• Nie minęło zbyt wiele czasu od rozpoczęcia działalności AKSO, a po całej Otchłani rozniosła się wieść o tajemniczej mgle, w której znikają statki. Czytaj więcej...
  • Wstrząsy naruszyły spokój Morza Łez!
    Odczuwalne są na całym jego obszarze, a także na Herbacianych Łąkach i w Malinowym Lesie.
  • Karciana Szajka została przejęta. Nowa władza obiecuje wielkie zmiany i całkowitą reorganizację ugrupowania. Pilnie poszukiwani są nowi członkowie. Czytaj więcej...
  • Spectrofobia pilnie potrzebuje rąk do pracy! Możecie nam pomóc zgłaszając się na Mistrzów Gry oraz Moderatorów.
Trwające:
  • Skarb Pompei
  • Zmrożone Serce


    Zapisy:
  • Chwilowo brak

    Zawieszone:
  • Brak


  • Drodzy użytkownicy, oficjalnie przenieśliśmy się na nowy serwer! Dokładne informacje na fanpege'u Spectrofobii lub forumowym Discordzie (odnośniki po prawej)!



    Zapraszamy do zapoznania się z Uśrednionym Przelicznikiem Waluty. Mamy nadzieję, że przybliży on nieco realia Krainy Luster i Szkarłatnej Otchłani.

    Szykujcie się na słodkie Walentynki i Dziewannę!

    Zimowa Liga Wyzwań Fabularnych nadeszła. Ponownie zapraszamy też na Wieści z Trzech Światów - kanoniczne zdarzenia z okolic Lustra i Glasville. Strzeżcie się mrocznych kopuł Czarnodnia i nieznanego wirusa!

    W Kompendium pojawił się chronologiczny zapis przebiegu I wojny pomiędzy Ludźmi i KL. Zainteresowanych zapraszamy do lektury.

    Drodzy Gracze, uważajcie z nadawaniem swoim postaciom chorób psychicznych, takich jak schizofrenia czy rozdwojenie jaźni (i wiele innych). Pamiętajcie, że nie są one tylko ładnym dodatkiem ubarwiającym postać, a sporym obciążeniem i MG może wykorzystać je przeciwko Wam na fabule. Radzimy więc dwa razy się zastanowić, zanim zdecydujecie się na takie posunięcie.

    Pilnie poszukujemy Moderatorów i Mistrzów Gry. Jeżeli ktoś rozważa zgłoszenie się, niech czym prędzej napisze w odpowiednim temacie (linki podane w polu Warte uwagi).

    ***

    Drodzy użytkownicy z multikontami!
    Administracja prosi, by wszystkie postaci odwiedzać systematycznie. Jeżeli nie jest się w stanie pisać wszystkimi na fabule, to chociaż raz na parę dni posta w Hyde Park
    .
    Marionetki – otwarte
    Kapelusznicy – otwarte
    Cienie – otwarte
    Upiorna Arystokracja – otwarte
    Lunatycy – otwarte
    Ludzie – otwarte
    Opętańcy – otwarte
    Marionetkarze – otwarte
    Dachowcy – otwarte
    Cyrkowcy – otwarte
    Baśniopisarze – otwarte
    Szklani Ludzie – otwarte
    Strachy – otwarte
    Senne Zjawy – otwarte
    Postaci Specjalne – otwarte

    Ponieważ cierpimy na deficyt Ludzi, każda postać tej rasy otrzyma na start magiczny przedmiot. Jaki to będzie upominek, zależy od jakości Karty Postaci.



    » Odwrócone Osiedle » Rezydencja rodu Vaele
    Poprzedni temat :: Następny temat
    Autor Wiadomość




    Subtelny Kłamca

    Stowarzyszenie Czarnej Róży: Członek
    Godność: Aeron Vaele
    Wiek: Ponad 500 lat / Wizualnie lekko ponad 30.
    Rasa: Upiorny Arystokrata
    Wzrost / waga: 182/100 (same rogi trochę ważą)
    Aktualny ubiór: Czarna marynarka ze stójką w typie munduru, zapinana dwurzędowo srebrnymi guzikami, z wyszywanym srebrną nicią wzorem na plecach. Czarne spodnie. Skórzane oficerki. Pas z przytroczonym rapierem.
    Znaki szczególne: Opalizujące granatem, duże, zakrzywione rogi. Tęczowe oczy.
    Zawód: Dowódca Gwardii Arcyksiążęcej
    Pod ręką: Laska (w której jest ukryta broń), zegarek kieszonkowy, sakiewka z pieniędzmi, mały notesik i długopis.
    Broń: Rapier
    Dołączył: 07 Sty 2017
    Posty: 341
    Wysłany: 2 Marzec 2017, 21:50   

    Kształty przed oczami zaczęły pływac i migotać. Kontury rozlewały się a Thorn nie miał nawet sił by podnieść rękę. Był na jej łasce, mogła teraz zrobić z nim co chce. Łącznie z zabiciem go.
    Może nawet tak byłoby jej łatwiej? Poznał sekret jej mocy, wiedział kim jest naprawdę, co więc hamowało ją przed usunięciem go sobie z drogi? Tylko zawadzał, świadków trzeba w miarę możliwości szybko likwidować. Za dużo wiedział.
    Podłożył jej się jak ostatni idiota. Na co on właściwie liczył? Że będzie tak super, że dostąpi spełnienia po tym jak ona zacznie z niego ssać energię? Że będzie mu tak dobrze, jak w nocy gdy się kochali?
    Otworzył usta bo ciężko mu się oddychało. Krew która puściła mu się z nosa dotarła do języka i zmieszała się ze śliną, ale Thorn nawet nie miał siły splunąć. Gdyby się teraz odezwał, pewnie skończyłoby się na bezładnym bełkocie, czym jeszcze bardziej by się ośmieszył.
    Czy gdyby mógł, błagałby o życie? Nie. Duma mu nie pozwalała. Skoro sam zachęcał by się pożywiła, to ma za swoje! Wiedział jedno - jeśli jakiś cudem przeżyje... Już więcej jej o to nie poprosi. Jedna próba była wystarczająca, zwłaszcza, że właśnie umierał.
    Śmierć wyciągała ku niemu swoją białą dłoń. Nie. Nie była kościotrupem ani nawet kościstą, wysuszoną postacią z obrazów lub bajek. Miała twarz pięknej kobiety o niebieskich oczach. Uśmiechała się ciepło zachęcając do kontaktu a gdy Thorn mentalnie chwycił jej rękę, zaśmiała się nieprzyjemnie i przyciągnęła do siebie po czym, tak jak Luci, ugryzła boleśnie w ramię. Ogony zawirowały za jej plecami.
    Niemożliwe. Śmierć nie mogła być Luci. Miał majaki. Czyżby umierając konający widział twarz ostatniej napotkanej osoby?
    Przed oczami przeleciało mi całe życie. Jeszcze raz poczuł ból po chłostaniu przez dziadka. Jeszcze raz szok po tym gdy dowiedział się kogo jest synem. I żal po śmierci jedynej, która go akceptowała - matki.
    Z oczu pociekły mu łzy co było tak wielkim upokorzeniem dla niego, że miał ochotę już odejść. teraz. natychmiast.
    Żałosne. Tak się dać podejść. Wstyd. Stracił czujność i zapłaci za to własnym życiem.
    Gdy usłyszał przezwisko jakim go nazwała, zakrztusił się własną krwią która nabiegła mu z nosa do ust. Oczy otworzyły się szeroko odzwierciedlając przerażenie.
    Ona wie. Wie! Wysłali ją. Tak! nie mogło być inaczej! Luci... Lusian jest zabójcą na zlecenie! Przybył by go zlikwidować, od początku wiedział kim jest Arystokrata i bawił się nim, okręcał wokół paluszka by na koniec zadać ostatni cios. Tak by bolało. Tak, by wił się w mękach.
    Twarz Luci nagle rozmazała się i ostatnie co zobaczył, to dwa jarzące się niebieskie ogniki, które się w niego wpatrywały. A potem ciemność.

    - Już wiesz, jak wygląda śmierć?
    Thorn otworzył oczy i zobaczył, że klęczy uniżenie przed wielkim, wysokim tronem. Na nim siedział bogato ubrany, dostojny mężczyzna. Uśmiechał się drwiąco i patrzył na płaszczącego się przed nim młodzika.
    Dziadek. Jego dziadek.
    Thorn zerwał się na równe nogi i chciał rzucić ku schodom prowadzącym na tron, ale zatrzymały go kajdany którymi był przykuty. Szarpnął kilka razy - nic to nie dało, były wykonane ze srebra, nawet moc Thorna ich nie otworzy.
    Rzucił starcowi wyzywające spojrzenie i warknął głośno, zły jak diabli. W oczach szalał gniew, gdyby Thor mógł, zabiłby mężczyznę gołymi rękami. Na miejscu.
    - Podobało ci się, Kundlu Rosarium? - zapytał dziadek szczerząc się do wnuka. Thorn wrzasnął w jego stronę by tamten zamilkł, ale wtedy dostojny mężczyzna zaśmiał się głośno, łapiąc za brzuch.
    Rozbawiony zszedł niżej, powoli, stopień po stopniu. Gdy znalazł się na wyciagnięcie ręki od wnuka, uśmiechnął się złośliwie.
    - Jesteś żałosny. - powiedział - I słaby. Miałeś tyle okazji by umrzeć, gdy ja jeszcze żyłem i rozkwitała potęga mojego rodu . - oglądnął swoje paznokcie udając znudzenie.
    Młody Arystokrata znowu warknął. Aż się w nim gotowało. Starszy westchnął i wzruszył ramionami.
    - Nawet odebrać sobie życia nie potrafisz. Wysługujesz się innymi, jak ostatni tchórz. - znowu wyszczerzył zęby - Tak trudno chwycić za nóż? Ha! Przecież nawet nie musisz brać go w dłoń, Władco Metalu! Wystarczy, że go na siebie skierujesz. - zaśmiał się rubasznie, znowu łapiąc za wydatne brzuszysko.
    Kiedy skończył swój wybuch wesołości, spojrzał Thornowi w oczy a na jego twarzy wymalowało się obrzydzenie. Splunął wnukowi w twarz i ruszył schodami na swój tron, odwracając się do młodzieńca tyłem.
    - Żyj dalej, Kundlu. - powiedział - Korzystaj z życia, jedz, pij, baw się. - machnął ręką jakby nie dbał o dalszy los potomka - Większego wstydu już rodzinie nie przyniesiesz. A kto wie? Może kiedyś w końcu znajdziesz odwagę i poderżniesz sobie gardło?
    Thorn wrzasnął jak nigdy, wlewając w to cały gniew i nienawiść.
    Wizja się rozwiała.


