• Nie minęło zbyt wiele czasu od rozpoczęcia działalności AKSO, a po całej Otchłani rozniosła się wieść o tajemniczej mgle, w której znikają statki. Czytaj więcej...
  • Wstrząsy naruszyły spokój Morza Łez!
    Odczuwalne są na całym jego obszarze, a także na Herbacianych Łąkach i w Malinowym Lesie.
  • Karciana Szajka została przejęta. Nowa władza obiecuje wielkie zmiany i całkowitą reorganizację ugrupowania. Pilnie poszukiwani są nowi członkowie. Czytaj więcej...
  • Spectrofobia pilnie potrzebuje rąk do pracy! Możecie nam pomóc zgłaszając się na Mistrzów Gry oraz Moderatorów.
Trwające:
  • Skarb Pompei
  • Zmrożone Serce


    Zapisy:
  • Chwilowo brak

    Zawieszone:
  • Brak


  • Drodzy użytkownicy, oficjalnie przenieśliśmy się na nowy serwer! Dokładne informacje na fanpege'u Spectrofobii lub forumowym Discordzie (odnośniki po prawej)!



    Zapraszamy do zapoznania się z Uśrednionym Przelicznikiem Waluty. Mamy nadzieję, że przybliży on nieco realia Krainy Luster i Szkarłatnej Otchłani.

    Szykujcie się na słodkie Walentynki i Dziewannę!

    Zimowa Liga Wyzwań Fabularnych nadeszła. Ponownie zapraszamy też na Wieści z Trzech Światów - kanoniczne zdarzenia z okolic Lustra i Glasville. Strzeżcie się mrocznych kopuł Czarnodnia i nieznanego wirusa!

    W Kompendium pojawił się chronologiczny zapis przebiegu I wojny pomiędzy Ludźmi i KL. Zainteresowanych zapraszamy do lektury.

    Drodzy Gracze, uważajcie z nadawaniem swoim postaciom chorób psychicznych, takich jak schizofrenia czy rozdwojenie jaźni (i wiele innych). Pamiętajcie, że nie są one tylko ładnym dodatkiem ubarwiającym postać, a sporym obciążeniem i MG może wykorzystać je przeciwko Wam na fabule. Radzimy więc dwa razy się zastanowić, zanim zdecydujecie się na takie posunięcie.

    Pilnie poszukujemy Moderatorów i Mistrzów Gry. Jeżeli ktoś rozważa zgłoszenie się, niech czym prędzej napisze w odpowiednim temacie (linki podane w polu Warte uwagi).

    ***

    Drodzy użytkownicy z multikontami!
    Administracja prosi, by wszystkie postaci odwiedzać systematycznie. Jeżeli nie jest się w stanie pisać wszystkimi na fabule, to chociaż raz na parę dni posta w Hyde Park
    .
    Marionetki – otwarte
    Kapelusznicy – otwarte
    Cienie – otwarte
    Upiorna Arystokracja – otwarte
    Lunatycy – otwarte
    Ludzie – otwarte
    Opętańcy – otwarte
    Marionetkarze – otwarte
    Dachowcy – otwarte
    Cyrkowcy – otwarte
    Baśniopisarze – otwarte
    Szklani Ludzie – otwarte
    Strachy – otwarte
    Senne Zjawy – otwarte
    Postaci Specjalne – otwarte

    Ponieważ cierpimy na deficyt Ludzi, każda postać tej rasy otrzyma na start magiczny przedmiot. Jaki to będzie upominek, zależy od jakości Karty Postaci.



    » Ogród Strachu » Ścieżka pośród papierowych róż.
    Poprzedni temat :: Następny temat
    Autor Wiadomość
     



    Porcelanowy Panicz

    Karciana Szajka: Król
    Godność: Lord Oleander de Roitelette
    Wiek: Od dawna jest dorosły, choć wciąż wygląda na 16 lat.
    Lubi: Siebie, władzę, swoje bestie, wszystko co krwawe i potworne
    Nie lubi: Mleka, a fe!
    Wzrost / waga: 160 cm czystego zła! (+ 4 cm dzięki butom) / Lekka niedowaga
    Aktualny ubiór: Beżowa koszula, brązowy krawat z przyczepioną kościaną broszą, czarne spodnie, wysokie skórzane buty zapinane na klamry i ozdobione z przodu króliczymi czaszkami, długi, czarny płaszcz. Do tego klasyczny, czarny kapelusz z doczepionym niewielkim ptasim szkieletem oraz kartą Króla Pik.
    Znaki szczególne: Androgyniczna uroda, dwubarwność tęczówki i ledwie widoczne źrenice
    Bestia: Yūrei – Morita, Eques – Pan Jednorożek, Noaliks – Christo, Avi – Dolly
    Nagrody: Bursztynowy Kompas, Kamień Duszy, Kłamstwożerca
    SPECJALNE: Administrator-Zombie, Grafik | Maskotka Forum
    Dołączył: 25 Lis 2010
    Posty: 2311
    Wysłany: 6 Maj 2011, 15:50   Ścieżka pośród papierowych róż.

      Nazwa mówi sama za siebie. Wąską ścieżkę usypaną z drobnych kamyczków otaczają przepiękne różane krzewy. Jest tylko jeden maleńki szkopuł – kwiaty te nie są do końca prawdziwe, są to jedynie papierowe atrapy. Do dziś nie wiadomo jak to możliwe, że tak długo się tu utrzymały i na dodatek rozrastają się. Czyżby były dziełem jakiegoś niedocenianego, mistrza origami? W każdym razie, należą do tych bezpieczniejszych części ogrodów i zarazem całkiem malowniczych.
    Marianne
    [Usunięty]




    Wzrost / waga: /
    Wysłany: 27 Maj 2011, 21:41   

    Marianne dumnym krokiem zmierzyła właśnie tutaj. Musiała coś ze sobą zrobić, a siedzenie w jednym miejscu ją denerwowało. Usiadła na jednej ławce, która chyba była tu jedyna.
    Uwielbiała kwiaty, jednak te, które znajdowały się tutaj wcale nimi nie było, chociaż z jednej strony je przypominały. Spojrzała w niebo, zamknęła oczy, pozwoliła na to aby wiatr jej zaśpiewał.
    Była dziwna, na prawdę dziwna. Zamiast ukształtować swój charakter, to miała go tak zróżnicowanego, że wcale się nie dziwiła dlaczego ją porzucili i wytykali palcami.
    Lucyferek
    [Usunięty]




