To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Po drugiej stronie krzywego zwierciadła...

Miasto Lalek - Plac Zabaw

Noritoshi - 17 Styczeń 2013, 22:08

MG:

Plac zabaw to przecudne miejsce, ale natłok tych kręcąco-wahających się mechanicznych urządzeń potrafi przyprawić o boleści głowę niejednego dzieciaka. Powoli zapadające do snu miasto żegnało się z placem pełnym zabaw, lecz ciekawski obserwator przesiadywał ostatnie chwile na drewnianym domku, wyglądając zza gałęzi na coraz to bardziej niknące w wieczorowych ciemnościach uliczki. Dane mu było zobaczyć kilka wozów z zaopatrzeniem, lecz nie wdawał się zbytnie w szczegóły. Tylko zanotował ich ilość i ilość przewożonych beczek, by potem po drabince, przez park, skrótami, dotrzeć do domu swego Marionetkarza, nim na dobre się ściemni.


Zazwyczaj nie zdajemy sobie sprawy jak bardzo podstawową rzeczą jest kwestia moich dzisiejszych wywodów. Przejdź się do kuchni, a jak jej nie posiadasz, to zapukaj do sąsiada, tudzież przejdź się w poszukiwaniu kawiarni lub restauracji. Zerknij w menu i zaklinam się na życie (//bo przecież już nie żyję, nie widać?), że znajdziesz tam, na pierwszej bądź w ostateczności dalszej stronie, w rozpisce z napojami, he-he-herbatę. Tak, tak, herbata ci stygnie!
Ale czy komukolwiek obiektem zastanowienia stał się ten wywar z suszonych liści i na tyle solidnie, by zaczął się zastanawiać jak tu się w fuchę jego dostarczania wkręcić? Wkręcić niczym zakrętka na butelkę z cieczą zwaną herbatą (mrożoną), którą tak bardzo chętnie spija się litrami. Albo wkręcić się za parzącego w luksusowych miejscówkach i zalewać białą herbatę, podawaną w eleganckich filiżankach, o pojemnościach niewiele większych od większego kieliszka?
Tylko że w tym wszystkim nikt nie pomyślał o tych, co zrywają liście w upalnym popołudniowym słońcu bądź pod kolejną ulewną chmurką. I w sumie to nawet dobrze, bo w tej krainie herbata płynie już w gotowej postaci, ino trzeba ją przelać do beczek i zawieść do okolicznych miast, gdzie za niszowe pieniądze będzie sprzedawana jako mrożona, tudzież podgrzewana, a jednak oznaczana szyldem "świeża".

Wracając do meritum mej sprawy, to owy konwój, a konkretnie trzy wozy z kilkunastoma beczkami, zaprzężonych do koni, wjechał do miasta, by następnie porozwozić, pod osłoną nocy, w lokale jej potrzebujące.


I wiadomym zapewne jest, że to nie jest tak hop siup nabrać ją do beczek, bo zajmuje to trochę czasu, a "stety" dopiero ostatnie jej pobory były już tymi które nas powinny najbardziej zainteresować, bowiem tyczą się herbaty z dość miłym dodatkiem, którego drapieżność, rozprzestrzenianie i zagrożenie nakazują rozumieć go nie jako dodatek smakowy... choć niewykluczone że takim także jest.


Po pewnym czasie mrok w pełni ukazał swe wdzięki, przywołując ze sobą swych braci - wiatr oraz deszcz, które delikatnie ochłodziły skwer parujący z tych ciepłych zakątków miasteczka. Kartkę z napisem: "trzy z końmi" i przekreśloną ósemką na rzecz "dziesięciu beczek" porwał wicher, by następnie osadzić ją z dala od leżącej samotnie drewnianej kończyny, która wraz z ową zapisaną informacją zostały wystawione na próbę deszczu, której raczej nie dane będzie im w pełni przetrwać. A zerwana w drodze powrotnej czterolistna łodyga koniczyny najwyraźniej nie była oznaką szczęścia - a już na pewno dla zrywającego ją chłopca. A może jednak nie mogła być..

Aaron - 5 Listopad 2014, 01:23

Aron przeprowadzał senną zjawę przez alejki między zabudowaniami małego miasteczka. W ciszy przeszedł ten odcinek, pozwalając sobie na porządkowanie myśli i trzymanie Revi pod rękę. Miał się postarać o bycie przy niej więcej czasu niźli mniej? Czy może tylko jej doglądać od czasu do czasu, pozwalając samej być i czuć się dorosłą, niepotrzebującej obchodzenia się jak z córką?
Nastała ciemność ze światłami w oddali i jasnym niebem pomimo tej ponurej pory dnia.
- Chyba prędzej niż się spodziewałem, opuściliśmy miasteczko. Ale to nic, przed nami kolejne, nieco większe.
Jeśli bała się niepokojącej ciszy, szelestu wiatru w wysokich trawach wokoło, bądź drzewa w oddali zdawały się być ożywionymi posągami... to może jest to dobry pomysł na porozmawianie z wyobraźnią. Ewentualnie uściśnięcie dłoni Arona w myśl dodania sobie odwagi.
- Chyba wpadliśmy w stado odpoczywających Grimmów. te stworki bywają upierdliwe, a teraz odpoczywają na tych drzewach, ze zwiadowcami w trawach. Zachowujmy się spokojnie, to nam może nie przeszkodzą. Zwą je szarańczą, bo w chmarze... są lokalną klęską.
Przed nimi malowały się pierwsze kontury zabudowań miasteczka lalek. I wtedy Aron spotkał się z konającą ciszą - Grimmy ruszyły za nimi. W liczbie tylko kilkunastu, niczym jeden z wielu oddziałów. Najwidoczniej wyżej od pochwycenia ofiar chciały się nimi tylko zabawić.
- Źle, źle, źle, niedobrze! - Krzyczał, a jednak szeptem mówił. Bo bał się, że Revi się albo zachwyci nimi, albo zrobi inne głupstwo.
Chwycił ją mocniej za przedramię i pognał przed siebie, w wysokie trawy wolne od poruszania się - wolne od przesiadujących w niej Grimmów. Na horyzoncie mieli plac zabaw, dość obszerny. A doszliby do niego od strony wielkich drzew z domkami na nich wybudowanymi. Zawsze to jakieś schronienie,ale wolałby zaszyć się w jednym z budynków towarzyszącym placu zabaw.

