To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Po drugiej stronie krzywego zwierciadła...

Klinika - Gabinet Bane'a

Bane - 7 Grudzień 2016, 17:17
Temat postu: Gabinet Bane'a
Pokój należący do Bane'a jest w zasadzie lustrzaną kopią gabinetu Anomandera. Znajduje się w lewym skrzydle, na samym końcu korytarza, na drzwiach widnieje nieduża, metalowa plakietka z nazwiskiem lekarza.
Pokój, a w zasadzie mały kompleks mieszkalny składa się z dużej powierzchni pełniącej rolę salonu i piętra, podobnie jak w gabinecie Anomandera, połączonego z niższym poprzez skucie stropu.
Na parterze który służy za salon, na jasnej, drewnianej podłodze zostały ustawione w podkówkę trzy nieduże, białe kanapy dwuosobowe na prostych nóżkach. Siadając na jednej z nich, gość może oglądać świat zza wielkich okien, które w tym wypadku pełnią rolę telewizora. Z oknem znajduje się kilka wysokich drzew, na których zawsze baraszkują wiewiórki lub ptaszki.
Na białych kanapach leżą puchate, szare i czarne poduszki a na podłodze futrzasty dywan z długim włosiem, w kolorze szarym. Przed kanapami ustawiono nieduży stoliczek kawowy. Niedaleko, pod swoistą antresolą jaką stworzyło zmodyfikowane piętro, stoi nieduży aneks który pełni funkcję malutkiej kuchni do podgrzania sobie jedzenia lub przygotowania napojów takich jak kawa czy herbata.
Na lewo od kanap znajduje się kominek - zawsze można przesunąć kanapy i ustawić je przy kominku. Na przeciw, regały z książkami ułożonymi kolorystycznie, najciemniejsze tomy na dole, najjaśniejsze u góry - Bane jest wzrokowcem.
Wszystko utrzymane jest w bardzo prostym, minimalistycznym stylu ponieważ Bane gustuje w eleganckim minimalizmie, stawia raczej na przestrzeń i jasne, czyste barwy.
Piętro to sypialnia lekarza i prowadzą do niej wąskie, zwyczajne schody o drewnianych stopniach. Poręcz jest metalowa.
U góry znajduje się duże łóżko, bardzo niskie ale za to obsypane poduszkami i zawsze zaścielone. Kilka białych szafek, które giną na tle białych ścian oraz lampa ustawiona nad łóżkiem tak, by właściciel mógł w spokoju i świetle poczytać sobie w łóżku jakąś lekturę.

Dolne piętro służy do przyjmowania interesantów ale nie wygląda jak typowy gabinet. O funkcji pomieszczenia może świadczyć długie, szerokie biurko ustawione nieopodal regałów i biały fotel oraz ustawione na przeciw niego krzesło dla pacjenta.
Górne to pomieszczenia prywatne i nikt poza Bane'm nie ma tam wstępu. A przynajmniej nie powinien tam wchodzić.

---
Kiedy Bane otrzymał od szefa pokój, był on niemalże w stanie surowym. Dopiero z czasem lekarz zaczął go urządzać, dlatego początkowo, fabularnie, Bane ma tutaj tylko łóżko na piętrze, puste białe ściany, zakryty folią, nieużywany kominek i starą, brązową kanapę ze stoliczkiem kawowym.

Bane - 7 Grudzień 2016, 17:30

Po relatywnie ciężkiej nocy i stresach z całego dnia, postanowił udać się w oddane mu do dyspozycji miejsce na spoczynek. Wybrał pokój i przed drzwiami zostawił zwitek bandaży, dla oznaczenia gdzie jest.
Nie spodziewał się, że pomieszczenie będzie tak wielkie! Wszedł do środka powoli, spodziewając się kurzu osadzonego na ciężkich meblach, starych, odpadających tapet w stylu staroangielskim i wszechobecnych antyków. A tu niespodzianka! Pokój był pusty, jakby czekał na nowego właściciela który po swojemu urządzi to miejsce. Dobrze. Bane będzie mógł stworzyć tutaj własne miejsce.
Dopiero jak przeszedł dalej zauważył zakryty, nieczynny mały kominek i schody na antresolę. Ucieszył się z tego rozwiązania bo dzięki temu będzie mógł oddzielić miejsce pracy i relaksu od rzeczy tak intymnej jak sen.
Wszedł na górę zaskoczony dobrą kondycją schodów. U góry było tylko łóżko. Bez dłuższego wahania rzucił na nie torbę. Później będzie czas na oglądanie pomieszczeń, już wiedział na co pójdzie pierwsza wypłata. Tylko czy w tej krainie można kupić jakieś normalne meble?
Odkrył na piętrze drzwi prowadzące do malutkiej łazienki. Toaleta, maleńka umywalka z lustrem i prysznic, czyli standard. Płytki były czyste i lśniły bielą. Pachniało czymś specyficznym, ale czystym. Ktoś bez wątpienia dbał o to miejsce.
Nie czekając ani chwili dłużej, rozebrał się i wskoczył pod prysznic. Kąpał się długo, bo czemu by nie? Chciał zmyć z siebie cały kurz i bród całego dnia. Po myciu, przeprał swoje koszule i zarzucił je na barierkę antresoli.
Łóżko było świeżo pościelone, wskoczył więc pod ciężką, grubą kołdrę i praktycznie od razu zasnął.

Obudziło go głośne pukanie. Zerwał się jak opętany, szybko ubrał świeżą bieliznę i bawełnianą, czarną koszulkę (jak dobrze, że gdy kupował ciuchy pomyślał o kilka zestawów awaryjnej bielizny i koszulkach) oraz czarne jeansowe spodnie z wczoraj, zasznurował buty i pognał po schodach na dół. Włosy miał potargane, ewidentnie przydałby mu się fryzjer.
Dopadł drzwi i uchylił je delikatnie. Widząc recepcjonistkę, otworzył je szerzej.
- Już już, momencik. Za pięć minut będę na dole, proszę dać mi chwilę na ogarnięcie się. - powiedział jeszcze zanim kobieta zdołała się odezwać. Gdy kiwnęła głową i odeszła, pobiegł na górę, szybko przemył twarz, ubrał rękawiczki i ogarnął jakoś białe włosy. Koszule jeszcze niestety nie wyschły, będzie więc musiał wyjść do Anomandera tak jak jest ubrany teraz. Niezbyt profesjonalnie, ale co miał poradzić? Życie.
Gdy wreszcie był już gotowy i wypachniony (tak, miał w swojej torbie mały flakon perfum który dostał od sprzedawczyni ubrań, w mieście), wyszedł z pokoju, zamykając za sobą drzwi. Zabrał ze sobą swoją apteczkę, zostawił torbę z pozostałymi ubraniami i dziwną, srebrną bransoletą.
Udał się do miejsca o którym wspomniała Alice. Czuł się wypoczęty. Co przyniesie kolejny dzień?

