• Nie minęło zbyt wiele czasu od rozpoczęcia działalności AKSO, a po całej Otchłani rozniosła się wieść o tajemniczej mgle, w której znikają statki. Czytaj więcej...
  • Wstrząsy naruszyły spokój Morza Łez!
    Odczuwalne są na całym jego obszarze, a także na Herbacianych Łąkach i w Malinowym Lesie.
  • Karciana Szajka została przejęta. Nowa władza obiecuje wielkie zmiany i całkowitą reorganizację ugrupowania. Pilnie poszukiwani są nowi członkowie. Czytaj więcej...
  • Spectrofobia pilnie potrzebuje rąk do pracy! Możecie nam pomóc zgłaszając się na Mistrzów Gry oraz Moderatorów.
Trwające:
  • Skarb Pompei
  • Zmrożone Serce


    Zapisy:
  • Chwilowo brak

    Zawieszone:
  • Brak


  • Drodzy użytkownicy, oficjalnie przenieśliśmy się na nowy serwer! Dokładne informacje na fanpege'u Spectrofobii lub forumowym Discordzie (odnośniki po prawej)!



    Zapraszamy do zapoznania się z Uśrednionym Przelicznikiem Waluty. Mamy nadzieję, że przybliży on nieco realia Krainy Luster i Szkarłatnej Otchłani.

    Szykujcie się na słodkie Walentynki i Dziewannę!

    Zimowa Liga Wyzwań Fabularnych nadeszła. Ponownie zapraszamy też na Wieści z Trzech Światów - kanoniczne zdarzenia z okolic Lustra i Glasville. Strzeżcie się mrocznych kopuł Czarnodnia i nieznanego wirusa!

    W Kompendium pojawił się chronologiczny zapis przebiegu I wojny pomiędzy Ludźmi i KL. Zainteresowanych zapraszamy do lektury.

    Drodzy Gracze, uważajcie z nadawaniem swoim postaciom chorób psychicznych, takich jak schizofrenia czy rozdwojenie jaźni (i wiele innych). Pamiętajcie, że nie są one tylko ładnym dodatkiem ubarwiającym postać, a sporym obciążeniem i MG może wykorzystać je przeciwko Wam na fabule. Radzimy więc dwa razy się zastanowić, zanim zdecydujecie się na takie posunięcie.

    Pilnie poszukujemy Moderatorów i Mistrzów Gry. Jeżeli ktoś rozważa zgłoszenie się, niech czym prędzej napisze w odpowiednim temacie (linki podane w polu Warte uwagi).

    ***

    Drodzy użytkownicy z multikontami!
    Administracja prosi, by wszystkie postaci odwiedzać systematycznie. Jeżeli nie jest się w stanie pisać wszystkimi na fabule, to chociaż raz na parę dni posta w Hyde Park
    .
    Marionetki – otwarte
    Kapelusznicy – otwarte
    Cienie – otwarte
    Upiorna Arystokracja – otwarte
    Lunatycy – otwarte
    Ludzie – otwarte
    Opętańcy – otwarte
    Marionetkarze – otwarte
    Dachowcy – otwarte
    Cyrkowcy – otwarte
    Baśniopisarze – otwarte
    Szklani Ludzie – otwarte
    Strachy – otwarte
    Senne Zjawy – otwarte
    Postaci Specjalne – otwarte

    Ponieważ cierpimy na deficyt Ludzi, każda postać tej rasy otrzyma na start magiczny przedmiot. Jaki to będzie upominek, zależy od jakości Karty Postaci.



    » Miasto Lalek » Silence dans l'eau
    Poprzedni temat :: Następny temat
    Autor Wiadomość
     



    Trucicielka Serc

    Godność: Jocelyn D'Voir
    Wiek: 22 lata
    Rasa: Opętaniec
    Lubi: Spokój, bawarke, kapeluszników
    Nie lubi: Węży, Rona i Słodkiego
    Wzrost / waga: 176/ 49
    Aktualny ubiór: https://imgur.com/a/IVLdD
    Znaki szczególne: bursztynowe oczy, tatuaz feniksa na całych plecach
    Zawód: Najemnik
    Pod ręką: Sakwa z pieniędzmi, pare zwoi pergaminu, pióro, katana, sztylet
    Broń: Katana, sztylet,
    Bestia: Rajski Ptak- Samael
    Nagrody: Czarodziejska Wstęga, Animicus
    Stan zdrowia: Ranna na umyśle, niedożywiona
    Dołączyła: 27 Maj 2016
    Posty: 370
    Wysłany: 14 Luty 2017, 12:37   Silence dans l'eau

    Dom na obrzeżach miasta lalek, umieszczony jest pośrodku wielkiego stawu. Prowadzi do niego biały most, szerokości dwóch osób. Ma trzy piętra licząc z parterem. Porasta go od zewnetrznej ściany bluszcz. Wyłożony jest białymi cegłami, dach ma z ciemnego drewna. Przed budynkiem posadzone zostały cztery spore drzewa cytrusowe przez co w powietrzu czuć zawsze zapach pomarańczy. W środku znajduje się kuchnia wraz z jadalnią, salon, pokój Jocelyn, pokój dla jej siostry jak i pokój dla jej kochasia. Do tego dwie łazienki i spiżarnia.

    Dom:


    Salon (na parterze):


    Kuchnia wraz z jadalnią (na parterze):


    Spiżarnia(na parterze):


    Pokój Julii (na piętrze):


    Pokój Gregory'ego(na piętrze):


    Pokój Jocelyn(poddasze):


    Większa łazienka(na piętrze):


    Mniejsza łazienka(na piętrze):
    _________________
     



    Trucicielka Serc

    Godność: Jocelyn D'Voir
    Wiek: 22 lata
    Rasa: Opętaniec
    Lubi: Spokój, bawarke, kapeluszników
    Nie lubi: Węży, Rona i Słodkiego
    Wzrost / waga: 176/ 49
    Aktualny ubiór: https://imgur.com/a/IVLdD
    Znaki szczególne: bursztynowe oczy, tatuaz feniksa na całych plecach
    Zawód: Najemnik
    Pod ręką: Sakwa z pieniędzmi, pare zwoi pergaminu, pióro, katana, sztylet
    Broń: Katana, sztylet,
    Bestia: Rajski Ptak- Samael
    Nagrody: Czarodziejska Wstęga, Animicus
    Stan zdrowia: Ranna na umyśle, niedożywiona
    Dołączyła: 27 Maj 2016
    Posty: 370
    Wysłany: 17 Maj 2017, 19:16   

    Jocelyn zanotowala sobie kolejna informacje w głowie. Lista ładnie się wydluzala.
    -Julka Lubi Kakao
    -Julka lubi Turkusowy
    -Julka Lubi zwierzaki
    -Julka lubi żelki
    Może i nadal to bardzo niewiele ale jak na początek było całkiem w porządku. Cieszyła się że pojadą teraz do niej do domu. Nie była tam hmm ze trzy dni. A bardzo lubi ten swój mały domek. Obie były już lekko zmęczone, jej siostra bardziej ale zważając na warunki nie było się co dziwić. W zasadzie podziwiala Julke że tak dzielnie nie narzeka. Dzięki siostrze przypomniała sobie że miała jakieś smakolyki dla swojego zoo kupić. Tak więc sama w sklepie dla zwierząt kupila :
    -300g suszonej wołowiny w paskach
    -mieszanke chipsów z owoców
    -trzy obroże przeciw kleszczom, komarom i pchłom
    -laski o smaku kurczaka dzięki którym zwierzakom nie śmierdzi z pyska
    Zapłaciła i wrzucila to również do kosza. Więcej mowy nie ma by kupila. Sakwa z pieniędzmi zrobiła się wystarczająco lżejsza. Ucieszyła się że Julka przystanela na jej propozycje. Prawdę mówiąc... Nie za bardzo jej się chciało lezc na pieszo. Skoro dziewczyna wzięła ciapata klacz Joce wzięła czekoladke. Koń był zadbany i przyjazny. Kobieta najpierw podała jej dłoń do powachania i poglaskala ją po chrapach. Koń parsknal i zarzucił lbem, skubiac lekko jej dłoń. Zapakowala zakupy na kosze, sprawdziła czy aby siodło nie jest źle zapięte po czym z wprawa dosiadla konia. Po sposobie w jakim jej dosiadla jak i postawy jaka od razu przybrala widać było że jazda konna nie jest dla niej niczym nowym.
    - No to w drogę! - powiedziała wbijajac nogi tak by koń ruszył. Nie musiala się jakoś specjalnie starac, dla konia też nie była to pierwszyzna. Reagowala na kazde pociągnięcie lejc, każdy sygnal ujezdzajacej. Gdy były juz prawie na końcu drogi do jej domu zatrzymała się.
    - kto pierwszy ten lepszy! - krzyknela z uśmiechem na ustach, wbila porządnie stopy, poluzowala lejce i coś krzyknela dzieki czemu klacz ruszyła przed siebie z galopa. Wiatr rozwiał włosy kobiety a w niebo poszybowal jej śmiech. Koń prychnal i dal z siebie wszystko. Kobieta pociagnela lejce gdy jej oczom ukazal się jej dom. W jej sercu zagoscilo ciepło, w powietrzu czulo się wyraźny zapach pomarańczy. Lataly motyle, ptaki cwierkaly. Ogólna sielanka. Słońce odbijalo się od spokojnej tafli wielkiego stawu, ogrzewajac kaczki po nim pływające. Kobieta zsiadla z konia i zaczepila lejce przy płocie, otaczającym cała posesje. Zaczekala az Julka do niej dołączy, pomagając przy zsiadaniu z konia. Następnie wzięła wszystkie zakupy, zarówno swoje jak i siostry, otworzyła furtkę i weszła na most. Dostosowala tępo do tepa dziewczyny. Most może i nie był jakiś strasznie długi ale nie spieszyło jej się. Gdy zeszły z mostu w oczy rzuciły się wielkie pomarańcze na drzewkach. Az slinka jej naciekla do ust. Wyjęła z jednego konaru klucz, schowany w naturalnej szczelinie.
    - Klucz zawsze tutaj jest jakby co. - puscila jej oczko, odkluczyla drzwi i weszła do środka czekając na dziewczynę.
    _________________




