To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Po drugiej stronie krzywego zwierciadła...

Misje - Dom Grozy

Simon Quinn - 12 Listopad 2015, 20:14

Nagle okazało się, że przed deszczem szukało schronienia znacznie więcej osób niż ktokolwiek, a przynajmniej niż Simon mógł się spodziewać. Goście pojawiali się jeden po drugim, trochę przywodząc na myśl kolorowe diabełki wyskakujące z pudełek, a razem stworzyli godną cyrkowej trupy gamę dziwaczności i osobliwości, w której jednak zdecydowanie przeważały motywy kocie.
-Niech mnie - mruknął do siebie Quinn, teraz już na poły zdziwiony, na poły rozbawiony. Rozglądał się ciekawie, lustrując pozostałych uważnym wzrokiem i balansując na granicy niegrzeczności przed przeniesieniem spojrzenia na kolejną osobę. Miał ochotę zapalić, ale w tak dużym zbiorowisku ludzi byłoby to narażaniem się na nieprzychylność otoczenia, a nie było powodu przypuszczać, żeby istoty z Krainy Luster były pod tym względem inne niż ludzie.
Kichnięcie białowłosej i białouchej kotki wyrwało Quinna z lekkiego zamyślenia, w sam czas by mógł skupić się na poczynaniach Kapelusznika. Na propozycję tańca snajper uśmiechnął się lekko; cała ta sytuacja mogła się skończyć znacznie gorzej, niż tańcem. Entuzjazmu wśród zgromadzonych dostrzec się jednak nie dało i pomysł, jak się zdawało, spalił na panewce.
Simon, teraz życzliwiej nastawiony do Kapelusznika, ruszył niespiesznie za nim w kierunku drzwi. Ominął po drodze chyba niezbyt pewną siebie Kotkę Czarną i Kotkę Białą, tej ostatniej lekko, acz dwornie się ukłonił, słysząc, że zdecydowała się przedstawić.
- Simon Quinn, do usług.
Dalej przyszło strzelcowi omijać rosłego (chyba) człowieka, sądząc po prezencji żołnierza. MORIA...? zadał sobie w myślach pytanie, ale póki co nie było jak sobie na nie odpowiedzieć. Uwagę Quinna przykuło zachowanie Lisiczki, sugerujące jakąś znajomość z ostatnim z przybyszy, który w głowie Simona zarobił sobie na kryptonim Bieluch. Obecność tego ostatniego musiała być dla Lisiczki więcej niż znacząca, skoro przyćmiła na chwilę myśli związane z dobrze wyczuwalnym, smakowitym zapachem, unoszącym się w pomieszczeniu.
Po całym tym lawirowaniu Quinn zrównał się z pukającym do drzwi Kapelusznikiem i czekał zaintrygowany, czy pukanie doczeka się jakiejś reakcji. Przy okazji taksował wspomniane drzwi spojrzeniem, zastanawiając się, czy poddałyby się paru mocnym kopniakom. Gdyby, hipotetycznie, było trzeba.
- Quinn. Simon Quinn - przedstawił się trochę poniewczasie miłośnikowi herbaty.

Anonymous - 13 Listopad 2015, 14:34

Całe to zgromadzenie ludowe zaczęło być dla niego uciążliwe. Na ile liczba osób w danym miejscu nie robiła mu wielkiej różnicy tak w jednym pomieszczeniu było to niekomfortowe. Pomijając zupełnie fakt, iż ludzie byli tutaj zdecydowaną mniejszością na tym padołku. Zlustrował sytuację swoim wzrokiem, nie doszukując się jednak żadnych podejrzanych symptomów. Najwyraźniej wszyscy byli tutaj po raz pierwszy, a wydawałoby się, że słychać było odgłosy dochodzące zza ściany. Przeszedł parę kroków, starając się minąć wszystkich, po czym zatrzymał się na środku sali. Zastanawiał się tylko ilu wśród nich było strachów. Nie na rękę by mu było skończyć jako emocjonalna pożywka dla chodzącego czy fruwającego 'pustego naczynia' absorbującego wszystko co związane była z wewnętrzną osobowością. Kolejną sprawą były dziwa panoszące się po tej sali. Jakkolwiek mogli by wyglądać to jednak wiedział świetnie, że jego twarz fantastycznie pasowała do mieszkających tutaj istot. No, może i nie wszystkich. Obecne panie na tej włości odznaczały się nieprzeciętnym urokiem. To im szczerze powiedziawszy przyglądał się najwięcej, bo w końcu chory to on nie był.
- A żeby to licho wzięło.
Pomyślał w duchu, gdy do jego nozdrzy dostał się zapach pieczeni. Strasznie uwielbiał mięso, ale z drugiej strony był tutaj jedynie nieproszonym gościem, więc najpewniej będzie musiał obejść się smakiem. De facto już od paru godzin nie spożył żadnego posiłku. Ale nawet, jeśli faktycznie odmówiono by mu posiłku to był przygotowany po swojemu, bo w plecaku trzymał dwie bułki, które miał nadzieję nie przemokły. Do tego pół pęta kiełbasy... tylko choroba woda mu się już skończyła. Chwilowo nie brał się za jedzenie. Nie dlatego, że nie miał zamiaru się dzielić, ale dlatego, iż w jego mniemaniu byłoby to wielce niestosowne. Ewidentnie nie wiedział co ma w pewnym momencie ze sobą zrobić. Nie był duszą towarzystwa, tak więc w dalszym stopniu nie pokwapił się do nikogo podejść. Jedynie kobieta z lisimi walorami wykrzykując imię cyrkowca prawie zaintrygowała go do rozmowy. A ponieważ wyglądał jak wyglądał w ostatniej chwili się powstrzymał. Przynajmniej na razie.
Po dalszych, krótszych rozważaniach doszedł do wniosku, iż cały ten dom jest ponury i... podejrzany. Gdyby nie te pioruny to pewnie by go tutaj nawet nie było. Przypomniał sobie jednak o celu swojej podróży tutaj, obmyślając szybko osoby z jakimi mógł przeprowadzić swój mały rekonesans. Chciał wykorzystać chwilę, dlatego też nie pchał się od razu do bezpośredniej rozmowy. W gruncie rzeczy był patafianem, jeśli chodziło o zainicjowanie rozmowy w cztery oczy. Kto jak kto, ale on dyplomatą to i za sto lat nie zostanie.
- Wypadałoby się pokazać gospodarzom.
Odrzekł wreszcie, tonem niespecjalnie donośnym przez co niektórzy zapewne go nie dosłyszeli. Odwrócił się w kierunku, w którym poszedł mężczyzna w cylindrze, a po ułamku sekundy ruszył tuż za nim. Chcąc nie chcąc, był na jego drodze.

