• Nie minęło zbyt wiele czasu od rozpoczęcia działalności AKSO, a po całej Otchłani rozniosła się wieść o tajemniczej mgle, w której znikają statki. Czytaj więcej...
  • Wstrząsy naruszyły spokój Morza Łez!
    Odczuwalne są na całym jego obszarze, a także na Herbacianych Łąkach i w Malinowym Lesie.
  • Karciana Szajka została przejęta. Nowa władza obiecuje wielkie zmiany i całkowitą reorganizację ugrupowania. Pilnie poszukiwani są nowi członkowie. Czytaj więcej...
  • Spectrofobia pilnie potrzebuje rąk do pracy! Możecie nam pomóc zgłaszając się na Mistrzów Gry oraz Moderatorów.
Trwające:
  • Skarb Pompei
  • Zmrożone Serce


    Zapisy:
  • Chwilowo brak

    Zawieszone:
  • Brak


  • Drodzy użytkownicy, oficjalnie przenieśliśmy się na nowy serwer! Dokładne informacje na fanpege'u Spectrofobii lub forumowym Discordzie (odnośniki po prawej)!



    Zapraszamy do zapoznania się z Uśrednionym Przelicznikiem Waluty. Mamy nadzieję, że przybliży on nieco realia Krainy Luster i Szkarłatnej Otchłani.

    Szykujcie się na słodkie Walentynki i Dziewannę!

    Zimowa Liga Wyzwań Fabularnych nadeszła. Ponownie zapraszamy też na Wieści z Trzech Światów - kanoniczne zdarzenia z okolic Lustra i Glasville. Strzeżcie się mrocznych kopuł Czarnodnia i nieznanego wirusa!

    W Kompendium pojawił się chronologiczny zapis przebiegu I wojny pomiędzy Ludźmi i KL. Zainteresowanych zapraszamy do lektury.

    Drodzy Gracze, uważajcie z nadawaniem swoim postaciom chorób psychicznych, takich jak schizofrenia czy rozdwojenie jaźni (i wiele innych). Pamiętajcie, że nie są one tylko ładnym dodatkiem ubarwiającym postać, a sporym obciążeniem i MG może wykorzystać je przeciwko Wam na fabule. Radzimy więc dwa razy się zastanowić, zanim zdecydujecie się na takie posunięcie.

    Pilnie poszukujemy Moderatorów i Mistrzów Gry. Jeżeli ktoś rozważa zgłoszenie się, niech czym prędzej napisze w odpowiednim temacie (linki podane w polu Warte uwagi).

    ***

    Drodzy użytkownicy z multikontami!
    Administracja prosi, by wszystkie postaci odwiedzać systematycznie. Jeżeli nie jest się w stanie pisać wszystkimi na fabule, to chociaż raz na parę dni posta w Hyde Park
    .
    Marionetki – otwarte
    Kapelusznicy – otwarte
    Cienie – otwarte
    Upiorna Arystokracja – otwarte
    Lunatycy – otwarte
    Ludzie – otwarte
    Opętańcy – otwarte
    Marionetkarze – otwarte
    Dachowcy – otwarte
    Cyrkowcy – otwarte
    Baśniopisarze – otwarte
    Szklani Ludzie – otwarte
    Strachy – otwarte
    Senne Zjawy – otwarte
    Postaci Specjalne – otwarte

    Ponieważ cierpimy na deficyt Ludzi, każda postać tej rasy otrzyma na start magiczny przedmiot. Jaki to będzie upominek, zależy od jakości Karty Postaci.



    » Kryształowe Pustkowie » Kryształowy las
    Poprzedni temat :: Następny temat
    Autor Wiadomość
     



    Sztukmistrz

    Anarchs: Przywódczyni Rebelii
    Godność: Sophie "Opal" Bugs / Esmé de Chardonnay
    Wiek: gdy ukrywa arogancję, wygląda na nastolatkę.
    Lubi: suszone owoce i nowe moce
    Nie lubi: niekompetencji i braku kontroli | czekolady i deszczu
    Wzrost / waga: 1,80m bez obcasów / 65kg
    Aktualny ubiór: Dopasowana burgundowa suknia o długich rękawach - spódnica opadająca do kostek składa się z szerokich, niemal prześwitujących pasów koronek. Na ramionach etola z futra lodowego lisa, dodatkowo rękawiczki, a na nich pierścienie. Pantofle na wysokim, masywnym obcasie widoczne są spod spódnicy. Kreska na oku, dopasowany do cery puder oraz koralowa szminka. Włosy splecione w koronę, nad karkiem szkarłatna brosza spinająca warkocze.
    Znaki szczególne: palce o czterech stawach; wytatuowane imię na miękkiej części prawego nadgarstka
    Zawód: oficjalnie sekretarz arcyksięcia
    Pod ręką: skórzana aktówka, parasolka oraz Artefakty
    Bestia: Likyus z rdzawą gwiazdą na pysku (Orem), jadowicie zielony Avi (Verde), Alam (Riehl) o grzbiecie pełnym czarnych magnolii
    Nagrody: Bolerko-niewidko, Krwawa Broszka, Cukrowe Berło, Maska Tysiąca Twarzy, Bursztynowy kompas
    Stan zdrowia: z tkliwą raną postrzałową w mięśniu dwugłowym lewego ramienia
    SPECJALNE: Administrator Pomocniczy, Mistrz Gry | Odkrywca Drugiej Strony Lustra
    Dołączyła: 28 Cze 2012
    Posty: 559
    Wysłany: 16 Sierpień 2015, 23:18   Kryształowy las

    W celu zdobycia dla Lucynki, której dokuczali nieznośni detektywi i inni jeszcze mieszkańcy Krainy Luster, zwierzątka, Arcyksiążę wraz ze wspomnianym wcześniej kotem wybrali się do wschodniej części Kryształowego Pustkowia, do miejsca nazywanego Kryształowym Lasem.
      Oczywiście miejsce to jest tak samo mało oryginalne jak jego nazwa.
      Tutejsze kolce z kryształów wyrastają gęsto, pionowo z ziemi aż do wysokości piętnastu do dwudziestu pięciu metrów. W niczym nie przypominają także prawdziwych drzew: brakuje im koron i są to jedynie fasetowane obeliski stojące od siebie w różnych odległościach, rzadko jednak wystarczająco blisko, by nie dało się między nimi przejść.
      Oprócz martwych, skrzących się stalagmitów znajdziemy w tym nie-lesie także poszarpane wypiętrzenia terenu, a czasem i dwa czy trzy łuki pomiędzy kolcami. Żaden z nich nie jest wprawdzie tryumfalny, ale znaczą miejsca, w których pod uniesionym podłożem odnaleźć można niewielkie, kilkumetrowe jaskinie.
      Ostrożnie, bo połamanymi krawędziami minerałów można się swobodnie pokaleczyć.
     



    Przytulanka

    Godność: Lucy
    Rasa: Lisokotowilk - taki podgatunek Dachowca, a co!
    Lubi: Enkila
    Nie lubi: Bycia w centrum zainteresowania, głębokiej wody, rasy ludzkiej
    Wzrost / waga: 165 cm/ prawidłowa, choć blisko jej do niedowagi
    Aktualny ubiór: Przemoczone wąskie spodnie do kolan w kolorze brązowym, luźna beżowa bluzka sięgająca pośladków, przewiązana szerokim, brązowym pasem, buty za kostkę nadające się do wyrzucenia
    Znaki szczególne: Lisi ogon, kocie uszy, szmaragdowe oczy
    Zawód: Arcyksiążęca Herbaciana Przytulanka
    Pan / Sługa: Arcyksiążę Rosarium
    Pod ręką: Bezdenna sakwa, a w niej mały kieszonkowy zegarek, bandaże, trochę pieniędzy, kilka długich rzemyków i mnóstwo innych rzeczy, o których nie pamięta
    Broń: Łuk i trzydzieści sześć strzał w sakwie
    Nagrody: Bezdenna Sakwa, Czarodziejska Wstęga, Bursztynowy Kompas, Blaszka zmartwienia
    Stan zdrowia: Lekko podtopiona.
    SPECJALNE: Moderatorka | Wyjazdowa Maskotka Forum
    Dołączyła: 18 Sty 2015
    Posty: 171
    Wysłany: 17 Sierpień 2015, 14:18   

    Po raz trzeci od zaledwie ośmiu minut wykonała powolny obrót wokół własnej osi, rozglądając się za Rosarium, jednocześnie obserwując otoczenie. Nie do końca rozumiała, dlaczego arcyksiążę upatrzył sobie akurat to miejsce na spotkanie. Oczywiście, można w nim było dostrzec pewien urok, o ile piętrzące się kryształowe słupy takowy posiadały, niemniej już w samym Kryształowym Pustkowiu, skoro tak bardzo zależało mu na tym konkretnie terenie, nietrudno było o coś… powiedzmy ciekawszego.
    Oparłszy się plecami o jeden z gładkich kolców, z wolna osunęła się do pozycji siedzącej, usadawiając się na długiej do ziemi, brązowej pelerynie z kapturem, przykrywającej białą, odrobinę przybrudzoną sukienkę do kolan, której nie dane jej było zmienić. Zdjęła jasnobrązowe buty za kostkę, całkiem wygodne, lecz zdecydowanie niepraktyczne podczas polowania, o którym jeszcze nie miała pojęcia, które rzuciła niedbale obok siebie, kładąc stopy na chłodnym krysztale. Zamknęła oczy i delikatnie uśmiechnęła się na myśl, że nareszcie dane jej będzie spędzić z Rosarium trochę czasu, bez upierdliwej obecności służby, otaczającej go na niemalże każdym kroku. Przynajmniej taką miała nadzieję.

    Lekko podniosła jedną powiekę i spojrzała na Alpharda znajdującego się w pobliżu, którego Rosarium wysłał, aby przekazać jej wiadomość. To przebrzydłe ptaszysko pomimo, iż umiało porozumiewać się werbalnie, co zresztą wykorzystało do przekazania jej arcyksiążęcych rozkazów, wybrało sobie dość niekonwencjonalny sposób wybudzenia jej z drzemki. Wciąż czuła lekki ból w okolicy nosa, w który sowa postanowiła ją dziabnąć, najwyraźniej uznając, że tradycyjna metoda mogłaby okazać się nieskuteczna. Phi. Ponadto latająca różowa wata cukrowa nie pozwoliła Lu udać się do pałacu, by ta mogła zmienić strój na coś wygodniejszego, o jakimkolwiek posiłku już nawet nie wspominając, twierdząc, że Rosarium oczekuje jej w wyznaczonym miejscu. W związku z tym, kotce pozostało jedynie narzucenie na siebie peleryny, którą wyciągnęła z sakwy oraz udanie się za ptakiem na spotkanie z Rosarium.
    Który wcale na nią nie czekał. Niepotrzebnie posłuchała Alpharda.
    - Kłamliwe stworzenie – wymamrotała, odwracając wzrok w kierunku przeciwnym, niż siedziała sowa.
    Znudzona zdjęła z szyi sakwę, z którą nigdy się nie rozstawała, by po chwili wprowadzić ją w ruch wahadłowy, zastanawiając się jednocześnie co jeszcze jest w niej zapieczętowane, a o czym mogłaby zapomnieć. Na pewno miała w niej łuk i niecałe czterdzieści strzał, a ponadto bandaże, trochę pieniędzy, zegarek, którego tykanie, będące jedynym dźwiękiem zakłócającym ciszę, jaka panowała w tym miejscu, prawdopodobnie już dwukrotnie zirytowałoby nie znoszącą czekać na kogokolwiek Lucy oraz ze trzy długie rzemyki.