    Leżąc w łóżku, zaczął się trząść. Dostał dziwnych drgawek ale dosłownie po kilku sekundach od rozpoczęcia ataku, poderwał się do siadu kończąc rozpoczęty w wizji krzyk.
    Umilkł zdając sobie sprawę, że znajduje się we własnym pokoju. Miał sen? Znowu koszmar... Ale dziś inny.
    Szybko pożałował tak gwałtownego ruchu po poczuł ból w barku, rwący ból. Aż syknął przykładając dłoń do rany. Była opatrzona, zdziwił się tym.
    Dopiero wtedy się rozejrzał i zobaczył obok siebie Luci. Był jeszcze bardzo słaby ale mimo to, drgnął odsuwając się od niej przerażony. Szybko jednak zdał sobie sprawę, że nie ma przy nim już demona o tych szaleńczych oczach. Obok była Luci. Piękna Luci o zjawiskowych oczach...
    Opadł na łóżko i zwinął się w pozycję płodową, przyciskając twarz do klatki piersiowej kobiety. Chwycił jej ubranie i przyciągnął ją do siebie, prosząc w ten sposób by go objęła.
    Jeśli to zrobiła, mogła poczuć jak dygotał. I dygotał w jej objęciach dłuższą chwilę. Czy domyśliła się, że silny Gwardzista, dominujący Thorn, Arystokrata z krwi i kości i stuprocentowy, naładowany testosteronem mężczyzna... maskuje szloch?
    Niech go Piekło pochłonie jeśli jeszcze raz ją poprosi o pokaz.
    Ona wiedziała. Wiedziała kim jest, znała tajemnicę której strzegł jak największego skarbu. Ale skąd? Kto jej powiedział? Kto ją wysłał? Czyżby... Keer. Był zabójcą na zlecenie. Nie przyznał się wprost... Ale to musiał być on. Najemnicy nie pytają o motywy, biorą pieniądze i idą wykonać zlecenie. Keer musiał widzieć, że się do Upiornego nie zbliży... Ale Luci już tak. Wysłał więc ją, bo cos ich w końcu łączy! Wysłał ją by go zgnębiła, doprowadziła do szaleństwa! A sam fakt, że Thorn sam o to poprosił... Na wszystkie kręgi piekła! To było tak cholernie upokarzające!
    Trząsł się przy niej. Miał ochotę wygonić ją by już nigdy nie zrobiła mu krzywdy...ale pragnienie bliskości było silniejsze. Był jak bezbronny chłopiec. Obnażony. Bo skoro wiedziała o nim wszystko...
    Nie zabiła go. A mogła. Po to została wysłana, prawda? Czemu. Może zrobiło jej się go żal?
    Krył twarz w tkaninie jej bluzki, mocząc ją łzami. Dziadek miał rację. Jest żałosny. Żałosny do granic możliwości.
    _________________




    Wysłannik Inari

    Wiek: Wyglada na ok 25
    Rasa: Lisi demon
    Lubi: Miłe towarzystwo
    Wzrost / waga: 190/85 // 175/60
    Aktualny ubiór: Czarne buty sportowe, ciemnie, potargane jeansy, biały T-shirt, czarna, skórzana kurtka. Na szyi medalion w kształcie kompasu, zawierający pukiel rudych włosów.
    Znaki szczególne: Oczy zmieniające kolor w zależności od głodu właściciela (błękit-fiolet-szkarłat)
    Zawód: Aktor/Aktorka
    Pod ręką: Klucz od domu, pieniądze, broń
    Broń: Naginata
    Bestia: Schnee [Yuuki], Kapeluterek
    Nagrody: Bursztynowy Kompas
    Stan zdrowia: Pocięty przez wybuchającego gluta.
    Dołączył: 19 Lis 2016
    Posty: 721
    Wysłany: 3 Marzec 2017, 00:15   

    Wystraszyła się widząc jak nagle się zrywa z krzykiem. Czyżby miał jakąś złą wizję związaną z omdleniem? Nie wiedziała tego. Na szczęście szybko się uspokoił. Przynajmniej jeśli chodzi o sam krzyk. Wolała, żeby nagle nie przybiegła tu służba, zaalarmowana dziwnymi wrzaskami swojego pana. Nie miała ochoty się im tłumaczyć z tego, że nagle Arystokrata leży w łóżku w samych spodniach, pogryziony i blady jak trup.
    Opuściła zarówno uszy jak i wzrok, gdy zobaczyła jak odsunął się od niej z przerażeniem wypisanym na twarzy. Westchnęła i już chciała wstać i po prostu opuścić jego dom, by nie musiał jej więcej oglądać, gdy ten nagle wtulił się w nią i przyciągnął do siebie. Wyglądał jak małe dziecko.
    Poczuła jak mężczyzna stara się powstrzymać szloch. Objęła go rękami i zaczęła go czule głaskać po plecach oraz włosach. Nie dotykała jednak rogów, już dziś dość nadszarpnęła jego dumę.
    Przytuliła go mocniej do siebie, nie przestając go głaskać. Zamknęła oczy, z których również popłynęły łzy.
    Co ona najlepszego zrobiła. Doprowadziła do łez tak silnego mężczyznę jakim był Cierń, jak to w ogóle możliwe? Dlaczego tak zareagował? Aż tak przeraziła go wizja śmierci z rąk demona? A może stało się coś innego? Nie wiedziała tego i nie miała zamiaru pytać.
    - Wypłacz się kochany, już nic Ci nie grozi - powiedziała cichutko, starając się go uspokoić - nie wstydź się, przy mnie możesz pokazać, że też czujesz - Lepiej będzie jeśli da się teraz ponieść emocjom i się wypłacze niż, żeby tłumił to w sobie. Potem wybuch smutku może być o wiele gorszy niż teraz. Mimo niedogodnej pozycji, Luci zaczęła delikatnie kołysać Upiornym, chcąc go tym tylko uspokoić.
    Po chwili zaczęła cichutko nucić jakąś kołysankę. A może to tylko jakaś spokojna piosenka? Nie wiedziała. Nie miała komu nucić, a jej tym bardziej nikt nigdy nie serwował takiej wygody. Nigdy też nie spała ze swoimi kochankami, tylko udawała. W końcu wtedy demon jest najbardziej odsłonięty i bezbronny tak jak wtulający się w nią teraz Thorn.
    Czekała cierpliwie, nie wykonywała żadnych zbędnych ruchów. Po chwili tylko okryła ich porządniej kołdrą, żeby mężczyzna nie zmarzł, w końcu nadal był osłabiony. Traktowała go z troską i uczuciem, czekając aż w końcu się uspokoi.
    _________________

    Lusian - #744AE8
    Luci - #AA2BB5

    Yako theme <3




    Subtelny Kłamca

    Stowarzyszenie Czarnej Róży: Członek
    Godność: Aeron Vaele
    Wiek: Ponad 500 lat / Wizualnie lekko ponad 30.
    Rasa: Upiorny Arystokrata
    Wzrost / waga: 182/100 (same rogi trochę ważą)
    Aktualny ubiór: Czarna marynarka ze stójką w typie munduru, zapinana dwurzędowo srebrnymi guzikami, z wyszywanym srebrną nicią wzorem na plecach. Czarne spodnie. Skórzane oficerki. Pas z przytroczonym rapierem.
    Znaki szczególne: Opalizujące granatem, duże, zakrzywione rogi. Tęczowe oczy.
    Zawód: Dowódca Gwardii Arcyksiążęcej
    Pod ręką: Laska (w której jest ukryta broń), zegarek kieszonkowy, sakiewka z pieniędzmi, mały notesik i długopis.
    Broń: Rapier
    Dołączył: 07 Sty 2017
    Posty: 341
    Wysłany: 3 Marzec 2017, 00:54   

    Jej kojące słowa i to, że przytuliła go do siebie sprawiło, że już całkiem się rozkleił. Może to niemęskie, ale chyba tego właśnie potrzebował. Dręczyły go koszmary, wspomnienia z trudnego dzieciństwa które wcale nie było takie kolorowe. Nie powinien rozpamiętywać tego co było kiedyś, tak uczono ich w wojsku. Ale czy Arystokrata mógł tak po prostu zostawić przeszłość za sobą? Nie w momencie gdy się z nią nie pogodził. Nie porzuca się spraw niedokończonych, to samo tyczyło się wspomnień.
    Długą chwilę trwało zanim się uspokoił. Płacz wyciągnął z niego trochę energii, ale również go oczyścił. Był cholernie wdzięczny Luci, że przy nim została. Zapomniał o krzywdzie którą mu przed chwilą wyrządziła - nie mógł jej za nic winić, sam chciał zobaczyć jak to jest być jedną nogą w grobie. Nie mógł wiedzieć, że przed śmiercią spotka znienawidzonego dziadka.
    Wtulając się wciąż w jej mokrą już od łez bluzkę, czuł się mocno obnażony. Ona, Luci, spotkana przypadkiem na ulicy i zaproszona do rezydencji, kobieta która okazała się być jego znajomym, Lusianem... Znała jego historię. Wiedziała kim jest. Ale... Chwileczkę. Gdyby tak w istocie było, nie oszczędziłaby go. Nie zaniosła na górę i nie opatrzyła, nie zostałaby przy nim wysłuchując żałosnych płaczów. Oglądając jak silny Gwardzista skomle jak zbity pies.
    - Dlaczego nazwałaś mnie Kundlem Rosarium? - zapytał cicho, nie podnosząc na nią wzroku. Zabrzmiało to jak niewinne pytanie chłopca, który pyta matkę dlaczego nie dostanie deseru. Thorn był zwyczajnie ciekaw, co popchnęło kobietę do użycia takich a nie innych słów. Słów którymi kiedyś zwrócił się do niego jego dziadek.
    Jeśli kobieta wyjaśniła mu czemu użyła takiego przezwiska i w czasie jej wypowiedzi wyszło, że Luci jednak nieświadomie tak do niego powiedziała, rozluźnił się nieco i odsunął twarz mokrą od łez od jej przemoczonej bluzki. Poprawił się w łóżku tak, że teraz leżeli obok siebie, patrząc sobie w oczy. Jego były przekrwione i zmęczone ale wyrażały determinację i niepewność, jakby Thorn bił się z myślami, czy może pozwolić sobie na wyznanie jej czegoś ważnego.
    Wreszcie przysunął się do niej na tyle blisko, że ich nosy prawie się ze sobą zetknęły.
    - Chcę ci coś opowiedzieć. - powiedział zmęczonym głosem - Proszę, nie rozpowiadaj tego jednak. To co teraz usłyszysz jest przeznaczone tylko dla twoich uszu i mam nadzieję, że nigdy tego przeciwko mnie nie wykorzystasz. - w tęczowych oczach które chwilowo pozbawione były żywego blasku, błysnęło zaufanie a sam mężczyzna uśmiechnął się nieśmiało. Miał nadzieję, że Luci zrozumie i po zakończeniu opowieści nie ucieknie.
    Opowiedział jej wszystko. O sobie. O rodzinie. O tym kim naprawdę jest, jak go traktowano. Mówił długo i powoli, patrząc jej w oczy. Kiedy wspominał co śmieszniejsze fragmenty, uśmiechał się lekko, a gdy te smutniejsze, spuszczał wzrok. Czuł, że kobieta zasługuje na poznanie prawdy. Modlił się tylko by nigdy nie próbowała wykorzystać informacji przeciw niemu.
    Czemu jej zaufał? Bo mogła go zabić a jednak tego nie zrobiła. Po tym co mu dzisiaj pokazała i po tym jak Thorn się przed nią obnażył, pokazując swoją słabość, powstała między nimi specyficzna więź. Nawet gdyby teraz zerwali kontakt, Thorn już nigdy nie zapomniałby jej niebiesko-fioletowych oczu.
    Gdy zakończył, uniósł dłoń która chwiejnym ruchem skierowała się ku jej twarzy. Pogłaskał ją po policzku, najdelikatniej jak umiał przez co Luci mogła poczuć jakby jej skórę owionęły skrzydła motyla. Thron posłał jej uśmiech przepełniony smutkiem.
    - Oto moja historia. - powiedział - Nie pytaj czemu ci ją opowiedziałem. - westchnął - Masz prawo wiedzieć. Może dzięki temu nie odejdziesz bez słowa, zrywając kontakt. Tego bym nie chciał. - przysunął się do niej w celu złożenia na jej ustach pocałunku, ale nie starczyło mu sił no i bark go zabolał, więc skończyło się na sapnięciu i powróceniu do poprzedniej pozycji.
    Patrzył na nią zrezygnowany. Wzrokiem posyłał jej niemą prośbę, by nie zostawiała go samego. Nie teraz. Nie w takiej chwili.
    _________________




