• Nie minęło zbyt wiele czasu od rozpoczęcia działalności AKSO, a po całej Otchłani rozniosła się wieść o tajemniczej mgle, w której znikają statki. Czytaj więcej...
  • Wstrząsy naruszyły spokój Morza Łez!
    Odczuwalne są na całym jego obszarze, a także na Herbacianych Łąkach i w Malinowym Lesie.
  • Karciana Szajka została przejęta. Nowa władza obiecuje wielkie zmiany i całkowitą reorganizację ugrupowania. Pilnie poszukiwani są nowi członkowie. Czytaj więcej...
  • Spectrofobia pilnie potrzebuje rąk do pracy! Możecie nam pomóc zgłaszając się na Mistrzów Gry oraz Moderatorów.
Trwające:
  • Skarb Pompei
  • Zmrożone Serce


    Zapisy:
  • Chwilowo brak

    Zawieszone:
  • Brak


  • Drodzy użytkownicy, oficjalnie przenieśliśmy się na nowy serwer! Dokładne informacje na fanpege'u Spectrofobii lub forumowym Discordzie (odnośniki po prawej)!



    Zapraszamy do zapoznania się z Uśrednionym Przelicznikiem Waluty. Mamy nadzieję, że przybliży on nieco realia Krainy Luster i Szkarłatnej Otchłani.

    Szykujcie się na słodkie Walentynki i Dziewannę!

    Zimowa Liga Wyzwań Fabularnych nadeszła. Ponownie zapraszamy też na Wieści z Trzech Światów - kanoniczne zdarzenia z okolic Lustra i Glasville. Strzeżcie się mrocznych kopuł Czarnodnia i nieznanego wirusa!

    W Kompendium pojawił się chronologiczny zapis przebiegu I wojny pomiędzy Ludźmi i KL. Zainteresowanych zapraszamy do lektury.

    Drodzy Gracze, uważajcie z nadawaniem swoim postaciom chorób psychicznych, takich jak schizofrenia czy rozdwojenie jaźni (i wiele innych). Pamiętajcie, że nie są one tylko ładnym dodatkiem ubarwiającym postać, a sporym obciążeniem i MG może wykorzystać je przeciwko Wam na fabule. Radzimy więc dwa razy się zastanowić, zanim zdecydujecie się na takie posunięcie.

    Pilnie poszukujemy Moderatorów i Mistrzów Gry. Jeżeli ktoś rozważa zgłoszenie się, niech czym prędzej napisze w odpowiednim temacie (linki podane w polu Warte uwagi).

    ***

    Drodzy użytkownicy z multikontami!
    Administracja prosi, by wszystkie postaci odwiedzać systematycznie. Jeżeli nie jest się w stanie pisać wszystkimi na fabule, to chociaż raz na parę dni posta w Hyde Park
    .
    Marionetki – otwarte
    Kapelusznicy – otwarte
    Cienie – otwarte
    Upiorna Arystokracja – otwarte
    Lunatycy – otwarte
    Ludzie – otwarte
    Opętańcy – otwarte
    Marionetkarze – otwarte
    Dachowcy – otwarte
    Cyrkowcy – otwarte
    Baśniopisarze – otwarte
    Szklani Ludzie – otwarte
    Strachy – otwarte
    Senne Zjawy – otwarte
    Postaci Specjalne – otwarte

    Ponieważ cierpimy na deficyt Ludzi, każda postać tej rasy otrzyma na start magiczny przedmiot. Jaki to będzie upominek, zależy od jakości Karty Postaci.



    » Miasto Lalek » Polowanie na miejską legendę
    Poprzedni temat :: Następny temat
    Autor Wiadomość
     



    Biały Królik

    Godność: Zoe Liari
    Wiek: 20 lat
    Rasa: Lunatyczka
    Lubi: przygody, pojedynki, słodkości
    Nie lubi: deszczu
    Wzrost / waga: 170cm/60kg
    Aktualny ubiór: ogrodniczki, beżowa koszula, trzewiki, włosy zaplecione w warkocz
    Znaki szczególne: pobliźniona prawa ręka
    Zawód: poszukiwaczka przygód
    Pod ręką: Irys, słodkie bułki
    Broń: miecz - Irys
    Nagrody: Umbraculum, Krwawa Broszka, Bezdenna Sakwa, Zegarmistrzowski Przysmak (x2)
    Stan zdrowia: drobne zadrapania i siniaki na całym ciele
    Dołączyła: 23 Mar 2016
    Posty: 142
    Wysłany: 16 Kwiecień 2016, 16:39   

    Kucając za blatem, który dawał choć odrobinę schronienia, próbowała dostrzec zbliżającą się lalkę. Poczuła jak jej ręce pokrywają się gęsią skórką, a dłonie - nerwowym potem. Po chwili Mary ukazała się w całej swojej okazałości, która szczerze powiedziawszy nie była zbyt imponująca. Za to owszem, trochę koszmarna, trochę obrzydliwa, jak kupka przypadkowych odpadków. Niebezpiecznych odpadków.
    Przytaknęła głową na potwierdzenie słów Fiołka. Żałowała, że sama nie posiada kocich oczu, które dałyby jej niewątpliwą przewagę. Jednak wzrok powoli przystosowywał się do otoczenia i to, co wcześniej było tylko jakimś zarysem kształtu, zaczęło nabierać szczegółów. Wcale jednak nie przydały one zabawce urody, a wręcz przeciwnie.
    Przygryzła wargę. Co by tu zrobić? Zapewne nie potrwa to długo, zanim lalka odkryje ich obecność. O, faktycznie, wykrakała - mały koszmarek znalazł rozbity wcześniej przez Elliota słoik. Szczęście w nieszczęściu, z jednej strony uwaga marionetki została na pewien czas odwrócona, ale z drugiej - zorientowała się już pewnie, że intruzi odkryli jej spiżarnię.
    Zanim zdążyła jeszcze pomyśleć, lunatyk zaczął działać. Zoe dostrzegła kątem oka jak chłopak zbliża się ostrożnie do półek. Co on zamierzał zrobić? Rozbić te słoiki?
    - Elliot, jesteś pewien? Jej się to nie spodoba. - Syknęła w jego stronę, nie będąc pewną, czy ten w ogóle ją usłyszy i czy postanowi posłuchać.
    Cóż, chyba nie miała już wyboru. Zerwała się na równe nogi i pobiegła. Ciemności i różnorakie ustrojstwo leżące na ziemi nie ułatwiały jej wcale tego zadania, jednak mimo to pewnie stawiała stopy. Ufała, że w razie jakiejś czającej się w ciemnościach pułapki Viola zdąży na czas ją ostrzec. Zastanowiła się, czy część swojej jaźni nie powinna poświęcić na to, by skupić się i sprobowac poruszać bezszelestnie, bez absolutnie żadnego dźwięku. Watpiła jednak, żeby w obecności lalki jakaś umiejętność bazująca na magii przyniosła efekt. Na razie zrezygnowała z tego pomysłu. Zresztą ze swoim mieczem - Irysem - w dłoni, nic i tak nie mogło jej zagrozić. Oczywiście czysto teoretycznie. Dziewczyna była już blisko, a lalka nie zdołała jeszcze odwrócić się do niej twarzą. To była wręcz wymarzona okazja. Lunatyczka pochyliła się do przodu i uderzyła nisko, wkładając to niemal całą swoją siłę, której wcale nie miała zbyt wiele. Zoey wcale jednak nie cięła, by zabić. O nie, biały królik nie użył zaostrzonej krawędzi broni, ani nawet tej drugiej - płaskiej i tępej, która mogłaby roztrzaskać lalkę. W ostatnim momencie zamierzała obrócić miecz i uderzyć płazem. Dziewczyna bowiem wciąż miała wątpliwości. Może to prawda, że potworzyca pozbawiła życia wielu stworzeń, może to prawda że nasza trójka najadła się przez nią strachu, może to prawda, że planowała wobec nich coś o wiele gorszego. Ale co, jeśli marionetka była jakimś dziwnym wybrykiem, którego jedynym sposobem na przeżycie było kolekcjonowanie krwi? Co, jeśli napędzana była instynktem, a nie okrucieństwem i nie zdawała sobie sprawy z tego, co tak właściwie robi? Dlaczego w ogóle istniała? Zoey chciała wiedzieć. Ona wręcz musiała wiedzieć. Nie ważne w tym momencie było dla niej jak na to zareagują Violet i Elliot oraz czy jest to zbyt lekkomyślne posunięcie. Zresztą - i tak było już za późno na zmianę decyzji.
    Uderzyła płaską stroną miecza, biorąc na cel plecy lalki. Miecz lunatyczki cały zawibruje od kolizji z korpusem marionetki, pod warunkiem, że cios dosięgnie celu. Gdy wszystko pójdzie zgodnie z planem, Mary zostanie ogłuszona na tyle, by mogła zostać w jakiś sposób złapana przez lunatyczkę. Jeżeli dziwny znak na grzbiecie odpowiedzialny jest za blokadę magii w pobliżu, być może zostanie uszkodzony, a jego właściwości nie będą mieć już znaczenia. Jeśli jednak nie wszystko się powiedzie, jeśli zabawka nic sobie nie zrobi z ciosu lub w jakiś sposób go uniknie... Zoe przez moment będzie zupełnie bezbronna.
    _________________

