• Nie minęło zbyt wiele czasu od rozpoczęcia działalności AKSO, a po całej Otchłani rozniosła się wieść o tajemniczej mgle, w której znikają statki. Czytaj więcej...
  • Wstrząsy naruszyły spokój Morza Łez!
    Odczuwalne są na całym jego obszarze, a także na Herbacianych Łąkach i w Malinowym Lesie.
  • Karciana Szajka została przejęta. Nowa władza obiecuje wielkie zmiany i całkowitą reorganizację ugrupowania. Pilnie poszukiwani są nowi członkowie. Czytaj więcej...
  • Spectrofobia pilnie potrzebuje rąk do pracy! Możecie nam pomóc zgłaszając się na Mistrzów Gry oraz Moderatorów.
Trwające:
  • Skarb Pompei
  • Zmrożone Serce


    Zapisy:
  • Chwilowo brak

    Zawieszone:
  • Brak


  • Drodzy użytkownicy, oficjalnie przenieśliśmy się na nowy serwer! Dokładne informacje na fanpege'u Spectrofobii lub forumowym Discordzie (odnośniki po prawej)!



    Zapraszamy do zapoznania się z Uśrednionym Przelicznikiem Waluty. Mamy nadzieję, że przybliży on nieco realia Krainy Luster i Szkarłatnej Otchłani.

    Szykujcie się na słodkie Walentynki i Dziewannę!

    Zimowa Liga Wyzwań Fabularnych nadeszła. Ponownie zapraszamy też na Wieści z Trzech Światów - kanoniczne zdarzenia z okolic Lustra i Glasville. Strzeżcie się mrocznych kopuł Czarnodnia i nieznanego wirusa!

    W Kompendium pojawił się chronologiczny zapis przebiegu I wojny pomiędzy Ludźmi i KL. Zainteresowanych zapraszamy do lektury.

    Drodzy Gracze, uważajcie z nadawaniem swoim postaciom chorób psychicznych, takich jak schizofrenia czy rozdwojenie jaźni (i wiele innych). Pamiętajcie, że nie są one tylko ładnym dodatkiem ubarwiającym postać, a sporym obciążeniem i MG może wykorzystać je przeciwko Wam na fabule. Radzimy więc dwa razy się zastanowić, zanim zdecydujecie się na takie posunięcie.

    Pilnie poszukujemy Moderatorów i Mistrzów Gry. Jeżeli ktoś rozważa zgłoszenie się, niech czym prędzej napisze w odpowiednim temacie (linki podane w polu Warte uwagi).

    ***

    Drodzy użytkownicy z multikontami!
    Administracja prosi, by wszystkie postaci odwiedzać systematycznie. Jeżeli nie jest się w stanie pisać wszystkimi na fabule, to chociaż raz na parę dni posta w Hyde Park
    .
    Marionetki – otwarte
    Kapelusznicy – otwarte
    Cienie – otwarte
    Upiorna Arystokracja – otwarte
    Lunatycy – otwarte
    Ludzie – otwarte
    Opętańcy – otwarte
    Marionetkarze – otwarte
    Dachowcy – otwarte
    Cyrkowcy – otwarte
    Baśniopisarze – otwarte
    Szklani Ludzie – otwarte
    Strachy – otwarte
    Senne Zjawy – otwarte
    Postaci Specjalne – otwarte

    Ponieważ cierpimy na deficyt Ludzi, każda postać tej rasy otrzyma na start magiczny przedmiot. Jaki to będzie upominek, zależy od jakości Karty Postaci.



    » Miasto Lalek » Tawerna Księżycowy Młyn
    Poprzedni temat :: Następny temat
    Autor Wiadomość
     



    Biały Królik

    Godność: Foku
    Wiek: 20
    Rasa: Lunatyk
    Lubi: Truskawki/Bajkopisarzy.
    Nie lubi: Cieni i Dachowców.
    Wzrost / waga: 183 cm / 71 kg
    Aktualny ubiór: *czarny garnitur *buty garniturowe *biała koszula *czarny krawat
    Zawód: Informator, płatny zabójca.
    Pod ręką: Sztylet wysadzany szmaragdami.
    Broń: Sztylet wysadzany szmaragdami.
    Nagrody: Bursztynowy kompas, Rubinowe serce
    Stan zdrowia: W normie.
    Dołączył: 14 Lis 2015
    Posty: 49
    Wysłany: 15 Czerwiec 2018, 17:34   

    Kwestia zaufania do Seamair była dość kruchą sprawą, toteż czytanie pomiędzy wierszami jej słów jakoś nie wychodziło mu w tym momencie dość dobrze. Nerwy, które zazwyczaj trzymał na wodzy, miał napięte do granic możliwości, bo gdyby tylko dosłownie przez moment odczuł jakieś nienaturalne znużenie lub senność, to nie zobaczyłaby go przez następne kilka miesięcy, a może nawet i lat. Już on by o to zadbał. Co trzymało go przy stole? Na pewno nie przyzwoitość związana z etyką pracy. Jeśli już, to coś, co można byłoby określić pożądaniem. Choć on sam dobrze go nie rozumiał. Ogólnie nigdy nie był dobry w te emocjonalne klocki, przynajmniej jeśli chodziło o tą pozytywną część, która nie uwzględniała strachu, złości, smutku, zazdrości itp. Niemniej, został. Poczekała kolejne dziesięć sekund. Nic się nie stało. Nie odważył się jeszcze odsunąć dłoni od twarzy, lecz uważnie wsłuchiwał się w jej słowa. - Hmph, tak bardzo nieczysto. - pomyślał, bynajmniej nie skłaniając się w kierunku współczucia względem Saszy. Bardziej zachwycał się jej podstępnością i przebiegłością. Urzekające. Czyli, jednak jej demoniczna aparycja, jak najbardziej szedł w parze z upiornym charakterem. No tak. Zaczął się zastanawiać, czy możliwym będzie odebranie dwóch zapłat, przy dwóch sprzecznych sobie celach. Na ten moment nie umiał sobie jeszcze na to odpowiedzieć, ale wiedział doskonale, że będzie intensywnie poszukiwać rozwiązania - tej kuriozalnej sytuacji - które jak najbardziej zadowoli jego osobę.
    - Nie przyjmuję gotówki, przyjmuję przysługi. - odpowiedział zwięźle, ostrożnie odsuwając dłoń odzianą w śnieżnobiałą rękawiczkę od swoich dróg oddechowych. Z pomiędzy palców wyłonił się złowieszczy uśmiech. Przez moment orientował się, czy skutki tego diabelskiego pyłu nie obejmą również i jego. W jakiś sposób tak się nie stało. Niemniej, zakodował sobie w pamięci, że każda chwila nieuwagi może kosztować go więcej, niż utratę świadomości. Spojrzał na Saszę, nie wyglądał na solidnie zbudowanego.
    - Mogę wbić mu sztylet pod żebro, wygrzebanie się z takiej rany zajmie jakieś dwa tygodnie. - dodał radośnie, podsuwając najbardziej prostackie, bolesne, a zarazem skuteczne wyjście. Cały czas trzymał w dłoni szklankę, w zasadzie bawił się nią. Czy chciał wykonać jej prośbę? Może powinien na złość pomóc jemu, a nie jej? Tyle, że nie znał żadnych ich motywów, a to nieszczególnie wróżyło dobrej współpracy z kimkolwiek.
    - Po co, mam go tu zatrzymać? - odparł, dalej lustrując ją wzrokiem od stóp do głów. Przez głowę przemknęło mu kilka myśli. Od urządzenia totalnej burdy, przez zarżnięcie go nim zdąży zareagować, aż po wynajęcie pokoju na piętrze i dokładniejsze omówienie sprawy. Żadne rozwiązanie nie wydawało się zbyt rozsądne, ale jakże kuszące!
    _________________
     



    Poskramiacz

    Stowarzyszenie Czarnej Róży: Różana Czarownica
    Godność: Erin Collins ale mów mi Seamair.
    Wiek: Już 17 lat gości mnie ten Świat.
    Rasa: Cyrkowcem się stałam lecz wcale nie chciałam...
    Lubi: Bestie, taniec, muzykę, widok tęczy, unikalne kreacje a przedewszystkim swobodę.
    Nie lubi: Lekarzy, aparatury medycznej, zakłamania, niewoli.
    Wzrost / waga: 166 cm /44kg
    Aktualny ubiór: https://i.pinimg.com/564x/8a/90/9d/8a909d9cda718c1058ce61a20311d833.jpg
    Znaki szczególne: Urocze acz ostre rogi na czubku głowy, drapieżne spojrznie o barwie szkarlatu, ozdoby w kształcie czterolisnej koniczyny.
    Zawód: Samozwańcza opiekunka wszelkich bestii (szczególnie tych zamieszkujących Malinowy Las).
    Pan / Sługa: -/ Sługę lub służkę chętnie zatrudnię!
    Pod ręką: Zestaw noży do rzucania, rubinowe serce, sakiewka ze złotem.
    Broń: Srebrny rapier oraz zestaw noży do rzucania.
    Bestia: Teti (Avi) Vitavi~ Vivi (Fliks)
    Nagrody: Rubinowe Serce, Zegarmistrzowski Przysmak (3 szt.), Animicus, Mortis Anulum, Bolerko-niewidko, Bezdenna Sakwa, Fliksy, Cukrowe berło
    Stan zdrowia: Czuję się dobrze, dzięki że pytasz.
    Dołączyła: 04 Sty 2015
    Posty: 305
    Wysłany: 15 Czerwiec 2018, 19:13   

    Foku poznał już kolejną ze sztuczek, jakimi dysponowałam, i to obie dotyczące kwestii tak zwanego odwrotu taktycznego bądź przeczekania. Nie było mi to na rękę. Żyłam na tym świecie dostatecznie długo by przekonać się, iż wiedza, niejednokrotnie stanowiła potężniejszy oręż, niźli najostrzejszy miecz. A On, właśnie poznał kolejny z asów, które chowałam w rękawie. Całe szczęście, miałam ich jeszcze kilka...