Rello - 5 Listopad 2014, 13:40

Nie wiem czy właściwie postąpiłam, w końcu nie powinnam się oddalać od miejsca zabawy, nękały mnie teraz obawy, iż przyjaciółka nie będzie w stanie mnie odnaleźć. Z drugiej jednak strony byłam ciekawa tego świata i chciałam zobaczyć go więcej, a także nie chciałam jeszcze, aby moje spotkanie z Aronem dobiegło końca. Potrzebowałam czasu, aby być w stanie odchylić tą kurtynę tajemnic, jaką czułam, że Lunatyk się odgradza. Ciężko było mi zrozumieć ten dziwny rodzaj satysfakcji, jaki odczuwałam, myśl, że już teraz prawdopodobnie wiem więcej niżeli mój pierwowzór. I znowu łapałam się na fakcie, że nas porównuję, Lunatyk miał, co do tego rację. Ciszę przecinały teraz jedynie odgłosy naszych kroków oraz świst wiatru, nie doskwierało mi to jednak, ponieważ skupiłam się na obserwowaniu otaczającej nas rzeczywistości. Ten świat, miał w sobie coś, czego nie umiałam opisać słowami. Kiedy wspomniał o kolejnym miasteczku chciałam spytać gdzie się kierujemy, jednak szybko porzuciłam ten zamiar, bo przecież jego odpowiedź raczej wiele mi nie da, bo i tak ta kraina jest mi obca. Przez dłuższą chwilę kątem oka zerkałam na swego towarzysza, chciałam sprawdzić jak bardzo się zmienił, jak różnił się od tego, którego pamiętałam jedynie z krainy snów. Po chwili w jego spojrzeniu wyłapałam coś na rodzaj zaniepokojenie, więc pokierowałam wzrok tam gdzie i on to czynił, jednak pośród gęstych traw ciężko było coś dostrzec, no może poza faktem ich nienaturalnego ruchu, niezgodnego często z kierunkiem wiatru.
- Grimmy? Czym są ? Mogą być dla nas niebezpieczne, bo jesteśmy na ich terenie?
Gdy mnie poinformował zaczęłam wyszukiwać wzrokiem owych stworzeń a jak że nie udało mi się dostrzec nic w trawie zadarłam głowę wyżej szukając między gałęziami drzew. W końcu szmaragd mojego spojrzenia natrafił na kilka gryzoniowatych istot podobnych do ziemskich szczurów jednak te tutaj były większe.
-Przypominają szczury z ludzkiego świata tylko…
Przerwałam i zerknęłam przez ramie, bo zaniepokoiły mnie nagłe wzmożone szmery za naszymi plecami, nim jednak zdążyłam się lepiej przyjrzeć Aron pociągnął mnie za sobą przed siebie. Uciekamy a to chyba znaczy, że te szczurki rzeczywiście mogą nam zagrażać, dlatego przyspieszyłam kroku, aby dorównać Aronowi. I tyle ze spokojnej przechadzki, teraz mieliśmy na ogonie zgraję ogoniastych stworków o niejasnych intencjach…

Aaron - 10 Listopad 2014, 18:13

Polecam słuchać gdzieś od trzeciej minuty, a najlepiej całe: klik. Mnie się dobrze przy tym pisało.


- ...tylko brak im twarzy? - dokończył jej rozważania o podobieństwie do szczurów - Mnie zawsze kojarzyły się z futurystycznymi bombkami choinkowymi. - zaczął o swoich skojarzeniach mówić, ale przerwał, zmuszony do pośpiechu. Obecnie lepiej te stworzonka po prostu realistycznie omijać niż wieszać... w wyobraźni na choince.
Biegli przed siebie, zbliżając się do zabudowań. Nie wiedział, czy woli kryć się w budynku, czy też uciekać dalej. Przed sobą napotkał drzewo wzbogacone o cztery drewniane kąty - domek. Zerknął za siebie - na jedno mrugnięcie zliczył wrogich stworków średnio po sześć sztuk, a zamrugał im trzy razy.
Za dużo was, za dużo! - szamotał się w myślach z pozornie prostym problemem. Bo normalnie, zatrzymałby czas i uciekł w bezpieczne miejsce, ale tutaj musiał się postarać o zabezpieczenie Revi. A takie wyzwanie radowało go, zwiększało poziom adrenaliny. Miał tę pierwszą okazję spełnić swoje zapewnienia o ochronie i nie przyjmował porażki.
Skręcił w stronę budynku, targając Revi za nadgarstek. Sprawianie bólu niechże wypomni mu, gdy będą bezpieczni. Wtedy pomyśli o przeprosinach. Krok jeden, drugi, kolejny. Liście rozrzucone były wszędzie, najwidoczniej jesień wczorajszego dnia zagościła w tym miasteczku i jeszcze zima po niej nie posprzątała. Zatrzymał się gwałtownie, zauważając kątem oka klamrę ustawioną pod ścianą domu.
- Szybko! - nakazał jej, bez rozczulania się nad miłym kontekstem wypowiedzi.
Puścił jej dłoń i przymierzył się do otwarcia starego, zardzewiałego włazu, od długich lat nieotwieranego, a prowadzącego do piwnicy. Udało mu się go otworzyć, ale żeliwna klamra straciła na łagodności swoich kształtów i teraz jego palce obu rak były poranione. Błękit dodał poblasku jego bladej skórze.
Ponaglił ją do wejścia do środka, nie przejmując się tym, że w środku jest całkiem ciemno. Bo przecież mają porę nocną i nikłą dekorację światła na firmamencie, więc spodziewanie się jasności w środku byłoby rzeczą nawet rozsądną, zważywszy, że to Kraina Luster.
Wszedł za nią, być może depcząc jej po nodze - zdarza mu się przecież ranić kobiety, więc czemu i tym razem nie postąpić miałby podobnie? - i zatrzaskując właz.
Ciemność. I rozciągający się żywot ulgi.
- Skrzydełka niby z piór aniołka, zawieszka wykrzywiona w nowy rodzaj haczyków-szponów i długi sznurek, aby okazalej się prezentowały. - westchnął i dokończył rozpoczęte na powierzchni porównanie. Może kiedyś ten pomysł ozdób choinkowych się przyjmie i zawita do naszych domów?
Zszedł z jej nogi, domyślając się, że to nie jest ta sama faktura która czuje pod drugim butem. Przede wszystkim dlatego, że tutaj materiał był nierówny.
W jednej chwili objął ją dłońmi. Nie czuł ran na dłoniach, nie obchodziło go to, że poplamił jej sukienkę, ani tym bardziej pokrzywione w ciasnocie pomieszczenia jej udawane skrzydła.
- Bezpieczni - wyszeptał z powracającym spokojem. Obłędne stworzonka nie przymierzyły się nawet do zaatakowania drzwiczek od włazu - inteligentne są i znają ograniczenia.
A o tym, co jest w tym pomieszczeniu, opowie Revi.

