To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Po drugiej stronie krzywego zwierciadła...

Malinowy Las - Lisia norka

Gawain Keer - 27 Grudzień 2018, 00:44

Czy ją przekonał? Nie miał pojęcia. Luci mogła albo go ucałować i pogłaskać po główce na pocieszenie, albo wyciągnąć wałek do ciasta i go nim stłuc. Melodyjne dźwięki zwodziły go na manowce. Gubił się przez nie, rozpraszały jego uwagę i utrudniały odczytanie intencji Lisicy. - A Ty? Podejrzewam, że nie śpiewasz i nie nucisz, bo taką masz zachciankę. - odbił piłeczkę. Nie da zrobić z siebie całkowitego pantofla. Opiekował się nimi i był na każde zawołanie, bo tak chciał. Gdyby ktoś mu kazał, wpierw musiałby mu zapłacić. Tłumaczenie się leżało gdzieś pomiędzy.
- Przynajmniej tyle ze mnie pożytku! - sarknął, lecz w jego głosie pobrzmiewało coś na wzór ulgi.
Bez medalionu i Blaszki czuł nieprzyjemną lekkość na piersi. To tak jakby jechał samochodem bez zapiętych pasów. Żadnego ucisku, żadnego tarcia. Brakowało mu małych, metalowych świecidełek. Mógł pozwolić sobie tylko na nie. Yako, Cosiek. Chciałby z nimi zostać, ale byli swoją wzajemną słabością. Któreś, prędzej czy później zdradzi, zostawi, porzuci drugie, by ratować życie, ideę lub marzenie. Nawet jeśli nie z wyboru lub obowiązku to z przymusu. Bo trzeba żyć. Bo chce się żyć, choć nie ma po co ani dla kogo. Tym bardziej te błyskotki były Keerowi miłe. Fizyczne manifestacje jego potrzeb. Zaspokajacze.
- Za dziesięć lat wspominałabyś to ze łzami w oczach. - przechylił głowę i łobuzersko spoglądał na nią zza rdzawej grzywki, po czym bursztynowe spojrzenie powoli przesunęło się na Cośka i tam już pozostało. - Kogitsune to krótsze Kogitsunemaru. To tak jak Gaw i Gawain. I jesteś chory, bo wcześniej mięso było dobre, a teraz nie dobre. A mięso jest dobre, bo lisy i Luci nie czują zmiany. Ja również. - mówił powoli i oschle. Zmęczenie dawało o sobie znać. Dobrotliwego i czułego opiekuna zastępował chłodny mentor. - Cukier złe! Wypadną ci zęby. Nie będziesz mógł gryźć. - wycedził, szybko nachylając się w stronę dziecka i kłapnął zębami. - I dostaniesz cukrzycy. To choroba, gdy jesz dużo cukru. Odpadają nogi. - poruszył dolnymi kończynami i lekko obrócił się do Luci, gdy poczuł jej dłonie na swoim brzuchu. Delikatnie się o nią oparł i natychmiast zadrżał. - Zostajesz tak. - stwierdził z uporem, jakby Yako miała pozostać tak na wieki wieków. - Jesteś cieplutka. - dodał zaraz miękko i starał się rozluźnić i zagrzać. Przez całą drogę tak się trząsł, że bolał go każdy mięsień międzyżebrowy.
- Jesteś pewna? - szepnął na słowo "tajemnica", lecz jedno spojrzenie na nią pozbawiło go wątpliwości. Zapewne miała rację. Sam od pewnego czasu zastawiał się, jak wybrnąć z niewygodnej sytuacji. Może faktycznie im szybciej, tym lepiej?
- Nie mów nikomu. Nie ważne czy w stado, czy nie. Tajemnica jest bezpieczna tylko wtedy, gdy nikomu o niej nie mówisz. - machinalnie odpowiedział na pytanie. Podobne nauki osiadły w nim na tyle głęboko, że nie potrzebował nawet sekundy na zastanowienie.
- Czyli słodkie mleko i kwaśny owoc. Niedojrzały, bo tego słowa szukałeś, czyli kiedy jeszcze owoc jest zielony, twardy i kwaśny. - Gawain był dziś bezlitosny. Możliwe, że stało się tak za sprawą trosk i trudów, z którymi przyszło się dziś zmierzyć Cieniowi. Czy specjalnie używał tylu trudnych sformułowań? Cholera go wie.
Keer podziękował Yako i zaraz drgnął, gdy go dotknęła. - Czym mnie dotknęłaś?! - wykrztusił z siebie w panice i patrzył na nią szeroko otwartymi oczyma. Próbował znaleźć jakąkolwiek wskazówkę. Dech na sekundę zamarł mu w piersi, mięśnie twarzy napięły się ukazując zmartwienie rudzielca. Ulga nie była mniej wymowna. Gdy Keer spostrzegł cienką warstwę lukru na palcach ukochanej, przymknął oczy i wyszeptał: "Ja Cię kiedyś zabiję." Gdy otworzył je ponownie, odetchnął parę razy i nerwowo przełykając ślinę. Jego serce wybijało nerwowy rytm, a świat nadal lekko się kręcił. - Mam nadzieję, że nie zrobiłaś tego z ciekawości. - wycedził zaciskając pięści. Miał ochotę walnąć pudełko przed sobą i posłać je w diabły. - Ciekawe?! A gdybym miał rację? Zginęłabyś, a ja do końca swoich dni opiekowałbym się landrynkową Tobą? - niedowierzanie mieszało się z żalem i trwogą. I tu właśnie wkroczył dramatyzm. Czarnowidztwo, którego nie potrafił się wyzbyć. Mogli się wkurzać, mogli się śmiać, ale co by było gdyby? Co by było, gdyby jednak zamieniłby kogoś w bryłę cukru? Jedyną istotę, na której mu zależało? - Potrafisz tylko żartować albo mieszać mnie z błotem. - wyszeptał ponuro i sięgnął po chusteczki. Pudełko skamieniało pod jego palcami. - Chodź Cośku. Przygotujemy herbatę, zioła i jedzenie. Co tam będziecie chcieli. - wstał i unikając wzroku Luci, popędził Cośka ruchem dłoni.
W kuchni nastawił wodę, przygotował zioła do zalania. Każdy przedmiot, którego dotknął obfitował w chusteczkę zamienioną w landrynkę, którą otrzymywał Cosiek. W tym czasie dzieciak mógł podpatrzeć jak zdziałać małe kuchenne cuda. Gawain nie bronił mu niczego, póki nie angażowało gorących lub ostrych przedmiotów.