    Pogrążona we własnych myślach, nie dostrzegła idącego w jej stronę Rosarium.
    _________________
     



    Upiorny Arystokrata

    Godność: Jego Wysokość Arcyksiążę Rosarium, Lord Protektor Krainy Luster
    Wiek: Niektórzy czynami starają się dowieść, że zbyt długo już Rosarium żyje na tym świecie, choć on sam jest odmiennego zdania.
    Rasa: Upiorny Arystokrata
    Lubi: Równy krok marszowy arcyksiążęcych legionów, które białą i czerwoną różę niosą do najdalszych zakątków krainy luster; zapach kwiatów w ogrodach Różanego Pałacu i spokojny szum fontann.
    Nie lubi: Nieposłuszeństwa i fałszywych idei, niszczących piękno niewinnych oczu, niegdyś szczęścia tylko pragnących.
    Wzrost / waga: 178 / 70
    Aktualny ubiór: .
    Znaki szczególne: Tykowość
    Pod ręką: Złoty zegarek kieszonkowy
    Bestia: Alphard (Rubeol), Forets (Tenebrae)
    Nagrody: Lustrzany Pierścień, Zegarmistrzowski Przysmak, Nić Opętania, Lodowy Klejnot, Kamień Duszy, Umbraculum
    SPECJALNE: Administrator, Mistrz Gry | Mister Spectrofobii 2011, Najlepszy Pisarz 2012
    Dołączył: 28 Gru 2010
    Posty: 1342
    Wysłany: 17 Sierpień 2015, 23:05   

    O ile sowa mogła wykazać się pewną niechęcią, biorąc pod uwagę, że rozkazy były jasne i nieprzyjazne różowym sową - które co do zasady nie przepadają za siedzeniem w cieniu kryształowych kolców i wolą sobie latać nad prawdziwymi lasami, to zachowanie naszej drogiej Lucynki, która nie zachowała na tyle ostrożności by spostrzec Rosarium i się mu ukłonić zasługiwało na surową karę. Właściwie to całe poprzednie zdanie jest jednym wielkim kłamstwem, które ma zamaskować fakt, że nie bardzo wiedział od czego móc zacząć. A tak mam już mały początek i Tyka idącego wolnym krokiem w stronę swojego Kota.
    Arcyksiążę ubrał się dziś dość nietypowo jak na niego. Przede wszystkim zrezygnował z wymyślnego stroju, na rzecz długiego do kolan szarego płaszcza, nieco cieplejszego ze względu na stworzenie, które ma stać się ich celem oraz granatowego munduru, którego marynarka zapięta była na osiem srebrnych guzików. Na głowie nie mogło zabraknąć kapelusza, dziś szarego z wąskim rondem zdobionego czarnym piórkiem po lewej stronie. Oczywiście skoro wyruszył na polowanie, to nie zapomniał także o broni. Liczył na rozwiązanie pokojowe i brak konieczności strzelania, sieczenia, cięcia, tłuczenia czy jeszcze innych czynności skierowanych przeciwko lisom, które duchowo były przecież krewnymi jego najdroższej żony. Zabrał ze sobą pięknie zdobiony rapier zakończony, którego rękojeść zakończona była czerwoną różą, a także sztylet mogący zapewnić małą pomoc podczas walki. Wziął ze sobą jednak także dwa granaty dymne i gruby sznur, który może pomóc do związania przeszkadzajek lub innych istot, które mogą przeszkadzać w zdobyciu nowej bestii. Jak więc łatwo wydedukować Arcyksiążę nie jest uzbrojony jakoś wybitnie i na smoki polować na pewno nie idzie. I tak ma jednak ze sobą więcej sprzętu niż nasza droga Lucynka, której nie pozwolono nawet się przebrać, a przy której pojawił się właśnie Rosarium.
    - Witaj Lucy, mam nadzieję, że nie czekałaś na mnie zbyt długo. Musiałem dopilnować, by przed wyjściem moja droga Siostrzyczka nie została bez opieki, podobnie zresztą jak jej podwładni.
    Po tych słowach wyciągnął w jej stronę dłoń i przez chwilę mogło się wydawać, że chce ją udusić, uderzyć czy zrobić jeszcze inną niegodziwość, ale jak to wynikło ostatecznie, po prostu pogłaskał ją po głowie.
    - Mam nadzieję, że nie przeszkadza Ci, że samodzielnie, choć nie bez mojej pomocy, musisz zdobyć sobie swój prezent z okazji awansu. - W końcu nasza Kotka nie zawsze była osobistą przytulanką arcyksięcia. Tylko pytanie czemu wybrał właśnie lodowego lisa? Można tłumaczyć się, a raczej ledwie nędznie próbować tłumaczyć się, że przecież pomysł nie był jego, lecz samej Lucynki i jedynie go zaakceptował. Nie można jednak przekładać ustaleń z gg na fabułę i tym samym okazało się, że Rosarium sam wszystko uknuł, a wybór właśnie tego zwierzęcia miał zapewne związek z sentymentem jaki czuł do zwierząt, które tak bardzo przypominały mu Rozalinę. Tak, jest to jakieś wytłumaczenie. Najdroższemu MG dziękuję za użyczenie na tę krótką chwilę GLA, który okazał się być ogromnie pomocny.
    _________________

    *****
     



    Przytulanka

    Godność: Lucy
    Rasa: Lisokotowilk - taki podgatunek Dachowca, a co!
    Lubi: Enkila
    Nie lubi: Bycia w centrum zainteresowania, głębokiej wody, rasy ludzkiej
    Wzrost / waga: 165 cm/ prawidłowa, choć blisko jej do niedowagi
    Aktualny ubiór: Przemoczone wąskie spodnie do kolan w kolorze brązowym, luźna beżowa bluzka sięgająca pośladków, przewiązana szerokim, brązowym pasem, buty za kostkę nadające się do wyrzucenia
    Znaki szczególne: Lisi ogon, kocie uszy, szmaragdowe oczy
    Zawód: Arcyksiążęca Herbaciana Przytulanka
    Pan / Sługa: Arcyksiążę Rosarium
    Pod ręką: Bezdenna sakwa, a w niej mały kieszonkowy zegarek, bandaże, trochę pieniędzy, kilka długich rzemyków i mnóstwo innych rzeczy, o których nie pamięta
    Broń: Łuk i trzydzieści sześć strzał w sakwie
    Nagrody: Bezdenna Sakwa, Czarodziejska Wstęga, Bursztynowy Kompas, Blaszka zmartwienia
    Stan zdrowia: Lekko podtopiona.
    SPECJALNE: Moderatorka | Wyjazdowa Maskotka Forum
    Dołączyła: 18 Sty 2015
    Posty: 171
    Wysłany: 24 Sierpień 2015, 16:15   

    Sporo czasu mogłoby jeszcze upłynąć, nim dziewczę z obłoków zeszłoby z powrotem na ziemię, gdyby głos Rosarium dość brutalnie nie zdjął jej stamtąd siłą, powodując niemalże natychmiastowy powrót Lucy do rzeczywistości. Niemalże, gdyż pomimo, iż świadoma była obecności Arcyksięcia, jedynym co wskazywało, że jej ciało nie jest wyłącznie pustą, pozbawioną duszy powłoką były oczy, drobiazgowo analizujące każdy szczegół ubioru jej towarzysza, by po krótkiej chwili napotkać jego szkarłatne spojrzenie. Spodziewała się dostrzec w nim naganę, wynikającą z zaniedbania przez kotkę etykiety, toteż szybko przerwała kontakt wzrokowy, po którym pozostało przyjemne uczucie ciepła rozchodzącego się w okolicy klatki piersiowej. Oj, niedobrze. Podobne sytuacje nie powinny mieć nigdy miejsca.
    Dziewczyna doskonale zdawała sobie sprawę, że konsekwencją takich reakcji, z pewnością byłaby komplikacja dość specyficznych relacji kotki i jej opiekuna (bo przecież była zbyt dumna, by oficjalnie nazwać Rosarium właścicielem, którym niezaprzeczalnie był), z tego też powodu postanowiła zwyczajnie ignorować niesforne motyle, które najwyraźniej nie tak dawno musiała połknąć, przynajmniej do czasu, aż te nie rozmnożą się do tego stopnia, by zacząć sprawiać jej fizyczny ból. Jak tu jednak ignorować te małe owady, gdy powód, dla którego chciały się reprodukować stał tuż obok i wciąż dostarczał im ku temu impulsów. Chłodne palce Rosarium sunące po jej jasnych włosach wywołały kolejną falę ciepła, tym razem malującą na twarzy kotki delikatne rumieńce, które jednak przez Arcyksięcia nie mogły zostać odebrane inaczej, niż jako oznaka zażenowania swoim brakiem manier.

    - Witaj Arcyksiążę. Racz mi wybaczyć moje zachowanie. Nie czekałam długo. Ja… - mówiąc to, stojąca już naprzeciw niego Lucy grzecznie się ukłoniła, uzmysławiając sobie jednocześnie, że stoi boso. Obrazą majestatu Lorda Protektora to wprawdzie nie było, niemniej ze względu na funkcję jaką pełniła powinna zawsze prezentować się godnie, zwłaszcza przed NIM.
    Och, tu wcale nie chodzi o moje prywatne zapędy.
    Cieszyła się w duchu, że peleryna przysłania nieszczęsną sukienkę, równocześnie rzucając na sowę najcięższe klątwy prastarych ludów. Stojąc przy Arcyksięciu zapewne znów wyglądała jak włóczęga. Czyli niewiele się zmieniło – odrobinę posmutniała, lecz nie dała tego po sobie poznać.

