• Nie minęło zbyt wiele czasu od rozpoczęcia działalności AKSO, a po całej Otchłani rozniosła się wieść o tajemniczej mgle, w której znikają statki. Czytaj więcej...
  • Wstrząsy naruszyły spokój Morza Łez!
    Odczuwalne są na całym jego obszarze, a także na Herbacianych Łąkach i w Malinowym Lesie.
  • Karciana Szajka została przejęta. Nowa władza obiecuje wielkie zmiany i całkowitą reorganizację ugrupowania. Pilnie poszukiwani są nowi członkowie. Czytaj więcej...
  • Spectrofobia pilnie potrzebuje rąk do pracy! Możecie nam pomóc zgłaszając się na Mistrzów Gry oraz Moderatorów.
Trwające:
  • Skarb Pompei
  • Zmrożone Serce


    Zapisy:
  • Chwilowo brak

    Zawieszone:
  • Brak


  • Drodzy użytkownicy, oficjalnie przenieśliśmy się na nowy serwer! Dokładne informacje na fanpege'u Spectrofobii lub forumowym Discordzie (odnośniki po prawej)!



    Zapraszamy do zapoznania się z Uśrednionym Przelicznikiem Waluty. Mamy nadzieję, że przybliży on nieco realia Krainy Luster i Szkarłatnej Otchłani.

    Szykujcie się na słodkie Walentynki i Dziewannę!

    Zimowa Liga Wyzwań Fabularnych nadeszła. Ponownie zapraszamy też na Wieści z Trzech Światów - kanoniczne zdarzenia z okolic Lustra i Glasville. Strzeżcie się mrocznych kopuł Czarnodnia i nieznanego wirusa!

    W Kompendium pojawił się chronologiczny zapis przebiegu I wojny pomiędzy Ludźmi i KL. Zainteresowanych zapraszamy do lektury.

    Drodzy Gracze, uważajcie z nadawaniem swoim postaciom chorób psychicznych, takich jak schizofrenia czy rozdwojenie jaźni (i wiele innych). Pamiętajcie, że nie są one tylko ładnym dodatkiem ubarwiającym postać, a sporym obciążeniem i MG może wykorzystać je przeciwko Wam na fabule. Radzimy więc dwa razy się zastanowić, zanim zdecydujecie się na takie posunięcie.

    Pilnie poszukujemy Moderatorów i Mistrzów Gry. Jeżeli ktoś rozważa zgłoszenie się, niech czym prędzej napisze w odpowiednim temacie (linki podane w polu Warte uwagi).

    ***

    Drodzy użytkownicy z multikontami!
    Administracja prosi, by wszystkie postaci odwiedzać systematycznie. Jeżeli nie jest się w stanie pisać wszystkimi na fabule, to chociaż raz na parę dni posta w Hyde Park
    .
    Marionetki – otwarte
    Kapelusznicy – otwarte
    Cienie – otwarte
    Upiorna Arystokracja – otwarte
    Lunatycy – otwarte
    Ludzie – otwarte
    Opętańcy – otwarte
    Marionetkarze – otwarte
    Dachowcy – otwarte
    Cyrkowcy – otwarte
    Baśniopisarze – otwarte
    Szklani Ludzie – otwarte
    Strachy – otwarte
    Senne Zjawy – otwarte
    Postaci Specjalne – otwarte

    Ponieważ cierpimy na deficyt Ludzi, każda postać tej rasy otrzyma na start magiczny przedmiot. Jaki to będzie upominek, zależy od jakości Karty Postaci.



    » Ogród Strachu » Szkarłatny staw
    Poprzedni temat :: Następny temat
    Autor Wiadomość
    Shiv
    [Usunięty]




    Wzrost / waga: /
    Wysłany: 10 Wrzesień 2015, 10:42   

    Moment, w którym Shiviette traciła kontrolę nad dotykaniem jej ciała, był zazwyczaj nieprzyjemnym dla osób, które zdecydowały się ją odebrać. Tak też i tym razem, bez wyjątków, bez litowania się czy też specjalnych ulg, bo „Kwiatuszek przecież starał się być miły.”
    - Co ten typ sobie wyobraża?! – Ślepia gdyby mogły, z całą pewnością od razu rozszarpałyby Cedrika. Shiv jednak dla zabawy nie zabijała. Co nie znaczyło, że ten nieprzemyślany ruch ujdzie mu płazem.
    Natychmiast po jej ciele przebiegły mocniejsze ładunki elektryczne, które nie tylko jak uprzednio mogły go delikatnie popieścić, ale tym razem już doprowadziły do paraliżu jednej z górnych kończyn (pozwolę sobie na wybranie przez Cedrika której). Dziewczyna odepchnęła go, sama nie ruszając się z miejsca, a iskierki nienawiści tańczyły w jej oczach.
    - Ostrzegałam. Następnym razem nie będę tak pobłażliwa, nie tylko na słowa uważać powinieneś. – Całą atmosferę wieczoru szlag trafił. Choć w żaden inny sposób teraz nie zagrażała mężczyźnie, powinno do niego dotrzeć, że więcej szans nie dostanie. To coś w stylu dać palec, a weźmie całą rękę. I nie z każdym mógł tak pogrywać.
    - Ale nie ma tego złego. Kupił bajeczkę, pamiątki po MORII idealnie się do tego nadają. – Shiv czuła jak skroń Czerwonych Ślepi opiera się o jej ramię, a włosy delikatnie łaskoczą wrażliwą skórę na ciele. Ona miała pozwolenie.
    - Jakie to ma znaczenie, skoro nie ma po co jej kontynuować? – Czy te wtrącane, wyrwane z kontekstu rozmowy zdania nie robiły na nim żadnego wrażenia? Nie wnikała, z jakimi dziwadłami musiał na co dzień przebywać.
    Szklana Panna odchrząknęła i zachowując od Cedrika niezmienną odległość wznowiła rozmowę, jakby nigdy nic, choć w głowie najróżniejsze myśli się przewijały.
    - Mhm. Jak łatwo to z ran pozostawionych przez tych sukinsynów wywnioskować. Nie mam im za złe tego, co zrobili mnie. Mam im za złe to, co zrobili reszcie.
    Które z nich było bardziej głupie i naiwne tak bardzo obnażając się ze swoimi umiejętnościami, ciężko było stwierdzić, jednak dziewczynie ani przez chwilę nie przeleciała przez głowę podobna temu stwierdzeniu myśl. Czemu miałaby w siebie zwątpić? I to na widok kogoś, kto kryje się jak tylko potrafi?
    - Owszem, olbrzymia. Nie zamierzam ukrywać czegoś, w czym czuję się pewnie. Bardzo pewnie. Do tego stopnia, że będę się swoimi maleństwami chwalić przed całym światem. Niech wie, niech próbuje ze mną swoich sił. Wtedy okaże się czy było warto czaić się jak tchórz z rzekomymi asami w rękawach. Ale z reguły nie zabijam bez powodu, dlatego póki jesteś grzeczny, nie sprawdzimy się na polu walki.
    Jej zdanie na temat Hany coraz mocniej się wyrabiało. Niekoniecznie było prawdziwe, ale w takim świetle już go na zawsze zapamięta i innej opcji do głosu nie dopuści. Mieli szansę się przed sobą zaprezentować, pierwsze wrażenie wszak było najważniejsze.
    Doczekała się także prezentacji jego umiejętności. I to ją oskarżał o lekkomyślność? Moce jak moce, każdy z magicznych je posiadał, dlatego nie miała zamiaru się nimi zachwycać ani ich lekceważyć. Zdawała sobie sprawę, że nie ich siła była kluczowa, lecz umiejętne posługiwanie się nimi, znajomość mocnych i słabych stron oraz doskonalenie się i obcowanie z nimi.
    Te, które posiadała Shiv idealnie nadawały się, kiedy samo ostrze miecza nie wystarczało, należało czymś zająć przeciwnika lub pozbyć się natręta, jak to miała możliwość zaprezentować. Głownie polegała na umiejętności walki, ale wiadomo – w magicznym świecie bez magii się nie obejdzie. Zwykły człowiek zdechnie tu, jeśli nie dostąpi błogosławieństwa zarażenia Anielską Klątwą.
    - Z wodą chyba nie masz kłopotu. Znajduje się w każdym z nas. Nie mniej, nie przemęczaj się, żeby się wszystkim tym ze mną podzielić.
    W trakcie jedzenia kilkukrotnie przewróciła oczami słysząc jak Cedrik się nad sobą użala, między wierszami wyłapując szczegóły o jego rasie. To także robił na pokaz? Aby umniejszyć swoje zdolności? W takim razie po co było chwilę temu to przedstawienie? Znów czuła, że grał w zależności od sytuacji.
    - Nie chcę od ciebie żadnych informacji. – Otarła otwartą dłonią twarz, a patyk, na który nadziane było zwierzę odłożyła kawałek od siebie. - Zastanawia mnie tylko, co dalej zamierzasz. Ruszasz na poszukiwania, zostajesz umilać mi życie, a może nic mi do tego i znikniesz wraz ze świtem? Ach, to nawet nie byłoby dla mnie dziwne.
    - Dziś nie zniknę, piękna, obiecuję.
    Wstała prostując kości i otrzepując z siebie piasek. Później skierowała się na sam brzeg wpatrując we wszechobecny szkarłat. Nie, nie obawiała się, że Cedrik wpadnie na głupi pomysł. Kolejny zresztą dzisiejszego wieczora. Nie czuła się przy nim zagrożona.
    Cedrik
    [Usunięty]




