To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Po drugiej stronie krzywego zwierciadła...

Klinika - Pokój wypoczynkowy

Bane - 30 Styczeń 2017, 19:11

- Oczywiście, że cię pouczę. - powiedział - Co prawda sam też muszę trochę nad mocą popracować, ale chętnie pokażę ci jak jej prawidłowo używać. - powiedział z powagą.
Może trochę przesadził ze szczerością, ale nie mógł inaczej. Nie będzie Tulki okłamywał, że znaleźli się w trudnej sytuacji. Sytuacji w której dziewczynka zwyczajnie nie może zostać w Klinice. Klinika to nie hotel.
Do pokoju weszła Alice wnosząc talerze ze śniadaniem.
- Proszę wybaczyć doktorowi Anomanderowi. - powiedziała - Nie będzie obecny na śniadaniu. Jest w trakcie niespodziewanej operacji, nie potrzebuje co prawda pomocy ale jeszcze trochę mu to zajmie. - wyjaśniła - Panie Bane, ma pan dzisiaj wolne. - dodała z uśmiechem.
Bane podziękował za przekazanie wiadomości. Miał dziś wolne... No cóż, liczył raczej na to, że zajmie myśli jakimś zabiegiem albo chociaż papierkową robotą.
Słuchał co ma do powiedzenia Tulka. Nie przerwał jej ani razu bo uznał, że nie trzeba nic więcej dodawać. Dopiero gdy zapytała go o nocleg, podniósł wzrok i zawiesił go na jej dwukolorowych oczach.
- Możesz przespać się kilka nocy u mnie. Ustąpię ci łóżko. - powiedział - Tylko od razu na wstępie zaznaczam: nie zwracaj uwagi na moje gadanie przez sen ani na to jak się zachowuję wieczorem i rano, gdy jestem ledwo żywy. - powiedział pół żartem, pół serio - Jako współlokator mam swoje dziwne przyzwyczajenia, będziesz musiała ze mną jakoś wytrzymać.
Gdy zabrał się za jedzenie, nie odzywał się. Jadł powoli, delektując się danie które dostał - jajecznicą z pieczarkami. Potrawa była tak swojska i cudowna w swojej prostocie, że Bane prawie zapłakał z rozkoszy. Jedzenie przypominało ludzkie, domowe.
Dopiero jak skończył, odchrząknął celem nawiązania rozmowy z Tulką.
- Znajdę ci jakieś mieszkanie, nie będziesz musiała martwić się o miejsce do spania, opłacę wszystko. - powiedział po czym wstał - Jak narazie możesz mieszkać u mnie. Przenieś swoje rzeczy do mojej części mieszkalnej. - wręczył dziecku klucz - Ja teraz wyjdę do miasta, kupić parę potrzebnych mi rzeczy i by rozeznać się co mają na stanie apteki i zielarze. - dodał - Jak wrócę, pomogę ci się rozpakować. Do zobaczenia za jakiś czas.
I po prostu wyszedł. Nie widział potrzeby by dalej ciągnąć rozmowę. Tulka musiała nauczyć się samodzielności a ta sytuacja mogła być dla niej pierwszym sprawdzianem. Jeśli sama przeniesie rzeczy, Bane nie będzie musiał grzebać jej w ciuchach.
Tulka ma wolną rękę.

z/t

Tulka - 30 Styczeń 2017, 21:11

Gdy pani Alice wyjaśniła, że mają nie czekać na pana Anomandera, Tulka tylko przytaknęła głową. Była zbyt zajęta zastanawianiem się co powinna teraz zrobić.
Wyraźnie zamerdała ogonkiem, kiedy Bane obiecał, że ją poduczy jak używaj nowej mocy. Nie chciała zdradzać, że w sumie to nie bedzię miał chyba okazji spełnić tej obietnicy. Słysząc o spaniu u wujka zaśmiała się - mnie się zdarza zamienić w liska i biegać póki nie gruchnę w jakąś ścianę, raz nawet obudziłam się z głową utkniętą między kratami swojej celi - uśmiechnęła się wesoło, chcąc jakoś rozładować atmosferę.
Zjadła śniadanie bez jakiegoś większego entuzjazmu. Siedziała zamyślona, jednak nie marudziła. Wszystko grzecznie zniknęło z talerzy.
Spojrzała znów na mężczyznę, słysząc że ten znajdzie jej mieszkanko - nie chcę robić dużych problemów, wystarczy pokoik z łazienką i toaletą - uśmiechnęła się - no i ... - zaczęła niepewnie - czy mogłabym prosić, żeby było to jednak miejsce, gdzie mogę trzymać ze sobą Amber? Nie chciałabym mieszkać całkiem sama - powiedziała opuszczając wzrok niepewnie. Nie chciała dawać wymagań wielkich, choć w tym momencie nie miały one znaczenia. Już wiedziała co zrobi, musiała tylko poszukać okazji do wykonania planu. I od razu się nadarzyła. Bane wychodził do miasta, Anomander operował, z panią Alice powinna sobie jakoś poradzić.
- Skończę kakałko i już przeniosę rzeczy do Ciebie, nie martw się - uśmiechnęła się wesoło i przyjęła od mężczyzny kluczyk do jego apartamentu - jakbym szła na spacer z Amber to zostawię go u pani Alice, żebyś nie musiał nas szukać, a pogoda jest tak piękna, że nie mogę z niej nie skorzystać - dodała jeszcze z uśmiechem.
Gdy mężczyzna wychodził posmutniała - żegnaj wujku - powiedziała cichutko. Wypiła swoje kakałko, wzięła Amber na ręce i ruszyła do swojego pokoju.

ZT

Bane - 7 Luty 2017, 23:01

Drogę do Pokoju Wypoczynkowego przeszli w ciszy. Tulka nie próbowała łapać go za rękę, on też jej nie dotykał. Co chwilę zerkał tylko czy nie chwieje się na boki, gotów by w razie czego ją złapać.
Przepuścił ją w drzwiach kulturalnie po czym za nią, udał się na kanapę. Tam gdzie siadał zawsze. Fotel Anomandera był jeszcze pusty... Bane sam nie wiedział, czy to dobrze, czy źle. Gdyby demoniczny doktorek tu siedział, zapewne zauważyłby, że Bane przyszedł z Tulką z części mieszkalnej. Domyśliłby się... Lecz z drugiej strony, gdy tu wejdzie i ją zobaczy... Jest kilka opcji. Może się przewrócić z wrażenia. Może roześmiać się i złapać ją w ramiona. Może wybuchnąć gniewem. Może też spojrzeć na niego w oczekiwaniu na wyjaśnienia... A Bane nie umiał mu kłamać. Nie jemu. Nie mężczyźnie który przez ten cały czas był dla niego drugim ojcem. Mentorem cierpliwie znoszącym humory białowłosego.
Po chwili do sali weszła Alice. Z uprzejmym uśmiechem postawiła na stoliku zastawę, filiżanki i dzbanuszek z kawą. Tak, tak właśnie lekarze zazwyczaj zaczynali dzień. Rozmową przy śniadaniu i filiżance mocnej kawy.
Gdy spojrzała na Tulkę jej uśmiech pogłębił się i przystanęła w miejscu, ale tylko na chwilę.
- Chyba przyda się kakao. - powiedziała unosząc jeden palec. Nie powiedziała nic więcej, po prostu wyszła.
Bane spojrzał na lisią dziewczynę, posłał jej pokrzepiający uśmiech i ścisnął jej dłoń jeśli siedziała obok.
On też się denerwował, bo czemu nie? Anomander wyczuje co zaszło. Nie jest głupi, ma oczy i cholernie bystry umysł. Wystarczy jedno spojrzenie... Tylko czy gad skomentuje to jakoś? A może będzie nieznośnie milczał i uśmiechał się tym swoim zagadkowym uśmiechem?
Loteria. Niczego nie można przewidzieć. Pozostało więc tylko czekać.
- Będzie dobrze. - powiedział do Tulki i rozsiadł się wygodnie. Nerwy mu w niczym nie pomogą. Trzeba przyjąć los taki jakim jest.
Rozluźnił się w oczekiwaniu na swojego pracodawcę. Ciekawe czy przyjdzie im długo czekać.

Tulka - 8 Luty 2017, 00:18

Szła spokojnie, a przynajmniej na taką wyglądała. W głębi siebie jednak się stresowała. Na szczęście zawroty głowy minęły, więc Bane nie musiał interweniować ani razu.
Uśmiechnęła się do niego, gdy przepuścił ją w drzwiach. Weszła do Pokoju trochę niepewnie, widząc jednak, że Anomandera nie ma jeszcze w środku, odetchnęła z ulgą. Usiadła na kanapie, na swoim starym miejscu zaraz obok białowłosego. Rozejrzała się po pomieszczeniu, upewniając, że dobrze go zapamiętała. Sprawdzając też czy coś się zmieniło.
Uśmiechnęła się miło na widok pani Alice, która najwyraźniej ją poznała i pamiętała jak dziewczyna uwielbia kakao. - czy byłaby możliwość, żebym dostała też kilka kostek czekolady? - zapytała nieśmiało, na co kobieta tylko przytaknęła głową z uśmiechem. Co prawda samo kakao powinno wystarczyć, jednak Julia wolała dmuchać na zimne, a odrobina więcej słodyczy jej nie zaszkodzi. Mimo stresu poczuła, że wróciła do domu, mimo iż nie wiedziała czy będzie mogła tu zostać. W końcu nie wie jak Anomander na nią zareaguje. Tym bardziej, ze siedziała właśnie w ubraniach jego pracownika. Nie zdążyła się przebrać. Gdy miała taki zamiar, Bane ją zatrzymał, a potem zasłabła no i już okazji nie było. Wyraźnie było widać, że spędziła tu noc, nie tylko po jej stroju, ale także po stanie w jakim znajdowały się jej włosy. Przeczesała je parę razy, zaczesując śnieżnobiałą grzywkę do tyłu.
Miała nadzieję, że będzie mogła tu zostać. Co prawda miała mieszkanie w Różanej Wieży i miała pieniądze na to by coś wynajmować, ale nie chciała znów odchodzić. Tu czuła się dobrze i miała przy sobie kogoś bliskiego, a tam? Odkąd zginęła Arya nie zbliżyła się do nikogo, nie chcąc znów cierpieć tak jak przy stracie Kotki lub przy ucieczce z Kliniki.
Uśmiechnęła się nieśmiało do białowłosego i odwzajemniła jego uścisk. - I tak się boję co powie na mój widok - powiedziała przejeżdżając dłonią po swoim karku. Siedziała prosto. Poprawiła się tylko by wygodniej ułożyć skrzydła. Były one o wiele większe niż gdy tu była ostatnio i mimo iż przyzwyczaiła się do nich, stres sprawiał, że denerwował ją każdy szczegół. Zamknęła na chwilę oczy i starała się uspokoić. Lepiej, żeby znów nie zemdlała tym razem przy demonicznym doktorku, bo wtedy już na pewno wyląduje w jednej z sal przeznaczonych dla pacjentów, a wolała tego uniknąć.

