To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Po drugiej stronie krzywego zwierciadła...

Klinika - Sala treningowa

Anomander - 23 Grudzień 2017, 01:03
Temat postu: Sala treningowa


W piwnicach, nieopodal izolatek znajduje się sala treningowa. Dojo, bo taka nazwa najlepiej pasuje do tego przybytku, jest duże i wysokie, choć trzeba przyznać, że jest bardziej długie niż szerokie. Całą podłogę pokrywają grube, dla wzmocnienia wielokrotnie przeszywane, dobrze ubite sienniki obszyte kolorowymi pokrowcami (czerwonymi i błękitnymi). Na ścianach powieszono lustra by ćwiczący mogli obserwować i korygować swoje ruchy a na prowadnicach, nad ziemią, wiszą worki treningowe o różnych wagach i rozmiarach. Od lekkich „bojek” i „gruszek” do ćwiczenia refleksu, celności i szybkości uderzeń są też masywne, ważące kilkaset kilo „tuby” wypełnione piachem i wełną, na których ćwiczy się podstawowy argument nagłej i agresywnej dyskusji. Argument siły. Ponadto są tu też podwieszane drabinki, liny, grube miękkie materace i odskocznie. Generalnie cały sprzęt, jaki potrzebny jest do szeroko pojętego treningu sprawnościowego. W na końcu sali znajdują się trzy pokoje. Pierwszym z nich jest toaleta z apteczką. Drugim podręczna zbrojownia z drewnianymi mieczami, kijami, kastetami i innymi utensyliami do walki wręcz wliczając w to gazrurki. Trzecim pokojem jest mała szatnia z prysznicem.
Sala oświetlana jest naturalnym światłem wpadającym przez zakratowane okienka przy samym suficie oraz przez oświetlenie gazowe.

Anomander - 23 Grudzień 2017, 03:14



Schodami zeszli do piwnic Kliniki. Wyszli tuż koło szybu windy, którym nie dalej jak kilka dni temu razem z Anomanderem, Bane zwoził Rosemary do izolatki. Przeszli obok pustych pokoi idąc wprost na „stalową jedynkę”. Jednak mnie więcej piętnaście metrów od niej, koło stalowego, prawie pustego regału, Jan Sebastian nagle skręcił w lewo, niemal zupełnie znikając w mroku. Dla osoby, która przywykła do światła lub idąc patrzyła na światła izolatek, przejście to było niemal nie widoczne. Może dlatego Bane za pierwszym razem nie zwrócił na nie uwagi.
Przeszli nim kilka metrów i zeszli po schodach co najmniej o jedno piętro w głąb piwnic. Budynek zdawał się sięgać swoimi korzeniami korytarzy aż do piekieł. Gdy opuścili podziemną klatkę schodową, znaleźli się w korytarzu, który stawał się zdecydowanie wyższy i szerszy miał bowiem ponad sześć metrów wysokości i pięć szerokości. Korytarz ten z wolna wznosił się ku górze, ale sądząc z braku światła na jego końcu był ślepy. W dawnych czasach mógł stanowić piwnicę na wino albo coś w tym rodzaju. Od strony spadku korytarz ograniczony był ogromnymi okutymi drzwiami przywodzącymi na myśl zamkowe wrota. Nie zatrzymywali się jednak, przeszli przez korytarz w poprzek i weszli w wąskie przejście. Za rogiem znajdowało się zejście do oświetlonej sali treningowej. Sala była na tyle duża by po usunięciu z niej sprzętów spokojnie zmieścił się tu Anomander w gadziej postaci. Do sufitu było około piętnastu metrów, zatem jego struktura nikła w cieniu.
- Witaj na sali treningowej. – powiedział Jan Sebastian - Idź się przebrać tudzież zostawić zbędne rzeczy w szatni. To te drzwi skrajnie po prawej stronie na końcu sali. Po lewej jest toaleta z apteczką w razie jakby zaszła taka potrzeba, a po środku podręczna zbrojownia.
Czekając aż Bane zostawi swoje rzeczy w szatni Jan Sebastian też się przebrał w strój sportowy. To znaczy zdjął marynarkę, buty, koszulę, krawat i okulary. Wszystko, idealnie poukładane położył pod ścianą przy której stało biurko z wielkim gramofonem na trzy płyty. Sadząc po budowie miał on wbudowany wzmacniacz dźwięku i samoprzezucalne ramię. Pokręcił korbą i uruchomił gramofon. W sali zabrzmiała muzyka z pierwszej płyty w gramofonie . Podszedł do zbrojowni i otworzył drzwi na oścież.
Wrócił i stał teraz na środku dojo czekając na białowłosego.
Jan Sebastian pod strojem urzędnika skrywał ewidentnie wojenną przeszłość. Julia się nie myliła. Był marionetką bojową, która sądząc po ilości naprawionych obrażeń lepiej czuła się na polu walki niż w spokojnym cywilnym łachu. Na całym ciele Jan Sebastian miał ślady cięć mieczami, toporami, dziury i wgniecenia pozostawione przez kule i broń obuchową.
Gdy Bane wyszedł marionetka wskazał mu miejsce na macie przed sobą.
- Od dnia dzisiejszego, aż do odwołania, co dzień o świcie, będziesz przychodził w to miejsce. To właśnie tu będzie zaczynał się Twój dzień. – powiedziała marionetka przeczesując włosy i zarzucając je do tyłu - Weź sobie za zbrojowni ochraniacz na zęby. Pod ścianą masz garnek z wrzątkiem, wrzuć tam ochraniać a następnie dopasuj do zębów przez włożenie go do ust, zassanie powietrza i modelowanie placami. Dalszy wybór pozostawiam twojej woli. Wybierz sobie broń, rękawice, czy cokolwiek uznasz za stosowne. Twoim zadaniem będzie mnie unieszkodliwić. Początkowo nie będę atakował. Będę się jedynie bronił zatem nie musisz się obawiać, że zabiję cię dla zabawy. Ostrzegam jednak że będę bronił się skutecznie. – powiedziała marionetka zakładając czternastouncjowe rękawice bokserskie z dodatkowym wyściełaniem - No dalej, okop mi za wczoraj. Przywal mi za tego gwałciciela i za zajęcie łóżka. Nie hamuj się! Wyładuj swoją złość!
Zachęciła marionetka uderzając rękawicą w rękawicę.