z/t

Bane - 19 Grudzień 2016, 14:12

Pierwszym co zrobił po wejściu do “mieszkania” było wspięcie się na antresolę i rzucenie worka z pieniędzmi na łóżko. Usiadł na nim, rozwiązał tobołek i wyjął kilka monet. Nie był pewien ile będzie potrzebował - w razie czego nie kupi paru rzeczy, wielkie mi halo, kupi kiedy indziej. Wziął garść pieniędzy i schował do kieszeni spodni.
Był w zasadzie gotów do drogi, wystarczyło wziąć torbę i ruszać. Sięgając po nią zawahał się. Po chwili jednak wyjął tajemniczą bransoletę która w niej leżała i zaczął przyglądać jej się uważnie.
Błyskotka była srebrna, na środku wygrawerowany był pysk wilka, albo wilkopodobnego psa z dużymi oczami. W oczodoły miał wetknięte zielono - żółte kamienie szlachetne. Bransoletka była kawałkiem metalu, zakładana na rękę i zapinana na niewielką klamerkę. Wyglądała na cenną, Bane uśmiechnął się pod nosem - lubił rzeczy cenne.
Pamiętając o tym, że Jocelyn miała podobną rzecz, wstał i bez dłuższego zastanawiania się założył ją. Pasowała idealnie. Zapiął klamerkę i wtedy się zaczęło.
Otworzył szeroko oczy bo nagle zaczęły przed nimi przelatywać przeróżne obrazy, w zastraszającym tempie. Poczuł też mocny ucisk w piersi i ból we wszystkich mięśniach.
Osunął się na brzeg łóżka a z niego na podłogę. Cały czas miał szeroko otwarte oczy, twarz zastygła w grymasie nieprzytomnego zaskoczenia.

Ptak. Machanie skrzydłami. Dziobanie. Pikowanie. Zwroty w powietrzu. Akrobacje. Lądowanie.
Ssak. Bieganie na czterech łapach, kopytach, racicach. Skakanie po ziemi, po drzewach. Ogon. Pożeranie surowego mięsa. Polowanie. Uciekanie. Kopanie nor.
Gad. Pełzanie. Rozdwojony język. Syk. Duszenie. Połykanie w całości.
Płaz. Skakanie. Rechot. Długi język. Śliska skóra.
Ryba. Oddychanie w wodzie. Pływanie. Zwroty w wodzie. Ucieczka przed większymi.
Owad. Wielki świat. Porozumiewanie się czułkami. Latanie z kwiatka na kwiatek.


Nagle obrazy zniknęły a ból ustal. Bane dysząc głośno wstał i otrzepał ubranie, wracając w pełni do rzeczywistości.
- Co to cholera było? - zapytał sam siebie i spojrzałna bransoletkę. Klejnoty świeciły delikatnie, srebro mieniło się czysto. Mężczyzna przez chwilę patrzył niepewnie na błyskotkę.
Trwało to tylko chwilę. Pewny siebie i pełen determinacji założył torbę na ramię, poklepał kieszeń sprawdzając czy ma pieniądze i otworzył jedno z okien. Jocelyn gdy zmieniła się w miśka, jej ekwipunek na chwilę zniknął a po przemianie z powrotem pojawił się na miejscu...Okej, czas sprawdzić jak to cudeńko działa!
Skupiłsię mocno na zwierzęciu w które chciałby się zamienić. Ptak. Konkretniej Modrosójka błękitna. Poczuł mrowienie w nadgarstku, blask rozchodzący się z bransolety ogarnął całą jego postać po czym - puf! - i na podłodze zamiast wysokiego mężczyzny stał na cienkich łapkach niewielki, niebieski ptaszek. Tak! Udało się! A co więcej czuł mentalnie że ma na ramieniu swoją torbę!
Zamachał radośnie skrzydełkami i pisnął. Spróbował wzbić się w powietrze - nic prostszego. Wygląda na to, że wraz z założeniem błyskotki zakodował sobie wszystkie zwierzęce umiejętności.
Nie czekając więc ani chwili dłużej, wyleciał przez swoje okno. Zrobił jedno pełne okrążenie wokół Kliniki, na wysokości drugiego piętra by w razie upadku się nie zabić. Latał z zaskakująca łatwością i był przy tym tak zwrotny jak prawdziwy ptak.
Zbliżył się do okna przez które zauważył ciężkie biurko i antresolę na której była biblioteczka. Pisnął cicho, bo pomieszczenie wyglądało na prywatne kwatery. A wystrój podpowiadał mu, że tu mógł mieszkać Anomander.
Nie chcąc naruszać prywatności odleciał. Skierował się w stronę miasta. Ciekawe ile może trwać w tym ciele?
O niebiosa! Jak cudownie jest móc latać!

Z/T

Bane - 12 Styczeń 2017, 18:26

Ostatnie metry które dzieliły go od drzwi swojego apartamentu pokonał dosłownie ciągnąc nogę za nogą. Bardzo się starał nie pokazać Tulce i Anomanderowi jak zmęczyła go zmiana w ptaka. Albo może nie sama zmiana co lot na wielkiej wysokości. Gonił cały czas gada, starał się dotrzymać mu prędkości dlatego dawał z siebie wszystko.
Pierwsze na co miał ochotę po wejściu do mieszkania, to uwalenie się na kanapie i drzemka. Nie mógł jednak pozwolić sobie na tą chwilę wytchnienia. Po pierwsze dlatego, że tapicerka była biała a on przemoczony - zostawiłby ślady i kto to później by mył? Po drugie, gdyby teraz usiadł, zasnąłby na dobre, a czekało na niego jedzenie.
Na blacie wysepki kuchennej stała kolacja w szklanych naczyniach. Naczynia miały stelaże pod którymi paliły się malutkie świeczuszki, podtrzymujące temperaturę. Sprytnie, w świecie ludzi tez tak sobie radzono z ciepłymi daniami.
Wszystko wyglądało tak smakowicie, że jak zobaczył przez szkło zawartość naczyń, ślina sama napłynęła mu do ust.
Ale chwileczkę! najpierw musi doprowadzić się do porządku. Najpierw prysznic.
Wolnym krokiem, z półprzymkniętymi oczami zawlókł się na górę. Wszedł do łazienki, zrzucił ubrania na podłogę i wskoczył do kabiny. Tak jak postanowił, tak zrobił - stał pod strumieniem wody dobrą godzinę. Woda była gorąca i nie było widać jej końca, co zmusiło Bane'a do przemyśleń na temat generatorów Kliniki. Placówka radziła sobie wyśmienicie - prąd, ciepła woda... Wątpił by wszystko było zasługą drewna które dorzucał do kominka właściciel budynku.
Gdy wreszcie zmył z siebie brud i rozgrzał się nieco, wyszedł i wysuszył się mięciutkim ręcznikiem, który dostarczono.
Może nie było to zbyt mądre, ale z łazienki wyszedł nago. Poczłapał do sypialni, wybrał ciuchy - bieliznę i koszulkę mającą służyć za piżamę i zszedł na dół.
Zjadł szybko, bo był głodny jak wilk i zmęczony. A po posiłku przyszła senność dlatego nie czekając zbyt długo, udał się na górę i rzucił na łóżko. Nim się obejrzał, już spał.

Właściwie to wyglądało jakby umarł, bo spał jak kamień. Już dawno nie miał tak twardego snu. Nie śniło mu się nic, był widocznie tak zmęczony, że nawet umysł nie miał siły wizualizować snów.