    - Zdobyć sobie prezent? - poza kryształowymi kolumnami nie było tu nic co by… Chwileczkę. Onienienienie, on sobie ze mnie żartował, prawda?Czy Arcyksiążę ma na myśli polowanie? - Spojrzała na niego przerażona, a w jej głosie dało się wyczuć nutkę niedowierzania.
    Nigdy nie była na polowaniu. Nie miała nawet pojęcia jak wygląda prawdziwe polowanie, ale z całą pewnością nie robiło się tego w sukience i bez żadnej broni. No dobrze, ma łuk, ale dlaczego miałaby celować do żywej istoty w celu innym, niż ochrona własnego ogona. Nie widziała w tym rozrywki, jedynie samolubne męczenie bezbronnych stworzeń. No cóż, jej wizja polowania dalece odbiegała od tego, co zaplanował dla nich Rosarium.
    - A-arcyksiążę jest przekonany, że to dobry pomysł? Prawdę powiedziawszy nie jestem odpowiednio przygotowana, a co dopiero mówić o jakichkolwiek umiejętnościach – cofnęła się o krok, wciąż bacznie przyglądając się Arcyksięciu.
    Przynajmniej motyle dały jej w tej chwili odrobinę spokoju, najwyraźniej zamierając z przerażenia, które udzieliło im się od Lucy.
    _________________
     



    Upiorny Arystokrata

    Godność: Jego Wysokość Arcyksiążę Rosarium, Lord Protektor Krainy Luster
    Wiek: Niektórzy czynami starają się dowieść, że zbyt długo już Rosarium żyje na tym świecie, choć on sam jest odmiennego zdania.
    Rasa: Upiorny Arystokrata
    Lubi: Równy krok marszowy arcyksiążęcych legionów, które białą i czerwoną różę niosą do najdalszych zakątków krainy luster; zapach kwiatów w ogrodach Różanego Pałacu i spokojny szum fontann.
    Nie lubi: Nieposłuszeństwa i fałszywych idei, niszczących piękno niewinnych oczu, niegdyś szczęścia tylko pragnących.
    Wzrost / waga: 178 / 70
    Aktualny ubiór: .
    Znaki szczególne: Tykowość
    Pod ręką: Złoty zegarek kieszonkowy
    Bestia: Alphard (Rubeol), Forets (Tenebrae)
    Nagrody: Lustrzany Pierścień, Zegarmistrzowski Przysmak, Nić Opętania, Lodowy Klejnot, Kamień Duszy, Umbraculum
    SPECJALNE: Administrator, Mistrz Gry | Mister Spectrofobii 2011, Najlepszy Pisarz 2012
    Dołączył: 28 Gru 2010
    Posty: 1342
    Wysłany: 26 Sierpień 2015, 21:55   

    Wspomniane motyle niezaprzeczalnie kojarzone być mogą z małą Alicją. Oczywiście módlmy się, żeby zabawa naszej uroczej Kotki z zadającą trudne pytania córeczką - choć wiemy, że nigdy nie ma prawa mieć miejsca - nie skończyła się spaleniem Lisokotowilka od wewnątrz. Byłaby to kara nad wyraz okrutna, szczególnie że byłaby karą za niewinność. W końcu wyszukując nawet niezwykle starannie przewinień kotki, nie znajdujemy nic, co zasługiwałoby na stos. Brak ukłonu na coś takiego się nie kwalifikuje, a do prób zamordowania Rozaliny jeszcze nie doszło. Przynajmniej nie od strony Lucy, bo Rosarium już kilka razy myślał, czy nie powinien swojej ukochanej po prostu spalić na stosie.
    Stos jednak nie mógł mieć miejsca względem lodowych lisów, które nie tylko niczemu nie zawiniły, ale także miały zostać zwerbowane do pałacowej świty Arcyksięcia. Tym samym konieczne były raczej rozwiązania pokojowe. Takie, w których żadne stworzenie nie będzie specjalnie cierpiało, przynajmniej nie, jeżeli wszystko pójdzie zgodnie z planem Arcyksięcia.
    - Tak, mam na myśli polowanie.
    Powiedział z lekkim uśmiechem, wywołanym niczym innym jak dość zabawną reakcją Kotki. Oczywiście, był świadom, że jego przytulanka nie będzie przygotowana do walki. Prawdę mówiąc nie oczekiwał od niej umiejętności większych niż "nie zabić się trzymając broń". Widocznie jednak myślała, że czeka ich brutalna walka z hordami wrogów. Może nawet wyobrażała sobie zastępy nieumarłych legionistów, które nie chcą ich dopuścić do celu?
    - Oczywiście, że to dobry pomysł. - I na razie na tym przerwał. Rozejrzał się uważnie po okolicy. Całkiem ładnie, choć ponuro. Kryształowe słupy w niczym nie mogły zastąpić drzew z ich bujnymi koronami.
    Może to właśnie przez tę okolicę, Lucy tak bardzo obawiała się polować? W końcu nie powiedział jej jeszcze, że chodzi o lodowego liska. Owszem, może nieco niebezpiecznego dla nieostrożnych, ale przecież jest o wiele więcej, znacznie groźniejszych stworzeń. Zaczynając od różnego rodzaju smokowatych, tygrysowatych, czy nawet człowiekowatych, a kończąc na anarchistkach, które potrafią być naprawdę zabójcze, jak im się nie poda herbaty lub kawy. Oczywiście nasz Arcyksiążę nie miał pojęcia, że problemem był głęboki pacyfizm Lucynki związany z niechęcią by strzelać do zwierzątek (czemu mi się skojarzyło z tym).
    - Po prostu poszukamy i postaramy się przekonać mieszkające tu lisy, że znacznie lepiej im będzie w Pałacu. Osobiście wolałbym używać słowa negocjacje, jednak biorąc pod uwagę, że zwierzęta rzadko są skore do rozmów, to musimy mówić o polowaniu.
    Następnie zrobił krok w stronę Kotki i wyciągnął dłoń. Pogłaskał ją trzy razy po policzku, a następnie oparł swoją rękę na jej ramieniu.
    - Masz jakieś pytania nim zaczniemy ich szukać?
    _________________

    *****
     



    Przytulanka

    Godność: Lucy
    Rasa: Lisokotowilk - taki podgatunek Dachowca, a co!
    Lubi: Enkila
    Nie lubi: Bycia w centrum zainteresowania, głębokiej wody, rasy ludzkiej
    Wzrost / waga: 165 cm/ prawidłowa, choć blisko jej do niedowagi
    Aktualny ubiór: Przemoczone wąskie spodnie do kolan w kolorze brązowym, luźna beżowa bluzka sięgająca pośladków, przewiązana szerokim, brązowym pasem, buty za kostkę nadające się do wyrzucenia
    Znaki szczególne: Lisi ogon, kocie uszy, szmaragdowe oczy
    Zawód: Arcyksiążęca Herbaciana Przytulanka
    Pan / Sługa: Arcyksiążę Rosarium
    Pod ręką: Bezdenna sakwa, a w niej mały kieszonkowy zegarek, bandaże, trochę pieniędzy, kilka długich rzemyków i mnóstwo innych rzeczy, o których nie pamięta
    Broń: Łuk i trzydzieści sześć strzał w sakwie
    Nagrody: Bezdenna Sakwa, Czarodziejska Wstęga, Bursztynowy Kompas, Blaszka zmartwienia
    Stan zdrowia: Lekko podtopiona.
    SPECJALNE: Moderatorka | Wyjazdowa Maskotka Forum
    Dołączyła: 18 Sty 2015
    Posty: 171
    Wysłany: 28 Sierpień 2015, 20:18   

    Powiązanie przez Tyka małej Alicji z motylami oraz paleniem Lucynki od wewnątrz, bezsprzecznie było popełnieniem przez niego spoilera, odnoszącego się do mocy wyżej wymienionej dziewczynki, będącej wciąż w fazie budowy (mowa zarówno o dziecku, jak i jej mocach). Dodając do tego wyprzedzanie faktów, jakiego Arcyksiążę dopuścił się jako MG na głównym dworcu AKL, każe mi poważnie się zastanowić czy powinnam mu jeszcze kiedykolwiek wspominać o swoich planach, dotyczących którejkolwiek z postaci. Oczywiście bełkot ten, nie będący zupełnie w stylu kotki, ma na celu zamaskowanie faktu, że odkąd Arcyksiążę złamał Lucynkowe serduszko, nim sama fabuła zdążyła jeszcze zaistnieć, zabraniając jej zachowywać się względem Rosarium jak zakochana nachalna zazdrośnica, pozostawiając jedynie możliwość cichych westchnień za jego plecami niczym w banalnym romansidle, zupełnie nie mam pomysłu na dalsze zachowania Lucy. Ale do rzeczy.

    Pytaniem, które w pierwszej kolejności nasunęło się kotce, było niewypowiedziane czy byłbyś łaskaw zabrać rękę z mojego ramienia, ewentualnie wrócić nią z powrotem w okolice policzka? Skoro nasz okrutnik zamierzał już znęcać się nad swoim kotem, niech przynajmniej robi to w sposób przyjemny dla każdej ze stron. Dotyk Rosarium działał na nią w sposób absurdalny, być może dlatego, że w zasadzie był on jedyną osobą, która w ostatnim czasie wykazywała zainteresowanie jakimkolwiek kontaktem fizycznym, na który kotka mogłaby przyzwolić (czyżby wszyscy inni bali się grasującego Tyka, czekającego tylko na możliwość spalenia delikwenta, który ośmieliłby się pogłaskać jego przytulankę?). Kątem oka spojrzała na dłoń Arcyksięcia, wychodząc zwycięsko z wewnętrznej walki pomiędzy resztkami zdrowego rozsądku, a chęcią ułożenia na niej swojej własnej. Przez moment w jej głowie zaiskrzyła myśl, by strącić ją niczym upierdliwą muchę, ignoruj, ignoruj, ostatecznie porzucona na rzecz lekkiego uśmiechu, jakim uraczyła stojącego naprzeciw mężczyznę.
    Słowa Rosarium nieco ją uspokoiły, przerażenie ustąpiło miejsca obawie, tym razem nie tyle o życie istot, które miały stać się ich celem, co swoje bezpieczeństwo. Obecność monarchy stanowiła dla kotki złudne poczucie wsparcia, tym bardziej zgubne, im bardziej postanowi na nim polegać. Nikt nie zapewni, że Arcyksiążę będzie miał możliwość pomóc jej w każdej chwili, a tymczasem ona nie miała przy sobie niczego, co dałoby jej gwarancję skutecznej obrony.
    - Zechce Arcyksiążę uściślić na co konkretnie będziemy polować? – ona sama znała przynajmniej dwa gatunki lisów zamieszkujących okoliczne tereny – A także udzielić drobnych wskazówek początkującemu?
    Wsunęła na stopy porzucone uprzednio buty, po czym wyciągnęła skryte do tej pory pod peleryną długie włosy, powoli plotąc jednego z dwóch warkoczy, a gdy ten został skończony, zrobiła z rzemyka prowizoryczną gumkę, zabezpieczając fryzurę przed zbyt szybkim rozpleceniem. Długo nie potrzyma, póki co musi jednak wystarczyć. Zabierając się za pozostałą część włosów, zwróciła się ponownie do Rosarium.
    - Następnym razem prosiłabym o wcześniejsze uprzedzenie mnie o podobnych zamiarach, abym miała możliwość należycie się przygotować – na jej twarzy zagościł szelmowski uśmiech - ewentualnie w porę uciec.
    _________________
     