    Wzrost / waga: /
    Wysłany: 16 Wrzesień 2015, 01:54   

    W jednej chwili poczuł delikatne uczucie, towarzyszące iskrze, a pózniej coś, przypominające rozdzieranie ciała przez dzikie bestie. Prąd swobodnie przechodził przez jego ciało, mięśnie spinały się, a dłonie odruchowo zacisnęły się na rażącym projekcie. Taki genialny mechanizm obronny stworzyła matka natura. Kiedy już nie było mowy o jego woli, bo ta była zatopiona w morzu elektryczności, kiedy jego oczy na moment przysłoniła mgła, stało się coś co było dla niego błogosławieństwem. Czy to ruch spowodowany drgawkami, dobra wola Shiviette, bądz jeszcze jakiś inny pomiot. Ból z chwili na chwilę robił się mniej intensywny, a po kilku sekundach zrozumiał że to koniec. Na całe szczęście, bądz nieszczęście nie znając zamiarów Owcy oderwał się. Czuł jak jego prawa, silniejsza ręka oberwała dość mocno. Przez wywołane skurcze nie mógł opuścić jej w dół. Wszystko piekło od środka, ale przedramię i ramię ogarniało zupełnie inne odczucie. Najwyrazniej akurat ta część ciała postawiła się i stałą się opornikiem w tej przykrej dla Cedrika sytuacji.
    To wszystko wywołało na nim nie duży szok. Przez tak długi czas z dala od innych, zapomniał że czasami trzeba uważać, wysuwając się z sercem, czy dobrymi pobudkami, szczególnie gdy nie jesteś pewien jak zareaguje druga osoba. Otumaniony i osłabiony spoglądał na nią, z wielkim zainteresowaniem ale i zmęczeniem. Mrużył powieki, które z sekundy na sekundę robiły się dla niego co raz to cięższe. Ogólny stan posiadania ich, był dla niego teraz kłopotem. Chciał mieć oczy otwarte, dla tego uporczywego wpatrywania się w bliznę. Domyślał się, że nie jest to oczekiwane przez drugą stronę, ale on widział w tym kilka rzeczy, które po prostu nie dawały mu spokoju, dlaczego więc miał by się tym nie dzielić?
    -To jest piękne.--wciąż wpatrywał się w ,,Pamiątkę" dziewczyny.-Zatrważające...- z każdym słowem jego głos słabł, jak by milkł gdzieś w pełnym hałasu pomieszczeniu.-Urocze...- skomentował. -Niebezpieczne.- podsumował.
    Tak dawno nie czuł bólu, że nie wiedział już jak ma się zachować. Najgorsze było to, że porażenie prądem nie powoduje samego bólu, ale też okropne zmęczenie, związane z chwilową przyśpieszoną pracą serca. Bezpardonowo można powiedzieć, że wyglądał jak ósme nieszczęście.
    W końcu udało mu się usiąść, tak, by nie wyglądał jak pokraka. Bardzo wolno prawą, górną kończynę i oparł ją na kolanie. A po chwili spuścił głowę. [Można powiedzieć że usiadł jak samuraj, który przygotowywał senpuku.]
    Jej głos wyrwał go z chwilowego zamysłu. Uniósł lekko swoje niebieskie tęczówki, odbijające światło z ledwo już tlącego się ogniska.
    -To nic. - powiedział, kiedy nie był pewien, czy wyczytał z jej twarzy pewnego rodzaju rozmyślenie. On też nie raz rozmawiał z sobą, swoimi lalkami, a czasami nawet z powiernikami śmierci. Miał tylko skrytą nadzieję, że dobrze to wszystko rozumiał, a nie Owca powiedziała coś do niego i on to przeinaczył.
    -Musisz tylko pamiętać.- z trudem wziął głęboki oddech.-Że to ty rządzisz, nie ,,to".- skwitował czerwone ślepia, których nie był w stanie zobaczyć i splunął niekulturalnie gdzieś w bok, po czym odkaszlnął mocno. Wiedział że to wszystko niedługo przeminie, zostanie tylko uporczywy ból ręki przez kilka najbliższych godzin.
    -Reszta?- powtórzył pytająco. Wiedział że na swój sposób może to być denerwujące, a kolejnym argumentem było to że mężczyzna robił tak dość często. -Widzisz? Też jest w tobie, takie coś jak we mnie.- sam nie wiedział co ma dokładnie na celu. Chciał przybliżyć ich do siebie? A może zyskać na ściętej głowie przez to całe porównanie.
    -To było do przewidzenia, że czujesz się pewnie. Nie speszyła Cię moja obecność, na samym początku. Eksponujesz swoich ,,przyjaciół", bardzo łatwo rozpoczynasz rozmowę. W tych czasach trudno jest o takie konwersacje. Trudno jest znalezć takiego wariata. Tylko wariaci, są coś warci. Tylko oni są pewni siebie. Tylko oni, dążą do celu, tylko oni ostatecznie przeżyją.- całą sentencję wypowiadał z wielkim trudem, ale było widać że w niewyraznym szepcie starał się znacząco podkreślić słowo ,,tylko". Nie czuł oporu by nazwać ją wariatem. Dobra, narrator żartował. Czuł opór, który przed chwilą stanowiła ręka dla małych, złotych iskierek, rozchodzących się po ciele. Z ogromną niechęcią fizyczną uniósł prawą dłoń przed siebie, celując na jej ramię.
    -Jestem grzeczny? Mam nadzieję, że lubisz, czy lubicie grzecznych mężczyzn... Ale kiedy nie będę? Gdy znów Cię dotknę? Gdy przyłożę Ci nóż do krtani? W momencie kiedy rzucę w Ciebie swoimi marionetkami? Ochlapię Cię wodą?- nieprzerwanie paplał. Jak na kogoś w takim stanie, miał jeszcze sporo sił by mamłać jęzorem. To było naprawdę zadziwiające. Sam piszący, odpadł by już po kilku chwilach. Ale poczekajmy! W końcu jesteśmy w magicznym świecie!
    -Jak będę niegrzeczny, to wtedy mnie zabijesz?- wyciągał się co raz bardziej w jej stronę, lecz porażona kończyna wciąż cofała się, zaginała swoje chude palce, trudno było dążyć jej do wyznaczonego celu.
    -Tak. Nawet teraz czuję że jest jej w tobie dużo.- mruknął cicho i odwrócił na chwilę zmęczone oczy. Już chyba nie chciał jej okłamywać, a jednak to robił. Bał się? Ale czego? Śmierci, której cały czas pragnął?[Na zaś i zapas powiem Ci, że na mocy Administracji, po moim wcześniejszym wykorzystywaniu posiadanej umiejętności, zostało uniemożliwione kontrolowanie wody w ciele istot.]
    -Jak uważasz.- obserwował dokładnie jej ruch dłoni. Kiedy ocierała usta, na chwilę zatrzymał się na nich, by dopiero pózniej podążyć wzrokiem za patykiem.
    -W tej sytuacji, to chyba ty zadecydujesz...- bujnął się mocno na kolanach, wciąż z tak samo wystawioną ręką. Robił głupie rzeczy. Oszalał. To koniec jego racjonalnego myślenia. Jedyne o czym myślał w locie, to by dotknąć białowłosą jeszcze raz, tak więc na tej czynności i jej wykonywaniu też się skupił. Wszystko zależało od jej reakcji.
    -Zabijesz mnie?- to było ostatnie, co wyleciało z jego ust.


