• Nie minęło zbyt wiele czasu od rozpoczęcia działalności AKSO, a po całej Otchłani rozniosła się wieść o tajemniczej mgle, w której znikają statki. Czytaj więcej...
  • Wstrząsy naruszyły spokój Morza Łez!
    Odczuwalne są na całym jego obszarze, a także na Herbacianych Łąkach i w Malinowym Lesie.
  • Karciana Szajka została przejęta. Nowa władza obiecuje wielkie zmiany i całkowitą reorganizację ugrupowania. Pilnie poszukiwani są nowi członkowie. Czytaj więcej...
  • Spectrofobia pilnie potrzebuje rąk do pracy! Możecie nam pomóc zgłaszając się na Mistrzów Gry oraz Moderatorów.
Trwające:
  • Skarb Pompei
  • Zmrożone Serce


    Zapisy:
  • Chwilowo brak

    Zawieszone:
  • Brak


  • Drodzy użytkownicy, oficjalnie przenieśliśmy się na nowy serwer! Dokładne informacje na fanpege'u Spectrofobii lub forumowym Discordzie (odnośniki po prawej)!



    Zapraszamy do zapoznania się z Uśrednionym Przelicznikiem Waluty. Mamy nadzieję, że przybliży on nieco realia Krainy Luster i Szkarłatnej Otchłani.

    Szykujcie się na słodkie Walentynki i Dziewannę!

    Zimowa Liga Wyzwań Fabularnych nadeszła. Ponownie zapraszamy też na Wieści z Trzech Światów - kanoniczne zdarzenia z okolic Lustra i Glasville. Strzeżcie się mrocznych kopuł Czarnodnia i nieznanego wirusa!

    W Kompendium pojawił się chronologiczny zapis przebiegu I wojny pomiędzy Ludźmi i KL. Zainteresowanych zapraszamy do lektury.

    Drodzy Gracze, uważajcie z nadawaniem swoim postaciom chorób psychicznych, takich jak schizofrenia czy rozdwojenie jaźni (i wiele innych). Pamiętajcie, że nie są one tylko ładnym dodatkiem ubarwiającym postać, a sporym obciążeniem i MG może wykorzystać je przeciwko Wam na fabule. Radzimy więc dwa razy się zastanowić, zanim zdecydujecie się na takie posunięcie.

    Pilnie poszukujemy Moderatorów i Mistrzów Gry. Jeżeli ktoś rozważa zgłoszenie się, niech czym prędzej napisze w odpowiednim temacie (linki podane w polu Warte uwagi).

    ***

    Drodzy użytkownicy z multikontami!
    Administracja prosi, by wszystkie postaci odwiedzać systematycznie. Jeżeli nie jest się w stanie pisać wszystkimi na fabule, to chociaż raz na parę dni posta w Hyde Park
    .
    Marionetki – otwarte
    Kapelusznicy – otwarte
    Cienie – otwarte
    Upiorna Arystokracja – otwarte
    Lunatycy – otwarte
    Ludzie – otwarte
    Opętańcy – otwarte
    Marionetkarze – otwarte
    Dachowcy – otwarte
    Cyrkowcy – otwarte
    Baśniopisarze – otwarte
    Szklani Ludzie – otwarte
    Strachy – otwarte
    Senne Zjawy – otwarte
    Postaci Specjalne – otwarte

    Ponieważ cierpimy na deficyt Ludzi, każda postać tej rasy otrzyma na start magiczny przedmiot. Jaki to będzie upominek, zależy od jakości Karty Postaci.



    » Miasto Lalek » Hostel Kukiełka
    Poprzedni temat :: Następny temat
    Autor Wiadomość
     



    Niespełniony Marzyciel

    Stowarzyszenie Czarnej Róży: Członek
    Godność: Daniel Kessler
    Wiek: wizualnie około 30 lat
    Rasa: Marionetkarz
    Lubi: Mleko, Marionetki, Kapeluszników
    Nie lubi: Tych, którzy nie lubią mleka; podejrzliwy wobec Dachowców
    Wzrost / waga: 196
    Aktualny ubiór: Normalnie : Niepozorny płaszcz, którym postać okrywa swój mundur, plus czapka, przypominająca sarmacką. Wojskowe buty. Fabuła (Eden) : dziwaczna mieszanka munduru pruskiego z mundurem admiralskim. Włosy przefarbował... albo oblał się jakimś kwasem który mu zmienił barwę włosów przy malowaniu marionetki. Nieważne!
    Znaki szczególne: Krzaczaste brwi
    Zawód: Astrolog
    Pod ręką: Luneta, amulet przedstawiający czarną kulę, srebrna łyżka
    Broń: Pałasz i sztylecik
    Stan zdrowia: Zdrowy, obecnie nie choruje. Ran również brak
    Dołączył: 29 Lip 2016
    Posty: 171
    Wysłany: 11 Maj 2018, 00:38   