Rello - 11 Listopad 2014, 04:31

Narastający niepokój łatwo mogłam odczuć w jego postawie, pośpiechu i sile, jaką teraz wkładał w to abyśmy oboje zdołali uciec. Towarzystwo tych stworzeń zdecydowanie nie sprzyjało miłemu spaceru, jakiemu wcześniej się oddaliśmy. Buty na wysokim obcasie złożone z delikatnych pasków skóry i ozdobnych materiałów a do tego pośpiech oraz nierówne podłoże zdecydowanie nie sprzyjały temu ucieczki, mimo wszystko starałam się nie pozostać w tyle oraz nie stracić równowagi, bo mogłoby się to teraz kiepsko skończyć. Czy to przez bieg a może przez rosnący w siłę strach czułam jak serce zaczyna mi szybciej bić? W takich chwilach jeszcze bardziej odczuwałam fizyczność swojego ciała, istnienie staje się szczególnie istotne właśnie w chwilach, kiedy staje się zagrożone, czy to działa w ten sposób u wszystkich? Kiedy już znaleźliśmy się pod ścianą jednego z budynków obejrzałam się za siebie. Ścigających nas istot było coraz więcej i nie wyglądało na to by miały ochotę aktualnie zmienić obiekt zainteresowań. Nie wiem czy to odpowiedni czas na tego typu przemyślenia, lecz w tej chwili zastanawiałam się, w jaki sposób te stworzonka mogą nas skrzywdzić? Dlaczego mają być plagą? Coś jeszcze chodziło mi po głowie, czy i we wspomnienia takiego stworzenia byłabym zdolna się zagłębić? Korciło mnie to przez krótką chwilę, jednak obawy jak i nakaz ze strony Arona szybko wypędziły ten pomysł z moich myśli a przynajmniej na tą chwilę. Wróciłam „na ziemię” i równie szybko trafiłam pod nią przekraczając wejście ciemnej piwnicy. Przez krótką chwile nikłe światło wdarło się do pomieszczenia jednak ta chwila to za mało by odkryć tajemnice ów podziemi, jedyne, co zauważyłam to fakt, iż miejsce to wypełniało wiele przedmiotów i mebli, których kształty zlewały się przez tą chwilę z cieniami, więc ciężko było nawet lepiej określić ich położenie. Wejście zamknęło się, gdy tylko Lunatyk znalazł się wewnątrz, w tej chwili poczułam na swojej stopie ciężar jego kroku, więc odsunęłam się nieco i w tej samej chwili do moich uszu dotarł dźwięk przypominający kruszące się szkło. Szybko zdałam sobie sprawę, że w ciemności również i ja postawiłam nieuważny krok, którego efektem było zniszczenie czegoś. Instynktownie zerknęłam po nogi, mrok nie pozwolił mi jednak oszacować skali zniszczeń ani też określić jego ofiary. Pod nogą czułam jednak różne materiały, było to zarówno coś kruchego i twardego, ale również miękkiego jakby wypełnionego puchem a może pluszem o gładkiej i śliskiej powierzchni. Z zamysłu ponownie wyrwał mnie Zegarmistrz, tym razem jednak nie słowa a dotyk. Słyszałam jego przyspieszony oddech, podobnie jak i mój, który potrzebował przynajmniej chwili, aby powrócić do stanu bliskiemu normy. Jedno wypowiedziane szeptem słowo sprawiło, że z mojej twarzy znikły, choć części cieni trosk. Uniosłam ręce i delikatnie ujęłam jego dłonie, pozwoliłam sobie nawet na wykorzystanie Arona, jako podpory, bo oparłam się plecami o jego klatkę piersiową pozwalając sobie na chwilę wytchnienia, czekając aż oboje odetchniemy po tej pogoni.
-Bezpieczni, a przynajmniej do chwili, gdy właściciel tego miejsca nie rozgniewa się za takie nagłe „wtargnięcie”. O ile w ogóle jest tu jakiś właściciel.
Gdzie trafiliśmy? Pod czyim dachem szukamy schronienia? Nie znając odpowiedzi na te pytania ciężko było mi w pełni odetchnąć z ulgą, również mrok tu panujący dalej ogarniał mnie niepokojem. Ten nagle urósł w mej głowie, kiedy to ciszę nagle przerwał upiory śmiech, który sprawił, że moje ciało przeszyły dreszcze. Ten śmiech… słyszałam go tak wyraźnie jakby jego właściciel stał za moimi plecami, lecz to nie był głos Arona, tak na pewno nie brzmiał jego śmiech. Odwróciłam głowę w stronę białowłosego dzieląc się z nim spłoszonym spojrzeniem, którego zapewne mógł nie dostrzec w ciemności.
-Słyszałeś go? Śmiech? Ktoś tu jest albo ja wariuję…
Oznajmiłam drżącym głosem, mój niepokój rósł na sile, bo kiedy tylko oboje milkliśmy wtedy upiorny śmiech ponownie rozbrzmiewał a ja miałam wrażenie, iż to jego oddech a nie Arona właśnie czuję na karku. Jedną z dłoni mocniej zacisnęłam na jego nadgarstku drugą zaś wyciągnęłam przed siebie po omacku błądząc nią w ciemności, szukając sposobu, aby przegnać ją z tego miejsca, choć na chwilę. Powinnam uczyć się na błędach i być ostrożniejsza a jednak kolejny nieostrożny krok w ciemności o mało nie został przypłacony upadkiem, schody…, ale całe szczęście i poręcz, na którą natrafiła moja dłoń.