    Wysłannik Inari

    Wiek: Wyglada na ok 25
    Rasa: Lisi demon
    Lubi: Miłe towarzystwo
    Wzrost / waga: 190/85 // 175/60
    Aktualny ubiór: Czarne buty sportowe, ciemnie, potargane jeansy, biały T-shirt, czarna, skórzana kurtka. Na szyi medalion w kształcie kompasu, zawierający pukiel rudych włosów.
    Znaki szczególne: Oczy zmieniające kolor w zależności od głodu właściciela (błękit-fiolet-szkarłat)
    Zawód: Aktor/Aktorka
    Pod ręką: Klucz od domu, pieniądze, broń
    Broń: Naginata
    Bestia: Schnee [Yuuki], Kapeluterek
    Nagrody: Bursztynowy Kompas
    Stan zdrowia: Pocięty przez wybuchającego gluta.
    Dołączył: 19 Lis 2016
    Posty: 721
    Wysłany: 3 Marzec 2017, 12:07   

    Przytulała go do siebie i głaskała czule. Czekała aż się uspokoi. Czuła jak jego łzy moczą jej koszulkę, ale nie przejmowała się tym. Po prostu czekała, nucąc cichutko. A Thorn płakał, jak mały chłopczyk, ale widocznie tego potrzebował. Nie przerywała mu ani w żaden sposób nie komentowała jego zachowania. Byli tu sami więc mógł sobie na to pozwolić, pokazać, że nie jest zrobiony z kamienia, nie ważne jak bardzo szlachetnego, ale że ma serce i uczucia, które również można zranić. A takie rany bolą bardziej niż te fizyczne.
    Jego pytanie zbiło go z tropu. Czyżby to go aż tak bardzo zabolało? Westchnęła i zaczęła odpowiadać, nie przestając go głaskać - w Świecie Ludzi, osoby patrolujące miasta i pilnujące porządku to policjanci, przez wielu nazywani po prostu psami, gdyż wszędzie węszą i często też chodzą z tymi czworonogami - tłumaczyła spokojnie - nazwałam Cię kundlem ponieważ tak się mówi na psy bez rasy...a Rosarium ponieważ jesteś Gwardzistą Arcyksięcia prawda? A z tego co pamiętam to on jest właśnie Rosarium - wyjaśniła mu. Chciała go przeprosić ale nie wiedziała jak. Postanowiła więc przemilczeć tę sprawę.
    Wyczuła jak się lekko rozluźnił i spojrzała mu w oczy gdy się odsunął. Posłała mu delikatny uśmiech i otarła dłonią łzy z jego policzków.
    Spojrzała na niego pytająco, gdy zbliżył do niej swoją twarz - nic nikomu nie powiem, obiecuję - chwyciła jego dłoń, chcąc potwierdzić swoje słowa.
    Wsłuchiwała się w jego opowieść z zapartym tchem. Nie sądziła, że Arystokrata aż tak się przed nią otworzy. Chciała zapamiętać jak najwięcej. Jej brwi co chwila albo wędrowały w górę, albo marszczyły się. Nie odrywała od niego swoich błękitny oczu. Nie odważyła się odezwać ani słowem, skoro zdecydował się jej na tyle zaufać, że opowiedział jej historię swojego życia, nie miała zamiaru mu przerywać.
    Przymknęła oczy czując jego palce na swoim policzku. Uśmiechnęła się do niego. Widząc jak krzywi się z bólu, spojrzała na niego przepraszająco i sama zbliżyła do niego by go delikatnie pocałować.
    - Dziękuję, że mi zaufałeś - powiedziała z delikatnym uśmiechem - i nie martw się, nie wykorzysta tych informacji. Bo co bym na tym zyskała? Pieniądze? Mam ich sporo. Znajomości? Wystarczy mi towarzystwo trzech pijaków, z którymi spędziłam miły wieczór kilka dni temu - uśmiechnęła się i poczochrała go lekko po włosach. - prosiłabym jednak, żebyś Ty również nie rozpowiadał nikomu tego co usłyszałeś na mój temat - poprosiła smutno.
    Chwilę milczała, trawią otrzymane informacje na temat Arystokraty. Gładziła go przy tym delikatnie po jego bladym licu. Wyglądał na bardzo zmęczonego.
    - Nie martw się - powiedziała po chwili - nie zmienię stosunku do Ciebie po tym co usłyszałam - uśmiechnęła się miło - dla mnie pochodzenie, rody, hierarchia i inne takie bzdury nie znaczą nic - zaśmiała się - dla mnie każdy jest równy. Każdy w końcu może stać się moją przekąską niezależnie od tego czy jest wielkim Arcyksięciem czy zwykłym Gopnikiem - wtuliła się do mężczyzny delikatnie - i powiem Ci, że Twój dziadek był idiotą - powiedziała nagle wprost - nie mówię tu ani o tym jak prowadził swój ród czy jaką był osobą w stosunku do innych, w końcu go nie znam...i dobrze dla niego, że nie poznam - zaśmiała się i ponownie odsunęła od Upiornego. Ujęła jego policzki w dłonie i spojrzała mu w oczy - był idiotą ponieważ nie potrafił docenić swojej rodziny. Co z tego, że ktoś tam skalał ród bo poszedł do łóżka bez ślubu z innym idiotą, który nawet nie chce się teraz przyznać do swojego potomka - uśmiechnęła się delikatnie - był idiotą ponieważ, zamiast wspierać swoją córkę w trudnej sytuacji, karał ją za to, że doświadczyła cudu, którego nawet ja nie jestem w stanie nawet sprawić - cudu narodzin. A urodziła naprawdę wspaniałego mężczyznę - pocałowała go czule - Twój dziadek nawet nie zauważył jak wspaniałego ma wnuka, a Ty, zamiast się załamać jak wielu przed Tobą, postanowiłeś przekuć ból w siłę i udało Ci się - pocałowała go delikatnie w nos - powinien być z Ciebie dumny, że mimo wszystko pokazałeś światu, że jesteś jednak wspaniałym Upiornym, na który można polegać i który zamiast się mścić za swoje zniszczone dzieciństwo, postanawia pomagać innym, nawet mimo porannego kaca - puściła mu oczko.
    W końcu jednak odsunęła się od niego i odkryła nagle - poza tym ja nie wiem o co mu chodzi - przyjrzała się mężczyźnie krytycznie - rogi masz, uszy masz normalne, płetw czy skrzeli brak, ogona też, na chuchro mi nie wyglądasz. Zadbany i wyćwiczony no ja nie wiem czego on chce. Twoja krew też nie smakowała jakoś dziwnie, po prostu w stu procentach Arystokrata, który potrafi zadbać zarówno o swoją służbę jak i o swojego gościa. Nigdy nie spotkałam tak wspaniałego rogacza i raczej nie spotkam - zakończyła spokojnie. Siedziała chwilę przyglądając się Thornowi, po czym nagle uśmiechnęła się zadziornie.
    - No dość już tych smutnych wspominek - zarządziła parodiując wojskowy ton - już mi się tu macie zbierać do kupy szeregowy. To rozkaz! - dzióbnęła go palcem w bok - bo nie dostaniecie po obiedzie deseru, sama go zjem! - wyszczerzyła się złośliwie i zaczęła delikatnie łaskotać rogacza po jego umięśnionym brzuchu oraz bokach, zastanawiając się czy Upiorny ma łaskotki. Chciała mu poprawić humor i sprawić, żeby zapomniał o niezbyt przyjemny poranku. I była gotowa zrobić wiele, żeby tak się stało, by reszta dnia była już dobra i wesoła.
    _________________

    Lusian - #744AE8
    Luci - #AA2BB5

    Yako theme <3




    Subtelny Kłamca

    Stowarzyszenie Czarnej Róży: Członek
    Godność: Aeron Vaele
    Wiek: Ponad 500 lat / Wizualnie lekko ponad 30.
    Rasa: Upiorny Arystokrata
    Wzrost / waga: 182/100 (same rogi trochę ważą)
    Aktualny ubiór: Czarna marynarka ze stójką w typie munduru, zapinana dwurzędowo srebrnymi guzikami, z wyszywanym srebrną nicią wzorem na plecach. Czarne spodnie. Skórzane oficerki. Pas z przytroczonym rapierem.
    Znaki szczególne: Opalizujące granatem, duże, zakrzywione rogi. Tęczowe oczy.
    Zawód: Dowódca Gwardii Arcyksiążęcej
    Pod ręką: Laska (w której jest ukryta broń), zegarek kieszonkowy, sakiewka z pieniędzmi, mały notesik i długopis.
    Broń: Rapier
    Dołączył: 07 Sty 2017
    Posty: 341
    Wysłany: 3 Marzec 2017, 23:32   