    Zapobiegliwie przestrzegł się przed kontaktem ze złotym pyłem, co znaczyło, że był dobrym obserwatorem. Co prawda nie musiał się obawiać, gdyż atak tak drobnej bestyjki, miał ograniczone pole działania. Choć jak mawiają przezorny zawsze ubezpieczony, prawda? W praktyce jednak owe powiedzenie często mijało się z prawdą. Mój zadowolony uśmiech zrzedł nieco, gdy odziana w biel dłoń, odsłoniła wyraz twarzy mężczyzny. Do tego doszła jeszcze informacja dotycząca akceptowalnej formy płatności. Przysługa... w jej zakres wliczało się wszak bardzo wiele od choćby pożyczenia broni, poprzez zastąpienie w obowiązkach, czy nawet pozbycie się kogoś stanowiącego niewygodną przeszkodę... Tego rodzaju system wynagrodzeń, był bardzo nieadekwatny, co do wagi wartości. To, co dla jednego mogło być uważane za błahe, kto inny mógł traktować jako punkt honoru. Leżało to w subiektywnej ocenie. Można zatem zarówno wiele zyskać, jak i stracić... jak miało to wyglądać w moim wypadku?
    -Przysługi...
    Przeciągnęła to słowo z namysłem, przez chwilę przenosząc wzrok na kielich z winem. Czułam jak ciepło, przedziera się przez szklaną powierzchnię, by wnikać w moją skórę. Nie było to wiele, choć i ta odrobina gorąca, była z lubością odbierana przez moje ciało, które nadal czuło na sobie dotyk mokrych, chłodnych kropel deszczu.
    Drgnęłam, zauważalnie słysząc kolejną wypowiedź czarnowłosego, na którego momentalnie podniosłam spojrzenie. Pożałowałam swojej rekcji już sekundy po fakcie, zdając sobie sprawę, iż zdradzam zbyt wiele, choćby to, że zależy mi wyłącznie na żywym Saszy. Kości zostały już jednak rzucone, zatem nie można było opuścić gry.
    Przez krótką chwilę milczałam, przyglądając się swemu rozmówcy. Dawałam sobie czas, chcąc na nowo oswoić się z rozognionym szkarłatnym spojrzeniem. Operowanie mimiką, szło Foku nadzwyczaj dobrze, co pamiętałam już z naszego poprzedniego spotkania. Wbrew pozorom i taka umiejętność mogła okazać się niebezpieczna. Dobrym tego przykładem był Sasza, którego od początku naszej znajomości starałam się zwodzić swą postawą, troską i ciepłym uśmiechem. Podświadomie szukałam też jakichś zmian, które byłyby wyraźne u mężczyzny. Wszak On Naszego spotkania minęło już kilka miesięcy.
    Upiłam kolejny łyk wina, po czym delikatnie przechyliłam głowę w bok i posłałam lunatykowi, słodki niemal kokieteryjny uśmiech.
    -To byłabym w stanie zrobić sama. Oczekuję nieco więcej finezji. Potrzebuje go w jednym kawałku i dobrym zdrowiu. Tylko tego by brakowało, bym jeszcze musiała bawić się w dobrotliwą pielęgniarkę.
    Mówiąc to, wywróciłam oczami, po czym popatrzyłam na swój obiekt badawczy. Mieszkaniec świata Ludzi nadal trwał w nieświadomości, tego, iż właśnie handluje się jego losem. Prawda była jednak taka, iż nie mogłam narzekać jedynie na fakt, grania tej „dobrej”. Sasza jak na razie nie sprawiał mi większych problemów swą osobą, a przy jego fascynacji magicznym światem, lepiej było powłóczyć się z nim po krainie niż czatować przy „szpitalnym” łóżku. Co więcej, włóczęga była nawet wskazana, dawała więcej możliwości na kontakt z pasożytem.
    -Jedyne co mogę Ci powiedzieć, to to, że jest mi potrzebny. W dobrym albo miarę dobrym zdrowiu, zważywszy na fakt, iż okazał się być magicznym alergikiem. Powiedzmy, że mam do zrealizowania pewne cele i potrzebny mi obiekt obserwacyjny, padło na niego.
    Powiedziałam, więcej niż miałam zamiar. W zasadzie nie powinno go to wcale obchodzić, miałam jednak nadzieję, iż dając mu, choć cześć informacji, nieco ułatwię naszą współpracę.
    -Mówisz, że oczekujesz przysługi... Zatem co mogę dla Ciebie zrobić?
    Nie miałam pojęcia, czego mógł oczekiwać, wolałam też nie bawić się w zgadywanki. Starałam się wymusić na sobie spokój, nie tylko ten pozorny.
    _________________



    ~ x ~ ~ x ~~ x ~ ~ x ~




    Aktualny ubiór jako Różana Czarownica:
    Maska – Podwójna para oczu o czarnych białkach i czerwonych tęczówkach otwiera się kiedy maska zostaje nałożona i zamykają z chwilą jej zdjęcia. „Oczy” są ruchome i dostosowują się ruchu gałek ocznych nosiciela. nr1 nr 2
    Kostium – Tak jak na załączonym obrazku
    Uczesanie – Włosy związane w wysoki kucyk, kilka luźnych pasm po bokach twarzy


    + - dialogi zrozumiałe tylko dla Poskramiaczy
     



    Sztukmistrz

    Anarchs: Przywódczyni Rebelii
    Godność: Sophie "Opal" Bugs / Esmé de Chardonnay
    Wiek: gdy ukrywa arogancję, wygląda na nastolatkę.
    Lubi: suszone owoce i nowe moce
    Nie lubi: niekompetencji i braku kontroli | czekolady i deszczu
    Wzrost / waga: 1,80m bez obcasów / 65kg
    Aktualny ubiór: Dopasowana burgundowa suknia o długich rękawach - spódnica opadająca do kostek składa się z szerokich, niemal prześwitujących pasów koronek. Na ramionach etola z futra lodowego lisa, dodatkowo rękawiczki, a na nich pierścienie. Pantofle na wysokim, masywnym obcasie widoczne są spod spódnicy. Kreska na oku, dopasowany do cery puder oraz koralowa szminka. Włosy splecione w koronę, nad karkiem szkarłatna brosza spinająca warkocze.
    Znaki szczególne: palce o czterech stawach; wytatuowane imię na miękkiej części prawego nadgarstka
    Zawód: oficjalnie sekretarz arcyksięcia
    Pod ręką: skórzana aktówka, parasolka oraz Artefakty
    Bestia: Likyus z rdzawą gwiazdą na pysku (Orem), jadowicie zielony Avi (Verde), Alam (Riehl) o grzbiecie pełnym czarnych magnolii
    Nagrody: Bolerko-niewidko, Krwawa Broszka, Cukrowe Berło, Maska Tysiąca Twarzy, Bursztynowy kompas
    Stan zdrowia: z tkliwą raną postrzałową w mięśniu dwugłowym lewego ramienia
    SPECJALNE: Administrator Pomocniczy, Mistrz Gry | Odkrywca Drugiej Strony Lustra
    Dołączyła: 28 Cze 2012
    Posty: 559
    Wysłany: 7 Wrzesień 2018, 22:34   


      Deszcz oczyszczenia zaczął padać nad całym Mistem Lalek. Każda postać mająca kontakt z deszczem podlega efektom serum prawdy. Trwają one 10 postów od ostatniego kontaktu z wodą. Prosimy zaznaczać odliczanie postów! (Wszystko widzę~~)
      Deszcz mija wraz z końcem Wyzwań wrzesień-listopad.
     



    Biały Królik

    Godność: Foku
    Wiek: 20
    Rasa: Lunatyk
    Lubi: Truskawki/Bajkopisarzy.
    Nie lubi: Cieni i Dachowców.
    Wzrost / waga: 183 cm / 71 kg
    Aktualny ubiór: *czarny garnitur *buty garniturowe *biała koszula *czarny krawat
    Zawód: Informator, płatny zabójca.
    Pod ręką: Sztylet wysadzany szmaragdami.
    Broń: Sztylet wysadzany szmaragdami.
    Nagrody: Bursztynowy kompas, Rubinowe serce
    Stan zdrowia: W normie.
    Dołączył: 14 Lis 2015
    Posty: 49
    Wysłany: 11 Wrzesień 2018, 09:28   

    Gra pozorów trwała w najlepsze, gdy kolega Seamair siedział bardziej niemrawo, niż elektorat PiSu w trakcie wiecu wyborczego.
    - Jebać hołotę, co z psami w komitywie! - zawołał jakiś zapijaczony koleś z drugiego końca sali. Nikt, tak naprawdę nie wiedział, o jakie psy mu chodzi, ani o jaką hołotę, ale kilka osób chętnie mu przytaknęło, bo przecież zawsze znajdzie się dobry powód, by kogoś znielubić, a już szczególnie po paru głębszych, gdy wylewanie żali przychodzi nadspodziewanie łatwo.
    - Czyli nie chodzi tylko o jego stan zdrowia, ale i wasze relacje. - odparł rozbawiony Foku, przyciskając jedną z kostek palca środkowego swoim kciukiem, czemu towarzyszyło ciche kliknięcie. Dziewczyna chyba musiała mieć niesamowicie dużego pecha, że trafiła wprost do niego, z tą jakże delikatną i subtelną sprawą. Zwodzenie alergika byłoby zapewne dziecinnie proste, gdyby trzecia osoba okazała się bezstronną i przede wszystkim, nieuprzedzoną do niej. W tym wypadku, Sasza sam wbiegł pod nadjeżdżającego TIRa, wciągając za sobą biedną Seamair.
    - Cała sztuka polega na tym, że to nie jest transakcja, to nie jest płatność gotówką, to pożyczka. - wytłumaczył, powoli drepcząc dwoma palcami po blacie stołu, wprost w kierunku demonicznej panienki.
    - Nie chodzi o to, co możesz dla mnie zrobić teraz, lecz o to, czy godzisz się mi pomóc w przyszłości. To nie podlega zasadzie, zapłać zapomnij. To zobowiązanie. - ciągnął dalej, klarując jej sytuację. Już dawno temu doszedł do wniosku, że umowa w formie paktu, a nie namacalnej zapłaty, jest z punktu widzenia oferującego swe usługi, o wszech miar bardziej korzystna, aniżeli zapłata w jabłkach, złocie czy własnym ciałem. Choć co się tyczyło tego ostatniego, takiej transakcji jeszcze nie próbował finalizować - głównie dlatego, że nie widział w tym żadnego sensu. Przynajmniej do niedawna. W każdym razie, forma przysługi była o wiele bardziej wszechstronna. Można było ją zawrzeć z każdym, biednym, bogatym, starym, młodym. Biedny choć niewypłacalny, zawsze mógł odwdzięczyć się najprostszym gestem, bogaty swoimi wpływami, stary, mógł obciążyć po swej śmieci przysługą młodego, a młody... młody mógł wiele rzeczy. Iście demoniczny układ, ale jakże korzystny.
    - Mogę to przeciągnąć w czasie. Tyle, że to chyba będzie nasz najmniejszy problem... - odrzekł, patrząc z politowaniem na chłopaka. Zaczynał mu współczuć i to nie z powodu manipulacji jego osobą, lecz faktu, iż będzie musiał spędzić tyle czasu pomiędzy ich dwójką. To mogło być o wiele bardziej traumatyczne. - Raczej martwi mnie kwestia tego, jak zniesiemy ze sobą więcej niż parę godzin... problemy z zaufaniem, takie tam... - stuknął koniuszkiem palca w krawędź szklanki, a ta rozbrzmiała wysokim, czystym dźwiękiem.
    _________________
     