Aaron - 12 Listopad 2014, 21:21

Ciemność nie była głównym utrudnieniem. Powietrze przesiąkało obecnością staroci, pewnie jakieś kartony, zakurzone meble, gazety sprzed kilkudziesięciu lat, łącznie z książkami gubiącymi pojedyncze strony. Właściwie przytulenie się do niej było ukojeniem dla dróg oddechowych, bo choć trochę perfum, czy choćby zwyczajny zapach człowieka, musiało mu towarzyszyć. A zazwyczaj czym częściej spotykany napotkany zapach, tym łatwiejszy jest do zniesienia. Bo codzienna wizytacja w chlewie nie jest zmorą dla nosa, ale wejście tam po miesiącach nieobecności implikuje natychmiastowe wyjście nawet z odruchami wymiotnymi.
Tu takiej tragedii nie miał, chyba że jakiś szczur skisł z braku pożywienia pod którymś z przedmiotów?
- Szepcz, a prędko nas nie dosłyszy. - Powiedział tak, jak ją poinstruował. Gdyby drzwi się otarły i wymierzyło coś/ktoś do nich z noża, łuku czy naładowanej magiczną mocą dłoni, najzupełniej nie czułby się jak szczęśliwy ocalały.
Pozostaje więc wierzyć w dobroć tutejszych mieszkańców.
O żadnym śmiechu nie było mu wiadomo, sam do takiego zachowania nie był skory od dość dawna, poza pojedynczymi napadami chichotów w pokazie nieudolności czyichś czynów.
Cholerny ważniak się znalazł.
...To jednak zaczął się poważniej zastanawiać, czy prędzej sobie żartuje niż stwierdza swoje przesłyszenie.
Ten silny ucisk był impulsem nakazującym zastanowić się nad innymi wariantami swoich rozważań. Ale on wolał nie przywoływać złych omenów, bo zupełnie nic nie posłyszał podobnego, a z pewnością nie słuchał głośno muzyki na balu, ani też się nią nie przejmował w okazały, emocjonalny sposób, by mieć omamy słuchowe.
Bliskość do upadku sprawiła, że pociągnęła go za sobą. Schody prowadzące... właśnie, w górę czy w dół? Chciałoby się te pierwsze; te drugie bardziej pasują wybrykom tej krainy, a na jakie natknęła się, wie sama Revi.
- Nic nie słyszałem, spokojnie. - wyszeptał do ucha, schylając się i próbując dłonią znaleźć koniec pierwszego stopnia schodów. A potem wypatrywał ściany. Stawianym z wolna krokiem szukał wysokości stopni, po czym, trzymając wciąż Revi, zmierzał ku górze. Że drzwi mogą pojawić się w niewytłumaczalnie bliskiej odległości, to nie gonił z tempem. Pozostaje tez jeszcze kwestia, czy jakakolwiek przeszkoda terenowa nie tarasuje stopni, ale chyba takiego szczęścia nie mają? Mają?
Potknął się raz Aron - nierówna wysokość jednego z wielu uskoków wylanego betonu. W końcu metalowa faktura pojawiła się pod jego dłonią brodzącą po ścianie. Pchnął ją, a drzwi, które tworzyły, powoli się otwierały, dając trochę światła ich oczom. Drobinki kurzu płynęły w jego promieniach, cieplejsze powietrze buchnęło na twarz.
Zastali całkiem opustoszały korytarz, wąski i długi. Z jednej strony okno na zewnątrz, z drugiej winkiel i jaśniejsza poświata. I trochę drzwi po obu stronach. Na pierwszy rzut oka, wystrój nie jest domeną tej części budynku.