    Kiedy podeszła bliżej, mógł bardziej się jej przyjrzeć i wypatrzyć więcej szczegółów, niż to było możliwe na początku. Nie był oczywiście typem obserwatora, który wpatrywał się w ludzi i obrazki tylko po to, by odnaleźć każdą, nawet najmniejszą skazę na z pozoru idealnym obliczu każdej żywej istoty; polegało to raczej na zapamiętaniu danej twarzy poprzez wpatrywanie się w jej całość, tak jakby oczy miały służyć za starszy aparat, który potrzebował trochę czasu, by złapać obraz w fotografię przynajmniej średniej jakości, na którą to będzie można spojrzeć w przyszłości bez dłuższego czekania. Jakże wspaniały jest mózg, który można porównać do ludzkich folderków w ich magicznych urządzeniach.
    - Nie masz się tutaj czego obawiać, moja pani. Starannie wybrałem lokal i dopełniłem wszelakich środków ostrożności. Nikt nam tu nie będzie przeszkadzał, naruszał spokoju, ani naruszał porządku w promieni kilku mil. - No, może ostatnie stwierdzenie było trochę na wyrost, ale wiedział, co mówił. O tej porze ludzi było tutaj niewiele, gdyż często albo wychodzili na noc w jakieś inne, oddalone i imprezowe miejsce, albo dopiero powoli się zjeżdżali, a jeśli takowi się pojawiali - to byli już zmęczeni na tyle, by nie wywoływać niepotrzebnych burd czy problemów. W końcu był to hostel głównie dla podróżników, którym nie opłacało się wracać do domu późną porą.
    Gdy usłyszał jedyne przez nią wypowiedziane zdanie, chrząknął cicho. Było to coś w rodzaju powitania czy innego tajnego hasła, przynajmniej tak mu się wydawało na początku. Pomyślał jednak, że w sytuacji, gdy kobieta pasująca do opisu, która tak odważnie weszła do pokoju i zachowała zewnętrzny spokój, niepotrzebne było dodatkowe potwierdzanie charakteru sytuacji, w której oboje się znaleźli. By jednak dopełnić formalności, Kessler sięgnął do płaszcza i widać było, że chwycił coś małego. Po wydaniu cichego "o!" wyciągnął rękę w kierunku dziewczyny, oczywiście nie na tyle, by naruszyć jej przestrzeń osobistą i pokazał jej... guzik. Charakterystyczną cechą, różniącą go od innych guzików, był symbol nań wygrawerowany. Przypominał on słynną broń pijaków - tulipan, zbitą do połowy butelkę; albo pokrojonego w dziwny sposób arbuza. Ktoś inny powiedziałby, że jest to znak kwiatu. Ile spojrzeń, tyle opinii i fantazji. Ważne było jednak to, że owy guzik potwierdzał charakter i warunki sytuacji. Pierwszy etap zakończony.
    - Szczerze ci powiem, że nie wtajemniczono mnie w szczegóły operacji. Miałem tutaj na ciebie zaczekać, a potem podążać za tobą, zgodnie z twoją wolą. No i miałem wyglądać przeciętnie, nieformalnie. Zakładam więc, że ma to być raczej nierzucający się w oczy spacer. - zszedł z oficjalnego tonu i już dawno jego postawa nie przypominała wcześniejszej napiętej struny. Nawet lekko się zgarbił, tak jakby na plecach dźwigał worek piasku.
    Swojej wypowiedzi nadał taki ton, który miał prosić o więcej szczegółów, czy chociaż krztę wyjaśnienia. Zdawał sobie sprawę z pozycji i rang, które panowały w organizacji. Szczerze powiedziawszy, nie był zupełnie pewien relacji panującej między nim a tajemniczą jeszcze kobietą. Traktował ją więc jak kogoś, kto wie więcej oraz jest ważny z różnych powodów. Co oznacza między innymi to, że powinien ją ochraniać.
    Z drugiej strony... czym mniej się wie, tym dłużej się żyje. Jednak taki przymiot jest bliższy zwierzętom, które w zupełnej nieświadomości stają się ofiarą wiedzących i kończą na stołach inteligentniejszych od siebie, tych, którym chciało się ruszać głową.
    Wolał w tej sytuacji być bliżej kogoś, kto wie więcej, niż zwierzęcia. Przynajmniej będzie wiedział, za co mu się dostanie, jeśli zawali.
    Starał się dużo nie mówić, mimo że chodziło mu po głowie parę soczystych żartów, które mogłyby rozładować atmosferę. Bardziej klasowe byłoby jednak zachowanie milczenia i powagi.
    Odwrócił się na chwilę i zasłonił zasłoną okno, gdyż promienie słońca, które przezeń padały, mogłyby oślepiać gościa, na co z różnych przyczyn nie chciał sobie pozwolić. Zresztą zapewne wywoływałoby to nieprzyjemną sytuację. Sam też nie był godzien, by wyglądać jak anioł z ludzkich wierzeń, gdyż do takiego stanu wiele mu brakowało.
    Zastanawiało go, kim jest ta dziewczyna. Wydawało mu się, że łączy w sobie więcej pozornych sprzeczności, niż zdołałby wymyślić. Oczywiście nigdy nie zamierzałby podzielić się tą uwagą - czasami taktowne zachowywanie rzeczy dla siebie pozwalało uniknąć wielu siniaków.
     



    Sztukmistrz

    Anarchs: Przywódczyni Rebelii
    Godność: Sophie "Opal" Bugs / Esmé de Chardonnay
    Wiek: gdy ukrywa arogancję, wygląda na nastolatkę.
    Lubi: suszone owoce i nowe moce
    Nie lubi: niekompetencji i braku kontroli | czekolady i deszczu
    Wzrost / waga: 1,80m bez obcasów / 65kg
    Aktualny ubiór: Dopasowana burgundowa suknia o długich rękawach - spódnica opadająca do kostek składa się z szerokich, niemal prześwitujących pasów koronek. Na ramionach etola z futra lodowego lisa, dodatkowo rękawiczki, a na nich pierścienie. Pantofle na wysokim, masywnym obcasie widoczne są spod spódnicy. Kreska na oku, dopasowany do cery puder oraz koralowa szminka. Włosy splecione w koronę, nad karkiem szkarłatna brosza spinająca warkocze.
    Znaki szczególne: palce o czterech stawach; wytatuowane imię na miękkiej części prawego nadgarstka
    Zawód: oficjalnie sekretarz arcyksięcia
    Pod ręką: skórzana aktówka, parasolka oraz Artefakty
    Bestia: Likyus z rdzawą gwiazdą na pysku (Orem), jadowicie zielony Avi (Verde), Alam (Riehl) o grzbiecie pełnym czarnych magnolii
    Nagrody: Bolerko-niewidko, Krwawa Broszka, Cukrowe Berło, Maska Tysiąca Twarzy, Bursztynowy kompas
    Stan zdrowia: z tkliwą raną postrzałową w mięśniu dwugłowym lewego ramienia
    SPECJALNE: Administrator Pomocniczy, Mistrz Gry | Odkrywca Drugiej Strony Lustra
    Dołączyła: 28 Cze 2012
    Posty: 559
    Wysłany: 23 Maj 2018, 01:21   