    x x x x
    sygnaturka by waifu aka Violet <3
     



    Oaza Spokoju

    Anarchs: Rebeliant
    Godność: Charles Belladonna Verbascum
    Rasa: Kapelusznik
    Lubi: wszystko, wszystkich, ( nie licząc wyjątków, patrz: niżej)
    Nie lubi: Nierówności, rodu Rosarium, ludzi będących jednocześnie złymi i zdrowymi psychicznie
    Wzrost / waga: 183 cm/ 63 kg
    Aktualny ubiór: Zielony cylinder schowany pod ubraniem , włosy zaplecione w swoje warkocze, znowu szara bluza i kaptur
    Zawód: Elektryk (?) Amator (?)
    Pan / Sługa: jakakolwiek służba jest sprzeczna z zasadami moralnymi Charlesa
    Pod ręką: podniszczone MP3, talia kart, mały zegarek, ładowarka do MP3, srebrna łyżka, rzeczy, które chowa jego cylinder...
    Broń: szpada zwana Dziurawcem
    Bestia: rawnar wody, Kapeluterek
    Nagrody: Bursztynowy Kompas, Czarodziejska Wstęga, Zegarmistrzowski przysmak
    Stan zdrowia: siniak na potylicy, krwotok z nosa
    SPECJALNE: Moderatoświr, Mistrz Gry
    Dołączył: 06 Kwi 2015
    Posty: 531
    Wysłany: 17 Kwiecień 2016, 13:16   

    Elliot postanowił trochę pokrzyczeć. Mary jest oczywiście zrozpaczona, jednak nie na tyle głucha, by nie usłyszeć tego dźwięku i nie rozpoznać go. Owszem, nie posiada ona oczu, jednak coś musi zastępować jej wzrok, skoro zauważyła pęknięte skorupy. Zawołanie "Teraz" było złym pomysłem. Lalka odwraca swój dziecięcy łeb i zaczyna leźć na czworaka w ich kierunku. Raczej nie uda jej się zareagować na tyle szybko, żeby go powstrzymać przed podbiegnięciem do półek i kontynuowania dzieła zniszczenia. Oczywiście, kiedy tylko na ziemie spadną kolejne słoiki z krwią, Marionetka rzuci się w jego kierunku, skacząc na niego całym ciężarem, z brzytwą i szponem na dzień dobry. Raczej nie zada sobie trudu skrzywdzenia Violet - na chwilę obecną jest dla niej obojętna i nieszkodliwa. Została poinstruowana, aby zapełniać słoiki i chronić je. Jedno z nich zniszczyło jej pracę i jedno z nich za tą pracę zapłaci.
    Zoe udaje się dobiec do lalki, zapewne w momencie, kiedy Mary zwróci uwagę na Elliota i uskutecznianą przez niego demolkę. Cios ten zostaję przez nią fizycznie zignorowany, jednak uszkadza on delikatnie runę na jej plecach. Część magii wraca do pomieszczenia, ale nie w całości - Violet otrzymuje z powrotem czar Różanego Oka, Zoe na powrót staje się Bezszelestna. Lepiej niech skupi się teraz na ratowaniu towarzysza...
    _________________
    - (Music theme )
    (Psychika Charlesa w dużym skrócie )
    Elliot
    [Usunięty]




    Wzrost / waga: /
    Wysłany: 20 Kwiecień 2016, 16:51   

    Elliot zaczął biec w stronę półek. Czuł, że to był zły pomysł. Cała seria złych pomysłów. Chciał uratować załogę, a sprawił, że są w jeszcze większych tarapatach. Lepszym pomysłem byłoby skulenie się w kącie i płakanie. W tym jest całkiem dobry. No ale cóż, już jest w biegu i zwrócił uwagę wszystkich w pomieszczeniu. Trzeba kontynuować podróż w bagnie, w które się weszło. Kilka długich kroków i Kolekcjoner już był między półkami, wyciągając obie ręce. Czy to na pewno dobry pomysł? Owszem, był już tam, ale nie musiał rozbijać tych słoików. Tylko co miałby zrobić? Zacząć tańczyć? Z braku pomysłu, lepiej zrobić coś, niż nic. Dłoń dotknęła zimnego szkła, a wypolerowana drewniana półka niestety nie utrudniała tego zadania. Słój nagle oderwał się od ręki, a Elliot widział, jak zielona zawartość rozbryzguje się na podłodze po części chlapiąc nogi Lunatyka. Nim zdążył strącić 4 słoiki jego ręce samoistnie przyłączyły się do ciała, a sam przyjął bardziej aerodynamiczny kształt, gdyż zobaczył kątem oka lalkę. I broń Boże, żeby ktoś inny widział ją w tym momencie. Z niewiarygodnie strasznej stała się jeszcze bardziej niewiarygodnie straszna. Rzuciła się na Elliota ignorując wszystko, co było wokół. Dla niej liczył się tylko on - to on niszczył jej słoiki. Odbiła się ze swoich tylnych kończyn na niewiarygodnie daleką odległość skacząc na naszego nieszczęsnego niedoszłego bohatera. Mary uderzyła nim o ziemię, zakręciło mu się trochę w głowie, jednak nie na tyle, by stracił przytomność. Widział przed sobą rozmazany obraz lalki, która siedziała mu na brzuchu utrudniając mu oddychanie. Na półślepo wziął słoik, który był na dolnej półce, i wycelował w głowę lalki, jednak nie widział, czy trafił. Teraz jego priorytetem była ucieczka, a przynajmniej przeżycie. Próbował wyślizgnąć się spod lalki, jednak nie udało mu się, była za ciężka. Próbował się odwrócić, jednak to też się nie udało. Otarł oczy i zauważył, że lalka szykuje już torturę na niego. Z jednej strony brzytwa, z drugiej szpon. Trzeba działać szybko, jednak Elliot nie mógł wpaść na to, co mógłby zrobić. O ile coś go nie oświeci teraz był zdany tylko i wyłącznie na dziewczyny.
    Violet
    [Usunięty]




    Wzrost / waga: /
    Wysłany: 20 Kwiecień 2016, 18:30   

    “Cholera! Ta lalka chce dorwać Elliota!” Była to reakcja tego potworka na poczynania chłopaka. Ten właśnie zaczął niszczyć jej cenną kolekcję. Zoe uderzyła marionetkę, jednak ta zignorowała to brnąć dalej w stronę Lunatyka. “Czyli ataki fizyczne na nią nie działają… Jesteśmy straceni! Chwila… Ale co to?” Violet poczuła jak wypełnia ją dziwna siła, jakby odzyskała coś straconego. Magia zaczęła wracać na swoje miejsce. Przynajmniej częściowo. Różane oko kotki rozbłysnęło delikatnie na potwierdzenie tego wszystkiego. “Świetnie, zapewne Zoe odzyskała swoje umiejętności magiczne o ile jakieś posiadała. Teraz wszystko zależy od nas.” Kolekcjoner, jakby wbrew swej naturze kontynuował dzieło zniszczenia tej “krwawej” kolekcji. Lalka przepełniona wściekłością skoczyła na niego i powaliła. Violet dobrze wiedziała jaka siła drzemie w tej kreaturze, o czym przekonała się na własnej skórze. Na rękach dziewczyny zaczęły wić się fioletowe wstążki by ostatecznie stać się pnączami róż. Przybrała bojową pozycję, a źrenica w jej oku zwęziła się niemal do pionowej kreski. Już miała cisnąć lalkę w objęcia róż, gdy sobie coś przypomniała. A mianowicie jej wagę i ostre narzędzia przyczepione do czegoś, co kiedyś było rękami. Z łatwością wyzwoliłaby się z śmiertelnego uścisku, a jeśli nie Violet nie była w stanie podźwignąć czegoś tak ciężkiego. “I co teraz? I co teraz? I co teraz?” Powtarzała w myślach coraz szybciej i co więcej coraz bardziej nerwowo. Dopiero teraz zauważyła, że dziwny znak na plecach lalki był uszkodzony. “Robota Zoe. Zapewne to blokowało magię. Gdybym tylko zniszczyła go doszczętnie, mogłabym wyciągnąć mojego asa z rękawa… Jednak moimi różyczkami co najwyżej pomuskam tą lalkę…” Elliot coraz bardziej ulegał ciężarowi przeciwniczki. Musi działać szybko, albo jej praktycznie dopiero poznany towarzysz zginie. Wtedy w jej głowie zrodził się plan. Ryzykowny, ale warty spróbowania. Rzuciła pnącza przed siebie.

