• Nie minęło zbyt wiele czasu od rozpoczęcia działalności AKSO, a po całej Otchłani rozniosła się wieść o tajemniczej mgle, w której znikają statki. Czytaj więcej...
  • Wstrząsy naruszyły spokój Morza Łez!
    Odczuwalne są na całym jego obszarze, a także na Herbacianych Łąkach i w Malinowym Lesie.
  • Karciana Szajka została przejęta. Nowa władza obiecuje wielkie zmiany i całkowitą reorganizację ugrupowania. Pilnie poszukiwani są nowi członkowie. Czytaj więcej...
  • Spectrofobia pilnie potrzebuje rąk do pracy! Możecie nam pomóc zgłaszając się na Mistrzów Gry oraz Moderatorów.
Trwające:
  • Skarb Pompei
  • Zmrożone Serce


    Zapisy:
  • Chwilowo brak

    Zawieszone:
  • Brak


  • Drodzy użytkownicy, oficjalnie przenieśliśmy się na nowy serwer! Dokładne informacje na fanpege'u Spectrofobii lub forumowym Discordzie (odnośniki po prawej)!



    Zapraszamy do zapoznania się z Uśrednionym Przelicznikiem Waluty. Mamy nadzieję, że przybliży on nieco realia Krainy Luster i Szkarłatnej Otchłani.

    Szykujcie się na słodkie Walentynki i Dziewannę!

    Zimowa Liga Wyzwań Fabularnych nadeszła. Ponownie zapraszamy też na Wieści z Trzech Światów - kanoniczne zdarzenia z okolic Lustra i Glasville. Strzeżcie się mrocznych kopuł Czarnodnia i nieznanego wirusa!

    W Kompendium pojawił się chronologiczny zapis przebiegu I wojny pomiędzy Ludźmi i KL. Zainteresowanych zapraszamy do lektury.

    Drodzy Gracze, uważajcie z nadawaniem swoim postaciom chorób psychicznych, takich jak schizofrenia czy rozdwojenie jaźni (i wiele innych). Pamiętajcie, że nie są one tylko ładnym dodatkiem ubarwiającym postać, a sporym obciążeniem i MG może wykorzystać je przeciwko Wam na fabule. Radzimy więc dwa razy się zastanowić, zanim zdecydujecie się na takie posunięcie.

    Pilnie poszukujemy Moderatorów i Mistrzów Gry. Jeżeli ktoś rozważa zgłoszenie się, niech czym prędzej napisze w odpowiednim temacie (linki podane w polu Warte uwagi).

    ***

    Drodzy użytkownicy z multikontami!
    Administracja prosi, by wszystkie postaci odwiedzać systematycznie. Jeżeli nie jest się w stanie pisać wszystkimi na fabule, to chociaż raz na parę dni posta w Hyde Park
    .
    Marionetki – otwarte
    Kapelusznicy – otwarte
    Cienie – otwarte
    Upiorna Arystokracja – otwarte
    Lunatycy – otwarte
    Ludzie – otwarte
    Opętańcy – otwarte
    Marionetkarze – otwarte
    Dachowcy – otwarte
    Cyrkowcy – otwarte
    Baśniopisarze – otwarte
    Szklani Ludzie – otwarte
    Strachy – otwarte
    Senne Zjawy – otwarte
    Postaci Specjalne – otwarte

    Ponieważ cierpimy na deficyt Ludzi, każda postać tej rasy otrzyma na start magiczny przedmiot. Jaki to będzie upominek, zależy od jakości Karty Postaci.



    » Miasto Lalek » Hostel Kukiełka
    Poprzedni temat :: Następny temat
    Autor Wiadomość
    Scarlet
    [Usunięty]




    Wzrost / waga: /
    Wysłany: 21 Wrzesień 2016, 23:17   

    - No to jesteśmy na miejscu.
    Znajdowali się przed hostelem, który z zewnątrz nie do końca zachęcał do skorzystania z jego usług. Jednak Scarlet miała kilka powodów, dla których akurat go wybarła. Po pierwsze było to najbliższe jej znane miejsce, w którym mogli mieć nieco prywatności, po drugie nie znała właściwie innych podobnych temu miejsc, a po trzecie niedawno zamordowała stałego klienta tego przybytku, a jako, że zrobiła to po cichu mogła spokojnie pożerować na rachunek nieboszczyka.
    Pewnym krokiem weszła do recepcji ciągnąc za sobą Franka. Kazała mu poczekać gdzieś z boku, a sama się zajęła formalnościami. Jak zwykle za biurkiem recepcji siedziała stara Marionetkarka. Przywitała Opętaną chłodnym “dzień dobry” i z podejrzliwością przyglądała się temu ewenementowi w uroczej sukience w stylu kawaii lolita, która wręcz sprzecznie do swego ubioru miała katanę u boku oraz demoniczne skrzydła. Scarlet w odpowiedzi przyjęła najbardziej niewinny uśmiech jaki potrafiła i zaczęła zawile tłumaczyć swoje pokrewieństwo z zamordowanym przez nią mężczyzną. Widać było, że właścicielka przybytku szybko się pogubiła i była gotowa już wydać jej kluczyk na rachunek zamordowanego, byleby miedzianowłosa się zamknęła i już jej więcej nie mąciła. Wzięła swoją zdobycz i jak najszybciej zniknęła z widoku starszej pani.
    Następnie skierowała się do jadłodajni, co by wziąć jakiś lepszy posiłek niźli słoik bliżej nieokreślonej marmolady i kilka pomidorów. Ostatecznie zdecydowała się mimo wszystko na coś lekkiego, wybór padł na croissanta z kakaem w zestawie.
    - Chciałbyś coś może? - spytała chłopaka - jeśli tak to wybierz i powiedz żeby dopisali do mojego rachunku.
    Dziewczyna wzięła swój posiłek ze sobą, co spotkało się z nieprzychylnymi spojrzeniami Marionetek, jednakże ta całkowicie je zignorowała. Bo co się będzie przejmować jakimiś podrzędnymi służkami?
    Skierowała swoje kroki do krętych schodów idąc dosyć powoli coby nie wylać cennego kakałka. Gdy już udało się jej dotrzeć do drugiego piętra nie wylewając ani jednej kropli napoju bogów zaczęła szukać zakupionego pokoju. Był on na końcu korytarza, co tylko zwiększało ryzyko, że posiłek nie dotrze w jednym kawałku. Na szczęście Scar nie należała do osób niezdarnych, więc obyło się bez wypadków. Problem zaczął się pod drzwiami. Brakowało jej rąk żeby je otworzyć kluczem, więc na razie po prostu nacisnęła klamkę łokciem. Ta na szczęście ustąpiła i Opętana w końcu mogła usytuować tackę z jedzeniem na jakimś względnie bezpiecznym gruncie. Wybór padł na niewielkie biurko - wydawało się jej pewniejszym miejscem niż szafka nocna.
    Gdy oboje znaleźli się w pokoju zamknęła go na klucz.
    - To w razie gdyby ktoś chciał nam złożyć niespodziewaną wizytę - rzuciła.
    A kluczyka chciała się pozbyć. Więc podeszła do okna, uchyliła je twierdząc, że jest tu duszno i najdyskretniej jak potrafiła wyrzuciła kluczyk gdzieś na zewnątrz.
    Usiadła na skraju łóżka dzierżąc kubek z ciepłym napojem i rogalikiem. Gestem wskazała Frankowi by usiadł obok niej.
    - Więc… Chciałeś o czymś porozmawiać, czyż nie? Ale ta głupia Marionetka atakująca Senę nam przerwała. Pomyślałam, że moglibyśmy skończyć tą zabitą u zalążka konwersację Doktorze Śnie… Ugh, to brzmi okropnie. Mógłbyś zdradzić mi swoje prawdziwe imię?
    Frank
    [Usunięty]