    Wzrost / waga: /
    Wysłany: 28 Maj 2011, 09:32   

    Zaczerpnął głośno powietrza przez nos, napełniając nim płuca do całkowitych granic swych możliwości. Niestety ku jego zawodzie nie poczuł niczego specjalnego, a mianowicie oczekiwał, że jego nozdrza zapełni przesłodki zapach kwitnących róż. Kolejny minus krainy po drugiej stronie lustra, chociaż w świecie ludzi owy kwiat również byłby rzadkością, gdyż miejsca malowniczych ogrodów zajęły wszelakie budynki, fabryki lub inne ludzkie wymysły. To takie smutne, że ludzka bezduszność przekraczała wszystkie ustalone granice, ale prawdę mówiąc oni nie mieli za grosz dobrego serca.
    Sięgnął dłonią ku papierowej róży, po czym przejechał opuszkami chudych, pajęczych palców po szorstkiej papierowej strukturze, o dziwo miłej w dotyku. Ktoś zapewne musiał się bardzo napracować aby wytworzyć coś tak pięknego, aczkolwiek jedynie w pięćdziesięciu procentach, gdyż prawdziwe dzieło natury powinno cieszyć nie tylko oko, a również i narząd węchu. Lucyfer był zbyt leniwy, nie wspominając już o braku podobnych umiejętności, które pozwoliłyby mu na wytworzenie czegoś równie w każdym calu dokładnego. Chociaż gdyby się postarał, ślęczał dniami i nocami to kto go wie, ale po co się męczyć, oraz marnować papier skoro można zasiać krzewy kolorowych róż.
    Uniósł szkarłatne ślepia ku puszystym chmurom płynącym po niebie, mrużąc pod wpływem wpadających do nich promieni słonecznych oczy. Nie przepadał za słońcem, wręcz szaleńczo unikał tym podobnych miejsc, lecz dziś postanowił zrobić wyjątek. Nadmiar słońca niezwykle mu szkodził, podrażniał skórę, negatywnie wpływał na wystarczająco melancholijny humor. Ku jego zdziwieniu zmysł drapieżnika szybko przesłał mu do głowy impuls ostrzegawczy, gdy wyczuł nieopodal niewysoką w porównaniu do niego, kruczowłosą dziewczynę. Jego tęczówki mimowolnie przybrały czarną barwę, jakby były już przygotowane do ataku na swą ofiarę. Owszem, dbał o swoje bezpieczeństwo.
    Marianne
    [Usunięty]




    Wzrost / waga: /
    Wysłany: 28 Maj 2011, 10:05   

    Ona zaś z początku nie wyczuła go, jednak gdy ten się zaczął poruszać, Mari otworzyła oczy patrząc w jego stronę tymi dziwnymi oczami.
    Czerwone bardzo się odróżniało od drugiego. W końcu odróżniały się od siebie. siedziała dalej.
    Jednak nie odezwała się, przechyliła głowę na prawy bok. Po dłuższej chwili jednak wypadło by coś powiedzieć. Nie lubiła ciszy.
    -Eh.
    powiedziała tyle, krótko i chyba nie na temat.
    Nie lubiła tego świata, to jasne ale istoty, które tu żyły zaciekawiły ją, na taki sposób, że pokochała życie tutaj.
    Mężczyzna wydawał się jej na swój sposób wredny, ale jej to nie przeszkadzało.
    Lucyferek
    [Usunięty]




    Wzrost / waga: /
    Wysłany: 28 Maj 2011, 10:23   

    Jego sine wargi rozciągnęły się w pozornie przyjaznym uśmiechu, lecz nic w tym nie było prawdziwego, kolejna nic nie znacząca maska. Przekręcił głowę o kilka stopni w prawo, obserwując wątłą postać młodej dziewczyny, która również nie spoglądała na niego przychylnym okiem. Dlaczego Lucyfer zachowywał się tak, a nie inaczej ? Ponieważ od dziecka wpajano mu, że nie może nikomu ufać, a w szczególności przyjaciołom, gdyż Ci potrafią być świetnymi aktorami. Kto go wie, raz się w kimś dogłębnie zakochasz, zaprosisz do domu na noc, a rude paskudne dziewczę będzie chciało urwać Ci głowę. Zamrugał gęsto odpędzając od siebie pewną irytującą retrospekcję, która od pewnego czasu nie odstępowała go na krok.
    Wypuścił powietrze równie głośno co je zaczerpnął, po czym przyłożył kciuk, oraz palec wskazujący do kącików oczu, które ponownie przybrały barwę czystej, szkarłatnej rzeki, która za kilka godzin, gdy niebem zawładnie mrok miała się zmienić w twarda stal.
    Chwila, przecież powinien mieć się na baczności, stojąca przed nim postać mogłaby się jeszcze na niego rzucić ! Bez przesady, doskonale znał słabości innych przedstawicieli ras, poza tym dziewczyna nie wyglądała na psychopatkę taką/takiego jaki częściowo był Lucyfer. Niestety dziś nie miał zamiaru nikogo torturować, a przecież mógł zbliżyć swe blade, miękkie wargi do jej ust, uśmiechnąć się czarująco, doprowadzając do palpitacji tego biednego serca, spojrzeć głęboko w oczy, tak aby dostrzegła te czerwone szaleńcze iskry miotające się w ślepiach, oraz zanim by się zorientowała, że powinna uciekać, ponieważ mężczyzna ma zamiar ukręcić jej kark, on już by wywierał nacisk na jej mózg, doprowadzając do trwałych, nieodwracalnych uszkodzeń. Tak czy siak skinął nieznajomej z grzeczności głową, a następnie znikł z jej pola widzenia.

    [z/t] Wybacz, ale ciężko mi się z Tobą pisze :c




    Mieszkaniec Krainy Luster

    Godność: Verna Sari de Clare
    Wiek: 24 lata, rzekomo
    Rasa: Cyrkowiec
    Lubi: Siebie
    Nie lubi: Ciebie
    Wzrost / waga: 174 cm / 64 kg
    Aktualny ubiór: Sukienka w soczystym kolorze czerwieni, zwiewna, na ramiączkach, odsłaniające pokryte bliznami ciało. Czarny, koronkowy pasek, wojskowe, wysokie buty. Znak Trefl wyszyty na lewej piersi.
    Znaki szczególne: Ona cała jest szczególna! Karminowy tatuważ koło prawego oka, kolczyk w dolnej wardze
    Pan / Sługa: Od dzi? sama sobie Pani?|| Laleczka w ludzkim ciele - Wiku? *_*
    Pod ręką: Kolorowe, owocowe sukiereczki, przemycone papierosy miętowe - cieńkie, oprawiony w skórę notes z metalowymi klamrami, kluczyk zawieszony na szyi, fantazyjny, przypominający lecącego motyla
    Broń: Składany nóż, dłonie, krótka włócznia z wiśni
    Stan zdrowia: Zdrowiutka
    SPECJALNE: Upiorna Księżniczka (Halloween 2011)
    Dołączył: 08 Maj 2011
    Posty: 265
    Wysłany: 4 Czerwiec 2011, 19:52   

    Całą drogę do Otchłani zajmowała się rozważaniem własnego zachowania. Co, u licha, tak na prawdę wydarzyło się w tym pieprzonym Fusowym Gaju? Nie mogła zrozumieć własnych instynktów. Prawda, męczyło ją pragnienie, o ile tak można było nazwać nieokiełznany głód, który palił trzewia, przyprawiał o mdłości i zawrót głowy. Zasnuwał wzrok szkarłatną mgiełką.
    Jednak reszta? Nie miała prawa się w ogóle wydarzyć! Pociąg do zakapturzonej, palącej kobiety, która, jak się orientowała, należała do jej organizacji, potrzeba obrony Szklanki, to wszystko było absurdem.
    Pieprzonym, nie zrozumiałym, komicznym wręcz nieporozumieniem! Owszem, pociąg do kobiety mogła, od groma, jeszcze jakoś pojąć. Ale matczyny odruch wobec potencjalnego posiłku? Czyżby coś mieszało się jej w głowie? Fiksowała? Nie, ona już dawno postradała rozum, a resztki utraciła rok temu, gdy pochowała swą trzyletnią córeczkę o kryształowych, srebrzystych oczkach i złotych puklach. Świadectwem tego, iż mała Loulie kiedykolwiek żyła, był malutki, wielkości ziarnka grochu, czarny brylant zawieszony na szyi. Brylant stworzony z prochów pierworodnej.
    Modliszka potarła zmęczone powieki wierzchem opancerzonej dłoni. Łukowato zakończone ostrze błysnęło w ognistych promieniach. Wszystko dookoła było mroczne, ciche, rachityczne, nienaturalne, wręcz groteskowe. Skały, mięsiste rośliny, wszystkie, lub większość, mięsożerne, z kolorowymi kwiatami, które miały na celu zwabienie potencjalnego głupca.
    Drut kolczasty okalający tereny Ogrodów, o ile w ogóle można było nazwać w podobny sposób teren znajdujący się po drugiej stronie. Niskie, ciemne, papierowe drzewka o liściach silnie przyklejonych do gałęzi, szkarłatna tafla niby jeziorka, gdzie nawet tutaj widziała złotawe refleksy mieniące się co jakiś czas na powierzchni wody. Piranie.
    Na twarzy kobiety wykwitł grymas irytacji.
    Po co tutaj zawitała? Och, ona bardzo dobrze wiedziała, po co! Siebie samej nie oszuka! Przecież nie zboczyła tutaj przypadkiem, by tylko sobie pospacerować! Idiotka. Kretynka! Że też jej się zachciało.
    Ale nie mgła walczyć z pociągiem, wystarczy, że wiele wysiłku zabierało utrzymanie żądzy na wodzy. Chociaż niech jedna z potrzeb i ciekawostek zostanie zaspokojona, a co tam!
    Obserwowała cudaczne kształty stworzone z kolczastego ogrodzenia. Twórca musiał być wyjątkowym psycholem.