    - Uważaj Zoe! - ostrzegła koleżankę.

    Kwiat zaczął się piąć po kolejnych półkach dokładnie każdą z nich oplatając. Gdy już obejmował sporą część ściany, Violet owinęła swe ręce jeszcze większą ilością pnącza, przy okazji mocno kalecząc dłonie i szarpnęła z całej siły. Piękna harmonia rozbijanego szkła rozbrzmiała w całej piwnicy, zawartość słoików zaczęła kolorować pomieszczenie niczym wcześniej deszcz ulice, jednak tutaj panowała przewaga czerwieni, okropny zapach zepsutej krwi brutalnie wbił się w nozdrza naszych bohaterów. Krwawa Mery wydawała się z początku nieco zdezorientowana całym zajściem, by za chwilę całkowicie zapomnieć o swej niedoszłej ofierze i wydać z siebie jęk taki sam jak na widok rozbitego słoika Violet, jednak krzyk był teraz potężniejszy i bardziej rozpaczliwy. Fiołek z impetem upadł na ziemię po czym szybko wstał. Kwiat ponownie zredukował się do mniejszych rozmiarów obejmując jej przedramiona. Tym razem miała przewagę nad przeciwniczką, która ją najpewniej zaraz zaatakuje. Nie dość, że spodziewała się tego ataku, widziała w ciemnościach przy czym nasza antagonistka była całkowicie pozbawiona wzroku, to Viola mogła polegać na swych umiejętnościach akrobatycznych i ewentualnym ratunku ze strony przyjaciół. Teraz pozostało jej tylko czekać na ruch małego monstrum.
     



    Biały Królik

    Godność: Zoe Liari
    Wiek: 20 lat
    Rasa: Lunatyczka
    Lubi: przygody, pojedynki, słodkości
    Nie lubi: deszczu
    Wzrost / waga: 170cm/60kg
    Aktualny ubiór: ogrodniczki, beżowa koszula, trzewiki, włosy zaplecione w warkocz
    Znaki szczególne: pobliźniona prawa ręka
    Zawód: poszukiwaczka przygód
    Pod ręką: Irys, słodkie bułki
    Broń: miecz - Irys
    Nagrody: Umbraculum, Krwawa Broszka, Bezdenna Sakwa, Zegarmistrzowski Przysmak (x2)
    Stan zdrowia: drobne zadrapania i siniaki na całym ciele
    Dołączyła: 23 Mar 2016
    Posty: 142
    Wysłany: 20 Kwiecień 2016, 22:40   

    Atak z zaskoczenia wcale nie przyniósł dokładnie takich efektów, jakich oczekiwała Zoey. Z czego to cholerstwo jest zrobione? Może nie powinna była się tak ograniczać z uderzeniem, skoro najwyraźniej lalka była bardziej wytrzymała niż początkowo zakładała. Dobrze, że przynajmniej karciany symbol został naruszony i magia powróciła do pomieszczenia - to już jakiś znak, że koszmarna zabawka nie jest kompletnie niezniszczalna.
    Elliot jednak zdecydował rozbić kilka cennych dla Mary słoików i faktycznie nie okazało się to zbyt dobrym pomysłem. Oczywiście zwróciło to natychmiast uwagę potworzycy i uczyniło z lunatyka jej cel. Widok marionetki rzucającej się na chłopaka zmroził Zoe krew w żyłach i przez moment była już przekonana, że nie wywinie się on z tego w jednym kawałku. Na szczęście dla nich wszystkich Violet odzyskała swoje magiczne zdolności, a przynajmniej ich część, i zdołała tym samym odwrócić uwagę lalki oraz uratować Elliota od bliskiego spotkania z brzytwą. Lunatyczka z podziwem spoglądała na pnącza róż wyczarowane przez kotkę, nie zwracając nawet większej uwagi na huk i szczęk rozbijanego szkła oraz falę metalicznego zapachu, która rozeszła się po pomieszczeniu. Różnobarwna krew ze zniszczonych słoików zaczęła mieszać się na podłodze w coś przypominającego brązowawe bagno i tworząc ślisko-lepką powierzchnię. Uroczo.
    Rozbicie niemal wszystkich zbiorów marionetki musiało być dla niej sporym ciosem, ale było w tym momencie już za późno, żeby przejmować się reakcją lalki. Zoe nie mogła jednak pomóc nic na to, że współczuła nieco potworkowi, którego cel istnienia właśnie legł w gruzach. Dziewczynę zaczęły nawiedzać czarne myśli - kto właściwie stworzył lalkę i dał jej takie zadanie? Co, jeśli pojawi się tutaj i odkryje poczynania trójki? Raczej nie byłby tym zachwycony... Zoey czym prędzej odgoniła od siebie te ciemne chmury. Martwienie się o wymyślonych wrogów na pewno jej nie pomoże.
    Świdrujący, złowieszczy krzyk lalki przypomniał dobitniej niż cokolwiek innego, że muszą jakoś wydostać się z obecnej sytuacji. Uwaga Mary skupiła się teraz na Violet, autorce całego tego obrazu zniszczenia dookoła. Zapewne kotka mogłaby się jakoś obronić dzięki swoim magicznym pnączom, ale Zoey wcale nie chciała bezczynnie stać i patrzeć. Pytanie jednak - co może zrobić? Skoro atak mieczem nawet nie obszedł lalki, to co innego jej pozostawało? Jeśli uwaga Mary skupiła się teraz na Fiołku, to lunatyczka byłaby w stanie ponownie wykorzystać element zaskoczenia. Tylko co by tu... Hmmm. Coś faktycznie przyszło jej do głowy, ale trochę sceptycznie pochodziła do własnego pomysłu. Nie przekona się dopóki nie spróbuje, co? Niech będzie i tak.
    Najpierw dziewczyna skupiła się odrobinę na tym, by przywołać magię i umiejętność poruszania się bezszelestnie. Poczuła po chwili leciutkie mrowienie na skórze, jakby jakaś siła otoczyła ją delikatną powłoczką. Spróbowała pstryknąć palcami, ale nie wydały one nawet najmniejszego dźwięku. Odetchnęła z ulgą - czyli zadziałało. Skoro lalka nie miała oczu, to musiała sobie jakoś radzić inaczej. Echolokacja? To byłoby korzystne dla Zoey, która będąc bezszelestną mogłaby jednocześnie pozostać w swoisty sposób niewidzialną dla marionetki. Cóż, to się okaże.
    Aby zrealizować plan, potrzebowała swojego paska przewieszonego przez ramię, do którego przytroczona była pochwa na miecz. Pasek posiadał klamrę, dzięki której można było regulować jego długość lub rozpiąć ją i otrzymać dokładnie to, czego teraz potrzebowała, czyli dość długiego kawałka mocnej skóry. Po chwili gmerania przy zapięciu, trzymała już w lewej ręce miecz, a w prawej - pasek. Idealnie. Teraz czekała ją nieco trudniejsza część - realizacja swoich zamiarów.
    Podobnie jak wcześniej, lekko pobiegła w stronę pleców marionetki. Obecnie musiała dodatkowo uważać na szkło i krew, ale takie warunki częściowo sprzyjały temu, co chciała zrobić. Tym razem uderzyła ostrą krawędzią Irysa - nie zamierzała jednak zadać żadnych obrażeń lalce, będąc pewną, że i tak nie zdoła jej zrobić nic poważnego. Zoey celowała w nogi, czy raczej odnóża, mając nadzieję że niespodziewane uderzenie i śliska powierzchnia pozbawią Mary równowagi. Jeśli to się uda, lunatyczka spróbuje skrępować zabawkę paskiem i... liczyć na łut szczęścia oraz czekać na dalszy rozwój wydarzeń.
    _________________

    x x x x
    sygnaturka by waifu aka Violet <3
     



    Oaza Spokoju

    Anarchs: Rebeliant
    Godność: Charles Belladonna Verbascum
    Rasa: Kapelusznik
    Lubi: wszystko, wszystkich, ( nie licząc wyjątków, patrz: niżej)
    Nie lubi: Nierówności, rodu Rosarium, ludzi będących jednocześnie złymi i zdrowymi psychicznie
    Wzrost / waga: 183 cm/ 63 kg
    Aktualny ubiór: Zielony cylinder schowany pod ubraniem , włosy zaplecione w swoje warkocze, znowu szara bluza i kaptur
    Zawód: Elektryk (?) Amator (?)
    Pan / Sługa: jakakolwiek służba jest sprzeczna z zasadami moralnymi Charlesa
    Pod ręką: podniszczone MP3, talia kart, mały zegarek, ładowarka do MP3, srebrna łyżka, rzeczy, które chowa jego cylinder...
    Broń: szpada zwana Dziurawcem
    Bestia: rawnar wody, Kapeluterek
    Nagrody: Bursztynowy Kompas, Czarodziejska Wstęga, Zegarmistrzowski przysmak
    Stan zdrowia: siniak na potylicy, krwotok z nosa
    SPECJALNE: Moderatoświr, Mistrz Gry
    Dołączył: 06 Kwi 2015
    Posty: 531
    Wysłany: 22 Kwiecień 2016, 14:11   

