zapał, nieporadnie machając rękami. Ciężko mówiło mu się o wspomnieniach, a w tej chwili, obżartym będąc jak bąk, nie planował mocniej wysilać mózgownicy.
    Na pytanie o Cyrk, tak nieśmiałe i ostrożnie, nie potrafił odpowiedzieć bez nawet drobinki ironii,szczerząc się głupio:
    - A niby co to za pytanie "czy możliwe?". Jesteś dorosła, nie potrzebujesz niańki aby cię zaprowadziła. Wiesz, istnieje wysoka szansa, że skombinuję ci darmowy bilet, taki, tuż przy arenie... - i w tej chwili przypomniał sobie, jaki szacunek żywił zarząd Cyrku dla zdrowia i życia przybywającej klienteli - ...aaaaalbo może trochę dalej. Wzrok masz dobry nadal, nie będzie różnicy.
    Kolejne jej pytanie, a on znów miał ochotę głośno się roześmiać. Och, kochana Jocyś.
    - Znając nasze charaktery, to jestem o tym przekonany. Jednak za bardzo cię kocham, aby się to jakoś źle skończyło. Zobaczysz jeszcze, będziemy tak się na siebie wydzierać, że całą wodę ci z jeziorka wytrzęsie! - teraz to Greg praktycznie nie mógł mówić, trzęsąc się ze śmiechu. Uspokoił się jednak, aby zadać to poważniejsze pytanie, pytanie o list.
    Skinął głową, słysząc jej odpowiedź. Wiedział, że nie powinien traktować tego jak byle focha, ale nadal ciężko mu było zrozumieć tą zaciekłość w separowaniu się od Julii. No ale dobrze. Nie jego sprawa. Nie jego para kaloszy. Nie jego siostra przede wszystkim. Mała nawet dobrze go nie zna... za to przytuliła go. Przytuliła dziobatą mordę wyjętą z koszmarów, która wiele dziewcząt przyprawiła o palpitację. To było kochane. I jeszcze większa szkoda, że kwestia Bane'a musiała je poróżnić. Ach, te baby...
    Przetoczył się do głównego pokoju, gdzie stała maszyna do pisania. Wkręcił kartkę w mechanizm i zastanowił się dłuższą chwilę. Mistrzem słowa nie był, ale chyba teraz nie musiał. Wystarczy napisać normalnie. Po eks-ludzku. Strzelił więc knykciami, sprawdził poziom atramentu w mechaniźmie i zaczął pisać:

    Cytat:
    Droga Julko.

    Co u ciebie słychać? U nas jest dobrze. Jocyś żyje. Brać leki raczej bierze - nie pilnuję jej, bo jej ufam, ona zaś jest normalna, tylko nadal mało je.
    Ejty jest zdrowy. Wydaje mi się, że udało mu się jeszcze utyć. Nic nie poradzę, że robi sobie z brzucha śmietnik. Dogaduje się z Banshee. Mam nadzieję, że polubią się tak jak właściciele.
    Powoli kończę przeprowadzkę do Joce. Parę walizek już przeniosłem, z resztą może być trochę kłopotu. Jest chyba ok.
    Ostatnio były święta, ale kompletnie nie zwróciłem na nie uwagi - i trochem mi głupio. Może nie religia, ale tradycja, wiesz. Czy wy jakoś obchodziliście jakoś ten dzień? Czy jestem winien ci prezent? : )
    Chciałbym, abyśmy się znowu spotkali, jeśli Joce uda się trochę pogodzić z sytuacją. Raczej bez Bane'a. Pozdrów tego skurwesyna odemnje.

    Zpoważaniem.

    Gregory.


    Jako tako zadowolony, odłożył list i piórem wiecznym podpisał się drugi raz, formalnym, kanciastym stylem, jakim zwykł pisać na codzień, aby wszyscy wiedzieli, że to on to napisał. Zastanawiał się, czy nie dopisać jeszcze nazwiska "D'voir" ale zrezygnował. Nie byli jeszcze małżeństwem, nie miał prawa używać jej nazwiska. Zostawił list na półce, wyśle się go w swoim czasie. Ruszył do łazienki.
    Otwierając drzwi, uderzyła go para i zapach lawendy. Zarumienił się, choć nie tylko od gorąca - wśród obłoków dało się zauważyć jeszcze wannę i wylegującą się w niej sylwetkę. Podszedł do niej bliziutko, obłapiając ją całą wzrokiem, po czym uwiesił się na brzegu wanny jak wielki kocur i jakby od niechcenia począł mącić wodę łapą. Dobrze wiedział, że nie kąpał się od wczoraj, że pewnie nadal mocno śmierdzi potem. Co ciekawe, w dziwny sposób uatrakcyjniało to jego niechęć do dołączenia do niej od razu.
    - Wygodnie ci, co? - zapytał, prawie mrucząc.