    We Rule the School – Belle & Sebastian
    Taki standardowy hostelowy pokój, niewybredne umeblowanie oraz drzwi na prosty zamek i klucz jakby nie istniały potwory nocy – wszystko to przypominało Esmé, a w zasadzie Sophie, chwile płoche jak suche, herbaciane liście porywane przez wiatr. Chwile, gdy to wszystko się zaczęło – gdy wymykała się bez wiedzy Irvette i całej rodziny la Corix na spotkania z Viperem, zaprzysiężonym wrogiem wszystkich arystokratów. Zamykali się wtedy w takich pokojach na całą noc, a on uczył ją powoli i dokładnie wszystkiego, co musiała wiedzieć i widzieć. Nie mogła sobie wyobrazić, co kierowało rebeliantem, który na prawą rękę wybrał dziewczynę wychowywaną przez Upiornych, dlaczego zechciał ją przekonać, zaufać jej, czy najprostsze – w jaki sposób Sophie zlokalizował. Nie miała także pojęcia, dlaczego w spojrzeniu nosił takie zniecierpliwienie, mnożące się bardziej i bardziej, gdy przypominała, że cierpi na amnezję. Tylko podskórnie czuła, że wszystko ściśle łączy się z jej rodzeństwem, których jedynie imiona pamiętała: Theresa i Damien, i z długimi białymi korytarzami laboratoriów. Jednak gdy dopytywała – odmawiał jej odpowiedzi.
    Gdy któregoś wieczora po prostu już się nie pojawił, miała do wyboru zapomnieć lub brnąć dalej we mgłę i chaszcze.
    Z tego powodu owo rozpoczynające się cichcem spotkanie ceniła na równi z tymi licznymi w Różanym, w blasku dnia z Agasharem, z niespokojnymi rajdami po zakamarkach Krainy czy spotkaniami z informatorami. Inna sprawa, że przed sobą miała lidera jednej z jednostek SCR. Jeszcze bez nominacji, ale to pomniejsza sprawa. Skoro był z nią, nie mógł być z Rosarium. Dodatkowo, arcyksiążę coś dostrzegł w tym wysokim, wojskowym mężczyźnie, a skoro tak – Sophie też chciała go mieć.

    Puściła mimochodem jego zapewnienia o starannym doborze nierzucającej się w oczy spelunki. Miała inne odczucia i doświadczenia, bo w takich to miejscach zbierało się najwięcej rzezimieszków, poszukiwaczy przygód czy spiskowców – takich jak oni, na przykład. Nie opuszczała tedy gardy i nim podeszła bliżej, dokończyła swoje błyskawiczne oględziny.
    Gdy na jej prowokację wygrzebał z poły płaszcza guzik – dobry, solidny, konkretny skądinąd guzik – uniosła jedynie ciemną, wyregulowaną brew i był to jedyny wyraz jej emocji, choć miała ochotę widowiskowo rzucić bukietem kwiatów. Nie będzie zabawy tego wieczora. [internal screaming]
    Zmrużyła oczęta w zachodzącym słońcu i zanotowała w głowie, by przestrzegać starej sztuczki piratów z zasłanianiem jednego oka na wypadek, gdyby źrenica musiała błyskawicznie akomodować w ciemności. Źrenica trzymana w ciemności nie ma z tym raczej problemów. W tej sytuacji istotą było co innego, jednak mężczyzna jakby czytając jej w myślach zaciągnął zasłony, odcinając jaskrawe po półmrokach hostelu światło. Skrzywiła się odrobinę, gdy płynnie przeszedł per „ty”, jednak prawdziwym powodem była błyskawiczna próba skatalogowania Marionetkarza.
    – Spacer? – uprzejmie się zdziwiła, zadzierając głowę. Jednak to uśmiech, którym go później obdarzyła był bardziej niepokojący. – Powiedzmy. Jest powód, dla którego nie znasz charakteru naszego spotkania: nie do końca go arcyksięciu podałam, ot. Bo co byś powiedział, panie Kessler, na spacer do Różanego Pałacu? Na marsz, z victorią na ustach? – Otworzyła szerzej oczy, kreśląc przed nim śmiałą wizję. – Co pan na to, niespełniony marzycielu, generale bez armii? – Trochę strzelała, trochę wiedziała na pewno po tym, co przedstawił jej arcyksiążę. Bielak. Idealista. – Co powiesz na przetasowanie kart? Zamianę ról?
    _________________



    Inspiracje ubraniowe: 🌾 + 🌹 + 🌿

     



    Niespełniony Marzyciel

    Stowarzyszenie Czarnej Róży: Członek
    Godność: Daniel Kessler
    Wiek: wizualnie około 30 lat
    Rasa: Marionetkarz
    Lubi: Mleko, Marionetki, Kapeluszników
    Nie lubi: Tych, którzy nie lubią mleka; podejrzliwy wobec Dachowców
    Wzrost / waga: 196
    Aktualny ubiór: Normalnie : Niepozorny płaszcz, którym postać okrywa swój mundur, plus czapka, przypominająca sarmacką. Wojskowe buty. Fabuła (Eden) : dziwaczna mieszanka munduru pruskiego z mundurem admiralskim. Włosy przefarbował... albo oblał się jakimś kwasem który mu zmienił barwę włosów przy malowaniu marionetki. Nieważne!
    Znaki szczególne: Krzaczaste brwi
    Zawód: Astrolog
    Pod ręką: Luneta, amulet przedstawiający czarną kulę, srebrna łyżka
    Broń: Pałasz i sztylecik
    Stan zdrowia: Zdrowy, obecnie nie choruje. Ran również brak
    Dołączył: 29 Lip 2016
    Posty: 171
    Wysłany: 26 Czerwiec 2018, 16:48   

    Szczerze musiał przyznać przed sobą, że nie spodziewał się takiej zmiany charakteru rozmowy. Trudno było podpiąć kobietę pod jakiś typ, rodzaj człowieka. Brakowało danych do takiej czynności, czemu sama osoba pomagała. Skatalogowanie kogoś było zawsze krzywdzące, ale ułatwiało w jakiś sposób dobranie odpowiedniego zachowania, dobór słów czy nawet przyjście tak prostej wiedzy, czy warto temu komuś ufać. Myślał, że to ten typ osoby, po którym mało cokolwiek da się poznać. Osoby takie z jego perspektywy istniały, zachowywały się prawieże normalnie jak inni, ale tak naprawdę trudno było o nich cokolwiek powiedzieć. Zastanawiał się, czy ona również zalicza się do takiego grona. Mimo wszystko całe to zadanie opierało się na relacjach zawodowych, a nie towarzyskich; więc właściwie czy naprawdę potrzeba było dowiedzieć się czegoś więcej, niż jest to wymagane przez wzgląd na pracę i lepszą komunikację? Mimo wszystko przeczuwał, że tak prosto nie będzie. Ktoś o takim statusie nie jest byle kim i za bylejakość takiej pozycji nie osiąga. Może to być zatem niezłe ziółko, które na pewno przyniesie jakiś nowy punkt widzenia na sprawy - a to uwielbiał.