Elyan - 15 Listopad 2015, 04:08

Nieco zmartwił go fakt, że nie trafił na tajemnicze przyjęcie, organizowane w środku lasu. Bardziej martwiące jednak było to, że skoro zebrani wcale nie przyszli się tutaj bawić, w ich jednoczesnym przybyciu do tego domu kryło się coś dziwnego i być może niebezpiecznego. Należało mieć oczy szeroko otwarte i nie ufać nikomu. A już tym bardziej Elyan nie uważał za zasadne komukolwiek się przedstawiać.
Dopiero teraz poświęcił dłuższą chwilę na przyjrzenie się pozostałym nieszczęśnikom, uciekającym przed burzą. Błyskawicznie zarejestrował twarze, jednak zanim spostrzegł, że wśród zebranych znajduje się jego przyjaciółka, ta już wisiała mu na szyi. Uśmiechnął się. Naturalnie, cieszyło go to spotkanie, choć okoliczności już niekoniecznie. Wolałby, żeby Lucy nigdy nie znalazła się w tak przedziwnym i potencjalnie niebezpiecznym miejscu, jak to (on sam również preferowałby spędzić ten wieczór gdzie indziej). Lubił Lucy. Taka sympatyczna, urocza i z miłym w dotyku futrem. Lepsza, niż ludzkie koty, bo z nią można było także ciekawie porozmawiać. Oczywistym było, że wcale się nie spieszył z odklejaniem jej od siebie. Teraz będzie musiał mieć na nią oko, żeby nikomu ze zgromadzonych przypadkiem nie przyszło do głowy jej tknąć.
Słysząc słowa Kapelusznika o „bladej damie” odruchowo rozejrzał się po holu. Dopiero po chwili dotarło do Elyana, iż miało to dotyczyć jego. Prawie się zapowietrzył.
Niestety dla ciebie, przy obecnej fazie księżyca jestem stuprocentowym mężczyzną – zażartował, choć w jego głosie wyraźnie pobrzmiewała irytacja.
W myślach stwierdził, że miło byłoby takiego prostaka rozerwać na strzępy. Nie miał jednak zamiaru go pożreć. Co to, to nie! Elyan miał swoje zasady. Nie zjadał byle czego, co znalazł (czy tam spotkał) na ulicy. Złapał się za brzuch, żeby się upewnić czy aby nagły przypływ złości nie spowodował, że jego moc sama się „włączyła” i jakaś macka chce wydostać się na wolność. Na szczęście, nie wyczuł żadnego wgłębienia.
I, jak widać, ta pani Dachowiec jest już zaklepana – mówiąc to, pogłaskał Lucy po głowie.
Dla Elyana takie dysponowanie jego przyjaciółką przez obcego dziwaka było absolutnie nie do pomyślenia. Rozporządzanie innymi Dachowcami również było nie na miejscu, ale jednak Lucy to już szczególnie!
Trzy Dachowce płci żeńskiej, jeden burak w Kapeluszu, jeden drobny chłopaczek i dwoje mężczyzn, z których jeden wyglądał Cyrkowcowi na wojskowego. Cóż, musiał przyznać, że zebrało się tutaj ciekawe towarzystwo. Znajomo wyglądała jednak tylko Lucy.
A są tu w ogóle jacyś gospodarze? Bo jeśli tak, to dziwne, że nadal nie zainteresowali się tajemniczymi głosami w swoim holu – rzucił.
Dobiegający go zapach jedzenia sugerował, że najwyraźniej ktoś w domu jest lub też był całkiem niedawno. Czemu jednak nadal się nie pokazał, słysząc hałasy? To dosyć podejrzane. Może jakimś cudem zostali tu zgromadzeni celowo? Skoro są tu aż trzy Dachowce, to może one były celem? By zostać przerobione na futra? Futra z Dachowców... w niektórych regionach Krainy Luster wciąż dozwolona była ich sprzedaż. Albo może gospodarze pomyśleli, że są włamywaczami i właśnie szukają broni, żeby ich znienacka zaatakować?
Paranoiczne rozważania Elyana przerwała myśl o tym, że naprawdę pachniało smakowicie. Nie był zbyt głodny, ale z chęcią przegryzłby to, co tutaj podają!

