To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Po drugiej stronie krzywego zwierciadła...

Herbaciane Łąki - Różany pałac

Tyk - 2 Styczeń 2011, 08:06
Temat postu: Różany pałac
Różany Pałac

Część publiczna
Każdy mieszkaniec Krainy może pospacerować w cieniu Różanego Pałacu szerokimi ścieżkami, oświetlanymi nocą przez pięknie zdobione latarnie i podziwiać rosnące wszędzie kwiaty, zatrzymać się na niewielkich mostach i popatrzeć na barwne ryby, czy też usiąść przy jednej z fontann. W Parku ponadto można zatrzymać się przy jednej z kilku niewielkich kawiarenek i napić się czegoś, czy zjeść przepyszne ciasto.
Część prywatna
Klasycystyczny pałac udekorowany delikatnym barokowym akcentem jest sercem arcyksiążęcego dworu i połączony jest z dwoma innymi, mniejszymi pałacykami, z których ten na wschodzie przeznaczony był dla gości, a drugi dla najwyżej postawionych służących. Reszta mieszkała bądź to w dalszych, mniejszych i skromniejszych, choć wciąż pięknych budynkach, bądź to w położonych nieopodal dworu wioskach. Wszystkie budynki połączone są ze sobą, tak że z parku wyglądać mogą jak jeden wielki gmach. Niedaleko pałacu gościnnego znajduje się główne wejście w postaci łuku tryumfalnego, którym goście przyjeżdżają na arcyksiążęce bale, wchodząc do budynku przez dziedziniec. Goście po swojej lewej stronie widzieć mogą wspaniały francuski ogród pełen symetrii i bardzo im łatwo przegapić, że na obrzeżach, za metrowym murkiem wciąż jest ogród, tyle że znacznie bardziej dziki, w którym kwiaty rosną znacznie swobodniej, a nierzadkie są i drzewa tworzące las otaczający posiadłość Arcyksięcia. Tam też znaleźć można rozkoszne zakątki, gdzie ukryć się da przed całym światem i tam, lecz na samym końcu ogrodu, nieco na uboczu znajduje się ukryty Pałac Sztuk przeznaczony na wyłączny użytek artystów. Znacznie bardziej widocznym budynkiem jest kończąca ogród gotycka biblioteka, w której czytelnik może zachwycić się nie tylko słowem, lecz i licznymi eksponatami pochodzącymi z najróżniejszych stron świata.
Część wojskowa
Przechodząc przez łuk tryumfalny można dostać się do głównego sztabu umieszczonego w niewielkim forcie, w którym znajduje się wejście do ukrytego pod ziemią AKL Helios, który to stał się powodem, że dworzec wybudowano po drugiej stronie arcyksiążęcej posiadłości. Jednak poza tym jednym budynkiem, arcyksiążęce legiony stacjonują wokół całej posiadłości, strzegąc otaczających ją umocnień, by nikt przypadkiem nie przekroczył muru i nie znalazł się na terenie Rosarium.


Pomieszczenia


Pokój Rossaline
Pokój sam w sobie wydaje się prosty. Ściany są pokryte delikatnym, kremowym kolorem. Naprzeciw drzwi wisi jedno wielkie okno z widokiem na podwórze. Najczęściej jednak jest zasłonięte przez zasłony.
Na prawo od okna znajduje się jednoosobowe łóżko z również kremową pościelą. W nogach posłania stoi mały, nocny stolik z różnymi przedmiotami w szafce i świecą postawioną na wierzchu.
Równolegle do łóżka, na drugim końcu pokoju stoi drewniana szafa. Widać na niej wystrugane różne wzorki, jak to zwykle w takich
meblach bywa. Pomiędzy tymi dwoma obiektami leży mały dywan w beżowych barwach. Trzy kroki od szafy postawiona jest mała toaletka, z lustrem. Pełni też rolę biurka, w razie potrzeby.
Na suficie wisi żyrandol i to praktycznie tyle jeżeli chodzi o wystrój wnętrza.

Ukryta Wiadomość:
Jeśli jesteś *zarejestrowanym użytkownikiem* musisz odpowiedzieć w tym temacie żeby zobaczyć tą wiadomość.