Obudziły go promienie słońca wpadające nieśmiało przez wielkie okna na ścianie, ciągnące się od parteru do piętra. Przeciągnął się i wstał, przecierając oczy. Gdy dotknął ręką szczęki, skrzywił się brzydko.
O matko, zarost. Miał już trzydniowy zarost, szczecinę która kłuła jak kolce jeża. Pokręcił głową i wstał, udał się do łazienki. Widząc swoje odbicie, przeklął pod nosem. Brody nie było co prawda widać, ale białe włoski przeszkadzały mu - co chwilę swędziała go skóra.
W łazience było dość ciemno. Pogrzebał w szafce i zaskoczony wyposażeniem, wyjął duże stojące na nóżce lusterko. Z zakupionych wcześniej szpargałów wygrzebał brzytwę i kostkę mydła pachnącego miętą ogrodową. Zabrał też ręczniczek do twarzy.
Będąc w samych bokserkach koloru czarnego i szarej koszulce na ramiączkach, zszedł na dół. Postawił rzeczy na stoliku kawowym, zabrał z kuchni miseczkę napełnioną wodą i z tymi wszystkimi narzędziami usiadł na sofie.
W miseczce zanurzył mydło, zamoczył ręce i namydlił je po czym przeniósł pianę na szczękę. Osuszył ręce i sięgnął po brzytwę.
Westchnął rozkładając narzędzie. Ostrze było piekielnie ostre, srebrna brzytwa migotała w promieniach wschodzącego słońca.
- No, to do dzieła. - powiedział. Nie był do końca pewien jak tego używać. Nie był też pewien czy to dobry pomysł.
Zaczął jeździć po skórze ostrzem. Kilka pociągnięć i piana zmieszała się z szaro-zieloną krwią mężczyzny. Klął, ale nie przestawał. Zacięcia nie były wielkie, poradzi sobie z tym. Musi przecież nauczyć się golić, nie może pozwolić sobie na zarost.
Gapił się w lustro i bardzo starał się wszystko dokładnie zgolić. Z każdą minutą był coraz bardziej zły na siebie, że nie poprosił Anomandera o pomoc - facet na pewno umie się tym ustrojstwem posługiwać, nie nosi przecież zarostu.
- No żałosne...
Piana znikała, zarost też ale zacięć było dość dużo. Został ostatni fragment...
Bane odetchnął opłukując ostrze.
- Okej, ostatnia prosta.

Tulka - 12 Styczeń 2017, 23:43

Szła powoli. Nie chciała się zgubić, a nie była jeszcze nigdy w tej części Kliniki. Rozglądała się ciekawsko, żeby wszystko dokładnie obejrzeć i zapamiętać trasę. Kilka razy pomyliła drogę, ale nie ma tego złego! W końcu zwiedziła trochę więcej niż miała zamiar, ale miała na tyle dobry humor, że jej to całkowicie nie przeszkadzało. Najważniejsze, że znajdowała drogę powrotną. W końcu jednak trafiła do właściwego skrzydła.
Zwiedziła chyba prawie całe piętro zanim dotarła we właściwie miejsce. Nie zaglądała jednak do żadnego pomieszczenia. Nie miała zamiaru nikomu przeszkadzać. Nie biegała też, po prostu chodziła spokojnie. Przyglądała się ciekawszym ozdobom czy obrazą. Wyglądała też przez okna, aby zobaczyć co za nimi się znajduje.
Gdy jednak trafiła do właściwiej części Kliniki, zaczęła szukać bandaża. Bo w końcu taki był znak. Bandaż pod drzwiami. Spoglądała na każde drzwi by mieć pewność, ze nie ominęła ich umówionego znaku.
W końcu jednak dostrzegła coś białego pod drzwiami na samym końcu korytarza. Uradowana podbiegła do nich i zapominając o dobrych manierach weszła bez pukania. A raczej nie weszła, a wparowała do pokoju - pobudka wujku! Słoneczko już dawno wstało! - zawołała wesoło zanim w ogóle zorientowała się co Bane robi i jak wygląda jego pokój. Miała zbyt dobry humor aby się przejmować takimi sprawami no i miała zadanie! Musiała przekazać wiadomość i to teraz było dla niej najważniejsze.

Bane - 13 Styczeń 2017, 00:06

Nachylił się ku lusterku. Został już ostatni skrawek skóry na której były twarde, białe włoski. Skupił się więc mocno i wykrzywiając twarz w charakterystyczny sposób (tak jak faceci przy goleniu), przejechał po szorstkiej skórze.
- No i gotow...
Nie zdążył dokończyć zdania bo nagle usłyszał niespodziewane otwieranie jego drzwi. Zerwał się na równe nogi, zapominając, że ma w dłoni brzytwę. Ostre narzędzie zahaczyło przy wstawaniu o stolik i wysunęło się z ręki. Chcąc je złapać, Bane w locie chwycił za nie ten koniec co trzeba...
Ostry jak nie-wiadomo-co metal wbił się we wnętrze jego dłoni. Zatopił się w skórze i mięśniach jak w maśle.
- Kurwa mać! - zaklął głośno po czym wrzasnął z bólu, gdy impuls dotarł do mózgu.
Upuścił narzędzie i wolną ręką chwycił za nadgarstek tej zranionej. Na podłogę, stolik i sofę trysnęła jego zgniło-zielona krew.
Przez chwilę przeklinał siarczyście, patrząc na zranione miejsce. Krew sikała i sikała a on był tak zły, że nie mógł się chwilowo ruszyć. Bolało jak diabli!
Coś mu mówiło, że poszło mu za łatwo. Jakoś tak już jest, że jak robisz coś nowego i za dobrze ci idzie, na koniec zawsze coś musi pójść nie tak. No ale na litość boską, nie sądził, że urżnie sobie tym ustrojstwem rękę!
Odwrócił się w stronę przybysza, który spowodował wypadek. W jego oczach zalśniła złość, czysta agresja. Miał ochotę zamordować tego kogoś, kto postanowił wejść bez pukania.
Krew skapywała na podłogę, przestała przynajmniej sikać na wszystkie strony.
Miał zaciśnięte mocno zęby, które szczerzył z bólu. Trzymał zdrową ręką miejsce przecięcia, by zatamować krwotok.
Gdy zobaczył kto do niego przyszedł, zamarł. Tulka! Co? Tulka? Tutaj? O tej porze?
Wyprostował się i westchnął chcąc się uspokoić. No dobrze, nic się nie stało. Zaraz sobie tą rękę połata. Bolało jak diabli, ale już zdążył się przyzwyczaić.
- Julia. - powiedział przez zęby - Coś się stało?
Scena musiała wyglądać komicznie. Facet z krwawiącą łapą pyta dziewczynkę co się stało. Nie no, oczywiście! Nic się nie dzieje! To nieważne, że z ręki cieknie krew. Spoko.
Nagle drgnął. O nie... Wszędzie jest krew!
- Julia! Nie podchodź! Nie dotykaj niczego! - krzyknął wyciągając ku niej rękę, w ostrzeżeniu - Nie możesz dotknąć krwi!
Cofnął się kilka kroków przez co rozmazał na podłodze kałuże posoki.
Zakręciło mu się w głowie. Nie! Nie może teraz zemdleć! Stracił już dużo krwi bo rana była głęboka, ale nie może stracić przytomności!
Spiął mięśnie przez co rana siknęła krwią. Znowu chwycił ją wolną ręką.
Bogowie. Jak mogliście dopuścić do takiej sytuacji?