      W niedużym ognisku płonie stos wyschniętych żerdzi
      A ja obserwuję jak się bezwładnie w powietrzu wiercisz
      Jestem handlarzem śmierci możesz mówić mi królu
      Ja pomogę ci przekroczyć znaną granicę bólu
      Kilometry sznuru są moimi farbami i płótnem
      Jestem artystą śmierć to dla mnie piękno absolutne
      Wejdź na łódkę, a ja jak Charon wezmę cię ze sobą
      Dzień twoich urodzin będzie obchodzony żałobą


    Tak właśnie widziała to wszystko. W sumie to zabawne.
    W ostatniej chwili zmieniła kierunek i znalazła się na, nazwijmy to, różanej ścieżce. Hm, dziko. Nienawidziła bezczynności. Może powinna była zostać przy srebrnowłosej kukiełce i wybadać, co jest grane? Zastukała szponami o wnętrze dłoni. Musi koniecznie zapolować. Traciła cierpliwość.
    _________________
    {Galeria}:*|*|*|*|*|*|*|*|*|*|*

      Już nie pamiętam, jak las szumi śniegiem,
      jak słońce złotem w ciszę lasu pryska,
      kiedy płaszczyzna obłąkana biegiem
      ucieka pędem szalona i śliska.
      Już nie pamiętam gór ogromnych wiecznią
      i nocy gęstej, gwiazdami nabitej,
      i pól płaszczyzny bezmiernej konaniem,
      śniegiem zmierzchnącej i puchem skro-litej.
      Już nie pamiętam, jak słońce w śnieg prószy
      i w biele sypie ciszę pyłem złota.
      Dzwonki polami biegną i szeleszczą,
      cisza osiada śniegu mgłą na płotach.
      Już nie pamiętam ! miasto zaczajone
      zza murów mgłą mi dusi jaźń zamarłą
      i krwią już niebo mdłych, przegniłym dymów
      nocą wyszło w ulice
      i dławi mi gardło...




    Przytulanka

    Godność: Abdio
    Wiek: Duuuużo, to znaczy nie dużo właściwie...
    Rasa: Dachowiec
    Wzrost / waga: 165 i waga odpowiednia do wzrostu
    Aktualny ubiór: *
    Bestia: Reille
    Nagrody: Bezdenna Sakwa, Czarodziejska Wstęga
    Dołączył: 05 Sty 2011
    Posty: 73
    Wysłany: 6 Czerwiec 2011, 00:32   

    Grząskie podłoże usypane z kamyków tłumiło dźwięk kroków stawianych pośpiesznie przez jakąś istotę, która wyraźnie z pośpiechem zmierzała w stronę wnętrza ogrodu. Początkowo usłyszeć można było tylko właśnie ten krok, który można przyrównać do biegu, choć w tym wypadku należałoby nazwać to inaczej. Kotek nie tylko był dość szybką istotką, wszak pamiętajmy, że po części był zwierzątkiem, lecz na dodatek był przerażony. To wszystko złożyło się na być może jakiś rekord? Jednak nie była to bieżnia, gdzie ktoś czas liczy. Na dodatek żaden biegacz nie startuje w konkursie ucieczki przed bramą, która zresztą jest nieruchoma i niegroźna. Jednak samo przejście między światami jest uczuciem dziwnym i kotek nie wiadomo czemu uznał, że to uczucie oznacza, iż ktoś chce go dopaść i zjeść! Dlatego też biegł najszybciej jak może i prawdziwy maraton tutaj odegrał. Gdyby ateńczycy po bitwie z persami mieli takich ludzi to zapewne on by został wyznaczony by do stolicy dotrzeć. Oczywiście przy uprzednim owego kotka przestraszeniu. Na dodatek kotek biegł praktycznie bez żadnego rozeznania. Coraz głębiej zapuszczał się w te nieprzyjazne krainy i o dziwo na razie jeszcze nic go nie udusiło, zjadło czy też zamieniło w pył mgnieniem bądź długim paleniem. Nie wiedział też, że idzie w łapki kogoś kto chętnie by kotka po prostu zjadł. Jednak przecież nikt tego nie zrobi! Bo kotkowi będzie smutno i brat nakrzyczy, Hai! Tak, to dobra wymówka, żeby życie ratować. Jednak nie wiedząc o tym faktów nie wyprzedzajmy i napiszmy co się stało gdy postać kotka pojawiła się na horyzoncie, a raczej na ścieżce gdy postać wybiegła zza rogu. Kotek był ubrany w czarny długi płaszcz. Ładny i czysty, widać, że zadbany, lecz zarazem bardzo prosty. Rozpięty płaszcz okazywał niebieski sweter, który to kot ubrał wbrew wszelkim prawom estetyki, choć samo ubranie było przyjemne dla oka, to nie pasowało do szarych spodni, które to kot wygrzebał z szafy. Jednak najistotniejsza była walizeczka trzymana w ręku kota, który biegł co chwile w tył spoglądając. Już prawie minął jedzącą ludzi istotę. (A przecież on był koteczkiem, nie więc tym w czym nasza rozmówczyni gustuje. Muszę też sprostować. Gdy kotek zostanie zjedzony to nie będzie smutny, bo jak?) Biegł jednak został zaburzony. Pustka lotu i nagłe zbliżenie się kamienistej ścieżyny. Zdążył tylko ręce do przodu wystawić, choć jego walizka do przodu poleciała przez upadek. Gdy na ziemi wylądował, oczy do przodu skierował. Dłonie szybko wyciągnął i pochwycił za uchwyt walizki wciąż na ziemi leżąc.
    -Kotek ... już .. nie ... może
    Powiedział ciężko oddychająć i opierając głowę na ziemi. Spojrzał na krzewy rosnące nieopodal i zastanawiał się czemu te róże tak nieprawdziwie wyglądają. Wciąż jednak jego oddech był niespokojny, a on leżał tak jakby każdy ruch mógł mu sprawić ból. Właściwie to nawet nie zdawał sobie sprawy, że ktoś tutaj jest. Na razie po prostu rozważał cicho w myślach.
    -Kotek nie rozumie. Kotek uciekał i chyba już uciekł. Goni coś? Kotek sprawdzi! Hai, bo to trzeba sprawdzić, ale te kwiatki. One są dziwne! Może kotek trafił do krainy czarów jak w książeczce... nie! Przecież kotek mieszka w krainie czarów prawda? To gdzie kotek jest? Może jakieś przedstawienie? Kotek jest aktorem? Ale gdzie aktorzy? Mru? Kotek musi wstać. Miaau ktoek jest brudny.
    Myślał, a robił to dość szybko i zaledwie kilka sekund po upadku już jego dłonie poruszyły się, a on próbował się podnieść. Najpierw oczy swoje skierował do tyłu, następnie natomiast rozejrzał się. Zobaczył jakąś osobę. Błękit jego spojrzenia od razu skierował się ku niej, a twarz zmieniła się. Na początku był niepewny, lecz teraz pojawiło się jakby przerażenie. Bo to przecież jak w tych filmach! Ktoś kogoś goni i ten kogoś ucieka, ale pomimo tego gdy pada wyczerpany to zostaje złapany! Tak, to na pewno tak. Ale przecież kotek nie zna tej osoby. Nie poruszył ręką, tylko się przyglądał z podniesionymi uszkami .
    -Mru?
    Wyszło z jego ust ciche pytanie, które nie wiadomo co mogło oznaczać, lecz po minie można było wywnioskować "Chcesz mnie zamordować?"