Otome - 15 Listopad 2015, 13:58

Otome przemierzała las swobodnym krokiem, rozkoszując się przyjemnym zapachem lasu, widokami oraz relaksującą ciszą. A relaks był właśnie tym czego akurat potrzebowała. W ciągu ostatnich kilku dni jej bardzo krótkiego życia tyle się działo, że potrzebowała oderwać się nie tylko od ludzi ( oraz wszelkiego rodzaju nie ludzi) ale także od dziwnych miejsc. Musiała sobie powtórzyć, przetrawić i zapamiętać wszystkie zdobyte do tej pory informacje, a następnie zastanowić się co właściwie ze sobą zrobić. Miała wrażenie, że brakuje jej czegoś bardzo ważnego, zupełnie jakby wewnątrz jej ciała znajdowała się jakaś pusta przestrzeń, która bardzo ją męczyła, irytowała i za nic nie chciała zniknąć. Podczas spaceru po lesie Zjawa zdała sobie sprawę, że trzeba było tą pustkę czymś zapełnić i nie była to pizza. Kolejna brutalna prawda: pizza nie była odpowiedzią na wszystkie pytania. Tym czego potrzebowała Otome było jakieś zadanie, marzenie, coś do czegoś można dążyć. Bo jak długo można kręcić się w kółko bez celu?

A jeżeli już o kręceniu się w kółko mowa, to dziewczyna nagle zorientowała się, że nie ma bladego pojęcia gdzie się znajduje. Nie pamiętała nawet jak długo już chodzi po lesie. A na dodatek nagle zrobiło się strasznie ciemno i zimno. Na głowę i ramiona spadło jej kilka kropel. Gdy uniosła głowę do góry zobaczyła zbierające się ciemne chmury, które nie dały jej ani chwili na zastanowienie. Jednak zanim rozpadało się na dobre, zdążyła jeszcze narysować w swoim notesie zwykły, niezbyt ładny ale funkcjonalny parasol, który na jej życzenie wyskoczył z zeszytu. Mając jako-taką ochronę przed wodą, ruszyła szybkim krokiem przed siebie.

Po kilku minutach marszu nagle spośród drzew wyłonił się niepasujący do leśnego krajobrazu element - brama. Otome nie mogła jednak dostrzec dokąd prowadzi droga za nią, ponieważ wraz z bramą zaczynała się gęsta mgła. Dziewczyna nie miała za bardzo ochoty wchodzić na tę posiadłość, ale jeszcze bardziej nie miała ochoty stać na deszczu. Wybrała więc mniejsze zło i przekroczyła próg bramy.

Po chwili stanęła przed wielkim domem, całkiem ładnym. Zaczęła się wspinać po prowadzących do głównych drzwi chodach, jednak w połowie się zatrzymała. Nawet mimo burzy, mogła usłyszeć liczne głosy dochodzące z środka. I to by było na tyle z jej oderwaniem się od ludzi. Dziewczyna długą chwilę stała niezdecydowana. W końcu obróciła się na pięcie i już chciała odejść, jednak w tym momencie w bruk kilka metrów przed nią uderzył piorun. Otome wrzasnęła przerażona, rzuciła parasol i z nadzwyczajną prędkością uciekła do domu. Nawet nie trudziła się z otwieraniem drzwi - po prostu przez nie przeniknęła używając jednej ze swych mocy. A gdy już znalazła się w środku, kompletnie nie zwróciła uwagi na zebranych w holu, tylko wciąż z krzykiem na ustach pomknęła prze siebie i wpadła do pomieszczenia na końcu holu, oczywiście znów przenikając przez drzwi. Po drodze przeniknęła też przez kilka osób, a każdy kto tego doświadczył mógłby porównać uczucie bycia "przelecianym" przez Otome do kubła zimnej wody wylanego na głowę.

Z perspektywy osób przebywających w środku wyglądało to zapewne jak scena z typowego horroru - duch młodej dziewczyny przelatującej z przeraźliwym krzykiem przez ściany. I jeśli ktoś pomyślał sobie, że właśnie zobaczył zjawę, to wiele się nie pomylił.

Mari - 15 Listopad 2015, 14:40

Pogoda za drzwiami jeszcze bardziej się pogorszyła. Pioruny uderzały co chwila. Wiatr wiał z taką siła, że spokojnie mógłby wytrącić z równowagi rosłego mężczyznę. A nawet go powalić. Przez strugi deszczu nie było już nic widać. Całe szczęście dom wyglądał na suchy i dość szczelny. Nie widać było, żadnych zacieków czy też nikt jeszcze nie czuł by coś kapało mu na głowę. A może było to spowodowane tym że wszyscy byli przemoczeni do suchej nitki?

W holu nic się nie zmieniało. No może poza powiększającą się kałużą pod nogami gości. Nadal jednak żaden domownik nie raczył się pojawić czy nawet dać znaku, że jednak ktoś tu mieszka. No może poza jakimiś myszami, pająkami czy innymi mniej lub bardziej przyjaznymi żyjątkami.

Gdy kapelusznik zapukał do drzwi odpowiedział mu tylko dźwięk wesoło trzaskającego ognia, który prawdopodobnie pochodził z jakiegoś kominka. Zza drzwi biło miłe ciepło oraz zapach przepysznego jedzenia. Jednak nie było słychać ani żadnych kroków czy też rozmów. Nikt tez nie raczył odpowiedzieć na pukanie.