--- If you are a *registered user* you need to post in this topic to see the message ---

Anonymous - 2 Styczeń 2011, 15:16

Po długim i relaksującym spacerze Aurea dotarła w końcu co celu.Miejsce to budziło w niej największy podziw,a z dala było czuć piękny zapach róż co wpływało na nią niezwykle uspokajająco.Lecz zazwyczaj nie miała czasu aby móc spokojnie i z zapartym tchem obejrzeć ten wspaniały cud architektury,więc teraz szła wolno aby mogła obejrzeć kawałek domu chociaż z zewnątrz.Kilka minut później stanęła już przy bramie głównej,przystanęła przed nią aby uważnie jej się przyjrzeć.Ale nie mogła robić sobie co chwilę takich przystanków gdyż czekała ją praca.Przeszła już nieco szybszym krokiem przez most i dziedziniec.Jeszcze ostatni raz odetchnęła świeżym powietrzem po czym weszła do środka,mijała kolejne sale a potem liczne schody które prowadziły do pokoju jej pana.Otworzyła drzwi i weszła do środka zabierając się za perfekcyjne sprzątanie,chciała zrobić to wręcz idealnie aby pan ją pochwalił za jej staranną pracę.Wzięła w ręce ściereczkę z delikatnego materiału i zaczęła ścierać kurz.Robiła to z wielką precyzją i delikatnością aby w jakiś sposób nie uszkodzić żadnych z tych bezcennych rzeczy w pokoju.Przy okazji aby umilić sobie pracę,nuciła coś pod nosem.Gdy skończyła już pierwszą czynność zabrała się za pościelenie łóżka.Nic więcej tutaj do zrobienia już nie miała gdyż jej Pan zostawił pokój w niemal idealnym porządku.
Tyk - 2 Styczeń 2011, 18:41

Wielkie, szeroko rozciągnięte z tyłów jego posiadłości, łąki, dość były duże aby mógł na nich spokojnie jeździć, lecz jedną wadę w nich zauważył dnia dzisiejszego, który tak był nietypowy. Był to teren praktycznie płaski, niczym się nie wyróżniający. Dla kogoś takiego jak Rosarium, który zawsze miał pomysłów tysiąc i dwa kolejne gotowych na odkrycie, nie było w tym nic złego. Zawsze potrafił znaleźć tu jakieś zajęcie, czy to zwykła jazda, czy też tworzenie miniaturowych fortec tuż za swym domem. Dziś jednak inne miał plany, które bardzo szybko się ujawniły. Zjechał z łąk i przy murze głównego budynku jechał aż dotarł na plac otoczony arkadami. Nim się tam znalazł dużo czasów do przemyśleń uzyskał. Dom mały nie był, a i on powoli konia prowadził. Nie było powodu by się śpieszyć, w końcu jeśli za dnia nie skończy to jutrzejszym dniem wróci. Nie był też dzieckiem, które żądne szaleństw chciałoby jeździć i napadać na przydrożnych kupców, on innej zabawy był chętny. Pragnął po prostu wyjechać i spotkać kogoś z kim odbędzie ciekawą rozmowę, lecz do tego potrzebował maski. Nie ukrywał się, lecz czemu to każdy ma wiedzieć kim jest? Jakże ciekawie jest drugi raz ujrzeć kogoś, kto nie jest świadom, iż nie po raz pierwszy ma przyjemność z Rosarium dyskutować. Początkowo chciał pojeździć po miejskich uliczkach czy kamienistych górach, lecz teraz całkiem inny plan mu do głowy wpadł, a przecież niewielką odległość udało się mu przebyć. Problemem był tylko brak maski. Przez jego swawole nie miał mu nawet kto owej przynieść, a pomimo, że duży dom wiele ma zalety, to na pewno nie należy do nich coś tak nużącego jak wędrówki do pokoju, tylko w takim celu aby odebrać maskę. Odległość ta nie była milowa, lecz niekiedy po schodach na drugie piętro człowiek nie chce wchodzić, a co gdy całą sale balową przejść trzeba? Czy w jakikolwiek sposób się przejął tą niedogodnością? Początkowo tak, lecz już po tym jak pierwszy raz się rozejrzał ujrzał Aureę, która to z jego właśnie rozkazu nosiła zawsze ze sobą maskę. Nie zbieg to dziwny, bo przecież nie pierwszy to raz gdy nie jest przygotowany. Wiele dobrego i złego można o Rosarium powiedzieć, jednego jednak nigdy... nie jest wszystkowiedzący i on również, jak każda istota błędy popełnia. Dość szybko znalazł się przy swojej zabawce, obok niej konia zatrzymując.
-Witaj, spacer się udał zapewne? Niestety, choć może ku twojemu zadowoleniu kolejną wycieczkę odbędziesz. Masz moją maskę oczywiście? Jeśli tak, to idź po swojego konia i wyjeżdżamy, bez zwłoki, nawet teraz.
Mówił to bez większego entuzjazmu, lecz też nie obojętnie. Był szczęśliwy z pomysłu, żądny nowej zabawy.