    (Nadal jest człowiekiem jkbc)
    _________________

    Gregory theme
    Psychika Grzesia w skrócie
     



    Trucicielka Serc

    Godność: Jocelyn D'Voir
    Wiek: 22 lata
    Rasa: Opętaniec
    Lubi: Spokój, bawarke, kapeluszników
    Nie lubi: Węży, Rona i Słodkiego
    Wzrost / waga: 176/ 49
    Aktualny ubiór: https://imgur.com/a/IVLdD
    Znaki szczególne: bursztynowe oczy, tatuaz feniksa na całych plecach
    Zawód: Najemnik
    Pod ręką: Sakwa z pieniędzmi, pare zwoi pergaminu, pióro, katana, sztylet
    Broń: Katana, sztylet,
    Bestia: Rajski Ptak- Samael
    Nagrody: Czarodziejska Wstęga, Animicus
    Stan zdrowia: Ranna na umyśle, niedożywiona
    Dołączyła: 27 Maj 2016
    Posty: 370
    Wysłany: 8 Luty 2018, 19:58   

    Opary gorącej wody, skraplały się na mojej szyi i twarzy. Odchyliłam głowę do tyłu, wpatrując się w sufit.Ten cholerny list nie opuszczał mych myśli. Ile minęło od wtedy? Tydzień? Więcej?
    Dzień w dzień, odpychałam myśli o Julii, w głąb pustki. Nie chciałam myśleć o tym wszystkim. Już i bez tego czułam się osaczona. Za dużo się ostatnio dzieje, a ja jak ostatni tchórz, zamiast się tym zająć, uciekam od problemów.
    Wiem że moja reakcja wtedy była lekko...przesadzona. Jak jednak inaczej mogłam się zachować? Dowiedziałam się że jestem nienormalna, mój facet mnie zdradzał zakładając że jestem martwa, okazało się że mam siostrę i co najlepsze ma 15 lat a prowadza się z co najmniej dwukrotnie starszym facetem. Za dużo na raz. Jestem przecież tylko człowiekiem...każdy ma swoje granice.
    Moja przypadłość mnie przeraża. Nigdy nie wiem czy nie obudzę się w nieznanym miejscu. Nie mam kontroli nad tym co robię gdy następują te zmiany. Boję się zasnąć, boję się zostać sama. I te koszmary w nocy... To wykańcza mnie bardziej niż cokolwiek innego dotychczas.
    Zdrada Gregory'ego była dla mnie tak nierzeczywista że...nawet nie byłam w stanie się zdenerwować. Bo za co? Mimo że fizycznie żyłam, psychicznie byłam jakby martwa. Po takim czasie... jak ja bym postąpiła? Nie musiałam właściwie siebie o to pytać. Szukałabym póki życia by mi starczyło. Jednak nie miałam prawa wymagać tego od Grega. Za krótko się znaliśmy, za mało ze sobą dzieliliśmy.
    Odkrycie że Julia jest moją siostrą było... niczym kop w bebechy...
    Zamknęłam oczy, wstrzymałam oddech i zanurzyłam się całkiem w wannie.
    Szczęście i ulga jaka mnie wtedy ogarnęła... jakby mnie ogłuszyła. Tak bardzo tęskniłam za rodziną, czasem nawet za matką. Mimo że nie była mi bliska, to i tak mi jej brakowało. Tęskniłam za tamtym życiem, za dzieciństwem gdy wszystko było takie proste. Więc gdy dotarło do mnie kim jest Julka... kamień spadł mi z serca. Pustka jaką nosiłam w sercu częściowo się wypełniła, mrok który otaczał mnie z każdej strony jakby zrzedł... wszystko stało się bardziej klarowne. Co więcej, poczułam takie ciepło w sercu... poczułam silną chęć by ją zabrać do siebie i ochronić przed wszystkimi. Tym bardziej wiedząc co ją spotkało w życiu...
    Stąd taka a nie inna reakcja na wieść o jej związku z doktorem. I to w momencie gdy zaczynałam się do niego przekonywać... Dorosły facet prowadza się z 15 latką. W Świecie Ludzi poszedłby za to siedzieć. Ogarnęło mnie nagle takie obrzydzenie... do Bane'a... Nie docierało do mnie jak mógł zbrukać dziecko jakim jest Julia. Mimo tego co ta dziewczyna w życiu przeszła, pomimo tego co już potrafiła... w moich oczach, była małą dziewczynką którą trzeba chronić... Wiedziałam że powinnam być spokojna. Wytłumaczyć to wszystko bez nerwów. Jednakże nie potrafiłam tego zrobić. Emocje wzięły górę nad zdrowym rozsądkiem. Nie mogłam nic poradzić na to że dla niej była to pedofilia. Tak zostałam wychowana i bez względu na to ile lat spędzę w Krainie Luster, moja mentalność nigdy się nie zmieni...
    Usłyszałam jak otwierają się drzwi. Wynurzyłam się więc z wody, odgarniając włosy do tyłu. Od razu uśmiech powrócił na moją twarz. Pochmurne niebo w mojej głowie, ustąpiło słońcu. Jeszcze trochę mogę z tym wszystkim poczekać. Kocham Julię i wiem że w końcu wyciągnę do niej rękę, że w końcu ją przeproszę. Może kiedyś...może zaakceptuje ten jej... związek... Jednakże jeszcze na to nie pora.
    Odwróciłam się tak, by moja twarz była blisko jego twarzy.
    - Odprężająco, ale jakoś pusto.- odpowiedziałam mu cicho, składając pojedynczy pocałunek na jego policzku. W moich oczach zapewne widać było teraz te swoiste... iskierki. Pogłaskałam go po zarośniętym policzku.
    -Byłoby lepiej gdybyś się przyłączył- szepnęłam mu prosto do ucha, delikatnie przygryzając je. Odsunęłam się, mając na ustach figlarny uśmiech.
    _________________
     