    Na jej prośbę, by on również milczał, skinął tylko głową.
    Spodziewał się, że ucieknie z krzykiem. Albo przynajmniej przeklnie go na wieki. No, albo dobije. Ale ona leżała spokojnie i co najpiękniejsze, historia Thorna nie zniechęciła jej do niego.
    Jej ciało grzało go przyjemnie, nie bardzo miał siły by jakkolwiek zareagować, więc po prostu leżał wtulony i cieszył się każdą sekundą z nią. Była wyjątkowa i wiedział, że drugiej takiej kobiety nie spotka.
    Ale należała do Keer'a, albo on do niej. Widział uczucie w jej oczach gdy tylko o nim wspominał, czuł tą niewidzialną więź która ich łączyła. On, Thorn nie śmiał stawać w szranki z Cieniem, bo wiedział, że skończyłoby się tylko bólem, zarówno fizycznym jak i duchowym.
    Podobała mu się perspektywa pozostania kochankiem Luci. Bo prawda jest taka, że jeśli kobieta kiedyś zechce się z nim pobawić, nie odmówi jej. Nie po tym co razem przeszli, nie po tym jak się nim zaopiekowała i jeszcze wysłuchała!
    Zmarszczył brwi słysząc, że dziewczyna komentuje postawę jego dziadka. Thorn nienawidził go całym sercem, gdyby starzec żył, Upiorny wziąłby go na tortury i rwał skórą pasami! A potem kazałby mu to żreć. Żreć swoją własną skórę, żuć centymetr po centymetrze.
    Pochwała którą posłała w stronę jego matki wzruszyła go, ale nie miał zamiaru już się rozklejać. Już dzisiaj i tak za dużo pokazał, nie chciał by Luci wzięła go za mięczaka. Pocałunek był słodki i mężczyzna odebrał go jako obietnicę na przyszłość. Bardzo chciał, by uszata ślicznotka jeszcze go odwiedziła.
    Dopiero po jakimś czasie dotarła do niego informacja którą przemyciła w swoich komentarzach.
    Nie mogła mieć dzieci? Była bezpłodna? No tak... Jakby to wyglądało jakby bóle porodowe złapały ją w momencie gdy jest Lusianem? Komedia!
    Uśmiechnął się pod nosem na tę głupią myśl ale szybko się opanował. Słuchał jej, bo jej słowa były balsamem na jego zszargane nerwy. Luci uśmiechała się do niego, pokazywała, że wcale się go nie boi i jego historia nie wpłynęła na ich relację. Podświadomie też czuł, że nie wygada jego tajemnicy. Było mu dziwnie lekko po tym, jak jej wszystko opowiedział. Uczynił z niej przymusowo powiernika... Ale dzięki temu będzie ich łączyło coś więcej niż przelotny romans.
    A jeśli Thorn dowie się, że kobieta jednak puściła informacje które uzyskała, w obieg... No cóż. Thorn był nią oczarowany ale pamiętał o zdrowym rozsądku. Luci szybko pożałowałaby gadulstwa, gdy Upiorny pozbawiałby ją paznokci. Powoli, by czuła każdy centymetr wysuwany z jej zgrabnych paluszków.
    Gdy zabrała na chwilę kołdrę, zadrżał bo dosięgło go zimne powietrze. Ale szybko opanował drżenie i gęsią skórkę i wyprężył się jak kocur, przechodząc do leżenia na plecach. Podstawił sobie ręce pod głowę i uśmiechnął się drapieżnie. Pochwały i jeszcze raz pochwały. Jak on to lubił! Faktycznie ciało miał niczego sobie, był dumny z wyćwiczonych mięśni i zadbanej skóry.
    Siedziała tak przez chwilę więc i on się podniósł do siadu. W jego oczach widniała wdzięczność, uśmiechał się lekko i patrzył na nią. Z uczuciem. Nie bardzo wiedział jakim, ale z uczuciem.
    Jej wojskowy ton rozbawił go więc mężczyzna zaśmiał się.
    - No, prawie dobrze! - powiedział i chwycił ją delikatnie za brodę, zmuszając by popatrzyła mu w oczy - Ale zapomniałaś o wulgaryzmie! Każdy porządny wojskowy 'kurwi' na wszystko co się rusza, a już na pewno na swoich podwładnych. - zachichotał i pocałował ją w usta, krótko, bo nie chciał być zbyt nachalny - Ale w mundurze byłoby ci wyjątkowo ładnie. Może dasz się kiedyś namówić na wizytę w krawca, kupię ci coś ładnego. - dodał po chwili. Za późno ugryzł się w język. Spuścił wzrok zawstydzony tym, że chyba przesadził. Nie chciał by dziewczyna źle go zrozumiała, nie traktował jej jak utrzymanki.
    - Znaczy się... No. Chciałbym po prostu zrobić ci prezent. - powiedział cicho - Żebym kojarzył ci się z czymś... fajnym. - ostatnie słowo zabrzmiało śmiesznie w jego słowach, bo zazwyczaj zdobywał się na bardziej wyszukane określenia.
    Gdy kobieta zaczęła jeździć po jego skórze w dość charakterystyczny sposób, przeszedł go dreszcz. Co ona robiła? Dlaczego chciało mu się śmiać?
    Długo nie wytrzymał. Chichot sam wyrwał mu się z ust, mężczyzna chwycił ją w pasie i pociągnął za sobą na łóżko, gdzie zaczął się wić pod jej dotykiem.
    - Nie wiem co robisz, i po co... Ale sprawia to, że chce mi się śmiać zapominając o całym otaczającym nas świecie... - wydyszał w przerwach między salwami śmiechu.
    _________________




    Wysłannik Inari

    Wiek: Wyglada na ok 25
    Rasa: Lisi demon
    Lubi: Miłe towarzystwo
    Wzrost / waga: 190/85 // 175/60
    Aktualny ubiór: Czarne buty sportowe, ciemnie, potargane jeansy, biały T-shirt, czarna, skórzana kurtka. Na szyi medalion w kształcie kompasu, zawierający pukiel rudych włosów.
    Znaki szczególne: Oczy zmieniające kolor w zależności od głodu właściciela (błękit-fiolet-szkarłat)
    Zawód: Aktor/Aktorka
    Pod ręką: Klucz od domu, pieniądze, broń
    Broń: Naginata
    Bestia: Schnee [Yuuki], Kapeluterek
    Nagrody: Bursztynowy Kompas
    Stan zdrowia: Pocięty przez wybuchającego gluta.
    Dołączył: 19 Lis 2016
    Posty: 721
    Wysłany: 4 Marzec 2017, 11:39   

    Widziała jak mężczyzna coraz bardziej się rozluźnia. Wracał mu humor i to było najważniejsze. Nie może przecież pozwolić aby jej żywiciel cierpiał i to przez coś na co w sumie teraz nie ma już wpływu. Z powodu swojej przeszłości. To miał już za sobą. Nie był już małym wnuczkiem do bicia, był silnym, zdrowym mężczyzną, który potrafił zadbać nie tylko o siebie ale też o otaczających go ludzi.
    Zaśmiała się cicho, widząc jak Cierń się pręży na łóżku. Ktoś tu lubi jak się go chwali co? Stwierdziła rozbawiona. Lubił pokazywać swoje wyrzeźbione ciało. Pokręciła głową rozbawiona.
    Spojrzała mu w oczy pytająco, gdy chwycił ją za brodę, ale słysząc jego słowa, zaśmiała się - nie jestem wojskowym tylko zwykłą aktorką więc chyba możesz przymknąć oko na to moje małe niedopatrzenie - wymruczała i odpowiedziała na jego krótki pocałunek. W jej oczach w końcu zagościł spokój. Nadal tliły się w nich delikatne iskierki smutku, ale nie były one już aż tak widoczne jak poprzedniego dnia.
    Słysząc komentarz na temat munduru, początkowo zaśmiała się myśląc, że tekst o krawcu jest żartem, widząc jednak jego zmieszanie, spojrzała na niego niepewnie - Ty...chcesz mi coś kupić? - zapytała, przyglądając się mu uważnie, jakby szukała jakiejś oznaki, że to jednak jest żart. W końcu jednak zarumieniła się i opuściła nieśmiało uszy - będzie mi bardzo miło - przyznała w końcu. Dostawała co prawda prezenty od fanów, ale zazwyczaj były to listy, kwiaty, zdjęcia. Czasem jakieś błyskotki, ale wszystko to nie miało dla niej znaczenia. Zazwyczaj to ona kupowała jakieś drobiazgi, żeby jakoś odpłacić żywicielowi za energię. Yako miał gdzieś co się potem z nimi działo, ale z racji, że jego moc działała na zasadzie coś za coś, to demon też tak postępował. Nigdy więc nie dostała prezentu za nic - tylko jak ja się potem za to odwdzięczę? - zapytała jeszcze.
    Zaśmiała się serdecznie, gdy Arystokrata pociągnął ją za sobą i zaczął się wić pod wpływem łaskotek. Na jego słowa jednak przestała i gapiła się w niego, jakby go zobaczyła pierwszy raz na oczy - żartujesz prawda? - zapytała zszokowana - nie powiesz mi, że nie wiesz co to są łaskotki - zaśmiała się. Jednak jeśli mężczyzna potwierdził tylko jej słowa, uśmiechnęła się drapieżnie i zatarła łapki zadowolona.
    Usiadła okrakiem na jego brzuchu i patrzyła na niego z góry, drapieżnie - no to czas na małą zemstę za te Twoje wczorajsze tortury w trakcie naszej zabawy - to powiedziawszy zaczęła go łaskotać intensywniej, po całym jego torsie, szukając bardziej wrażliwych miejsc. Merdała przy tym swoją puchatą kitą, a na ustach gościł drapieżny uśmieszek. Oczy za to świeciły się rozbawione całą tą sytuacją. W końcu mogła wydawać się być...szczęśliwa.
    _________________

    Lusian - #744AE8
    Luci - #AA2BB5

    Yako theme <3




    Subtelny Kłamca

    Stowarzyszenie Czarnej Róży: Członek
    Godność: Aeron Vaele
    Wiek: Ponad 500 lat / Wizualnie lekko ponad 30.
    Rasa: Upiorny Arystokrata
    Wzrost / waga: 182/100 (same rogi trochę ważą)
    Aktualny ubiór: Czarna marynarka ze stójką w typie munduru, zapinana dwurzędowo srebrnymi guzikami, z wyszywanym srebrną nicią wzorem na plecach. Czarne spodnie. Skórzane oficerki. Pas z przytroczonym rapierem.
    Znaki szczególne: Opalizujące granatem, duże, zakrzywione rogi. Tęczowe oczy.
    Zawód: Dowódca Gwardii Arcyksiążęcej
    Pod ręką: Laska (w której jest ukryta broń), zegarek kieszonkowy, sakiewka z pieniędzmi, mały notesik i długopis.
    Broń: Rapier
    Dołączył: 07 Sty 2017
    Posty: 341
    Wysłany: 4 Marzec 2017, 18:21   

    - Tak... Chciałbym kupić ci coś w prezencie. - powiedział nieśmiało - Artysta ze mnie marny, więc sam nic nie stworzę, ale uznałem, że mały prezent nie zaszkodzi. - wyjaśnił. Bardzo chciał, by kobieta nie odebrała go źle, by nie pomyślała sobie że Thorn traktuje ją jak utrzymankę.
    Pieniędzy miał aż nadto, mógł pozwolić sobie na cokolwiek co by tylko chciała. Jednak miał też swój rozum i wiedział, że obsypywane drogimi prezentami kobiety lubiły czasem się przyzwyczajać do wygód. A potem wymagały nie wiadomo czego, gwiazdki z nieba.
    Gdy wspomniała o odwdzięczaniu się jego brew powędrowała ku górze.
    - Przecież dając komuś prezent nie oczekuję by ktoś dawał mi coś w zamian. - wyjaśnił zdziwiony jej słowami - To...po prostu prezent. Nie chcę nic od ciebie, już i tak dałaś mi cudowną noc. - uśmiechnął się. Celowo pominął kwestię pobierania mocy. Można powiedzieć, że wolał zapomnieć o tym co się stało.
    Zrobił błąd prosząc ją o tak mocne drenowanie. Przeliczył się z własnymi siłami ale z jednego się cieszył - sprawdził do czego była zdolna, już wiedział że w bezpośrednim starciu nie miałby szans. Trochę go to bolało, cierpiała jego męska duma która nakazywała polepszyć umiejętności. Wiedział że nigdy jej nie dorówna, ale nic nie szkodzi by trochę się podszkolić. Może ulepszyć moc torturowania?
    To co nazwała łaskotkami wywoływało u niego takie salwy śmiechu, że gdyby ktoś go teraz zobaczył, stwierdziłby że facet oszalał. Najwidoczniej jego niewiedza spodobała jej się bo kobieta usiadła na nim okrakiem i zaczęła swoje własne tortury.
    Śmiał się do rozpuku, aż zaczęły go boleć mięśnie brzucha, po którym Luci wodziła. Najbardziej wrażliwymi miejscami na jej łaskotki były boki i samo podbrzusze. Próbował się bronić rękoma, ale tylko w ramach zabawy, nie na poważnie. Był z resztą trochę osłabiony, dlatego nie używał do tego siły.
    Zdziwiły go jej słowa - czyli wiedziała co robił za pomocą wzroku. No cóż, po tych kilkunastu godzinach razem wiedziała o nim więcej niż służba, która mieszkała z nim od kilkudziesięciu lat. Mogła wykorzystać tą wiedzą do zniszczenia go, ale wolał wierzyć, że Luci dotrzyma obietnicy.
    Jeszcze nigdy nie miał tak bliskiej sobie osoby. Nie przez to, że coś do niej czuł - bo czuł, ale nie umiał tego nazwać - tylko właśnie przez to, że wiedziała kim jest. Wielki Książę Kłamstw wyjawił jej o sobie całą prawdę.
    W pewnym momencie, czując przypływ wracających sił, złapał ją w talii i przerzucił obok siebie, po czym wskoczył na nią i to teraz właśnie Upiorny siedział na niej okrakiem. A właściwie klęczał nad nią, bo jakby na niej usiadł to by ją pewnie zmiażdżył - wydawała się być kruchutka.
    - Zemsta? - zaśmiał się - A co, nie podobało ci się? - zapytał pochylając się nad jej twarzą. W jego oczach tańczyły wesołe ogniki, nie wiedział że potrafi być aż tak radosny. Zapomniał o problemach, o tym, że niedawno otarł się o śmierć. Liczyła się tylko Luci i ich beztroska zabawa.
    Podsunął jej koszulkę w górę i naśladując jej wcześniejsze ruchy, zaczął ją łaskotać po brzuchu, szukając miejsc najczulszych.
    Śmiał się w trakcie zabawy, wyglądał jak chłopiec a nie poważny Gwardzista. Czy właśnie tak wygląda szczęście?
    Wiedział jedno. Zyskał przyjaciółkę i przyjaciela. W jednym. Czy mogło być lepiej?
    _________________