Anomander - 9 Luty 2017, 22:52

Gwiazdy zawieszone na atramentowym niebie powoli gasły i bledły, ustępując miejsca świetlistemu hegemonowi nieboskłonu – słońcu. Do niedawna granatowe, nocne niebo zaczęło jaśnieć, a pierwsze blaski słońca obwieszczały jego wschód jak heroldzi przybycie monarchy.
Anomander wstał od biurka przy, którym siedział. Chociaż „siedział” to zbyt mało powiedziane. Kolejny raz zarwał noc oddają się nauce. Zaiste, scena obrazu warta. Pełzające po ścianach gabinetu cienie, ciężkie karmazynowe story ze złotymi obszyciami wiszące na drewnianych, zamaskowanych prowadnicach, lampa naftowa stojąca na ciężkim, drewnianym biurku, blask jej żółtego płomienia liżącego jęzorem sadzy szklany klosz, zapach płonącej nafty, czerpany papier, do którego mistrz papierniczy dodał odrobinę zbyt mało wybielacza, rządki ładnego, równego, odręcznego pisma i on – doktor Anomander - w zamyśleniu studiujący swoje notatki dotyczące transplantologii i neurologii. Jego umysł, oddany pomocnik, już usłużnie podsuwa nowe pomysły. „Nie, jeszcze nie czas” zdaje się mówić spojrzenie doktora wbite gdzieś w horyzont za oknem. Horyzont, zza którego za kilkanaście chwil wynurzy się słońce. „Nie, nie czas. Jeszcze nie.”
Podniósłszy się, skierował swoje kroki w stronę łazienki. Może i tej nocy nie pospał sobie za wiele, żeby nie powiedzieć wcale, ale gorący prysznic dobrze mu zrobi. Wypróżniwszy się i umywszy Anomander wyszedł nagi do pokoju. Rozłożył skrzydła i po dwóch machnięciach już był na antresoli. Wybrał sobie świeże ubranie, ubrał się, schował nóż w cholewę lewego buta i ponownie „sfrunął” na dół. Zebrał z blatu biurka notatki, uporządkował je i schował do szuflady, którą zamknął na kluczyk. Z suchego kałamarza wydobył cztery wyrwane zęby. Ludzkie kły. Ruszył w stronę lustra, ale na środku pokoju zatrzymał się, i krytycznym okiem, godnym „Idealnej Pani domu” zlustrował pomieszczenie a gdy znalazł je czystym oraz zadbanym podszedł do lustra i popatrzył swoją twarz.
Coś w nim się zmieniło. W nim, albo dookoła niego. Choć wygląd pozostał ten sam, to jakaś jego część, sam nie wiedział która, uległa zmianie. Oczy bez wyrazu, pociągła twarz, ostry nos i wąskie usta czyniły go nie tyle przystojnym co mrocznym i intrygującym. Pozostawała tylko kwestia tej dziwnej, przytłaczającej energii jaką czuje się od drapieżnika czy napastnika. Gdy na siebie patrzył miał wrażenie, że przed lustrem stoi ktoś inny. Mroczna i ponura wersja jego samego.
Spojrzał na kły trzymane w dłoni, które jakiś czas temu należały do jego gościa honorowego i twórcy Julii Renard a obecnie do niego. Zastanawiał się, czy zmiana, która w nim zaszła miała związek z tym, że zamęczył tego nieszczęśnika w swoim pokoju dla wybrańców - jak nazywał lochy i izolatki ciągnące się pod kliniką - wcześniej zmuszając do wyjawienia wszystkiego co ów wie o transplantologii i neurologii. Tak po prawdzie, to nie wydawało mu się, że zamęczenie tego człowieka było złe. Cel uświęca środki, a za wiedzę należy zapłacić. Odyn oddał za nią oko, Anomander życie swojego gościa. Co by nie mówić, skrzydlaty doktor nie mógł się przemóc by myśleć o modyfikatorze i gwałcicielu Julii Renard jak o więźniu. W końcu to klinika a nie więzienie. On nie był uwięziony, był tylko poddany izolacji i obserwacji ze względu na szczególny przypadek chorobowy. Nie był też torturowany ani umęczony, był jedynie poddany leczeniu metodą alternatywną. W końcu żaden lekarz nie może krzywdzić pacjentów. Wszakże powstało coś takiego jak Przyrzeczenie Lekarskie czy znana szerzej Deklaracja genewska, które wygłaszają, znają, szanują i przestrzegają wszyscy lekarze. Problem w tym, że Anomander był weterynarzem a nie lekarzem, i choć weterynarze też składają przysięgę, to tej, ni jak nie można podciągnąć pod ludzi, nawet pomimo tego, że „Pan” Julii Renard był kawałem bydlęcia i świni to jednak, ze względu na przynależność gatunkową, był człowiekiem. Szkoda.
Uśmiechnął się do siebie i schował zęby do kieszeni na piersi. Przeczesał grzebieniem wysychające już włosy i jeszcze raz poprawił wygląd. Obejrzał dokładnie paznokcie i dłonie po czym wyszedł z pokoju i skierował się na śniadanie.
Gdy wszedł do pokoju wypoczynkowego od razu zobaczył Bane'a. Chwilę później jego pozbawione wyrazu oczy zatrzymały się na dziewczynie. Nawet nie zwolnił kroku. Szedł dumnie wyprostowany z rozwiniętymi skrzydłami, prosto na swoje stałe miejsce. Uwagę przykuło oko dziewczyny. Heterochromia. Trudna do zamaskowania. To była ona, mała Julia Renard. Choć nie była już mała. Wróciłaś? Przecież odeszłaś, nie pożegnałaś się, nie powiedziałaś ani słowa. Nie podziękowałaś nawet za kakao, które robiła ci Alice ani za pomoc, której ci udzielono. Przekazałaś tylko liścik, który mógł posłużyć jako papier do dupy. Tym razem ci nie zaufam.
Myśli płynęły wartko jak górski potok, ale mięśnie twarzy pozostawały bez ruchu.
- Dzień dobry Bane, mam nadzieję, że dobrze spałeś?
O tak, widział ubrania Julii, a raczej ubrania Bane'a, które miała na sobie Julia.
Pochylił się i nalał kawy Baneowi i sobie po czym wyprostował się, postawił kawę na podłokietniku i oparł o ścianę układając na niej płasko skrzydła. Oparłszy się uczynił coś czego nigdy nie robił - założył nogę na nogę . Lewą na prawą. Dłoń położył na wnętrzu zgiętego kolana.
Przeniósł wzrok na dziewczynę.
- Co sprowadza cię tym razem Julio? Złamałaś po raz kolejny skrzydło, a może jakieś efekty uboczne kontaktów z Wujkiem? – głos nie ociekał jadem, miał neutralną barwę, ot doktorek pyta z ciekawości. Szybko zlustrował ja wzrokiem od stóp do głowy- Powiedz mi, bo nie znana mi jest przyczyna, dla której miałabyś TU wracać. Nie po 3 latach. Twój stan zdrowia jest dobry, nie głodowałaś, skrzydła się rozrosły i wyglądają zdrowo. Nie masz zewnętrznych obrażeń.
Nie czekając na jej odpowiedź spojrzał na Bane'a, choć kątem oka ciągle obserwował Julię. Nie ufał jej. Nie po tym wszystkim, nie po tym jak sprawiła mu ból swoim niespodziewanym odejściem.
- Z tego co widzę, Bane, chyba miałem rację, gdy trzy lata temu usłyszałem i zobaczyłem, jak naga Julia tuli cię i mówi „Kocham Cię ..ujku”. Miałem wtedy wątpliwości czy pierwszą literą jest „Ch” czy „W”. Powiedz mi jak to teraz wygląda?
Rozsiadł się wygodnie i upił łyk kawy. Kącik warg drgnął nieznacznie.
- No dalej moi mili, opowiedzcie staremu dziadowi historię wyciskającą łzy i poruszającą zastygłe serce. Niech to będzie jak w romantycznym dramacie, jak w „Dziejach Tristana i Izoldy”, jak w „Iwajnie, czyli rycerzu z lwem”, jak w pieśniach Walthera von der Vogelweide czy Chretien de Troye, niech będzie jak w „Romeo i Julii”, nomen omen. Wilka miłość, poświęcenie, ofiara. – upił łuk kawy - A skorośmy już przy ofierze...
Wstał, otworzył skrzynio-ławę, na której do tej pory siedział i wyjął z niej rysunki wykonane przez Julię trzy lata temu. Rysunki przedstawiające oblicze jej „Pana” oraz jego dom położył na stole po czym zamknął wieko i ponownie usiadł wygodnie zakładając nogę na nogę. Sięgnął do kieszeni i wydobył z niej jeden z kłów dawnego „Pana” Julii. Po czym rzucił go delikatnie na stół w stronę dziewczyny prosto na rysunki.
- Może zechcesz go na pamiątkę? Tylko tyle pozostało.
Jego twarz i oczy nie wyrażały kompletnie nic, a może właśnie wyrażały wszystko?

