• Nie minęło zbyt wiele czasu od rozpoczęcia działalności AKSO, a po całej Otchłani rozniosła się wieść o tajemniczej mgle, w której znikają statki. Czytaj więcej...
  • Wstrząsy naruszyły spokój Morza Łez!
    Odczuwalne są na całym jego obszarze, a także na Herbacianych Łąkach i w Malinowym Lesie.
  • Karciana Szajka została przejęta. Nowa władza obiecuje wielkie zmiany i całkowitą reorganizację ugrupowania. Pilnie poszukiwani są nowi członkowie. Czytaj więcej...
  • Spectrofobia pilnie potrzebuje rąk do pracy! Możecie nam pomóc zgłaszając się na Mistrzów Gry oraz Moderatorów.
Trwające:
  • Skarb Pompei
  • Zmrożone Serce


    Zapisy:
  • Chwilowo brak

    Zawieszone:
  • Brak


  • Drodzy użytkownicy, oficjalnie przenieśliśmy się na nowy serwer! Dokładne informacje na fanpege'u Spectrofobii lub forumowym Discordzie (odnośniki po prawej)!



    Zapraszamy do zapoznania się z Uśrednionym Przelicznikiem Waluty. Mamy nadzieję, że przybliży on nieco realia Krainy Luster i Szkarłatnej Otchłani.

    Szykujcie się na słodkie Walentynki i Dziewannę!

    Zimowa Liga Wyzwań Fabularnych nadeszła. Ponownie zapraszamy też na Wieści z Trzech Światów - kanoniczne zdarzenia z okolic Lustra i Glasville. Strzeżcie się mrocznych kopuł Czarnodnia i nieznanego wirusa!

    W Kompendium pojawił się chronologiczny zapis przebiegu I wojny pomiędzy Ludźmi i KL. Zainteresowanych zapraszamy do lektury.

    Drodzy Gracze, uważajcie z nadawaniem swoim postaciom chorób psychicznych, takich jak schizofrenia czy rozdwojenie jaźni (i wiele innych). Pamiętajcie, że nie są one tylko ładnym dodatkiem ubarwiającym postać, a sporym obciążeniem i MG może wykorzystać je przeciwko Wam na fabule. Radzimy więc dwa razy się zastanowić, zanim zdecydujecie się na takie posunięcie.

    Pilnie poszukujemy Moderatorów i Mistrzów Gry. Jeżeli ktoś rozważa zgłoszenie się, niech czym prędzej napisze w odpowiednim temacie (linki podane w polu Warte uwagi).

    ***

    Drodzy użytkownicy z multikontami!
    Administracja prosi, by wszystkie postaci odwiedzać systematycznie. Jeżeli nie jest się w stanie pisać wszystkimi na fabule, to chociaż raz na parę dni posta w Hyde Park
    .
    Marionetki – otwarte
    Kapelusznicy – otwarte
    Cienie – otwarte
    Upiorna Arystokracja – otwarte
    Lunatycy – otwarte
    Ludzie – otwarte
    Opętańcy – otwarte
    Marionetkarze – otwarte
    Dachowcy – otwarte
    Cyrkowcy – otwarte
    Baśniopisarze – otwarte
    Szklani Ludzie – otwarte
    Strachy – otwarte
    Senne Zjawy – otwarte
    Postaci Specjalne – otwarte

    Ponieważ cierpimy na deficyt Ludzi, każda postać tej rasy otrzyma na start magiczny przedmiot. Jaki to będzie upominek, zależy od jakości Karty Postaci.



    » Mroczne Zaułki » Aureum Serpens
    Poprzedni temat :: Następny temat
    Autor Wiadomość
    Nerissa
    [Usunięty]




    Wzrost / waga: /
    Wysłany: 9 Czerwiec 2017, 20:45   Aureum Serpens


    W głębi jednej z Wąskich Uliczek w Mrocznych Zaułkach kryją się zdobione ornamentami, ciemne drzwi. Nad nimi dumnie wisi czarna tabliczka ze złotym, ozdobnym napisem mówiącym "Aureum Serpens". Wnętrze sklepu przypomina starą farmację. Górne piętro przynosi na myśl ogromną bibliotekę, tyle że na wszystkich regałach zamiast książek stoją niezliczone fiolki oraz flakoniki o różnorakich kształtach i wielkościach. Wszystko jest wyjątkowo porządnie poukładane i wyraźnie oznakowane. Każdy wywar z osobna ma swoją niewielką plakietkę, na której widnieje nazwa oraz krótki opis zastosowania. Sprzedawane tu są eliksiry praktycznie każdej maści, trucizny, leki, napoje miłosne. Czego dusza zapragnie.
    Ponoć wszystko sam przygotowuje dla klientów właściciel sklepu, który to słynie w Krainie Luster ze swojej nieomylności oraz dokładności. Niestety, mężczyzna osobiście nigdy nie pokazuje się kupującym. Opuszcza swój gabinet jedynie w przypadku wezwania go przez niejaką Nerissę.
    Kasę obsługuje młodo prezentujący się mężczyzna o krótkich szafirowych włosach, który zawsze jest gotów użyczyć pomocy czy doradzić w razie potrzeby. To za jego pośrednictwem można pomówić z właścicielem.

    __

     Kobieta szła szybkim i równym krokiem. Dotarcie do sklepu nie zajęło jej specjalnie długo. Może dlatego, że się spieszyła. W drodze co i raz sprawdzała, czy niesiony przez nią mężczyzna wciąż oddycha. Poruszała się w cieniach, unikała ludzi. Nie obawiała się bycia zobaczoną z nieprzytomnym osobnikiem. Raczej nie chciała, by przypadkiem jakiś inny Gwardzista rozpoznał Thorna.
     Kiedy tylko otworzyła sobie drzwi i przekroczyła próg spojrzała bezpośrednio na mężczyznę przy kasie. Ten na widok ponurej siwowłosej wręcz osłupiał. A może nie na jej widok, a raczej na osobnika, którego obejmowała.
     - Crylis, zawołaj proszę Charona. - powiedziała nad wyraz spokojnym głosem, choć jej spojrzenie zdawało się niemo popędzać pracownika.
     Chłopak jeszcze przez chwilę stał w zdziwieniu, jednak gdy tylko się otrząsnął przytaknął kobiecie, po czym pośpiesznie pobiegł do gabinetu. Zapukał do drzwi i po otrzymanym pozwoleniu przekroczył je. Niedługo po tym wyszedł z pomieszczenia, a zaraz za nim dostojnym krokiem przekroczył próg przerażająco wysoki, szczupły mężczyzna. Liczył sobie jakieś 197 centymetrów. Zjawiskowe blond włosy sięgające bioder okalały jego długą twarz. Jego skóra miała przyjemny, miodowy odcień a tęczówki jarzyły się ostrą żółcią. Był dobrze zbudowany i zapewne niejedna niewiasta nazwałaby go niewiarygodnie przystojnym.
     Blondyn na widok Zjawy zareagował podobnie jak kasjer wcześniej. Stanął jak wryty przyglądając się osobnikowi na jej rękach. Nie trudno było się zorientować, iż była to najwyraźniej pierwsza taka sytuacja. Jednak w przeciwieństwie do młodzieńca, mężczyzna szybko się otrząsnął i spoważniał. Spojrzał w stronę schodów, by zaraz po tym nakazać pracownikowi grzeczne wyproszenie wszystkich klientów. Gdy chłopak zerwał się do wykonania polecenia, jasnowłosy otworzył szerzej drzwi do gabinetu.
     - Wejdź, moja droga - zaprosił ją uprzejmie. Jego głos okazał się wyjątkowo niski oraz nieco zachrypnięty, ton bardzo rozkoszny dla ucha.
     Nerissa bez chwili zwłoki podążyła za nim. W środku gustownego gabinetu poza biurkiem oraz stertą dokumentów, po lewej oraz prawej stronie były drzwi. Jedne otwarte, drugie zamknięte. Dwójka przekraczając uchylone, prawe wejście znalazła się w kolosalnej pracowni. Dookoła było pełno dziwacznych roślin oraz dużych słoików z blisko nieokreślonymi zawartościami. Mimo wszystko pomieszczenie prezentowało się dość ciekawie w swych ciemno brązowych barwach. I to miejsce miało swoją wiktoriańską klasę.
     Mara położyła Arystokratę na masywnym, drewnianym stole stojącym na środku pomieszczenia. Uprzedzając pytania przyjaciela szybko pokrótce wyjaśniła.
     - Wzięłam go za kolejnego łowcę. Jednak zanim zemdlał pokazał mi, że nie ma złych zamiarów - przeniosła wzrok z rannego na blondyna.
     - A zatem chcesz go sprawdzić jak Lagunę? - mężczyzna spokojnie zbliżył się do siwowłosej. Zatrzymał się dopiero, gdy stali twarzą w twarz. Kobieta przemilczała pytanie, jakby była speszona tym, iż Charon myślał podobnie jak on. Choć zważając na fakt jak piekielnie długo się znali, nie dziwiła się. - Jest cały we krwi. Zapewne chciałaś go zabić. Żałuję, że nie widziałem twoich rumieńców, Ness.
     Kobieta odwróciła wzrok, jednak zielarz szybko ujął w dłoń jej twarz, po czym skierował jej magmowe spojrzenie z powrotem na siebie.
     - Wiesz, że moja moc regeneruje tylko ciała Podziemnych, prawda? Nie wyleczę go przez użycie swojej mocy tak jak ciebie. Musiałbym działać jak ziemski chirurg - nawiązał z nią głęboki kontakt wzrokowy. Wszystkie swoje słowa wypowiadał niesłychanie miękko.
     - Wiem, gdybyś wszystkich leczył tak dobrze jak Podziemnych, to już dawno byłbyś Strażnikiem - uśmiechnęła się lekko do wyższego. Mężczyzna wydawał się bardzo zadowolony z komplementu, także posłał jej uśmiech.
     - Wątpię, moja droga. Obecny Strażnik potrafi i martwego od kilku dni do życia przywrócić - wymruczał znacznie ciszej. Ich spojrzenia się od siebie nie odrywały.
     - Zdaję sobie również sprawę z tego, że może to długo zająć - kontynuowała skrytobójczyni. - Zostawię go pod twoją opieką. Poinformujesz mnie, gdy się ocknie.
     Charon pokręcił głową. Nie wyglądał na specjalnie przekonanego. Po chwili niby to intensywnego namysłu ułożył prawą rękę na boku Zjawy, następnie spokojnie przesunął ją nieco wyżej na jej talię, by zaraz ją objąć i lekko przyciągnąć do siebie. Ich ciała delikatnie się dotknęły. Każdy jego ruch w stosunku do niej był niezwykle subtelny.
     - Zrobię to.. pod jednym warunkiem. Nie ruszaj się - zaszeptał, po czym pochylił się nad kobietą. Siwowłosa odwróciła swój wzrok. Spoglądała teraz w przestrzeń za nim.
     - Nie.. Jeśli on się dowie, to cię zabije.. - kobieta wypowiedziała to wyjątkowo cicho. Choć jak zawsze po jej twarzy nie było widać żadnych emocji, to krzta zmartwienia była słyszalna w jej głosie. Blondyn lekceważąc odmowę uniósł lewą rękę. Szybkim ruchem przyłożył dłoń do twarzy kobiety, zasłonił jej oczy.
     - Nie dowie się.. - szepnął i zaraz zaczął się do niej bardzo powolnie przybliżać. Kierował swe usta w stronę jej warg. Było już tak blisko, jeszcze kilka centymetrów. Lava nie wyrywała się, stała opanowana. Przez chwilową utratę wzroku spłynęła na nią niewyobrażalna fala spokoju. Charon doskonale wiedział jak się z nią obchodzić. A kiedy już niemal ją pocałował, kobieta odwróciła lekko głowę. Przez to wargami musnął zaledwie kącik jest ust. Po tym wypuścił ją z objęcia. Mara odsunęła się powoli, a następnie lekko odgarnęła kosmyk srebrnych włosów. Chwilę po tym pożegnała się z wyższym i opuściła sklep. Po jej wyjściu blondyn uśmiechnął się pod nosem.
     - Coraz bliżej.. - mruknął do siebie i stał tak chwilę niczym rozanielony. W końcu jednak spojrzał na swojego nowego pacjenta. - Crylis! - zawołał swojego pracownika. Gdy młodzieniec się zjawił rzekł - Teleportuj się do mojego mieszkania w Świecie Ludzi. Będę potrzebował swoich narzędzi chirurgicznych - chłopak dopytał się o które narzędzia konkretnie chodzi. Mężczyzna dokładniej zlustrował wzrokiem Arystokratę. Jego moc w stosunku do mieszkańca Krainy Luster przydała się jedynie do dokładnej oceny stanu organów wewnętrznych - Wszystkich. Pośpiesz się.
     Mężczyzna był w stanie zagwarantować Thornowi profesjonalną operację, wprowadzić go w narkozę. W końcu wiedza jego sięgała wielu epok, bowiem był starszy nawet od Nerissy o kilka wyjątkowo długich wieków. Wspierał się doświadczeniem z Krainy Luster, Szkarłatnej Otchłani, Świata Ludzi oraz Podziemia.
     Gdy Upiorny się ocknie zapewne będzie już po wszystkim i będzie leżał z ręką w gipsie w sypialni Charona, za drugimi drzwiami gabinetu. Jak zareaguje po przebudzeniu?




    Subtelny Kłamca

    Stowarzyszenie Czarnej Róży: Członek
    Godność: Aeron Vaele
    Wiek: Ponad 500 lat / Wizualnie lekko ponad 30.
    Rasa: Upiorny Arystokrata
    Wzrost / waga: 182/100 (same rogi trochę ważą)
    Aktualny ubiór: Czarna marynarka ze stójką w typie munduru, zapinana dwurzędowo srebrnymi guzikami, z wyszywanym srebrną nicią wzorem na plecach. Czarne spodnie. Skórzane oficerki. Pas z przytroczonym rapierem.
    Znaki szczególne: Opalizujące granatem, duże, zakrzywione rogi. Tęczowe oczy.
    Zawód: Dowódca Gwardii Arcyksiążęcej
    Pod ręką: Laska (w której jest ukryta broń), zegarek kieszonkowy, sakiewka z pieniędzmi, mały notesik i długopis.
    Broń: Rapier
    Dołączył: 07 Sty 2017
    Posty: 341
    Wysłany: 10 Czerwiec 2017, 12:02   

    Ciemność.
    Spokój.
    Nieustające uczucie chłodu.
    - Witaj, Aeronie.
    Unoszący się w czarnej mgle mężczyzna otworzył swoje tęczowe oczy. Błysnęły wszystkie, najpiękniejsze kolory gdy skierował wzrok na leżącą na obszernym łożu postać.
    - Minęło tyle czasu...
    Mężczyzna opadł miękko stopami na materializującą się kamienną posadzkę. Odczekał chwilę, by ruszyć wolnym krokiem w stronę łoża.
    - Gdzie jestem? - głos miał nieco chrapliwy, poczuł pieczenie w przełyku. Kobieta leżąca na czerwonej, satynowej pościeli zaśmiała się wdzięcznie i podkuliła nogi, wprawiając materiał w ruch.
    Wyglądała jakby leżała we krwi.
    - Chodź tu do mnie, kochany mój. - mruknęła wyciągając dłoń. Bez wahania spełnił jej życzenie, wdrapał się na łoże i na kolanach, zbliżył się do wijącej się piękności.
    Miała białą skórę, wielkie sarnie oczy o czarnych, ogromnych tęczówkach, niewielkie, czerwone usta i zgrabny nos. Z bliska wyglądała niemalże jak dziewczynka, może nastolatka.
    Miała długie, smukłe dłonie i zgrabne nogi oraz mocno zaokrąglone biodra a piersi, choć niewielkie, rysowały się przyjemną krzywizną pod ubraniem. A ubrana była w pół prześwitujący, czarny szlafrok. Włosy, czarne jak smoła i wirujące leniwie wokół jej twarzy sprawiały wrażenie, jakby były w istocie wijącymi się wężami, albo mackami.
    Gdy się do niej zbliżył, jęknęła rozkosznie i sięgnęła by go do siebie przyciągnąć. Udało jej się, a gdy znalazł się tuż nad nią, uśmiechnęła się ukazując rząd ostrych jak igiełki, małych ząbków.
    - Jesteś w Mieście Umarłych. - nie dała mu ani chwili na zastanowienie się, bo bez uprzedzenia wpiła się w jego usta.
    Poczuł smak krwi.
    Ogromne pieczenie w klatce piersiowej.
    Rwący ból szarpnął jego ręką.
    Po plecach przebiegło chyba stado Rumaków Krainy Luster.
    - Tęskniłam. - powiedziała, odrywając się w końcu od niego i zlizując krew, bo przy okazji pocałunku uszkodziła ostrymi ząbkami jego język - Już długo do mnie nie zaglądałeś. Wolałeś towarzystwo Starego Vaele? - pociągnęła go by położył się na niej. Posłusznie przywarł do niej ciałem, najwidoczniej nie przeszkadzał jej jego ciężar.
    Nie odpowiedział od razu. Zamiast tego odszukał ustami jej szyi, złożył na niej długi, namiętny pocałunek, kąsając delikatnie skórę o fakturze delikatnego pergaminu. Kobieta wzdychała zadowolona.
    - Gdybym tylko mógł za każdym razem wybrać ciebie... - mruknął, w przerwie między pocałunkami.
    Zaśmiała się i było w tym śmiechu coś... złowrogiego. Odsunęła go od siebie i przygładziła jego atramentowe włosy, pieszcząc przy tym długimi, białymi palcami rogi.
    - Racja... To ja decyduję z kim chcę się spotkać. - mruknęła i przystąpiła do zdejmowania mu koszuli. Dziwnym trafem była z przodu zniszczona, rozdarta. Nie pamiętał by po przyjściu tutaj ją rozrywał ale nie to się teraz liczyło.
    - Najdroższy... - szepnęła mu do ucha, gdy już pozbyła się jego ubrań. W następnej kolejności zdjęła swój szlafrok, a czerwona satyna zawirowała, gdy zmieniła pozycję, udostępniając mu całą siebie.
    Cichy, głęboki chichot jaki wyrwał się z jego ust spowodował przeszywający ból w ręce. Mężczyzna skrzywił się i musiał chwilę odczekać.
    - Nie daj mi na siebie tyle czekać, kochanie. - kobieta warknęła cicho - Śmierć nie należy do cierpliwych.
    Przyciągnęła go do siebie wbijając mu paznokcie w barki. Syknął głośno, bo zbiegło się to ze straszliwym uciskiem w piersi i bólem w plecach. Dlaczego był tak obolały?
    Czarna mgła zatańczyła wokół pary kochanków. Upiorny nie hamował się nawet w najmniejszym stopniu. Śmierć wiła się pod nim, jęczała domagając się więcej.
    Spełnienie przyszło po długim, bardzo długim czasie. Oboje byli wyczerpani, ale na ich twarzach gościł błogi wyraz szczęścia.
    Gdy mężczyzna podniósł się znad jej ciała odkrył z przerażeniem, że cały jest we krwi. Posoka ściekała z jego twarzy, wypływała z jego ust. Na piersi jawiły się wielkie dziury z których tryskała jucha, oblewając kobietę. Śmierć zaśmiała się jak dziewczynka, i zaczęła rozmazywać szkarłat na nagim ciele, muskając splamionymi palcami każdy zakamarek, kreśląc przeróżne wzory.
    Arystokrata chciał się odezwać, ale zamiast tego z jego ust buchnęła krew. Kolejnym odruchem była chęć zatamowania czerwieni która sączyła się z dziur na piersi, ale gdy uniósł ręce odkrył, że ich nie ma. Zamiast tego, zauważył ledwie kikuty, kończące się tuż za łokciami a zakończone oderwaną tkanką.
    Śmierć zaczęła śmiać się jeszcze głośniej. Kopnęła mężczyznę a ten upadł na plecy, co sprawiło paraliżujący ból. Wywrócenie na grzbiet nie było dobrym pomysłem, Upiorny sam nie zrobiłby tego dobrowolnie. Groziło to utopieniem się własną krwią, która nie chciała przestać wzbierać w jego ustach.
    Kobieta wstała chichocząc i usiadła na jego pokaleczonej piersi, przygwożdżając go tym samym do satynowej pościeli i łoża.
    Rzuciła się na niego łapczywie, całując, zabierając ostatni oddech. Rogaty zaczął się szarpać, ale władza w kończynach nagle gdzieś uleciała. Śmierć całowała długo, gorąco, dłońmi wodziła po jego muskularnych ramionach.
    Po chwili oderwała się od niego i przełknęła jego krew. Uśmiechnęła się uroczo a jej czarne, wielki oczy błysnęły ogniem.
    - Jeszcze nie dziś, najdroższy. - powiedziała najwyraźniej zawiedziona po czym bez ostrzeżenia wbiła rękę w jedną z ran na jego piersi. Arystokrata zawył krztusząc się juchą. Wygiął się w łuk, co tylko spotęgowało ból pleców.
    - Słodkich snów, Aeronie. - kobieta ścisnęła to co napotkała pod palcami, w jego ciele.
    Ścisnęła... serce.