    Wysłannik Inari

    Wiek: Wyglada na ok 25
    Rasa: Lisi demon
    Lubi: Miłe towarzystwo
    Wzrost / waga: 190/85 // 175/60
    Aktualny ubiór: Czarne buty sportowe, ciemnie, potargane jeansy, biały T-shirt, czarna, skórzana kurtka. Na szyi medalion w kształcie kompasu, zawierający pukiel rudych włosów.
    Znaki szczególne: Oczy zmieniające kolor w zależności od głodu właściciela (błękit-fiolet-szkarłat)
    Zawód: Aktor/Aktorka
    Pod ręką: Klucz od domu, pieniądze, broń
    Broń: Naginata
    Bestia: Schnee [Yuuki], Kapeluterek
    Nagrody: Bursztynowy Kompas
    Stan zdrowia: Pocięty przez wybuchającego gluta.
    Dołączył: 19 Lis 2016
    Posty: 721
    Wysłany: 4 Marzec 2017, 20:08   

    Przekręciła tylko głowę pytająco, gdy powiedział, że nie chce nic w zamian, ale nie kłóciła się z nim - więc chętnie kiedyś się z Tobą wybiorę do krawca, ale... - uśmiechnęła się tajemniczo - to Ty wybierzesz co by mi najbardziej pasowało - w oczach można było zobaczyć wyzwanie. Humor jej się poprawiał więc wzięło ją również na wygłupy.
    Nie sądziła, że Arystokrata będzie aż tak podatny na łaskotki. Wił się pod nią jak jakiś wariat. Śmiał się tak głośno, że aż dziw, że jeszcze nikt nie pojawił się w jego sypialni, aby zobaczyć czy aby na pewno wszystko w porządku.
    Pisnęła zaskoczona, gdy zrzucił ją z siebie i klęknął nad demonem. Spoglądała na niego rozbawiona, jej oczy błyszczały. Spoglądała na niego z dołu zadziornie.
    - A to za przyjemne rzeczy nie można się już mścić? - wymruczała, mrużąc lekko swoje jasne, błękitne oczy. Spoglądała na roześmianą twarz czarnowłosego spod swoich gęstych, ciemnych rzęs.
    Czując jednak jak podwija jej koszulkę i zaczyna ją łaskotać, spięła się cała - nie, nie nie nie nie nie nie nie - zaczęła marudzić i od razu się wić - mam...ła-łaskotki i to straszneeee! - wiła się pod nim mocno. Śmiała jak szalona. Błagała go, żeby przestał. Naprawdę miała łaskotki. Nie sądziła, że rogacz wykorzysta jej tortury przeciw niej samej. Płakała ze śmiechu i piszczała jak mała dziewczynka. Pewnie tak też wyglądała. Roześmiana od ucha do ucha.
    Łapała go za ramiona, próbując jakoś zaprzestać jego łaskotkom. Brzuch bolał ją ze śmiechu jak jeszcze chyba nigdy. Włosy miała rozwiane i rozrzucone po poduszkach.
    Czy to właśnie znaczy być szczęśliwym. Czy demon właśnie dowiedział się co to znaczy być dzieckiem? Dzieckiem, którym nigdy nie był. Odkąd pojawił się w tej świątyni prawie w ogóle się nie zmienił. A teraz wygłupiają się z Arystokratą jak dwa małe dzieciaki. Najlepsi przyjaciele. To mogło dać Cierniowi do myślenia, że dla demona naprawdę nie liczyło się to kim jest jego towarzysz. Mimo, że był Arystokratą, kimś kto ma status i powinno się do niego zwracać z szacunkiem, Luci traktowała go jak równego sobie i bawiła się w najlepsze.
    Nagle jednak wpadł jej do głowy pomysł i miała zamiar go zrealizować. Tutaj! Teraz! Zaraz!
    Uchyliła swoje załzawione od śmiechu oczy - Cie-erniu nie...nie mogę od-dychać - wysapała. Faktycznie miała problem złapać porządny oddech. Zakaszlała i nagle znieruchomiała. Było to dla niej trudne, ponieważ naprawdę miała straszne łaskotki, jednak jakoś zdobyła status jednej z najlepszych aktorek na świecie, prawda?
    Leżała nieruchomo. Oddychała płytko. Jej serce zwolniło. Wyglądała jakby straciła przytomność. Nie uśmiechała się. Nie reagowała na dzióbanie, łaskotanie, potrząsanie czy inne szarpanie. Po prostu leżała nieruchomo. Nie zareagowałaby nawet na to, że Upiorny wyszedłby z pokoju. Mogła tak leżeć długo. W końcu nie potrzebowała ani snu ani jedzenia, choć leżenie nieruchomo z taką dawką energii było naprawdę trudne.
    Nasłuchiwała jednak cały czas co robi Upiorny. Jeśli zbliżył po chwili twarz do jej twarzy, nagle ożyła i pocałowała go gorąco, oplatając rękami jego szyję. Na koniec uśmiechnęła się zadziornie i pokazała mu język. Jak mała dziewczynka.
    _________________

    Lusian - #744AE8
    Luci - #AA2BB5

    Yako theme <3




    Subtelny Kłamca

    Stowarzyszenie Czarnej Róży: Członek
    Godność: Aeron Vaele
    Wiek: Ponad 500 lat / Wizualnie lekko ponad 30.
    Rasa: Upiorny Arystokrata
    Wzrost / waga: 182/100 (same rogi trochę ważą)
    Aktualny ubiór: Czarna marynarka ze stójką w typie munduru, zapinana dwurzędowo srebrnymi guzikami, z wyszywanym srebrną nicią wzorem na plecach. Czarne spodnie. Skórzane oficerki. Pas z przytroczonym rapierem.
    Znaki szczególne: Opalizujące granatem, duże, zakrzywione rogi. Tęczowe oczy.
    Zawód: Dowódca Gwardii Arcyksiążęcej
    Pod ręką: Laska (w której jest ukryta broń), zegarek kieszonkowy, sakiewka z pieniędzmi, mały notesik i długopis.
    Broń: Rapier
    Dołączył: 07 Sty 2017
    Posty: 341
    Wysłany: 6 Marzec 2017, 16:34   

    Ucieszył się gdy wyraziła chęć pójścia z nim do krawca. Nie co dzień kupował innym prezenty, raczej nie przywykł do obdarowywania innych podarunkami, ale czuł, że Luci zasługuje na jakiś upominek. No i w ciuchach w stylu mundurowym będzie jej zdecydowanie do twarzy! Tylko jaki kolor wybrać? Do niej najlepiej pasowałby niebieski. Albo czarny, czarny pasuje do wszystkiego, no i podobno wyszczupla - nie to, że Luci była przy tuszy, ale kobiety lubiły jeszcze bardziej się odchudzać.
    Już sobie wyobrażał kobietę w mundurku - ach, te błyszczące guziki marynarki opinającej się na biuście, te wypastowane oficerki i zgrabna furażerka... Ta mina Keera gdy ją w tym zobaczy i od razu skojarzy od kogo Luci ma ten prezent, haha!
    Uśmiechnął się do swoich myśli z satysfakcją.
    Łaskotki działały na nią chyba jeszcze bardziej niż na niego. Wiła się i śmiała jak mała dziewczynka. Musieli wyglądać teraz wyjątkowo głupio - oboje świrujący jak dzieciaki z zespołem nadpobudliwości.
    Ale on nie przestawał, wodził palcami i zatrzymywał je na dłużej w miejscach które wzmagały chichot. Wtórował jej śmiechem, donośnym i szczerym. Był rozbawiony całą tą sytuacją, ich zmiennością humorów.
    Mimo iż zużywał do tej zabawy energię, nie przestawał bo czuł jak endorfiny dają mu niezłego kopa. Od lat nie czuł tak czystej radości z samego faktu, że spędza czas z drugą osobą. Nie należał do samotników bo przy jego trybie życia i tym, że był Gwardzistą, nie dało się być odludkiem. Ale przyjaciół miał niewielu. No dobra, żadnego, nie licząc służby.
    Jednak zjawiła się Luci i nagle okazało się, że Thorn zna kryjącego się pod tą postacią gagatka. Skorego do psot, cwanego lisa - Lusiana. I mimo iż przespał się z nim pod postacią kobiety... to jakoś nie było mu z tym aż tak źle. Owszem, orientacji nie zmieni, ale wczoraj było mu cholernie przyjemnie. I jej też, bo zakończyli spełnieni.
    Łaskotał, nie przestawał mimo protestów i jej wymachiwania rękoma. Beztroski śmiech unosił się w całej komnacie, służba musiała być zdziwiona słysząc takie odgłosy. Albo zabrali się do roboty ignorując to co teraz porabiał ich pan.
    Gdy nagle Luci znieruchomiała, zabrał ręce. Spojrzał na nią z góry ze zdziwieniem na twarzy. Brew miał niesioną wysoko w górę.
    Pochylił się nad jej klatką piersiową i przystawił ucho - oddychała, więc nie umarła. Z resztą dlaczego miałaby umierać? Przecież to była niewinna zabawa, prawda?
    Thorn wiedział kiedy zabija. Nigdy nie robił tego przypadkiem. NIGDY! Kontrolował swoje moce w pełni, nie było mowy o jakimś nieprzemyślanym ruchu.
    Gdy przysunął twarz do jej twarzy, nagle ocknęła się i rzuciła na niego z pocałunkiem. Przyjął go cicho mrucząc i odwzajemnił. Ach, niemożliwa kobieta!
    Nagle z dołu rozległ się dzwonek. Czas na obiad. Upiorny odsunął się od niej i zszedł z łóżka.
    - Do stołu podano. - powiedział i wyjął z szafy świeżą koszulę. Szybko zarzucił ją na ramiona mi zapiął, pozostawiając kilka guzików pod szyją niezapiętych nonszalancko. Wygładził włosy i przetarł twarz po czym wyciągnął ku niej rękę, tak by mogła wstając wesprzeć się na nim.
    Gdy schodzili na dół, trzymał się poręczy. Ukrywał fakt, że trochę kręciło mu się w głowie, ale dał radę normalnie zejść na dół.
    Drzwi do jadalni otworzył im Alden, jak zwykle uśmiechając się tajemniczo. Zawsze wyglądał tak, jakby wiedział więcej, jakby czegoś się domyślał... Ale uprzejmie milczał.
    Odsunął krzesło dla Luci i gdy usiadła, dosunął ją sprawnym ruchem. Thorn poradził sobie sam.
    Nie czekali długo, do pokoju wjechała taca z pięknie pachnącymi, parującymi potrawami. Caius najpierw podjechał do Luci i postawił na środku stołu wielki talerz z kilkoma rodzajami sushi. Następnie ustawił przed kobietą talerzyk z dziwnie wyglądającym danem - coś jakby plackiem z dodatkami. Na drugim talerzyku, mniejszym, było kilka niewielkich kulek z ciasta, przysmażonych na złoto. To samo dostał Thorn. Oprócz tego niebieskowłosy postawił na stole dzban i dwa małe kubeczki oraz małe miseczki z sosami i pastami.
    - Dziś na obiad specjalność ludzkiej kuchni japońskiej. - powiedział, uśmiechając się zadziornie do Luci - Sushi. - wskazał na wielki wspólny talerz - Okonomiyaki. - przeszedł dłonią na dziwny placek - I Takoyaki. Smacznego. - dodał wskazując na kulki i podając każdemu z nich pałeczki. Wyszedł uśmiechając się tryumfalnie.
    Upiorny spojrzał zaciekawiony na górę sushi jaka przed nimi stała. Kopiec był ogromny i zachęcał ilością barw, ale Thorn postanowił zacząć od kulek. Był głodny, dlatego nie poczekał aż Luci zacznie jeść. Nie bardzo radził sobie z pałeczkami, dlatego po prostu nabił na jedną pałeczkę kulkę i wsadził ją sobie do ust.
    Kulka była pyszna! W cieście zatopiony był kawałek jakiegoś morskiego stworzenia, chyba ośmiornicy. Arystokrata uśmiechnął się pod nosem - będzie musiał poprosić Caiusa by ten częściej serwował mu takie pyszności.
    W między czasie kucharz wrócił - najwyraźniej zapomniał czegoś podać. Podszedł do stołu i pochylił się z zamiarem ustawienia na nim miseczki z jakimiś jasnoróżowymi wiórkami.
    - Proszę wybaczyć, zapomniałem o marynowanym imbirze.
    _________________