Bane - 24 Grudzień 2017, 01:08

Kurator zaskoczył go gdy zakomunikował, że to on będzie się zajmował treningiem. W pierwszym odruchu Chirurg miał ochotę parsknąć śmiechem, ale przypomniał sobie o tym co wczoraj dowiedział się o Marionetce - Jan miał styczność z wojną. Mógł walczyć, bo czemu by nie? Został stworzony w męskiej postaci a w Krainie Luster mógł istnieć przepis wzywający wszystkich płci męskiej do wojska. Bane przybył w czasach relatywnie spokojnych, nie mógł wiedzieć co działo się tutaj kiedyś, te paręnaście lat temu.
Wypił kawę i posłusznie poszedł za Janem. Nie odzywał się w drodze do sali, bo rano ogólnie bywał małomówny. To cud, że dzisiaj nie był gburowaty, bo zazwyczaj kilka minut po obudzeniu musi dochodzić do siebie i wygląda i zachowuje się koszmarnie. Dziś jednak spało mu się dobrze, o czym poinformował Sebastiana w pokoju. Nie wiedział czy Okularnik pyta z ciekawości czy po prostu musi udawać miłego. Nieważne.
Droga do sali w której Cyrkowiec miał odbywać ten swój kurs była dość długa. Bane'a zdziwiło, że znajdowała się w piwnicach - wcześniej nie zauważył tego przejścia.
Ale szedł dalej, nie komentując. Coś podejrzewał, że jeszcze zdąży się nagadać. Jak nie teraz, to w czasie treningu. Na czym on w ogóle miał polegać? Będą biegać po salce i podnosić ciężary?
Gdy weszli do rozległej sali, Bane najpierw rozejrzał się po wnętrzu. Zmrużył oczy przyglądając się ścianom i sufitowi, bo mimo iż byli w podziemiach, było tu jasno od lamp. Pomieszczenie było duże i surowo urządzone, ale przecież nie oczekiwał pałaców.
Gdy otrzymał polecenie, bez gadania poszedł do szatni. W zasadzie nie musiał się przebierać bo miał na sobie sportowy zestaw - wygodne spodnie dresowe i koszulkę na ramiączkach oraz sportowe buty. Zdjął jedynie bluzę i bezrękawnik w którym miał biegać bo wewnątrz budynku było ciepło. Zostawił też na ławce zegarek. Choć z nim rozstawał się ze smutkiem.
Wrócił do Jana ale zatrzymał się w progu, gdy zobaczył, że facet nie ma koszulki. To nie tak, że białowłosy boi się rozebranych mężczyzn, ale Jan... wyglądał po prostu strasznie.
Bane zmarszczył brwi i przyglądając się jego korpusowi, zaczął iść w jego stronę. Fachowym okiem oceniał ślady na ramionach, torsie, brzuchu... Czego ten ktoś musiał doświadczyć? Przy jego 'pamiątkach' bledły wszystkie blizny Chirurga, które pozostawiła na jego ciele MORIA.
Zrobiło mu się go żal, ale nie wyraził go. Jeszcze Marionetka się zamknie w sobie albo na niego nawarczy. Jednocześnie poczuł potrzebę dowiedzenia się więcej o tajemniczym, czarnowłosym gościu w okularach.
Marionetka wyglądał naprawdę męsko, kto by pomyślał, że pod tym gajerkiem chowa się takie ciało? Ale czego chcieć od lalki, którą stworzył jakiś Marionetkarz i która nie może przytyć czy się zestarzeć?
Muzyka była naprawdę dobra. Motywowała. Bane przypomniał sobie te wszystkie składanki, które odpalał gdy wsiadał za kółko. Miał płytę pod tytułem "Spokojna jazda" i "Ostre zapierdalanie". Na każdą okazję.
- Niezła piosenka. - stwierdził - Nie wiedziałem, że gustujesz w takich klimatach. Łączyłem cię raczej z muzyką klasyczną. No wiesz, poważną i... nudnawą. Nie żebym coś miał do takiej.
Uśmiechnął się do niego gdy stanął przed nim i Jan zaczął mówić o wspólnych treningach. Bane nie umiał się bić ale jako Anglik po mordzie nie raz już dał i nie raz dostał. Bywało się w różnych barach. Najgorsi byli Kibice... ale i z takimi zdarzało się wygrywać. Gdy byli pijani prawie do nieprzytomności. I gdy w czasie wyprowadzania ciosu potykali się o własne nogi i sami nokautowali.
Chirurg nie wiedział czy ma mocnego sierpowego, czy lepiej mu idzie walka w parterze... Nie znał się na tych sprawach. Trochę filmów oglądnął i był całkiem sprawny ale czy na tyle by skutecznie unieszkodliwić przeciwnika? Raczej nie. Musiałby pierdolnąć z całej siły w łeb nieruchowego celu. Ale nie był silny.
- Treningi będą codziennie? - zapytał unosząc jedną brew - A będę w stanie po nich normalnie funkcjonować? No wiesz... Codziennie pracuję. - powiedział z ironicznym uśmieszkiem. Mimo braku umiejętności, był pewny siebie. Da radę. Zwali Jasia z nóg i Jasio będzie mu bił brawo a Anomander będzie zadowolony. I już nikt nie nazwie go jęczącą cipą.
Poszedł do zbrojowni i założył ochraniacz na zęby. Cholerstwo było niewygodne ale pewnie praktyczne. Wymodelował go palcami najlepiej jak umiał, ale i tak pewnie wyglądał jak kretyn bo górna warga mu się nieco wydęła. Trudno. Nikt oprócz Sebastiana nie będzie go widział.
Stanął przed sprzętem i zaczął zastanawiać się co tu wybrać. Mieczem nie potrafił walczyć, więc wszelkie palcaty odpadały. Nożem też mu nie szło, kastetu nigdy nie trzymał w łapskach.
No właśnie. Nie może walczyć dłońmi. Przecież są najcenniejszym co ma. Narzędziem pracy. Nie może ryzykować złamanie palców czy skaleczenie na tyle wielkie by uniemożliwiało mu robotę.
Jan będzie się bronił, tak? O tyle dobrze. Bane nie znał jego umiejętności, może to lepiej, że Kurator nie zaatakuje. Cyrkowiec coś podejrzewał, że w tym poranionym cielsku kryje się Bóg Wojny. Tacy niepozorni są najgorsi. Gorsi w walce są tylko naćpani.
Trochę bał się atakować. Był przekonany, że przegra bo nigdy się nie bił a Jan w tych swoich rękawicach wyglądał naprawdę groźnie.
Cyrkowiec nie bał się bólu, raczej upokorzenia. Zbłaźni się jak nic. Patrzył na sprzęt i myślał, co wybrać. Chyba głównie postawi na ochraniacze. Znalazł takie na łydki i ukrył je pod nogawkami spodni dresowych. Na łokcie również założył ochraniacze no i oczywiście ubrał rękawiczki. Nie takie jak Jan, nie przeznaczone do boksu ale wzmocnione by usztywnić nadgarstki i zapobiec kontuzji.
Wyszedł ze zbrojowni z kwaśną miną. Nie wybrał żadnej taktyki bo nic nie umiał. Było mu wstyd. Nie lubił uczyć się na błędach, wolał by ktoś mu najpierw wyjaśnił a potem wymagał pokazów, nie na odwrót. Ale nie grymasił, to Jan dyktuje zasady.
- Właściwie już nie gniewam się za to co było wczoraj. - powiedział podchodząc do Jana. Przyglądał mu się próbując wybrać strategię. Musi oszczędzać ręce, więc atak z pięści odpada. Może by tak spróbować go kopnąć?
Uśmiechnął się do niego wzruszając ramionami. Kopnie go, ale musi zrobić to z zaskoczenia. innej opcji nie będzie.
- Pochwaliłeś mnie w czasie rozmowy z Dyrektorem? - zapytał, przekrzywiając głowę - Faktycznie robię postępy, cokolwiek to znaczy?
Odpowiedź go interesowała, ale nie aż tak jak wykorzystanie momentu. Tej chwili gdy Jasio będzie chciał odpowiedzieć, skupiając się na pytaniu.
Gdy tylko usta Marionetki się otwarły, Bane wykonał kopnięcie z całej siły w jego bok. Pierdolnął potężnie, według oczywiście własnej miary... Czy to podziałało? Cóż, przyłożył się. Miał nadzieję, że nie zrobił z siebie idioty...

Anomander - 24 Grudzień 2017, 03:24



Ze spokojem obserwował Bane’a wychodzącego z szatni. To, że był gotowy i nie grymasił jak cipka, którą początkowo wydawał się być, było wielkim plusem. Ostatnią rzeczą jakiej Jan Sebastian chciałby słuchać było gderanie białowłosego.
- I nie pomyliłeś się, lubię muzykę klasyczną ze względu na jej niemal matematyczny charakter. Problem w tym, że cholernie ciężko się trenuje na przykład w rytm walca „Na sopkach Mandżurii” – przesunął jedną nogę w pozycję zakroczną - Jeśli chodzi o treningi to tak, będą odbywały się codziennie chyba, że zaistnieją niespodziewane okoliczności, które uniemożliwią ich przeprowadzenie. Jeśli chodzi o funkcjonowanie to cóż, powiedzmy, że taki trening w maksymalnym obciążeniu jest bardzo skuteczny, ale i cholernie kontuzjogenny, zatem powinieneś cieszyć się z faktu posiadania mocy przyspieszonego leczenia ran. W razie czego, możesz jeszcze użyć Julii i jej mocy. – powiedział przekrzywiając lekko głowę i patrząc na uśmieszek Bane’a - Nie wiem czy już mówiłem, ale podczas treningów możesz używać wszystkiego co przyjdzie ci do głowy. Jak widzisz sala jest duża i wysoka, zatem możesz nawet zmienić postać. Pamiętaj tylko, że walcząc z niedźwiedziem, słoniem, hipopotamem czy nosorożcem ja też zmienię taktykę i nie będę już taki delikatny. Uprzedzając pytania powiem, że tak, wiem czym jest twoja bransoletka i co umożliwia, dlatego też wyrzucając ją z antresoli celowałem w kanapę a nie podłogę.
Patrzył jak ten idzie wybrać sobie sprzęt w zbrojowni. Nie podpowiadał mu ani nie doradzał. Bane był dorosły i musiał wybierać sam.
- Pierwotnie miałem być tylko twoim kuratorem, ale słysząc o spotkaniu z tym stworem, który chciał wyłupić Ci oczy, zdecydowałem, że jeśli już ma cię oślepić to cena, którą zapłaci za swoją zdobycz będzie nieadekwatna. – powiedział spokojnie przechodząc nieco w prawą stronę by patrzeć na poczynania i wybory białowłosego -
Nie nauczę się walczyć za Ciebie, zatem musisz trenować na sto procent swoich możliwości. Jeśli tak zrobisz, to szybko osiągniesz zadowalający poziom.