    Wzrost / waga: /
    Wysłany: 26 Wrzesień 2016, 13:03   

    Gdy Scarlet załatwiała kluczyk oparł się plecami o kontuar i wbił wzrok w ziemię. Dziwiło go zaproszenie do mieszkania, nie to sobie wyobrażał słysząc o ustronnym miejscu. Z drugiej strony czemu nie? Im bardziej to pokręcone tym lepiej. Czuł się niezwykle daleko od swojego poprzedniego życia, nowy świat, nowe miasto, nowe osoby, a to wszystko do tego coraz bardziej unikatowe niż mógł podejrzewać.
    Bez słowa ruszył za dziewczyną do jadłodajni z której ostatecznie i tak nic nie wziął. Jednak nie umknął mu jej miły gest. Może była to najzwyklejsza uprzejmość, a Frank bezsensownie dopisywał sobie wyimaginowane scenariusze. Był świadom, iż coś zakłóca jego zdolność spostrzegania, coś pochodzącego od Scarlet. Jej obecność burzyła racjonalne i analityczne pojmowanie do jakiego nawykł, pozbawiała go największego atutu w relacjach z drugą osobą. Mimo to, że czuł się jak bezbronne dziecko nie pragnął zawrócić. Zawierzyć swoją przyszłość czystemu losowi, pomimo wyczuwanego niebezpieczeństwa, tak, na to właśnie był gotów.
    - Naprawdę tak bardzo obawiasz się przerwania rozmowy? - spytał, gdy zamknęła ich w pokoju. - Czy może nieproszonego gościa? - Teraz już naprawdę podejrzewał Scarlet o podejrzane zamiary. Złe czy dobre, żadne spekulacje nie dawały jasnej odpowiedzi, niemniej coś z pewnością tutaj nie gra.
    Usiadł na łóżku, a na komentarz o swoim pseudonimie parsknął śmiechem - O rany, Frank. Właśnie tak mam na imię, a rozmawialiśmy o opętańcach. Mówiłaś, że zrobisz mi wykład o ich pochodzeniu. Jednak teraz gdy już wiem, iż również pochodzisz ze świata ludzi jestem ciekaw twojej historii. Jak udało Ci się znaleźć w tym świecie?
    Scarlet
    [Usunięty]




    Wzrost / waga: /
    Wysłany: 26 Wrzesień 2016, 22:16   

    - Frank? Całkiem ładne imię. Na pewno lepsze niż Doktor Sen - skrzywiła się na samo wspomnienie, że musiała tego używać.
    “Również… Czy to oznacza, że Frank jest… Człowiekiem? Jeśli tak… Już się czuję, jakbym wygrała w totolotka.”
    Wszystko wychodziło tak, jak chciała. Wręcz aż się prosiło, żeby jakieś niefortunne zdarzenie zrujnowało to wszystko. Ale na razie na takie się nie zanosiło.
    - Oh, chcesz wiedzieć skąd tu się wzięłam? Zakładam, że odpowiedź “przyszłam” Ci nie wystarczy. Powiedzmy, że było to kilka lat temu. Moja sytuacja była dość nieciekawa… Nie określajmy jaka, ale na tyle niefajna, by być obojętnym wobec swego życia. No i pojawiła się ONA. Stara, skrzypiąca Marionetka o aparycji anioła, zasrana dendrofilka… Ale może tę część pominiemy. No to przylazła se taka, myśli że fajna, obiecuje chuj wie co, a co robi Scarlet? Oczywiście, że idzie za tą takbardzoniepodejrzanąosobą. No a potem pierdolnęła mnie gdzieś i olała. A ja jakoś ogarnęłam sobie życie i wróciłam do niej. No i mi dała pracę. Dobrze płatną, coś co lubię… Ale nie wiem czy to jest warte żywienia się pomidorami z marmoladą i uważania żeby nie wdepnąć przypadkiem w jakieś zielsko, jak poruszasz się po własnym domu. Właściwie to jej dom, ale chuj z tym. No i koniec. Podać chusteczki byś otarł łzy wzruszenia mą cudowną historią? - była to bardzo sarkastyczna wypowiedź, jednak dziewczyna miała sarkazm opanowany niemal do perfekcji, wiec trudno było stwierdzić czy mówiła normalnie czy nie - Nie, to świetnie - odpowiedziała zanim chłopak zdążył zareagować.
    Gdy już zaspokoiła ciekawość chłopaka, nadeszła kolej na nią.
    Zdjęła stroik z głowy rzucając go byle gdzie i zgarnęła włosy do tyłu. Spojrzała na Franka łagodnym wzrokiem i uśmiechnęła się uroczo. Złapała go za ramię…
    I brutalnie zrzuciła z łóżka. Gdy tylko znalazł się na ziemi przysiadła na nim, co by jej nie uciekł.
    - Teraz zabawimy się nieco, dobrze?
    Słodki uśmiech zmienił się w psychopatyczny, a w miedzianych oczach dziewczyny było widać obłęd. Szybkim ruchem wyjęła katanę z pochwy, a za chwilę zimne ostrze wylądowało tuż przy szyi jej niedoszłej ofiary.
    - Frankie~ Nie wierć się za bardzo, dobrze? Jeszcze ci przypadkiem przetnę tętnicę szyjną i mi tu padniesz, a tego jeszcze nie chcemy… Prawda? - przesłodzony głos Opętanej aż kontrastował z sytuacją w jakiej się znajdowali. - Odkąd cię zobaczyłam, byłam przekonana, że będziesz miał ciekawe wnętrze. Chcę je poznać, a że jesteśmy tu sami, nikt na pewno nam nie przeszkodzi… Hej, Frankie, jakiego koloru jest twoje wnętrze? Czy jest szkarłatne? Lubię szkarłat. Czy będzie mi w szkarłacie do twarzy? Czy będzie ci w szkarłacie do twarzy? Pomalujemy ten pokój na szkarłatny? Moja suknie będzie ładniejsza w szkarłacie, moje dłonie też będą ładniejsze w szkarłacie. Frankie, pokrzyczysz dla mnie? Chcę usłyszeć twój srebrno-szkarłatny krzyk. Chcę zobaczyć jak będziesz się wił w agonii. Hej, masz dobre serce, może je zobaczymy? Czy dobre serce jest szkarłatne? Przekonamy się o tym, Frankie? A co jeśli kłamiesz i twoje wnętrze będzie szafirowe… Nie lubię szafiru, wiesz? Nie lubię być okłamywana, wiesz? Ale wnętrza nie kłamią, to ludzie kłamią. Och, masz całkiem słodką twarzyczkę… Ciekawe czy oddzielona od ciała nadal by była taka słodziutka. Przekonamy się, przekonamy się? Nie martw się… Nasza zabawa będzie dłuuugaaa. Nie pozwolę ci tak szybko odejść, polubiłam cię, wiesz? Zasługujesz na to, abym obejrzała twoje wnętrze bardzo dokładnie. Każdy twój organ będzie wart mojej uwagi. Ale ty pewnie też chcesz je zobaczyć, prawda? W końcu na co dzień nie widuje się swojego wnętrza, prawda? Więc proszę, nawet nie próbuj uciekać, nie chcę odcinać ci nóg, za szybko się wykrwawisz i nie dokończymy naszej małej zabawy.
    Jak każdy porządny psychopata należało się roześmiać, co oczywiście Scarlet zrobiła, jednak o ton ciszej niż zwykle, nie chciała przyciągać zbędnej uwagi.
    Wciąż trzymając miecz u gardła Franka wolną ręką podwinęła jego sweter i spojrzała nań demonicznymi oczami. Paznokciem wyznaczała na jego torsie miejsca oznaczone jako te najmniej wrażliwe. Powoli podążała coraz wyżej i wyżej, aż natrafiła na… Krzyż? Powróciła do swojego normalnego spojrzenia by zanalizować czymże jest owy przedmiot. Oglądała go po kilka razy, aby się upewnić, że to jest to o czym myśli.
    Westchnęła głęboko i oswobodziła chłopaka, a następnie zdjęła broszkę i przypięła ją na powrót do paska. Zwinęła się w kłębek na łóżku, zła jak nigdy. Trafiła jej się tak łatwa ofiara, a tu takie coś. Najchętniej teraz powiedziałaby mu “a idź pan w chuj”, jednak powstrzymała się od tego komentarza. Za to zza dekoltu wyciągnęła krzyż. Identyczny, jaki posiadał chłopak.
    - Cześć kolego z pracy - wysyczała jadowicie. - Masz szczęśliwy dzień, nie zginiesz z mojej ręki, bo mogłabym mieć problemy. Chociaż nie omieszkam się połamać ci kości, jeśli piśniesz słówko przełożonym… Dobra. Pójdźmy na taki układ - do końca dnia mogę ci porobić za przewodnika, odpowiedzieć na wszystkie pytania na jakie znam odpowiedź i takie tam. Ale zapominasz co tu właśnie miało miejsce.
    Frank
    [Usunięty]