    W ciemności ogarniającej całe pomieszczenie otworzyły się leniwie tęczowe oczy.
    Thorn przez chwilę leżał, analizując to co miało miejsce. Pamiętał Nerissę, pamiętał Staw. Uderzenie o drzewo, potem krótką rozmowę i... koniec.
    Włosy miał w nieładzie, rozrzucone na poduszce, czoło perlił pot, najprawdopodobniej od gorączki. Czuł się fatalnie, bolało go chyba wszystko, całe ciało. Był też wyczerpany oraz rozpalony.
    Ale czy ten stan nie miał czasami związku z jego spotkaniem ze Śmiercią?
    Na samo wspomnienie przeszedł go przyjemny dreszcz. Mimo dość makabrycznego zakończenia, ponownie się z nią zobaczył. Więcej, wpuściła go do swego łoża, czyż to nie fantastyczne?
    Uśmiechnął się do swoich myśli ale szybko się opamiętał. Leżał przecież w nieznanym sobie miejscu, czyżby Nerissa go gdzieś przyniosła?
    Nie. Raczej zostawiła go, tam przy Stawie. Ktoś go pewnie znalazł i się zlitował...
    Spróbował się podnieść, ale szarpnięcie w plecach sprawiło, że syknął głośno i zaprzestał prób. Uniósł więc tylko głowę i pierwsze co, to spojrzał na własną rękę - była... opatrzona?
    Nie miał na sobie koszuli i wydawał się być czysty. Ktoś musiał się więc nim zająć.
    Zdrową ręką sięgnął do twarzy i głowy. Szybko sprawdził czy nos ma na miejscu, musnął też swoje bardzo wrażliwe rogi, chlubę i skarb. Uff... Gdyby je stracił, to czułby się okropnie.
    Pokój nie był duży ale urządzony ze smakiem. Ktoś, kto tu mieszkał lubował się w ciemnych meblach, eleganckich dodatkach. I miał dużo ksiąg.
    Mężczyzna postanowił jednak nie nadużywać gościnności, z resztą chwilowo nie mógł się ruszyć bez bólu w ciele, dlatego tylko grzecznie leżał.
    Gdzie była Nerissa? Odeszła? Wystraszyła się...
    Rogaty zmarszczył brwi i skrzywił usta. Cholera, im dłużej z nią przebywa, im częściej ona mu umyka, tym bardziej go do siebie przyciąga! Sam nie potrafił wyjaśnić swego zachowania. Był nią... zafascynowany.
    Kolorowe oczy błyszczały w półmroku, Upiorny nadal czuł się źle ale wiedział, że jego życie zostało uratowane. Tylko przez kogo?
    Ile przespał? Nawet nie wiedział czy jest dzień czy noc. Stracił rachubę czasu a w pokoju było dość ciemno. Nie mógł też dotrzeć do okna by wyjrzeć.
    Rapier. Cholera! Gdzie jego broń? Nie miał górnej warstwy ubrania, nie miał też oręża.
    Zamknął oczy zrezygnowany. Istniała nadzieja, że ktoś kto uratował mu życie, nie będzie chciał go zabić. Nie marnowałby czasu na składanie go do kupy.
    Z drugiej jednak strony... Co jeśli Thorn miał być przesłuchany? Co jeśli tajemniczy medyk podleczył go tylko na tle, by Upiorny mógł gadać?
    Za dużo pytań bez odpowiedzi. Arystokrata rozluźnił mięśnie twarzy i wbił wzrok w sufit.
    Czekał.
    _________________
    Nerissa
    [Usunięty]




    Wzrost / waga: /
    Wysłany: 11 Czerwiec 2017, 16:00   

     Sypialnia była niewielka, choć jak reszta sklepu urządzona w dobrym guście. Łoże było ogromne, jakby stworzone dla jakiejś potężnej bestii bądź wyjątkowo wysokiego osobnika. Przy jego boku stał niewielki stoliczek. Ściany na pierwszy rzut oka wydawały się zalane ciepłym brązem, jednak z bliska okazywało się, iż w barwie tej dumnie prezentują się liczne wiktoriańskie ornamenty na czarnym tle. Spora szafa oraz trzy masywne regały z książkami, które zajmowały jedną z całych ścian, wydawały się nadzwyczaj stare. Drewniane meble miały ciemny kolor. Przy książkach stał również wysoki i z pewnością wygodny fotel oraz drugi mały stolik. Wszystko doskonale współgrało ze sobą kolorystycznie. Nigdzie jednak nie było okien. W końcu sklep znajdował się w jednej z Wąskich Uliczek, między innymi budynkami.
     Drzwi do pokoju lekko się uchyliły, a do środka zaraz zajrzał młody chłopak. Gdy ujrzał, że Gwardzista się obudził uniósł lekko brwi. Zaraz po tym zniknął, by zawiadomić swojego pracodawcę. Nie minęło pięć minut a młodzieniec znów wrócił do sypialni, tym razem przekraczając próg. W dłoni trzymał piękną porcelanową misę z czystą wodą, w środku której pływał jakiś materiał. Chłopak był dość niski, a jego zaczesane w tył, krótkie atramentowe włosy czasem lekko połyskiwały na ciemnoniebiesko. Miał delikatne rysy twarz, wyglądał na góra siedemnaście lat. Oczy miał błękitne jak niebo w słoneczny dzień. Młodzieniec wchodząc posłał Thornowi ciepły i szczery uśmiech, coby pokazać swoje dobre intencje. Gdy był już blisko łoża usiadł na jego skraju, tak by nie przeszkadzać Arystokracie. Misę odłożył na stoliczek obok.
     - Widzę, że się pan obudził - zaczął przyjaźnie. Przyjemny uśmiech nie schodził z jego twarzy. - Nazywam się Crylis, asystowałem przy pańskiej operacji - mówiąc to spokojnie wsunął dłoń pod kark mężczyzny, coby zaraz podnieść nieco jego głowę i poprawić poduszkę. Ułożył go tak, aby rogaty mógł lepiej widzieć wszystko co go otacza. - Był pan bardzo dzielny - dodał, po czym wyciągnął mokry materiał z misy. Wycisnąwszy z niego chłodną wodę zaraz zaczął ostrożnie ocierać czoło leżącego. Zbierał z jego skóry pot i nieco ją ochładzał. - Pan Charon powiedział, że zaraz tu przyjdzie. To on uratował pańskie życie. Jest perfekcjonistą, co czyni go doskonałym lekarzem - uśmiechnął się życzliwie, mówienie o swoim pracodawcy najwyraźniej sprawiało mu przyjemność. Ogółem młody mężczyzna wydawał się niezwykle sympatyczny, jak troskliwa pielęgniarka.
     Chłopak sprawdził jeszcze opatrunek Upiornego, lecz gdy tylko drzwi się uchyliły na chwilę podniósł się z miejsca. Do pomieszczenia wszedł niebywale wysoki mężczyzna. Dziś jego blond włosy odgarnięte były w tył. Był odziany w luźną, ciemnobeżową koszulę, której dwa pierwsze guziki były rozpięte oraz ciemne, dobrze dopasowane spodnie. Był szczupły, acz jego ręce podpowiadały, iż ciało miał doskonale zbudowane. Mężczyzna zbliżył się powoli do łoża i spojrzał z powagą swoimi jaskrawożółtymi oczami na leżącego. Jego ruchy były bardzo płynne, poruszał się z gracją węża.
     - Leżysz tu od dwóch dni, obecnie jest godzina piąta nad ranem - zaczął nisko, głos miał przyjemny. - Miałeś obite żebra, płuca i kręgosłup. Najgorszym problemem okazało się złamanie otwarte ręki - ton blondyna brzmiał, jakby to o czym mówił nie było niczym specjalnym. - Jednak bez obaw, twoje kości już się zrastają - zapewnił. - Zła wiadomość jest taka, że będziesz musiał zostać tu jeszcze kilka dni, by moja praca nie poszła na marne. A tego oczywiście nie chcemy - mężczyzna wydawał się władczy. Jego postawa oraz sposób wypowiadania się sprawiały, iż prezentował się niczym jakiś wysoko postawiony szlachcic. Był pewny siebie. - Nazywam się Charon i chcę, byś jako gość stosował się do moich zaleceń, panie Aeronie Vaele - tak, znał jego prawdziwą godność. Zdobycie listy nazwisk Gwardzistów Arcyksięcia nie było specjalnie trudne. Crylis nie próżnował przez te dwa dni. - Będziesz brał wszystkie leki, które Crylis będzie ci podawał. Nie próbuj nawet się sprzeciwiać, to dla twojego własnego dobra - po tych słowach mężczyzna gestem dłoni zaprosił do siebie siedzącego chłopaka. Gdy ten wstawał i zabierał misę dodał jeszcze - Masz szczęście, że Ness zatrzymała krwawienie i cię do mnie przyniosła. W przeciwnym razie byłbyś już martwy - Charon jak zawsze był szczery do granic możliwości, co mogło sprawić, iż wydawał się nieco oschły.
     Gdy Crylis podszedł do swojego pana ten zwrócił się ku niemu, kierując przy tym wzrok znacznie niżej, na jego twarz. Różnica wzrostu między tą dwójką była tak ogromna, że aż dość zabawna.
     - Powiadomisz teraz Nerissę o jego przebudzeniu. Tylko tym razem nie teleportuj się bezpośrednio do jej posiadłości. Już wiesz, jakie ona ma odruchy obronne. - chłopak skrzywił się lekko na te słowa. Odruchowo złapał się za bok, konkretniej któreś z żeber. Najwyraźniej dobrze pamiętał ból, z którym się zmagał, gdy kiedyś od tak pojawił się przed Zjawą. - Zapukasz do drzwi i zaraz po tym głośno powiesz kim jesteś. Tylko nie za głośno. Nie chcesz, by Krzykacze cię usłyszały - blondyn wszystko dokładnie tłumaczył, chciał mieć pewność, że młodziak nie popełni żadnego błędu. - Gdy ci otworzy skłonisz się nisko i grzecznie przekażesz nowiny. Później będziesz jej towarzyszył w drodze tutaj. Pieszo - ostatnie słowo zaakcentował wyraźnie, coby chłopak sobie nie pomyślał, że sam teleportuje się z powrotem do sklepu a Mara samotnie tu przybędzie. Jego polecenia były stanowcze, nie sposób było mu się postawić czy sprzeciwić. Crylis zdawał się jednak z przyjemnością słuchać wyższego. Na wychodne posłał jeszcze Thornowi przyjazny uśmiech, po czym najzwyczajniej w świecie zniknął pozostawiając za sobą jedynie garstkę granatowego pyłu mieniącego się niczym rozkruszone szafiry. Gdy tylko mężczyźni zostali sami, Charon z góry spojrzał na Gwardzistę. Jego spojrzenie było chłodne. Wyglądał na kogoś, z kim nie powinno się zadzierać. Po chwili podszedł do jednego z regałów.
     - Wiem, że leżenie tutaj z czasem może wydać ci się nużące, zatem pozwolę ci korzystać z tego zbioru - wskazał na książki. - Dodatkowo w najbliższym czasie Crylis dotrzyma ci towarzystwa, więc śmiało mu mów, gdy będziesz czegoś potrzebować. To dobry chłopak - po tym blondyn zakładając jedną nogę na drugą zasiadł w ogromnym fotelu, który to zdawał się do niego idealnie dopasowany. Ułożywszy łokieć na drewnianej części fotela po swojej prawej podparł twarz na dłoni. Przypominał teraz jakiegoś surowego króla dosiadającego swego tronu. - Jeżeli masz jakiekolwiek pytania do mnie, to zadaj je teraz.
     Obecność medyka mogła zarówno przyprawić o dreszcze, jak i wzbudzić zainteresowanie. Był tajemniczym osobnikiem, o bardzo wyniosłej postawie. Najważniejsze by nie panikować.




    Subtelny Kłamca

    Stowarzyszenie Czarnej Róży: Członek
    Godność: Aeron Vaele
    Wiek: Ponad 500 lat / Wizualnie lekko ponad 30.
    Rasa: Upiorny Arystokrata
    Wzrost / waga: 182/100 (same rogi trochę ważą)
    Aktualny ubiór: Czarna marynarka ze stójką w typie munduru, zapinana dwurzędowo srebrnymi guzikami, z wyszywanym srebrną nicią wzorem na plecach. Czarne spodnie. Skórzane oficerki. Pas z przytroczonym rapierem.
    Znaki szczególne: Opalizujące granatem, duże, zakrzywione rogi. Tęczowe oczy.
    Zawód: Dowódca Gwardii Arcyksiążęcej
    Pod ręką: Laska (w której jest ukryta broń), zegarek kieszonkowy, sakiewka z pieniędzmi, mały notesik i długopis.
    Broń: Rapier
    Dołączył: 07 Sty 2017
    Posty: 341
    Wysłany: 12 Czerwiec 2017, 19:09   