Anonymous - 2 Styczeń 2011, 19:32

Aurea skończyła porządki w pokoju jej pana wzięła swoją ściereczkę i wyszła z pokoju.Uznała że jej prace porządkowe na dziś są skończone więc chciała zrobić sobie małą przerwę.Znowu czekała ją wyprawa po schodach których to miała już dość,mimo to była w wspaniałym humorze.Zeskakiwała kolejno po schodkach nadal podśpiewując pod nosem.Po jakimś czasie wreszcie dotarła do sali balowej.Stanęła na jej samym środku zastanawiając się gdzie się udać,miała niezmierną ochotę pójść do ogrodu i napawać się pięknym zapachem róż,lecz coś tknęło ją i ruszyła w kierunku dziedzińca.Pokonała zaledwie kilka kroków gdy zauważyła swojego pana,podeszła więc nieco bliżej i ukłoniła się w geście powitania.Stwierdzenie jego nieco ją zdziwiło,skinęła potwierdzając fakt że ma przy sobie maskę do pana należącą,ale ciekawa była dlaczego tak mu się śpieszyło.Bez większego zawahania przyśpieszyła krok i ruszyła w stronę stajni,była nieco zawiedziona że nie spędzi wolnego czasu tak jak zaplanowała ale wycieczka w towarzystwie jej pana też będzie równie wspaniała.Poszła wzdłuż głównego budynku aby jak najszybciej dojść do stajni.Gdy po pewnym czasie wreszcie tam dotarła, pierwszego lepszego konia wybrała i na niego wsiadła.Na początku nieco wolniej nim jechała aby po prostu się przyzwyczaić.Gdy już czuła się na tyle pewna swoich umiejętności jeździeckich, przyśpieszyła nieco po chwili znajdując się u boku swojego pana.
-Przepraszam,ale tak się przejęłam tym pośpiechem że zapomniałam dać panu maskę i rękawiczki.Powiedziała wyciągając wcześniej wymienione rzeczy i podała je właścicielowi.

Tyk - 2 Styczeń 2011, 20:13

Powitanie jakim Aurea go obdarzyło było odpowiednim do jej roli, choć żałować można iż zbyt nieme. Co prawda typowy sługa nie ma prawa się odzywać niepytany, lecz przecież ona była jego prywatną zabawką i między innymi do rozmowy jej używał, tak więc szaleństwem byłoby kazać jej milczeć, chyba, że ta wypowiada słowa niezgodne z tym czego chce słuchać, lecz powitanie to na pewno nie jest przesada. Mimo wszystko nie nad tym się rozwodził, wyjaśnienie trwa więcej niż mrugnięcie, podczas, którego ta myśl w jego głowie zaświtała. Oczywiście czekać musiał, lecz nie był w tym czasie bezczynny. Zaczął od ściągnięcia rękawiczek, co jeszcze Aurea zobaczyła. Nie wydał jej rozkazu podania rękawiczek, ani też o nich nie wspominał jednak z pewnych względów była to oczywistość. Strój jego był nietypowy, lecz często go zmieniał. Na dodatek gdy zakłada maskę wygląda jak ktoś na karnawał gotowy. Nic więc dziwnego, ze wtedy podejrzeń nie budzi. Rękawice nazbyt ma jednak charakterystyczne, zawsze chodzi w podobnych. Nie w tych samych rzecz jasna. Czy to jednak oznacza, że chce się całkiem ukryć? Nie. Zawsze pozostaje sobą, osobą z natury specyficzną. Jedynie więc opóźnia i tak nieuniknione rozpoznanie, czasem nawet dość skutecznie. Nie o tym jednak rozmyślał, niewiele zresztą myślał po za tym jakie dziś niebo piękne. Humor miał całkiem dobry. Nie skakał jednak jak małe dziecko po placu. Jeździł, to prawda, raz nawet dłonią przesunął pod falą kropel spadających do fontanny, lecz jego objazd dziedzińca był raczej wolny, nie śpieszył się. Dopiero gdy znalazł się już przy pomnikach stojących przed salą balową po raz drugi, zawrócił i ruszył ku bramie wjazdowej. Na most ze stukotem wjechał i zatrzymał się w jednej czwartej drogi na nurt spokojny oczy kierując. Zamyślił się nad fraszkami licznymi i głos dopiero wyrwał jego osobę z zatracenia. Słyszał słowa uważnie i zbytnio się przejęła swoim przeoczeniem, w końcu nie odjedzie bez niej, skoro po konia kazał jej iść, czekać i tak musiał. Odebrał rzecz jasna przedmioty, podając jej ręką drugą swoje stare, by ta je schowała. Czy ona założy maskę od niej już zależy, on swoją na twarzy umieścił, tuż po tym jak rękawice wylądowały na siodle. Chwilę później już z przyodzianymi dłońmi ruszył powoli przed siebie. Jak uprzednio nigdzie się nie śpiesząc, choć również nie niemo, co godne potępienia.
- Karnawał wycieczką czas rozpocząć, nie uważasz? Gdzie jedziemy jeszcze nie wiem, choć mam już plany pewne, o nich jednak mówić nie mam zamiaru. Ale na razie umilmy sobie drogę rozmową. Już nasuwa mi się pierwsza rzecz, o którą chce spytać. Spotkałaś mnie przypadkiem niezwykłym, gdzie jednak wtedy zmierzałaś?