    Schował guzik do kieszeni i spoglądał na podłogę. Jedną ręką zrobił sobie podpórkę, przyciskając ją poziomo do klatki piersiowej, zaś drugą oparł łokciem o pierwszą, zarazem podtrzymując sobie głowę dłonią. W takiej to pozycji wysłuchał fascynującej propozycji, która, musiał przyznać, w pierwszych parę sekund wybiła go z rytmu. Szybko jednak zdziwienie i lekki szok przeminęły. Propozycja była na tyle nierealna, że chciał to nawet potraktować jako żart, ale nie sposób było mu to jednoznacznie wyrazić, gdyż naprawdę nie wiedział, czego się spodziewać. Uśmiech wcale nie pomógł, a tylko jeszcze bardziej zmieszał mężczyznę do tego stopnia, że pomyślał, iż może to być nawet jakaś gra. Chociaż użyta w takiej sytuacji, po tak krótkim czasie wskazywała raczej na mały żarcik, próbę wyczucia czy nawet tak charakterystyczne dla pracodawców w świecie ludzi pierwsze pytanie wybijające z rytmu.
    Na uśmiech odpowiedział uśmiechem, chociaż dużo mniej widocznym - lekko się stresował i był to gest bardziej wymuszony niż prawdziwy.
    - Czyli jak mniemam jest to spotkanie czysto towarzyskie, celem poznania. Mając na względzie plany naszej Organizacji, to całkiem zrozumiałe. Muszę przyznać zatem, że trochę mi lżej na sercu. - Powiedział trochę za patetycznie. Istotnie odsłonił się, wyrażając to, co czuje, ale pomyślał, że trudno byłoby zbyt długo zachowywać przedłużającą się sztuczność, pozwolił więc sobie na drobne rozluźnienie atmosfery.
    - Wizja, którą przedstawiasz, Pani, jest nad wyraz śmiała. Przyznaję, że niegdyś byłem młodym idealistą, który wierzy w możność stworzenia porządku od podstaw, zniszczenie starego świata i zbudowanie nowego, oczyszczenie zła aż do korzeni czy ostateczne pokonanie niegodziwości i tysiącletnie imperium sprawiedliwości. Muszę z pewną nostalgią jednak dodać, że te czasy minęły, a z mojego doświadczenia wynika, że tak idealizm w ostateczności jest wynikiem nieumiejętności dostrzegania szczegółów. Gorzej, gdy wynika z celowego ich ignorowania, ale wówczas to już fanatyzm. - powiedział dyplomatycznie i uprzejmie, lekko kiwając głową na koniec. Nie chciał odnosić się do reszty treści wizji - wykonywanie zadania nawet tak prostego, jak spotkanie towarzyskie, od rozmowy na temat lojalności wobec Jedynego Pracodawcy byłoby co najmniej nie na miejscu. Dlatego pominął milczeniem resztę.
    - Myślę, że zwykły spacer połączony z drobną wizytacją w pewnym miejscu nie zaszkodzi. Wydaje się też, ze nikt nie będzie zbyt natarczywy we wspomnianej lokacji i będziemy mieli możliwość lepszego poznania się - dla większej efektywności działania Organizacji, oczywiście. - Powiedział, tym razem całkiem szczerze się uśmiechając. Jego myśli krążyły wobec wspomnianego, lecz nienazwanego miejsca. Chodził mu po głowie ten budynek zwany Kliniką, co do którego podjęto pewne działania przed paroma dniami. Zastanawiało go, czy wypada tam iść w ramach poznawania się. W końcu praca i wspólne problemy łączą, ale tez niekiedy powodują, ze nie ma się ochoty na siebie patrzeć po dłuższym czasie.
     



    Sztukmistrz

    Anarchs: Przywódczyni Rebelii
    Godność: Sophie "Opal" Bugs / Esmé de Chardonnay
    Wiek: gdy ukrywa arogancję, wygląda na nastolatkę.
    Lubi: suszone owoce i nowe moce
    Nie lubi: niekompetencji i braku kontroli | czekolady i deszczu
    Wzrost / waga: 1,80m bez obcasów / 65kg
    Aktualny ubiór: Dopasowana burgundowa suknia o długich rękawach - spódnica opadająca do kostek składa się z szerokich, niemal prześwitujących pasów koronek. Na ramionach etola z futra lodowego lisa, dodatkowo rękawiczki, a na nich pierścienie. Pantofle na wysokim, masywnym obcasie widoczne są spod spódnicy. Kreska na oku, dopasowany do cery puder oraz koralowa szminka. Włosy splecione w koronę, nad karkiem szkarłatna brosza spinająca warkocze.
    Znaki szczególne: palce o czterech stawach; wytatuowane imię na miękkiej części prawego nadgarstka
    Zawód: oficjalnie sekretarz arcyksięcia
    Pod ręką: skórzana aktówka, parasolka oraz Artefakty
    Bestia: Likyus z rdzawą gwiazdą na pysku (Orem), jadowicie zielony Avi (Verde), Alam (Riehl) o grzbiecie pełnym czarnych magnolii
    Nagrody: Bolerko-niewidko, Krwawa Broszka, Cukrowe Berło, Maska Tysiąca Twarzy, Bursztynowy kompas
    Stan zdrowia: z tkliwą raną postrzałową w mięśniu dwugłowym lewego ramienia
    SPECJALNE: Administrator Pomocniczy, Mistrz Gry | Odkrywca Drugiej Strony Lustra
    Dołączyła: 28 Cze 2012
    Posty: 559
    Wysłany: 6 Sierpień 2018, 20:51   

    Gdyby to była inna osoba, pewnie zaczęłaby odczuwać irytację.
    W takiej sytuacji nic innego, bardziej odpowiedniego nie powinno przyjść nikomu na myśl. Gdy okoliczności stają się wybitnie niesprzyjające, lub plan idzie zupełnie nie według planu, normalne i akceptowalne staje się falami napływające rozdrażnienie, ewentualnie poganiane ambiwalentnymi myślami to o zachowaniu spokoju, to o chęci mordunku (lub ucieczki).
    Gdyby to nie była nasza ameba emocjonalna, coś z powyższych dywagacji mogłoby się ziścić. No ale była.