    Thorn nie leżał długo sam. Po chwili drzwi do pokoju uchyliły się z cichym skrzypieniem, co sprawiło, że Upiorny spiął mięśnie, gotowy by się w razie czego poderwać.
    Błąd.
    Syknął, czując ból niezregenerowanych tkanek. Mocno przeceniał własną kondycję w tej chwili...
    Do pokoju wszedł młody mężczyzna i gdyby nie brak rogów, Arystokrata pomyślałby, że ktoś sklonował jego samego, tylko za młodu. Przybysz miał bowiem czarne włosy połyskujące granatem, zaczesane w bardzo podobny sposób co sam Gwardzista.
    Thorn zmarszczył brew, bo nie wiedział na co ma być przygotowany. Ale po chwili, gdy ujrzał ciepły uśmiech, rozluźnił się. Młodzik niósł naczynie z jakąś cieczą, czyżby chciał go czymś napoić?
    Gdy czarnowłosy usiadł na skraju łóżka rogaty poczuł się nieswojo. Uciekł wzrokiem w bok a na jego twarzy wykwitło zakłopotanie. Nie miał na sobie koszuli, kołdra odsłaniała mu całą, umięśnioną pierś. A młody, jak gdyby nigdy nic siada przy nim, bez skrępowania. I jeszcze uśmiecha się tym... uroczym, wręcz przyciągającym uśmiechem.
    Thorn przełknął ślinę i wrócił do obserwowania jego twarzy, odganiając natrętne, nieprzyzwoite myśli. I tak nie mógł się ruszyć bo wszystko go bolało, więc jeśli chłopak zdecyduje się na niego rzucić, będzie mógł to zrobić praktycznie bezkarnie.
    - Jestem... Cierń. Bardzo mi miło. - powiedział cichym głosem, posyłając mu krzywy uśmiech. Był wdzięczny, że młody go połatał ale siedział za blisko! Wprawiał Upiornego w zakłopotanie.
    Asystował. Czyli był jeszcze ktoś.
    Przemyślenia przerwało wsunięcie dłoni pod kark Gwardzisty. Rogaty szarpnął się, odsuwając się od Crylisa ze zmarszczonymi brwiami. I znowu poczuł ból, nie powinien wykonywać tak gwałtownych ruchów.
    Z syknięciem zrezygnował i pozwolił mu się dotknąć. Jego dłonie były chłodne i delikatne, w sumie... ten dotyk był w jakiś sposób przyjemny. Thorn poddał się więc swojemu opiekunowi. Co ma być to będzie.
    Uwaga młodego wywołała u niego uśmiech, już nieco milszy. Crylis był sympatyczny, ujmował swoimi manierami i podejściem, więc Arystokrata postanowił nieco się rozluźnić. Przecież gdyby niebieskooki chciał go zabić, nie byłby taki milusi. Chyba, że to jakiś podstęp.
    - Myślę, że samym leżeniem bez ducha nie okazałem dzielności w żadnym stopniu. - powiedział łagodnym głosem do chłopaka - Zdarzało mi się już robić bardziej... chwalebne rzeczy. - wzruszył ramionami i syknął, bo znowu zapomniał w jakim jest stanie - Niemniej dziękuję. Jest pan bardzo miły.
    Gdy zaczął ocierać mu czoło, Thorn westchnął i zamknął na chwilę oczy. To nie tak, że Upiorny był jakiś wyposzczony... Ale Crylis jawił mu się teraz jako Dobry Anioł. Przez te kilka minut, odkąd przyszedł, okazał mu więcej uwagi i co najlepsze, czułości, niż rogaty otrzymał przez całe swoje dzieciństwo. Było w tym coś niesamowitego, co pozwoliło Thornowi inaczej spojrzeć na nieznajomego.
    Crylis uśmiechał się, wydawał się być pogodny. Przez uczesanie i młodziutką twarz wzbudził w Gwardziście zainteresowanie. A jak wiadomo, zainteresowanie Arystokraty nie kończyło się tylko na jednym spotkaniu.
    Wspomnienie o lekarzu który prowadził zabieg sprawiło, że Cierń otworzył oczy i spojrzał na Crylisa trzeźwo. Miał za chwilę poznać swojego wybawiciela. Istotę która uratowała mu życie... ale czy bezinteresownie? Dług ten będzie ciężko spłacić.
    Dłonie chłopaka były tak delikatne, że gdyby Arystokrata zamknął oczy, mógłby wyobrazić sobie, że dotyka go kobieta. Że muska jego pierś, odchyla opatrunek, zajmuje się nim z czułością i uwagą.
    Tym bardziej Thorn poczuł ukłucie żalu, gdy Crylis nagle się podniósł i spoważniał.
    Arystokrata nie musiał już unosić głowy, bo jego młody opiekun podsunął poduszkę wyżej, przez co rogaty miał teraz lepszy widok na całe pomieszczenie.
    Gdy do pokoju wszedł kolejny mężczyzna, Thorn poczuł powiew chłodu. Nie wiedział, czy to jego wyobraźnia płata mu figle, czy faktycznie do izby wpadł wiatr... A może to ten wysoki jegomość roztaczał taką aurę.
    Podszedł do łóżka i spojrzał z góry na Arystokratę. Upiorny nagle poczuł się... mały. I nagi. Zwalczył jednak odruch zakrycia się kołdrą, nie był przecież jakąś cnotką.
    Informacje które na początek podał wygłosił władczym tonem, nieznoszącym sprzeciwu. Na wieść, co właściwie miał uszkodzone, tęczowe oczy Gwardzisty błysnęły. Aż tak było z nim źle?
    Nie miał zamiaru dyskutować z medykiem, skoro musi to zostać kilka dni, zostanie. Nie chce zniszczyć ciężkiej pracy jaką włożył w poskładanie go ten niesamowicie wysoki, chudy mężczyzna.
    Głos miał dość przyjemny, ale mimo to, Thorn poczuł się jak kula u nogi. Może pokrzyżował Charonowi jakieś plany, na pewno zajął jego cenny czas.
    Na dźwięk swojego imienia Thorn spiął się a na czole ponownie sperlił się pot. Nie znosił swojego imienia, źle mu się kojarzyło i w Świecie Luster nie posługiwał się nim, gdy nie musiał.
    Skąd Charon znał jego prawdziwe imię i nazwisko? Wbrew pozorom nie było trudno zdobyć takie informacje. Wystarczyło udać się do Kwater Gwardii i pociągnąć za język kogoś z dowództwa. Te sukinsyny za butelkę alkoholu potrafiły wydać nawet najbardziej strzeżone tajemnice.
    Upiorny czuł, że nie powinien protestować. Już i tak ciężko będzie mu zapłacić za pomoc, nie chciał więc okazać pyskowaniem złych manier i braku wdzięczności.
    Skinął głową, potwierdzając, że będzie grzecznie wypełniał wszystkie polecenia. Bądź co bądź był pacjentem, nie znał się na medycynie więc musiał przyjąć zalecenia medyka.
    Wspomnienie o Nerissie wywołało w rogatym przypływ adrenaliny. Gdyby nie to, że leżał w bezruchu bo czuł ból, poderwałby się i zaczął szukać siwowłosej. Gdzie się teraz podziewała?
    Krótka rozmowa między mężczyznami pozwoliła Thornowi na domyślenie się kto tu właściwie rządzi. Crylis, ten sympatyczniejszy, patrzył na Charona jak na bóstwo. Ciekawe czy uwielbienie wiązało się z zastraszeniem. A może tych dwóch wiązało zdrowsze uczucie i zwyczajnie się przyjaźnili? Jak... Pan i Podwładny? Tak, takie przypadki też się zdarzają.
    Gdy młodszy uśmiechnął się, Thorn odwzajemnił uśmiech, unosząc lekko nad łóżko palce złożonej na piersi, uszkodzonej ręki. Pomachał mu niezgrabnie bo polubił tego chłopaka. Crylis wydawał się być pokojowo nastawiony, był sympatyczny no i w końcu był pierwszą osobą którą ujrzał Gwardzista po przebudzeniu.
    No i miał tak cudownie delikatne dłonie.
    Spojrzenie Charona ponownie zmroziło Arystokratę. Zdecydowanie czuł się tu intruzem. Może i wysoki jegomość poskładał go do kupy, ale wydawał się być niezadowolony przetrzymywaniem rogatego w swym...domu? Zakładzie? Sklepie? Hmm... Czym właściwie było to miejsce?
    Pozwolenie na korzystanie z księgozbioru wydawało się być okazaniem sympatii. Ale z drugiej strony Charon mógł zwyczajnie być kulturalny. Zachować się tak, bo tak wypadało.
    Crylis dotrzyma mu towarzystwa? Thorn odetchnął. Czuł, że z tej dwójki milszy jest młodziak. Może nawet uda im się uciąć jakąś ciekawą pogawędkę.
    To nie tak, że Upiorny nie był zainteresowany medykiem. Wręcz zżerała go ciekawość kim był ów Charon, co potrafił i skąd pochodził. Ale rogaty musiał zatrzymać język za zębami i wstrzymać zapędy by go nie przesłuchać. Przede wszystkim trzeba było przecież pamiętać o kulturze.
    Gdy tamten usiadł w fotelu, Thorna ponownie owiał zimny wietrzyk. Tak, to zdecydowanie jego aura, to ten mężczyzna wyzwalał tak chłodną energię. Był władczy i miał w sobie coś z zimnego, wyrachowanego polityka. Albo szpiega. Albo zabójcy. W każdym bądź razie był istotą zdecydowanie mroczną, mimo jasnego odzienia.
    - Przede wszystkim chciałbym panu podziękować. - powiedział Upiorny. Muskularna pierś i bark napięły się, gdy na ręce podniósł się do siadu. Zrobił to powoli, więc oszczędził sobie niepotrzebnego bólu. Już i tak był zmęczony rwaniem w mięśniach i w zranionej ręce.
    - Dziękuję. Bardzo dziękuję za uratowanie życia. - powiedział skłaniając głowę, oddając w ten sposób szacunek - Faktycznie mam kilka pytań ale rozpocznę od najważniejszego.
    Zrobił pauzę w ciągu której przyjrzał się twarzy Charona. Poprawił się też na łóżku, by siedziało mu się wygodniej.
    - Jak... jak się czuje Nerissa? Czy wszystko z nią w porządku? - oczy mu błysnęły a na twarzy na dosłownie kilka sekund wymalowała się troska. Naprawdę martwił się o kobietę, nie wiedział co się z nią stało po ich 'schadzce' przy Stawie.
    Patrzył wyczekująco na mężczyznę, modląc się w duchu by z siwowłosą było wszystko dobrze. Owszem, to on ucierpiał bo ledwo przeżył, ale jej dobre samopoczucie liczyło się teraz bardziej. Zwłaszcza, że coś ją dręczyło, tam na polance. Zauważył to, z kimś rozmawiała kąpiąc się w stawie.
    Nie chciał jej dodawać zmartwień. I chciał się dowiedzieć, czy faktycznie to ona go tu przyniosła. A jeśli tak... chciał jej podziękować. Osobiście.
    _________________
    Nerissa
    [Usunięty]




    Wzrost / waga: /
    Wysłany: 13 Czerwiec 2017, 19:51   

     Mężczyzna siedzący w fotelu niemal się nie poruszał. Jego jadowite spojrzenie niebezpiecznie wbijało się w leżącego, zupełnie jakby mógł przebić jego duszę. Jaskrawe oczy połyskiwały w półmroku. W pokoju nie było kompletnie ciemno, jednak przez brak okien widoczność była ograniczona. Głównym źródłem światła tego pomieszczenia był kandelabr ze starego złota stojący na stoliku przy fotelu. Blask małych płomyków oświetlając połowę sylwetki Charona, podkreślał ostre rysy jego twarzy.
     Na podziękowania blondyn jedynie rzekł.
     - Nie dziękuj. Zrobiłem to tylko i wyłącznie dlatego, że Nerissa mnie o to poprosiła - a zatem okazało się, iż mężczyzna nie był osobnikiem, który widząc konającego rzuciłby się na ratunek. Wydawało się to dość bezduszne, jednak Charon zwyczajnie nie lubił się wtrącać w sprawy natury. Od zawsze silniejszy dominował słabszego, drapieżnik pożerał swe ofiary, by samemu przetrwać. Zwycięzcom w bitwie o przetrwanie należał się szacunek. Niezależnie od rasy.
     Kiedy tylko alchemik usłyszał pierwsze pytanie Arystokraty spiął mocno brwi. Najwyraźniej nie spodobała mu się troska wymalowana na jego twarzy. Sama myśl o tym, że ktoś inny również mógł pragnąć Zjawy zaniepokoiła go. Przez umysł momentalnie przebiegły mu najgorsze scenariusze. Co jeśli Aeron się w niej podkochuje? Co jeśli zamierza się o nią starać? Przez chwilę mężczyzna nawet żałował, że nie pozwolił Gwardziście się wykrwawić i nie tłumaczył się teraz niepowodzeniem operacji. Choć zapewne ten plan by nie wypalił, gdyż Mara doskonale wiedziała, jak wybitnym medykiem Charon jest i nie uwierzyłaby w bajkę o porażce. A teraz było już za późno na pozbycie się potencjalnego konkurenta, ponieważ Crylis zapewne właśnie rozmawiał z kobietą. Zaraz. Czym on się do cholery przejmował? Znał ją niemal stuprocentowo. I z tego co wiedział, nie miał się co martwić, że Ness mogłaby otworzyć swoje serce dla jakiegoś Upiornego. Sam starał się o jej względy od kilku wieków. Dosłownie. Skoro on nie potrafił jej zdobyć, to i nikt inny nie będzie mógł. Była kompletnie zamknięta, niedostępna. Puki nie zapomni o swojej przeszłości lub się z nią nie pogodzi nie ma co się martwić o sprawy sercowe. A w międzyczasie Charon będzie wciąż powoli się do niej zbliżać. Tak. Ona będzie jego. Kiedyś na pewno.
     Mimo początkowego niezadowolenia z pytania, mężczyzna postanowił odpowiedzieć spokojnie.
     - Jak się czuje? - uniósł lekko jedną brew. - Przecież nawet jej nie drasnąłeś - kącik ust mężczyzny powędrował lekko ku górze w tajemniczym uśmiechu. - A jeżeli pytasz o jej samopoczucie, to nic jej nie jest. Dla niej śmierć jest na porządku dziennym. Sądzę, że gdybyś nie przeżył nie zrobiłoby jej to specjalnej różnicy - słowa medyka były bardzo ostre, jakby celowo chciał rogatego zniechęcić do kobiety. Pytanie Thorna zachęciło jasnowłosego do drobnej zmiany planów.
     - Zostały ci dwa pytania - mruknął zmieniając reguły gry. - Dobrze się zastanów - dopiero teraz mężczyzna skierował swoje spojrzenie w inną stronę. Zerkał na drzwi, nie mógł się doczekać przybycia Koszmarnej. Co tak naprawdę mogło ich łączyć? Dlaczego Charon tak interesował się siwowłosą? Od jak dawna ją znał i ile o niej wiedział?

     Crylis z pogodnym uśmiechem szedł obok Zjawy. Dłonie miał splecione za plecami. Kobieta jak zawsze poruszała się z gracją. Może to zasługa obcasów? Jej wargi malowały się w delikatnym, bordowym uśmiechu.
     - Zapewne mówił tak, byś w oczach Thorna był jedynie sługą - rzekła do niższego. Kontynuowała rozmowę trwającą już od jakiegoś czasu. - Mówiłam ci już nie raz, że nie musisz się przede mną kłaniać.
     Młodzieniec zaśmiał się cicho i zaraz wyskoczył przed kobietę. Ułożył dłoń na piersi a Lava momentalnie się zatrzymała.
     - Kiedy prawdziwy sługa powinien umieć się kłaniać! - powiedział głośniej, po czym pochylił się przed kobietą. Siwowłosa szerzej się uśmiechnęła, po czym nawet cicho i gardłowo się zaśmiała. Chłopak prostując się również się roześmiał. Gdy jednak ucichł posłał kobiecie nieco inny uśmiech. Był dojrzały, subtelny i nad wyraz czuły.
     - Ja również stale coś pani powtarzam - zaczął spokojnie i zaraz zrobił krok ku zabójczyni. - I czuję, że muszę znów to powiedzieć.
     Nagle chłopak przytulił kobietę. Ta rozszerzyła oczy w zdumieniu. Mimo to z jakiegoś powodu nie mogła nawet drgnąć. Stała tak chwilę w bezruchu, aż w końcu delikatne dłonie niebieskookiego zachęciły ją do odwzajemnienia uścisku i objęcia go.
     - Dziękuję.. - szepnął twarz wtulając w jej ramię. - Za wszystko.
     Kobieta nagle mocniej przycisnęła do siebie młodego mężczyznę, po chwili również zamknęła oczy. Biło od niego niezrozumiane ciepło. Było jej teraz tak przyjemnie, że aż na licach pojawił się delikatny, różany rumieniec. Ten gest przyprawił ją o szybsze bicie serca, przez chwilę czuła znacznie więcej niż była w stanie odczuwać na co dzień. I choć wiedziała, kim Crylis naprawdę jest, to teraz oboje wyglądali jak prości ludzie okazujący sobie czułość. To niesamowite, z tym chłopaczkiem przy boku przechodnie nie omijali jej szerokim łukiem tak jak to robili zazwyczaj. Nie patrzyli na nią jak na potwora i znacznie mniej się bali. Aura Crylisa była nie do opisania.
     Po jakimś czasie ciemnowłosy powoli odsunął się od kobiety. Jego oczy błyszczały, był zadowolony widząc jej poruszoną twarz.
     - Cieszę się, że mogę żyć z wami. Ziemia to jednak cudowne miejsce - posłał kobiecie kolejny uśmiech, a może i cały czas się uśmiechał? Twarz miał promienną. - Chodźmy! Czekają na nas - obrócił się na pięcie, po czym wesoło ruszył przed siebie.
     Kobieta stała jeszcze przez chwilę. Patrzyła na chłopaka jak na uciekające marzenie. Miała ochotę pobiec za nim by znów go przytulić. Sama nawet nie zdawała sobie sprawy z tego jak rozpaczliwie pragnęła czułości. Potrzebowała jej wręcz. Jednak mimo emocji, które przed chwilą nią szarpnęły, wzięła głęboki oddech. Powstrzymała się od posłuchania serca i ponownego wtulenia się w Crylisa. Zamiast tego znów przywdziała beznamiętną maskę. Twarz jak zawsze ostatecznie straciła wyraz.
     Dwójka wybierała każdy możliwy skrót, choć Nerissa skrycie chciała wydłużyć ich wspólną drogę. Szli równym tempem i mimo, iż Zjawa miała swą siedzibę daleko od Mrocznych Zaułków, to podróż miała okazać się krótka. Zbyt krótka. Już niebawem będą w sklepie. Oby do tego czasu Charon za bardzo nie posprzeczał się z Thornem. Skłóceni mężczyźni pod jednym dachem przez kilka godzin dziennie mogą być wyjątkowo denerwujący. Na szczęście w sklepie była tylko jedna sypialnia, z której alchemik korzystał, gdy był zbyt zapracowany, coby wracać do swojej rezydencji.




    Subtelny Kłamca

    Stowarzyszenie Czarnej Róży: Członek
    Godność: Aeron Vaele
    Wiek: Ponad 500 lat / Wizualnie lekko ponad 30.
    Rasa: Upiorny Arystokrata
    Wzrost / waga: 182/100 (same rogi trochę ważą)
    Aktualny ubiór: Czarna marynarka ze stójką w typie munduru, zapinana dwurzędowo srebrnymi guzikami, z wyszywanym srebrną nicią wzorem na plecach. Czarne spodnie. Skórzane oficerki. Pas z przytroczonym rapierem.
    Znaki szczególne: Opalizujące granatem, duże, zakrzywione rogi. Tęczowe oczy.
    Zawód: Dowódca Gwardii Arcyksiążęcej
    Pod ręką: Laska (w której jest ukryta broń), zegarek kieszonkowy, sakiewka z pieniędzmi, mały notesik i długopis.
    Broń: Rapier
    Dołączył: 07 Sty 2017
    Posty: 341
    Wysłany: 14 Czerwiec 2017, 18:13   

    Półmrok panujący w pokoju wcale nie polepszał sprawy, Thorn nie mógł dokładniej przyjrzeć się siedzącemu w fotelu mężczyźnie. Jego twarz co prawda oświetlał płomień świec, ale rogatemu wydawało się, że w świetle dziennym wcale nie wyglądałby tak mrocznie.
    Miał ostrą twarz. Ostry podbródek, nos, zaznaczone kości policzkowe i te oczy... Oczy które musiały widzieć niejedno. Arystokrata podświadomie czuł, że ma do czynienia z osobą długowieczną, jak on sam. Może Charon żył nawet dłużej?
    Blond włosy okalające jego twarz nie pasowały do niego. Sprawiały, że jego fizys stawał się przyjemniejszy dla oka, ale sposób w jaki wysoki mężczyzna patrzył psuł cały efekt. A przyglądał się Thornowi z mieszaniną... irytacji i zmęczenia. Jakby chciał przekazać swojemu pacjentowi, że jest tu niemile widziany, że całe to leczenie było mu nie na rękę.
    Oczywiście, że nie było mu na rękę. Stracił swój cenny czas i energię na wyratowanie obcego.
    Tylko ile w tym jego zachowaniu było gry aktorskiej a ile prawdy? Czy faktycznie dla wszystkich był taki oschły?
    Pytanie o stan Nerissy najwidoczniej zezłościło blondyna, bo spiął się i zmarszczył brwi. Thorn nie bez satysfakcji odnotował ważną informację, którą mimochodem uzyskał - Charonowi zależało na kobiecie. Nie zareagowałby w ten sposób, gdyby była mu obojętna. No i ten ton: "Zrobiłem to tylko i wyłącznie dlatego, że Nerissa mnie o to poprosiła." Znaczy się, że medyk nie należy do osób rzucających się z pomocą, ale gdy Ona prosiła, był gotów wykonać polecenie. Ciekawe. Czy Nerissa miała nad nim władzę? A może byli spokrewnieni, albo ten wyniosły typ żywił do siwowłosej jakieś głębsze uczucia?
    Uśmiechnął się, odkrywając zęby w nieco złośliwym uśmiechu. Nie zamierzał pokornie siedzieć w ciszy, zapłaci Charonowi za opiekę, ale nie będzie ignorował jego nieprzyjaznych uwag. Teraz, gdy dodatkowo odkrył, że Nerissa nie jest mu obojętna, gra robiła się ciekawsza.
    Spojrzał hardo w oczy siedzącemu w fotelu mężczyźnie, nie bał się jego wyniosłego wzroku.
    - Oczywiście, że jej nie drasnąłem. - powiedział spokojnie - Nigdy bym jej nie skrzywdził bez powodu. - dodał - Powiem więcej, przy mnie Nerissa może czuć się całkowicie bezpieczna. Nie ruszą jej nawet psy gończe, wysłane po jej głowę. - uśmiechnął się szerzej, promiennie - Pytałem o jej samopoczucie. - gdy uzyskał odpowiedź, skinął głową.
    Ostre słowa o niewzruszeniu Nerissy jakoś go nie przekonały. Tam, przy Stawie wydawała się być przez chwilę rozluźniona. Nawiązali kontakt, powstała między nimi cienka nić porozumienia.
    - Może ma pan rację, jednak ja sądzę, że gdybym był jej obojętny, nie przyniosłaby mnie tutaj. - wykonał wolny wymach zdrową ręką, wskazując pomieszczenie - Nie prosiłaby pana o pomoc. Zatem... najwidoczniej jej na mnie zależy.
    Na wspomnienie, że zostały mu jedynie dwa pytania, Arystokrata zaśmiał się pod nosem, kręcąc głową. Charon chciał za wszelką cenę zaznaczyć, że on jest Panem Sytuacji. Tylko po co? Przecież Thorn nie chciał wchodzić mu w kompetencje. A takim 'zaznaczaniem' pozycji prowokował tylko Upiornego.
    Rogaty nie musiał specjalnie długo zastanawiać się nad pytaniami. Wiedział, że nie wyciągnie od Charona żadnych dodatkowych informacji, ani o Nerissie, ani o swojej profesji, ani o tym miejscu. Już i tak zadane pierwsze pytanie powiedziało mu o blondynie wiele. Było swoistym testem.
    Upiorny odgiął głowę nieco w tył, opierając ją o zimną ścianę. Starał się nie wykonywać nagłych ruchów, złamaną rękę trzymał nieruchomo. Patrzył medykowi prosto w oczy.
    - Pierwsze: gdzie jest moja broń? Chciałbym ją odzyskać. Ma dla mnie wartość sentymentalną. - powiedział już bez uśmiechu - Drugie: w jakiej dzielnicy Krainy Luster bądź Szkarłatnej Otchłani się znajdujemy? - drugie pytanie już nie było aż tak ważne, przecież Thorn i tak znajdzie to miejsce by spłacić dług. Popyta tu i tam... i w końcu dotrze do celu.
    Prawdę mówiąc nie mógł już doczekać się przybycia Crylisa. Młodzieniec był milszy, rozmowa z nim byłaby przyjemnością, nawet jeśli nie chciałby zdradzić żadnej dodatkowej informacji o Charonie.
    Z drugiej strony Thorn nie chciał prowadzić otwartej wojny z blondynem. Nie uchodziło, by skakać do gardła dobrodziejowi, a właśnie nim był teraz wysoki mężczyzna. Crylis wspominał, że jedynie asystował przy operacji, więc Charon musiał być głównym medykiem. Trzeba było okazać wdzięczność.
    Ale Upiorny nie miał zamiaru drugi raz dziękować. Był pewien, że oschły rozmówca przyjął podziękowanie. Czy mu się to podobało? Thorn nie miał pojęcia, ale zawsze pamiętał, by zachować maniery i pokazać się za pierwszym spotkaniu z tej kulturalnej strony.
    Rogatego bolała głowa. Starał się nie okazywać po sobie, że cierpi ale ucisk nie odpuszczał. Postanowił jednak poprosić o pomoc Crylisa, coś czuł, że czarnowłosy zrozumie i nie będzie zadawał pytań. Że pomoże, był przecież taki sympatyczny.
    Może przy okazji sprawdzi opatrunek.
    Na samo wspomnienie dotyku tych delikatnych, czułych dłoni po plecach Arystokraty przeszedł dreszcz. To niewłaściwe, bo nie powinien tak reagować na dotyk innego mężczyzny, ale Crylis... był inny. Było w nim coś... czystego, nieskażonego dziwactwem Krainy Luster czy mrokiem Szkarłatnej Otchłani. A ze Świata Ludzie też pewnie nie pochodził, Ludzie nie zachowywali się w taki sposób. Dbali jedynie o własny zad.
    Thorn wytrzymywał wzrok Charona i nie spuszczał tęczowych oczu. Wysoki wyglądał na groźnego, ale teraz, po czasie i krótkiej wymianie słów już nie wydawał się Arystokracie taki straszny. Chciał uchodzić za niebezpiecznego, z pewnością w jakimś stopniu był, ale chyba nie aż tak. Ktoś, kto faktycznie jest groźny, nie musi tego manifestować i przypominać wszystkim dookoła o władzy jaką posiada.
    Czekając na odpowiedź, rogaty przekrzywił głowę na bok i uśmiechnął się pogodnie do swojego wybawiciela. Wbrew bólowi, humor mu dopisywał.
    Znowu wyrwał się Śmierci. A może... ona sama go wypuściła?
    _________________
    Nerissa
    [Usunięty]