    Wzrost / waga: /
    Wysłany: 31 Październik 2016, 18:40   

    Historia Scarlet, choć dość ponura, bawiła Franka dzięki nietypowej narracji. Urocza dziewczynka korzystająca z tak ciętego języka była niezłym fenomenem, i jeszcze ten rosmakowany w ironii chumor. Jednak po jej wysłuchaniu coś nagle zaskoczyło mu w głowie - Zaraz, skoro mieszkasz u swojej szefowej, to po co wynajmujesz ten pokój? - spytał, a w odpowiedzi został zwalony na ziemię. Krzepa tej słodkiej istotki nie przestawała go zaskakiwać.
    - No wiesz, to byłoby trochę... - zaczął, próbując jakoś wyjaśnić sprawy z zabawianiem, lecz zimna stal przy szyji natychmiast naprostowała jego myśli na właściwy tor rozumienia - eee... przyznam, że tak się nigdy nie zabawiałem - rzekł, z nadzieją, iż to żart. Oczywiście okłamywał samego siebie, z szaleństwa wypisanego na twarzy dziewczyny można było jasno wyczytać intencję, a nie dowierzał temu, gdyż nie potrafił ujrzeć mordercy w tak rozkosznej buzi.
    - Ja tam nie chcę się wykrwawić, ale dziękuje za troskę o moją tętnicę - palnął dość niezręcznie, gdyż tak też zaczynał się czuć. Słuchając poetyckiego wywodu o kolorze swoich flaków próbował znaleźć rozwiązanie, choć aktualna sytuacja i tak przytłaczała go mniej niż powinna. Widocznie uczucie do dziewczyny rozwiewało obawę o własne życie, a zabawa w sadyzm była ciekawym doświadczeniem - rzecz jasna do pewnych granic. Może by tak chwycić ostrze gdy będzie je przenosić na mój brzuch i spróbować zamienić pozycję, pomyślał, zbierając się w sobie na to, iż będzie musiał pokaleczyć dłoń.
    - Hej, mam łaskotki! - rzekł sarkastycznie, gdy Scarlet podwinęła mu sweter. Choć dotyk jej palców wywołał w nim odruch zgoła inny niż się spodziewał. Jakby fizyczna samotność znalazła swój pokarm w opuszkach tych malutki dłoni. Ostatecznie jednak wstała z niego i czuł się, cóż... zawiedziony.
    Jednak ten niezrozumiany wulkan emocji, prysnął w ułamku sekundy po tym jak Scarlet odpięła broszkę. Musiał spędzić jeszcze kilkadziesiąt sekund leżąc na ziemi, aby umysł wrócił do optymalnego stanu, nieskażonego magicznymi sztuczkami serca. - Rany, jeśli mam u Ciebie jakąś przysługę do wykorzystania, to proszę tylko o to, byś nigdy nie używała tego cholerstwa na mnie - powiedział rozespanym głosem. Skontrastowało to z jego kolejnym zachowaniem gdy zerwał się jakby pod siłą wstrząsu i zerknął badawczo na krzyż dziewczyny - Czekaj, czekaj! Moria? Ty? - Spojrzał wzrokiem pokroju "i tak w to nie uwierzę". Mogła zabić jednego ze zwiadowców i zatrzymać krzyż jako trofeum, choć dlaczego teraz miałaby odpuszczać jemu? Cóż, nawet jeśli jest zwiadowcą, to nadal morderczynią. Czy zarządczyni pragnęłaby kogoś tak szalonego? Ostatecznie kij z tym, o dziewczynę wypyta w pracy i jeśli potwierdzą jej słowa, najwyżej doprowadzi do kolejnego spotkania. Teraz przez niepewność do niej miał ochotę się ulotnić.
    - Spokojna głowa, słowem nikomu nie pisnę, ale zapomnieć będzie ciężko. - Po chwili zastanowienia wyciągnął swój krzyż i poskrobał nim ścianę, a gdy się odsunął można było zauważyć zbiór cyfr - Z chęcią trafiłbym na Ciebie jeszcze raz koleżanko z pracy, umiesz dostarczyć doznań, także gdybyś chciała się odezwać czy coś - rzekł, wskazując na numer telefonu. Oczywiście próba wyjścia za skutkowała jedynie kilkoma szarpnięciami klamki, drzwi bowiem - nawet nie zauważył kiedy - zostały przecież zamknięte.
    Scarlet
    [Usunięty]




    Wzrost / waga: /
    Wysłany: 31 Październik 2016, 23:26   

    Nieco ucieszyła się, że Frank nie skorzystał z zaproponowanej przez nią oferty, miała lepsze rzeczy do roboty niż niańczenie go. Na uwagę o broszce odparła z wyraźną irytacją:
    - Nie musiałabym się zniżać do użycia tego cholerstwa gdybyś kurwa nie zachowywał się jakbyś oczu nie miał, proszę cię, kleić się do jakiejś byle Marionetki mając obok siebie taką piękność.
    Scarlet zdziwiła gwałtowna reakcja chłopaka, jak tylko uświadomił sobie, że Opętana również należy do Morii.
    - Tak, Moria, ja. Poza tym nie drzyj tak mordy, ponieważ niektórzy wiedzą tutaj o istnieniu Morii i chętnie by cię zabili. Ta wiem, dziwnie to brzmi z ust twego niedoszłego mordercy. Ja tylko dbam o to, żebyś zginął z odpowiednie ręki, w domyśle mojej.
    To prawda, że nie bywała często w głównej siedzibie, a w dodatku dorabiała jako płatna morderczyni, ale Moria nie była lepsza. W końcu dążą do zniszczenia Krainy Luster, a nawet była jakaś tam wojna czy coś. Poza tym Scarlet zgodziła się dołączyć tylko i wyłącznie dlatego, że liczyła na profity za nic nierobienie i właściwie na razie na takiej zasadzie działała. W sumie nie wiadomo kiedy Vega zacznie się upraszać, żeby Opętana łaskawie ruszyła tyłek i coś zrobiła. Z drugiej strony jakby w końcu coś zrobiła, to by zaś miała spokój na dłuższy czas. I właśnie dlatego postanowiła wrócić do swojego prawdziwego mieszkania, w Szkarłatnej Otchłani,tam oficjalnie urzędowała, więc kto wie czy nie zastanie skrzynki pełnej listów.
    Poczęstowała Franka wielce rozczarowanym spojrzeniem i wreszcie przybrała jakąś normalną pozycję. Wzięła swój stroik z ziemi i na powrót to małe szkaradstwo wylądowało na jej głowie. Zauważyła, że chłopak skrobie swoim krzyżem coś na ścianie. Chwilę analizowała zbiór cyfr, po czym ją olśniło, że to numer telefonu. Długo nie miała kontaktu z wszelaką technologią, w końcu niełatwo panoszyć się po Świecie Ludzi z dwom wielgachnymi skrzydłami. Choć jak przemyślała to nieco głębiej mogła zawsze udawać, że jest cosplayerką.
    Zorientowała się, że nie ma jak zapisać owego numeru, a w pokoju również nie dostrzegała nic do pisania. Wzruszyła tylko ramionami, wzięła książkę z biblioteki, znalazła w miarę czystą stronę, a następnie wyjęła katanę i ostrożnie ukuła opuszek swego palca wskazującego prawej ręki, a następnie własną krwią przepisała numer.
    - No to kiedyś się odezwę.
    Teraz tylko zostało jej wykombinować jak się stąd wydostać. W sumie to nie było trudne, mogła po prostu sobie wylecieć przez okno. Chętnie by popatrzyła jak Frank uroczo szarpie się z klamką, jednak czas naglił. Otworzyła okno na oścież i usiadła na parapecie. Przybrała całkiem miły uśmiech bez śladu szaleństwa, co było jeszcze bardziej podejrzane niż jej “normalny” psychodeliczny wyszczerz, zasalutowała i opuściła się w dół, wywijając fikołka w powietrzu.
    - Do następnej randki Frankie~ - rzuciła jeszcze na pożegnanie.
    Wylądowała na trawniczku przed hostelem. Zauważyła coś srebrnego w trawie. Podniosła tajemniczy obiekt i stała w chwilę w zastanowieniu. Ostatecznie tylko wzruszyła ramionami i wzbiła się w powietrze.
    Frank jeszcze walczący z klamką lub i nie mógł poczuć jak coś uderza go, a następnie pada na ziemię wydając metaliczny dźwięk. Tym czymś był klucz do pokoju, jednak Scarlet zadbała o to, żeby przypadkiem nie zauważył tego miłego aktu z jej strony.
    Niesmak po nieudanym zabójstwie przeminął, a dziewczyna zaczęła snuć plany co do chłopaka. Dość dziwne plany. Ale to zostawimy na kiedy indziej.
    Po chwili dryfowania w powietrzu znalazła jakieś ustronne miejsce, a następnie złapała mocno krzyż i z grymasem teleportowała się do się do swego domu w Szkarłatnej Otchłani.