    Zaczęło się małe piekło. Odłamki szkła poleciały we wszystkie strony, wpadając naszej drużynie we włosy. Jeden z nich odbił się od oka Violet - dobrze, że tego sztucznego, inaczej byłoby z nią krucho, kolejny zaś tworzy kilka drognych ranek na twarzy Elliotaa, który postanowił być bezużytecznym, choć szczerze mówiąc - niewiele miał do roboty. Mary zaczęła tupać i wierzgać wszystkimi kończynami, zaś jej wrzask stał się dla wszystkich nie do zniesienia. Nie przerwał go nawet atak Zoe - cios w nogi, owszem, udaje się, jednak wywrócona lalka nie zamierza poddać się dziewczynie, wywijając fikołka i wczepiając się wszystkimi ostrymi elementami w jej łydkę. Rany na razie są płytkie, ale leci spod nich krew i lepiej je będzie odkazić w swoim czasie, gdyż jej szponki do najczystszych nie należą. Jeśli nic nie zrobi, lalka zacznie piąć się po niej w górę, prosto do twarzy...
    Ale po chwili nastąpi szybki zwrot akcji. Dobrze byłoby go przeżyć:
    "Co, jeśli pojawi się tutaj i odkryje poczynania trójki?". Oj, kobieto, wykrakałaś. Właśnie w tym momencie do sali wchodzi, a raczej wbiega przystojny, młody człowiek w brązowym płaszczu i z kuszą przy ramieniu. Na widok wszystkich pękniętych słoików jego szare oczy robią się kwadratowe. Zaraz podnosi kuszę do pozycji bojowej i cedzi przez zaciśnięte zęby:
    - Łapy precz od mojej Mary. I od próbek. Nawet nie wiecie, co żeście, kurwa, narobili. Skąd...? Jak udało wam się tu dojść? - jego palce trzęsą się tuż nad spustem. Na twarzy mężczyzny odbijają się przeróżne emocje, od strachu, przez wściekłość, po żal. Może wróćmy do kuszy. Taka kusza to niebezpieczna rzecz - sam Papież Innocenty II, przerażony jej skutecznością, zabronił stosowania jej przeciw chrześcijanom. Bełt jest może tylko jeden, ale w tak małym pomieszczeniu oznacza jedną osobę malowniczo przebitą na wylot. Walka, czy mediacja? Oto jest pytanie.
    _________________
    - (Music theme )
    (Psychika Charlesa w dużym skrócie )
    Elliot
    [Usunięty]




    Wzrost / waga: /
    Wysłany: 23 Kwiecień 2016, 12:31   

    Lalka siedziała na Elliocie jakiś czas. Z jednej strony wydawało mu się, jakby następna sekunda miała być jego ostatnią, z drugiej strony czuł, że zwlekała ona z egzekucją. Czy chodzi o to, by była zaprogramowana, by zabijać tylko i wyłącznie zwierzęta, więc nie zabije człowieka? Jeżeli tak, to przynajmniej jest znakomitą aktorką, bo życie Lunatyka przelatuje przed jego oczyma przynajmniej raz na sekundę. Choć może wszystko mu się zdawało, a lalka tak naprawdę miała go zabić w następnej sekundzie... Być może zrobiłaby to, gdyby nie fakt, że już nie blokowała jego ruchów? Huh? Nie obchodziło go nic innego. Jest przez sekundę wolny. Już chciał wstać, gdy poczuł przeszywający go ból. No tak. Leżenie wśród rozbitych słoików to nie najlepszy pomysł. Wygląda na to, że szok pourazowy pozwolił mu zapomnieć o bólu. Udało mu się wstać, co prawda zrobił to wolno i ciągle sycząc i wzdychając, ale mu się udało. Już miał się gdzieś schować, gdy usłyszał męski głos. Spojrzał w stronę wyjścia. Stał w nim jakiś młody mężczyzna, wyglądał całkiem niewinnie, ot zwykły człowiek. Po tym co powiedział, wychodziło, że to on stworzył Mary. Ale po co? Chciał otworzyć muzeum krwi? To chyba jedyne logiczne wyjaśnienie, bo nikt nie kolekcjonuje krwi jako hobby, chociaż wiadomo było, że chodzi o coś innego. Ów mężczyzna trzymał w rękach kuszę. Naładowaną kuszę. Miał jeden bełt, nigdzie nie widział, gdzie mógłby schować zapas. Oznaczałoby to, że maksymalnie jedna osoba umrze, o ile bełt nie posiada ulepszenia "Rykoszet +10". Tylko co mają robić? Powiedzieć "Hej, no, sorry, jakoś tak wyszło"? Nie. Trzeba mu wyjaśnić sprawę. Raczej jej nie zrozumie, ale chyba jakoś inaczej na nas popatrzy, bo teraz widzi trzech obcych ludzi, którzy tak po prostu niszczą jego pracę. Tylko kto mógłby się odezwać? Elliot był gotowy to zrobić, ale po tym, jak sobie przypomniał, że już kilka razy chciał być bohaterem i uratować sytuację, choć w rzeczywistości jedynie sprawił, że zaszkodził. Lepiej będzie jak ktoś inny przejmie stery o ile to Kolekcjoner w ogóle sterował statkiem. Jako, że był w tym momencie wolny, więc ani ucieczka przed Lalką, ani mężczyzną nie miała sensu, postanowił schować się za półką tak, by trzeba by było poświęcić co najmniej ułamek sekundy więcej na jego zlokalizowanie. Teraz tylko czekać, żeby ktoś się odezwał.
    Violet
    [Usunięty]




    Wzrost / waga: /
    Wysłany: 23 Kwiecień 2016, 13:37   

    Violet skupiona na swej przeciwniczce nie zwróciła większej uwagi na deszcz szkła, który przyozdobił jej włosy i nieszczęsny kawałek, który odbił się się od jej różanego oka, czego nawet nie poczuła. Nim oponentka do niej dotarła została zaatakowana przez Zoe, niestety nie udało jej się zrealizować swych zamiarów i skończyła z lalką wczepioną w jej łydkę. Kotka chciała ruszyć przyjaciółce na pomoc, gdy do pomieszczenia wparował młody mężczyzna. Był to właściciel marionetki i zwrócił się z pretensjami do naszych zabłąkanych podróżników. W jednej chwili Violet została przepełniona nienawiścią wobec tego chłopaka. To on skrzywdził tą marionetkę. To on jest odpowiedzialny za zabicie tylu istot. Gdyby to było możliwe, w przypływie furii, źrenica jej sprawnego oka zwęziłaby się jeszcze bardziej, jednak już była tylko cieniutką kreseczką na tęczówce. Nastroszyła i położyła uszy po sobie. Wydała z siebie syk niczym kot mający zaraz zaatakować. Tym zachowaniem zwróciła na siebie uwagę mężczyzny. Niepewnie wycelował w nią kuszę. Najgorsze miało się dopiero zacząć.