    Przechyliła głowę, bez słowa obserwując mężczyznę. Taki tu piękny plan wysnuła – odpowiednio zdradziecki, a jednak subtelny… (Albo nie była po prostu zbyt dobrym mówcą.) A on się zachowywał jakby do pary rzucili jej amebę umysłową!
    Żadnej reakcji. Żadnej. Niemal poczuła się urażona.
    Wysłuchała jego odpowiedzi, zgrabnej próby ominięcia tematu. A nawet nie próby, a ominięcia; Esmé nie zamierzała bowiem przepychać siłowo swojej wizji. Niech mężczyzna uzna to za żart nie do końca na miejscu, lub chęć wybadania go. Jej wywód był tak nagły, że nie można było zanegować co miał na celu. I świetnie.
    Ciemną brew uniosła naprawdę powoli, nie zmieniając ich bliskiej odległości, gdy odniósł się do idealizmu – jej młodzieńczego idealizmu, gdzie wszystko jest czarne lub białe. Ale młoda kobieta stojąca przed Kessairem również nie była już naiwną nastolatką. Do dziś pamięta słowa stareńkiego służącego la Corixów, który brutalnie uświadomił ją, że są miejsca, gdzie zostałaby zabita dla pieniędzy, za które chciałaby kupić im chleb.
    Zbyt dużo rzeczy ją zmieniło – tamte słowa i inne opowieści, widok bezlitosnych, bo głodnych nastolatków w jej wieku, później zlecenia od la Corix na zacierającej się granicy porządku i krzywdy, a dalej poznanie pięknego, charyzmatycznego Vipera i wreszcie próba zabójstwa Agasharra Rosarium, dla którego pracowała już od ponad dwóch lat. Zbyt dużo, by mogła pozostać tak dziewicza i naiwna i bezkrytyczna jak biała, nietknięta karta.
    Do pierwszej dołączyła druga brew i kobieta niskim, melodyjnym głosem dopytała:
    – Uważasz więc, panie, że należy idee wrzucić do jednego worka z marzeniami? Bo ja uważam, że idealizm to stan umysłu, nie zaś konkretne działania. Prawdą jest z kolei, że czasami granica między prawością i brakiem prawa choć nie powinna się zacierać… robi to.
    Czy przypadkiem ten skacowany żołnierz, który najbardziej ze wszystkich rzeczy obawiał się filozoficznej dysputy, nie zaczął właśnie sam bitwy myśli?
    Kobieta cofnęła się o krok i o dwa po ostatnim wypowiedzianym zdaniu. Z jednej strony absolutnie nie rozumiała stojącego przed nią indywiduum. Nie rozumiała bardziej w sposób „absolutnie nie potrafię znaleźć z tobą wspólnego języka” niż „jesteś tak inny, że aż zżera mnie ciekawość”. Z drugiej, uparcie, bez prawdziwie logicznego powodu chciała się dowiedzieć kim jest wybrany przez Agasharra człowiek. Lider komórki bojowej, wojak nad resztą wojaków. Musiała chcieć go poznać i go poznać skoro pisana im była współpraca.
    Zamaskowała westchnięcie, wydychając powietrze zupełnie przy pomocy przepony, nie unosząc ramion i nie wydając większego, wzdychającego, dźwięku. Więc jednak miał pojęcie po co go tu wezwano. Mniejsze lub większe.
    – Tak, wpierw czeka nas wizytacja lecznicy, która zaczęła rosnąć prężnie w siłę, nawet jak na imponującą miarę Krainy Luster. Udaję się tam jako arcyksiążęcy wizytator – powiedziała kobieta w koszuli, spod której prześwitywał stanik, i z nożem w cholewie – i jego legat. Jestem jak wiesz sekretarzem Jego Wysokości. – No już myślała, że nie przejdzie jej to przez gardło. Kiedy nauczyła się tak płynnie bluzgać? Jego Zakrwawiona Wysokość, też coś.
    W tej samej chwili napomniała się, że nie do końca weszła w rolę. Usta mówiły płynne złoto, oczy emanowały szczerością, ale jej umysł miał na temat tego wszystkiego zgoła inne zdanie. Musiała poskromić i myśli, jeśli ma być kiedyś autentyczna i wśród arystokratów. To będzie najtrudniejsze, za plac ćwiczeń obierzmy sobie więc Klinikę.
    – Jednak jeszcze wcześniej – czy masz inne ubrania? Takie, które byłby na miarę towarzysza hrabiny? Chadzaj, panie, w czym tylko chcesz w każdy powszedni dzień, ale jutro przed południem ruszamy kolaską, by zrobić w docelowym miejscu show i cyrk. Zwracam ci uwagę, że to nie będzie wizytacja wojskowa czy nawet wizyta towarzyska – to będzie teatr cieni i próbowanie sił. Jedziemy tam wywrzeć wrażenie, zaprezentować obecnie panującą w Krainie władzę, odkąd osobista wizyta Arcyksięcia Rosarium byłaby zbytnią łaską i spoufaleniem, acz wysłanie zwykłego posła odebrane zostałoby… z urazą. – Dokończyła po chwili namysłu. – Z nieobfitej a urzędowej, więc nadętej i o niczym korespondencji wywnioskowałam jednak, że dyrektor placówki to osoba dosyć arogancka. – Żeby nie powiedzieć: równie nadęta co jego listy. – Zaś z… innych źródeł – uśmieszek – wiem, iż Klinika jest w sporej części wzorowana na ludzkich szpitalach, być może dlatego, iż dyrektor van Vywern jest Opętańcem. Gdyby twoją uwagę, panie, zwróciły na miejscu jakieś dziwności, notuj je proszę w głowie, ewentualnie przytocz mi w ustronnym miejscu przed końcem wizyty. – Esmé spojrzała na zasłonięte przed łuną zachodzącego słońca okno, jakby tam szukała czasomierza. Albo we własnej głowie. – Nie sądzę, żeby pobyt tam zajął nam więcej niż dwa dni – ten przybycia oraz następny, właściwy. Nie zamierzam też nocować w owej placówce – to nie przystoi, zaś protokół wizyt bywa różny i elastyczny w zależności jak się go zaprezentuje. – Znów zębaty uśmiech, tak niepasujący. – Tak więc bądź moim towarzyszem, ale nie człowiekiem Róży, nie tym razem. I ubierz się nieco bardziej wystawnie, błagam – parsknęła chyba trochę zbyt szorstko, wyciągając z torby niewielki mieszek złota. – Znam dwóch dobrych krawców. Jutro w południe spotkajmy się przed dworcem AKL, będę czekać w ciemnym powozie na dwa burgundowe konie. To ta piękna rasa o długich grzywach jak dziewczęce włosy – tym razem uśmiech sięgnął jej lazurowych oczu.
    Przytuliła do piersi róże i stanęła wyczekująco, jakby chciała, by jeszcze o coś zapytał.
    _________________