    Mieszkaniec Krainy Luster

    Godność: Verna Sari de Clare
    Wiek: 24 lata, rzekomo
    Rasa: Cyrkowiec
    Lubi: Siebie
    Nie lubi: Ciebie
    Wzrost / waga: 174 cm / 64 kg
    Aktualny ubiór: Sukienka w soczystym kolorze czerwieni, zwiewna, na ramiączkach, odsłaniające pokryte bliznami ciało. Czarny, koronkowy pasek, wojskowe, wysokie buty. Znak Trefl wyszyty na lewej piersi.
    Znaki szczególne: Ona cała jest szczególna! Karminowy tatuważ koło prawego oka, kolczyk w dolnej wardze
    Pan / Sługa: Od dzi? sama sobie Pani?|| Laleczka w ludzkim ciele - Wiku? *_*
    Pod ręką: Kolorowe, owocowe sukiereczki, przemycone papierosy miętowe - cieńkie, oprawiony w skórę notes z metalowymi klamrami, kluczyk zawieszony na szyi, fantazyjny, przypominający lecącego motyla
    Broń: Składany nóż, dłonie, krótka włócznia z wiśni
    Stan zdrowia: Zdrowiutka
    SPECJALNE: Upiorna Księżniczka (Halloween 2011)
    Dołączył: 08 Maj 2011
    Posty: 265
    Wysłany: 10 Czerwiec 2011, 13:37   

    Kobieta patrzyła przed siebie, widocznie czymś zamyślona. Wiatr targał niebotycznie długimi włosami, które w przytłumionym słońcu tego miejsca błyskały żywo, kusząc słodkością czekolady, oraz ogniem rudych refleksów. Kosmyki bez wstydu pieściły zgrabną pupę w kształcie serca, odsłonięte ramiona ukazywały bladą, miękką skórę przypominającą szlachetny alabaster bądź nieskazitelne mleko. Przedramię harmonijnie przechodziło metamorfozę, ciemniejąc, przybierając barwę grafitowego hebanu, błyszcząc, niczym posypane gwiezdnym pyłem. Zakrzywione końce zawijały się tuż pod łokciami, fasetkami zsuwało się do nadgarstków, gdzie szereg krótkich kolców płynnie układał się w smukłą, silną dłoń o długich palcach zwieńczonych zakrzywionymi szponami.
    Verna przekrzywiła głowę, błyskając lodowatymi odmętami tęczówek, z nieodgadnionym wyrazem na twarzy schylając się w stronę sztucznych, papierowych kwiatów róż. Przesunęła ostrą krawędzią szpona tuż pod koroną kwiecia, które zsunęło się miękko na wyciągniętą dłoń kobiety. Kwiat wykonany był z papieru, karminowego, upstrzonego dziwną kombinacją drobnych żyłeczek, podobnych tym u żywych roślin. Obróciła zdobycz w palcach, ściągając równe łuki brwi.
    -Hmm... - zamruczała pod nosem.
    Jaki ten świat dziwny, niby obcy, przepełniony nowościami, które winny przyprawiać o zawrót głowy, a jednak sprawiający wrażenie poznanego. Nie czuła niczym zaskoczenie, jakby miejsca, które oglądała nowymi oczyma, były już dawno przezeń odkryte. Nie wnosiły nic niesamowitego do jej zastygłego, zimnego serca.
    Wilgotny, różowy język przesunął się po górnej, nieco mniejszej od dolnej, wardze. Zmarszczyła nasadę nosa. Była poirytowana swymi wrażeniami. Gdzieś w jej świadomości odbiło się echo... no właśnie, czego? Przeszłości? Wspomnienie? A może były to tylko urywki snu, który nigdy nie był jawą?
    Zacisnęła dłoń w pięść, a trzymane w niej papierowe kwiecie zamieniło się w bezładną masę. Wykrzywiła wargi w złości.
    -Cholera - syknęła.
    W tej samej chwili do wrażliwych uszu kobiety doszedł nowy, nowy w tym miejscu, dźwięk. Ktoś biegł, dysząc ciężko, niczym ofiara hiperwentylacji. Odwróciła się wolno, z namysłem, na pięcie, patrząc przez ramię. Była spokojna w swej postaci, a jednak aura jej przesycona była niechęcią i wrogością. Któż to biegł w... jej stronę?
    Do tego razu mrugnęła tylko raz powiekami, jakby na zwolnionym filmie. Ktoś wbiegł przez bramę, biegnąc krętą, wąską ścieżką. Huk upadki, sapnięcie. Uniosła lewą brew, przyglądając się z leniwym zainteresowaniem na leząca postać tuż nieopodal jej stóp. Uśmiechnęła się szeroko, obnażając drobne, białe ząbki, pomiędzy którymi błysnęły długie, cienkie, zakrzywione kły.
    Czyżby obiadek sam do niej wpadł? Och, jak miło, bardzo, bardzo miło z jego strony. Doprawdy, doceniała takie poświęcenie, zważywszy na to, iż głód z wolna palił jej trzewia, rozogniał potrzebę do monstrualnych rozmiarów.
    -Och, kogoż mi to los przysłał? - rzuciła na w poły żartobliwym, na w poły poważnym głosem. Język ponownie powtórzył swą wędrówkę po górnej wardze, kreśląc wilgotną dróżkę na delikatnej, aksamitnej skórze. Kącik ust uniósł się nieznacznie.
    -Witaj - dodała, przeciągając samogłoski, jakby rozleniwiona, ale i również nad wyraz zadowolona.
    _________________
    {Galeria}:*|*|*|*|*|*|*|*|*|*|*

      Już nie pamiętam, jak las szumi śniegiem,
      jak słońce złotem w ciszę lasu pryska,
      kiedy płaszczyzna obłąkana biegiem
      ucieka pędem szalona i śliska.
      Już nie pamiętam gór ogromnych wiecznią
      i nocy gęstej, gwiazdami nabitej,
      i pól płaszczyzny bezmiernej konaniem,
      śniegiem zmierzchnącej i puchem skro-litej.
      Już nie pamiętam, jak słońce w śnieg prószy
      i w biele sypie ciszę pyłem złota.
      Dzwonki polami biegną i szeleszczą,
      cisza osiada śniegu mgłą na płotach.
      Już nie pamiętam ! miasto zaczajone
      zza murów mgłą mi dusi jaźń zamarłą
      i krwią już niebo mdłych, przegniłym dymów
      nocą wyszło w ulice
      i dławi mi gardło...
    Shi
    [Usunięty]