Fakt, że białowłosy postawił na ochraniacze był interesujący, ale Jan Sebastian nie komentował wyboru.
Patrzył jak się zbliżał i jak ustawiał nogi stał jednak spokojnie czekając na dalszy rozwój wydarzeń.
- Nic jeszcze nie osiągnąłeś poza tym, że spadłeś ze schodów parając wszystko krwią. Niby za co miałbym cię chwalić? – zapytał udając zaskoczenie i uniósł rękę jakby się zapomniał i chciał poprawić okulary. Co ciekawe była to ręka od strony zakrocznej nogi Bane’a, czyli tej z której miał wyprowadzić kopnięcie.
Bok marionetki był idealnie odkryty.
Bane huknął z kopa aż miło. W normalnym wypadku takie kopnięcie mogłoby połamać żebra albo przynajmniej obić bok. Po takim kopie przeciwnik raczej tracił chęć na dalszą walkę i miał delikatne problemy z oddychaniem.
Problem w tym że Jan Sebastian był marionetką.
Kopnięcie siadło aż miło, a Jan Sebastian uśmiechnął się odsłaniając zęby. Ciężkie cielsko marionetki nawet nie drgnęło, zaś Bane mógł odnieść wrażenie, że zasadził kopa w stalowy słup lub wmurowaną ościeżnicę.
- Kop bardzo dobry, tylko nie rozpoznałeś celu. Potraktowałeś mnie jak człowieka i to poniekąd cię zgubiło. – powiedział Jan Sebastian opuszczając rękę nie wyprowadził jednak ciosu. Mówił spokojnie i bez przygany w głosie - Mój szkielet wykonano w dużej mierze ze stali narzędziowej, rusznikarskiej i węglików spiekanych. Korpus to z wierzchu drewno, a później układane warstwowo skóra, len, wulkanizowana guma i jakieś inne materiały których nie znam. Ważę 58 kamieni, czyli około 368 kilogramów a licząc w jednostkach imperialnych będzie to ciut ponad 811 funtów. – przez mgnienie oka zastanawiał się nad czymś - Gdy byłeś w Świecie Ludzi z pewnością oglądałeś film o tytule „Terminator”, prawda? Zatem tak mniej więcej wygląda mój szkielet. Rzecz jasna bez tych siłowników, kabelków i drucików. Jestem w końcu marionetką a nie jakimś pajacem.
Popatrzył na wyraz bólu na twarzy Bane’a
- Weź sobie rozmasuj tę nogę bo jeszcze ci odpadnie, czy coś. – powiedział jakby z troską - Rozmasuj i wracamy do ćwiczeń. Pokażesz mi co jeszcze potrafisz. Wiem już że jesteś podstępny i wykorzystujesz sytuację. To dobrze. Tak powinno być.
Obserwował reakcję Bane’a i to jak radzi sobie z bólem. Musiał poznać materiał, który przyjdzie mu obrabiać.

Bane - 24 Grudzień 2017, 22:58

- Też lubię muzykę klasyczną. Działa na mnie uspokajająco. - powiedział wzruszając ramionami. Wyglądało na to, że mają podobny gust muzyczny i chyba na tym podobieństwa się skończyły. Kurator był niższy od Bane’a, miał czarne włosy i autentyczny spokój wypisany na twarzy.
Cyrkowiec zmarszczył brwi słysząc o kontuzjach. Nie podobało mu się to, że będzie musiał marnować energię na leczenie samego siebie. Przecież po treningach ma normalnie pracować... Pozostawało więc przyłożyć się do ćwiczeń tak, by zminimalizować ewentualne obrażenia. Może nauka nie będzie taka zła?
- Cóż... Wolałbym uniknąć kontuzji dłoni. - pokazał palce, podkreślając słowa - Było nie było, są moim narzędziem pracy.
Jan aż dwa razy powtórzył, że Bane może użyć cokolwiek co mu do głowy nie przyjdzie. Powiedział o przemianie za pomocą Animicusa ale Chirurg pokręcił głową.
- Nie kontroluję go na tyle dobrze, by w dynamicznej walce w mgnieniu oka zmieniać się w co zechcę. - nie kłamał - Dlatego na razie zostawmy temat tej bransolety.
Wybór sprzętu zajął mu dość długo, ale ostatecznie postawił na ochraniacze i tylko to. Spojrzał na Okularnika i uniósł brew. Jedną rękę oparł na biodrze.
- Więc jednak Dyrektor uwierzył w Alkisa, taa? - burknął. No tak, oczywiście, że uwierzył. Ra szopka gdy się dowiedział była tylko po to by wkurzyć białowłosego. A nuż miał zwidy?
Nie odezwał się gdy Jan zaprzeczył temu, że go chwalił. Anomander pewnie powiedział tak, by było im miło. Faktycznie... W upadku że schodów nie było nic postępowego, więc za co czarnowłosy miałby go chwalić.
Zapierdzielił mu takiego kopa, że facet powinien leżeć na podłodze i zwijać się z bólu. Przecież Chirurg znał ciało ludzkie i wiedział gdzie są żebra. Sebastian powinien osunąć się, łapiąc za bok a nie stać i uśmiechać się głupio.
Bane prawie od razu to poczuł. Ból w goleniu, w miejscu w którym jego noga zetknęła się z ciałem Marionetki. Cofnął się, podskakując na niebolącej nodze i wcisnął sobie pięść w twarz. Zagryzł kostki palców, by nie zawyć z bólu. Cholernie bolało... Chyba nie złamał nogi, prawda? Nie, mógł na niej stanąć chociaż paliła, dlatego wybrał opcję stania na jednej nodze.
Mężczyzna zaczął chodzić po pomieszczeniu, kulejąc ale musiał to zrobić by rozchodzić ból i sprawdzić czy faktycznie noga jest cała. Patrzył na Jana szklącymi się oczyma, ale nie zapłakał. Oprócz pojedynczych syków nie narzekał na ból.
Kurator miał rację, Bane nie rozpoznał przeciwnika. Ale z drugiej strony czy w czasie prawdziwej walki jest czas na zadanie pytań? Raczej nie.
- Mogłeś... Uprzedzić. - powiedział wciąż gryząc rękę. Stał tak, że ciężar opierał na zdrowej nodze, drugą zaś ledwo dotykał podłoża. Patrzył na niego uważnie ale bez pretensji. W końcu to nie jego wina, że Bane zaatakował tak nagle i bez specjalnego planu.
Spojrzenie stało się podejrzliwie gdy w głosie Jana pobrzmiała troska. Cyrkowiec jednak pochylił się i rozmasował nogę, krzywiąc się przy ugniataniu. Parę razy syknął. Gdyby nie ochraniacz, pewnie musiałby już zakończyć trening. Po tej akcji zostanie ślad w postaci wielkiego siniaka, ale przynajmniej będzie mu to przypominało O jego błędzie.
I nagle wpadł na pomysł. Skoro może wykorzystywać Animicusa...
Spojrzał na Marionetkę ukradkiem i nagle bransoleta na jego nadgarstku rozbłysła a on zmienił się w... Pszczołę. Unikając Jana, poleciał w tej postaci pod sam sufit i zmienił się ponownie, choć nie od razu bo musiał się skupić.
W końcu się udało i nagle spod sufitu, prosto na Kuratora zaczął spadać ogromny ssak morski z rodziny wielorybów. Bane nie wytrzyma długo bez wody w tej postaci, ale może zaskoczy Jana gdy go przygniecie.
Co zrobi Okularnik? Jak dostosuje strategię walki gdy z góry spada na niego ogromny waleń?

Anomander - 25 Grudzień 2017, 01:20



- Nie uważasz, że gdybyś nie był wówczas naćpany, to Twoja opowieść byłaby bardziej wiarygodna? Jak myślisz, na ile obraz istoty którą spotkałeś w nocy, był zmieniony przez substancję którą zażyłeś? – zapytał podpierając się rękoma pod boki - Mówiąc prościej, skąd wiesz, że to Twoja wersja jest tą prawdziwą?
Syczący z bólu Bane był zabawnym widokiem. Słysząc o tym, że mógł ostrzec, Jan Sebastian wykonał facepalma rękawicą.
- Myślisz, że każdy napotkany przeciwnik będzie cię lojalnie ostrzegał o przewadze, którą ma nad tobą? Proszę cię, nie rozśmieszaj mnie. – Jan Sebastian pokręcił głową z rezygnacją. I on uznał tego człowieka, za jednostkę inteligentną. Cóż, może to tylko chwilowa niedyspozycja intelektualna.
- Bane, jesteś taki zabawny, że podczas wojny zabiłbym cię jako ostatniego. Zastanawiałeś się kiedyś nad karierą trefnisia? Spójrz na okrywę, która stanowi moje „ciało”. Widzisz jaka jest pocięta i poprzebijana? Uznałem, że jako chirurg plastyk, a tym samym istota spostrzegawcza i wydawałoby się inteligentna, już po samym moim wyglądzie będziesz wiedział, że mam pewne doświadczenie bojowe.
Bane masował nogę, gdy nagle jego bransoletka rozbłysła, a on sam zamienił się w jakiegoś owada i omijając marionetkę poleciał pod sufit.
Jan Sebastian patrzył za nim w ślad
- Nie rób niczego głupiego Bane – powiedział bez przekonania
Ale w tym momencie nastąpił kolejny błysk i około piętnaście metrów nad ziemią, tuż pod sklepieniem, zmaterializował się jakiś fiszbinowiec.
Wielki waleń. Minimum 45 ton wagi i jakieś 16 metrów długości. Kaszalot lub inna cholera, Jan Sebastian nie znał się na ssakach morskich.
Marionetka wybiła się z całych sił skacząc w stronę ściany. Chciał być jak najdalej od opadającego cielska.
Wyglądało na to, że mu się udało i Bane nie spadnie na niego, choć z pewnością ochlaszcze go krwią, falkami i tłuszczem. W końcu uderzenie takiej wagi z wysokości piętnastu metrów przy sile grawitacji równej 9,81 sprawi, że z Bane’a zostanie mokra plama, a le za to Klinika będzie miała pod dostatkiem tranu.
Co za debil … – pomyślał Jan Sebastian gdy szybował w stronę ściany po odskoku od opadającego walenia.
Skoro Bane musiał się skoncentrować by dokonać przemiany, tak jak w przypadku zamiany pszczoły w walenia, to nie było szans by teraz w locie zmienił się w coś innego.
Jeśli Bane przeżyje upadek, zawsze można wezwać Julię by go uleczyła nieco, ale to raczej wątpliwe. Nie przy tej masie i nie przy tej wysokości.
Jan Sebastian nie zastanawiał się jeszcze nad tym jak przekaże informację o śmierci białowłosego podczas treningu, choć z pewnością powie prawdę. Zginał jak na dobrego wieloryba przystało – z korzyścią dla dobra ogółu.