    Upiorny Arystokrata

    Godność: Jego Wysokość Arcyksiążę Rosarium, Lord Protektor Krainy Luster
    Wiek: Niektórzy czynami starają się dowieść, że zbyt długo już Rosarium żyje na tym świecie, choć on sam jest odmiennego zdania.
    Rasa: Upiorny Arystokrata
    Lubi: Równy krok marszowy arcyksiążęcych legionów, które białą i czerwoną różę niosą do najdalszych zakątków krainy luster; zapach kwiatów w ogrodach Różanego Pałacu i spokojny szum fontann.
    Nie lubi: Nieposłuszeństwa i fałszywych idei, niszczących piękno niewinnych oczu, niegdyś szczęścia tylko pragnących.
    Wzrost / waga: 178 / 70
    Aktualny ubiór: .
    Znaki szczególne: Tykowość
    Pod ręką: Złoty zegarek kieszonkowy
    Bestia: Alphard (Rubeol), Forets (Tenebrae)
    Nagrody: Lustrzany Pierścień, Zegarmistrzowski Przysmak, Nić Opętania, Lodowy Klejnot, Kamień Duszy, Umbraculum
    SPECJALNE: Administrator, Mistrz Gry | Mister Spectrofobii 2011, Najlepszy Pisarz 2012
    Dołączył: 28 Gru 2010
    Posty: 1342
    Wysłany: 1 Wrzesień 2015, 23:21   

    Przyznać trzeba, że ten Arcyksiążę jest wyjątkowo perfidny. Jego wina jest bezsprzeczna i to nawet nie dlatego, że to właśnie on jest zawsze winny. Należy go także oskarżyć o bezczelne łamanie danego słowa i pisanie posta, zanim nasza droga Lucynka wstawi Kartę Postaci. Oczywiście jestem świadom, że znów oskarży się mnie o spoiler, lecz tym razem nim nie jest! Jest to ujawnienie umowy i zaznaczenie, że nie dochowało się wierności zasadzie pacta sunt servanda wynika tylko z popadnięcia Lucynki w zwłokę w swojej części umowy. Obiecała przecież do końca dnia wczorajszego wrzucić na forum Kartę, żeby nasi kochani moderatorzy mogli ją surowym i pilnym okiem przejrzeć.

    Nieprawdą jest, że Tyk zakazywał dotykania swojej przytulanki z zazdrości, czy z chęci posiadania naszej małej kotki na własność. To przecież nie o to chodzi! On jedynie dba o to, żeby Arcyksiążęca przytulanka cieszyła się odpowiednim prestiżem. Tym samym mogłaby handlować ledwie możliwością przytulenia jej, w zamian za niezliczone skarby - które ludzie mieliby za równe temu drobnemu przywilejowi. Na dodatek mogła pozbywać się niechcianych natrętów w ten tylko sposób, że stwierdzi, że nie może. Tym samym lepiej ich odstraszając niż sławnym już zdaniem: nie chcę, połączonym z zamknięciem oczu i spojrzeniem gdzieś w inną stronę. Dbał o swojego kotka, lecz oczywiście tego nie doceniała.
    - Polować będziemy na te lisy, które nazywa się Schnee. - Tutaj przerwał i zrobił kilka kroków do przodu, cofając tym samym rękę z ramienia Lucynki. Zatrzymał się po chwili, obrócił i spojrzał na kotkę. - Jeśli zaś chodzi o wskazówki, to przede wszystkim trzeba nam znaleźć te stworzenia i nie zbliżać się do niech dopóki nie rozpoznamy terenu. Zwykłe spojrzenie powinno wystarczyć, ale postaraj się nie gonić ich zbyt zaciekle, bo tutejsze tereny nie są najbezpieczniejsze. Jeżeli chodzi o plan, to postaramy się z nimi zaprzyjaźnić. Jak? Nie mam pojęcia, możesz pomachać im przed nosem ogonem - rozpoznają krewniaka, a ja ich pozdrowię od mojej żony - na pewno miała Schnee w rodzinie. Staraj się z początku nie dawać się pogryźć, ani nie głaszcz go, chyba że sam Ci na to pozwoli. Liczę też, że przygotujesz dla nich coś słodkiego. Tak na dobry początek znajomości.
    Tak, oczywiście nie jest to najbardziej wybitny z planów. Pamiętajmy jednak, że ten arystokrata ma na głowie AKL, AKSO, SCR, współpracę z Anarchistami i kto wie czy nie więcej. Tym samym trudno od niego, żeby przygotował wszystko podczas polowania ze swoim dachowcem. Pamiętajmy ponadto, że samo polowanie miało być chwilą na odpoczynek i dość specyficzną formą rozrywki. Dlatego też nie chciał zbyt szczegółowo wszystkiego planować, a liczył raczej na możliwość improwizacji. Właśnie z tego powodu radził Lucynce zachować szczególną ostrożność. Oczywiście mówił do niej z uśmiechem i mogła uznać, że część lub nawet wszystko, z tego co powiedział, to żart.
    - Właśnie dlatego o niczym nie wiedziałaś, żebyś nie mogła w porę uciec. - Wyciągnął do niej dłoń, zapraszając, żeby się do niego zbliżyła. - Co robiłaś, gdy Cię wezwałem? Z tego co pamiętam, nie widziałem Cię w pałacu.
    _________________

    *****
     



    Przytulanka

    Godność: Lucy
    Rasa: Lisokotowilk - taki podgatunek Dachowca, a co!
    Lubi: Enkila
    Nie lubi: Bycia w centrum zainteresowania, głębokiej wody, rasy ludzkiej
    Wzrost / waga: 165 cm/ prawidłowa, choć blisko jej do niedowagi
    Aktualny ubiór: Przemoczone wąskie spodnie do kolan w kolorze brązowym, luźna beżowa bluzka sięgająca pośladków, przewiązana szerokim, brązowym pasem, buty za kostkę nadające się do wyrzucenia
    Znaki szczególne: Lisi ogon, kocie uszy, szmaragdowe oczy
    Zawód: Arcyksiążęca Herbaciana Przytulanka
    Pan / Sługa: Arcyksiążę Rosarium
    Pod ręką: Bezdenna sakwa, a w niej mały kieszonkowy zegarek, bandaże, trochę pieniędzy, kilka długich rzemyków i mnóstwo innych rzeczy, o których nie pamięta
    Broń: Łuk i trzydzieści sześć strzał w sakwie
    Nagrody: Bezdenna Sakwa, Czarodziejska Wstęga, Bursztynowy Kompas, Blaszka zmartwienia
    Stan zdrowia: Lekko podtopiona.
    SPECJALNE: Moderatorka | Wyjazdowa Maskotka Forum
    Dołączyła: 18 Sty 2015
    Posty: 171
    Wysłany: 8 Wrzesień 2015, 00:40   

    Prosząc o wskazówki oczekiwała czegoś, co faktycznie mogłoby okazać się użyteczne, natomiast otrzymała wypowiedź, po której można było wnioskować, że Arcyksiążę chciał się swojej Przytulanki zwyczajnie pozbyć. A to ci drań. Skoro już mowa o pogoni za Schnee, przez chwilę mogłoby się wydawać, że nawiązywała ona do „Ataku na Lucynkę” – wystrasz się i goń za ofiarą, by pozostała w zasięgu działania twojej mocy, co akurat w dalszym ciągu wygrywało z pozdrowieniami od Rozaliny. Oczywiście znając Lu, najchętniej rzuciłaby się za bestią, kończąc pościg spektakularnym skokiem, by po chwili wtulić się w jej włochate cielsko, ale lis też miał niestety w tej kwestii coś do powiedzenia. W każdym razie cały ten arcyksiążęcy plan, zresztą podobnie jak i Lucynkowy, był wystarczająco absurdalny, by nikt będący w pełni władz umysłowych, nie potraktował go poważnie.
    - Ach, czyli zabiera Arcyksiążę na polowanie nowicjusza i każe mu machać ogonem przed pyskiem stworzenia, które w każdej chwili może go pozbawić wnętrzności? – pokazała śnieżnobiałe ząbki, pozwalając sobie na odrobinę złośliwą uwagę, lecz sądząc po tonie w jakim została utrzymana, Rosarium mógł stwierdzić, że nie ma ona na celu zniewagi jego osoby. – Powierzyłam swoje życie osobie, która chce karmić lisy ciastkami, najwyraźniej nieszczególnie je sobie cenię.
    Zaśmiała się pogodnie, ustawiając się przy jednym z większych kryształowych pni, z zamiarem wypełnienia arcyksiążęcego polecenia. Prawdę powiedziawszy miała wątpliwości czy jest w stanie kontrolować w jakie słodkości zmieni się dany obiekt, co nie powinno stanowić jednak problemu, chyba że brać pod uwagę możliwość przysypania jej małego lisiego ciała stertą cukierków.
    Unikając starcia z bestią, zginęła pod lawiną karmelkowej rozkoszy.
    Opuszkami palców musnęła chłodną powierzchnię kryształu, zastanawiając się co tak właściwie przypadłoby do gustu lodowym lisom, czekoladowe zajączki, żelkowe myszki czy cukrowe żaby? Niedorzeczność tej sytuacji niezmiernie Kotkę bawiła, uniemożliwiając całkowitą koncentrację, w związku z czym Lu spodziewała się każdego rodzaju słodyczy. Ku jej zdumieniu, struktura słupa po jej drobnej interwencji przypominała wafel w całości pokryty czekoladową polewą, co świadczyło, że w pewien sposób ma wpływ na to co wyjdzie spod jej łapek, przecież w pierwszej kolejności pomyślała o czekoladzie, czyż nie?
    Czas na próbę numer dwa.
    Tym razem obrała za cel pień nieco mniejszych rozmiarów, skupiając się na ciasteczkach dla lisów. Na jej własne szczęście nie podeszła dostatecznie blisko, gdyż w przeciwnym razie zostałaby zasypana… ciasteczkami w kształcie lisów. Blisko Lucy, blisko. Nie były to wprawdzie lisie przysmaki, nie żeby Lu wiedziała czym one tak właściwie są, jednakże liski musiały się zadowolić tym co dostaną.
    Zebrała kilka ciasteczek i z teatralnie tryumfalnym uśmiechem podeszła do Rosarium, umieszczając je w jego wyciągniętej dłoni.
    - Co robiłam? W chwili, w której znalazła mnie latająca landrynka spałam, czego potwierdzeniem jest mój obolały nos, w który raczyła mnie uszczypnąć. Wcześniej wybrałam się w odwiedziny do starego znajomego, którego niestety nie zastałam, co jednak przyczyniło się do poznania nowego, który zapewne miał chęć zrobić z mojego ogona szalik, a z kości uroczy stoliczek do kawy. Na szczęście wyszłam z tego bez szwanku, pomijając niewielkie rozcięcie na ogonie.
    Słowa Rosarium dały jej kolejny powód do radości, nie sądziła, że przytłoczony nadmiarem obowiązków Arcyksiążę dostrzeże jej nieobecność w pałacu. Chciała zapytać o powodzenie jego ostatnich poczynań, jednak doszła do wniosku, że nie powinna interesować się sprawami, o których on sam nie zamierzał jej informować.
    - Mamy już przynętę na lisy i plan, którego bezpieczniej będzie nie wcielać w życie. Ruszamy na poszukiwania, czy jest coś, co Arcyksiążę chciałby mi wpierw powiedzieć?
    _________________
     