Rello - 13 Listopad 2014, 21:09

Na polecenie jak i przydatną radę skinęłam głową w geście zgody, prawda powinniśmy zachować dyskrecję w końcu nie wiadomo, na kogo przyjdzie nam tu trafić. Może być i tak, że jedynym, co napotkamy będzie duch dawnych właścicieli dalej kryjący się w pozostałych tu przedmiotach i miejscach, ale o tym przekonamy się zapewne niebawem. Nie wiedziałam czy z jego odpowiedzi powinnam się cieszyć a może raczej nią martwić. Raczej ta pierwsza z opcji zdaje się w tej chwili odpowiedniejsza jednak dalej martwiło mnie, że moje zmysły najwyraźniej zaczynają mnie zawodzić. Być może po prostu za bardzo się martwię, może to wina ciemności? Strach przed ciemnością do tej pory zdawał mi się obcy, w każdym razie do tej pory….
-Może to przez ciemność i nerwy…przepraszam.
Wyszeptałam zmieszana, nie chciałam siać niepotrzebnej paniki a widocznie właśnie to czyniłam. Niepokój mącił mi w głowie, ale nie powinnam nim obarczać innych, dlatego uznałam, że postaram się trzymać swoje nerwy na wodzy. Dodatkowo nie chciałam po prostu wyjść przed Aronem na strachliwą i nieporadną dziewczynkę, dlatego jedynie przygryzłam dolną wargę i ruszyłam z miejsca jak i uczynił to Lunatyk. Schody na górę poprowadziły nas ku wyjściu, jedną ręką stale trzymałam się poręczy i starałam równocześnie być podporą/wsparciem dla Arona. Kroki stawiałam ostrożnie zaliczyłam już potknięcie jak i rozbicie jednej z własności kogoś zamieszkującego ten budynek i nie spieszno było mi to powtarzać. Opuszczenie korytarza przyniosło mi ulgę, głównie dzięki zwiększenia się ilości światła jednak moja ulga ponownie została wypędzona przez upiorny śmiech. Tym razem jednak starałam się opanować swoje reakcje, ręce być może mi zadrżały i znów zerknęłam za siebie jednak starałam się, aby moje obawy nie przyciągnęły uwagi białowłosego. To tylko Twoja wyobraźnia, ignoruj to, po prostu ignoruj… te słowa właśnie sobie powtarzałam, jednak nie były one w stanie przepędzić nękającego mnie nieprzyjemnego chichotu.
-Wygląda na opuszczony… albo też dość zaniedbany. Rozejrzymy się?
Szeptem oznajmiłam swoją propozycję, chciałam się czymś zająć, licząc na to, że w ten sposób uda mi się uwolnić od paranoi, jaka chyba zaczynała mnie dopadać. Nie czekając na przyzwolenie ze strony swego towarzysza ruszyłam w stronę jednych z drzwi i ostrożnie nacisnęłam na klamkę, po czym delikatnie uchyliłam drzwi zerkając ostrożnie do środka. Znowu moje obawy się pogłębiły, bo kiedy zerknęłam przez drzwi miałam wrażenie, iż wnętrze pokoju zmieniło się i to kilku krotnie. Przetarłam oczy dłonią i zerknęłam raz jeszcze wtedy to ujrzałam zaciemniony pokój z oknem jednak to było zasłonięte. Pokój miał w sobie jednak coś innego, mój wzrok przyciągały półki, na których gościła ogromna liczba lalek i innych zabawek. Rozejrzałam się w poszukiwaniu jakiejś żywej duszy jednak nie dostrzegłam nikogo to też miałam zamiar przestąpić próg ów pokoju. Pod ścianą stało również spore biurko a na nim gościły różnego rodzaju sprzęty wszystko jednak było w nieładzie.
-Pracownia?

Aaron - 15 Listopad 2014, 16:53

- Tak, rozejrzyjmy się. Może znajdziemy coś ciekawego, skoro tu już jesteśmy...
Powinni wyjść na zewnątrz, powinni dłużej bezczelnie nie skradać się po czyjejś posesji; bo zagrożenie ich już nie nęka, nie ma powodów do ukrywania się. Zaraz, bezczelnie? Jeszcze nic nie zniszczyli, ażeby tak sądzić.
Ale fakt faktem, nie czynią najładniej. Choć z drugiej strony dziwem byłoby, gdyby Zegarmistrz nie pędził za ciekawością w nieznane.
- Chyba ktoś zapomniał tutaj mieszkać. A wygląda na solidnie zrobiony i równie solidnie prowadzony.
Oceniał tak po klasie wykonanych z drewna futryn jak i doboru desek do podłogi i ścian. Brakowało mu elementów dekoracji, Tak jakby wszystko co cenne, zabrano. Żadnego obrazu, choć jeden gwóźdź rzucił mu się w oko, podobnie jak kawałek dalej ślady po zabranych deskach okładających cegłę - najwidoczniej musiały mieć w sobie coś wyrzeźbione.
Nie poszedł za Revi - zajmował się jeszcze wyglądem korytarza. W jej kierunku spojrzał, gdy zastanawiała się nad przeznaczeniem doglądanego pomieszczenia.
- Chyba tak...
I chciał iść w jej kierunku, zajrzeć do odkrywanych czterech ścian. I nagle rozpłynęła się w ciemności ciasnego pomieszczenia. Zdezorientował się, prędko wbiegł, ale po jego najdroższej ani śladu mu nie zostało. Nawet w powietrzu inny panował zapach niż poprzednio.
Zduszone, mętne, niewietrzone. To sugerowało, że pomieszczenie jest ślepe - skrytka.
Gdyby wyczuwał wysokość na jakiej się znajduje, poczułby, że o niespełna trzy metry wyżej się znajduje. Na piętrze.
- Revi! - zawołał.
Odwrócił się - drzwi zamknięte. Uchylić chciał, ale były zabarykadowane od drugiej strony. Pewnie jakaś szafa.
Odnalazł ukryte pomieszczenie, super! Szkoda tylko, że przy okazji drogi powrotnej już nie.
Po omacku próbował cokolwiek tutaj znaleźć. Blat stołu, wystające gwoździe z opartej o ścianę deski, kartony pod nogami, puszka w którą kopnął, stawiając jeden z kroków. Zawołał za nią jeszcze raz, głośniej. Mógłby spróbować przenieść się gdzieś w inny świat i wrócić do tego domu, ale... skąd pewność, gdzie obecnie jest i że czas zwłoki nie sprawiłby ominięcia się ich spotkania?
Ryzyko lubi, ale nie w obliczu kiedy na szlai jest życie pierwszej istoty od lat, której myśli daje równe pogodne, co i sobie.