Bane - 25 Grudzień 2017, 23:52

Kurator miał rację mówiąc o tym, że Bane brzmiałby wiarygodniej gdyby nie był naćpany. Ale przecież Chirurg doskonale pamiętał spotkanie z Alkisem. Świat wirował ale stwór był prawdziwy i przerażający. Gdy przejechał mu po twarzy i wbił pazur w pierś, ból był realny.
Czy Anomander uwierzył czy nie, jego sprawa. Jedno jest pewne - Bane od tej pory będzie wychodził z Kliniki tylko za dnia i tylko w miejsca o dużym zaludnieniu. W końcu monstrum chciało zabrać mu oczy...
Westchnął na komentarz Jana. A już go zaczynał lubić. Tak to właśnie jest, że osoby pokroju Sebastiana nie przepuszczą okazji do wytknięcia błędu.
- Wiesz co? - zapytał krzywiąc się do niego, ni to z bólu po uderzeniu ni to jako reakcja na jego słowa - Ślepy nie jestem. Nie założyłem, że nie umiesz walczyć. Ale skoro kazałeś się zaatakować, zrobiłem co mogłem. Nie użyłem rąk bo są dla mnie najcenniejszą częścią ciała.
Trochę go Jan zdenerwował. Cyrkowiec poczuł wkurwa i to popchnęło go do działania. Zmiana w pszczołę nie była problemem. Słyszał komentarz Kuratora i przez myśl przeszło mu, że to co zamierza zrobić jest głupie ale... Ma szansę na sukces. Musi wziąć go z zaskoczenia. Wykorzystać sytuację. Ale by to zrobić, musi sytuację stworzyć.
Znał limit. Mógł pozwolić sobie na trzy przemiany, jedna po drugiej. Po nich był już zbyt rozkojarzony...
Pod sufitem zmienił się w walenia i jednym okiem zauważył jak Okularnik odskakuje. Uśmiechnął się w myślach. O tak, trzeba stworzyć pozory. Pokazać, że jest się idiotą by przeciwnik cię zlekceważył. Tak mówili w programach o sztukach walki, gdy oglądał je z nudów mieszkając jeszcze w Świecie Ludzi.
Musiał działać szybko. Ostatnia przemiana była najgorsza bo już zaczynały go boleć kończyny i w głowie czuł ćmienie. Nieprzyjemny ucisk. Ale w dalszym ciągu mógł się zmienić, musi się tylko wyrobić.
Rozbłysk nastąpił gdy wieloryb był w połowie drogi. Ogromny ssak zniknął nagle a w stronę Jana pofrunęła muszka owocówka. Maleńka. Jan musiałby mieć piekielnie dobry wzrok by ją zobaczyć.
Bane leciałbardzo niemrawo bo to był jego limit. Faktycznie nie panował nad Animicusem na tyle, by bez szkody korzystać z mocy. Odczuwał jej działanie na całym ciele.
Poleciał w stronę Marionetki i zawisł nad jego głową. I tu nastąpił koniec.
Błysk, ostatni błysk i na ramiona Kuratora spadł zziajany Chirurg, łapiąc za głowę w sposób, który podpatrzył w filmach akcji. Tak jakby chciał skręcić mu kark. Nie ruszał go jednak. Chciał tylko stworzyć okazję. Był już zmęczony ale miał jeszcze w rękawie swojego Asa. Którego zostawi na sam koniec, ciekaw jak zareaguje Jan.
- Szach. - powiedział cicho, bełkotliwie bo w ustach zaczął zbierać ślinę. Czuł, że staje się gorzka jak piołun. Jeszcze chwila a Kurator poczuje na własnej, sztucznej skórze moc Venenosis.

Anomander - 26 Grudzień 2017, 03:59



Odskok był w tamtej sytuacji czynnością naturalną. Gdyby Jan Sebastian był człowiekiem, można by powiedzieć, że zadziałała pamięć mięśniowa. W przypadku marionetki była to reakcja wyuczoną, bowiem czas w jakim waleń pod wpływem grawitacji pokona odległość 15 metrów był zbyt krótki, aby stać i myśleć co robić. Mocne wybicie i odskok od zagrożenia w niemal w ostatniej chwili, ponieważ, jak zwykł mawiać Dyrektor Anomander „Zawsze jest czas na jeszcze jedną ostatnią chwilę”.
Udało mu się wykonać ów desperacki unik, choć w połowie drogi zdął sobie sprawę, że prawdopodobnie dał się podejść jak dziecko. I to niezbyt sprytne dziecko. Gdyby miał czas, te dwie lub trzy sekundy więcej, gdyby mógł pomyśleć nad działaniem pewnie postąpiłby inaczej. W końcu upadek z takiej wysokości pod postacią wieloryba niechybnie zabiłby Bane’a bez względu na to, czy marionetka byłaby pod nim czy nie. Białowłosy musiał o tym wiedzieć. Nie miał powodów by kochać Jana Sebastiana ale działania w stylu kamikadze w tym przypadku nie miały sensu. Nie byli w końcu wrogami.
Jan Sebastian nie widział Bane’a leczącego pod postacią muszki owocówki. Owad tego rzędu wielkości, nawet przy relatywnie dobrym oświetleniu sali, był zwyczajnie niedostrzegalny. Dzięki małym rozmiarom i jasnym kolorom niknął jak bździna w zawiei.
Marionetka wykonała dwa kroki w stronę miejsca gdzie powinien być Bane, ale im bardziej sprawdzał miejsce, w którym zniknął białowłosy zamieniony w wieloryba, tym bardziej go tam nie było.
I nagle coś opadło mu na plecy obejmując w pasie nogami i rękoma za głowę chwytem podobnym do tego, jaki zazwyczaj prezentuje się w filmach akcji.
Jan Sebastian początkowo, niemalże odruchowo, miał ochotę uruchomić system samoobrony, zamontowany w jego ciele właśnie na takie okazje. System był prosty ale sprawdzał się znakomicie. Im mocniej się przeciwnik trzymał, tym większa była pewność, że kolce, wyrastające nagle z pleców marionetki przebiją go na wylot. Nie zrobił tego jednak. Tak naprawdę, ich walka to była tylko zabawa. Nie mógł też obrócić głowy, otworzyć ust i zionąć w Bane’a ogniem z miotacza płomieni. W każdym z tych wypadków zrobiłby mu krzywdę.
Jednak słowo „szach” wypowiedziane przez białowłosego sprawiło, że zapragnął dać mu lekcję pokory, którą białowłosy zapamięta i sprawdzić, czy dobrze wymodelował sobie ochraniacz na zęby. Chwyt duszący Jan Sebastian zaakceptował od razu, w końcu nie oddychał zatem problem paniki spowodowanej tym chwytem odpadał. Razem z chirurgiem na plecach upadł na ziemię, kładąc się nieco na boku. Starał się nie zrzucić Bane’a z siebie. Nauczka miała boleć.
Bane, trzymał się twardo niczym radosny pitbull wiszącej szmaty , zatem dalsze działanie było czystą formalnością.
Chwycił oburącz za dłoń leżącą na głowie, sprowadzając ja do klatki piersiowej, prostując, przekręcając tak by wstępnie unieruchomić stawy po czym szybkim ruchem włożyć ją sobie pod głowę, wykonując tym samym dźwignię na łokieć. Przy takim ustawieniu ciała, nie było szans by nogi utrzymały uchwyt. Trzymając prosta dłoń medyka Jan Sebastian przekręcił biodra i wysunął się z objęcia nogami. Przeszedł do pozycji bocznej
- Mat. – powiedział patrząc na niego swoimi czerwonymi oczami, po czym strzelił go pięścią w twarz.
Cała akcja, której opis musiał zająć te kilka linijek tekstu była przeprowadzona szybko i sprawnie a wyglądała mniej więcej tak.
Materiał na rękawicy w prawdzie rozłożył uderzenie na większą powierzchnię, a Jan Sebastian nie chciał zabić swojego podopiecznego, ale prawdę mówiąc nie uderzył lekko. Cios przypominał raczej uderzenie kafarem niż standardową plombę w ryj.
Jan Sebastian nie chciał wiele. Wystarczy, że ten cios wyłączy białowłosemu światło a tym samym pozbawi świadomości na dość długą chwilę.
Ciekawe, na ile wytrzymały jest Bane, jego błędnik i jego szczęka?