    Wzrost / waga: /
    Wysłany: 11 Czerwiec 2011, 20:06   

    Shi lubi papier. Jest praktyczny, miło się na nim pisze i rysuje, a czasami nawet nieźle smakuje. Ale nie o tym tu mowa.
    Dziewczyna wybrała się na spacer już jakieś cztery godziny temu. Od tamtej pory błądzi tu i tam, nie bardzo wiedząc na czym zakończyć wycieczkę. Może na świecie ludzi? Podobno mają niezłe lody niedaleko bramy... A może dom? Mogłaby zjeść coś porządnego i przespać się parę godzinek. Szczerze powiedziawszy ostatnimi dniami nudziła się wszędzie i o każdej porze dnia. Nie wiedziała już, co robić, gdzie chodzić, byle by tylko przeżyć jakoś kolejne dni żywota. Sto lat... Konkretniej dziewięćdziesiąt siedem lat i cztery miesiące błądzi już po tych światach. I co? Niczego jeszcze nie osiągnęła, nikogo nie pokochała, nie wygrała w totka, ani nie kupiła psa. A szkoda, pupilek by się jej przydał. Właśnie... Pupilek...
    Kroczyła powoli, patrząc się pod nogi, na kamyczki budujące tę długa ścieżkę. Interesujące, nie ma co. O wiele ciekawsze, niż różane krzewy. No bo spójrzmy, takie nic nieznaczące wytwory natury, potrafiące znieść ciężar jej ciała, zwłaszcza w licznej grupie. Co społeczeństwa wszystkich światów zrobiłyby bez kamienia? Drewnianą laskę, najwyżej.
    Drepcząc tak, nie mając żadnego wytyczonego celu tej podróży w jej polu widzenia pojawiły się jakieś nieznane jej osóbki. Coś leżącego i coś stojącego. Jej uwagę bardziej przyciągnęła stojąca cosia, bo gnijące na ziemi coś nie było według niej pociągające, ot co. W główce Shi włączyła się czerwona lampka, rozgrzewając serduszko drobnej białowłosej. Uśmiechnęła się niewinnie pod noskiem i zrobiła jeszcze te kilkanaście kroków. Beznamiętnie minęła leżącego cosia i zatrzymała się dopiero za nieznajomą. Odwróciwszy się na pięcie, pochyliła się lekko i wychyliła się zza dziewczyny, spoglądając jej w twarz. Uśmiechała się kącikami ust, wszak niewinnie, ale w oczach jej widać było dziwny błysk zbereźnej psychopatki.
    -Witaaam - wymruczała gładko, unosząc delikatnie jedną brew.
    Spoglądała na nieznajomą tak, jak ona patrzyła na pana kota.




    Mieszkaniec Krainy Luster

    Godność: Verna Sari de Clare
    Wiek: 24 lata, rzekomo
    Rasa: Cyrkowiec
    Lubi: Siebie
    Nie lubi: Ciebie
    Wzrost / waga: 174 cm / 64 kg
    Aktualny ubiór: Sukienka w soczystym kolorze czerwieni, zwiewna, na ramiączkach, odsłaniające pokryte bliznami ciało. Czarny, koronkowy pasek, wojskowe, wysokie buty. Znak Trefl wyszyty na lewej piersi.
    Znaki szczególne: Ona cała jest szczególna! Karminowy tatuważ koło prawego oka, kolczyk w dolnej wardze
    Pan / Sługa: Od dzi? sama sobie Pani?|| Laleczka w ludzkim ciele - Wiku? *_*
    Pod ręką: Kolorowe, owocowe sukiereczki, przemycone papierosy miętowe - cieńkie, oprawiony w skórę notes z metalowymi klamrami, kluczyk zawieszony na szyi, fantazyjny, przypominający lecącego motyla
    Broń: Składany nóż, dłonie, krótka włócznia z wiśni
    Stan zdrowia: Zdrowiutka
    SPECJALNE: Upiorna Księżniczka (Halloween 2011)
    Dołączył: 08 Maj 2011
    Posty: 265
    Wysłany: 11 Czerwiec 2011, 21:11   

    Wiatr ucichł zupełnie, noc nastała, okrywając świat żałobnym, pięknym całunem. Papierowe róże wydawały się skrzyć, niczym obsypane brokatem. Mrok uwydatniał sylwetki zebranych.
    Kobieta przypatrywała się smacznemu kąskowi, który mruknął niepewnie w jej stronę. Obawiał się. Powietrze przesycone było adrenaliną, strachem, potem i kurzem. Nozdrza Modliszki zadrżały.
    Wpatrywała się spokojnie w młodego mężczyznę, niczym nieziemska Bogini w postaci zdumiewającej kobiety, o bladej cerze, wyrazistym spojrzeniu, które wydawało się istnym darem dla nieznajomego. Zakrzywione rogi po obu stronach głowy zawijały się z gracją ku tyłowi.
    Wtem do uszu jej doszły kolejne kroki, równe, nieco leniwe, jakby osóbka zmierzająca w ich stronę była czymś zniecierpliwiona, może znużona. Nie odwróciła jednak głowy w stronę kolejnego intruza, rozkoszując się wonią otaczającą ich dwoje. Przymknęła na chwilę powieki. Czuła delikatne dreszcze wędrujące po jej ciele, niemal nieuchwytne, rozkoszne.
    Wtem wiedziała, że osoba zbliżające się była kobietą. Gracja, esencja życia, wszystko to napawało nienazwanym uczuciem. Uczuła, gdy istotka przemknęła tuż koło niej, stając za jej plecami. Nie zareagowała. Nie odwróciła się gwałtownie, jakby w proteście, iż jest nieuchwytną. Pragnęła tej niespotykanej bliskości kogoś, kogo znała, chociaż niezbyt dobrze. Zapachy podpowiadały jej, iż była to owa jasnowłosa dziewczyna, o spojrzeniu przesyconym krwią, życiem. Znała jej chorobliwie bladą cerę, cienie pod oczyma. Kąciki ust Modliszki drgnęły, niczym przebudzone, gotowe do gorącego tańca.
    Pozwoliła dziewoi oprzeć się na swym ramieniu, gdzie ciepły policzek otarł się o smukłą szyję. Dziewczę było niskie, musiało stawać na palcach, a mino to, jakimś nienazwanym cudem, mogła przekręcić głowę, muskając jej skórę jasnymi kędziorami, by spojrzeć w twarz Bogini.
    Verna odetchnęła z wolna, wypuszczając nagrzane powietrze z trzewi. Torebki jadowe pulsowały w tak uderzeń serca, które pompowało krew wszystkimi arteriami w jej ciele. Przekręciła głowę nieco w bok, napotykając gorące spojrzenie kogoś, kto mógłby zwać się psychopatą, a jednak wiedziała, iż znała uczucia, co pozbawiało białowłosą tego zaszczytu.
    Odwróciła się miękko na pięcie, patrząc Cyrkowcy w oczy. Nachyliła się, kasując tym samym dzielącą je przestrzeń. Słodki oddech owiał twarz dziewczęcia. Zimne, jaskrawe tęczówki, znamionujące kryształowy, lodowy kryształ, przewiercały niską kobietkę. Niemal stykały się nosami. Uniosła prawą dłoń, zakończoną chitynowym pancerzem, dotykając delikatnych włosów. Zbliżyła twarz do jej skroni, napawając się jej zapachem. Pachniała tak rozkosznie, słodko.
    -Witaj - zamruczała w odpowiedzi. Przesunęła nosem po gładkiej skórze policzka, by móc na powrót zatopić spojrzenie w jej niezwykłych ślepkach. Na chwilę zapomniała o obecności Kota. Miała o wiele ciekawsze zajęcie.
    _________________
    {Galeria}:*|*|*|*|*|*|*|*|*|*|*