    Zwierzomachina

    Godność: Gregory
    Rasa: Cyrkowiec - sęk w tym, że nie wygląda
    Lubi: Wszystko, od czego mózg brzęczy a neurony skrzą
    Nie lubi: NICH, ludzi fałszywych, psów wszelkiej maści
    Wzrost / waga: 161 cm / 80 kg
    Aktualny ubiór: przyduże spodnie na szelkach, podkoszulek, gruba warstwa potu
    Znaki szczególne: Metalowe paznokcie, mechaniczne skrzydła
    Zawód: Performer cyrkowy, najemnik
    Pod ręką: trochę pieniędzy, paczka papierosów, telefon komorkowy bez karty SIM
    Broń: kastet
    Stan zdrowia: ciało zdrowe, zaś po mózgu stepuje depresja
    Dołączył: 27 Gru 2015
    Posty: 244
    Wysłany: 10 Luty 2018, 20:31   

    Wyraźnie usłyszał propozycję zawartą w jej słowach i nie musiała mu dwa razy powtarzać:
    - Okej, tylko się posuń - powiedział, wstając od wanny. Zastanawiał się, czy uda im się obojgu pomieścić, nawet jeśli nie był specjalnie rosłym facetem. No ale tam tego - przecież nie zamierzał wykręcać się z tak przyjemnej czynności. Spokojnie zdjął koszulę, nie za szybko, nie za wolno, potem całą resztę, zostawiając wszystko jak leci na podłodze. Pozwolił, aby ustąpiła mu miejsca i powolutku, ciężko wlazł do wanny, tuż za nią. Temperatura wody była bardzo wysoka, na granicy parzenia, jednak granica ta idealnie ogrzewała jego ciało. Odetchnął lawendową parą, głęboko i błogo. To było przecudne. Jak mógł się przez te wszystkie lata kąpać w misce? ...Dla oszczędności, rzecz jasna. No i dlatego, że wśród wozów pozbawionych hydrauliki inaczej się nie da. Mimo wszystko wolał prysznice, kiedy miałby już wybierać, ale teraz było po prostu cudnie i marudzenie Gregorowe mogło zostać uciszone choć na chwilę.
    Wziął gąbkę, przerzucił ją z ręki do ręki i począł miękką stroną masować jej plecy, raz po raz nabierając do niej kolejną porcję gorącej wody. Delikatnie badał jej tył, przejeżdżał palcami po jej kręgosłupie, po żebrach (tak smutno wystających, a zarazem tak ponętnych). W pewnym momencie po prostu się do niej przytulił. Trochę... trochę brakowało mu jej bliskości. Mimo wszystko, nawet jeśli nie widzieli się raptem chwilę. Wcześniej nie widzieli się 3 lata. To było takie głupie i bez sensu. Jak mogli zmarnować tyle czasu? Pocałował ją w ramię i wymościł się na nim lekko niedogolonym policzkiem. Czuł się źle, wiedząc, że nie może jeszcze mocniej pokazać jej swej obecności, wsparcia. Po chwili pocałował ją znowu. I znowu. Krępe ramiona delikatnie gładziły jej brzuch, czasem trochę wyżej, czasem... niżej. Przez krótką chwilę, mimo iż było mu teraz tak dobrze, chciało mu się zapłakać. Wzruszenie? Być może. Nie musisz siedzieć w swojej skorupce cały czas, twardzielu.
    _________________