Tulka - 13 Styczeń 2017, 00:56

Tulcia wystraszyła się nie na żarty, gdy usłyszała za plecami jak mężczyzna przeklął po czym zaczął wrzeszczeć. Zamknęła szybko drzwi i spojrzała na niego przestraszona. Gdy zobaczyła krew stanęła jak wryta. Patrzała na wszystko z szeroko otwartymi oczami. To...to przeze mnie?? Pomyślała. Przytuliła do siebie mocno skrzydła i podkuliła ogonek. Cofnęła się o krok, gdy zobaczyła wzrok wujka. Lekko się trzęsła. Nie mogła uwierzyć, że doprowadzi do czegoś takiego. Czemu nie pomyślała? Czemu nie zapukała? Przecież tak się powinno robić, a nie wparowywać komuś do pokoju bez zapowiedzi!
Ona chciała tylko zrobić mu niespodziankę i miała tak dobry humor, że nawet nie pomyślała, ze przecież może się golić. Skoro tu nie ma takiej technologii jak w Świecie Ludzi to przecież logiczne, że nie będzie używał do tego maszynki! Czemu o tym nie pomyślała? Może dlatego, że była tylko małą dziewczynką? W końcu ona nie potrzebowała się golić codziennie!
Otrząsnęła się dopiero gdy Bane się do niej odezwał. Dopiero teraz oderwała wzrok od krwi. Oddychała szybko, wystraszona. Położyła płasko uszy, a w jej oczach pojawiły się łzy - przepraszam... - powiedziała i mimo słów Cyrkowca podeszła do niego upuszczając zwinięty obrazek na podłogę, jednak w bezpiecznej odległości od jego krwi. Nie dotknęła jednak poplamionych miejsc. Dotarło do niej, że ma nie dotykać krwi, w sumie nawet nie miała ochoty. Wyglądała jak jakiś szlam.
Chwyciła Bana za zdrową rękę i popatrzyła na ranę. Zaczęła płakać trzymając rączki nad raną - przepraszam wujku...ja...ja nie chciałam... - powtarzała w kółko. Płakała. Oczy miała mocno zaciśnięte. Tak bardzo chciałaby to jakoś odkręcić, jakoś mu pomóc. Ale jak?! Nie wiedziała jak się opatruje rany, a do tego nawet nie mogła dotknąć krwi. Tak bardzo chciała pomóc.
Nagle jej dłonie zaczęły mrowić, była jednak tak zajęta przepraszaniem białowłosego, że początkowo nie zwróciła na to uwagi. Jej dłonie zaczęły świecić. Mogło to przypominać moc Bana, jednak nie świeciły się na fioletowo, a mieniły różnymi kolorami. Światło było słabe, ale mężczyzna mógł po chwili wyczuć znajome mrowienie, zapowiadające przyspieszone leczenie. Rana przestała krwawić i powolutku zaczęła się zasklepiać. Robiła to jednak powoli. Tulka jednak nadal łkała, przepraszając wujka cichutko, za to, że przez nią zrobił sobie krzywdę.

Bane - 13 Styczeń 2017, 01:15

Dziewczynka nieposłusznie zignorowała zakaz zbliżania się przez co Bane zaczął cofać się jeszcze dalej. Szedł po własnej krwi, był boso dlatego nogi ślizgały mu się w gęstej cieczy. Nie poślizgnął się jednak bo był mimo wszystko skupiony.
- Julia, nie! Nie podchodź, błagam cię! - powiedział głośno, ale już nie krzykiem. Mała jednak była tak zszokowana, że nic do niej nie docierało.
Bane znowu przeklął widząc, że nie przestaje się zbliżać. Nie mógł już się cofnąć bo wywróciłby stolik. Co robić, co robić, co robić, CO ROBIĆ!?
Ręka bolała go jak diabli, dodatkowo dziewczynka zbliżała si już do kałuż krwi. Bane zdziwiło jak łatwo ominęła wszystkie plamy i podeszła na tyle blisko, że mogłaby rzucić się na niego z przeprosinami.
Bo przepraszała. I płakała. A Bane widząc to czuł ból nie tylko w zranionej dłoni. Serce kłuło go mocno. Doprowadził dziecko do płaczu?
- Nie, ja... To moja wina... Nie przejmuj się zaraz się połatam. - powiedział podnosząc ręce przed siebie, pokazując małej by się jednak nie zbliżała. - Tylko błagam cię, nie dotykaj tej zielonej substancji. - nie pamiętał czy Tulka już widziała jego krew dlatego wolał się upewnić. Gdyby dziecko wbrew poleceniom miało kontakt z posoką Bane'a... No cóż. Odratowanie jej graniczyłoby z cudem.
Wciągnął ze świstem powietrze gdy mała wyciągnęła rączki. To co się w następnej chwili stało wprawiło go w osłupienie. Gapił się jak urzeczony na to co robiła dziewczynka.
Poczuł mrowienie a rana zaczęła się pomalutku zasklepiać. Rączki Tulki świeciły kolorami tęczy... To ona była źródłem! Leczyła go! Potrafiła to co on ale bez dotykania osoby!
Nie odrywał wzroku. Słyszał płaczące dziecko i aż serce mu się krajało, ale nie mógł pozwolić sobie na dotyk.
- Julia. - powiedział spokojnym głosem chcąc zwrócić jej uwagę. Jego twarz wygładziła się, w oczach zalśnił zachwyt i radość - Patrz, co robisz, Słoneczko. - miał nadzieję, że dziewczynka choć na chwilę przestanie płakać i ujrzy na własne oczy swoją moc.
Niesamowite! Skąd? Jak się tego nauczyła? Czy obserwując Bane'a? A może miała to w genach? Jeśli tak, to był to fantastyczny przypadek! Zrządzenie losu w tej całej krwawej scenie!
- Zobacz! - zaśmiał się bo rana właśnie kończyła się zrastać - Jesteś niesamowita!
Wszędzie było pełno krwi dlatego nie dotknął dziecka, ale rana była już przeszłością. Patrzył na nią a na jego twarzy malowało się zaskoczenie pomieszane z radością. No, takiej miny na jego beznamiętnym licu to Tulka jeszcze nie widziała. Nikt nie widział. I pewnie nie prędko znowu zobaczy.