    Trucicielka Serc

    Stowarzyszenie Czarnej Róży: Maskotka
    Godność: Julia Renard
    Wiek: Wiualnie 18
    Rasa: Lisi Opętaniec
    Lubi: Liiiiski *-*, kakao
    Nie lubi: Grzybów
    Wzrost / waga: 173/60
    Aktualny ubiór: Turkusowa sukienka do połowy uda, brązowe, wiązane sandałki na lekki obcasie.
    Znaki szczególne: Lisie rude uszy i ogon, długie rude włosy oraz perłowe pierzaste skrzydła z rudymi końcówkami piór
    Pod ręką: Niechniurka - Kropka
    Nagrody: Korale Zamiarne, Blaszka Zmartwienia, Czarodziejska Wstęga, Prezentełko, Kula Pomocna, Bursztynowy Kompas
    Stan zdrowia: Zakwasy po jeździe konnej, rozcięcie na kości policzkowej
    Dołączył: 05 Cze 2016
    Posty: 601
    Wysłany: 17 Maj 2017, 22:30   

    Gdy Joce kupowała smakołyki dla swojego zwierzyńca, Tulce rzuciło się w oczy coś na sąsiedniej wystawie. Było to piękne czarne pióro, ozdobione błękitnym smokiem, a mówiąc dokładniej wywerną. Nie mogła uwierzyć, że coś takiego znalazła. Szybko zaszła tam i kupiła pióro. Po prostu nie mogła się powstrzymać.
    Julia cieszyła się przejażdżką. Klaczka była spokojna i słuchała nawet najmniejszych zmian w zachowaniu dziewczyny. Jeden najmniejszy ruch i klaczka robiła to co płomiennowłosa dziewczyna chciała.
    Julia trzymała się cały czas lekko z tyłu. Nie znała drogi więc nie było sensu, żeby próbowała ją wyprzedzać.
    Gdy Joce zaproponowała wyścig, Tulka tylko zaśmiała się i popędziła klaczkę za siostrą. Nadal trzymała się za nią. Nie liczyła się wygrana. Liczyła się dobra zabawa, a taka chwila galopu była nawet odprężająca.
    Gdy w końcu dotarły na miejsce, przyglądała się okolicy. Chciała zapamiętać jak najwięcej, żeby mogła tu kiedyś wrócić bez pomocy siostry. W końcu może kiedyś chcieć jej zrobić niespodziankę.
    Zeszła z siodła z pomocą siostry. Wzięła kule i podziękowała, że ta wzięła od niej zakupy. Przywiązała klacz do płotka i ruszyła za siostrą. Rozglądała się z wyraźnym zaciekawieniem oraz fascynacją. Z podziwem spoglądała na pomarańczowe drzewka - muszę przyznać, że ładne miejsce sobie wybrałaś do mieszkania - powiedziała uśmiechnięta. Gdyby miała siły to latała by wokół by wszystko dokładnie obejrzeć. Ale w związku ze swoją kontuzją postanowiła dać się po prostu poprowadzić gospodarzowi.
    - Czy to mądre tak zostawiać klucz na wierzchu?- zapytała przekręcając głowę. Nigdy się z takim czymś nie spotkała więc tym bardziej było to dla niej ciekawe. Gdy już weszły do środka, rozglądała się z zaciekawieniem jak żyje jej dopiero co poznana siostra - Joce tu jest ślicznie - powiedziała zachwycona - naprawdę jestem pod wrażeniem - dodała poruszając lekko swoją rudą kitą i nie mogąc się do czekać wycieczki po tym domku.
    _________________

     



    Trucicielka Serc

    Godność: Jocelyn D'Voir
    Wiek: 22 lata
    Rasa: Opętaniec
    Lubi: Spokój, bawarke, kapeluszników
    Nie lubi: Węży, Rona i Słodkiego
    Wzrost / waga: 176/ 49
    Aktualny ubiór: https://imgur.com/a/IVLdD
    Znaki szczególne: bursztynowe oczy, tatuaz feniksa na całych plecach
    Zawód: Najemnik
    Pod ręką: Sakwa z pieniędzmi, pare zwoi pergaminu, pióro, katana, sztylet
    Broń: Katana, sztylet,
    Bestia: Rajski Ptak- Samael
    Nagrody: Czarodziejska Wstęga, Animicus
    Stan zdrowia: Ranna na umyśle, niedożywiona
    Dołączyła: 27 Maj 2016
    Posty: 370
    Wysłany: 18 Maj 2017, 20:40   

    Dobrze było wrócić w końcu do domu. Nie było jej tu ledwie od paru dni a działo się tyle, że odnosiła wrażenie iż minął przynajmniej rok. Wszystko było na swoim miejscu, z reszta. Kto miałby się wlamywac do takiego domu? Nie jest to ani trochę oplacalne. Nie trzyma tu nic cennego.
    - Nie jest to widoczne miejsce. Z resztą, kto pomyśli o tym by szukać klucza w takiej szczelince w jednym z drzew? Takich rzeczy się raczej szuka pod wycieraczka, w krasnalach ogrodowych czy kamieniach - zaśmiała się cicho. Ona jako takiego ogrodu nie miała. Cztery dość spore drzewka pomarańczowe, bujna zielona trawa mięciutka w dotyku, no i to czego nie mogło zabraknąć. Lawenda. Nie było jej dużo. Ot paręnaście kupek. Ich większa ilość byłaby zbyt mdlaca w połączeniu z zapachem pomarańczy. A tak? Tworzyły idealna harmonię zarówno z drzewami jak i jej domem. Fiolet pasowal do białego mostu, bialawo niebieskiego plotku i cegieł w tym samym kolorze, którymi wyłożony był dom od zewnątrz. Zarówno okiennice jak i wycieraczka byly w lawendowym kolorze z białymi ornamentami. Salon jak zwykle był przytulny i odnosiło się wrażenie jakby witał Cie otwartymi ranionami by Cie przytulic i powitać.
    - Szczerze? Nie było takie ładne jak wykupiłam te parcele. Były tu tylko chaszcze i zarośnięty staw pełen mulu. Z resztą płytki tak że nie było tu żadnych kaczek czy żurawii. Ale się zakochałam w tym miejscu. Zadbałam o nie i z pomocą paru osób parajacych się w magii budowlanej, postawilam dom, poglebilam jezioro, ogrodzilam parcele, zbudowalam most, zasadzilam drzewka i etc. Jest to... Taki mój mały zakątek do którego chce wracać. - uśmiechnęła się z czułością, owiewajac wzrokiem cale pomieszczenie. Tu był teraz jej dom. W końcu znalazła... Nie. Stworzyła miejsce które mogła tak nazwać. Ojciec byłby z niej dumny.
    Słysząc że Julce się to miejsce spodobało nie posiadała się z radości.
    - Jeśli chcesz to śmiało się rozejrzyj. Ale! Najpierw pokaże Ci twój pokój - założyła włosy za ucho i jeśli Julka się zgodzila wzięła ją na ręce i wniosła po schodach na górę. Mogła zauważyć ze caly dom jest na tyle przestronny by bez problemu moc rozłożyć skrzydła. Nawet schody były takiej szerokości że skrzydla nie wadzily.
    Z sapnieciem postawiła dziewczynę na podlodze. Pewnie nie była jaka bardzo ciężka ale dla Joce i tak było to dużo. Otarla czolo i z uśmiechem zaprowadziła Julke pod białe drzwi z plakietka : Pokój Julii.
    Korytarz wyłożony był wykladzina w ciemno niebieskim kolorze, ściany zaś były blekito białe i wisiały na nich obrazy typowej francuskiej sielanki. Pola, rodziny spędzające razem czas, stajnie końskie, gospodarstwa. Otworzyła w końcu drzwi i puscila dziewczynę przodem.
    - Jeśli coś Ci się nie będzie podobać, mów śmiało. Na zmiany nigdy nie jest za późno - polozyla dłoń na jej ramieniu z zapartym tchem czekając na opinię swojej siostry. Mogła dostrzec ze w kącie, naprzeciw łóżka stał wielki biały kosz, wyłożony blekitnymi poduszkami. Legowisko dla Amber. Tak zaprojektowane ze lisiczka spokojnie może się na n wyginac podczas snu mając przy tym trochę dodatkowego miejsca.
    _________________




