To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Po drugiej stronie krzywego zwierciadła...

Wieża Zegarowa - Szczyt Wieży

Anonymous - 28 Maj 2011, 21:22
Temat postu: Szczyt Wieży
    Po długiej drodze w górę krętymi schodami można odebrać mała nagrodę- szczyt wieży, z którego roztacza się przepiękna panorama na miasto. Jednak prosimy uważać. Nie jeden już śmiałek wychylił się za bardzo i skończył jako kawałek mięska na placu poniżej.


Po schodach w górę szedł on- Marionetkarz. W ustach swych trzymał drewnianą fajkę- nieodłączny przyrząd uciech. Pykał sobie powoli kółka z dymu, wcale mu się nie spieszyło. Chciał tylko przyjrzeć się całym tym niezwykłym mechanizmom. Wcale go nie obchodziły widoczki zza okna.
Wcale.
Skończył tak jak przypuszczał- wyglądając przez okno i przyglądając się czujnym wzrokiem gawiedzi chodzącej pod nim, która nawet sobie nie zdawała z pilne śledzących ich oczu Marionetkarza.

Anonymous - 28 Maj 2011, 21:38

Tymczasem Akaito już od dłuższego czasu, nieco skulony siedział na podłodze, skrobiąc coś w swoim szkicowniku. O dziwo wcale nie patrzył na kartkę papieru, a w nieokreślony punkt na podłodze, tak jakby to ona była jego inspiracją. W istocie nie była, ale chłopak był tak pogrążony we własnych fantazjach, że nie musiał śledzić wzrokiem każdej linii, jaką pozostawi na kartce. Nie musiał, opanował rysowanie do perfekcji.
Nie odezwał się, i chwilę nawet nie dotknął kartki rysikiem, więc nieznajomy, który przybył do wieży mógł go nawet nie zauważyć.
Oczywiście do czasu, aż rysik nie wydał charakterystycznego dźwięku w momencie szkicowania. Sam rudzielec wydawał się w ogóle nie zauważać obecności drugiej osoby, albo... nie chciał jej zauważyć.
Nigdy jakoś nie przepadał za zaczepianiem ludzi. I tak mieli go już za wariata, więc po co ich w tym uświadamiać jeszcze bardziej? To ten rozpieszczony bachor, ten co własnego brata na wygnanie skazał i rodziców zabił. Też coś. Ludzie wierzą w każdą bajeczkę, jaką im się opowie...

Anonymous - 29 Maj 2011, 11:08

Ciszę została przerwana. Rytmiczne szuranie końcem rysika po kartce. Ktoś tu był, lecz kto? Rozejrzał się po wnętrzu i dopiero wtedy dostrzegł chłopaka o płomiennych włosach. Był gdzieś tam wciśnięty w kąt, nie rzucał się w oczy, więc nic dziwnego, że nie został zauważony podczas wchodzenia na szczyt. W dłoniach trzymał, zgodnie z przypuszczeniem, papier. Kreślił coś po nim. Co? Nie mógł dojrzeć. Jego uwagę za to przykuło to, iż chłopaczyna nie pilnuje przebiegu swojej pracy wzrokiem tylko wpatruje się w jeden z punktów zakurzonej podłogi.
Podszedł do niego i zmierzył wzrokiem od stóp aż po głowę.
- Umiesz rysować?
Pytanie retoryczne. Jak na dłoni miał widok na jego szkice, ale w końcu jakoś musi zacząć rozmowę, bo temu chyba nie kleiło się do konwersacji.

Anonymous - 29 Maj 2011, 11:27

Teraz nieznajomy mógł dostrzec, co widnieje na kartce. Była to postać niezwykle podobna do samego jej rysownika, a ponieważ praca pozbawiona była kolorów innych, niż tylko odcienie szarości, nie można było stwierdzić, że osoba którą szkicuje rudzielec w istocie nie była nim samym, a jedynie jego bliźniaczym bratem.
Kiedy chłopak odezwał się, dłoń Akaito, w której trzymał rysik od razu zatrzymała się w bezruchu. Dopiero po chwili uniósł głowę, spoglądając na obecnego tu, teraz już rozmówcę. Wyglądało to trochę, jakby wyrwał go z jakiegoś transu.
- Można tak powiedzieć. - odpowiedział krótko, uśmiechając się delikatnie, ledwie zauważalnie. Nie lubił się przechwalać, ale też nigdy nie zasłaniał swoich szkiców. Kto chciał, miał do nich swobodny wgląd. Nie wstydził się swoich prac, choć tak na prawdę, jego zdaniem, każdej z nich czegoś brakowało.
Poprawił okulary, po raz pierwszy dziś zerkając na to, co naszkicował.