Tulka - 13 Styczeń 2017, 04:08

Dziewczynka nie zwracała w ogóle uwagi na to co mówił do niej mężczyzna. Coś nią kierowało i kazało do niego podejść. Mimo to jednak zwracała uwagę na to co się dzieje naokoło. Omijała plamy krwi, coś jej mówiło, że dotykanie jej nie jest zbyt bezpieczne. Nawet chyba mówił to Bane, ale nie docierało nic do niej. Nic poza tym, że chciała mu pomóc, to przecież jej wina! Ona wbiła się do pokoju i go zaskoczyła, a nie powinna tak robić!
Nie docierało do niej to, że przecież Cyrkowiec może się sam uleczyć. Nawet jej powiedział, że zaraz się połata. Ale nie dotarło to do niej.
Płakała i przepraszała, a rączki świeciły jej delikatnym światłem. Leczyła go i nawet nie zdawała sobie z tego sprawy. Tak bardzo skupiła się na przepraszaniu wujka, że nawet nie poczuła jak mrowią jej ręce.
Ocknęła się dopiero, gdy Bane zwrócił się do niej już łagodnie. Otworzyła oczka i spojrzała na ranę, jak na jej oczach się zasklepia. I ona...nie świeciła się na fioletowo tak jak na pokazie przy Anomanderze, czyli....to nie wujek się leczył? Dopiero po chwili dotarło do niej, że jej rączki świecą i do tego dziwnie mrowią.
Gdy leczenie było zakończone, dziewczynce zakręciło się w głowie. Zachwiała się i cofnęła parę kroków, szczęśliwym trafem omijając plamy krwi. Wylądowała na podłodze ciężko. Siedziała zdyszana i lekko blada. Patrzyła zszokowana to na swoje drżące dłonie to na Cyrkowca. Nie docierało do niej co się stało - jak...ja? ale... - plątała się lekko. Nie mogła uwierzyć, że też umie leczyć, wcześniej tak nie miała, nie umiała leczyć nawet się na tym aż tak nie znała, mimo, że chciała zostać kiedyś weterynarzem.
W jej oczkach znów się pojawiły łzy. Podkuliła nóżki i oparła czoło na kolanach. Znów zaczęła cicho łkać. Tym razem jednak była to reakcja na opadnięcie nerwów. Otuliła się mocno skrzydłami i próbowała się uspokoić. Tak bardzo potrzebowała się do kogoś przytulić, jednak widziała, że nie ma takiej możliwości, w końcu wujek był pokryty swoją krwią i przez nią nie mógł jej nawet dotknąć. Pozostało jej jednak tylko siedzieć i próbować się uspokoić samodzielnie.

Bane - 13 Styczeń 2017, 14:37

Gapił się szeroko otwartymi oczami to na Tulkę, to na ranę i na jej ręce. Podniósł dłoń i zgiął ją kilka razy - miejsce po ranie trochę bolało ale skóra rozciągała się naturalnie, nie pękała tworząc nowe rany.
Leczenie Tulki trwało wolniej niż to które potrafił Bane i było odrobinę mniej dopracowane, dlatego mężczyzna zdecydował się poprawić pracę dziewczynki. Skupił się na dłoni, zaświeciła się na fioletowo i mrowiąc lekko, uleczyła się samoistnie. Znowu poruszył ręką - teraz już było idealnie!
Dziewczynka klapnęła na posadzkę i pierwsze co, Bane sprawdził czy przypadkowo nie usiadła w kałuży. Wyglądało na to, że ominęła krew. Była przestraszona i zdezorientowana.
Chciał podejść do niej i ją przytulić. Skuliła się i płakała tak rzewnie...
Nie mógł jednak pozwolić sobie na to bowiem cały był uwalany krwią. Gdyby miała normalny, czerwony kolor, ktoś kto by teraz wszedł, miałby wrażenie, że doszło tu do jakiejś masakry albo szlachtowania świni.
Podekscytowany i nadal będąc w lekkim szoku, podszedł do małego aneksu kuchennego. Umył dokładnie ręce, wyszorował je szorstką myjką używając mydła. Wziął też szmatkę, nasączył ją wodą i nalał wody do kubła.
Nie zważając na zachowanie dziewczynki, szybko umył podłogę. Tulka musi wytrzymać, musi się sama uspokoić bo Bane nie może jej teraz przytulić. Musi szybko usunąć krew, nie można ryzykować zostawiając ją na podłodze i sofie.
Mycie nie trwało długo. Postanowił, że dokładniej wyczyści mieszkanie później.
Zdjął koszulkę która również była poplamiona. Został chwilowo w samych bokserkach. Uznał jednak, że byłoby wielką przesadą gdyby teraz dotknął dziewczynki... Dlatego pobiegł na górę i złapał pierwszą z brzegu koszulkę. Zabrał też koc. Zbiegając po schodach ubierał ją na siebie (była czarna, z krótkim rękawem).
Chyba pozbył się z siebie całej krwi, zmył też podłogę i sofę... Zarzucił futrzany koc na mebel, robiąc z niego pled. Pozwolił sobie na podejście do małej. Zrobił to powoli, przykucnął przed dziewczynką i delikatnie odgarnął okalające ją pierzaste skrzydła.
- Hej... Nie masz co płakać. Już wszystko w porządku, Kruszyno. - powiedział przyciągając ją do siebie - Uleczyłaś mnie, tu nie ma co płakać. Trzeba raczej skakać z radości! - przytulił ją do siebie, rudą głowę opierając na swojej piersi. Był gorący od emocji ale na szczęście nie pocił się. Głaskał Tulkę po włosach chcąc ją uspokoić.
- No już... Cichutko. - szepnął całując ją w szczyt głowy.
Co? Pocałował ją? Co on wyprawia! Przecież nigdy wcześniej się tak nie zachowywał! Nie pozwalał sobie na czułość w stosunku do dzieci. Przecież to niestosowne.
Zganił się w myślach za to co zrobił ale nie puścił dziewczynki. Podniósł ją na ręce i przeniósł na sofę. Usadził ją po czym usiadł obok niej i znowu przyciągnął. Zaczął kołysać ją na boki, czekając aż się uspokoi.
Sam siebie nie poznawał. Nigdy nie miał dzieci i mieć ich nie będzie, nie znał się na opiece ale widocznie podpatrywanie rodzin w jego klinice nie poszło na marne. Instynktownie też czuł, że jako silny facet powinien otoczyć bezbronną istotkę opieką.
Czekał aż dziewczynka się wypłacze, nie przestawał jej głaskać. Był pod wrażeniem jej umiejętności a zachowanie Tulki wskazywało, że moc zaskoczyła ją tak samo jak jego. Będzie musiał powiedzieć o tym wszystkim Anomanderowi, zapytać przy okazji jak to jest z tym światem i ile mocy może mieć naraz jedna istota. On sam, Bane, mógł pochwalić się trzema specjalnymi zdolnościami ale przecież urodził się jako człowiek. Ile więc potrafią istoty tutaj urodzone?
Odsunął Tulkę od siebie w celu sprawdzenia czy już przestała płakać. Posłał jej delikatny, łagodny uśmiech. Nie miał już brody, czuł się z tym o wiele lepiej - nic go już przynajmniej nie swędziało. Postanowił poprosić swojego szefa by pokazał mu jak się tą cholerną brzytwą posługiwać. Chciał sam spróbować i jak zwykle skończyło się tragedią. Bo on jest już zdrowy, ale Tulka która widziała zdarzenie jeszcze długo nie zapomni jego wrzasków i przeklinania, oraz kałuż zielonej posoki.