    Gregory theme
    Psychika Grzesia w skrócie
     



    Trucicielka Serc

    Godność: Jocelyn D'Voir
    Wiek: 22 lata
    Rasa: Opętaniec
    Lubi: Spokój, bawarke, kapeluszników
    Nie lubi: Węży, Rona i Słodkiego
    Wzrost / waga: 176/ 49
    Aktualny ubiór: https://imgur.com/a/IVLdD
    Znaki szczególne: bursztynowe oczy, tatuaz feniksa na całych plecach
    Zawód: Najemnik
    Pod ręką: Sakwa z pieniędzmi, pare zwoi pergaminu, pióro, katana, sztylet
    Broń: Katana, sztylet,
    Bestia: Rajski Ptak- Samael
    Nagrody: Czarodziejska Wstęga, Animicus
    Stan zdrowia: Ranna na umyśle, niedożywiona
    Dołączyła: 27 Maj 2016
    Posty: 370
    Wysłany: 27 Luty 2018, 01:06   

    Przesunęłam się z uśmiechem na twarzy, tak by mógł bez problemu wejść do wanny. Gdy tylko już wszedł, ostrożnie obróciłam się do niego plecami i oparłam się w ten sposób o jego klatkę. Już dawno nie czułam się tak błogo i lekko. Woda była idealna, nie znosilam jak woda była chłodna, ciepła czy wrząca. Musi być taka jak teraz. Bardzo gorąca ale do wytrzymania. Tylko wtedy kąpiel przynosi mi ukojenie. Do tego opary z lawendy, zlikwidowały ból głowy i zrelaksowały mnie do reszty. Obecność Gregory' ego i jego bliskość, dopełniały to wszystko.
    Czując jak delikatnie myje moje plecy gąbką, pochyliłam się lekko w przód wzdychając z zadowoleniem. Przymknelam oczy, wsluchujac się w dźwięk wody, naszych oddechów. Oj brakowało mi go, nie da się tego ukryć. Tyle lat, tyle czasu straconego. Za cel ustanowiłam sobie nadrobienie chociaż części tego czasu, ale nie jest to łatwe. Greg ma pracę i jakichś znajomych. Nie jest takim indywiduo jak ja. A ja nie miałam zamiaru mu tego odbierać dla swoich samolubnych pobudek.
    Gdy mnie przytulił, oplotłam jego ręce swoimi, opierając jednocześnie głowę na jego ramieniu.
    Czując jego usta na moim ramieniu, odniosłam wrażenie jakby ten pocałunek parzył bardziej niż woda. Przez moje ciało przeszedł dreszcz. Nie ogolił się zbyt dokładnie, ale w tym momencie nie przeszkadzało mi to ani trochę. Dłonią pogladziłam go po policzku. Pocałunki mnie rozpalały ale delikatnie. Bardziej niż to czułam jak moje serce się do niego wyrywa. Uśmiech czaił się cały czas na mojej twarzy.
    - Jestem naprawdę wielką egoistką Gregory. Najchętniej zamknęła bym Cie tutaj ze mną i nie wypuściła - zaśmiałam sie cicho by nie przerywać zbyt "brutalnie" tej błogiej ciszy. Odwróciłam się przodem do niego, wzięłam gąbkę i zaczęłam go myć. Delikatnie najpierw szyje, potem ramiona, górę klatki piersiowej. Każdy cal, by niczego nie pominąć. Co jakas chwile spoglądałam mu w oczy, posyłając uśmieszek.
    Puściłam gąbkę luźno do wody. Jedną dłoń wplotlam w jego włosy na karku i przyciągnęłam go, składając na jego ustach długi i lekko rozleniwiony pocałunek. Nie spieszyło mi się w żadnym wypadku.
    Drugą dłonią najpierw gładziłam go po brzuchu by następnie na chwilę zawitać jeszcze niżej i chwilę się z nim podroczyć.
    _________________
     