Anonymous - 29 Maj 2011, 11:41

Oparł się o jakąś dechę, po czym dokładniej przyjrzał się rysunkowi. Jak na jego oko był całkiem niezły, choć brakowało tego i owego. Ale artysta też chyba nie należał do najstarszych dziadygów, więc jeszcze pewnie się nauczy kilku sztuczek, którymi mógłby poprawić swoje dzieło.
Posłał w stronę ognistowłosego uśmiech. Schował swoją ukochaną fajkę do woreczka z tytoniem.
- Narysujesz coś dla mnie?- zapytał bez ogródek.- Oczywiście zapłacę jeżeli chcesz.
Ten sposób wydawał mu się o wiele lepszy niż całodzienne zapamiętywanie szczegółów .

Anonymous - 29 Maj 2011, 11:55

Na pytanie nieznajomego uśmiechnął się szerzej. Coś takiego! Nie jest pierwszą osobą, która go o to prosi, ale dawno nie miał zamówień. Mieszkańcy Krainy Luster w większości byli do niego uprzedzeni, więc albo stojący przed nim facet nigdy nie słyszał o rodzinie Shion, albo nie wierzy w byle plotki.
- Oczywiście, przyjmę propozycję, ale... - tu podniósł się z podłogi, zupełnie nie zważając na to, że jego ubrania były brudne, pokryte pajęczynami, a przez gęste, rude kłaki pewnie przebijał się jakiś tutejszy pajęczak. W końcu usiadł w rodu starej wieży zegarowej, czego się spodziewać...
- ... mój drogi, nie gwarantuję, że podołam zadaniu. - dokończył. Nawet kiedy wstał, musiał zadzierać głowę do góry, by spojrzeć w oczy swojego rozmówcy. Był niski, co bardzo go irytowało. Póki jednak nikt nie zwracał mu na to uwagi, wzrost pozostawał mu obojętny.
- Co konkretnie chciałbyś otrzymać?

Anonymous - 29 Maj 2011, 12:15

Spojrzał na niego z góry. Jak siedział wydawał się trochę większy, a tu takie małe... No cóż, nie wszyscy byli wysocy jak góra, a nawet dwie.
Nie podoła zadaniu? Cieszyłby się jednak, gdyby mu się udało podołać, bo dla niego była to dość ważna rzecz. Bardzo potrzebował paru rysunków, a sam raczej nie posiadał zdolności manualnych w zakresie machania ołówkiem po kartce. Znacznie bardziej wolał rzeźbić, wycinać, malować na drewnie, porcelanie... A potem ożywić to.
- Potrzebuję szkicu wieży od wewnątrz. Dasz radę chłopcze czy mam szukać kogoś bardziej pewnego?
Włożył ręce do kieszeni i zaczął bacznie się przyglądać swojemu rozmówcy. Czy powinien go znać? Chyba nie. Dieter mało osób w ogóle kojarzył. Był zamknięty w swoim małym sklepiku i tam tworzył. Nie obchodziło go co jest na zewnątrz...

Anonymous - 29 Maj 2011, 12:25

Rozmówca nieco zaskoczył go swoim zamówieniem. Ludzie przeważnie chcieli, żeby rysował dla nich coś, co trudno właściwie dostrzec. Ich wyobrażenia, ich sny, dając Akaito jedynie ubogi w szczegóły opis, a jednak nigdy nie marudzili, że coś z rysunkiem było nie tak.
Chłopak rozejrzał się z ciekawością po pomieszczeniu, do którego wcześniej nawet nie przywiązał większej uwagi.
- Myślę, że nie będzie z tym problemu. - stwierdził, obróciwszy w palcach ołówek. Może i szkicowanie wnętrza wieży zegarowej nie było zbyt inspirującym zajęciem, ale zawsze oderwie go na chwilę od tego, co rysuje po kilkanaście razy w ciągu dnia. Od facjaty jego bliźniaczego brata, który któregoś pięknego dnia stwierdził, że odchodzi, nawet nie podając powodów swojej decyzji. No cóż, różnie w życiu bywa.
- Nie oczekuję od ciebie zapłaty. Zdradź jedynie swoje imię. - poprosił, lustrując wzrokiem nieznajomego.