    Trucicielka Serc

    Stowarzyszenie Czarnej Róży: Maskotka
    Godność: Julia Renard
    Wiek: Wiualnie 18
    Rasa: Lisi Opętaniec
    Lubi: Liiiiski *-*, kakao
    Nie lubi: Grzybów
    Wzrost / waga: 173/60
    Aktualny ubiór: Turkusowa sukienka do połowy uda, brązowe, wiązane sandałki na lekki obcasie.
    Znaki szczególne: Lisie rude uszy i ogon, długie rude włosy oraz perłowe pierzaste skrzydła z rudymi końcówkami piór
    Pod ręką: Niechniurka - Kropka
    Nagrody: Korale Zamiarne, Blaszka Zmartwienia, Czarodziejska Wstęga, Prezentełko, Kula Pomocna, Bursztynowy Kompas
    Stan zdrowia: Zakwasy po jeździe konnej, rozcięcie na kości policzkowej
    Dołączył: 05 Cze 2016
    Posty: 601
    Wysłany: 19 Maj 2017, 09:49   

    Przytaknęła siostrze, że ta ma rację. Miejsce nie było widoczne, ani nawet zbyt oczywiste. Weszła do domku rozglądając się zaciekawiona i szczerze mówiąc, miała nadzieję, że będzie mogła usiąść i trochę odpocząć. Miała nie nadwyrężać za bardzo nogi. Całe szczęście chodziła cały czas o kulach, ale coś czuła, że będzie miała rano zakwasy w rękach, gdyż nie była przyzwyczajona do takiego używania mięśni. Ale jakoś to przeżyje. Z zakwasami da się pracować, z lekko obolałą nogą także. Ale nie mogła się zupełnie skupić rano na tyle, żeby chociażby wyleczyć swoją nogę, a tym bardziej nie było mowy o leczeniu kogoś innego. Najwyżej poprosi o jakąś pracę, która nie wymaga tyle biegania po Klinice, która jednak była dość sporym budynkiem.
    Było tu miło, ciepło i przytulnie. Zupełnie jakby była w domu. Ale jej domem była Klinika i nie miała zamiaru tego zmieniać. Tam była przy Banie, tam było jej miejsce. Ale miło wiedzieć, że ma jeszcze jedno miejsce, które nie jest związane z jej pracą czy obowiązkami. W Klinice pracowała, ale pracowała też dla Stowarzyszenia Czarnej Róży i w Różanej Wieży też miała swoje małe lokum. Jednak oba te miejsca można nazwać jej pracą. A teraz miała też miejsce, w którym chyba będzie mogła odpocząć od wszystkich obowiązków, które miała na głowie.
    Słuchała opowieści z szeroko otwartymi oczami - na-naprawdę wszystko prawie sama robiłaś? - zapytała z niedowierzanie. Nie żeby nie wierzyła siostrze ale efekt jej pracy był... - to niesamowite! Ja chyba w życiu nie podjęłabym się takiemu wyzwaniu - przyznała drapiąc się po policzku.
    Zamerdała z entuzjazmem ogonem, słysząc, że Joce pokaże jej pokój. Stanowczo jednak zaprzeczyła, gdy siostra chciała ją wziąć na ręce -Joce, Ty musisz dość do siebie, nabrać trochę ciała i mięśni, a nie nosić kalekie siostry - powiedziała dość stanowczo - Ja sobie poradzę, co najwyżej zaraz po sparingu Grega z panem Anomanderem, po prostu padnę do łóżka i do rana będę martwa - uśmiechnęła się, zadziornie prezentując lisie uzębienie.
    Z lekkim trudem wdrapała się na piętro i powędrowała z siostrą do pokoju, który był podpisany jako jej. Weszła z lekką obawą, ale to co tam zobaczyła, spodobało jej się! Rozejrzała się uważnie po pokoju - siostrzyczko ten pokój jest śliczny! Dziękuję - przytuliła czar...a nie ... krótkowłosą do siebie mocno. Weszła głębiej do pokoju, przyglądając się wszystkiemu. Przy drzwiach zostawiła kule, żeby móc chwilkę od nich odpocząć. Kulała mocno, ale jakoś dawała radę. Gdy zauważyła kosz dla Amber, zamieniła się w liska i pokuśtykała do niego. Ułożyła się wygodnie w poduszkach i zwinęła w kłębek - mmm Amber się spodoba, a do tego jest tu tyle miejsca, że nawet Kropka się zmieści- wymruczała zachwycona. Gdyby mogła to by tu już została i spała do rana. Ale wiedziała, że musi wrócić. Lekarze by się o nią martwili, a do tego ktoś musiał potem uwiecznić walkę gryfa ze smokiem. Szybko więc wyszła z koszyka i przeciągnęła się mocno, po czym wróciła do swojej postaci i usiadła na łóżku. Rozglądała się jeszcze chwilę po pokoju - naprawdę mi się tu podoba - dodała cicho, po czym w końcu wstała i ruszyła w kierunku siostry - mogę zobaczyć też resztę domu czy masz tu jakieś tajemnicze tajemnice? - puściła siostrze oczko i jeśli ta się zgodziła to Tulka ruszyła za nią, biorąc po drodze znów kule - a potem może pomogę Ci z kolacją? Dawno nie pomagałam nikomu w kuchni - przyznała z delikatnym uśmiechem ciesząc się wycieczką i czasem spędzonym z siostrą. Może jeśli Anomander się dowie, że Jocelyn i Julia są siostrami to nie będzie już tak zły na to, że Tulka znów miała wolne i że poszła wtedy z czarnoskrzydłą na miasto. W końcu dziewczyna znalazła cząstkę swojej prawdziwej rodziny i spędziła z nią jeden dzień tylko. Teraz Lisiczka postanowiła, że będzie pracować jak najlepiej, żeby już Dyrektor się na nią nie denerwował. Chciała pokazać się z jak najlepszej strony i nie uśmiechało jej się stracić pracę kilka dni po jej rozpoczęciu. Ba! Nawet na dobre jeszcze nie pracowała, była na okresie próbnym i nie mogła osiąść na laurach, po tym jak dzień wcześniej została pochwalona przez obu lekarzy
    _________________

     



    Trucicielka Serc

    Godność: Jocelyn D'Voir
    Wiek: 22 lata
    Rasa: Opętaniec
    Lubi: Spokój, bawarke, kapeluszników
    Nie lubi: Węży, Rona i Słodkiego
    Wzrost / waga: 176/ 49
    Aktualny ubiór: https://imgur.com/a/IVLdD
    Znaki szczególne: bursztynowe oczy, tatuaz feniksa na całych plecach
    Zawód: Najemnik
    Pod ręką: Sakwa z pieniędzmi, pare zwoi pergaminu, pióro, katana, sztylet
    Broń: Katana, sztylet,
    Bestia: Rajski Ptak- Samael
    Nagrody: Czarodziejska Wstęga, Animicus
    Stan zdrowia: Ranna na umyśle, niedożywiona
    Dołączyła: 27 Maj 2016
    Posty: 370
    Wysłany: 19 Maj 2017, 21:52   