Gdy Otome wpadła przez drzwi rozpędu przeniknęła jeszcze przez kilka osób, wrzeszcząc cały czas. Minęła Falimira po czym wpadła na Charlesa i razem wpadli do sali. Jej moc przestała nagle działać. Jednak jeśli Kapelusznik zdołał uniknąć zderzenia to Senna Zjawa wpadła na drzwi otwierając je z impetem, a oczom zebranych w pierwszej kolejności ukazałaby się spora sala, przypominająca bankietową oraz kominek z rozpalonym w nim sporym ogniem. Naokoło zaś rozłożone były fotele i poduszki. Obok na niewielkim stoliczku leżały świeżutkie, czyste ręczniki. Trochę jakby ktoś oczekiwał gości i przygotował im specjalne miejsce aby mogli spokojnie się osuszyć i ogrzać.

Poza kominkiem i wygodnymi miejscami ustawiony był także stół biesiadny, zdolny gościć kilkunastu gości przy równie bogatej zastawie. Drewniane kufle wypełniało świeżo nalane piwo, porcelanę okładały płaty mięsa i warzyw, półmiski opakowane były po brzegi soczystymi owocami. Lampki wypełnione do połowy winem, a obok butelki gotowe zaspokoić pragnienie najlepszych koneserów tego trunku.
Oczywiście znalazły się także napoje dla tych co za tym nie przepadają. Nieopodal na stoliku stał pełen zestaw dla koneserów herbaty. A obok niego skrzynka z woreczkami pełnymi najlepszych gatunków herbat. Nieopodal słychać było wesołe bulgotanie świeżo zagotowanej wody.

Pod ścianą znajdował się bar, poprzedzony ladą, na nim samotnie ustawiony dzwonek zwołujący służbę.
Na ścianie za to umieszczone były półki z najróżniejszymi trunkami zarówno z Krainy Luster jak i ze Świata Ludzi.

Ktoś przygotował tę ucztę. Jednak nadal nie widać było żywego ducha poza zebranymi przybyszami.


//po każdej kolejce będzie pojawiał się post MG. Prosimy więc aby na niego poczekać.//

Anonymous - 15 Listopad 2015, 22:17

Drodzy Goście Domu Grozy,

1. Życzliwie prosimy, aby wasze posty były rozsądnie krótkie i zwięzłe. Nie musicie się rozpisywać, gdyż w tym evencie liczy się szybka akcja i dobra zabawa. Im sprawniej nam to pójdzie, tym więcej razy będziemy mogli was zaskoczyć!
2. Bardzo prosimy, aby ataki i wszelkie interakcje z innymi postaciami zachowywać w formie niedokonanej. Dajmy im pole do popisu.
3. Z przykrością informuję, iż każda próba użycia mocy lub broni w tym budynku, będzie się kończyła niepowodzeniem. Wasze postacie o tym nie wiedzą, więc uświadomienie ich, to jedynie kwestia czasu.

Życzymy miłego pobytu,

Gospodarze

Queen - 19 Listopad 2015, 21:52

Białowłosą kotkę zdziwiły dwie rzeczy, choć jedna z nich bardziej ją zirytowała, aniżeli zszokowała. Większość zebranych puściła mimo uszu jej przedstawienie się i sama nie raczyła podać swej godności. I to ją właśnie zdenerwowało. Dla Raven oczywistym wręcz było, że wypadało się przedstawić, nawet jeśli ich czas pobytu w tej starej chacie był nieokreślony. Nie miało przecież znaczenia czy będą rozmawiać przez dwie minuty, czy dwie godziny. Tego nakazywała, już nawet nie sama kultura, a zwyczajne przyzwyczajenie lub ta niewielka myśl, pojawiająca się w takich chwilach. – Niewychowane…- zaczął jej demon, ale został on przerwany, przez radosny ton głosu brązowowłosej kotki, która wtuliła się w białowłosego mężczyznę. -...durnie – skończył swą myśl potwór i zamilkł, prawdopodobnie chcąc usłyszeć zdanie Stracha na ten temat.
Już miała mu przyznać rację, skoro nikt nie raczył zdradzić swej godności, ale przeszkodził jej młody mężczyzna, który jako jedyny z towarzystwa postanowił się przedstawić, a nawet lekko skłonić. – Jedyny godny mojego towarzystwa – powiedziała jej gorsza strona, a w fioletowych oczach Raven dało się dostrzec przebłyski niebezpiecznej czerwieni. Na szczęście (lub mając nadzieje, że tak jest) nikt nie spoglądał Straszce w oczy, dlatego nikt nie mógł zauważyć zmiany, która nastąpiła nie tylko w odbiciu jej duszy, ale również aury, która stała się nieco mroczniejsza, lecz nie na tyle, by wzbudzić ogólnie zainteresowanie.
Nagle jakaś postać wpadła do domu, krzycząc głośno i przenikając przez napotkane na swojej drodze osoby, pomknęła przed siebie. Straszka uśmiechnęła się pod nosem, widząc zjawę pędzącą w jej stronę, a nawet przenikającą przez nią. Poszerzyła swój uśmiech i niemal nie zaśmiała się głośno, kiedy uświadomiła sobie, że duch przeniknął przez ducha! Z wrażenia aż zniknęła jej część policzka oraz ogona, którym zamachała rozbawiona. Omiotła wszystkich spojrzeniem, chcąc dojrzeć ich wyraz twarzy, w końcu jednak skupiła się bardziej na przedstawicielach gatunku ludzkiego. Zastanawiała się, czy byli oni zszokowani? Wystraszeni? A może nie zrobiło to na nich najmniejszego wrażenia? Tego nie wiedziała, ale koniecznie chciała się dowiedzieć.
Po chwili skupiła się jednak na otwartych drzwiach i pysznie wyglądającym jedzeniu oraz całej masie trunków i ogólnym cieple bijącym od pomieszczenia. Najdziwniejszy był brak gospodarza czy chociażby jakiejś służby, lecz teraz nie zawracało to głowy kotki. Podeszła do leżącej na ziemi dziewczyny i podała jej dłoń, chcąc tym samym pomóc jej wstać, lecz to czy ją przyjęła, czy też nie – zależy tylko od niej samej. Jeżeli ją przyjęła, to Królowa pociągnęła ją mocno do góry i ustawiła w pionie, po czym uśmiechnęła się i weszła do Sali, rzucając – Jest tu kto? – lecz prędzej spodziewałaby się odpowiedzi któregoś z „gości” tego domu.