    Wysłannik Inari

    Wiek: Wyglada na ok 25
    Rasa: Lisi demon
    Lubi: Miłe towarzystwo
    Wzrost / waga: 190/85 // 175/60
    Aktualny ubiór: Czarne buty sportowe, ciemnie, potargane jeansy, biały T-shirt, czarna, skórzana kurtka. Na szyi medalion w kształcie kompasu, zawierający pukiel rudych włosów.
    Znaki szczególne: Oczy zmieniające kolor w zależności od głodu właściciela (błękit-fiolet-szkarłat)
    Zawód: Aktor/Aktorka
    Pod ręką: Klucz od domu, pieniądze, broń
    Broń: Naginata
    Bestia: Schnee [Yuuki], Kapeluterek
    Nagrody: Bursztynowy Kompas
    Stan zdrowia: Pocięty przez wybuchającego gluta.
    Dołączył: 19 Lis 2016
    Posty: 721
    Wysłany: 6 Marzec 2017, 21:22   

    Luci ucieszyła się, gdy usłyszała, że czeka już na nich obiad. Była ciekawa czym tym razem Caius ich zaskoczy. Naprawdę imponował jej umiejętnościami.
    Poczekała cierpliwie aż Upiorny się ubierze po czym wstała, przyjmując jego dłoń. Sama poprawiła swoje ubranie i razem ruszyli do jadalni. Zauważyła jak Cierń chwyta się poręczy. Widać nadal nie doszedł do siebie, ale nie mówiła nic. Szła jednak na tyle blisko, że jakby się zachwiał mogłaby od razu złapać, żeby nie spadł ze schodów.
    Uśmiechnęła się miło do Aldena, gdy ten otwierał drzwi. Wciągnęła zapach jedzenia, próbując się domyślić co dostaną na obiad i stanęła jak wryta. Znała ten zapach. To...niemożliwe, skąd...
    Stała tak chwilę, jak słup po czym nagle złapała Ciernia za ramie - proszę przeprosić Caiusa i poprosić, żeby chwilkę jeszcze poczekał, zaraz wrócimy - powiedziała szybko do Aldena i pociągnęła Upiornego do biura w którym dzień wcześniej opatrywał jej kostkę. Dosłownie wepchnęła go do środka - przykro mi ale takiego obiadu nie będziesz jadł w tych ciuchach - uśmiechnęła się i obejrzała go uważnie - jesteś trochę niższy ode mnie ale myślę, że nie będzie to zbyt wielki problem - uśmiechnęła się drapieżnie - no to raz dwa wyskakuj z ubrań, bo nam obiadek wystygnie - aż oblizała się ze smakiem, przypominając sobie wspaniały zapach sushi. Ciekawiło ją czy było tak dobre jak pachniało, a pachniało jakby właśnie wróciła do Japonii.
    Sama zamieniła się w Lusiana. Był ubrany we wspaniałe czarne kimono, ozdobione srebrną nicią. Uśmiechnął się i zaczął je rozbierać. - no już szybciutko, bo sam to z Ciebie zedrę - zaśmiał się, ale Cierń mógł się domyślić, że demon byłby to w stanie zrobić. W końcu dla niego płeć nie miała znaczenia. Jeśli tylko Arystokrata już się rozebrał (bielizny nie kazał mu ściągać) Lusian pozbył się z siebie kimona i znów zamienił w Luci. Sama była teraz ubrana w błękitne kimono, jednak to było ozdobione czarnymi i białymi malunkami. Uśmiechnęła się do Arystokraty i sprawnie zaczęła go ubierać. Uwinęła się z tym szybko i spojrzała na niego krytycznie - nawet Ci pasuje - uśmiechnęła się i pocałowała go po czym chwyciła za rękę i pociągnęła znów do jadalni. Ciekawe czy Caius rozpozna ubranie, w które para była teraz ubrana, czy po prostu dorwał się do jakiejś książki z japońską kuchnią.
    Usiadła przy stole zniecierpliwiona. Jej ogon machał na wszystkie strony, czekając na wymarzony posiłek. I w końcu się doczekała. Patrzała szeroko otwartymi oczami na potrawy. Wyglądały i pachniały wspaniale. Z trudem powstrzymała się by nie wykrzyknąć radośnie nazw tych potraw. Pochłaniała potrawy wzrokiem. Czegoś jej brakowało...a tak, imbir. Ale cóż, nie będzie pouczać Caiusa, może w końcu o tym nie wiedzieć.
    - Ittadakimasu! - zawołała radośnie i już miała zabrać się za jedzenie, gdy zauważyła, że Arystokrata ma problem z używaniem pałeczek. Zaśmiała się i klepnęła go delikatnie w ramie, po czy na spokojnie pokazała mu jak ich używać. Dla niej to było całkowicie naturalne więc sama nie miała problemów. W końcu jednak wzięła pierwszy kęs. I zamarła. Z pałeczkami w ustach. Jej oczy pociemniały i z jednego z nich pociekła łza. Jedzenie smakowało tak jak je zapamiętała. Jakby zostało zrobione przez najlepszego japońskiego kucharza. Nie jakaś tania podróbka, prawdziwe japońskie jedzenie! Pierwszy raz odkąd opuściła Japonię, poczuła tęsknotę. Opuściła głowę, żeby nie pokazać tego co się z nią dzieje i zaczęła spokojnie jeść, delektując się każdym kęsem, a w oczach pojawiały się kolejne łzy. Na szali przeważyło to, że Caius doniósł w końcu brakujący element. Gdy odwrócił się by wrócić do kuchni, chwyciła szybko pałeczkami sushi i sprawnie rzuciła nim tak, że potrawa wylądowała na niebieskiej głowie z lekkim plasknięciem.
    Luci szybko wróciła do jedzenia, nie dając po sobie poznać, że to ona. Może i uwielbiała tę kuchnię ale Caius musi zostać ukarany, za wzbudzenie w niej tęsknoty za domem!
    _________________

    Lusian - #744AE8
    Luci - #AA2BB5

    Yako theme <3




    Subtelny Kłamca

    Stowarzyszenie Czarnej Róży: Członek
    Godność: Aeron Vaele
    Wiek: Ponad 500 lat / Wizualnie lekko ponad 30.
    Rasa: Upiorny Arystokrata
    Wzrost / waga: 182/100 (same rogi trochę ważą)
    Aktualny ubiór: Czarna marynarka ze stójką w typie munduru, zapinana dwurzędowo srebrnymi guzikami, z wyszywanym srebrną nicią wzorem na plecach. Czarne spodnie. Skórzane oficerki. Pas z przytroczonym rapierem.
    Znaki szczególne: Opalizujące granatem, duże, zakrzywione rogi. Tęczowe oczy.
    Zawód: Dowódca Gwardii Arcyksiążęcej
    Pod ręką: Laska (w której jest ukryta broń), zegarek kieszonkowy, sakiewka z pieniędzmi, mały notesik i długopis.
    Broń: Rapier
    Dołączył: 07 Sty 2017
    Posty: 341
    Wysłany: 8 Marzec 2017, 23:45   