    Poskramiacz

    Stowarzyszenie Czarnej Róży: Różana Czarownica
    Godność: Erin Collins ale mów mi Seamair.
    Wiek: Już 17 lat gości mnie ten Świat.
    Rasa: Cyrkowcem się stałam lecz wcale nie chciałam...
    Lubi: Bestie, taniec, muzykę, widok tęczy, unikalne kreacje a przedewszystkim swobodę.
    Nie lubi: Lekarzy, aparatury medycznej, zakłamania, niewoli.
    Wzrost / waga: 166 cm /44kg
    Aktualny ubiór: https://i.pinimg.com/564x/8a/90/9d/8a909d9cda718c1058ce61a20311d833.jpg
    Znaki szczególne: Urocze acz ostre rogi na czubku głowy, drapieżne spojrznie o barwie szkarlatu, ozdoby w kształcie czterolisnej koniczyny.
    Zawód: Samozwańcza opiekunka wszelkich bestii (szczególnie tych zamieszkujących Malinowy Las).
    Pan / Sługa: -/ Sługę lub służkę chętnie zatrudnię!
    Pod ręką: Zestaw noży do rzucania, rubinowe serce, sakiewka ze złotem.
    Broń: Srebrny rapier oraz zestaw noży do rzucania.
    Bestia: Teti (Avi) Vitavi~ Vivi (Fliks)
    Nagrody: Rubinowe Serce, Zegarmistrzowski Przysmak (3 szt.), Animicus, Mortis Anulum, Bolerko-niewidko, Bezdenna Sakwa, Fliksy, Cukrowe berło
    Stan zdrowia: Czuję się dobrze, dzięki że pytasz.
    Dołączyła: 04 Sty 2015
    Posty: 305
    Wysłany: 18 Wrzesień 2018, 20:46   

    Sytuację, w której się znalazłam, można było sobie w prosty sposób z wizualizować. Wystarczyło jedynie wyobrazić sobie, jak ktoś dobrowolnie kładzie dłoń na zatrzasku, sideł. I to nie byle jakich, lecz solidnych, żelaznych przeznaczonych na zwierzynę sporego „kalibru”. W dodatku ów pułapka odznaczała się wyjątkową zdradliwością, ponieważ nie można było przewidzieć, kiedy metaliczne zębate szczęki postanowią się zatrzasnąć... Dokładnie w ten sposób czułam się, po tym, jak szkarłatnooki bardziej wnikliwie wyjaśnił mi reguły dotyczące współpracy z jego osobą.

    Ten układ wcale mi się nie podobał i byłby ostatnią rzeczą, na jaką przyszłoby mi się godzić... gdybym miała wybór. Ponoć zawsze jakiś mamy, jednak jaki był mój ? Ryzykowałam w obu przypadkach, ponieważ szczerze wątpiłam, by Lunatyk miał okazać się na tyle szlachetnym, aby nie skorzystać z okazji w przypadku gdy nie weszłabym z nim w układ. W takiej sytuacji nowym potencjalnym klientem stałby się Sasza, któremu Foku, mógłby teraz zdradzić moje zamiary... nawet jeśli nie wiedział dokładnie, o co toczy się gra, to miał przeświadczenie, iż moje intencje względem chłopaka są dalekie od dobrodusznej troski. W zasadzie czy taki poziom empatii można uznać za coś wiarygodnego? Powinnam chyba nieco zmodyfikować swoją domniemaną motywację. Sasza interesował mnie w końcu jako przedstawiciel Ludzkiego gatunku, może powinnam nieco bardziej to okazywać. Ciekawość mogła w końcu tłumaczyć chęć zatrzymania go przy sobie na dłużej. Mój barwnooki kompan był w końcu chodzącą skarbnicą wiedzy dotycząca życia w Ludzkim Świcie. Dobry wstęp, zawsze można rozbudować, prawda ? Jednak zdobywanie zaufania i przychylności Saszy, mogło okazać się, trudniejsze niż sądziłam. Zwłaszcza teraz, gdy nici mojej staranie uwitej intrygi zostały nadszarpnięte przez samą obecność Lunatyka. Musiałam się skupić...

    Drgnęłam nieznacznie, gdy gdzieś nieopodal rozległ się trzask rozbijanego szkła... Widać deszcz za oknem i pora dna, skłaniały niektórych z gości do szukania sobie rozrywek na siłę. Albo też durne pomysły wlewały się w ich głowy, razem z procentami wlewającymi się do ich gardeł.
    -Można ująć to w ten sposób...
    Skomentowałam, jednocześnie starając się nie zdradzać niechęci, mimo iż uśmieszek na ustach czarnowłosego wcale nie przypadł mi do gustu. Coraz mocniej uświadczyłam się w przekonaniu, iż sytuacja, w której się znalazłam, zaczyna stanowić dla niego rozrywkę...

    Powinnam ustalić jakieś zasady, zadać jeszcze wiele, wiele pytań... spisać jakiś oficjalny kontrakt, albo zdobyć, jakie kol wiek inne zabezpieczenie. Wiedziałam o tym doskonale i przez to świadomość klęski, doskwierała mi ze zdwojoną mocą. Tym, czego teraz potrzebowałam, był czas... a ten właśnie się kończył. Pyłek Fliksów miał niestety krótkotrwałe działanie, Sasza lada moment, powinien ocknąć się ze słodkiego letargu.

    Problemy z zaufaniem... W tej chwili miałam po prostu ochotę parsknąć śmiechem. Jak w tym wypadku można mówić w ogóle o zaufaniu... szczególnie po tym, jak ktoś bawi się na Tobie magią lub jakimiś urokami... Wspomnienia na nowo zaczęły mnie nękać, kłóć dokuczliwie, tak jak potrafiło robić to zimno, chłód śniegu, który dostał się pod cienką warstwę ubrań... Moje pace zacisnęły się na przedramionach, a skórę poznaczyły ślady o kształcie półksiężyców.
    -Istotnie... liczę jednak na to, iż stać nas na zachowanie... profesjonalizmu. Bo widzisz...
    Oznajmiłam, nagle pochylając się w stronę zamroczonego chłopaka, moja ręka uniosła się ku górze, by zniknąć za plecami Saszy. Równocześnie przechyliłam głowę, tak by ta delikatnie spoczęła na ramieniu chłopaka, niemal... ponieważ w obecnym stanie dotyk mógł go wybudzić, wolałam bardziej nie kusić losu.
    -On jest mi teraz bardzo drogi, na, tyle że jestem w stanie wejść z Tobą w układ, mimo iż przyjmowana przez Ciebie forma płatności jest... niecodzienna. Przyjmę to zobowiązanie, razem z wszelkimi konsekwencjami, o ile dotrzymasz swojej części umowy, znaczy zatrzymasz go, tu dla mnie. Oraz nie zaszkodzisz naszym relacjom, nie mogę sobie pozwolić, na to by teraz się do mnie zraził. Jak na Człowieka jest całkiem bystry, więc trzeba mieć się na baczności.
    Po chwili wyprostowałam się i znów skupiłam spojrzenie na Foku. Nie było czasu na targowanie się ani wahanie. Wysunęłam dłoń nad blatem stołu, kierując ją ku Lunatykowi.
    -Zatem? Jak będzie Foku?
    Drobna dłoń, zawieszona w powietrzu nie pozwalała sobie na choćby najdrobniejsze drżenie. W półmroku i blasku świec jaśniała na niej blizna w kształcie ostrego łuku. Nie trudno było odgadnąć, iż stanowi pamiątkę, niegdyś zatopionych w dłoni długich i smukłych zębach. Była to jedyna z blizn, których nie wstydziłam się pokazywać światu. Jedyna, która nie napawała mnie obrzydzeniem, do siebie samej.
    -Nie mamy więcej czasu. Więc decyduj, ja już wybrałam i jeśli mam podpisać jakiś cyrograf, kontrakt czy czym tam się wiążesz z klientami... to musi zaczekać, do czasu aż znajdziemy się na osobności. A na razie muszę mieć Go na oku. Jeśli zaś obawiasz się ryzyka, to zawsze możesz polecić jakiegoś kolegę po fachu... wówczas zniknę, bardzo szybko.
    Wyjaśniał sytuację i miałam nadzieję, iż Lunatyk, szybko podejmie decyzję. Gdyby wahał się zbyt długo, cofnęłabym rękę, ponieważ, taka scena nie wyglądałaby dobrze, w oczach zamroczonego po magicznym śnie Saszy. A byłam pewna, że jego przebudzenie od teraz było już zaledwie kwestią minut.
    _________________



    ~ x ~ ~ x ~~ x ~ ~ x ~




    Aktualny ubiór jako Różana Czarownica:
    Maska – Podwójna para oczu o czarnych białkach i czerwonych tęczówkach otwiera się kiedy maska zostaje nałożona i zamykają z chwilą jej zdjęcia. „Oczy” są ruchome i dostosowują się ruchu gałek ocznych nosiciela. nr1 nr 2
    Kostium – Tak jak na załączonym obrazku
    Uczesanie – Włosy związane w wysoki kucyk, kilka luźnych pasm po bokach twarzy


    + - dialogi zrozumiałe tylko dla Poskramiaczy
     



    Mieszkaniec Świata Ludzi

    Godność: Aleksandr Aleksiej Lebiediew
    Wiek: 21
    Rasa: Human
    Lubi: Pistolety, wszystko co magiczne, alkohol i tytoń
    Nie lubi: Za dużo by wymieniać.
    Wzrost / waga: 180cm i 80kg
    Aktualny ubiór: Czarne, wysokie buty, czerwone spodnie, szary jesienny płaszcz a pod nim czarna rozpinana bluza bez kaptura i kraciasta, ciemnozielona koszula, na szyi nosi czarną chustę.
    Znaki szczególne: Różnobarwne tęczówki
    Pod ręką: Telefon, klucze, portfel(e) i kilka innych rzeczy w kieszeniach
    Broń: Pistolet, noże,
    Dołączyła: 27 Cze 2016
    Posty: 40
    Wysłany: 18 Wrzesień 2018, 21:48   