Charles - 20 Listopad 2015, 17:31

Charles czekał kilka sekund, niestety, nikt zza drzwi mu nie odpowiedział. Może rezydent jest zajęty? Dla pewności zapukał ponownie. Nic. Cisza. A przecież ewidentnie ktoś tam był. Charles poczuł się lekko obrażony, jakby osoba zza drzwi gardziła jego pukaniem. Że niby co? Za krótko, za długo? Działał tu jakiś system?
Stojąc tak zirytowany, usłyszał głos drugiego faceta, tego ubranego w czerń. Odwrócił się, a na jego twarzy ponownie zagościł uśmiech.
- Charles, Charles Belladonna Verbascum. - przedstawił się, łapiąc go za dłoń i trzęsąc nią energicznie, nawet jeśli nie była wyciągnięta. - Miło mi poznać, abstrahując od tych anormalnych warunków spotkania. Szaleństwo, co nie? - dodał, rozglądając się na boki.
Właśnie w tej chwili lisowata, która uśmiechała się do wszystkich trochę sztucznie, rozpoznała znajomą twarz, po chwili padła w ramiona bladej kobiety... która przemówił głosem trochę niższym, niż można byłoby oczekiwać. No pięknie, właśnie obraziłeś kolejną, androgeniczne wyglądającą istotę. Charles zbladł (a raczej - doszczętnie zbielał) i przełknął forsownie ślinę.
- Serde... znaczy bardzo... bardzo przepraszam pana za to faux pas - mówiąc "faux pas" powiedział to dosłownie, zamiast poprawnego "fo pa" - Jest tu dosyć ciemno, mogłem się nie rozeznać... Przepraszam... -
Wtedy, w tym właśnie momencie, tuż przed wygłoszeniem kajalniczej litanii godnej króla Hendryka IV pod murami Canossy, usłyszał kobiecy śmiech, a sekundę potem potrąciła go czarnowłosa dziewczyna, która wepchnęła go prosto na drzwi. Oboje wywalili się radośnie na podłogę . Charles próbując się podnieść, zdał sobie sprawę, że dziewczyna, która na niego wpadła, wydała mu się dziwnie znajoma. Skądś ją znał, tylko skąd? Mimo wszystko podał jej rękę:
- Nic ci nie jest? Nie boli cię? - zapytał, jednocześnie rozglądając się wokół. Pokój był pusty i jedzenie, ubrania, to wszytko... nie miało sensu. A przynajmniej wydało mu się dziwne. Być może była to kwestia nieodpowiedzenia na pukanie, ale nie zamierzał się rzucać na to wszystko. Mimo wszystko zainteresowała go herbata. Powoli poszedł do niej, rozejrzał się, czy aby nikt na niego nie patrzy, i przelał wodę do swojego imbryczka, gdyż podobna okazja mogła się już nie zdarzyć. A ponadto woda jest wszystkich, więc on jej nie kradnie, nie? Ona tylko się przelewa...