Tulka - 13 Styczeń 2017, 15:50

Próbowała się uspokoić jednak jakoś jej to nie szło. Nie zwracała nawet uwagi na to co robi Bane. Po prostu siedziała i płakała. Chowała się za swoimi pierzastymi skrzydłami. Nadal kręciło jej się dziwnie w głowie. Czy to przez to, że pierwszy raz użyła mocy? A może to przez coś innego?
Płakała cichutko. Nie spojrzała na mężczyznę gdy ten kucnął przed nią i odsunął jej skrzydła. Wtuliła się w niego mimo to. Tak bardzo brakowało jej bliskości kogoś innego, zwykłego przytulenia. Zdziwiła się czując jego pocałunek na głowie, jednak nie zareagowała na to jakoś szczególnie.
Dała się grzecznie przenieść na kanapę. Dopiero teraz zorientowała się, że tej dziwnej krwi już nie ma a na kanapie znajduje się miękki koc, na którym teraz siedzieli. Bane kołysał ją na boki, co pomogło jej się uspokoić. W końcu sama się od niego lekko odsunęła i otarła łezki, pociągając jeszcze noskiem - już...już Cię nie boli? - zapytała cichutko i chwyciła go za rękę, jakby chciała się upewnić, że rana faktycznie zniknęła. Oglądała ją uważnie, szukając rany - ja...ja naprawdę Cię wyleczyłam wujku? - nadal nie mogła uwierzyć w to co się stało. Spojrzała jeszcze raz na swoje rączki, które nadal lekko drżały.
Gdy już się całkiem uspokoiła, przypomniała sobie po co przyszła. Wstała z kanapy i zachwiała się lekko. Nadal kręciło jej się w głowie, ale ruszyła po rulonik, leżący na ziemi i wróciła na swoje miejsce na kanapie - ja..narysowałam Ci coś i chciałam Ci zrobić niespodziankę - wyjaśniła swoje zachowanie niepewnie - przepraszam, że tak wbiegłam Ci do pokoju...nie powinnam - podała mu rulonik i zaczęła miętosić swój ogonek, zastanawiając się czy mężczyzna rozpozna tę kobietę czy jednak nie, i że to był tylko zwykły sen. Na twarzy miała wypisane poczucie winy i mimo iż potem wyleczyła wujka to nadal miała to sobie za złe. Przez nią go bolało i był bardzo zły, nie chciała, żeby coś takiego się stało. Nawet jeśli dzień wcześnie była na niego trochę zła. Ale cóż...była dorastającą dziewczynką i miała swoje humorki, nic na to nie poradzi. Do tego jeszcze nie przywykła do tego dziwnego świata i nadal czuła się bardzo zagubiona. Miała jednak nadzieję, ze wujek nie będzie na nią zbyt długo zły - i proszę nie gniewaj się...ja naprawdę nie chciałam, żebyś zrobił sobie krzywdę...

Bane - 13 Styczeń 2017, 22:55

- Już nie boli. Spójrz jak pięknie mnie wyleczyłaś. - powiedział i złożył i wyprostował kilka razy dłoń, pokazując, że wszystko już z nią w porządku.
Był pod wielkim wrażeniem tego co zrobiła dziewczynka. Ostatnie co by o niej pomyślał, to to, że potrafi leczyć jak on. Miał wrażenie, że ta moc objawiła się nie bez powodu i była jakoś związana z tym, że Tulka ostatnimi czasy często z nim przebywała. Może moce mogą jakoś na siebie oddziaływać albo przechodzą z istoty na istotę jak wirusy?
Pogłaskał dziewczynkę po policzku, ścierając ostatnie łzy. Posłał jej łagodny uśmiech.
- Jesteś wyjątkowa, Słoneczko. Nie sądziłem, że znajdę tak uzdolnioną przyjaciółkę. - powiedział i ponownie ją do siebie przyciągnął by przytulić.
Więź między nimi była już mocna, wiedział, że nie pozwoli dziewczynce odejść tak łatwo. Miał nadzieję, że zawsze już będzie miał nad nią pieczę. Potrzebował tego zarówno on jak i ona, bo osierocone dziecko w wielkim świecie jakim była bez wątpienia Kraina Luster nie miało samotnie zbyt dużych szans.
Byli trochę do siebie podobni. Nie z zachowania, nie z wyglądu. Podobieństwo polegało na tym, że Bane tak samo jak Tulka nie znali tej krainy, trafili do niej dosłownie kilka dni temu. Byli zagubieni, dużo jeszcze nie rozumieli, dużo musieli się nauczyć.
We dwójkę będzie im raźniej. Co prawda nie może zaproponować jej mieszkania tutaj, bo to nie jego Klinika, ale może przecież coś dla niej wynająć i dawać jej pieniądze na życie. Postanowił poruszyć ten temat w trochę innych okolicznościach - dziewczynka była zbyt zszokowana i roztrzęsiona.
Gdy wstała z kanapy, podążył za nią wzrokiem a lekki uśmiech nie znikał z jego twarzy. Bane wydawał się być teraz spokojny, oczy miał półprzymknięte jakby poczuł jakąś ulgę. A poczuł, bo świadomość, że dziecko potrafi leczyć bardzo poprawiała humor - w razie zranienia, Tulka poradzi sobie sama.
- Narysowałaś coś? To bardzo miłe z twojej strony. - powiedział patrząc na rulonik - I nie przepraszaj. Nie wiedziałaś co robię, nie mogłaś przewidzieć, że zranię się brzytwą. A poza tym sam mówiłem wczoraj byś do mnie przyszła, jeśli czegoś będziesz chciała. - dodał odbierając kartkę od Tulki. - Zobaczymy, co dla mnie narysowałaś... - rozwinął obrazek.
Zamarł. Oczy rozszerzyły się, źrenice zwęziły do małych, zielonych punkcików a mięśnie ramion spięły się do granic możliwości. Przeszedł go dreszcz a na czoło wystąpiły maleńkie kropelki potu.
Kylie... Na obrazku była Kylie. Ładna, szczupła twarz, długie, brązowe włosy i oczy w kolorze płynnej czekolady.
Niemożliwe. Kylie. Skąd Tulka...?
Był przerażony. Nie mógł się ruszyć. Serce zaczęło kłuć, z każdą minutą coraz mocniej. Nie słuchał dalszych słów dziewczynki. Patrzył na obrazek i nie mógł się ruszyć, jak sparaliżowany.
Nagle skrzywił się, chwycił dłonią za serce i odsunął od Tulki. Kartkę położył na czystym stoliku.
Na jego twarzy malowała się rozpacz. Gniótł koszulkę na piersi, trząsł się przy tym lekko. Wspomnienia tak bolały... Tak straszliwie bolały...
W dniu śmierci nie miała już tych pięknych, brązowych włosów. Nie miała błyszczących, czekoladowych oczu. Nie miała młodej, gładkiej twarzy. Nie uśmiechała się.
Z jego zaciśniętych oczu pociekły łzy. Kylie... Dlaczego? Dlaczego Tulka to narysowała? Dlaczego musiała przypomnieć mu o jego siostrze.
Nagle wyprostował się a z jego twarzy uleciały jakiekolwiek emocje. Pojawiła się maska, nie wyrażająca żadnych emocji. Wytarł łzy wierchem dłoni i wygładził zmiętą koszulkę. Poprawił się na sofie tak, by siedzieć prosto. Odchrząknął i poprawił włosy. Zachowywał się jak wyzuty z emocji urzędnik albo jakiś robot.
Spojrzał na Tulkę już normalnymi, spokojnymi oczyma.
- To moja siostra. - powiedział grobowym głosem. Uśmiech, którym wcześniej raczył dziewczynkę zniknął na dobre. Bane był nadal spięty, ale nie tak jak przedtem. Teraz, lepszym określeniem byłoby "sztywny" bo siedział prosto i jak na szpilkach.
Nie spojrzał już na obrazek. Patrzył teraz na dziecko, wwiercając w nią spojrzenie swoich dziwnych oczu.
Inaczej postrzegał kolory, intensywniej, dlatego rude włosy Tulki były dla niego tak mocno nasycone kolorem, że wyglądały jakby płonęły. Ponownie uczy i ogon który miętosiła.
- Gdzie ją widziałaś? - zapytał beznamiętnie - Spotkałaś ją osobiście? I dlaczego narysowałaś ją i przyniosłaś mi ten obrazek. Wiedziałaś, że ta kobieta ma ze mną coś wspólnego?