Bane - 26 Grudzień 2017, 07:48

Udało mu się. Chociaż po tych wszystkich zamianach był rozkojarzony i obolały, udało mu się zaskoczyć Jana. Odbierał to jako mały ale znaczny sukces, bo Marionetka wyglądał na weterana wojennego, którego trudno podejść sposobem.
Bane śmiał się w myślach gdy Okularnik szukał go wzrokiem po całej sali. Muszkę owocówkę ciężko dostrzec nawet w małych pomieszczeniach. Jest jasnobrązowa, maleńka i nie bzyczy. Wybór akurat tego stworzenia był wyjątkowo trafny.
Chirurg może i nie potrafił walczyć i jedyne na czym się opierał to filmy akcji, ale nie był głupi. Strategia którą obrał miała wiele luk, wiele niewiadomych ale i tak był z siebie dumny, że udało mu się na szybko coś wymyślić.
Gdy zmienił się w człowieka i opadł na Kuratora, wcale nie był pewny swego. Chwycił go za łeb, ale nie miał zamiaru mu go ukręcać bo jaki miałoby to sens? Jan był Marionetką i nawet największy ignorant świata pamiętał, że one nie żyją. Nie mają rdzenia kręgowego ani mózgu. Napędza je magia. Dlatego też próba skręcenia karku Lalce odebrana byłaby jako co najmniej śmieszna.
Ale nie taki był cel Bane’a. Wkurzającego, narcystycznego Nadmijdupy który, o dziwo, myślał i bywał nawet sprytny. Wykorzystując zaskoczenie i pozorną pewność siebie sprowokował Sebastiana by i on wykonał ruch. I udało się.
Urzędnik wykonał bardzo ciekawy manewr, Bane go nie znał bo skąd niby? Może widział raz czy dwa na filmie, ale nie pamiętał o co w nim chodzi i tym bardziej nie umiałby go wykonać. W jednej chwili Jan pięknie wywinął się z uścisku, chociaż Cyrkowiec uwiesił się na nim jak małpa.
To co powiedział białowłosy musiało wkurzyć Marionetkę na tyle, by zmienił pozycję tak, by dostać się do twarzy Lekarza. I prawdopodobnie będzie chciał mu pierdolnąć bo okazja ku temu zacna... Ale zrobił błąd, że poczekał. Dał Cyrkowcowi dodatkową sekundę na działanie, bo chciał dokończyć kwestię, kończąc słowem ‘Mat’.
Czerwoneoczy płonęły jak rozżarzone węgielki ale oczy białowłosego który właśnie przygotował się do ataku, nie były inne. Podejrzanie świeciły. Mężczyzna miał już wystarczającą ilość śliny by zadać Lalce przynajmniej lekkie obrażenia.
Czasu nie było wiele, raptem sekunda gdy ich twarze się spotkały a Jan otworzył usta by coś powiedzieć. Bane uśmiechnął się paskudnie i... Rzygnął na jego nagą pierś całą zawartością jamy ustnej (ok szklanka płynu). Żrąca ślina spryskała mu tors i zaczęła przepalać skórzaną powłokę, aż miło było patrzeć gdy ta zielonkawa flegmowata zawiesina dymi i wżera się a Jasiulka.
Ale Bane nienacieszył się tym widokiem długo bo zaraz po tym dostał tak potężną fangę w ryj, że aż mu w uszach zadzwoniło. Wydał z siebie odgłos podobny do stęknięcia i jęku jednocześnie i przymknął oczy, bo nagle zrobiło mu się jakoś tak słabo.
Policzek rwał od bólu ale nos miał chyba cały, bo nie zalał się krwią. Zęby też były na miejscu, bo przejechał językiem i trzymały się kupy. Albo trzymał je ochraniacz...
Zwiotczał ale jeszcze zachował świadomość. Na tyle i spojrzeć na Jana półprzytomnym wzrokiem i posłać mu niemrawy uśmiech kogoś, kto właśnie traci przytomność.
- Nie... Lekceważ mnie więcej... - bardziej poprosił niż rzucił jako wyzwanie. Powiedział to cicho i bełkotliwie po czym odchylił łeb w tył i odleciał. Wywrócił oczami tracąc przytomność.
Może i teraz to on leżał bez ruchu, ale gdyby Jan był istotą żyjąca... Właśnie konałby w mękach.
I kto tu kogo zmatował?

Anomander - 26 Grudzień 2017, 23:52



- Zdechłeś Bane.Vae victo. – powiedziała marionetka wstając.
Jam Sebastian nie zwykł lekceważyć kogokolwiek, a zwłaszcza amatorów. Po mistrzach walki można się spodziewać określonych zachowań. Byli przewidywalni do bólu, bo wykonywali zawsze wszystko tak, jak pokazano w podręcznikach. Po amatorach nie można spodziewać się niczego. Amator działa instynktownie, niewyuczenie i niejako podświadomie. Bane był amatorem.
Jan Sebastian dopiero teraz zobaczył flegmę na korpusie. Patrzył na swój drewniany tors i spływającą po nim zielonkawo-szlamowatą plwocinę. Ślina, a raczej maź którą Bane w niego plunął nim dostał w mordę, wyglądała paskudnie i zapewne miała równie paskudne działanie. Marionetka wiedziała, że Bane potrafi się leczyć, wiedziała, że nie działają na niego toksyny i alkohol, ale nie była pewna, czy to splunięcie, to jest owo venonosis, o którym mówił białowłosy w jadalni. Może to był tyko zwykły akt desperacji i chęć zadania ostatniego ciosu nim się padnie? Jana Sebastiana ciekawiło co Bane chciał osiągnąć plując na niego tym glutem i jakie działanie miałoby to spluniecie gdyby był człowiekiem?
Podszedł do toalety i z apteczki nożyczki i ampułkę soli fizjologicznej. Obciął górę opakowania, wylał zawartość i do pustego już, zaimprowizowanego naczynia zebrał plwocinę. Tworzywo sztuczne, podobnie jak drewno nie wykazywało oznak żadnej reakcji. Próbkę „jadu” zabezpieczył zatykając go włożoną do ampułki odwrotną stroną główki i schował do biurka na którym stał gramofon.
Podszedł do Bane’a, wziął resztkę jego śliny na palce i wytarł ją o policzek leżącego jednocześnie niejako go cucąc.
- Dość odpoczynku. Wstawaj. – jeszcze kilka razy przywalił mu w pysk by ten odzyskał przytomność. Jeśli to nie pomogło otworzył klapkę która znajdowała się na wysokości wyrostka robaczkowego, wyjął cienką rurkę i wylał Bane'owi na twarz około szklankę alkoholu, który nosił w żołądku od ich wczorajszej popijawy.
Gdy Bane zaczął łapać kontakt z rzeczywistością i ogarniać otaczający świat Jan Sebastian postanowił kontynuować.
Ciągle nie ustalił najważniejszego. Czyli tego, jak wiele serca do walki ma Bane.
- Nie wiem, co chciałeś osiągnąć plując na mnie, ale to dopiero było lekceważenie. Wstawaj, kontynuujemy zajęcia. Masz minutę na zebranie się do kupy. Czas start. – marionetka wstała i odeszła na środek sali głośno licząc sekundy - pięćdziesiąt osiem, pięćdziesiąt siedem, pięćdziesiąt sześć, pięćdziesiąt pięć, … – mówił głośno - Tym razem, byś nie czuł się lekceważony będę również atakował. Radzę ci się postarać bo inaczej cię zabiję.
Słowa te zabrzmiały dość poważnie i srogo.
Wyglądało na to, że Jan Sebastian mówi prawdę.
Marionetka podeszła do składziku i założył na golenie ochraniacze.
- trzydzieści jeden, trzydzieści, dwadzieścia dziewięć … – kontynuował liczenie niemal z dokładnością zegara.
Niespiesznie wrócił na środek sali i cały czas obserwując Bane’a liczył
- dziesięć, dziewięć osiem …. – liczył stając w pozie bojowej na lekko ugiętych nogach tym razem nie będzie lekceważenia i zabawy. Sam tego chciał.
- Trzy, dwa, jeden …walcz. – ostatnie słowo zabrzmiało jak rozkaz i strzał z bata.
Marionetka czekała na atak Bane’a