    Inspiracje ubraniowe: 🌾 + 🌹 + 🌿

     



    Niespełniony Marzyciel

    Stowarzyszenie Czarnej Róży: Członek
    Godność: Daniel Kessler
    Wiek: wizualnie około 30 lat
    Rasa: Marionetkarz
    Lubi: Mleko, Marionetki, Kapeluszników
    Nie lubi: Tych, którzy nie lubią mleka; podejrzliwy wobec Dachowców
    Wzrost / waga: 196
    Aktualny ubiór: Normalnie : Niepozorny płaszcz, którym postać okrywa swój mundur, plus czapka, przypominająca sarmacką. Wojskowe buty. Fabuła (Eden) : dziwaczna mieszanka munduru pruskiego z mundurem admiralskim. Włosy przefarbował... albo oblał się jakimś kwasem który mu zmienił barwę włosów przy malowaniu marionetki. Nieważne!
    Znaki szczególne: Krzaczaste brwi
    Zawód: Astrolog
    Pod ręką: Luneta, amulet przedstawiający czarną kulę, srebrna łyżka
    Broń: Pałasz i sztylecik
    Stan zdrowia: Zdrowy, obecnie nie choruje. Ran również brak
    Dołączył: 29 Lip 2016
    Posty: 171
    Wysłany: 30 Sierpień 2018, 14:43   

    Trudno nie było jej przyznać racji w wielu kwestiach. Po prostu wypadało tylko przytaknąć i zgodzić się, bez potrzeby dyskutowania czy rozważania, jak bardzo coś jest takie, a powinno być inne. Mógł dalej droczyć się, dyskutować filozoficznie na tematy, które omyłkowo sam poruszył, a których bardzo chciał uniknąć; nie czuł się jednak na siłach wchodzić na pole, które obecnie nie interesowało go aż tak bardzo. Doszło w końcu do niego, iż jeżeli pragnieniem jest poznanie się, lepszym narzędziem ku temu będzie wspólne działanie, niż zadawanie sobie pytań; gdyż deklaracje często ukrywają prawdziwą tożsamość.
    - Możliwe, że ma pani rację. Stan idealny nigdy nie istnieje; i wyróżniam tutaj idealistów, którzy taki niemożliwy stan chcą osiągnąć - i wówczas nazwałbym ich naiwnymi, oraz takich, którzy chcą jak najbardziej zbliżyć sytuację do perfekcji. Tych nazwałbym, w zależności od danej idei, bojownikami o lepszy świat albo psychopatycznymi zbrodniarzami. - uśmiechnął się. Dobrze mówiła. Marzenia, w przeciwieństwie do idealizmu, bywają realne. I to je różni, iż można marzenia spełnić. Tylko świadomość i umiejętność ocenienia, czy coś jest osiągalne, czy nie, pozwoli określić, czy ktoś w istocie ma marzenie, czy ma w głowie ideał, który chciałby spełnić. A może by jeszcze podzielić marzenia na realne i idealistyczne? Tyle możliwości... tyle zabaw uniwersyteckich...
    Złapał się na chwilę za nos. Wchodząc do pokoju zdał sobie sprawę, ile kurzu spoczywało w przeróżnych miejscach. Świadczyć to musiało niezbicie o tym, iż nie był to w pełni prestiżowy lokal i w związku z tym w oczach właścicieli nie trzeba było utrzymywać perfekcyjnej czystości. Taka ilość pyłków spowodowała, że Kessler prawie kichnął. Chęć, mimo że wielka, nie pozwoliła jednak ziścić kichnięcie, co doprowadziło Marionetkarza do lekkiej irytacji, zaprzestania mówienia na dłuższą chwilę, jak i złapania się za nos. Skoro nie dało rady, a było blisko, nie ma co wymuszać.
    - Lecznica, arcyksiążecy wizytator, legat, sekretarz jego Wysokości - Gdy już się opanował, powtarzał tylko po cichu konkretne słowa wypowiedziane przez jego rozmówczynię. Przy "lecznicy" zmrużył oczy, jak gdyby zaczął wypatrywać jakiegoś niebezpiecznego wroga w oddali, którego należałoby spacyfikować i podporządkować; w momencie wspomnienia trzech kolejnych tytułów, jakie miała bądź otrzymała na te konkretne zadanie kobieta, wydął lekko wargi i pokiwał głową z uznaniem. Nie byle kto przed nim stoi; gdyby coś się jej stało, to jego głowa w pierwszej kolejności poleciałaby na szafocie, albo poszła prosto pod wodę. Zdawał sobie sprawę, że w tworzących a zarazem reformujących się strukturach wielu było ambitnych i z pewnością znalazłby się ktoś, kto z radością wskoczyłby na jego miejsce.
    Ale do tego nie dojdzie.
    Dalej był pod wrażeniem jeszcze bardziej. On, miastowy, miał do czynienia z najprawdziwsza arystokratką, albo taką, która po arystokratycznemu zachowywać się musiała w obliczu nadchodzącego zadania. Słuchał z uwagą jej słów a propos ubioru, zachowania i temperamentu, jakimi powinien wykazać się następnego dnia. Pierwszy raz, od kiedy ją zobaczył, prawdziwie się przeraził. Zwykle preferował luźne stroje, na balu u Arcyksięcia musiał ubrać się w coś oficerskiego, ale nadal mógł pozwalać sobie na sporo luzu, gdyż nie był tam jedyną osobistością. Co więcej - był jedną z mniej ważnych. W związku z tym mundur nie był idealny, nie trzeba było grać arystokraty.
    Sytuacja zmienia się jednak. Tu będzie towarzyszem hrabiny. I mimo że to na nią będą skierowane wszystkie oczy, on jako jej kompan nie będzie mógł nadto od niej odstawać.
    - Zrozumiałem w pełni. Oczywiście, znajdę coś, czym nie przyniosę wstydu naszej Hrabinie i należycie będę reprezentował Arcyksięstwo jako towarzysz legata. Każdy inny strój byłby odczytany jako hańba i obraza dla majestatu, a przede wszystkim amunicja dla wrogów Organizacji. Mogę przyrzec, iż będę należytą ozdobą dla Jaśnie Pani. - ukłonił się, jak gdyby chciał i sobie, i jej udowodnić, że zachowa się zgodnie z manierami arystokracji. Miał tylko nadzieję, że zachowa odpowiedni balans i jego zachowanie nie będzie ani zbyt plebejskie, ani nadto śmieszne i teatralne.
    Zanotował moment i miejsce spotkania, wie, że będzie tam na czas. Jedynym problemem było zajście do odpowiedniego krawca, gdyż przypominając sobie o swoim najwystawniejszym stroju, oblał się rumieńcem. Nie miał w garderobie nic godnego oficjalnej wizyty w imieniu Arcyksięstwa.
    - Dobrze więc, zrobię tak, jak zostało powiedziane. Jedyną rzeczą, która mnie jeszcze interesuje, to lokacja wspomnianych krawców. Nowy ubiór z pewnością się przyda w przyszłości. W związku z tym myślę, że dzisiejsze spotkanie zbliża się do ku końcowi. Żeby zbędnie nie przedłużać i nie kraść czasu... - Uśmiechnął się szeroko. Oczywiście nie wyjmował ręki w stronę mieszka, nie chciał dawać do zrozumienia, iż jest tak biedny, że nie będzie go stać na zakup stroju. Miał oszczędności, a ostatnio dochodziła i stała pensja za służbę.
    Przeszedł obok Hrabiny i podszedł do drzwi. Otworzył je i, spoglądając na nią, czekał, aż wyjdzie.
    -
    Nie będę oczywiście tak nietaktowny, by zgodzić się na przyjęcie tych pieniędzy, mogę zapewnić, iż moje środki będą wystarczające do sfinalizowania zakupu. Wyruszam natychmiast, domyślam się, że Pani nie będzie chciała czekać w tym pokoju ani minuty dłużej. Jesteśmy umówieni i niedługo znów się ujrzymy.