    - Co myśmy zrobili? My? A zastanawiałeś się kiedykolwiek co zrobiłeś ty?! Ta cała krew… Tyle istot zginęło przez ciebie! Bo co?! W imię nauki?! W imię magii?! W imię jakiegoś twojego zwierzchnika?! W imię czego kurwa?! A może mam do czynienia z Lunatykiem tytułującym się kolekcjonerem krwi!? A z resztą, to nie jest w ogóle ważne! Wiesz ile istot przez ciebie zginęło?! I teraz jeszcze celujesz w nas kuszą! Śmiało więc, właduj we mnie ten bełt! Na co jeszcze czekasz? Czyżbyś się bał? - ton głosu Violi był do niej kompletnie niepodobny, a każde słowo przesiąknięte złością i szczerą nienawiścią. - Dobrze widzę, jak drżą ci palce. Boisz się. Nie chcesz splamić sobie rączek krwią! Na co czekasz?! Aż twoja ukochana laleczka nas rozszarpie za ciebie, czy może na propozycję herbatki przy której sobie wszystko wyjaśnimy?! Ty w ogóle masz pojęcie co tu się odwala!? Myślałeś sobie, że co, zabicie jakiś tam zwierzątek ujdzie ci na sucho?! To coś zaatakowało mnie! Mnie! Jak myślisz ile dachowców podzieliło los tych zwierzaków?! A ile zabłąkanych osób w tym budynku zginęło, jak myślisz?! Zaskoczony? Czyżbyś nie miał w planach zabijania jakichkolwiek istot ludzkich? Coś poszło nie tak? Ale, nie martw się, w końcu to nie ty masz ręce we krwi! Przecież to ta marionetka, tak? Łatwo zwalić na kogoś, co nie?! Nie chcesz być mordercą, więc łatwiej wyręczyć się kimś, co!? A mówiąc już o Mery. “Łapy precz od mojej Mery!” Och troska w twoim głosie sprawiła, że rzygać mi się zachciało. Mojej Mery?! Mojej?! Jak śmiesz w ogóle tak się zwracać!? Ty jesteś ślepy, głupi czy nie wiem co! W ogóle ją widziałeś?! Widziałeś jak wygląda?! Myślisz, że to zabawne sobie eksperymentować na żywych organizmach i sobie je “ulepszać” od tak?! Kto ci dał prawo do zranienia, lepiej, do zniszczenia tej biednej lalki?! Przecież to tylko lalka, tak?! Zróbmy eksperyment, skoro je tak lubisz: idź do centrum miasta i wykrzycz na cały głos, jakie to marionetki są beznadziejne, ciekawe jakbyś długo pożył! Och teraz pewnie patrzysz na nas jak na potwory, które postanowiły od tak zniszczyć dobytek twojego życia! Jak mi kurwa przykro! Jedynym potworem jesteś w tym pomieszczeniu ty! Nawet Mery ma więcej człowieczeństwa w sobie!

    Po tym jakże długim monologu Violet przybrała bojową pozę. Rozpierała ją chęć zabicia go. Już sobie wyobrażała jak pnącza róż zawijają się wokół jego szyi powoli odcinając dostęp od tlenu. Jednak z kilku względów postanowiła go nie atakować, nie dość, że jej magia osiągała swój limit, nie chciała ryzykować śmierci, któregokolwiek ze swoich przyjaciół, ale również nie chciała pokazać się jako potwór, od którego zwyzywała nieznajomego. Całe jej wyrzuty musiały go zdezorientować, ponieważ na jego twarzy przewijało się więcej emocji i szybciej niż po tym jak zobaczył dzieło zniszczenia kotki. Wyprostowała się, zdematerializowała róże, nie chcąc marnować więcej energii, choć utrzymywała kontakt wzrokowy z mężczyzną. Peszyła go nieco tym spojrzeniem pełnym nienawiści i chciała w porę przestrzec swoich towarzyszy w razie ataku, choć przypuszczała, że właśnie znalazła się na pierwszym miejscu osób do odstrzału. Po tym wybuchu Violet i milczeniu Elliota znów cała odpowiedzialność spadła na biedną Zoe.
     



    Biały Królik

    Godność: Zoe Liari
    Wiek: 20 lat
    Rasa: Lunatyczka
    Lubi: przygody, pojedynki, słodkości
    Nie lubi: deszczu
    Wzrost / waga: 170cm/60kg
    Aktualny ubiór: ogrodniczki, beżowa koszula, trzewiki, włosy zaplecione w warkocz
    Znaki szczególne: pobliźniona prawa ręka
    Zawód: poszukiwaczka przygód
    Pod ręką: Irys, słodkie bułki
    Broń: miecz - Irys
    Nagrody: Umbraculum, Krwawa Broszka, Bezdenna Sakwa, Zegarmistrzowski Przysmak (x2)
    Stan zdrowia: drobne zadrapania i siniaki na całym ciele
    Dołączyła: 23 Mar 2016
    Posty: 142
    Wysłany: 23 Kwiecień 2016, 21:14   

    Dziewczynę już ogarniało uczucie ulgi i spokoju, kiedy powalona lalka wywinęła nagle salto i wbiła swoje szpony w łydkę Zoe. Lunatyczka wydała dźwięk brzmiący jak zdziwione sapnięcie, a z powodu bólu i szoku upadła na kolana zachlapując sobie dolną część tułowia mieszanką krwi znajdującej się na podłodze. Teraz jednak jej głowę zajmowało co innego, a mianowicie potworek zmierzający prosto ku jej twarzy.
    - Ty mała... - wycedziła, próbując odgrodzić się mieczem od łapek marionetki oraz ostrej rurki wystającej z jej ust. Przez myśli Zoe galopował szereg niewybrednych przekleństw. Stres na razie maskował jej strach, ale w głębi lunatyczka była już naprawdę przerażona. To miała być tylko wycieczka z dreszczykiem emocji, a nie coś, co przeradzało się w naprawdę poważne kłopoty.
    Nagle lalka zamarła i chwilowo zrezygnowała z wydrapywania oczu dziewczynie. Zwróciła swoją główkę w przeciwną stronę, a kiedy Zoe spojrzała w ślad za nią, zobaczyła nieznajomego mężczyznę. Najważniejszym faktem było, że trzymał on w ręce kuszę i wykrzykiwał nabrzmiałe gniewem (oraz całym wachlarzem innych emocji) słowa. Było coraz gorzej. Lunatyczce przemknęło przez myśl, że dokładnie wywróżyła sobie jakie kolejne kłopoty ich napotkają. Może teraz powinna myśleć pozytywnie, żeby nie ściągnąć już więcej nieszczęść? Cholera, to chyba tak nie zadziała.
    Dziewczyna nie mogła pozbyć się wyrzutów sumienia, że sytuacja w jakiej teraz się znaleźli to dla nich nauczka. W końcu to oni byli intruzami i wywołali całe zamieszanie, nawet jeśli w dużej mierze była to samoobrona. Chociaż, jakby nie było - Mary zaatakowała ich pierwsza, a oni starali się tylko nie dać przerobić się na słoik z krwią. Co o tym myśleć?
    W pokoju rozległ się głos Violet, a Zoe słuchając jej monologu coraz bardziej utwierdzała się w przekonaniu, że nie powinna zbytnio wyrzucać sobie tego, co się zdarzyło. Faktem było, że każde napełnione naczynie kiedyś było czymś żywym i zostało brutalnie zamordowane w imię... No właśnie - czego? Raczej nic nie usprawiedliwiało zabójstwa tylu stworzeń.
    W każdym razie, uwaga nieznajomego skupiała się teraz na Violet. Lunatyczka obawiała się, że jego gniew może znaleźć swoje ujście właśnie na kotce z powodu jej krótkiej przemowy. Chociaż Zoe miała świadomość, że sama nie jest najlepszą mówczynią, postanowiła chociaż trochę rozproszyć uwagę mężczyzny. Tylko co dodać? Czuła, że mogłaby obiema rękami podpisać się pod wypowiedzią Fiołka i nie przychodziło jej już do głowy zbyt wiele.
    Wciąż odgradzając się ostrożnie mieczem od lalki, która tkwiła na jej nogach w pozycji świadczącej na to, że czeka na nowe polecenie, Zoe odchrząknęła znacząco by zwrócić na siebie uwagę. Spojrzała prosto w oczy mężczyzny, starając się jednocześnie nie przejmować napiętą kuszą.
    - Z tego co mi wiadomo, to o twojej Mary mówi się coraz głośniej w okolicy, więc masz dużo szczęścia - Albo potężnych przyjaciół. - że nikt jeszcze nie znalazł tego miejsca. I ty masz czelność nas oskarżać? A ty niby w jaki sposób jesteś lepszy? Nasza przyjaciółka prawie tutaj zginęła, a ty myślisz o sobie jak o ofierze? Z tego co mi się widzi, to należało ci się coś o wiele gorszego. Straciłeś swoje kilkuletnie zbiory? Straszne. A pomyślałeś o swojej biednej Mary? Stworzyłeś tą lalkę czy tylko trochę ją przerobiłeś? Czy ona w ogóle coś jeszcze czuje? Wie do czego ją zmusiłeś? - jej głos był spokojniejszy od tonu kotki, ale można było usłyszeć w nim nutę nerwów i strachu.
    Dziewczyna skrzywiła się nieco. Rana w łydce może i nie była głęboka, ale po kontakcie z krwią z rozbitych słoików zaczęła piec i szczypać. Lunatyczka miała tylko nadzieję na to, że już niedługo będzie się mogła nią należycie zająć, bo zakażenie wcale jej się nie uśmiechało. Perspektywy zginięcia w podziemiach kamienicy na razie do siebie nie dopuszczała.
    _________________