Bane - 27 Grudzień 2017, 18:23

Cudowna nieświadomość.
Odleciał po tym jak dostał w mordę. Cios był bardzo silny, Bane zobaczył gwiazdy. To był jedyny moment na to, by złapał oddech. Szkoda tylko, że wiązało się to z utratą przytomności. Usłyszał łacinę i zdążył tylko zgrzytnąć ze złości zębami.
Dobrze było sobie tak poleżeć. Bolały go mięśnie po tylu zmianach w zwierzęta, uderzenie Jana sprawiło że zaczęła go piekielnie boleć głowa, ale jeszcze tego nie czuł bo był nieprzytomny.
Ocuciły go kolejne strzały w mordę, ale nie można powiedzieć, że poczuł się lepiej. Otworzył oczy i odepchnął Kuratora. Był na niego wściekły.
Miał minutę na wstanie i przygotowanie do walki? Dobre sobie. Jeśli Okularnik myśli, że Cyrkowiec po tym po prostu zaatakuje... to się grubo myli.
Bane wstał ale nie od razu. Łeb bolał go jak cholera, do tego stopnia że musiał zmrużyć oczy. Było to... niepokojące.
Uniósł dłoń do twarzy i ukrył za nią oczy. A Jan odliczał, co doprowadziło w końcu białowłosego do białej gorączki. W końcu opuścił rękę i patrząc na niego z pod półprzymkniętych oczu, skrzywił się. Świat mu wirował a pulsowanie pod czaszką nie chciało ustąpić.
Odczekał aż czarnowłosy skończy liczyć. Zauważył, że ślina nie podziałała na jego tors. Wyglądało na to, że uruchomił Venenosis. Może przecenił swoją energię.
Agresja rozbłysła w jego dziwnych oczach gdy Marionetka wydała polecenie walki. Chirurg przeniósł ciężar ciała z jednej nogi na drugą.
- Wiesz co? - zagadnął - Pierdol się.
Patrzył na niego wyzywająco ale twarz wykrzywiał mu ból. Nie czuł się najlepiej i pewnie powinien się uleczyć ale... Nie. Wytrzyma. Przecież jest facetem. Nie może okazać słabości bo go Jasiek znowu zwyzywa od pizd.
- Koniec tej farsy. Nie jestem idiotą. - zawyrokował - Nie będę się bił z kimś, kto waży pięć razy więcej od normalnego człowieka, jest niezniszczalny i ma umiejętności bojowe. - uniósł głowę by spojrzeć na niego z wyższością ale syknął urwanie, bo tępy ból zapulsował - Jeśli masz mnie czegoś nauczyć, najpierw dowiedz się jak zostać nauczycielem. - odwrócił się bokiem gotów by wyjść - Pamiętaj jednak o jednej ważnej maksymie, skoro już popisujemy się łaciną: Ab alio exspectes, alteri quod feceris.
Posłał mu wrogie spojrzenie i po prostu ruszył po swoje rzeczy. Co ma być to będzie, jeśli Jan zaatakuje, powali Cyrkowca ale co to da? Marionetka chce się wyżyć? Proszę bardzo. Ale Dyrektor raczej nie będzie zadowolony jeśli Urzędnik wyłączy z pracy jedynego Chirurga w Klinice.
- Kurwa, czemu mnie tak boli... - powiedział cicho idąc w stronę szatni i przystawił dłonie do skroni. Rozmasował je ale nie zatrzymał się. Chciał zabrać swoje rzeczy i iść do siebie by się umyć i przygotować do pracy.
Zatrzymał się na chwilę przy ścianie i podparł dłonią, pochylając głowę. Naprawdę miał dosyć, mimo, że nic nie pokazał. Dostał kilka razy po pysku, już wystarczy obijania mordy bezbronnemu. Dla Urzędnika to z pewnością frajda, gorzej że dla Bane'a nie. No i ten ból głowy...

Anomander - 30 Grudzień 2017, 03:27



Uderzenie, które marionetka wyprowadziła w twarz medyka, nie było specjalnie potężne. Ot, zwykły, chciałoby się rzec standardowy, strzał w mordę i to w dodatku w rękawicy, a zatem osłabiony i rozłożony na większą powierzchnię.
Jednak w zachowaniu stojącego prze nim człowieka było coś dziwnego. W białowłosym zaszła jakaś zmiana, którą dostrzegł, ale której natura pozostała dla niego nierozpoznana.
Przecież do tej pory, gdy trenował razem z Dyrektorem, zdarzało mu się uderzać znacznie mocniej a w dodatku nie gołą pięścią i nigdy nie spotkał się z takimi efektami. Wychodziło na to, że ludzie mieli różną wytrzymałość na oddziaływania mechaniczne. To była nawet interesująca obserwacja.
Mężczyzna był wyraźnie rozdrażniony. W prawdzie podniósł się z ziemi, ale osłaniał oczy i mrużył je. Jan Sebastian wiedział jak operować i znał anatomię, ale nie był diagnostą a tym bardziej neurologiem. Symptomy wskazywały na bardzo mocny ból głowy
Skończył liczyć i podszedł do Bane’a. Nie obawiał się ataku z jego strony. Nawet gdyby białowłosy teraz, w przypływie szału, zrobił coś, co faktycznie można by uznać za groźne Jan Sebastian miał jeszcze w rękawie kilka asów. Może nawet całą talię?
Chwilę wcześniej z oczu mężczyzny biła wściekłość. Coś tam nawet mówił, ale dla marionetki brzmiało to jak bełkot idioty. Nie słuchał go. Bardziej zastanawiał go stan w jakim się znalazł chirurg, który stał teraz oparty o ścianę z opuszczoną głową.
- Usiądziesz sobie, proszę. – wskazał mu miejsce przy biurku a sam poszedł do apteczki i wyjął z niej strzykawkę i ampułkę ketoprofenu. Szybko napełnił strzykawkę i razem z założoną nową igłą i opakowanym wacikiem nasączonym alkoholem włożył ją do kieszeni spodni. Wziął z apteczki małą latarkę i podszedł do Bane’a
- Popatrz w światło, Bane – powiedział obserwując reakcję źrenic - Wygląda na to, że nie jest to wstrząs mózgu. Za chwilę poczujesz się lepiej.
Powiedziawszy to wyjął z kieszeni gazik, odpakował, podwinął mu rękaw i przetarł ramię. Przez chwilę trzymał gazik a druga ręką sięgnął po strzykawkę, zdjął osłonę igły i wykonał zastrzyk. Szybko i sprawnie.
- To tylko ketoprofen. Pomoże ci na ból. – powiedział zabezpieczając igłę i chowając strzykawkę do kieszeni - Często masz takie napady? - zapytała marionetka, bo temat był wielce interesujący.
Stanał opierając się o ścianę.
W oczekiwaniu na to, aż stan Bane’a się poprawi postanowił podzielić się swoją obserwacją na temat jednego z jego ruchów.
- Zgaduję, że to splunięcie na mnie zieloną flegmą, to było owo venonosis o którym mówiłeś? Nie bardzo wiem, jak to działa, ale obstawiam, że rozpuszcza tkanki i materiały biologiczne, niejako pali je i trawi. To, że na mnie nie zadziałało, to prawdopodobnie przypadek. Możliwe, że nie wypaliłeś we mnie dziury tylko dzięki temu, że warstwę nieprzepuszczalną stanowił lakier, którym pokryto zewnętrzne elementy mojego ciała. – powiedział po czym popatrzył na białowłosego - Czemu użyłeś akurat tej techniki? Chciałeś wyrządzić mi krzywdę?
Zapytał patrząc białowłosemu głęboko w oczy.