    zt
    Frank
    [Usunięty]




    Wzrost / waga: /
    Wysłany: 27 Grudzień 2016, 15:47   

    - Tylko nie licz na kwiaty - odrzekł sarkastycznie, gdy dziewczyna wyskoczyła przez okno.
    Dla pewności pociągnął za klamkę jeszcze kilka razy, lecz nie było co do tego wątpliwości - zamknięte. Rozejrzał się więc po pokoju, najpierw za kluczem, a następnie za czymś odpowiednim do wybicia zamka. Wołanie o pomoc, biorąc pod uwagę możliwość, iż przebywa w pokoju nieboszczyka lub zaginionego, byłoby bardzo głupie. W ostateczności mógł też najzwyczajniej użyć krzyża, jednak nie chciał opuszczać Krainy Luster przed załatwieniem kilku spraw, a zdrowy rozsądek podpowiadał by nie nadużywać teleportacji. Magia w końcu dość różnie oddziaływała na ludzi.
    Na szczęście klucz spadł mu z nieba, dosłownie. Frank zerknął w stronę okna, nikogo jednak nie ujrzał. Mógł to być ktoś inny niż Scarlet? Mało prawdopodobne. Będzie musiał zachować większą ostrożność przy tej dziewczynie, a już na pewno, nie dać się nigdy zamknąć sam na sam w pokoju.
    Wyszedł ostrożnie, starając się na nikogo nie wpaść, a jednocześnie nie wyglądać podejrzanie. Gdy tylko opuścił hostel szybkim krokiem ruszył do najbliższej granicy miasta. Czuł, że prędko tu nie wróci. Z pewnością za dużo nieprzyjemnych wydarzeń powiązało się dziś z jego osobą.

    z/t
     



    Dręczyciel

    Stowarzyszenie Czarnej Róży: Członek
    Godność: Gawain Keer
    Wiek: Wygląda na około 30 lat.
    Rasa: Cień
    Lubi: Śliwkową nalewkę, fiolet
    Nie lubi: Gotować, ślimaków, niespodzianek
    Wzrost / waga: 183 cm / 76 kg
    Aktualny ubiór: Czarna koszula, czarne spodnie, czarne sztyblety, połówka Blaszki + medalion z puklem włosów Yako (w kieszeni): https://i.imgur.com/xOQrcNC.jpg//
    Znaki szczególne: Czarne twardówki oczu, bursztynowe tęczówki
    Zawód: Najemnik do prac wszelakich, zielarz
    Pod ręką: klucz do domu Yako i mieszkania, pieniądze
    Broń: Sztylet, kusza
    Bestia: Furor (Furbo), Kapeluterek
    Nagrody: Blaszka Zmartwienia
    Stan zdrowia: Zszargane nerwy
    SPECJALNE: Administrator Pomocniczy, Moderator
    Dołączyła: 09 Paź 2016
    Posty: 588
    Wysłany: 18 Luty 2017, 17:01   

    Nie musiał szukać i wypytywać o to miejsce zbyt długo, co aż dziwiło o tak późnej porze. Prawdą było, że parę osób czmychnęło na jego widok lub przyspieszyło, ale też by tak postąpił na ich miejscu. Plusem jego dzisiejszej włóczęgi było to, że był zbyt wykończony, by przejmować się czymś innym niż nocleg.

    Wszedł do środka i od razu skierował swe kroki do recepcji. Z racji godziny drugiej nad ranem na zegarze nie zastał nikogo za ladą. Zadzwonił dzwonkiem i czekał. Usłyszał raban w pokoiku obok i po chwili wychyliła się z niego staruszka. Przecierając powieki i szurając kapciami podeszła do lady.
    - Dobry wieczór. Są jakieś wolne jedynki? - powiedział i oparł się o blat. Odpowiedziała skinienie głowy, założyła okulary na nos i otworzyła księgę.
    - Już. Zaraz sprawdzimy. - wyszeptała sennie i parę razy mrugnęła oczami usiłując się rozbudzić. - Już daję panu klucz, tylko niech się wpisze. - podała mu księgę i wskazała odpowiednie rubryki palcem. Rudzielec złapał za pióro i złożył podpis. - Proszę, piątka, pierwsze piętro. Łazienka na końcu korytarza. - zabrała spis, sprawdziła, czy niczego nie brakuje i wręczyła mu klucz. Gawain uiścił należność i wspiął się po stromych schodach. Stare budownictwo zawsze dawało w kość. Wąskie, poupychane kamienice pięły się górę, ale były zdecydowanie tańsze w utrzymaniu.
    Znalazł swoje drzwi i wszedł do środka. Szczyt luksusów to zdecydowanie nie był, ale pokój wyglądał na zadbany i czysty. Całość psuł tylko stan pomieszczenia. Tapeta miejscami odłaziła, a okno chyba się nie domykało.
    Uniósł materac. Całe szczęście nie było pluskiew ani innego robactwa. Odłożył broń na biurko i zdjął z siebie wszystko prócz bielizny. Na szafce nocnej znalazł świecę, choć bez niej się obejdzie oraz kosteczkę zawiniętego w papier mydła i ręcznik do twarzy. Jakoś sobie z tym poradzi.
    Zamknął drzwi na klucz i poszedł się położyć. Ciężko padł na materac, otulił się kołdrą i zasnął w przeciągu paru minut.

    * * *

    Chyba spał długo, bo słońce było wysoko ponad horyzontem, dachami i wieżyczkami miasta. Ptactwo już dawno zakończyło swój poranny oblot i siedziało na opierzonych kuprach w równych rządkach. Światło złociło wnętrze pokrywając wszystko sepią. Wzory na ścianie zbyt wyblakłe, by można było powiedzieć jakiego koloru kiedyś były, ogólny brąz mebli i biel pościeli. Gawain poczuł się jak w starym filmie i zaczął wygrzebywać się spod kołdry.
    Dostał gęsiej skórki. Powinni uszczelnić lub wymienić tę cholerną framugę! Szybko ubrał się, ale nie zapinał żadnych guzików ani nie wiązał butów. Chciał tylko dostać się do łazienki. Cicho otworzył drzwi i wychylił łeb z pokoju, po czym na paluszkach przeszedł przez korytarz. Było tak późno, że umywalka i prysznic dawno wyschły. Ponownie pozbył się odzienia.
    Udał się za potrzebą, a potem wskoczył do kabiny. Ta kosteczka i ręczniczek ledwo wystarczyły, ale i tak cieszył się, że dostał cokolwiek. Szkoda tylko, że nie miał ze sobą brzytwy. W całym tym amoku i rozemocjonowaniu zapomniał o prawidłowym spakowaniu się.
    Włosy przeczesał dłońmi i lekko je namoczył, by nie sterczały w każdą stronę. Nie chciał latać z kogutem na łbie załatwiając sprawunki. Powąchał również ubrania. Nie capiły alkoholem. Ujdą. Założył je z powrotem, tym razem tak, jak powinno się to robić.
    Potem wrócił do pokoju po broń i zszedł do recepcji, by oddać klucz. Tym razem za ladą stała jakaś marionetka. Podpisał co trzeba i wyszedł z budynku.
    Czuł się świetnie na ciele, na duszy trochę gorzej, ale miał tyle rzeczy do zorganizowania, sprawdzenia i przypilnowania, że chłodny umysł powoli zdominował gorące, porywcze serce. Znalazł jakąś bryczkę i zamówił kurs do Mrocznych Zaułków. Całe szczęście tamtejsze przedsiębiorstwa dopiero się otwierały.