    x x x x
    sygnaturka by waifu aka Violet <3
     



    Oaza Spokoju

    Anarchs: Rebeliant
    Godność: Charles Belladonna Verbascum
    Rasa: Kapelusznik
    Lubi: wszystko, wszystkich, ( nie licząc wyjątków, patrz: niżej)
    Nie lubi: Nierówności, rodu Rosarium, ludzi będących jednocześnie złymi i zdrowymi psychicznie
    Wzrost / waga: 183 cm/ 63 kg
    Aktualny ubiór: Zielony cylinder schowany pod ubraniem , włosy zaplecione w swoje warkocze, znowu szara bluza i kaptur
    Zawód: Elektryk (?) Amator (?)
    Pan / Sługa: jakakolwiek służba jest sprzeczna z zasadami moralnymi Charlesa
    Pod ręką: podniszczone MP3, talia kart, mały zegarek, ładowarka do MP3, srebrna łyżka, rzeczy, które chowa jego cylinder...
    Broń: szpada zwana Dziurawcem
    Bestia: rawnar wody, Kapeluterek
    Nagrody: Bursztynowy Kompas, Czarodziejska Wstęga, Zegarmistrzowski przysmak
    Stan zdrowia: siniak na potylicy, krwotok z nosa
    SPECJALNE: Moderatoświr, Mistrz Gry
    Dołączył: 06 Kwi 2015
    Posty: 531
    Wysłany: 24 Kwiecień 2016, 16:32   

    Na widok swojego mistrza, lalka odczepiła się od nogi Lunatyczki i podreptała w kierunku naukowca. Powoli, z pewną delikatnością wlazła na jego ramię, wczepiając się w nie mocno. Facet słysząc litanię wyzwisk Violi, skulił się lekko w sobie. Zaczął przepraszającym tonem:
    - Ja... Mary dostała instrukcje. Miała nie krzywdzić istot inteligentnych. A z resztą... nie zamierzam wam się spowiadać. Tylko błagam, BŁAGAM, nie mówcie nikomu o tym, co tu się stało, nie mówcie nikomu o niej! Wszystkie próbki zostały... już zniszczone przez was... - dodał piskliwie. - Ale i tak nie wiem, czy były mi już potrzebne...
    W końcu zaczął mówić, gładząc Mary po głowie wolną ręką jak egzotycznego ptaka. Powoli, nerwowo, niespokojnie. Ramię z kuszą opuściło się lekko, ale nadal mogło zostać podniesione.
    - Nie stworzyłem Mary. Znalazłem ją. Trafiła tutaj z jakiegoś wysypiska ze świata ludzi. A ja potrzebowałem próbek. Nigdy nie była specjalnie inteligentna, zgodziła się na wszystkie moje modyfikacje, sama oddała mi swój kluczyk. Potrzebowała jakiegoś celu. Ja nie jestem konstruktorem, ale nie musiała być piękna. Nie znałem nawet jej imienia, dopiero, gdy wszyscy ochrzcili ją na "Krwawą Mary", zacząłem się do niej tak zwracać. Sława miejskiej legendy było mi na rękę, brzmiało to przez to zbyt nieprawdopodobnie. Z rok temu miałem już wystarczającą pulę, aby przeprowadzać... testy, dlatego zrezygnowałem z pomocy Mary. Liczyłem, że po jakimś czasie się rozkręci i będzie nieszkodliwa... Ale jakimś cudem wymknęła się z laboratorium. Chyba kontynuowała wykonywanie moich poleceń na własną rękę. Kiedy wyczytałem o niej w gazecie, to... byłem przerażony. Bez mojej kontroli była, znaczy jest dość nieobliczalna. Nie jestem Marionetkarzem, tylko Lunatykiem. Potrzebowałem jej do badań. Badań, mogących odmienić nasz świat na zawsze! - dodał z mocą.
    Powoli odsunął drogę do wyjścia. Kusza była już prawie całkiem opuszczona.
    - Słuchajcie... gdybym dał wam coś... co zaświadczyłoby o waszej... niepamięci, to wyszliście by stąd jak gdyby nigdy nic? Nie jestem bogaty, ale mam w zapasie parę artefaktów...
    _________________
    - (Music theme )
    (Psychika Charlesa w dużym skrócie )
    Elliot
    [Usunięty]




    Wzrost / waga: /
    Wysłany: 24 Kwiecień 2016, 18:01   

    Wszystkie słowa, które wypowiedziała Violet przesiąknęły Elliota. Każde słowo było prawdziwe, wiele myśli krążyło nad nim, ale nie umiał ich ubrać w słowa. To było jemu potrzebne, jego myśli z chaotycznych stały się uporządkowane, wiedział już, co myślał, dlaczego myślał i kiedy myślał. Dostał pewnego rodzaju katharsis. Jego umysł został oświecony, czuł się trochę tak, jakby obudził się z chaotycznego snu. Jednak umysł nie szedł w parze z ciałem. W jego skórze nadal tkwiły kawałki szkła, gdzie nie gdzie spływała mu krew. Na szczęście żadna z jego ran nie była na tyle głęboka, by potrzebował natychmiastowej hospitalizacji. Słysząc głos mężczyzny, który nie do końca brzmiał, jakby chciał zamordować ich Kolekcjoner postanowił w końcu wyjść z kryjówki. Powoli, trochę kulejąc wstał i zaczął iść w jego kierunku. Jego oczom ukazała się lalka, która jak gdyby niby nic siedziała na ramieniu tajemniczego mężczyzny. Wyglądała trochę mniej przerażająco, choć nadal nie było to coś, co Elliot chciałby widzieć. Zaczął się wsłuchiwać w monolog tego człowieka. Jego twarz wyglądała, jakby naprawdę tego żałował. Tylko fakt, że wparował do tego pokoju wyglądając, jakby był więcej, niż gotów zabić człowieka trochę zdziwił Lunatyka. Czyżby nagle zreflektował się, co właśnie uczynił? Był prześlepiony? Ale przez co, albo przez kogo? Może jest manipulowany, może on też jest sługą jakiejś istoty? Oby nie, bo Elliot chciał wyjść z tego gówna jak najprędzej.
    "Miała nie krzywdzić istot inteligentnych". Słucham? Czyli co, o ile zwierzątko nie posiada większej gamy słów to po zabiciu go nic się nie dzieje!? Kolekcjoner współczuł mężczyźnie, choć z każdym jego słowem w Elliocie coraz bardziej gotowała się krew. "Ten gościu jest psychopatą. Zabija zwierzątka "w imię nauki", robi to za pomocą znalezionej znajomej i nawet nie nadaje je imienia?". Tacy ludzie nie powinni chodzić po ziemi. Elliot czuł, że musi coś zrobić, inaczej wybuchnie emocjami i straci kontrolę nad sobą. Zaraz po próbie przekupstwa ofiar Kolekcjoner wybuchnął śmiechem, choć był to bardzo krótki śmiech. Zaczął powoli, lecz słychać było ironię w głosie:

    - Słucham!? Po pierwsze, rzuć kuszę. - Powiedział, po czym podniósł ręce w górę. - Myślisz, że zabiłeś kilka zwierząt, a my powiemy "No, spokojnie, każdemu się zdarza" i sobie pójdziemy jak gdyby nic? Ach no tak, zapomniałem. Mają prosty język i nie posiadają tyle inteligencji, co my, w takim razie nic nie szkodzi. O nie, kolego, musisz zapłacić za to, co zrobiłeś. Nie wiem jak, ale zapłacisz. Poza tym co to za twój projekt, który ma rzekomo zmienić świat? Opatentowałbyś go, co byś powiedział, jakby ktoś się zapytał, skąd wziąłeś materiały? "No, zabiłem kilkadziesiąt zwierzątek.". A te "artefakty", myślisz, że nasz przekupisz? Popatrz na nas, my potrzebujemy pomocy lekarza, a nie magicznych przedmiocików. Więc jeżeli to nie są bandaże, to nie myśl, że będę się śmiał tego dotknąć. Skoro już tu jesteś to byś się przydał, zabij tą lalkę. Tak, tobie na pewno pozwoli. Masz. Użyj tej kuszy. Jeden bełt, wystarczy. Skoro nie sprawia ci problem zabicie "nieinteligentnych" zwierząt, to nie będziesz miał z nią problemu. Ona już jest spaczona. Nie widzi świata poza tobą i zabijaniem. Nie uratujesz jej. Co, boisz się? Czy może chcesz jak cipka uciec i nic nie robić? Bo, o jejciu, popełniłeś błąd i teraz nie chcesz popełnić konsekwencji. Albo ją zabijesz, albo nawet nie myśl, że o tobie zapomnę. Zabijesz ją, pomożesz znaleźć jakieś bandaże i jak dla mnie jesteśmy kwita. To jak?
    Violet
    [Usunięty]




