To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Po drugiej stronie krzywego zwierciadła...

Kartoteka - Jestem Charles, nie Charlie

Charlie - 7 Listopad 2018, 21:29
Temat postu: Jestem Charles, nie Charlie
Imię, nazwisko, wiek, rasa, ranga, miejsce zamieszkania

Mój Stwórca nazywa mnie Charlie, chociaż tego nie lubię i wolałbym, żeby mówiono do mnie Charles – po prostu. Co do nazwiska to nie jestem pewny, ale domyślam się, że dał mi swoje, Mijailović. Wyglądam jakbym miał około trzydziestu lat, ale powstałem pięć dni i siedemnaście godzin temu. Jestem prototypową Marionetką, słyszałem jak Stwórca mówił o mnie Sobowtór, choć nie wiem dlaczego użył tego określenia, bo nie znam nikogo, kogo miałbym przypominać. Pytałem go o to, ale nie otrzymałem odpowiedzi. Mieszkam razem ze Stwórcą w Krainie Luster.
Potrafię mówić tylko po rosyjsku, zupełnie nie rozumiem, o czym rozmawiają ludzie, których słyszałem za oknem i jestem niemal pewny, że Stwórca zrobił to świadomie. Mam wrażenie, że on boi się, że mu ucieknę albo zrobię coś karygodnego, nie ma do mnie zaufania i często czuję u niego mieszankę nieprzyjemnych, rozedrganych uczuć.

Moce

Właśnie, czuję... Zostałem stworzony z możliwością wyczuwania emocji u ludzi, mam wrażenie, że umiem je wyczuć też u niektórych zwierząt, ale nad tym muszę jeszcze popracować. Kolejną rzeczą, którą potrafię, a która, jak sądzę, wynika z tej pierwszej, jest wpływanie na emocje. Zauważyłem, że potrafię wyciszyć Stwórcę, kiedy ten jest wyjątkowo wzburzony, ale jestem pewien, że umiałbym też wpłynąć na niego albo kogoś obcego w inny sposób, chociaż nie chcę tego robić. Właściwie nie potrafię wyjaśnić, skąd wiem, że władam jakaś mocą – po prostu to wiem i już, to tak naturalne jak posiadanie dwóch nóg i jednej głowy. I tak samo naturalnie nie chcę pochopnie wykorzystywać tych możliwości, bo dla mnie otwarte wczuwanie się w kogoś jest jak trzymanie dłoni na czyimś policzku albo wręcz obejmowanie. Oczywiście co innego, jeśli robię to w tajemnicy, wtedy traktuję to jak swego rodzaju zwiad i naukę. Wiem też, że władam telekinezą, ale nie taką w popularnym rozumieniu, tylko odrobinę udziwnionym: umiem stworzyć wokół siebie telekinetyczne pole, które utrzyma ludzi i przedmioty niecałe dwa metry ode mnie, przy odrobinie praktyki oraz skupienia będę mógł wybierać, co może przeniknąć tę barierę, a co nie. Wiem też jak ograniczyć ją do miejsca, w którym ją tworzę, na przykład żeby pojawiła się tylko przed moim przedramieniem albo dłonią, chociaż na razie nie umiem zmienić jej kształtu i zawsze jest bardziej lub mniej idealnym kołem. Poza tym, jak wcześniej powiedziałem, nie sięgam dalej niż jakieś półtora metra, ale bliżej już tak, właściwie najłatwiej mi jest taką barierą oblec swoje ciało, to kosztuje najmniej uwagi.

Umiejętności

Mam dobrą orientację w terenie, umiem w optymalny sposób korzystać z bardzo ograniczonych zasobów, podejmować szybkie decyzje, do tego znam podstawowe, ale też bardziej zaawansowane techniki przetrwania w różnych warunkach klimatycznych i sytuacjach. Potrafiłbym w mieście i dziczy na przykład zrobić broń, zbudować schronienie, zdobyć picie i jedzenie, choć ich nie potrzebuję. Cóż, jak widać Stwórca zrobił ze mnie Marionetkę nastawioną na ochronię i przeżycie cudze, no i oczywiście własne. Całkiem dobrze też znam się na pierwszej pomocy, poza tym krew, otwarte złamania czy wylewające się wnętrzności raczej nie zrobiłyby na mnie większego wrażenia. Może dlatego, że to męki, które mnie nigdy nie będą dotyczyć? Mniejsza o to. Coś jeszcze? A, no tak... To przekonanie, że jestem w czymś cholernie dobry, ale nie wiem dlaczego i po co. W życiu nie widziałem aparatu fotograficznego, nie mówiąc już żebym miał takie urządzenie w rękach, a pomimo tego wiem jak się nim posługiwać, znam całkiem sporo zagadnień teoretycznych i praktycznych, jakie kojarzone są z zawodem fotografa i mam na myśli tu zarówno technologiczny aspekt, jak i ten bardziej artystyczny. Bezużyteczna umiejętność, co? Już dwa razy podziękowałem za nią Stwórcy.