    W stanie tak głębokiej choroby i przypominając sobie mój pobyt w szpitalu związany z prądem, trochę się wczułem. Wstałem, więc czemu miałem tego nie napisać? Już i tak długo czekałaś. Zezwalam Ci na wszelkie akcje, związane z tą wyciągniętą ręką, próbą dotknięcia, czy dziwnym językiem. W grę wchodzą rónież ciężkie uszkodzenia ciała, o ile nie skończą się śmiercią jegomościa. Dzięki za Cierpliwość w czekaniu! <3 <:
     



    Kapitan Szkarłatnych Piratów

    Godność: Edward Francis Blackteeth
    Wiek: 37
    Rasa: Lunatyk
    Wzrost / waga: 183 / 81
    Aktualny ubiór: .
    Pod ręką: .
    Dołączył: 11 Kwi 2015
    Posty: 43
    Wysłany: 28 Wrzesień 2015, 23:08   

    W trakcie gdy nasza dwójka poznawała się w mniej lub bardziej przyjemny sposób, okolice stawu zaczęła zakrywać mgła. Mgła? Nie jest na to trochę za wcześnie?
    Biała chmura zbliżała się coraz bardziej ze strony wody. W oddali nie można już było rozróżnić co jest wodą, a co już nią nie jest. Mogłoby to być tylko złudzenie optyczne, gdyby nie to, że po jakimś czasie, zaczynała ona pochłaniać ląd.
    Nim Cedrik doszedł do siebie, mgła już otaczała zarówno jego jak i jego towarzyszkę. Była tak gęsta, że nie mogli zobaczyć nawet własnej ręki podstawionej pod nos. Można było za to usłyszeć kroki. Jakby nóg ukrytych w butach na lekkim obcasie.
    Gdy mgła częściowo zniknęła, Marionetkarz nie mógł nie zauważyć, że obok niego brakuje jego lalek. Mimo iż nie widział jeszcze swojej towarzyszki, mógł zauważyć, że oddala się od nich pewien osobnik. W dość szybkim tempie, a na ramieniu miał przerzucone coś co do złudzenia mogło przypominać marionetki Cedrika. A może to on je ukradł? Jeśli ktoś chciał go gonić, to jeśli wyruszyłby natychmiast to możliwe, że miałby szansę złapać go bez większych problemów.
    Wysoko nad złodziejem majaczył kształt wyglądający jak ptak. Zaraz! Czy to nie jest czasem papuga?


    //Akcja dzieje się już po tym jak Cedrik doszedł do siebie po porażeniu prądem.
    Co zrobi? Wyruszy za złodziejaszkiem? A może uzna to za coś zupełnie nieważnego? W końcu, przecież może zrobić nowe lalki prawda?//
    Shiv
    [Usunięty]