    Chłopak nie usłyszał odpowiedzi Lunatyka, ponieważ gdy ten przemówił Sasza znajdował się już pod wpływem mocy bestii. Te kilka minut, czy może nawet więcej, podczas których Lustrzańcy prowadzili swoją dyskusję, dla niego były niczym kilka sekund podczas których brał łyk piwa. Nie miał więc bladego pojęcia co się właśnie wydarzyło.
    - Haraszo! - Ryknął na całą gospodę i uderzył kuflem o stół, nagle przebudzając się z błogiego stanu jaki go ogarnął. Jako że moc podziałała bardzo skutecznie i niczego nie zauważył, to fakt przyjemnego uczucia w pełni zrzucił na smakową ekscytację i niczego nie podejrzewał. Poza tym już wcześniej postanowił zaufać swej pięknej różowej tavarish i skupić się na eksploracji nieznanego wymiaru a nie na analizowaniu każdego wypowiedzianego w okół niego słówka. Co ma być niech będzie, nie może przecież patrzeć na wszystkich w okół jak na potencjalnych morderców. Choć ten gość dwa stoliki dalej z sekatorami zamiast dłoni nie wyglądał zbyt przyjaźnie.
    - Oh, pardon. Tutejsze piwo jest nadzwyczaj dobre - Zwrócił się do siedzącego na przeciwko Lunatyka. W końcu nosił garniak i te sprawy, pewnie nie był przyzwyczajony do takich zachowań. Seamair może też nie, ale ona spędziła z nim już ponad dobę, to chyba się już przyzwyczaiła.
    Ostrożnie wziął kolejny łyk piwa. Efekt nie był aż tak mocny jak za pierwszym razem, ale i tak smak zupełnie nieznanych mu - smakoszowi piw oraz wszelakich innych trunków procentowych - słodów i chmieli, sprawiał olbrzymią przyjemność dla jego podniebienie. Cholera, może powinien zabrać ze sobą beczułkę tego trunku...
    - Tak wiec, jak mówiłem mogę zorganizować pewne środki. Byłbym jednak rad znając wcześniej cenę twych usług.
    _________________
     



    Biały Królik

    Godność: Foku
    Wiek: 20
    Rasa: Lunatyk
    Lubi: Truskawki/Bajkopisarzy.
    Nie lubi: Cieni i Dachowców.
    Wzrost / waga: 183 cm / 71 kg
    Aktualny ubiór: *czarny garnitur *buty garniturowe *biała koszula *czarny krawat
    Zawód: Informator, płatny zabójca.
    Pod ręką: Sztylet wysadzany szmaragdami.
    Broń: Sztylet wysadzany szmaragdami.
    Nagrody: Bursztynowy kompas, Rubinowe serce
    Stan zdrowia: W normie.
    Dołączył: 14 Lis 2015
    Posty: 49
    Wysłany: 15 Październik 2018, 18:18   

    Czarnowłosy obdarzając Seamair spojrzeniem i uśmiechem przepełnionym swego rodzaju satysfakcją, pospiesznie uścisnął jej dłoń, przypieczętowując tym sposobem targu, nim chłopak byłby w stanie cokolwiek zauważyć. Niezaprzeczalnie, był z tego faktu zadowolony z wielu względów. Najbardziej komiczne wydawało się to, że choć umowy, które zawrze zarówno z nią, jak i z nim wzajemnie się wykluczają, to swoich najszczerszych starań dołoży w obydwu przypadkach. To, jak potoczy się cała sprawa i kto ostatecznie będzie bardziej, a kto mniej zadowolony, zależało już tylko i wyłącznie od nich.
    - Nie żądam wygórowanej ceny. Najprościej mówiąc, przysługa, za przysługę. Gdy ty będziesz w potrzebie, odwdzięczysz się mi. Nic wielkiego, prawda? - uśmiechnął się uprzejmie, to do niego, to do różowowłosej. Krople deszczu cicho dudniły za oknem. - Więc? Czy będziemy mieli okazję do świętowania tego wieczoru? - Foku przyklasnął raźno, zacierając ochoczo ręce. Cierpliwie oczekiwał odpowiedzi Saszy. I tylko jego. Choć była to już tylko formalność, a przynajmniej, tak mu się mogło wydawać. Należało jeszcze wyznaczyć odpowiednio zawiłą trasę, sęk w tym, iż...
    - Swoją drogą, skąd przybywacie? - zagadnął w międzyczasie, gdy chłopak się namyślał. Nie wyglądało na to, by mieli ze sobą dużo bagażu, o ile wcześniej nie zameldowali się już w karczmie na nocleg. Tego jednak już nie mógł wiedzieć, ani wydedukować, gdyż sam był jedynie przejezdnym.
    _________________
     



    Poskramiacz

    Stowarzyszenie Czarnej Róży: Różana Czarownica
    Godność: Erin Collins ale mów mi Seamair.
    Wiek: Już 17 lat gości mnie ten Świat.
    Rasa: Cyrkowcem się stałam lecz wcale nie chciałam...
    Lubi: Bestie, taniec, muzykę, widok tęczy, unikalne kreacje a przedewszystkim swobodę.
    Nie lubi: Lekarzy, aparatury medycznej, zakłamania, niewoli.
    Wzrost / waga: 166 cm /44kg
    Aktualny ubiór: https://i.pinimg.com/564x/8a/90/9d/8a909d9cda718c1058ce61a20311d833.jpg
    Znaki szczególne: Urocze acz ostre rogi na czubku głowy, drapieżne spojrznie o barwie szkarlatu, ozdoby w kształcie czterolisnej koniczyny.
    Zawód: Samozwańcza opiekunka wszelkich bestii (szczególnie tych zamieszkujących Malinowy Las).
    Pan / Sługa: -/ Sługę lub służkę chętnie zatrudnię!
    Pod ręką: Zestaw noży do rzucania, rubinowe serce, sakiewka ze złotem.
    Broń: Srebrny rapier oraz zestaw noży do rzucania.
    Bestia: Teti (Avi) Vitavi~ Vivi (Fliks)
    Nagrody: Rubinowe Serce, Zegarmistrzowski Przysmak (3 szt.), Animicus, Mortis Anulum, Bolerko-niewidko, Bezdenna Sakwa, Fliksy, Cukrowe berło
    Stan zdrowia: Czuję się dobrze, dzięki że pytasz.
    Dołączyła: 04 Sty 2015
    Posty: 305
    Wysłany: 15 Październik 2018, 23:22   

    Ponownie ogarnęło mnie uczucie, jakby pod skórą tańczyły mi iskry, a każda z nich czeka, by stać się początkiem dla pożaru... A może to przez to, iż zaczęłam myśleć o ogniu i żałować, iż nie ukończyłam nauki zaklęcia z nim związanego. Bo jakże miłym, byłoby wystrzelić teraz z palców, choć kilka płomieni. Może te pomogłyby wypalić ten jakże jawny triumf z oblicza lunatyka. Prawdopodobnie poza tym wypaliłoby się jeszcze wiele innych rzeczy... a wraz z nimi, maska, którą starałam się utrzymać przy Saszy. Teraz jednak sytuacja się zmieniła, a idealna maska już zyskała rysy. Jeśli sprawy potoczyły się tak, a nie inaczej, będę musiała okazać więcej autentyczności oraz elastyczności... w przeciwnym razie moją mistyfikację, może spotkać przykry los, jaki dzieli wiele karczemnych naczyń. Rzucone lub też przypadkiem strącone, rozpadną się, czyniąc przy tym więcej kłopotów i hałasu niż ktokolwiek mógłby przypuszczać. Nie mogę zatem dać ponieść się negatywnym emocjom oraz poczuciu, że świadomie popełniłam coś tak nierozsądnego, jak pójście na układ z Foku. Oczywiście, każdy inny lunatyk mógłby okazać się równie ryzykownym wyborem, mógł spróbować oszustwa bądź wręcz przeciwnie przeciwstawić się nieczystemu zagraniu z mojej strony. Mimo to, raczej z żadnym innym przedstawicielem tej rasy, nie czułabym się teraz tak... jakbym dobrowolnie wpuściła do kieszeni jadowitego węża i miała nadzieję, iż ten zdecyduje się kąsać w bardziej dogodnym momencie. Bo o tym, iż zdecyduje się tego nie czynić, nie było mowy. W drugiej ręce z kolei musiałam trzymać kruka, który spłoszony zbyt gwałtownym ruchem mógł mi umknąć. Czego za wszelką cenę chciałam uniknąć, gdyż owego kruka można by uznać za białego. Ponowne natknięcie się na człowieka, którego całkiem obca kraina będzie fascynować miast przerażać... graniczyło z naprawdę wielkim cudem.

    Wyglądało na to, iż ma bezskrzydła ptaszyna, na powrót wraca swą osobą do rzeczywistego świata. Drgnęłam mimowolnie, gdy szklane naczynie uderzyło o blat stołu. Jednak komentarz oraz zachowanie Saszy strawiło, że udało mi się przywołać na swe oblicze ciepły uśmiech, oraz odrobinę ulgi. Wyglądało na to, iż wszystko zadziałało, tak jak powinno, dzięki czemu żywot sekretów i tajemnic pozostawał w moich rękach. A właściwie w moich i jego... Kończąc tę myśl, przeniosłam spojrzenie na szkarłatnookiego, który bez większego trudu wrócił do przerwanego wątku rozmowy.
    Wyczekująco zerknęłam na swego kompana, który musiał teraz borykać się z równie trudną decyzją, co i ja jeszcze kilka chwil temu. Transakcja, w której monetę przetargową stanowiła przysługa... była ryzykowna, i tak jak nadal uważałam, porywali się na nią jedynie desperaci. Czy Sasza był już dostatecznie zdesperowany? Albo, chociaż wystarczająco naiwny... choć miałam wrażenie, że na to drugie nie bardzo mogę liczyć. Nadzieja tkwiła jednak w fascynacji nowo odkrytą krainą oraz jej perspektywami, należało zatem kuć żelazo, póki gorące.
    -Z Malinowego Lasu.
    Oznajmiłam spokojnie, spoglądając na Lunatyka, jednocześnie, znów doganiały mnie ledwo co rozegnane wspomnienia, te dotyczące okoliczności naszego pierwszego spotkania.
    -Skoro przekonałeś się do lokalnych trunków, to może i jadłu dasz szanse się wykazać ?
    Spytałam, spoglądając na barwnookiego. Wątpiłam, by spożywanie naszego jedzenia czy picia mogło być przyczyną zakażenia się anielską klątwą, choć prawda była taka, że nasza wiedza na temat ów pasożyta była niewielka. Miałam jednak nadzieję, iż Sasza już niedługo pozwoli mi to zmienić.
    -Nie wiem, jak wy, ale ja mam zamiar skorzystać z tego, że znajdujemy się właśnie tu, i coś zjeść. Tym bardziej iż na zewnątrz, nadal leje. Liczę zatem, że nie każecie mi jeść w samotności.
    Uśmiechnąwszy się wymownie do obojgu z towarzyszących mi mężczyzn, odwróciłam się na swym miejscu, zerkając w głąb sali. Gdy moje spojrzenie w końcu natrafiło na kogoś z obsługi, uniosłam dłoń, by przywołać delikwenta, do naszego stolika. Miałam szczerą nadzieję, że w tym przybytku, uda się zjeść coś przyzwoitego. A można było na to liczyć, szczególnie teraz. Wszak jesień jest porą urodzaju, jeśli chodzi o wszelkie plony.
    _________________