    Pochwały Julki mile łechtały jej ego. Sama z siebie była dumna. Od początku wiedziała że porywanie się ma coś takiego jest dosłownie wariackim pomysłem. A jednak się tego podjęła. I podolala. Czy to oznacza że jej szaleństwo jest niebezpieczne? Już wtedy miewała te dziwne sytuacje. Luki w pamięci, budzenie się w miejscach w których nie zasypiala. Ludzie witający się z nią mimo że całkiem ich nie znała. Momentami bylo to naprawdę upiorne. Pewnego razu podeszła do niej kobieta. Niska o bardzo kobiecych ksztaltach i zaczęła się do niej zalecac mruczac ze poprzedniej nocy jej uciekla ale teraz nowu ją dopadła i już jej nie wypuści. Jakimś cudem udało jej się zwiac, mimo że kobieta była naprawdę nachalna. Nigdy nie potrafiła zrozumieć tego typu osób. Jak ktoś nie chce Cie widzieć czy z tobą rozmawiać to odpuszczasz. Narzucanie się jest wysoce niegrzeczne.
    Wracając do tematu. Silence dans l'eau było jej sercem. Schronieniem. Nie jest idealny, ma wady i zalety ale to czyni ten dom, te ziemie właśnie tak piękna i wyjątkowa dla Jocelyn. Włożyła w to mase czasu, energii, pieniędzy i wysiłku. Ale był to najlepszy czas jaki miała w tamtym czasie. Mimo że czarownicy nie byli zbyt rozmowni. Zwykle robili co tam musieli danego dnia i po prostu wracali do siebie. Joce czasem robiła im jakiś lunch czy dawala zimny sok jeśli było wyjątkowo ciepło.
    Szczerze? W duchu ucieszyła się ze Julka jej odmówiła. Nie miała bowiem pewności czy byłaby w stanie wnieść ja na drugi schodek a co dopiero na sam ich szczyt. Nie miała już tak dużo siły jak kiedyś. W zasadzie nigdy nie była jakoś specjalnie silna. Ot tyle ile wystarczy by się obronić czy ataków (jednak tylko wtedy gdy inne metody nie działały). Nie lubiła walki w nie słusznym celu. Ranienie innych z własnych samolubnych pobudek było paskudne. Walka jest dla niej ostatecznościa.
    Wyraźnie widziała że Julka jest juz padnięta. Nie ma się co dziwić. Naprawdę sporo się nachodzily. A Ty głupia jeszcze ja zmuszasz do wlazenia po schodach. Milutka z Ciebie siostrzyczka jak nic. Podrapala się po policzku, lekko niepewna gdy dziewczyna otworzyła drzwi. Gdy projektowala ten pokój i go urzadzala nie znała Julii wcale tak naprawdę. Ani kolorów jakie lubi, ani rzeczy, ani jej pelnej historii. Nic a nic. Robiła wszystko na czuja. Tak więc gdy siostra ją usciskala mówiąc ze pokój jej się podoba, ciężki kloc spadł z serca trucicielki. Poczochrala dziewczynę po włosach, uśmiechając się z ulgą. Drgnela lekko gdy Tulka na jej oczach zamieniła się w lisa. Nie spodziewała się tego, ale fakt faktem, było to nawet urocze gdy tak lezala na legowisku dla swojego lisa.
    - Nic dziwnego. Nie mam lisa wiec robilam to wielkosciowo na Samaela. - splotla ręce na swojej klatce, opierając się o drzwi. - Jasne że możesz. Ten dom nie ma żadnych tajemnych miejsc. Nie wiem tylko czy będzie ci się chciało zaiwaniać na poddasze do mojej sypialni. Nogi i ręce Ci już pewno odpadają. Tak czy inaczej jak zwiedzisz to przyjdź do kuchni to mi pomożesz przy kolacji skoro chcesz. Zrobimy kurczaka w sosie pomarańczowym, do tego ziemniakiw mundurkach i salatke cezara. - przytulila raz jeszcze Julke po czym zostawiła ją na gorze. Sama wyjęła najpierw z kosza wszystko co mogła zostawić w domu. Świece, które od razu postawiła na stole w jadalni, bieliznę prócz jednego kompletu i szlafroka, zostawiła w jednej torbie która polozyla przy kominku, rozpakowala też prezenty dla siostry. Skrzynki z przyborami do malowania i rysowania polozyla na szklanym stoliku w salonie a na samym szczycie polozyla male, biale, kwadratowe pudeleczko z pierscionkiem w środku. Pastelowy komplet bielizny wraz ze szlafrokiem i szpilkami włożyła w jedna torbe, ciuchy i branzoletka dla Grega były w osobnej, a w trzeciej byl łańcuch dla banshee, szelki, jedna paczka chipsów owocowych (reszta przysmakow dla zwierzynca powędrowała do spizarni). Kobieta wzięła kosz i wyszła przed dom gdzie zebrała z siat pod drzewami, dojrzale już pomarańcze. Zapelnila nimi caly kosz. Wiedziała ze same tego teraz nie zjedzą wiec by się nie zmarnowaly zapakowala je do pustej welnianej torby i wsadzila do torby zwierzynca. W ten sposób będzie łatwiej jej się zabrać z powrotem. Nalala też do dwóch wielkich drewnianych wiader wody która zaniosla dwóm klaczkom. Wraz z paroma jablkami z kuchni. Przygotowała sobie wszystko czego potrzebowala:
    - dwie, spore piersi z kurczaka
    - 1 ząbek czosnku, drobno posiekany
    - 1 łyżeczka startego imbiru
    - 1/3 szklanki soku z pomarańczy (świeżo wyciśniętego)
    - 1 łyżka miodu
    - 3 łyżki sosu sojowego
    - 2 łyżki octu ryżowego
    - 1 łyżeczkę domowego sosu chilli
    - 1 łyżeczka skórki otartej z pomarańczy
    - 1 łyżka wody
    - 1 łyżka mąki kukurydzianej
    W oryginalnym przepisie mięso kroi się w kostkę jednak Joce tak nie lubiła. Gdy piecyk nagrzał już wystarczająco patelnie jak i olej na niej, polozyla na niej dwie piersi. Obsmazyla je z obydwóch stron, następnie dodala czosnek, imbir. Przez czas jak to się smazylo sok z pomarańczy, sos sojowy, ocet, sos chilli, skórkę z pomarańczy, miód, wodę i mąkęwymieszala w misce by po chwili wlać to na patelnie. Na drugiej patelni w tym samym czasie robila grzanki czosnkowe.
    Obmyla trzy spore ziemniaki, posmarowala maslem i wstawila do pieca. Ogień był na tyle duży że zarówno ziemniaki jak i mięso doszło w tym samym czasie. Mięso zawinela w folie aluminiowa (kupiona dawno temu w jakims podejrzanym sklepie). Ziemniaki zostawila w zgaszonym juz piecu. Grzanki wyłożyła na papier.
    Jeśli Julka teraz do niej dołączyła poprosila ją o poszarpanie salaty rzymskiej do wysokiego półmiska i pokrojenie grzanek czosnkowych i wrzucenie ich również do polmiska. Sama przez ten czas starla parmezan i zrobiła sos cezar, z musztardy, majonezu, czosnku, soku z cytryny, pieprzu i soli. Gdy Julka skończyła swoją pracę joce wymieszala salate z grzankami, polala to sosem i posypala serem. Poprosila Julke by usiadla już do stołu który jak zwykle czekał nakryty. Postawila na nim polmisek z salata, ziemniaki i mięso nałożyła na talerze, polala sosem pomarańczowym. Postawila tez dwa dzbanki. Jeden z sokiem pomarańczowym, drugi z lemoniada.
    - No to smacznego! - powiedziała siadając przy stole i kładąc sobie biała chuste na nogach.
    _________________




    Trucicielka Serc

    Stowarzyszenie Czarnej Róży: Maskotka
    Godność: Julia Renard
    Wiek: Wiualnie 18
    Rasa: Lisi Opętaniec
    Lubi: Liiiiski *-*, kakao
    Nie lubi: Grzybów
    Wzrost / waga: 173/60
    Aktualny ubiór: Turkusowa sukienka do połowy uda, brązowe, wiązane sandałki na lekki obcasie.
    Znaki szczególne: Lisie rude uszy i ogon, długie rude włosy oraz perłowe pierzaste skrzydła z rudymi końcówkami piór
    Pod ręką: Niechniurka - Kropka
    Nagrody: Korale Zamiarne, Blaszka Zmartwienia, Czarodziejska Wstęga, Prezentełko, Kula Pomocna, Bursztynowy Kompas
    Stan zdrowia: Zakwasy po jeździe konnej, rozcięcie na kości policzkowej
    Dołączył: 05 Cze 2016
    Posty: 601
    Wysłany: 20 Maj 2017, 08:40   

    Zaśmiała się, słysząc, że legowisko jest robione na Samaela - w sumie to się z dziewczynkami chyba tu w trójkę zmieścimy - uśmiechnęła się, gdy już zmieniła się w Opętańca.
    - Tylko rzucę okiem i już do Ciebie zejdę - powiedziała spokojnie i wtuliła się w siostrę. Posiedziała jeszcze chwilę w pokoju, nasłuchując co robi Jocelyn. Początkowo nawet nie zauważała co się dzieje z Banem. Nawet dobrze, bo teraz znów jej to popsuło humor. Wydawało jej się, że się świetnie bawi i do tego jest strasznie podniecony. Nie podobało jej się to ani trochę. Będzie musiała z nim pogadać jak tylko będzie okazja. Ale czy to w ogóle dobry pomysł? Ciekawe czy on w ogóle pomyślał jak to Tulcia może odebrać. Początkowo chciała sobie wmówić, że po prostu sam się zadowala, jednak raczej nie byłby wtedy aż tak podekscytowany. A był chyba bardziej niż w trakcie zabaw z rudzielcem.
    W końcu odsapnęła i puściła Blaszkę, którą nawet nie zauważyła, kiedy zaczęła ściskać. Wstała z lekkim trudem i dokuśtykała się do drzwi, przy których zostawił kule. Zaczęła zwiedzać domek Jocelyn, choć nie przyglądała się za bardzo pomieszczeniom. Chciała zapamiętać jak najbardziej układ pomieszczeń oraz zobaczyć jak urządziła pozostałe pokoje. Zauważyła, że przygotowała także pokój dla Grega. To miłe z jej strony. Początkowo zastanowiło ją czemu nie będą mieć wspólnego pokoju, ale przecież ona i Bane też mieli dwa pokoje, a nie jeden. Każdy może chcieć czasem odpocząć od drugiej osoby.
    Nim zeszła na dół skorzystała jeszcze z łazienki i przemyła twarz. Spojrzała w lustro. Wyglądała na zmęczoną, a oczy miała smutne. Nie umiała się do tego jeszcze przyzwyczaić do swojego nowego koloru włosów. W końcu westchnęła i z uśmiechem zeszła na dół do kuchni.
    Przytaknęła głową i narwała sprawnie sałaty po czym usiadła do stołu. Sama położyła serwetę na swoich kolanach i cierpliwie czekała aż Joce nałoży jej obiadek - smacznego - powiedziała z uśmiechem. Zaczęła zajadać ze smakiem obiad, czekając jednak aż kobieta zacznie pierwsza. Gospodarz zaczyna i jakoś tak się już do tego przyzwyczaiła. Gdy już jednak zaczęła, zamknęła oczy zadowolona - mmmm pyszne - pochwaliła siostrę - naprawdę pyszności! - dodała z uśmiechem i ochoczo zabrała się za jedzenie. Nawet nie zdawała sobie sprawy jak bardzo była głodna. Jadła bez pośpiechu ale z apetytem. Kontrolowała cały czas czy Jocelyn na pewno je swoją porcję. Pamiętała ile zjadła na obiad i musiała ją pilnować, żeby zjadła chociaż porządną kolację. Nie może pozwolić, żeby jej siostra padła z wycieńczenia.
    Gdy już zjadła, oblizała się jeszcze ze smakiem i czekała grzecznie aż Joce skończy jeść. Gdy to już nastąpiło, wstała od stołu - ja pozmywam i nie przyjmuje odmowy - powiedziała poważnym tonem, ale w jej oczach było widać zadziorne ogniki. Chciała się jakoś odwdzięczyć za gościnę, a nie znała innego sposobu, żeby to zrobić.
    _________________