Tulka - 14 Styczeń 2017, 01:21

Tulka w końcu się uśmiechnęła, słysząc pochwałę mężczyzny. Wtuliła się do niego ochoczo, gdy ją przytulił. Tak tego potrzebowała. Tak bardzo brakowało jej tego, żeby ktoś pokazał jej trochę czułości. Westchnęła z ulgą.
Podała wujkowi rulonik uśmiechnięta, widząc jak ten cieszy się z tego, że coś mu narysowała. Nie była jednak przygotowana na jego reakcję. Patrzała wystraszona jak Bane łapie się za serce i zaczyna...płakać? - wu..wujku? Co się stało? - zapytała, jednak nie otrzymała żadnej odpowiedzi. Patrzyła na niego zaniepokojona. Zła na siebie, że ledwo wujek był taki wesoły a tu znów jest smutny, i to bardzo. Jeszcze go nie widziała w takim stanie. Wyglądał jakby go bardzo bolało. Kim...kim była ta kobieta skoro tak zareagował na jej widok? Co dla niego znaczyła?
Chciała o to zapytać, jednak coś jej mówiło, że nie ma to sensu bo i tak Bane jej nie odpowie. Wyglądał na zszokowanego i załamanego jednocześnie.
W końcu jednak się uspokoił. Gdy Tulka usłyszała jego głos, zadrżała mocno. Słysząc, że kobieta była jego siostrą, dziewczynka spojrzała jeszcze raz na obrazek. W sumie widziała jakieś podobieństwo ale nie umiała go dokładnie określić.
Słysząc jego pytanie, przełknęła ślinę głośno - w...w trakcie operacji spotkałam we śnie moją nianię - zaczęła niepewnie - po jakimś czasie dołączyła do nas ta pani i powiedziała, że chce żebym Ci coś przekazała... - powiedziała -powiedziała: powiedz Bane’owi, że już dawno mu wybaczyłam i żeby przestał się o to zamartwiać - mówiła cicho, niepewnie. Nie wiedziała o co chodziło o jakie wybaczanie, widząc jednak jak wujek zareagował na sam obrazek, uznała, że nie będzie go o to wypytywać. - nie wiedziałam kim ona jest, nie zdążyła mi się przedstawić zanim się obudziłam, więc uznałam, że ją narysuję, bo nie wiedziałam od kogo ta wiadomość jest....i prosiła, żebym przekazała jeszcze jedno - uklękła na kanapie i jeśli mężczyzna nie uciekła przed jej dotykiem, obróciła jego głowę w swoją stronę i pocałowała go delikatnie w jej czubek. Nie było w tym ani krzty erotyzmu. Po prostu całus, który mogła podarować siostra bratu lub córka ojcu. Potem dziewczynka odsunęła się od niego. - przepraszam jeśli zrobiłam coś złego - wstała nieśmiało z kanapy - chyba ....chyba chcesz teraz zostać sam...jeśli tak to sobie pójdę - powiedziała niepewnie, nie ruszyła się jednak z miejsca. Miała ochotę przytulić Bana jednak troszkę się go bała, widząc jego beznamiętną minę i słysząc grobowy głos. Nie chciała, żeby ją odtrącił. Po chwili jednak zrobiła krok w jego stronę, powoli, ostrożnie. Rozchyliła lekko ręce i uśmiechnęła się do niego nieśmiało jakby dając znać, że jeśli tego potrzebuje to może się do niej przytulić.