      Już nie pamiętam, jak las szumi śniegiem,
      jak słońce złotem w ciszę lasu pryska,
      kiedy płaszczyzna obłąkana biegiem
      ucieka pędem szalona i śliska.
      Już nie pamiętam gór ogromnych wiecznią
      i nocy gęstej, gwiazdami nabitej,
      i pól płaszczyzny bezmiernej konaniem,
      śniegiem zmierzchnącej i puchem skro-litej.
      Już nie pamiętam, jak słońce w śnieg prószy
      i w biele sypie ciszę pyłem złota.
      Dzwonki polami biegną i szeleszczą,
      cisza osiada śniegu mgłą na płotach.
      Już nie pamiętam ! miasto zaczajone
      zza murów mgłą mi dusi jaźń zamarłą
      i krwią już niebo mdłych, przegniłym dymów
      nocą wyszło w ulice
      i dławi mi gardło...
    Shi
    [Usunięty]




    Wzrost / waga: /
    Wysłany: 12 Czerwiec 2011, 11:05   

    Uhuhuu? Shi chyba nawet w najśmielszych snach nie sądziła, że dziewczyna odpowie tak na jej rozpoczęte zaloty. Białowłosa zdawała się być ciut zdziwiona, ale szybko przepędziła rodzącą się w niej niepewność. Trzeba skorzystać z tej chwili, inaczej dziś znów będzie się nudzić. Do jej myśli ponownie wkradł się pomysł o znalezieniu sobie pupilka. Takiej dzieweczki, którą mogłaby dotykać i pieścić za dnia i w nocy. Aż jej ślinka ciekła na samą tę myśl. No, ma już zadanie! Ale wpierw trza się zabawić z tą miłą panną...
    Obserwowała leniwie każdy ruch nieznajomej, z bardzo wielką uwagą. Z jej ust nie znikał rozanielony uśmieszek. Nawet, gdy dziewczyna się doń odwróciła, Shi uśmiechała się niewinnie, jakby żadnych złych ani dobrych zamiarów wcale nie miała. A miała? Licho ją tam wie, przy pięknych dziewczętach zawsze traciła zupełnie głowę. Mogła jedynie nieświadomie knuć intrygę, jak zaciągnąć nieznajomą do łóżka... Kiedy dziewczyna jeszcze bardziej się zbliżyła, Shi napawała się każdym szczegółem jej uroczej twarzyczki. Nie mogąc się powstrzymać aż oblizała powoli górną wargę, już wyobrażając sobie niezbyt grzeczne zabawy. Czując dotyk na policzku, aż ciarki przeszły jej po plecach z rozkoszy. Kiedy to ostatnio z kimś była? Cholera, dawno już. Zatęskniła za dotykiem i przyjemnością z tego płynącą. Zamruczała cichutko, jakby domagając się o więcej pieszczot. Na chwile przymknęła powieki, uspokajając się. Nie może spuścić demonów ze smyczy tak na samym początku... Lubi powolnie rozpoczynające się gierki.
    Gdy powieki odsłoniły w końcu rubinowe ślepia, te lśniły delikatnie z podniecenia. Shi uśmiechnęła się ciut szerzej, odsłaniając śnieżnobiałe ząbki. Przez krótką chwilę patrzyła nieznajomej w oczy, po czym przysunęła się doń jeszcze bardziej.
    - Może zostawimy to bezpańskie stworzonko własnemu losowi i przejdziemy się? - zaproponowała, szepcząc jej do ucha. Po tym musnęła wargami jej policzek i odsunęła się całkowicie z błyszczącymi ślipiami.




    Mieszkaniec Krainy Luster

    Godność: Verna Sari de Clare
    Wiek: 24 lata, rzekomo
    Rasa: Cyrkowiec
    Lubi: Siebie
    Nie lubi: Ciebie
    Wzrost / waga: 174 cm / 64 kg
    Aktualny ubiór: Sukienka w soczystym kolorze czerwieni, zwiewna, na ramiączkach, odsłaniające pokryte bliznami ciało. Czarny, koronkowy pasek, wojskowe, wysokie buty. Znak Trefl wyszyty na lewej piersi.
    Znaki szczególne: Ona cała jest szczególna! Karminowy tatuważ koło prawego oka, kolczyk w dolnej wardze
    Pan / Sługa: Od dzi? sama sobie Pani?|| Laleczka w ludzkim ciele - Wiku? *_*
    Pod ręką: Kolorowe, owocowe sukiereczki, przemycone papierosy miętowe - cieńkie, oprawiony w skórę notes z metalowymi klamrami, kluczyk zawieszony na szyi, fantazyjny, przypominający lecącego motyla
    Broń: Składany nóż, dłonie, krótka włócznia z wiśni
    Stan zdrowia: Zdrowiutka
    SPECJALNE: Upiorna Księżniczka (Halloween 2011)
    Dołączył: 08 Maj 2011
    Posty: 265
    Wysłany: 12 Czerwiec 2011, 14:22   

    Kobieta obserwowała bladą twarz nieznajomej, która to w przebłyskach jawiła się jako ktoś zupełnie już poznany. Musiała ją widzieć już wcześniej, była tego pewna. Inaczej skąd mogłaby wiedzieć, jak dziewczę wygląda, nim spojrzała w jej przepiękne oczęta?
    Uśmiechnęła się leciutko, jakby zachęcająco, gdy ujrzała na bladym licu rodzącą się z wolna niepewność. Ucieszyła się, gdy niechętne jej uczucie spłynęło z oczu wraz z delikatnym, kuszącym spojrzeniem igrających karminowych ogników. Cudownie, nie sądziła, iż wieczór odwróci swój bieg tak nagle, zaskakując ją niecodzienną wszakże propozycją. Nie wiedzieć czemu, ale głód zamilkł znacznie, usypiając, niczym dzika bestia,zmęczona ciągłym upominaniem się o swoje. Spokojnie, wszystko w swym czasie. Teraz miała o wiele ciekawsze rzeczy do roboty. O wiele, wiele intrygujące.
    Zimne ognie zatańczyły w akwamarynowych ślepiach. Czuła piękny zapach kobiety, rodzące się podniecenie, które wodziło za zmysły niewidzialnymi sznureczkami.
    Znała intencję białowłosej nim ta sama zdała sobie sprawę z tego, czego od niej oczekuje. Och, nie trzeba było jej zbyt dług namawiać. W końcu tak wiele czasu upłynęło, gdy ostatni raz dzieliła się rozkoszą z drugim człowiekiem. Jednak zawsze chodziło tylko i wyłącznie o jej przyjemność. Może, gdy dziewczę okaże się pojętne i wystarczająco urocze, obdaruje ją upojnymi chwilami. A znała się na tym i owym zgoła całkiem, całkiem. Wszakże żyje nie od wczoraj na tym nędznym świecie. I nic to, że pamięta jedynie czas sprzed dwudziestu czterech lat. Ciało nigdy nie zapomina...
    Urocze dołeczki pojawiły się w policzkach kobiety, gdy obserwowała z uwagą każdy gest nieznajomej znajomej. Delikatne oblizanie górnej wargi spowodowało u niej nieco szybszą reakcję serca. O, tak, miała ochotę dzisiaj się zabawić. Zwilżyła językiem dolną wargę, muskając ją nosem w nos.
    Mruczenie pełne zadowolenie. "Tak, dziewczynko, właśnie tak. Dzisiaj będziesz moja, kochanie. " Pomyślała leniwie, czując drżenie satysfakcji.
    Podniecenie czerwonookiej było aż namacalne. Hm...
    -Wyciągnęłaś mi te słowa z ust, moja miła - zamruczała nisko. I nim ta odsunęła się na znaczącą odległość, uchwyciła chłodnawymi, długimi palcami jej brodę, patrząc na nią z góry. Uśmiechała się samymi kącikami ust. Zniżyła głowę i pocałowała ją, można by rzecz, że delikatnie, jakby smakowała jej warg przed spróbowaniem całego dania.
    _________________
    {Galeria}:*|*|*|*|*|*|*|*|*|*|*