Anonymous - 2 Styczeń 2011, 20:54

Aurea już nieco wolniejszym galopem udała się za panem na most.Skoro zabawa miała być karnawałowa pomyślała o przebraniu.W torebce miała też maskę dla siebie więc nie widziała przeszkód aby nie zabawić się tak jak jej pan,chyba że będzie miał coś przeciwko temu.Koń dobrowolnie po woli przesuwał się do przodu a Aurea tak utkwiła w przemyśleniach i nie zauważyła że jest już na miejscu.Sięgnęła do torebki po swoją maskę i wciągnęła ją na twarz,traciła na chwilę czujność i zachwiała się tracąc równowagę ale na całe szczęście z konia nie spadła.Byłby to straszny wstyd zaliczyć taką gafę przez swoim panem.Była coraz to bardziej zaciekawiona całą tą maskaradą,że zapominała o realnym świecie,to było u niej zupełnie normalne.Przestała być taka rozkojarzona dopiero gdy usłyszała pytanie.
-Wycieczka jest zawsze dobra panie.A co do pańskiego pytania,chciałam udać się na mały spacer poza teren willi. - Odpowiedziała z uśmiechem,ucieszył ją fakt że liczył się z jej decyzją.Po woli ruszyła w stronę bramy,tak aby nie oddalać się zbytnio od swojego pana.Gdy dotarła do bramy przystanęła jeszcze na chwilę zastanawiając się nad kierunkiem.Nie mogła podjąć decyzji więc ruszyła po prostu przed siebie.


[z/t]

Anonymous - 6 Styczeń 2011, 01:53

Po czasie który spędziła z swoim panem, miała niezmierną ochotę zostać na trochę sama.Kierowała się w stronę stajni, jechała po woli ponownie podziwiając ogrody. Po kilku minutach dotarła do stajni, zsiadła z konia wprowadziła go do stajni, pogłaskała i po kryjomu wyciągnęła z kieszeni kostkę cukru którą dała w nagrodę koniu.Po czym wolnym krokiem kierowała się do domu, znowu mijała kolejne sale, schody aż w końcu dotarła do swojego pokoju.Weszła do środka, zamknęła za sobą drzwi i przystanęła przed szafą.Myślała czy warto się przebierać, zdecydowanie śpi się lepiej w przystosowanym do tego stroju wiec postanowiła się przebrać. Przebrała się w swoją piżamkę, po czym odwiesiła suknię do szafy. Ściągnęła wszelaką biżuterię i rzuciła się na łóżko. Wtuliła się w poduszkę i przymknęła oczy, nie spała, była czujna przecież w razie potrzeby przyjdzie tu jej pan więc musiała być gotowa. Nadal nie dawało jej spokoju jego zachowanie, dotknęła polika który nadal był gorący. Postanowiła że po powrocie pana spyta go wprost o co mu chodziło. Chociaż nie była pewna czy w jego towarzystwie to się uda.
Po dłuższej przerwie wstała, poszła pod prysznic, ubrała suknię i całą resztę i starannie pościeliła łóżko .Wyszła z pokoju ponownie kierując się do pokoju pana w którym było czysto, ale kurze znowu pościerać trzeba było.Wzięła swoją niezawodną ściereczkę i zaczęła starannie sprzątać na błysk. Przy sprzątaniu choć na chwilę mogła zapomnieć o problemach, rozweseliła się nieco dzięki temu, co dało się poznać przez podśpiewywanie pod nosem i uśmiechu. Była ciekawa gdzie aktualnie jest jej pan, pewnie zapraszał kolejne osoby na bal.

Anonymous - 8 Styczeń 2011, 19:10

To zdecydowanie najciekawszy, a zarazem najbardziej zaskakujący dzień w jej życiu. Wpierw spotyka w środku malinowego lasu bogato ubranego mężczyznę w masce i kapeluszu, który następnie nie chce wyjawić swojego imienia, zaprasza ją do tańca i porywa do swojej posiadłości. Archamel nie miała okazji zobaczyć jego twarzy, poznać imienia ani też jego zamiarów. Przepiękna historia, ale raczej pasowałaby do książki, a nie do kartek pamiętnika. Aktualnie znajdowali się na dziedzińcu, po uprzednim przejściu przez bramę główną i most. Wszystko to było dla rudowłosej bardzo imponujące, ale to chyba rozumne, że nie za bardzo była zadowolona z sytuacji w jakiej się znajdowała. Siedziała cicho, czekając aż to porywacz pierwszy się odezwie, bowiem wiedziała, iż na każde zadane przez nią pytanie odpowie tak, aby niczego się nie dowiedziała. Pozostało jej jedynie podziwiać, a było co. Dobrze, że chociaż pogoda pozostawała bez zmian. Czy Archamelis się bała? Nie, raczej było to dla niej nowe doznanie, a co nieznane, jej nie straszne, może wręcz ekscytujące. Tyle pytań i jedynie kilka nieowocnych odpowiedzi, lecz teraz pozostawało jej czekać na kolejny ruch zamaskowanego osobnika. Możliwe, że to całe porwanie nie będzie dla niej takie złe, prawda? Przecież ona była osobą, która lubi zmiany, a szczególnie te dobre. Bo jak inaczej można się dowiedzieć, czy coś jest dobre, nie próbując tego? Wszystkie życiowe nauki Amnitei omawiane przy gorącej herbacie poszły na marne i rudowłosa dała się porwać. Cóż, tak jakoś wypadło, trudno się mówi, teraz trzeba się już tylko zaaklimatyzować z nową sytuacją i jakoś będzie można dalej żyć. Ponownie zmieniło się pytanie, które najbardziej ją trapi, jaki jest powód porwania? Przecież niczym nie zawiniła, a służby w takim miejscu zapewne w bród.
Tyk - 8 Styczeń 2011, 21:56