    Z/T
    _________________

     



    Mieszkaniec Świata Ludzi

    Anarchs: Rebeliant
    Godność: Benedict Lisander Griffin
    Wiek: 22 lata
    Rasa: Marionetkarz
    Lubi: Słodycze, marionetki, podróże
    Nie lubi: Ognia, tłumów
    Wzrost / waga: 176 cm | 62 kg
    Aktualny ubiór: Biała koszula, czekoladowa kamizelka, grafitowe spodnie, czarne trzewiki, skórzana rękawiczka na lewej dłoni / Event: + podbita kurtka, szal
    Znaki szczególne: Wiele blizn po oparzeniach po lewej stronie ciała, utracona lewa ręka zastąpiona ręką Marionetki, wygląd trochę jak Szklanka
    Pod ręką: Prowiant, pieniądze, różne drobiazgi
    Broń: Sztylet
    Dołączył: 19 Wrz 2015
    Posty: 110
    Wysłany: 2 Kwiecień 2017, 13:56   

    - Nie ta uliczka, też nie ta... O, tam! - Ben wskazał Kesslerowi budynek usytuowany gdzieś z "boku" centrum miasta. - Byłem tu raz, może dwa. Jak mówiłem, żaden luksus, ale zawsze jakieś cieplejsze miejsce niż ta fabryka. I mają jedzenie.
    Jako że była noc, a na zewnątrz panowała istna pizgawica, drzwi były zamknięte. Chłopak delikatnie zapukał do środka kłykciami protezy, następnie złapał za klamkę, otworzył drzwi i wszedł do środka razem ze swoim starszym przyjacielem. W recepcji powitała go ta sama starsza pani, co zawsze. Uiściwszy opłatę za ich dwóch - najwyżej Kessler jakoś mu się odwdzięczy - ruszył z nim na górę, ku pokojowi z dwoma łóżkami. Tak dla oszczędności. Jeden dzień plus śniadanie - to dobry układ.
    Ben otworzył Marionetkarzowi drzwi i wpuścił go pierwszego do pokoju.
    - O tak, zdecydowanie jest tu cieplej...
     



    Niespełniony Marzyciel

    Stowarzyszenie Czarnej Róży: Członek
    Godność: Daniel Kessler
    Wiek: wizualnie około 30 lat
    Rasa: Marionetkarz
    Lubi: Mleko, Marionetki, Kapeluszników
    Nie lubi: Tych, którzy nie lubią mleka; podejrzliwy wobec Dachowców
    Wzrost / waga: 196
    Aktualny ubiór: Normalnie : Niepozorny płaszcz, którym postać okrywa swój mundur, plus czapka, przypominająca sarmacką. Wojskowe buty. Fabuła (Eden) : dziwaczna mieszanka munduru pruskiego z mundurem admiralskim. Włosy przefarbował... albo oblał się jakimś kwasem który mu zmienił barwę włosów przy malowaniu marionetki. Nieważne!
    Znaki szczególne: Krzaczaste brwi
    Zawód: Astrolog
    Pod ręką: Luneta, amulet przedstawiający czarną kulę, srebrna łyżka
    Broń: Pałasz i sztylecik
    Stan zdrowia: Zdrowy, obecnie nie choruje. Ran również brak
    Dołączył: 29 Lip 2016
    Posty: 171
    Wysłany: 3 Kwiecień 2017, 20:18   

    Szedł tuż za Benem i przypominał z bliska podróżnika z daleka, który po męczącym spacerze ma ochotę na strawę, napitek i łóżko. Miał głowę wciśniętą w ramiona, by płaszcz jak najbardziej osłaniał go przed mrożącym wiatrem, wielce podłym i odpowiedzialnym za osłabienie organizmu. Gdy w końcu doszli do miejsca, które zdawało się być przybytkiem, o którym mówił Ben, Daniel wielce się uradował, że w końcu oto zostanie zaspokojone jego pragnienie. Wskazanie palcem przez Marionetkarza miejsca, do którego zmierzali, tylko utwierdziło go w tym mniemaniu. Luksus, nie luksus, ważne, że w tym miejscu dało się zjeść i wypocząć. I nie wiało, a wręcz przeciwnie - grzało.
    - To miejsce lepsze niż fabryka. Ma ono coś, czego nie miała. Wchodźmy. - powiedział do Bena i ruchem głowy wskazał, co miał na myśli - mianowicie dał mu do zrozumienia, by spróbował zapukać, czy zorientować się w ogóle, czy ich wpuszczą. Było to wielce dyskusyjne, biorąc pod uwagę porę i pogodę. W sumie nie miał pojęcia, czy takie przybytki działają tak późno. Miał nadzieję, że tak, a jeśli nawet byłby z tym problem - to że chociaż zrobią dla nich wyjątek. Dla swoich. Dwóch Marionetkarzy w Mieście Lalek.
    Kiedy Ben próbował załatwić im wejście, założył na siebie ręce. Nocą to miasto kompletnie różniło się od tego za dnia. Może i ulice te same, budynki te same, ale światła rozłożone w innych miejscach, tu cień i mrok, tam ledwie dostrzegalne plamki światła... - to wszystko nadawało temu takie wrażenie, jakby byli w zupełnie innym miejscu. Cieszył się w sumie, że jest z nim Ben. Samemu chyba zgubiłby się nocą w murach tego miasta. On chociaż kojarzy drogę i nie ma tak schrzanionego poczucia geograficznego w terenie.
    Luzując ręce wzdłuż ciała dał Marionetkarzowi działać i jak się okazało - wątpliwości Kesslera były zupełnie bezpodstawne. Młody zachowywał się tak, jakby był tu już wiele razy. Te wyuczone, powtórzone któryś raz ruchy... to wyglądało jak rutyna. Zapłacenie, otrzymanie pokoju, przywitanie z panią. Danielowi nie pozostawało nic innego, jak po prostu bez słowa przykleić się do Bena, dając do zrozumienia, że idzie z nim. Kątem oka zauważył, jak płaci za dwóch. O ile nie zapomni, postara się odwdzięczyć. Najprościej byłoby chyba połową tego, co zapłacił.
    Szedł po schodach za Marionetkarzem i w końcu przestał za nim iść. W końcu wyrównał. Wyglądało to całkiem interesująco - jeden pokój, dwa łóżka i zapewnione śniadanie. No cudownie. Nie umrze z głodu, a i wyśpi się po długim marszu z domu do tego miasta.
    Od samego momentu, gdy wszedł do tego budynku, buchnęło mu w twarz ciepłem, a zarazem po plecach nie świergotał mu podły, mroźny wiatr. Spowodowało to ogółem wzrost temperatury i zarazem doprowadziło do powolnego rozpinania płaszcza.
    Rozejrzał się po pokoju, w którym byli z Benem, uśmiechnął się, gdy usłyszał jego uwagę. Zmierzył wzrokiem dwa łóżka i wybrał to dłuższe, nawet minimalnie, z wiadomych względów. Pomijając całą otoczkę, dlaczego wysocy preferują dłuższe łóżka, usiadł na nim, wyraźnie dając do zrozumienia, że je zajmuje. Zdjął płaszcz i położył go obok siebie, wykasał też koszulkę ze spodni. Gdy przestał bawić się swoimi ubraniami, spojrzał w końcu na Bena.
    - Chyba nie jesteś tu drugi, trzeci raz. Musiałeś być częściej. I tak w ogóle - dzięki. - powiedział, uśmiechając się ładnie. Następnie zaczął grzebać w kieszeniach od spodni, szukając oszczędności, dzięki którym mógłby pokryć cenę, którą zapłacił za niego Ben. Sięgnął w końcu parę monet i pokazał Benowi.
    - To będzie tyle? Mniej, więcej? - podpytał, patrząc na niego. Teraz w końcu mógł się lepiej przyjrzeć. Blade fizys, ślady po oparzeniach, młodość.
    Wiatr dawał się we znaki nawet tutaj i walił po szybach, niepokojąc Kesslera. Cmoknął słyszalnie, wyrażając swoje niezadowolenie tym stanem. Często miał wrażenie, że w tych upiornych świstach wiatru słyszał jakieś głosy, krzyki i wołania.
     