Bane - 9 Luty 2017, 23:47

Długo nie czekali. Może to i dobrze? Tulka z każdą sekundą stawała się coraz bardziej nerwowa, a Bane doskonale wiedział, że w konfrontacji z Anomanderem nerwy będą najgorszym towarzyszem. Musiała zachować jasny umysł jeśli chciała coś ugrać.
Bane jak zwykle miał spełniać funkcję obserwatora. Jakże to wygodne! O ile lepiej obserwuje się słowne utarczki niż bierze w nich udział. Mężczyzna nawet czuł coś na kształt ekscytacji, wręcz nie mógł doczekać się rozmowy Tulki z dyrektorem. Był ciekaw czy ostatecznie przyjdzie mu świecić za nią oczami, czy będzie mógł puchnąć z dumy gdy dziewczyna ugra dla siebie stanowisko w Klinice.
Gdy czarnowłosy Opętaniec wszedł do pokoju, Bane jak zazwyczaj zerwał się z kanapy w wyrazie kultury - gdy do sali wchodzi szef, wypada wstać, prawda?
- Dzień dobry. - powiedział oficjalnie - Oczywiście. Jestem gotów na kolejny dzień wyzwań. - powiedział z błyskiem w oku. Można to było nazwać ich małym rytuałem chociaż Bane nigdy nie wiedział, czy Anomander pyta o samopoczucie z troski czy ze zwykłej kultury.
Skrzydlaty zauważył ubrania Tulki a Bane usiadł z uśmieszkiem na twarzy, który jednak szybko zmienił się w standardową minę nie wyrażającą zupełnie niczego.
Zaraz miała rozpocząć się zabawa! Trzeba trzymać emocje na wodzy. Bane nie może po sobie pokazać, że jest ciekaw jak to wszystko się potoczy.
Wziął filiżankę dziękując szefowi, że mu polał. Uniósł parującą kawę do ust ale nie upił, jedynie wziął wdech smakując zapach aromatycznego naparu. Przez te wszystkie lata nie zmieniła się również kawa którą tu podawano - zawsze aromatyczna, mocna, pyszna!
I zaczęło się. Gdy Anomander zadał bezpośrednie pytanie, rozpoznając Tulkę bez przedstawiania, Bane znowu uśmiechnął się pod nosem. Taak. To był właśnie jego szef. Jego Mentor, Autorytet. Opanowany, błyskotliwy i o umyśle jasnym i ostrym jak brzytwa!
Parsknął słysząc o efektach ubocznych ale na tyle cicho, że nie wyszło to na brak kultury. Jeśli Anomander w tym momencie na niego spojrzał, mógł dostrzec rozbawienie w oczach białowłosego. Mały błysk świadczący o tym, że w głębi duszy mężczyzna śmieje się do rozpuku. Jak wtedy gdy śpiewali razem na pierwszej operacji.
Przez sympatię jaką darzył ponurego Opętańca, nie mógł się na niego gniewać. Wiedział, że Anomander nie próbuje być złośliwy, jest po prostu ciekawy. Co w jego wypadku można było upatrywać jako cnotę.
Słuchał uważnie słów Anomandera. Były podszyte jakimś wewnętrznym smutkiem, wyrzutem. W sumie... Bane nigdy nie zapytał swojego pracodawcy jak się czuł po odejściu Tulki. Czarnowłosy wyglądał jakby przeszedł z tym do porządku dziennego, nie okazywał żalu czy złości. A jednak miał prawo poczuć się źle, bo dziewczyna odeszła wtedy bez podziękowania.
Gdy zwrócił się bezpośrednio do niego, Bane odłożył kulturalnie filiżankę. Przecież nie będzie odpowiadał Anomanderowi jak cham, z nosem w kawie!
- Sądzę, że nie muszę odpowiadać na to pytanie. - uśmiechnął się tryumfalnie - Myślę, że sam domyśliłeś się wszystkiego w momencie w którym wkroczyłeś do pokoju. Nie mam racji? - uniósł brew. Nie chciał igrać z szefem. Po prostu przez te trzy lata zdążył go poznać na tyle, by wiedzieć, że skrzydlaty mężczyzna potrafił do wszystkiego sam dojść.
- Skwituję to dwoma, prostymi zdaniami: Było to nieuniknione. Przynajmniej z mojej strony. - wyszczerzył zęby jakby chciał pochwalić się łupem. W oczach pojawił się też błysk.
Przecież znasz mnie, stary druhu. Po co pytasz o coś, co jest oczywiste? Przecież już dawno przewidziałeś, że tak się to skończy, gadzie...
Sięgnął po odłożoną wcześniej filiżankę i upił duży łyk ciemnej, mocnej kawy. Słodycz, mimo braku dodatkowego cukru rozlała się po wnętrzu jego ust i gardle, by spłynąć rozkosznym, gorącym strumieniem aż do żołądka. Bardzo przyjemne uczucie.
Spojrzał ukradkiem na Tulkę. Wybacz, mała. Już taki ze mnie zimny drań...
- Ckliwej historyjki nie będzie, przyjacielu. - powiedział po chwili z rozbawieniem w głosie - Bo nie przypomina ona w żadnym stopniu ani "Dziejów Tristana i Izoldy", ani pieśni Walthera von der Vogelweide. A jeśli chodzi o "Romeo i Julię"... - wyszczerzył zęby w drapieżnym uśmiechu - Żaden ze mnie Romeo. Już prędzej...no nie wiem, Bohun? - dodał, ufając, że Anomander wychwyci o jakie cechy mu konkretnie chodzi - zaborczość, zachłanność i lekką brutalność nawet.
Odstawił naczynie i patrzył uważnie na Anomandera. Nie chciał znajdować się w centrum uwagi, bo to przedstawienie przecież należało do Tulki i Opętańca! On, Bane, był co najwyżej postacią drugoplanową chociaż sam wolał miejsce obserwatora.
Gdy dyrektor Kliniki wstał, Bane podążył za nim wzrokiem. Skrzydlaty wyciągnął ze skrzyni kilka rysunków - te same, które białowłosy przekazał mu trzy lata temu. Tylko po co je teraz wyjął?
Rzucony na papier ząb wyjaśnił wszystko. Brwi Bane'a powędrowały ku górze, zaskoczony spojrzał na Anomandera. No, tego to się po nim nie spodziewał.
Pierwsze co przyszło mu na myśl, to słowa uznania. Gdyby byli sami, i gdyby okoliczności były nieco inne, pewnie Cyrkowiec gwizdnąłby z uznaniem i poklepał dyrektora po ramieniu.
Drugie - dlaczego Anomander nie poprosił go o pomoc? No dobrze, pewnie jej nie potrzebował, ale Bane i tak poczuł ukłucie żalu. Trzy lata temu Anomander obiecał mu, że razem zapolują. Czyżby starszy lekarz zapomniał o propozycji, która wtedy w Banie wzbudziła zainteresowanie i nadzieję na to, że przyda się Anomanderowi nie tylko w Klinice?
Jeśli udało mu się złowić spojrzenie Opętańca, skinął mu głową składając w ten sposób niemy pokłon w stronę szefa i jego umiejętności.
Przeniósł wzrok na Tulkę ciekaw jej reakcji. Nie powiedział nic. Mało tego, wyglądał na rozluźnionego - powieki lekko przymrużył, na ustach błąkał się uśmiech który był na tyle zagadkowy, że mógł być wywołany pysznym smakiem kawy albo zadowoleniem, że i tym razem Anomander okazał się być zaskakującym aktorem w ich małym przedstawieniu.