    Oczywiście gdyby miała mu coś jeszcze do przekazania, posłuchałby z najwyższą uwagą; w sytuacji, w której wyszłaby jako pierwsza, i on w końcu opuściłby lokal, idąc tuż za nią.
    W tym momencie najważniejsze dla niego było doprowadzić się do stanu, z którym, jak to mówią młodzi ludzie, "nie byłoby przypału".
    Był to inny rodzaj stresu i niepokoju, niż wtedy, gdy szedł sam i odpowiadał tylko za siebie, czy gdy ruszał inwigilować oddział ze Świata Ludzi wraz z niejakim Gawainem.
    Da radę. Zawsze dawał.
    z/t
     



    Sztukmistrz

    Anarchs: Przywódczyni Rebelii
    Godność: Sophie "Opal" Bugs / Esmé de Chardonnay
    Wiek: gdy ukrywa arogancję, wygląda na nastolatkę.
    Lubi: suszone owoce i nowe moce
    Nie lubi: niekompetencji i braku kontroli | czekolady i deszczu
    Wzrost / waga: 1,80m bez obcasów / 65kg
    Aktualny ubiór: Dopasowana burgundowa suknia o długich rękawach - spódnica opadająca do kostek składa się z szerokich, niemal prześwitujących pasów koronek. Na ramionach etola z futra lodowego lisa, dodatkowo rękawiczki, a na nich pierścienie. Pantofle na wysokim, masywnym obcasie widoczne są spod spódnicy. Kreska na oku, dopasowany do cery puder oraz koralowa szminka. Włosy splecione w koronę, nad karkiem szkarłatna brosza spinająca warkocze.
    Znaki szczególne: palce o czterech stawach; wytatuowane imię na miękkiej części prawego nadgarstka
    Zawód: oficjalnie sekretarz arcyksięcia
    Pod ręką: skórzana aktówka, parasolka oraz Artefakty
    Bestia: Likyus z rdzawą gwiazdą na pysku (Orem), jadowicie zielony Avi (Verde), Alam (Riehl) o grzbiecie pełnym czarnych magnolii
    Nagrody: Bolerko-niewidko, Krwawa Broszka, Cukrowe Berło, Maska Tysiąca Twarzy, Bursztynowy kompas
    Stan zdrowia: z tkliwą raną postrzałową w mięśniu dwugłowym lewego ramienia
    SPECJALNE: Administrator Pomocniczy, Mistrz Gry | Odkrywca Drugiej Strony Lustra
    Dołączyła: 28 Cze 2012
    Posty: 559
    Wysłany: 7 Wrzesień 2018, 10:17   