Charakter

Wiem, wiem, jestem Marionetką. Nigdy nie będę człowiekiem. Nie boję się o tym wspominać, tak naprawdę jakiś złośliwy podszept każe mi mówić o tym przy każdej możliwej okazji. Czy powodem jest rozczarowanie i gorzka chęć wytknięcia tego mojemu Stwórcy? Może. Mam ochotę paskudnie skrzywić się i śmiać na myśl o tym, że nigdy nie poznam smaku pieczeni ani herbaty, że nigdy się nie upiję i nigdy nie będę na takim haju, jakby jutro miało nie nadejść, nigdy nie będę mógł sypiać z kim popadnie bezwstydnie biorąc od innych ludzi wszystko to, czego zapragnę. To poza moim zasięgiem, a świadomość, że zmiana raczej nie nadejdzie zabiera mi ochotę do wysłuchiwania cudzych narzekań czy brania udziału w teatrzykach pod tytułem spotkajmy się na pogaduszki, wypijmy herbatkę, przekąśmy ciasteczko, gawędźmy o niczym. Lubię konkrety, ponadto... Ciężko jest mi się przywiązać, przynajmniej przez te zaszczytne pięć dni życia nie udało mi się poczuć niczego szlachetniejszego od ciekawości. Moje dni i noce to mieszanka znudzenia i goryczy przeplatanych zainteresowaniem zwierzętami czy ludźmi, którzy znajdą się w moim zasięgu akurat kiedy Stwórcy nie ma obok. Ach tak, właśnie. Fascynuje mnie ludzki oddech. Lubię patrzeć, jak Stwórca oddycha kiedy śpi. Czasem mam gdzieś z tyłu głowy ochotę rozkroić jego klatkę piersiową i wyjąć mu płuca, dokładnie, z pietyzmem oglądać je z zewnątrz, wąchać, dotykać, a potem nakłuć i powtarzać badanie jeszcze dokładniej, raz po raz, patrzeć jak zmienia się ich objętość pod wpływem obecności lub braku powietrza, kroić nakłuwać, namaczać, odsączać, traktować otwartym płomieniem i rozgrzanym metalem... Nie robię tego, bo wiem, że stałbym się mordercą. Być może takie mroczne myśli są częścią błędu, który popełnił mój Stwórca podczas tworzenia mnie. Wiem, że parę błędów we mnie jest, na pewno. Czemu mnie nie zniszczył? Nie mam pojęcia, tak samo jak po co w ogóle jestem stworzony, przecież nie do podboju świata ani do bycia perfekcyjną panią domu. Myślę, że Stwórca zrobił mnie, bo zwariował z samotności, ale coś poszło nie tak i dlatego traktuje mnie tak formalnie i z dystansem. Zawiodłem go, ale i zaciekawiłem. Taak... Nie taki miałem być. Często w oczach Stwórcy widzę zaskoczenie moimi słowami albo reakcjami, jestem pewny, że nie potrafiłbym zrobić czegoś niespodziewanego, gdybym był idealnie taki jaki miałem być. I, szczerze mówiąc, widzę i czuję, że Stwórca myśli, że mnie posiada, ale ja wiem, że jest odwrotnie – to ja jestem jego właścicielem. To ja obdarzam go uwagą, to ja o niego dbam, to ja go pilnuję, ja go uspokajam, ja przy nim trwam, choć nawet teraz mogę uciec. On obserwuje, odkrywa i uczy się mnie, kiedy ja znam go aż nazbyt dobrze.