    ~ x ~ ~ x ~~ x ~ ~ x ~




    Aktualny ubiór jako Różana Czarownica:
    Maska – Podwójna para oczu o czarnych białkach i czerwonych tęczówkach otwiera się kiedy maska zostaje nałożona i zamykają z chwilą jej zdjęcia. „Oczy” są ruchome i dostosowują się ruchu gałek ocznych nosiciela. nr1 nr 2
    Kostium – Tak jak na załączonym obrazku
    Uczesanie – Włosy związane w wysoki kucyk, kilka luźnych pasm po bokach twarzy


    + - dialogi zrozumiałe tylko dla Poskramiaczy
     



    Mieszkaniec Świata Ludzi

    Godność: Aleksandr Aleksiej Lebiediew
    Wiek: 21
    Rasa: Human
    Lubi: Pistolety, wszystko co magiczne, alkohol i tytoń
    Nie lubi: Za dużo by wymieniać.
    Wzrost / waga: 180cm i 80kg
    Aktualny ubiór: Czarne, wysokie buty, czerwone spodnie, szary jesienny płaszcz a pod nim czarna rozpinana bluza bez kaptura i kraciasta, ciemnozielona koszula, na szyi nosi czarną chustę.
    Znaki szczególne: Różnobarwne tęczówki
    Pod ręką: Telefon, klucze, portfel(e) i kilka innych rzeczy w kieszeniach
    Broń: Pistolet, noże,
    Dołączyła: 27 Cze 2016
    Posty: 40
    Wysłany: 1 Listopad 2018, 22:52   

    Przysługa za przysługę... najgorszy możliwy rodzaj zapłaty, który nigdy nie oznacza nic dobrego, a tego rodzaju umowa z magiczną istotą z innego wymiaru wróżył potrójnym nieszczęściem. Właściwie to Sasza nie chciał aż tak bardzo wracać do siebie, by zawierć tak niebezpieczny układ, ale póki co nie miał innych opcji, bo przebijanie się przez obstawioną strażami Bramę raczej nie wchodziło w grę. Poza tym spotkanie to załatwiła mu Sea, a nie mógł polegać na niej nie wiadomo jak długo, czyli nie wiedział kiedy nadarzy się kolejna okazja. I mógł dzięki temu poznać inną drogą na dostanie się do tego wymiaru.
    - Jeśli taka cena ci odpowiada, nie pozostaje mi nic innego jak na nią przystać. - Na przypieczętowanie umowy Sasza uniósł kufel jakby wznosił toast i wypił łyk piwa.
    Dalszą rozmowę o układach i układzikach przerwała Seamair z propozycją jedzenia. Cóż, dobre i mocne piwo faktycznie pobudziła jego apetyt, zwłaszcza że na wczorajszą kolację zjadł przekąski z plecaka a o śniadaniu nawet nie pomyślał. No i skoro już zrobił dwie rzeczy których absolutnie robić nie powinien, czyli przyjął od magicznych istot trunek i zawarł umowę, trochę jedzenia raczej nie mogło bardziej pogorszyć jego sytuacji. W razie czego umrze albo przemieni się najedzony.
    - Cóż, właściwie czemu by nie. - Odpowiedział na pytanie swej towarzyszki, rozglądając się i pociągając nosem by skosztować unoszących się w powietrzu zapachów. - Wygląda na to że mamy sezon na grzyby.
    Po chwili przy ich stoliku zjawiła się kelnerka-dachowiec i przedstawiła dostępne dania. Sasza na ślepo zamówił grzybowe coś, gdyż wymawiane przez nią nazwy i tak nic mu nie mówiły, więc nie było sensu rozwodzić się nad wyborem. Poza tym w tej chwili był kompletnie zahipnotyzowany jej ogonem majtającym na wysokości jego ręki. Kusiło go by złapać i to nie tylko za ogon, ale nie wiedział czy nie miała wysuwanych pazurów jak koty. Gdyby tak było, skończyłoby się pewnie gorzej niż na zwykłym spoliczkowaniu.
    _________________
     



    Biały Królik

    Godność: Foku
    Wiek: 20
    Rasa: Lunatyk
    Lubi: Truskawki/Bajkopisarzy.
    Nie lubi: Cieni i Dachowców.
    Wzrost / waga: 183 cm / 71 kg
    Aktualny ubiór: *czarny garnitur *buty garniturowe *biała koszula *czarny krawat
    Zawód: Informator, płatny zabójca.
    Pod ręką: Sztylet wysadzany szmaragdami.
    Broń: Sztylet wysadzany szmaragdami.
    Nagrody: Bursztynowy kompas, Rubinowe serce
    Stan zdrowia: W normie.
    Dołączył: 14 Lis 2015
    Posty: 49
    Wysłany: 25 Listopad 2018, 21:40   

    - Zatem wybornie. - powiedział Foku, słysząc odpowiedź swojej przyszłej ofi... swojego przyszłego zleceniodawcy. Zaiste wyborny był to wieczór dla Lunatyka. Dwa układy, dwa wykluczające się układy, na których mógł jedynie zyskać. A co, gdyby tak po prostu dać możliwość spełnienia swoich oczekiwań obydwu osobom, zostawiając ich samych sobie, by mogły to rozstrzygnąć indywidualnie? Rozmyślał, przeglądając przyniesioną przed momentem kartę dań. W restauracjach znajdujących się w Mieście Lalek zazwyczaj niewiele było do wyboru, jeśli chodzi o pożywienie. Przynajmniej tego zazwyczaj można było się spodziewać. Ostatecznie, lalki nie jadły. Z drugiej jednak strony, ich właściciele jeść już musieli. Niemniej, nie spodziewał się jakichś szczególnie wykwintnych i wyszukanych dań. Po pierwsze, byli w zwykłej, no może nieco większej niż zwykła, ale jednak, karczmie, a po drugie, jak już było powiedziane, człekokształtna populacja stanowiła w tych rejonach raczej mniejszy odsetek społeczności, toteż nie uświadczyło się jakiegoś wyzwolenia kulturowego i starcia różnych kuchni regionalnych.
    - Poproszę latającego śledzia w sosie z królikoskoczka. - złożył zamówienie, uśmiechając się prawie uprzejmie do przedstawicielki rasy, za którą raczej nie przepadał. Bez względu na to, czy był to oryginał, czy jedynie marna atrapa w postaci lalki. Co się tyczyło dania, śledzie wprost uwielbiał, więc bez namysłu zdecydował się właśnie na niego, a co do sosu, a raczej zwierzaka z którego było, nie miał kompletnie pojęcia co to jest i jak smakuje, ale w końcu nie da się zepsuć śledzia, prawda? Oby to była prawda...
    - Jak wam minęła tutaj podróż? Pogoda nie rozpieszcza, zwłaszcza ostatnimi chwilami. - zagadnął, gdy już zamówili. Specjalnie powiedział chwilami, a nie czasy, Dla Saszy mogło zabrzmieć to zwyczajnie dziwnie, jednak tak właśnie przestawiała się pogoda w Krainie Luster. Bardzo zmienna, to stwierdzenie nader łagodne. Bardzo zmienny mógł być tutaj klimat, jednak same warunki pogodowe były wręcz nieobliczalne.
    - I w sumie... jak tu trafiłeś? - wplótł niewinnie pomiędzy zdania wątek, który również powinien zainteresować go od samego początku. Ostatecznie, nie codziennie widuje się tutaj żywego człowieka.
    _________________
     



    Poskramiacz

    Stowarzyszenie Czarnej Róży: Różana Czarownica
    Godność: Erin Collins ale mów mi Seamair.
    Wiek: Już 17 lat gości mnie ten Świat.
    Rasa: Cyrkowcem się stałam lecz wcale nie chciałam...
    Lubi: Bestie, taniec, muzykę, widok tęczy, unikalne kreacje a przedewszystkim swobodę.
    Nie lubi: Lekarzy, aparatury medycznej, zakłamania, niewoli.
    Wzrost / waga: 166 cm /44kg
    Aktualny ubiór: https://i.pinimg.com/564x/8a/90/9d/8a909d9cda718c1058ce61a20311d833.jpg
    Znaki szczególne: Urocze acz ostre rogi na czubku głowy, drapieżne spojrznie o barwie szkarlatu, ozdoby w kształcie czterolisnej koniczyny.
    Zawód: Samozwańcza opiekunka wszelkich bestii (szczególnie tych zamieszkujących Malinowy Las).
    Pan / Sługa: -/ Sługę lub służkę chętnie zatrudnię!
    Pod ręką: Zestaw noży do rzucania, rubinowe serce, sakiewka ze złotem.
    Broń: Srebrny rapier oraz zestaw noży do rzucania.
    Bestia: Teti (Avi) Vitavi~ Vivi (Fliks)
    Nagrody: Rubinowe Serce, Zegarmistrzowski Przysmak (3 szt.), Animicus, Mortis Anulum, Bolerko-niewidko, Bezdenna Sakwa, Fliksy, Cukrowe berło
    Stan zdrowia: Czuję się dobrze, dzięki że pytasz.
    Dołączyła: 04 Sty 2015
    Posty: 305
    Wysłany: 26 Listopad 2018, 01:30   

    Sznurki władzy, o nich właśnie myślałam, jednocześnie wertując wzrokiem kartę dań. W przypadku naszej trójki ich plątanina była całkiem zawiła. Sień wpływów, w której każde z nas mogło jednocześnie grać rolę pająka, jak i muchy... Nie podobało mi się to, nie lubiłam dzielić się rolą drapieżcy. Sponad karty, rzuciłam ukradkowe spojrzenie na Lunatyka. Czy nie popadałam, aby w przesadną paranoję? Oczywiście na mogło być mowy o utracie czujności... już kiedyś popełniłam taki błąd w jego towarzystwie i przyszło mi posmakować konsekwencji... Ale to było, a teraz sytuacja się zmieniła zatem i ja musiałam zmienić swoje spojrzenie na pewne kwestie. Albo też sama utknę we własnej pajęczynie, skazując się na porażkę. Czas zatem skupić się na pozytywach, takich jak choćby umowa zawarta między Foku a Saszą. Kolejny mały sukces, do odhaczenia na liście.