Halloweenowy psikus 5/6

Yako - 27 Grudzień 2018, 12:06

Westchnęła ciężko i zakaszlała krótko - oczywiście, że...nie - musiała po drodze odchrząknąć ślinę, która zebrała jej się w gardle - nie wiem skąd się to wzięło...śpiewam na pewno odkąd przyszliście...wcześniej nie mam pojęcia - wzruszyła ramionami. Widać było, że jest rozdrażniona z tego powodu, ale jednocześnie wie, że raczej nic z tym nie zrobi, więc nie będzie się stresować dodatkowo. Była zmęczona wszystkim, więc uznała, że po prostu to przeczeka. Jak to szybko nie mienie to wtedy zacznie się martwić.
Pokazała mu język. Nie była zadowolona z tego, że śpiewa. Naprawdę tego nie lubiła. Ale na pewno nie będzie się boczyć na Cienia zbyt długo. Po prostu nie potrafiła.
Zostawiła tłumaczenie, czemu słodycze nie są dobre, pozostawiła swojemu ukochanemu. Głowa jej pękała, tym bardziej od tego ciągłego śpiewania. Dlaczego Gaw wymaga od niej aż tyle gadania? Chciała tylko się położyć i odpocząć. A oni musieli tak hałasować i tyle gadać...ech....
Uśmiechnęła się czule i zamknęła oczy. Pewne była cieplutka bo miała gorączkę, a Cień też był zmarznięty. Zadrżała lekko i mocniej otuliła się kocem.
Przyglądała się maluchowi gdy Dręczyciel tłumaczył mu czy jest tajemnica - jeśli komuś to powiesz, to całe stado może mieć problemy - powiedziała poważnie. Gdy tylko jednak obiecał nikomu nie mówić, westchnęła ciężko i spojrzała Cośkowi w oczy - umiem się zmieniać nie tylko całkowicie w dwunożnego, mieć uszy i ogony lisów czy zmieniać się w lisa - wyśpiewała po czym zamknęła oczy. Jej włosy oblały się bielą tak samo jak sierść na ogonie i uszach, a oczy zrobiły się czerwone. Urosła, zwiększyła jej się masa mięśniowa i gdy otworzył oczy, na młodego patrzał już Lusian, a nie Luci. Przyglądał się reakcji młodego i wrócił do swojej żeńskiej wersji.
Nie odpowiedziała na pytanie kochanka, skupiając się na obserwowaniu swojego palca - Skarbie, nic się nie stało. A poza tym nie zrobiłam tego specjalnie - zagruchała. Westchnęła jednak chwilę później gdy Gaw poszedł robić coś w kuchni. Zwinęła się wtedy w kulkę na kanapie i tam została, starając się ogrzać swoim ciepłym ogonem. Ta przemiana w Lusiana ją zmęczyła bardziej niż by tego chciała.

Halloweenowy Psikus 5/6

Cosiek - 28 Grudzień 2018, 01:52

- Czemu Cosiek musi mówić Kogitsunemeneru jak Kogitsune dobrze? - Nie dawał za wygraną. - Mięso źle. Cosiek wie. - Przestraszył go opis choroby. Tyle ostatnio słyszał o zagrożeniach dla zdrowia i nie wiedział co o tym myśleć. Czy rzeczywiście może istnieć choroba, od której odpadają nogi?
Wybałuszył oczy patrząc na przemianę. Próbował sobie jakoś ułożyć w głowie, że Lusian jest i samcem i samicą jednocześnie. Dopiero po chwili przypomniał sobie, że trzeba by zamknąć usta. - Lusian samiec i samica tajemnica. Bardzo Duży Lis nie tajemnica? - Przypomniał sobie walkę z Porywaczem. Sam nie wiedział czemu teraz tak bardzo się zdziwił skoro wcześniej widział już coś podobnego. Mimo wszystko zmiana płci wydawała się mniej naturalna niż postać włochatego monstrum.
- Cosiek nie szukać słowa, wie gdzie jest, nie wie jakie jest. - Dokładnie wiedział co chciał powiedzieć, ale skąd miał wiedzieć jak brzmi w dwunożnemu? Może następnym razem zastąpi nieznane wyrażenia lisimi? W końcu Gawain chciał się tego nauczyć. No i zobaczy jak czuje się chłopiec zasypywany tymi wszystkimi bezsensownymi dźwiękami.
W kuchni pomagał w tym o co był poproszony. Poczucie obowiązku pomogło mu przezwyciężyć strach przed ogniem, ale na wszelki wypadek nie zbliżał się za bardzo do palnika jeśli nie musiał. W przerwach od wykonywania poleceń pogryzał watę z cukru, w którą zmieniały się chusteczki dotknięte przez Cienia. Bardzo starał się nie myśleć o cukrzycy, ale opis był bardzo obrazowy i jakoś nie chciał ulecieć z głowy. Może jeśli będzie jadł tylko miękki cukier, to nie wylecą mu zęby? Skoro nie trzeba gryźć to chyba nie zepsują mu się kły? I co do tego mają nogi? Nie mógł się powstrzymać, żeby co jakiś czas nie sprawdzać czy kończyny na pewno są na miejscu nie odłączają się od ciała. Ciekawe czy Krzywozgryz dalej byłby niebezpieczny, skoro nie miałby stóp do atakowania?