    Wzrost / waga: /
    Wysłany: 17 Czerwiec 2017, 14:57   

     Krocząc Cukierkową Ulicą w pewnej chwili Crylis się zatrzymał. Złapał lekko kobietę za ramię, coby ta również przystanęła. Zerkając na jeden z budynków zapytał.
    - Może powinniśmy kupić temu panu coś do jedzenia? Na pewno będzie głodny - przeniósł swój wzrok na Zjawę. Sam jego uśmiech miał dar przekonywania. Mara bez cienia wątpliwości zgodziła się. Pomysł był bardzo dobry. Niebieskooki zatem zniknął za progiem sklepu.
     Kobieta czekała cierpliwie na zewnątrz. Wierzyła, że chłopak sam lepiej dobierze pożywienie dla Thorna. Sama najczęściej jadła surowe mięso, więc w tej sprawie nie mogła pomóc. Jej spokojne czekanie zostało jednak gwałtownie zakłucone, przez niespodziewane zderzenie czołowe. W stojącą kobietę przypadkiem wpadła mała, biegnąca dziewczynka o białych kocich uszach i ogonie. Dachowiec miał wrażenie, że zderzył się ze ścianą więc i upadł na ziemię. Na szczęście bufiasta, jasnoróżowa sukienka załagodziła lądowanie. Dziewczynka podniosła wzrok na siwowłosą, która teraz z góry na nią spoglądała. Dziecko bez namysłu podniosło się, zaczęło krzyczeć i w strachu uciekło. Panienka co chwilę oglądała się za siebie sprawdzając, czy bestia jej nie goni. To przyczyniło się do kolejnego zderzenia. Wpadła na wychodzącego ze sklepu Crylisa. Chłopak uniósł wyżej trzymany w jednej dłoni koszyk wiklinowy z jedzeniem, coby go nie upuścić. Schylając się nieco drugą ręką przytrzymał Dachowca, by ten się nie przewrócił. Dziewczynka powoli podniosła spojrzenie na młodzieńca. Gdy tylko go ujrzała jej twarz zaczerwieniła się. Ten pan miał niesamowity uśmiech. Dziewczynka więc szybko złapała za nogawkę jego spodni, po czym skryła się za nim. Z jakiegoś powodu od razu mu zaufała.
     - Niech pan tam nie idzie! Widziałam potwora! - wskazała palcem na stojącą dalej Koszmarną. Crylis zaśmiał się cicho i zaraz przykucnął przy małym kociaku.
     - To nie potwór, tylko moja przyjaciółka. Chodź, pokażę ci, że nie ma się czego bać - objął dziewczynkę jedną ręką i zaraz ją podniósł. Dziecko wtuliło się w ciemnowłosego i niepewnie wlepiło spojrzenie w kobietę. Razem spokojnie zbliżyli się do niej. Mara nie wyglądała na zadowoloną ze spotkania. Nie przepadała za dziećmi. Niebieskooki dyskretnie puścił jej oczko. Cholera.. By nie rozczarować młodzieńca Lava spróbowała posłać dziecku coś na kształt wymuszonego, krzywego uśmiechu. Dziewczynka jednak okazała się bardzo bystra i nie dała się nabrać. Uniosła wysoko brwi oraz rozszerzyła oczy, by zaraz zapytać.
     - Ząbki panią bolą? - patrzyła pytająco na Marę. Kobieta westchnęła ciężko, zrezygnowała ze sztucznego uśmiechu, jednak nie odezwała się. Dachowiec również milczał. Cała trójka stała tak przez chwilę. Nerissa starała się wytrzymać spojrzenie dziecka. W końcu Crylis lekkim kiwnięciem głowy w stronę Mary zachęcił małą do jakiegoś śmielszego posunięcia. Dziewczynka zdecydowała się wyciągnąć dłoń w jej stronę. Nagle ułożyła ją na włosach kobiety. Pogłaskała ją i niespodziewanie uśmiechnęła się radośnie.
     - Mięciutkie! - krzyknęła entuzjastycznie. Chłopak zaśmiał się a Zjawa wydawała się być zadziwiona. Sądziła, że ostatecznie dziecko zechce znów uciec. Towarzystwo Crylisa jednak najwyraźniej dodało jej odwagi. Ten gest wywołał na twarzy Lavy uśmiech. I choć był delikatny, to był również szczery. Pozwoliła kotce się dotknąć.
     - Pani oczy wyglądają jak wulkan! - dodała jeszcze. Strach przeminął, został zastąpiony nieopisanym zaciekawieniem. Niefortunnie poznawanie nowej osoby musiał zakłócić jakiś krzyk. Matka dziecka wołała je. Kobieta o takich samych śnieżnych uszach oraz ogonie pośpiesznie szła w stronę trójki. Widać córka jej uciekła.
     Crylis odstawił Dachowca na ziemię. Białowłosa popędziła w stronę matki, która zaraz wzięła ją w objęcia. Dziecko wskazało na dwójkę od której się przed chwilą oddaliło.
     - Mamusiu, widziałaś tamtego przystojnego pana? A ta pani obok nie jest strasznym potworem! Ma fajne włosy - uśmiechnęła się wyraźnie usatysfakcjonowana faktem, iż mogła pogłaskać Koszmarną.
     Matka dziecka spojrzała na młodego mężczyznę. I na jej licach wymalował się rumieniec. Po tym przeniosła wzrok na drugą osobę. Widząc ją przytuliła mocniej do siebie córkę. W jej oczach zawitał strach. Nie uwierzyła dziecku. Widziała przed sobą potwora. Postanowiła więc pośpiesznie oddalić się od Zjawy, jak najdalej. Mała kotka z rozczarowaniem machała jeszcze dwójce na do widzenia. Dorośli bali się bardziej, ich umysły były zaśmiecone często fałszywymi przekonaniami.
     Twarz siwowłosej skamieniała. Bez słowa odwróciła się, by ruszyć dalej. Mimo, iż jej oblicze nie miało wyrazu, Crylis dobrze wiedział jak się teraz czuła.

     Złośliwy uśmieszek ciemnowłosego zadziałał na medyka niczym płachta na byka. Gwardzista sądził, że w tej grze miał jakieś karty. W rzeczywistości jednak leżał z pustymi rękoma i najwyraźniej nie zdawał sobie sprawy z tego w jakiej pozycji się znajduje. Śmiał nawet testować cierpliwość swojego wybawcy. Jakże niewdzięcznie. Charon momentalnie przekonał się, iż nie warto było ratować tego Gwardzistę.
     - To oczywiste, że nie ruszą jej psy gończe - skomentował spokojnie. Postanowił już nie okazywać swojej złości, która skrycie wciąż nim motała - Pyski takich rozrywa gołymi rękoma.
     Gdy usłyszał, co rogaty sądzi o Zjawie uśmiechnął się pod nosem. Thorn myślał, że jej na nim zależy? Widać w ogóle jej nie znał. Humor alchemika zaraz się poprawił. Zignorował nawet ten śmiech, który swoją drogą był zupełnie nie na miejscu. Już wyrobił sobie zdanie na temat Arystokraty. To zabawne, że co poniektóre istoty długowieczne wciąż są tak naiwne.
     Ze spokoju wyrwało go kolejne pytanie Thorna. Mężczyzna momentalnie cicho się roześmiał. Leżący przed nim naprawdę zdawał się nie być świadom jak bardzo niekorzystna była dla niego cała ta sytuacja. Widać wciąż nie pojął, kto rzeczywiście był tu górą. Charon jeszcze raz postanowił mu to wyjaśnić. I nie dlatego, że chciał za wszelką cenę być panem sytuacje. Zwyczajnie chciał ostrzec młodszego, że nie należy z nim zadzierać.
     - Naprawdę sądzisz, że dostaniesz jakąkolwiek broń na moim terenie? - zapytał nad wyraz uprzejmie. Mimo spokojnego tonu jego jaskrawe oczy jarzyły się niebezpieczeństwem - Nawet ten kandelabr jest plastikowy - wskazał na świecę stojącą obok siebie. Najwyraźniej wiedział o mocy mężczyzny. - Może odzyskasz swoją laskę, gdy już będziesz opuszczać to miejsce - jego łagodny uśmiech zdawał się bardziej przeraźliwy, niżeli jego twarz, gdy to spiął brwi w niezadowoleniu - O ile oczywiście przypadkiem nie zapomnę gdzie ją schowałem - dodał jeszcze. Złośliwością na złośliwość odpowiedział. Nawet podarował sobie zwrócenie uwagi na następne pytanie ciemnowłosego.
     Nim Upiorny zdołał odpowiedzieć drzwi do sypialni się uchyliły. Na całe szczęście ten nonsens został przerwany. Crylis otwierał wejście dla kogoś. Do pomieszczenia spokojnym krokiem wkroczyła Senna Zjawa. Nerissa nie miała już płaszcza. Zostawiła go na wieszaku w gabinecie. Odziana była w dopasowaną, czarną podkoszulkę, która idealnie uwydatniała jej umięśnione ramiona oraz ręce. Do tego miała ciemne i ciasne spodnie. Takie jak zawsze. Przed wejściem do sklepu spięła również włosy w wysoki kucyk, zatem jej spiczaste uszy oraz długa szyja ładnie się teraz prezentowały.
     Blondyn widząc kobietę momentalnie podniósł się z miejsca. Ręce rozłożył szeroko, wskazał na leżącego.
     - Zrobiłem jak prosiłaś - oznajmił z szerszym uśmiechem. Zabójczyni zerknęła na rogatego przelotnie, coby ocenić jego stan. Po tym spojrzeniem wróciła na medyka. Wpatrywali się dłuższą chwilę w siebie bez słowa. Jasnowłosy miał twarz spokojną, jednak oblicze Mary zaczynało nieco się zmieniać. Jej brwi z każdą chwilą delikatnie się spinały. Wyglądali jakby rozmawiali ze sobą. Ale czy tak faktycznie nie było? Oczywiście, Charon telepatycznie potrafił się z nią porozumieć.
     Na koniec kobieta lekko skinęła głową i swe rozczarowane spojrzenie skierowała na Gwardzistę. Chwilę go tak niemo karciła za zachowanie. W końcu jednak sięgnęła do pasa i odpięła od niego niewielką sakiewkę.
     - Charonie, w ramach mojej wdzięczności proszę, byś to przyjął - uniosła sakiewkę wyżej, aby mężczyzna dobrze ją widział. Znała go, wiedziała, że pieniędzy nigdy by od niej nie przyjął. Postanowiła więc odwdzięczyć się w inny sposób.
     Blondyn wiedząc, że odmówienie przyjęcia podarku rozgniewa Marę, zbliżył się do niej, odebrał woreczek i zaraz go otworzył. Nagle oczy mocno rozszerzył, gdy tylko z wnętrza wyciągnął jedną z wielu niewielkich rubinowych łusek, lekko połyskujących się na ciemno zielono.
     - Skąd to masz? - zapytał w zdumieniu. Nie czekał jednak na odpowiedź. Pytanie było retoryczne. - Jesteś niesamowita! - podszedł bliżej do siwowłosej, lekko musnął wargami jej policzek w podzięce, po czym pośpiesznie wyszedł z sypialni. Od razy pognał do swojej pracowni.
     Gdy Charon opuścił pomieszczenie Lava zbliżyła się do łoża. Momentalnie pochyliła się nad leżącym i spokojnie rzekła.
     - Nie powinieneś go denerwować - umiejscowiła swoją rękę na ramie posłania za głową ciemnowłosego. Była blisko. - Śmierć z jego ręki byłaby dużo bardziej nieprzyjemna, bolesna i powolna niżeli z mojej - pochyliła się bardziej nad nim, by mógł z bliska spojrzeć w jej magmowe oczy. - Uważaj, ponieważ nie będę go przed niczym powstrzymywać - mimo ostrzeżenia jakie właśnie dała mężczyźnie nie wyglądała na rozgniewaną. Jak zawsze zwyczajnie udzieliła dobrej rady.
     Teraz ustawiła swoją twarz tak, by wargi mieć blisko jego ucha. Dalej zaczęła szeptać tym swoim rozkosznym, lekko zachrypniętym głosem. Oznajmiła coś bardzo ważnego.
     - Jeszcze jedna istotna rzecz.. - zaczęła. - Jeżeli jakkolwiek urazisz bądź skrzywdzisz Crylisa.. - przerwała na chwilę, by maksymalnie przystawić usta to jego ucha. Niemal dotykała jego skóry - ..pożałujesz.
     To jedno słowo mówiło bardzo wiele. Brzmiało chłodno, ostrzegało przed nieszczęściem. Thorn właśnie uzyskał kolejną informację. Zjawie zależało na młodym chłopaku. Jednak co Gwardzista mógłby zrobić z tą wiedzą? Gdyby zechciał zaszkodzić komukolwiek z tej trójki musiałby się liczyć z zagrożeniem ze strony pozostałej dwójki. A zadzieranie czy prowokowanie kogokolwiek z nich było niebezpieczeństwem samym w sobie.
     Nerissa wyprostowała się i cofnęła. Oblicze jak zawsze miała opanowane. Emocje zdawały się dla niej nie istnieć. Kobieta na powrót stanęła obok niebieskookiego.
     - Postaraj się proszę doprowadzić go do jak najlepszego stanu, bym już jutro wieczorem mogła go stąd zabrać - stanęła przodem do otworzonych drzwi. - Ja pójdę go uspokoić - dodała po chwili.
     - Nie ma problemu - odpowiedział młodzieniec z delikatnym uśmiechem. Kobieta spojrzała jeszcze na moment w jego oczy. Ten uśmiech.. Nie potrafiła się mu oprzeć. Uniosła dłoń, by zaraz lekko zmierzwić włosy niebieskookiego. Fakt, że go dotknęła wymalował i na jej ustach subtelny uśmiech.
     Nim wyszła obróciła się w stronę Thorna, by zapewnić go o jednym.
     - Pomówimy na spokojnie później - rzekła łagodnie. Sam jej ton świadczył o tym, iż jej wcześniejsze słowa były jedynie istotnymi ostrzeżeniami i obecnie złych zamiarów nie miała.
     Kiedy Crylis został sam z Gwardzistą posłał mu jakby zaniepokojone spojrzenie. W jego oczach była kropelka smutku zmieszana z krztą zmartwienia. Chłopak podszedł do łoża, a następnie ustawił przy nim wiklinowy koszyk. Przeprosił jeszcze na chwilę Arystokratę, wyszedł i niebawem wrócił z kandelabrem w jednej dłoni oraz wysokim stołkiem w drugiej. Zamknął za sobą drzwi. Swoje siedzenie ustawił obok łóżka a świece kandelabru zapalił korzystając z palącego się już ognia na stoliku przy fotelu. Kandelabr ustawił na stoliczku przy leżącym. Teraz pokój był dużo lepiej oświetlony, a Thorn mógł dokładnie ujrzeć twarz swojego nowego opiekuna.
     Atramentowe włosy chłopaka okazały się ciemnoniebieskie. Crylis miał piękne błękitne tęczówki, które z zewnątrz otulała czerń. Białka jego oczu również wydawały się lekko wpadać w błękit. Delikatne rysy twarzy sugerowały azjatyckie korzenie. Wargi zdawały się lekko sine. Porcelanowa skóra wyglądała na nieziemsko gładką. Był nieco niższy od Gwardzisty. Liczył sobie jakieś 178 centymetrów wzrostu. Na szyi malował się tatuaż prezentujący morskie fale, który uciekał pod jego białą koszulkę. Na materiale, przy prawym ramieniu był jasnoczerwony karp koi. Zupełnie jakby ryba pływała w wodzie wytatuowanej na dobrze zbudowanym ciele młodzieńca.
     - Musiałby pan wiedzieć, co oboje przeszli, by ich zrozumieć - rzekł spokojnie zajmując miejsce przy leżącym. - Znają się dłużej niż pan żyje - uśmiechnął delikatnie, chciał, by mężczyzna czuł się przy nim komfortowo. - Proszę, niech pan nie próbuje ich poróżnić - prosząc łagodnie ułożył dłoń na ramieniu Upiornego. - Mamy tylko siebie.. - dodał jeszcze nieco ciszej. Nie trwał w tej pozie jednak długo. Podniósł zaraz koszyk stojący na ziemi. Obdarzył podopiecznego słonecznym uśmiechem. - Proszę się jednak teraz o nic nie martwić. Powinien pan odpocząć. Kupiłem sporo jedzenia, z pewnością jest pan głodny.
     Chłopak wyciągnął z koszyka drewnianą tacę i ułożył ją ostrożnie na udach mężczyzny, tak by ten nie musiał sięgać daleko. Po tym zaczął na nią wyciągać przeróżne owoce i bułeczki o wielu smakach. Wybór był spory. Na koniec wyciągnął jeszcze kremowy bukłak z wodą.
     - Byłem jeszcze nad jednym z moich ulubionych źródeł. Ta woda jest wyśmienita - zapewnił, jakby nieco dumny z siebie. W końcu kiedyś udało mu się znaleźć cudowne miejsce.
     Jeżeli tylko Thorn zdecydował się jeść chłopak wstał z miejsca i podszedł do regałów. Krzyżując ręce na torsie zaczął przeglądać tutyły.
     - Hmm.. Są tu głównie zbiory zielarskie i książki o zwierzętach. Nie ma żadnych powieści - zerknął przez ramię na mężczyznę. - Nie jestem pewien, czy coś pana zainteresuje. Pan Charon trzyma tu jedynie mały zbiór swoich ksiąg.
     Młody mężczyzna wrócił na swoje miejsce. Miał nadzieję, że Thorn nie będzie się już przy nim czuł skrępowany.
     - Jednak spokojnie. Ja znam wiele ciekawych opowieści. Jeśli pan zechce, mogę jakąś panu opowiedzieć - niebieskooki spojrzał teraz na płomień świec. - Puki co to niestety jedyne co przychodzi mi do głowy. Może pan ma jakieś inne pomysły na zabicie czasu? - spojrzeniem wrócił na leżącego.
     Spokojnie wyczekiwał odpowiedzi mężczyzny. Był również gotów do zabrania tacy, gdy ten skończy jeść.