Bane - 30 Grudzień 2017, 08:18

Spojrzał na niego gdy ten podszedł, odchylając głowę na bok. Uniósł jedną brew nie bardzo wiedząc czego Marionetka będzie od niego chciał. Znowu mu da po mordzie? Mało mu?
Spojrzenie Sebastiana było inne, w dalszym ciągu beznamiętne i czerwone, ale inne. Bane zdębiał gdy Urzędnik poprosił, by białowłosy usiadł. Przez chwilę Cyrkowiec stał gapiąc się na niego ale w końcu ruszył na wskazane miejsce. Opadł na siedzisko ciężko wzdychając.
Patrzył za Janem, chcąc wybadać co ten chce zrobić. Okularnik grzebał w Apteczce, co nie do końca podobało się białowłosemu. Nie ufał mu na tyle, by dać się mu przebadać. Bo z jakiej okazji miałby na to pozwolić? Bolała go głowa, nic nadzwyczajnego. Może nieco silniej niż zazwyczaj, ale to dlatego, że dostał po pysku i się wkurwił. Jedno nałożyło się na drugie, pewnie mu ciśnienie skoczyło i stąd te dolegliwości.
Odsunął się od niego, gdy ten wyciągnął latarkę. Spojrzał nieufnie na sprzęt, potem na niego po czym zwyczajnie zrezygnował z opierania się. W dalszym ciągu nie podobała mu się perspektywa oddania się w ręce Marionetki. Czy on w ogóle miał jakieś przeszkolenie medyczne? Czy tylko obserwował Dyrektora przy pracy i tak się uczył. Samouk. Konował.
Niemniej pozwolił mu pokazać co potrafi. Popatrzył na światło latarki ale długo nie wytrzymał, bo promień był za mocny. Szarpnął łbem zaciskając oczy i krzywiąc się.
- Niby po czym miałbym mieć wstrząs mózgu. - prychnął bardziej do siebie niż do niego. Z zaciekawieniem patrzył mu na ręce. I gdy tamten wyjął strzykawkę nie spodobało mu się to, ani trochę.
- Ej, czy ty masz w ogóle uprawnienia do wykonywania takich zastrzyków? - zapytał zabierając mu swoją rękę. Po chwili jednak dał spokój. Dalej czuł wkurwienie, agresja sprawiała, że aż cały buzował od środka ale ciekawość była silniejsza, Medyk chciał zobaczyć jak dalej zachowa się czerwonooki.
Odchylił się na siedzisku. Widok jak ktoś podaje mu zastrzyk był... wspomnieniogenny. Bane pamiętał, jak Anomander podał mu alkohol. Pamiętał, jak jedna z kobiet w Klubie Nocnym podała mu narkotyk. I każde z tych uczuć wiązało się z ekstazą. Nawet teraz uśmiechnął się.
Niedostępny Pan Urzędnik skacze przy nim jak jakaś Pielęgniara. No kto by pomyślał. Martwi się?
- Weź przestań. Bo jeszcze pomyślę, że się zmartwiłeś moim stanem zdrowia. - burknął - I się jeszcze zakocham. - dodał jadowicie, uśmiechając się półgębkiem - Mój ty Troskliwy Misiu.
Poprawił rękaw i w oczekiwaniu na działanie leku, założył ręce na piersi i pochylił głowę w przód. Oczy miał przymknięte przez co wyglądał jakby przysypiał.
Na pytanie Jana nie odpowiedział od razu. Musiał się zastanowić. Napadowe bóle głowy nie zdarzały mu się często, raczej z normalną częstotliwością, jak u każdego człowieka. Jak się wkurzył i ciśnienie mu skoczyło, ale nie na tyle by serce go rozbolało, to bolała głowa, ale to chyba naturalne.
Dzisiaj wyjątkowo dobrze spał. Człowiek wycieńczony zawsze dobrze śpi, gdy ciało przejmuje władzę nad umysłem i nie pozwala na zbędne nocami, intensywne myślenie. Obudził się w dobrym humorze. Dopiero atak Jana go zdenerwował ale uderzenie w twarz nie było jakoś specjalnie mocarne. Przecież nos miał cały, policzek nawet nie rwał bólem aż tak bardzo bo ostatecznie rękawica była miękka.
Spojrzał na Sebastiana badawczo, jakby chciał ocenić ile mu powiedzieć. Usta miał zaciśnięte w cienką linię i długo utrzymywał kontakt wzrokowy, mając zmarszczone brwi. Marionetka miał być jego Kuratorem, może ma prawo znać stan Podopiecznego? Może w razie czego mu pomoże?
Nie. Za krótko się znali. Może i pili razem, ale Bane nadal mu nie ufał. A poza tym, Urzędas od razu poleci z nowościami do Dyrektora a Anomander nie może się dowiedzieć o tym, że Chirurga niepokoi własny stan.
To głupie... ale Bane będąc lekarzem od kilku lat nie poddał się najważniejszym badaniom. Kilka razy oddał krew van Vyvernowi do badań nad antidotum na jego toksyczność, ale nie robił ani żadnych rezonansów magnetycznych, ani rentgenów... Bo po co, skoro czuł się dobrze?
Ketonal go otępiał, od zawsze. Odkąd pamiętał. O ile po kieliszku potrafił z czystym sumieniem usiąść za kierownicą, tak po tym leku nie ryzykował jazdy. Wódka go pobudzała i nie istniało ryzyko, że zaśnie za kółkiem, a po zażyciu ketoprofenu owszem.
Westchnął i jedną dłonią przetarł oczy. Nie powie Janowi niczego konkretnego, może ten się odczepi.
- Nieczęsto. - powiedział - W Świecie Ludzi miewałem silniejsze migreny. - skłamał - Ludzie już tak mają, nie jesteśmy z drewna, nie napędza nas niezawodny mechanizm. - stwierdził chcąc zmienić temat i wzruszył ramionami.
Westchnął gdy Okularnik zapytał o Venenosis. Technika po mistrzowsku została spierdolona, nie wyszło mu i teraz musiał się wytłumaczyć.
- To miało być Venenosis. - poprawił go - Polega to na tym, że na jakiś czas potrafię zmodyfikować skład własnych wydzielin ciała by nabrały właściwości żrących. Bo o toksycznych już zapewne wiesz. - no pewnie, że wie, Dyrcio mu powiedział - Mocy tej użyłem pierwszy raz od kilku lat, może dlatego nie podziałała... Albo faktycznie nie przebija się przez lakier. - skrzywił się - Jeśli tak... to jestem zawiedziony, mówiąc wprost. - dodał szczerze.
Poprawił się na krześle gdy padło niewygodne pytanie. Bane uciekł wzrokiem, bo nagle zrobiło mu się głupio, że chciał w taki sposób zlikwidować Marionetkę.
- Posłuchaj... - zaczął powoli, zawstydzony - Przepraszam. Nie powinienem używać tej mocy na tobie, jesteś w końcu moim Kuratorem. - oj niewygodnie się przepraszało kogoś, kto wcześniej dał ci po kufie - Mógłbym skłamać, że to odruch ale... Wkurwiłem się. Jesteś silniejszy i wymagasz bym ci dorównał na pierwszym treningu...
Wstał i przeszedł kilka kroków, bo poczuł się lepiej, ból pod czaszką ustąpił. Ale nie podniósł się by rozprostować kości tylko dlatego, że w takich sytuacjach ciężko usiedzieć na dupie. I Bane zaczął chodzić w tę i z powrotem by tylko nie gapić się na poważną minę Jana.
- Może Dyrektor ci o tym wspominał... Ostatnio często się wkurwiam. - powiedział w końcu, zatrzymując się ale nie patrząc mu w oczy - Kiedyś byłem... stabilniejszy. Tym chyba nawet zdobyłem zaufanie van Vyverna. - uśmiechnął się na wspomnienie nocy, kiedy to Gad przedstawił mu ofertę pracy.
Nagle odwrócił głowę w stronę Jana i z hardym wyrazem twarzy popatrzył mu w oczy. Długo, może za długo. Nie wiedzieć czemu. Czy prowadził jakiś pojedynek na spojrzenia i liczył, że martwe oczy Marionetki pierwsze skierują się w inną stronę?
- Dzięki za leki. - powiedział w końcu i skinął mu głową z szacunkiem - Chyba przełożymy obijanie mi mordy na następne spotkanie, co? - zapytał już luźniejszym tonem, nawet nieco kpiarskim - Za pół godziny zaczynam robotę a chciałbym jeszcze doprowadzić się do porządku.
Podszedł do niego i wyciągnął rękę. Cholera, jego nastrój był zmienny niczym kalejdoskop. Jeszcze przed chwilą miał ochotę udusić Urzędasa, potem zaczął go przepraszać a teraz wyskakuje z tak przyjaznym gestem... Tylko czy Jan jest tak tolerancyjny na takie wybuchy jak Anomander?

Anomander - 30 Grudzień 2017, 17:58



Jan Sebastian odruchowo wykonał gest poprawiania okularów, ale zamarł trzymając palec na nasadzie nosa. Chwilę później cofnął dłoń. Cóż, nawet marionetki nabywaj przyzwyczajeń.
- Bane, proszę, nie zachowuj się jak siwy szympans. Daje te łapę. – stwierdził widząc jak białowłosy zabiera rękę i początkowo niechętnie poddaje się badaniu - Nie wiem, czy do wykonywania zastrzyków przeciwbólowych potrzeba specjalnych, oddzielnych uprawnień, ale mam uniwersalne uprawnienia medyka. Przyznał mi je Car Aleksander I w zamian za niewielką pomoc.
Jan Sebastian jednak nie kontynuował wywodu o Carze, ani tym czego dotyczyła owa pomoc.
Słysząc słowa Bane’a spojrzał białowłosemu w oczy

- Aktualnie jesteś moim podopiecznym, co do pewnego stopnia czyni mnie za ciebie odpowiedzialnym. Czy to coś dziwnego, że interesuję się twoim stanem zdrowia? – popatrzył na Bane’a odsłaniając zęby w grymasie uśmiechu - Nawet nie zdajesz sobie sprawy jak, Bardzo Troskliwy ze mnie miś, Bane. Troskliwy i cierpliwy.
Czekając aż leki zaczną działać obserwował zachowanie Bane’a. Zasadniczo zachowanie białowłosego i sposób w jaki się odzywał kwalifikowały go do natychmiastowego odebrania nagrody głównej, którą jest długoterminowy pobytu na oddziale intensywnej terapii i chirurgii szczękowej.
Słysząc to, co mężczyzna powiedział o swojej trzeciej mocy, marionetka tylko kiwnęła głową
- Nie musisz mnie przepraszać. Zrobiłeś to co uznałeś w tamtym momencie za słuszne. Jednak ty też pamiętaj o tej mądrej maksymie, która mnie uraczyłeś. Ja co prawda nie dysponuję jadem, ani nie umiem zmieniać się w różne pocieszne zwierzaki, ale też mam kilka niespodzianek w zanadrzu. – powiedział swoim typowym obojętnym głosem - Poza tym, nie oczekuję od ciebie byś mi dorównał. Ja oczekuję, że będziesz lepszy ode mnie. Nie mówię, że masz być lepszy już teraz, na pierwszym treningu, bo to rzecz jasna niemożliwe. Na chwilę obecną nie posiadasz, absolutnie żadnych umiejętności bojowych. W walce pokonałaby cię rozgotowana rzepa albo zdechły szczur, ale wymagam od Ciebie, byś pojął i przyswoił to, czego cię będę uczył. Chcę byś pod koniec treningu pokonał mnie w uczciwej walce.
Jan Sebastian popatrzył na Bane’a i przez chwilę nad czymś myślał. Widać było, że coś rozważa.
- Nie wiem czy jestem dobrym nauczycielem, ale nie sądzę byś miał jakikolwiek wybór w tym względzie. Nie wiesz co ci przyniesie przyszłość Bane, możliwe, że kiedyś nadejdzie taki dzień, gdy będziemy musieli stanąć ramię w ramię na polu bitwy. Mimo tego, że obecnie pełnię rolę administratora i zarządcy, gdy nadejdzie odpowiedni czas, a moi ludzie się przebudzą, poprowadzę ich do boju tak jak miało to miejsce ongiś. Stanę z nimi w pierwszej linii i będziemy siać śmierć i zniszczenie aż do końca. Nie wiem jaką pozycję tobie wyznaczy los, jakie stanowisko będziesz zajmował, ale walcząc chcę mieć pewność, że nie zabije cię pierwszy lepszy bezimienny patałach, którego nauczono raptem trzech cięć i czterech zasłon. - Jan Sebastian popatrzył w stronę wyjścia z sali - Może kiedyś, gdy nieco okrzepniesz, zabiorę cię do moich ludzi. Do mojego śpiącego plutonu, który jako jedyny pozostał wierny podczas buntu marionetek.
Gdy ten mówił o wkurwianiu się Jan Sebastian pozostał obojętny. Nie mógł odpowiadać za samokontrolę chirurga.
Uścisnął wyciągniętą rękę.
- Owszem, przełożymy na jutro. Nie obawiaj się, nie zaśpisz. Przyjdę po Ciebie.
Przez chwilę jeszcze patrzył na Bane’a jakby czekał czy ten ma jakieś pytania a następnie zabrał się za sprzątanie sali treningowej.