    Mieszkaniec Świata Ludzi

    Anarchs: Rebeliant
    Godność: Benedict Lisander Griffin
    Wiek: 22 lata
    Rasa: Marionetkarz
    Lubi: Słodycze, marionetki, podróże
    Nie lubi: Ognia, tłumów
    Wzrost / waga: 176 cm | 62 kg
    Aktualny ubiór: Biała koszula, czekoladowa kamizelka, grafitowe spodnie, czarne trzewiki, skórzana rękawiczka na lewej dłoni / Event: + podbita kurtka, szal
    Znaki szczególne: Wiele blizn po oparzeniach po lewej stronie ciała, utracona lewa ręka zastąpiona ręką Marionetki, wygląd trochę jak Szklanka
    Pod ręką: Prowiant, pieniądze, różne drobiazgi
    Broń: Sztylet
    Dołączył: 19 Wrz 2015
    Posty: 110
    Wysłany: 4 Kwiecień 2017, 22:01   

    Ben, jako że Kessler zajął jedno łóżko, zadowolił się tym drugim - umiejscowionym dokładnie przy ścianie, przez którą przechodził kominek, rozgrzewając ją przyjemnie. Aż cały zadrżał z uczucia ciepła, jakie poczuł na plecach. Normalnie jakby wygrał na loterii...
    - Prawda - odpowiedział z uśmiechem przyjacielowi. - bywałem tu już kiedyś.
    Zerknął nagle na wyciągniętą ku niemu dłoń Marionetkarza, na której leżały złote monety. Była to dokładna połowa kwoty, którą zapłacił za wynajem pokoju. Ben uśmiechnął się delikatnie i przyjął pieniądze.
    - Tak, to tyle. Co do monety - przytaknął, samemu uprzednio szybko licząc w głowie.
    Wiatr huknął w okno, aż chłopak lekko podskoczył jakby usiadł na szpilkach. To było... niespodziewane. Wyglądało to tak jakby gdzieś tam krył się znudzony aeromanta, który lubuje się w straszeniu ludzi wiatrem.
    - W Świecie Ludzi istnieje takie coś, co nazywają "turbiną wiatrową" - napomknął, skoro już są w tym temacie. - Wieje tak mocno, wiatrak się obraca i jakimś niepojętym dla mnie sposobem tworzy iskry. W takie dni też by się coś takiego przydało.
     



    Niespełniony Marzyciel

    Stowarzyszenie Czarnej Róży: Członek
    Godność: Daniel Kessler
    Wiek: wizualnie około 30 lat
    Rasa: Marionetkarz
    Lubi: Mleko, Marionetki, Kapeluszników
    Nie lubi: Tych, którzy nie lubią mleka; podejrzliwy wobec Dachowców
    Wzrost / waga: 196
    Aktualny ubiór: Normalnie : Niepozorny płaszcz, którym postać okrywa swój mundur, plus czapka, przypominająca sarmacką. Wojskowe buty. Fabuła (Eden) : dziwaczna mieszanka munduru pruskiego z mundurem admiralskim. Włosy przefarbował... albo oblał się jakimś kwasem który mu zmienił barwę włosów przy malowaniu marionetki. Nieważne!
    Znaki szczególne: Krzaczaste brwi
    Zawód: Astrolog
    Pod ręką: Luneta, amulet przedstawiający czarną kulę, srebrna łyżka
    Broń: Pałasz i sztylecik
    Stan zdrowia: Zdrowy, obecnie nie choruje. Ran również brak
    Dołączył: 29 Lip 2016
    Posty: 171
    Wysłany: 10 Kwiecień 2017, 17:26   

    Kiedy Ben zajmował miejsce i czuł niewypowiedziane rozkosze płynące z ciepła, które dawał mu kominek, Daniel w międzyczasie zacczął przeszukiwać swój płaszcz. Poza rutynowym sprawdzeniem, czy wszystko było na swoim miejscu, chciał też przełożyć z kieszeni spodni pewien kamyczek wzięty z fabryki do płaszcza. Tak przy okazji, żeby nie zapomnieć. Trzepnął go dwa razy i usiadł z powrotem na swoje miejsce. Spojrzał wtedy na Marionetkarza i widząc przyjemne uczucie jakie mu towarzyszyło zapytał.
    - No, miła odmiana, siedzieć w ciepłym pomieszczeniu w stosunku do tamtego miejsca, gdzie było zimno i wietrznie. Jak będziemy mieli szczęście to się nie rozchorujemy.
    Podrapał się po brodzie i przytaknął cicho, gdy Ben wziął od niego sumę pieniędzy, którą mu zaproponował. Rozliczyli się zatem i byli na czysto. Lepiej było załatwić taki problem na samym początku, niż czekać. Z upływem czasu pamięć jakby się rozpływa i gorszeje, a Daniel nie zamierzał być przez niepamięć dłużnikiem kogokolwiek.
    - W sumie cena nie jest taka zła. Widywałem znacznie gorsze i droższe miejsca. - rzucił komentarz, gdy kładł swój pałasz w pochwie na łóżku, od ściany. Pogładził go i podszedł do okna, gdzie z drugiej strony panowała już całkowita ciemność i dźwięki, które wzbudzały jakąś formę pierwotnego strachu.
    - Mówisz o wytworzeniu swego rodzaju energii przez siły natury, takie jak wiatr? Istotnie to ciekawa rzecz, na taką brzydką pogodę dać pstryczek tym na górze i wykorzystać to, czym oni nas gnębią, dla lepszych celów, dla dobra ogółu - to byłoby naprawdę w moim stylu. - uśmiechnął się i przyłożył palec do szyby. Poniosła go trochę wyobraźnia i poczuł, jak okno drży. Było to dziwne i bardzo miłe uczucie, gdy stojąc po tej dobrej stronie taka wąska malutka "ściana" dzieli go od tego piekła na zewnątrz. Kontrast spowodował, że zaczął się cieszyć. Gdy wpatrywał się tak w wielką ciemność, próbował wychwycić jakieś kształty i obiekty będące na zewnątrz. Miał może nawet cichą nadzieję ujrzenia czegoś nadprzyrodzonego.
    I wtedy przypomniał sobie wszystkie bajki, podania i historie związane z niebezpieczeństwem czyhającym w nocy, gdy pogoda przypominała rozszalałą kobietę.
    - Boisz się czegoś? Gdy byłeś mały opowiadano ci jakieś straszne historie, przez które bałeś się pójść wstać i wychylić głowę zza pierzyny? - powiedział i zarazem sam poczuł drobny niemiły dreszczyk, który przeszedł mu kręgosłup od góry do dołu. Wiedział, w co się pakuje. I mimo że wydawałoby się, że wyrósł już z przesądów, jego wnętrze nadal jeszcze wypełniał niepokój.
     