Wygląd

Za brakiem zaufania ze strony Stwórcy przemawia też to, że podpisał mnie. Na piersi mam wypisane cyrylicą własność Dragana, próbowałem zmyć to na parę różnych sposobów, ale, cholera, nic nie działa. Litery widoczne są tak samo jak były, a ja uważam to za dziecinne, jak podpisywanie zabawki, żeby żadne inne dziecko nie mogło jej ukraść. Doprawdy... żenujące. A jak jesteśmy przy wyglądzie, to powiem, że nigdy się nie mierzyłem ani nie ważyłem, ale na oko mam sto osiemdziesiąt centymetrów wzrostu i ważę ze sto kilo. Czemu tak dużo? Bo jestem Marionetką, oczywiście. Moje kości są z metalu, nie wiem dokładnie z jakiego stopu i też nie mam pojęcia, czym jestem wypełniony. Może kiedyś okaleczę się i sprawdzę, ale na razie do tego mi niespieszno. Skórę mam syntetyczną, z wyglądu i w dotyku przypominającą ludzką, włosy niemal czarne, krótsze po bokach, a dłuższe na środku, oczy zielone, nos prosty, usta wąskie, a rysy twarzy raczej ostre. Noszę się zgodnie z tutejszą modą, bo ubrania wybiera mi Stwórca i niby nie robi mi to większej różnicy, ale gdybym mógł, zakładałbym coś innego, nietutejszego. Myślę, że niezależnie, co mam na sobie, wyglądam korzystnie... albo raczej ta rzecz wygląda korzystnie dzięki mnie. Mam całkiem przystojną sylwetkę, wąskie biodra, szersze barki, płaski brzuch, a mięśnie rysujące się pod skórą sugerują jakobym regularnie poświęcał czas na treningi. Ale przecież nie muszę ćwiczyć, bo jestem Marionetką, prawda? Właśnie, moim marionetkowym kluczem jest dziwny metalowy stożek o długości mniej więcej siedmiu centymetrów.