    Wzrost / waga: /
    Wysłany: 12 Październik 2015, 20:03   

    Nie. Dość. Tego już było za wiele. ZA WIELE. Na próżno zdawały się te urocze słowa, sympatyczny ton głosu, dalekosiężne obietnice, skutecznie ukrywane kłamstwa, przechwałki, choć nie bezpośrednie, o swojej wielkości. Na nic.
    Cokolwiek Cedrik swoją postacią do tej pory wykreował w głowie Shiviette, obraz pękł jeszcze szybciej niż zrobiłaby to niezawodna mydlana bańka. Połechtana próżna strona uciekła w siną dal, nie pozostawiała miejsca na sentymenty. Jedynym celem, jaki jej świtał, było niewątpliwie pozbycie się problemu, jednak twarz nie wyrażała nic więcej poza opanowaniem. Tak, mimo wszystko nie rzuciła się na niego, choć idealnych ku temu okazji dostrzegała mnóstwo. Natrętne, parszywe plugastwo nie znało swojego miejsca.
    - Wybacz Skarbie, do końca miałam nadzieję.
    - A ja od początku jej nie miałam. – Nie poświęcała chwili na spojrzenie w stronę Ślepi. Już dość się na nie napatrzyła w swoim życiu. Teraz znalazła sobie inny, ciekawszy cel. I on aż sam się prosił o uwagę.
    - Zabawne. Przecież jesteśmy tą samą osobą.
    Zaraz po tych słowach towarzyszka zwyczajnie zniknęła. Nie było jej już u boku Shiv, nie komentowała jej poczynać, czy też nie ubierała w słowa myśli, które – jakby nie patrzeć – wewnątrz niej się kotłowały. Nastała błoga cisza przerywana może jakimiś dźwiękami otoczenia, ale i one traciły tutaj swój blask, bowiem nie było nawet chwili czasu, by móc w spokoju się na nich skupić.
    Ostatni fałszywy krok ważący na jego życiu. Aż tyle postanowił zaryzykować.
    Nie miał jednak najmniejszej szansy dotknąć kobiety, szczególnie teraz, gdy była na tym punkcie wyczulona. A przecież tak miło mogli spędzić ten wieczór, na cóż realizacja tych idiotyzmów?
    Ale. Nie ominął go jakże czuły dotyk ze strony Szklanej Panny. Uchyliła się ona na tyle, by wyciągnięta łapa tego prostaka nie mogła jej w żaden sposób dosięgnąć. Zresztą niby jak, skoro była sparaliżowana, hm? Sama natomiast zdecydowanym, a przede wszystkim celnym uderzeniem doprowadziła do bliskiego spotkania własnego łokcia z żuchwą Marionetkarza. Czy coś zachrobotało, czy polała się krew, a może skrzywił się wyłącznie z bólu lub roześmiał jej prosto w twarz, mało ją obchodziło. To jeszcze nie był koniec, więc na efekty poczeka.
    Wyprostowana wstała z miejsca w dłoni trzymając jeden ze swoich mieczy, ten spiczasty. Milczała, ponieważ w głębi czuła, że i samymi słowami mogłaby zabić.
    - Spieprzyłeś swoją trzecią, ostatnią szansę. Gratuluję. – Nie, nie zamierzała wcale mu bić brawa, choć taka scena rodem z Batmana wchodziła w rachubę. Zbliżyła się do niego, tym razem nie tylko czując, ale i pokazując swoją wyższość poprzez stanie tuż nad nim. - Tak bardzo ci się podobają moje blizny? Hm? Może sam chciałbyś otrzymać ode mnie pamiątkę? Będziesz mógł dotykać ją do woli, we własnym pieprzonym zaciszu, z łapami z dala ode mnie.
    W zależności od tego, czy znajdował się on odwrócony przodem czy tyłem do kobiety, przyłożyła koniec ostrza do jego krtani lub karku. Jeśli był grzeczny i się nie wyrywał, wbiła je mocniej na tyle, by bez problemu rozciąć skórę na długości kilku centymetrów. Bawiła się z nim, niczego na siłę nie przyspieszała, o ile sam Cedrik jej do tego nie zmuszał kolejnymi głupimi pomysłami. Na koniec, żeby jeszcze przez jakiś czas o niej przypadkiem nie zapomniał (no i jeżeli okoliczności na to pozwalały) druga strona twarzy mężczyzny także została obita ubłoconą podeszwą. Takie to przeciętne, a ile satysfakcji dało Szklance.
    Nie chciała więcej patrzeć na tę odrzucającą mordkę, schowała oba miecze do pochew przepiętych na plecach i rozejrzała się, czy aby na pewno nie pozostawiła jakiejś cennej rzeczy.
    W tym czasie otaczający ich krajobraz uległ stopniowej zmianie. Nie przywiązywała wcześniej do tego większej wagi zajęta upominaniem. Na dodatek czym dziwnym miałaby być mgła pojawiająca się tuż przy wodzie?
    Ta jednak nie wróżyła niczego dobrego. Nie wyglądała także na taką naturalną, wywołaną efektami środowiska. Sposób w jaki gęstniała oraz się rozchodziła dawał wiele do myślenia, tym bardziej, że w mig Shiviette nie widziała niczego poza czubkiem własnego nosa.
    - Nie kombinuj. – Mógł mieć coś więcej w zanadrzu, niż to, co jej pokazał, dlatego dziewczyna pozostawała w pełnej gotowości, spinając wszystkie mięśnie i wytężając zmysły na dźwięk zbliżających się kroków. Nie, to nie był Cedrik. Nie tak brzmiały odgłosy spod jego butów, którym przysłuchiwała się nim tutaj ostatecznie dotarł.
    Obecność osoby trzeciej dawała szanse na kolejną potyczkę, a ich właśnie w ostatnim czasie Shiv miała zbyt mało. No już, pokaż się.
    Ale mgła powoli się rozchodziła nie dając żadnych konkretnych odpowiedzi. Wraz z nią i ona chciała zniknąć. Ale kto wie, co się mogło za tym kryć?
    Cedrik
    [Usunięty]