      Już nie pamiętam, jak las szumi śniegiem,
      jak słońce złotem w ciszę lasu pryska,
      kiedy płaszczyzna obłąkana biegiem
      ucieka pędem szalona i śliska.
      Już nie pamiętam gór ogromnych wiecznią
      i nocy gęstej, gwiazdami nabitej,
      i pól płaszczyzny bezmiernej konaniem,
      śniegiem zmierzchnącej i puchem skro-litej.
      Już nie pamiętam, jak słońce w śnieg prószy
      i w biele sypie ciszę pyłem złota.
      Dzwonki polami biegną i szeleszczą,
      cisza osiada śniegu mgłą na płotach.
      Już nie pamiętam ! miasto zaczajone
      zza murów mgłą mi dusi jaźń zamarłą
      i krwią już niebo mdłych, przegniłym dymów
      nocą wyszło w ulice
      i dławi mi gardło...
    Shi
    [Usunięty]




    Wzrost / waga: /
    Wysłany: 12 Czerwiec 2011, 15:42   

    Białowłosa nie mogła się już doczekać zbliżającej się gry. Drżała cała z podniecenia, nie mogąc się powstrzymać. Ech, niech no już ten moment nastąpi! W tejże chwili czuła się jak wampir, który żyje dzięki zaspokajaniu swoich zachcianek, tudzież rozkosznych potrzeb.
    Tego co nastąpiło po słowach dziewczyny nigdy by się nie spodziewała. W pierwszej chwili nie miała zielonego pojęcia, co się z nią dzieje, a w drugiej już wiedziała - to był pocałunek. Jednakże Shi takie muśnięcie ustami nie satysfakcjonowało. Przycisnęła wargi do jej warg ciut mocniej i objęła ją śmiało w pasie, przytulając się doń. Przymknęła ślipka, oddając pocałunek namiętnie i z uczuciem. Po chwili odkleiła się od niej trochę niechętnie i uśmiechnęła się szeroko, jak niegrzeczny bachor, który coś przeskrobał i uszło mu to jak najbardziej na sucho.
    Odeszła parę kroków do tylu, nadal się uśmiechając. Naprawdę na początku nie oczekiwała takiego obrotu spraw. Myślała, że dziewczyna będzie się bronić przed zalotami, a tu proszę bardzo. Sama prowokowała Shi do spuszczenia jej demonów. I chyba niedługo to nastąpi...
    Tak czy siak, Shi zbliżyła swoją dłoń do ust. Zacisnęła ją w pięść i spojrzała na kciuk. Zaraz zrobiła coś dosyć dziwnego - przegryzła skórę na koniuszku kciuka i pozwoliła, by kropla krwi wypłynęła. Ale ów rubinowa ciecz nie spadła na ziemię, o nie. Podniosła się, niczym cieniutki wężyk rozpoczęła swój taniec i zaraz wystrzeliła w jeden z różanych krzewów. Gdy "wężyk" wrócił, trzymał papierowy kwiatek, o mocnej czerwieni, tak jak i on. Kwiatek wylądował w końcu na dłoni białowłosej, które zbliżywszy się do nieznajomej ukłoniła się lekko i podała jej niewielkie cudeńko z papieru.
    - Więc chodźmy - wymruczała, zwilżając języczkiem usta. Naprawdę nie mogła się już doczekać. Ledwo stała na nogach, próbując powstrzymać budzącą się w niej rządzę bliskości.




    Mieszkaniec Krainy Luster

    Godność: Verna Sari de Clare
    Wiek: 24 lata, rzekomo
    Rasa: Cyrkowiec
    Lubi: Siebie
    Nie lubi: Ciebie
    Wzrost / waga: 174 cm / 64 kg
    Aktualny ubiór: Sukienka w soczystym kolorze czerwieni, zwiewna, na ramiączkach, odsłaniające pokryte bliznami ciało. Czarny, koronkowy pasek, wojskowe, wysokie buty. Znak Trefl wyszyty na lewej piersi.
    Znaki szczególne: Ona cała jest szczególna! Karminowy tatuważ koło prawego oka, kolczyk w dolnej wardze
    Pan / Sługa: Od dzi? sama sobie Pani?|| Laleczka w ludzkim ciele - Wiku? *_*
    Pod ręką: Kolorowe, owocowe sukiereczki, przemycone papierosy miętowe - cieńkie, oprawiony w skórę notes z metalowymi klamrami, kluczyk zawieszony na szyi, fantazyjny, przypominający lecącego motyla
    Broń: Składany nóż, dłonie, krótka włócznia z wiśni
    Stan zdrowia: Zdrowiutka
    SPECJALNE: Upiorna Księżniczka (Halloween 2011)
    Dołączył: 08 Maj 2011
    Posty: 265
    Wysłany: 12 Czerwiec 2011, 18:12   

    Nie przymknęła powiek, gdy dziewczę przyciągnęło jej twarz bliżej siebie, by zatopić swe wargi w namiętnym pocałunku. Patrzyła na nią, na drobne siateczki żył, rysujące się pod delikatną, bladą cerą. Napawała się zapachem i ciepłym dotykiem. Och tak, dawno już nikt jej nie dotykał w ten sposób. Jednak w większości wypadków była to jej wina, gdyż na t nie chciała pozwolić. Jednak dzisiaj, cóż, dzisiejsza noc to zupełnie coś innego. Miast się pożywić krwistym mięskiem, pożywi się życiodajnymi sokami. Przytrzymała delikatnie zębami aksamitną, dolną wargę Shi, pamiętając by ówcześnie schować trujące kły.
    Obserwowała poczynania dziewczęcia, które przybliżając kciuk d ust, zrobiła coś niespodziewanego. Przekręciła w zaciekawieniu rogatą główkę, nie chcąc uronić ani jednego gestu. Krew zatrzymała się na smukłym palcu, a ona patrzyła na tą drobną, pełną życia drobinę, niczym zahipnotyzowana. Jad spłynął po podniebieniu, w stronę gardła. Oblizała górną wargę. Ach, nie ułatwiała jej niczego.
    Smużka przeleciała przez gęstniejącą noc, i powróciła, 'niosąc' krwisty dar. Oczy Verny zalśniły lodowato. No, no, dziewczynka posiadała bardzo... użyteczną moc... Hm... Zastanowi się nad tym wkrótce. Kto wie, może byłby to bardzo użyteczny nabytek dla Szajki?
    Przyjęła podarunek, skłaniając wdzięcznie długą szyję.
    -Dziękuję Ci, moja miła - odparła zmysłowym głosem. Schwyciła ją swą monstrualną dłonią, owijając szponiaste polce wokół delikatnych paluszków. Uniosła ją d ust i zlizała resztki widniejącej na kciuku krwi. Uśmiechnęła się.
    -Chodźmy - przytaknęła i nadal trzymając jej rączkę, pociągnęła ją za sobą.

    zt obie

    Zapraszam -> http://spectrofobia.cba.pl/viewtopic.php?t=800
    _________________
    {Galeria}:*|*|*|*|*|*|*|*|*|*|*