Anonymous - 29 Maj 2011, 13:06

Nie chce zapłaty? Dość dziwny osobnik. Większość za takie monotonne i nudne usługi życzy sobie sporej sumki. I to natychmiast. A on chce tylko imię.
- Dieter. Dieter van der Berg. Marionetkarz.
Jak już się przedstawiać to do końca. Podanie ... profesji też może jakoś wpłynąć na stosunek chłopaka do niego.
- Czy miałbyś cos przeciwko, jeżeli bym teraz wrócił do swojego warsztatu?
Teraz najchętniej wypiłby porządną filiżankę herbaty, przespał się i kontynuował swoje prace. Chłopaczyna w tym czasie pobawiłby się w artystę, po czym dostarczył mu swoje "prace". Tak by mu leżało najlepiej. Ale czy się zgodzi to już zupełnie inna bajka.

Anonymous - 29 Maj 2011, 13:18

Pieniądze nie były mu do niczego potrzebne. Nigdy nie brał ich za coś, co uwielbiał robić. Według niego byłoby to nie fair nawet w stosunku do samego siebie.
- Akaito Shion. Baśniopisarz. - przedstawił się, podobnie jak jego rozmówca. Co prawda wcale nie musiał tego robić, jednak tego wymagała kultura, jak mniemał. Akaito należał do uprzejmych osób, choć nieco złośliwych i... wyjątkowo dziwnych, jak sądzili niektórzy ludzie (i nie tylko).
- Nie. Idź, nie przeszkadzaj sobie. Dostarczę prace, kiedy będą gotowe. - stwierdził, wodząc wzrokiem po pomieszczeniu. Z której strony najlepiej 'obejmie' pomieszczenie? Szkiców wykona najprawdopodobniej kilka, każdy z innego profilu.

Anonymous - 29 Maj 2011, 13:50

- Tak. Dobrze.- mruknał jeszcze na potwierdzenie, że zrozumiał jego słowa.
Podszedł do schodów. Podniósł rękę w gaście pożegnania i poweidział niewyraźne "Do zobaczenia". Zszedł powoli schodami w dół.
[z/t]

Anonymous - 29 Maj 2011, 22:17

Kiedy Dieter wyszedł, Akaito jeszcze długi czas siedział w wierzy zegarowej, kilka razy zmieniając miejsce, w którym szkicował. Przecież musiał uchwycić to miejsce z każdej strony, prawda? Po godzinach pracy, skończył na czterech szkicach, które zamknął w szkicowniku. Ot skończył swoją nieodpłatną robotę, ale zaraz... gdzie właściwie był warsztat tamtego faceta?
Ach, jak zwykle chłopak będzie musiał zbłądzić. Nie orientował się za bardzo w okolicy, rzadko kiedy opuszczał tereny rodzinnej posiadłości. Nie miał takiej potrzeby. Tym razem jednak będzie musiał udać się, jak widać, na dalszy spacerek.
Nieco leniwie i niechętnie opuścił wieżę zegarową, po drodze czyszcząc ubrania z pajęczyn.

z.t

Anonymous - 17 Sierpień 2011, 14:45

Na szczycie wysokiej wieży stoi granatowy kot. W pewnej chwili usiadł, najwyraźniej zmęczony wchodzeniem po wysokich schodach na wieżę. Sekundkę potem, w tym samym miejscu stała już średniej wysokości blada dziewczyna w czarnej sukience do pół-uda. Jej długie nogi zdobiły kabaretki, a małe stópki czarne szpilki.
Tak, była to Brenna. Kocica weszła pomimo lekkiej zadyszki na szczyt wysokiej wieży zegarowej, by podziwiać piękne widoki. I pomimo lekkiego zachmurzenia, warto było się trochę pomęczyć. Przed nią w dole rozciągała się piękna panorama miasta. Nad tym widać było piękny zachód słońca.
Brenna uśmiechnęła się. Zaczynała się noc. Brit jako kot lubiła noc. I samotność. Czyli to, co teraz ją otaczało.