    Wzrost / waga: /
    Wysłany: 13 Październik 2015, 18:22   

    Kiedy mgła zaczęła pokrywać miniaturowe wybrzeże mężczyzna starał się zachować choć trochę rozsądku w swoim szaleństwie. Brzmi to bardzo niedorzecznie, prawda? Było już za pózno na zareagowanie w takiej sytuacji. Właśnie dążył do... właściwie do czego dążył? Chyba do końca. Łokieć jak wspomniała Shiv celnie uderzył prosto w marionetkarza. Szczęka zagruchotała niczym łamane gałęzie, nadepnięte nie ostrożną stopą. Głowa gwałtownie przechyliła się wraz z siłą kinetyczną ciosu. Krew, która wydobyła się z jego ust rozprysła się po półkręgu, a kiedy szyja wyhamowała, reszta posoki powoli zaczęła wypływać w dół. Ta z dolnej cześci ust spływała wolno, jednak zdecydowanie po jego brodzie, następnie krtani i ostatecznie wsiąkała gdzieś w czarną koszulę. Natomiast ta z górnej kapała, roznosząc systamtyczny rozgłos na ziemi. Sam osobnik złapał się tuż nad kołnierzem krztusząc mocno. Zaczął kasłać i wypluwać poplamione na karmazynowy kolor zęby wraz z ciecząc, panicznie i instynktownie łapiąc powietrze. Ani trochę nie było mu do śmiechu w tej sytuacji. Tak mocne uderzenie zwróciło ku rzeczywistości, zdarzeń których teraz nie mógł już zatrymać. Jego serce zaczęło bić mocniej, ale ciało ogarnęło wielkie zmęczenie. Porażenie prądem, plus taki wstrząs wywarł na jego organizmie spore zaskoczenie, niepewność i przywrócił choć część czystego umysłu. Żuchwa ledwo trzymała się na prawym ,,zawiasie", przez co jego umorusana twarz wyglądała niczym u zmasakrowanego trupa. Kiedy mógł spokojnie nabrać powietrze odwrócił bardzo powoli głowę w stronę swojej pięknej napastniczki. Miał właśnie okazje dokładnie usłyszeć jej słowa i zobaczyć oręż, dążący tuż do jego ciała. W sporym grymasie bólu wypisanym na twarzy spojrzał na nią, spokojniejszym wzrokiem, może nawet najspokojniejszym tego wieczoru. Starał się patrzeć prosto w jej oczy. Tak najłatwiej jest rozumieć co ktoś mówi.
    -Głupotą jest próbować tego samego, oczekując innych rezultatów. Ale gdyby się udało?- jego słowa można było nazwać ledwo zrozumialnym bełkotem, co było raczej oczywiste w takim stanie fizycznym. Uniósł powoli dłoń. Tak by dziewczyna mogła ją widzieć i zareagować w razie potrzeby. Zacisnął dłoń na jej ostrzu, które wtapiało się w jego skórę. Czuł jak zimna sal oznaczyła go małą kropka, a każdy gwałtowny ruch może przypłacić zarówno blizną jak i życiem. Czy on może się wreszcie zdecydować czy chce zdechnąć? Zacisnął palce na ostrzu. Czuł pod nimi jak bardzo ostre jest. Materiał rozciał jego skórę, tak jak w przypadku przytrzymywanej klingi przy krtani. Cały czas patrzył się jej w oczy. Nie chciał zgubić tego kontaktu wzrokowego.
    -Nie tylko blizny.- wypaplał znów, i odchylił się gwałtownie do tyłu. Miał w zamiarze zrobić to samo w kierunku kobiety, jednak jego percepcja nie wytrzymała, a on sam runął na plecy . Przejechał kończyną po mieczu, a ten zostawił estetyczny i głęboki ślad rozcięcia na tuż przy końcach palcy. Najpewniej gdyby w tej sytuacji pojawiło się zamachnięcie, palce opadły by jeden po drugim na grunt. Na chwilę przymknął oczy. Syknął z bólu i patrzył się dalej w tym samym kierunku. Cały czas, z tylko tą krótką przerwą. -Ta mgła.- pomyślał, wiedząc że nie jest to nic naturalnego. Nie mógł uwierzyć że osoba tak silna, tak zaprawiona w bojach nie mogła zauważyć tego samego. Siedzieli tutaj dość długo. Nic nie nagrzewało wilgotnej tutaj gleby, ani samej wody. Oprócz ich małego ogniska, któe nie wiele by zdziałało. To nie natura stworzyła te opary, tylko ktoś. Ale po co? Usłyszał kroki. Ciężkie, grube. Na czujność białowłosej i jej słów nie zareagował. Co miał by kombinować? W jaki sposób? Może jest jeszcze jeden! No tak!
    -Dziękuję...- wymamrotał. -Dziękuję za jedzenie. To było najmilsze, co ostatnio mnie spotkało.- gdzieś po jego poliku spłynęła jedna bezradna łezka, możliwe że jego rozmówczyni umknęła by w tej ciemność, jednak tlące się już drewno idealnie odbiło światło od tej ostatniej kropelki, tworząc efekt błyszczącego oka. Uśmiechnął się od ucha do ucha. Spontanicznie i wcale nie celowo. Aż tak ważny był dla niego ten dziki zwierzak? Czy może aż tak dobry? Wyglądał jak uśmiechnięte dziecko, tylko mało które uśmiechało by się przy końcu swojego żywota. To najszczerszy uśmiech w jego życiu. No i najkrzywszy bo troche uciekający przez uraz. Wiedząc że dziewczyna nie jest aż tak zimna, wypowiedział swoje ostatnie słowa:-Nie zamykaj mi oczu. Nawet po śmierci, będą mi jeszcze potrzebne, by m się nauczył, bym zobaczył i zrozumiał swoją śmierć. - zacytował i uniósł resztką sił swoją rękę. Przynajmniej jedna czwarta karmazynowego stawu uniosła się w powietrze. Woda uformowała się w miliony miniaturowych igieł, po czym przy wielkim ciśnieniu poleciała w stronę tych właśnie ciężkich kroków. Nie można wytłumaczyć dlaczego to zrobił. Tuż przy samym końcu. Jego dłoń opadła ciężko. Uderzyła o podłoże, a następnie przekręciła się głowa zakrywając jego brudną twarz. Oczy samowolnie się przymrużyły. Sam marionetkarz myślał że już nie żyje. Pomyłka. Jego oddech stał się bardzo wolny. Był dostatecznie blisko śmierci, jak i dostatecznie daleko. Po prostu odpłynął i stracił gwałtownie przytomność. Do ostatniego "pokazu" wykorzystał obydwie swoje moce łącząc je. To go wykończyło.


    [zapomniałem o tym bucie na twarzy. Pózniej nie wiedziałem jak go wcisnąć. Przepraszam. Uznajmy że gdzieś to tam było w przerywniku pomiędzy ciosem,a łapaniem klingi.]
     



    Kapitan Szkarłatnych Piratów

    Godność: Edward Francis Blackteeth
    Wiek: 37
    Rasa: Lunatyk
    Wzrost / waga: 183 / 81
    Aktualny ubiór: .
    Pod ręką: .
    Dołączył: 11 Kwi 2015
    Posty: 43
    Wysłany: 14 Październik 2015, 13:00   

    Cios Shiviette był precyzyjny i mocny. Spowodował on odrętwienie szczęki oraz lekkie wybycie kości ze stawu, jednak nie ma mowy o całkowitym wypadnięciu jednej części szczęki. Mógł jednak odnieść takie wrażenie, gdyż miała problem z mówieniem i ogólnie otwieraniem szczęki.
    Podczas upadku nie było jednak już tak wesoło. Cedrik nie tyle rozciął sobie palce, co wręcz nieodwracalnie uszkodził, a kawałek serdecznego palca cicho opadł na zimny piasek. Spowodowane to było szarpnięciem wywołanym przez upadek. W pozostałych palcach poprzecinał sobie nerwy. Jednak jeśli uda mu się to ładnie wyleczyć i będzie je ćwiczył uda mu się przywrócić dużą część ich sprawności. U ile uda mu się dość szybko zatamować krwotok, który przez wcześniejsze osłabienie organizmu był dość intensywny.
    Suma tych obrażeń spowodowała u Marionetkarza raczej szok niż oczyszczenie umysłu, przez co nie do końca mógł określić kierunek, z którego dochodziły ciężkie kroki. Resztką sił udało mu się zmienić w igiełki tylko niewielką ilość wody, a twory poleciały we wszystkich kierunkach, rozsypując się po plaży. Kilka nawet trafiło Shiv o ile ta nie zdołała się przed nimi uchylić.
    Ona jednak w tym czasie miała trochę inne zmartwienia na głowie. W trakcie gdy ona zajmowała się swoim towarzyszem, za jej plecami pojawił się drugi nieznajomy odziany w stary, marynarski płaszcz, przepasany skórzanym pasem. Na nogach miał ciężkie buty, a na głowie kapelusz z wielkim piórem. Na jednym z jego oczu widniała przepaska. Ozdoba? A może faktycznie nie miał oka? Na jego ramieniu wisiała torba, z której wystawał kawałek bandaża. Czyżby apteczka?
    Osobnik ten obrał sobie za cel, drugi miecz Szklanej Panny. Podkradł się do niego po czym wyciągnął po cichu z pochwy po czym zaczął się wycofywać. Uważnie obserwując właścicielkę ostrza oraz jej towarzysza.
    W tym czasie drugi nieznajomy spokojnie oddalał się ze swoją zdobyczą (lalkami Cedrika).