    Subtelny Kłamca

    Stowarzyszenie Czarnej Róży: Członek
    Godność: Aeron Vaele
    Wiek: Ponad 500 lat / Wizualnie lekko ponad 30.
    Rasa: Upiorny Arystokrata
    Wzrost / waga: 182/100 (same rogi trochę ważą)
    Aktualny ubiór: Czarna marynarka ze stójką w typie munduru, zapinana dwurzędowo srebrnymi guzikami, z wyszywanym srebrną nicią wzorem na plecach. Czarne spodnie. Skórzane oficerki. Pas z przytroczonym rapierem.
    Znaki szczególne: Opalizujące granatem, duże, zakrzywione rogi. Tęczowe oczy.
    Zawód: Dowódca Gwardii Arcyksiążęcej
    Pod ręką: Laska (w której jest ukryta broń), zegarek kieszonkowy, sakiewka z pieniędzmi, mały notesik i długopis.
    Broń: Rapier
    Dołączył: 07 Sty 2017
    Posty: 341
    Wysłany: 17 Czerwiec 2017, 17:30   

    W tym upiornym świetle Charon wyglądał niczym Demon. Prawdopodobnie gdyby Thorn, będąc jeszcze dzieckiem zobaczył go w ciemnej uliczce, odszedłby co sił w nogach, porzucając zamiar spacerowania tą drogą. Był na swój sposób przerażający, a jeszcze bardziej przerażał jego spokój.
    Thorn przełknął ślinę słysząc odpowiedź na zaczepkę. Nie powinien prowokować blondyna. Nie powinien stosować na nim swoich sztuczek. Powinien od razu porzucić myśl o wybadaniu Charona, tuż po pierwszych jego słowach.
    Ale komentarz wysokiego też w jakiś sposób uspokoił Arystokratę. Wiedział, że Nerissa jest niebezpieczną istotą, ale świadomość, że sama poradzi sobie ze ścigającymi dodawała otuchy. Thorn lubił wiedzieć, że ktoś w razie problemów poradzi sobie sam.
    Spuścił z pantałyku. Uśmiech ustąpił, zwłaszcza ten złośliwy. Teraz na twarzy Upiornego malowało się coś na kształt skruchy. Nie przestał się obawiać swojego wybawcy, wręcz przeciwnie. Jego podłużna twarz, ten aksamitny głos i spokojne ruchy... Jak pająk, który wie, że zdobycz raz złapana w sieć i tak już nie ucieknie.
    Spodziewał się, że nie dostanie broni bo przecież tylko głupiec dawałby coś ostrego osobie, której nie zna. A Arystokrata jak na razie pokazał się ze złej strony. Cholera... a mógł siedzieć cicho.
    - Nie nie, to nie tak, że chcę ją teraz dostać. - pospieszył z wyjaśnieniami już milszym głosem - Zwyczajnie... szkoda byłoby stracić broń za którą kryją się wspomnienia. - dodał pokornie, patrząc w podłogę.
    Czuł się pokonany. Własną bronią. Charon był istotą zbyt straszną, by go testować. Swoim zachowaniem Thorn pokazał jedynie arogancję. Trudno będzie udowodnić blondynowi, że Upiorny naprawdę jest mu cholernie wdzięczny.
    Chciał coś powiedzieć, ale drzwi otworzyły się i wszedł Crylis. Już na jego widok Thorn poczuł się o wiele lepiej. Uśmiechnął się szczerze do chłopaka. Nie wiedzieć czemu, czuł, że znajdzie wspólny język z tym sympatycznym typem. Niebieskooki przynajmniej nie patrzył na niego jak na intruza.
    Przepuszczał kogoś w drzwiach. Tym kimś była... Nerissa!
    Oczy Upiornego błysnęły na jej widok. Naprawdę cieszył się, że ją zobaczył. Wiedział, że nic jej się nie stało, bo o tym poinformował go Charon ale mimo wszystko był ciekaw, czy dobrze się czuła.
    Przez chwilę kobieta utrzymywała kontakt wzrokowy z medykiem. Thorn nie chcąc wybijać się przed szereg opuścił potulnie wzrok i przez chwilę zajął się samym sobą.
    Było mu wstyd. Miał nadzieję, że nie uraził wysokiego mężczyzny, ale coś czuł, że złośliwym uśmiechem nie zyskał w jego oczach. Wręcz przeciwnie. Ale czy faktycznie okazał arogancję? Możliwe. Już taki był, czasem pewność siebie stawała się wadą przez którą miał kłopoty. Nie bez wpływu było tutaj wychowanie - był w końcu Arystokratą. Matka powtarzała mu niejednokrotnie, że należą do najszlachetniejszej rasy, Rasy Panów. Thorn starał się oczywiście nie epatować tym na wszystkie strony, oduczył się uważać się za lepszego... ale czasem cienie przeszłości przebijały na wierzch. I rogaty musiał się później wstydzić.
    Odwrócił wzrok gdy siwowłosa coś wręczała medykowi. Nie chciał w tym uczestniczyć, to były ich sprawy i należało im się trochę prywatności. Dar jaki otrzymał Charon chyba mu się spodobał, bo mężczyzna wyraził aprobatę i zniknął za drzwiami.
    Arystokrata podniósł wzrok na Nerissę dopiero gdy zbliżyła się do niego. Na bardzo bliską odległość.
    Skulił się wewnętrznie słysząc jej słowa. Jej oczy świdrowały go na wylot, czuł się tak, jakby tonął w magmie. Jakby pochłaniała go, parząc boleśnie każdy kawałek skóry, cal po calu.
    - N-nie chciałem go denerwować. - powiedział szeptem, jakby chciał samemu sobie wytłumaczyć, że tak faktycznie było - Przepraszam.
    Jej bliskość działa na niego teraz całkiem inaczej. Gdyby nie okoliczności, cieszyłby się, że kobieta zdobyła się na zbliżenie. Ale teraz? Teraz gdy przeskrobał, wyszedł na chama, obecność siwowłosej wzbudzała w nim... strach? Nie. Nie mogła wzbudzać strachu, bo zareagowałby agresją. Ale czuł się niekomfortowo.
    Potraktował jej słowa jako dobrą radę. Był jej wdzięczny, że postanowiła go ostrzec a nie od razu działać.
    - Nigdy bym... - zaczał słysząc o krzywdzeniu Crylisa, ale szybko zamknął jadaczkę. Chyba nie było sensu zapewniać ją, że Upiorny nie ruszy młodzieńca. Nerissa uznała, że wypada ostrzec Upiornego i Thorn przyjął ostrzeżenie. Dyskutować z nią nie będzie. Już i tak dał plamę w kontakcie z Charonem.
    Nerissa poszła za Charonem, Thorn odprowadził ją wzrokiem posyłając za nią skruszone spojrzenie. Jej nagana podziała na niego bardzo mocno.
    Również Crylis wydawał się być poruszony. Posłał Upiornemu zaniepokojone spojrzenie, co dodatkowo utwierdziło rogatego, że postąpił nieładnie. Thorn odczekał chwilę, po której chłopak wrócił, niosąc źródło światła i stołek.
    Teraz, gdy w pomieszczeniu zrobiło się jaśniej, Arystokrata mógł dokładniej przyjrzeć się Crylisowi. Młodzieniec miał zachwycające niebieskie oczy i granatowe włosy, teraz było to widać o wiele lepiej. Miał łagodne rysy twarzy, regularne brwi, ładny, prosty nos i sine usta. Thorn dopiero teraz dojrzał też przepiękne malunki ozdabiające jego szyję i ramię. Cały wyglądał jak... uosobienie jeziora. Łagodnego, o miękkich falach otulających brzeg.
    Jak Thorn mógłby skrzywdzić kogoś takiego?
    Jego słowa przepełnione były jakimś ukrytym żalem. A przynajmniej tak odebrał to Arystokrata. Tym bardziej poczuł się jak drań. Próbował zaburzyć spokój tego miejsca...
    Dłoń Crylisa położona na ramieniu Upiornego sprawiła, że opuścił wzrok.
    - Przepraszam. - powiedział po chwili, z rezygnacją w głosie - Nie chciałem ani zdenerwować pana Charona, ani poróżnić go z Nerissą. To wszystko... źle wybrzmiało. - westchnął.
    Przez chwilę patrzył w podłogę. Czuł się podle. Okazał taki brak wdzięczności...
    - Ja jestem państwu bardzo wdzięczny za ratunek. I jestem gotów zapłacić, ale złotem albo przysługami. - powiedział po chwili - Jestem świadom długu jaki mam u państwa. Dziękuję. - ujął dłoń Crylisa i ścisnął ją na potwierdzenie swoich słów.
    - Pan Charon wywołuje u mnie... niepokój. - odparł szczerze - Szanuję go, jest z pewnością mistrzem w swoim fachu ale jest w nim coś... upiornego. Wiem, że swoją obecnością burzę ład i spokój tego miejsca ale przyparty do muru czasem robię głupoty. Również i tym razem powiedziałem za dużo, pod wpływem emocji. - podniósł wzrok na młodzieńca - Przepraszam. Jeszcze raz. Za kłopot i za swoje zachowanie.
    Przy Crylisie czuł się swobodniej. I miał nadzieję, że swoją szczerością nie rozjuszy chłopaka, chciał by tamten zrozumiał.
    Jedzenie które przyniósł wyglądało fantastycznie i Upiorny był pewien, że może spokojnie jeść, bo niebieskooki nie wyglądał na truciciela. Oczywiście pozory mogą mylić (i zazwyczaj mylą) ale Arystokrata chciał myśleć o nim ciepło, przynajmniej jemu chciał okazać sympatię.
    - Dziękuję, bardzo dziękuję! - powiedział z entuzjazmem - Jest pan dla mnie wyjątkowo dobry.
    Początkowo chciał odmówić, ale po krótkim namyśle uznał, że nie wypada. Chciał okazać wdzięczność a skoro Crylis pofatygował się by coś kupić, trzeba to docenić.
    A poza tym Upiorny był głodny jak wilk, trzeba to było przyznać.
    Thorn uśmiechnął się do drugiego mężczyzny i zaczął jeść. Powoli, pamiętając o manierach. Wszystko było takie pyszne! Pozwolił też sobie na skorzystanie z wody. Ufnie upił duży łyk.
    - Faktycznie. - powiedział zaskoczony wyśmienitym smakiem wody - Jest cudowna!
    Słuchał uważnie słów chłopaka, nie chciał by cokolwiek mu umknęło. Młody zapowiadał się na świetnego kompana do rozmowy.
    Po skończonym posiłku, Thorn oparł się wygodnie i uśmiechnął do Crylisa.
    - Lubię rozmawiać. - powiedział - Sądzę, że to może nam ciekawie zapełnić czas. Pan pewnie wie o mnie wszystko... - zaczął ostrożnie. Modlił się, by jednak ani Charon, ani Crylis nie znali jego tajemnicy. Najcenniejszego skarbu.
    - Może nie będę frapującym źródłem informacji... - uśmiechnął się nieco zakłopotany - Ale jeśli ma pan jakieś pytania, odpowiem z radością.
    _________________
    Nerissa
    [Usunięty]




    Wzrost / waga: /
    Wysłany: 20 Czerwiec 2017, 15:53   

     Wysoka kobieta podążyła za medykiem aż do pracowni. Po drodze zabrała ze sobą masywne krzesło z gabinetu. W największym z tych trzech pomieszczeń postawiła swoje siedzenie pod ścianą, po czym zajęła miejsce. Charon już rozstawiał puste fiolki o różnych wielkościach na ogromnym stole. Później dokładał na blat jeszcze jakieś rośliny i słoiczki z zawartością trudną do określenia. Jednak mimo swojego zadowolenia z otrzymanego podarku, mężczyzna wciąż większość swej uwagi poświęcał Zjawie. Toczyła się między nimi spokojna rozmowa.
     Kiedy chłopak usłyszał przeprosiny z ust Arystokraty, to zaraz posłał mu wdzięczny uśmiech. Mimo, iż z tej upiornej trójcy był najmłodszy, to okazał się również najbardziej wyrozumiały i dobroduszny. Na słowa o zapłacie od razu pokręcił energicznie głową.
     - Proszę, niech pan nawet nie myśli o obdarzeniu nas złotem. Zarówno ja, jak i pan Charon nie przyjmiemy takiej zapłaty - spojrzał w oczy mężczyzny, gdy ten ujął jego dłoń. - Myślę, że co najwyżej pan Charon zechce, by coś pan dla niego zdobył - młodzieniec znów się uśmiechnął. Nie sprecyzował się dokładniej, ponieważ sam nie wiedział, czego jego pracodawca mógłby chcieć w zamian. Zapewne byłaby to jakaś rzadko spotykana roślina, kto wie. Jednak ostatnimi czasy poszukiwania alchemika szły coraz lepiej. Istnieje zatem spora szansa na ta, iż blondyn nie zechce niczego innego jak tylko świętego spokoju. - Choć wątpię. Prezent od pani Lavy zapewne już wszystko mu wynagrodził.
     Słysząc, jak rogaty mówi o swym niepokoju niebieskooki nieco spoważniał. Wyrozumiale wpatrywał się w siedzącego i z uwagą go słuchał. Gdy mężczyzna skończył się wypowiadać chłopak skinął lekko głową na znak, że wszystko pojął.
     - Pańskie obawy są zrozumiałe - zaczął spokojnie. Starał się, by jego ton był miękki i przyjemny dla ucha, nie chciał przestraszyć kruczowłosego - Pan Charon nie zalicza się do żadnej z ras tej Strony Lustra.
     Mimo starań Crylisa i jego łagodnej wymowy, takich słów nie można było zlekceważyć czy odebrać ze stoickim spokojem. Chłopak jednak postanowił więcej w tym temacie nic nie mówić. Przynajmniej na razie. Uznał, iż Gwardzista potrzebuje odpoczynku a nie obaw i stresu.
     Na podziękowania ciemnowłosy odpowiedział ciepłym uśmiechem. Cieszył się, że jego podopieczny zainteresował się posiłkiem. Jeden szczegół jednak nie przypadł mu do gustu, co od razu postanowił zaznaczyć.
     - Proszę nie mówić do mnie na pan - rzekł pewnie. - Przedstawiłem się już wcześniej, nazywam się Crylis i właśnie tak chcę by pan się do mnie odnosił.
     Gdy mężczyzna zaczął jeść, chłopak spokojnie się w niego wpatrywał. Starał się jednak swym spojrzeniem nie być nachalnym, co i raz zerkał w inną stronę. Tak czy inaczej, wyglądał na zadowolonego z faktu, iż Thornowi smakowało jedzenie. Rozpromieniał nawet jeszcze bardziej, gdy mężczyzna pochwalił smak źródlanej wody.
     Kiedy Upiorny skończył, niebieskooki zabrał od niego tacę i włożył ją z powrotem do koszyka stojącego na ziemi, który miał później ze sobą wziąć. Podał siedzącemu jeszcze chustkę. Słysząc jego słowa przygryzł lekko dolną wargę. Wyglądał jeszcze niewinniej.
     - To prawda, wiem dość sporo - przyznał szczerze. - Gdy pan spał, pan Charon poprosił mnie o dowiedzenie się o panu jak najwięcej - uśmiechnął się łagodnie. - Niektórzy Gwardziści mają strasznie długie języki - tutaj zaśmiał się cicho, lecz nie kpiąco a raczej uroczo. - Jednak dzięki temu nie musi się pan martwić o niepokój swojej rodziny. Po nazwisku znalazłem rezydencję pańskiego rodu i przebrany w mundur podałem się za Gwardzistę z pańskiego oddziału. Powiedziałem, że niespodziewanie dostał pan ważne rozkazy i przez najbliższe kilka dni nie będzie pan w stanie wrócić do domu - młodzieniec westchnął cicho. - Dzięki panu Charonowi na szczęście nie musiałem ujawniać swojej twarzy. Przygotował dla mnie krótkotrwały eliksir iluzji - niebieskooki odwrócił teraz swój wzrok. - Nie jestem.. - zaczął nagle nieco ciszej. - ..specjalnie dumny z tego kłamstwa, jednak przynajmniej pana rodzina jest spokojna. Nie chciałem, by się zamartwiali.
     Crylis okazał się dbać nawet o dobro ludzi, których nie znał. Był istotą otwartą, szczerą i zawsze promienną. Był zdecydowanie dobroduszny oraz troskliwy. Biło od niego ciepło. Zdawał się kompletnie różnić od Nerissy. Byli swoimi przeciwieństwami, jak ogień i woda. Ona ponura, on radosny. Ona małomówna, on rozmowny. Ona zamknięta, on otwarty. Ona bezlitosna, on miłosierny.
     - Hmm.. raczej nie mam żadnych bardzo poważnych pytań - zastanowił się chwilę. Chłopaka kusiło, by spytać Gwardzistę co on sądzi o siwowłosej, jednak ostatecznie się powstrzymał. Uznał to pytanie za zbyt śmiałe. - Jednak mniej istotne pytania mógłbym zadawać bez końca! Takie jak.. Jakie jest pańskie najcenniejsze wspomnienie? Jakie ma pan relacje z matką? Czy ma pan jakieś nietypowe marzenia? Jak spędza pan czas wolny? Lubi pan swoją pracę? Jaki jest pana ulubiony kolor? Czy gdyby mógł pan zmienić swoją rasę, to czy zrobiłby pan to? Jeżeli tak, to na jaką? - niebieskooki nagle zamilkł. Powoli spuszczając wzrok właśnie zdał sobie sprawę z tego, iż obsypał mężczyznę pytaniami. - Proszę mi wybaczyć. Chciałem tylko pokazać, że na codzienne tematy można rozmawiać długo. Dlatego też chciałbym, aby najpierw pan zadał mi ważne dla pana pytania. Swoimi odpowiedziami postaram się jak najwięcej panu wyjaśnić. Choć niestety nie wszystko będę mógł zdradzić. - spojrzał ciemnowłosemu w oczy. - Istnieją liczne sekrety, które powinny pozostać między naszą trójką - teraz młodzieniec posłał Gwardziście subtelny uśmiech. - W końcu każdy ma swoje tajemnice. Pan również, czyż nie?