Halloweenowy psikus 6/6

Gawain Keer - 28 Grudzień 2018, 20:34

Czoło rudzielca zmarszczyło się lekko. Odkąd przyszli? Chyba jej nie zarazili? - Oby przeszło szybko, jeśli niebawem będziecie mieli zdjęcia. - przytaknął na jej niewypowiedziane "niech to się wreszcie skończy", które z łatwością dało się wyczuć.
- Bo należy przedstawiać się pełnym imieniem. Chyba, że nie chcesz, ale to może być... niegrzeczne. - na usta cisnęły mu się inne słowa, ale tłumaczenie dziecku co oznacza mieć kogoś w dupie przerastało jego siły. Na kolejną wzmiankę o mięsie machnął ręką i nie wdawał się w dalszą dyskusję, bo sam zaraz zacząłby nim rzucać.
- Och, przestań. Nie nagrywałbym, jeśli byś sobie tego nie życzyła. - powiedział widząc infantylnie wystawiony język. Z chęcią pociągnąłby za niego, ale tylko dałby Yako powód do radości i dalszych przytyków. Prawda była jednak inna. Nie nagrywałby jej, bo i tak usunąłby film. Gdyby telefon wpadł w niepowołane ręce, zabawna i niewinna pamiątka doprowadziłaby jego przeciwników prosto do Yako. Demon był nie tylko charakterystyczny, ale również szalenie medialny. Mały skandal czy ploteczki w tabloidach były niczym w porównaniu z węszącymi psami MORII.
Westchnął cicho, gdy Luci zmieniała się znów w Lusiana. Przez moment obawiał się, że Demon pozostanie w tej formie na dłużej, bo przemiany wyraźnie go męczyły, ale całe szczęście szybko przeprowadził odwrotny proces. Keer, jakby go nie lubił i nie ukochał, nie mógł zignorować zachowania Kitsune w poszczególnych formach. Lusian był roszczeniowy, uparty jak osioł i pieklił się na wszystko wokół, jeżeli bolało go cokolwiek. Starał się mu współczuć i ulżyć, ale cholera, czasem szlag jasny go trafiał, gdy po raz kolejny był zmuszany do wysłuchiwania litanii przekleństw i warkotów. - To też tajemnica. - powiedział cicho małemu, przymykając oczy i pozwalając lisicy go grzać w zamian za swoją energię. Dziś jej delikatny upływ nie uszedł jego uwadze, ale nie był mu niemiły. - Tajemnicą powinno być wszystko co daje ci przewagę. Jeśli umiesz coś, czego inni nie potrafią, czasem lepiej zachować to dla siebie. Wtedy możesz ich zaskoczyć, heh! Zrobić małą niespodziankę... - kontynuował miękko i spokojnie, choć jego ton był wesołkowaty i pogardliwy. Ostry jak brzytwa uśmiech i zawadiackie spojrzenie zdradzały niecne zamiary. Może dlatego tak nie lubił niespodzianek? - Tak się tylko mówi. - puścił jeszcze chłopcu oczko, gdy ten tłumaczył mu oczywistości.
Trochę skulił się w sobie, gdy zamiast zwyczajowej uszczypliwości spotkał się ze zrozumieniem i pewnego rodzaju wsparciem. - Masz rację... przepraszam. - odetchnął głęboko. Nosiło go jak diabli i ciężko było wyluzować.
Uspokoił się w kuchni, gdzie jego dzielny pomagier podawał mu chusteczki, a potem wcinał watę cukrową. W pewnym momencie zauważył jak Cosiek gapi się na swoje nogi. Powiedziałby mu, że nie odpadną tak od razu, ale z drugiej strony był to szalenie zabawny widok. Prawie panikował! Tylko nie pękaj. - powtarzał w myślach mantrę i usiłował maskować uśmiech. - To jak? Nauczysz mnie czegoś lisiego? - zapytał wracając do jego popieprzonego pomysłu. Pewnie z jego nienaturalnych pisków wyjdzie coś głupiego lub zbereźnego, ale kto wie? Może okaże się lisim wirtuozem!
Zalał herbatę w dzbanku i zioła w kubkach. Yuki potrzebował swojego lekarstwa, a Yako czegoś co pomogłoby lekko zbić gorączkę. Może leki nie działały, ale lekkie placebo nie zaszkodzi a napar z lipy z sokiem malinowym na pewno poprawi jej humor. Poprosił jeszcze Cośka o parę kolejnych chusteczek i wziął tacę do pokoju. - Dziękuję za pomoc. Byłeś dzielny, zwłaszcza przy ogniu. - pochwalił go, bo wiedział, że wyzywanie kogoś od ciot, tchórzy i nieudaczników odnosiło skutek przeciwny od zamierzonego. Dzieci, które były dumne ze swoich dokonań, przeważnie starały się jeszcze bardziej. Cosiek choć wyraźnie bał się otwartego ognia, przez cały czas podawał i przenosił wszystko co było trzeba. Jeszcze trochę i zupełnie zapomni o strachu przed kuchennymi palnikami.
Delikatnie postawił napoje na stole, siadając przy Yako. Cała drżała i chętnie przeniósłby ją przed kominek, ale grzanie już przegrzewającego się ciała byłoby zwyczajnie durne.
- Proszę. Powinno choć trochę osłodzić dzisiejszy dzień. - podał jej kubek i jeśli chciała mogła zabrać też watę. - Wypij, bo się odwodnisz, a potem znowu musisz mnie odrobinę ukraść. Nie powinnaś tak marnować energii. - lekko dotknął kciukiem jej ust i już nachylał się, by ją ucałować, gdy cała, dosłownie cała, pokryła się lukrem. - Eem... - bąknął mało elokwentnie i pocałował ją by uciszyć ewentualne protesty.
Smakowała brzoskwiniami.

Halloweenowy psikus 6/6

Yako - 28 Grudzień 2018, 23:49

Przytaknęła tylko głową. Bolało ją już gardło od tego śpiewania. Do zdjęć jeszcze trochę czasu zostało, ale jeśli jej to nie przejdzie to będzie miała spory problem. Owszem...było tam kilka śpiewanych scen ale nie śpiewali tam przez cały czas. Poza tym jakby to wytłumaczyła, jakby cały czas śpiewała. To byłoby dziwne, nawet jak dla niej, a przecież była znana z wielu różnych myków.
Uśmiechnęła się z wdzięcznością. Cieszyła się, że nie musiała wszystkiego tłumaczyć młodemu. Że Gawain choć trochę przejął pałeczkę jeśli o to chodzi. W końcu wiedział doskonale co powinno zostać między nimi, a co nie.
Pogładziła ukochanego po policzku - nie gniewam się - zaśpiewała, a w jej głosie pojawiały się pierwsze oznaki chrypki. W końcu nie przywykła do takiego sposobu komunikowania się. Widać też było, że jest coraz bardziej zmęczona.
Spokojnie czekała na to aż rudzielce przestaną się bawić w kuchni. Była zwinięta w kłębek i oddychała spokojnie, co jakiś czas pokasłując albo pociągając noskiem. Miała zamknięte oczy i tylko wsłuchiwała się w odgłosy dochodzące z sąsiedniego pomieszczenia.
Usiadła ponownie, gdy jej ukochany wrócił. Przyjęła kubek i podmuchała w zawartość. Ukradła też trochę waty, ale nie dużo. Niech młody ma też trochę radości. Sama była już stara, więc nie miała aż takiego parcia na cukier jakby się mogło wydawać.
- Dziękuję - wyśpiewała cichutko - muszę po prostu odpocząć, bo odkąd wyszłam z Kliniki, nie miałam takiej możliwości - zanuciła spokojnie i upiła trochę napoju, delektując się nim.
Spięła się cała, gdy Cień dotknął palcem jej ust, a całe jej ciało pokryła warstwa cukru. Już miała coś powiedzieć, gdy Dręczyciel uciszył ją skutecznie. Nie za bardzo mogła się ruszyć, przez ten skafander, ale też nie miała zamiaru się opierać. Stęskniła się za tym, ale jednocześnie nie chciała, żeby się zaraził, w końcu sam bardzo wymarzł, gdy szli tutaj z Cośkiem.
Starała się w międzyczasie jakoś pęknąć bryłę, ale jednocześnie nie chciała wypuści z rąk kubka, na który cukier również trochę zaszedł, a który zaczynał ją już parzyć lekko w dłonie.