    Upiorny Arystokrata

    Godność: Jego Wysokość Arcyksiążę Rosarium, Lord Protektor Krainy Luster
    Wiek: Niektórzy czynami starają się dowieść, że zbyt długo już Rosarium żyje na tym świecie, choć on sam jest odmiennego zdania.
    Rasa: Upiorny Arystokrata
    Lubi: Równy krok marszowy arcyksiążęcych legionów, które białą i czerwoną różę niosą do najdalszych zakątków krainy luster; zapach kwiatów w ogrodach Różanego Pałacu i spokojny szum fontann.
    Nie lubi: Nieposłuszeństwa i fałszywych idei, niszczących piękno niewinnych oczu, niegdyś szczęścia tylko pragnących.
    Wzrost / waga: 178 / 70
    Aktualny ubiór: .
    Znaki szczególne: Tykowość
    Pod ręką: Złoty zegarek kieszonkowy
    Bestia: Alphard (Rubeol), Forets (Tenebrae)
    Nagrody: Lustrzany Pierścień, Zegarmistrzowski Przysmak, Nić Opętania, Lodowy Klejnot, Kamień Duszy, Umbraculum
    SPECJALNE: Administrator, Mistrz Gry | Mister Spectrofobii 2011, Najlepszy Pisarz 2012
    Dołączył: 28 Gru 2010
    Posty: 1342
    Wysłany: 12 Wrzesień 2015, 21:39   

    Lucynka nasza droga wykazała się niemałą ignorancją uznając, że rady Arcyksięcia są nic nie warte. W końcu ich polowanie było nieco inny od typowych łowów magnackich. W tamtych polującym towarzyszyły konie i psy, a w KL także magiczne bestie, a ich celem było zdobycie trofeów, czy rzadkiego mięsa. Nie trzeba było zdobywać zaufania ofiary, wystarczyło ją zabić. Takie rozwiązanie było o wiele prostsze i pozwalało na zastosowanie środków o wiele skuteczniejszych. Ich celem było jednak zdobycie zwierzęcia, które ma stać się towarzyszem. Nie mogli sobie pozwolić na jego krzywdzenie, bo wtedy wzbudzenie u Schnee zaufania wiązałoby się z naprawdę długą drogą. Tym samym zanim mogliby pokazać się w pałacowych ogrodach ze swoimi lisami, musieliby poświęcić długie lata na przekonywaniu zwierzęcia, że jest się przyjacielem. Przez cały ten czas będąc zagrożonym przez lodowe kolce i zamrożenie ręki przez ugryzienie. To jest główny powód, dla którego Rosarium wybrał tak kontrowersyjny sposób postępowania. Na dodatek nie wyolbrzymiajmy lisów, które choć podstępne nie są aż tak zabójcze, żeby bez problemu rozszarpały kotkę.
    - Powierzyłaś swoje życie komuś, kto Ciebie także karmił ciastkami i nie widzę, żebyś z tego powodu miała mnie atakować.
    Po wypowiedzeniu tych słów pozwolił Lucynce pracować. Sam natomiast odbył krótki spacer po okolicy. Nie oddalając się jednak na więcej niż dziesięć metrów od kotki bawiącej się w zmienianie kryształów w słodycze. Przyglądał się uważnie okolicznym kryształom, starając dostrzec się czy czasem już gdzieś w pobliżu nie czai się jakiś Schnee. Ewentualnie patrząc czy ktoś ich nie śledzi, lub nie ma w okolicy żadnego zagrożenia. Jest jednak jeszcze inna interpretacja. Mianowicie taka, że po prostu starał się wybrać kierunek, w który powinni pójść.
    Gdy do na jego dłoni zostały wyciągnięte ciasteczka w kształcie lisów uśmiechnął się pod nosem, po czym spojrzał na kotkę.
    - Niezaprzeczalnie jest to jakiś rodzaj lisich przysmaków, zobaczymy czy nasi nowi przyjaciele takie lubią. Schowasz je? - Po ostatnich słowach ponownie wręczył jej słodycze i pogłaskał przytulankę po boku głowy.
    Zdziwił się jednak słysząc jej opowieści. Nie wiedział, że jego osobista przytulanka ma tak niebezpieczne życie i zapewne trzeba osłaniać ją przez gwardzistów. Na pewno jak tylko wrócą do Pałacu to wyznaczy kilku żołnierzy do ochrony Kotki. Nie można ryzykować. Choć prawdą jest, że czasem o wiele lepiej spisuje się pojedynczy strażnik.
    - Wydaje mi się, że jak na twoje przygody, które przeżywasz całkowicie bez mojego przyczynienia się doń, to spotkanie z lisami nie będzie aż tak straszne. Natomiast przy wizji stolika z kości, mój plan stanowi prawdziwy geniusz strategii. Nie ma jednak co więcej tracić czasu. Chodźmy. Rozglądaj się uważnie.
    - Pstryknął ją jeszcze w nos, po czym ruszył w kierunku północy. Znaczy nie była to idealna północ, ponieważ tej nie był w stanie wyznaczyć. Oczywiście wcale nie miał zamiaru biegać bezmyślnie po lesie w nadziei na to, że spotka w końcu jednego ze Schnee. Na razie wolał jednak poszukać jakiejś norki, czy choćby szczątkowych śladów obecności lisów.
    _________________

    *****
     



    Przytulanka

    Godność: Lucy
    Rasa: Lisokotowilk - taki podgatunek Dachowca, a co!
    Lubi: Enkila
    Nie lubi: Bycia w centrum zainteresowania, głębokiej wody, rasy ludzkiej
    Wzrost / waga: 165 cm/ prawidłowa, choć blisko jej do niedowagi
    Aktualny ubiór: Przemoczone wąskie spodnie do kolan w kolorze brązowym, luźna beżowa bluzka sięgająca pośladków, przewiązana szerokim, brązowym pasem, buty za kostkę nadające się do wyrzucenia
    Znaki szczególne: Lisi ogon, kocie uszy, szmaragdowe oczy
    Zawód: Arcyksiążęca Herbaciana Przytulanka
    Pan / Sługa: Arcyksiążę Rosarium
    Pod ręką: Bezdenna sakwa, a w niej mały kieszonkowy zegarek, bandaże, trochę pieniędzy, kilka długich rzemyków i mnóstwo innych rzeczy, o których nie pamięta
    Broń: Łuk i trzydzieści sześć strzał w sakwie
    Nagrody: Bezdenna Sakwa, Czarodziejska Wstęga, Bursztynowy Kompas, Blaszka zmartwienia
    Stan zdrowia: Lekko podtopiona.
    SPECJALNE: Moderatorka | Wyjazdowa Maskotka Forum
    Dołączyła: 18 Sty 2015
    Posty: 171
    Wysłany: 17 Wrzesień 2015, 21:21   

    Być może była odrobina prawdy w tym, że Lucynka nieco wyolbrzymiła możliwości bojowe lisków, niemniej Rosarium najwyraźniej je bagatelizował, porównując karmienie ciastkami dobrze wychowanego, domowego kotka, do karmienia dzikich, nieprzewidywalnych, bądź co bądź, bestii. W każdym razie, jeżeli w jego mniemaniu Lu, była istotką w jakikolwiek sposób podobną do leśnych stworzonek, zdolnych zaatakować stojącego naprzeciw niej człowieka, z przyjemnością rozpocznie atak na Rosarium, niekoniecznie w sposób, jakiego można by się spodziewać po lodowych liskach.
    Schowała większość przejętych od Rosarium ciasteczek w wewnętrznej kieszeni swojej peleryny, sądząc, że w nagłej sytuacji będzie w stanie wydobyć je prędzej, niż gdyby zostały umieszczone w sakwie, natomiast jedno z nich przełamała na pół i skosztowała. Nie smakowały najgorzej, trzeba jednak przyznać, że dziełem cukierniczym zdecydowanie nie były, pozostawało więc jedynie mieć nadzieję, że trafią w gusta stworzonek, z myślą o których powstały. Drugą część przysmaku, pierwotnie przeznaczoną dla Arcyksięcia, skruszyła w dłoni, zdmuchując z niej okruszki, które powoli opadły na ziemię. Lepiej nie chwalić się popsutą robotą, biorąc pod uwagę, że jeszcze przed momentem było się z niej dumnym.
    - Powiedzmy, że moja lisia część wyczuwa w tej przynęcie pewien potencjał, jednakże ta pozostała każe mi się zastanowić, czy będę w stanie dostatecznie szybko wspiąć się na odpowiednią wysokość tego tworu imitującego drzewo.
    Postanowiła nie komentować geniuszu arcyksiążęcej strategii, do którego większości jego wskazówek wciąż wiele brakowało, nawet w odniesieniu do kościanego stoliczka, który przynajmniej mógł wzbudzać zainteresowanie, stanowiąc ekstrawagancki element wystroju, czyli poniekąd wydawał się być użyteczny. W każdym razie do tych brzmiących racjonalnie, mianowicie niezbliżania się do lisków i uważania na niesprzyjający ganianiu za zwierzętami teren, faktycznie wypadałoby się zastosować.
    Warto wspomnieć, że pomimo porywającego zajęcia, jakim było tworzenie lisich przysmaków, kątem oka obserwowała poczynania Rosarium, które uświadomiły kotce, że obowiązek odszukania lisa spocznie na jej barkach. Dołączyła do oddalającego się od niej arystokraty, po czym bez krępacji chwyciła go pod ramię, wszak status Przytulanki upoważniał ją do takiego zachowania.
    - Arcyksiążę pozwoli, mam pewien pomysł. Genialny w swej prostocie, a przede wszystkim użyteczny. Uważam, że powinniśmy zdać się na mój nos, powinnam być w stanie wyczuć swojego krewniaka – odparła, kładąc nacisk na ostatnie słowo.
    Zaciągnęła się suchym powietrzem, starając się wyczuć jakąkolwiek woń mogącą należeć do poszukiwanego przez nich stworzenia. Nie sprzyjała temu bliska obecność Rosarium, którego zapach nie tylko mieszał kotce w głowie, powodując chęć natychmiastowego porzucenia tego całego polowania i wtulenia się w jego osobę, lecz przede wszystkim mógł przytłumić te mniej intensywne, świadczące o niedawnej obecności lisków. Szli tak dłuższą chwilę, gdy w pewnym momencie nos kotki pochwycił zapach, którego wcześniej nie czuła. Przyspieszyła nieco kroku, a jeżeli Rosarium nie zabrał do tej pory ręki, Lucy przesunęła swoją w pośpiechu w ten sposób, że aktualnie trzymała arystokratę za dłoń, ciągnąc go w kierunku, z którego dochodził zapach, który wydawał się kotce tropem lisa.
    _________________
     