Anastasia - 20 Listopad 2015, 23:33

Kotka z zainteresowaniem wpatrywała się na wzajemne reakcje zebranych tutaj osób – bo jakby nie było, spora grupa się w domu utworzyła. Co więcej, okazywało się, że niektórzy się znali, a nawet jeśli nie, to z chęcią szersze znajomości zawierali. To jednak nie tyczyło się samej Anastazji. Z jednej strony nikt chętny do niej nie podszedł, by ponękać przestraszoną dziewczynę, z drugiej sprawiało jej to ulgę, bo przecież wolała w tym stanie uniknąć zbyt bliskich kontaktów.
Choć była jedna osóbka, która przykuła jej szczególną uwagę. Była to sama Queen. I nie wiedzieć, czy to głupie przeczucie, przypadek, a może naprawdę zdawała sobie sprawę, że obie je w pewnym stopniu coś łączyło, lecz zabrakło odwagi, żeby sprawdzić na ile podejrzenia są tylko podejrzeniami. No cóż. Być może później.
Hebi odlepiła się już od ściany, ze spokojem stwierdzając, że lustro pozostawało na swoim miejscu. A wtedy do pomieszczenia wleciał kolejny gość, później okazujący się kobietą. Krzyczała, jakby zamiast burzy na zewnątrz, natrafiła na grasującego po lesie Zjawo-żernego potwora, Cienia, czy jak tam inaczej można było ich nazwać. By nie było zbyt miło, okazało się, że Straszka stała na drodze jeszcze lecącej Otome, dlatego miała okazję poczuć na własnej skórze jak inny człowiek po prostu przenika przez jej ciało. A zanim Otome do niej doleciała, ta ukryła głowę w ramionach, nieco się kuląc ze strachu przed skutkami zderzenia. Na szczęście do takowych nie doszło, a Zjawa zatrzymała się dopiero na mężczyźnie w kapeluszu, po czym oboje z impetem otworzyli drzwi, przed którymi zbierały się coraz większe tłumy.
Teraz złotym tęczówkom ukazała się zastawiona sala, wypełniona potrawami i trunkami zadowalającymi chyba każdego z tu zebranych. No, może poza nią samą, bo nie żywiła się ludzkim jedzeniem, a wyłącznie emocjami, których… Raczej tu nie brakowało, ale ona nie miała nawet cienia odwagi. Przynajmniej na razie.
Zanim wszyscy chętni, zgromadzeni w odleglejszych częściach korytarza rzucili się do nowo odkrytego pomieszczenia, a tym samym istniała większe prawdopodobieństwo złapania kontaktu, więc bez wahania ruszyła przed nimi zapoznając się z oświetlonymi czterema ścianami. A ze względu na to, iż nie była zainteresowana jedzeniem, usiadła przed kominkiem w celu ogrzania swojego wychłodzonego ciała. Podkurczyła pod siebie nogi i wpatrywała się w wesoło migające ogniki. Chyba nikt nie miał nic przeciwko temu, prawda? Nie chciała się tym teraz przejmować, płomień dawał jej tyle rozkoszy…
- I szkoda tylko, że całe ciepło z mojego ciała uleciało w momencie, gdy ten Strach stanął ponownie na mej drodze, nya... – Nie mówiła głośno, lecz jeśli ktoś znajdował się w pobliżu, był w stanie bez problemu to usłyszeć. Tylko kto tam by się dzikusem przejmował.

Lucy - 23 Listopad 2015, 21:01

Jakże wielkim rozczarowaniem były dla kotki słowa Elyana skierowane do kapelusznika. Nawet jeżeli na pozór wydawał się spokojny, kotka bez trudu wyłapała pobrzmiewającą w jego głosie nutę irytacji, a i znała go wystarczająco dobrze, aby domniemywać, iż jej przyjaciel uznał to za obelgę. Och, nie żeby zależało jej na tym, by wielka krzywda spotkała kapelusznika, jednak cyrkowiec mógł zareagować mniej delikatnie, odrobinę strasząc tego niewychowanego pacana, który śmiał ją nazwać dachówką, a samego Elyana białą damą. Tak, zdecydowanie na to zasługiwał.
Cóż skarbie, najwyraźniej tym razem Ci się upiekło.
Czując zmarznięte palce chłopaka na swojej głowie, pomachała z zadowoleniem ogonem, jednocześnie posyłając białowłosemu nieśmiały uśmiech. Jego obecność sprawiała, że nie tylko czuła się pewnej, przybywając wśród zgromadzonych tu istot, ale także dawała poczucie bezpieczeństwa. Bo przecież Elyan nie pozwoli zrobić jej krzywdy, prawda?
Względny spokój panujący w holu przerwało pojawienie się kolejnej postaci, która najwidoczniej za nic miała ograniczenia, jakie przed większością ludzi stawiały ściany czy istoty materialne, które można było dotknąć, pogłaskać, czy złapać za rękę. Przeleciała tuż obok ramienia Lucy, pozostawiając po sobie jedynie delikatny podmuch, pod wpływem którego końcówki jej włosów lekko się poruszyły. Całe to widowisko zakończyło się pięknym lądowaniem zarówno dziewczyny, jeżeli kotce poprawnie udało się określić płeć, jak i stojącego jej na drodze kapelusznika na posadzce, z równoczesnym otwarciem drzwi do, jak się okazało, jadalni. Ta scena mogłaby mieć lepszy finał jedynie wtedy, gdyby sprawcą upadku, jak mu tam, Charlesa, była sama Lu, niemniej dziewczyna i tak poczuła satysfakcję.
Chwyciła Elyana za rękę, ciągnąc go w kierunku pomieszczenia, do którego udali się pozostali. Węch jej nie zwodził. Stoły faktycznie zastawione były jedzeniem, które wręcz kusiło, aby się poczęstować, do tego najróżniejszego rodzaju trunkami, ale również, o dziwo, suchymi ręcznikami. Zupełnie jakby gospodarze spodziewali się ich przybycia. Dom jednak wyglądał przecież na opuszczony, kto w takim razie był za to odpowiedzialny? Pomimo głodu, nieufnie spojrzała na poczęstunek, kierując swe kroki w stronę ręczników. Jednym z nich owinęła głowę, jednocześnie pozwalając by reszta towarzystwa jako pierwsza skosztowała czekających na nich dań. Jej uwagę przykuł niewielki dzwonek stojący na barze. Ci, którzy nie byli zajęci jedzeniem mogli zauważyć podążającą w jego kierunku kotkę, pozostałych do porządku doprowadził prawdopodobnie jego dźwięk, roznoszący się po przestronnej sali.