Tulka - 10 Luty 2017, 01:13

Nie czekali długo. Trochę za krótko. Ale z drugiej strony, czy dałaby radę się przygotować jakoś na to spotkanie? Albo czy nie stchórzyłaby tak jak trzy lata temu? Już i tak za późno na takie rozmyślania. Wstała grzecznie, gdy Anomander wszedł do pomieszczenia. Nie zrobiła tego jednak dlatego, że tak postąpił Bane, nawet na niego nie spojrzała. Musiała wiedzieć jak się zachować w obecności ważnych wojskowych, Arystokracji, a nawet samego Arcyksięcia, więc czemu tej wiedzy nie przenieść też na to pole? Nie odezwała się jednak. To Anomander jest wyżej postawiony, więc do niego należy pierwsze słowo. Skinęła mu jednak głową w geście powitania i szacunku.
Wiedziała, że Anomander ją rozpoznał. Nie pytał o nią, raczej na początku wręcz zignorował, a chwilę później zwrócił się do niej po imieniu. Spojrzała na niego i słuchała uważnie pytania. Miała dziwne wrażenie, że słowa, które kierował do niej lekarz miały drugie znaczenie - nie jesteś tu mile widziana - nie dziwiła się temu. Lekko opuściła uszy i już miała odpowiedzieć, gdy Anomander zwrócił się do białowłosego. Wypuściła cicho powietrze i słuchała odpowiedzi Banea. Tak jak zapowiedział nie wtrącał się w to co dziewczyna sobie zaplanowała. W sumie domyśliła się, że i tak nie będzie miała co na niego liczyć. W pobliżu skrzydlatego zmieniał się strasznie i nigdy nie obierał żadnej ze stron.
Słuchała uważnie jego odpowiedzi, układając sobie w głowie co sama powinna powiedzieć. To co zrobił dalej czarnowłosy, całkowicie zbiło ją z tropu. Wyciągnął jej stare rysunki, po czym rzucił na nie jeden z ludzkich kłów. Spojrzała na to z szeroko otwartymi oczami. Była w szoku. Serce zaczęło jej bić jak oszalałe, aż zmięła w dłoni koszulkę Bana, przyciskając swoją pięść do piersi. Znów trochę zbladła. Jej zęby lekko wydłużyły się, bardziej przypominając teraz lisie niż ludzkie i zagryzła mocno wargę. Chyba zbyt szybko nie zmieni tego nawyku. Położyła płasko uszy i zacisnęła oczy. Gdy poczuła znajomy smak krwi wzięła kilka głębszych oddechów.
W końcu jednak wyprostowała się. Dłonie skrzyżowała na swoich udach, poprawiła lekko skrzydła. Jej uszy powędrowały do góry, a twarz nie wyrażała nic. Spojrzała już spokojnie w oczy skrzydlatego mężczyzny - Dziękuję za propozycję doktorze van Vyvern - skinęła lekko głową w jego stronę - jednak nie wróciłam to dla wspominek, choć jestem wdzięczna, że zdradził mi pan tę słodką tajemnicę co się właściwie stało z panem Gipingiem, bo takie właśnie nosił nazwisko - dodała bez emocji. - Domyślam się, że sprawiłam zarówno panu jak i panu Blackburnowi wiele przykrości w związku z moim nagłym odejściem i przepraszam panów za to jednak nie mogę powiedzieć, że tego żałuję - zrobiła krótką przerwę - jak się pan zapewne domyślił wróciłam tu z pewnego powodu, jednak nie jest, a przynajmniej do dzisiejszego poranka nie był nim mój stan zdrowia - nie odrywała wzroku od czarnowłosego - przez ostatnie trzy lata poznawałam zarówno Krainę Luster jak i Szkarłatną Otchłań, rozwijałam swoje moce oraz zdobywałam wiedzę medyczną by móc kiedyś tu powrócić i pomóc w rozwijaniu tej placówki, a nie tylko plątać się pod nogami i przeszkadzać bądź co bądź trudnej i odpowiedzialnej pracy, choć widzę, doktorze van Vyvern, że znajduje pan spokojnie czas na rozrywki - dodała wskazując na ząb leżący na rysunkach, po czym wstała - wróciłam by prosić pana by przyjął mnie pan pod swoje skrzydła i pokazał jak najlepiej pomagać innym istotom zamieszkującym tę krainę - pokłoniła się mu lekko i została w tej pozycji - rozumiem, że będę musiała udowodnić swoją wartość, ale zrobię wszystko aby pokazać, że mogę się tu przydać, o ile oczywiście będzie pan tak uprzejmy i da mi szansę mimo wydarzeń z przeszłości. - wyprostowała się - nie jestem już tym dzieckiem, które przybyło tu trzy lata temu i nie mam zamiaru uciekać z podkulonym ogonkiem, chcę pokazać, że jestem coś warta i że ta ucieczka nie była bezowocna.
Zamilkła na chwilę ale nie usiadła na swoje miejsce - chciałam też zarówno pana doktorze van Vyvern jak i pana doktorze Blackburn - skłoniła się delikatnie każdemu - prosić o pomoc - zerknęła niepewnie na białowłosego -Wbrew pana ocenie, panie van Vyvern mój stan zdrowia nie jest taki dobry jak się wydaje - wróciła wzrokiem do Opętańca - dwa lata temu zdarzył się pewien wypadek, przez który co jakiś czas tracę przytomność, niezależnie od tego jak się odżywiam czy jak sypiam. Mimo iż miałam do czynienia z wieloma wybitnymi medykami czy znachorami nikt nie potrafił wyjaśnić czemu tak się dzieje - przełknęła lekko ślinę i spojrzała w oczy skrzydlatemu mężczyźnie - miałam nadzieję, że mi to przeszło gdyż przez ostatnie trzy miesiące miałam spokój, jednak pan Blackburn może potwierdzić, że niestety nie jest to koniec mych problemów zdrowotnych - opuściła lekko wzrok - bardzo pana przepraszam, że nie powiedziałam ani słowa odchodząc stąd. Byłam dzieckiem i nie myślałam racjonalnie. Mimo przychodzę do pana teraz i pokornie błagam by dał mi pan szansę i pomógł znaleźć rozwiązanie problemu, z którym nie mógł sobie poradzić żaden inny lekarz zarówno w Krainie Luster jak i w Szkarłatnej Otchłani. - znów pokłoniła się nisko, pokornie i trwała w tej pozycji, póki nie otrzymała innego polecenia lub odpowiedzi na swoje prośby.

Anomander - 13 Luty 2017, 03:34

Zimne i puste oczy Anomandera wpatrywały się przez chwilę w Bane'a gdy ten mówił z wyraźnym rozbawieniem w głosie. Czarnowłosy oderwał od niego wzrok, spojrzał przelotnie w okno i ponownie na Bane'a
- Uważaj Bane, – powiedział głosem, w którym nie brzmiała nawet jedna nuta wesołości – uważaj by kiedyś ów Bohun nie zmienił się w Samsona.
Przeniósł wzrok na dziewczynę. Wysłuchał tego co mówiła, obejrzał cały spektakl złożony z pokłonów, gestów, przydechów i spojrzeń. Nieźle, dziecino. Całkiem nieźle.. Podobała mu się przemowa, choć jego zdaniem była strasznie długa, nieco chaotyczna, a on wolał krótkie i uporządkowane. W formie meldunku. Przez chwilę zastanawiał się, jak długo Julia będzie tak stała zgięta w pokłonie. Zasadniczo nie przeszkadzała mu aż tak bardzo stojąc sobie tu, w pokoju, i jak dla niego mogła tak stać cały dzień.
- Starczy tych pokłonów Julio, bo już samo patrzenie na nie mnie zmęczyło. Wyprostuj się i siadaj – powiedział szorstko i nad wyraz surowo, dając do zrozumienia, że jej przeprosiny są warte tyle co zeszłoroczny śnieg - Mówisz, że zdobyłaś wiedzę medyczną, umiesz leczyć i chcesz być przydatna? Powiedz mi, czy to jest ta chwila, w której powinienem zacząć nie posiadać się ze szczęścia i dziękować wszystkim bogom za zbawienie? Powiedz mi, masz jakieś dokumenty potwierdzające Twoje umiejętności albo zaświadczenia od mistrzów, u których pobierałaś nauki? Poza tym opowiedz mi o tych mistrzach, kim byli i czego cię nauczyli?
Anomander uśmiechnął się półgębkiem. Dziewczyna uciekła z placówki medycznej gdzie miała możliwość praktykowania i przez trzy lata błąkała się po jakichś zadupiach tego świata pobierając nauki u jakichś lokalnych szamanów, znachorów, konowałów a przy odrobinie szczęścia może nawet felczera. Super logiczne działanie z jej strony. Pomysł wart funta kłaków albo i dwóch funtów tegoż surowca. Bardziej zastanawiał go problem neurologiczny dziewczyny, ale póki co nie dawał po sobie niczego poznać. Na jej przypadłość przyjdzie pora nieco później.
- Zobaczymy czego się nauczyłaś od owych mistrzów – powiedział Anomander rozpierając się wygodnie na ławie – Pierwsze pytanie: Opisz cykl hemodynamiczny mięśnia sercowego u ssaków. Pytanie drugie: Czego najczęstszymi objawami są występujące razem: niepokój, przyspieszony oddech, słabo wyczuwalne tętno, bladość cery, zimny pot na twarzy? Pytanie trzecie: Ilu procentom ciała odpowiada powierzchnia dłoni w przypadku dorosłego człowieka? Pytanie czwarte: opisz czym jest manewr Heimlicha. Pytanie piąte: Czym jest i jak sprawdza się nawrót kapilarny? Myślę, że te pytania wystarczą.
Pochylił się oparłszy łokcie na kolanach i czekał na odpowiedź Julii.
Dalej dziewczyno, nie zawiedź mnie po raz kolejny.

Bane - 13 Luty 2017, 12:23

Wypowiedź Tulki była bardzo długa. Bardzo długa, nieco chaotyczna ale przejmująca. Problem w tym, że trafiła na trudną widownię i ciężki kaliber siedzącego na przeciw niej przeciwnika.
Przez cały czas patrzył uważnie na dziewczynę i zastanawiał się, czy to wszystko podziała na Anomandera. Dyrektor placówki słynął z tego, że był wymagający. Miał swoje zasady i trzeba było mocno się namęczyć, by w końcu sprostać wymaganiom.
Bane chyba poczuł się zbyt pewnie bo Opętaniec nie omieszkał sprowadzić go na ziemię, i dodatkowo lekko przygnieść buciorem. Jego komentarz był swoistym policzkiem wymierzonym w twarz białowłosego, ale Bane wiedział, że Anomander nie robi tego by go zgnębić. Raczej...jak ojciec który co jakiś czas musi przypomnieć synowi kto tu rządzi.
- Mam nadzieję, że nigdy do tego nie dojdzie. Dalila nie pozna nigdy moich słabości. - powiedział pokornie a uśmiech zniknął z jego twarzy. Posłał szefowi przepraszające spojrzenie. Wiedział kiedy przyjąć uległą postawę, cwaniakowaniem nie wygra... Z resztą przecież to nie jego przedstawienie! Trzeba więc usunąć się ze sceny.
Cieszył się gdy Anomander przeniósł swoją uwagę na Tulkę. Szorstki ton sprawił, że Bane przełknął ślinę. No, dziewczyna trafiła na nie najlepiej. Coś naszego Opętańca trapiło, albo mógł się zwyczajnie nie wyspać. Cokolwiek by nie było powodem takiego samopoczucia, Bane poczuł potrzebę by zapytać później swojego mentora co się dzieje. Wątpił by silny, srogi Anomander chciał mu opowiedzieć co go trapi, to nie był typ mężczyzny który łatwo żali się koledze... Ale warto spróbować. Opętaniec przez ten cały czas kiedy Bane tu pracuje, traktuje go jak syna, dba o niego i mimo, że nie wprost, zawsze pyta Bane'a o samopoczucie. Chyba dobrze byłoby czasem zatroszczyć się o samego Anomandera?
Przeniósł wzrok na Tulkę chcąc wybadać, jak dziewczyna zareaguje na zadane jej pytania. Pytania które zadał starszy medyk nie były trudne, ale przecież Bane nie jest obiektywny - sam miał wiedzę wystarczającą, by bez wahania odpowiedzieć na każde pytanie. Ale Bane miał doświadczenie, no i skończył studia w Świecie Ludzi, prawda?
Jeśli Tulka odpowie na pytania, będzie dumny. Uczyła się u jakiś medyków, nie chwaliła się gdzie - test wymyślony przez Anomandera jest dobry, bo pokaże ile mała umie. No i czy będzie przydatna w Klinice. A co do jej przypadłości, tych dziwnych omdleń... Nagle wszystko stało się jasne i Bane odetchnął z ulgą na wieść, że to nie przez jego ślinę Tulka się tak poczuła. Zwracanie się do niego po nazwisku było... Poczuł się jak profesjonalista. Lubił brzmienie swojego nazwiska a w jej ustach, gdy wlewała w nie szacunek i respekt, brzmiało jeszcze lepiej! O tak. Lubił gdy kobiety mówiły do niego w ten sposób.
Podniósł filiżankę do ust, dopił resztę kawy i pochylił się by dolać sobie więcej. Była taka dobra! Zerknął też, czy naczynie Anomandera jest puste i jeśli takie było, dolał i jemu.