    Wzrost / waga: /
    Wysłany: 24 Kwiecień 2016, 19:12   

    Fiołka zaskoczyło to, że Zoe podzielała jej zdanie, co prawda wyrażone w dość… Ekspresywny sposób. Obcy mężczyzna zaczął się tłumaczyć z postawionych mu zarzutów. “Żałosne.” Tylko tam mogła go skwitować kotka. Nagle Elliot wychylił się z ukrycia i poszedł w ślady dziewczyn, zarzucając młodzieńcowi kolejne przewinienia. Coś w słowach Ella ją uderzyło. Kazał mu zabić tę lalkę. To prawda, że ona sama prawie nie zabiła ich, ale… Ale Violet wciąż nosiła nadzieję, że można zanieść ją do jakiegoś marionetkarza, który potrafiłby naprawić Mery i przywrócić jej człowieczeństwo. Część jej złości ustąpiła smutkowi. “Czy Elliot może mieć rację…? Dla niej już nie ma ratunku…? Tak nie może być!” Wewnątrz jej walczyły ze sobą zdrowy rozsądek, współczucie wobec Mary i sympatia do towarzysza. Po czyjej stronie stoi racja…? Jej lewa dłoń niemal automatycznie skierowała się w stronę szklanego oka i delikatnie musnęła jego powiekę. “Nie wolno nikogo skreślać ze względu na jego niedoskonałości…!” Biedny Ell nie spodziewał się, że tą ideą przekieruje na siebie gniew kotki.

    - Och, Elliot, nie wyrzucaj komuś, że ciągle ucieka jak ostatni tchórz, bo właściwie to jedyne co robiłeś odkąd tu przybyliśmy - zaczęła kąśliwie. - Dlaczego każesz mu zabić lalkę? Bezwiedną istotę, która wykonywała rozkaz swojego niezrównoważonego pana. A ty, tak do ciebie mówię - zwróciła się do nieznajomego - myślisz, że kupię tę twoją historyjkę pod tytułem znalazłem biedną Mery na śmietniku? Zapomniałeś dodać, że była umierająca i to ty ją uratowałeś, wiesz, podkreśliłbyś heroizm swojego czynu. Zwyczajne pierdolenie. Wspominałeś coś o tym, że Mery sama ci oddała twój kluczyk i że nie była zbyt rozgarniętą osobą. Mówiąc prościej wykorzystałeś jej głupotę, by stworzyć narzędzie do zabijania, którego nawet nie możesz upilnować. Przypuszczam, że kierowanie jakichkolwiek słów do niej w takim stanie, nie ma większego sensu. Wracając do ciebie Elliocie. Chcesz skreślić ją ze względu na jej defekty? Uważasz, że nie da się jej uratować? Wiem, że skala jest trochę inna, ale aż dziwi mnie, że ja nie zostałam odrzucona, ze względu na swój defekt. Cóż, może gdybym wtedy nie uciekła od mojego oprawcy, skończyłabym jak nasza mała marionetka i dzisiaj polowałbyś na mnie? Kto wie? Wiem, wiem przesadzam. Jednakże uważam, że jedyną osobą, na którą dobrze by było spożytkować tą kuszę, jest on - tu wskazała młodzieńca. Ukradkiem oka zauważyła, że chowa on broń za siebie, jakby faktycznie bał się, że zostanie ona użyta przeciwko niemu. Violet kontynuowała zwracając się do właściciela Mery - ach właśnie, w dupę se wsadź te swoje artefakty. Myślisz, że nas przekupisz czymś takim? Myślisz, że w ten sposób unikniesz kary? Jeśli osąd będzie jednogłośny, możesz już się żegnać z życiem. Jedynie możesz teraz liczyć na łaskawość moich przyjaciół, bo ja nigdy ci nie odpuszczę, na tym świecie jest wystarczająco dużo śmieci takich jak ty - to zdanie zakończyła syknięciem, jednak nie tak ostrym jak wcześniej.

    Wygłaszając swój monolog powoli zbliżała się w stronę mężczyzny, nie spuszczając z niego wzroku, jednocześnie stąpając na tyle ostrożnie, by kawałki szkła nie przebiły podeszew jej balerinek. Starała się nie wykonywać gwałtownych ruchów, bowiem jej wrogie nastawienie mogło w każdej chwili poskutkować bełtem w jej ciele, chociażby wystrzelonym panicznie i niekoniecznie na tyle precyzyjnie, by zabić kotkę na miejscu. Nie widziało jej się jednak zostawać kaleką do końca życia czy konać kilka minut w męczarniach. Postanowiła zrobić użytek z ostatków swojej mocy i zachować ją na ewentualną próbę ucieczki chłopaka. O ile nie mogłaby go tym zatrzymać, bo Mery z łatwością by rozszarpała pnącza, o tyle mogła ich przynajmniej spowolnić i resztę pozostawić Zoe. Mówiąc już o naszej Lunatyczce, niejako to w jej rękach spoczywa rozstrzygnięcie kto ma zginąć i czy w ogóle ktokolwiek ma ginąć.
     



    Biały Królik

    Godność: Zoe Liari
    Wiek: 20 lat
    Rasa: Lunatyczka
    Lubi: przygody, pojedynki, słodkości
    Nie lubi: deszczu
    Wzrost / waga: 170cm/60kg
    Aktualny ubiór: ogrodniczki, beżowa koszula, trzewiki, włosy zaplecione w warkocz
    Znaki szczególne: pobliźniona prawa ręka
    Zawód: poszukiwaczka przygód
    Pod ręką: Irys, słodkie bułki
    Broń: miecz - Irys
    Nagrody: Umbraculum, Krwawa Broszka, Bezdenna Sakwa, Zegarmistrzowski Przysmak (x2)
    Stan zdrowia: drobne zadrapania i siniaki na całym ciele
    Dołączyła: 23 Mar 2016
    Posty: 142
    Wysłany: 24 Kwiecień 2016, 21:22   

    Kiedy tylko Mary postanowiła całkiem stracić zainteresowanie lunatyczką i podreptać do mężczyzny, Zoe ostrożnie podniosła się z klęczek. Coś rozczulającego było w widoku lalki kulącej się na ramieniu swojego, jakby nie było, opiekuna. Sam nieznajomy pod wpływem pytań i oskarżeń nieco zapadł się w sobie i można było jasno dostrzec w nim strach. Taki obrót sytuacji powoli przechylał się na korzyść naszej trójki - oby tylko nic nie zepsuło zakończenia przygody.
    Krótka opowieść mężczyzny rzuciła trochę światła na całą tajemnicę Krwawej Mary. Testy, badania, odkrycia - to było coś, co Zoe, być może że względu na bycie lunatyczką, była w stanie doskonale zrozumieć. Sama w końcu ruszyła na poszukiwania lalki bez głębszego przemyślenia jakie konsekwencje może to przynieść, prawda? Byle tylko zaspokoić swoją ciekawość.
    Potrzebowała jakiegoś celu. Te słowa uderzyły Zoe mocniej, niż byłaby chętna przyznać. Sama błąkała się po świecie, szukała przygód i guza głównie po to, żeby nie czuć tej wewnętrznej pustki. Potrzeba jakiegoś głębszego celu w życiu była jej dobrze znana i tym bardziej żałowała teraz marionetki.
    Zaskoczyły ją nieco słowa Elliota, choć zapewne pomogą one uświadomić mężczyźnie perspektywę straty kogoś dla siebie ważnego. Po raz kolejny jednak skłaniała się ku opinii Violet.
    - Nie, Elliot. Spójrz na tę lalkę i powiedz mi, że to ona zasługuje na śmierć. Jedynym kto tu zawinił jest nasz pan lunatyk, ale... Ale ja jestem gotowa zapomnieć mu jego eksperymenty. - Dziewczyna zastanawiała się, czy aby nie jest zbyt naiwna. Nie mogła jednak oprzeć się wrażeniu, że mężczyzna naprawdę żałuje tego, co się wydarzyło. Poza tym wydawało jej się, że szczerze martwił się o marionetkę. A przynajmniej chciała w to wierzyć.
    - Pod jednym warunkiem. - zwróciła się do nieznajomego. - Zatroszczysz się o Mary. Zabierzesz ją do najlepszego marionetkarza jakiego znasz i zadbasz, żeby doprowadzić ją do... Normalnego stanu. I lepiej żebyś nic nie kombinował, bo w przeciwnym razie to my się zatroszczymy o to, żeby całe miasto mówiło o twoich badaniach. - starała się zrobić groźną minę. Prawda była jednak taka, że nie była pewna co do tego, jak mogliby sprawdzić czy lunatyk naprawdę ich posłucha. Zostawało im chyba tylko liczyć na to, że najadł się on wystarczająco strachu i teraz pragnie już tylko spokoju.
    Postanowiła na razie przemilczeć próbę ich przekupstwa, ale w głębi liczyła na to, że młodzieniec nie zapomni o swojej ofercie. Nawet jeśli bardziej zależało jej na bezpiecznym wydostaniu się z kamienicy, to w końcu co to za przygoda bez skarbów?
    _________________