    Mieszkaniec Świata Ludzi

    Anarchs: Rebeliant
    Godność: Benedict Lisander Griffin
    Wiek: 22 lata
    Rasa: Marionetkarz
    Lubi: Słodycze, marionetki, podróże
    Nie lubi: Ognia, tłumów
    Wzrost / waga: 176 cm | 62 kg
    Aktualny ubiór: Biała koszula, czekoladowa kamizelka, grafitowe spodnie, czarne trzewiki, skórzana rękawiczka na lewej dłoni / Event: + podbita kurtka, szal
    Znaki szczególne: Wiele blizn po oparzeniach po lewej stronie ciała, utracona lewa ręka zastąpiona ręką Marionetki, wygląd trochę jak Szklanka
    Pod ręką: Prowiant, pieniądze, różne drobiazgi
    Broń: Sztylet
    Dołączył: 19 Wrz 2015
    Posty: 110
    Wysłany: 11 Kwiecień 2017, 21:53   

    - W ogóle ludzie mają całkiem ciekawe pomysły - ciągnął dalej Ben. - Tamy na rzekach, również tworzące iskry, a nawet przeczytałem o czymś takim jak "elektrownia jądrowa". Co to jest, nie wiem, ale pewnie też coś w ten deseń.
    Usłyszawszy pytanie o strach, Marionetkarz wyraźnie zamknął się w sobie. Nie lubił o tym mówić, bał się bowiem często, że padnie wówczas ofiarą różnych żartów czy innych uwag dotyczących jego przeszłości. A akurat na tego punkcie bywał aż nadto wrażliwy. Dopiero po długiej, krepującej ciszy otworzył usta i po prostu odpowiedział cicho:
    - O-ognia.
    Od czasu tamtego pożaru Ben, okaleczony zarówno fizycznie, jak i psychicznie, nie był już w stanie spojrzeć choćby na płomyk zapalniczki, by nie oblały go zimne poty. Charles już zdążył to zauważyć. Bladł wtedy nagle bardziej niż zwykle, często czuł, jakby został oblany lodowatą wodą... Gdyby został zabrany na biwak, pewnie nawet usiadłby przy ognisku... co najmniej dziesięć metrów dalej, odwrócony doń plecami.
     



    Niespełniony Marzyciel

    Stowarzyszenie Czarnej Róży: Członek
    Godność: Daniel Kessler
    Wiek: wizualnie około 30 lat
    Rasa: Marionetkarz
    Lubi: Mleko, Marionetki, Kapeluszników
    Nie lubi: Tych, którzy nie lubią mleka; podejrzliwy wobec Dachowców
    Wzrost / waga: 196
    Aktualny ubiór: Normalnie : Niepozorny płaszcz, którym postać okrywa swój mundur, plus czapka, przypominająca sarmacką. Wojskowe buty. Fabuła (Eden) : dziwaczna mieszanka munduru pruskiego z mundurem admiralskim. Włosy przefarbował... albo oblał się jakimś kwasem który mu zmienił barwę włosów przy malowaniu marionetki. Nieważne!
    Znaki szczególne: Krzaczaste brwi
    Zawód: Astrolog
    Pod ręką: Luneta, amulet przedstawiający czarną kulę, srebrna łyżka
    Broń: Pałasz i sztylecik
    Stan zdrowia: Zdrowy, obecnie nie choruje. Ran również brak
    Dołączył: 29 Lip 2016
    Posty: 171
    Wysłany: 13 Kwiecień 2017, 20:15   

    - Ludzie są potężni. Pomimo braku całej magii, która wypełnia Krainę Luster, potrafili okiełznać naturę i inne gatunki, nazywając tę drogę "technologią". I pomimo ułatwień, jakie my mieliśmy, oni uzyskali to ciężką pracą i poświęceniem. Miliony jednostek ichniego gatunku zginęło w okropnych warunkach, wykorzystani przez potężniejszych od siebie. Ich zwycięstwo, zwycięstwo nad naturą, oparte jest na poległych. A tron, na którym siedzą, stoi bardzo wysoko. Stos, na którym ten tron stoi, jest ogromny. - wypowiedział się na temat ludzi i podrapał się po brodzie. Zmrużył oczy, próbując wyobrazić sobie tę tyranię. Ogromne liczby ludzi którzy ginęli pracując w ciężkich warunkach na chwałę innych. W bitwach, przy budowach, w okropnych systemach, wyciskających z żywych wszystkie siły po to, aby niektórzy mogli korzystać z owoców ich pracy i wylegiwać się. Narzekać na to, że danie jest za gorące. Że herbata wystygła. Ludzie...
    Ale temat przeszedł na strachy. Daniel zauważył, jaka cisza zapanowała po jego pytaniu o te kwestię. Zastanawiał się tylko, czy Marionetkarz długo myślał na temat strachu, jaki przeraża go najbardziej - co by znaczyło, że miał ich kilka, albo nie miał ich wcale i musiał sobie jakiś wymyślić, czy może tak bardzo ten strach go przejmuje, że potrzebował sporo czasu, aby podzielić się tą myślą z Kesslerem. Nie było to łatwe. Strachy niektórych były trywialne, innych - bardzo wyimaginowane i zaawansowane, niemożliwe w normalnych warunkach, no, może w snach.
    - Ogień - powtórzył głośno za Benem. Następnie wziął do ręki ołówek leżący na komodzie i zaczął obracać nim w różnych machinacjach.
    Ogień, najbardziej przerażający żywioł. Niekoniecznie najbardziej niszczycielski (tu można dyskutować), ale zdecydowanie najbardziej przerażający. Z pozoru trawi prawie wszystko, co napotka na swojej drodze, głównie służy do destrukcji. Czerwony żywioł. Najbardziej dziki, którego nie da się ujarzmić.
    - Nie będę w to wnikał. Wiem tylko, że ogień jest najprawdziwszą i najjaśniejszą bronią obosieczną, jaką żywi kiedykolwiek poznali. Można go wykorzystać do celów budujących, ogrzać się, przyprawić posiłek czy oświetlić sobie drogę, ale bardzo łatwo można się sparzyć, coś spalić albo zwrócić uwagę złych sił czających się i obserwujących drogę z ukrycia... - powiedział jakby do siebie i spojrzał na ogniki, które rozświetlały pokój, w którym się znajdowali. W pomieszczeniu nie było może jasno jak za południa, ale dzięki nim przynajmniej mógł zobaczyć twarz Bena, wychwycić strach, jaki znajdował się w jego oczach.
    By zarazem przerzucić ton rozmowy z Bena na siebie, postanowił opowiedzieć o swoim strachu... a raczej o tym, co za taki strach uważał.
    - Ja zaś przez długi czas bałem się ciemności. Jako dziecko... w sumie nawet i teraz mam takie dziwne myśli chodzące mi po głowie, gdy jest zupełnie ciemno, a zarazem słychać jakieś dźwięki. To musi być chyba jakaś spuścizna po przodkach, którzy słusznie bali się złych bestii czających się w mroku... a i umysł lubi sobie powymyślać jakieś dźwięki, gdy trzeba iść spać. Cholernie bałem się ciemności. To nie tak, że musiałem zasypiać przy świecach. Po prostu nie lubiłem iść gdzieś, gdzie było całkowicie ciemno. - opowiedział o tym, uśmiechając się. Traktował to trochę jako ciekawostkę i zdarzenie z przeszłości i mimo że nadal czuł jakieś szczątki tego strachu, że nadal ciemność wywoływała u niego strach przed czymś, co może się czaić niedaleko, to jednak w pewien sposób bawiła go ta przypadłość. Te usilne próby wyimaginowania sobie zagrożenia.
    Gdy skończył mówić ponownie usiadł na łóżko, oparł się o ścianę i poczuł, jak jego oczy lepią się. Zrobiło się mu też cieplej, lekko podwyższyła mu się temperatura. W związku z tym osłabł i poczuł się senny. Dlatego oparł się o ścianę coraz bardziej... i bardziej. Ale jeszcze nie spał.
     