Tulka - 13 Luty 2017, 15:56

Na słowa Anomandera wyprostowała się posłusznie i usiadła, jednak zachowała pewien odstęp między nią a Cyrkowcem. Może i Anomadner domyślił się co ich łączy, jednak nie musiała tego pokazywać na każdym kroku, wolała żeby zostało to ich sprawą prywatną. Miała ochotę otulić się ogonem i skrzydłami, jednak wiedziała, że nie może tego zrobić. Tak jak na zebraniach nie mogła pokazać, że kogoś się boi lub coś jej się nie podoba, tak tutaj nie mogła okazać słabości, ale coś czuła, że po tym spotkaniu będzie musiała jakoś odreagować. Jeśli będzie miała taką możliwość to po prostu pójdzie po swoje rzeczy i przy okazji pokala by uwolnić się od emocji, które teraz się w niej kłębiły.
Słyszała ton głosu doktorka, jednak starała się nie ustępować. Wielokrotnie rozmawiała z Arcyksięciem czy innymi Arystokratami i wojskowymi, nie mogła polec na rozmowie z lekarzem, kimkolwiek by nie był.
- W hostelu, w którym opłaciłam pokój na noc mam raport nauczycieli na temat tego co robiłam podczas mojej nieobecności w Klinice oraz wyniki badań, które na mnie przeprowadzano w ciągu ostatnich dwóch lat – powiedziała krótko. Nie planowała przychodzić do Kliniki w taki sposób. Wpadła na Bana przez przypadek, w trakcie wieczornego spaceru, a kto nosi dokumenty na spacery? Przynajmniej nie tego rodzaju dokumenty. Jednak jeśli tylko będzie miała taką możliwość i tak miała zamiar od razu udać się do hostelu. Musiała zapłacić za nocleg, z którego i tak w sumie nie skorzystała, oraz przebrać się. Strój w którym zastał ją Cyrkowiec raczej nie nadawał się na rozmowy o pracę, przynajmniej nie o taką.
- Nie licząc wiedzy teoretycznej, uczyłam się jak asystować przy zabiegach, czasem leczyłam rany po operacjach by pacjenci szybciej dochodzili do siebie, uczyłam się opatrywać i przemywać różnego rodzaju skaleczenia. Leczyłam mocą wszelakie zdrapania, siniaki czy rozcięcia oraz jak udzielać pierwszej pomocy – powiedziała ogólnie, unikając jednak tematu swoich nauczycieli.
Wsłuchała się w pytania, które zadał jej Anomander. Nie chciała go okłamywać, więc spróbowała po prostu nie mówić nic o swoich nauczycielach. Wiedziała, że jej nie wolno. No bo jak wyjaśni to, że zajmowali się nią lekarze Arcyksięcia oraz medycy Stowarzyszenia Czarnej Róży, nie zdradzając, że wstąpiła do owej organizacji? Miała nikłą nadzieję, że smoczysko nie będzie naciskać, nie chciała kłamać, a dodatkowo nie wiedziała, czy jej się w ogóle uda okłamać doświadczonego medyka. Wyglądał jakby jego lodowate oczy widziały wszystko, nawet od razu zorientował się, że coś ją i białowłosego łączy.
Słysząc pytania, od razu myślała nad odpowiedziami na nie, gdyż lekarz i tak wypowiedział je wszystkie na raz. Starała się je też zapamiętać. Przygryzła znów wargę otwierając znów rankę, jednak tym razem zrobiła to nie celowo. Po prostu się skupiała by dobrze odpowiedzieć na pytania. Gdy Anomander skończył pytać, oblizała lekko wargę i nieświadomie poprawiła białą grzywkę, która w trakcie kłaniania się znów opadła jej na dwukolorowe oko, zakrywając zarówno tęczówkę jak i bliznę na brwi.
- W czasie cyklu hemodynamicznego, czyli cyklu pracy serca, wyróżniamy dwie fazy – zaczęła spokojnie odpowiadać na zadane jej pytania – W pierwszej z nich, czyli fazie rozkurczu, zastawki przedsionkowo-komorowe są otwarte, zaś zastawki półksiężycowate zamknięte. Dochodzi do biernego napływu krwi przez przedsionki do komór, po czym następuje skurcz przedsionka, zwiększający objętość krwi znajdującej się w komorach. W rezultacie zwiększa się ciśnienie panujące w komorach, dochodzi do skurczu komór i zamknięcia zastawek przedsionkowo-komorowych, po czym zaczyna się druga faza, czyli faza skurczu – zrobiła krótką przerwę na oddech, cały czas nie odrywała wzroku z oczu Anomandera. Mimo iż normalnie to by stresowało osobę egzaminowaną, jej pomagało. Zawsze szukała przed sobą jakiegoś punktu zaczepienia wzroku, a tym razem padło na lodowate oczy Opętańca – W tej fazie ciśnienie w komorach wzrasta, a objętość komór nie ulega zmianie. Kiedy ciśnienie panujące w komorach zrówna się z ciśnieniem panującym w aorcie i pniu płucnym otwierają się zastawki półksiężycowate i dochodzi do wyrzutu krwi. Mięsień ponownie ulega rozkurczowi, a ciśnienie panujące w komorach spada, co powoduje zamknięcie zastawek półksiężycowatych. Zastawki przedsionkowo-komorowe otwierają się wtedy, gdy ciśnienie w komorach będzie niższe niż w przedsionkach. – zakończyła odpowiedź na pierwsze pytanie. Stresowała się i Anomander na pewno to widział, jednak chciała wypaść jak najlepiej. Nie miała jednak takiego doświadczenia jak mężczyźni, którzy przy niej siedzieli. Nie była też po wieloletnich studiach, chciała jednak udowodnić, że potrafi, i że da radę, że nie będzie już sprawiać problemów.
- Objawy, które pan wymienił najczęściej są objawami wstrząsu hi…hipo-wo-lemicznego – powiedziała z zająknięciem. Te nazwy zawszą ją przerażały, ale w myślach miała nadzieję, że nie wpłynie to jakoś na jej ocenę w oczach Opętańca – jest to wstrząs spowodowany utratą pełnej krwi, nazywany też wstrząsem krwotocznym lub zmniejszeniem ilości osocza lub płynu pozakomórkowego wskutek na przykład poparzeń lub stanów odwodnienia.
Zrobiła, krótką przerwę na oddech. Robiła się głodna więc też trudniej było jej się skupić, do tego zapach kawy drażnił jej nozdrza, a sama nie miała jeszcze czego się napić. Jednak nie narzekała.
- Odpowiedź na trzecie pytanie to 1% - powiedziała po krótkim namyśle – powierzchnia dłoni dorosłego człowieka to około jeden procent powierzchni całego ciała.
Przy czwartym pytaniu zawahała się. Zmarszczyła brwi. Nie umiała sobie przypomnieć takiej nazwy, w końcu uczyła się w Krainie Luster, a nie w Świecie Ludzi i nazwy wcale nie musiały być takie same, w szczególności, jeśli znajdowało się w nich jakieś nazwisko. Siedziała chwilę milcząc i mocno się zastanawiając – ja…nie… - zaczęła niepewnie po czym przypomniała sobie tę nazwę, jeden z lekarzy był Cyrkowcem stworzonym z człowieka i coś tam jeszcze pamiętał i mówił jej o tym – Manewr, czy inaczej chwyt lub rękoczyn Heimlicha jest techniką pomocy przedlekarskiej, stosowanej przy zadławieniach. – zaczęła odpowiadać szybko – polega na wywarciu nacisku na przeponę, w celu sprzężenia powietrza znajdującego się w drogach oddechowych i … wypchnięciu obiektu znajdującego się w tchawicy. Manewr ten stosuje się tylko gdy inne metody zawiodą. Na przykład opukiwanie po plecach. – westchnęła gdy wyrzuciła z siebie odpowiedź. Pytanie nie było trudne, jednak nie słyszała zbyt często tej nazwy, może ze dwa – trzy razy.
Przełknęła ślinę po czym zaczęła odpowiadać na piąte i – przynajmniej miała taką nadzieję – ostatnie pytanie – Nawrót kapilarny jest badaniem wydolności drobnych naczyń. Polega na uciskaniu przez pięć sekund paznokcia palca, położonego na wysokości serca. Po zwolnieniu ucisku mierzony jest czas, jaki upływa do momentu przybrania koloru otaczającej skóry. W prawidłowych warunkach kolor powinien powrócić w czasie krótszym niż dwie sekundy. Dłuższy czas może świadczyć o zaburzeniu krążenia obwodowego. – w trakcie odpowiadania na pytanie, nieświadomie zaprezentowała jak to badanie wygląda, na własnej ręce.
Zamilkła mając nadzieję, że odpowiedzi zadowolą Anomandera. Siedziała cały czas wyprostowana, z wysoko postawionymi uszami. Czekała na jego werdykt. Czuła jak jej brzuch domaga się śniadania i modliła się, żeby burczenie nie stało się na tyle głośne by Bane i Anomander mogli je usłyszeć. Jednocześnie ponownie delikatnie przygryzła wargę. Trochę się uspokoiła dzięki czemu w końcu odkryła, że znów się pogryzła. Od razu jednak ją wyleczyła, co było widoczne poprzez delikatnie światło, które pojawiło się w miejscu zranienia.