    x x x x
    sygnaturka by waifu aka Violet <3
     



    Oaza Spokoju

    Anarchs: Rebeliant
    Godność: Charles Belladonna Verbascum
    Rasa: Kapelusznik
    Lubi: wszystko, wszystkich, ( nie licząc wyjątków, patrz: niżej)
    Nie lubi: Nierówności, rodu Rosarium, ludzi będących jednocześnie złymi i zdrowymi psychicznie
    Wzrost / waga: 183 cm/ 63 kg
    Aktualny ubiór: Zielony cylinder schowany pod ubraniem , włosy zaplecione w swoje warkocze, znowu szara bluza i kaptur
    Zawód: Elektryk (?) Amator (?)
    Pan / Sługa: jakakolwiek służba jest sprzeczna z zasadami moralnymi Charlesa
    Pod ręką: podniszczone MP3, talia kart, mały zegarek, ładowarka do MP3, srebrna łyżka, rzeczy, które chowa jego cylinder...
    Broń: szpada zwana Dziurawcem
    Bestia: rawnar wody, Kapeluterek
    Nagrody: Bursztynowy Kompas, Czarodziejska Wstęga, Zegarmistrzowski przysmak
    Stan zdrowia: siniak na potylicy, krwotok z nosa
    SPECJALNE: Moderatoświr, Mistrz Gry
    Dołączył: 06 Kwi 2015
    Posty: 531
    Wysłany: 30 Kwiecień 2016, 17:31   

    Mary spojrzała się na Elliota. Bardzo powoli, jakby głęboko wsłuchiwała się w jego słowa. PO czym spojrzała na Zoe. Przekrzywiła głowę.
    - No błagam was. Ja nie mogę ta... -
    Tamten nie skończył. NIie mógł skończyć, gdy Marionetka jednym szarpnięciem poderżnęła mężczyźnie gardło i odbiegła w mrok. Tamten rzęził jeszcze przez chwilę, lecz zaraz osunął się na kolana. Jego krew zmieszała się z krwią jego próbek. Co ją do tego skłoniło? Może nie znała wcześniej innego traktowania? A może po prostu była wewnętrznie zła i lubiła zabijać? A może nie chciała pozwolić, aby ktokolwiek ją zniszczył... Cokolwiek by nią nie kierowało, naukowiec był martwy.
    A nasza trójka? Może odejść, nie niepokojona przez nikogo. To najlepszy prezent, jaki mogli otrzymać od losu. Czy Krwawa Mary jeszcze udeży? Ciężko stwierdzić. Być może znajdzie kogoś, kto potraktuje ją lepiej, lub pozwoli zebrać więcej krwawej posoki...


    Przepraszam za tak nagłe zakończenie fabuły. Planuję kontynuować ją w późniejszym terminie - coś jak część druga o.o"
    _________________
    - (Music theme )
    (Psychika Charlesa w dużym skrócie )
    Elliot
    [Usunięty]




    Wzrost / waga: /
    Wysłany: 1 Maj 2016, 12:00   

    Elliot wsłuchał się w to, co miały do powiedzenia dziewczyny. To, co powiedziała Violet uderzyło w niego. Zachował się jak ostatni hipokryta. Było mu szkoda Marionetki, pomimo tego, że widział w niej tylko zniszczony przez właściciela światopogląd. Ale coś czuł. Jakby jakaś cząstka człowieczeństwa nadal tkwiła w lalce. Czuł ból, bo wysłał ją na śmierć. Wystarczy, że ten człowiek się posłucha Lunatyka i weźmie kuszę. Jeden strzał. Tak mało potrzeba, by zabrać życie drugiej osobie. "Nie, nie zabijaj jej proszę, dziewczyny mają rację" powiedziałby Elliot, gdyby nie fakt, że Mary własnie wpakowała szpon w gardło mężczyzny przerywając jego zdanie. Chwilę kaszlał, a przynajmniej próbował. Przeszkadzał mu fakt, że jego gardło nie było w jednym kawałku. Złapał się za szyję , upadł na kolana, jego oczy zalały się łzami. Upadł. Niebieska plama krwi zmieszała się z różnokolorowym jeziorem pozostawionym przez Kolekcjonera. W sumie to nawet trochę widowiskowo to wyglądało, pomijając fakt, że była to krew. Mężczyzna leżał nie okazując oznak życia, a lalki nie było. Kiedy uciekła? Gdzie? Nie wiadomo. Wiadomo było natomiast, że nie było po niej śladu.

    - Miałyście racje, - zaczął do dziewczyn, jednak zdawałoby się, jakby mówił trochę do siebie, trochę do trupa pod jego nogami, a trochę do lalki, której już nie było, - Trochę inaczej się patrzy na kogoś, kto chciał zabić twojego przyjaciela, a potem siedział na tobie gotowy poderżnąć ci gardło. Nie widziałem w tej lalce nic, zero człowieczeństwa, spaczony umysł, zero ratunku. Ale zapomniałem, że najważniejsze jest niewidoczne dla oczu. - Elliotowi zdawałoby się jakby już słyszał gdzieś to zdanie. - Ta lalka nadal żyła, oddychała, myślała. Nadal była istotą ludzką, nadal miała swoje marzenia i problemy. Bez względu na przeszłość. Mam nadzieję tylko, że teraz ma się dobrze. - Ostatnie zdanie pokwitował małym uśmiechem.

    Z braku żadnej akcji, która, gdyby miała zostać zapoczątkowana już byłaby dawno zapoczątkowana Elliot pomyślał, że to już koniec tej przygody. Dzięki Bogu. Teraz czas się zmywać. Żeby nikt ich nie zobaczył w takim stanie, bo na pewno musieliby się tłumaczyć. Po prostu, dziwny sen. Ich tu nie było. A te rany, no cóż, wypadki chodzą po ludzi... istotach?
    Kolekcjoner popatrzył na to, co wyrządzili i zignorował myśl o sprzątaniu. Nie ważne jak się było dobrym człowiekiem, to wymagało za dużo czasu. Poza tym nie mieli żadnych przyrządów pomocniczych. Tak czy siak, już mu się kręciło w głowie od tego zapachu. Trzeba stąd ruszać. Pokazał dziewczynom oczami w stronę wyjścia i, jak gdyby niby nic udał się w tamtą stronę. Wychodząc poczuł, jakby to wszystko, to był koszmar, a on właśnie obudził się w miękkim łóżku w jego domu. "Tak, to na pewno był sen." - pomyślał.

    (z/t)
    Wyświetl posty z ostatnich:   
    Po drugiej stronie krzywego zwierciadła... Strona Główna
    Odpowiedz do tematu
    Nie możesz pisać nowych tematów
    Nie możesz odpowiadać w tematach
    Nie możesz zmieniać swoich postów
    Nie możesz usuwać swoich postów
    Nie możesz głosować w ankietach
    Możesz załączać pliki na tym forum
    Możesz ściągać załączniki na tym forum
    Dodaj temat do Ulubionych
    Wersja do druku

    Skocz do:  



    Copyrights © by Spectrofobia Team
    Wygląd projektu Oleandra. Bardzo dziękujemy Noritoshiemu za pomoc przy kodowaniu.

    Forum chronione jest prawami autorskimi!
    Zakaz kopiowania i rozpowszechniania całości bądź części forum bez zgody jego twórców. Dotyczy także kodów graficznych!

    Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
    Template AdInfinitum
    Strona wygenerowana w 0,14 sekundy. Zapytań do SQL: 9