     



    Trucicielka Serc

    Godność: Jocelyn D'Voir
    Wiek: 22 lata
    Rasa: Opętaniec
    Lubi: Spokój, bawarke, kapeluszników
    Nie lubi: Węży, Rona i Słodkiego
    Wzrost / waga: 176/ 49
    Aktualny ubiór: https://imgur.com/a/IVLdD
    Znaki szczególne: bursztynowe oczy, tatuaz feniksa na całych plecach
    Zawód: Najemnik
    Pod ręką: Sakwa z pieniędzmi, pare zwoi pergaminu, pióro, katana, sztylet
    Broń: Katana, sztylet,
    Bestia: Rajski Ptak- Samael
    Nagrody: Czarodziejska Wstęga, Animicus
    Stan zdrowia: Ranna na umyśle, niedożywiona
    Dołączyła: 27 Maj 2016
    Posty: 370
    Wysłany: 20 Maj 2017, 22:18   

    Przez cały proces przygotowania posiłku uważnie nasluchiwala. Jakiegoś gruchniecia, huku, jekow czy wołania. Tak tak. Jak zwykle myśli czarno. Jednakże, nie raz takie myślenie na zaś ją ratowało. Poza tym. Czy to naprawdę aż takie dziwne że nie chce by się Julce coś stało? Wystarczy że ją tu z sobą przytachala. Pewnie dziewczyna nóg i rąk nie czuje. Zostawienie jej samej na gorze chyba nie było zbyt odpowiedzialnym pomysłem. Chciała jednak dać tez jej chwile samotności. Wiedziała że coś ją trapi i nie jest to coś czym chce się dzielić z nią. Joce to rozumiała.
    Gotowanie szło jej zadziwiająco szybko i bezproblemowo. Nie jest jakims mistrzem gotowania i gdyby miała stanąć w szranki z jakims Gordonem Ramseyem to jej przegrana byłaby wprost druzgocaca. Umie gotować tylko pare rzeczy i nic specjalnie wyszukanego. Ktoś kto by z nią żył z głodu nie padnie ale z nudy w kuchni juz raczej tak. Ona sama nie narzeka. Starcza jej owsianka z owocami i soki. Czasem makaron z serem. Jednak z tym drugim musi uważać z racji ze jest bardzo ciężki a jej żołądek jest słaby i mały. Najgorsze jest to że nigdy nie wie ile powinna zjeść by jej organizm nie ucierpiał az tak bardzo. Tak naprawdę nigdy nie jest głodna, je tylko dlatego ze wie iz bez tego czeka ją tylko jedno.
    Słysząc że Julka schodzi na dol chciała iść do niej i jej pomóc ale nie mogła bo by jeszcze się jej coś sfajczyło. Wystarczy spuscic to wszystko z oka na sekunde a zamiast kurczaka będziesz mieć bryle węgla.
    Gdy tak stały obok siebie przygotowując kolacje Joce poczuła się pełna. Nie mowa oczywiście o stanie jej żołądka a serca i umysłu. Dom, rodzina, greg, zwierzaki. Ma to co chciała. Mimo tego wszystkiego ma to. To tak jakby wygrała na przeciwko losowi.
    Dobrze ze nałożyła sobie od razu mniej niż Julce. Czuła ze siostra jej nie przepuści bez zjedzenia calego posiłku. I tak ta polowa piersi, dwa ziemniaki i kupka salatki wyglądaly dla niej jak Mont Everest. Westchnęła i się uśmiechnęła niepewnie.
    - Taak. Smacznego - najpierw się napila. No, całą szklanke soku wypila. Chwyciła nóż i widelec po czym powoli jeść zaczęła. Każdy kęs żuła dwa razy dłużej niż jej gość. - Ciesze się ze Ci smakuje. Nie mam jakichś wykwintnych umiejętności gastronomicznych niestety. Wolę szyć niż gotować ale żyjąc samemu trzeba coś tam umieć. Tutaj nie ma żadnych gotowych dań do mikrofali - zaśmiała się, biorąc kolejnego łyka tym razem lemoniady. Która zaś była naprawdę orzeźwiająca. - Powiem ci że minęły ze dwa lata odkąd zjadlam jednego dnia taką mase jedzenia. Mam nadzieje ze nie pekne - rzekła pol zartem pol serio. - Zanioslam koniom wode i mała przekąskę bo zasłużyły. Jak Ci się dom podoba? Wzorowalam się wystrojem trochę nad moim rodzinnym domem. Tam nie było az tak jasno i delikatnie ale kolorystyka jako tako odpowiada no i to że stylistyka jest typowo francuska. - wzruszyła ramionami wycierajac usta chusteczka i dziękując za posiłek. Na talerzu został kawałek piersi z kurczaka i jeden ziemniak. Po prostu juz nie mogła. Czuła ze lada moment eksploduje a to całe żarcie z niej wyleci. Gdy Julka powiedziała ze chce pozmywac Jocelyn się zgodzila jednal zaniosla wszystko do zlewu.
    _________________




    Trucicielka Serc

    Stowarzyszenie Czarnej Róży: Maskotka
    Godność: Julia Renard
    Wiek: Wiualnie 18
    Rasa: Lisi Opętaniec
    Lubi: Liiiiski *-*, kakao
    Nie lubi: Grzybów
    Wzrost / waga: 173/60
    Aktualny ubiór: Turkusowa sukienka do połowy uda, brązowe, wiązane sandałki na lekki obcasie.
    Znaki szczególne: Lisie rude uszy i ogon, długie rude włosy oraz perłowe pierzaste skrzydła z rudymi końcówkami piór
    Pod ręką: Niechniurka - Kropka
    Nagrody: Korale Zamiarne, Blaszka Zmartwienia, Czarodziejska Wstęga, Prezentełko, Kula Pomocna, Bursztynowy Kompas
    Stan zdrowia: Zakwasy po jeździe konnej, rozcięcie na kości policzkowej
    Dołączył: 05 Cze 2016
    Posty: 601
    Wysłany: 20 Maj 2017, 22:45   

    Jadła powoli, ale widziała, że Joce je jeszcze wolniej. Nie miała zamiaru jej jednak poganiać. Miały jeszcze trochę czasu zanim rozpocznie się sparing. W sumie to kolacja, którą miały, zaczęła się wcześniej niż ta, którą dostałyby w Klinice. Ale może to i lepiej? Przynajmniej będzie mogła się skupić na obserwowaniu i wyłapywaniu ciekawszych elementów w trakcie walki, a z pełnym żołądkiem i to krótko po jego zapełnieniu, byłoby to raczej trudne.
    Czekała cierpliwie, aż jej siostra skończy posiłek. Spoglądała przy tym przez okno, trochę nieobecna. Do życia przywróciły ją pytania kobiety - nie martw się, nie pękniesz - zaśmiała się - a nawet jeśli to Cię poskładam do kupy - puściła siostrze oczko. Przytaknęła tylko głową na wieść, ze konie też coś dostały. Uśmiechnęła się za to miło, słysząc pytanie na temat domu - bardzo mi się podoba. Jest tak przytulnie i spokojnie - rozejrzała się po parterze - zupełnie inaczej niż w Klinice, ale nie przeszkadza mi, że tu pokoik jest mniejszy - od razu dodała, podnosząc ręce w obronnym geście -[color=#ffa640] tam to jest moje małe mieszkanko, miejsce, w którym mogę się przygotować do pracy i trochę odpocząć, ale jednocześnie, gdzie zawsze jestem pod ręką jakby się coś działo i byłabym potrzebna - wyjaśniła spokojnie - uwierz mi, że mój pokój w porównaniu do Gabinetu Bane'a i pewnie też do Gabinetu pana Anomandera to malutkie pomieszczenie. Takie akurat, żeby sobie pomieszkać - zaśmiała się - a tutaj wiem, że jakbym przyszła to mogłabym odetchnąć od dnia codziennego. - poruszyła swoimi uszkami.
    Była wdzięczna Joce, że ta nie miała nic przeciwko temu, żeby dziewczyna pozmywała. Podziękowała też grzecznie, że ta przyniosła naczynia. Tulka uwinęła się z myciem bardzo szybko i sprawnie. Często pomagała w domu swojego nauczyciela, więc nie sprawiało jej to wielkiego problemu.
    Gdy skończyła, usiadła ciężko na krześle i spojrzała niepewnie na siostrę - Joce...pokazałabyś mi zdjęcie rodziców? Wspominałaś wcześniej, że jakieś masz - zapytała nieśmiało, ale z lekką nadzieją w głosie.
    _________________

     



    Trucicielka Serc

    Godność: Jocelyn D'Voir
    Wiek: 22 lata
    Rasa: Opętaniec
    Lubi: Spokój, bawarke, kapeluszników
    Nie lubi: Węży, Rona i Słodkiego
    Wzrost / waga: 176/ 49
    Aktualny ubiór: https://imgur.com/a/IVLdD
    Znaki szczególne: bursztynowe oczy, tatuaz feniksa na całych plecach
    Zawód: Najemnik
    Pod ręką: Sakwa z pieniędzmi, pare zwoi pergaminu, pióro, katana, sztylet
    Broń: Katana, sztylet,
    Bestia: Rajski Ptak- Samael
    Nagrody: Czarodziejska Wstęga, Animicus
    Stan zdrowia: Ranna na umyśle, niedożywiona
    Dołączyła: 27 Maj 2016
    Posty: 370
    Wysłany: 22 Maj 2017, 18:56   