     Tymczasem w pracowni między zabójczynią a alchemikiem dalej toczyła się rozmowa.
     - Wiesz dobrze, moja droga, że nie przepadam za Upiornymi. Są nędzną podróbką Podziemnych - mówił mężczyzna siedząc przy stole. W dłoniach trzymał czarną gałązkę pełną maleńkich listków przypominających Noc Kairu. Blondyn właśnie je zrywał i pojedynczo wrzucał do jednej z fiolek wypełnionych purpurową cieczą.
     - Wiem i zawsze miałam takie samo zdanie jak ty. Jednak postanowiłam dać mu szansę - odrzekła spokojnie Zjawa. Powieki miała przymknięte, ręce skrzyżowane na piersi - Przy okazji będziemy mogli lepiej przyjrzeć się tej rasie.
     Charon uśmiechnął się do kobiety wręcz czarująco.
     - Lepiej? Przecież jesteśmy już świadomi jak słabi są. Ten osobnik tylko to potwierdził. Przecież wiemy niemal wszystko o każdej z ras tej Krainy. - uśmiech jasnowłosego nieco się poszerzył. - Poza tym, czy ty przypadkiem nie oszczędzałaś jednego na pięć lat? A z tego co pamiętam około trzech lat temu już jednej istocie darowałaś życie.
     - Niemal wszystko. Sam to powiedziałeś - mruknęła szczególnie akcentując pierwsze słowo, po czym odetchnęła głęboko. Zignorowała resztę wypowiedzi przyjaciela.
     - Ty naprawdę zawsze chcesz być gotowa na wszystko, prawda? Mogłabyś choć raz dać ponieść się chwili, Ness. Powinnaś odpocząć - mężczyzna kontynuował swoją pracę.
     - Nie mogę sobie na to pozwolić - odpowiedziała stanowczo. - Za dużo dusz na mnie poluje - uchyliła powoli powieki i tym razem to ona się uśmiechnęła. A uśmiech ten, mimo iż ledwie dostrzegalny, był przepełniony satysfakcją.
     - Racja - mruknął cicho w odpowiedzi i kątem oka zerknął raz jeszcze na Marę. Spodobał mu się wyraz jej twarzy. - W końcu w twoim życiu..
     - ..ostrożności nigdy za wiele - kobieta dokończyła za niego. Po tym oboje spojrzeli się na siebie porozumiewawczo. Widać znali się bardzo dobrze.




    Subtelny Kłamca

    Stowarzyszenie Czarnej Róży: Członek
    Godność: Aeron Vaele
    Wiek: Ponad 500 lat / Wizualnie lekko ponad 30.
    Rasa: Upiorny Arystokrata
    Wzrost / waga: 182/100 (same rogi trochę ważą)
    Aktualny ubiór: Czarna marynarka ze stójką w typie munduru, zapinana dwurzędowo srebrnymi guzikami, z wyszywanym srebrną nicią wzorem na plecach. Czarne spodnie. Skórzane oficerki. Pas z przytroczonym rapierem.
    Znaki szczególne: Opalizujące granatem, duże, zakrzywione rogi. Tęczowe oczy.
    Zawód: Dowódca Gwardii Arcyksiążęcej
    Pod ręką: Laska (w której jest ukryta broń), zegarek kieszonkowy, sakiewka z pieniędzmi, mały notesik i długopis.
    Broń: Rapier
    Dołączył: 07 Sty 2017
    Posty: 341
    Wysłany: 21 Czerwiec 2017, 17:39   

    Thorn nie miał zamiaru migać się od zapłaty. Informacja, że ani Charon, ani Crylis nie przyjmą złota była cenna, ale Arystokrata i tak zamierzał jakoś się odwdzięczyć. Nie lubił zostawiać niespłaconych długów - przede wszystkim było to niekulturalne, dodatkowo bardzo niekorzystne. Zawieszenie nie wchodziło w grę dlatego Upiorny postanowił później podejść do Charona i zapytać, co mógłby dla niego zrobić. Oczywiście zrobi to, jak wyzdrowieje.
    Niezależnie o co by blondyn nie poprosił, Thorn wykona zadanie. Nie bał się zabijać w zamian za daną usługę, mógł też kogoś złapać, w końcu był Gwardzistą, prawda? Tropienie miał już wpojone.
    Crylis był dla niego bardzo miły. Ani na chwilę nie porzucił łagodnego tonu. Jego obecność uspokajała Upiornego, był całkowitym przeciwieństwem Charona. Przy niebieskookim Thorn nie musiał się bać o swoje życie... Chociaż? Może to tylko pozory?
    Arystokrata wolał jednak im zawierzyć. Nie miał obecnie sił, by jakoś ewentualnie się obronić, gdyby Crylis chciał mógłby go skrzywdzić. Ale młodzieniec nie wyglądał na złego. Ba! był uosobieniem dobra. W oczach Thorna jawił się jako dobry opiekun. Taki, o jakim można tylko marzyć.
    Gdy zjadł podziękował grzecznie dodatkowo wygłaszając kilka słów o wyborności posiłku. Dopiero gdy zaczął jeść poczuł jak bardzo jest głodny, a teraz mógł już tylko odpoczywać, bo brzuch był już pełny. Przyjemne ciepło towarzyszące sytości rozlewało się po jego ciele.
    - Dobrze, wybacz. - powiedział gdy chłopak poprosił o zwracanie się do niego po imieniu - Ale w takim razie proszę o to samo. Wiesz zapewne jak naprawdę się nazywam, ale prosiłbym byś zwracał się do mnie moim pseudonimem, który na lata zastąpił mi imię. - powiedział szczerze - Cierń. Po prostu. - dodał po chwili - Nie lubię swojego prawdziwego imienia, źle mi się kojarzy. - skrzywił się sam do siebie po czym jego twarz wygładziła się i posłał Crylisowi nieco zmieszany uśmiech - Ale to raczej nieciekawa historia. Nie chciałbym cię nią zanudzać, ani też wyjść na jęczącego nieszczęśnika rozpamiętującego przeszłość.
    Rozmowa sama popłynęła. Przy osobach takich jak niebieskooki aż chce się mówić. Thorn nie należał do osób wylewnych, ale czuł, że swojemu opiekunowi mógłby powiedzieć wiele.
    Crylis tylko potwierdził, że zna historię Thorna. Upiorny poczuł się nieswojo ale informacja, że wyciągnął wiadomości od Gwardzistów uspokoiła go. Była więc nadzieja, że nie znali jego największego sekretu...
    A czym był ten sekret? Skarbem. Informacją, która była tak cenna, że można byłoby za nią zabić. Arystokrata przez lata żył nie wiedząc kto jest jego ojcem, a gdy się w końcu dowiedział, postanowił nikomu nie wyjawić prawdy. Niech ta prawda czeka, bliscy Upiornego nie są jeszcze gotowi. Tylko jedna osoba wie, kim tak naprawdę jest Aeron Vaele. I tak musi pozostać, przynajmniej na razie.
    - Tak, faktycznie, wystarczy pomachać im przed nosem dobrym trunkiem a wyjawią wszystko. - powiedział uśmiechając się z politowaniem - Swego czasu bardzo tępiłem pijaństwo w Gwardii. Żołnierz powinien przecież być wzorem, zwłaszcza Gwardzista! Ale mimo, że piastuję stanowisko Dowódcy to jestem jednym z wielu. I mam nad sobą Zwierzchnictwo... - westchnął - Cóż. Dano mi do zrozumienia bym się nie wychylał bo dobrze jest jak jest. - Arystokrata uśmiechnął się a jego brwi powędrowały ku górze, co potwierdzało jego zakłopotanie.
    Dalsza część wypowiedzi jeszcze bardziej uspokoiła mężczyznę. Faktycznie obawiał się odrobinę, że Alden albo Caius będą go szukać... Ale skoro Crylis o to zadbał, nie było potrzeby o tym myśleć.
    - Niemniej dziękuję. - powiedział i pozwolił sobie by położyć niebieskookiemu rękę na ramieniu, sam nie wiedział dlaczego zdecydował się na tak poufały gest.
    Westchnął wbijając wzrok w swoją usztywnioną, złamaną rękę.
    - Czasami kłamstwo, choć z zasady czyn plugawy, jest najlepszym wyjściem. - powiedział, chociaż brzmiało to tak, jakby tłumaczył to samemu sobie.
    Książę Kłamstw. Niechciane dziecię. Największy błąd.
    Potok słów jakim uraczył go Crylis był właściwie uroczy. Thorn uśmiechnął się szeroko, szczerze i zaśmiał serdecznie.
    - Ależ nie masz za co przepraszać! - powiedział - Jeśli chcesz, mogę na nie odpowiedzieć. Moim najcenniejszym wspomnieniem jest śmierć mojego Dziadka. Moja Matka nie żyje od kilku stuleci. - powiedział to tak, jakby mówił o czymś zupełnie błahym - Swoją pracę lubię, bo dzięki niej mogę zrobić coś dla innych a nie jak każdy inny Upiorny, zbijać bąki w rezydencji i wydawać tylko rozkazy. - wzruszył ramionami - Bo widzisz, drogi Crylisie, jestem zdania, że w dzisiejszych czasach nie ma czegoś takiego jak podział na lepszych i gorszych z tytułu urodzenia. Upiorna Arystokracja już tylko z nazwy pozostaje Szlachtą. I nie chodzi mi tutaj o mieszanki rasowe, chodzi raczej o to, że... Nie każdemu Upiornemu w dniu narodzin zapisano przyszłość złotymi literami. - spuścił wzrok i na chwilę zamilkł, co mogło niebieskookiemu wiele powiedzieć - Cóż, tak powinno być. Każdy jest kowalem własnego losu dlatego nie będę siedział w rezydencji i wykorzystywał swoją rasę do pomiatania innymi. Zwłaszcza, że jako Upiorny nie jestem wcale od nikogo lepszy. - uśmiechnął się szczerze.
    Tolerancja Thorna była czymś niespotykanym u Upiornej Arystokracji. Rasa ta od wieków nazywała się Rasą Panów i chociaż na tronie zasiadał Szklany Król, rogaci zawsze uważali, że to im należy się władza. Arcyksiążę też był Upiornym... Sięgnął po władzę bo ta mu się należała?
    - Gdybym mógł zmienić moją rasę... - zaczął i zamilkł na chwilę. Zastanowił się nad odpowiedzią. - Nie. Nie zmieniłbym jej. - powiedział w końcu pewnie - Lubię siebie, mimo moich przywar. Nie jestem doskonały ale szkoda byłoby mi pracy jaką włożyłem przez te wszystkie lata w samodoskonalenie się. - uśmiech nie schodził mu z ust - A poza tym lubię swoje rogi. - pochylił głowę jakby chciał zaprezentować to co ma na głowie - Są większe niż u większości Upiornych, a może tylko mi się tak wydaje? - zaśmiał się z siebie - Niezależnie od tego, lubię je eksponować bo powinny być dumą każdego Upiornego.
    To nie tak, że specjalnie pominął kilka pytań. Zwyczajnie odpowiedział na te, które pamiętał.
    - No dobrze, może dodałbym skrzydła. - zaśmiał się - Zawsze chciałem spróbować, jak to jest latać o własnych siłach.
    Crylis poprosił go o to by to on zadał jakieś pytanie. Jak na złość, przygotowane wcześniej pytania nagle uleciały i Arystokrata musiał chwilę pomyśleć o co zapytać.
    - Naturalnie. - powiedział, gdy tamten wspomniał o sekretach - Tak jest ciekawiej, prawda? - oparł się wygodniej o ścianę przy której stało łóżko na którym leżał - Hmm... Pytanie... - przygryzł dolną wargę - Wcześniej niegrzecznie odpysknąłem panu Charonowi, że Nerissa przyniosła mnie tutaj, bo widocznie jej na mnie zależy. Wiem, okazałem brak ogłady. Chciałbym się dowiedzieć... Wiesz może Crylisie dlaczego tak się stało? - spojrzał chłopakowi w oczy - Mogła mnie zostawić na śmierć a jednak... Jednak żyję. Może wspominała, dlaczego się mną przejęła?
    Może pytanie było zbyt śmiałe. Ale Thornem kierowała teraz zwykła ciekawość. Zwłaszcza, że Charon przedstawił Nerissę jako bezduszną bestię a przecież tam, przy Stawie... patrzyła na Hebimony inaczej. Inaczej wyglądała gdy śpiewała.
    Kim była ta tajemnicza kobieta?
    _________________
    Nerissa
    [Usunięty]




    Wzrost / waga: /
    Wysłany: 24 Czerwiec 2017, 20:41   

     Chłopak kiwaniem głowy niemo potakiwał ciemnowłosemu. Przyjął do siebie jego słowa i postanowił zwracać się do niego z użyciem przezwiska. Chciał również skomentować jego dalszą wypowiedź. Czuł, że Gwardzista powinien usłyszeć te słowa.
     - O przeszłości należy pamiętać, Cierniu - zaczął spokojnie. - To ona nas kształtuje. I tylko od nas zależy jak na nas wpłynie i czego nas nauczy - chłopak odetchnął cicho, jak troskliwa nauczycielka dająca swojemu uczniowi ważne wskazówki. - Możemy się z nią pogodzić, zaakceptować ją i iść dalej, bądź.. całymi nocami ją rozpamiętywać i skrycie cierpieć każdego dnia - głos młodzieńca nieco ucichł, przez chwilę wydawał się zmartwiony. - Czym straszniejsza przeszłość, tym silniejsi bądź słabsi możemy się stać. Nieszczęścia mogą nas wzmacniać tak samo jak dawne, szczęśliwe chwile dołować i osłabiać - w końcu chłopak na ponów się uśmiechnął. - Bardzo chętnie wysłuchałbym tej historii, by poznać twoje podejście do niej.
     Na następne słowa Arystokraty niebieskooki cicho się zaśmiał zasłaniając przy tym wargi swą smukłą dłonią.
     - Nie musiałem posługiwać się alkoholem - wyjaśnił próbując nieco wygodniej rozsiąść się na stołku. - Pani Nerissa twierdzi, że mam dar przekonywania. Zatem zwyczajnie poprosiłem jednego z panów o te informacje - chłopak brzmiał jakby rzeczywiście wszystko to było dla niego tak proste. Może taką miał moc? Może potrafił innych nakłonić do powiedzenia mu co tylko zechce usłyszeć? A może zwyczajnie zbyt trudno było oprzeć się jego słodyczy? Urok osobisty także potrafi być potężną bronią. Czasami nawet bardziej skuteczną niż hipnoza czy zauroczenie, ponieważ na niego blokada umysłu nic nie zaradzi.
     Szczerze mówiąc Crylis nie spodziewał się, że rogaty zechce odpowiedzieć na którekolwiek z tych pytań. Sądził, iż Thorn od razu zada jakieś swoje poważne i ciężkie pytanie. Fakt, iż udzielił chłopakowi kilku odpowiedzi sprawił, że ten mógł się nieco o nim dowiedzieć. Na wspomnienie o matce niebieskooki momentalnie posmutniał. W jego oczach zaistniało współczucie, jak i.. zrozumienie. Nie pojął tonu mężczyzny, który brzmiał jakby mówił o czymś błahym. Choć może Thorn nie czuł już żalu, ponieważ stracił rodzicielkę tak dawno? Młodzieniec przez moment się zamyślił. Wyglądał jakby coś wspominał. Coś wyjątkowo smutnego. Po chwili jednak ostatecznie uśmiech powrócił na jego twarz. Uśmiech błogi i spokojny.
     - Każdy jest kowalem własnego losu.. - powtórzył cicho, niemal szeptem. - ..tak. Choć niektórym kowalom ktoś dopomaga bądź przeszkadza w kuciu własnej historii. Najważniejsze jednak, by nigdy nie upuścić swego narzędzia! - rozpromieniał nagle. Nigdy nie pozostawał zasmucony na zbyt długo. Był bardzo entuzjastyczny. - To bardzo dobrze, że chce pan iść własną ścieżką i raduje pana pomaganie innym! - młodziak przez pośpiech aż zapomniał jak miał się zwracać do siedzącego. Oczywiście po chwili zdał sobie z tego sprawę i przeprosił grzecznie. - Wybacz, to z rozpędu i dlatego, że jesteś ode mnie o starszy.
     Crylis nie mogąc się powstrzymać nachylił się nieco nad mężczyzną, gdy ten prezentował swoje rogi. Z wyraźnym zadowoleniem przyjrzał się ich kolorowi. Nie trudno było się domyślić, że ciemnowłosy przepadał za tą barwą. W końcu sam na sobie dumnie prezentował granatowe odcienie.
     - To prawda, są wspaniałe! - rzekł żywo. - Nawet jak na Upiornego - zażartował, po czym skromnie się roześmiał. - Masz rację, są dość spore. Choć widywałem znacznie większe. Takie, o! - podniósł ręce wysoko nad swoją głowę niemal całkowicie prostując łokcie. Czy młodzieniec aby napewno mówił o Arystokratach tej Krainy?
     Niebieskooki pożałował swojego pytania, gdy tylko usłyszał wzmiankę o skrzydłach. Opuścił powoli ręce a uśmiech zniknął z jego twarzy. Nie odezwał się, odwrócił wzrok. Kącik jego warg drgał przez chwilę, jakby usiłując powędrować ku górze. W końcu udało mu się wymusić ponowny uśmiech. Był on jednak dość niepewny i niekoniecznie szczery. Jakby Crylis nie chciał zamartwiać ciemnowłosego swoim stanem. Jak najszybciej chciał odgonić od siebie drastyczne myśli i wspomnienia.
     Szczęśliwie chłopak usłyszał pytanie swojego podopiecznego, które na ponów pomogło mu się skupić na obecnej sytuacji.
     - Cóż.. - wziął głęboki oddech. - Znam tylko jedną osobę, której pani Lava powiedziała, że jej na niej zależy. I niestety nie jest to pan Charon - również spojrzał w oczy rozmówcy. To powinno mu wytłumaczyć, dlaczego medyk się rozzłościł. - Posłuchaj, Cierniu.. - przybliżył się nieco do ciemnowłosego, spojrzenie miał współczujące. - Jakby to ująć.. Będę szczery - zapewnił. - Pani Nerissa raczej do nikogo się nie przywiązuje. Szybko także godzi się ze śmiercią swoich sojuszników. Obecnie stały kontakt utrzymuje jedynie ze mną i panem Charonem.. - uśmiechnął się delikatnie. - Nie mówiła, dlaczego cię tu przyniosła, jednak ja to wiem i chętnie ci powiem. Pani Lava raz na pięć lat oszczędza jedną osobę. Kiedyś wytłumaczyła mi, że wybiera kogoś, kto na jakiś sposób wydaje jej się wyjątkowy. Nie powiedziała mi jednak czym wyróżniają się ci osobnicy. Zazwyczaj jak komuś daruje życie, to go zostawia i odchodzi. Jednak ostatnią osobą, którą postanowiła uratować była pani Laguna. To było sto osiemdziesiąt lat temu w Świecie Ludzi. Pani Laguna później została bohaterem wojennym. To było tak jakby.. - zatrzymał się nagle. - ..jakby pani Nerissa wyczuła, że pani Laguna dokona wielkich czynów i jeszcze nie przyszła dla niej pora na śmierć. - młodziak uśmiechnął się cieplej. - Utrzymywały ze sobą kontakt aż do końca dni pani Laguny, która jako iż była człowiekiem, zmarła dopiero ze starości. - chłopak wyprostował się i odetchnął po krótkiej opowieści. - Sądzę więc, że w twoim wypadku jest tak samo. Pani Lava uznała, że musisz mieć jeszcze coś bardzo ważnego do zrobienia i będziesz dobrym sojusznikiem. Chce cię przetestować i dać szansę, jak pani Lagunie.
     Nagle Crylis odwrócił swój wzrok, jakby coś go speszyło. Chwilę tak tkwił, aż w końcu odezwał się dość cicho.
     - Myślę, że bycie jej sprzymierzeńcem jest niesamowitym zaszczytem.. - powiedział to tak, jakby Zjawa nie wiadomo kim była. - Ona.. znaczy pani Nerissa.. - poprawił się szybko. - ..to takie smutne.. - niespodziewanie podbródek chłopaka zadrżał. - Muszę przy niej być.. ponieważ chcę, by się więcej uśmiechała.. bo ponad siedemset lat temu.. po tym wszystkim tak bardzo się zamknęła i.. - przełknął ślinę, nie patrzył już na leżącego. Starał się nie dać ponieść się emocjom, jednak jego wypowiedź była nieco chaotyczna. - Bardzo się cieszę, że zdecydowała się na przyniesienie cię tutaj. Może i uda wam się zaprzyjaźnić. Bardzo bym chciał, by w końcu.. by.. pogodziła się z przeszłością, by jej serce znów się otworzyło. Razem z panem Charonem od dawna nad tym pracujemy. Kiedyś nam się uda. Kiedyś na pewno. Jej uśmiech jest piękny i warty starań.. oraz wiecznego czekania.
     Z tej wypowiedzi zdecydowanie wynikało, iż siwowłosa jest kimś bardzo ważnym dla Crylisa. Chłopak zdawał się już nie być tylko zwyczajnym służącym czy posłańcem.