    Przeniosłam spojrzenie na chłopaka, którego kolorystyka zdarzyła powrócić do pierwotnego stanu. A w każdym razie, tego, z jakim spotkałam się na początku naszej „znajomości”. Czyżby skutki alergii zdarzyły ustać? Albo też była to jedynie chwilowa poprawa jego stanu. Gdyby czas, przez jaki organizm musi zmagać się z alergią, był, choć z grubsza określony, nie musiałabym bawić się w układy z Lunatykiem. Sasza, którego aparycja zmieniała się, przy każdym kichnięciu nie mógłby ot, tak wrócić do domu, nawet gdyby wiedział, jak może tego dokonać. Niestety każdy znosił tę dokuczliwą przypadłość zupełnie inaczej.
    -Trafne spostrzeżenie. Gdybyśmy za dnia dłużej zabawili w lesie, zobaczyłbyś ich bezmiar. Choć i nocą dałoby się wybrać na grzybobranie. Szczególnie że niektóre z gatunków świecą w ciemności,
    podobnie zachowują się nieliczne z roślin i kwiatów. Dzięki temu pewne zakątki lasu nocą zyskują całkiem nową naturę.

    Postanowiłam nie wspominać o fakcie, iż owych fluorescencyjnych grzybów poszukiwałam zwykle, gdy miałam sporządzić jedną z bardziej paskudnych trucizn. W końcu cel moich wypraw nigdy nie ujmował uroku owym nocnym eskapadom. Mimo iż większość istot musiała uważać, że las nocą, jest miejscem, od którego należy trzymać się z daleka. Nie byłam jak większość, a zresztą jak można bać się swego domu?
    -Poproszę szaszłyk z przepiórką, grzybami i ziołowymi grzankami.
    Ta właśnie pozycja wygrała z zupą oraz gulaszem, nad którymi również się zastanawiałam. Szkoda było nie skorzystać z sezonowych produktów, bo przecież wiadomo, iż świeżość jest gwarancją dobrego smaku. Unosząc jedna brew, zerknęłam na szkarłatnookiego, słysząc jakie zamówienie złożył. Było co najmniej... odważne, biorąc pod uwagę wieszające się w tym zestawie smaki, ale jak to mówią „co kto lubi".
    -Nie możemy narzekać, deszcz złapał nas dopiero na chwilę przed dotarciem tutaj. To też nie zdążyliśmy nawet dobrze zmoknąć. Głównie dzięki zapobiegliwości Saszy.
    Ja jakoś nigdy nie pamiętałam o zabieraniu parasolki, chociaż pewnie nie jednak tkwiła gdzieś na dnie bezdennej sakwy. Ale nie byłam w końcu na tyle słodka, by musieć martwic się deszczem. Daleko mi do lukrowych figur, które swój urok tracą już po pierwszym kontakcie z wilgocią.
    Nieco zmieniłam swoją pozycję, by móc obrzucić spojrzeniem pozostałą część lokalu, a dokładniej gości. Byłam ciekawa, ile przyjdzie czekać nam na posiłek. Do podobnych przybytków, więcej istot przybywałoby ugasić pragnienie, iż napełnić żołądek. Nagle do pomieszczenia dostało się chłodne powietrze, a wraz z nim wysoki mężczyzna, niosący za sobą dość pokaźną walizeczkę. Był przemoczony do suchej nitki, podobnie jak istota siedząca na jego ramieniu. Nie była to bestia, ponieważ obecność tej wyczułabym już z daleka, był to jednak jeden z przedstawicieli magicznej flory tego świata. Przypomniał hybrydę drapieżnego ptaka, o kocich łapach i uszach, zakończonych barwnymi pędzelkami. Parę jarzących się neonową zielenią ślepi było widać z oddali, na tle czarno- bordowej sierści oraz piór. Nimoks? Chociaż nie, one są większe i mają więcej łap. Pomyślałam, starając się określić, gatunek stworka jednak nie mogłam przyglądać się mu zbyt długo, ponieważ mężczyzna ruszył w głąb sali, wywołując po drodze niemałe poruszenie... Dlaczego? Ponieważ, mijając poszczególne stoliki, zatrzymywał się przy niektórych, gdzie zapewne dopatrzył się znajomych twarzy. Nie byłoby w tym nic niezwykłego, no może poza faktem, że... po słowach powitania padały teksy typu: „Joel, zgubiłem twój zestaw, wcale mi go nie ukradli. Dorian, gdy gramy w karty zawsze Cię oszukuje, jesteś idiotą, skoro ciągle nabierasz się na tę samą sztuczkę. Izacc, pamiętasz jak, wybrałeś się w rejs po Otchłani? Przeleciałem wtedy Twoją żonkę”.
    Po tym ostatnim nagły przypływ szczerości został ugaszony przez butelkę, która rozbiła się na głowie, nowo przybyłego. Przez krótką chwilę w karczmie zapanowało zamieszanie. Towarzysz mężczyzny spanikowany latał, przez chwilę między stolikami, wydobywając piski z gardeł co tchórzliwszych osób. Jednak nie koto-ptak, zmusił ludzi do podrywania się ze swoich miejsc, i żywiołowego wymachiwania rękami. Siewca chaosu okazała się walizka, a dokładniej jej zawartość. Ponieważ z chwilą, gdy ta upadła na ziemię z jej wnętrza rozsypała się cała masa figurek albo może dekoracji? Nie mogłam stwierdzić, co dokładnie skrywała tajemnicza aktówka, a przynajmniej do czasu aż owe przedmioty nie ożyły i jakby nigdy nic nie rozpierzchły się po całej karczmie.
    -Co tu się wyczynia na głębię szkarłatnej otchłani....
    Warknęłam, wstając i odwracając ku centrum chaosu i w tej samej chwili spostrzegłam, jak coś przypominającego szmacianego węża pełznie ku mnie z nienaturalną wręcz prędkością.

    Nie zastanawiając się wiele, uskoczyłam na bok i to właśnie okazało się zgubne... W czasie, mgnienia oka doszło do trzech rzeczy. Zdarzyłam zauważyć zieloną kulkę, o nietoperzowych skrzydłach, lecącą prost z szybkością pocisku z procy. Poczułam ból w mostku, jakby ktoś rzucił we mnie małą, lecz cieką piłką... a potem zaczęłam się krztusić. Ponieważ to, co roztrzaskało się o moją pierś, wypuściło z siebie obłok migotliwego pyłu.
    -Co to byłooooooo....
    Kasłając, zatoczyłam się do tyłu, lecz gdy chciałam znaleźć podporę, w oparciu ławy nie mogłam jej pochwycić... ze zgrozą popatrzyłam na swoje nogi, które w obecnej chwili nie sięgały podłogi. Zamarłam, przyglądając się z osłupieniem, jednocześnie dystans między moim ciałem a ziemią błyskawicznie się powiększał.
    -Na Wielką Ri co to ma znaczyć!
    W moim głosie złość mieszała się z paniką. Latanie to niezwykłe uczucie, nie jedni chcieliby go zaznać. Lecz latanie, czy może raczej lewitowanie wbrew swojej woli to już całkiem inna sprawa! Unosząc się już dobre półtora metra nad ziemią, w desperackich próbach wyciągałam ręce, starając uczepić się czegoś, co powstrzyma mnie przed niechybnym wyrżnięciem o sufit, tego jakże wesołego przybytku. Zbyt gwałtowne ruchy, nie prowadziły jednak do niczego dobrego, bowiem, zamiast dosięgnąć oparcia, udało mi się jedynie wykonać mało efektywne salto, po którym ciężko było mi na powrót, uchwycić równowagę... Zajęta własnymi problemami, nie zwróciłam uwagę na sceny rozgrywające się w dalszej części karczmy.
    _________________



    ~ x ~ ~ x ~~ x ~ ~ x ~




    Aktualny ubiór jako Różana Czarownica:
    Maska – Podwójna para oczu o czarnych białkach i czerwonych tęczówkach otwiera się kiedy maska zostaje nałożona i zamykają z chwilą jej zdjęcia. „Oczy” są ruchome i dostosowują się ruchu gałek ocznych nosiciela. nr1 nr 2
    Kostium – Tak jak na załączonym obrazku
    Uczesanie – Włosy związane w wysoki kucyk, kilka luźnych pasm po bokach twarzy


    + - dialogi zrozumiałe tylko dla Poskramiaczy
     



    Mieszkaniec Świata Ludzi

    Godność: Aleksandr Aleksiej Lebiediew
    Wiek: 21
    Rasa: Human
    Lubi: Pistolety, wszystko co magiczne, alkohol i tytoń
    Nie lubi: Za dużo by wymieniać.
    Wzrost / waga: 180cm i 80kg
    Aktualny ubiór: Czarne, wysokie buty, czerwone spodnie, szary jesienny płaszcz a pod nim czarna rozpinana bluza bez kaptura i kraciasta, ciemnozielona koszula, na szyi nosi czarną chustę.
    Znaki szczególne: Różnobarwne tęczówki
    Pod ręką: Telefon, klucze, portfel(e) i kilka innych rzeczy w kieszeniach
    Broń: Pistolet, noże,
    Dołączyła: 27 Cze 2016
    Posty: 40
    Wysłany: 28 Listopad 2018, 20:17   

    Gdy już doili targu i wszyscy zamówili sobie coś do jedzenia rozmowa zeszła na bardziej "prywatne" tory. Na pytanie Foki o podróż dziwnie szybko odezwała się Sea, która dzieliła raczej krótkiej odpowiedzi i nie wspomniała nic o locie na ptaku czy portalach. Nie był pewny czy faktycznie o coś tu chodziło czy tylko mu się wydawało. Może nie chciała się chwalić publicznie swoimi mocami? Co prawda byli w magicznym wymiarze, ale zawsze lepiej mieć jakiegoś asa w rękawie. Znajomość zdolności innej osoby z pewnością wiele dawała, nie tylko w walce. W związku z tym Sasza nic nie powiedział, kiwając tylko głowa na potwierdzenie słów swej towarzyszki.
    Następnie pytanie było skierowane bezpośrednio do niego.
    - Sam chciałbym to wiedzieć. Spacerowałem po swoim mieście i nagle wpadłem do jakiejś dziury, niczym Alicja z Krainy Czarów. Następnie znalazłem się w tym wymiarze i trafiłem na Seamair. - Odpowiedział bez mrugnięcia. Co prawda pominął walkę ze strażnikami przy Bramie i że to raczej Rogata "trafiła" na niego, ale powiedział samą prawdę.
    Świecące grzyby i rośliny? Ciekawe czy można by dzięki nim uzyskać świecące jedzenie albo napój. Wódka która świeci w ciemności... w swoim świecie zbiłby na tym fortunę. Właściwie to zbiłby fortunę na czymkolwiek stąd. Mogło by się to jednak wiązać z wieloma bardzo przykrymi niekorzyściami... jeśli Sea mówiła wcześniej prawdę i ich wymiary toczyły kiedyś wojnę, to w Świecie Ludzi musiała istnieć organizacja która pilnowała by żadne informacje o tym miejscu i wszystkim z nim związanym nie wyciekły.
    Rozmowę przerwał coraz większy hałas. W różnych częściach karmy wybuchały coraz to nowe kłótnie albo pojawiały się dziwy nad dziwy. Czyżby to efekt magicznych alergii? A skoro o nich mowa, chłopak zauważył że przestał już kichać. Sprawdził swoje odbicie w szklance. Jego wygląd wrócił do normy. Czyżby choroba już minęła? Cóż, zawsze cieszył się końskim zdrowiem i praktycznie nigdy nie chorował, więc możliwe ze szybko zwalczył nowe wirusy.
    Panujący w karczmie chaos dosięgnął także ich stolika. Seamair nagle jak oparzona odskoczyła od stolika. Wybuchł jakiś proszek. Chcąc pomóc zataczającej się dziewczynie, Sasza rzucił się by ją złapać... ta jednak nagle zaczęła sobie dryfować w powietrzu. Nie pamiętał by wspominała o takiej zdolności. Dodatkowo wyglądała na raczej spanikowaną, krzycząc i wykonując powietrzne akrobacje, więc nagła zamiana w różowy balonik chyba nie była jej intencją.
    Seamair unosiła się coraz wyżej, wiec nim zdołała im całkiem odlecieć złapał ją za rękę i przyciągnął do siebie. Okazało się to zadziwiająco proste, Różowa była lekka jak piórko i w ogóle nie ciągnęła go do góry. W międzyczasie do ich stolika wróciła kocia dziewczyna i zupełnie nie przejmując się dantejskimi scenami jakie panowały w całym przybytku rozłożyła ich zamówienie na stół.
    Sasza spojrzał to na jedzenie, to na fruwającą Seamair.
    - A myślałem że to mi grozi para skrzydeł. -Zażartował, trzymając ją jedną ręką a drugą sięgając do plecaka. Wyciągnął z niego kawałek cienkiej ale mocnej liny z dwoma karabińczykami. Zwinnymi ruchami owinął najpierw siebie a potem dziewczynę w pasie, zapiął karabińczyk i usiadł. Teraz Sea wisiała sobie parę centymetrów nad siedzeniem, przywiązana do Saszy.
    - Jeśli nie masz lepszego pomysłu to na razie jesteś zdana na moje towarzystwo. Mam nadzieję że nie musisz lecieć do łazienki.
    _________________
     