Simon Quinn - 23 Listopad 2015, 21:36

Niezręczności związane z ustalaniem tożsamości płciowej białej istoty przerwała niezręczność jeszcze większa. Simon, który akurat oddawał Charlesowi Belladonnie Verbascum przyjazny uścisk dłoni, został zupełnie zaskoczony przez biegnącą z grubsza w jego kierunku istotę, ewidentnie wytrąconą z równowagi i ewidentnie nową w tym towarzystwie - pamięć Simona nie była aż tak kiepska, by mógł zapomnieć o jednej z osób, a na ostrość zmysłów też nie narzekał; na pewno nie słyszał otwierania drzwi. Nie zdążył cofnąć ręki, która zapewne zostałaby wystawiona na przykre, dojmujące zimno, gdyby Senna Zjawa nie zmaterializowała się w trakcie swojego szaleńczego biegu, obalając Kapelusznika i władowując się wraz z nim wprost na zamknięte drzwi. Quinn dopiero po chwili opuścił wciąż wyciągniętą dłoń i pokręcił głową z niedowierzaniem. Dzień był już wystarczająco dziwaczny, a końca, zdawało się, nie było widać.
Otrząsnął się z zaskoczenia dość szybko, by przestąpić próg teraz już otwartego pokoju. Nie dało się wyciągnąć innego wniosku, niż taki, że ktoś się spodziewał gości. Ktoś, tylko kto? Kto zostawia otwarty dom, otwartą salę bankietową ze stołami uginającymi się od jedzenia, ze świeżo zagotowaną wodą, nawet z ręcznikami do osuszenia od deszczu? Niepojęte... Simon był jednak zdania, że sytuacja jest bardziej interesująca niż niepokojąca.
Nie zamierzał zachowywać się jak burak i dobierać się do tej zapraszającej uczty, nie zamierzał nawet skorzystać z ręcznika, chociaż pokusa była, bo wciąż cały ociekał wodą. Postanowił za to podejść do kominka, by szybciej wyschnąć; żaden gospodarz nie powinien mieć za złe, że Quinn przejmuje się dobrem jego dywanów i podłóg. Jeśli tylko będzie to gospodarz na tyle wyrozumiały, by przejść do porządku dziennego nad - mówiąc wprost - wtargnięciem grupy przedstawicieli rozmaitych magicznych ras do jego domostwa.
Ciepło ognia było miłe i kojące, więc Simon utwierdził się w zamiarze okupowania przestrzeni przed kominkiem i obserwowanie rozwoju wydarzeń stamtąd. Oprócz rozwoju wydarzeń obserwował też nadal pozostałych. Ciekaw był ich stosunku do wystawionych na żer dóbr. Postanowił też mieć oko na białowłosą Raven - nota bene - Black, w której zachowaniu coś go wcześniej zaintrygowało. Nie był pewny, o co chodziło. Coś w wyrazie twarzy, oczu? Żałował trochę, że nie ma ze sobą notesu, w którym mógłby zanotować dalsze obserwacje. Robić zdjęć trochę nie wypadało.
Uwagę snajpera zwrócił dźwięk dzwonka. Teraz to już na pewno ktoś przyjdzie, pomyślał, wytężając słuch w oczekiwaniu na kroki, ruch, cokolwiek.

Anonymous - 23 Listopad 2015, 22:02

Kolejny gość, tym razem jakaś panna z wrzaskiem wbiła do domu. Sądząc po minach i zdezorientowanych spojrzeniach skutecznie zwróciła na siebie uwagę, pytanie tylko po co? Kiedy już ku niemu mknęła z początku miał zamiar ją złapać, lecz kiedy dostrzegł jej zdolność przenikania zaniechał tej próby. W efekcie przebiegła tuż przez niego co było dla niego nowym, niefajnym odczuciem. Jak gdyby ktoś oblał go zimnym kubkiem wody po plecach, a potem kazał mu się położyć na przewróconej lodówce wypełnionej lodem. W końcu ta zakończyła swoją heroiczną szarżę na panu będącego uprzednio przed nim.
- Taa... wyraźnie się za sobą stęskniliście.
Nie wiedząc samemu czy była to złośliwa, ironiczna, a może żartobliwa uwaga oparł się o otwarte już drzwi. Myślał i myślał... Kolejno osoby wchodziły do środka, z kolei on przyglądał się kolejno przechodzącym osobom, najbardziej ze wszystkim zwracając uwagę na dachowca o lisich atrybutach, która o dziwo kogoś mu z twarzy przypominała, lecz nie był w stanie odgadnąć kogo.
W tamtym pomieszczeniu wszystko wydawało się być eleganckie. Znajdowało się tam wszystko czego dusza zapragnie, a przynajmniej to czego on sam obecnie potrzebował. I jak na zawołanie wszystko było na wyciągnięcie ręki. Na ile z natury nie zastanawiałby się nad tym to jednak myśl o braku gospodarzy dokuczała mu solidnie. Gdyby nie ten drobny szczegół wtedy najpewniej udałby się za resztą. A co, jeżeli to wszystko jest ustawione? To nie może być przypadek. Całkiem możliwe, że przesadzał z ostrożnością, ale jeżeli czegoś nauczył się podczas tych wszystkich lat służby mundurowej to tego, iż ostrożności nigdy za wiele. Nie miał chwilowo zamiaru z niczego korzystać jak tylko przyglądać się innym czy przypadkiem krzywda im się nie stanie kiedy sięgną po pewną rzecz. Ha! W tym pokręconym świecie wszystko było możliwe. Zdecydowanie więcej, aniżeli w Świecie Ludzi. Całe to myślenie sprawiło, iż jeszcze bardziej zgłodniał. Sięgnął więc do swojego plecaka, z którego wyciągnął kiełbasę, dwie przesiąknięte wodą bułki... przynajmniej deszczówka go nie zabije, a przysiągłby że woda mu się skończyła w manierce. Oparty o drzwi, najzwyczajniej na świecie jął posilać się swoim przekąskami, nie bacząc na to czy inni na to specjalnie zareagują czy zignorują to zupełnie. Nie było tego co prawda dużo, ale jakaś strawa mimo wszystko poprawiłaby mu nastrój, a potem mógłby ewentualnie się dosiąść, gdyby jego instynkt tym razem go zawiódł.