Halloweenowy psikus 6/6

Cosiek - 1 Styczeń 2019, 20:08

- Cosiek nie chce być Kogitsuenenenemru! - Odparł. - Trudne do mówić! - Pewnie nie przekona reszty stada, zresztą tak jak we wszystkim innym, ale nie zamierzał zaprzestać prób.
Skinął głową pokazując, że rozumie iż tamta przemiana też ma pozostać tajemnicą. - Gawain nie lis też tajemnica? - Wpadło mu do głowy, że skoro o zmianach postaci Dużego Lisa nie można mówić, to może być więcej takich tematów. - Co jeszcze tajemnica? Cosiek dobrze polować też? - Spojrzał zdziwiony na Cienia, nie rozumiał dlaczego ten się śmieje. Ale to chyba dobrze, że ma dobry humor, zwłaszcza w jego stanie.
- Dobrze. - Wydał z siebie krótki pisk. Nie brzmiało to żałośnie, smutno czy proszalnie. - Cosiek powiedzieć, że dobrze. - Jeśli mężczyzna chciał to powtórzył słowo starając się brzmieć jak najwyraźniej i próbował skorygować jego błędy. Nie wiedział od czego zacząć, małe liski uczyły się jakoś naturalnie obserwując starsze. Do tego język dwunożnych miał więcej słów niż lisi, bo nadawał własne nazwy rzeczom, które wystarczyłoby opisać.
Uśmiechnął się słysząc pochwałę i chciał się podstawić do głaskania, ale w ostatniej chwili przypomniał sobie o nowej chorobie Gawaina. Odskoczył nieco zbyt gwałtownie więc spojrzał w górę i wyszczerzył się w jeszcze szerszym uśmiechu udając, że po prostu się bawi.
Smutno popatrzył na kawałek waty, który nie powędrował do jego rąk. Nic nie powiedział, bo sam zjadł już dużo, a Lusian nie wyglądał za dobrze. Chyba był chory. A może była chora? Nie pociągnął dalej rozważań na ten temat bo ich obiekt zmienił się w słodki posąg. Ostrożnie podszedł do unieruchomionej postaci i powąchał ją. Pachniała owocowo, ale nie potrafił określić gatunku. Wyglądało na to, że pod warstwą cukru nadal tkwiła czarnowłosa i że nic się jej nie stało. Chłopiec popatrzył przez chwilę na trzymaną watę, a potem swoje nogi i podjął trudną decyzję. Stadu trzeba pomóc nawet jeśli grozi mu to utratą kończyn. Zresztą pewnie można przyszyć nowe, skoro całe ciało się da. Podszedł do kanapy i zaczął zlizywać cukier ze słodkiego bałwanka, ale szło to strasznie powoli. Obawiając się o to, że nie zdąży na czas i że zetrze sobie język do krwi zaczął delikatnie odrywać kawałki lukru zębami. Uważał bardzo, żeby nie uszkodzić skóry znajdującej się pod skorupką, a oderwane kawałki natychmiast połykał w całości. Nie miał ochoty smakować słodyczy dłużej niż musiał bo mdliło go już trochę od tego.

Gawain Keer - 5 Styczeń 2019, 16:41

- Dobra! Już dobra, tylko przymknij jadaczkę. Jak przestanie być takie trudne, to wtedy pomyślimy, a teraz będziesz dalej Cośkiem. - stracił cierpliwość. W kółko słyszał tę samą śpiewkę. Nie to, nie tamto, nie chcę. Widać chłopczyk, nawet lis, nadal był tylko zwykłym rozwrzeszczanym dzieckiem.
Przymknął oczy, gdy ciepła i wypielęgnowana dłoń Kitsune pogładziła go po nadal chłodnym policzku. Wlazłby jej pod koc, ale niewiele zostałoby z miękkiego materiału. Co zrobić? Zamieniał wszystko w cukier i miał nadzieję, że to nie będzie trwało wiecznie. Inaczej zabije się cukrowym ostrzem, bo raczej nie wytrzymałby kolejnych dziesięciu lat nie mogąc się nawet normalnie umyć, przytulić i spać pod kołdrą bez lukrowych rękawic.
- Nie. To nie tajemnica. Nigdy nie byłem lisem, już ci to tłumaczyłem. Mam tylko tę jedną postać i koniec. - wzruszył ramionami, po czym z powątpiewaniem w inteligencję Cośka wymienił krótkie spojrzenie z Luci. - Do tego będziesz musiał dojść sam. Nie każdemu można powiedzieć wszystko. Jesteśmy stadem, a inni to obcy. Nie wiadomo jacy są. - odparł, dochodząc do wniosku, że stado jest najlepszym określeniem na ich zgraję. Yako upierał się przy rodzinie, ale nie było pomiędzy nimi wszystkimi więzi na tyle mocnych, by Gawainowi przeszło przez gardło podobne słowo, po tym jak dołączył do nich Cosiek,
Początkowo Cień układał usta, parokrotnie wyobrażając sobie jaki dźwięk będzie mógł z siebie wydać, po czym ni to pisnął, ni to warknął. Trudno było mu ocenić, czy odgłos był choć odrobinę przybliżony do właściwego. Nie miał lisiego słuchu, a wiele zwierząt słyszało tony, które pozostawały poza zasięgiem dwunożnych. - A co powiedziałem ja? - zapytał niepewnie i czekał na reakcję Cośka oraz Luci, która z pewnością wychwyciła jego debiutancki popis.
- Co ty wyrabiasz? W kuchni się nie bawimy. Jeszcze się poparzysz albo zrzucisz coś szklanego. - zmarszczył brwi, nie do końca rozumiejąc, co siedzi w małej, rudej główce.
- Nie ma za co. - odparł, lecz ucieszyło go to krótkie i proste słowo. Rzadko wypowiadano je pod jego adresem. Miło było nie być docenianym jedynie złotem.
Gdy oderwał się od słodkich ust Luci, uśmiechnął się do niej słodko i odstawił gorący kubek. Czuł, jak Lisica się wierci i próbuje uwolnić z cukrowego więzienia, a w tej chwili brakowało jej jedynie poparzeń. Strzepał z palców watę, ale na opuszkach i tak zostały jej strzępki. Miał wrażenie, że cały się lepi i nie miał pomysłu jak miałby się wykąpać.
- To całkiem przyjemna odmiana, gdy tak nie brykasz. - wymruczał cicho, a bursztyn w onyksowej oprawie wyraźnie pociemniał. Keer ponownie dotknął palcem oczyszczonych z cukru ust Luci i obserwował jak warstwa lukru rośnie. Cieszył się nowo nabytą władzą jak dziecko. - Teraz nigdzie nie uciekniesz... - wyszeptał i uśmiechnął się radośnie, po czym nachylił się i złapał materiał jej bluzy w zęby, by nie dotknąć go dłońmi. Wpakował na jej talię swoje zimne łapska i tryumfalnie się wyszczerzył. - Jesteś taka cieplutka! - westchnął z wielką ulgą i cały do niej przylgnął. Kitsune mogła poczuć, jak jej kochanek cały drży. - Ja też z chęcią bym odpoczął. - powiedział cicho, kryjąc twarz w zagłębieniu jej szyi.