    Zwierzomachina

    Godność: Gregory
    Rasa: Cyrkowiec - sęk w tym, że nie wygląda
    Lubi: Wszystko, od czego mózg brzęczy a neurony skrzą
    Nie lubi: NICH, ludzi fałszywych, psów wszelkiej maści
    Wzrost / waga: 161 cm / 80 kg
    Aktualny ubiór: przyduże spodnie na szelkach, podkoszulek, gruba warstwa potu
    Znaki szczególne: Metalowe paznokcie, mechaniczne skrzydła
    Zawód: Performer cyrkowy, najemnik
    Pod ręką: trochę pieniędzy, paczka papierosów, telefon komorkowy bez karty SIM
    Broń: kastet
    Stan zdrowia: ciało zdrowe, zaś po mózgu stepuje depresja
    Dołączył: 27 Gru 2015
    Posty: 244
    Wysłany: 3 Marzec 2018, 23:49   

    Słysząc jej słowa zaśmiał się lekko, choć może poczuł też uczucie niepokoju. Jocelyn nie jest wariatką, ma za sobą wiele ciężkich dni i na pewno nie mówiła do niego na poważnie, wyluzuj. Po prostu nie chce, abyś ją teraz opuszczał. Uspokajając się, zachichotał ponownie, pod nosem.
    - Brzmi jak cudowny pomysł- odparł cicho, wtulając się w nią jeszcze mocniej. Tym razem nie pozwoli, aby samolubny, chutliwy zwierzak myślał za niego. Zbyt długo go wtedy wyposzczono. Poruszał się bardzo delikatnie, bardzo pieszczotliwie, jakby jego ukochana odlana była z najcieńszej porcelany... czy porcelanę się odlewa? Nie wiedział, coś chyba się z nią robiło konkretnego. On zaś bał się przejść do czegoś konkretniejszego, miał tremę, jak przed wielkim występem, mimo iż miał przed sobą tylko jednego widza. Pozwolił jej na odwrócenie się w jego stronę, aby znowu móc spojrzeć w jej cudne oczy koloru żywicy. Uśmiechnął się do niej delikatnie i może tylko troszeczkę smutno, jakby miała zniknąć tu, na jego oczach. Na razie pozwalał, aby go myła. Nie wiedział, co w takiej chwili zrobić ze swoim brylastym, ociężałym ciałem - naprężać się specjalnie byłoby głupio, w końcu i tak nie może jej wiele więcej pokazać, widziała go już całego, a tanie popisy mogłyby popsuć ten moment. Oddychał więc, coraz głębiej, mimo iż jego serce biło szybciej i szybciej, mało nie wyskakując mu z gardła i przy okazji nie przewracając wypełnionego puddingiem żołądka. No dobrze, czas to zrobić, weź się w garść. Powolutku połączył się z nią, kładąc jej dłonie, a potem swoje na jej łonie, badając palcami ich strukturę, miękkość i jędrność. Teraz wszystko było specjalnie dla niej - zasłużyła po tym wszystkim.
    - Och, Jocyś - westchnął półszeptem do jej ucha, oparł swoją coraz cięższą głowę na jej ramieniu, ponownie, i zanurzył się w jej pięknych włosach, wąchając lawendę, którą była nią całą.
    _________________