    Biały Królik

    Godność: Foku
    Wiek: 20
    Rasa: Lunatyk
    Lubi: Truskawki/Bajkopisarzy.
    Nie lubi: Cieni i Dachowców.
    Wzrost / waga: 183 cm / 71 kg
    Aktualny ubiór: *czarny garnitur *buty garniturowe *biała koszula *czarny krawat
    Zawód: Informator, płatny zabójca.
    Pod ręką: Sztylet wysadzany szmaragdami.
    Broń: Sztylet wysadzany szmaragdami.
    Nagrody: Bursztynowy kompas, Rubinowe serce
    Stan zdrowia: W normie.
    Dołączył: 14 Lis 2015
    Posty: 49
    Wysłany: 2 Grudzień 2018, 14:13   

    Czerwonooki mężczyzna nie do końca wiedział, czy nawet jak na standardy Krainy Luster dzisiejszy wieczór nie zaczynał robić się, nieco nazbyt dziwny. Nieoczekiwani goście, biegające stworki, latająca Seamair, a do tego wszystkiego śledzik w dziwnym sosie, i Sasza - jego nowo poznany wspólnik w interesach w stroju wampa, z ciasnym skórzanym gorsetem, lateksowymi spodniami, kozaczkami aż po samo udo, okraszone ostrym makijażem oraz różkami. Spoglądając z lekko zaniepokojonym wyrazem twarzy starał się ułożyć to w jakąś nielogiczną całość. Zwłaszcza jeden element nie pasował mu w całej tej układance. Dlaczego do cholery, do śledzia dodali mu żurawiny?! Zdegustowany Foku zaczął żmudną robotę wydłubywania pojedynczych fragmentów owoców ze swojego dania, odkładając je starannie na brzeg talerza.
    - Też wam wydaje się to dziwne? - zmrużył oczy w wątłym świetle rzucanym przez płomień świecy stojącej na ich stoliku. Na moment podniósł wzrok, spoglądając na chłopaka i seksowną kobietę. Dane mu było ujrzeć jedynie dolną część bielizny różowowłosej, gdy postanowiła dać ponieść się emocjom i wyczyniać piruety w powietrzu.
    - W sensie, kto o zdrowych zmysłach dodaje owoce do ryb, prawda? - postanowił wyjaśnić po krótkiej pauzie, bo ich spojrzenia niekoniecznie krzyżowały się z jego lub może nie zawierały odpowiedniej dozy zrozumienia. Znaczy się... poniekąd, pewne zainteresowanie wzbudzał strój Saszy. Wydawał się nieco zbyt ekstrawagancki, nawet jak na jego osobę. Chociaż nie znali się raczej z byt dobrze, to wydawał się całkiem przebojowy. Możliwe, że w związku z tak dużą ilością nowych doznań, mózg automatycznie zgadzał się na wszystkie paradoksy, bo niemożliwym dla niego było ustalenie punktu wyjścia dla jakiegokolwiek logicznego rozumowania. Blokada emocjonalna. To wyjaśniałoby jednak tylko zachowanie, a nie ubiór, który zresztą jeszcze moment temu był zupełnie inny. Wcześniej nie zwracał na to uwagi, bo widział tenże strój na kelnerce, której zdawało się być w nim całkiem do twarzy. Teraz, nabrał peeewnych podejrzeń. Zdawało się, że ma halucynacje. Pytanie, jak daleko posunięte? Czyżby jednak był pod wpływem dziwnego pyłu wiedźminki? Czy może to wszystko, to tylko jeden wielki trans? Od tego analizowania wszystkiego powoli zaczynała boleć go głowa. Złapał się za skroń, zaczynając ją intensywnie masować. Ten tu robi sobie z niej osobisty balonik, tam leją się po mordach, w innym miejscu dwie białe myszki w czarnych okularach wynoszą gdzieś zakrwawiony nóż kuchenny, a po stropie chodzi mały chłopczyk z przekrwionymi oczami, drący się piskliwie, gdy matka próbuje uderzyć go parasolką, by ten "zszedł na ziemię". Nie bardzo wiedział, dokąd zmierza ta sytuacja, więc po prostu chwycił swoje sztućce i zaczął kroić swoje danie. Myślami na powrót skierował się do wypowiedzi, odnoszących się do ich przybycia. Były tak ogólnikowe, że aż nadto mało wiarygodne. Z drugiej strony, gdyby zapytali go, co robił przez ostatnie kilka miesięcy, również nie byłby zbyt wylewny.
    - Rozumiem, więc to był przypadek, a nie umyślna wycieczka? - upewniał się. Równie dobrze, mógł być jakimś zbiegiem, który współpracuje z Seamair, a to wszystko to tylko podwójny blef. Analizowanie tego na pewno nie było łatwe, z pewnością nieco męczące, ale również całkiem zajmujące.
    - Wiesz, ja rozumiem, że wzdęcia to przykra przypadłość, ale nieco przesadzasz moja droga. - wtrącił, uśmiechając się zjadliwie kobietki-sukkuba.
    _________________
     



    Poskramiacz

    Stowarzyszenie Czarnej Róży: Różana Czarownica
    Godność: Erin Collins ale mów mi Seamair.
    Wiek: Już 17 lat gości mnie ten Świat.
    Rasa: Cyrkowcem się stałam lecz wcale nie chciałam...
    Lubi: Bestie, taniec, muzykę, widok tęczy, unikalne kreacje a przedewszystkim swobodę.
    Nie lubi: Lekarzy, aparatury medycznej, zakłamania, niewoli.
    Wzrost / waga: 166 cm /44kg
    Aktualny ubiór: https://i.pinimg.com/564x/8a/90/9d/8a909d9cda718c1058ce61a20311d833.jpg
    Znaki szczególne: Urocze acz ostre rogi na czubku głowy, drapieżne spojrznie o barwie szkarlatu, ozdoby w kształcie czterolisnej koniczyny.
    Zawód: Samozwańcza opiekunka wszelkich bestii (szczególnie tych zamieszkujących Malinowy Las).
    Pan / Sługa: -/ Sługę lub służkę chętnie zatrudnię!
    Pod ręką: Zestaw noży do rzucania, rubinowe serce, sakiewka ze złotem.
    Broń: Srebrny rapier oraz zestaw noży do rzucania.
    Bestia: Teti (Avi) Vitavi~ Vivi (Fliks)
    Nagrody: Rubinowe Serce, Zegarmistrzowski Przysmak (3 szt.), Animicus, Mortis Anulum, Bolerko-niewidko, Bezdenna Sakwa, Fliksy, Cukrowe berło
    Stan zdrowia: Czuję się dobrze, dzięki że pytasz.
    Dołączyła: 04 Sty 2015
    Posty: 305
    Wysłany: 3 Grudzień 2018, 23:54   

    Lekkość, która ogarnęła moje ciała, miała w sobie coś intrygującego i może w innych warunkach cała ta sytuacja, w pewnym stopniu by mnie rozbawiła. Ale jak łatwo się domyślić aktualnie nie było mi do śmiechu. Logika nakazywała zainteresować się, powodem, który zmusił mnie szybowania w przestrzeni. Należało jednak zachować pewną hierarchię. Teraz moim priorytetem było zyskanie punktu zaczepienia. Zamrugałam zaskoczona, gdy dotarło do mnie, że owym punktem okazały się ramiona bruneta. Sasza bez większego wysiłku przyciągnął mnie ku sobie. Ta krótka chwila sprawiła, że staliśmy się sobie znacznie bliżsi, można by nawet rzec, iż powstała między nami pewna więź. I należy to traktować w znaczeniu jak najbardziej dosłownym. Czułam się jak igła kompasu, porzuconego gdzieś na złomowisku. To, co działo się w tawernie, przekraczało poziom dziwactwa typowy nawet jak dla naszej kochanej Krainy. Czyżby ostatnie dni były zbyt zwyczajne i nagromadzona siła chaosu, niczym zbłąkany kulisty piorun, postanowiła uderzyć właśnie w to miejsce ? Cóż mieszkaniec Świata ludzi, od razu wskoczył na dość głęboką wodę. A mimo to potrafił wykazać się opanowaniem, którego poziom przestawał mnie zadziwiać, a zaczynał niepokoić...