Anomander - 13 Luty 2017, 20:12

Przyglądał jej się w trakcie udzielania wypowiedzi. Mówiła płynnie i fachowo. Zbyt fachowo, jak na tak młodego dzieciaka. Albo medyk, który ją szkolił bym faktycznym mistrzem dydaktyki albo nauczyła się podręcznika na pamięć. Jeśli faktycznie opanowała tą wiedzę to dobrze, jeśli nauczyła się na pamięć podręcznika to kiepsko to będzie wyglądało.
- ... ewentualnie o przemarznięciu lub podeszłym wieku badanego – dodał Anomander od niechcenia - Podstawowa teoria poszła ci nieźle choć informacje przekazane były w kilku momentach niezbyt płynnie. Mocne trzy. Zdałaś. .
Skrzydlaty przyglądał się dziewczynie gdy ta się leczyła. Co, zjada cię stres moje dziecko? Bardzo niedobrze, lekarz musi trzymać nerwy na wodzy..
W tym momencie weszła Alice niosąc kubek kakao. Postawiła je przed dziewczyną, spojrzała na Anomandera, a że znała go od bez mała 40 lat kiwnęła tylko głową z szacunkiem i wyszła z pokoju. Odwracając się jakby od niechcenia musnęła włosy Julii. Muśnięcie delikatne jak dotyk motylich skrzydeł w założeniu miało nieść pocieszenie, otuchę i wsparcie.
Alice wiedziała, że doktor nie jest w nastroju do zabawy. Pamiętała go w tym stanie.
- Widzę, że uczyłaś się nie tylko medycyny ale też erystyki, dobrych miałaś nauczycieli. Widzisz młoda Julio, twoja odpowiedź na pytanie o mentorów książkowo wpisuje się w to co mówił ongiś Schopenhauer. Wiesz kim on był? Zapewne nie, zatem ci powiem. Schopenhauer był filozofem żyjącym na terenie Niemiec w Świecie Ludzi prawie 160 lat temu. Opisał on kiedyś szereg metod erystycznych lub jak wolisz dialektyki erystycznej, a ty właśnie z jednej z nich skorzystałaś. – Skrzydlaty spojrzał z politowaniem na interlokutorkę dając do zrozumienia, że sposób wypowiedzi, który przyjęła dziewczyna godzi w jego inteligencję - Proszę cię, odpowiedz na pytanie mając na względzie, że twoim rozmówcą jest istota inteligentna. To jak było z tymi nauczycielami?
Czekał aż dziewczyna udzieli odpowiedzi. Pełnej i dokładnej, ewentualnie złoży wyjaśnienie czemu takowej nie może udzielić. Kiedy Julia w końcu przestała mówić, Anomander wstał z siedziska, zdjął kitel rzucając go przy prawym oparciu i ponownie na nie opadł. Założył spokojnie nogę na nogę i siedział przez chwilę wpatrując się w Julię. Jego oblicze było zupełnie martwe. Czujesz się nieswojo moje dziecko? Przeniósł spojrzenie na Bane'a a jego kącik ust drgnął. Uśmieszek. Ledwie zauważalny a z punktu, z którego patrzyła Julia całkowicie niewidoczny. Ponownie popatrzył na dziewczynę. Podwinął rękaw prawej ręki a lewą ręką szybkim ruchem wyjął z cholewy buta handżar. Paskudnie wyglądający brzeszczot miał wydłużony sztych, falisty kształt i wyglądał na piekielnie ostry. Warstwy metalu, ciemniejsze i jaśniejsze układały się na nim w fakturę słojów drewna. Broń była tyleż piękna co niebezpieczna. Nim Julia zdążyła drgnąć, czarnowłosy rozciął sobie przedramię. Sądząc po ilości krwi ciął dość głęboko, może nawet do kości?
- Egzamin praktyczny. Opatrz to bez używania mocy. – powiedział dobitnie ale spokojnie podobnie jak mówi się do konia. Zachowywał spokój jakby głęboka rana, z której obficie lała się krew, była czymś całkiem normalnym - No już, pospiesz się inaczej pacjent się wykrwawi. Uprzedzając pytania, niewiele mnie obchodzi czym zatamujesz krwawienie i zaszyjesz ranę. Masz to zrobić dobrze. Ruszaj. Zakaz rozmów z Alice po drodze.
Anomander wytarł nóż o nogawkę spodni i ponownie schował go do buta. Krew spływała dokładnie na leżący na podłodze kitel. W końcu nie chciał wymieniać podłogi w salonie anie zmuszać Alice lub innych do sprzątania.
- Szybciej, bo ci zdechnę na stole operacyjnym i będę cię straszył w koszmarach – rzucił mimochodem

Tulka - 13 Luty 2017, 22:19

Odetchnęła w duchu, że zaliczyła ten test. Nie była z siebie zadowolona i widziała, że Anomander też w pełni nie jest. Ale cóż miała poradzić? Nic. Nie będzie się przecież wykłócać. Była zła na siebie, że poniosły ją nerwy. Nie powinno się tak dziać, jednak przez to poranne omdlenie nie do końca panowała nad emocjami, w szczególności jeśli chodzi o wiedzę teoretyczną.
Słuchała uważnie wywodu Anomandera i gdy skończył westchnęła ciężko - bardzo przepraszam, że nie odpowiedziałam w pełni na pana pytanie - odparła spokojnie -nie miałam zamiaru uwłaczać pana inteligencji, po prostu... - spojrzała mu w oczy - po moim wypadku lekarze, którzy się mną zajmowali zgodzili się mnie nauczać tylko jeśli nikomu nie powiem od kogo brałam lekcje, taki sam warunek obejmował to, że mogłam wrócić tutaj i starać się o praktykę, dlatego proszę mi wybaczyć, ale choćbym nie wiadomo jak bardzo chciała nie mogę zaspokoić pana ciekawości. Konsekwencje były by dla mnie zbyt nieprzyjemne by ryzykować, dlatego nie odpowiedziałam na pytanie, a nie chciałam pana okłamywać, gdyż byłoby to bardzo nie w porządku. - spojrzała na niego przepraszająco. Konsekwencje byłyby niemiłe nie tylko dla niej ale możliwe też, że dla Anomandera. Przynależność do organizacji nie była czymś czym można się chwalić na lewo i prawo. Może nie lubiła tych zakazów, jednak wiedziała, że niektóre należy uszanować choćby nie wiadomo co się stało.
Przyglądała się jak ten zdejmuje kitel i rzuca go na podłogę. Nie do końca rozumiała co się dzieje, ale wiedziała jedno. Było to coś niedobrego. Spięła się cała gdy wyciągnął nóż i rozciął sobie przedramię. Wstała i podeszła do niego nim skończył mówić. Wysłuchała go jednak, przez co gdy wyciągała ręce by go wyleczyć szybko zmieniła ich kierunek ruchu i zatrzymała się się tuż przy rękojeści - mogę? - zapytała i jeśli doktorek użyczył jej noża, rozcięła bez namysłu koszulkę, odrywając od niej spory pas materiału. Trudno. Potem przeprosi Bane'a, teraz nie było na to czasu. Nie przejmowała się też tym, że odsłoniła przez to brzuch oraz malunek, znajdujący się na nim. Zawiązała materiał nad raną, tworząc z niego prowizoryczną opaskę uciskową. Oddała też broń lekarzowi.
Jeśli jednak nie dał jej broni, westchnęła i zmieniła lekko swoją rękę, tak, że jej paznokcie zaostrzyły się i wydłużyły, po czym nimi z lekkim trudem odcięła materiał. Może i lekarz zakazał jej używać mocy, ale nie powiedział, że nie może używać żadnej - proszę nie ruszać ręką, zaraz wrócę - mówiąc to wstała i ruszyła szybkim krokiem do wyjścia z pokoju. Nie skomentowała tego, ze nie może rozmawiać z panią Alice.
Poruszała się szybko i zdecydowanie. Nie było czasu na stres. Szybko odnalazła gabinet zabiegowy i wkroczyła do niego bez słowa. Warcząc pod nosem odnalazła wszystko czego potrzebowała. Gazę, ligninę, szwy, nożyczki, imadło, bandaż coś do odkażenia rany oraz rękawiczki.
Wsadziła wszystko do pojemnika i przykryła ligniną po czym wróciła czym prędzej do Anomandera.
Uklękła przed nim, a narzędzia położyła na rozłożonej ligninie. Założyła rękawiczki po czym ujęła jego rękę i zaczęła oczyszczać i osuszać dokładnie ranę, przyglądając się jej uważnie. Rana była głęboka, ale równa na co dziewczyna westchnęła cicho. Gdy osuszyła ranę i odkaziła lekko, wzięła do ręki imadło i chwyciła nim igłę. Wzięła głęboki oddech i przyłożyła igłę z samo rozpuszczalną nicią do rany - przepraszam, ale nie pracowałam z lekami ze Świata Ludzi i wolę nie ryzykować, że podam coś niewłaściwego - powiedziała krótko i zaczęła zszywać ostrożnie, ale dokładnie mięsień. Ręce jej nie drżały. Po wypadku coś się w niej zmieniło i potrafiła się opanować w trudnych sytuacjach. Jej twarz nie wyrażała nic. Nie patrzała jednak na lekarza, skupiała się na ranie.
Gdy skończyła pierwszy szef, znów osuszyła na wszelki wypadek ranę i wzięła imadłem drugą igłę, tym razem już z normalną nicią. Zaczęła ostrożnie zszywać ranę tak by ewentualna blizna była jak najmniejsza. Do Bane'a było jej daleko, jednak starała się jak mogła - aż taki ból sprawiło panu moje odejście? - zapytała nagle, nie przerywając ani na chwilę pracy. Czuła niechęć lekarza do siebie jednak to nie zmieniało faktu, że skupiała się na swoim zadaniu. Nie ważne czy był jej wrogiem czy przyjacielem, potrzebował pomocy i tylko to się teraz liczyło. Jednak chciała wiedzieć czy dobrze odczytała jego nastawienie do jej osoby.
Skończyła szef i delikatnie obmyła ranę i rękę, po czym nałożyła gazę, wcześniej zerkając na lekarza. Całość owinęła bandażem. Gdy skończyła zdjęła rękawiczki i zajęła się sprzątaniem sprzętu, po czym odsunęła się i nadal na kolanach czekała na ocenę lekarza. Siedziała spokojnie, była opanowana. Jednak w jej oczach czaił się smutek i lekkie niedowierzanie, że Anomander był w stanie zrobić coś takiego tylko po to by zmusić ją do działania. Nie skomentowała tego jednak. Czekała cierpliwie na jego ocenę oraz dalsze polecenia.