    Nie sprzeciwiał się gdy pociągnęła go za sobą do innego pokoju. Zdziwił się jedynie jej paniką, brew miał uniesioną w górę i patrzył na nią jak na stwora z innego świata.
    - Coś się stało? - zapytał a gdy pospieszyła z wyjaśnieniami, westchnął tylko. No tak, czyli w kraju z którego pochodzi mają jakiś rytuał, specjalne ubrania do posiłków. Nie wiedział o tym, jego kucharz tym bardziej. Mógł nauczyć się w jeden wieczór kilku ciekawych przepisów, ale nie pozna całej kultury ludu, prawda?
    Gdy zmienił się w Lusiana nakazując mu się rozebrać, Thorn cofnął się wyciągając przed siebie ręce w pojednawczym geście.
    - Niee...wiesz... Ja chyba jednak mam ochotę na obiad, igraszki to ewentualnie później... Ale też nie z tobą, Lusian, nie zrozum mnie źle... - jąkał się zakłopotany całą tą sytuacją - Wolę jednak... twoją siostrę. - wypalił, nie do końca przemyślawszy kwestię. Za późno ugryzł się w język. Miał nadzieję, że Luci się nie obrazi, uśmiechnął się tylko.
    Lusian tymczasem zdjął ubranie i podał je Thornowi. Rogaty przyjął ciuchy i sam rozebrał się, patrząc podejrzliwie na mężczyznę, po czym zaczął zakładać te które otrzymał. Znowu pojawiła się Luci i co więcej pomogła mu z tą dziwną... suknią? Tuniką? Szatą?
    Arystokrata patrzył uważnie jak wiąże pas i pozostałe elementy, starał się jak najwięcej zapamiętać, jednak Luci robiła to tak szybko i pewnie, że w połowie się zgubił. Ale siedział cicho i podziwiał pracę jej rąk.
    Gdy skończyła, okręcił się dookoła i uśmiechnął na jej komplement. Sam nie był przekonany do tego stroju. Nigdy wcześniej nie nosił niczego podobnego. Materiał był przyjemny i dobrego gatunku, czarny jak smoła i zdobiony srebrną nicią, czyli tak jak Thor lubił. Czyżby kolejna rzecz która łączyła go z Luci... Nie, raczej w tym wypadku z Lusianem, bo Luci miała niebieską szatę.
    Pocałunek był przelotny i zaraz po nim, kobieta pociągnęła go z powrotem do jadalni. Służba kulturalnie milczała na temat tego jak wyglądał ich pan. Nauczyli się nie komentować wyglądu zarówno Thorna jak i jego gości.
    Zwrot jakiego użyła był dziwny i mężczyzna nawet nie próbował go powtarzać, bo pewnie połamałby tylko język i okaleczył obcy dialekt. Jej pomoc z pałeczkami okazała się być jednak bardzo potrzebna, Thorn bowiem, jak ostatni plebejusz, nabijał jedzenie na nie, kompletnie nie wiedząc jak to się robi.
    Ale szybko się uczył. Kilka prób, i potrafił utrzymać prawidłowo całą panierowaną kulkę.
    Jedli powoli, delektowali się każdym kęsem, ale Thorn zauważył jakiś dyskomfort u Luci. Czegoś jej brakowało.
    Z opresji wybawił ich Caius który przyniósł najwidoczniej bardzo ważny dodatek do dań, bo kobieta rozluźniła się i uśmiechnęła.
    Thorn podziękował kucharzowi i pozwolił mu się oddalić. Rogaty podniósł wzrok na Luci akurat w tym momencie, gdy chwyciła za pojedyncze sushi i rzuciła w stronę Caiusa. Oberwał w głowę, zawijas z ryżu z plaśnięciem wylądował na niebieskich włosach. Wysoki mężczyzna zamarł i powoli, na pięcie odwrócił się do kobiety.
    Spojrzał na nią pytająco lecz nie zauważył by to ona była sprawcą całego zajścia. Odchrząknął więc tylko i zdjął sushi z głowy, ukłonił się z kwaśnym uśmiechem i ruszył w stronę kuchni.
    Thorn nie mógł przepuścić takiej okazji! Miał szacunek do jedzenia które przygotował kucharz, ale przecież można cieszyć się jedzeniem na różne sposoby, prawda?
    Z racji, że pałeczek nie używał tak dobrze jak Luci, chwycił sushi ręką i bez pardonu cisnął w niebieskowłosego. Mężczyzna znowu zatrzymał się, odwrócił, warknął cicho ale uśmiechał się drapieżnie.
    - Smacznego! - krzyknął w pewnej chwili i z całej siły rzucił dwoma zawijaskami w siedzących przy stole. Thorn dostał centralnie w czoło, Luci natomiast poniżej podbródka bo siedziała troszkę dalej od kucharza.
    Upiorny zamarł na chwilę, ale zaraz później wybuchnął śmiechem i znowu siegnął po sushi, celem rzucenia go w tamtego.
    - Ach, głupiś! Ile razy mówiłem ci byś nie pozbywał się całej swojej amunicji! - zaśmiał się i rozpoczął atak. Kilka pocisków trafiło w Caiusa, rozmazując się na jego ubraniu. Mężczyzna zaczął się śmiać co przywołało Biankę. Pokojówka stanęła w drzwiach kuchni i gdy zobaczyła oblepionego ryżem kucharza, zaczęła się dźwięczne śmiać a z jej włosów posypały się liście.
    Alden stał w kącie sali i przyglądał się z tajemniczym uśmiechem. Chyba nie miał ochoty brać udziału w bitwie bo wcisnął się w ten kąt, chowając się w cieniu tak, że ciężko było go trafić.
    Thorn śmiał się do rozpuku z tego, że Caius tak nieporadnie próbuje zgromadzić przyklejoną do jego ciała amunicję. Spojrzał ukradkiem na Luci - chciał by i ona się śmiała.
    _________________




    Wysłannik Inari

    Wiek: Wyglada na ok 25
    Rasa: Lisi demon
    Lubi: Miłe towarzystwo
    Wzrost / waga: 190/85 // 175/60
    Aktualny ubiór: Czarne buty sportowe, ciemnie, potargane jeansy, biały T-shirt, czarna, skórzana kurtka. Na szyi medalion w kształcie kompasu, zawierający pukiel rudych włosów.
    Znaki szczególne: Oczy zmieniające kolor w zależności od głodu właściciela (błękit-fiolet-szkarłat)
    Zawód: Aktor/Aktorka
    Pod ręką: Klucz od domu, pieniądze, broń
    Broń: Naginata
    Bestia: Schnee [Yuuki], Kapeluterek
    Nagrody: Bursztynowy Kompas
    Stan zdrowia: Pocięty przez wybuchającego gluta.
    Dołączył: 19 Lis 2016
    Posty: 721
    Wysłany: 9 Marzec 2017, 18:07   

    Widząc jak Cierń się od niego odsuwa, Lusian stanął zaskoczony po czym roześmiał się, mocno rozbawiony - nie martw się mój drogi, to, że dla mnie płeć nie ma znaczenia, to nie znaczy, że zaciągam do łóżka każdego kto się nawinie - poczochrał go po głowie jak starczy brat - uznałem po prostu, że skoro, o ile mnie mój nos nie myli, dziś na obiad Caius poda dania z mojego kraju, to miło będzie dodać akcent pod postacią ubrań, które się tam nosi - uśmiechnął się miło i szybko zdjął ubranie.
    Luci cierpliwie pomagała Cierniowi opanować jedzenie pałeczkami. Ucieszyła się, że szybko udało mu się tego nauczyć. W końcu dzięki temu, szybciej będzie mógł skosztować nowych potraw, bo patrząc na niego, domyślała się, że nie spotkał się wcześniej z takimi daniami.
    Nie spodziewała się, że Arystokrata podłapie zabawę. Myślała, że raczej ją skarci za to, że marnuje jedzenie, albo, że nie powinna tak traktować Caiusa, który swoją drogą chyba nie wydawał się zbyt zadowolony z faktu, że ktoś rzuca jego jedzeniem. Zerknęła na niebieskowłosego, zastanawiając się jak zareaguje. W szczególności, że usłyszała jego warknięcie. Jednak uśmiech wcale nie zdradzał zdenerwowania, a raczej wyzwanie.
    Widząc jak Upiorny obrywa sushi w sam środek czoła, roześmiała się serdecznie, mimo iż chwilę później sama oberwała. Sama dołączyła się do bitwy dodając Caiusowi amunicji. Jednak nie celowała tylko w niego. Rzuciła kilka pocisków również w nic niespodziewającą się Biankę. Nie mogła się po prostu powstrzymać. Chciała też namierzyć Aldena, jednak ten stał za daleko i raczej by w niego nie trafiła.
    Nagle porwała w swoje łapki sporą ilość sushi i stanęła na środku pomieszczenia w bojowej postawie. Poruszając swoją czarną jak noc kitą. Uśmiechała się drapieżnie. Wrzuciła sobie kolejny kawałek do ust i oblizała ze smakiem. Nagle jednak spojrzała na czarnowłosego i bez pardonu rzuciła w jego kilkoma pociskami. Uśmiechała się do całej, wesołej trójki wyzywająco.
    Co jakiś czas zmieniała cel, celując to w Ciernia, to w Caiusa to w Biankę. Kilka razy jej pociski, niby przypadkiem powędrowały też w stronę kamerdynera. Nie ma litości dla nikogo!
    Starała się unikać pocisków, uskakując sprawnie, czasem nawet chowając się za którymś z mężczyzn. Zachęcając ich by też się poruszali. Co to za wojna, gdy każdy pozwala się trafić?
    Co jakiś czas zjadała też swoją amunicję i w końcu jej się skończyła. Rozejrzała się wtedy po pomieszczeniu i nie widząc nic co by mogło jej posłużyć za broń, zamieniła się w wielkiego czarnego lisa, wielkością bardzo zbliżoną do średniego wilka. Zaczęła w ten sposób inną zabawę. Skoro wcześniej rzucała to teraz zaczęła łapać. Gdy ktoś celować w przeciwnika, ona podskakiwała wysoko, łapiąc sushi w locie i od razu je połykając, śmiejąc się przy tym radośnie.
    _________________

    Lusian - #744AE8
    Luci - #AA2BB5

    Yako theme <3




    Subtelny Kłamca

    Stowarzyszenie Czarnej Róży: Członek
    Godność: Aeron Vaele
    Wiek: Ponad 500 lat / Wizualnie lekko ponad 30.
    Rasa: Upiorny Arystokrata
    Wzrost / waga: 182/100 (same rogi trochę ważą)
    Aktualny ubiór: Czarna marynarka ze stójką w typie munduru, zapinana dwurzędowo srebrnymi guzikami, z wyszywanym srebrną nicią wzorem na plecach. Czarne spodnie. Skórzane oficerki. Pas z przytroczonym rapierem.
    Znaki szczególne: Opalizujące granatem, duże, zakrzywione rogi. Tęczowe oczy.
    Zawód: Dowódca Gwardii Arcyksiążęcej
    Pod ręką: Laska (w której jest ukryta broń), zegarek kieszonkowy, sakiewka z pieniędzmi, mały notesik i długopis.
    Broń: Rapier
    Dołączył: 07 Sty 2017
    Posty: 341
    Wysłany: 10 Marzec 2017, 14:59   

    Pewnie gdyby ktoś kiedyś zaproponował mu walkę na jedzenie, Thorn skrzywiłby się i popukał w głowę. Nigdy nie pomyślałby, że weźmie udział w czymś takim. Zazwyczaj miał się za poważnego, statecznego mężczyznę...
    Ale dzisiaj, odkąd Luci wyssała z niego energię, zachowywał się jak dzieciak. Najpierw się popłakał, potem te łaskotki a teraz bitwa na jedzenie.
    Ale jaka bitwa!
    Luci wyszła na środek i zaczęła we wszystkich miotać ryżowymi zawijasami. Thorn początkowo myślał, że Caius zdenerwuje się, ale on dołączył do zabawy. Śmiał się głośno, swoim tubalnym głosem i rzucał w czarnowłosą kobietę tym co przed chwilą od niej dostał.
    Thorn sięgnął po talerz z sushi i przyciągnął sobie ten swoisty magazyn amunicji. Dołączył się do zabawy, śmiejąc się wesoło.
    Ostatecznie tylko Alden nie został obrzucony jedzeniem. Usunął się w najdalszy kąt i tylko obserwował. Szkoda, bo jego też przydałoby się trochę rozruszać.
    Bianka dostała swoją porcję i ochoczo dołączyła, sypiąc na boki liśćmi, które tuż przed upadkiem na ziemię, zmieniały się w złote iskierki. Śmiała się melodyjnie.
    Wszyscy na chwilę zapomnieli jaki mają status. Nie liczyło się to, że Demon i Upiorny Arystokrata bawią się ze służbą.
    Thornowi przypomniały się czasy dzieciństwa, kiedy uciekał do ogrodu poganiać się z dziećmi służących. Oczywiście jeśli kiedykolwiek przyłapał go dziadek, spuszczał lanie nie tylko jemu ale też dzieciom które się z nim bawiły.
    W pewnym momencie Luci zmieniła się w wielką bestię, co wzbudziło lekki popłoch. Caius cofnął się zaskoczony, Thorn na chwilę zamarł. Lis jednak skalał wesoło i zachęcał do zabawy, dlatego mężczyźni wznowili zabawę.
    Bianka, roztargniona pokojówka, zauważyła zwierza jako ostatnia, a że była właśnie w biegu, jej reakcja była nieco chaotyczna. Chciała się zatrzymać, ale poślizgnęła się na leżącym na podłodze sushi i z całym impetem wpadła na Thorna, wywracając go.
    Już po raz drugi uderzył uderzył głową o posadzkę, ale śmiał się głośno, dlatego nie bolało aż tak. Jedyne co to sprawdził dłońmi czy rogi, jego duma, są całe.
    Podniósł dziewczynę ostrożnie, pytając czy nic jej nie jest. Pokojówka zaczerwieniła się i przeprosiła, ale widząc rozbawienie swojego pana, zaśmiała się wdzięcznie i wróciła do zabawy.
    Amunicja powoli się kończyła, pierwszy zauważył to Caius. Zaszarżował z wesołym okrzykiem na lisa i złapał go jak niedźwiedź, któremu zachciało się zapasów. Zaczął czochrać futro na pysku śmiejąc się głośno.
    Thorn widząc sytuację zaśmiał się a Bianka zakryła usta chichocząc jak dziewczynka.
    Komnata była w takim stanie, że jakby przyszedł do Thorna ktoś z Gwardii, stwierdziłby że cała czwórka jest chora psychicznie. Z resztą Alden który stał na uboczu, na pewno załamywał ręce na samą myśl, że będzie musiał to później posprzątać.
    Korzystając z chwili wolnego w której Caius miętosił lisią Lusi, Thorn złapał w talii Biankę i zaczął ją łaskotać, tak jak nauczyła go czarnowłosa.
    Pokojówka pisnęła wesoło i zaczęła się wić, zaskoczona nie samymi łaskotkami, tylko tym, że jej pan był dzisiaj tak otwarty. Wierciła się w jego objęciach, liście sypały się na boki i zmieniały w iskierki.
    Śmiali się głośno, jakby byli rodzeństwem a nie jedynie panem i służącą. Dziewczyna odpychała go rękoma, ale nie miała tyle siły co sam Thorn dlatego jej próby kończyły się tym, że mężczyzna tylko intensyfikował łaskotki.
    Tyle śmiechu naraz to jeszcze mury tej rezydencji nie słyszały.
    _________________