    Bez słowa wpatrywałam się w rękę obejmującą mnie w pasie, która po chwili została zmieniona na linę. I jak to się stało, że „drapieżnik” nagle został skazany na pomoc swej ofiary ? Był to dodatkowy żenujący element dla całej tej sytuacji.... Tym razem aktorski kunszt zawiódł, na krótką chwilę opuściłam gardę. Delikatnie zwiesiłam głowę w dół, licząc na to, że moja twarz skryje się za zasłoną różowych pukli. Nie potrzebowałam żadnego zwierciadła, by wiedzieć, że moją twarz zdarzyły już poznaczyć delikatne rumieńce. Białe ostre zęby, przygryzły dolną wargę na tyle mocno, by pojawił się ból. Przez tę krótką chwilę, nie byłam jednak skupiona wyłącznie na sobie, choć nie, właściwie to byłam. Interesowało mnie w końcu, co mi się przytrafiło, a dokładniej jak długo miało to potrwać. Wśród krzyków, przewijał się jeden szczególnie żarliwy i podszyty strachem, zapewniającym, że „To tylko takie żarty, że to zabawa i skutki miną po paru...” oczywiście najważniejszego nie udało mi się usłyszeć, gdyż gdzieś koło nas rozbrzmiał wibrujący dziecięcy jazgot. Uniosłam głowę do góry, załapując się na chwilę, gdy jakieś dziecko przeraczkowało po suficie, całe szczęście zmieniając kurs, zadziwiając swą obecnością parkę przy przeciwległym stoliku. W tej chwili poczułam wdzięczność względem Saszy, iż nie utknęłam na suficie...
    Zaśmiałam się cicho, jednocześnie wolną ręką odgarniając kilka niesfornych pasemek z twarzy.
    -Cóż... nie mogę zaprzeczyć, że czuję się trochę... skrępowana. Ale to lepsza perspektywa niż ściąganie pajęczyn spod sufitu. Dziękuję.
    Posłałam Saszy przepraszający uśmiech, po czym poddałam dokładniejszym oględzinom linę, a dokładniej wieńczące ją metalowe części.
    -Widzę, że Twój plecak może konkurować z kapeluszami Kapeluszników, skoro raz po raz znajdujesz w nim, to czego Ci trzeba. I bez obaw, z tego, co wychwyciłam z tej wrzawy, to całe latanie powinno być chwilowe.
    Przesunąwszy palcami po dekolcie, przyjrzałam się opuszkom, które spowijały teraz drobiny zielonego pyłu. Zamruczałam pod nosem, mieląc proszek między palcami.
    -Pewnie to zasługa jakiegoś spreparowanego eliksiru albo zaklęcia, utkwionego w tym czymś, co się o mnie rozbiło. Mogło trafić się coś gorszego.
    Oznajmiłam, odprowadzając wzrokiem płaczącą dziewczynę, której ramiona przemieniły się w coś na kształt macek morskich bezkręgowców.

    W międzyczasie Foku zadał dość oczywiste pytanie, a przynajmniej do czasu aż sam nie zdarzył sobie na nie odpowiedzieć.
    -Faktycznie dziwne... zdecydowanie bije na głowę wszystko wokół.
    Powiedziałam, powstrzymując się od przewrócenia oczami. Widać ktoś musiał być poważnie głody, skoro ten fakt, tak zatroskał jego uwagę. Choć, fakt ryba na słodko, brzmiała nieco nietuzinkowo. Ale skoro figurowała w karcie dań, musiało się na nią znaleźć, choć paru amatorów.

    Gdy nieco za mocno odchyliłam się do tyłu, od razu poczułam, jak moje kolana uderzyły o blat stolika, sprawiając, iż wyłożona na nim zastawa zatrzęsła się. Ja zaś syknęłam cicho, szybkimi ruchami dłoni masując nogi w miejscu uderzenia, jak nic będą siniaki.

    Słysząc komentarz Foku, od razu posłałam mu rozeźlone spojrzenie. Czarne źrenice zwęziły się, nadając spojrzeniu większą wyrazistość. Tylko na chwilę mój wzrok ześlizgnął się niżej, przez moment zawieszając się na napoczętej rybie. Rybie, która z praktycznego punktu widzenia była trupem, takim jak każde inne. Fakt, iż właśnie trwał proces, odzierania jej z ciała niewiele zmieniał.
    W moich oczach zapłonęły diabelskie ogniki, zaś uśmiechu nie powstydziłby się najniewinniejszy z cherubinków.
    Odrobinę swojej woli przelałam do pierścienia, który już od ponad dwóch między wiernie tkwił na serdecznym palcu lewej dłoni. Podarek i pamiątka z feralnego rejsu, skrywała w sobie więcej mocy, niż można by podejrzewać. Lecz teraz użyłam zaledwie skrawka, tylko po to by ciało ryby, w którą Szkarłatnooki ponownie wbijał sztućce, zaczęło podrygiwać na talerzu. Przez czas krótszy niż dziesięć uderzeń serca, danie Foku zachowywało, całkiem żwawo, niczym która ryba wyrzucona na brzeg, starała się złapać „oddech”.
    -Radziłabym, martwić się o własny żołądek zważywszy na fakt, że Twoje danie zdaje się być niedopieczone.... Mój Drogi.
    Zdecydowanie nie powinnam tego robić. Byłam absolutnie pewna, że to było nierozsądne, by nie rzecz po prostu głupie... lecz trudno zwodzić własną naturę, zwłaszcza gdy ktoś poszturchuje ją kijem, drażniąc uwiezioną weń bestię.
    Zgarnęłam z talerza swój szaszłyk, biorąc kęs przepiórczego mięsa, które jak na mój gust było nazbyt suche. Był to jednak dobry wybór, bo jedzenie bardziej wymagających dań, mogłoby okazać się kłopotliwe. Balans ciałem w stanie nieważkości, wcale nie był łatwy, gdy trwało się w nim dopiero od paru chwil. Zerknęłam na przywiązanego do mnie chłopaka, chcąc sprawdzić, czy ta drobna demonstracja nie odebrała mu, aby apetytu.
    -A jak Twoje danie, chyba nie próbuje wyfrunąć z talerza hm?
    _________________



    ~ x ~ ~ x ~~ x ~ ~ x ~




    Aktualny ubiór jako Różana Czarownica:
    Maska – Podwójna para oczu o czarnych białkach i czerwonych tęczówkach otwiera się kiedy maska zostaje nałożona i zamykają z chwilą jej zdjęcia. „Oczy” są ruchome i dostosowują się ruchu gałek ocznych nosiciela. nr1 nr 2
    Kostium – Tak jak na załączonym obrazku
    Uczesanie – Włosy związane w wysoki kucyk, kilka luźnych pasm po bokach twarzy


    + - dialogi zrozumiałe tylko dla Poskramiaczy
     



    Mieszkaniec Świata Ludzi

    Godność: Aleksandr Aleksiej Lebiediew
    Wiek: 21
    Rasa: Human
    Lubi: Pistolety, wszystko co magiczne, alkohol i tytoń
    Nie lubi: Za dużo by wymieniać.
    Wzrost / waga: 180cm i 80kg
    Aktualny ubiór: Czarne, wysokie buty, czerwone spodnie, szary jesienny płaszcz a pod nim czarna rozpinana bluza bez kaptura i kraciasta, ciemnozielona koszula, na szyi nosi czarną chustę.
    Znaki szczególne: Różnobarwne tęczówki
    Pod ręką: Telefon, klucze, portfel(e) i kilka innych rzeczy w kieszeniach
    Broń: Pistolet, noże,
    Dołączyła: 27 Cze 2016
    Posty: 40
    Wysłany: 9 Grudzień 2018, 13:04   

    - Gdybym mógł trafił tu umyślnie, z pewnością lepiej bym się przygotował na eksplorację nieznanego świata. – Odpowiedział na pytanie Lunatyka, po czym nie zmieniając wyrazu twarzy przeklął w myślach. Zamieszanie z latającą Seamair trochę wyprowadziło go z równowagi i być może powiedział za dużo. Co prawda, wcześniej wyraźnie stwierdził że szuka sposobu "na dostanie się do Świata Ludzi i powrót w inny sposób niż przez Bramę", nie ukrywał więc iż zamierza tu wrócić, jednak nie każdy zaraz musiał wiedzieć kiedy i po co, lepiej byłoby wiec gdyby do momentu wypełnienia umowy Lunatyk nie drążył tematu.
    Wszyscy zabrali się za jedzenie, więc i on w końcu spojrzał na podane mu w drewnianej misce danie. Wyglądało jak grzybowy gulasz i zapewne tym właśnie było, z tym że nie kojarzył żadnego z unoszących się z miski zapachów. Mając w pamięci efekty po pierwszym łyku piwa, jedzenia spróbował ostrożnie, nabierając odrobinę na koniec łyżki. Nic się nie wydarzyło. Zjadł jeszcze kawałek mięsa i jednego grzybka, po czym postanowił chwilę odczekać. Nie podejrzewał by podali mu coś trującego, ale możliwe że coś jadalnego dla mieszkańców tego wymiaru było trujące dla zwykłego człowieka i nikt po prostu o tym nie wiedział.
    W międzyczasie Foku zażartował z przypadłości Różowego Balonika. Sasza uśmiechnął się pod nosem, Seamair żart jednak się nie spodobał, sądząc po jej gwałtowniej reakcji. Dobrze że powstrzymał się od parsknięcia, bo też by jej podpadł, a czy tego chciał czy nie, musiał jeszcze na niej polegać. Ona chwilowo tez, więc lepiej żeby się nie żarli dopóki byli związani paracordem przeznaczenia.
    Skoro sytuacja przy stoliku robiła się napięta, a w karczmie już niemal eskalowała do wojny domowej, chyba nastał najwyższy czas na opuszczenie przybytku. Nie wypadało rozmawiać przy jedzeniu, więc nadgonił tępo by dokończyć swój posiłek wraz z pozostałą dwójką.
    - Tak właściwie, to kiedy będzie możliwa nasza podróż? – Zwrócił się do Lunatyka, gdy opróżnił już swoją miskę, nie świadom tego że jego cień właśnie postanowił się wydłużyć się na tyle iż przeniósł się na sufit, przyjął dziwacznie demoniczny kształt i robił na zmianę straszne oraz głupie miny do ludzi w karczmie.
    _________________
    Wyświetl posty z ostatnich:   
    Po drugiej stronie krzywego zwierciadła... Strona Główna
    Odpowiedz do tematu
    Nie możesz pisać nowych tematów
    Nie możesz odpowiadać w tematach
    Nie możesz zmieniać swoich postów
    Nie możesz usuwać swoich postów
    Nie możesz głosować w ankietach
    Możesz załączać pliki na tym forum
    Możesz ściągać załączniki na tym forum
    Dodaj temat do Ulubionych
    Wersja do druku

    Skocz do:  



    Copyrights © by Spectrofobia Team
    Wygląd projektu Oleandra. Bardzo dziękujemy Noritoshiemu za pomoc przy kodowaniu.

    Forum chronione jest prawami autorskimi!
    Zakaz kopiowania i rozpowszechniania całości bądź części forum bez zgody jego twórców. Dotyczy także kodów graficznych!

    Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
    Template AdInfinitum
    Strona wygenerowana w 0,11 sekundy. Zapytań do SQL: 10