    - Cedrik - omdlenie na czas dwój swoich postów.
    Shiv
    [Usunięty]




    Wzrost / waga: /
    Wysłany: 18 Październik 2015, 14:45   

    - Co ty…? – Nie widziała jego twarzy, ani także nie wszystkie ze słów, które Cedrik wypowiedział zrozumiała, ale sądząc po tonie głosu brzmiącym dość poważnie, chyba załatwiła go lepiej niż planowała. Znaczy… Planowała to go zabić i zostawić truchło na pastwę tutejszych wygłodniałych roślinek, lecz chyba udało jej się w porę powstrzymać, prawda? Mówił coś, więc żył, to była dobra oznaka i więcej nie było jej do szczęścia potrzebne. Sam naraził się na jej gniew, nie było tutaj ani jednego powodu do obarczania się winą. Ostrzegała przecież.
    Kiedy rozmasowywała łokieć po mocnym uderzeniu, coś świsnęło tuż obok jej ucha. Chwilę później drugiego, więc Shiv natychmiast przygotowała się na ewentualny atak, lecz zamiast niego trzecia z igieł rozcięła skórę na jej prawym ramieniu, dlatego w kilku sprawnych ruchach odskoczyła w tył, tym samym znajdując się zaraz obok kamienia, na którym przesiadywała, już poza zasięgiem mgły. Ale ta sytuacja rozwścieczyła ją niczym trzepocząca płachta przed oczami byka. Taki sygnał zapalny informujący mózg o tym, że szkodnika już nie powinna, a musi czym prędzej wyeliminować, żeby nie pozwalał sobie na za dużo względem niej. Kim był? Nikim. Kompletnym zerem.
    - Znowu to robisz? Shiviette... – W pół kroku zatrzymał dziewczynę delikatny głos Siostry. Już wiedziała, że nie może zaatakować, że obraz ukochanej, najważniejszej dla niej osoby nie pozwoli na pełną zemstę. Coś ścisnęło jej serce, z trudem powstrzymała płacz. Zbyt wiele, zbyt wiele by sobie z tym spokojnie poradzić.
    I nim jakiekolwiek inne zdarzenia w tym miejscu zdążyły się odbyć, ona żadną siłą nie zamierzała zostać tu zatrzymana.
    Chwyciła leżącą na kamieniu szmatkę… Bardzo przydatną szmatkę ze względu na jej magiczne właściwości. Bo w gruncie rzeczy był to cienki, dość niegustowny płaszczyk, w którym wstyd byłoby się pokazać, ale chyba z tego powodu nie było możliwości się w nim pokazać. Nie było to niczym innym, jak bolerkiem-niewidkiem, które w mig na siebie narzuciła, by zniknąć, niemalże rozpłynąć się w powietrzu i nie mieć nic więcej z Cedrikiem wspólnego.
    Zawróciła na pięcie, później puszczając się w szaleńczy pęd. Byle szybciej, byle dalej, nie patrząc na to dokąd biec. Wierzchem dłoni otarła pojedynczą łzę, której teraz pozwoliła na odrobinę swobody, po czym jej twarz ponownie stężała siląc się na idealnie aktorską grę obojętności. Podziałało tylko zewnętrznie. Pamiętaj, co mi obiecałeś, Hana. Ja swojego słowa dotrzymałam. To początek twojej śmierci. Koniec nastąpi, gdy spotkam cię kolejnym razem. Nie przejmowała się dalszym losem Marionetkarza. Widocznie zasłużył sobie na wszystko, co go spotkało. Złe wybory doprowadziły do tej nieprzyjemnej sytuacji, a teraz było za późno, żeby cokolwiek naprawiać.
    Szum wiatru plączącego się między kwiatami Ogrodu Strachu wdzierał się do jej głowy. Nim chciała pozbyć się tego wspomnienia. Ha. Gdyby było to takie łatwe.

    zt
     



    Kapitan Szkarłatnych Piratów

    Godność: Edward Francis Blackteeth
    Wiek: 37
    Rasa: Lunatyk
    Wzrost / waga: 183 / 81
    Aktualny ubiór: .
    Pod ręką: .
    Dołączył: 11 Kwi 2015
    Posty: 43
    Wysłany: 26 Październik 2015, 09:10   

    Shiviette szybko opuściła swoje prowizoryczne obozowisko, pozostawiając Cedrika na pastwę losu piratów, dzikich zwierząt no i samego szczęścia, którego mogło mu jednak zabraknąć, przez co mógł nie dotrzymać danej jej wcześniej obietnicy. W swoim szale i pośpiechu zapomniała jednak by zabrać wszystkie swoje rzeczy. Na wspomnianym wcześniej kamieniu zostawiła swoje drugie, ząbkowane ostrze, czego nie przeoczył jeden z kręcących się w pobliżu złodziejaszków. Szybko dobył oręża i wyparował, nie pozostawiając po sobie, żadnego śladu, który by umożliwił jego odnalezienie. Ale kto wie, może ich drogi jeszcze się skrzyżują.

    Cedrik ocknął się po około piętnastu minutach. Był bardzo osłabiony i blady. Nic dziwnego, w końcu stracił sporo krwi. Jednak temperatura działała na jego korzyść. Było na tyle chłodno, że krew dość szybko zakrzepła. Niestety przez brak pierwszej pomocy, nie odzyska on już swojego odciętego palca, a pozostałe będzie musiał mocno wyćwiczyć by odzyskać w nich większą część władzy, a może nawet całą? Powinien się jednak udać do medyka, gdyż w rany wdało się lekkie zakażenie, które nieleczone może doprowadzić do poważniejszych konsekwencji jak na przykład utrata wszystkich palców tej dłoni oraz poważne problemy z poprawnym używaniem jego szczęki. Stracił też swoje lalki jednak może podążyć za złodziejem, jeśli uda mu się znaleźć jakieś ślady. Jednak zacznie on odzyskiwać siłę dopiero za 4 posty i jeśli mu życie choć trochę jest miłe to powinien się sobą wcześniej zająć. Kto wie, może jak tu kiedyś wróci to jeszcze znajdzie siedzibę piratów?



    Bardzo was przepraszam za zwłokę. Miała trochę roboty i mimo, że co wieczór zabierałam się za posta nie mogłam go napisać.

    Uprasza się by nie reagować na posty MG wybiórczo i nawiązywać w swoich do całości. Jeśli taka sytuacja będzie się powtarzać zostaną wyciągnięte z tego konsekwencje.

    zt
     



    Topielica

    Karciana Szajka: Pik
    Godność: Anastasia Hebi Charlton
    Wiek: martwi czasu nie liczą
    Rasa: Martwy kot. Strach
    Lubi: zazdrość, bestie, różne dziwadła, określać wszystko uroczym
    Nie lubi: wody, ptaków, świata ludzi
    Wzrost / waga: 169 cm/47 kg
    Aktualny ubiór: fabuła: https://i.imgur.com/bkCCiaT.jpg rozpuszczone włosy, srebrny łańcuszek z wisiorkiem w kształcie pika
    Znaki szczególne: kocie uszy, ogon, po trzy siekacze w każdej ćwiartce uzębienia, dłuższe kły, blizna na szyi.
    Zawód: miłosny
    Pan / Sługa: - / Mirana
    Pod ręką: fabuła: Bezdenna sakwa, a w niej wszystko, czego dusza zapragnie + z magicznych: Bursztynowy kompas, Czarodziejska wstęga, Animicus. Furbo, sztylet.
    Broń: sztylet http://i.imgur.com/iJELfXH.jpg
    Bestia: Furbo (Brzask), Schedel (Ceset)
    Nagrody: Umbraculum, Latająca Miotła, Animicus, Bursztynowy Kompas, Czarodziejska Wstęga, Kamień Duszy, Lustrzany Pierścień, Generis Collare, Bezdenna Sakwa, Zegarmistrzowski przysmak (5 szt.), Kosmata Brosza, Blaszka Zmartwienia, Rubinowe Serce, Tęczowa Różdżka, Korale Zamiarne, Cukrowe Berło, Bolerko-niewidko, Krwawa Broszka
    Stan zdrowia: przeziębiona, ha!
    Kryształ: 2,7g (nieoszlifowany)
    SPECJALNE: Mistrz Gry (okres próbny) | Odkrywca Drugiej Strony Lustra
    Dołączyła: 09 Mar 2014
    Posty: 535
    Wysłany: 28 Październik 2015, 12:20   