Rello - 16 Listopad 2014, 01:14

Rozglądałam się z ciekawością po pomieszczeniu, które jednak szybko przestało mi się podobać. Lalki, zabawki i marionetki przez panujący tu pół cień miałam wrażenie, że ich martwe spojrzenia są teraz skupione na mojej osobie…. Na dodatek spora część zabawek była uszkodzona, a to jednej brakowało nogi a to ręki, inne leżały obdarte ze swych strojów. Wiele wyglądało też jakby ktoś rozpoczął pracę nad nimi jednak w końcu nie ukończył swej pracy. Porzucone… wyglądały tak jakoś przygnębiająco i budziły niepokój. Powoli zbliżyłam się do biurka, leżały na nim plany zapewne kolejnego dzieła, jednak nim zdążyłam lepiej się im przyjrzeć usłyszałam wołanie Arona. Energicznie odwróciłam się w stronę drzwi, nie spostrzegłam, iż moje skrzydła zaczepiły o cienkie niemal przeźroczyste żyłki zwisające z jednej z wyższych półek. Ton jego głosu mnie zaniepokoił, dlatego w pośpiechu wybiegłam na korytarz, jak też sądziłam jednak, kiedy tylko na chwilę zmrużyłam oczy okazało się, że znalazłam się w zupełnie innym pomieszczeniu. Nie zdążyłam jednak mu się przyjrzeć, ponieważ byłam zbyt pochłonięta swoją paniką, którą podsyciło ponowne nagłe a tym razem i wyraźniejsze pojawienie się śmiechu w mojej głowie, jednak ten nie przeraziłby mnie teraz tak bardzo gdyby nietowarzyszące mu nagłe dotknięcie a raczej uderzenie czegoś we mnie. Przestraszona nie byłam w stanie zrobić nic więcej poza wydaniem z siebie przerażonego pisku a może i nawet krzyku. Przez chwilę stałam w bezruchu będąc pod wpływem szoku, czułam jak łzy cisną mi się do oczu, po czym spływają po policzkach. Szepnęłam jeszcze tylko niewyraźnie „proszę… odejdź…” jednak, kiedy odważyłam się spojrzeć za siebie nikogo nie było… za to u moich stup leżała zaplątana w sznurki jedna z marionetek. Serce biło mi jak szalone i to za sprawą marionetki…, czułam się żałośnie. Dopiero kolejne wołanie Arona, tym razem niewyraźny i stłumiony, ciężko było określić skąd dobiegał dźwięk.
-Aron? !Gdzie jesteś?!
Krzyknęłam i dopiero sama rozejrzałam się po pomieszczeniu, w którym się aktualnie znalazłam. Okna, za których mogłam ujrzeć poruszające się gałęzie drzew, dawały nikłe światło rozpraszające mrok. Pokój był całkiem obszerny i możliwe, że stanowił salon albo też jadalnię, tak przynajmniej uznałam ze względu na goszczący tu długi stół jednak zostały przy nim zaledwie trzy krzesła a mogłoby stać i z dziesięć takich. W pokoju dało się również wyczuć zapach sadzy a to za sprawą kamiennego kominka osadzonego w jednej z ścian.

Aaron - 16 Listopad 2014, 23:03

To, co się w tym domu wyprawiało powinno każdego przyprawić o zawrót głowy... No, każdego, kto głowę skłonną do takich zawrotów posiada. Z drugiej strony, jest to przecież prawdziwa esencja tej strony lustra i każdy, kto tutaj świadomie zmierza, powinien czerpać garściami przyjemność z doglądania takich dziwów.
Aronowi jednak nie było ani do uśmiechu, ani tym bardziej do śmiechu. Ubranie lepiło się od potu kreowanego przez natłok złych myśli, w których gromadzeniu był teraz wyborowym mistrzem. Posłyszał półgłosem jej odpowiedź. Podniosło go to na duchu, ale w przejrzeniu przez ciemności nie pomagało ani trochę.
Przykucnął i szukał przydatnych rzeczy na podłodze. Warstwa kurzu osiadła na deskach, nierówno pokładzionych, przestarzałych, miejscami wydartych od korzystania na nich z ciężkich narzędzi. Albo coś mocarnego raz na nich stało, dwa czasem było po nich przesuwane, na przykład skrzynia z paroma lalkami.
Odnalazł w kącie małego pomieszczenia młotek z zazębionym końcem. Siłował się z jego pomocą z jedną z luźniejszych desek podłogi. Zdołał ją wyrwać i dostać się do wnętrza drewnianego stropu, skąd rozległ się smród mysiego gówna. Kolejno, solidnie walił młotkiem po desce z sufitu aż w końcu postarał się o dziurę na wylot.
- Reeevi!!! - zawołał jak tylko głośno potrafił, nie martwiąc się, że prawdopodobnie wszyscy mieszkańcy tego budynku zostali zbudzeni, nawet z najtwardszego snu.
A przekuł się do jednego z pomieszczeń korytarzu, odwiedzanego po wyjściu z piwnicy.
Revi nie miała raczej problemów ze zlokalizowaniem jego walecznych prób siłowania się z drewnem i udania się do pomieszczenia, któremu mały otwór w suficie Aronia dorobił. Problem w tym, że niekoniecznie musiałaby trafić dokładnie do tego pomieszczenia, nawet przechodząc przez właściwe drzwi. A magiczny psikus pewnie chętnie uwięziłby ją wraz z Aronem.
Co zrobić, co zrobić?
Ponownie ją wołał. Podobnie się czuł, kiedy Camill spadała między skały. Wtedy też nic nie mógł uczynić, poza zatrzymaniem czasu i powstrzymaniu jej od śmierci. Do dnia dzisiejszego zdarza mu się przeklinać za tę bezradność, choć momentami także i cieszył się, że tego nie uczynił. Paraliż psychiczny bywa ociężały i niezwyciężony i taki właśnie był wtedy, podczas tego wypadku.