Halloweenowy psikus 7/???

Yako - 5 Styczeń 2019, 21:02

Nawet nie skupiała się za bardzo, żeby choć spróbować usłyszeć co dzieje się w kuchni. Najchętniej poszłaby do sypialni i zakopała pod toną pierzyn, ale tam nie było kominka no i też nie chciała zostawiać Gawa samego. Chociaż...czy w ten sposób nie ułatwiłaby mu roboty z młodym??
Gdy Gawain do niej wrócił chciała się nacieszyć ciepłem, które zaraz miało rozpłynąć się po jej przełyku, a następnie żołądku. Nie było jej to jednak dane, bo Cień postanowił ją unieruchomić.
Zadrżała, gdy położył jej dłonie na brzuchu. Przynajmniej się już nie poparzy herbatą. Początkowo dała się wtulać i zastanawiała się jak się uwolnić z tego więzienia zrobionego z lukru.
- Skarbie...może przeniesiemy się na górę, zanim Cosiek mnie zje? - wyśpiewała zmęczonym głosem, lekko zachrypniętym. Spojrzała na ukochanymi błękitnymi oczami z domieszką fioletu. Były błyszczące od gorączki, ale jak teraz miała przejść na górę w tym całym cukrze? Przecież jak się zamieni to zaraz tu padnie, albo Gawain jej da burę. I co teraz?

Halloweenowy psikus 7/???

Cosiek - 8 Styczeń 2019, 22:53

Skinął głową z zadowoleniem. Wygrał! Nie spodziewał się, że się uda, a jednak! Przecież ma prawo sam wybierać sobie imię i go używać. Nie widział powodu, żeby korzystać z jakiegoś przydługiego słowa, którego nie da się poprawnie wymówić.
- Cosiek nie wie dużo o to stado. - Zauważył lukę w rozumowaniu Gawaina. Zdecydował się zaufać tej grupie, ale nadal nie wiedział o nich zbyt dużo. Czy to znaczy, że przed nimi też ma mieć tajemnice?
- Gawain powiedział... - Przerwał na chwilę, żeby zastanowić się jak przetłumaczyć na dwunożny pojęcie, które było jednocześnie oczywiste i bardzo trudne do opisania w obcym języku. - Drzewo, na które wejść duże zwierze, żeby zjeść żółty cukier. Nie iść tam. - Nie miał pojęcia czy Cieniowi może się przydać takie słownictwo, ale skoro już umiał je wypowiedzieć to nie będzie mu przeszkadzać. Jeśli rudzielec chciał to powtórzył któreś ze słów, albo podał nowe.
Przechylił główkę i zamachał ogonami nadal udając rozbawienie. - Cosiek nie zrzucisz szklanka. - Nie biegał już więcej, trochę bał się że nogi mu odpadną jeśli będzie się zbyt gwałtownie ruszał.
Nikt nie panikował ze względu na stan Luci, co było według niego trochę dziwne. Jako, że sam musiał się zająć ratunkiem przyspieszył obieranie opiekunki z cukrowej skorupki. Wszystko co ostatnio jadł i pił było słodkie, więc dosyć szybko miał dość. Mimo, że już go mdliło to kontynuował i nie zwalniał.