      Już nie pamiętam, jak las szumi śniegiem,
      jak słońce złotem w ciszę lasu pryska,
      kiedy płaszczyzna obłąkana biegiem
      ucieka pędem szalona i śliska.
      Już nie pamiętam gór ogromnych wiecznią
      i nocy gęstej, gwiazdami nabitej,
      i pól płaszczyzny bezmiernej konaniem,
      śniegiem zmierzchnącej i puchem skro-litej.
      Już nie pamiętam, jak słońce w śnieg prószy
      i w biele sypie ciszę pyłem złota.
      Dzwonki polami biegną i szeleszczą,
      cisza osiada śniegu mgłą na płotach.
      Już nie pamiętam ! miasto zaczajone
      zza murów mgłą mi dusi jaźń zamarłą
      i krwią już niebo mdłych, przegniłym dymów
      nocą wyszło w ulice
      i dławi mi gardło...
    Blaise
    [Usunięty]




    Wzrost / waga: /
    Wysłany: 25 Lipiec 2011, 22:18   

    Blaise był bardzo zmęczony, jeśli miałabym mierzyć specjalnym miernikiem jego poziom zmęczenia byłaby to buźka Vladzia Drakuli, który nie spożywał od bardzo długiego czasu, czyli najprawdopodobniej od kiedy nawiedziło go widmo pięknej narzeczonej. Chwila, zaczynam, a raczej myśli blondyna zaczynają bredzić. Szczerze mówiąc chłopak myślał, że wyląduje u wrót swojego domu, ale tuż przed teleportacją zabolała go rana. Bardzo prawdopodobne, jeśli wierzyć jego odczuciom, że jedno wbicie zostało wbite za blisko rozszerzenia się skóry i obecnie pękło haratając to co miało zszyć. W każdym razie Blaise nie był zbyt odporny na ból i kiedy takie coś wyprowadziło go z równowagi przestał myśleć o celu swojej teleportacji i odleciał. Gdy jego piękne buty wylądowały na ziemi pełnej kamyczków pojawiła się nadzieja, że może jest w Karcianej Siedzibie, ale gdy tylko wrócił mu wzrok cała ta nadzieja zgasła jak za dotykiem dłoni do włącznika. Gdzie on do jasnej ciasnej był? To w żaden sposób nie było śmieszne. Nie chciał tu umierać, sam. Ktoś kiedyś powiedział, może nawet mój wewnętrzny filozof, że ludzie nie umierają. Ludzie żyją póki ktoś o nich pamięta. W takim razie kto pamiętałby o blondynie? Kochana siostra Loire? Jakiekolwiek żywił do niej uczucia ona pewnie nie żyje, a nawet jeśli... Skąd miałby to wiedzieć, nie dawał znaku życia przez wiele lat. Nie ruszył kąta bankowego po wojnie, ani w jej trakcie. Nie poszedł zobaczyć to, co zostało z rodzinnego domu. Jedynym dowodem jego istnienia, jako potomka Guide, były świeże białe róże na grobie jego matki Emelie. Tak, jego matki. Bo choć krypta Guide'ów była miejscem spoczynku wielu jego przodków on chciał pamiętać tylko ją. O czym on teraz myśli, do cholery! Złapał się za grzywkę przykrywającą jego lewe oko i pociągnął ją jeszcze bardziej w dół, gdyby miał te same siły co pół godziny temu najprawdopodobniej wyrwałby sobie włosy. Uczucia rzucały się w nim jak piłeczki pingpongowe w czasie testów. Był zarówno wściekły, zarówno szczęśliwy, zarówno zazdrosny i zarówno... nie, on szczególnie się martwił. Martwił się o swoją panią. Nie wiedział jaka reakcja była teraz dla niej najlepsza. Żadne z dwudziestu pomysłów na jej zachowanie były dla niego tak nienormalne i dziwne, że przytaczanie kilku z nich było głupotą. No bo spójrzcie, jeśli by nic sobie z tego nie robiła lub cieszyłaby się jak głupia, Blaise straciłby wszelkie nadzieje i stwierdził po prostu, że zamiast skrzywdzonej przez Krainę Luster ma przed sobą piękną szaloną, niczym Ofelia. Z drugiej strony wizja dostojnej pani Madeline ze łzami w oczach i z rozgoryczeniem oraz wyrzutami sumienia była jak kawałek układanki, który na pierwszy rzut oka nie pasuje. Zachwiał się i po chwili jego zgrabna dłoń wylądowała na ścianie z róż. Oczekiwał ukłucia, czegokolwiek. A on co? Poczuł papier, suchy tylko chwilę, bo uświadomiwszy sobie, gdzie jest, Blaise osunął się po ścianie i wylądował na kamieniach. Czerwona smuga z rozerwanego zszycia przyozdobiła kwiaty. Huh, kto wie. Może te ścierwa z Ogrodu Strachu się tym żywią. Blondynowi przyszło teraz tylko czekać aż pożre go jakaś Dracula. Miał podkrążone z wysiłku oczy i nieco zaróżowione, ale niezdrowo policzki. Teraz przyszła pora na uczucie tego jaką zrobiło się głupotę. Co on do cholery napisał w tym liście! Miał być dla swojej pani oparciem, wiecznym oparcie, a takie - pfff, lekkie poharatanie nie powinno go nawet wzruszyć. Oparł się o ścianę kwiatów i spojrzał na rozchodzące się szwy. Służba w Różanej Wieży jest doprawdy nieudolna! Nie da rady się teraz sam zszyć, w dodatku sama apteczka leżała za daleko.
    - Czyli tak przyszło mi umrzeć? - zapytał niebyt, huh kolejne lubione słowo. Może trochę dramatyzował? Pewnie tak. Jednak prawda była taka, że poleciało mnóstwo krwi, a w dodatku świadomość, że jego nienaganność spadła prawie do połowy i nadrabia tylko tym, że wycieńczony i krwawiący może wyglądać seksi dla jakiś wielbiciele żywych trupów... Czuje zmierzch, albo Belle. Ciężko mi stwierdzić.
    No może nie wyglądał jak Edzik, bo miał mięśnie, których nie trzeba dorabiać w fotoszopie. Czarne glany ze srebrnymi zapinkami i czarne spodnie były nienaruszone. Za to biała koszula zabarwiła się w szkarłat, w tym z lewego rękawa zarówno marynarki i koszuli pozostały tylko strzępy. Swoją drogą ciekawe czy czerwona mucha jest czerwona, bo taka była, czy od krwi, która już powoli przestawała ciec z dolnej wargi?
    Wyświetl posty z ostatnich:   
    Po drugiej stronie krzywego zwierciadła... Strona Główna
    Odpowiedz do tematu
    Nie możesz pisać nowych tematów
    Nie możesz odpowiadać w tematach
    Nie możesz zmieniać swoich postów
    Nie możesz usuwać swoich postów
    Nie możesz głosować w ankietach
    Możesz załączać pliki na tym forum
    Możesz ściągać załączniki na tym forum
    Dodaj temat do Ulubionych
    Wersja do druku

    Skocz do:  



    Copyrights © by Spectrofobia Team
    Wygląd projektu Oleandra. Bardzo dziękujemy Noritoshiemu za pomoc przy kodowaniu.

    Forum chronione jest prawami autorskimi!
    Zakaz kopiowania i rozpowszechniania całości bądź części forum bez zgody jego twórców. Dotyczy także kodów graficznych!

    Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
    Template AdInfinitum
    Strona wygenerowana w 0,1 sekundy. Zapytań do SQL: 9