    Dobrze było wiedzieć że w razie co będzie ktoś kto sklei jej rozerwane ciało. Mimo to się wolała nie spieszyć. Wiedziała jak bardzo będzie cierpieć jesli przesadzi. Przechodzila już przez to. Trafił się jeden dzień gdy miała dość tych wystających kości, wypadających włosów, lamliwych paznokci i reszty ferajny : skutki niedożywienia. Zrobila sobie pełen obiad. Zupa, drugie danie i deser. Srednie porcje nic specjalnie ciężkiego. A jednak. Nie dość ze jadla to do nocy to nie mogła wytrzymać z tego bólu. Naprawdę czuła się tak jakby coś ją rozrywalo od środka. Tak bardzo się wystraszyła tego uczucia jak i bólu że zwymiotowała. Od tamtej pory jeśli juz je to tak by po prostu funkcjonować.
    Przytulnie i spokojne. Dokładnie to chciała usłyszeć. Dokładnie to chciała zawrzeć w swoim domu. Chciała by jej dom był miejscem do którego chce się wracać. Gdzie się odpoczywa i relaksuje. Odcina się od świata i zajmuje tylko sobą czując ciepło domowego kominka i zapach pomarańczy. - Nie chciałam budować żadnej willi czy pałacu. Pierwsze primo nie lubie takich gmachów. Owszem ładne to i wytworne alee nie dla mnie. Ja wole właśnie coś takiego, przytulny, zaciszny kącik oddzielony od świata. Wiesz jak cudownie jest usiąść na sofie po ciężkim dniu, przy otwartym oknie, czując zapach pomarańczy i lawendy, słysząc trzask ognia w kominku czy szumu stawu? Obok siebie mając pupila i stosik ksiazek oraz herbate do picia. Ehh cudowne uczucie. Naprawdę. Czegoś takiego nie doświadczysz w pałacach - jej twarz była teraz zrelaksowana a wzrok rozmarzony. Patrzyła na okno ale jakby gdzieś dalej. - Nie wątpię. Ta wasza klinika jest ogromna. Mimo że nie widać tam jakiejś masy pacjentów - uśmiechnęła się zadziornie. Z racji że Julka nie potrzebowała jej pomocy, kobieta zrobiła przez ten czas dla siebie herbatę a dla siostry gorąca czekolade. Otworzyła spora puszkę i wsypala z niej do półmiska ciasteczka waniliowe z nadzieniami owocowymi. Zaniosla to wszystko na tacy do salonu i poprosila by gdy Julka skończy również tam poszła . Musiala przesunąć kawalek prezenty dla dziewczyny by zmieścić na stoliku tacę. Gdy razem usiadly kobieta przez chwile wpadla w zadume.
    - Tak. Oczywiście. Skocze po nie do swojej sypialni a Ty przez ten czas odpakuj prezenty dla Ciebie - puscila jej oczko po czym poszła na górę. Widząc swoje wyrko westchnęła przeciągle i się na nie rzuciła. Przez chwile lezala, wtulajac się w koldre i wdychajac jej zapach. Czula się odprezona i gotowa do drogi powrotnej. Konmi mogą wrócić wprost do kliniki. Właściciel mówił że konie same potrafią wrócić do niego i żeby się tym nie przejmowały. W końcu zeszła z łóżka, poprawila pościel i kleknela przy regale z książkami. Wyciągnęła pare książek za którymi skryta była skrzyneczka. Z namaszczeniem odkluczyla ją kluczykiem skrytym w miejscu znanym tylko jej i wyciągnęła z niej lekko pogiete zdjęcie. Zamknela skrzynke i schowala wszystko na swoje miejsce. Chwilę wpatrywala się w nie czując jak żal i tęsknota sciskaja jej serce. Tak bardzo chciałaby moc ich znowu zobaczyć, przytulic i powiedzieć ze ich kocha. Ze jest bezpieczna i by się o nią nie martwili. Podniosła się i wróciła na dol do siostry. Usiadla na miejsce a Julka mogła zobaczyć poruszenie na twarzy kobiety która podala jej teraz fotografie. Na której znajdowała się piękna wysoka kobieta o chłodnym wyrazie twarzy ale żywych bursztynowych oczach i plomiennych włosach. Obok niej z zawiniatkiem na rękach, obejmując kobiete stał mężczyzna . Zawiniatko było malutka Jocelyn, widać było tylko jej śpiąca buzie, ssała wtedy swoja piąstke. Mężczyzna miał dumny wyraz twarzy i ciepłe, wesole oczy. Cala jego osoba wydawala się ciepła tak bardzo ze nawet Sophie stawala się dzięki temu trochę bardziej przyjazna. Szeroki uśmiech na jego twarzy docieral do tego kto go widzial. W tle nie widać było nic. Typowe zdjęcie rodzinne.
    _________________




    Trucicielka Serc

    Stowarzyszenie Czarnej Róży: Maskotka
    Godność: Julia Renard
    Wiek: Wiualnie 18
    Rasa: Lisi Opętaniec
    Lubi: Liiiiski *-*, kakao
    Nie lubi: Grzybów
    Wzrost / waga: 173/60
    Aktualny ubiór: Turkusowa sukienka do połowy uda, brązowe, wiązane sandałki na lekki obcasie.
    Znaki szczególne: Lisie rude uszy i ogon, długie rude włosy oraz perłowe pierzaste skrzydła z rudymi końcówkami piór
    Pod ręką: Niechniurka - Kropka
    Nagrody: Korale Zamiarne, Blaszka Zmartwienia, Czarodziejska Wstęga, Prezentełko, Kula Pomocna, Bursztynowy Kompas
    Stan zdrowia: Zakwasy po jeździe konnej, rozcięcie na kości policzkowej
    Dołączył: 05 Cze 2016
    Posty: 601
    Wysłany: 23 Maj 2017, 09:15   

    Uśmiechnęła się do Joce - ja też nie przepadam za willami, w szczególności, że w jednej mieszkałam - powiedziała spokojnie, wspominając dom, w którym się wychowywała. Willa była spora. Mieszkała tam razem z rodzicami oraz służbą. Większość czasu duża część domu stała pusta. Chyba, że rodzice robili jakieś bale czy inne zabawy. Wtedy trzeba było gdzieś przenocować masę znajomych. Dom na pewno nie wyglądał na taki, w którym mieszkają osoby, potrzebujące pieniędzy, a mimo to oszczędzali sobie na swojej przybranej córce i zarabiali na niej, zabierając to co dostawała od Kayla.
    Dość szybko uporała się z naczyniami i poszła do salonu tak jak poprosiła ją o to siostra. Uśmiechnęła się miło, gdy Joce powiedziała, że zaraz wróci. Zrobiło jej się trochę głupio, że nic nie kupiła dla Joce, ale otworzyła prezenty i oniemiała. Zrobiło jej się tym bardziej przykro. Ona nic nie kupiła dla siostry, a prezenty nie wyglądały na zbyt tanie. Przymierzyła pierścionek. Pasował. Uśmiechnęła się sama do siebie i zaczęła przeglądać przybory, które były w pozostałych pudełkach. Aż łezka jej się w oku zakręciła, widząc to wszystko. To nie były pierwsze lepsze kredki i farby tylko naprawdę dobrej jakości sprzęt.
    Gdy Joce wróciła, Tulka wyściskała ją mocno, nim ta zdążyła dać jej zdjęcie czy nawet dojść do kanapy. Ogon dziewczyny bił na boki jak szalony. Była naprawdę szczęśliwa.
    - Dziękuję siostrzyczko - powiedziała nie puszczając kobiety - kocham Cię, ale nie musiałaś kupować mi takiego prezentu - dodała i puściła Jocelyn, patrząc jej w oczy. Nadal było jej głupio, ale miała już pomysł co ofiaruje siostrze. W szczególności, że ta przyniosła zdjęcie rodziców.
    Julia wróciła na kanapę i wzięła zdjęcie od siostry i uważnie się mu przyjrzała, starając się jak najwięcej zapamiętać by potem zrealizować swój plan. Uśmiechnęła się lekko, widząc małe dziecko na ich rękach - byłaś strasznie urocza jako bobas - zaśmiała się -a patrz co z Ciebie wyrosło. Skrzydlate ziółko, które zakochało się zwierzaku i chciało bawić w piratów, pływających latającymi statkami po Szkarłatnej Otchłani - zaśmiała się.
    Taaa...trochę jakbym to ja była lepsza. Wyrosłam na hybrydę lisa, ptaka i człowieka i do tego zakochałam się w gwałcicielu, który może zabić samym pocałunkiem. Co za ironia losu....
    Oczywiście nie miała zamiaru naśmiewać się z Joce. Po prostu widziała, że sama jest zamyślona. Chciała jakoś odwrócić jej uwagę od tęsknoty.
    Po chwili, gdy już się napatrzyła na rodziców, spojrzała pytająco na czarnoskrzydłą - Joce, a chciałabyś zobaczyć moich rodziców? - zapytała niepewnie. Jeśli kobieta wyraziła na to chęć, Tula sięgnęła po arkusz papieru oraz kredki. Zaczęła spokojnie szkicować osoby, które nazywała do tej pory rodzicami.
    Powoli na kartce papieru ukazywała się para. Kobieta o mocno kręconych, czarnych włosach i zielonych oczach, oraz niski mężczyzna z wysokim czołem, brązowymi włosami i szarymi oczami. Oboje mieli miny pełne pychy, jakby to oni rządzili wszystkimi. Nie można jednak było winić Julii, że narysowała ich akurat tak. W końcu tak ich zapamiętała, a gdy widziała ich ostatni raz to była zaledwie jedenastoletnim dzieckiem.
    Gdy skończyła, pokazała obrazek siostrze, niepewnie spoglądając na kartkę papieru - oto oni - powiedziała tylko cicho, mając nadzieję, że nie będzie się teraz Joce gniewać ani nic takiego.
    _________________