Gawain Keer - 11 Styczeń 2019, 21:56

Gawain wbił w młodego swoje jastrzębie oczy. Ruchy Cienia, choć oszczędne i mało dynamiczne, kryły w sobie agresję. A to wszystko za sprawą celnego spostrzeżenia dziecka. Miało rację, lecz burzyło spokój Dręczyciela, niszczyło idealny obrazek, który malował sobie w głowie. Mało wiedzieli o sobie nawzajem. Czy faktycznie chcieliby więcej? Czy nie było dobrze, tak jak jest teraz?
- A co byś chciał wiedzieć? - zapytał brzmiąc jak pusty dzwon. Nienawidził tych rozmów, rozgrzebywania przeszłości, rachunków sumienia, które nikomu nie przywrócą życia i szczęśliwych chwil.
Pierwsze próby porozumienia się za pomocą lisiopodobnych dźwięków były całkowitą porażką w wykonaniu Keera. Nie spodziewał się innego wyniku. Gorzej, że nawet tłumaczenia nie zrozumiał. - Żółty cukier? Jak wygląda to zwierzę? - wybałuszył oczy, robiąc kwaśną minę. Za cholerę nie wiedział o czym gada Cosiek. Czemu cukier był żółty? Ktoś do niego lał? - Nie jestem pewny, czy mogę słyszeć każdy lisi dźwięk. Wiesz, że to może być pozbawione sensu? Czyli gdy robisz coś, choć wiesz, że się nie uda? - zalał Kogitsune pytaniami, chcąc się wyplątać z nauk. Nie posiadał odpowiedniego słuchu ani aparatu mowy. Teraz musiał jakoś przekonać małego nadgorliwca, żeby dał mu spokój.
Na zapewnienie dziecka tylko przytaknął krótkim pomrukiem. Czemu tak brykał? Czort jeden wie. Miał herbatę do zaniesienia.
Uśmiechnął się delikatnie i wtulił mocniej w Lisicę. Teraz gdy była na wyciągnięcie ręki i raczyła swojego żywiciela słodkimi słówkami, tęsknota uderzyła go z podwójną siłą. Wcale nie miał ochoty uwalniać Luci z cukrowego więzienia. W końcu czuł, że jest na właściwym miejscu i przez krótką chwilę nic innego się nie liczyło. Świat mógłby przestać istnieć. Byleby móc tak trwać w nieskończoność.
- Najpierw się umyjesz. - szepnął równie zmęczony co ona i powoli uniósł stopę, by przytknąć ją do chłopca i odsunąć go od Yako. - Ej! Jej się nie je. Cukier można zmyć wodą. Rozpuści się jak kąpielowa bomba. Ta kulka, pamiętasz? - pouczył Cośka, po czym wstał razem z Luci, którą trzymał na rękach. - A teraz zadanie bojowe. Przygotujesz kąpiel. Pójdziemy do łazienki, zatkasz wannę korkiem i nalejesz wody. Powiem ci co robić i czy robisz dobrze, więc się nie złość i nie bój. Jesteś na tyle duży, że dasz radę. - patrzył na chłopca z góry i starał się odganiać myśli o własnym, dawno porzuconym domu. O tym jak jego własny ojciec i jego własna matka przekazywali mu podobne drobne obowiązki. Taka odpowiedzialność! Wtedy wystarczyło martwić się by pranie zostało dobrze powieszone, zioła posortowane, narzędzia przyniesione lub odniesione a pokój wysprzątany.
Zaniósł Luci do łazienki i posadził ją na skraju wanny. Wyplątał się z jej objęć zręcznie manewrując i szybko wyszedł, by zaraz wrócić z lateksowymi rękawiczkami w zębach i zmierzwionymi włosami. Widać musiał się naszarpać z pudełkiem, by dorwać kawałek gumy. Wypuścił rękawiczki pozwalając im spaść na podłogę. Konieczność, jeśli musisz przytrzymać rękawiczkę stopą, by móc założyć ją zanim zamieni się w bryłę cukru.
Poinstruował Cośka jak ma zatkać wannę i odkręcić wodę, ale na tym jego wielka przygoda się kończyła. Dzieci choć momentami głupie i naiwne nie były kompletnymi debilami. Nadszedł czas, by wyprosić małego samca za drzwi.
- Cośku, zrobiłbyś coś jeszcze? Widzisz... mam ręce takie jakie mam i nie bardzo mogę się teraz zająć Furorem i Yukim. Mógłbyś ich przypilnować? Pobawić się z nimi? Mówisz po lisiemu, więc się dogadacie. - mówił przejęty, zakłopotany i wielce zatroskany tylko czekając aż mały ruszy się w kierunku wyjścia. Już dość dziś skakał koło Yako. Był taką mieszanką, że Keer wątpił, czy przeszedłby testy na ojcostwo. Jak już, mieli parę wspólnych cech i pewnie w przypadku Kitsune było podobnie, więc czemu miał do niej nie smalić cholewek. Kurna, gdyby on chociaż nosił buty.

Halloweenowy psikus 8/???

Yako - 12 Styczeń 2019, 15:32

Uśmiechnęła się i przytaknęła sennie. Marzyła o ciepłej kąpieli, może dzięki temu szybciej dojdzie do siebie. Miała nadzieję, bo nie cierpiała leżeć całymi dniami w łóżku i źle się czuć, a Gaw na pewno by jej tego nie odpuścił.
Lekko się odsunęła od młodego. Na tyle na ile dała radę - zaraz Cię brzuch rozboli - powiedziała cicho, ale dała przejąć kontrolę swojemu kochankowi. To on dowodził, gdy byla Luci, no chyba, że zbierało jej się na psoty, na które teraz nie miała ani trochę siły.
Wtuliła się w ukochanego i westchnęła, gdy ten przeniósł ją do łazienki. Usiadła na skraju i trochę znów spróbowała się poruszyć. Tym razem lukier popuścił. Mogła się choć trochę poruszać, ale nadal nie było to przyjemne, w szczególności, że cukier znajdował się pod jej dresem. Nie mogła się jednak od razu rozebrać, bo w łazience nadal znajdował się Cosiek, a nawet ona miała jakieś poczucie przyzwoitości i wiedziała, że przy dzieciach nie powinno się rozbierać. W szczególności przy Cośku, który tylko zacząłby zadawać niewygodne pytania na temat anatomii samic dwunożnych, albo co się dzieje z jej niektórymi częściami ciała, gdy się zmienia. Ech....tego by chyba nikt nie przetrwał.
Jak robot sięgnęła po rękawiczki - daj pomogę Ci - powiedziała i pomogła na tyle na ile mogła swojemu ukochanemu rudzielcowi. Zaczęła się z trudem rozbierać dopiero jak drzwi za Kogitsune zostały zamknięte. Na szczęście nie miała na sobie bielizny więc poszło to dość sprawnie.
Wsunęła się do wody i syknęła, gdyż przez jej temperaturę, woda wydawała się gorąca. Nie narzekała jednak, bo wiedziała, że tak będzie dla niej najlepiej - ale nie zmienisz wody galaretkę, ani nic takiego? - zapytała pół żartem pół serio, siedząc w wodzie po szyję i czekając aż większość słodyczy z niej spłynie. Już przyzwyczaiła się do swojego śpiewu, ale nadal miała nadzieję, że szybko jej to minie.

Halloweenowy psikus 8/??