Elyan - 26 Listopad 2015, 16:18

Pozwolił Lucy pociągnąć się w kierunku pomieszczenia, z którego dochodziły smakowite zapachy. Nawet nie zaprotestował.
Widok, który tam zastał, zdziwił go. Zastawiony pysznościami stół bankietowy, a nawet ręczniki. Wyglądało to tak, jakby ktoś się ich spodziewał, ale po gospodarzach nie było ani śladu. Doskonały powód, by niczego nie dotykać. Wszystko tu pachniało Elyanowi jedną wielką pułapką... i pieczenią. Zaczął przyglądać się Lucy, która nie miała już takich oporów przed korzystaniem z tajemniczych podarunków.

Otome - 27 Listopad 2015, 17:21

Biegnąc przez hol Otome wpadła na kogoś, co spowodowało że ich dwójka mogła doświadczyć spotkania trzeciego stopnia z drzwiami. Dodatkowo siła rozpędu sprawiła, że Zjawa po upadku przeturlała się kawałek i zniknęła pod stołem. Zanim zdążyła się ogarnąć i spod niego wyleźć, usłyszała liczne głosy i inne dźwięki towarzyszące gromadce tuptających osób, które wkroczyły do sali. W takiej sytuacji nie pozostawało jej nic innego jak pozostanie na swoim miejscu. Kto wie, może goście sobie gdzieś pójdą?
Tak oto minęło kilka kolejnych, bardzo długich minut, a nic nie wskazywało na to aby goście mieli się ulotnić, wręcz przeciwnie. Dlatego Zjawa postanowiła opuścić swoją kryjówkę, jednak chciała to zrobić dyskretnie. Przeczołgała się więc na ten koniec stołu, z którego nie docierały do niej żadne dźwięki, upewniła się że nikogo nie ma w pobliżu i wyskoczyła spod stołu. Niestety, cały jej trud okazał się marny, bowiem tuż przed nią, przy kominku stał jakiś mężczyzna, który chyba tylko skóry nie miał w kolorze czerni. Choć Otome nie powinna raczej wypominać innym jak się ubierają, bo także była niemal cała ubrana na czarno.
W każdym bądź razie, trzeba było jakoś rozwiązać tę krępującą sytuację. Nie zastanawiając się za bardzo nad tym co robi, dziewczyna podeszła do Quinna, stanęła przed nim i zamarła, nie mając bladego pojęcia co dalej. W końcu dopiero niedawna się urodziła, nie była jeszcze zbyt dobra w rozmowach z obcymi.
-E... ładny ogień. - Były to jedyne słowa jakie przyszły jej do głowy. Po chwili trochę się zreflektowała. - Jestem Otome.

Aaron - 27 Listopad 2015, 20:47

Zagasło światło, zatrzęsło ścianami. Elementy wystroju znikały jeden za drugim, a gdy światło powróciło, jedyne ręczniki i jedzenie jakie zgromadzonym pozostały, to które znajdywały się w ich rękach.
Drzwi wejściowe stały się metalowymi, dwuskrzydłowymi, o pancernej szybie. Nie da się ich otworzyć. Powietrze niosło w sobie pewną aurę hermetyczności. Zgromadzeni mogli się poczuć, jakby byli częścią eksperymentu.

Ściany, bielą poskramiały wysoką na dwa piętra i szeroką jak boisko siatkarskie, przestrzeń. Dotąd wejściowe drzwi do biesiadnej sali (a obecnie metalowe) od teraz znajdowały się we wnęce, prezentującej na jednej ze swoich ścian kilka ikonografii. Informowały one o:
- kawałku pysznego ciasteczka z wisienką;
- portalu w ścianie oraz na suficie,
- o miłości do kostek.
Nad grafikami znajdowała się cyfra "1", a obok niej ukośnik - za nim zaś znak nieskończoności.

Po ścianach biegły dwie świecące na pomarańczowo linie, zmierzające do metalowych drzwi. Obie prowadziły od rozmieszczonych po sali czerwonych przycisków. Jeden znajdował się tu, gdzie wcześniej był stół, będąc otoczonym wysoką na dwa metry szybą. Nad nim, w suficie, znajdował się tęczowy otwór, choć z przewagą koloru pomarańczowego. Drugi taki portal znajdował się w ścianie, na wysokości podłogi, bardziej wpadający w niebieski kolor.
W jednym portalu było widać perspektywę z drugiego - i na odwrót.
Drugi przycisk znajdował się na platformie umocowanej w ścianie, do której nie sposób tak po prostu doskoczyć.

W rogu pomieszczenia, gdzie wcześniej był kominek, znajdowało się spore składowisko klocków (co najmniej 20!), na które naszyte były serca. Były mięciutkie i puchate, ale też ciężkie.
Podobieństwa do gry Portal są nieprzypadkowe.


Aktualizacja:
MICHI, z racji drugiego pod rząd braku odpisu w terminie, zostaje zgodnie z zasadami wyrzucony z eventu.
Gdy w pomieszczeniu powróciło światło, Michi leżał w kącie pokoju, będąc już martwym.



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group