    Gregory theme
    Psychika Grzesia w skrócie
     



    Trucicielka Serc

    Godność: Jocelyn D'Voir
    Wiek: 22 lata
    Rasa: Opętaniec
    Lubi: Spokój, bawarke, kapeluszników
    Nie lubi: Węży, Rona i Słodkiego
    Wzrost / waga: 176/ 49
    Aktualny ubiór: https://imgur.com/a/IVLdD
    Znaki szczególne: bursztynowe oczy, tatuaz feniksa na całych plecach
    Zawód: Najemnik
    Pod ręką: Sakwa z pieniędzmi, pare zwoi pergaminu, pióro, katana, sztylet
    Broń: Katana, sztylet,
    Bestia: Rajski Ptak- Samael
    Nagrody: Czarodziejska Wstęga, Animicus
    Stan zdrowia: Ranna na umyśle, niedożywiona
    Dołączyła: 27 Maj 2016
    Posty: 370
    Wysłany: 23 Marzec 2018, 16:45   

    Słysząc jego odpowiedź, nie mogłam nie parsknąć śmiechem. Nawet ja wiedziałam, że Gregory by w tej piwnicy nie wytrzymał. Z resztą, nie jest na razie ze mną na tyle źle bym go w piwnicy zamykała… A jednak. Mogłam się przed tym bronić, zapierać rękoma i nogami, ale takie myśli nie raz zasnuwały mój umysł. Z resztą, co go nie zasnuwa? Z moich myśli można by napisać kilka śmiechu wartych książek.
    Co najlepsze nie raz się przyłapuje nad użalaniem się nad sobą. A siedzenie w domu mi nie służy. Z jednej strony chciałabym po prostu w nim siedzieć i spędzać czas z Gregorym, ale chyba zaczynam od tego świrować. Westchnęłam mimowolnie. Tylko jak tu wyjść gdy boisz się, że nie wrócisz? Z resztą, to nie moment na takie rozmyślania.
    Widziałam w Gregu jakieś wahanie. Dotykał mnie tak delikatnie, jakby bał się że lada moment pęknę. Było to dość urocze.
    Czując jak jego dotyk zjechał o wiele niżej, uśmiechnęłam się zadziornie. Jedną dłoń skierowałam do jego dłoni, pokazując mu jak ma mnie dotykać by było najlepiej, drugą zaś nie przestając go pieścić.
    Nie trzeba było długo czekać bym westchnęła z przyjemności, odchylając lekko głowę w tył. Nagle zabrałam jego dłonie z siebie, sama przestając go pieścić. Nie chciałam by to się za szybko skończyło, no i chciałam się z nim trochę podrażnić. Delikatnie się podniosłam i wspomagając się dłonią, usiadłam na nim. Zadrżałam przy tym i jęknęłam.
    Dłonie splotłam na jego karku, delikatnie go głaskając kciukami. Pochyliłam się i znowu pocałowałam. Zaczęłam powolutku poruszać biodrami, a na moją skórę wstąpiła gęsia skórka.
    _________________
     



    Zwierzomachina

    Godność: Gregory
    Rasa: Cyrkowiec - sęk w tym, że nie wygląda
    Lubi: Wszystko, od czego mózg brzęczy a neurony skrzą
    Nie lubi: NICH, ludzi fałszywych, psów wszelkiej maści
    Wzrost / waga: 161 cm / 80 kg
    Aktualny ubiór: przyduże spodnie na szelkach, podkoszulek, gruba warstwa potu
    Znaki szczególne: Metalowe paznokcie, mechaniczne skrzydła
    Zawód: Performer cyrkowy, najemnik
    Pod ręką: trochę pieniędzy, paczka papierosów, telefon komorkowy bez karty SIM
    Broń: kastet
    Stan zdrowia: ciało zdrowe, zaś po mózgu stepuje depresja
    Dołączył: 27 Gru 2015
    Posty: 244
    Wysłany: 26 Kwiecień 2018, 22:22   