Bane - 13 Luty 2017, 23:05

Ech, ten Anomander. Zawsze surowy i nieugięty.
Bane pił spokojnie kawę i nie komentował rozmowy Opętańca i...Opętańca. Rozmowy, albo jak kto woli - konfrontacji. Bo była to w rzeczywistości próba charakterów. Białowłosy co chwilę zerkał ukradkiem na Tulkę, zadowolony z tego, że jak na razie radziła sobie całkiem nieźle. Może i Anomander zachowywał dystans i odnosił się do niej trochę zbyt szorstko jak na jego gust, ale mała mogła być z siebie dumna. Zjadał ją stres, ale to normalne - miała udowodnić, że jest przydatna. Oczywiście starcia z dyrektorem placówki nie wygra, nikt by nie wygrał! Ale nie o to tu chodziło! Anomander sprawdzał ją jak każdego innego, Bane'a też przez długi czas traktował z rezerwą. Sprawdzał go przy każdym, nawet najmniejszym zabiegu, komentował jego pracę... jedyne do czego się nie wtrącał to operacje plastyczne. Białowłosy dopiero po jakimś czasie pojął jak bardzo potrzebował tak szorstkiego traktowania. Dzięki temu stał się skuteczny.
Gdy Anomander wyjął nóż, Bane odłożył filiżankę i poprawił się na siedzisku. No! Wreszcie zapowiadało się coś mocnego!
I nie pomylił się, bo skrzydlaty bez wahania przeciął skórę, zagłębiając broń chyba aż do kości. Bane nie mógł się powstrzymać i aż gwizdnął cicho. Był pod wrażeniem tego, że starszy medyk nawet się nie skrzywił. Jakby rozcinał świńską tuszę, niczym rzeźnik.
Anomander zawsze go czymś zaskoczył. Zawsze! Bane poznał go w ciągu trzech lat, ale nie mógł określić jak dobrze. Czarnowłosy pozostawał zagadką, bardzo ciężką do rozgryzienia.
Z lekkim uśmiechem na ustach przeniósł wzrok na Tulkę. No i co teraz, mała? W jego oczach czaiło się rozbawienie. Zaiste, dyrektor placówki wymyślił ciekawy test! Zadbał, by obserwujący całe zajście Bane nie nudził się od początku do końca!
Gdy przygotowała ramię Anomandera i przeprosiła na chwilę by wyjść, Bane przeniósł wzrok na swojego szefa. Uśmiechnął się do niego drapieżnie i po odczekaniu aż dziewczyna odejdzie, zaklaskał w dłonie, okazując uznanie.
- No pięknie! - powiedział - Jak zawsze zaskakujesz! - dodał - Jestem ciekaw, czy Julia sobie poradzi. - podrapał się po brodzie, uśmiech zelżał i zmienił się, pozostając grzecznym, lekkim wykrzywieniem warg. Bane spojrzał na ranę po czym znowu przeniósł wzrok na twarz medyka.
- Oprócz rozprutej ręki... Dobrze się czujesz? - zaryzykował. Wiedział, że tym pytaniem może zdenerwować czarnowłosego. Mężczyźni nie lubili pokazywać po sobie, że coś jest nie tak. A już zwłaszcza on, smok, Anomander van Vyvern.
Patrzył na niego uważnie, jeśli skrzydlaty zdecydowałby się na spotkanie ich oczu, zobaczyłby z czarnych tęczówkach troskę. Wcześniej to starszy medyk okazywał ją w stosunku do Bane'a, może czas by i białowłosy zaczął troszczyć się o swojego mentora? W końcu Anomander był dla niego kimś więcej. Ojcem, który nauczył go tego wszystkiego, fachu medyka Krainy Luster.
Tulka wróciła po jakimś czasie a wtedy uśmiech spełzł z jego twarzy. Biernie obserwował co dziewczyna robi, nie miał zamiaru pomagać ani się wtrącać. Może będzie na niego potem zła... Ale jeśli wszystko pójdzie dobrze, kiedyś podziękuje mu za to, że pozostał jedynie obserwatorem. Takie lekcje są zawsze najlepsze - mała miała nauczyć się działać sama. Nie można zawsze liczyć na innych.
Gdy do pokoju weszła Alice i ogłosiła, że w recepcji czekają pacjenci, Bane skrzywił się bo wiedział, że musi interweniować. Ominie go najlepsze - werdykt Anomandera! Kobieta wyszła a wtedy Bane posłał Anomanderowi zbolałe spojrzenie. Cholera! A tak czekał na ten moment!
- Przepraszam, zajmę się pacjentami. - powiedział wstając - Mam nadzieję, że dowiem się przy następnym spotkaniu wszystkiego, co postanowicie. - uśmiechnął się do swojego pracodawcy a dopiero potem do dziewczyny. Wygładził koszulkę i wyszedł, pod nosem przeklinając przybyłych pacjentów, że przeszkodzili akurat w tej chwili!

z/t

Anomander - 17 Luty 2017, 02:37

Nie można powiedzieć, że rozcięcie ręki należało do przyjemnych. Choć przywykł do odnoszenia większych i mniejszych ran, nigdy nie lubił kaleczyć się sam. Po pierwsze to boli, po drugie jest głupie a po trzecie zupełnie niepotrzebne. Niestety, bywają chwile, gdy ból schodzi na dalszy plan, działanie takie niekoniecznie należy do głupich, a po trzecie jest konieczne by zweryfikować czyjeś umiejętności. Tak było w przypadku Julii. Jej tłumaczenia odnośnie nauczycieli i pobieranej nauki przyjął ze spokojem nawet się nie krzywiąc, choć myśli krzyczały głośno Dziewczyno czy ty się słyszysz?.
Gdy poprosiła pozwolił jej użyć noża. Odsłoniła brzuch a na brzuchu malunek. Ciekawe, odeszła szukać nauczycieli a wraca z rysunkami na brzuchu. Cóż za prestiżowa szkoła..
Gdy wyszła ona z pokoju w poszukiwaniu narzędzi spojrzał na Bane'a.
- Czuję się całkiem nieźle, ale obawiam się, że utknąłem w martwym punkcie ze swoimi badaniami. Z resztą, to nie jest teraz istotne. Teraz muszę zając się sprawą Julii.– powiedziawszy to zakończył temat. Teraz intrygowała go to, co dziewczyna powiedziała. Pewnie gdyby nie czas i okoliczności chętnie by pogadał z Bane'm o badaniach a może nawet o samej Julii.
Gdy weszła i zabrała się za zszywanie uważnie obserwował jej poczynania. Zszywanie bez znieczulenia było zdecydowanie mało przyjemne. Na tyle mało przyjemne, że zacisnął zęby by nie syknąć z bólu. Gdy skończyła zszywać mięsień i zabrała się za zewnętrzną „warstwę” rany pozwolił sobie na westchnienie.
Gdy zadała pytanie początkowo się nie odezwał. Nie dlatego że musiał przemyśleć odpowiedź, ale dlatego, że nie chciał jej przerywać pracy. Obserwował proces zszywania do samego końca. Nie dawał jej absolutnie żadnych wskazówek, a jej spojrzenie spotkało tylko parę lodowatych oczu.
Gdy skończyła podniósł rękę i obejrzał miejsce gdzie przeprowadziła zabieg.
- Plus za zabezpieczenie rany po zabiegu, minus za brak wskazówek odnośnie wymiany opatrunku i dbania o ranę, plus za użycie dwóch typów nici, minus za brak znieczulenia, plus za szybkie podjęcie działania i plus za znalezienie sprzętu samodzielnie. Zdałaś. – powiedział chłodno. Czuł jak tkanki zaczynają się regenerować. Jeśli dobrze pójdzie za kilka minut będzie ponownie cały i zdrowy.
- Odpowiadając na pytanie, które mi zadałaś. Nie Julio, twoje odejście nie sprawiło mi bólu. Ono mnie zwyczajnie zawiodło. Tak, zawiodłem się na tobie i Twoim postępowaniu, a jak pewnie już wiesz, jest zasadnicza różnica między sprawieniem zawodu a sprawieniem bólu. Jeśli chcesz wiedzieć, to zawiodłaś mnie choćby tym, że nie przyszłaś się pożegnać pomimo tego, że postanowiłem zmienić się i polatać z Tobą na grzbiecie, tylko dlatego by sprawić Ci przyjemność. Sprawiłaś mi zawód tym, że nawet nie zapytałaś o to czy możesz zostać w Klinice. Pewnie wtedy wymyśliłbym coś, co pozwoliłoby po części pokierować Twoim wykształceniem. Z reszta, nie będę się tłumaczył. – powiedział patrząc jej w oczy a jego brwi zmarszczyły się przez chwilę ukazując gniewne oblicze skrzydlatego - Teraz nadeszła pora bym przedstawił Ci jak wygląda Twoja kandydatura z punktu widzenia pracodawcy.
Zrobił chwilę przerwy i wskazał jej lewą dłonią kanapę naprzeciwko siebie. Nie lubił gdy ktoś przebywał zbyt blisko niego. Poczekał aż dziewczyna usiądzie i zaczął mówić.
- Przybywasz moje dziecko do Kliniki po trzech latach nieobecności. Od razu wdajesz się w romans z Bane'm, który wcześniej był Twoim kochanym wujkiem. Rozumiem, że go nie rozpoznałaś a teraz przypadkowo siedzisz tu w jego ubraniach? Dodatkowo na twoim brzuchu dostrzegłem jakiś malunek, co pozwala mi sądzić, że miejsce w którym pobierałaś nauki pozostawia sporo do życzenia. Zapytana o proces kształcenia mówisz, że lekarze, medycy czy jaki ich tam zwać, nauczyli Cię swojego zawodu pod warunkiem, że nikomu nie powiesz kim byli. Ma tak być ze względu na Twoje aktualne stany chorobowe, co ciekawe nabyte przez trzy lata nieobecności. Powiedz mi, czy z punktu widzenia pracodawcy, któremu zależy na zdrowiu pacjentów, zaprezentowana historia wygląda na tyle dobrze by przyjąć Cię do pracy? – zrobił przerwę wpatrując się w dziewczynę - Fakt, że wiesz cokolwiek o medycynie i umiesz zaszyć ranę oraz używać mocy świadczy o tym, że faktycznie jakieś szkolenie odebrałaś, choć nie wiem na ile spełnia ono wymagania placówki medycznej.
Wstał z miejsca i wyszedł na chwilę do recepcji, powrócił z niej z formularzem umowy na okres próbny oraz Regulaminem placówki medycznej .
- Postanowiłem, że chwilowo przyjmę cię na okres próbny trzech miesięcy. Początkowo będziesz pracować w Klinice jako pielęgniarka. Twoje zadania są rozpisane w Regulaminie tak samo jak obowiązki i prawa. Pensja jaką proponuję na początek to 100 złotych monet na 30 dni pracy. Możesz też zgłosić chęć asystowania przy wizytach domowych, za które dostaniesz dodatkowe wynagrodzenie w postaci 2 złotych monet za wizytę. Czy akceptujesz taką umowę? Jeśli tak, to zapoznaj się z regulaminem i napisz pod spodem „Zapoznałam się i akceptuję – imię i nazwisko”
Powiedział wręczając dziewczynie dokumenty.