    Sztukmistrz

    Anarchs: Przywódczyni Rebelii
    Godność: Sophie "Opal" Bugs / Esmé de Chardonnay
    Wiek: gdy ukrywa arogancję, wygląda na nastolatkę.
    Lubi: suszone owoce i nowe moce
    Nie lubi: niekompetencji i braku kontroli | czekolady i deszczu
    Wzrost / waga: 1,80m bez obcasów / 65kg
    Aktualny ubiór: Dopasowana burgundowa suknia o długich rękawach - spódnica opadająca do kostek składa się z szerokich, niemal prześwitujących pasów koronek. Na ramionach etola z futra lodowego lisa, dodatkowo rękawiczki, a na nich pierścienie. Pantofle na wysokim, masywnym obcasie widoczne są spod spódnicy. Kreska na oku, dopasowany do cery puder oraz koralowa szminka. Włosy splecione w koronę, nad karkiem szkarłatna brosza spinająca warkocze.
    Znaki szczególne: palce o czterech stawach; wytatuowane imię na miękkiej części prawego nadgarstka
    Zawód: oficjalnie sekretarz arcyksięcia
    Pod ręką: skórzana aktówka, parasolka oraz Artefakty
    Bestia: Likyus z rdzawą gwiazdą na pysku (Orem), jadowicie zielony Avi (Verde), Alam (Riehl) o grzbiecie pełnym czarnych magnolii
    Nagrody: Bolerko-niewidko, Krwawa Broszka, Cukrowe Berło, Maska Tysiąca Twarzy, Bursztynowy kompas
    Stan zdrowia: z tkliwą raną postrzałową w mięśniu dwugłowym lewego ramienia
    SPECJALNE: Administrator Pomocniczy, Mistrz Gry | Odkrywca Drugiej Strony Lustra
    Dołączyła: 28 Cze 2012
    Posty: 559
    Wysłany: 17 Wrzesień 2015, 22:16   

    Północ, południe, wschód, zachód - nie miało to najmniejszego znaczenia, gdyż każdy kierunek zdawał się wyglądać dokładnie tak samo. Można było oczywiście oznaczać sobie punkty orientacyjne i jest to jakiś pomysł. O, na przykład słup z wafla w czekoladzie sprawdzi się w roli łatwo rozpoznawalnego znacznika idealnie. To znaczy, dopóki nie zjedzą go lisy lub inne, gorsze, żyjątka.
    Trop pochwycony przez kotkę był charakterystyczny, ostry i zdecydowanie, tak, lisi. Gdy się zorientowała, było już za późno - już ciągnęła ukochanego pracodawcę w stronę grubaśnego słupa. Bo co robią liski, że tak się obawiamy tasiemca bąblowcowego? Że drżymy przed pysznymi ostrężynami rosnącymi niżej niż metr? Ano właśnie. Lucy miała jednak jeszcze chwilkę nim Rosarium też ujrzy źródło zapachu - mogła coś na poczekaniu wymyślić lub wręcz przeciwnie, po prostu pochwalić się znalezieniem wyraźnego tropu zwierzęcia!

    Gdyby się jednak w tej okolicy dobrze rozejrzeć, opodal wznosił się łuk, cokolwiek nie triumfalny, niemniej wyznaczający jakiś tam kolejny kierunek. Sam w sobie nie był nadzwyczajny, ale porozrzucane wokół niego pokruszone, nieporządne drzazgi kryształów wraz ze szkarłatnymi plamami na ziemi mogły skłonić szalonych poszukiwaczy przygód do eksploracji, zaś mniej odważnych (czyli zwykle żyjących dłużej i spokojniej) uświadomić, że w sumie zawsze chcieli popolować na skały i kolumny tam hen, daleko, w zupełnie przeciwnym kierunku.
    Ci drudzy nie usłyszą pod łukiem biednych popiskiwań.
     



    Przytulanka

    Godność: Lucy
    Rasa: Lisokotowilk - taki podgatunek Dachowca, a co!
    Lubi: Enkila
    Nie lubi: Bycia w centrum zainteresowania, głębokiej wody, rasy ludzkiej
    Wzrost / waga: 165 cm/ prawidłowa, choć blisko jej do niedowagi
    Aktualny ubiór: Przemoczone wąskie spodnie do kolan w kolorze brązowym, luźna beżowa bluzka sięgająca pośladków, przewiązana szerokim, brązowym pasem, buty za kostkę nadające się do wyrzucenia
    Znaki szczególne: Lisi ogon, kocie uszy, szmaragdowe oczy
    Zawód: Arcyksiążęca Herbaciana Przytulanka
    Pan / Sługa: Arcyksiążę Rosarium
    Pod ręką: Bezdenna sakwa, a w niej mały kieszonkowy zegarek, bandaże, trochę pieniędzy, kilka długich rzemyków i mnóstwo innych rzeczy, o których nie pamięta
    Broń: Łuk i trzydzieści sześć strzał w sakwie
    Nagrody: Bezdenna Sakwa, Czarodziejska Wstęga, Bursztynowy Kompas, Blaszka zmartwienia
    Stan zdrowia: Lekko podtopiona.
    SPECJALNE: Moderatorka | Wyjazdowa Maskotka Forum
    Dołączyła: 18 Sty 2015
    Posty: 171
    Wysłany: 18 Wrzesień 2015, 14:42   

    Dochodząca z oddali woń nie była wcale tak intensywna, zważywszy, że wciąż przytłumiał ją zapach idącego tuż za kotką Rosarium. Owszem, nie należała do szczególnie przyjemnych, lecz w naturze Lucynki wpierw idzie działanie, a dopiero później myślenie o konsekwencjach, toteż prowadziła Arcyksięcia w stronę źródła zapachu, nie zastanowiwszy się uprzednio, czym ono tak właściwie mogłoby się okazać. Ciągnęła za sobą niczego nieświadomego Arcyksięcia, aby w pewnym momencie dostatecznie wyraźnie odczuwalny, przynajmniej dla niej, odór uświadomił ją, co zastaną ukryte pomiędzy dwoma grubymi słupami. Niestety, jako że szła przodem, los nie oszczędził jej tego mało estetycznego, choć z drugiej strony zupełnie naturalnego znaleziska. Tak się właśnie kończą proste i genialne pomysły w wykonaniu Lucynki. Skuteczności jednak nie można mu było odmówić, wszak trop pochwyciła, co więcej, zlokalizowała źródło zapachu.
    Aby uchronić arystokratę przed dość nieprzyjemnym widokiem lisiego tropu, intuicyjnie zasłoniła mu oczy… własnym ogonem. Dokładnie, niech żyje instynkt ponad zdrowy rozsądek! A mogła mu zwyczajnie powiedzieć, że niczego nie znalazła i zgubiła trop, ale nie, bo po co? Cóż, ogon przynajmniej ładnie pachniał, co mogło skutecznie zamaskować odór, nim ten dotarłby do arystokratycznego nosa. Właściwie nie wiedziała jak czuły jest ludzki węch, jednak liczyła, że zadziałała dostatecznie szybko, zanim mężczyzna miał możliwość przekonać się jaką to niespodziankę przygotowały im liski. Pilnując, by puchaty ogon szczelnie przysłaniał Rosarium widoczność, jednocześnie nie ograniczając mu dostępu powietrza, pociągnęła go w bok, bardziej martwiąc się o to, co monarcha pomyśli o tym znalezisku, aniżeli w trosce o jego estetyczne doznania.
    - Ufa mi Arcyksiążę, prawda? Muszę niestety oznajmić, że lisków tu nie ma, choć z pewnością były. Dla dobra Arcyksięcia proponuję nie protestować i grzecznie podążać za swoją Przytulanką.
    Bądźmy kreatywni, skoro Rosarium nie wiedział co tak właściwie zobaczyła kotka, a nawet gdyby poczuł nieprzyjemny zapach, niekoniecznie musiało to być akurat to, co wymyślił sobie nasz kochany MG. Przykładów można wymienić wiele, a skoro już pozostajemy przy tych drastyczniejszych, pomiędzy kryształowymi pniami mogło znajdować się truchło zwierzęcia w stanie zaawansowanego rozkładu, będącego niegdyś pożywieniem liska, a nawet samym liskiem. Gdyby założyć, że Lucynka jest wrażliwa na tego typu widoki, mamy całkiem zgrabne wytłumaczenie jej zachowania, a sam Arcyksiążę nigdy nie musi się dowiedzieć jak pomysłowo wredna okazała się być Soph, dla swojej kochanej Przytulanki, wykorzystując jej „fascynację” Echinococcusem.
    Na szczęście Lucynkowy ogon był wystarczająco długi, aby, wprawdzie dość sporo, ale jedynie podwinąć pelerynę do góry, oszczędzając kotce publicznego pokazywania wdzięków. Jeżeli Arcyksiążę się nie opierał, Lucy nieświadomie prowadziła go w kierunku kryształowego łuku, a gdy tylko znaleźli się odpowiednio daleko, odsłoniła mu oczy, nieuważnie opuszczając ogon wprost w szkarłatną plamę, której obecność mogła odrobinę oszukać monarchę, podpowiadając, że to co znaleźli wcześniej, było czymś innym, niż w rzeczywistości. Jeżeli Rosarium zdecyduje się podążać dalej nowym tropem, kotka pójdzie za nim, tym razem trzymając się nieco z tyłu.
    _________________
     