    Wskazówki! Tak, tego właśnie potrzebował! Na to wszystko zareagował z widoczną wdzięcznością. Pozwolił się poprowadzić, wraz z własnym sercem, które biło coraz mocniej i mocniej, coraz szybciej pompując krew do jego głowy.
    Przez chwilę spojrzał na nią pytająco, niemalże boleśnie, zastanawiając się, czy przypadkiem nie zamierza już wychodzić z wanny. Mimo, iż jego oczach przez chwilę zalśniło niezrozumienie, po chwili ogarnął, co się dzieje. Droczy się z nim. Wiedziała, że takie odsuwanie się od niego trochę zaboli, wiedziała dobrze. To nawet nie była kwestia związku, to była kwestia całego jego życiorysu. Naprawdę, mogłaś tego nie robić. Wredna ruda kruczyco, dobrze widzę, że chcesz się jeszcze trochę zabawić. Jego usta wykrzywiły się w podnieconym, lubieżnym uśmiechu:
    - No nie uciekaj ode mnie, no. - zamruczał, bardzo nisko, gardłowo i tak wibrująco, że Jocelyn mogła mieć wrażenie, iż cała wanna drży. Siedziała w końcu w wannie z biologicznym zwierzęciem. Wręcz potworem. No i fajnie, że udało mu się odpłacić jej tamten szybki, niezadowalający numerek, ale teraz on nie zamierzał zostawać w tyle z tym wszystkim. W planach miał bycie drapieżnym, może wręcz brutalnym tak odrobinkę troszkę, w ramach ogólnopojętej zabawy, jednak Joce sama postanowiła wrócić do niego. Może i anulowało to ewentualne siłowanie się w wodzie, jednak nadal mógł jej pokazać, kto tu rządzi.
    Gdy usadowiła się na jego ciele, uśmiechnął się z zadowoleniem, wręcz tryjumfująco, otulając ją ramionami w pasie, tym razem mocniej, nie patrząc na wcześniejsze delikatności. Joce wyraźnie pokazała, że nie tego teraz chce. Na pocałunek odpowiedział żarliwiej i wygłodniale, jak orzeł szarpiący truchło królika - i naprawdę, przy pocałunku Opętana mogła poczuć delikatne ukłucia jego zębów, kłów na swych bladych policzkach. Jego oddech pachniał jak zawsze - whiskey, papierosami i krwią, niejako kłócił się z jej lawendowym aromatem. Dosłownie przed chwilą obiecał sobie, że nie pozwoli się kierować chuci, ale... no widać było, że Jocelyn na chwilę obecną jest wystarczająco dopieszczona. Zwierzak domagał się, co jego. Przynajmniej nie domaga się zwierzęcych pozycji.
    Jego ciało napięło się od nadmiaru zmysłów, jego kark zmienił się pod jej palcami w dwie drgające kostki brukowe, skrzydła zaś wyprostowały się na pełną długość, zahaczając o jedną ze stojących przy wannie butelek z olejkami. Stęknął, jakby miał się temu poddać, jednak po chwili sam złapał ją w pasie, narzucając jej tępo. Niech go już tak nie męczy, no błagam. Kocham cię Joce, kocham cię, kocham - tylko to teraz miał w głowie. W ostatniej chwili wtulił się w nią, całując w szyję, kiedy jego lędźwia przeszył finałowy dreszcz.
    "Ja chcę jeszcze raz!" - "Nie, wcale nie chcesz. Masz list do wysłania i cały dzień do dyspozycji." - "Tylko psujesz mi zabawę" - "Durny zwierzak."
    Odetchnął, bardzo powoli i bardzo głęboko. Od tego doświadczenia aż zakręciło mu w nosie i zrobiło mu się sucho na podniebieniu. Pociągnął swoim małym, kartoflowatym noskiem i spojrzał na nią dużymi, zmęczonymi oczami. Może i nikt nie nazwałby go Adonisem, jednak czasami wyglądał po prostu uroczo, szczególnie teraz, w kontraście dla jego wcześniejszej dzikości:
    - Po tej kąpieli czuję się dziwnie brudny, wiesz? Potem zafundujemy sobie drugą. - stwierdził, po czym się roześmiał. Jeśli zechciałaby wyjść teraz z wanny, zapewne pomógłby jej, samemu wciągając na siebie ciuchy z rana. Ewentualnie mogą zostać tu jeszcze chwilę, póki woda nie zrobi się letnia. Czasem i to bywało przyjemne...
    _________________

    Gregory theme
    Psychika Grzesia w skrócie
     



    Trucicielka Serc

    Godność: Jocelyn D'Voir
    Wiek: 22 lata
    Rasa: Opętaniec
    Lubi: Spokój, bawarke, kapeluszników
    Nie lubi: Węży, Rona i Słodkiego
    Wzrost / waga: 176/ 49
    Aktualny ubiór: https://imgur.com/a/IVLdD
    Znaki szczególne: bursztynowe oczy, tatuaz feniksa na całych plecach
    Zawód: Najemnik
    Pod ręką: Sakwa z pieniędzmi, pare zwoi pergaminu, pióro, katana, sztylet
    Broń: Katana, sztylet,
    Bestia: Rajski Ptak- Samael
    Nagrody: Czarodziejska Wstęga, Animicus
    Stan zdrowia: Ranna na umyśle, niedożywiona
    Dołączyła: 27 Maj 2016
    Posty: 370
    Wysłany: 28 Kwiecień 2018, 15:58   