Co go tak nagle naszło z tym porwaniem? Dlaczego zmusił ją do tego aby szła koło jego konia nie tłumacząc przyczyny? Na pierwsze pytanie odpowiedź jest dość skomplikowana. Wracał już do domu i zapewne nie zdążyłby spotkać zbyt wiele osób, tak więc, jako, iż brakowało mu osób wolnych, które mogłyby swobodnie spacerować po terenie balu i zabawiać gości, postanowił porwać tą właśnie kotkę. Czy bardzo się przejmował jej zdaniem? Oczywiście mogła się nie zgodzić, mógł stracić jej osobę na balu, lecz nie był to wielki minus. Goście nawet nie zauważą, bo wszakże jak mogą zauważyć brak czegoś o czym istnieniu nie wiedzą? Odpowiedź i na drugie pytanie została udzielona, wszakże mało było możliwości na pośpieszne zdobycie kogo innego. Cuda się nie zdarzają. Skoro ogłoszeń nie dawał to jak może liczyć, że do jego domu ktoś zapuka? Wszystko jednak trzeba było biednej Arch wyjaśnić. Ta była dziwnie grzeczna, co można uznać tylko za zaletę. Zatrzymał się gdy znalazł się na sporym dziedzińcu i w końcu puścił jej dłoń. Zrobił swoim koniem kilka kroków do przodu, po czym zsiadł z niego. Ściągnął swoją maskę, więc Archamel mogła ujrzeć jego twarz i teraz się dopiero przedstawił.
- Nazywaj mnie Agasharr, możesz przecież poznać moje imię jeśli mam zamiar cię użyć na balu.
Tutaj zamilkł i szeroko uniósł dłonie.
- Nie brak mi służby, lecz każdy ma swoje miejsce i brakuje osób wolnych. Można by rzecz od wszystkiego i niczego. Bal. Bal organizuje i nie bez twojego udziału. Oczywiście nie pytam się czy wyrażasz zgodę i mam też nadzieję, że będziesz współpracować. Wracając teraz do twoich obowiązków. Będziesz zabawiać gości w najróżniejsze sposoby, liczę, że jesteś osobą kreatywną.
Opuścił dłonie i podszedł nieco bliżej. Oczywiście jego słowa nie były bezczelne, choć nie było to pytanie a raczej oświadczenie. Jego zdaniem taki był obowiązek tego kota. Z jakiego powodu? Bo stanęła mu na drodze. Ha, cóż za nonsensowne wytłumaczenie, lecz jemu wystarczy.

Anonymous - 9 Styczeń 2011, 17:23

Oczywistym było, że na razie będzie grzeczna i będzie się słuchać, w końcu nie ma innej opcji. To Agasharr był uzbrojony, a ona była na jego terenach, które on zna jak własną kieszeń. Gdy poczuła, że jej łapka została uwolniona z uścisku spojrzała nieco obrażonym wzrokiem na mężczyznę, a jej ogon ponownie był w ruchu.
-Bardzo mi miło- rzekła kiedy ten w końcu wyjawił swoje imię i ukazał twarz. Wspominane o współpracy było zbędne, bo to będzie dla niej ciekawe doświadczenie. Zabawiać można na różny sposób, zależy kto ma jakie preferencje, a że Archamelis osobą kreatywną była, to nie wiadomo co jej do tej główki przyjdzie podczas owego balu, miejmy nadzieję, że nic głupiego. Chociaż ze względu na okoliczności, prawdopodobnie sobie na to nie pozwoli.
-Czyli jak bal się skończy, to będę mogła sobie grzecznie pójść, prawda?- powiedziała chyba najmilszym głosikiem jaki mogła kiedykolwiek z siebie wydać. Skoro brakuje osób wolnych, to dlaczego niektóre sługi nie mogą zostać zwolnione ze swoich dotychczasowych miejsc na czas balu, aby właśnie zabawiały gości, co aktualnie przypada Arch? Przecież zawsze się znajdzie ktoś taki. Zaraz, zaraz. „Bo stanęła mu na drodze?” To on wjechał do lasu swoim rumakiem, po drodze rozdeptując kopytami maliny, a Archamel jedynie odpoczywała na ławce, cóż w tym złego?
-A co by się stało, gdybym nie była „osobą kreatywną”, hm?- dodała krótko po pierwszym pytaniu uśmiechając się, tak jakby jej calusieńki zły humor z powodu porwania gdzieś zniknął. Ponownie splotła dłonie za plecami. Już się zaczęło zasypywanie Agasharra pytaniami!