    Wysłannik Inari

    Wiek: Wyglada na ok 25
    Rasa: Lisi demon
    Lubi: Miłe towarzystwo
    Wzrost / waga: 190/85 // 175/60
    Aktualny ubiór: Czarne buty sportowe, ciemnie, potargane jeansy, biały T-shirt, czarna, skórzana kurtka. Na szyi medalion w kształcie kompasu, zawierający pukiel rudych włosów.
    Znaki szczególne: Oczy zmieniające kolor w zależności od głodu właściciela (błękit-fiolet-szkarłat)
    Zawód: Aktor/Aktorka
    Pod ręką: Klucz od domu, pieniądze, broń
    Broń: Naginata
    Bestia: Schnee [Yuuki], Kapeluterek
    Nagrody: Bursztynowy Kompas
    Stan zdrowia: Pocięty przez wybuchającego gluta.
    Dołączył: 19 Lis 2016
    Posty: 721
    Wysłany: 10 Marzec 2017, 16:00   

    Luci bawiła się w najlepsze. Najpierw jako lisia kobieta, potem przybrała swoją prawdziwą formę, wielkiego, czarnego lisa. Biegała między walczącymi podkradając im amunicję. Śmiała się i poszczekiwała wesoło.
    Zauważyła pierwszą reakcję mężczyzn na jej zmianę. Reakcja Thorna trochę ją zaskoczyła, w końcu on już ją widział jako lisa. A może po prostu zapomniał lub nie zwrócił uwagi? Nie czas na myślenie nad tym. Teraz był czas zabawy.
    Cieszyła się, że Thorn mimo iż był poważnym Arystokratą i Panem tego domu, również bawił się w najlepsze. Chyba zarówno jemu jak i demonowi było trzeba zabawić się w trochę inny sposób niż łóżkowe igraszki czy pochłanianie sporej ilości alkoholu.
    Część pocisków łapała w swoje ostre zęby, a części unikała. Była szczęśliwa i to bardzo. Tak bardzo, że prawie zapomniała o problemach dnia poprzedniego. O tym co zaszło między nią a Gawainem o martwieniu się o to, czy go zastanie u siebie w domu, czy w ogóle go jeszcze zobaczy.
    Stanęła na moment widząc jak Bianka wpada na Ciernia, który po raz kolejny tego dnia ląduje z głową na posadzce. Miała nadzieję, że nic mu nie jest. Potem poprosi Caiusa albo Aldena o worek z lodem dla Arystokraty, bo gdy już emocje związane z zabawą opadną, na pewno będzie cierpiał na potężny ból głowy. Oby tylko nie wyrósł my "trzeci róg". Zaśmiała się na tę myśl i zupełnie nie zauważyła szarży Caiusa w jej stronę. Zaskomlała zaskoczona gdy ją złapał i zaczął czochrać. Próbowała się jakoś wyrwać nie robiąc mężczyźnie jednocześnie krzywdy. W końcu zaczęła go lizać swoim długim jęzorem, czyszcząc go z resztek ryżu i jednocześnie łaskocząc, na co to niebieskowłosy zaczął się bronić. Luci sprawiła, że Caius wylądował na plecach, a demonica przyciskała go łapami do podłoża.
    - A teraz mój drogi zdradzisz mi skąd wpadłeś na pomysł, żeby zaserwować dziś akurat kuchnię japońską - machała lekko swoją kitą i patrzała prosto w złote oczy kucharza - i jakim cudem ktoś z Krainy Luster jest w stanie zrobić sushi na poziomi najlepszych japońskich kucharzy. Poza Japonią nigdzie nie znalazłam jedzenia o takiej jakości, a w Krainie Luster już się w ogóle tego nie spodziewałam - mówiła na tyle cicho, żeby nikt poza Caiusem jej nie słyszał. W końcu chyba nie wypada tak wypytywać mistrza o jego tajemnice. Wolała jednak wiedzieć, a że była lisem bardzo ją to ciekawiło.
    _________________

    Lusian - #744AE8
    Luci - #AA2BB5

    Yako theme <3




    Subtelny Kłamca

    Stowarzyszenie Czarnej Róży: Członek
    Godność: Aeron Vaele
    Wiek: Ponad 500 lat / Wizualnie lekko ponad 30.
    Rasa: Upiorny Arystokrata
    Wzrost / waga: 182/100 (same rogi trochę ważą)
    Aktualny ubiór: Czarna marynarka ze stójką w typie munduru, zapinana dwurzędowo srebrnymi guzikami, z wyszywanym srebrną nicią wzorem na plecach. Czarne spodnie. Skórzane oficerki. Pas z przytroczonym rapierem.
    Znaki szczególne: Opalizujące granatem, duże, zakrzywione rogi. Tęczowe oczy.
    Zawód: Dowódca Gwardii Arcyksiążęcej
    Pod ręką: Laska (w której jest ukryta broń), zegarek kieszonkowy, sakiewka z pieniędzmi, mały notesik i długopis.
    Broń: Rapier
    Dołączył: 07 Sty 2017
    Posty: 341
    Wysłany: 10 Marzec 2017, 21:08   

    Caius ucieszył się, i to bardzo gdy Luci w postaci lisa przygniotła go do podłogi. Posłał jej uwodzicielski uśmieszek.
    - Ach, panienkę interesują moje sekrety? - zapytał głębokim głosem - Odpowiem na pytanie: Magia, panienko Luci. Po prostu magia. - wzruszył ramionami - Ale mam jeszcze sporo swoich sekretów które czekają na odkrycie.
    Poderwał się, a że był niesamowicie silny, chwycił lisa i zamienili się miejscami, teraz zwierz był pod nim. Caius podniósł brew i uśmiechnął się bo trzymał ją teraz w szachu.
    W międzyczasie Thorn łaskotał Biankę a ta piszczała z uciechy. On również śmiał się głośno - będzie musiał podziękować Luci, że nauczyła go łaskotać.
    Gdy zauważył w jakiej pozycji znajdowali się teraz czarnowłosa pod postacią lisa i Caius, zaprzestał łaskotek i wyprostował się odsuwając od siebie Biankę.
    - Caius! - upomniał kucharza zaskakująco głośno, władczym tonem. Niebieskowłosy trochę chyba się zagalopował. Zabawa zabawą, ale nie wolno tak traktować gościa.
    Alden wyskoczył z kąta sali i doskoczył do osiłka. Złapał go za kołnierz i pociągnął w tył, odsuwając go od leżącej na podłodze Luci.
    Thorn nie był zły, ale musiał upomnieć mężczyznę. Zazwyczaj kucharz panował nad sobą, ale były momenty gdy zapominał o manierach. I wychodziła jego dzika natura.
    Bianka skuliła się jakby bała się że ktoś ją zbije, ale nikt nie miał przecież zamiaru nic jej robić. Stała obok Pana domu i przyglądała się jak Alden odciąga Caiusa.
    Po chwili kamerdyner puścił kołnierz kucharza a ten mógł się podnieść. Otrzepał ubranie z resztek ryżu i uśmiechnął się wyzywająco, najpierw patrząc na Thorna, potem na Luci.
    - Proszę wybaczyć. - skłonił się przykładając dłoń do piersi - Czasem ciężko mi zapanować nad naturą. - dodał szczerząc się. Ten komentarz był zbędny ale Arystokrata uśmiechnął się pobłażliwie i pokręcił głową na boki.
    Amunicja się skończyła, dlatego ich zabawa dobiegła końca. Bianka widząc że Upiorny się uśmiechnął, sama też się rozpromieniła i zachichotała.
    - Jeeej. Ale nas czeka sprzątania. - powiedziała cicho, ale nie wydawała się być tym faktem jakoś specjalnie przygnębiona. Lubiła sprzątać. Albo inaczej - lubiła czuć się przydatna.
    Thorn pogłaskał ją po jej zielonych włosach.
    - No cóż. Pomógłbym, ale moje arystokrackie rączki nie mogą skalać się szmatą do podłogi. - powiedział drwiąco na co pokojówka zaśmiała się.
    Towarzystwo powoli się uspokajało. Bianka pomogła Thornowi doprowadzić ubranie do ładu (chociaż i tak całe było w ryżu) a do Luci podszedł Alden. Stojący na uboczu Caius cały czas się szczerzył, prezentując zaostrzone zęby.
    Kamerdyner pochylił się nad lisem.
    - Czy mogę jakoś panience pomóc? - zapytał grzecznie bo nie wiedział jak zachować się przy leżącym lisie - czy go podnieść czy zostawić w spokoju.
    Thorn zbliżył się do Luci i posłał jej uśmiech.
    - Chyba z nas wszystkich ty najlepiej dzisiaj zjadłaś, co? - nawiązywał do tego, że skacząc jako zwierz łapała w paszczę sushi i zjadała, napełniając głodny brzuch.
    _________________
    Wyświetl posty z ostatnich:   
    Po drugiej stronie krzywego zwierciadła... Strona Główna
    Odpowiedz do tematu
    Nie możesz pisać nowych tematów
    Nie możesz odpowiadać w tematach
    Nie możesz zmieniać swoich postów
    Nie możesz usuwać swoich postów
    Nie możesz głosować w ankietach
    Możesz załączać pliki na tym forum
    Możesz ściągać załączniki na tym forum
    Dodaj temat do Ulubionych
    Wersja do druku

    Skocz do:  



    Copyrights © by Spectrofobia Team
    Wygląd projektu Oleandra. Bardzo dziękujemy Noritoshiemu za pomoc przy kodowaniu.

    Forum chronione jest prawami autorskimi!
    Zakaz kopiowania i rozpowszechniania całości bądź części forum bez zgody jego twórców. Dotyczy także kodów graficznych!

    Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
    Template AdInfinitum
    Strona wygenerowana w 0,17 sekundy. Zapytań do SQL: 9