    Mieszkaniec Świata Ludzi

    Anarchs: Rebeliant
    Godność: Benedict Lisander Griffin
    Wiek: 22 lata
    Rasa: Marionetkarz
    Lubi: Słodycze, marionetki, podróże
    Nie lubi: Ognia, tłumów
    Wzrost / waga: 176 cm | 62 kg
    Aktualny ubiór: Biała koszula, czekoladowa kamizelka, grafitowe spodnie, czarne trzewiki, skórzana rękawiczka na lewej dłoni / Event: + podbita kurtka, szal
    Znaki szczególne: Wiele blizn po oparzeniach po lewej stronie ciała, utracona lewa ręka zastąpiona ręką Marionetki, wygląd trochę jak Szklanka
    Pod ręką: Prowiant, pieniądze, różne drobiazgi
    Broń: Sztylet
    Dołączył: 19 Wrz 2015
    Posty: 110
    Wysłany: 21 Kwiecień 2017, 21:30   

    - D-dobra, już starczy tego filozofowania - powiedział proszącym głosem Ben. Już dość się nasłuchał o tym żywiole na O. Samo słuchanie o nim powodowało u niego dreszcze - a zwłaszcza słuchanie takiego filozoficznego wywodu na jego temat. Najpierw zabolało go prawie całe ciało, a teraz jeszcze ma rozboleć głowa? Nu-uh.
    Widząc, jak Kessler układa się na łóżku, chłopak uczynił podobnie, zrzucając wierzchnie ciuchy, a buty stawiając pod ścianą. Padł na wznak i jęknął z rozkoszy: jak on dawno nie leżał w tak wygodnym łóżku! Momentalnie poczuł, jak oczy same mu się zamykają.
    - Mmm... Nie wiem, jak ty, ale ja już idę spać. Zbyt długo byłem na nogach, by teraz siedzieć po nocach. Branoc...
     



    Niespełniony Marzyciel

    Stowarzyszenie Czarnej Róży: Członek
    Godność: Daniel Kessler
    Wiek: wizualnie około 30 lat
    Rasa: Marionetkarz
    Lubi: Mleko, Marionetki, Kapeluszników
    Nie lubi: Tych, którzy nie lubią mleka; podejrzliwy wobec Dachowców
    Wzrost / waga: 196
    Aktualny ubiór: Normalnie : Niepozorny płaszcz, którym postać okrywa swój mundur, plus czapka, przypominająca sarmacką. Wojskowe buty. Fabuła (Eden) : dziwaczna mieszanka munduru pruskiego z mundurem admiralskim. Włosy przefarbował... albo oblał się jakimś kwasem który mu zmienił barwę włosów przy malowaniu marionetki. Nieważne!
    Znaki szczególne: Krzaczaste brwi
    Zawód: Astrolog
    Pod ręką: Luneta, amulet przedstawiający czarną kulę, srebrna łyżka
    Broń: Pałasz i sztylecik
    Stan zdrowia: Zdrowy, obecnie nie choruje. Ran również brak
    Dołączył: 29 Lip 2016
    Posty: 171
    Wysłany: 22 Kwiecień 2017, 21:41   

    - Dobranoc... - wymamrotał, a raczej chciał, aby brzmiało to na wymamrotanie. Leżał nieprzebrany i sprawiał wrażenie, jakby w ogóle przysnął w trakcie wywodu, w takiej pozycji właśnie spoczywał na łóżku. Ale w rzeczywistości ani myślał jeszcze zasnąć. Posłuchał, jak Ben się rozebrał, pożegnał się i sam poszedł spać, poczekał kilkanaście minut, myśląc o gwiazdach i różnych ludziach, jakich napotkał w trakcie swojego życia, a następnie korzystając z okazji, że kolega Marionetkarz już śpi, postanowił przyjrzeć się pewnej rzeczy. A dodatkowo skorzystać z toalety; nie miał jednak zielonego pojęcia, gdzie może się znajdować. Nie przejąwszy się tym faktem.
    Gdy minęło trochę czasu, wstał i podrapał się po ramieniu. Wyjrzał za okno. Dziki żywioł osłabł trochę, ale nadal niepokoił. Od czasu do czasu wiatr zmienił kierunek padania deszczu tak, że walił on mocniej w okna, niekiedy słychać było przeraźliwe dźwięki wywoływane przez ruch powietrza. Do tego jeszcze przydałoby się patrzeć przez okno i wypatrywać dziwnych zjawisk... ale Kessler nie miał zamiaru tego robić. Wstał, wziął lampkę stojącą na szafce przy oknie, a następnie zbliżył się do Marionetkarza. Próbował wychwycić kształt jego protezy, gdyby była ona na wierzchu starałby się przyjrzeć się jej bliżej, ale nie namolnie. Nie miał zamiaru obudzić śpiącego ani świecić mu po oczach. W odpowiedniej odległości utrzymywał lampę, sam tez nie zbliżał się; nie zamierzał tutaj pozbawiać go kołdry czy robić innych rzeczy. Ale uważał, że warto się przyjrzeć lepiej kształcie protezy - teraz prymitywnemu przedłużeniu utraconej kończyny... a kiedyś być może zaawansowanemu i mistrzowsko zaprojektowanemu wynalazkowi, który byłby znacznie lepszy od słabych ludzkich rąk? Postał tak chwilę, rzucił okiem na jeszcze parę detali, a następnie odłożył lampę.
    Gdyby przez sen Ben spytał go, co takiego robi, Kessler odpowiedziałby, że tylko przygotowuje się do pójścia do toalety - jednym słowem grałby głupka.
    Po odstawieniu lampy zebrałby się i poszedł poszukać łazienki.
    Po parunastu minutach wrócił. I tym razem naprawdę poszedł spać.
    Gdy rano wstał, ubrał się i podszedł do okna, starając się zorientować, jaka jest pogoda. Jak to po okrutnej nocy, poranek zdawał się całkiem spokojny. Wszędzie były kałuże, jeden dzieciak w kaloszach chodził po nich i sprawiało mu to niemałą przyjemność. W powietrzu czuć było zapach deszczu, zdecydowanie się ochłodziło w porównaniu do wczoraj. Mokry bruk złączony z wszechobecnym piaskiem powodował, że tworzyło się w niektórych miejscach niemiłe błotko, przez które można było zabrudzić powierzchnię w budynku.
    Gdyby Ben wstał, Daniel przywitałby się z nim i zacząłby mówić.
    - Często bywasz w Mieście Lalek? - zapytał, chwytając się za ręce za plecami. Odwróciłby się do Bena i wrednie czekał, aż ten by się ubrał. Oczywiście niekiedy udawałby, że patrzy za okno; ale miał ochotę przyjrzeć się, tym razem w jasności, protezie. Nie podejdzie do niego i chamsko nie stwierdzi, że chciałby przebadać mechanizmy i strukturę, a następnie dołożyć do niej parę udoskonaleń po głębszej analizie; wolał zachować twarz i kulturę. Dlatego tylko patrzył.
    Będąc w Mieście, ciągle czuł się tak, jakby był przez kogoś obserwowany, śledzony. Przez dawnego jeszcze niemiłego staruszka, który miał do niego sprawę. Pozbywał się go wiele razy, ale on zawsze wracał. I zwykle kończyło się ucieczką. Miał nadzieję, że nie ma go w tym mieście. Daniel sprawiał wrażenie zasmuconego.
    - Iii... chyba powinniśmy udać się na śniadanie. Chmury przykryły słońce, ale zakładam, że jest dosyć późno. Ta podróż i pogoda musiały nas wyczerpać. - stwierdził i spojrzał na Bena wyczekującym spojrzeniem.
    Wyświetl posty z ostatnich:   
    Po drugiej stronie krzywego zwierciadła... Strona Główna
    Odpowiedz do tematu
    Nie możesz pisać nowych tematów
    Nie możesz odpowiadać w tematach
    Nie możesz zmieniać swoich postów
    Nie możesz usuwać swoich postów
    Nie możesz głosować w ankietach
    Możesz załączać pliki na tym forum
    Możesz ściągać załączniki na tym forum
    Dodaj temat do Ulubionych
    Wersja do druku

    Skocz do:  



    Copyrights © by Spectrofobia Team
    Wygląd projektu Oleandra. Bardzo dziękujemy Noritoshiemu za pomoc przy kodowaniu.

    Forum chronione jest prawami autorskimi!
    Zakaz kopiowania i rozpowszechniania całości bądź części forum bez zgody jego twórców. Dotyczy także kodów graficznych!

    Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
    Template AdInfinitum
    Strona wygenerowana w 0,1 sekundy. Zapytań do SQL: 9