Tyk - 9 Styczeń 2011, 20:55

Bardzo dobrze, że okazała się mądrym kotkiem i postanowiła zostać. Oczywiście mógł ją zmusić do przysięgi wierności. To prawda, nie mógł mieszać komuś w główce na długo, lecz mógł ją zmusić do jednego czynu, które byłby jej dobrowolnym oddaniem się w ręce Rosarium, a później tylko przyrzeczenie wypełniać. Po dobroci, bądź siłą. Gdy słyszał, że jest jej miło na jego twarzy pojawił się uśmiech, niezwykle widoczny. Nie był wstanie pojąć jak ktoś w jej sytuacji może jeszcze mówić takie rzeczy, nawet ironią. Oczywiście nie chodzi tutaj o fakt, iż ta się wpakowała, lecz skoro ją porywa wypadałoby się przedstawić. Tak to pisze w dzienniku porywaczy, którego niema, lecz idea fajna. To prawda, że można na różne sposoby, prawdą też jest, że można by kogoś zwolnić z jego obowiązków. Wtedy jednak inni musieliby się bardziej postarać. Rosarium był złym i wrednym porywaczem, lecz o służbę swoją dbał na tyle, że nie przemęczał jej. Tak też Arch miała być osóbką dodatkową, która nie jest jeszcze niczym związana. Jednak i ona w efekcie zostanie służbą domu, jeśli tylko się spisze. W przeciwnym wypadku czekają ją lochy i kara za niesumienność.
- Pójść? Gdzie chcesz iść jeśli domu nie masz? Zostaniesz tutaj na tyle ile będziesz dla mnie przydatna. Co później? Loch albo śmierć.
Mówił spokojnie, nie chciał jej straszyć, a po prostu uświadomić, że wcale nie na jeden dzień ją tylko porwał. Choć bal jest za dwa. Agasharr po tych słowach, konia na dziedzińcu zostawiając ruszył dalej ku sali balowej. Oczywiście wrota główne były już zamknięte. O ucieczce mowy nie było, chyba, że za pomocą mocy jakowyś. Jednak po co? Ona naprawdę nie miała gdzie wracać. Tuż po tym usłyszał jak ta zadała mu kolejne pytanie, na które tylko spojrzał na szczyt swojej kopuły. Oczywiście kreatywność jego zdaniem ma każdy, niektórzy po prostu są zbyt leniwy by ją dostrzec. JEdnak czy wolno karać za tą ślepotę? Postanowił więc odpowiedzieć w dość przyjemny sposób, dla kogoś kto został porwany.
- Przecież wystarczy, że zechcesz i to wystarczy. Ta fraszka maleńka tylko. Oczywiście nie ma powodu abym obawiał się, iż źle wypełnisz powierzone przeze mnie obowiązki prawda?
Może i jest troszkę wredny, lecz to ona znajdowała się tam gdzie on akurat przejeżdżał, stąd trudno jest jednoznacznie określić kto na kogo wpadł. On natomiast nie deptał malin, dróżką tylko jechał. Arch po prostu przesadza.