    Widziałam wyraźnie jego zbolałe spojrzenie, gdy się od niego odsunęłam. Zdawałam sobie jasno sprawę z tego jak on to odbierze. Zrobiłam to z mściwą satysfakcją, a widząc tę jego zbolałą minę poczułam miłe łaskotanie w brzuchu. Uniosłam delikatnie brwi, zaskoczona nowym odkryciem. Poczułam się przez chwilę zawstydzona. Żeby czuć coś takiego widząc ból i smutek na twarzy swojego partnera? Otrząsnęłam się szybko gdy się odezwał. Jego mina radykalnie się zmieniła. Wypowiedział te słowa tak niskim tonem, że odniosłam wrażenie iż wanna lekko drży. Uniosłam brwi jeszcze bardziej.
    Z niemałym zadowoleniem odnotowywałam każdą jego reakcję, każdy gest. Pocałunek jakim mnie uraczył był gwałtowny i mało miał wspólnego z delikatnością. Podobało mi się to. Czując kłucie zębami, odpowiedziałam ugryzieniem. Wgryzłam się w jego wargę ale nie lekko. Do tego stopnia że poczuła smak jego krwi. Czy byłam dopieszczona? Ciężko stwierdzić. Mój ówczesny stan był dość skomplikowany. Poczułam coś do czego nigdy bym się nie przyznała. Chciałam wywołać u niego znowu tę zbolałą minę. Żar który mną targał mało miał wspólnego z typowym podnieceniem. Ogarnęło mnie coś na kształt złości, starałam się nad tym zapanować, podczas gdy Gregory był coraz bliżej skończenia. Czułam to po tym jak jego ruchy się zmieniły, jak jego mięśnie intensywnie się napinały. Nie miało to dla mnie w tym momencie większego znaczenia. Wbiłam paznokcie w jego kark, przylegając do jego ciała. Stał się gwałtowniejsze a ja mu nie byłam dłużna. Paznokciami wyryłam ścieżkę na jego plecach. Gdy kończąc pocałował mnie w szyje celowo się szarpnęłam by z pocałunku wyszło coś na kształt ugryzienia. Jęknęłam odchylając głowę do tyłu. Moje ciało napięło się całe.
    Ciężko oddychałam. Opadłam na niego i położyłam na jego torsie. Parsknęłam na jego słowa, kręcąc lekko głową. Podniosłam się i wyszłam z wanny. Owinęłam się grubym białym ręcznikiem, wklepałam w twarz krem, spryskałam się kwiatową perfumą. Posłałam mu słodki uśmieszek i wyszłam z łazienki.
    Skierowałam się do sypialni by się ubrać. Jak tylko do niej weszłam, zamknęłam drzwi i opierając się o nie, osunęłam się na podłogę. Podkuliłam nogi pod sama brodę i załkałam. Nie rozumiałam tego co się ze mną dzieje…
    Złożyłam skrzydła jakby chowając się w kokonie z nich zrobionym. Próbowałam przeanalizować to co przed chwilą się stało ale mi nie wychodziło.
    _________________
    Wyświetl posty z ostatnich:   
    Po drugiej stronie krzywego zwierciadła... Strona Główna
    Odpowiedz do tematu
    Nie możesz pisać nowych tematów
    Nie możesz odpowiadać w tematach
    Nie możesz zmieniać swoich postów
    Nie możesz usuwać swoich postów
    Nie możesz głosować w ankietach
    Możesz załączać pliki na tym forum
    Możesz ściągać załączniki na tym forum
    Dodaj temat do Ulubionych
    Wersja do druku

    Skocz do:  



    Copyrights © by Spectrofobia Team
    Wygląd projektu Oleandra. Bardzo dziękujemy Noritoshiemu za pomoc przy kodowaniu.

    Forum chronione jest prawami autorskimi!
    Zakaz kopiowania i rozpowszechniania całości bądź części forum bez zgody jego twórców. Dotyczy także kodów graficznych!

    Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
    Template AdInfinitum
    Strona wygenerowana w 0,41 sekundy. Zapytań do SQL: 9