    Upiorny Arystokrata

    Godność: Jego Wysokość Arcyksiążę Rosarium, Lord Protektor Krainy Luster
    Wiek: Niektórzy czynami starają się dowieść, że zbyt długo już Rosarium żyje na tym świecie, choć on sam jest odmiennego zdania.
    Rasa: Upiorny Arystokrata
    Lubi: Równy krok marszowy arcyksiążęcych legionów, które białą i czerwoną różę niosą do najdalszych zakątków krainy luster; zapach kwiatów w ogrodach Różanego Pałacu i spokojny szum fontann.
    Nie lubi: Nieposłuszeństwa i fałszywych idei, niszczących piękno niewinnych oczu, niegdyś szczęścia tylko pragnących.
    Wzrost / waga: 178 / 70
    Aktualny ubiór: .
    Znaki szczególne: Tykowość
    Pod ręką: Złoty zegarek kieszonkowy
    Bestia: Alphard (Rubeol), Forets (Tenebrae)
    Nagrody: Lustrzany Pierścień, Zegarmistrzowski Przysmak, Nić Opętania, Lodowy Klejnot, Kamień Duszy, Umbraculum
    SPECJALNE: Administrator, Mistrz Gry | Mister Spectrofobii 2011, Najlepszy Pisarz 2012
    Dołączył: 28 Gru 2010
    Posty: 1342
    Wysłany: 22 Wrzesień 2015, 19:32   

    Mógłbym napisać o tym jak monarcha idąc dumnym krokiem, rozmyślał nad kolejnym posunięciem, w swojej walce o lustrzany tron. Stwierdziłbym, że rozmyśla o tym jak wykorzystać Arcyksiążęcą Kolej Lustrzaną do szybkiego przerzucania żołnierzy, niczym Bismarck podczas wojny z Francją, której efektem była proklamacja zjednoczenia Niemiec w Burbońskim Wersalu, czy też planuje uczynić ze swych dworców prawdziwe centrum administracji określonymi dzielnicami Krainy. Mógłbym snuć długo refleksje, podczas rozważania słów, które powinny być użyte do przemowy uświetniającej koronację. Mógłbym, a Lucynka mogłaby być marchewką, gdyby tylko nie fakt, że byłoby to kłamstwem. Jedyne o czym teraz myślał Arcyksiążę to o tym jak bardzo nieprzyjazny jest las kryształów, po którym wędrują. Nie ma tu liści wesoło szeleszczących pod wpływem wiatru, ani ukrytych pomiędzy nimi ptaków atakujących wędrowców niespodziewanym koncertem. Nawet korzeni, wystających gdzieniegdzie majestatycznie z ziemi, nie można było tu doświadczyć, ani usiąść na nich zmęczywszy się długą wędrówką. Próżno szukać połamanych gałązek mogących stanowić podporę, czy wypalonych miejsc, gdzie podróżnicy urządzili sobie ognisko. Co nie oznacza, że był to obszar martwy, pamiętajmy, że w gruncie rzeczy niewiele jest miejsc, gdzie nie uświadczy się żadnego życia. Uważny obserwator mógł dostrzec mieszkańców pustkowia. Tym uważniejszych, że mniej było tu kryjówek, w których mogliby się schować. Nie troszczyli się już jednak o zacieranie za sobą śladów i z tego właśnie powodu Lucynce udało się znaleźć trop. I tym samym przechodzimy z refleksji Arcyksięcia na temat tego miejsca do jego reakcji na niespodziewane i niezrozumiałe przez niego działanie kotki. Z początku nie wiedział co się dzieje, gdy z zamyślenia wyrwała go ciemność. Dopiero po chwili, gdy zdał sobie sprawę, że czyjeś futerko łaskocze jego policzki i bezczelnie zasłania mu oczy - zrozumiał, że sprawcą jest Lucynka. Ona lub jakiś lis kawalarz, który postanowił przemóc swoją niechęć do obcych i zaatakować niczego niespodziewającego się arystokratę.
    Nie minęło zbyt wiele czasu - za mało, by Rosarium zirytowany ograniczaniem mu widoczności, ręką odsunął sprzed swojego nosa ogon Dachowca - a zagadka została rozwiązana. Usłyszał głos swojej przytulanki, który w żaden sposób nie wyjaśniał mu sprawy.
    Wywnioskować, że próbowała przed nim coś ukryć było łatwo. W końcu zasłoniła mu oczy i pomimo stawiania kolejnych kroków wciąż uważała, by nie pozwolić mu patrzeć. Czego jednak nie powinien zobaczyć? Martwego lisa rozdeptanego przez konie podróżującego tędy rycerza, czy może resztki posiłku zwierzęcia, na które polują? Jego myśli szły w tę stronę, ani na chwilę nie zbliżając się do prawdziwej odpowiedzi.
    Uznał jej zachowanie nawet za urocze, choć jednocześnie całkowicie zbędne. Żył już na tyle długo, że nawet rzadko opuszczając pałacowe mury, miał okazję widzieć martwe zwierzęta. W końcu bywał w normalnych lasach, czasem nawet w nich polował. Nie miał jednak zamiaru przerywać przedstawienia, niech trwa.
    - Mam nadzieję, że nie chcesz mi zafundować przymusowej kąpieli. Zdecydowanie nie czas na przyjemności, a poza tym jest raczej na to za zimno. - Mówił bez większego przekonania. Raczej zmieniając temat i starając się nie drążyć sprawy - zmanipulowany argumentami Lucy o ufaniu jej, niż rzeczywiście obawiając się, że ktoś będzie chciał go wykąpać. Szedł za nią, uważając, by przy okazji się nie potknąć i musiał stwierdzić, że nie jest to zbyt komfortowe. Takie chodzenie bez wiedzy, gdzie się idzie. To znaczy na pewno byłoby o wiele przyjemniej, gdyby pod nogami miał wygodne dywany Różanego Pałacu, a nie ziemię na jakichś dzikich pustkowiach.
    Gdy futerko przestało przesłaniać mu świat zobaczył gdzie przyprowadziła go Lucynka. To co zobaczył było dość drastyczne. Plamy krwi i i roztrzaskane kryształy. Od razu wypowiedział pierwszą swoją myśl:
    - Mam nadzieję, że nie ukrywałaś przede mnie wybuchającego właśnie liska.
    Od razu jednak się uśmiechnął, dając jej do zrozumienia, że to jedynie żart. W końcu nie chcemy żeby kotka mu dokuczała, że rzeczywiście pomyślał, że owieczki wybuchają niczym owce w warcraftcie 3, gdy się nań klika zbyt wiele razy.
    Rozejrzał się jednak, starając się zbadać skąd pochodziły i dokąd prowadziły ślady. Choć z góry założył, że na jednym z końców znajdzie martwe zwierzątko, które zostawiło te ślady. Sytuacja mogła być jednak inna, krew mogła przecież należeć do Lisa, który zraniony został przez swoją ofiarę. Możliwości było tak wiele. Co więcej szczątki kryształów nie mogły być pomijane w ocenie sytuacji. Nie wiedział jednak dość istotnego szczegółu - tak mu się zdawało - który kotka mu przysłoniła swym ogonem. Dlatego więc postanowił pozwolić jej mówić, może nawet go poprowadzić. W końcu nie wątpmy, że jej nosek jest znacznie czulszy.
    - Mam nadzieję Lucy, że nie zgubiłaś swojego tropu i wiesz gdzie powinniśmy iść dalej. Jak sądzisz, co tu się wydarzyło?
    Dopiero jednak po tym pytaniu, gdy zapadła chwila ciszy, a Arcyksiążę zrobił kilka kroków po miejscu zbrodni rozglądając się, zdał sobie sprawę, że już od jakiegoś czasu towarzyszą im ciche piski, jakby jakiegoś zwierzątka, czy starych i zepsutych komputerów. Oczywiście o tym jakie dźwięki wydają wiekowe, uszkodzone maszyny niezbyt wiedział, więc założył, że nasz ranny gdzieś tu się ukrył. Może niekoniecznie będzie to Lis, lecz zawsze lepiej sprawdzić ten trop niż bez celu błądzić. Spojrzał więc na Lucynkę i dodał jeszcze:
    - Słyszysz? Warto byłoby to sprawdzić. Chodźmy.
    I skierował się w stronę skąd dobiegały dźwięki. Nie zapominając jednak, że może trafić nawet na coś dużego, czy zamiast norki natrafić na wielką jamę, w której czai się nie tylko biedna ofiara, lecz również łowca. Zdecydowanie lepiej było w obecnej sytuacji zachować szczególną ostrożność.
    _________________

    *****
     



    Sztukmistrz

    Anarchs: Przywódczyni Rebelii
    Godność: Sophie "Opal" Bugs / Esmé de Chardonnay
    Wiek: gdy ukrywa arogancję, wygląda na nastolatkę.
    Lubi: suszone owoce i nowe moce
    Nie lubi: niekompetencji i braku kontroli | czekolady i deszczu
    Wzrost / waga: 1,80m bez obcasów / 65kg
    Aktualny ubiór: Dopasowana burgundowa suknia o długich rękawach - spódnica opadająca do kostek składa się z szerokich, niemal prześwitujących pasów koronek. Na ramionach etola z futra lodowego lisa, dodatkowo rękawiczki, a na nich pierścienie. Pantofle na wysokim, masywnym obcasie widoczne są spod spódnicy. Kreska na oku, dopasowany do cery puder oraz koralowa szminka. Włosy splecione w koronę, nad karkiem szkarłatna brosza spinająca warkocze.
    Znaki szczególne: palce o czterech stawach; wytatuowane imię na miękkiej części prawego nadgarstka
    Zawód: oficjalnie sekretarz arcyksięcia
    Pod ręką: skórzana aktówka, parasolka oraz Artefakty
    Bestia: Likyus z rdzawą gwiazdą na pysku (Orem), jadowicie zielony Avi (Verde), Alam (Riehl) o grzbiecie pełnym czarnych magnolii
    Nagrody: Bolerko-niewidko, Krwawa Broszka, Cukrowe Berło, Maska Tysiąca Twarzy, Bursztynowy kompas
    Stan zdrowia: z tkliwą raną postrzałową w mięśniu dwugłowym lewego ramienia
    SPECJALNE: Administrator Pomocniczy, Mistrz Gry | Odkrywca Drugiej Strony Lustra
    Dołączyła: 28 Cze 2012
    Posty: 559
    Wysłany: 29 Wrzesień 2015, 22:30   