    Leciała na miotle, dość nisko ziemi, tak by Brzask w biegu mógł jej towarzyszyć, obwieszczając przy okazji światu, że się zbliża swoim kocim śmiechem. Niby to dynie były tak pospolitym i zwyczajnym warzywem, a w swoim przydomowym ogródku ich nie posiadała. Wiedziała jednak, że w Ogrodzie Strachu nie będzie stanowiło to dużego wyzwania, a doda więcej ludzkich cech wystrojowi z okazji święta Halloween. Przerażające grymasy powycinane na pomarańczowej powłoce, a wewnątrz umieszczone niewielkie źródło światła pochodzące od świeczki. Och tak! Planowała także z miąższu, który wydobędzie stworzyć coś do zjedzenia, nawet jeśli w kuchni nie była najlepsza, a i sama jeść takich potraw nie musiała. Od ostatniej wizyty w Glassville czuła się pełna i zadowolona, hmm zgromadziła drobne zapasy na zimę, ale ten dzień był bardzo magiczny, a przecież magiczne rzeczy, które jednocześnie nie są osobami uwielbiała.
    Wynurzyła się z roślinności, gdzie jej oczom ukazał się Szkarłatny Staw. Była późna pora, jednak kolor jego wody lub czegoś czym to było, był idealnie dostrzegalny i odróżniał się na tle flory. Nie chciała bawić tu długo, bo wizja ponownego zamoczenia w jego czeluściach skutecznie kotkę stąd odstraszała, jednak dynie stanowiły priorytet.
    Ostrożnie zerwane znalazły się w czarnej torbie-worku przymocowanej do Latającej miotły, dlatego Anastasia mogła już wracać i dokończyć rozpoczęte zajęcie. To znaczy. Mogłaby, gdyby nie widok gęstej mgły kilkadziesiąt metrów od niej, która zdawała się już rzednąć, ale wiedziała, że nie jest to normalny widok.
    - No i masz, nya. A dopiero co o tym rozmawialiśmy i już mamy szansę się wykazać.
    Nim jednak dotarli na miejsce, piraci zdążyli pouciekać – za pewne z obawy przed Topielicą – prawdopodobnie rozpływając się we mgle. Cóż. Ta moc zdecydowanie działała na ich korzyść. Teraz pozostał już sam poobijany i ledwo przytomny mężczyzna, a widok ten tylko zmotywował ją do działania. Bo owszem, za człowiekowatymi nie przepadała, ale tu jednak wypadało pomóc, prawda? Szczególnie, że potrafiła i czuła się w obowiązku na terenie stanowiącym dla niej dom.
    - Nieźle cię urządzili, nya. – Podeszła bliżej przykucając, po czym zajęła się oględzinami obrażeń. - Dasz radę iść? Chociaż… Nyah, to nie jest zbyt blisko, a lepiej, żebyś mi po drodze nie padł. – Naprawdę koszmarnie wyglądał. Ale może dlatego, że wszędzie była krew, niż rzeczywiście był ranny. To już stanowiłoby dla Straszki mniejszy problem. Póki co w oczy jako pierwsza rzucała się nie najlepiej prezentująca twarz oraz jedna z dłoni. Nawet na palce piraci byli łasi? Koniec świata…
    Transport na miotle nie wydawał się być rozsądnym, patrząc na to, że była ona drobna, raczej dopasowana do lekkiej Hebi, niż rosłego Cedrika. Furbo również swoim spojrzeniem informował o tym, że przejażdżka na nim będzie przekroczeniem wszelkich granic. A więc skoro chowaniec nie chciał, pozostawała jedna opcja.
    - Pomogę ci i się nawet nie spieraj. Znaj moje dobre serce, bo nie zawsze mam humor. Zależy co zjem, nyaha. – Wtrąciła zupełnie niepotrzebnie. - W każdym razie liczę na to, że możesz sam wstać i przytrzymać się na tyle, by nie spaść w trakcie drogi. A jak wydobrzejesz, to porozmawiamy. – W trakcie gdy mówiła, Marionetkarz nie wiedział, co ma na myśli, dlatego słowa mogły wydać się niejasne. Chwilę po tym, jak skończyła, wszystko miało zamiar się wyjaśnić.
    Kamienie osadzone na bransolecie założonej na nadgarstek niespokojnie błysnęły, a Anastasia, tym razem w pełni świadoma tego, co robi, zmieniła swoją postać z półkociej na całkowicie zwierzęcą. Ale nie kotem się stała, nawet nie należała do ich rodziny, lecz rozmiary jej ciała zdecydowanie przekraczały i tak sporego Maine Coona.
    Oto zamieniona w dostojnego, białego z czarną grzywą konia andaluzyjskiego, parsknęła znacząco, by mężczyzna się pospieszył, jeśli oczywiście miał zamiar pomoc od niej przyjmować. W przeciwnym wypadku, mógł się tylko modlić, by uderzenie kopyta nie było ostatnim, co w życiu poczuje.
    Jeśli już grzecznie na niej siedział (choć wejście mogło stanowić małe wyzwanie), ruszyła w stronę Lehlaki, a za nią Brzask i posłusznie lecąca obok miotła, która posiadała najważniejsze tutaj dynie.

    zt
    _________________
    Cedrik
    [Usunięty]




    Wzrost / waga: /
    Wysłany: 28 Październik 2015, 22:04   

    Kiedy otworzył oczy było już jaśniej niż ostatnio. Mgła zrzedła. Ciecz w stawie obijała się delikatnie na skutek wiatru, a z daleka dobiegał dziwny odgłos. Jak by kroków. Nie do końca wiedział czy to właśnie to go obudziło, czy po prostu organizm sam stwierdził że chce się podnieść w tej nietypowej sytuacji. Czuł się niezwykle rozpalony, prawa ręka bolała jak diabli, oczy piekły od piasku, który najprawdopodobniej się do nich dostał. Zdrową rękę wyciągnął tylko w stronę plecaka, który ostatnio podawał Shiv, lecz ta odmówiła. Chwycił i przyciągnął do siebie, a po rozpięciu suwaka wyciągnął bandaż. Leżał tak jeszcze chwile, nie do końca będąc pewnym czy aby chce wstać. Musiał. Wyciągnął się z wielkim jąknięciem, przekierowywując swoje ciało do pozycji siadu. Oczy od razu powędrowały na harataną rękę. Pózniej na kawałek palucha, który leżał obok. Podniósł go osstrożnie i przypatrzył się.
    -O ku*wa...- mruknął ponuro i agresywnie. Kiedy próbował przypomnieć całe wydarzenie, widział je ciemno. Nie mógł przypomnieć sobie wszystkich szczegółów. Dostrzegł że jego lalki gdzieś znikły i wtedy zaczęło mu chwytać.
    Kawałek ciała który trzymał wrzucił prosto do stawu. -A ch*j z tym.- oznajmił sam sobie. Najwyrazniej nie był zachwycony całą tą sytuacją, jednak stan jego zdrowia wcale go nie wystraszyl i nie zestresował. Można wręcz powiedzieć że było mu to trochę obojętne. Kiedy topielica podeszła bliżej i odezwała się do niego, spojrzał się tylko niepewnie. Wsłuchał w jej słowa, dopiero teraz zauważając że mówi zupełnie inaczej niż on. Teraz skojarzył że jego słowa odbiegają od normy i przyłożył dłoń do wybitej szczęki, a potem syknął gorączkowo.
    -Hmm?- wydobył z siebie, dokładnie skanując z kim ma do czynienia. -Mnie? Żaden łachmyta by mnie tak nie urządził!- krzyknął poddenerwowany, ale nagle ospokojniał.-Sam sobie to zrobiłem.- odparł cicho. -Popełniałem s-samobójstwo?! To znaczy, ktoś popełniał moje samobójstwo! Albo... Nie ważne to wszystko brzmi tak głupio. Ale jeszcze znajdę ich wszystkich! Piratów zabiję! A ją pocałuję w czoło i przytulę znów!- na koniec zawołał ochoczo. Bezwątpienia Anastasia mogła uznać to za majaczenie kogoś, kto dopiero dostał mocno w czachę i obudził się, ale z jego głową było wszystko okej. Przynajmniej pod tym względem, bo nie można powiedzieć tego samego o jego psychozie.
    Pózniej już tylko słuchał. Nic nie wtrącał. Kiedy kobieta zaproponowała mu przejażdżkę na samej sobie, zdziwił się. Przemyślał chwilę ten fakt i wstał. Dobra, wstał to zbyt dumne określenie. Rozprostował ledwo co swoje nogi, by jakoś móc się dostać do kuca i wdrapać na niego. Ledwo, ledwo. Kiedy już był na niej [OMG JAK TO kiczowo brzmi.] przytulił się niczym dziecko do jej szyi i chyba znów stracił przytomność, pozostawiając resztę swojego ekwipunku rozsypanego na ziemi.
    zt.
     