Cosiek - 27 Styczeń 2019, 09:05

- Wszystko. - To chyba logiczne, że stado nie ma przed sobą sekretów. Jak inaczej miałoby się bronić przed resztą świata?
Przez chwilę zastanawiał się jak wyjaśnić Gawainowi o co mu chodzi. To nie było zbyt łatwe przy tak małym zasobie słów, których mógł użyć. - Żółty cukier to płyn. Od małe latające żółte i czarne. Jak ugryźć to boli. W norka jest w zamknięta szklana. - Miał nadzieję, że ten opis miodu wystarczy rudzielcowi. - Duże brązowe z sierść. Duży brzuch i pazury. - Przyszła kolej na zmierzenie się z niedźwiedziem, na szczęście tylko lingwistycznie.
- Gawain nie chce już mówić po lisiu? - Zdziwił się, że Cień tak szybko się poddał. Wcale nie szło mu źle i opanował już dość ważne zdanie. Chłopiec przypomniał sobie swoje pierwsze chwile nauki dwunożnego- jemu zajęło kilka dni zanim był w stanie powiedzieć choćby jedno słowo.
Niechętnie dał się odsunąć od Dużego Lisa, będącego obecnie Dużą Lisicą, nie wierzył, że woda może pomóc. Co prawda był już najedzony aż za bardzo, ale nie chciał zostawiać członka stada w potrzebie.
Grzecznie pomógł przy kąpieli. Skoro to nie on ma się myć to mu to nie szkodzi. Zrobił zawiedzioną minę kiedy kazano mu wyjść, ale posłusznie wykonał polecenie. Będą inne okazje, żeby sobie popatrzyć, a teraz faktycznie trzeba się zająć lisami.
Poszedł do Furora i Yukiego zastanawiając się co by tu z nimi porobić. Wszyscy chyba już byli najedzeni, to przydałoby się coś do picia. W kuchni przyciągnął krzesło do blatu, żeby sięgnąć do szafek i zlewu. Chwilę poszperał i w końcu znalazł szklanki. Wziął trzy i napełnił wodą z kranu, a potem postawił dwie na podłodze dla lisów. Napił się trochę i odstawił naczynie na blat.
Kiedy Bestie były już napojone zaproponował im zabawę w berka. Biegając narobili masę hałasu i porozcierali po całej podłodze pozostałości śniegu z łap i futra, ale nic nie zniszczyli. Biorąc pod uwagę rozmiary swoich kolegów Cosiek nie odważył się na zamianę w lisa i bawił się w swojej dwunożnej postaci.
Nikt się nie oszczędzał w trakcie zabawy, więc już po chwili na podłodze leżała sterta zziajanych ciał. Wszyscy trzej chcieli odpocząć jednocześnie patrząc się przez drzwi na ogród, bo nigdy nie wiadomo kiedy stanie się coś interesującego. Poukładali się jakoś na sobie wtulając się jeden w drugiego. Chłopiec oparł brodę na grzbiecie Furora i wpatrzył się w świat poza norką. Był najedzony i wybiegany, a oczy zaczęły mu ciążyć, aż w końcu całkiem opadły.

Gawain Keer - 27 Styczeń 2019, 16:40

- Ha! Wszystko! Za mały jesteś... - parsknął śmiechem wyraźnie zirytowany, ale niezaskoczony. Każdy chciał wiedzieć, ale co zrobić z informacjami to już ich małe móżdżki nie potrafiły wymyślić. - Wiedzy trzeba umieć bronić. Poza tym poznasz nas lepiej, będąc z nami. - odetchnął zmęczony nieustannym lawirowaniem między pytaniami.
- Chodzi ci o miód i niedźwiedzia? - dodał kontrolnie, ale wszystko układało się w logiczną całość. - To małe, latające, żółte i czarne to pszczoły. A miód trzymamy w słoiku.
- Bardziej chcę rozumieć. Nauka mówienia zajmie lata, nawet jeśli stworzę dla siebie podręcznik. Choć najlepsze byłyby nagrania twojego głosu, żebym mógł sobie puszczać i powtarzać. - odparł poważnie. Nie mógł ignorować kontaktów małego z Furorem. O czym z nim gadał? Ile Furor jest w stanie mu przekazać? W końcu zabierał Bestię do Wieży, na misje i wyprawy. Może czas z tym skończyć?
Spojrzał na Yako i uśmiechnął się blado. - Dziękuję. - szepnął, po czym zmarszczył brwi patrząc na swoje dłonie. Dziwnie mrowiły. Wcześniej tak nie robiły, jednaknie poświęcał tej myśli zbyt wiele czasu, gdyż jego uwagę rozproszyły piękne kształty Lisici przed nim. Z trudem przełknął ślinę i starał nie gapić się na te idealne piersi, zaokrąglone biodra i długie nogi pokryte przeźroczystym lukrem nadającym jej sylwetce kapki posągowej doniosłości. Nawet jeśli jej pomagał, to przez skamieniałe rękawiczki nie czuł faktury materiału ani ciała Luci. - Nie wiem, dlatego pozostanę na brzegu i umyję się po Tobie. - powiedział wygłodniale i wstał, by krótko wyjrzeć z łazienki. Chłopcy robili burdel, ale ujdzie dopóki niczego nie rozwalą. Na powrót zamknął drzwi i wrócił do ukochanej. Próbował znaleźć sobie miejsce i zajęcie w tym dużym domu, ale nadal nie czuł się tu jak u siebie. Demon mógł się kiedyś zezłościć i wywalić go na zbity pysk jak Pardona. Czy miałby prawo powiedzieć, że został wyrzucony z domu? Dlatego grzecznie ułożył ręczniki na brzegu i obserwował ulgę malującą się na twarzy Kitsune. Przynajmniej tyle mógł zrobić.
Za drzwiami zapanowała cisza. Niezwykle nienaturalna, gdy już przyzwyczaić się do trójki energicznych łobuzów. - Kogitsune śpi, więc reszta pewnie też. - szepnął tylko cicho, by Luci nie martwiła się, że dzieciak coś knuje. - Faktycznie trochę jakby zbledły. - dodał patrząc na liczne blizny pokrywające jej skórę i zagryzł dolną wargę, głośno wypuszczając powietrze nosem. Przynajmniej kiedyś znikną, co pozwoli Demonowi czuć się swobodnie we własnym ciele.
- Dobra, zacznę się rozbierać zanim się umyjesz, bo inaczej potrwa to wieki. - uśmiechnął się kwaśno i delikatnie ujął materiał golfa, by pociągnąć go do góry. Ostrożnie chwycił kołnierz i przeciągnął przez niego głowę. Gorzej, że rękawiczki chyba się ukruszyły, ale nie widział ich, bo dłonie miał już w rękawach. A to był jego ulubiony golf! Materiał miał mocny, gruby splot. Ręczna robota. Jedna z rękawic jednak rozpękła się na pół z tym, że nic się nie wydarzyło. Keer przez chwilę siedział bez ruchu i patrzył na rękaw, po czym uśmiechnął się szeroko, unosząc ręce do góry wraz z golfem i zamachał nim niczym flagą. - Yako! Chyba mi przeszło! - zaśmiał się i pospiesznie rozebrał się do końca. Chciał do Luci, chciał do cieplutkiej wody. Nawet nie poskładał ubrań jak zwykle, tylko po prostu zostawił je na podłodze.
Nie kazał na siebie długo czekać i zaraz był za Luci, by móc ją objąć i mocno się wtulić. - Nawet nie wiesz jak mi tego brakowało. - szepnął w jej ramię. Dziś raczej nic z tego nie wyjdzie, bo Lisica lała się przez dłonie, ale wystarczyła sama jej bliskość i świadomość, że dziś będzie mógł spać z nią, a nie na futonie przed kominkiem. - Lepisz się. - zaśmiał się nisko, gdy gładził Luci po brzuchu.