    Kryształowy las z pewnością nie jest aż tak przyjemny czy uroczy jak ten z żywych drzew, niemniej urody nie można mu odmówić. Precyzyjnie wycięte zręby łuków, fasetowane jak brylanty trzony słupów – jak by to musiało błyszczeć, oślepiać przy odrobinie światła. Szkoda tylko, że Szkarłatna Otchłań temperaturę ma zwykle niską, a słońca to tu brak.
    Kwilenie było słabe i cieniutkie i w miarę zbliżania się doń oczywistym było, że pochodzi od zwierzęcia. Uwaga tylko przy okrążaniu łuku! Jeden lekkomyślny krok i skończycie na dole we wcale epicki czy monarszy sposób. Nieszczęśliwy upadek nawet z metra wysokości może poskutkować skręconą czy spis zwichniętą kostką. I kto was opatrzy?
    W oddali przed wami majaczył na horyzoncie czarny, niewyraźny cień, jakby wiszący w powietrzu.
    Po zejściu w dół nasi protagoniści mogli zobaczyć więcej krwi, kępy jasnego futra i małą jamkę, cofniętą głęboko pod zbocze. Stamtąd piski było słychać jeszcze wyraźniej. Jeśli któremuś z bohaterów zachciało się wciskać wgłąb, daleko na samym końcu ujrzał (bądź poczuł, prawdopodobnie samym sobą zamknie dopływ światła do norki) tulące się do siebie dwa małe, niemal nie otwierające oczu, liski o kruchym jak szron futerku. To jeden z nich tak rozpaczliwie wołał, drugi tylko leży bez ruchu.
    Druga osoba z kolei (a może dwójka?) mogła kątem oka dostrzec jakby cień przenikający przez szczyt łuku, pod którym staliście. Niepokojąco blisko.
     



    Przytulanka

    Godność: Lucy
    Rasa: Lisokotowilk - taki podgatunek Dachowca, a co!
    Lubi: Enkila
    Nie lubi: Bycia w centrum zainteresowania, głębokiej wody, rasy ludzkiej
    Wzrost / waga: 165 cm/ prawidłowa, choć blisko jej do niedowagi
    Aktualny ubiór: Przemoczone wąskie spodnie do kolan w kolorze brązowym, luźna beżowa bluzka sięgająca pośladków, przewiązana szerokim, brązowym pasem, buty za kostkę nadające się do wyrzucenia
    Znaki szczególne: Lisi ogon, kocie uszy, szmaragdowe oczy
    Zawód: Arcyksiążęca Herbaciana Przytulanka
    Pan / Sługa: Arcyksiążę Rosarium
    Pod ręką: Bezdenna sakwa, a w niej mały kieszonkowy zegarek, bandaże, trochę pieniędzy, kilka długich rzemyków i mnóstwo innych rzeczy, o których nie pamięta
    Broń: Łuk i trzydzieści sześć strzał w sakwie
    Nagrody: Bezdenna Sakwa, Czarodziejska Wstęga, Bursztynowy Kompas, Blaszka zmartwienia
    Stan zdrowia: Lekko podtopiona.
    SPECJALNE: Moderatorka | Wyjazdowa Maskotka Forum
    Dołączyła: 18 Sty 2015
    Posty: 171
    Wysłany: 4 Październik 2015, 16:25   

    Popatrzyła krzywo na Arcyksięcia, nie kryjąc niesmaku, jaki wywołał w niej komentarz o wybuchających liskach. W jednej chwili pożałowała, że tak się trudziła, aby uchronić monarsze oczka i nos przed śmierdzącą niespodzianką.
    Nie byłbyś taki skory do żartów, gdybyś zobaczył co tak naprawdę przez tobą ukryłam.
    Ona z całą pewnością też nie, chociażby biorąc pod uwagę, z jakim przejęciem ciągnęła go za sobą w kierunku porzuconych lisich spraw. To właśnie najistotniejszy argument, tłumaczący dziwne zachowanie Lucykni, bo przecież dla wielokrotnie polującego Rosarium, tego typu trop nie byłby nowym widokiem. Co innego jednak, gdyby jego urocza i ułożona Przytulanka naprowadziłaby go, co więcej – z dumą wskazała, na swoje znalezisko. Wstyd i hańba, a także ciężka i nieprzyjemna (dosłownie!) atmosfera uniemożliwiłaby przewrażliwionej kotce kontunuowanie polowania, nie mówiąc już o tym, że zażenowanie zaistniałą sytuacją towarzyszyłoby jej najpewniej jeszcze długi czas, oblewając rumieńcem naszego Dachowca na sam widok Arcyksiążęcej osoby.
    Już mu miała odpowiedzieć, już otwierała usta, aby w kilku ostrych słowach uzmysłowić mu, że nie tylko nie zgubiła tropu, ale ma go aktualnie na sobie, co nie przysparzało jej powodów do radości, gdy dotarły do niej, bezczelnie ignorowane do tej pory przez jej świadomość, ciche popiskiwania. Rosarium najwyraźniej też był w stanie je dosłyszeć, gdyż po chwili patrzyła na plecy oddalającego się od niej monarchy. Niespiesznie podążyła za nim, przeklinając po raz kolejny w duchu pseudo las, w którym się znajdowali. Nie dostrzegała w okolicy żadnego strumienia, w którym mogłaby zmyć krew, próżno też szukać w tym miejscu chociażby kępki trawy, o którą mogłaby przetrzeć ogon. Nic. Ciągnęła więc go za sobą, sporadycznie trafiając na kolejną plamę cieczy, co ważniejsze jednak – zostawiając za sobą szkarłatny szlak, który w niedalekiej przyszłości posłużyć im będzie mógł jako drogowskaz, dzięki któremu będą w stanie odnaleźć drogę powrotną, choć w tej chwili kotce nie w głowie było zastanawianie się nad takimi drobnostkami.
    Dołączyła do Rosarium w momencie, gdy ten patrzył w kierunku norki, sądząc pewnie (zresztą słusznie), że istotka, do której należała krew i futro, skryła się tam przed swym napastnikiem. Wystarczył rzut oka w stronę jamki i już wiedziała jak to się skończy. Splotła ręce na piersiach i unosząc jedną brew, spojrzała na arystokratę w sposób, jakim matki raczą swoje niesforne pociechy, podczas gdy te nieudolnie tłumaczą jej, że to kot, którego nie posiadają, stłukł jej ulubiony kubek do kawy.
    - Jak mniemam zaszczytne zadanie wczołgania się do środka, przypadnie w udziale mnie.
    A czegóż się spodziewała? Że dumny i wyniosły monarcha będzie się tarzał po ziemi, pozwalając swojej podwładnej stać tuż obok i, o zgrozo, podśmiewać się niego, gdyby jakimś cudem tam utknął? Nie, jej chude (niekarmione, jak to twierdzi przynajmniej połowa forumowiczów) lisio-kocie ciało idealnie nadawało się do tej misji, sama również zdawała sobie sprawę, że sprawdzi się w tym wypadku lepiej, niż Arcyksiążę. Wywróciła teatralnie oczami, cicho przy tym wzdychając, po czym sunąc po kryształowej powierzchni, stopniowo wchodziła coraz głębiej. Miała rację, jej drobna sylwetka gwarantowała niejaką swobodę poruszania się, jednocześnie pozostawiając, oczywiście mocno ograniczony, dopływ światła. Nie to, żeby Lucynce był on do czegokolwiek potrzebny, już po chwili jej wzrok doskonale przystosował się do panujących wewnątrz ciemności. Widok, jaki zastała na końcu tunelu radykalnie zmienił jej pogląd na absurdalny, jak dotąd sądziła, arcyksiążęcy pomysł z polowaniem. Wystarczył rzut oka, aby te dwa małe, bezbronne stworzonka zawładnęły jej serduszkiem, budząc w kotce silną potrzebę ochronienia ich za wszelką cenę. Niewiele myśląc wyciągnęła rękę w stronę malców, na szczęście w porę ją jednak cofając, uzmysłowiwszy sobie, że ma do czynienia z młodymi Schnee, w kontakcie z którymi swoją porywczość mogła przypłacić przymrożeniem kończyny. Na szczęście myślenie nie jest słabą stroną naszego Dachowca, toteż szybko w jej główce zrodził się plan, jak można by wywabić liski z ich kryjówki. Ostrożnie wyczołgała się z norki.
    - Skryły nam się tam dwa przerozkoszne maluchy. Jeden z nich wydaje się być solidnie ranny, myślę, że to – wskazała na pobojowisko wokół jamy – należy do niego. Chyba wiem, jak je stamtąd wyciągnąć. Wprawdzie jeszcze ich nie przetestowaliśmy, ale nikt nie powiedział, że nie zadziałają.
    Sięgnąwszy do kieszeni swojej peleryny, chwyciła w dwa palce jedno z ciastek, pokazując Rosarium na czym opierał się jej plan. Połamała przysmak na kilka maleńkich kawałków, po czym ponownie wczołgała się do nory, lecz tym razem umieszczając tuż przed lisim pyszczkiem ułamany fragment ciastka. Nie czekając na reakcję malucha, powoli opuszczała tunel, układając w niewielkich odległościach po kawałku lisiego przysmaku. Jeżeli udałoby się wywabić chociaż tego piszczącego, z drugim maluchem nie powinni mieć większych problemów, wszak wydawał się być zbyt słaby, aby zaatakować. W razie niepowodzenia, miała jeszcze plan awaryjny, nieco bardziej ryzykowny, ale również miał pewne szanse na powodzenie.
    Zaabsorbowana próbą wyciągnięcia lisków z kryjówki, nie zadała sobie trudu obserwacji otoczenia. W tej kwestii zdała się całkowicie na Rosarium. Ona sama siedziała cichutko tuż przed wejściem do norki, z wypiekami na twarzy obserwując czy jej plan odniesie sukces.
    _________________
    Wyświetl posty z ostatnich:   
    Po drugiej stronie krzywego zwierciadła... Strona Główna
    Odpowiedz do tematu
    Nie możesz pisać nowych tematów
    Nie możesz odpowiadać w tematach
    Nie możesz zmieniać swoich postów
    Nie możesz usuwać swoich postów
    Nie możesz głosować w ankietach
    Możesz załączać pliki na tym forum
    Możesz ściągać załączniki na tym forum
    Dodaj temat do Ulubionych
    Wersja do druku

    Skocz do:  



    Copyrights © by Spectrofobia Team
    Wygląd projektu Oleandra. Bardzo dziękujemy Noritoshiemu za pomoc przy kodowaniu.

    Forum chronione jest prawami autorskimi!
    Zakaz kopiowania i rozpowszechniania całości bądź części forum bez zgody jego twórców. Dotyczy także kodów graficznych!

    Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
    Template AdInfinitum
    Strona wygenerowana w 0,2 sekundy. Zapytań do SQL: 9