    Biały Królik

    Godność: Zoe Liari
    Wiek: 20 lat
    Rasa: Lunatyczka
    Lubi: przygody, pojedynki, słodkości
    Nie lubi: deszczu
    Wzrost / waga: 170cm/60kg
    Aktualny ubiór: ogrodniczki, beżowa koszula, trzewiki, włosy zaplecione w warkocz
    Znaki szczególne: pobliźniona prawa ręka
    Zawód: poszukiwaczka przygód
    Pod ręką: Irys, słodkie bułki
    Broń: miecz - Irys
    Nagrody: Umbraculum, Krwawa Broszka, Bezdenna Sakwa, Zegarmistrzowski Przysmak (x2)
    Stan zdrowia: drobne zadrapania i siniaki na całym ciele
    Dołączyła: 23 Mar 2016
    Posty: 142
    Wysłany: 24 Październik 2016, 07:50   

    Zachwiała się, wypadając z niewidzialnego portalu czy innej króliczej dziury, która magicznie powstawała w każdym procesie lunatykowania. Na całe szczęście Umbraculum sprawdzało się równie dobrze w roli tarczy, parasolki, jak i laski, którą właśnie w tej chwili podparła się, unikając wątpliwej przyjemności bliskiego spotkania z rudobrązową trawą.
    Odzyskawszy już równowagę, skorzystała z okazji by rozejrzeć się po okolicy do której zaprowadziła ją nieco porywcza i lekkomyślna ucieczka przed... Właściwie przed kim? Nie, nie chciała teraz o tym rozmyślać.
    Ogród. Ogród Strachu. Cudownie.
    Westchnęła. Nie była to najprzyjaźniejsza część Otchłani, ale może nic nie zdąży jej zabić zanim odzyska siły na kolejne lunatykowanie się. Chociaż, czy ta perspektywa śmierci jest aż tak zła? Przynajmniej przydałaby się na nawóz dla tych wszystkich uroczych roślinek wokół.
    Tak, Zoe była w paskudnym nastroju.
    Ciężko westchnęła raz jeszcze i ostrożnie ruszyła przed siebie. Ciekawość i potrzeba eksploracji była jednak silniejsza od niej, poza tym pozwalała na chociaż częściowe zajęcie myśli... Czymś innym. Po prostu czymś innym.
    Po kilkunastu minutach bezcelowego błądzenia wśród poskręcanych, wysuszonych (lub takie udających) konarów, dotarła do skupiska kolorowych zarośli. Ich żywsze barwy odcinały się od poprzedniej martwicy tej części ogrodu i właśnie tym skusiły Zoe, by dokładniej się im przyjrzała.
    Po krótkiej obserwacji doszła do wniosku, że wśród ogromnych liści skrywają się całe kiście dziwnych, obłych owoców. Dopiero po chwili zauważyła w nich podobieństwo do ludzkich, najzwyklejszych dyń. Z jakiegoś powodu to odkrycie rozbawiło dziewczynę. Halloween! Ostatnimi czasy zupełnie straciła rachubę czasu, a przecież zbliżało się to słodko - upiorne święto, które tak kochała za dzieciaka. Sama nie była pewna, czy zrodziło się ono gdzieś w Krainie Luster czy tam, po drugiej stronie, ale nie przeszkadzało jej to zupełnie. Liczyła się zabawa. Zabawa, która zdecydowanie jej się należała.
    Z lekkim uśmiechem pogładziła skórkę najbliższego okazu i zaczęła wodzić wzrokiem w poszukiwaniu co ciekawszych owoców (Czy też warzyw. Owoco-warzyw. Cokolwiek.).

    Po pewnym czasie, jej zbiory przedstawiały się następująco: dwie niewielkie dynie, przypominające te zwykle wykorzystywane w świecie ludzi; jedna maleńka i krwistoczerwona, o gładkiej i lśniącej skórce; czwarta, największa, zarazem stanowiła najciekawszy okaz znaleziony przez Lunatyczkę. Gruszkowaty kształt i żółto - zielona barwa mogły być przyczyną sporu dotyczącego przynależności tego warzywa do dyniowatych, ale czy to naprawdę było najważniejsze? Liczyła się wiara w fakt, że to właśnie dynia, o.
    Zoe, usatysfakcjonowana swoją kolekcją, uznała że czas najwyższy wracać do domu. Do miejsca, które nadal traktowała jak tymczasowe lokum, ale lepszy taki kąt niż żaden.
    Ponownie zrobiła krok, który tym razem zaprowadzić miał ją do Krainy Luster.

    z/t
    _________________

    x x x x
    sygnaturka by waifu aka Violet <3
    Wyświetl posty z ostatnich:   
    Po drugiej stronie krzywego zwierciadła... Strona Główna
    Odpowiedz do tematu
    Nie możesz pisać nowych tematów
    Nie możesz odpowiadać w tematach
    Nie możesz zmieniać swoich postów
    Nie możesz usuwać swoich postów
    Nie możesz głosować w ankietach
    Możesz załączać pliki na tym forum
    Możesz ściągać załączniki na tym forum
    Dodaj temat do Ulubionych
    Wersja do druku

    Skocz do:  



    Copyrights © by Spectrofobia Team
    Wygląd projektu Oleandra. Bardzo dziękujemy Noritoshiemu za pomoc przy kodowaniu.

    Forum chronione jest prawami autorskimi!
    Zakaz kopiowania i rozpowszechniania całości bądź części forum bez zgody jego twórców. Dotyczy także kodów graficznych!

    Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
    Template AdInfinitum
    Strona wygenerowana w 0,17 sekundy. Zapytań do SQL: 10