Halloweenowy psikus 9/9

Yako - 30 Styczeń 2019, 13:50

- Nie ma za co - szepnęła śpiewnie.
Zanurzyła się w wodzie i opuściła smutno uszy, które też były całe pokryte lukrem. Ciekawe jak się go pozbędzie z włosów i futra. Nie miała pojęcia, oby sama ciepła woda wystarczyła, bo nie miała zamiaru się golić, nawet jeśli zaraz by mogła odrosnąć sobie całe włosy i sierść. Lepiej, żeby oszczędzała swoją energię. Zanurzyła się na moment, by zmoczyć też całą głowę.
Nawet nie zauważyła jak się zrobiło cicho. Nie mogła się skupić na tym co się dzieje naokoło. Musiała się położyć, ale najpierw wygrzać, żeby móc jak najszybciej dojść do siebie.
Uśmiechnęła się błogo, gdy kochanek do niej dołączył. Oparła się o niego plecami i westchnęła zadowolona - mogę Cię jeszcze trochę podjeść? - zapytała cichutko, nadal śpiewnie i melodyjnie. Jeśli tylko dostała zgodę, zaczęła kraść znów energię rudzielca. Ale nie spieszyła się i w razie czego była gotowa przestać. Nie była aż tak zdesperowana, ale chciała mieć pewność, że dojdzie do łóżka, bo marzyła teraz o tym by się przytulić do ukochanego i spać jak najdłużej.
- Powiedz mi...może jak dojdę do siebie pójdziemy już do Cier... - chciała zapytać, ale rozkaszlała się. Zatkała usta dłonią, a gdy ją odsunęła miała na niej coś, co wyglądało na krew, z jedną różnicą. Zmieniało to kolory jak w kalejdoskopie, przechodząc chyba przez wszystkie. Luci szybko się pozbyła tego czegoś z ręki - dziwne.. - powiedziała i ... ścięło ją. Już nie śpiewała! Uśmiechnęła się do ukochanego, w kąciku ust też miała tę krwiopodobną substancję - mnie też już przeszło - powiedziała zachrypniętym mocno głosem.
Po chwili jednak go ochlapała mocno - i to niby moja wina? - zapytała i pokazała mu język.

Gawain Keer - 3 Luty 2019, 10:00

Przez chwilę przyglądał się jej z boku, jakby nie rozumiał, co przed chwilą powiedziała. - Nie możesz. Musisz. - odparł tryumfalnie wyraźnie zadowolony z takiego obrotu sprawy. Chociaż raz nie musiał jej przekonywać i martwić się, czy będzie miała dość energii. Widział jak Yako martwi się o swoje włosy. W końcu to była duma Demona, więc Gawain porządnie je namydlił, gdy jego ukochana zaczęła się pożywiać. Nie tarł włosów w rękach, ale gładził pociągłymi ruchami, jakby rozdzielał przędzę, zmywając kolejne warstwy cukru.
Przestał na wzmiankę o Cierniu, ale Kitsune zaraz się rozkaszlała, jakby przypomniała sobie, że to drażliwy temat. Kaszel był jednak na tyle mocny, że naprawdę zaniepokoił Keera. Zrobił Yako miejsce, by mogła swobodniej oddychać. Widząc krew na delikatnej dłoni, pospiesznie ją ujął i roztarł czerwone krople kciukiem. Przynajmniej wyglądały na krew, bo gdy spojrzał na substancję pod innym kątem, ta zmieniła swój kolor niczym plama oleju. Było tego za mało, żeby próbować zbierać to do probówki. No i Demon raczej nie miał żadnej na stanie. - Czujesz się dobrze? - wychrypiał przez zaciśnięte gardło, po czym odetchnął głośno, gdy Luci nie tylko przemówiła swym normalnym, choć odrobinę nadwyrężonym głosem, ale również się uśmiechnęła. - W porządku? Nic innego ci nie dolega? - zapytał jeszcze kontrolnie uważnie się jej przyglądając, by zaraz oberwać kąpielową falą. Co tu dużo mówić. Miał za swoje.
Przetarł twarz dłońmi. - Głupia! Wychlapiesz wodę, a potem Cosiek będzie mi podłogę lizał! - zaśmiał się i przyciągnął ją do siebie. - Ale przerwaliśmy w trakcie twojego posiłku, a ja chcę jeszcze wyszczotkować twoją lisią kitę. - szepnął Luci do ucha, przeciągając palcami po jej bokach i biodrach. Niestety musiał się na moment oderwać, by sięgnąć po szczotkę do futra, bo nie mieli całego dnia na moczenie się w wannie. Odsunął się od niej i zaczął szczotkować ogon z zamiarem odpracowania win. - Wracając do Ciernia, chyba nadszedł czas najwyższy. Wpierw jednak powinniśmy się zapowiedzieć. To byłoby nie na miejscu wpaść do niego całą grupą ot tak, jakbyśmy włazili do obory. Pewnie też chciałby nas ugościć, zaprezentować się od jak najlepszej strony. Choć ja nazwałbym to wojną psychologiczną. - wznowił temat, a w jego głosie na powrót zagościł chłód i dystans. Ruch dłoni trzymającej szczotkę odrobinę zwolnił i stał się rytmiczny. Po Cieniu wyraźnie było widać jak rozmyśla, analizuje i planuje całe spotkanie w głowie. - Musimy go też przygotować na dodatkowego gościa. Wątpię, by już wiedział o Kogitsune... no i najważniejsze, musimy ustalić jednolitą wersję albo powiedzieć prawdę. Nie chcę jednak, by brzmiało to jakbyśmy oczekiwali pomocy. Już teraz Cosiek martwi się, że jest inny. Nie chcę robić z niego kaleki. - powiedział cicho. - Samo to, że już teraz się tak przejmuje... mam wrażenie, że odbieramy mu dzieciństwo. - dodał smutno. Wiedział, że nic nie trwa wiecznie, ale czemu nie pomóc czemuś bajkowemu istnieć jeszcze przez chwilę?



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group