Anonymous - 17 Sierpień 2011, 15:15

Stanęłam na pierwszym stopniu schodów prowadzących do wieży dysząc ciężko.
-Cheshi, ty oszuście! Mieliśmy się ścigać do domu a nie tu! To nie wygląda jak Herbaciane Łąki!- krzyknęłam patrząc piorunującym spojrzeniem na czarnego kota, który siedział na jednym z wyższych stopni. On patrzył na mnie nieco rozbawionym wzrokiem, jakby mówił: "To po co za mną biegłaś?". Odpowiedź była w sumie prosta.
-Bo nie chcę ci zgubić mały. Myślisz, że co ja bym zrobiła, gdyś mi nagle gdzieś zniknął! Chcesz, żebym popadła w depresje i zdemolowała pół Krainy, żeby cię znaleźć!- Cheshire zaczął cichutko mruczeć- No tak zapomniałam, że to by była dla ciebie świetna zabawa.- Uśmiechnęłam się do niego i wchodząc wyżej wzięłam go na ręce. Skoro już tu jestem to rzucę okiem na widoki jakie rozciągały się ze szczytu wieży. Mój zwierzak lubił takie miejsca, szczególnie nocą. Dodatkowo dzisiaj było widać wszystkie gwiazdy, co było dodatkowym plusem, bo dla odmiany ja lubiłam się w nie wpatrywać.
-Nieźle... Moim kotem jest sadystyczny psychopata-zaczęłam swojego sadystę głaskać po łepku. Dochodząc do szczytu schodów zastanawiałam się kogo mam zbombardować pytaniami o Krainę. Nie byłam tu ponad tydzień, a od tego czasu na pewno jest już jakaś nowa afera.
Jakby na wezwanie, okazało się, że na szczycie wieży już ktoś jest. Cheshi prychnął z niezadowolenia, a ja z przyszywanym uśmiechem ruszyłam w stronę dziewczyny. Położyłam jej rękę na ramieniu i gwałtownie odwróciłam nieznajomą w swoją stronę mówiąc:
-Cześć Ponuraku. Mam do ciebie kilka pytań i mam nadzieję, że na nie odpowiesz.- Nigdy nie wykazywałam się zbytnią kulturą, dlatego moje zachowanie nikogo nie powinno zdziwić. Dodatkowo, właśnie znalazłam sobie nową zabawkę.

Anonymous - 17 Sierpień 2011, 15:28

Patrząc na zachodzące słońce i pojawiające się gwiazdy, Brenna uśmiechała się do siebie. Lubiła patrzeć w gwiazdy, interesowała się trochę astronomią i astrologią. Do tego pojawił się lekki wiaterek i atmosfera stawała się coraz milsza.
Kiedy Brit tak stała, usłyszała za sobą czyjś głos. Było to dziwne, nie tyle z tego powodu, że nikogo nie powinno tu być, bo wcale nikt tego nie gwarantował. Chodziło raczej o to, że głos ten wyraźnie prowadził z kimś dialog, jednak nie było słychać drugiego głosu.
Jednak chwilę później Brenna usłyszała prychnięcie i już wiedziała, o co chodziło. Ludzi często rozmawiają z kotami, psami i innego rodzaju czworonożnymi przyjaciółmi. To samo robiła jej stara pani.
Brit nie zdążyła się obrócić, bo zrobił to ktoś inny. Była to wysoka dziewczyna o dużych brązowych oczach i długich włosach tego też koloru. Nie miała ona zbyt kobiecych kształtów, ale to nieważne. Była ona dość szczupła. Ale na jej twarzy widniał dziwny uśmiech. Na ogół Brit nie miała nic do uśmiechów, ale ten wydawał się... Sztuczny.
Sposób, w jaki nowo poznana zwróciła się do Brenny, potwierdził jej wątpliwości.
-Witaj, Nieznajoma. Pewnie na nie odpowiem, jeśli będę umiała.-Odpowiedziała Brit z uśmiechem. Tak, miała dzisiaj dobry humor i tak, lubiła być miła.



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group