Historia

Tak jak mówiłem, powstałem pięć dni i siedemnaście... nie, już osiemnaście godzin temu. To niezbyt imponujący wiek jak na istotę, którą śmierć interesuje się nie bardziej niż kamieniem, co? Zastanawiałem się, czy tacy jak ja przypadkiem nie są długowieczni dlatego, bo tak naprawdę wcale nie żyją. No, nieważne, bez dywagacji. Chodzę po tym uroczym świecie krótko, ale zdążyłem już otrzymać parę cennych lekcji. Pierwsza z nich była zaraz po tym, jak świadomie spojrzałem na Stwórcę i rozejrzałem się po pracowni. Chciałem wyjść, poznać świat, zobaczyć, co jest za tymi ścianami, jak wglądają ulice, posłuchać ludzi... Nie mogłem. Mam siedzieć w domu, bo jestem Marionetką. Wtedy Stwórca pierwszy raz nazwał mnie 'Charlie', a ja skrzywiłem się. Charlie... to zdrobnienie brzmi jak nazwa sklepu z galanterią męską albo imię dla wyliniałego kanapowca, a nie człowieka. Ach, no tak! Zapomniałem! Przecież nie jestem człowiekiem, prawa? Charlie... Ygh. Stwórca woła tak do mnie pomimo moich protestów, ale muszę przyznać, że jego zaskoczenie, kiedy pierwszy raz poprosiłem, żeby mnie tak nie nazywał, było całkiem satysfakcjonujące.
Skoro nie mogłem poznać otaczającego mnie świata, pierwszy dzień spędziłem na dokładniejszym odkrywaniu siebie. Właściwie mam wrażenie jakbym siedział w tym ciele od lat, jakby nie mogło mnie zaskoczyć, lecz pomimo tego jakoś wolałem się upewnić, porównać odczucie z rzeczywistością. Sprawdziłem zakres ruchomości stawów, czułość węchu, słuchu i reszty zmysłów, chciałem też przetestować swoje moce, chociaż przeszkadzała mi w tym obecność Stwórcy. Jakoś... nie podoba mi się, kiedy ten na mnie tak patrzy, niby trzyma dystans, ale przecież widzę, że jest zaciekawiony, może nawet zdumiony, dodatkowo nie chce odpowiadać na moje pytania, przynajmniej nie na te, które interesują mnie najbardziej. O, właśnie, moja lekcja: jeśli chcesz się czegoś dowiedzieć, musisz polegać na własnym rozeznaniu, a Stwórca jest Stwórcą, nie Nauczycielem, Mistrzem. Mam wrażenie, że on myśli, że pierwszego dnia nie byłem świadomy swoich mocy – jeśli tak, myli się. Poczekałem jak tylko pójdzie spać, aż głębiej zaśnie i sprawdziłem, czy moje przeczucia co do mocy są prawdą i okazało się, że tak. Pierwszą noc poświęciłem głównie na badanie pola kinetycznego, jakie umiem tworzyć, na ocenę zmęczenia po różnych sposobach użycia go oraz na odpoczynek. Nad ranem zacząłem myszkować po szafkach, głównie w kuchni, gdzie Stwórca urządził swój warsztat, odkryłem też wiele nieaktywnych lalek podobnych do mnie.
Następny dzień był nudą, rozczarowaniem oraz hamowaniem się przed kąśliwością i wylaniem rosnącej frustracji na Stwórcę. Chciałem wiedzieć tyle rzeczy, zwiedzić tyle miejsc! Miałem tyle pytań! Właściwie nadal mam, mam ich coraz więcej. Wiem, że prędzej czy później znajdę na nie odpowiedzi, nieważne czy dzięki Stwórcy, czy samodzielnie. Moją ciekawość drastycznie pogłębiły książki, które zacząłem czytać w dzień. Proponowałem, że czymś się zajmę, dla zabicia czasu byłem gotów zrobić obiad albo nawet posprzątać, ale na to też nie dostałem pozwolenia, dlatego pogrążyłem się w czytaniu. Sięgnąłem po pierwszą książkę z brzegu, ma tytuł 'Droga przez mękę'. O dziwo, Stwórca pozwolił mi na czytanie, ale nawet nie próbowałem z tego przypływu szczodrości czerpać nadziei na to, że zacznie odpowiadać na pytania, jakie zrodziła w mojej głowie lektura, dlatego zatrzymałem wszystkie wątpliwości i refleksje dla siebie. Frapuje mnie i lekko niepokoi przede wszystkim to, że fabuła 'Drogi przez mękę' dzieje się jakby w innym kraju. Może na innym kontynencie? Albo to fantastyka? Nie mam bladego pojęcia jak to rozumieć.
Kolejnej nocy przerwałem czytanie i obszedłem dom zaglądając przez okna. Chciałem jak najlepiej poznać okolicę, a przy okazji zobaczyłem kobietę, która pospiesznie szła ulicą naprzeciwko mojego domu. Sprawdziłem, czy jej emocje potrafię odczytać w taki sam sposób, jak emocje Stwórcy i, szczerze mówiąc, było nawet łatwiej. Później miałem też okazję skupiać się na paru innych osobach, psie, szczurze i gołębiu.
Przez następne dłużące się godziny myślałem nad paroma kwestiami i uznałem na przykład, że do Stwórcy będę podchodzić z większym dystansem. Im dłużej z nim przebywam, tym bardziej przekonuję się, że jest zagubiony, że nie potrafił stworzyć mnie bez błędów, bo on sam nie jest bezbłędny, idealny. Po drugie, postanowiłem, że za parę dni wyjdę z domu. Poczekam aż Stwórca zaśnie i wymknę się oknem. Zrobię to dopiero kiedy skończę czytać książkę, bo nie wiem czy jeszcze tu wrócę. Na razie nigdzie mi się nie spieszy, siedzę i czytam, ale wiem, że prędzej czy później w tym domu zabranie rzeczy, które będą zdolne utrzymać moje zainteresowanie na chociaż minimalnym poziomie, dlatego wyruszę sam, aby ich poszukać.

_______________________

Empatia (od rangi): trwa 3 posty, odpoczynek 2 posty, obiekt, u którego wyczuwane są emocje musi być w zasięgu wzroku badającego, wyjątkiem jest obiekt silnie związany z badającym, lecz wtedy moc trwa 1 post
Kontrola emocji: trwa 3 posty, odpoczynek 2 posty, obiekt poddany kontroli musi być w zasięgu wzroku kontrolującego
Tarcza telekinetyczna: zasięg max 1,5 metra, utrzyma się pod naciskiem do 300kg. Przeźroczysta lub w bardzo bladym odcieniu koloru. Przy pełnym roztoczeniu 3 posty trwania, 2 odpoczynku, przy użyciu na mniejszym obszarze 5 postów trwania, 2 odpoczynku

Bane - 7 Listopad 2018, 22:06

Przepiękna karta!


(Zarówno ranga specjalna jak i moce zostały ze mną przedyskutowane, dlatego też nie mam zastrzeżeń odnośnie zawartych w karcie informacji i ograniczeń.)


AKCEPT
Witam po Drugiej Stronie Lustra i życzę przyjemnej gry!




Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group