    Subtelny Kłamca

    Stowarzyszenie Czarnej Róży: Członek
    Godność: Aeron Vaele
    Wiek: Ponad 500 lat / Wizualnie lekko ponad 30.
    Rasa: Upiorny Arystokrata
    Wzrost / waga: 182/100 (same rogi trochę ważą)
    Aktualny ubiór: Czarna marynarka ze stójką w typie munduru, zapinana dwurzędowo srebrnymi guzikami, z wyszywanym srebrną nicią wzorem na plecach. Czarne spodnie. Skórzane oficerki. Pas z przytroczonym rapierem.
    Znaki szczególne: Opalizujące granatem, duże, zakrzywione rogi. Tęczowe oczy.
    Zawód: Dowódca Gwardii Arcyksiążęcej
    Pod ręką: Laska (w której jest ukryta broń), zegarek kieszonkowy, sakiewka z pieniędzmi, mały notesik i długopis.
    Broń: Rapier
    Dołączył: 07 Sty 2017
    Posty: 341
    Wysłany: 28 Czerwiec 2017, 18:05   

    Crylis zaskoczył go tym co powiedział o przeszłości. Thorn nagle posmutniał, spuścił głowę i pokornie słuchał tego, co chłopak ma do powiedzenia. A miał w ty co mówił sporo racji, faktycznie o przeszłości należy pamiętać. I Arystokrata pamiętał, absolutnie nie wypierał się tego co przeszedł, tego kim był. Ale czy to akceptował? To już inna sprawa. Gdzieś głęboko tkwił żal, mała zadra która potrafiła jątrzyć się, krwawić w te gorsze dni.
    Tęczowe oczy przygasły. Silny z pozoru Gwardzista, pewny siebie Arystokrata miał słaby punkt. I to nie tak, że lubił ryzyko i właśnie dlatego zaglądał Śmierci w oczy tak często. Thorn zwyczajnie w ten sposób mógł odnaleźć ukojenie. A skryta potrzeba dominacji wynagradza mu to, co przeszedł za młodu, kiedy to nim pomiatano.
    Podniósł wzrok na młodzieńca gdy ten zaproponował, że chętnie wysłucha jego historii. Nie od razu zdecydował się na ten ruch, najpierw z zadowoleniem wysłuchał komplementów. Ucieszył się, że niebieskooki uważa podobnie, że pochwalił pomaganie innym. Thorn nie wyobrażał sobie innego życia, miałby siedzieć w rezydencji i tylko wydawać polecenia? Nie, to nie dla niego. Zwłaszcza, że traktował swoją służbę jak rodzinę. A rodzinie nie wydaje się rozkazów.
    Zaśmiał się szczerze gdy tamten pokazał jakie rogi widział.
    - Z takimi to chyba ciężko chodzić. - zażartował - No, chyba, że ten ktoś miał kark szerokości mojej czy twojej klaty. - pokręcił głową, bo nie wyobrażał sobie istoty o takim porożu. Upiorni w Krainie Luster, nawet jeśli rodzili się z pokaźnym balastem na głowie, często piłowali rogi nadając im pożądany kształt. Thorn pamiętał, jak kiedyś Matka dała mu pilnik i wytłumaczyła, że powinien skrócić swoje, bo Vaele nie noszą dużych rogów. Cóż, może właśnie na złość rodzinie nigdy ich nie piłował i nosił z dumą takie jakie było.
    Śmiech po chwili ucichł bo mężczyzna zdecydował się opowiedzieć Crylisowi coś więcej o sobie. Chłopak zasługiwał na szczerość, sam przecież nią epatował. No i opiekował się teraz Upiornym. Poza tym wyglądał na kogoś, kto zrozumie. Ciężko było więc zatrzymać język za zębami w jego towarzystwie.
    Thorn westchnął przeciągle i oparł głowę o ścianę. Na chwilę zamilkł patrząc w sufit, ale dosłownie po kilku sekundach powrócił tęczowymi oczami na Crylisa. W jego spojrzeniu czaił się smutek.
    - Chcesz poznać moją historię? Dobrze. - powiedział łagodnie - Urodziłem się jako niechciane dziecko, bękart. Moja matka zaszła w ciążę z narzeczonym jeszcze przed ślubem. Starsi z obu rodów wpadli w szał i zerwali umowę, tym samym anulując zaręczyny. - Arystokrata cały czas patrzył w oczy Crylisa - Głową mojego rodu był mój Dziadek, całym sobą okazywał niechęć do mnie. Gdy byłem mały czasami uczył mnie jeździć konno, nauczył mnie też szermierki... Ale głównie traktował mnie jak śmiecia. - odwrócił wzrok i na chwilę zamilkł, zacisnął pięści, szczęka napięła się gdy się skrzywił na wspomnienie - Bił mnie. Nie... to mało powiedziane. Lał mnie, prał, katował. Karał za to kim jestem, za to że zniszczyłem przyszłość jego córki, jego rodu. - wrócił wzrokiem na rozmówcę, ale niespiesznie. W głos wdarło się rozgoryczenie. Szukał w niebieskich oczach chłopaka zrozumienia.
    - Matce też się dostawało, początkowo nawet próbowała mnie bronić... - wielka gula stanęła w gardle - Bił mnie zawsze do nieprzytomności. A ona potem tuliła mnie, kołysała... Jakby to coś miało dać. - prychnął - Kilka razy połamał mi ręce i nogi, może dlatego teraz są dość twarde. Ale jak widać niespecjalnie. - zaśmiał się gorzko unosząc złamaną rękę nieco wyżej. Skrzywił się bo poczuł rwący ból, opuścił więc kończynę.
    - Mam żal do niej. Że mimo siły, nie robiła nic by naprawdę mnie obronić gdy jeszcze nie byłem zdolny by się postawić. - zamknął oczy - A potem, gdy już dorosłem i sam stałem się silniejszy, kilka razy starłem się z Dziadkiem. Ale miał Bestie, zawsze ostatecznie napuszczał je na mnie. A ja nie chciałem ich krzywdzić, bo przecież to nie one były moim celem. Dlatego odpuszczałem. Szukałem sposobu, planowałem, knułem. - otworzył oczy, błysnęła w nich złość - I wtedy Matka przyłapała mnie. Nie mogła uwierzyć, że chciałem zabić własnego krewnego ale czy to takie dziwne? Nienawidziłem go, był źródłem całego bólu, mojego i Matki. - zgrzytnął zębami ale zaraz po tym odetchnął, jakby chciał się uspokoić - Wstąpiłem do Gwardii by nauczyć się walczyć lepiej, by móc kiedyś pokonać tego sukinsyna i pokazać mu, że choć jestem Dzieckiem Kłamstwa, potrafię wziąć los w swoje ręce. Chłonąłem wiedzę i gdy już czułem się gotów by stawić mu czoło, by go zabić i uwolnić nas od jego tyranii... On zwyczajnie umarł. Tak po prostu. - Thorn zaśmiał się, ale w śmiechu tym nie było wesołości, był to gorzki, ironiczny śmiech - Zginął poza domem, nie dostarczono nawet ciała bo ponoć nie było co zbierać. A ja... Cały sens mojego dotychczasowego życia legł wtedy w gruzach. Nawet nie mogłem zmasakrować jego zwłok, w zemście! - zdrową ręką przesunął po twarzy - A Matka? Płakała po nim! Płakała dnie i noce! Wyła, że tęskni! Myślałem, że zwariowała. Przecież to nie trzymało się całości, jak ofiara mogła płakać po oprawcy? Jego śmierć przecież ostatecznie uwolniła nas od katuszy jakie przechodziliśmy. - ręka opadła na posłanie w geście rezygnacji - Wtedy też okazało się, że kobieta która mnie zrodziła była podobna do swego ojca jak mało kto. Winiła mnie za śmierć Dziadka. Wyzywała od bękartów, śmieci, wykrzykiwała mi, że żałuje, że mnie wydała na świat... Jak teraz o tym pomyślę, to wydaje mi się, że faktycznie zwariowała. Ale ja ją kochałem. Choć to co mówiła bolało jak diabli, kochałem ją i tym razem to ja ją tuliłem i kołysałem, ha, jakby to miało coś pomóc. - spuścił wzrok i głowę, bo mówienie o tym sprawiało mu ogromny ból. Ale nie fizyczny. Czuł się tak, jakby sam się torturował. Ale przecież zdecydował, że powie Crylisowi prawdę o sobie. Może to pomoże zrozumieć niebieskookiemu, dlaczego Thorn postępuje w życiu tak a nie inaczej.
    - Znalazłem ją w jej pokoju, w jej łóżku. - podniósł się ale głos miał już inny, bez emocji - W kałuży krwi. Jej krwi. W gardle miała rapier, wbiła go sobie aż po rękojeść. Jak? Władała telekinezą. Oprócz tego miała podcięte żyły, co ja mówię, miała zmasakrowane ręce! I zrobiła to własnym sztyletem, Jaskółką, w kształcie pióra... Znalazłem też list. Wiesz mój drogi, co moja własna Matka miała mi do powiedzenia w tym ostatnim liście? - spojrzał w oczy młodszemu mężczyźnie - "Bądź przeklęty, Dziecię Kłamstwa. Bękarcie. Plugawy Książę Obłudy i Złamanych Przysiąg. Nigdy nie zaznasz szczęścia. Twą kochanką - Śmierć, Przyjaciółką - Noc. Trwaj ze świadomością, że żyłeś życiem skradzionym. Nienawidzę cię. Żałuję, że w dniu porodu byłam za słaba by cię zabić."
    Ostatnie słowa wypowiedział prawie szeptem. Nikomu wcześniej nie cytował tego listu. Miał nadzieję, że Crylis nie wykorzysta tej wiedzy przeciw niemu. A nawet jeśli wykorzysta, to nie by go pogrążyć. Thorn w końcu nie był ich wrogiem.
    Na dłuższy czas zapadła cisza. Rogaty czuł się wyczerpany ale nie miał ochoty iść spać, nie po tym co powiedział swojemu Opiekunowi.
    - To nie tak, że się użalam. - powiedział w końcu - Pamiętam o przeszłości, ale staram się jej nie rozpamiętywać bo opiera się tylko na bólu. A ja nie należę do jęczących słabeuszy, chcę być silny. - kącik ust drgnął bo Arystokrata próbował się uśmiechnąć na potwierdzenie słów - Po śmierci mojej prawdziwej rodziny, przyjąłem Bestie Dziadka pod swój dach. Nie były niczemu winne, szczuł je, łamał im charaktery. Są mi teraz nową rodziną, mam tylko ich. I chyba są szczęśliwi... Bianka często się uśmiecha. - uśmiechnął się łagodnie na wspomnienie o dziewczynie.
    Po swoim długim i ciężkim wywodzie przyszedł czas na wysłuchanie o Nerissie. Zmiana tematu bardzo była teraz wymagana, liczył, że wspomnienia które przywołał szybko ulecą z jego wyobraźni i dadzą mu spokój. Dlatego skupił się na tym co miał do powiedzenia Crylis.
    Chłopak mówił do niego ze współczuciem, opowiadał o tym, że Nerissa nie przejmuje się śmiercią sojuszników. Nie ukłuło to rogatego zbyt mocno, chociaż poczuł zawód bo w takich okolicznościach zawieranie przyjaźni z nią stawało się coraz trudniejsze.
    Po tym jak opowiedział o ratowaniu życia co pięć lat, mężczyzna uśmiechnął się delikatnie.
    - Widać miałem szczęście, że akurat teraz wypadł ten czas. - powiedział, ale bez złośliwości, zwyczajnie stwierdzał fakt.
    Opowieść Crylisa dużo wyjaśniła. Thorn słuchał uważnie i kiwał głową na znak, że rozumie. Gdy tamten wspomniał o zaszczycie, Arystokrata skłonił się lekko, ale zaraz szybko powrócił do poprzedniej pozycji bo musiał pamiętać by nie nadwyrężać pleców.
    - I jestem zaszczycony, Crylisie, naprawdę. - powiedział szczerze - Nawet ja, osoba obca, czuję, że jest wyjątkowa. Widziałem listy gończe... Nie mam jednak zamiaru nikomu donosić o tym miejscu, czy o niej samej. Nie po tym, jak mnie uratowaliście, jak ona mnie uratowała przynosząc mnie tutaj. - uśmiechnął się uprzejmie - A że wcześniej mnie pokaleczyła... Cóż, dam sobie radę, nie pierwszy raz uciekłem Śmierci.
    To w jaki sposób mówił o kobiecie było... przyjemnie się tego słuchało. Thorn czuł się spokojny bo wyglądało na to, że siwowłosa miała wokół siebie życzliwe osoby.
    - Cóż, może uda mi się z nią zaprzyjaźnić. - powiedział z nadzieją - Na pewno nie chcę jej krzywdy, nie chcę waszej krzywdy. Nie mam zamiaru was rozdzielać a raczej... wspomagać. Też szukam sojuszników. - wyjawił w końcu - Ale wolę układy oparte na szczerych uczuciach. Nie na przymusach czy obowiązkach. Może wyjdę teraz na wyrachowanego, ale sądzę, że na naszej znajomości wszyscy możemy skorzystać. - posłał mu miły uśmiech - Dlatego wiedzcie, że mam czyste, szczere intencje. Sam... nie mam zbyt wielu przyjaciół.
    _________________
    Nerissa
    [Usunięty]




    Wzrost / waga: /
    Wysłany: 2 Lipiec 2017, 18:22   

     Crylis, choć czuł pokusę, to jednak zdecydował się nie drążyć tematu rogów. Uznał, że jeszcze nie czas, by Gwardzista dowiedział się o potędze Podziemnych. Zresztą chłopak sam aż tak wiele o nich nie wiedział. Spotkał kiedyś kilku dzięki alchemikowi. Charon wciąż miał z nimi dobre kontakty.
     Niebieskooki nieco się zdziwił, gdy mężczyzna rzeczywiście zdecydował się opowiedzieć mu swoją historię. Oczywiście ucieszył go ten fakt, był rad, iż rogaty chce mu zaufać i się zwierzyć. Postanowił wpierw wszystkiego wysłuchać, by później móc mądrze odpowiedzieć. Cały czas patrzył w oczy leżącego. Historia, którą usłyszał okazała się bardzo smutna. Oblicze młodzieńca zalało się współczuciem. W pewnym momencie nawet złapał śmiało za zdrową dłoń ciemnowłosego i ścisnął ją lekko, jakby dając znak, że Thorn nie jest teraz sam. Wspierał go tym czułym dotykiem. Drugą dłonią zasłonił usta, gdy tylko usłyszał o samobójstwie matki Arystokraty. Kręcił lekko głową z niedowierzaniem.
     Gdy Upiorny skończył swą opowieść chłopak odetchnął głęboko i puścił jego dłoń. Oczy miał lekko zaszklone, czuł na sercu żal. Po krótkiej chwili uspokoił się jednak. Raz jeszcze przeanalizował w głowie wszystko, co usłyszał. W końcu ułożył należytą odpowiedź dla podopiecznego. Zdaniem Crylisa wszystko dało się wyjaśnić, wszystko miało swój powód i nic nie działo się przypadkiem.
     - Chcę, byś teraz bardzo dokładnie mnie wysłuchał. Później sam zdecydujesz, czy chcesz przyjąć me słowa do serca, czy też je zignorować - zaczął spokojnie. - Kluczem do twego spokoju jest zrozumienie, mój drogi - zaszeptał czule, jak do członka rodziny. - Nikt nie rodzi się z natury zły. Przynajmniej nie tu, na Powierzchni. Mówiłeś, że twój Dziadek uczył cię szermierki oraz jazdy konnej. To dowodzi, że nie był całkowicie złym Upiornym - młodzieniec mówił powoli, wyraźnie chciał, by mężczyzna wszystko dobrze odebrał. - Nienawiść, którą ci okazywał mogła być skutkiem nie tylko twych narodzin, ale i jego własnej przeszłości. Może i on kiedyś przeszedł coś okropnego i odcisnęło to na nim ogromne piętno. Kombinacja tego wszystkiego mogła go złamać. Niestety, Cierniu.. - niebieskooki zdecydował się podnieść i usiąść znów na skraju łoża, coby być bliżej leżącego. - ..nie każdy potrafi nad emocjami panować. Te zdarzenia mogły go przerosnąć i okazał się zbyt słaby, by się kontrolować. Ty nigdy nie byłeś niczemu winny, Cierniu - zapewnił. - Twoja matka musiała być bardzo zakochana, gdy postanowiła oddać się swemu narzeczonemu przed ślubem. A miłość, mój drogi.. - przerwał na chwilę, coby subtelnie ułożyć swą smukłą oraz gładką dłoń na licu ciemnowłosego. Miał nadzieję, iż Upiorny nie odbierze tego źle. Uniósł lekko jego twarz ku górze, chciał skupić całą jego uwagę na sobie. Jego dotyk był kojący. - ..to najpotężniejsze ze wszystkich uczuć. Miłości nie da się oprzeć i często ona ludzi zaślepia, pcha w złym kierunku. Jednak nikt zakochany nie myśli o konsekwencjach. Ludzie pragną żyć chwilą, ponieważ szczęście jakie czują jest wręcz nie do opisania - chłopak opuścił swoją dłoń, wzroku z mężczyzny nie spuszczał. - Twoja matka cię kochała i to dlatego cię tuliła. Myślę także, że chciała cię bronić. A wiesz co ją powstrzymywało? Właśnie miłość. Ona kochała również twego Dziadka. Najwyraźniej dostrzegała w nim tą małą krztę dobroci. Liczyło się to, że był jej rodziną. Nie chciała całkowicie stawać po stronie tylko jednego z was - chłopak odetchnął cicho. - A teraz, czy pamiętasz moje słowa o przeszłości, Cierniu? "Czym straszniejsza przeszłość, tym silniejsi bądź słabsi możemy się stać" - zacytował siebie samego. - Twoja matka niestety nie była wystarczająco silna, by znieść to wszystko. Śmierć twego Dziadka ją osłabiła. Wydaje mi się, że nie okazała się skrycie być jak on, a raczej się zmieniła na jego podobieństwo przez te wszystkie zdarzenia. Żal w jej sercu i tęsknota za zmarłym bliskim sprawiły, że postanowiła wierzyć w jego słowa. O wszystko obwiniała ciebie, ponieważ była załamana. Wiem, że to niezwykle ciężkie do zrobienia, jednak.. spróbuj zrozumieć. Postaw się w jej sytuacji. Jej serce było złamane, umysł był w rozsypce. Oni oboje mówili o tobie okropne rzeczy, jednak pamiętaj.. - tutaj młodzieniec zrobił krótką pauzę. - ..ty naprawdę nigdy nie byłeś niczemu winny. Ludzie słabi szukają w swym najbliższym otoczeniu kogoś, na kogo mogą zrzucić wszystkie winy. Robią to, by poczuć się lepiej. Nie jesteś Dzieckiem Kłamstwa - w końcu chłopak uśmiechnął się ciepło, jego wargi wymalowały się w piękną krzywiznę. - Jesteś Owocem Miłości, Cierniu. Zawsze nim byłeś. Narodziłeś się, nim dusza twej matki się zagubiła. Pamiętaj początki, pamiętaj jak cię kołysała i postaraj się wybaczyć jej to, że sama nie potrafiła w sobie odnaleźć potężnej siły. Tak, odebrała sobie życie. I najwyraźniej tak właśnie miało się stać. Los podle cię potraktował, dlatego też to bardzo dobrze, że chcesz być silny. Postaw się przeznaczeniu, udowodnij, że w przeciwieństwie do Matki, ciebie przeszłość nie zniszczy. Bądź silny, Cierniu. Silny jak nigdy.
     Po skończonej przemowie niebieskooki wrócił na swoje siedzenie. Uśmiechał się delikatnie do Gwardzisty. Zmiana tematu okazała się bardzo słuszna, gdyż Thorn powinien odpocząć. Z pewnością to wyznanie było dla niego trudne.
     - Mylisz się, Cierniu. To nie było szczęście. Trzy lata temu pani Lava pozwoliła już komuś odejść. Nie minęło jeszcze pięć lat, zatem musiałeś naprawdę wydać jej się wyjątkowy, skoro cię oszczędziła - chłopak na chwilę odwrócił wzrok. Wyglądał na nieco zaniepokojonego - Bardzo wyjątkowy, ponieważ pani Nerissa zawsze twierdziła, że za darowanie życia więcej niż jednej osobie na pięć lat jest.. surowo karana - Crylis jeszcze bardziej odwrócił wzrok. - Nie mogę więcej powiedzieć.. - te słowa już wyszeptał. Młodziak był wyjątkowo emocjonalną osobą. Zawsze zdawał się wręcz czuć cierpienie innych.
     - Nasz sojusz może opierać się na uczuciach. Ja sam bardzo chciałbym zostać twoim przyjacielem. Widzisz.. wszyscy tutaj straciliśmy kogoś bardzo ważnego. Moja matka również nie żyje.. ale zabroniono mi o tym opowiadać. Pan Charon stracił swojego najlepszego przyjaciela, a pani Lava.. cóż.. ona.. - pokręcił głową próbując jakoś dobrać odpowiednie słowa. - Ja.. Potrafię przez dotyk poznać przeszłość kogoś, kogo znam już od dłuższego czasu. Czytałem jej wspomnienia. Wiem kim była, wiem co ją spotkało i co straciła. Ona nieszczęśliwie pożegnała się z..
     - Wystarczy - doszedł surowy głos zza drzwi - Jeszcze nie wiemy, czy możemy mu całkowicie ufać - w przejściu stała Zjawa. Crylis aż drgnął lekko, gdy ją usłyszał. Nawet nie zorientował się kiedy otworzyła drzwi. Od jak dawna mogła już tu być?
     Kobieta ruszyła w stronę łoża. Stawiała kroki bardzo pewnie, jakby nikt nie mógł zagrodzić jej drogi. Niebieskooki patrzył na nią niemal tak samo jak na Charona - z zachwytem i uwielbieniem. W tym spojrzeniu była jednak i krzta głębszych uczuć.
     Siwowłosa z kamienną twarzą zasiadła na pościeli u boku Arystokraty, po przeciwnej stronie od Crylisa. Ręce miała skrzyżowane na piersi a jedną nogę zaraz zarzuciła na drugą. Skończyła puki co rozmową z przyjacielem i teraz miała czas, by pomówić z osobnikiem, którym całkiem niedawno rzuciła o drzewo.
    - Jak.. - westchnęła ciężko, nie patrzyła na niego. - ..się czujesz? - zapytała jakby z kompletną obojętnością. Niebieskooki jednak wiedział, że gdyby Mara nie przejmowała się stanem mężczyzny, to w ogóle nie zadałaby tego pytania. Młodziak od razu uśmiechnął się szeroko. Wpatrywał się w nią jak w najpiękniejszy obraz. Miał również nadzieję, że i Thorn zorientuje się, iż Nerissa właśnie okazała krztę pozytywnych uczuć. Może kiepsko to przedstawiała, jednak co poradzić? Nie potrafiła inaczej.