Tulka - 17 Luty 2017, 10:47

Odetchnęła z ulgą, słysząc, że zdała. Zdawała sobie sprawę z błędów, które popełniła, więc tylko przytakiwała głową, że rozumie co było źle.
Opuściła wzrok, słysząc, że zawiodła Anomandera. I nie dziwiła się temu. Słuchała go uważnie, a w jej oczach można było zobaczyć smutek - czy doktor Blackburn powiedział panu jak wyglądała nasza ostatnia rozmowa przed moim odejściem? - zaryzykowała i spojrzała w oczy lekarza -jako, że byłam dzieckiem, wystraszonym nowym światem i sytuacją, z jego słów wywnioskowałam, że nie mogę tutaj zostać i będę tylko sprawiać problem, ale domyślam się, że moje tłumaczenie i tak nic nie da - westchnęła i wstała niepewnie. Wyciągnęła w kierunku czarnowłosego rękę, a w jej oczach czaiło się pytanie oraz troska - czy skoro rana została opatrzona mogłabym ją uleczyć? - zapytała niepewnie - nie chciałabym, żeby przez ten mały egzamin chodził pan z obolałą kończyną - uśmiechnęła się nieśmiało i jeśli lekarz wyraził na to zgodę, ujęła go za rękę i już po chwili mógł poczuć przyjemne ciepło i mrowienie w okolicach rany. Zdjęła w międzyczasie opatrunek, pokazując przy tym jak rana lekko świeci się na biało i delikatnie zaczęła usuwać szwy. Gdy skończyła, sapnęła lekko i odsunęła się, a po ranie została ledwo widoczna blizna. Nie chciała się popisywać ani nie oczekiwała pochwał, po prostu chciała pomóc, a przecież nie ma pojęcia o tym, że lekarz też posiada moc, która umożliwia mu leczenie się. Sapnięcie było spowodowane głodem jednak nic nie mówiła.
Jeśli jednak Anomander nie pozwolił jej zaprezentować swojej mocy, która była jednak czymś czego nie sprawdził w trakcie testowania dziewczyny, Tulka cofnęła rękę i wróciła na kanapę. Zerknęła po drodze tylko na kakao, jednak nie odezwała się na ten temat.
Wsłuchiwała się w słowa Anomandera i z jej twarzy znów zniknęły wszelkie emocje. Siedziała prosto, wpatrując się w lekarza. Gdy doszedł do fragmentu, na temat malunku na jej brzuchu, położyła nieświadomie na nim dłoń i lekko wpiła palce w swoją skórę, a w jej oczach pojawił się ból. Jednak nie taki fizyczny, a ból po stracie kogoś bliskiego. Czekała jednak aż doktorek skończy, po czym odezwała się głosem bez emocji - rozumiem jak to wszystko wygląda - zaczęła - jednak jeśli pan pozwoli to wyjaśnię chociaż część z tego co pan wymienił - zaczekała grzecznie na jego decyzje i jeśli wyraziła na to zgodzę zaczęła wyjaśniać - Pana Blackburna poznałam od razu, to raczej on nie poznał mnie, a dalej potoczyło się jakoś samo. Ubranie zaproponowałby mi pewnie nawet jakby łączyły nas stare relacje, skoro uznał, że mam u niego przenocować. Jednak to co nas łączy nie będzie wpływać na pracę, w końcu sprawy prywatne nie mogą wpływać na sprawy zawodowe - powiedziała spokojnie - co do malunku, to wbrew temu co pan pewnie przypuszcza, nie jest to tatuaż, a przynajmniej nie taki normalny - westchnęła - jest to efekt, działa mocy mojej zmarłej przyjaciółki, która potrafiła ozdabiać ciała innych oraz swoje własne. Malunek powinien zniknąć po kilku dniach od jego pojawienia się, jednak po jej śmierci, nie zniknął, a minęły już prawie dwa lata - powiedziała spokojnie - a co do mojego stanu zdrowia - poruszyła lekko skrzydłami - jest to wynik nadmiernego, jednorazowego użycia mocy, gdy próbowałam ratować przyjaciółkę po tym jak spadła z dość wysokiego klifu. To samo tyczy się grzywki, która straciła swój kolor najprawdopodobniej tuż przed tym jak straciłam przytomność - wyjaśniła przeczesując delikatnie śnieżnobiałe włosy. Nie chciała mówić za dużo, ani się rozgadywać, ale czuła, że powinna to wyjaśnić.
Jeśli jednak Anomander nie chciał słuchać jej wyjaśnień po prostu zamilkła i odprowadziła skrzydlatego wzrokiem, w stronę drzwi.
Spojrzała na niego ponownie, gdy wrócił do pokoju, niosąc jakieś papiery. Wysłuchała go lekko zaskoczona. Po jego poprzedniej przemowie mogłaby spokojnie uznać, że nie przyjmie jej ze względu na jej historię. Przytaknęła głową, że akceptuje takie warunki umowy. Szczerze spodziewała się zwykłej praktyki, a nie jako takiej pracy, co ją bardzo ucieszyło. Przynajmniej nie będzie musiała wracać do Wieży i tak siedzieć cały czas i się uczyć, tu na pewno będzie miała więcej możliwości aby się dokształcać, a do tego tu czuła się o wiele pewniej niż tam.
Przyjęła od niego dokumenty i zaczęła czytać uważnie regulamin. Chciała wiedzieć co mniej więcej ją czeka w Klinice. W końcu uznała, że trzeba podpisać. Rozejrzała się za czymś do pisania i spojrzała pytająco na lekarza. Jeśli jednak ten nie posiadał nic przy sobie, przeprosiła go na chwilę i zaszła do recepcji. Dokumenty zostawiła w pokoju, po czym jak wróciła podpisała wszystko i oddała kartki oraz długopis lekarzowi.
- Bardzo panu dziękuję za tę szansę - powiedziała z wdzięcznością w głosie - tym razem pana nie zawiodę i zrobię wszystko by nie pożałował pan tej decyzji - w jej głosie było słychać ulgę.
Milczała chwilę po czym, spojrzała na mężczyznę niepewnie - czy...byłoby problemem, żebym została w Klinice? - zapytała nieśmiało - nie mam żadnego mieszkania w Krainie Luster, a domyślam się, że doktor Blackburn tak łatwo nie pozwoli mi zamieszkać gdzieś indziej niż u niego. No i przede wszystkim będę na miejscu jakbym była potrzebna. - przyznała i czekała na decyzję dyrektora, mając nadzieję, że nie będzie miał nic przeciwko.
W międzyczasie jednak stało się coś co wywołało rumieńce na twarzy dziewczyny. Zaburczało jej głośno w brzuchu. Skuliła mocno uszy i zarumieniła się - przepraszam - powiedziała cicho, mając nadzieję, że nie uraziła tym czarnowłosego.



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group