Anonymous - 10 Styczeń 2011, 19:28

To prawda, że wracać nie miała gdzie, lecz po co takiemu dachowcowi dom? Przybyła tutaj jedynie dzięki Amnitei, a czy w całości jej posłucha i zadomowi się tutaj, nie wiadomo. Od kiedy musiała opuścić rodzinne strony znane od małego, nauczyła się wiele o tym jak żyć bez dachu nad głową, między innymi wykorzystując kogoś. Wrócić mogła, do podróżowania po Krainie Luster, lecz i to może się znudzić. Chociaż, rzeczywiście, nie raz nie było zbyt przyjemnie i czuła się samotnie, bo ma taki typ charakteru. W końcu nie bez powodu Przytulanki są uważane, że Gdy tylko usłyszała „loch albo śmierć”, ogon zamarł w bezruchu, a uszy zostały skierowane ku głowie, wręcz przyciśnięte do łepetynki rudowłosej. „Ci, którzy uważają, że się śmierci nie boją, są w wielkim błędzie”. Ahasharr ruszył, ona instynktownie także to zrobiła, tyle że znajdowała się trochę za nim, jednak była to minimalna różnica, wręcz nieważny szczegół. Tym razem nic nie odpowiedziała. Bo komu by się spodobała wizja śmierci, kiedy się „znudzi”, jak zabawka małemu dziecku. Lecz tutaj sprawa była poważniejsza, bowiem Archamelis nie była wyżej wymienionym przedmiotem, żyła i czuła. Jednak jak widać pana Agasharra to nie obchodzi. Biedny to człowiek, skoro dla niego życie, nawet sługi, jest tylko tyle warte.
-Akurat dom to nie problem, ponieważ znajduję się tutaj tylko dzięki radzie bliskiej mi osoby, a iść mogłam, bo jak rozumiem teraz nie mogę, gdziekolwiek bym zachciała, bo chodzić umiem. Dla mnie zawsze by się znalazło wyjście- rzekła odnośnie tego, że własnego lokum nie posiada.
-Bo jak rozumiem, uważasz, że dla mnie jedyną drogą, jest droga do domu, a dróg jest wiele i nie tylko do domu- dodała spokojnie. Nie, żeby już zaczęła się sprzeciwiać nowemu panu, jednak ona jedynie wyrażała swoje zdanie. Może i przez to szybciej zginie z jego rozkazu, bo kiedyś zbyt nadepnie mu na odcisk, lub za dużo powie i trafi do lochów za karę, jednak nawet lochy jej ust nie wyparzą. Bo podobno rude potrafi być też wredne, czyż nie?

Tyk - 11 Styczeń 2011, 19:29

Co było to było, niestety się skasowało. Tyk taki zły aż nie był, lecz nie tym teraz. Arch do willi została wysłana. Teraz więc część właściwą zacznijmy. Dzień balu, w samym środku karnawału. Rozpoczęło się wraz z zachodem słońca. Bielone mury domu oświetlone zostały złotem zachodzącego słońca. Już światła na noc całą teren balu rozjaśniły, a ten wcale nie mały. Na cała wille niemal goście zostaną wpuszczeni. Sala balowa to oczywistość, dziedziniec konieczność, lecz i ogrody po obu stronach nie są zakazane. Oczywiście ograniczony został nieco labirynt. Do jednej zaledwie drogi i kilku otoczonych zielenią kwadratów gdzie samotności można zaznać.. Wszystko rozjaśnione, lecz nie blaskiem, a łagodną poświatą wielobarwną. Wchodzący goście przez most musieli przejechać, a już na nim niespodzianka. Wojsko zostało ustawione by witać przybywających. W szeregach trzech stali ubrani w granatowo-amarantowe stroje fizylierzy. W dłoniach dzierżyli broń jakże dziwną dla krainy luster. Palne rury, z których dziś tylko dym za zadanie mieli wypuszczać. Dym, lecz nie biały jak przy prochu czarnym. Lekki dodatek świata tutejszego i nie biel, lecz setka kolorów z luf wysnuwała się niczym mgiełka. Przejście jak do świata innego. Dla każdego oddzielna salwa została oddana. Barwne ich stroje i pióra na głowach, lecz znikną gdy tylko bal się rozpocznie. Strzały ich jednak ciche, aby tutaj nikogo nie straszyć. Nikt nie zatrzymuje wjeżdżających, chyba, że ci strojem nieodpowiednim się zaprezentują. Maska i barwność ubioru to obowiązek! Rosarium wszystko obserwuje, lecz z ukrycia. Stojąc w swoim karmazynowym stroju wykończonym złotem nie chce się jeszcze ujawniać. Na twarzy jego nawet maski nie ma. Oczekuje na gości w sali balowej, przystrojonej różami i anielskimi pomnikami. Tam też wszyscy byli kierowani. Zarówno goście, jak i pracownicy, którzy nieraz, jak w wypadku Arch byli zamaskowani i zabawiać gości musieli. Muzyka na razie nie grała, całość miała zacząć ukryta Amry, choć dopiero po przemówieniu Agasharra. Wszystko było zaplanowane, nie chodzi tutaj przecież o improwizowanie. Przyznam jednak, że białowłosy mowy nie przygotował. Jest to jedyna rzecz, której zrobić nie zdążył. Dodajmy teraz zasad parę. Po pierwsze po całym terenie chodzą przekąski małe, więcej na sali balowej i w głównym ogrodzie. Można dowolnie je brać, nie daje ograniczenia. Zabraniam jednak rzeczy jak kradzież gondoli, których tu zresztą nie ma. Zapraszam również mg aby wspólnie ze mną npc tworzyli i gości zabawiali. Bal jest utrzymany w stylu europejskim, więc ze świata ludzkiego wzięty. Na pierwszy rzut oka karnawał wenecki, na drugi zlepek kultur całego kontynentu. Wszystko jest jednak stosunkowo normalne, co dla istot z krainy luster jest raczej nietypowe. Każdy może poprosić o npc. Jako, że jest to bal maskowy, po za postaciami charakterystycznymi jak np Tsai, nie poznajemy się, nawet jeśli dobrze się znamy na fabule. Przynajmniej na początku, żeby nikt nie krzyczał przez sale balową do kogoś, kogo przecież nie zna. Zaproszony jest każdy.
Anonymous - 11 Styczeń 2011, 20:44