Bane - 30 Grudzień 2017, 18:53

Parsknął gdy usłyszał o Carze. Jasio miał specyficzne poczucie humoru, ale bywał zabawny. Może nawet te trzy lata nie będą taką katorgą, jaką Bane'owi wydawały się na początku. W końcu kiedyś białowłosy był podobny... też był tak opanowany i ponury.
Kiedyś. Jak to brzmi... Zaledwie kilka dni temu taki jeszcze był! No kurwa, błagam. Przecież Anomander podał mu wódkę może... tydzień temu? I potem zaczęła się ta cała jazda bez trzymanki. W Klinice pojawiła się cała zgraja Odchyleńców którzy namieszali w życiu Chirurga. A już najbardziej namieszała Rosie...
Poczuł dziwną ekscytację gdy o niej pomyślał. Nie była mu obojętna, oczywiście, że nie. Już sam fakt, że się nią zainteresował nie był bez przyczyny. Była osóbką ciekawą, przez styl życia który prowadziła. No i podobno miała jakieś umiejętności lekarskie...
Będzie musiał ją odwiedzić i... porozmawiać. Może blondynka będzie zainteresowana współpracą ze sławnym doktorem Blackburnem, Ordynatorem Kliniki? Jeśli Bane ładnie to rozegra i zdoła okiełznać Rosemary, może nawet Dyrektor pochwali go za łapanie nowego personelu. Bo rąk im tutaj brakuje, oj brakuje.
Uśmiech i komentarz Jana sprawiły, że na twarzy Cyrkowca zapłonął rumieniec. Mężczyzna odchrząknął i spojrzał gdzieś w bok, uciekając wzrokiem. Jasiek był niepokojący z tymi swoimi zębiskami... beznamiętnym głosem i uśmiechem, który sprawiał, że wątroba stawała sztorcem.
- Nie mówię, że to coś dziwnego. - burknął jak naburmuszony dzieciak - Zwyczajnie nie jestem przyzwyczajony do troski ze strony świeżo poznanej osoby. - dodał wzruszając ramionami.
A czy kiedykolwiek doświadczył troski od kogoś innego poza Anomanderem i Julią? Cóż... Kylie, jego siostra miała go w dupie. Wychowywała sobie małego rekina biznesu i świetnego kandydata na uznanego w świecie lekarza. Może od początku wiedziała, że jest chora albo, że zachoruje. I dobrze jej było żerować na młodszym bracie, który harował momentami jak wół, popadając w alkoholizm.
Nie. Nie będzie jej winił o to, że wpadł w nałóg bo to tylko i wyłącznie jego... wina? Pff. Nie postrzegał tego w ten sposób. Lubił pić od zawsze i radził z tym sobie. Kilka razy prowadził po pijaku samochód, kilka razy nawet operował będąc wstawionym. Wszystko zawsze mu się udawało, bo był cholernym Dzieckiem Szczęścia.
A potem to Dziecko Szczęścia dorwała MORIA. Ale ta historia to osobny rozdział.
Białowłosy spojrzał na sprzęty do ćwiczeń gdy Jan wykonywał zastrzyk. Igiełkę oczywiście poczuł ale lubił to uczucie. Uczucie gdy obcy płyn wtłaczany jest do organizmu, atakuje krew i miesza się z nią, wpływając na organizm.
Zamyślił się odlatując na chwilę. Jan Sebastian był troskliwy? Może... Przecież Bane nic o nim nie wiedział. W ogóle Bane mało wiedział. Zamknął się w swojej specjalizacji, w swoim małym świecie gdzie on był najważniejszy, najpiękniejszy i najzdolniejszy. A może przydałoby się otworzyć okienko na świat?
Kim był on sam? Kim byli jego rodzice? Ci, którzy wychowali Kylie, jego siostrę, wyrachowaną sukę która potrafiła tylko zachorować... Jak wyglądali? Czy jego prawdziwy ojciec byłby z niego teraz dumny?
Wzrok stał się nieobecny, tylko na moment a rysy twarzy Cyrkowca złagodniały. Gdy się nie krzywił wyglądał naprawdę przystojnie, mimo wieku. Skóra nie była jeszcze poznaczona wieloma zmarszczkami. Miał ładny, szlachetny profil z prostym, ostro zakończonym nosem.
To w jaki sposób zaczął traktować Anomandera było chore. Doszukiwał się w nim ojca, którego nigdy nie poznał. Tak było łatwiej... zaakceptować kogoś nad sobą. Mentora. Bane chciał wierzyć, że czarnowłosy przewidział dla niego ważniejszą rolę, że nie traktuje go jedynie jako kolejnego pracownika.
Spojrzał na Jana, przesuwając powoli oczyma po jego twarzy.
A ten Urzędnik? Jaką miał rolę w Grze van Vyverna? Był Wieżą? A może Gońcem? Nie wyglądał na zwykłego Piona. Takim mogła być Julia, bo jeszcze się uczyła, jeszcze była dzieckiem. Ale nie Jan.
Wysłuchał go uważnie, patrząc mu w oczy. Chyba pierwszy raz od dłuższego czasu był taki spokojny, dowodząc, że jednak da się z nim normalnie porozmawiać. Że Bane umie też słuchać i trzymać jęzor za zębami, kiedy trzeba.
Przekrzywił głowę i posłał mu pogodny uśmiech. W oczach błysnęła nawet sympatia.
- Nigdy nie będę lepszy od ciebie. - powiedział grzecznie, dobierając słowa tak, by Marionetka odebrał wszystko jako komplement - Nie chodzi nawet o tak oczywiste sprawy jak twoja waga czy materiał z którego zostałeś wykonany. Ty możesz i walczysz dłońmi, ja muszę tego unikać. Nie mogę poświęcić rąk, nie mogę pozwolić sobie na złamanie. Oczywiście, mogę sobie wszystko zaleczyć ale mam swój limit, czego z pewnością się domyśliłeś.
Jan zaskoczył go tym, co powiedział. O wojnie, o bitwie, o 'jego ludziach'... To wszystko nie trzymało się kupy ale jeśli pominąć to dziwaczne gadanie, Jan był miły. Dziwnie było poczuć, że komuś zależy na tym, by białowłosy nie zginął od razu. Jeszcze dziwniej było to usłyszeć od Marionetki którą poznał wczoraj, ale było to na swój sposób miłe.
Bane uśmiechnął się do niego przyjaźnie ale zaraz opanował mimikę. Jeszcze sobie Jaśko pomyśli, że go Cyrkowiec podrywa czy co.
- Mam wyjątkowego pecha, jeśli chodzi o śmierć. - zaśmiał się niewesoło, patrząc w oczy Okularnika - Gdy jej pragnę... jak na złość, nie przychodzi. - dodał odwracając głowę i patrząc w przestrzeń - A gdy próbuję uciec... - urwał bo właśnie sobie coś uświadomił. Coś, co zmroziło go do szpiku kości. Prawie ugięły się pod nim nogi.
Propozycja pokazania Bane'owi śpiącego plutonu wyrwała go z odrętwienia tak gwałtownie, że drgnął nienaturalnie odwracając się w jego stronę. Wzrok miał nieobecny. Szybko jednak potrząsnął głową, odrzucając włosy na bok i uśmiechnął się krzywo.
Nie może pokazać po sobie niczego... Nie jemu. Nie Urzędnikowi, który z pewnością nakabluje wszystko Anomanderowi. Dyrektor nie może się dowiedzieć. Nigdy.
- Wiesz... Równy z ciebie gość. - powiedział już spokojnym tonem, gdy tamten uścisnął mu rękę - Wiem, że będę sprawiał problemy ale nie wyrabiaj sobie o mnie negatywnego zdania. Przynajmniej nie do końca. - wyszczerzył się jak głupi do sera po czym klepnął go w ramię.
Pomógł mu ogarnąć salę bo w końcu i on z niej korzystał. Po sprzątaniu zabrał wszystkie swoje rzeczy i patrząc się w zegarek jak Sroka w migoczący kamyczek, ruszył ku wyjściu.
- Do zobaczenia, Kuratorze! - zawołał nie odwracając się - Pracę zaczynam dokładnie o równej godzinie. Nie każ na siebie czekać, bo się jeszcze stęsknię za twoimi szkarłatnymi oczętami i czarującym uśmiechem!
I chichocząc wyszedł z sali. Jakimś cudem udało mu się odnaleźć wyjście z tego labiryntu korytarzy i już po chwili był na parterze Kliniki.
A ta dopiero budziła się ze snu.

ZT



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group