     



    Trucicielka Serc

    Godność: Jocelyn D'Voir
    Wiek: 22 lata
    Rasa: Opętaniec
    Lubi: Spokój, bawarke, kapeluszników
    Nie lubi: Węży, Rona i Słodkiego
    Wzrost / waga: 176/ 49
    Aktualny ubiór: https://imgur.com/a/IVLdD
    Znaki szczególne: bursztynowe oczy, tatuaz feniksa na całych plecach
    Zawód: Najemnik
    Pod ręką: Sakwa z pieniędzmi, pare zwoi pergaminu, pióro, katana, sztylet
    Broń: Katana, sztylet,
    Bestia: Rajski Ptak- Samael
    Nagrody: Czarodziejska Wstęga, Animicus
    Stan zdrowia: Ranna na umyśle, niedożywiona
    Dołączyła: 27 Maj 2016
    Posty: 370
    Wysłany: 24 Maj 2017, 21:51   

    Mieszkanie w willi podczas gdy rodzice Cie olewaja i wychowuje Cie praktycznie tylko niania? Aż ją ciarki przeszły. Ona sama mieszkała... W sporym domu. Nie nazwalaby tego willa. Mieli dwa pokoje gościnne, trzy sypialnie w tym jedna była jej. Na poddaszu, pamietała jak dziś jak bardzo walczyła o to by rodzice pozwolili jej tam sypiac. W jakis sposób lepiej się jej spalo będąc na najwyższym poziomie budynku. Dwie kuchnie, cztery lazienki, spizarnia, salon, jadalnia, sala konferencyjna oraz spory ogród z altana i stawem. Faktem było ze biedy nigdy nie doświadczyła. Nie brakowało jej niczego jednakze nie była rozpieszczana dzięki czemu nie wyrosła na rozkapryszonego nowobogackiego bachora.
    Mimo nogi Julka pozmywala zadziwiająco szybko. Joce tego tak bardzo nie znosila robic ze zwykle się slimaczyla. Doooslownie. Mogła gotować, sprzątać i inne takie ale nie zmywać. Nope, nope nope. No way. Ale jak już mus to mus, bez jednak werwy. Była więc naprawdę bardzo wdzięczna siostrze za to co zrobiła. W końcu nie musiała, mogła usiąść i poczekać az Joce to zrobi.
    Zastanawiała się, będąc na gorze czy Julce spodobają się prezenty. Czy aby nie przesadziła? Albo może nie trafiła w jej gust? Zawsze można to zwrócić i kupić coś innego. Faktem tez bylo ze poszalala dzisiaj z pieniędzmi. Póki nie otworzy piekarni musi trochę uważać. Nie mniej jednak była bardzo szczęśliwa. Mimo ze dzień zaczął się... Niefortunnie, teraz jest naprawdę fajnie. A zakończenie dnia szykowało się dosyć... Owocnie. A i sparring wydawal jej się ciekawym urozmaiceniem.
    Nie spodziewała się tego nagłego przytulania. Musi chyba do tego przywyknąć bo inaczej zawsze będzie się na początku spinac. Tak jak i w tym momencie. Poglaskala jednak siostrę po plecach czując ciepło w sercu. I to merdanie ogonem. I to magiczne stwierdzenie. Przez chwilę miała łzy w oczach jednak zamrugala pare razy szybko. Uśmiechnęła się szeroko.
    - Nie musiałam ale chciałam. Ciesze się ze Ci się podoba. Martwila się tym że nie trafiłam w twój gust- skinela glowa na pierścionek by dziewczyna zrozumiala o co jej chodzi. Uważnie obserwowała reakcje Julii na zdjęcie. Nie powinna była w sumie się spodziewać za wiele. Może i Julka ejsy podobna do Sophie ale nadal jest dla niej obca kobieta która ją urodziła.
    Nie była tak naprawdę zbyt uroczym dzieckiem. Ciągle w ruchu, babka podejrzewala do piątego roku życia że Joce miala adhd czy inna cholere. Wszędzie jej było pełno, wszędzie wsadzala łapy i wszystko pakowala do buzi. Klocki, liscie kwiatów, lyzki, kredki, rekaw bluzko i inne. Do tego zdjęcia podobno było potrzebne całe 4h zabawiania Joce by lezala spokojnie w rękach ojca.
    Slrzydlate ziołko, zakochane w zwierzaku, które się chciało bawić w pirata. Niezle podsumowanie, nie ma co. Ale taka w zasadzie była prawda, mimo że piracenie nie miało w sobie krzty zabawy w jej wykonaniu.
    Odniosło to jednak zamierzany efekt. Mgła w umyśle Joce została rozwiana. Śmiech kobietu zawtorowal smiechowi Tulki. Nie ma tego co by na dobre nie wyszło prawda?
    Na pytanie Julki, stanowczo przytaknela. Była bardzo ciekawa jak wyglądali opiekunowie dziewczyny. Szczerze? Wyglądali dość zabawnie i nietuzinkowo. Dzięki ich wyrazom twarzy, mogła sobie wyobrazić jak wyglądało życie codzienne dziewczyny. Przyznała dziewczynie ze ma naprawdę wielki talent. Obrazek był świetny.
    - Dziękuję że mi to pokazałas. Dobrze wiedzieć jal Ci ludzie wyglądają - wypila herbate i zachęciła Julke do chrupanai ciastek i picia kakao. Rozmawiały jeszcze trochę po czym się zebrały. Joce wzięła resztę torb oraz siate z pomaranczami po czym pomogła wyjść Julce. Zakluczyla drzwi i wsadzila klucz z powrotem do drzewa. Pomogła tez dziewczynie dosiasc konia a potem ruszyły w drogę. Po drodze niewiele rozmawiały. Joce miala tyle w żołądku iż wolala pilnować by to jakoś w sobie zatrzymać. A gdy tylko zeszły z koni pod klinila, te jak gdyby jak gdyby nic wróciły w swoje strony.



    Z. T x2
    _________________
     



    Zwierzomachina

    Godność: Gregory
    Rasa: Cyrkowiec - sęk w tym, że nie wygląda
    Lubi: Wszystko, od czego mózg brzęczy a neurony skrzą
    Nie lubi: NICH, ludzi fałszywych, psów wszelkiej maści
    Wzrost / waga: 161 cm / 80 kg
    Aktualny ubiór: przyduże spodnie na szelkach, podkoszulek, gruba warstwa potu
    Znaki szczególne: Metalowe paznokcie, mechaniczne skrzydła
    Zawód: Performer cyrkowy, najemnik
    Pod ręką: trochę pieniędzy, paczka papierosów, telefon komorkowy bez karty SIM
    Broń: kastet
    Stan zdrowia: ciało zdrowe, zaś po mózgu stepuje depresja
    Dołączył: 27 Gru 2015
    Posty: 244
    Wysłany: 12 Grudzień 2017, 12:01   

    Podróż pociągiem była krótka - po godzinie był już na miejscu. Na śniadaniobiad pozwolił sobie pójść już w Mieście Lalek, owszem, w pociągu znajdował się wagon z jadalnią, ale wszystko tam było idiotycznie drogie. Greg nie znał dobrze nakręcanego miasta, ale po jakimś czasie udało mu się znaleźć oberżę, w której ceny zdawały się być rozsądne. Kiedy napełnił brzuch, zaraz ruszył w kierunku obrzeży, gdzie znajdował się domek Jocelyn - białe pudełko wyrastające z jeziorka, wykopanego dokładnie między ponurymi kamienicami. W sumie nie ich wina, że wyglądały tak przygnębiająco - w końcu w mieście Lalek nigdy nie świeciło słońce, a niebo zawsze przykrywały gęste chmury. Cyrkowiec, mimo iż miał za sobą dłuższy spacer, przyśpieszył kroku, biegnąc wręcz przez rozciągnięty nad wodą mostek i walnął z głuchym łupnięciem w drzwi. Były otwarte.
    - Hej skarbie! Dzisiaj spałem w przyczepie, trochę mi się po nocy zostało, a wiesz jak to tam z pociągami nocnymi. - zawołał na progu. Rozejrzał się po korytarzu. Zawsze rozwalało go, jak biało było w tym domu. Przecież to niepraktyczne. Zupełnie. Byle plama jest tragiczna i potem musisz sprzątać tak raz na tydzień, a nie jak sprzątać się powinno - na pół roku. Przynajmniej w jego pokoju meble były czarne. To nie znaczy, że marudził - co to to nie. Ogólnie wszystko było tutaj tak eleganckie, że skromnemu, prostemu chłopu z Cyrku zapierało dech w piersiach. No i fakt, że w jednym domu może być tyle pokoi. Więcej widywał jedynie u ruskich magnatów, od których brał czasami zlecenia. No i tam wszystko było raczej na złoto. Z dwojga złego arystokraci w lustrze byli snobistyczni aż skóra cierpła, ale przynajmniej mieli jakieś poczucie smaku. A Grego, jako element nader wrażliwy na sztukę i piękno, musiał to docenić.
    Rozejrzał się po pokojach na dole. Joce nie było, ale nie był jeszcze powód do niepokoju - miał teorię, gdzie mógłby ją znaleźć. Zawołał ją parę razy, zanim wyjrzał za okno. No i jest - siedziała na łódce na stawie, chyba coś czytała. Zastanawiał się, czy łódeczka ta kiedykolwiek cumuje do brzegu, skoro Joce i tak zawsze na nią wlatywała. Zagwizdał w jej stronę i pozwolił sobie energicznie do niej pomachać.
    _________________