    – To nie moje pieniądze, panie Kessler – rzekła do niego, po raz pierwszy chyba zdradzając, że dobrze wie kim jest jej rozmówca. – Jak mówiłam, jestem tylko posłańcem. Jego Wysokość – znów niemal kaszlnięcie, dobrze, że nie brzmiące niczym śmiech – przekazał mi ten mieszek dla pana, mówiąc coś o długach i o zapłacie. Jak mniemam, jest to po części pańskie wynagrodzenie za wszelkie niedogodności jakie może spowodować moje zadanie i obycie. – Wcześniej jednak, na zwrot odpowiedni do osoby tytułowanej hrabią czy hrabiną, uśmiechnęła się lekko, z aprobatą, któż więc może wiedzieć co miała kobieta na myśli ostrzegając przed swoim zachowaniem czy charakterem.
    Gdy poprosił o adresy, skierowała go na konkretną ulicę, gdzie pajęcza Marionetka Aurelio, jej osobisty krawiec, prowadził swój nieduży warsztat. Niemal naprzeciwko znajdował się fantastyczny sklepik madame Vincezzy, a oba zakłady konkurowały tak zawzięcie jakby od wyniku zależały losy całego Miasta Lalek. (Między innymi dzięki temu prezentowały taką różnorodność i zmienność fasonów, chociaż Aurelio inspirował się Światem Ludzi i własną szaloną wyobraźnią, zaś Cez była zagorzałą lustrzaną konserwatystką – nie znaczyło to jednak, że szyła byle proste mundury i suknie w stylu wiktoriańskim.)
    Gdy to zostało wyjaśnione, ruszyła przodem, schodząc na półpiętro. Zabrała oczywiście na chwilę odłożone wcześniej koszyk i sakwę. Tam jednak zatrzymała się, przyciskając do piersi bukiet róż jak gdyby wcale nie kłuły.
    – Zaczekam tutaj i ulotnię się balkonem. W razie gdybyśmy byli śledzeni, dobrze jest o tym wiedzieć – stwierdziła cicho, opierając się o zimną ścianę obok wyjścia na drewniany podeścik. Nawet pomijając, że znajdowali się nie tak wysoko, bo pomiędzy pierwszym a drugim piętrem, Esmé nie brzmiała jakby pytała Marionetkarza o zdanie. – Pan wyjdzie klasycznie, jeśli można. I do zobaczenia, panie Kessler. Oczekuję na dalsze tak inspirujące rozmowy – powiedziała zaskakująco łagodnie.

    Gdy odszedł, zaczekała równe piętnaście minut, gotowa śledzić śledzącego. Jednak oprócz ciekawskiej staruszki, która galopem pognała na górę i nie zauważyła stojącej w cieniu Cyrkówki, nic nadzwyczajnego się nie stało i Sophie była niemal – niemal – zawiedziona. Wtedy też wyszła na galeryjkę i rozciągając ręce, spuściła się z drewnianej barierki. Po skoku – a bardziej puszczeniu się – rozciągnęła nogi, by zminimalizować czas swobodnego spadania i przebywania w powietrzu. Kolejne dziesięć minut spędziła w cieniu balkonu, także dla bezpieczeństwa i utulenia paranoi.
    Nic jednak nie mogło utulić zadowolenia z chwili, gdy mężczyzna zwrócił się do niej per „Jaśnie Pani”, odpowiednio dla osoby o jej statusie. Nic nie mogło utulić tego wrażenia – oraz przerażenia gdzieś głęboko w środku, że rebeliantka potrafi zareagować tak nieadekwatnie.


    [zt]
    _________________



    Inspiracje ubraniowe: 🌾 + 🌹 + 🌿

     



    Sztukmistrz

    Anarchs: Przywódczyni Rebelii
    Godność: Sophie "Opal" Bugs / Esmé de Chardonnay
    Wiek: gdy ukrywa arogancję, wygląda na nastolatkę.
    Lubi: suszone owoce i nowe moce
    Nie lubi: niekompetencji i braku kontroli | czekolady i deszczu
    Wzrost / waga: 1,80m bez obcasów / 65kg
    Aktualny ubiór: Dopasowana burgundowa suknia o długich rękawach - spódnica opadająca do kostek składa się z szerokich, niemal prześwitujących pasów koronek. Na ramionach etola z futra lodowego lisa, dodatkowo rękawiczki, a na nich pierścienie. Pantofle na wysokim, masywnym obcasie widoczne są spod spódnicy. Kreska na oku, dopasowany do cery puder oraz koralowa szminka. Włosy splecione w koronę, nad karkiem szkarłatna brosza spinająca warkocze.
    Znaki szczególne: palce o czterech stawach; wytatuowane imię na miękkiej części prawego nadgarstka
    Zawód: oficjalnie sekretarz arcyksięcia
    Pod ręką: skórzana aktówka, parasolka oraz Artefakty
    Bestia: Likyus z rdzawą gwiazdą na pysku (Orem), jadowicie zielony Avi (Verde), Alam (Riehl) o grzbiecie pełnym czarnych magnolii
    Nagrody: Bolerko-niewidko, Krwawa Broszka, Cukrowe Berło, Maska Tysiąca Twarzy, Bursztynowy kompas
    Stan zdrowia: z tkliwą raną postrzałową w mięśniu dwugłowym lewego ramienia
    SPECJALNE: Administrator Pomocniczy, Mistrz Gry | Odkrywca Drugiej Strony Lustra
    Dołączyła: 28 Cze 2012
    Posty: 559
    Wysłany: 7 Wrzesień 2018, 22:11   


      Deszcz oczyszczenia zaczął padać nad całym Mistem Lalek. Każda postać mająca kontakt z deszczem podlega efektom serum prawdy. Trwają one 10 postów od ostatniego kontaktu z wodą. Prosimy zaznaczać odliczanie postów! (Wszystko widzę~~)
      Deszcz mija wraz z końcem Wyzwań wrzesień-listopad.
    Wyświetl posty z ostatnich:   
    Po drugiej stronie krzywego zwierciadła... Strona Główna
    Odpowiedz do tematu
    Nie możesz pisać nowych tematów
    Nie możesz odpowiadać w tematach
    Nie możesz zmieniać swoich postów
    Nie możesz usuwać swoich postów
    Nie możesz głosować w ankietach
    Możesz załączać pliki na tym forum
    Możesz ściągać załączniki na tym forum
    Dodaj temat do Ulubionych
    Wersja do druku

    Skocz do:  



    Copyrights © by Spectrofobia Team
    Wygląd projektu Oleandra. Bardzo dziękujemy Noritoshiemu za pomoc przy kodowaniu.

    Forum chronione jest prawami autorskimi!
    Zakaz kopiowania i rozpowszechniania całości bądź części forum bez zgody jego twórców. Dotyczy także kodów graficznych!

    Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
    Template AdInfinitum
    Strona wygenerowana w 0,07 sekundy. Zapytań do SQL: 10