Bane - 14 Styczeń 2017, 19:44

Westchnął głośno po czym odchrząknął. W jego oczach nie było widać zupełnie żadnych emocji. Był tak wyzuty z uczuć, że już chyba bardziej się nie dało.
Patrzył na Tulkę spod półprzymkniętych, spokojnych oczu. Źrenice miał duże i jakby...matowe?
Wysłuchał tego co miała do powiedzenia dziewczynka. Gdy opowiedziała mu o śnie, wstał na chwilę i podszedł do aneksu kuchennego. Wyjął z lodówki sok z mandarynek (już wcześniej sprawdził zawartość lodówki, najprawdopodobniej zapasy uzupełniała załoga Kliniki albo sama pani Alice) a z barku butelkę alkoholu. Wziął dwie szklanki i wrócił do stolika. Postawił wszystko i nalał dziecku soku a sobie trunku.
Usiadł na sofie powoli i ostrożnie, jakby się bał, że mocnym upadkiem złamie sobie kręgosłup albo zniszczy mebel. Upił wielki łyk ze swojej szklanki a drugą przysunął w stronę Tulki.
Akurat mówiła o tym, że kobieta we śnie nie przedstawiła się. To co w następnej kolejności zrobiła dziewczynka sprawiło, że Bane'a przeszedł dreszcz. Ale nie skomentował pocałunku. Zamiast tego znowu westchnął i odrzucił grzywę białych włosów z czoła.
- Jak już powiedziałem, to moja siostra. - powtórzył wskazując palcem na obrazek – Miała na imię Kylie.
Gdy zobaczył jak dziewczynka wstaje, szybko złapał ją za rękę próbując w ten sposób zatrzymać ją przy sobie. Nie chciał by teraz odeszła. Skoro powiedział już A, to musi powiedzieć też B. Tak to już działa. Jeśli pozwoli małej teraz odejść, będzie się zadręczała a i ich relacje niewątpliwie się pogorszą.
Rozłożyła ręce, jakby zachęcała go do przytulenia, jednak on nie skorzystał z okazji. Pociągnął ją w dół, by na powrót usiadła na kanapie przy nim.
- Nie zrobiłaś nic złego. - powiedział upijając kolejny łyk – I nie, nie chcę zostawać teraz sam. Lepiej być przy mnie została, mógłbym pod wpływem emocji zrobić sobie coś...głupiego. - dodał po chwili. Alkohol, mimo iż nie powodował przyjemnych zawrotów głowy, grzał co spowodowało, że mężczyzna się rozluźnił. Poprawił się na sofie, odchylił do tyłu na oparcie i założył nogę na nogę.
- Nie wiem czy cię to interesuje... - zaczął – Ale opowiem ci całą historię. Może pomoże ci to zrozumieć, dlaczego zareagowałem tak a nie inaczej.
Nie zważając na to, czy mała go słucha czy nie, zaczął opowieść. Mówił powoli, opowiedział o tym jak blisko był ze swoją siostrą gdy stracili rodziców, jak wspierała go gdy studiował. Opisał jak wyglądała, jaka była, jak go kochała... A potem przeszedł do świeższych wydarzeń. Choroba Kylie, utrata włosów, walka o każdy dzień, wydawane straszliwe sumy na to by przedłużyć jej życie.
- Miałem nadzieję, że w końcu z tego wyjdzie. - powiedział i opróżnił szklankę po czym dolał sobie znowu – Ale jak to już w życiu bywa, nie wyszła. Mało tego tuż przed jej odejściem powiedziałem jej kilka niemiłych słów, zachowałem się jak ostatni skurwiel bez serca. - odchrząknął i przetarł dłonią twarz – Nie zdążyłem przeprosić. Zmarła. I dlatego gdy ją spotkałaś, poprosiła byś przekazała mi właśnie to, nic innego. - zakończył.
Patrzył na twarz dziewczynki, chciał dowiedzieć się co mała o nim myśli. Historia nie była jeszcze zakończona, przez chwilę zastanawiał się czy opowiadać dalej... W końcu jednak odważył się i pochylił do przodu. Schował twarz w dłoniach i przez chwilę jeszcze milczał.
- Po tym jak dowiedziałem się, że zmarła, oszalałem z rozpaczy. Poszedłem do baru, skrzywdziłem w drodze powrotnej napotkaną po raz pierwszy dziewczynę, i wsiadłem do samochodu z zamiarem zabicia się. - powiedział – I w sumie... Udało mi się. Zakończyłem tamto życie. I rozpocząłem drugie, tutaj. Dlatego tak zareagowałem. Wszystko co ma związek z moją przeszłością boli tak, jakby przykładano mi do skóry rozżarzony pręt. Nie chcę wracać do tego co było. - znowu się wyprostował – Słowa które kazała ci przekazać Kylie cieszą mnie i może będę spokojniejszy... Ale nie chcę już słyszeć o niej więcej. Nie chcę pamiętać. Ona odeszła, ja zmieniłem świat. Rozdział zamknięty. - skwitował krzywiąc się. Jednym haustem wypił całą zawartość szklanki.
Nie spuszczał z Tulki wzroku. Ciekawe co mała sobie teraz o nim myśli. Nie powiedział wszystkiego, tylko te bezpieczne fragmenty. Nie ma sensu mówić dziecku o gwałcie, o szczegółach wypadku samochodem, o torturach MORII. Tulka i tak swoje przeszła, po co dodawać jej zmartwień.

Tulka - 14 Styczeń 2017, 21:34

Spojrzała na niego zaskoczona, gdy Bane chwycił ją za rękę. Usiadła jednak grzecznie na kanapie. Otuliła się ogonkiem. Nie podobało jej się, że wujek przyniósł alkohol, nic na ten temat jednak nie powiedziała. Wiedziała, że dorośli czasem muszą się napić, a jeśli zobaczy, że wujek przegiął to jakoś mu go zabierze. Nie wiedziała jak, ale coś wymyśli.
Słuchała uważnie opowieści wujka. Nie wiedziała co ma powiedzieć, więc po prostu niepewnie wyciągnęła rączkę i zaczęła wujka głaskać po plecach. Słuchała w ciszy. Uszka miała smutno spuszczone, tak samo wzrok. Ogon leżał i nie ruszał się ani trochę.
- Domyśliłam się, ze zmarła...- powiedziała niepewnie słysząc jak skończył mówić - i każdy czasem mówi coś niemiłego, gdy jest zestresowany, a na pewno nie chciałeś nic złego - mówiła spokojnie - ale skoro Kylie Ci wybaczyła to znaczy, że naprawdę byłeś dla niej ważny - uśmiechnęła się niepewnie.
Zamilkła znów słuchając dalszego ciągu historii. Sięgnęła po sok i upiła trochę. Słysząc, że Bane skrzywdził jakąś dziewczynę, zakrztusiła się mocno i kaszląc odłożyła szklankę. Cała się spięła. Nieświadomie odsunęła się od wujka. Siedziała sztywno, patrząc się przed siebie i słuchała dalszego ciągu opowieści. Widać było, że Cyrkowiec nie musiał mówić dosadniej co zrobił dziewczynie. Julia sama się tego domyśliła. Podkuliła nóżki i otuliła się miękkim pierzem. Jednak nie chowała przed nim.
Gdy skończył opowieść, milczała chwilę. Musiała sobie to wszystko przetrawić. Siedziała bez ruchu i patrzyła w jeden punkt przed sobą. Lekko zbladła. W końcu westchnęła cicho - wujku, a czy Ty sobie wybaczyłeś? - spojrzała na niego swoimi szaro bursztynowymi oczami. - Kylie Ci wybaczyła....ale póki Ty tego nie zrobisz to zawsze jak będziesz sobie to przypominał to będzie bolało... - spojrzała mu głęboko w oczy -ja nie mogę być na Ciebie zła, gdy Cię poznałam byłeś zawsze miły dla mnie i mi pomagałeś, zacząłeś życie od nowa - mówiła cichutko po czym znów zaczęła patrzeć przed siebie - ale po co to wszystko jeśli w głębi serca nadal się obwiniasz?
Milczała jeszcze chwilę. Przyglądała się obrazkowi, który leżał na stole. Nie wiedziała co może więcej powiedzieć. Po chwili przeniosła wzrok na butelkę alkoholu. Wstała i zabrała ją z poważną miną. Odsunęła się szybko od Banea, żeby ten jej nie zabrał znów. Odniosła ją na swoje miejsce. Widać było, że bardzo dziewczynce przeszkadzała po czym wróciła i dzióbnęła wujka palcem w policzek i uśmiechnęła się szeroko - przy mnie masz zakaz picia, chyba, że dla towarzystwa z panem doktorem - powiedziała poważnie po czym stanęła prosto i oparła dłonie o biodra - za niedługo pewnie będzie śniadanko, a chyba nie chcesz się mu pokazywać w takim stanie prawda? - poruszyła kilka razy ogonem -co powiesz na to, żebyśmy poszli pobiegać tak na dobry apetyt? I nie przyjmuję odmowy, inaczej już nigdy się do Ciebie nie odezwę!- zaproponowała. Po ostatnich słowach zrobiła naburmuszoną minkę. Nie miała innego pomysłu, nie wiedziała jak może go pocieszyć. Postanowiła więc, że spróbuje odwrócić jego uwagę od smutków, miała pewien pomysł i miała nadzieję, że my podoła o ile mężczyzna zgodzi się na poranny wypad do parku. Czekała więc, wpatrując się z wyczekiwaniem w smutne oblicze wujka, mając nadzieję, że zgodzi się na jej propozycję, w końcu sam mówił, że chciałby biegać rano, miał wiec ku temu teraz okazję.



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group