Rello - 18 Listopad 2014, 07:45

Hałas, który nagle rozległ się po pomieszczeniu zaniepokoił mnie, ponieważ nie wiedziałam, do czego mam go przypisać. Niepewnie cofnęłam się czując w końcu chłodną ścianę za plecami, pod nogami zaś dalej plątały się sznurki jak i przyczepiona do nich marionetka. Złapałam za żyłki i pociągnęłam je energicznie chcąc się od nich uwolnić w efekcie tego poczułam tylko nieprzyjemny tępy ból w dłoni rozchodzące się po niej ciepło. Marionetka poderwała się z ziemi i przez chwilę zatańczyła nad ziemią nim ponownie na nią trafiła. Nasłuchiwałam skąd dobiegają podejrzane dźwięki a kiedy ustały ponownie dotarł do mnie głos Arona, tym razem znacznie wyraźniej niż poprzednio. Ulga, tak jego głos przynosił mi teraz ulgę, również przez fakt, iż cisza mąciła mi teraz w głowie, kreując dźwięki, których słyszeć nie powinnam. Musiałam znaleźć Arona, dlatego odwróciłam się w pośpiechu z powrotem ku drzwiom, które okazały się być zamknięte, co mnie zastanowiło, przecież ich nie zamknęłam ani też nie było słychać żadnego trzasku świadczącego o tym, że same nagle to zrobiły. Złapałam za klamkę i uchyliłam je jednak nie ruszyłam od razu przed siebie, ponieważ dostrzegłam być może przyczynę tego całego zamieszania. Obraz wnętrza pomieszczenia, do jakiego miałam się teraz udać nagle się zmienił i to kilka razy a ja nie wiedziałam jeszcze, co sprawia, że tak właśnie się dzieje. Teraz jednak bardziej niż na rozwikłaniu zagadki tego zjawiska zależało mi na odnalezieniu Zegarmistrza, dlatego w chwili, kiedy przed oczami stanął mi obraz już znanego wnętrza, jakim był korytarz szybko przekroczyłam prób drzwi. Coś nie tak jest z tym miejscem tego byłam pewna… a może to tutejszy system antywłamaniowy, który ma na celu zasiać zamęt w głowach nieproszonych gości ? Niedaleko przed sobą dostrzegłam zalegające na podłodze odłamki krewna oraz tynku, co skłoniło mnie do odszukania wzrokiem miejsca, z którego też pochodziły. Kiedy zadarłam głowę do góry ujrzałam powstałą w suficie dziurę a w niej zaciemniony ludzki kształt.
-Aron?! Jestem tu.
Zawołałam z dołu i podeszłam tak by znaleźć się bliżej szczeliny dającej nam możliwość kontaktu. Dawno tak bardzo nie cieszyła mnie teraz czyjaś obecność jak działo się w tej chwili, jednak nasze kłopoty się nie skończyły, mimo że udało nam się odnaleźć.
-Nic Ci nie jest? I gdzie teraz jesteś?

Aaron - 20 Listopad 2014, 23:44

Szkoda było mu niszczenia podłóg i sufitów w tym domu. Nie było ani oznaką szaleństwa, ani tym bardziej strachu o siebie takie niszczycielskie zachowanie - to objaw obaw o nią, o tą jedyną, którą teraz ma, choć nie był tego pewien dopóki nie posłyszał jej głosu tuż jakby pod sobą. Już taki jeden oglądał uwięzioną w innym wymiarze ukochaną jedynie przez sen - Niszczyciel z Siewcy Wiatru Kossakowskiej - on nie chciałby do niego dołączyć w tym czynie, mimo że przecież miał być na tym Burzycielu wzorowany!
Ujrzał skrawek jej postury przez tą małą szczelinę. Odpowiedział jej uśmiechem.
- Coś blokuje drzwi tu, gdzie jestem. A jest ciasno i całkiem ciemno, coś jakby tajny pokój. - Opisał w paru słowach swoją beznadziejną sytuację - Dasz radę się tu dostać po jakichś schodach i mnie wydostać?
Problem jest taki, że ten dom nie posiada schodów między parterem i piętrem.
- Posiedzę tu dłużej, byleby tylko Tyś była bezpieczna... Nie rób nic głupiego, moja Droga! - Zmartwieniem ostrzegł ją przed pochopnym działaniem. Przecież żadne z nich nie zna sekwencji w jakiej drzwi zmieniają pomieszczenia.
A tymczasem klapnął sobie na podłogę i szukał alternatywnych rozwiązań. Podobało mu się działanie tego domu i nawet by sobie w nim zamieszkał, choćby po to by przestudiować ten antywłamaniowy system. Ale on upodobał sobie nadmorskie zamki i latarnie morskie. Lubi granicę ziemi z wodą, oznaczaną pionowym murem.