Vash " przypadkiem usłyszał " rozmowę pewnych dwóch gentlemanów o tej imprezie, więc postanowił się na nią wkręcić. W końcu mieli tutaj wpuszczać wszystkich odpowiednio ubranych. Cóż ... bycie bezrobotnym miało ten minus, że wszystko musiał albo wymuszać, albo kraść. Tak, czy siak zastraszenie krawca wyszło mu dobrze. Efektem tego był nowy strój, który miał na sobie Vash. Jego zwyczajne ubranie leżało sobie bezpiecznie zakopane w pudełku pod wielkim dębem, na którym Vash okrutnie wyrył napis " There is no evil, there is only power and the ones too weak to see this ". Mężczyzna przybył na teren przyjęcia zupełnie inaczej ubrany niż zazwyczaj. Miał na sobie turkusowy płaszcz z żółtymi wstawkami i białym wzorkiem poprowadzonym jedynie po prawej stronie. Był on również podszyty ciemnopomarańczową podszewką z czerwonymi wstawkami. Spod niego widać było granatową marynarkę. Miał on też na sobie czarne spodnie i wysokie skórzane buty, które wyglądały na bardziej odpowiednie do dalekich podróży niż do tańców. Vash niestety nie mógł zabrać ze sobą swojego kapelusza. Gryzł się z ogólnym wyglądem. Zamiast niego miał na twarzy turkusową maskę. Zasłaniała ona mniej więcej do wysokości końca nosa, więc nadal widoczna była jedna blizna na policzku. Maska składała się jakby z dwóch części - typowej maski karnawałowej i czterech jej odnóg, niby dwudziesto centymetrowych rogów, które sprawiały wrażenie wykonania z lodu. Dwa z nich znajdowały się po bokach trochę powyżej uszu Vasha, a dwa u góry. Zaginały się one do tyłu, co dobrze wyglądało ze specjalnie zaczesanymi do tyłu włosami. Mężczyzna pewnym krokiem wszedł na teren przyjęcia. Uśmiechnął się lekko do siebie. Część pierwsza planu została wykonana - dostał się na teren przyjęcia. Kto wie, może tutaj w końcu uda mu się zdobyć interesujące go informacje. Poza tym nie zostanie rozpoznany, a przynajmniej taką ma nadzieję.
Anonymous - 11 Styczeń 2011, 21:28

Na horyzoncie pojawił się wraz z zachodem słońca; ostatnie promienie lizały ziemię, gdy stanął w bramie. Przez chwilę stał z zadartą w górę głową, kontemplując wykute w kamiennym łuku róże; najwyraźniej gospodarz do arystokracji należy, skoro oficjalnym herbem się pieczętuje, znakomicie - znaczy, że bal będzie elegancki jak trzeba. A przynajmniej powinien być. Rychło zorientował się, po co właściwie tu przyszedł, i udał się dalej przed siebie, przez most, na nim także na chwilę przystając, a potem na dziedziniec. Nie umknęły jego uwadze wszechobecne anioły i pomniki, zauważył także napis nad kolejną bramą, nic jednak z liceum z łaciny nie pamiętał, zostawił go więc w spokoju, zapamiętując jednak treść - a nuż okazja się pojawi, by później o to zapytać, czy to samego gospodarza, czy jego służbę, bo tej, jak przypuszczał, w tak wielkim budynku nie było mało. Przed przekroczeniem ostatniego progu zawahał się nieco, przystanął niepewnie, rozejrzał się. Upewniwszy się, że nikogo dookoła nie ma, dokonał ostatnich poprawek przy stroju - upewnił się, że gogle siedzą wygodnie w odpowiednich otworach w masce, poprawił kapelusz, obciągnął płaszcz, sięgnął też między jego poły, dłonią w skórzanej rękawiczce musnął koniec rękojeści miecza, jednym palcem pogładził delikatnie zdobioną pochwę mizerykordii, wziął ostatni, głęboki oddech - i wszedł do środka.
Przyzwyczajony był do prostych wnętrz, wygodnych, nie ładnych, jeśli już jakoś upiększonych, to ozdobami robionymi ręcznie - nikogo zatem nie powinno dziwić, że wnętrze sali balowej oszołomiło go. Rozglądając się, dziękował bogom za ptasią maskę, która kryła jego lekko rozchylone usta i szeroko otwarte oczy; dzięki temu z zewnątrz mogło to wyglądać jak zwykłe rozpoznanie terenu, choć w istocie rozglądał się z istnym zachwytem. No, no, no. A więc pełna kultura i elegancja. Kto by pomyślał, że zostanie zaproszony na takie wydarzenie...



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group