    Gregory theme
    Psychika Grzesia w skrócie
     



    Trucicielka Serc

    Godność: Jocelyn D'Voir
    Wiek: 22 lata
    Rasa: Opętaniec
    Lubi: Spokój, bawarke, kapeluszników
    Nie lubi: Węży, Rona i Słodkiego
    Wzrost / waga: 176/ 49
    Aktualny ubiór: https://imgur.com/a/IVLdD
    Znaki szczególne: bursztynowe oczy, tatuaz feniksa na całych plecach
    Zawód: Najemnik
    Pod ręką: Sakwa z pieniędzmi, pare zwoi pergaminu, pióro, katana, sztylet
    Broń: Katana, sztylet,
    Bestia: Rajski Ptak- Samael
    Nagrody: Czarodziejska Wstęga, Animicus
    Stan zdrowia: Ranna na umyśle, niedożywiona
    Dołączyła: 27 Maj 2016
    Posty: 370
    Wysłany: 12 Grudzień 2017, 18:14   

    Po powrocie od fryzjera nie wiedziałam co ze sobą zrobić. Krótkie włosy doprowadzały mnie do szewskiej pasji toteż je wydłużyłam i lekko stonowałam ich kolor. Ich poprzedni wygląd był okej ale jak się okazało trochę zbyt "krzykliwy" jak dla mnie. Rzucanie się w oczy przez ognistą czuprynę nie leżało i leżeć nie będzie w moim interesie.
    Nakarmiłam więc nasze małe zoo. Każde z trojga dostało odpowiednią dla niego porcję mięsa a niechniurki dodatkowo z ryżem i warzywami. Wiadomo, bez przypraw. Gdy tylko zjedli razem rozłożyli się na dywanie przed kominkiem. Ejty i Banshee się gryzli i szczypali a Samael się im w spokoju przyglądał. Wzięłam wiec kąpiel, dluuuugą kąpiel. Z lawendowym olejkiem i masą piany. Cisza która mnie otaczała była tak... Odprężająca... Jednocześnie w jakiś sposób wywoływała we mnie uczucie niepokoju. Samotność mi nie sprzyja i doskonale o tym wiem. Boje się trochę zostawać sama.
    Ubrałam się, chwyciłam pierwszą lepszą książkę i wyszlam z domku. Nie zakluczylam go, bo po co? Nie trzymam tam jakichś skarbów. Wzniosłam się w powietrze i chwilę pokrazylam po okolicy. Nie zobaczywszy nic co by mnie mogło zaniepokoic, wylądowałam na łódce na środku stawu. Słońce przyjemnie grzało więc zamiast zwyczajowo złożyć ciasni skrzydła, zostawiłam je na wpół rozpostarte. Spokój który mnie wtedy ogarnął był naprawdę błogi. Wczytałam się w "Oskar i pani Róża".
    Nawet nie zwrocilam uwagi na upływający czas jak i głos który dobiegł ku mnie z domu. Tak się wciagnelam że dopiero gwizd mnie ocucił. Zadrzalam a moje serce zaczęło bić jak szalone. Spod przymrużonych powiek, zlustrowalam okolice i wtedy dostrzegłam ze ktoś do mnie macha. Jak mój wzrok już się przyzwyczaił do światła, dostrzegłam że to nie kto inny jak Gregory. Uśmiechnęłam się mimowolnie, czując jak lekki rumieniec rozlewa sie po moich policzkach. Podniosłam się ostrożnie i poruszyłam pare razy skrzydłami, na tyle wolno by nie wywrocic łódki. Niby była 'zakotwiczona' ale wolałam nie ryzykować. Wzniosłam się w górę i w pare sekund znalazlam się przy drzwiach do domu. Czułam jak ta szczenięca ekscytacja rozlewa się po moim ciele. Nigdy nie byłam w stanie zapanować nad sobą tak jakbym chciała, gdy w pobliżu jest Gregory. Weszłam do środka i z lekkim uśmiechem na ustach podeszłam do niego.
    - Witaj w domu. Jak Ci dzień minął? - Tylko moje ożywione oczy oraz rumieniec na twarzy zdradzały to jak bardzo się cieszę z tego że go widzę.
    _________________
     



    Zwierzomachina

    Godność: Gregory
    Rasa: Cyrkowiec - sęk w tym, że nie wygląda
    Lubi: Wszystko, od czego mózg brzęczy a neurony skrzą
    Nie lubi: NICH, ludzi fałszywych, psów wszelkiej maści
    Wzrost / waga: 161 cm / 80 kg
    Aktualny ubiór: przyduże spodnie na szelkach, podkoszulek, gruba warstwa potu
    Znaki szczególne: Metalowe paznokcie, mechaniczne skrzydła
    Zawód: Performer cyrkowy, najemnik
    Pod ręką: trochę pieniędzy, paczka papierosów, telefon komorkowy bez karty SIM
    Broń: kastet
    Stan zdrowia: ciało zdrowe, zaś po mózgu stepuje depresja
    Dołączył: 27 Gru 2015
    Posty: 244
    Wysłany: 14 Grudzień 2017, 00:20   

    Cofnął się o krok, dając jej miejsce, aby mogła wylądować. No, mój czarny aniele, bądź zawsze tak majestatyczna jak teraz. I abyś tylko nie stała się aniołem śmierci. Tak bardzo zbladła... i chyba zmieniła coś w uczesaniu? Czerń jej skrzydeł odbijał się dziwnie w bieli tego domu. Zabawne, jakby Jocelyn nie pasowała do własnego mieszkania. Może po prostu ptaszek taki jak ten nie lubi wić gniazdek?
    - No hej. - uśmiechnął się, po czym pocałował ją w policzek, stając na palcach, by jakkolwiek owego policzka sięgnąć. Jocelyn była wysoką dziewczyną, jego traf. Zdarza się. - Spałem dziś w cyrku. Tęskniłaś? - dodał trochę niżej, celując w trochę namiętną, wibrującą chrypę. Dzisiaj nocował u siebie gościa i przebierał się przy nim, wiedząc o jego wesołej mniejszości orientacyjnej. Potrzebował powrotu do normalności. Może nie od razu na dzień dobry, ale tak ogólnie. Chcica siedziała w swej budzie, zbyt apatyczna jeszcze, aby podnieść łeb. Pozwoli się jej dziś wyszaleć. Ale wpierw... wpierw rzeczy istotne.
    - Mam nadzieję, że zjadłaś jakieś śniadanie. - dodał już trochę poważniej, rozglądając się po kuchni i szukając oznak zjedzonego posiłku. Mogła wszystko umyć, ale Greg i tak podszedłby do tego podejrzliwie. Mieli taką wielką spiżarnię... ona miała. Za to nie miał wątpliwości, że nakarmiła futrzaki. Ejty za niedługo serio się spasie i zostanie z niego jedynie potencjalny obiad. Mówi się trudno, będąc gryfidłem bez serca.
    - Wyglądasz jakoś inaczej... ale ładniej - dodał niepewnie. Niech się kochana Joce nie obraża za ten brak spostrzegawczości. Grzesio bardzo, ale to bardzo się stara. 75% facetów nie zauważyłoby żadnej różnicy, Jocelyn dobrze o tym wie. Wielu nawet nie patrzy na swoje kochane zmywarki na dwóch nóżkach. Cyrkowiec starał się jak mógł, żeby zapomniała te wszystkie głupoty z Kliniki. Klinika... przydałoby się wysłać im ten list. Że u nich wszystko dobrze. Że w porządku. Siostry nie powinny tak zrywać kontaktu. Trochę to bolało.
    _________________

    Gregory theme
    Psychika Grzesia w skrócie
    Wyświetl posty z ostatnich:   
    Po drugiej stronie krzywego zwierciadła... Strona Główna
    Odpowiedz do tematu
    Nie możesz pisać nowych tematów
    Nie możesz odpowiadać w tematach
    Nie możesz zmieniać swoich postów
    Nie możesz usuwać swoich postów
    Nie możesz głosować w ankietach
    Możesz załączać pliki na tym forum
    Możesz ściągać załączniki na tym forum
    Dodaj temat do Ulubionych
    Wersja do druku

    Skocz do:  



    Copyrights © by Spectrofobia Team
    Wygląd projektu Oleandra. Bardzo dziękujemy Noritoshiemu za pomoc przy kodowaniu.

    Forum chronione jest prawami autorskimi!
    Zakaz kopiowania i rozpowszechniania całości bądź części forum bez zgody jego twórców. Dotyczy także kodów graficznych!

    Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
    Template AdInfinitum
    Strona wygenerowana w 0,17 sekundy. Zapytań do SQL: 10