    Subtelny Kłamca

    Stowarzyszenie Czarnej Róży: Członek
    Godność: Aeron Vaele
    Wiek: Ponad 500 lat / Wizualnie lekko ponad 30.
    Rasa: Upiorny Arystokrata
    Wzrost / waga: 182/100 (same rogi trochę ważą)
    Aktualny ubiór: Czarna marynarka ze stójką w typie munduru, zapinana dwurzędowo srebrnymi guzikami, z wyszywanym srebrną nicią wzorem na plecach. Czarne spodnie. Skórzane oficerki. Pas z przytroczonym rapierem.
    Znaki szczególne: Opalizujące granatem, duże, zakrzywione rogi. Tęczowe oczy.
    Zawód: Dowódca Gwardii Arcyksiążęcej
    Pod ręką: Laska (w której jest ukryta broń), zegarek kieszonkowy, sakiewka z pieniędzmi, mały notesik i długopis.
    Broń: Rapier
    Dołączył: 07 Sty 2017
    Posty: 341
    Wysłany: 5 Lipiec 2017, 12:04   

    Dłoń Crylisa... tak delikatna i ciepła, pokrzepiająca... dodała mu otuchy. Czuł się źle po opowiedzeniu swojej historii, po wywołaniu wspomnień które były przecież bolesne. Thorn niewielu opowiadał o tym wszystkim. Nie dlatego, że utrzymywał przeszłość w tajemnicy. Po prostu nie chciał by przez pryzmat tego co przeszedł ktoś zaczął go traktować łagodniej. Rogaty zawsze wymagał od siebie wiele i nie znosił litości. Nigdy jej nie oczekiwał.
    Crylis wyglądał na poruszonego. Thorn zaczął żałować, że wyjawił mu to wszystko. Nie chciał go zasmucać a tymczasem zepsuł mu humor. Było mu z tym źle.
    Już miał się odezwać, przeprosić za tak ponurą historię ale nie zdążył, bo chłopak poprosił go teraz o wyjątkową atencję. Rogaty skupił się więc na jego słowach.
    Aksamitny, łagodny ton pieścił jego uszy. Arystokrata nie chciał być oceniany, nie lubił też wykładów na temat tego co powinien robić a co nie ale... Crylis mówił inaczej. Tłumaczył ale w taki sposób, że Thorn chciał go słuchać. Chciał więcej i więcej. Bo w słowach niebieskookiego kryła się mądrość.
    Upiorny poczuł się jak bezsilny dzieciak. Siła i duma gdzieś się na chwilę schowała i mężczyzną wstrząsnął dreszcz. Opuścił głowę i skrzywił się z bólu. Ale tego wewnętrznego, w sercu, nie fizycznego.
    - Bardzo bym chciał zrozumieć... ale jeszcze nie potrafię. - powiedział cicho w chwili gdy tamten przerwał - Dotyczyło to bezpośrednio mnie, sam na własnej skórze odczułem ich nienawiść. Może dlatego nie umiem jeszcze obiektywnie do tego podejść... - westchnął.
    Dłoń którą młodzieniec położył mu na policzku wywołała falę ciepła w jego piersi. Thorn zamknął oczy i cicho westchnął bo poczuł, że cała złość i żal układają się w spoczynek, dają mu spokój. Odruchowo poruszył rogatą głową, jakby chciał wtulić się w dłoń Crylisa, jakby chciał dłużej zatrzymać ją przy sobie. Ten dotyk był wyjątkowy, był kojący i wlewał w Upiornego spokój i nadzieję. Thorn dotąd myślał, że to Matka, gdy jeszcze go kochała, tuliła i dotykała najczulej. Jakże się mylił.
    Wciąż z zamkniętymi oczami uśmiechnął się delikatnie. Uniósł zdrową rękę i nakrył swoją dłonią dłoń chłopaka. Przez chwilę przytrzymał ją, łaknąc jego dotyku... ale po kilku sekundach otworzył oczy zaskoczony swoim zachowaniem i opuścił rękę. Na jego twarzy wymalował się mocny rumieniec.
    - Przepraszam. - bąknął zakłopotany. Jak mógł pozwolić sobie na taką... bezpośredniość? Crylis chciał go pocieszyć, tylko położył dłoń na jego twarzy a on wykorzystał to w dość dwuznaczny sposób. Zawstydził się mocno, bo zapragnął dotyku tych delikatnych rąk, czułych rąk. Odwrócił wzrok speszony, zachował się niestosownie.
    Młodzieniec kontynuował, więc rogaty skupił się ponownie na słowach. Mówił pięknie ale czy kreowana przez niego rzeczywistość była realna?
    - Chciałbym wierzyć, że mnie kochała. Od początku do końca. - przyznał - Może łatwiej byłoby mi zasypiać, gdyby nie dręczyły mnie co noc koszmary.
    Po tym, jak Crylis powiedział o sile, jak powtórzył swoje wcześniejsze słowa, Arystokrata poczuł się lepiej. Uśmiechnął się lekko do swojego opiekuna i skinął mu głową na znak, że zgadza się z nim w tej kwestii.
    Uśmiech niebieskookiego był piękny. Thorn znowu przyłapał się na tym, że odebrał go zbyt... intensywnie. Dlatego ponownie spłonął rumieńcem ale odwzajemnił uśmiech.
    - Dziękuję. - tym razem to on sięgnął po rękę Crylisa i ścisnął ją nieco mocniej - Tak, chcę być silny. Dziękuję za zrozumienie, za twe słowa. - kiwnął mu głową, w tęczowych oczach zapłonęła nowa siła.
    Crylis przeniósł się z powrotem na swoje siedzisko a Thorn poprawił się na łóżku. Młody zaczął kolejną historię, tym razem o Nerissy. Rogaty słuchał w kiwał głową ze zrozumieniem na znak, że słucha i przetwarza otrzymane informacje.
    A więc Nerissa uratowała go... wbrew zasadom. Miała zostać za to ukarana? Arystokracie zrobiło się ciężko na sercu. Swoim przeżyciem naraził siwowłosą na... Nie chciał by cierpiała. Nie, nie ona. Mimo, że leżał tutaj przez nią i jej wybuch, nie chciał jej nieszczęścia.
    A jej uśmiech faktycznie mógł być czymś najpiękniejszym, warto było więc czekać na niego, choćby do końca świata.
    Nie drążył tematu chociaż bardzo ciekawiło go co miało się stać. Jaką karę miała otrzymać Nerissa za przyniesienie go tutaj. Postanowił jednak zachować pytania, Crylis po tym krótkim czasie opieki stał się dla niego kimś ważnym na tyle, by nie sprawiać mu przykrości. O wiele lepiej patrzyło się na uśmiech niebieskookiego niż na jego smutne lico.
    Zmarszczył brwi gdy tamten zaczął mówić urywanie. Chciał pojąć sens, ułożyć sobie całość w głowie ale młodzieniec o atramentowych włosach mówił chaotycznie. Widać nie mógł wyjawić wszystkiego a zszedł na drażliwe tematy.
    Głos Nerissy był jak piorun przeszywający niebo. Stanowczy i elektryzujący. Ton i jej obecność sprawiły, że Arystokrata poczuł się nagle jak przyłapany na podkradaniu ciasteczek chłopiec. Na jego twarzy wymalowało się zakłopotanie, uciekł wzrokiem gdzieś na bok. Nie zauważył jak Crylis patrzył na Nerissę bo wbił tęczowe spojrzenie w swoją złamaną rękę.
    Gdy znalazła się blisko poczuł jej niesamowity zapach. Wciągnął go dyskretnie i zamykając oczy pozwolił by woń odurzyła go, zupełnie tak jak wtedy gdy spotkali się po raz pierwszy. Zapach burzy, wyładowań elektrycznych, niebezpieczeństwa i gwałtowności.
    - Ja... - zaczął i odwrócił ku niej głowę, nie patrzyła na niego - Lepiej. O wiele lepiej, dziękuję. - starał się pochwycić spojrzenie Crylisa i gdy mu się to udało, posłał mu uśmiech jakby chciał podziękować za nowe siły.
    Zamilkł na chwilę i wbił oczy w jej dłonie. Powstrzymał odruch by złapać ją za rękę.
    - A... ty? - zapytał cicho, prawie szeptem. Może i kobieta nie otrzymała żadnych fizycznych obrażeń ale Arystokrata martwił się o nią. A teraz gdy wiedział, że wbrew zasadom go uratowała... martwił się jeszcze bardziej.


    (ZT - zakładam, że moja postać w jakikolwiek sposób została przetransportowana lub przeniosła się do swojej siedziby. Zakończenie fabuły zostanie dopisane niebawem ale by nie stopować swojej postaci, zaznaczam wyjście z tematu. W stosownej chwili edytuję posta i dokończy się akcję.)
    _________________




    Zatrute Jabłko

    Godność: Bane
    Lubi: Alkohol.
    Wzrost / waga: 190 cm /83 kg
    Aktualny ubiór: http://imgur.com/NFU9rBd + skórzane, brązowe rękawiczki.
    Znaki szczególne: Nietypowe oczy, białe włosy, szarawy odcień skóry, potrójna szrama przechodząca przez prawe oko, blizna na szyi.
    Zawód: Chirurg // Ordynator Nadmijdupa, Moczymorda, Furfant i Zbereźnik
    Pan / Sługa: Kurator: Jasiek Sebek.
    Pod ręką: Klucze do mieszkania, klucze do Kliniki, pieniądze.
    Nagrody: Animicus, Prezentełko, Kula Pomocna, Tęczowa Różdżka, Bursztynowy Kompas
    SPECJALNE: Administrator Pomocniczy, Mistrz Gry
    Dołączył: 07 Lip 2016
    Posty: 640
    Ostrzeżeń:
     1/3/3
    Wysłany: 27 Grudzień 2018, 23:33   

    Ciemnymi uliczkami najmroczniejszej z dzielnic Krainy Luster sunęła osobliwa parka. Właściwie, bruku dotykała tylko jedna para nóg. Niewysokie obcasy męskich, eleganckich butów stukotały na wilgotnym chodniku. Miarowy oddech mężczyzny niosącego kobietę zlewał się w jedno z jej urywanym, głośnym. Dla niej liczyła się każda sekunda. Dla niego... cóż, nie spieszył się zanadto.
    Cierpiała w ciszy. Krew kapiąca na bruk pozostawiała za nimi szkarłatną ścieżkę. Barwiła szarą, nieciekawą dzielnicę. Cóż za ironia losu, że jedyną osobą, która postanowiła ozdobić te nieprzyjazne okolice była ranna kobieta. Jej własna posoka tworzyła na drodze iście fantazyjne wzory.
    Białowłosy nie rozglądał się na boki, obrał konkretny kurs. Nie uśmiechało mu się zachodzić tam, gdzie miał zamiar, ale niestety w chwili obecnej miał za mało czasu na transport do Kliniki. Tam miałby lepsze narzędzia, ale przecież jeśli Medyk jest zdolny, to i zwykłym nożem kuchennym da radę przeprowadzić operację. Może nie trzeba będzie posuwać się tak daleko?
    Nikt ich nie niepokoił. Ranna nie była ciężka, codzienne treningi na coś się przydały i Cyrkowiec mógł ją nieść choćby na koniec świata. Gdyby nie okoliczności, pewnie bardziej skupiałby się na dotyku. Wykorzystałby sytuację by się do niej dobrać... Nie był jednak aż tak zwyrodniały.
    Rękawiczki w których skryte pozostały jego toksyczne ręce już dawno nasiąkły krwią. Z każdą sekundą krew wyciekała z niej, wypompowując ze sobą życie.
    Czuł jak stygnie, czuł jej słaby oddech. Czy przyspieszył kroku? Nie. Nie musiał. Oto na horyzoncie pojawiła się ciemna witryna i poruszająca się na lekkim wietrze, skrzypiąca tablica z zakręconym finezyjnie napisem: "Aureum Serpens".
    Chirurg skrzywił się patrząc na drzwi. Nie były zamknięte, ale tylko ostatni szaleniec zdecydowałby się wejść tu dobrowolnie.
    Ostatni szaleniec... albo Medyk. Czy w Krainie Luster to nie to samo?
    Przekroczył próg Apteki, cichy dzwoneczek obwieścił przybycie klienta. Prawie od razu przy kontuarze pojawił się młodzik, gotów obsłużyć szaleńca.
    Bane wszedł dalej a krew niesionej splamiła ciemną posadzkę. Nawet nie musiał się odzywać, bo chłopak zacisnął usta tłumiąc uśmiech i poprowadził go na zaplecze. Otworzył przed nim drzwi i przytrzymał je, przepuszczając wysokiego Cyrkowca.
    Białowłosy rozejrzał się po pomieszczeniu - na środku stał stół, na nim cała masa przeróżnych alembików i butelek. To tutaj pewnie powstawały te wszystkie świństwa... Leki, które w Świecie Ludzi trafiłyby na listę substancji zakazanych.
    Ekspedient szybko zebrał ze stołu ustawione naczynia, robiąc tym samym miejsce dla rannej.
    - Potrzebuję skalpel albo ostry nóż, jeśli nie macie nic lepszego. - powiedział chłodno Bane, kładąc dziewczynę najdelikatniej jak umiał - Czysty spirytus, igły i nici. Zgaduję, że nie macie tutaj aparatury do transfuzji? - uśmiechnął się złośliwie pod nosem - O ile w ogóle wiecie, czym to jest.
    Młody pobiegł skompletować narzędzia i już po chwili przyniósł naprawdę ostry skalpel. Bane był pod wrażeniem - nie sądził, że w Aptece mają tak dobry skalpel. Może powinien zapytać o źródło?
    W pokoju było ciemno. Za ciemno. Dlatego poprosił o przyniesienie kilku lamp by oświetlić mu miejsce pracy.
    Właściciel "Aureum Serpens" był nieobecny. A może był na miejscu, ale nie miał zamiaru zaszczycać go swoją obecnością? Bane nie przepadał za nim, facet był śliski. Aparycją przypominał węża. Wyjątkowo śliskiego, nieprzyjemnego w dotyku węża.
    Zabrał się za oglądanie kobiety. Delikatnie odchylił jej ubranie w miejscu, gdzie krwi było najwięcej, czyli na brzuchu. Starał się nie sprawiać jej dodatkowego bólu ale musiał zorientować się co konkretnie się stało. Jednocześnie spróbował nawiązać z nią kontakt.
    - Słyszysz mnie? - zapytał wprost - Za chwilę postaram się udzielić ci pomocy. Nie obiecuję, że przeżyjesz, ślicznotko. - dodał z uśmiechem - Zrobię co w mojej mocy a potem powiesz mi, co się stało, hmm?
    _________________
    Wyświetl posty z ostatnich:   
    Po drugiej stronie krzywego zwierciadła... Strona Główna
    Odpowiedz do tematu
    Nie możesz pisać nowych tematów
    Nie możesz odpowiadać w tematach
    Nie możesz zmieniać swoich postów
    Nie możesz usuwać swoich postów
    Nie możesz głosować w ankietach
    Możesz załączać pliki na tym forum
    Możesz ściągać załączniki na tym forum
    Dodaj temat do Ulubionych
    Wersja do druku

    Skocz do:  



    Copyrights © by Spectrofobia Team
    Wygląd projektu Oleandra. Bardzo dziękujemy Noritoshiemu za pomoc przy kodowaniu.

    Forum chronione jest prawami autorskimi!
    Zakaz kopiowania i rozpowszechniania całości bądź części forum bez zgody jego twórców. Dotyczy także kodów graficznych!

    Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
    Template AdInfinitum
    Strona wygenerowana w 0,42 sekundy. Zapytań do SQL: 9