Rello - 23 Listopad 2014, 06:41

Możliwość wymiany choćby kilku słów z mężczyzną bardzo mnie teraz cieszyła, przestała jednak, kiedy już zdałam sobie sprawę w jak nieprzyjemnej sytuacji znajdował się Aron. Uwięziony w ciemnym i ciasnym pokoju, miałam nadzieję, że Zegarmistrz nie cierpiał na klaustrofobię, bo z tym schorzeniem i podobnymi warunkami można by popaść w obłęd, o który zresztą posądzałam własną osobę. Nie chciałam pokazywać, że się martwię albo boję, białowłosy dość miał już zmartwień i teraz moim największym będzie wydostanie go z tego miejsca…gdziekolwiek ono jest.
-Nie martw się, jakoś Cię znajdę i wydostanę!
Zapewniłam go pełnym przekonania głosem, mimo że w środku rosły we mnie obawy. Zaczęłam rozglądać się za jakimiś schodami, bo w końcu był nade mną, co oznaczało, że ten tajny pokój musi być gdzieś na piętrze. Czy miejscem odpowiednim dla wstawienia schodów nie jest właśnie korytarz? Więc czemu tu ich nie zastałam? Czyżby były w jednym z pokoi? Przez te dziwne zawirowania lokacyjne byłam nieufna w stosunku do drzwi znajdujących się w tym domu, jednak czy był inny sposób, aby dostać się dalej jak nie przechodząc przez nie? Być może jednak na tą chwilę pozostawał mi nieznany.
-I bądź spokojny, będę ostrożna. A Ty postaraj się być cierpliwy, dobrze?
Dodałam słysząc jego obawy, tak naprawdę nie mogłam go o tym zapewnić i tak naprawdę, jeśli coś by mu groziło bez wahania będę w stanie wyzbyć się tej obiecanej ostrożności. Które z drzwi zaprowadzą mnie do celu? Nie wiedziałam, dlatego postanowiłam otworzyć wszystkie znajdujące się w korytarzu, aby rozejrzeć się po ich wnętrzach w poszukiwaniu schodów na początek. Szybko jednak okazało się, że ten dom nie posiadał schodów a ja dostrzegłam coś dziwnego… pokoje zmieniały się jedne drzwi prowadziły do kilku miejsc!
-Aron, ten dom nie ma schodów… a jedne drzwi prowadzą do kilku miejsc… będę się starać sprawdzać je po kolei.
Podzieliłam się z nim swoimi spostrzeżeniami, po czym przekroczyłam próg jednych z drzwi znajdując się w pomieszczeniu, które zapewne było kuchnią a przynajmniej tak można zakładać po pozostały tu sprzęcie i leżących gdzieniegdzie przyborach takich jak patelnia, noże czy garnki. Rozejrzałam się uważnie po pomieszczeniu, wtedy powrócił do mnie zwiastun nękającego mnie obłędu…śmiech. Czyj był skoro nikogo nie ma przy mnie i dlaczego pojawił się, kiedy tylko znaleźliśmy się w tym domu? A może? A może ten dom jest przeklęty! Może to duch jednego z jego mieszkańców ciągle śmieje się z moich poczynań i towarzyszącej im nieudolności?
-Proszę po prostu zostaw mnie już.. chcemy się tylko stad wydostać…
Powiedziałam szeptem kierując te słowa do mniemanego ducha, ale czy ten mnie wysłucha czy też nie to nie miało znaczenia ja musiałam znaleźć i uwolnić Arona. Podchodziłam po kolei do trzech z czterech ścian i uderzałam w nie pięścią jednocześnie wołając- Aron słyszysz mnie? Jeśli po chwili nie otrzymam odzewu na swe wołanie będzie to oznaczało, że znajduję się w niewłaściwym pomieszczeniu i muszę szukać kolejnego.

Aaron - 23 Listopad 2014, 12:48

Nie spodziewał się braku schodów, bo przez jedne już przechodzili. Z zewnątrz budynek prezentował wysokość ponad parterową, ale obecnie nie potrafił sobie przypomnieć, jaką dokładnie. Od dłuższego czasu nie kontrolował zdarzeń do których był przypisywany, a to potrafił bardzo dobrze. Teraz tylko się zamartwiał, nic nie potrafił uczynić i wciągnął Revi w te kłopoty.
Mogłeś ją zostawić w parku, nie wołać, nie zawracać.
Mogłeś, ale nie zrobiłeś bo wolisz wyjść z problemów z zyskiem niż przejść obok. I nie daj los, abyś musiał zaprzeczyć swoim postanowieniom, bo decyzje ciągniesz w długich żywotach.
- Nie martw się o mnie.
Przecież nie warto.
W oczekiwaniu na jej przybycie, rozdzielał kilka włókien drzewa jak włos - na czworo. Ciemność i ciasnota pomieszczeń obce mu nie były - takie są przecież latarnie, a tym nic nie miał do zarzucenia. Gdyby nie Revi, uciekłby. Zatem co, była zbędnym bagażem? Nie, wziętym na barki obowiązkiem!
Ale nie jako rzecz, a jako istnienie.
Usłyszał jakiś szmer niby za drzwi. W końcu stukanie o ścianę stało się wyraziste. Zapukała do ściany, a on usłyszał pukanie do drzwi.
- Revi? - zapytał, z niepewnością czy to na pewno będzie ona.
Co mają wspólnego ściana i drzwi? Z pewnością jedną rzecz: jedno i drugie może być drewniane lub metalowe. A pierwsza opcja jest tutaj dość prawdopodobną

Rello - 23 Listopad 2014, 22:51

Przysunęłam się bliżej do jednej ze ścian, mimo iż utrudniał y mi to kuchenne szafki. Kiedy usłyszałam głos Arona ogarnęło mnie szczęście, wyglądało na to, że to musiało się do mnie uśmiechnąć skoro już pierwszy pokój okazał się tym właściwym! Ale czy na pewno? Musiałam odnaleźć te ukryte drzwi, wtedy się przekonam .
-Jestem tu!
Zawołałam tylko i wróciłam do szukania drzwi, przeciągałam palce po boazerii w poszukiwaniu jakiejś szczeliny, klamki. Nie wiem, co się stało, ale naprawdę zaczynałam wierzyć, że opaczność mi sprzyja bo moje palce natknęły się na szczelinę której jednak nie mogłam uchylić przez blokującą ją szafkę.
-Są drzwi! Teraz tylko muszę pozbyć się tego, co je blokuje.
Opisałam mu sytuację sama zaś przyglądałam się szafce i oceniając jej ewentualny ciężar, po bliższych oględzinach okazało się że muszę pozbyć się nie jednej a dwóch szafek, które okazały się niestety dość ciężkie więc kosztowało mnie to trochę wysiłku jak i skłoniło do rozważenia rozpoczęcia pracy nad swą formą fizyczną… .W końcu jednak udało mi się wybrać bój toczony z meblami na tyle że byłam w stanie otworzyć drzwi i wpuścić do skąpanego w mroku pomieszczenie trochę światła. Słałam niepewnie w oczekiwaniu i napięciu ale i zadowolona że udało mi się poradzić sobie z zadaniem uwolnienia białowłosego, o ile znowu coś nie tak jak powinno w tym domu nigdy nic nie wiadomo.



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group